Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00141 007008 13420189 na godz. na dobę w sumie
Nowy ordynator - ebook/pdf
Nowy ordynator - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875499 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Doktor Sophie Harrison nie posiada się z oburzenia. Jest przekonana, że o nominacji nowego ordynatora oddziału chirurgii zadecydował jego arystokratyczny tytuł, a nie kompetencje. Życie nauczyło Sophie nieufności do mężczyzn z wyższych sfer…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Kate Hardy Nowy ordynator Tłumaczyła Magdalena König Droga Czytelniczko! W lutym obchodzimy Dzień Zakochanych. Miłość nalez˙y pielęgnować przez cały rok, ale jeśli brakuje Ci pomysłów, jak to robić, moz˙esz poszukać sugestii w naszych ksiąz˙kach. W tym miesiącu polecamy: Pod opieką szejka (Medical Duo) – Nell i Kal ani przez chwilę nie myśleli, z˙e ich szaleńczy romans będzie miał inny finał, niz˙ się spodziewali; Odwaz˙na narzeczona (Medical Duo) – Paul nie ustaje w wysiłkach, by skłonić Solange do małz˙eństwa; Nowy ordynator (Medical) – Charlie długo przekonywał Sophie, z˙e mimo swego arystokratycznego pochodzenia twardo stąpa po ziemi; Bratnie dusze (Medical) – Beth i Luke znaleźli wreszcie wspólny język i wybaczyli sobie błędy, które popełnili w przeszłości. Zapraszam do lektury Harlequin. Kaz˙da chwila moz˙e być niezwykła. Czekamy na listy! Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Kate Hardy Nowy ordynator Toronto · Nowy Jork · Londyn Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg Madryt · Mediolan · Paryż Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa Tytuł oryginału: Her Celebrity Surgeon Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka Korekta: Urszula Gołębiewska, Ewa Godycka ã 2005 by Pamela Brooks ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ , Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3805-0 Indeks 325260 MEDICAL – 373 ROZDZIAŁ PIERWSZY Dwudziesta trzydzieści. Sophie jęknęła w duchu. Przyjęcie z okazji awansu Guya na stanowisko głów- nego chirurga przejdzie jej koło nosa. Ha, trudno, nie zostawi pacjenta na stole operacyjnym. Nigdy nie od- chodziła od chorego wcześniej, jak pół godziny po wy- budzeniu go z narkozy. W chirurgii do końca nie ma nic pewnego; nieraz się wydaje, z˙e wszystko jest w porząd- ku, a tu nagle pojawiają się nieoczekiwane komplikacje, z koniecznością powrotu na stół operacyjny włącznie. Kiedy dotarła spóźniona do niewielkiej winiarni na- przeciwko szpitala, okazało się, z˙e Guy siedzi sam. – Co się dzieje? Nie powiesz mi, z˙e nasi podli kole- dze poszli najpierw coś przekąsić, a wrócą dopiero na twoją popijawę? – zapytała. – Nie. Uroczystość odwołana. – Jak to? Guy wzruszył ramionami. – A tak to, z˙e mianowali kandydata spoza szpitala. – No nie! Tak mi przykro. – Guy był doskonałym chirurgiem, a do tego świetnym facetem. To naprawdę niesprawiedliwe. – Byłam przekonana... – Co oznacza, z˙e ciebie tez˙ ominął awans – zauwa- z˙ył Guy z goryczą w głosie. Sophie czekała w kolejce na objęcie po nim stanowiska. – Tym się nie przejmuj. Mój awans i tak nie był 6 KATE HARDY pewny. Przed twoją nominacją nie mogli nawet ogłosić naboru, a potem mogłam przepaść w trakcie selekcji. – Popatrzyła z troską na kolegę. Jakby nie dość miał w tym roku przykrości z powodu trudnego rozwodu, podczas którego zdradzająca z˙ona oskarz˙yła go, z˙e ją zaniedbywał, spędzając czas w szpitalu, a nie w domu. – No nic, napijmy się na pociechę – oświadczyła. – A potem postawię ci curry i podczas kolacji powiemy sobie, co myślimy o ślepocie zarządu szpitala, który nie potrafi docenić swoich lekarzy. – Ty to potrafisz poprawić człowiekowi nastrój – rzekł Guy z uśmiechem. Abby zrobiłaby to jeszcze lepiej. Abby była staz˙ystką na jego oddziale, która parę tygodni temu zwierzyła się Sophie ze swoich gorących uczuć wobec szefa. Widać sam nie potrafi tego zauwaz˙yć, więc trzeba mu będzie delikatnie uświadomić, jaki skarb ma pod nosem. Usadowiwszy się z Guyem w pobliskiej hinduskiej restauracji, Sophie powróciła do sprawy nieszczęsnej nominacji. – Przepraszam, z˙e dotykam świez˙ej rany, ale czy moz˙esz mi coś powiedzieć o naszym nowym szefie? – Mówi ci coś nazwisko Radley? – Nazwisko wyda- ło się Sophie znajome, ale nie mogła sobie przypo- mnieć, gdzie je słyszała, wiec tylko pokręciła głową. – Jest chirurgiem plastycznym. – Jak to, ma nami kierować specjalista od naprawia- nia ślicznotkom twarzy? No to pięknie! Łatwo się do- myśleć, kto otrzyma fundusze na nowy sprzęt. – Niech to cholera! Sophie samodzielnie zdobyła połowę pienię- dzy na kupno upatrzonej aparatury, a teraz pewnie bę- dzie musiała sama zebrać drugą połowę. NOWY ORDYNATOR 7 – I chodził do bardzo znanej prywatnej szkoły. Sophie zmarszczyła nos. – Eton? – Guy skinął głową. Paru członków zarządu tez˙ kończyło Eton. Sophie nagle zrozumiała przyczyny niepojętej decyzji pominięcia Guya przy wyborze no- wego szefa chirurgii. – Stare układy działają, co? – Chyba tak. – Co za świństwo! Ale nie bierz sobie tego do serca. Głowa do góry, będą jeszcze inne okazje. – Podniosła kieliszek. – Twoje zdrowie, Guy! Wypijmy za nas oboje i nasz znakomity zespół. – Ale nie zamierzała pić za zdrowie nowego szefa, w kaz˙dym razie dopóki się nie przekona, co jest wart. – Radley? Juz˙ gdzieś słyszałam to nazwisko. – Nie jest byle panem Radleyem. Jest lordem. – Jak to? – Ma tytuł baroneta – wyjaśnił Guy. Baron Radley? Zarząd mianował baroneta na szefa chirurgii? Przez twarz Sophie przebiegł nagły skurcz. – Więc, zamiast mianować człowieka, który ma chi- rurgię w małym palcu, podjęli w gruncie rzeczy poli- tyczną decyzję. A o wyborze zadecydowało nazwisko, tytuł i koneksje. – I dobry akcent. Ostry, pewny siebie sposób mówienia, pogardliwy rechot, taki jak... Sophie az˙ się wzdrygnęła. Nie! O tamtym musi zapomnieć, od tamtej pory minęły lata. To przeszłość. – Daj spokój, Sophie, chyba trochę się rozpędziłaś. Nie moz˙esz... – Właśnie z˙e mogę, bo mam rację. Zamiast myśleć o pacjentach, wybrali człowieka, który przyniesie szpi- talowi rozgłos w prasie. To nie w porządku. – Zmarsz- czyła brwi. – Baron Radley... Czy to nie ten, o którym 8 KATE HARDY pisują w brukowcach? – Sama ich nie kupuje, ale matka wprost się w nich zaczytuje. Przypomniała sobie, skąd zna to nazwisko. Z podpisów pod fotosami w ,,Cele- brity Life’’, na których występował za kaz˙dym razem w towarzystwie innej kobiety. Wszystkie były albo utytułowane, albo wyglądały jak modelki. – To nie- słychane – mruknęła. – Co ten zarząd właściwie myśli? Musimy... – Spokojnie, Sophie – przerwał jej Guy. – Sama powiedziałaś, z˙e będą jeszcze inne okazje. Nigdzie nie jest napisane, z˙e człowiek musi dostać kaz˙dą posadę, o którą się stara. – Nie mogę się z tym pogodzić. To niemoralne, z˙eby mianować kogoś, kto ma tytuł, a nie tego, kto umie operować. – Skąd wiesz, moz˙e on jest dobrym chirurgiem. A zresztą i tak nic na to nie poradzimy. Musiała przyznać mu rację. – Tyle dobrego, z˙e pracując na chirurgii ogólnej, nie będziemy z nim mieli wiele do czynienia – stwierdziła z westchnieniem. – Moz˙emy zmienić temat? Chętnie na to przystała, zwłaszcza z˙e akurat podano im jedzenie, niemniej nadal czuła się podminowana. Ile moz˙e mieć lat ten ich nowy szef? A jeśli on jest... Przeciez˙ miała o tym nie myśleć! Jeśli pozwoli, by prześladowało ją wspomnienie sprzed lat, oni będą górą. A przysięgła sobie, z˙e nigdy więcej nikt jej nie upoko- rzy. Zresztą ten Radley jest pewnie starszy, moz˙e w wie- ku Guya, i skończył medycynę, zanim ona poszła na studia. Nie pamiętała, aby za jej czasów był na medycy- nie student o nazwisku Radley. Słowem, to nie on. NOWY ORDYNATOR 9 Nie rozmawiali więcej na bolesny dla Guya temat, lecz po wyjściu z restauracji Sophie zorientowała się, z˙e jej towarzysz musiał wypić więcej, niz˙ przypuszczała. Trudno mu było iść prosto, a kiedy podtrzymała go, objął ją i próbował pocałować. – Nie wygłupiaj się, Guy – poprosiła. – Zaraz wsa- dzę cię do taksówki. – Pojedź do mnie do domu. – Lepiej nie. Rano byś tego z˙ałował. – Czego miałbym z˙ałować? – Uśmiechnął się nie- mrawo. – Tego, z˙e lez˙ę w łóz˙ku z piękną dziewczyną? – Upiłeś się i pleciesz trzy po trzy. Nie jestem twoją dziewczyną, tylko przyjacielem. Byłeś moim szefem. – Dopóki nie awansowałaś i nie przeszłaś do zespołu Andy’ego. – Uhm. – Nie mogła uz˙yć argumentu, z˙e nie uznaje romansów między kolegami z pracy, skoro sama chciała go zainteresować staz˙ystką Abby. Wobec tego powie- działa: – Mnie całkowicie absorbuje kariera zawodowa. – A poniewaz˙ nie awansowałem, to nie jestem ci juz˙ potrzebny. Sophie zaparło dech w piersiach. – Gdyby nie to, z˙e jesteś pijany, dałabym ci za to w pysk. Nie mam zwyczaju zdobywać awansu przez łóz˙ko. W ogóle stosunki męsko-damskie mało mnie in- teresują. Jesteśmy przyjaciółmi i niech tak zostanie. – Moz˙e to dla mnie za mało. Chciałbym więcej. – Na mnie nie licz. Bardzo cię lubię i cenię, ale nie zamierzam iść z tobą do łóz˙ka. Jesteśmy przyjaciółmi i nie staraj się tego popsuć. A w ogóle to myślę, z˙e jesteś tak samo ślepy jak ta cała szpitalna rada. – Co masz na myśli? 10 KATE HARDY – A to, z˙e poza mną są jeszcze inne kobiety na oddziale. I moz˙e są wśród nich takie, które nie tylko cię lubią, ale mają ochotę nawiązać z tobą bliz˙sze stosunki. – Kogo masz na myśli? – Teraz nic ci nie powiem, bo jesteś pijany. Zapytaj mnie, jak wytrzeźwiejesz. – Droczysz się ze mną, ty flirciaro! ,,A flirciary są same sobie winne’’, wróciły jej na pamięć słowa wypowiedziane kiedyś przez tamtych trzech. Szybko się jednak opanowała i zatrzymała tak- sówkę. – Zamknij się i wsiadaj. – Wepchnęła go niemal siłą na tylne siedzenie, zatrzasnęła drzwi, po czym podała taksówkarzowi adres Guya razem z pieniędzmi za prze- jazd. Gdy taksówka odjechała, wróciła piechotą do swego mieszkania, zrobiła sobie mocną kawę, a potem przej- rzała pocztę, w której, oprócz reklam i informacji z ban- ku, znalazła kartkę z Tokio od Sandy. Z˙ałowała czasami, iz˙ zabrakło jej odwagi, by wybrać się razem z przyjaciółką w długą podróz˙ po świecie. Mogła, tak jak Sandy, wynająć na rok mieszkanie, po- znać świat i urozmaicić sobie z˙ycie. Jednakz˙e zwycię- z˙ył rozsądek. Wiedząc, z˙e chirurdzy nie są tak poszuki- wani jak lekarze ogólni, po długim namyśle odrzuciła kuszącą propozycję przyjaciółki. Czy to znaczy, z˙e jest nudna? Moz˙e. Ale zbyt cięz˙ko pracowała na to, by osiągnąć obecną pozycję zawodową. Po rocznej prze- rwie musiałaby wszystko zaczynać od początku. Po- stąpiła słusznie. Odkryła ponadto, z˙e była u niej mama, która, przeko- nawszy się, z˙e córki nie ma w domu, zostawiła egzemp- NOWY ORDYNATOR 11 larz swego ulubionego plotkarskiego magazynu z dopis- kiem: ,,Zadzwoń, bardzo się za Tobą stęskniłam’’. Cała mama. Sophie regularnie wpisywała swoje godziny dy- z˙urów do matczynego kuchennego kalendarza, lecz Fran nic sobie z tego nie robiła i wpadała do córki, kiedy tylko przyszła jej ochota. Była okropnie roztrzepana, ale Sophie uwielbiała ją równiez˙ i za to. Pijąc kawę, w roztargnieniu przeglądała pozostawio- ny przez matkę magazyn. Nie pojmowała, co matka widzi w tego typu pisemkach. Co kogo obchodzi, gdzie się bawią i jak mieszkają znane osobistości? Nagle wpadło jej w oczy wydrukowane pod zdjęciem nazwis- ko: Charlie, baron Radley. Przyjrzała się fotografii. Ubrany jak z z˙urnala: smo- king, ozdobna koszula, niedbale zawiązana muszka. Wysoki, przystojny brunet, najwyraźniej świadomy swych walorów. Z przytuloną do ramienia młodą kobie- tą w ,,małej’’ czarnej sukni, którą musiano chyba na niej zszywać, tak ściśle przylegała do figury. Do tego ob- wieszoną brylantami. Miała jasne, modnie ostrzyz˙one włosy i nienaganny makijaz˙. Wyglądali razem jak para ze snu. Podpis pod zdjęciem, podkreślający bajeczne bogac- two męz˙czyzny i równie bajeczne sukcesy towarzyszą- cej mu modelki, wcale nie poprawił Sophie humoru. Przeciwnie, umocnił w niej przekonanie, iz˙ zarząd szpi- tala popełnił karygodny błąd, oddając oddział chirur- giczny w ręce bawidamka z wyz˙szych sfer. To się musi źle skończyć, pomyślała ponuro. ROZDZIAŁ DRUGI – Ja i Sammy nie moz˙emy tracić więcej czasu – oświadczyła Sophie. – Mamy pacjenta przygotowanego do operacji i długą listę czekających. To bardzo pięknie ze strony barona Radleya, z˙e ma ochotę spotkać się z zespołem, ale nie rozumiem, dlaczego pacjenci mieli- by cierpieć z powodu jego niepunktualności. – Daj mu jeszcze pięć minut – zaapelowała do niej Abby. – Zwłaszcza z˙e pod nieobecność Andy’ego jesteś najstarsza rangą z waszego zespołu. Pewnie musiał iść na rozmowę z waz˙nymi szychami, a wiesz, jak oni lubią gadać. Poczekaj jeszcze chwilę. – Nie – oświadczyła Sophie. – Dla mnie najwaz˙- niejsi są pacjenci. Jeśli to się baronowi nie spodoba, to trudno. Nie jestem przytakującą arystokratom niewol- nicą, tylko lekarzem. Guy gwizdnął pod nosem. – No, no, Sophie. Nie wiedziałem, z˙e jesteś taka cięta na utytułowane głowy. – Moim zdaniem urodzenie nie daje nikomu prawa do uwaz˙ania się za kogoś ,,lepszego’’ – odparła z sar- kazmem. – Jeszcze zdąz˙ę zawrzeć znajomość z jego wysokością. – Przeprosimy go w twoim imieniu – pojednaw- czym tonem rzekła Abby. – Sadzę, z˙e to raczej on winien jest nam przeprosiny. NOWY ORDYNATOR 13 Chodź, Sammy – rzekła Sophie, opuszczając pokój le- karski w towarzystwie swego staz˙ysty. To mi się nie podoba, pomyślał Charlie, spoglądając na chłopca, który stał przed drzwiami sąsiedniego do- mu, wsuwając coś w szparę na listy. Chłopak nie wy- glądał na roznosiciela gazet: nie miał roweru ani torby. Rozległ się wybuch i Charlie natychmiast odgadł, co dzieciak robi: wrzuca do środka fajerwerki. A teraz wyciąga z kieszeni następny. Czy nikt mu nie powiedział, z˙e nie wolno się bawić sztucznymi ogniami? Z˙e mogą wybuchnąć w ręce i poparzyć twarz? Ten, który wpadł do środka, moz˙e wyrządzić powaz˙ną krzywdę osobie stoją- cej blisko drzwi. No i pod z˙adnym pozorem nie wolno sztucznych ogni zapalać zwykłymi zapałkami. – Hej! Co ty wyprawiasz? – zawołał. Chłopak tylko się roześmiał i potarł kolejną zapałkę. – Natychmiast wyrzuć tę zapałkę! – wrzasnął Char- lie. – Moz˙esz sobie... Nim zdąz˙ył skończyć zdanie, rozległ się kolejny wybuch. Ogień sztuczny wybuchł małemu głuptasowi w ręce. Charlie zapomniał, z˙e spieszy się do pracy i z˙e właśnie dziś obejmuje w nowym szpitalu stano- wisko szefa chirurgii. Górę wzięła lekarska rutyna. Bie- gnąc chłopcu na pomoc, wystukał na komórce numer pogotowia. – Proszę natychmiast przysłać karetkę. – Podał ad- res. – Dziecko powaz˙nie poparzone ogniem sztucznym. – Oparzenia rąk i nóg były z natury rzeczy klasyfikowa- ne jako powaz˙ne. – I zawiadomcie straz˙ poz˙arną. Chło- pak wrzucił jeden ogień sztuczny do wnętrza domu. Dzieciak upuścił z wrzaskiem zapałkę. Ziemia była 14 KATE HARDY na szczęście wilgotna po deszczu. Gdyby zapalił się rozsypany proch, chłopak doznałby jeszcze gorszych obraz˙eń. W chwili, gdy Charlie wbiegł przez otwartą furtkę, z domu obok wyłonił się starszy pan. – Co się tutaj dzieje? – zapytał. – Ogień sztuczny wybuchł chłopakowi w ręce – wy- jaśnił Charlie. – Wezwałem pogotowie. Jestem leka- rzem. Pozwolisz, z˙e cię obejrzę? Bliski płaczu chłopiec wyciągnął przed siebie obie ręce. – Boli! – chlipnął. – Jak masz na imię? – L-Liam – wybąkał chłopiec. – Wstrętny łobuz! Wszyscy go tu znają. To rozrabia- ka. Trzeba go oddać w ręce policji i juz˙! – z oburzeniem oświadczył starszy pan. – Teraz muszę mu przede wszystkim zatamować krwotok – odparł Charlie. – Czy ma pan moz˙e w domu apteczkę? – Mam tylko plaster i tabletki od bólu głowy – od- parł sąsiad, wzruszając ramionami. – Zobaczę, moz˙e z˙ona ma jakieś bandaz˙e. Pewnie nie są sterylne, domyślił się Charlie. – A moz˙e znajdzie się czysta ściereczka? – zapytał. Sąsiad skinął głową i znikł w domu, a Charlie zabrał się do oględzin ręki chłopca. Normalnie oparzone miej- sca nalez˙y jak najszybciej schłodzić wodą o pokojowej temperaturze. Ale nie w przypadku oparzeń spowodo- wanych ogniami sztucznymi, poniewaz˙ te często zawie- rają fosfor, a fosfor reaguje z wodą, powodując dodat- kowe oparzenia. A zatem woda bardziej by tutaj za- szkodziła, niz˙ pomogła.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nowy ordynator
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: