Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
01051 016963 17792108 na godz. na dobę w sumie
O krasnoludkach i sierotce Marysi - ebook/pdf
O krasnoludkach i sierotce Marysi - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 108
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> bajki
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Zetknięcie świata realnego z przedstawicielami magicznej krainy. Krasnoludki pomagają ludziom, biednemu chłopu Skrobkowi i sierotce Marysi. Połączenie pozytywistycznego kultu pracy u podstaw ze światem obrzędów, rytuałów, magii. Sierotka Marysia, szukająca zagubionych gąsek spotyka krasnala Podziomka i tak zaczyna się ta historia, prowadząca do szczęśliwego finału, w którym dziewczynka znajduje swoje miejsce na świecie. Postać Marysi została zaczerpnięta przez autorkę z pieśni pasterskich, a cała akcja toczy się zgodnie z rytmem przyrody. Książka rozbudzi wrażliwość i empatię małego czytelnika. Klasyka gatunku, czytana przez wiele pokoleń.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. O KRASNOLUDKACH I O SIEROTCE MARYSI MARIA KONOPNICKA 2 Tower Press 2000 COPYRIżHT BY TOWER PRESS, żDA(cid:275)SK 2000 3 Najpi(cid:266)kniejsza ksi(cid:261)(cid:298)ka Zdarzyło si(cid:266) to dawno, bo jakie(cid:286) siedemdziesi(cid:261)t kilka lat temu. Źo ksi(cid:266)garni wydawniczej Michała Arcta w Warszawie wchodzi pani w (cid:286)rednim wieku, ciemno, skromnie ubrana. Jest niewysoka, drobna, w binoklach na oczach. B(cid:266)d(cid:261)cy wła(cid:286)nie w sklepie wła(cid:286)ciciel firmy (cid:298)ywo do niej podbiega, wita si(cid:266). – Czy mo(cid:298)e pani po(cid:286)wi(cid:266)cić mi chwil(cid:266) czasu? Przed paru dniami wróciłem z zagranicy. Nabyłem tam pi(cid:266)kne, kolorowe obrazki. Bardzo bym pragn(cid:261)ł, aby pani je obejrzała. – I owszem, z ch(cid:266)ci(cid:261). Źrobna pani ogl(cid:261)da obrazki. Pełno na nich krasnoludków. Tu jaki(cid:286) paraduje z wielk(cid:261) ksi(cid:266)g(cid:261) pod pach(cid:261) i g(cid:266)sim piórem za uchem. Tu gramol(cid:261) si(cid:266) całym tłumem na wóz. A tu dziewczynka pilnuje paru g(cid:261)sek... – Czy si(cid:266) one pani podobaj(cid:261)? – Tak, tak. Bardzo miłe. – A wi(cid:266)c mo(cid:298)e by pani – nie(cid:286)miało proponuje – zechciała wybrać sobie jaki(cid:286) z nich i napisać do tych obrazków jak(cid:261)(cid:286) historyjk(cid:266) dla dzieci. Ciemno ubrana pani na chwilk(cid:266) zamy(cid:286)liła si(cid:266). – No, dobrze. Owa pani była to Maria Konopnicka. A napisana przez ni(cid:261) do kolorowych obrazków historyjka to le(cid:298)(cid:261)ce przed Wami przepi(cid:266)kne, wzruszaj(cid:261)ce opowiadanie „O krasnoludkach i o sierotce Marysi”. W opowiadaniu tym, jak sło(cid:276)ce w kropelce rosy, odbija si(cid:266) cały ol(cid:286)niewaj(cid:261)cy talent poetycki Konopnickiej i odbija si(cid:266) jej wielkie serce. Nie ma tu ludzi bogatych, wiod(cid:261)cych beztroskie (cid:298)ycie. żłówn(cid:261) postaci(cid:261) opowie(cid:286)ci jest ubo(cid:298)uchna sierotka Marysia zatroskana o swe siedem g(cid:261)sek. I gromada krasnali–ubo(cid:298)(cid:261)t. Male(cid:276)kie ubo(cid:298)(cid:266)ta, które wedle legendy (cid:298)yj(cid:261) w wie(cid:286)niaczych chatach, po zapieckach, po mysich norkach, po szparkach pod popielnikiem, mog(cid:261) stać si(cid:266) olbrzymami. Wtedy gdy usłysz(cid:261) nazw(cid:266) rzeczy najwi(cid:266)kszej. I oto w tym opowiadaniu biedne male(cid:276)stwa, chc(cid:261)c zyskać sił(cid:266) w chwili niebezpiecze(cid:276)stwa, wymawiaj(cid:261) słowa oznaczaj(cid:261)ce rzecz najwi(cid:266)ksz(cid:261). – żóraĄ – woła jeden z nich. – M(cid:261)dro(cid:286)ćĄ SiłaĄ – wykrzykuje drugi. Ale ich usiłowania s(cid:261) nadaremne. A wtem lasem poniósł si(cid:266) szept cichyŚ „Miłosierdzie”... I na d(cid:296)wi(cid:266)k tego słowa z male(cid:276)kich skrzatów robi(cid:261) si(cid:266) nagle olbrzymy równe sosnom borowym. Bo w dobroci, w miłosierdziu najwi(cid:266)ksza moc si(cid:266) kryje. I jeszcze jedno uczucie działa rzeczy wielkie – to ukochanie swej ziemi. – żdy w sercu ubogiego Skrobka ockn(cid:266)ła si(cid:266) miło(cid:286)ć do zaniedbanego zagonu, to ten słaby, zagłodzony biedak poczuł z nagła w sobie tak(cid:261) sił(cid:266), (cid:298)e raz-dwa kawał zachwaszczonego, porosłego dzikimi krzakami pola oczy(cid:286)cił, zaorał i obsiał ziarnem na chleb, na odp(cid:266)dzenie głodu od chaty. Miło(cid:286)ć do ziemi ojczystej, do jej pól, ł(cid:261)k i lasów to najsilniejszy ton prawie we wszystkich utworach Marii Konopnickiej. my(cid:286)l(cid:261) jest na polskiej wsi. Pisze wtedyŚ żdy dla poratowania zdrowia musiała wyjechać za granic(cid:266), wci(cid:261)(cid:298) jej tam obco i wci(cid:261)(cid:298) 4 (cid:285)pi(cid:266) i nie (cid:286)pi(cid:266), we (cid:286)nie słysz(cid:266), Jak tam (cid:298)yto si(cid:266) kołysze... Jak przez pole brz(cid:266)cz(cid:261) kosy O pszeniczne, ci(cid:266)(cid:298)kie kłosy... (cid:285)pi(cid:266) i nie (cid:286)pi(cid:266) – we (cid:286)nie czuj(cid:266), Jak tam w lesie dzi(cid:266)cioł kuje, Jak wierzbina si(cid:266) rozp(cid:266)ka, Jak po rosie dr(cid:298)y piosenka... Nie skusz(cid:261) jej do pozostania dłu(cid:298)ej na obczy(cid:296)nie uroki pi(cid:266)knych ciepłych krajów. Za swoj(cid:261) ziemi(cid:261) t(cid:266)skni i woła do niej w pi(cid:266)knym wierszu, i zapewniaŚ Nigdy ja was nie zapomn(cid:266), Pola moje przefaliste, Lasy moje przeogromne, Wody moje bystre, czyste! Serce czułe na ka(cid:298)d(cid:261) niedol(cid:266), ukochanie ludu polskiego i wiara w ten lud, gł(cid:266)boka miło(cid:286)ć do ojczyzny, wielka wra(cid:298)liwo(cid:286)ć na pi(cid:266)kno przyrody – oto były uczucia, które przepełniały serce tej wielkiej poetki. A jej olbrzymi talent potrafił wypowiedzieć te uczucia i my(cid:286)li we wspaniałej artystycznej formie. Wszystko to znajdziemy w tej ksi(cid:261)(cid:298)ce. Bo Maria Konopnicka nie lekcewa(cid:298)yła swej twórczo(cid:286)ci dla dzieci. Z tak(cid:261) sam(cid:261) (cid:298)arliwo(cid:286)ci(cid:261), z jak(cid:261) pisała dla dorosłych, pisze i dla dzieci. Szcz(cid:266)(cid:286)liw(cid:261) my(cid:286)l miał wydawca podsuwaj(cid:261)c pomysł napisania ksi(cid:261)(cid:298)ki do zakupionych przez siebie obrazków. Z historii o Marysi i krasnoludkach Konopnicka stworzyła arcydzieło. Pierwsze wydanie tej opowie(cid:286)ci ukazało si(cid:266) w 1895 roku i od razu zachwyciło i dzieci, i I choć tak wiele lat min(cid:266)ło od pierwszego ukazania si(cid:266) tej ksi(cid:261)(cid:298)ki, ka(cid:298)de jej wznowienie dorosłych. witane jest z rado(cid:286)ci(cid:261). I czy to na półce biblioteki szkolnej, czy na Waszej osobistej półeczce z ksi(cid:261)(cid:298)kami znajduje ona najwa(cid:298)niejsze miejsce, bo takie si(cid:266) jej nale(cid:298)y. (cid:297)adna z polskich ksi(cid:261)(cid:298)ek dla dzieci nie potrafi tak swego czytelnika – a nawet i małego słuchacza – zachwycić i wzruszyć, i nowe my(cid:286)li w jego główce wzbudzić, jak ta historia o ubo(cid:298)(cid:266)tach i o Marysi, która pasła siedem g(cid:261)seczek. Kto t(cid:266) ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) pozna, pokocha j(cid:261) wiernie do ko(cid:276)ca (cid:298)ycia. Historia o Marysi i krasnoludkach zyskała te(cid:298) uznanie i w(cid:286)ród innych narodów. Ksi(cid:261)(cid:298)ka ta została przetłumaczona na j(cid:266)zyk rosyjski, angielski, francuski, czeski i esto(cid:276)ski. JANINA PORAZI(cid:275)SKA 5 Czy to bajka, czy nie bajka Czy to bajka, czy nie bajka, My(cid:286)lcie sobie, jak tam chcecie. A ja przecie(cid:298) wam powiadamŚ Krasnoludki s(cid:261) na (cid:286)wiecie. Naród wielce osobliwy. Źrobny – niby ziarnka w baniŚ Je(cid:286)li które z was nie wierzy, Niech zapyta starej niani. W górach, w jamach, pod kamykiem, Na zapiecku czy w komorze Siedz(cid:261) sobie Krasnoludki W byle jakiej mysiej norze. Pod kominem czy pod progiem – Wsz(cid:266)dzie ich napotkać mo(cid:298)naŚ Czasem który za kuchark(cid:266) Poobraca piecze(cid:276) z ro(cid:298)na... Czasem skwarków porwie z rynki Albo li(cid:296)nie cukru nieco I pozbiera okruszynki, Co ze stołu w obiad zlec(cid:261). Czasem w stajni z bicza trza(cid:286)nie, Koniom spl(cid:261)ta długie grzywy, Czasem dzieciom prawi ba(cid:286)nie... Istne cudaĄ Istne dziwyĄ żdzie chce – wejdzie, co chce – zrobi, Jak cie(cid:276) chy(cid:298)o, jak cie(cid:276) cicho, Nie od(cid:298)egnać si(cid:266) od niego, Takie sprytne małe lichoĄ Zreszt(cid:261) my(cid:286)lcie, jako chcecie, Czy kto chwali, czy kto gani, Krasnoludki s(cid:261) na (cid:286)wiecieĄ Spytajcie si(cid:266) tylko niani. 6 Jak nadworny kronikarz króla Błystka rozpoznawał wiosn(cid:266) I Zima była tak ci(cid:266)(cid:298)ka i długa, (cid:298)e miło(cid:286)ciwy Błystek, król Krasnoludków, przymarzł do swojego tronu. Siwa jego broda uczyniła si(cid:266) srebrn(cid:261) od szronu, u brody wisiały lodowe sople, brwi naje(cid:298)one oki(cid:286)ci(cid:261) stały si(cid:266) gro(cid:296)ne i srogieś w koronie, zamiast pereł, iskrzyły si(cid:266) krople zamarzni(cid:266)tej rosy, a para oddechu osiadała (cid:286)niegiem na kryształowych (cid:286)cianach jego skalnej groty. Wierni poddani króla, (cid:298)wawe Krasnoludki, otulali si(cid:266), jak mogli, w swoje czerwone opo(cid:276)cze i w wielkie kaptury. Wielu z nich sporz(cid:261)dziło sobie szuby i spencery z mchów brunatnych i zielonych, uzbieranych w boru jeszcze na jesieni, z szyszek, z huby drzewnej, z wiewiórczych puchów, a nawet z piórek, które pogubiły ptaszki lec(cid:261)ce za morze. Ale król Błystek nie mógł si(cid:266) odziewać tak ubogo i tak pospolicie. On zim(cid:261) i latem musiał nosić purpurow(cid:261) szat(cid:266), która, od wieków słu(cid:298)(cid:261)c królom Krasnoludków, dobrze ju(cid:298) była wytarta i wiatr przez ni(cid:261) (cid:286)wistał. Nigdy te(cid:298), za nowych swoich czasów nawet, bardzo ciepł(cid:261) szata owa nie była, ile (cid:298)e z prz(cid:266)dzy tych czerwonych paj(cid:261)czków, co to wiosn(cid:261) po grz(cid:266)dach si(cid:266) snuj(cid:261), utkana, miała zaledwie grubo(cid:286)ć makowego listka. Źr(cid:298)ało wi(cid:266)c królisko srodze, raz w raz chuchaj(cid:261)c w r(cid:266)ce, które mu tak zgrabiały, (cid:298)e ju(cid:298) i berła utrzymać w nich nie mógł. potrzaskałoŚ posadzki i mury. W kryształowym pałacu, wiadomo, ognia palić nie mo(cid:298)na. Jak(cid:298)e? Jeszcze by wszystko żrzał si(cid:266) tedy król Błystek przy blasku złota i srebra, przy płomieniach brylantów, wielkich jak skowro(cid:276)cze jaja, przy t(cid:266)czach, które promyk dziennego (cid:286)wiatła zapalał w kryształowych (cid:286)cianach tronowej sali, przy iskrach lec(cid:261)cych z długich mieczów, którymi wywijały dzielne Krasnoludki, tak z wrodzonego m(cid:266)stwa, jak i dla rozgrzewki. Ciepła wszak(cid:298)e z tego wszystkiego było bardzo mało, tak mało, (cid:298)e biedny stary król szcz(cid:266)kał z(cid:266)bami, jakie mu jeszcze pozostały, z najwi(cid:266)ksz(cid:261) niecierpliwo(cid:286)ci(cid:261) oczekuj(cid:261)c wiosny. – (cid:297)agiewko – mówił do jednego z dworzan – sługo wiernyĄ Wyjrzyj na (cid:286)wiat, czy nie idzie wiosna. A (cid:297)agiewka kornie odpowiedziałŚ zielenić. A do tego jeszcze dalekoĄ... – Królu, panieĄ Nie czas na mnie, póki si(cid:266) pokrzywy pod chłopskim płotem nie zaczn(cid:261) Pokiwał król głow(cid:261), a po chwili znów skinie i rzeczeŚ – SikorekĄ A mo(cid:298)e ty wyjrzysz? Ale Sikorkowi nie chciało si(cid:266) na mróz wystawiać nosa. Rzeknie tedyŚ – Królu, panieĄ Nie pora na mnie, a(cid:298) pliszka ćwierkać zacznie. A do tego jeszcze dalekoĄ... Pomilczał król nieco, ale i(cid:298) mu zimno dokuczało srodze, skinie znów i rzeczeŚ – Biedronek, sługo mójĄ A ty by(cid:286) nie wyjrzał? Wszak(cid:298)e i Biedronkowi niepilno było na mróz i zawiej(cid:266). I on si(cid:266) kłaniał i wymawiałŚ – Królu, panieĄ Nie pora na mnie, a(cid:298) si(cid:266) pod zeschłym listkiem (cid:286)pi(cid:261)ca muszka zbudzi. A do tego jeszcze dalekoĄ... Król spu(cid:286)cił brod(cid:266) na piersi i westchn(cid:261)ł, a z westchnienia tego naszła taka mgła (cid:286)nie(cid:298)na, (cid:298)e przez chwil(cid:266) w grocie nic widać nie było. 7 Tak przeszedł tydzie(cid:276), przeszły dwa tygodnie, a(cid:298) pewnego ranka jasno si(cid:266) jako(cid:286) zrobiło, a z lodowych soplów na królewskiej brodzie j(cid:266)ła kapać woda. We włosach te(cid:298) (cid:286)nieg tajać pocz(cid:261)ł, a oki(cid:286)ć szronowa opadła z brwi królewskich i zmarzłe kropelki u w(cid:261)sów wisz(cid:261)ce spłyn(cid:266)ły niby łzy. Zaraz te(cid:298) i szron ze (cid:286)cian opadać zacz(cid:261)ł, lód p(cid:266)kał na nich z wielkim hukiem, jak kiedy Wisła puszcza, a w komnacie zrobiła si(cid:266) taka wilgoć, (cid:298)e wszyscy dworzanie wraz z królem kichali jakby z mo(cid:296)dzierzy. A trzeba wiedzieć, (cid:298)e Krasnoludki maj(cid:261) nosy nie lada. Sam to naród niedu(cid:298)yŚ jak Krasnoludek but chłopski obaczy, staje, otwiera g(cid:266)b(cid:266) i dziwuje si(cid:266), bo my(cid:286)li, (cid:298)e ratusz. A jak w kojec wlezie, pytaŚ „Co za miasto takie i któr(cid:266)dy tu do rogatek?” A wpadnie w kufel kwarciany, to wrzeszczyŚ „RetyĄ Bo si(cid:266) w studni topi(cid:266)Ą” Taki to drobiazgĄ Ale nosy maj(cid:261) na urz(cid:261)d, (cid:298)e i organi(cid:286)cie lepszego do tabaki nie trzeba. Kichaj(cid:261) tedy wszyscy, a(cid:298) si(cid:266) ziemia trz(cid:266)sie, (cid:298)ycz(cid:261)c sobie i królowi zdrowia. Wtem chłop po drwa do boru jedzie. Słysz(cid:261)c owo kichanie, mówiŚ – Oho, grzmiĄ Skr(cid:266)ciła zima karkuĄ – bo my(cid:286)lał, (cid:298)e to grzmot wiosenny. Zaraz konia przed karczm(cid:266) zawrócił, (cid:298)eby grosza na drzewo nie utr(cid:261)cać, i przesiedział tam do wieczora, rachuj(cid:261)c i rozmy(cid:286)laj(cid:261)c, co kiedy robić ma, (cid:298)eby mu czasu na wszystko starczyło. Tymczasem odwil(cid:298) trwała szcz(cid:266)(cid:286)liwie. Ju(cid:298) około południa wszystkim Krasnoludkom poodmarzały w(cid:261)sy. Zacz(cid:266)li tedy radzić, kogo by na ziemi(cid:266) wysłać, (cid:298)eby si(cid:266) przekonał, czy jest ju(cid:298) wiosna. A(cid:298) król Błystek stukn(cid:261)ł o ziemi(cid:266) berłem szczerozłotym i rzekłŚ – Nasz uczony kronikarz Koszałek-Opałek pójdzie obaczyć, czy ju(cid:298) wiosna przyszła. – M(cid:261)dre królewskie słowoĄ – zakrzykn(cid:266)ły Krasnoludki i wszystkie oczy obróciły si(cid:266) na uczonego Koszałka-Opałka. Ten, jak zwykle, siedział nad ogromn(cid:261) ksi(cid:266)g(cid:261), w której opisywał wszystko, co si(cid:266) od najdawniejszych czasów zdarzyło w pa(cid:276)stwie Krasnoludków, sk(cid:261)d si(cid:266) wzi(cid:266)li i jakich mieli królów, jakie prowadzili wojny i jak im si(cid:266) w nich wiodło. Co widział, co słyszał, to spisywał wiernie, a czego nie widział i nie słyszał, to zmy(cid:286)lił tak pi(cid:266)knie, i(cid:298) przy czytaniu tej ksi(cid:266)gi serca wszystkim rosły. On to pierwszy dowiódł, i(cid:298) Krasnoludki, ledwie na pi(cid:266)d(cid:296) du(cid:298)e, s(cid:261) wła(cid:286)ciwie olbrzymami, które si(cid:266) tylko tak kurcz(cid:261), (cid:298)eby im mniej sukna wychodziło na spencery i płaszcze, bo teraz wszystko drogie. Krasnoludki tak dumni byli z kronikarza swego, (cid:298)e gdzie kto jakie zielsko znalazł, zaraz mu wieniec plótł i na głow(cid:266) wkładał, tak i(cid:298) mu te wie(cid:276)ce reszt(cid:266) rzadkich włosów wytarły i łysy był jak kolano. II Koszałek-Opałek zaraz si(cid:266) na wypraw(cid:266) zbierać zacz(cid:261)ł. Przyrz(cid:261)dził sobie garniec najczarniejszego atramentu, potem wyszykował wielkie g(cid:266)sie pióro, które, i(cid:298) ci(cid:266)(cid:298)kie było, musiał je jak karabin na ramieniu d(cid:296)wigaćś ogromne swoje ksi(cid:266)gi na plecach sobie przytroczył, podpasał opo(cid:276)cz(cid:266) rzemieniem, wło(cid:298)ył kaptur na głow(cid:266), chodaki na nogi, zapalił dług(cid:261) fajk(cid:266) i stan(cid:261)ł do drogi gotowy. Wierni towarzysze zaraz si(cid:266) z uczonym Koszałkiem tkliwie (cid:298)egnać zacz(cid:266)li, niepewni, czyli go na ziemi zła jaka przygoda nie spotka i czy go jeszcze kiedy zobacz(cid:261). 8 Sam król Błystek miło(cid:286)ciwy chciał go u(cid:286)ciskać, i(cid:298) bardzo sobie Koszałka-Opałka za uczono(cid:286)ć jego cenił, ale si(cid:266) ruszyć nie mógł, gdy(cid:298) zupełnie do tronu przymarzły mu szaty. Skłonił tylko ze swego majestatu złote berło nad uczonym m(cid:266)(cid:298)em, a gdy ten r(cid:266)k(cid:266) królewsk(cid:261) całował, stoczyło si(cid:266) po królewskim licu kilka jasnych pereł, które z brz(cid:266)kiem na kryształow(cid:261) posadzk(cid:266) upadły. Były to zamarzni(cid:266)te łzy dobrego króla. Podj(cid:261)ł je natychmiast skarbnik pa(cid:276)stwa, żroszyk, i w szkatułk(cid:266) drogocenn(cid:261) wło(cid:298)ywszy, do skarbca zaniósł. Cały dzie(cid:276) gramolił si(cid:266) uczony Koszałek, zanim z groty na ziemi(cid:266) wyszedł. Źroga była stroma, korzeniami odwiecznych d(cid:266)bów spl(cid:261)tana, odłamki skały, (cid:298)wiry i kamyki usuwały si(cid:266) spod nóg, lec(cid:261)c z głuchym łoskotem gdzie(cid:286) na dno przepa(cid:286)ciś zamarzłe wodospady (cid:286)wieciły jak szyby lodu, po których uczony w(cid:266)drowiec (cid:286)lizgał si(cid:266) w swych chodakach i tylko z najwi(cid:266)kszym trudem posuwać si(cid:266) mógł w gór(cid:266). Na domiar biedy wybrał si(cid:266) bez jakiegokolwiek posiłku na drog(cid:266), gdy(cid:298) d(cid:296)wigaj(cid:261)c wielkie ksi(cid:266)gi, wielki kałamarz i wielkie pióro, nic innego unie(cid:286)ć ju(cid:298) nie mógł. Byłby Koszałek-Opałek zupełnie z sił opadł, gdyby nie to, ze natrafił na dobrze zagospodarowany dom pewnego przezornego chomika. Ten chomik miał pełn(cid:261) spi(cid:298)arni(cid:266) ró(cid:298)nego ziarna i orzechów bukowych, z czego co(cid:286) nieco(cid:286) zgłodniałemu w(cid:266)drowcowi udzielił, a nawet na sianie, którym dom cały był wysłany, odpocz(cid:261)ć pozwolił, pod warunkiem, (cid:298)e o siedzibie jego nic a nic w wiosce nie powie. – Bo – mówił – s(cid:261) tam psotne chłopaki, które jakby tylko o mnie si(cid:266) zwiedziały, ohoĄ ju(cid:298) bym przed nimi spokojno(cid:286)ci nie miałĄ Koszałek-Opałek z wdzi(cid:266)czno(cid:286)ci(cid:261) opu(cid:286)cił go(cid:286)cinnego chomika posilony na duchu i na ciele. Szedł teraz wesół i ra(cid:296)ny, pogl(cid:261)daj(cid:261)c spod ciemnego kaptura po chłopskich pólkach, po ł(cid:261)kach, po gajach. A ju(cid:298) ru(cid:276) dobywała si(cid:266) i parła gwałtownie nad ziemi(cid:266)ś ju(cid:298) trawki młode puszczały si(cid:266) na wilgotnych dołkach, ju(cid:298) nad wezbran(cid:261) strug(cid:261) czerwieniały pr(cid:266)ty wikliny, a w cichym, mglistym powietrzu słychać było kruczenie (cid:298)urawi, wysoko gdzie(cid:286), wysoko lec(cid:261)cych. Ka(cid:298)dy inny Krasnoludek poznałby po tych znakach, (cid:298)e wiosna ju(cid:298) blisko, ale Koszałek- Opałek tak był od młodo(cid:286)ci pogr(cid:261)(cid:298)ony w ksi(cid:266)gach, (cid:298)e poza nimi nic nie widział w (cid:286)wiecie i na niczym nie rozumiał si(cid:266) zgoła. Wszak(cid:298)e i on miał w sercu tak(cid:261) dziwn(cid:261) rado(cid:286)ć, tak(cid:261) rze(cid:286)ko(cid:286)ć, (cid:298)e nagle zacz(cid:261)ł wywijać swoim wielkim piórem i (cid:286)piewać znan(cid:261) star(cid:261) piosenk(cid:266)Ś Precz, precz od nas smutek wszelki, Zapal fajki, staw butelki! Zaledwie jednak był w połowie zwrotki, kiedy posłyszał ćwierkanie gromady wróbli na chru(cid:286)cianym, grodz(cid:261)cym pólko płocieś urwał tedy piosenk(cid:266) sw(cid:261) natychmiast, aby si(cid:266) z t(cid:261) gawiedzi(cid:261) nie bratać, i namarszczywszy czoło, szedł z wielk(cid:261) powag(cid:261), i(cid:298)by ona hołota wiedziała, (cid:298)e m(cid:266)(cid:298)em uczonym b(cid:266)d(cid:261)c, z wróblami kompanii nie trzyma. A (cid:298)e ju(cid:298) i wiosk(cid:266) widać było, skr(cid:266)cił tedy na przydro(cid:298)ek, gdzie go zeszłoroczne badyle ró(cid:298)nego chwastu prawie zupełnie zakryły, i nie postrze(cid:298)ony do pierwszej chałupy doszedł. Wie(cid:286) była du(cid:298)a, szeroko rozbudowana w(cid:286)ród poczerniałych teraz i bezlistnych sadów, a ostatnie jej domostwa opierały si(cid:266) o ciemn(cid:261) (cid:286)cian(cid:266) g(cid:266)stego sosnowego boru. Chaty były zamo(cid:298)ne, (cid:286)wie(cid:298)o wybielone, z kominów ulatywał dym siny, w podwórkach skrzypiały studzienne (cid:298)urawie, parobcy poili konie i porykuj(cid:261)ce bydło, a kupki dzieci bawiły si(cid:266) hała(cid:286)liwie na wysadzonej topolami drodze to „w gonionego”, to znów „w chowanego”. Ale nad całym tym gwarem górował huk młota i d(cid:296)wi(cid:266)kanie (cid:298)elaza w pobliskiej ku(cid:296)ni, przed któr(cid:261) stała gromadka lamentuj(cid:261)cych niewiast. Obaczywszy je Koszałek-Opałek posun(cid:261)ł si(cid:266) ostro(cid:298)nie wzdłu(cid:298) plota i stan(cid:261)wszy za krzakiem tarniny – słuchał. 9 –A niecnotaĄ A zbójĄ – mówiła jedna. – Jak on si(cid:266) do kowalowego kurnika zakra(cid:286)ć nie bał, to ju(cid:298) przed nim nigdzie kokoszy nie skryjeĄ A drugaŚ – Co to kokoszyĄ To było złoto, nie kokoszaĄ Źzie(cid:276) na dzie(cid:276) jaja niosła, i to jak moja pi(cid:266)(cid:286)ćĄ Na cał(cid:261) wie(cid:286) takiej drugiej nie maĄ Tak znów inszaŚ – A mojego koguta kto zdusił? Nie jego(cid:298) to sprawka? To jakem zobaczyła te jego roztrz(cid:266)sione piórka, Bóg łaskaw, (cid:298)em z (cid:298)alu nie padłaĄ Jak nic byłabym za niego wzi(cid:266)ła z pi(cid:266)ć złotków albo jeszcze i pi(cid:266)tna(cid:286)cie groszy. Tak znów ta pierwszaŚ –A co za podst(cid:266)pcaĄ Co za kat takiĄ A co to za moc w tych pazurachĄ (cid:297)eby za(cid:286) tak(cid:261) jam(cid:266) pod kurnikiem wygrzebaćĄ A to i chłop łopat(cid:261) lepiej by nie zrobił. A (cid:298)e te(cid:298) nijakiego sposobu nie ma na takiego zbójaĄ Ale wtem wybiegła z chałupy przy ku(cid:296)ni kowalka i nie dbaj(cid:261)c na zimno, bez kaftana, stan(cid:266)ła przed progiem, fartuch do oczu podniosła i z gło(cid:286)nym płaczem zawodzić pocz(cid:266)łaŚ – A moje(cid:298) wy czubatki kochaneĄ A moje(cid:298) wy kogutki pozłocisteĄ A có(cid:298) ja teraz bez was poczn(cid:266), sierotaĄ.. Źziwił si(cid:266) temu lamentowi Koszałek-Opałek, słuchaj(cid:261)c to jednym, to znów drugim uchem, bo nie mógł jako(cid:286) zrazu pomiarkować, o co by to onym niewiastom chodziło. A(cid:298) nagle stukn(cid:261)ł si(cid:266) palcem w czoło, pod płotem mi(cid:266)dzy chwasty siadł, kałamarz odkorkował, pióro w nim umaczał, strzepn(cid:261)ł i otwarłszy swoj(cid:261) ksi(cid:266)g(cid:266), takie w niej zapisał słowaŚ „...Źrugiego dnia podró(cid:298)y mojej zaszedłem do nieszcz(cid:266)snej krainy, któr(cid:261) Tatarowie napadłszy wybili, wydusili lub uprowadzili w jasyr wszystkie koguty i kokosze. Za czym kowal miecze na wypraw(cid:266) kuł, a przed ku(cid:296)ni(cid:261) rozlegał si(cid:266) płacz i narzekanie”. Jeszcze to pisał, kiedy w progu ku(cid:296)ni stan(cid:261)ł kowal i hukn(cid:261)ł basemŚ – Co tu pomo(cid:298)e płakać? Tu trzeba garnek z (cid:298)arem wzi(cid:261)ć i tego nicponia z jamy wykurzyć dymemĄ Ju(cid:286)ci wiadome rzeczy, (cid:298)e pod lasem lis w jamie siedzi. Albo go wykurzyć, albo go wykopać. Źalej, JasiekĄ Źuchem, StachĄ Chłopaków zwołać i z łopat(cid:261) mi na niegoĄ A ty, matka, nie płacz, jeno garnek z (cid:298)arem szykujĄ Szedłbym sam, ale (cid:298)e robota pilnaĄ... I zaraz si(cid:266) w progu do ku(cid:296)ni nawrócił, a d(cid:296)wi(cid:266)kanie (cid:298)elaza znów słychać si(cid:266) dało. Ale dwóch kowalczyków, porzuciwszy miechy, biegło przez wie(cid:286), wołaj(cid:261)cŚ – Na lisaĄ Na lisaĄ słowaŚ Za czym i baby poci(cid:261)gn(cid:266)ły ku chatom szykować wypraw(cid:266). A wtedy, baczny na wszystko, Koszałek-Opałek znów umaczał pióro i wpisał w ksi(cid:266)g(cid:266) te „Tatarowie ci maj(cid:261) nieustraszonego wodza i chana nad sob(cid:261), który si(cid:266) zwie Lis Wielki, a ukrywaj(cid:261) si(cid:266) w le(cid:286)nych norach, sk(cid:261)d ich ludno(cid:286)ć miejscowa wykurza armatnim dymem”. Zaledwie jednak sko(cid:276)czył to pisać uczony kronikarz, kiedy go doleciała okrutna wrzawa. Spojrzy, a tu wali przez wie(cid:286) gromada bab, dzieci i wyrostków z łopatami, z kijami, z garnkami, a za gromad(cid:261), naszczekuj(cid:261)c, pod(cid:261)(cid:298)aj(cid:261) w stron(cid:266) lasu Kruczki, Zaboje, inne pokurcie1, szczekaj(cid:261)c i ujadaj(cid:261)c srodze. Raz jeszcze tedy umaczał pióro Koszałek-Opałek i tak(cid:261) uwag(cid:266) w kronice swojej dopisałŚ „Na wojn(cid:266) przeciw Tatarom nie chodz(cid:261) w krainie tej chłopi, ale baby, dzieci i niedorosłe chłopakiś które to wojsko zgiełk srogi w marszu na nieprzyjaciela czyni lec(cid:261)c przez wie(cid:286) wielkim p(cid:266)demś za główn(cid:261) zasi(cid:266) armi(cid:261) gromada psów okrutnym wrzaskiem m(cid:266)stwa do boju dodawa. Co, i(cid:298)em własnymi oczyma ogl(cid:261)dał, podpisem własnym stwierdzam”. Tu przechylił głow(cid:266), zmru(cid:298)ył lewe oko i podpisawszy u brzegu kartyŚ „Koszałek-Opałek, Nadworny Historyk Króla Jegomo(cid:286)ci Błystka” – uczynił misterny a szeroki zakr(cid:266)t. 1 Obja(cid:286)nie(cid:276) wyrazów trudniejszych nale(cid:298)y szukać na ko(cid:276)cu ksi(cid:261)(cid:298)ki. 10 Tymczasem z tamtej strony płota zaleciał go miły dymek jałowcowy, w którym si(cid:266) Krasnoludki szczególnie lubuj(cid:261). Poci(cid:261)gn(cid:261)ł Koszałek-Opałek wielkim swoim nosem raz, poci(cid:261)gn(cid:261)ł drugi raz, a rozchyliwszy chrusty, pocz(cid:261)ł pilnie patrzeć, sk(cid:261)d by ów dymek szedł. Jako(cid:298) ujrzał pod borem siny, wij(cid:261)cy si(cid:266) sznurek, a gdy dobrze okulary przetarł, zobaczył w polu niewielkie ognisko i siedz(cid:261)cych dokoła niego pastuszków. Poczciwy Krasnoludek niezmiernie dzieci lubiłś pu(cid:286)cił si(cid:266) tedy ku ognisku na przełaj ugorem, kieruj(cid:261)c si(cid:266) wprost na ów dymek i pociesznie przeskakuj(cid:261)c bruzdy. Zdumieli si(cid:266) pastuszkowie zobaczywszy małego człowieczka w podró(cid:298)nej, rzemieniem podpasanej opo(cid:276)czy z kapturem, z ksi(cid:266)g(cid:261) pod pach(cid:261), z kałamarzem u pasa i z piórem na ramieniu. Zaraz te(cid:298) Józik Srokacz tr(cid:261)cił w bok Stacha Szafarczyka i pokazawszy palcem owego człowieczka, szepn(cid:261)łŚ – KrasnoludekĄ A Koszałek-Opałek był ju(cid:298) blisko i u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) przyja(cid:296)nie do dzieci, kiwaj(cid:261)c głow(cid:261). Źzieci pootwierały usta szeroko i wpatrzyły si(cid:266) w niego jak w t(cid:266)cz(cid:266). Nie bały si(cid:266) przecie(cid:298), tylko je ogarn(cid:261)ł dziw nagły. Nie bały si(cid:266), bo ka(cid:298)de wiedziało dobrze, i(cid:298) Krasnoludki nikomu krzywdy nie czyni(cid:261), a jak ubogim sierotom to i pomagaj(cid:261) nawet. Jako(cid:298) Stacho Szafarczyk przypomniał sobie zaraz, (cid:298)e kiedy mu ciel(cid:266)ta zaprzeszłej wiosny uciekły do lasu, takusie(cid:276)ki malu(cid:286)ki człowieczek pomógł mu je wyszukać i na pastwisko zagnać. Jeszcze go pogłaskał i poziomek mu w czapk(cid:266) nasypał mówi(cid:261)cŚ – Nie bój si(cid:266)Ą Na(cid:286)ci, sierotoĄ Tymczasem Koszałek-Opałek do ogniska podszedł i wyj(cid:261)wszy fajk(cid:266) z z(cid:266)bów, przemówił grzecznieŚ –Witajcie, dzieciĄ Na co pastuszkowie odrzekli z powag(cid:261)Ś – Witajcie, KrasnoludkuĄ Ale dziewczynki skuliły si(cid:266) tylko i naci(cid:261)gn(cid:261)wszy chu(cid:286)ciny na czoła, tak (cid:298)e im ledwo czubki nosów było widać, wytrzeszczyły na przybysza niebieskie ocz(cid:266)ta. Koszałek-Opałek popatrzył na nie z u(cid:286)miechem i zapytałŚ – Czy mog(cid:266) si(cid:266) pogrzać przy waszym ognisku? Bo zimnoĄ – Ju(cid:286)ci, (cid:298)e mog(cid:261)Ą – odpowiedział rezolutnie Ja(cid:286)ko Krzemieniec. – My ta nie takie zazdro(cid:286)ciweĄ – dorzucił Szafarczyk. A Józik SrokaczŚ – Niech se Krasnoludek si(cid:266)d(cid:261)Ą żodne miejsceĄ I namykał poły od siwej sukmanki, czyni(cid:261)c mu miejsce przy ogniu. – A dopiek(cid:261) si(cid:266) ziemniaki, to se i poje(cid:286)ć mog(cid:261), je(cid:286)li wola – dorzucił go(cid:286)cinnie Kubu(cid:286). Tak insiŚ – Pewnie, (cid:298)e mog(cid:261)Ą Ino patrzeć, jak si(cid:266) dopiek(cid:261), bo ju(cid:298) duch idzie od nich. Siadł tedy Koszałek-Opałek i pogl(cid:261)daj(cid:261)c mile po rumianych twarzyczkach pastuszków, mówił z rozrzewnieniemŚ – A mój e(cid:298) wy dzieci kochaneĄ A czym(cid:298)e ja wam odsłu(cid:298)(cid:266)Ą Zaledwie to jednak powiedział, kiedy Zo(cid:286)ka Kowalczanka, zakrywszy wierzchem r(cid:266)ki oczy, zawołała pr(cid:266)dkoŚ – A to nam bajk(cid:266) powiedz(cid:261)... – IiiĄ... Co tam bajka – rzekł na to Stacho Szafarczyk z powag(cid:261). – Zawszeć prawda je lepsza ni(cid:298) bajka. najlepsza. – Pewnie, pewnie, (cid:298)e lepszaĄ – rzekł Koszałek-Opałek. – Prawda jest ze wszystkiego – Ano, jak tak – zawołał wesoło Józik Srokacz – to niech(cid:298)e nam powiedz(cid:261), sk(cid:261)d si(cid:266) Krasnoludki wzi(cid:266)ły na tym tu (cid:286)wiatu? 11 – Sk(cid:261)d si(cid:266) wzi(cid:266)ły? – powtórzył Koszałek-Opałek i ju(cid:298) si(cid:266) zabierał powiadać, gdy wtem ziemniaki zacz(cid:266)ły p(cid:266)kać z wielkim hukiem. Za czym ruszyły si(cid:266) dzieci wygrzebywać je patykami z (cid:298)aru i z popiołu. – Uczony m(cid:261)(cid:298) wszak(cid:298)e przel(cid:261)kł si(cid:266) srodze owego nagłego huku i skoczywszy w bok, stan(cid:261)ł za polnym kamykiemś dopiero z tej fortecy przypatrywał si(cid:266) dzieciom jedz(cid:261)cym jakowe(cid:286) okr(cid:261)głe i dymi(cid:261)ce kule, których nie znał. Za czym rozwarł ksi(cid:266)g(cid:266) i oparłszy j(cid:261) na owym polnym kamyku, takie w niej słowa dr(cid:298)(cid:261)c(cid:261) r(cid:266)k(cid:261) pisałŚ „Lud w tej krainie tak jest wojenny i m(cid:266)(cid:298)ny, i(cid:298) drobne dzieci piek(cid:261) w gor(cid:261)cym popiele kartaczowe kule, które gdy w (cid:298)arze z trzaskiem p(cid:266)kać poczn(cid:261), co jest całkiem niebieskiemu grzmotowi podobne, wtedy chłopcy, od pieluch ju(cid:298) (cid:286)mierci(cid:261) gardz(cid:261)cy, a i mdłe dziewcz(cid:261)tka nawet, wygrzebuja one p(cid:266)kaj(cid:261)ce z okrutnym hukiem kartacze i dymi(cid:261)ce jeszcze wprost do g(cid:266)by kład(cid:261). Czego naocznym bywszy (cid:286)wiadkiem, a wydziwować si(cid:266) takiemu rycerskiemu animuszowi nie mog(cid:261)c zgoła, ku wiecznej pami(cid:261)tce potomnych rzecz t(cid:266) zapisuj(cid:266). Źan w polu na ugorze, o przedwieczornej porze”. Po czym nast(cid:266)pował podpis i zakr(cid:266)t zamaszystszy jeszcze ni(cid:298)eli poprzedni. Tymczasem rozszedł si(cid:266) w polu tak smakowity zapach pieczonych kartofli, i(cid:298) m(cid:261)(cid:298) uczony poczuł nagle jakow(cid:261)(cid:286) czczo(cid:286)ć w sobie i gło(cid:286)ne burczenie (cid:298)oł(cid:261)dka. A widz(cid:261)c, (cid:298)e one kartacze p(cid:266)kaj(cid:261)ce najmniejszej szkody pastuszkom nie czyni(cid:261), (cid:298)e si(cid:266) owszem dzieci po brzuszynkach a(cid:298) głaszcz(cid:261) od owego wybornego jadła, wyszedł zza kamyka ostro(cid:298)nie i z wolna si(cid:266) do ogniska przybli(cid:298)ył. Zaraz te(cid:298) Zo(cid:286)ka Kowalczanka, ukruszywszy nieco ziemniaka, podała mu na gał(cid:261)zce chrustu, zach(cid:266)caj(cid:261)c, aby brał i jadł. Nie bez trwogi Koszałek-Opałek wzi(cid:261)ł on(cid:261) kruszyn(cid:266) w usta, ale wnet posmakowawszy wyci(cid:261)gn(cid:261)ł r(cid:266)k(cid:266) po wi(cid:266)cej. Kruszyły tedy dziewcz(cid:261)tka co najpi(cid:266)kniej dopieczone ziemniaki i po oskubince mu daj(cid:261)c, tak si(cid:266) z nim oswoiły, (cid:298)e Kasia Balcerówna ostatni k(cid:266)sek sama mu w usta wło(cid:298)yła, na co wszystkie, a najgło(cid:286)niej Kasia, zapiszczały z okrutnej uciechy. III Pojadłszy tedy sobie, Koszałek-Opałek znów u ognia siadł, a gdy chłopcy (cid:286)wie(cid:298)ego chrustu narzucili, a iskierki po suchych gał(cid:261)zkach wesoło zacz(cid:266)ły skakać, tak pastuszkom o Krasnoludkach powiadałŚ – Źrzewiej nie nazywali my si(cid:266) Krasnoludki, ale – Bo(cid:298)(cid:266)ta. Nie mieszkali my te(cid:298) pod ziemi(cid:261), pod skałkami albo pod korzeniami drzew starych, jako mieszkamy teraz, ale po wsiach, w chatach, razem z lud(cid:296)mi. Źawno to było, przedawnoĄ Jeszcze nad tym tu krajem panował wtedy Lech, który ufundował miasto żniezno na tym miejscu, gdzie gniazda białych ptaków znalazł. Bo mówił sobieŚ „Jak tu ptaki w bezpieczno(cid:286)ci mieszkaj(cid:261), to musi ziemia cicha być i dobra”. Jako(cid:298) była. O tych ptakach mówi(cid:261) ludzie, (cid:298)e to były orły, ale w naszych starych ksi(cid:266)gach stoi, jako to były bociany, po równinach ł(cid:261)kowych brodz(cid:261)ce, które tam sobie gniazda w obfito(cid:286)ci słały. Jak było, tak było, do(cid:286)ć (cid:298)e si(cid:266) cała ta kraina Lechi(cid:261) od owego Lecha pocz(cid:266)ła zwać, a lud, który w niej mieszkał, te(cid:298) miano Lechitów przyj(cid:261)ł, chocia(cid:298) s(cid:261)siedzi zwali go i Polanami tak(cid:298)e, i(cid:298) był to naród polnych oraczów i za pługiem chadzał. Co wszystko w naszych ksi(cid:266)gach starych pod piecz(cid:266)ci(cid:261) stoi. – A to boru wtedy nie było? – zapytał nagle cienkim głosem Józik. – Ani rzeki, ani nic? – Jak(cid:298)eĄ – odrzekł Koszałek-Opałek. – Był bór, i to nie taki jak dzi(cid:286), ale puszcza okrutna i bez ko(cid:276)ca prawie. A w puszczy mieszkał zwierz srogi i wielki, i tak rycz(cid:261)cy, (cid:298)e drzewa, co słabsze, p(cid:266)kały. Ale (cid:298)e my Krasnoludki, to tylko o nied(cid:296)wiedziach wiemy. Powiadał mi raz pradziad mego prapradziadka, (cid:298)e jak go taki nied(cid:296)wied(cid:296) wygarn(cid:261)ł razem z pszczołami i 12 miodem z lipowego dziupla, to go do pół zimy u siebie pokojowcem trzymał i bajki sobie dzie(cid:276) i noc prawić kazał, a sam łap(cid:266) tylko cmokał i w barłogu drzemał. Źopiero(cid:298) jak srogi mróz (cid:286)cisn(cid:261)ł, a nied(cid:296)wied(cid:296) t(cid:266)go chrapał, pu(cid:286)cił si(cid:266) pradziad mego prapradziadka biegiem z onej puszczy i po siedmiu latach w(cid:266)drowania do swoich powrócił. (cid:285)miały si(cid:266) dzieci słuchaj(cid:261)c tej przygody, a Koszałek-Opałek tak dalej prawiłŚ – HoĄ hoĄ... To były czasyĄ... Nad polami, nad wodami szumiały wtedy lipowe gaje, a w nich mieszkał jeden stary, stary bo(cid:298)ek, imieniem (cid:285)wiatowid, który na trzy strony (cid:286)wiata patrzał i nad cał(cid:261) t(cid:261) krain(cid:261) miał opiek(cid:266). Ale co domostw, dobytku i obej(cid:286)cia, to pilnowały Bo(cid:298)(cid:266)ta, które te(cid:298) i Skrzatami dla ich mało(cid:286)ci zwano. „Ka(cid:298)da chata ma swego Skrzata” – mawiał lud w te stare czasy, a nam te(cid:298) dobrze było i wesoło, bo my przy wszelakiej robocie pomagali gospodarzom naszymŚ to koniom owies sypali a przedmuchiwali z plewy, (cid:298)eby same gołe ziarno si(cid:266) złociłoś to sieczk(cid:266) r(cid:298)n(cid:266)li, to trz(cid:266)(cid:286)li słom(cid:266), to kury zaganiali na grz(cid:266)d(cid:266), (cid:298)eby nie gubiły jaj w pokrzywach, to masło w ma(cid:286)lnicy ubijali, to wyciskali sery, to dzieci kołysali, to motali prz(cid:266)dz(cid:266), to na ogie(cid:276) dmuchali, (cid:298)eby kasza pr(cid:266)dzej gotowa była. Jaka tylko była robota w chacie i w obej(cid:286)ciu, precz my si(cid:266) ka(cid:298)dej chwytali ochotnie. Co prawda, nie szło to darmoĄ Jak nie gospodarz, to gospodyni pami(cid:266)tała o nas. Zawsze w (cid:286)wietlicy na brze(cid:298)ku ławy były kruszyny chleba i twarogu, zawsze w kubku troch(cid:266) miodu albo chocia(cid:298) mleka. Było z czego (cid:298)yć. A wychodziła gospodyni na ogród pleć albo z sierpem w pole, to si(cid:266) tylko od tego proga obejrzała, z bodni garstewk(cid:266) prosa wzi(cid:266)ła i sypi(cid:261)c po izbie mówiłaŚ Bo(cid:298)(cid:266)ta! Bo(cid:298)(cid:266)ta! Niech który pami(cid:266)ta O dzieciach, o chacie... A tu proso macie! I szła spokojnie do roboty. A my smyrk spod zapiecka, smyrk spod ławy, smyrk spod malowanej skrzyni. Nu(cid:298) w izbie gospodarzyć, dzieciom prawić, chłopcom koniki strugać, dziewuszkom ł(cid:261)tki wić, warkoczyki splatać. Nu(cid:298) błony w okienkach przecierać, słonko przez nie do chaty puszczać, t(cid:266) złot(cid:261) jasno(cid:286)ć po k(cid:261)tach roznosić, to a(cid:298) wszystko pachniało dokołaĄ Pracy, co prawda, było do(cid:286)ć, ale tej wdzi(cid:266)czno(cid:286)ci ludzkiej jeszcze wi(cid:266)cej. Nie było zmowin ani postrzy(cid:298)yn, (cid:298)eby nas na nie gospodarze nie prosiliŚ Bo(cid:298)(cid:266)ta!, Bo(cid:298)(cid:266)ta! Prosim na te (cid:286)wi(cid:266)ta! Na (cid:298)ubrze pieczenie, Na rogi jelenie, Na kura, co skacze, Na białe kołacze! Ju(cid:298)ci (cid:298)e my si(cid:266) mi(cid:266)dzy go(cid:286)ci nie pchali, bo nasz naród, choć mały, zawsze bywał polityczny. Ale jak my zacz(cid:266)li jeden z drugim i dziesi(cid:261)tym na g(cid:266)(cid:286)likach grać, alboli pod oknem, alboli pod progiem, to si(cid:266) ludzie dosłuchać nie mogli naszej kapeli, takie z niej wesele szło, taka rado(cid:286)ć, takie (cid:286)piewanie w sercu. HejĄ hejĄ żdzie to te czasyĄ żdzie? 13 IV Zatrzymał si(cid:266) Koszałek-Opałek i z wolna fajeczk(cid:266) pykał, a dzieci, choć nic nie mówiły, słuchały, wpatrzone w niego. Po małej tedy chwili rzekłŚ – Jak długo tak było, nie wiem, bo o tym nie stoi w naszych ksi(cid:266)gach. Ale si(cid:266) potem czasy odmieniać zacz(cid:266)ły. Nie stało tych dobrych panów z Lechowego roduś a ci nowi precz si(cid:266) ze sob(cid:261) darli, bo ich panowało razem co(cid:286)ci a(cid:298) dwunastu. Źopiero(cid:298) lud sobie owe swary uprzykrzył, tych kłótników het precz przep(cid:266)dził, a jednego pana znów obrał. Ano, uciszyła si(cid:266) troch(cid:266) ta kraina, alić ledwo (cid:298)e sło(cid:276)ce za(cid:286)wieciło nad ni(cid:261) – znów przyszła burza. Jako szara(cid:276)cza pada na posiew zbo(cid:298)owy, aby go wyniszczyć do (cid:296)d(cid:296)bła, tak na te pola lechickie padły Niemcy, a ich ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) chciał gwałtem nasz(cid:261) pani(cid:261) brać i sam nad nami panować. Mówi(cid:266)Ś nasz(cid:261), bo choć my byli tylko Bo(cid:298)(cid:266)ta, ale w te prastare błogie czasy jedno(cid:286)ć była i z narodem my si(cid:266) jak bracia trzymali. – A ja wiemĄ – krzykn(cid:266)ła nagle cienkim głoskiem Kasia Balcerówna. – To była WandaĄ – A ja te(cid:298) wiemĄ – jeszcze cieniej zapiszczała Zosia Kowalczanka. I nu(cid:298) jedna przez drug(cid:261) wyci(cid:261)gaćŚ Wanda le(cid:298)y w naszej ziemi, Co nie chciała Niemca... Pokiwał na to Koszałek-Opałek głow(cid:261) i rzekł z u(cid:286)miechemŚ –A nie chciałaĄ... WiemĄ ZnamĄ... Toć ta cała pie(cid:286)(cid:276) w naszych ksi(cid:266)gach stoi. Toć my od najdawniejszych czasów uczym jej mał(cid:261) wiejsk(cid:261) dziatw(cid:266)Ą Jak(cid:298)eĄ... Ja sam ju(cid:298) ze sto dzieci jej nauczyłem. A was któ(cid:298) uczył? – A my nie wiemy. – No, to pewno jaĄ Źrugi raz to si(cid:266) zdaje, (cid:298)e tak w powietrzu co(cid:286)ci gada albo (cid:286)piewa. – PrawdaĄ – powtórzyli chłopcy z powag(cid:261). – No to, widzicie – Krasnoludki tak gadaj(cid:261) i (cid:286)piewaj(cid:261)Ą Tylko (cid:298)e malu(cid:286)kie, to ich nie widać, jak si(cid:266) tam pokryj(cid:261) we zbo(cid:298)a albo w trawy na ł(cid:261)kach, albo mi(cid:266)dzy te listeczki w gaju, albo pod te kamyczki polne. Ano dobrzeĄ... Jak te(cid:298) pani Niemca nie chciała, tak si(cid:266) zrobiła wojna. Zaraz zacz(cid:266)ły na ten kraj lecieć kruki, wrony, zaraz zacz(cid:266)ły wilki wyć, zaraz si(cid:266) niebo czarnymi chmurami oblokło. My te(cid:298) zacz(cid:266)li z głodu przymierać, bo i chleb, i sery, wszystko szło dla tych wojaków, co si(cid:266) z Niemcami bili. Wymizerował si(cid:266) kraj cały, wymizerowały si(cid:266) i Bo(cid:298)(cid:266)ta z nim razem. A(cid:298) jak si(cid:266) te(cid:298) naszej pani serce (cid:286)cisło, (cid:298)e wojna o ni(cid:261) cały naród trapi, tak zaraz w rzek(cid:266) skoczyła, we Wisł(cid:266), i zaraz si(cid:266) utopiła. Tak dopiero(cid:298) Niemce poszły precz, a u nas pokój nastał. Ale (cid:298)e si(cid:266) czasy tak przez t(cid:266) wojn(cid:266) popsuły, (cid:298)e to na nicĄ Ju(cid:298) brat bratu na zdradzie stał, ju(cid:298) mocny tego słabszego krzywdził, ju(cid:298) chciwiec sierocy zagon przyorywał do swojego pola. A jako tam, gdzie krzywda i łzy sierot, szcz(cid:266)(cid:286)cia być nie mo(cid:298)e, nastały złe pany w tym kraju, co si(cid:266) nazywały Popiele. – LabogaĄ – zapiszczała Kasia. – Popiele? – Czegó(cid:298) wrzeszczysz? – ofukn(cid:261)ł j(cid:261) Stach Szafarczyk. –Có(cid:298) to za dziwota? Przecie(cid:298) to te Popiele, co jednego myszy zjadłyĄ – PrzecieĄ – powtórzył z wielk(cid:261) powag(cid:261) Józik Srokacz. 14 Ale Koszałek-Opałek, pu(cid:286)ciwszy dymek z fajki, tak dalej prawiłŚ – Ró(cid:298)nie to tam powiadaj(cid:261) o tych myszach, tak i tak. Źawne to czasy i dzi(cid:286) nikt nie dojdzie ju(cid:298), jak było. Ale (cid:298)e w naszych ksi(cid:266)gach stoi, (cid:298)e to nie myszy były, tylko wła(cid:286)nie Bo(cid:298)(cid:266)ta, które si(cid:266) w mysie ko(cid:298)uszki przybrawszy, i(cid:298) zima była t(cid:266)ga, a widz(cid:261)c, jako ten Popiel ze wszystkim (cid:296)le panował, hurmem si(cid:266) z mysich nor na niego rzuciły i tak go poturbowały, (cid:298)e to na (cid:286)mierć. Tak stoi w naszych ksi(cid:266)gach. Czy to prawda, czy nieprawda, trudno wiedzieć. Ale (cid:298)e mój prapradziad sam mi powiadał, (cid:298)e nim z wielkiej staro(cid:286)ci o(cid:286)lepł, to widział raz okrutne jezioro, a na nim srog(cid:261) wie(cid:298)(cid:266), gdzie si(cid:266) to stać miało, która to wie(cid:298)a do dzi(cid:286) si(cid:266) Mysi(cid:261) Wie(cid:298)(cid:261) zowieĄ A znów jezioro – nazywa si(cid:266) żopło. Ano dobrzeĄ Tu, i(cid:298) mu fajeczka zagasła, pocz(cid:261)ł Koszałek w popiele iskierki szukać, a znalazłszy poci(cid:261)gn(cid:261)ł par(cid:266) razy z cybucha, za czym pu(cid:286)cił kł(cid:261)b dymu i tak mówił dalejŚ – W tych starych ksi(cid:266)gach to jest takŚ Tu par(cid:266) kart brak, tu znów par(cid:266) tak po(cid:298)ółkłych i wyblakłych, (cid:298)e ani przeczytać, tu znów wielka czarna rysa w poprzek albo wzdłu(cid:298)ś to i nie wszystko wiedzieć mo(cid:298)na, co tam przed wieki wpisywał kto(cid:286) do nich. Ale czy dobre były czasy, czy złe, to zaraz poznać mo(cid:298)na. Jak dobre, to z tych kart, (cid:298)eby i najstarszych, taka (cid:286)wiatło(cid:286)ć bije, wła(cid:286)nie jakoby sło(cid:276)ce wzeszłoś a jak złe, to si(cid:266) taki mrok po nich rzuca, jakby w noc ciemn(cid:261), kiedy to ani gwiazd, ani miesi(cid:261)ca nie ujrzy nad ziemi(cid:261)... Takie to s(cid:261) te stare ksi(cid:266)gi KrasnoludkówĄ V Chcecie wiedzieć, co dalej było? – pytał Koszałek po chwili, fajeczk(cid:266) znów zapaliwszy. – Chcemy, chcemyĄ – wołały dziewcz(cid:266)ta. No, to słuchajcie. Po tych czarnych kartach o Popielu zaraz id(cid:261) te jasne o Pia(cid:286)cie. Ho, hoĄ... O Pia(cid:286)cie to mógłbym wam gadać i godzin(cid:266) cał(cid:261). Zaiskrzyły si(cid:266) na to oczy Józikowi. – A to gadajcieĄ Moi(cid:286)ciewyĄ – żadajcie(cid:298)eĄ Powiadajcie het precz, co tylko wiecieĄ – wołały na wy(cid:286)cigi dzieci. Zesun(cid:261)ł Koszałek-Opałek kaptur z głowy, po łysinie si(cid:266) podrapał i tak mówiłŚ – Sam ze siebie to tam niewiele wiem, bom na te czasy jeszcze nie był (cid:298)yj(cid:261)cy. Ale jeden stary Skrzat, co te karty w ksi(cid:266)dze pisał, znał jeszcze starego d(cid:266)ba, który cał(cid:261) t(cid:266) histori(cid:266) dobrze pami(cid:266)tał i choć ju(cid:298) głos słaby miał, to przecie(cid:298) jak o tym Pia(cid:286)cie szumieć a powiadać zacz(cid:261)ł, to si(cid:266) skro(cid:286) całej puszczy taka cicho(cid:286)ć czyniła, jakoby wła(cid:286)nie mak siał. To te sosny, te jodły, te graby, te buki, te brzozy, te trawki nawet i mchy, i paprocie tak pilno słuchały, (cid:298)e (cid:298)aden listek, (cid:298)adne (cid:296)d(cid:296)bło tchu nie pu(cid:286)ciło ze siebie. A ów d(cid:261)b s(cid:266)dziwy szumiał, po lekuchnu szumiał, gdzie(cid:286) od samego serca wiod(cid:261)c rozhowor cichy, a przypominaj(cid:261)c owe dawne wieki swej młodo(cid:286)ci. To ów Skrzat, co wtedy młody był jeszcze, ba, niewiele co od sikorki wi(cid:266)kszy, siadywał sobie pod jednym grzybem, co z nim znajomo(cid:286)ć miał, i całej tej historii tak si(cid:266) wyuczył, (cid:298)e j(cid:261) potem do ksi(cid:261)g naszych zapisał. To było takŚ Stał sobie ten d(cid:261)b, wtedy jeszcze młody d(cid:266)bek, w cichej d(cid:261)browie, a niedaleko w(cid:286)ród cienia lip i brz(cid:266)ku pszczół widać było jasn(cid:261), modrzewiow(cid:261) chat(cid:266). W chacie mieszkało troje ludziŚ Piast, Rzepicha i synaczek ich, którego wołali Ziemowit, bo si(cid:266) okrutnie w tych polach kochał, a co wyszedł na próg chaty, to mówiłŚ „Ziemio, witajĄ” 15 I widział d(cid:261)b na ka(cid:298)dy dzie(cid:276) (cid:298)ycie tych trojga pracowite, serca miło(cid:286)ciwe i dusze tak białe, jakby ka(cid:298)de z nich miało w piersi białego goł(cid:266)bia. A i Bo(cid:298)(cid:266)ta mieszkały w modrzewiowej chacie, i dobrze im si(cid:266) działo, gdy(cid:298) i ojciec, i matka, i synaczek – co mogli, to im poddawaliŚ a to miodu złotego, a to prza(cid:286)nego kołacza, a to co najbielszych twarogów, bo tam przy pracy obfito(cid:286)ć była wszelkiego dobra i mienia. Wi(cid:266)c i w królewskim pałacu nie mogło być Krasnoludkom lepiej jak w tej cichej, jasnej, pachn(cid:261)cej (cid:298)ywicami chacie. A(cid:298) przyszedł czas, (cid:298)e synaczkowi miano pierwszy raz ostrzyc złote włosy. Zaraz si(cid:266) te(cid:298) s(cid:261)siedzi schodzić i zje(cid:298)d(cid:298)ać zacz(cid:266)li, kto pieszo, kto na wozie, kto znów na podjezdku, a(cid:298) si(cid:266) w Piastowej zagrodzie uczyniło gwarno. Krz(cid:261)tał si(cid:266) Piast, krz(cid:261)tała si(cid:266) Rzepicha, (cid:298)eby go(cid:286)ci uczcić i obsłu(cid:298)yć, a i domowe Bo(cid:298)(cid:266)ta pomagały pilnie dzie(cid:276) cały. Ali(cid:286)ci gdy sło(cid:276)ce zapadać zacz(cid:266)ło, rozległo si(cid:266) w powietrzu (cid:286)piewanie tak cudne, i(cid:298) ludzie oczy podnie(cid:286)li ku niebu, mniemaj(cid:261)c, (cid:298)e stamt(cid:261)d głos idzie. Jedne tylko Bo(cid:298)(cid:266)ta pobladły nagle i zacz(cid:266)ły dr(cid:298)eć w sobie, jakby na nie zimny wiatr powiał, choć pogoda była majowa. Jak który biegł z posług(cid:261), tak stan(cid:261)ł trz(cid:266)s(cid:261)c si(cid:266) cały, (cid:298)e a(cid:298) mu z(cid:261)b o z(cid:261)b dzwonił. Tymczasem od zachodniej strony ukazali si(cid:266) w wielkich zorzowych (cid:286)wiatłach dwaj ja(cid:286)ni w(cid:266)drowce, którzy wła(cid:286)nie ku chacie Piastowej z onym (cid:286)piewaniem szli. A było to (cid:286)piewanie tak mocne a słodkie, jakoby wszystkie słowiki zawiodły po topolach w sadzie i jakby wszystkie krople rosy zabrz(cid:266)czały po ziołach i po kwieciu polnym, i jakby wszystkie lipy w Piastowej pasiece zaszumiały drobnym li(cid:286)ciem, a wszystkie zbo(cid:298)a i trawy wydały głos srebrny, d(cid:296)wi(cid:266)cz(cid:261)cy. I (cid:286)piewali dwaj ja(cid:286)ni w(cid:266)drówce, jako si(cid:266) czas jeden ko(cid:276)czy nad t(cid:261) krain(cid:261), a inszy zaczyna. (cid:285)piewali, jako zgin(cid:261) i w proch upadn(cid:261) dawne bogi, których ludzie sobie po (cid:286)wi(cid:266)tych gajach czynili, a na ich miejsce przyjdzie Pan wielki, mocny, Pan nieba i ziemi. I słuchali ludzie (cid:286)piewania tego, a na wszystkich twarzach wymalowała si(cid:266) moc i nadzieja. Ale Bo(cid:298)(cid:266)ta, ochłon(cid:261)wszy z pierwszego przestrachu, zebrały si(cid:266) w najciemniejszym zak(cid:261)tku Piastowej komory i dr(cid:298)ały skulone, wła(cid:286)nie jak du(cid:298)e li(cid:286)cie jesienne, gdy ju(cid:298) im opadać pora. Bo z dziada pradziada miały one przepowiedzian(cid:261) tak(cid:261) pie(cid:286)(cid:276), która przyjdzie od zachodowej strony, a b(cid:266)dzie mówiła o wielkim i mocnym Panu, o Panu nieba i ziemi, a gdy j(cid:261) usłysz(cid:261), znak to b(cid:266)dzie, (cid:298)e musz(cid:261) z chaty we (cid:286)wiat i(cid:286)ć i miejsca jasnym skrzydlatym duchom ust(cid:261)pić. Na pró(cid:298)no Rzepicha posypała im maku, nakruszyła słodkiego kołacza. Bo(cid:298)(cid:266)ta, choć głodne, nie wyszły z k(cid:261)ta w komorze, nie spo(cid:298)yły tego daru. Jeden tylko co najstarszy Skrzat uchylił na moment drzwi komory i do (cid:286)wietlicy przez szpar(cid:266) zajrzał. Ale wnet obu r(cid:266)kami oczy zakrył, gdy(cid:298) od szat w(cid:266)drowców onych taki blask bił, jakoby samo sło(cid:276)ce w (cid:286)wietlicy wzeszło. Wiele dni, wiele nocy przesiedziały Bo(cid:298)(cid:266)ta w komorze o chłodzie i głodzie, póki ta wielka jasno(cid:286)ć nie wygasła i póki nie ucichła pie(cid:286)(cid:276) dzwoni(cid:261)ca w powietrzu nad chat(cid:261). żdy wreszcie odwa(cid:298)yły si(cid:266) wyj(cid:286)ć na zapro(cid:298)e i chciały gospodarzom po dawnemu słu(cid:298)yć, ujrzały Piasta, jako w złocistym płaszczu, na powierzch onej lnianej siermi(cid:266)gi wdzianym, i w jasnej koronie, na tron, na króla królować szedł, gdzie mu ju(cid:298) nie Bo(cid:298)(cid:266)ta, ale rycerze i dworzanie słu(cid:298)yć mieli. Z Rzepichy te(cid:298) si(cid:266) królowa zrobiła, a z Ziemowita małego królewicz. A tak sko(cid:276)czył si(cid:266) (cid:298)ywot kmiecy w chacie, a zacz(cid:266)ło si(cid:266) królowanie w zamku. Bo(cid:298)(cid:266)ta wszak(cid:298)e pilnowały po dawnemu prz(cid:266)dzy, dobytku, pola i pasieki, nie chc(cid:261)c opu(cid:286)cić miłej zagrody, gdzie tyle lat szcz(cid:266)(cid:286)liwie i spokojnie (cid:298)yły. Ale nie było ju(cid:298) w nich dawnej sprawno(cid:286)ci i mocy. Stawiał im Piastów szafarz to mleko, to miodu na brzegu ławy, jako Rzepicha czyniła, ale Bo(cid:298)(cid:266)ta nie (cid:286)miały do tego jadła i(cid:286)ć, bo czuły, (cid:298)e praca ich ju(cid:298) nie ta, co dawniej, i pomoc z nich marna. Wi(cid:266)c tylko po ziemi zbierały, 16 co ze stołu spadło, a tak wychudły, tak sczerniały, (cid:298)e zamiast „Bo(cid:298)(cid:266)ta” zacz(cid:266)li ludzie na nich wołać „Ubo(cid:298)(cid:266)ta”. Tymczasem po całej krainie rozeszły si(cid:266) echa owej cudnej pie(cid:286)ni, a gdy wieczorowe zorze zapaliły si(cid:266) na zachodniej stronie, w powietrzu zaczynało co(cid:286) grać i (cid:286)piewać jakby liry srebrne, a byli tacy, co i słowa tej pie(cid:286)ni słyszeli. ... Idzie Pan mocny a wielki... ... Idzie Pan nieba i ziemi... Ale (cid:298)eby to słyszeć, trzeba było mieć serce tak czyste jak poranna zorza. Tak to szumiał, tak to powiadał ów d(cid:261)b przedwiekowy, a puszcza uciszona słuchała. VI Umilkł Koszałek-Opałek, a dzieci te(cid:298) siedziały cicho, bo im si(cid:266) zdało, (cid:298)e w borowych szumach słysz(cid:261) głos owego d(cid:266)bu prastarego. Po chwili dopiero odezwie si(cid:266) Józik SrokaczŚ – A z Bo(cid:298)(cid:266)tami co si(cid:266) za(cid:286) stało? (cid:297)e jednak Koszałek-Opałek milczał, zadumany o tych dawnych czasach, zacz(cid:266)ły go dzieci ci(cid:261)gn(cid:261)ć za opo(cid:276)cz(cid:266), wołaj(cid:261)c jedno przez drugieŚ – Powiadajcie, KrasnoludkuĄ PowiadajcieĄ Co si(cid:266) z Bo(cid:298)(cid:266)tami stało? Ockn(cid:261)ł si(cid:266) tedy z zadumania m(cid:261)(cid:298) uczony i tak dalej prawiłŚ – (cid:297)yły jeszcze Ubo(cid:298)(cid:266)ta po chatach i po wsiach z lud(cid:296)mi dosyć długoś ale coraz były smutniejsze, coraz słabsze i coraz mniejsze. Wi(cid:266)c ju(cid:298) i ludzie nie wołali ich tak cz(cid:266)sto ku pomocy. Jeszcze póki Piast (cid:298)ył, nie było im krzywdy i za królowania syna jego, Ziemowita, miały jeszcze Ubo(cid:298)(cid:266)ta k(cid:261)t swój w ka(cid:298)dej chacie. Źopiero(cid:298) kiedy nastał wnuk owego Ziemowita, Mieszko, przyszedł taki (cid:286)cisk na one ludki, (cid:298)e si(cid:266) za dnia pokazywać bynajmniej nie (cid:286)miały, a tylko o zmroku wyłaziły z k(cid:261)ta, (cid:298)eby si(cid:266) czym nieb(cid:261)d(cid:296) posilić. Ju(cid:298) wtedy matki, id(cid:261)c do roboty w pole, nie rzucały Ubo(cid:298)(cid:266)tom prosa, i(cid:298)by opieka nad dziećmi z nich była, ale czyniły znak krzy(cid:298)a nad izb(cid:261) i szły. To ledwo si(cid:266) drzwi zamkn(cid:266)ły, zaraz izba pełna (cid:286)wiatła, (cid:286)piewania i szumu skrzydeł anielskich, i tak ju(cid:298) anioły pilnowały dziatek. Tylko wi(cid:266)c co podlejsza robota została si(cid:266) Ubo(cid:298)(cid:266)tom, w stajni, w oborze, w stodole, a w chacie to chyba drewek nałupać, garnki pomyć i (cid:286)miecie do k(cid:261)ta podmie(cid:286)ć. A(cid:298) raz, tak stoi w naszych starych ksi(cid:266)gach, zacz(cid:266)ły dzwony z wie(cid:298) ko(cid:286)cielnych bić. Szedł krajem huk rozno(cid:286)ny, jako grzmot niebieski, a gdzie doszedł, tam Ubo(cid:298)(cid:266)ta natychmiast wychodziły gromadkami z chat, z wiosek, płacz(cid:261)c i (cid:298)ało(cid:286)nie (cid:298)egnaj(cid:261)c ludzkie siedziby. Za czym rozpierzchły si(cid:266) po borach, po górach, po pustkowiach, gdzie nie dochodzi głos dzwonów. Odt(cid:261)d ich ju(cid:298) nie widuj(cid:261) ludzie, chyba w nocy, a we dnie to chyba dzieci małe obaczyć je mog(cid:261), jako i wy mnie widzicie. Najwi(cid:266)cej poszło ich w góry Karpaty i tam pilnuj(cid:261) skarbów podziemnych. W lasach ich te(cid:298) dosyć jest. A (cid:298)e to zima ci(cid:266)(cid:298)ka bywa w boru, zrz(cid:261)dziły sobie opo(cid:276)cze i kaptury, najwi(cid:266)cej czerwone, po czym je łatwo jest poznać i z czego poszło ich nowe nazwanie „Krasnoludki”. Maj(cid:261) one i teraz (cid:298)yczliwe serce dla ludziŚ za troch(cid:266) jadła, za kropelk(cid:266) mleka rade pilnuj(cid:261) dobytku dobrego człowieka. Ale gdy głos dzwonów posłysz(cid:261), zaraz pod ziemi(cid:266) musz(cid:261)... Przed wielkim, mocnym Panem... Przed Panem nieba i ziemi... Ko(cid:276)czył wła(cid:286)nie mówić te słowa Koszałek-Opałek, zdj(cid:261)wszy kaptur z pochylonej ze czci(cid:261) głowy, kiedy od strony lasu dała si(cid:266) słyszeć wrzawa wielu głosów. 17 Baby to i dzieci wracały z wyprawy na lisa. Powrót ten wszak(cid:298)e nie był triumfalny. M(cid:261)dry lis niejedn(cid:261) miał nor(cid:266), a nim dokopano si(cid:266) pierwszej w boru, on drug(cid:261) czy trzeci(cid:261) wyniósł si(cid:266) w pole, mi(cid:266)dzy krzaki tarniny, tam si(cid:266) przyczaił bez (cid:298)adnego (cid:286)ladu. Wyrzekały tedy gło(cid:286)no baby na czas zmitr(cid:266)(cid:298)ony, dzieci za(cid:286) nawoływały hała(cid:286)liwie psy, które z okrutnym ujadaniem biegały w(cid:266)sz(cid:261)c pod lasem. Podnie(cid:286)li pastuszkowie głowy na krzyk ów i na owo ujadanie i zapatrzyli si(cid:266), zasłuchali tak, (cid:298)e o Krasnoludku zapomnieli zgoła. Tedy Koszałek-Opałek od ognia wstał, kaptur na głow(cid:266) naci(cid:261)gn(cid:261)ł i zapadłszy w poblisk(cid:261) bruzd(cid:266), znikn(cid:261)ł w zeszłorocznych trawach, tak (cid:298)e ani Zo(cid:286)ka, ani Kasia, ani Stacho, ani Józik, ani Kuba, ani Ja(cid:286)ko Krzemieniec nigdy nie wiedzieli na pewno, czy to wszystko (cid:286)niło im si(cid:266) tylko, czy te(cid:298) naprawd(cid:266) Krasnoludek u ogniska w polu z nimi siedział i bajk(cid:266) im cudn(cid:261) powiadał. VII Tymczasem Koszałek-Opałek, chyłkiem si(cid:266) ku borowi przebrawszy, szedł le(cid:286)n(cid:261) g(cid:266)stwin(cid:261) prawie (cid:298)e w zupełnym pomroku. Bo choć dzie(cid:276) jasny był jeszcze na (cid:286)wiecie, tu przecie(cid:298) padał cie(cid:276) tak gł(cid:266)boki od jodeł i sosen, i(cid:298) trudno było (cid:286)cie(cid:298)yn(cid:266) obaczyć. Szedł tak Koszałek-Opałek godzin(cid:266) mo(cid:298)e, mo(cid:298)e wi(cid:266)cej. Ju(cid:298) mu si(cid:266) ta podró(cid:298) przykrzyła, a i głód ponownie dokuczać zacz(cid:261)ł, kiedy potkn(cid:261)wszy si(cid:266) nagle, wpadł w dosyć gł(cid:266)bok(cid:261) jam(cid:266). W jamie tej mieszkał lis Sadełko, sławny na cał(cid:261) okolic(cid:266) łapikuraś ten sam wła(cid:286)nie, na którego baby urz(cid:261)dziły ow(cid:261) niefortunn(cid:261) wypraw(cid:266). Siedział on wła(cid:286)nie w k(cid:261)cie swej komory i ko(cid:276)czył ogryzać tłustego kapłona, którego pióra le(cid:298)ały rozrzucone tu i ówdzie po jamie. Kiedy Sadełko ujrzał wpadaj(cid:261)cego Koszałka, natychmiast przerwał uczt(cid:266), grzebn(cid:261)ł łap(cid:261) raz, grzebn(cid:261)ł drugi, w zrobiony napr(cid:266)dce dołek rzucił ko(cid:286)ci, nakrył je ziemi(cid:261) i patrzy. Koszałek-Opałek wydał mu si(cid:266) bardzo (cid:286)miesznym, gdy tak wywijaj(cid:261)c w powietrzu koziołki do jamy wpadał, ale chytry Sadełko nie okazał tego po sobie i skromnie spu(cid:286)ciwszy ogon, do go(cid:286)cia podszedł. – Pan dobrodziej – rzekł słodko – pomylił si(cid:266) co do drzwi, jak widz(cid:266)Ą – W istocie – odparł Koszałek-Opałek. – Ciemno tu troch(cid:266) i nie zauwa(cid:298)yłem wła(cid:286)ciwego wej(cid:286)cia. Mam przy tym oczy osłabione ustawiczn(cid:261) prac(cid:261) nad moim wielkim dziełem historycznym. –AchĄ – zakrzyknie na to Sadełko z zapałem. – Mam wi(cid:266)c zaszczyt powitać uczonego i koleg(cid:266)Ą I moje (cid:298)ycie upływa na grzebaniu w ksi(cid:266)gachĄ I ja pisz(cid:266) wielkie dzieło o rozwoju hodowli kur i goł(cid:266)bi po wsiach, podaj(cid:266) nawet projekty nowego sposobu budowania kurników dla drobiu. Oto pióra, którymi si(cid:266) posługuj(cid:266) w mej pracy. Tu skromnym gestem wskazał rozrzucone po k(cid:261)tach pióra (cid:286)wie(cid:298)o zduszonego kapłona. Zdumiał si(cid:266) uczony Koszałek-Opałek. Je(cid:286)li on jednym jedynym piórem szarej g(cid:266)si tak wielk(cid:261) zdobył sław(cid:266) u swego narodu, jak(cid:298)e sławnym musi być ten, który całe p(cid:266)ki tak (cid:286)wietnych i złocistych piór zu(cid:298)yłĄ Ale Sadełko zbli(cid:298)ył si(cid:266) do niego i rzekłŚ –A ty, kochany panie kolego, sk(cid:261)d masz to pi(cid:266)kne pióro i gdzie przebywa to lube stworzenie, z którego ono pochodzi? Rad bym z nim zabrać jak najbli(cid:298)sz(cid:261) znajomo(cid:286)ć. – Pióro to – odrzekł Koszałek-Opałek – pochodzi ze skrzydła g(cid:266)si, któr(cid:261) pasie razem z całym stadkiem sierotka Marysia. – Z całym stadkiem? – powtórzył zachwycony Sadełko. – I powiadasz, kochany kolego, (cid:298)e je pasie mała sierotka? Mała sierotka, która zapewne dać sobie rady ze stadkiem tym nie 18 mo(cid:298)e? O, jak(cid:298)ebym jej ch(cid:266)tnie dopomógłĄ Jak(cid:298)e ch(cid:266)tnie wyr(cid:266)czyłbym w pracy t(cid:266) interesuj(cid:261)c(cid:261) biedn(cid:261) sierotk(cid:266)Ą Trzeba ci wiedzieć, kochany kolego, (cid:298)e serce mam lito(cid:286)ciwe bardzo, bardzoĄ Po prostu tak mi(cid:266)kkie jak masło majoweĄ Tu uderzył si(cid:266) łap(cid:261) w piersi na znak szczero(cid:286)ci słów swoich, a zbli(cid:298)ywszy si(cid:266) jeszcze bardziej do uczonego Koszałka-Opałka, pióro owo g(cid:266)sie obw(cid:261)chiwał przez chwil(cid:266), po czym otarłszy oczy rzekłŚ – Nie dziw si(cid:266), kochany kolego, mojemu wzruszeniuĄ Czuj(cid:266) w tej chwili jakby objawienie moich przeznacze(cid:276)Ś nawracać zbł(cid:261)kane g(cid:261)ski – to powołanie moje. Źopomagać w pasieniu ich sierotkom – to wielki cel mego (cid:298)yciaĄ I natychmiast, podniósłszy w gór(cid:266) obie przednie łapy, zawołałŚ – O wy, niewinne istotyĄ O wy, słodkie, miłe stworzeniaĄ Cały si(cid:266) odt(cid:261)d po(cid:286)wi(cid:266)c(cid:266) na usługi waszeĄ To powiedziawszy, zaraz ku wyj(cid:286)ciu si(cid:266) obrócił i szedł z jamy precz, a za nim długim, ciemnym korytarzem post(cid:266)pował uczony Koszałek-Opałek. Uszli ju(cid:298) kawałek drogi razem, kiedy si(cid:266) lis obrócił i rzekłŚ – A nie zapomnij, kochany panie i kolego, zapisać dzisiejszego spotkania w swojej szacownej ksi(cid:266)dze. Tylko (cid:298)adnych pochwał, (cid:298)adnych kadzideł dla mnieĄ Napisz po prostu, (cid:298)e(cid:286) spotkał wielkiego przyjaciela ludzko(cid:286)ci, nazwiskiem Sadełko – o nazwisku nie zapomnij, prosz(cid:266) – wielkiego uczonego, autora dzieł wielu, słowem, lisa całkiem wyj(cid:261)tkowej natury, godnego najwy(cid:298)szego zaufania tak pastuszków g(cid:266)si, jak i wszystkich wła(cid:286)cicieli kur i kaczek. Rozumiesz, kochany kolego, (cid:298)e wrodzona skromno(cid:286)ć nie pozwala mi rozszerzać si(cid:266) zbytnio o własnych przymiotachś poprzestaj(cid:266) tedy na krótkiej wzmiance, zostawiaj(cid:261)c reszt(cid:266) domy(cid:286)lno(cid:286)ci twojej. U(cid:286)cisn(cid:266)li si(cid:266) jak bracia i szli dalej. A ju(cid:298) pocz(cid:266)ła si(cid:266) do podziemia s(cid:261)czyć jasno(cid:286)ć coraz (cid:298)ywsza i coraz rumie(cid:276)sza, i coraz wi(cid:266)ksze ciepło przenikało z wierzchu. A(cid:298) kiedy przyszli do miejsca, w którym pod pniem wydr(cid:261)(cid:298)onym wyj(cid:286)cie było na (cid:286)wiat, dał lis susa i krzykn(cid:261)wszy towarzyszowiŚ – Źo widzeniaĄ – znikł w g(cid:266)stych zaro(cid:286)lach. Owion(cid:266)ła Koszałka-Opałka wo(cid:276) mchów wilgotnych i (cid:286)wie(cid:298)o wyklutej trawy, wi(cid:266)c czuj(cid:261)c, (cid:298)e mu si(cid:266) w głowie kr(cid:266)ci, siadł na zeszłorocznej szyszce i wypoczywał chwil(cid:266) przed dalsz(cid:261) podró(cid:298)(cid:261), uradowany, i(cid:298) z tak zacnym zwierzem los mu si(cid:266) poznać dozwolił. VIII Kiedy tak uczony Koszałek-Opałek na szyszce siedzi, spojrzy – idzie chłop. Siekiera na ramieniu, półko(cid:298)uszek na grzbiecie, łapcie, czapka magierka, torba parciana na sznurku, ot, drwal taki. Źo boru idzie, po niebie si(cid:266) rozgl(cid:261)da, wesoło mu – w
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

O krasnoludkach i sierotce Marysi
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: