Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00369 006197 14677149 na godz. na dobę w sumie
O powstawaniu gatunków - ebook/pdf
O powstawaniu gatunków - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 454
Wydawca: Biblioteka Analiz Sp. z o.o. Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62948-42-0 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Najsłynniejsze dzieło Karola Darwina zrewolucjonizowało nasze wyobrażenie o miejscu człowieka i innych żywych stworzeń na drabinie ewolucyjnej. Badacz jako pierwszy wykazał, że gatunki podlegają modyfikacjom w wyniku walki o byt, a dobór naturalny jest procesem trwałym, nieodłącznym elementem istnienia.

Opublikowana w 1859 roku książka wywołała burzę, trzeba jednak pamiętać, że jak na ówczesne czasy była odkryciem nie tylko kontrowersyjnym, ale wręcz burzącym wcześniejsze teorie dotyczące życia na ziemi. Darwin pisał swoje dzieło przed najważniejszymi odkryciami geologicznymi i paleontologicznymi, o czym warto dziś pamiętać, oceniając doniosłość jego teorii. Nauka szybko jednak przyznała Darwinowi rację.

Współczesny czytelnik może podziwiać jednak nie tylko przenikliwość Darwina, nie ma bowiem wątpliwości, że w drugiej połowie XIX wieku kolejne odkrycia przyrodników zmierzały w kierunku teorii ewolucji i gdyby nie Darwin, zapewne w kilka lat po nim z podobną koncepcją wystąpiłby inny badacz. Zachwyca jednak klarowność wywodu, wielka kultura polemiki z oponentami, wreszcie skromność autora, a także jego ogromna erudycja poparta własnymi obserwacjami i licznymi podróżami.

 

Karol Darwin (1809-1882) większość swoich obserwacji, potrzebnych do opracowania teorii ewolucji, zebrał podczas pięcioletniej podróży dookoła świata na statku „Beagle”. Przywiózł z niej kilka tysięcy stron notatek, wiele zebranych okazów przyrodniczych i geologicznych. Potem kontynuował badania w swojej posiadłości w Down w Wielkiej Brytanii, gdzie spędził resztę życia. Opublikował wiele książek i artykułów poświęconych teorii ewolucji, uważany jest za ojca tej nauki.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

O powstawaniu GATUNKÓW O powstawaniu GATUNKÓW drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt Karol Darwin Jirafa Roja Warszawa 2006 © Copyright by Jirafa Roja, 2006 Tytuł oryginału: „The Origin of Species by Means of Natural Selection” Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1884 roku. Tłumaczenie: Szymon Dickstein, Józef Nusbaum Korekta: Beata Świerczewska Opracowanie graficzne serii: Grzegorz Zychowicz | Tatsu Zdjęcie na okładce: iStockphoto.com Łamanie: Tatsu ISBN 978-83-62948-42-0 Wydanie I Warszawa 2006 SPIS TREŚCI Rys historyczny rozwoju poglądów a powstawanie gatunków przed opublikowaniem pierwszego wydania niniejszego dzieła . . . . . 7 Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 17 Zmienność w stanie udomowienia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 21 Zmienność w stanie natury . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 50 Walka o byt . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 65 Dobór naturalny, czyli przeżycie najstosowniejszego . . . . . . . . . . . 80 Prawa zmienności . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 124 Trudności teorii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 151 Rozmaite zarzuty stawiane teorii doboru naturalnego . . . . . . . . . 185 Instynkt . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 223 Zagadnienie mieszańców . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 254 O niedostateczności danych geologicznych . . . . . . . . . . . . . . . . . 284 O geologicznym następstwie istot organicznych . . . . . . . . . . . . . 312 Rozmieszczenie geograficzne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 336 Rozmieszczenie geograficzne (ciąg dalszy) . . . . . . . . . . . . . . . . . 365 Pokrewieństwo wzajemne istot organicznych; morfologia; embriologia; narządy szczątkowe . . . . . . . . . . . . . . . 383 Powtórzenie i zakończenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 424 Rys historyczny rozwoju poglądów a powstawanie gatunków przed opublikowaniem pierwszego wydania niniejszego dzieła Postaram się dać tutaj krótki rys rozwoju poglądów na powstawanie gatunków. Do niedawna znaczna większość przyrodników przypusz- czała, że gatunki są to twory niezmienne i że każdy został stworzony oddzielnie. Wielu autorów umiejętnie broniło tego poglądu. Z dru- giej strony, niewielka liczba przyrodników sądziła, że gatunki ule- gają przekształceniu i że obecnie żyjące formy organiczne powsta- ły z dawniej istniejących jako ich prawdziwe potomstwo. Pomijając wzmianki o tym przedmiocie, spotykane w dziełach klasycznych pi- sarzy, pierwszym autorem, który w nowszych czasach roztrząsał tę kwestię w duchu naukowym, był Buffon. Ponieważ jednak poglądy jego w rozmaitych okresach różniły się znacznie od siebie i ponieważ nie zajmował się on dociekaniem przyczyn i sposobów przekształca- nia się gatunków, nie mam potrzeby wchodzić tutaj w szczegóły je- go dowodzeń. Arystoteles w swych „Physicae Auscullationes” (ks. II, rozdz. VIII, str. 2) mówi, że deszcz pada nie po to, by zboże mogło rosnąć w polu, ani też po to, by zniszczyć plon włościanina, młócony pod otwartym niebem. Ten sam argument stosuje on potem do organizacji i doda- je: „Cóż przeszkadza, by rozmaite części (ciała) w naturze posiadały li tylko przypadkowe stosunki? Zęby na przykład wyrosły z koniecz- ności tak, iż siekacze są ostre, przystosowane do krajania, a trzonowe płaskie i przydatne do żucia pokarmu; nie zostały one jednak stwo- rzone w tym celu, ale są rezultatem przypadku. To samo dzieje się i z innymi częściami, które zdają się być przystosowane do pewnego 8 O POWSTAWANIU GATUNKÓW celu. Gdziekolwiek więc wszystkie rzeczy razem (tj. wszystkie części jednej całości) ułożyły się tak, jakby były stworzone w jakimś celu, tam zachowały się, gdyż były przez jakąś wewnętrzną konieczność od- powiednio ukonstytuowane, gdziekolwiek zaś nie zostały tak ukonsty- tuowane, zaginęły i giną dotychczas”. Widzimy w tym ustępie niewy- raźny zarys zasad doboru naturalnego; ale uwagi nad tworzeniem się zębów wykazują, jak niedokładnie pojmował go Arystoteles. Lamarck był pierwszym uczonym, którego wnioski na ten temat zwróciły większą uwagę. Przyrodnik ten, słusznie uznany za znako- mitość, ogłosił swe poglądy po raz pierwszy w 1801 roku, rozszerzył je znacznie w 1809 roku w swym dziele „Philosophie Zoologique”, następnie w 1815 roku we wstępie do „Histoire Katurelle des Ani- maux sans Vertebres”. W dziełach tych broni on poglądu, że wszyst- kie gatunki, nie wyłączając człowieka, pochodzą od innych gatun- ków. Wyświadczył on pierwszy niezmierną usługę wiedzy zwracając uwagę na prawdopodobieństwo, że wszelkie zmiany tak w świecie organicznym, jak i w nieorganicznym są wynikiem praw, a nie cu- downej interwencji. Trudność odróżniania gatunków i odmian, nie- mal doskonałe stopniowanie form w niektórych grupach oraz analo- gia z wytworami hodowli doprowadziły — zdaje się — Lamarcka do jego wniosków o stopniowej przemianie gatunków. Co do sposobów tego przekształcania, to przypisywał on pewną rolę bezpośredniemu wpływowi fizycznych warunków życia, pewną rolę krzyżowaniu się już istniejących form, a szczególnie wiele używaniu lub nieużywaniu narządów, tj. skutkom przyzwyczajenia. Temu ostatniemu czynniko- wi zdaje się on przypisywać wszystkie owe wspaniałe przystosowania w naturze, jak np. długą szyję żyrafy, żywiącej się gałązkami drzew. Wierzył on również w prawo postępowego rozwoju; ponieważ jednak w ten sposób wszystkie formy organiczne zdążałyby do wydoskonale- nia się, przyjmuje on możność samorództwa, by wytłumaczyć istnie- nie w dzisiejszej epoce prostych form. Datę pierwszej publikacji poglądów Lamarcka znalazłem w znako- mitej historii poglądów na to zagadnienie podanej przez Izydora Geof- froy St. Hilaire („Histoire Katurelle Generale”, t. II, str. 405, 1859). W dziele tym znajduje się również pełne streszczenie poglądów Buffo- na na tę kwestię. Rzecz to ciekawa, o ile dziad mój, dr Erazm Darwin, w swej „Zoonimiia” (t. I, str. 500-510), wydanej w 1794 roku, wyprze- dził zarówno poglądy, jak i błędne założenia Lamarcka. Według Izydo- ra Geoffroya stanowczym zwolennikiem podobnych poglądów był Go- ethe, jak to widać ze wstępu do dzieła pisanego w latach 1794 i 1795, ale wydanego znacznie później, Goethe wyraźnie zaznacza, że w przy- RYS HISTORYCZNY ROZWOJU POGLĄDÓW A POWSTAWANIE GATUNKÓW… 9 szłości przyrodników obchodzić będzie np. pytanie, w jaki sposób by- dło nabyło rogi, ale nie na co są one mu potrzebne. Mamy tutaj zadzi- wiający przykład równoczesnego prawie powstawania podobnych po- glądów, gdyż Goethe w Niemczech, dr Darwin w Anglii i Geoffroy St. Hilaire (jak zobaczymy poniżej) we Francji — doszli w latach 1794- 1795 do tych samych wniosków co do pochodzenia gatunków. Geoffroy St. Hilaire, jak to widzimy z życiorysu napisanego przez je- go syna, przypuszczał już w 1795 roku, że to, co nazywamy gatunkami, są to tylko rozmaite przerodzenia jednego i tego samego typu. Dopiero jednak w 1828 roku opublikował on pogląd, że te same formy nie zacho- wały się bez zmiany od początku stworzenia. Główną przyczynę zmian zdawał się upatrywać w warunkach życiowych, w tym, co nazywał „le monde ambiant”. Ostrożny jednak w wyciąganiu swych wniosków nie przypuszczał, by i dziś istniejące gatunki ulegały przekształceniom. Syn jego dodaje też: „c’est donc un probleme a reserver entierement a l’a- venir, suppose meme que l’avenir doive avoir prise sur lui” (jest to więc zadanie należące do przyszłości, jeżeli w ogóle przyszłość potrafi je roz- wiązać). W roku 1813 doktor W. C. Wells odczytał w Royal Society notat- kę pt. „Wiadomość o białej kobiecie, u której część skóry była podobna do murzyńskiej”. Notatka ta została jednak ogłoszona dopiero w 1818 roku po ukazaniu się jego znakomitych „Dwie rozprawy o rosie i o pojedyn- czym sposobie widzenia”. W notatce tej Wells wyraźnie uznaje zasadę naturalnego doboru, a jest to pierwszy wypadek, w którym na nią wska- zano; stosuje on ją jednak tylko do ras ludzkich i do niektórych tylko cech. Wskazuje najpierw na to, że murzyni i mulaci są odporni na nie- które choroby tropikalne, a następnie stwierdza: po pierwsze, że wszyst- kie zwierzęta mają w pewnym stopniu dążność do zmienności, po wtóre, że rolnicy ulepszają rasy zwierząt domowych za pomocą doboru. Dodaje on wreszcie, że: „to, co w ostatnim wypadku można osiągnąć sztucznie, tak samo skutecznie — chociaż znacznie wolniej — może osiągnąć na- tura przy tworzeniu ras ludzkich, przystosowanych do zamieszkanych przez nie krajów. Pomiędzy zupełnie przypadkowymi odmianami, które mogły być spotykane wśród nielicznej i rozproszonej ludności środkowej Afryki, jedna mogła być lepiej od innych przystosowana do znoszenia chorób miejscowych. Wskutek tego rasa ta będzie się rozradzać, podczas gdy inne zaczną upadać, nie tylko dlatego, że nie wytrzymają konkuren- cji z silniejszymi sąsiadami. Na zasadzie powyższego jestem przekonany, że owa silniejsza rasa byłaby ciemna. Ponieważ ta skłonność do tworze- nia odmian pozostaje, z czasem wytwarzać się będzie rasa coraz ciem- niejsza; a ponieważ najciemniejsza będzie najlepiej przystosowana do klimatu, z czasem stanie się najliczniejsza, jeżeli nie wyłączna, na tym 10 O POWSTAWANIU GATUNKÓW właśnie obszarze, na którym powstała”. Ten sam pogląd stosuje później autor i do białych mieszkańców zimniejszych okolic. Wielebny W. Herbert, późniejszy dziekan Manchesteru, w czwar- tym tomie swych „Horticultural Transaclions” i w swym dziele „Ama- ryllidaceae” (1837, str. 19, 339) powiada, iż „doświadczenia ogrod- nicze wykazały niezbicie, że gatunek botaniczny jest tylko wyższą i trwalszą kategorią odmiany”. Ten sam pogląd stosuje on i do zwie- rząt. Dziekan sądzi, że pierwotnie z każdego rodzaju stworzony został jeden niezwykłej plastyczności gatunek i że z tych gatunków, głównie przez wzajemne krzyżowanie się, lecz także i dzięki zmienności, po- wstały wszystkie nasze dzisiejsze gatunki. W 1826 roku profesor Grant, w końcowym rozdziale swej znanej pra- cy o Spongilla („Edinburgh Philosophical Journal”, t. XIV, str. 283), wy- powiada jasno przekonanie, że gatunki pochodzą od innych gatunków i że się w miarę przekształcania doskonalą. Ten sam pogląd wypowiada on w swym pięćdziesiątym piątym wykładzie drukowanym w czasopi- śmie „Lancet” w 1834 roku. W 1831 roku Patrick Matthew ogłosił dzie- ło pt. Naval Timber and Arboriculture; podaje w nim teorię pochodze- nia gatunków zupełnie zgodną z poglądami, które (jak zobaczymy) wy- powiedzieliśmy Wallace i ja w „Linnean Journal”, a które w niniejszym dziele rozwinąłem. Niestety Matthew wypowiedział swój pogląd krótko, w formie urywków w dodatku do dzieła traktującego o zupełnie innych kwestiach. Przeszedł więc on niepostrzeżenie, dopóki sam nie zwrócił na niego uwagi w „Gardeners Chronicle” z dnia 7 kwietnia 1860 roku. Różnice pomiędzy naszymi poglądami nie są zbyt poważne. Pan Mat- thew zdaje się przypuszczać, iż w pewnych kolejnych okresach świat wyludniał się prawie zupełnie, a potem zaludniał się znowu i przyjmu- je on jako alternatywę, że nowe formy mogły powstać „mimo iż nie by- ło ani wzorów, ani zarodków dawnych zespołów”. Nie jestem pewny, czy zrozumiałem niektóre ustępy, ale zdaje się, że Matthew przypisuje wielki wpływ bezpośredniemu działaniu warunków życiowych. W każdym ra- zie dostrzegał on jasno całe znaczenie zasady doboru naturalnego. W swym znakomitym dziele pt. „Description Physique des lsles Ca- naries” (1836, str. 147) von Buch, słynny geolog i przyrodnik, jasno wy- powiadał swe przekonanie, że odmiany powoli przekształcają się w trwałe gatunki, które są już niezdolne do krzyżowania się między sobą. Rafinesque w swej „New Flora of North America” — wydanej w 1836 roku pisał: „Wszystkie gatunki mogły być niegdyś odmianami, a wiele od- mian stopniowo staje się gatunkami uzyskując stałe i charakterystyczne cechy”; dalej jednak dodaje: „wyjąwszy pierwotne typy, czyli przodków ro- dzaju”. RYS HISTORYCZNY ROZWOJU POGLĄDÓW A POWSTAWANIE GATUNKÓW… 11 Profesor Haldeman w latach 1843-1844 („Boston Journal of Na- tural History U. States”, t. IV, str. 468) dobrze zestawił argumenty przemawiające za i przeciw hipotezie rozwoju i przekształcania się ga- tunków; zdaje się, iż przychyla się on ku teorii przemian. Dzieło pt. „Vestiges of Creation” ukazało się w 1844 roku. W dzie- siątym, znacznie ulepszonym wydaniu (1853) bezimienny autor mówi (str. 155): „Po dokładnej rozwadze dochodzimy do podstawowego za- łożenia, iż rozmaite szeregi istot ożywionych, poczynając od najprost- szych i najdawniejszych aż do najwyższych i najnowszych, powstały z woli Opatrzności, jako rezultat dwóch bodźców. Pierwszy, nadany oży- wionym istotom, prowadzi je w ciągu określonego czasu za pomocą roz- mnażania przez określone stopnie organizacji, kończące się na najwyż- szych dwuliściennych i kręgowcach. Stopni tych jest niewiele; zazwy- czaj są one oddzielone od siebie przerwami w szeregu organicznym, co praktycznie utrudnia ustalenie powinowactwa. Drugi bodziec ma zwią- zek z siłami życiowymi, dążącymi w ciągu pokoleń do zmiany budowy ciała odpowiednio do zewnętrznych warunków, jak pokarm, charakter siedliska, czynniki meteorologiczne, co odpowiada »przystosowaniu« teologów natury”. Autor widocznie sądzi, że organizacja udoskonala się gwałtownymi skokami i że wpływ warunków zewnętrznych jest stopnio- wy. Na podstawie ogólnych dowodów z wielką siłą argumentacji wyka- zuje on, że gatunki nie są niezmiennymi tworami. Co do mnie jednak, nie mogę zrozumieć, w jaki sposób owe dwa przypuszczalne „bodźce” mogłyby naukowo wytłumaczyć liczne i zadziwiające przystosowania napotykane wszędzie w przyrodzie; nie widzę też, czy tą drogą znajdzie- my wyjaśnienie, w jaki sposób np. dzięcioł przystosował się do swego szczególnego sposobu życia. Dobitny i świetny styl zjednał od razu temu dziełu szerokie rozpowszechnienie, chociaż w pierwszych wydaniach zdradzało ono brak ścisłej wiedzy i bardzo mało naukowej ostrożności. Według mego zdania, oddało ono krajowi znakomitą przysługę, zwraca- jąc uwagę na sam przedmiot, usuwając przesądy i tym sposobem przy- gotowując grunt do przyjęcia analogicznych poglądów. W 1846 roku senior geologów J. Omalius d’Halloy w znakomitej, chociaż krótkiej rozprawie („Bulletins de l’Academie Royale”, t. XIII, str. 581) twierdzi, że prawdopodobniejsze jest powstawanie nowych gatunków z dawnych za pomocą przekształceń niż oddzielne stwa- rzanie każdego gatunku. Po raz pierwszy wypowiedział on ów pogląd jeszcze w 1831 roku. Profesor Owen pisał w 1849 roku (w „Nature of Limbs” 1 str. 86), co następuje: „Idea pierwotypu w rozmaitych modyfikacjach ucieleśni- ła się na naszej planecie znacznie wcześniej, niż zaistniały zwierzęce 12 O POWSTAWANIU GATUNKÓW gatunki, które ją obecnie reprezentują. Nie wiemy jednak dotychczas, jakim prawom natury lub jakim wtórnym przyczynom podlega kolejne następstwo i rozwój podobnych zjawisk organicznych”. W mowie wy- głoszonej na posiedzeniu British Association w 1858 roku mówi on (str. LI) o „pewniku nieustannego działania siły twórczej, czyli o zakreślo- nym z góry powstawaniu istot ożywionych”. Dalej zaś (str. XC) mówiąc o rozmieszczeniu geograficznym dodaje: „Zjawiska te zachwiały naszą wiarę w przypuszczenie, że nielot z Nowej Zelandii (Apteryx) i par- dwa szkocka z Anglii zostały stworzone oddzielnie na każdej wyspie i dla każdej z nich. Zresztą należy zawsze pamiętać, że dla zoologa sło- wo »stworzenie« oznacza proces, którego nie zna on wcale”. Wyjaśnia on dalej swój pogląd dodając, że „jeśli wypadki podobne jak z pardwą zoolog uważa za dowód oddzielnego stworzenia ptaka na tych wyspach i tylko dla tych wysp, to pragnie jedynie powiedzieć, że nie wie, w jaki sposób pardwa dostała się tam i to wyłącznie tam; wypowiadając w ten sposób swą niewiedzę zaznacza on równocześnie i wiarę w wielką Twórczą Pierwszą Przyczynę, której tak wyspy, jak i ptak zawdzięczają swe powstanie”. Jeżeli wypowiedziane w tej mowie tezy zechcemy tłu- maczyć jedne przy pomocy drugich, to okaże się, że w 1858 roku zna- komity ten filozof zachwiał się w swym przekonaniu, że nielot i pardwa szkocka pojawiły się tam, gdzie się obecnie znajdują „nie wiadomo jak” i na skutek procesu, „którego on nie zna wcale”. Mowa ta wypowiedziana została już po odczytaniu w Linnean So- ciety prac Wallace’a i mojej o powstawaniu gatunków. W chwili, gdy ukazało się pierwsze wydanie niniejszego dzieła, byłem, podobnie jak wielu innych, do tego stopnia wprowadzony w błąd takimi zwrotami, jak „nieustanna działalność Siły Twórczej” — iż zaliczałem profesora Owena, jak i wielu innych paleontologów, do najbardziej stanowczych obrońców stałości gatunków. Zdaje się jednak, że popełniłem tutaj wielką pomyłkę („Anatomy of Vertebrates”), t. III, str. 796). W ostat- nim wydaniu tego dzieła na podstawie ustępu rozpoczynającego się od słów „Bez wątpienia forma typowa” (ibid., t. I, str. XXXV) doszedłem do wniosku — i wniosek ten dotychczas uważam za słuszny — iż profesor Owen przyjmował, że dobór naturalny może grać pewną rolę w tworze- niu się nowych gatunków, ale wydawało mu się to (ibid., t. III, str. 798) nieścisłe i nie poparte dowodami. Podałem również kilka wyciągów z korespondencji pomiędzy profesorem Owenem a wydawcą „London Review”, z których zarówno wydawca, jak i ja wnioskowaliśmy, iż profe- sor Owen sądzi, jakoby ogłosił przede mną teorię doboru naturalnego. Wyraziłem z tego powodu zdziwienie i zadowolenie zarazem, ale, o ile mogę zrozumieć niektóre wydane niedawno ustępy, miałem znowu po RYS HISTORYCZNY ROZWOJU POGLĄDÓW A POWSTAWANIE GATUNKÓW… 13 części lub nawet zupełnie się pomylić. Pociesza mnie jednak to, że nie tylko ja, ale i inni z trudnością mogą zrozumieć i pogodzić sprzeczności w pracach prof. Owena, Co zaś do samego opublikowania zasady dobo- ru naturalnego, jest rzeczą obojętną, czy prof. Owen wyprzedził mnie, czy nie, gdyż obydwóch nas, jak to wykazałem w niniejszym historycz- nym szkicu, wyprzedzili dr Wells i Matthew. Izydor Geoffroy St. Hilaire w swych wykładach, wygłoszonych w 1850 roku (streszczonych w „Revue et Magasin de Zoologie”, sty- czeń 1851), podaje pokrótce powody, które każą mu wierzyć, iż cechy gatunkowe „sont fixes pour chaque espece tant qu’elle se perpetue au milieu des memes circonstances; ils se modifient, si les circonstances ambiantes viennent a changer”. „En resume, l’observation des animaux sauvages demontre deja la variubiltte limitee des especes. Les experiences sur les animaux sau- vages devenus domestiques et sur les animaux domestiques redevenus sauvages la demontrent plus clairement encore. Ces memes experien- ces prouvent de plus que les differences produites peuvent etre de va- leur generique” (…są stałe dla każdego gatunku, dopóki rozmnaża się on wśród tych samych warunków zewnętrznych; skoro warunki zewnętrzne się zmienią, cechy organiczne zmieniają się również). Słowem już spo- strzeżenia nad dzikimi zwierzętami wykazują zmienność gatunków. Do- świadczenia zaś nad udomowionymi dzikimi zwierzętami oraz nad zdzi- czałymi zwierzętami domowymi wykazują to jeszcze wyraźniej. Doświadczenia te wykazują ponadto, iż powstałe różnice mogą dojść do wartości różnic rodzajowych). W swej „Histoire Naturelle Generale” (t. II, str. 430, 1859) rozwija on dokładniej podobne poglądy. Z okólnika, który wydany został niedawno, widać, że dr Freke w 1851 roku („Dublin Medical Press”, str. 322) wypowiedział pogląd, że wszyst- kie istoty organiczne powstały z jednej formy pierwotnej. Podstawy jego przekonania i sam sposób traktowania przedmiotu są zupełnie od moich odmienne; ponieważ zaś sam dr Freke ogłosił w 1561 roku swoją pracę „The Origin of Species by means of Organic Affinity”. Byłoby zbyteczne podejmować tutaj ciężki trud streszczenia, jego poglądów. Herbert Spencer w jednym ze swych studiów (opublikowanym pierwotnie w czasopiśmie „Leader” z marca 1852 roku, a wydanym powtórnie w jego „Essays” w 1858 roku) z niezwykłą zręcznością i siłą przeciwstawił teorię stworzenia teorii rozwoju istot organicznych. Na podstawie analogii z tworami hodowli, na podstawie zmian, którym ule- gają zarodki wielu gatunków, na podstawie trudności odróżniania ga- tunków i odmian oraz z zasady powszechnego stopniowania wnioskuje, że gatunki ulegały przekształceniom. Przekształcenia te przypisuje on 14 O POWSTAWANIU GATUNKÓW zmianie warunków zewnętrznych. Ten sam autor oparł swą „Psycholo- gię” (1855) na zasadzie konieczności stopniowego zdobywania każdej siły i zdolności umysłowej. Znakomity botanik Naudin w doskonałej pracy o powstawaniu ga- tunków („Revue Horticole”, str. 102, później przedrukowana częścio- wo w „Nouvelles Archives du Museum”, t. I, str. 171) już w 1852 ro- ku wypowiedział wyraźnie przekonanie, że gatunki powstały w podob- ny sposób jak odmiany hodowlane, których powstanie przypisuje on wpływowi doboru przeprowadzanego przez człowieka. Nie wyjaśnia on jednak, w jaki sposób działa dobór w przyrodzie. Przypuszcza, podobnie jak dziekan Herbert, że powstające gatunki były bardziej plastyczne niż obecnie. Kładzie on też nacisk na to, co nazywa zasadą celowości, „puissance mysterieuse, indeterminee, fa- talite pour les uns, pour les autres volonte providentielle, dont l’ac- tion incessante sur les etres vivantes determine a toutes les epoques de l’existence du monde, la forme, le volume et la duree de chacun d’eux, en raison de sa destinee dans l’ordre de choses dont il fait par- tie. C’est cette puissance qui harmonise chaque membre a l’ensem- ble en l’appropriant a la fonction qu’il doit remplir dans l’organisme general de la nature, fonction qui est pour lui sa raison d’etre” (Siła tajemnicza, nieokreślona, dla jednych fatalna, dla innych wola opatrz- nościowa, której ciągły wpływ na istoty żyjące określa po wszystkie czasy ich kształt, wielkość i trwanie każdej z nich, zgodnie z ich prze- znaczeniem w porządku rzeczy, których część składową stanowią. Jest to ta siła, która harmonijnie łączy każdy człon z całością, przystosowu- jąc go do czynności, którą ma on spełniać w ogólnym organizmie przy- rody i która jest jego racją bytu). W 1853 roku słynny geolog hrabia Keyserling („Bulletin de la So- ciete Geologique”, ser. II, t. X, str. 357) rzucił myśl, że podobnie jak w rozmaitych czasach nowe choroby, wywołane przypuszczalnie wpły- wem miazmatów, powstały i rozprzestrzeniły się po świecie, tak też w pewnych okresach zarodki istniejących gatunków mogły ulec wpły- wom chemicznym otaczających specjalnych drobin i w ten sposób dać początek nowym formom. Z cytatów podanych przez Bronna w jego „Untersuchungen uber die Entwickelungsgesetze” okazuje się, że sławny botanik i paleon- tolog Unger w 1852 roku wypowiedział przekonanie, iż gatunki mo- gą się rozwijać i przekształcać. Podobne zdanie wypowiedział w 1821 roku Daiton przytaczany w pracy Pandera i Daltona o kopalnych le- niwcach. Rzecz znana, że analogicznych poglądów trzymał się Oken w swej mistycznej „Natur-Philosophie”. Z innych cytat w dziele Go- RYS HISTORYCZNY ROZWOJU POGLĄDÓW A POWSTAWANIE GATUNKÓW… 15 drona „Sur l’Espece” zdaje się wynikać, że Bory St. Vincent, Burdach, Poiret i Fries przypuszczali, że nowe gatunki ustawicznie powstają na nowo. Mogę tutaj dodać, że z trzydziestu czterech autorów, przekona- nych o zmienności gatunków lub przynajmniej niewierzących w od- dzielne akty stworzenia, a wspomnianych w niniejszym szkicu histo- rycznym, dwudziestu siedmiu publikowało prace ze specjalnych gałę- zi historii naturalnej lub geologii. W tym samym roku 1853 dr Schaaffhausen napisał doskonały ar- tykuł, w którym dowodzi postępowego rozwoju form organicznych na ziemi. Wskazuje on, że wiele gatunków przetrwało długi czas bez zmia- ny, gdy niewielka ilość innych uległa przekształceniu. Wyodrębnienie się gatunków tłumaczy Schaaffhausen wygaśnięciem pośrednich form przejściowych. „Tak więc obecnie żyjące rośliny i zwierzęta nie są od- dzielone od wygasłych nowymi aktami stworzenia, ale powinny być uważane za ich potomstwo powstałe drogą nieprzerwanego rozrodu”. Znany botanik francuski Lecoq pisze w 1854 roku („Etudes sur Geographie Botanique”, t. I, str. 250): „On voit que nos recherches sur la fixite ou la variation de l’espece nous conduisent directement aux idees emises par deux hommes justement celebres, Geoffroy Sa- int-Hilaire et Goethe”. Kilka innych ustępów rozrzuconych w obszer- nym dziele Lecoqa wzbudza jednak pewną wątpliwość, jak daleko się- gały jego poglądy na przekształcanie gatunków. Wielebny Baden Powell znakomicie opracował „Filozofię stworze- nia” w swoich „Essays on the Unity of Worlds”, wydanych w 1855 ro- ku. Trudno dobitniej od niego wykazać, że pojawienie się nowego ga- tunku jest „zjawiskiem prawidłowym, a nie przypadkowym” lub — jak powiada Sir J.Herschel — „procesem naturalnym w przeciwieństwie do cudownego”. Trzeci tom czasopisma „Journal of Linnean Society” zawiera pra- ce czytane 1 lipca 1858 roku przez Wallace’a i przeze mnie, w któ- rych — jak to wskazano w uwagach wstępnych do niniejszego dzie- ła — Wallace z zadziwiającą jasnością i siłą przedstawił teorię doboru naturalnego. Von Baer, uczony bardzo szanowany przez wszystkich zoologów, wyraził około 1859 roku przekonanie (por. prof. Rudolph Wagner, „Zoologisch-Anthropologische Untersuchungen”, 1861, str. 51), opar- te głównie na prawach rozmieszczenia geograficznego, że formy dziś całkowicie odrębne pochodzą od jednej formy rodzicielskiej. W czerwcu 1859 roku profesor Huxley miał w „Royal Institution” odczyt pt. „O trwałych typach świata zwierzęcego”. Nawiązując do ta- kich przypadków powiada: „Trudno zrozumieć znaczenie podobnych 16 O POWSTAWANIU GATUNKÓW faktów, jeżeli przypuścimy, że każdy gatunek zwierzęcy lub roślinny albo też każdy wielki typ organizacji był stwarzany i umieszczany na powierzchni ziemi w długich odstępach czasu przez oddzielny akt siły twórczej; wypadałoby też przypomnieć tutaj, że takie przypuszczenie sprzeciwia się zarówno tradycji, jak i objawieniu, jak wreszcie ogólnej analogii dostrzeganej w przyrodzie. Jeżeli z drugiej strony rozpatry- wać będziemy »typy trwałe« z punktu widzenia hipotezy, która zakła- da, że gatunki żyjące w jakiejkolwiek epoce są rezultatem stopniowych przekształceń dawniejszych gatunków — hipotezy, nie udowodnionej wprawdzie i mocno wypaczonej przez niektórych jej zwolenników, ale jedynej, której fizjologia użyczyć może swego poparcia — to istnienie tych typów zdaje się wskazywać, że zakres przekształceń, którym ule- gły istoty żyjące w okresie geologicznym, jest całkiem niewielki w po- równaniu do całości przemian, których doświadczały”. W grudniu 1859 roku dr Hooker wydał swoją „Introduction to the Australian Flora”. W pierwszej części tego wielkiego dzieła przyznaje on słuszność teorii pochodzenia i przekształcania się gatunków i po- piera ją licznymi własnymi spostrzeżeniami. Niniejsze dzieło wydane zostało po raz pierwszy 24 listopada 1859 roku; drugie wydanie wyszło 7 stycznia 1860 roku. Wstęp Gdy jako przyrodnik podróżowałem na statku J. K. M. „Beagle”, bardzo mnie zainteresowały niektóre fakty dotyczące rozmieszczenia istot or- ganicznych zamieszkujących Amerykę Południową oraz związków geo- logicznych pomiędzy obecnymi i byłymi mieszkańcami tej części świa- ta. Fakty te, jak zobaczymy w dalszych rozdziałach niniejszego dzieła, rzucają, zdaje się, pewne światło na powstawanie gatunków, ową ta- jemnicę tajemnic, jak je nazwał jeden z naszych największych filozo- fów. Po powrocie z podróży wpadło mi w 1837 roku na myśl, że zbie- rając cierpliwie materiał i rozważając wszystkie fakty mające związek z tą kwestią, będę mógł się cokolwiek przyczynić do jej rozwiązania. Po pięciu latach pracy pozwoliłem sobie na pewne uogólnienia tego za- gadnienia i streściłem je w kilku krótkich notatkach. W 1844 roku roz- szerzyłem te notatki i naszkicowałem wnioski, które mi się naówczas wydały prawdopodobne. Od tego czasu aż do dnia dzisiejszego zajmo- wałem się bezustannie tym przedmiotem. Spodziewam się, że czytel- nicy wybaczą mi te osobiste szczegóły; podaję je tylko, aby wykazać, że nie przystępowałem pospiesznie do wyciągania konkluzji. Obecnie (1859 roku) dzieło moje jest na ukończeniu. Ponieważ jednak potrzeba mi jeszcze wielu lat do jego uzupełnienia, a zdrowie moje jest niezbyt mocne, zachęcono mnie do opublikowania niniejszego wyciągu. Robię to tym chętniej, że p. Wallace, który studiuje obecnie historię natural- ną Archipelagu Malajskiego, doszedł w sprawie powstawania gatunków do prawie tych samych ogólnych wniosków, co i ja. W 1858 roku prze- słał on na moje ręce rozprawę na ten temat z prośbą o doręczenie jej 18 O POWSTAWANIU GATUNKÓW Sir Karolowi Lyellowi. Sir K. Lyell posłał rozprawę do Linnean Society i wydrukowano ją w trzecim tomie pisma tego Towarzystwa. Sir K. Lyell i dr Hooker, którym znana była moja praca — ostatni z nich czytał mój szkic z 1844 roku — zaszczycili mnie radą, bym rów- nocześnie ze znakomitą rozprawą Wallace’a podał do druku krótki wy- ciąg z moich rękopisów. Wyciąg, który tu przedstawiam, musi z konieczności być niedoskona- ły. Na poparcie wielu moich twierdzeń nie mogę się powołać tu ani na cy- taty, ani na autorytety naukowe i liczyć tylko muszę na to, że czytelnik ze- chce mieć zaufanie do mojej ścisłości. Bez wątpienia wkradły się do mego dzieła pomyłki, chociaż zawsze starałem się dowierzać tylko najbardziej wiarogodnym autorytetom. Mogę więc podać tu jedynie ogólne wnioski, do których doszedłem, i zilustrować je kilkoma tylko faktami. Spodziewam się jednak, że w większości przypadków fakty te wystarczą. Nikt lepiej ode mnie nie pojmuje, jak niezbędne jest późniejsze szczegółowe ogłoszenie wszystkich faktów i cytat, na których oparłem moje wnioski, i spodzie- wam się, że będę mógł tego dokonać w przyszłej pracy. Wiem bowiem do- brze, że do każdego prawie punktu dyskutowanego w tej książce można by przytoczyć fakty, które mogłyby pozornie doprowadzić do innych zupełnie wniosków niż te, do których ja doszedłem. Właściwy rezultat można otrzy- mać tylko przez pełne zestawienie faktów i argumentów przemawiających za i przeciw każdej kwestii; to zaś jest tutaj niemożliwe. Żałuję mocno, że z braku miejsca nie mogę wyrazić tutaj podzię- kowania za szlachetną pomoc, udzieloną mi przez wielu przyrodników, z których niejednego nie znałem nawet osobiście. Nie mogę jednak po- minąć sposobności, by wypowiedzieć, jak głęboko jestem zobowiązany dr Hookerowi, który przez piętnaście ostatnich lat wspierał mnie na wszyst- kie możliwe sposoby swą bogatą wiedzą i bystrością swego sądu. Zastanawiając się nad powstawaniem gatunków pojmiemy łatwo, że przyrodnik, który bada wzajemne powinowactwo istot organicznych, ich stosunki w okresie zarodkowym, ich rozmieszczenie geograficzne, ich geologiczne następstwo i inne podobne fakty, dojść może do wniosku, że gatunki nie zostały stworzone oddzielnie, ale, tak jak odmiany, powstały z innych gatunków. Wniosek ten jednak, choćby nawet dobrze uzasad- niony, nie wystarczy jeszcze, dopóki nie zostanie wykazane, w jaki spo- sób niezliczone gatunki zamieszkujące powierzchnię ziemi zostały tak przekształcone, iż uzyskały ową doskonałość budowy i przystosowania, które słusznie budzą w nas podziw. Przyrodnicy wskazują zawsze na wa- runki zewnętrzne, jak klimat, pożywienie itd., jako na jedynie możliwe przyczyny zmienności. Zobaczymy później, że w jednym ograniczonym sensie zdanie to może być słuszne; byłoby jednak nierozsądne przypisy- WSTĘP 19 wać jedynie wpływowi warunków zewnętrznych całą budowę np. dzię- cioła, którego nogi, ogon, dziób i język tak zadziwiająco są przystosowane do łowienia owadów pod korą drzew. Również co do jemioły czerpiącej swe pożywienie z pewnych drzew, której nasiona muszą być roznoszone przez pewne ptaki, a rozdzielnopłciowe kwiaty potrzebują do zapłodnie- nia pomocy określonych owadów, przenoszących pyłek z jednego kwia- tu na drugi — i w tym wypadku byłoby równie nierozsądnie chcieć wy- tłumaczyć całą budowę tej pasożytnej rośliny i jej stosunki z rozmaity- mi istotami żywymi li tylko przez wpływ warunków zewnętrznych albo przez przyzwyczajenie lub przez wolę samej rośliny. Jest więc rzeczą niezwykłej wagi dojść do jasnego zrozumienia sposo- bów przekształcania i przystosowywania. Już na początku mych spostrze- żeń wydawało mi się prawdopodobne, że staranne badania zwierząt domo- wych i roślin uprawnych dadzą mi najlepszą sposobność do wyjaśnienia te- go zawiłego zagadnienia. Oczekiwania mnie nie zawiodły; w tym bowiem, jak i we wszystkich zawikłanych wypadkach nieodmiennie znajdowałem, iż jakkolwiek niedokładna jest nasza znajomość zmian pod wpływem hodow- li, daje ona nam jednak najlepszą i najpewniejszą nić przewodnią. Dlatego też nie waham się wypowiedzieć tutaj mego przekonania o wielkiej donio- słości podobnych studiów, chociaż przyrodnicy często je zaniedbywali. Z tych względów pierwszy rozdział niniejszych materiałów poświę- cam zmienności w stanie udomowienia. Przekonamy się tam, jak szeroki może być zakres przekształceń dziedzicznych i — co jest również waż- ne lub nawet ważniejsze — zobaczymy, jak wielka jest potęga człowie- ka, który drogą doboru gromadzi szereg kolejnych, drobnych zmian. Na- stępnie przejdę do zmienności gatunków żyjących w stanie naturalnym. Z żalem jednak będę zmuszony traktować ten przedmiot zbyt pobieżnie, gdyż nie mógłbym tutaj, jakby należało, przytoczyć długiego spisu faktów. Będziemy jednak w stanie omówić, jakie warunki najbardziej sprzyjają zmienności. W następnym rozdziale rozpatrywać będziemy walkę o byt pomiędzy wszystkimi istotami organicznymi na ziemi, nieuchronnie wy- nikającą z ich rozmnażania się w postępie geometrycznym. Jest to teoria Malthusa zastosowana do całego królestwa zwierzęcego i roślinnego. Po- nieważ w każdym gatunku rodzi się daleko więcej osobników, niż może przeżyć i ponieważ na skutek tego powstaje pomiędzy nimi walka o byt, osobnik, który pod wpływem skomplikowanych i nieraz zmiennych wa- runków zmieni się nieznacznie, lecz w sposób korzystny dla siebie, bę- dzie miał więcej widoków na utrzymanie się przy życiu i w ten sposób ulegnie działaniu doboru naturalnego. Na zasadzie zaś potężnego prawa dziedziczności każda taka wyselekcjonowana odmiana będzie dążyć do przekazania potomstwu swej nowej, zmienionej postaci. 20 O POWSTAWANIU GATUNKÓW To zasadnicze zagadnienie doboru naturalnego omawiane będzie dość obszernie w rozdziale czwartym. Zobaczymy tam, jak dobór natu- ralny w sposób prawie nieuchronny powoduje wymieranie form mniej doskonałych i prowadzi do tego, co nazwałem rozbieżnością cech. W następnym rozdziale zajmę się skomplikowanymi i mało znany- mi prawami zmienności. W pięciu następnych rozdziałach rozstrząsać będę najpoważniejsze i najistotniejsze trudności, które napotyka nasza teoria; a mianowicie: po pierwsze — trudności przechodzenia, czyli w jaki sposób prosta istota lub nieskomplikowany narząd może się zmie- nić i wydoskonalić w istotę wysoko zorganizowaną lub w narząd bardziej skomplikowany; po wtóre — kwestia instynktu, czyli władz umysłowych zwierząt; po trzecie — zagadnienie mieszańców, czyli niepłodność ga- tunków i płodność odmian przy ich krzyżowaniu; po czwarte — nie- dostateczność danych geologicznych. W dalszym rozdziale zajmę się geologicznym następstwem istot organicznych w czasie, w dwunastym i trzynastym — ich geograficznym rozmieszczeniem w przestrzeni, w czternastym — ich klasyfikacją, czyli wzajemnym pokrewieństwem istot tak w stanie dojrzałym, jak zarodkowym. Ostatni wreszcie rozdział zawierać będzie streszczenie całego dzieła i kilka uwag końcowych. Nikogo nie powinno dziwić, że tyle jeszcze pozostaje nie wyjaśnionych punktów w sprawie pochodzenia gatunków i odmian. Dosyć tylko uprzy- tomnić sobie, jak głęboka jest jeszcze nasza nieznajomość wzajemnych sto- sunków otaczających nas istot. Któż jest w stanie wytłumaczyć, dlaczego jeden gatunek jest bardzo liczny i rozpowszechniony na wielkiej przestrze- ni, dlaczego inny, pokrewny mu, jest rzadki i ma niewielki zasięg? A tym- czasem stosunki te są niezmiernie ważne, gdyż od nich zawisła obecna pomyślność i, jak przypuszczam, przyszłe powodzenie i przekształcanie każdego mieszkańca tej ziemi. Jeszcze mniej wiemy o wzajemnych sto- sunkach niezliczonych mieszkańców ziemi podczas ubiegłych epok geo- logicznych. Chociaż wiele rzeczy jest i długo jeszcze pozostanie nie wyja- śnionych, to jednak na podstawie najskrupulatniejszych badań i najbez- stronniejszego sądu, do jakiego jestem zdolny, nie wątpię bynajmniej, że pogląd wyznawany dotychczas przez większość przyrodników i podzielany dawniej przeze mnie, a mianowicie, że każdy gatunek został stworzony od- dzielnie, jest błędny. Jestem całkowicie przekonany, że gatunki są zmien- ne i że gatunki należące do jednego tak zwanego rodzaju są w prostej linii potomkami jakiegoś innego, zazwyczaj wygasłego gatunku, tak samo jak uznane odmiany jakiegoś jednego gatunku są pochodnymi tego gatunku. Jestem prócz tego przekonany, że dobór naturalny był najważniejszym, chociaż nie wyłącznym czynnikiem przekształcania gatunków. Rozdział I Zmienność w stanie udomowienia Przyczyny zmienności — Wpływ przyzwyczajenia oraz używania lub nieużywania narządów — Zmienność korelacyjna — Dziedziczność — Cechy odmian hodow- lanych — Trudność odróżniania odmian i gatunków — Pochodzenie odmian ho- dowlanych od jednego lub kilku gatunków — Gołębie domowe, ich różnorodność i pochodzenie — Od dawna stosowane zasady doboru i ich skutki — Dobór świa- domy i nieświadomy — Nieznane pochodzenie naszych roślin i zwierząt hodowla- nych — Okoliczności sprzyjające człowiekowi w stosowaniu doboru Przyczyny zmienności Jeżeli porównamy osobniki tej samej odmiany lub pododmiany od daw- na hodowanych roślin lub zwierząt, to najpierw uderzy nas fakt, że za- zwyczaj różnice pomiędzy nimi są większe niż pomiędzy osobnikami jakiegokolwiek gatunku lub odmiany żyjącej w stanie natury. A jeżeli uprzytomnimy sobie wielką rozmaitość hodowanych roślin i zwierząt, które z biegiem czasu ulegały przekształceniom w najrozmaitszych warunkach klimatu i oddziaływania, to musimy dojść do wniosku, że ta wielka zmienność powstała stąd, iż były one hodowane w warun- kach życiowych nie tak jednorodnych, a nieraz trochę odmiennych od tych, w jakich żyły ich gatunki rodzicielskie w stanie natury. Wydaje się też do pewnego stopnia prawdopodobny pogląd Andrzeja Knighta, że zmienność ta może być po części związana z nadmiarem pokarmu. Wydaje się jasne, że aby nastąpiły widoczne zmiany, istoty organicz- ne muszą podlegać działaniu nowych warunków przez kilka pokoleń. Jasne jest także, że skoro budowa raz zaczęła się zmieniać, zmienia się już zwykle w ciągu wielu pokoleń. Nie znamy wypadku, w którym zmienny organizm przestałby się zmieniać pod wpływem wychowu. Nasze najstarsze rośliny uprawne, jak np. pszenica, ciągle tworzą nowe odmiany; nasze najdawniej udomowione zwierzęta również i dziś jesz- cze są zdolne do szybkiego doskonalenia albo przekształcania się. O ile mogę sądzić po długim badaniu tego zagadnienia, warunki życio- we mogą oddziaływać w dwojaki sposób: bezpośrednio, na cały organizm 22 O POWSTAWANIU GATUNKÓW czy tylko na niektóre jego części, i pośrednio, wywierając wpływ na układ rozrodczy. Co do bezpośredniego oddziaływania musimy pamiętać — jak to ostatnimi czasy twierdził profesor Weismann i jak ja przygodnie utrzy- mywałem w moim dziele „Variation under Domestication” — że w każdym wypadku działają dwa czynniki, a mianowicie: charakter samego organi- zmu i charakter warunków. Pierwszy wydaje się nam o wiele ważniejszy dlatego, że odmiany prawie zupełnie podobne powstają niekiedy pod wpły- wem warunków, o ile sądzić można, różnych, i z drugiej strony, że odmiany niepodobne powstają pod wpływem warunków, jak się zdaje, niemal jed- nakowych. Oddziaływanie na potomstwo może być określone lub nieokre- ślone. Można je uważać za określone, gdy całe lub prawie całe potomstwo osobników, pozostających przez szereg pokoleń pod wpływem określonych warunków, zmieniło się w taki sam określony sposób. Niezwykle trudno dojść do jakiegokolwiek wniosku co do zakresu zmian, wytworzonych w ta- ki określony sposób. Natomiast zdarzają się pewne niewielkie zmiany, co do których nie może być żadnej wątpliwości, jak np. wpływ nadmiaru poży- wienia na wielkość, charakteru pożywienia na barwę, klimatu na grubość skóry i owłosienie, itp. Każda z niezliczonych odmian upierzenia naszego ptactwa domowego musiała mieć pewną przyczynę wywołującą, a jeżeliby ta sama przyczyna oddziaływała jednakowo przez długi szereg pokoleń na wiele osobników, to prawdopodobnie wszystkie przekształciłyby się w ten sam sposób. Takie fakty, jak powstawanie skomplikowanych i niezwykłych narośli po wpuszczeniu najdrobniejszej kropli jadu przez owady powodują- ce tworzenie się galasów, wykazują nam, jak zadziwiające przekształcenia mogą powstawać u roślin pod wpływem chemicznej zmiany soków. Zmienność nieokreślona jest znacznie częstszym wynikiem zmia- ny warunków niż zmienność określona, toteż prawdopodobnie gra- ła o wiele ważniejszą rolę przy tworzeniu się naszych ras domowych. Zmienność nieokreślona przejawia się w mnóstwie drobnych właści- wości, którymi się różnią osobniki tego samego gatunku i których nie można kłaść na karb dziedziczenia po jednym z rodziców lub po ja- kichś odleglejszych przodkach. Wyraźne różnice mogą nawet wystą- pić niekiedy pomiędzy młodymi z jednego miotu lub nasionami z jed- nej zalążni. W znacznych odstępach czasu pomiędzy milionami osob- ników wyrosłych w tej samej okolicy, spożywających ten sam prawie pokarm, pojawiają się osobniki z tak wybitnymi odchyleniami w bu- dowie, że można by je nazwać potwornościami, chociaż nie sposób przeprowadzić wyraźnej linii demarkacyjnej między potwornościami a mniej wybitnymi zmianami. Wszystkie te zmiany w budowie, nie- zmiernie słabe czy też bardzo wybitne, występujące wśród wielu ra- zem żyjących osobników, można uważać za rezultat nie określone- ZMIENNOŚĆ W STANIE UDOMOWIENIA 23 go bliżej działania warunków życia na organizm każdego osobnika, podobnie jak zimno działa rozmaicie na różnych ludzi, stosownie do stanu ich zdrowia i konstytucji, wywołując u jednych kaszel lub katar, u innych reumatyzm albo zapalenie rozmaitych narządów. Jeśli chodzi o to, co nazwałem pośrednim oddziaływaniem zmiany warunków, a mianowicie ich wpływ na narządy rozrodcze, to o istnie- niu jego możemy wnioskować po części z niezmiernej wrażliwości tych narządów na wszelką zmianę warunków, po części zaś — jak zauważył Kolreuter i inni — z podobieństwa, które zachodzi pomiędzy zmien- nością wynikającą z krzyżowania odrębnych gatunków a zmiennością zwierząt i roślin hodowanych w nowych lub sztucznych warunkach. Wiele faktów świadczy o niezmiernej wrażliwości narządów roz- rodczych na wszelkie, najdrobniejsze nawet, zmiany w otaczających warunkach. Nic łatwiejszego niż oswojenie zwierzęcia, ale nic trud- niejszego niż doprowadzenie go do rozmnażania się w niewoli nawet wtedy, gdy następuje skojarzenie się osobników obu płci. Ileż to zwie- rząt nie rozmnaża się wcale, pomimo że trzymane są prawie zupełnie na wolności. Powszechnie, chociaż mylnie, tłumaczą ten fakt przez wyrodzenie się instynktu. Wiele uprawnych roślin bujnie rośnie, a po- mimo to rzadko lub wcale nie wydaje nasion. W kilku wypadkach przekonano się, że nieznaczna zmiana, jak np. cokolwiek większa lub mniejsza ilość wody w pewnym okresie wzrostu, stanowi o tym, czy ro- ślina wyda nasiona czy nie. Nie mogę tu wdawać się w szczegóły, które zebrałem i ogłosiłem gdzie indziej, ale żeby wykazać, jak osobliwe są prawa kierujące rozmnażaniem się zwierząt w niewoli, przytoczę fakt, że zwierzęta drapieżne, nawet ze strefy gorącej, z łatwością rozmna- żają się u nas — z wyjątkiem rodziny niedźwiedziowatych, które rzad- ko tylko miewają młode — podczas gdy ptaki drapieżne niezmiernie rzadko znoszą w niewoli zapłodnione jaja. Wiele roślin egzotycznych wydaje, tak jak najbardziej jałowe mieszańce, pyłek zupełnie niezdolny do zapłodnienia. Skoro więc z jednej strony widzimy, że zwierzęta i ro- śliny domowe, nieraz słabe i wątłe, rozmnażają się należycie w niewo- li, skoro z drugiej strony obserwujemy, że osobniki schwytane za mło- du w stanie dzikim i całkowicie oswojone mogą żyć długo i zdrowo (na co mogę przytoczyć wiele przykładów), a mimo to ich narządy rozrod- cze wskutek nieuchwytnych przyczyn zmieniły się tak dalece, że sta- ły się niezdolne do funkcjonowania — nie może nas dziwić, że jeżeli narządy te spełniają swą czynność w niewoli, czynić to mogą w sposób nieprawidłowy i wytwarzać potomstwo niezupełnie podobne do rodzi- ców. Dodam tu jeszcze, że podobnie jak niektóre organizmy mogą się rozmnażać przy najbardziej sztucznych warunkach (np. króliki i fretki 24 O POWSTAWANIU GATUNKÓW trzymane w klatkach), co dowodziłoby, że ich narządy rozrodcze nie- łatwo mogą być naruszone, tak też niektóre zwierzęta i rośliny opiera- ją się wpływowi udomowienia oraz hodowli i zmieniają się bardzo nie- znacznie, być może nie wiele więcej niż w stanie natury. Niektórzy przyrodnicy utrzymywali, że wszystkie objawy zmienno- ści mają związek z aktem rozmnażania płciowego, ale zdanie to jest niewątpliwie mylne. W innym dziele podałem długą listę tzw. sportów „sporting plants”, jak je nazywają ogrodnicy angielscy, tj. roślin, na których nagle powstaje pączek o nowych i niekiedy zupełnie odmien- nych cechach niż inne pączki tejże rośliny. Te wariacje pączkowe, jak- by je można nazwać, dadzą się rozmnażać za pomocą szczepienia, sa- dzonkowania itp., a niekiedy nawet za pomocą nasion. W naturze spo- tyka się je rzadko, ale w hodowli nie są one bynajmniej rzadkie. Ponie- waż widzimy tutaj, że jeden z tysiąca pączków wyrastających corocz- nie na tym samym drzewie nabył nagle nową cechę, ponieważ wiemy dalej, że pączki drzew rosnących w niejednakowych warunkach dają czasami początek prawie jednakowej odmianie — na przykład pączki brzoskwini, z których wyrastają nektaryny, lub pączki róży zwyczajnej, z których powstają róże omszone — zrozumiemy łatwo, że przy okre- ślaniu każdej formy zmienności natura otaczających warunków gra podrzędną rolę w porównaniu z naturą organizmu. Wpływ tej pierw- szej nie jest, być może, większy niż wpływ natury iskry zapalającej cia- ło palne na naturę płomienia. Wpływ przyzwyczajenia oraz używania lub nieużywania narządów. Zmienność korelacyjna. Dziedziczność Zmiana przyzwyczajeń wywołuje dziedziczne zmiany, jak to widzimy u roślin, które zmieniają czas kwitnienia, jeżeli się je przenosi z jed- nego klimatu do drugiego. U zwierząt używanie lub nieużywanie na- rządów wywarło wpływ jeszcze bardziej widoczny. Na przykład przeko- nałem się, że kości skrzydeł kaczki domowej ważą mniej, a kości nóg więcej w stosunku do całego szkieletu niż te same kości kaczki dzi- kiej, a zmianę tę trzeba oczywiście przypisać temu, że kaczka domowa mniej lata, a więcej biega niż jej dzicy przodkowie. Innym przykładem skutków używania narządów jest prawdopodobnie silny i dziedziczny rozwój wymion u krów i kóz w tych krajach, gdzie się je zwykle doi, w porównaniu do wymion tych zwierząt w innych krajach. Pomiędzy naszymi zwierzętami domowymi nie ma ani jednego, które by w tym lub owym kraju nie miało obwisłych uszu; prawdopodobnie fakt ten da ZMIENNOŚĆ W STANIE UDOMOWIENIA 25 się wytłumaczyć nieużywaniem mięśni ucha, gdyż zwierzęta te rzadko bywają niepokojone. Zmienność podlega wielu prawom: niektóre z nich niejasno już się zarysowują i później je pokrótce rozpatrzymy. Tutaj chcę tylko wspo- mnieć o tym, co można by nazwać zmiennością korelacyjną. Istot- ne zmiany w zarodku lub larwie prawdopodobnie pociągną za sobą zmiany u dojrzałego zwierzęcia. W przypadku potworności występu- ją bardzo ciekawe korelacje pomiędzy zupełnie różnymi narządami. Geoffroy St. Hilaire podał w swym wielkim dziele wiele tego rodzaju przykładów. Hodowcy utrzymują, że długim nogom odpowiada zawsze wydłużona głowa. Niektóre przykłady korelacji są zgoła fantastyczne. Na przykład całkowicie białe koty z niebieskimi oczyma są zazwyczaj głuche; niedawno jednak Tait wykazał, że odnosi się to tylko do sam- ców. Barwa idzie w parze z właściwościami ustrojowymi, na co moż- na by znaleźć wiele ciekawych dowodów u zwierząt i roślin. Z faktów zebranych przez Heusingera widać, że niektóre rośliny szkodzą bia- łym owcom i świniom, a są nieszkodliwe dla osobników ubarwionych ciemno. Profesor Wyman dostarczył mi niedawno dobrą ilustrację te- go faktu. Pytał on kilku farmerów w Wirginii, dlaczego wszystkie ich świnie są czarne, i otrzymał odpowiedź, że wszystkie te zwierzęta jedzą korzeń rośliny Lachnanthes; korzeń ten barwi kości na różowo i powo- duje odpadanie kopyt u wszystkich odmian inaczej zabarwionych. Je- den z tych „crackers” (tzn. osadników w Wirginii) mówił: „dobieramy z każdego miotu tylko czarne prosięta, gdyż tylko takie mogą się wycho- wać”. Bezwłose psy mają niezupełnie rozwinięte uzębienie; zwierzęta z długą i grubą sierścią mają podobno długie lub rozgałęzione rogi. Go- łębie o opierzonych nogach posiadają błonę pomiędzy zewnętrznymi palcami, gołębie o krótkim dziobie mają krótkie nogi, a gołębie z dłu- gim dziobem długie nogi. Dlatego też, kiedy człowiek zechce za pomo- cą doboru uwydatnić jakąkolwiek cechę zwierzęcia, zmienia on równo- cześnie mimowoli na skutek owych tajemniczych praw korelacji i inne szczegóły organizacji. Nieskończenie zawikłane i różnorodne są wyniki rozmaitych nie znanych lub tylko niedokładnie znanych praw rządzących zmienno- ścią. Warto też szczegółowo przestudiować rozmaite rozprawy o nie- których naszych roślinach od dawna uprawianych, jak hiacynt, ziem- niak, a nawet georginia itp.; istotnie zadziwi nas wówczas, jak nie- skończenie wiele jest w budowie i organizacji roślin szczegółów, który- mi nieznacznie różnią się od siebie odmiany i pododmiany. Cała orga- nizacja stała się jakby plastyczna i powoli, nieznacznie oddala się od typu rodzicielskiego. 26 O POWSTAWANIU GATUNKÓW Wszelka zmiana niedziedziczna nie ma dla nas znaczenia; ale dzie- dziczne odchylenia budowy o małej lub wielkiej doniosłości fizjologicz- nej są niezmiernie liczne i rozmaite. Dzieło dra Prospera Lucasa, wy- dane w dwóch obszernych tomach, jest najlepszą i najpełniejszą pracą w tym przedmiocie. Żaden hodowca nie wątpi, że skłonność do dziedzi- czenia jest silna; „podobne rodzi podobne” jest ich zasadniczym przeko- naniem; wątpliwości w tej kwestii wysuwali tylko teoretycy. Jeżeli pew- ne odchylenie w budowie pojawia się często i jeżeli widzimy je u ojca i u dziecka, to nie możemy wiedzieć, czy nie jest ono rezultatem oddzia- ływania na nie takich samych wpływów. Jeżeli jednak wśród mnóstwa osobników żyjących, jak się nam wydaje, w tych samych warunkach po- jawi się u formy rodzicielskiej — powiedzmy u jednej na kilka milionów osobników — jakieś rzadkie odchylenie wywołane jakimś niezwykłym zbiegiem okoliczności i jeżeli to odchylenie powtórzy się znowu u po- tomstwa, już sama reguła prawdopodobieństwa nakazuje nam szukać przyczyny tego zjawiska w dziedziczności. Każdy z nas słyszał o wypad- kach albinizmu, szorstkości skóry, porośnięciu całego ciała włosami, które to przypadki powtarzały się u różnych członków tej samej rodziny. Jeżeli zatem dziwaczne i rzadkie odchylenia w budowie są istotnie dzie- dziczne, to tym bardziej da się to powiedzieć o odchyleniach mniej dzi- wacznych, zwyklejszych. Dlatego też słuszne byłoby może ujęcie całej tej kwestii w twierdzeniu, że dziedziczenie wszelkich cech jest regułą, niedziedziczenie zaś wyjątkiem. Praw rządzących dziedzicznością przeważnie nie znamy. Nikt nie wie, dlaczego u rozmaitych osobników tego samego gatunku lub róż- nych gatunków ta sama właściwość raz jest dziedziczna, drugi raz nie, dlaczego dziecko często wraca do pewnych cech dziadka lub babki, albo odleglejszego przodka i dlaczego pewne właściwości przechodzą często z jednej płci na obie albo tylko na jedną i to najczęściej, chociaż nie wyłącznie, na tę samą płeć? Jest faktem dla nas dość ważnym, że właściwości występujące u samców naszych ras domowych całkowicie lub w znacznej części przechodzą tylko na samce. Jeszcze ważniejsza jest reguła, której jak sądzę należy ufać, że jeżeli jakaś cecha wystąpi u rodziców w jakimś określonym wieku, to u potomków pojawi się ona znowu w tym samym wieku lub niekiedy nieco wcześniej. W niektó- rych wypadkach inaczej być nawet nie może. Na przykład przekazują- ce się dziedzicznie właściwości rogów u bydła może wystąpić dopiero wtedy, gdy potomstwo dojdzie do dojrzałości; właściwości jedwabnika występują dopiero w odpowiednim stadium: gąsienicy lub poczwar- ki. Wszakże dziedziczne choroby i niektóre inne fakty każą mi przy- puszczać, że reguła ta ma szersze zastosowanie i że tam, gdzie nie ma ZMIENNOŚĆ W STANIE UDOMOWIENIA 27 specjalnych powodów, by pewna właściwość wystąpiła w oznaczonym okresie życia, ma ona dążność do wystąpienia u potomka w tym sa- mym okresie, w którym po raz pierwszy wystąpiła u przodka. Przy- puszczam, że reguła ta ma największe znaczenie przy wyjaśnianiu praw embriologii. Uwagi te stosują się oczywiście tylko do pierwsze- go pojawienia się cechy, nie zaś do pierwotnej przyczyny, która mogła wpływać na jajo lub na plemnik. Jakkolwiek więc wydłużenie się ro- gów u potomstwa krótkorogiej krowy i długorogiego byka występuje dopiero w późniejszym okresie życia, to jednak na pewno zawdzięczać je należy elementowi męskiemu. Ponieważ dotknąłem już kwestii powrotu do cech pierwotnych (rewersji), zwrócę uwagę na twierdzenie wypowiadane często przez przyrodników, a mianowicie, że nasze odmiany hodowlane, gdy ule- gną zdziczeniu, stopniowo, ale nieodmiennie powracają do cech swych dzikich przodków. Na tej podstawie dowodzono, że nie można żadnych wniosków, otrzymanych z badania ras domowych, stosować do gatun- ków żyjących w stanie natury. Na próżno starałem się dojść, na jakich faktach opiera się powyższe twierdzenie, tak często i tak śmiało wy- powiadane. Byłoby istotnie trudno dowieść słuszności tego twierdze- nia: łatwo bowiem stwierdzić, że bardzo wiele najcharakterystyczniej- szych odmian hodowlanych nigdy nie byłoby w stanie żyć na wolności. W wielu wypadkach nie wiemy, jaka była pierwotna forma, nie mo- glibyśmy się więc przekonać, czy istotnie nastąpił zupełny powrót do dawnych cech, czy też nie. Aby uniknąć wpływu wzajemnego krzyżo- wania się należałoby pozostawić na wolności, w nowym miejscu poby- tu, tylko jedną odmianę. Pomimo to jednak, ponieważ nasze odmiany niekiedy istotnie przyjmują niektóre cechy swych przodków, nie wyda- je mi się nieprawdopodobne, że jeżeliby udało się nam zaaklimatyzo- wać lub uprawiać na bardzo ubogiej glebie przez kilka pokoleń rozma- ite odmiany na przykład kapusty (co prawda, pewien wpływ należałoby też tutaj przypisać i specyficznemu działaniu ubogiej gleby), powróci ona do większości lub też do wszystkich cech dzikiej formy pierwotnej. Czy się jednak doświadczenie uda czy nie, ma to w tym wypadku dru- gorzędne znaczenie, gdyż samo doświadczenie zmieniłoby zewnętrzne warunki życia. Jeśliby można było dowieść, że nasze odmiany domowe wykazują silną dążność do rewersji, tj. do utraty cech nabytych wte- dy, gdy znajdą się w tych samych warunkach i w znacznej liczbie, tak iż swobodne krzyżowanie się osobników mogłoby mieszać i zacierać wszelkie drobne różnice w ich budowie — w takim razie uznałbym, że na podstawie odmian domowych nie moglibyśmy wysnuwać żadnych wniosków o gatunkach. Nie mamy jednak na to nawet cienia dowodu. 28 O POWSTAWANIU GATUNKÓW Utrzymywać zaś, że nie jesteśmy w stanie hodować w ciągu nieogra- niczonej liczby pokoleń naszych pociągowych i wyścigowych koni, na- szego krótko- i długorogiego bydła, naszych rozlicznych odmian ptac- twa domowego, naszych różnorodnych odmian zbóż lub naszych wa- rzyw — byłoby to samo, co przeczyć całemu naszemu doświadczeniu. Cechy odmian hodowlanych. Trudność odróżniania odmian i gatunków. Pochodzenie odmian hodowlanych od jednego lub kilku gatunków Kiedy będziemy badać rasy lub odmiany dziedziczne naszych zwie- rząt i roślin hodowlanych i porównamy je z blisko spokrewnionymi gatunkami, to przekonamy się, jak to już wyżej powiedziano, że wy- kazują one mniejszą jednostajność cech niż prawdziwe gatunki. Ra- sy hodowlane odznaczają się często cechami jak gdyby potwornymi. Chcę przez to powiedzieć, że choć zazwyczaj różnią się one od siebie i od innych gatunków tego samego rodzaju tylko kilkoma drobnymi cechami, często jednak niezwykły rozwój jakiejś poszczególnej czę- ści odróżnia je od innych ras, a zwłaszcza od najbliższych sobie ga- tunków żyjących w stanie naturalnym. Wyjąwszy tylko tę okoliczność (oraz zupełną płodność przy krzyżowaniu odmian, o której mówić bę- dziemy niżej) rasy hodowlane różnią się pomiędzy sobą w taki sam sposób, tylko przeważnie w mniejszym stopniu, jak żyjące na wolnoś- ci zbliżone do nich gatunki tego samego rodzaju. Zdanie to, sądzę, można uważać za słuszne, albowiem gdy jedni kompetentni znawcy uważali rasy hodowlane niektórych zwierząt i roślin za potomstwo odrębnych gatunków, drudzy przyjmowali je tylko za odmiany tego samego gatunku. Podobne wątpliwości nie występowałyby bezustan- nie, gdyby istniało jakieś wyraźne rozróżnienie pomiędzy rasą hodow- laną a gatunkiem. Często utrzymywano, że rasy hodowlane nie róż- nią się od siebie cechami mającymi wartość cech rodzajowych. Moż- na jednak dowieść, że twierdzenie to nie jest ścisłe; zresztą i poglą- dy przyrodników na to, jakie cechy nazywać rodzajowymi, są bardzo rozmaite, gdyż wszystkie podobne określenia mają dotychczas czysto empiryczny charakter. Skoro wytłumaczymy później, w jaki sposób powstają rodzaje w naturze, zrozumiemy, iż trudno spodziewać się, byśmy często napotykali u naszych ras domowych różnice, mające wartość różnic rodzajowych. Gdybyśmy chcieli oceniać zakres różnic w organizacji między na- szymi bliskimi rasami hodowlanymi, to natrafilibyśmy na wątpliwości, ZMIENNOŚĆ W STANIE UDOMOWIENIA 29 ponieważ nie wiemy, czy pochodzą one od jednego czy też od kilku ga- tunków rodzicielskich. Byłoby jednak bardzo ciekawe, gdyby się udało rozwiązać to pytanie. Gdyby, na przykład, można było dowieść, że nasze charty, posokowce, teriery, spaniele lub buldogi, które, jak wiemy, prze- kazują ściśle swe cechy potomstwu, są potomkami jednego gatunku, to podobny fakt byłby ważnym argumentem przeciwko niezmienności wielu pokrewnych gatunków żyjących na wolności, a rozproszonych po całym świecie — na przykład wielu gatunków lisa. Nie przypuszczam jednak, jak to zobaczymy wkrótce, by wszystkie różnice pomiędzy roz- maitymi rasami psów zostały wytworzone w stanie udomowienia, że nieznaczną część tych różnic należy przypisać pochodzeniu tych ras od odrębnych gatunków. Co do innych ściśle określonych ras niektórych gatunków udomowionych mamy prawdopodobne lub nawet prawie pewne dowody, że pochodzą one od jednej, dzikiej formy pierwotnej. Utrzymywano często, że człowiek wybrał do hodowli takie gatun- ki zwierzęce i roślinne, które mają wrodzoną wyjątkową dążność do zmienności oraz zdolność do znoszenia rozmaitych klimatów. Nie bę- dę przeczył, że przymioty te zwiększyły znacznie wartość naszych ro- ślin i zwierząt hodowlanych. Skąd jednak mogli wiedzieć dzicy, którzy po raz pierwszy obłaskawili zwierzę, czy będzie ono ulegało zmianom w następnych pokoleniach i czy będzie wytrzymałe na zmianę klima- tu? Czyż niewielka zmienność osła lub gęsi albo niewielka wytrzyma- łość na ciepło renifera, a na zimno wielbłąda przeszkodziły udomowie- niu tych zwierząt? Nie mogę wątpić, że gdyby teraz wzięto ze stanu natury nowe gatunki zwierząt i roślin w liczbie równej naszym rasom hodowlanym, z tyluż rozmaitych gromad i krajów i gdyby hodowano je w ciągu tyluż pokoleń, że wtedy przeciętnie zmieniłyby się one tak sa- mo jak i gatunki, z których powstały obecne nasze rasy hodowlane. Co do większości naszych z dawna hodowanych zwierząt i roślin, nie wiemy nic pewnego, czy powstały one z jednego czy też z kilku dzi- kich gatunków. Zwolennicy polifiletycznego (multiple) pochodzenia na- szych zwierząt domowych często przytaczają argument, że w najdaw- niejszych już czasach na pomnikach egipskich czy w szwajcarskich osa- dach palowych znajdujemy wielką rozmaitość ras i że niektóre z tych starożytnych ras są bardzo podobne albo prawie identyczne z rasami żyjącymi do dziś dnia. Ale fakty te przesuwają tylko wstecz pocz
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

O powstawaniu gatunków
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: