Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
11555 028033 15018433 na godz. na dobę w sumie
O sensie życia. Refleksje nad życiem autentycznym - ebook/pdf
O sensie życia. Refleksje nad życiem autentycznym - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 185
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62932-06-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> zdrowie
Porównaj ceny (książka, ebook (-16%), audiobook).

 

 

Książka przeznaczona dla Czytelników poszukujących głębszego sensu życia. Jest rodzajem pamiętnika, w sposobie narracji oddając cały dramatyzm życiowych doświadczeń.

Oparta na autentycznym zapisie „na żywo” historii jednego życia i konsekwencji tego zapisu dla dalszej aktywności dla innych.

Wyjątkowa książka - refleksja nad życiem autentycznym, pozwalająca wejść głębiej w korzenie problemów życiowych i zdrowotnych, uformowane w dzieciństwie - w przeżyciach i wzorcach jednostkowych i sposobach reagowania dziecka na sytuacje trudne. Poprzez krótkie i dłuższe fragmenty narracyjne, zarówno subiektywne jak i obiektywne, prowadzi systematycznie Czytelnika w ogląd konsekwencji życiowych doświadczeń w różnych sferach życia. Jakość narracji na przestrzeni kartek wciąga go w dramat jednostkowego życia. Gdzieś od połowy książki uważny Czytelnik może uchwycić przebijające się gdzieś na obrzeżach 'światło w tunelu', ukazujące mądrość organizmu do regeneracji, odradzania, uruchamiania mechanizmów autoregulacyjnych,...dawania życiu kierunku i celu...

Refleksje nad życiem i jego sensem (spisane kilkanaście lat temu, ale nie publikowane) znalazły swe praktyczne zastosowanie w osobistym życiu i aktywności na polu medycyny i pedagogiki i odzwierciedlenie w kolejnych książkach: EDUKACJA INTEGRUJĄCA: ALTERNATYWA CZY KONIECZNOŚĆ? (IMPULS), PSYCHOSYNTEZA W EDUKACJI. Wzrastanie samoświadomości człowieka (ENETEIA); ZRÓWNOWAŻONY ROZWÓJ DZIECKA W ŚWIETLE NOWYCH WYZWAŃ (IMPULS); a przede wszystkim w odkodowaniu traumatycznych doświadczeń i chorób w „tercecie medycznym”: CZŁOWIEK KWANTOWY; EDUKACJA ZDROWOTNA W PRAKTYCE; PSYCHOSOMATYCZNE, EMOCJONALNE I DUCHOWE ASPEKTY CHORÓB ZE STRESU czy wreszcie FIBROMIALGIA. A jeśli istnieje nadzieja na wyzdrowienie?

Bezcenna książka, głęboko refleksyjna, poruszająca „do spodu” swego istnienia, inspirująca do dzielenia się „swoją historią” dla znajdowania swego sensu.

 


Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Ewa Danuta Białek O SENSIE ŻYCIA 1 Ewa Danuta Białek O SENSIE ŻYCIA Refleksje nad życiem autentycznym 2 Copyright by: Ewa Danuta Białek Warszawa 2012 ISBN 978-83-62932-06-1 ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------- INSTYTUT PSYCHOSYNTEZY. Centrum Zrównoważonego Rozwoju Człowieka www.psychosynteza.pl instytut@psychosynteza.pl sklep internetowy http://zdrowiedlaciebie.abc24.eu 3 Książka dedykowana jest: • rządzącym, sprawującym władzę - aby pamiętali od pierwszego dnia, jak ważne jest dostrzeżenie człowieka w każdym - a szczególnie małym dziecku, docenienie jego godności i człowieczeństwa we wszystkich życiowych sytuacjach, a także o kruchości jego budującej się dopiero psychiki i pamiętanie fundamentalnej zasady Hipokratesa primum non nocere - po pierwsze nie szkodzić - na przyszłe życie i zdrowie; • rodzicom - aby zobaczyli w swych dzieciach unikalne, niepowtarzalne istoty oraz uświadomili sobie na czym polega mądra, bezwarunkowa miłość i wsparcie oraz to, co znaczy zdrowe dorastanie i ciągły rozwój; • nauczycielom – aby wspierali w dziecku to, co dobre, a czasem zaniedbane, co nie odkryte i nie uświadomione; • lekarzom – aby spojrzeli szerzej i zobaczyli głębiej proces zdrowienia i uleczenia; • psychologom i wszystkim pracującym z ludźmi – aby stale mieli na względzie, jakim źródłem bogactwa i stale nowych doświadczeń jest praca ze sobą; • wszystkim pozostałym osobom – które chcą zrozumieć bogactwo swych nieujawnionych zdolności tworzenia oraz znaczenie życia, rozwoju i zdrowia we wszystkich jego aspektach i wymiarach ludzkich. 4 Miłości, wspaniałej, uzdrawiającej i wszechpotężnej, bez granic i warunków. Danucie, Danucie, Danucie, Danucie, za podzielenie się głębią swych przeżyć. Serdeczne podziękowania składam w Jej imieniu wszystkim jej bliskim oraz tym, z którymi zetknęło ją Życie, za dar lekcji, który pokazał Jej, że wszyscy są Aktorami niezbędnymi do odegrania swej unikalnej, niepowtarzalnej roli na Jego scenie. Pozwoliło to Jej zobaczyć, że ŻYCIE ma sens, znaczenie i wartość. Autorka 5 Pośród wszystkich tajemnic nieba, morza i ziemi, które zgłębia człowiek, najciekawszą zagadką pozostaje on sam /A.P. Sperling/ Ból dojrzewania jest czasem trudny do zniesienia. Jest jak ból narodzin, niekończący się proces. A może skończy się kiedyś? Czasem ustępuje. Wtedy jest błogi spokój. I cisza. Taka wewnętrzna cisza i błogostan, jakby wszystko stanęło w miejscu, jakby wewnątrz powstawał gruby mur, którego nic pokonać nie zdoła. Pod tym murem kryje się wewnętrzna radość i spokój: radość istnienia, życia, którego nikt nie jest w stanie zmienić, jeśli tego sama nie zrobi. To wewnętrzny, gruby mur, chroniący ją przed wszystkimi niespodziankami zewnętrznymi niesionymi przez otaczającą rzeczywistość. Nie boi się wtedy niczego, bo jest to wewnętrzna ostoja, nad którą ma kontrolę i jak tylko jakiś zewnętrzny czynnik chce sięgnąć muru, to Coś silnego wewnątrz reaguje usztywnieniem go i zamknięciem dostępu do jej spokojnego wnętrza. To poczucie bezpieczeństwa jest cudowne, szczególnie, gdy zna się bardzo dokładnie, co znaczy jego brak, zburzone granice, roztrzaskane mury, poranione dotkliwie wszystko, co mogło być poddane zranieniu. # 6 Ból dojrzewania jest inny niż ból zranienia. Ten ostatni jest żywy, jak cios nożem i jednocześnie zwielokrotniony, jak wiele razów zadawanych jednocześnie. Całe ciało od środka jest wtedy jedną wielką raną, krwawiącym, piekącym bólem, odczuwanym jakby ktoś na nią nalał octu lub nasypał soli. To piecze i szczypie dotkliwie, niczym igły wbijane w ciało w wielu miejscach. Może to dotyczyć żołądka i całej jamy brzusznej lub ramion, przedramion i klatki piersiowej. Te igły kłują niemiłosiernie i bezlitośnie, jak w żywą tkankę. Gdy nie jest się w stanie nad tym panować, ten ból jest wszechogarniający i dotkliwy, trwa wiele godzin, nie kończy się nawet w nocy, lub gdy ustanie, rankiem napada z ogromną, monotonnie oddziaływującą siłą. Może trwać dniami, miesiącami a nawet latami. Doprowadza do skrajnej rozpaczy z samego niekończącego się trwania, oszałamia, sprawia poczucie, że nigdy się nie skończy i nic go nie jest w stanie utulić. To ból istnienia - w rozpaczy, depresji, poranieniu przez innych i samego siebie. Żadne środki farmakologiczne nie są w stanie go uśmierzyć. To tylko ułuda, omamienie, otumanienie, po którym przychodzi efekt „echo”- jeszcze dotkliwszego cierpienia. Świadomość tego działania chroni przed zatruwaniem zbolałego organizmu lekami bez sensu, truciem tego, co jeszcze zdrowe i nie zranione. To ból istnienia - życia z ranami zadawanymi przez innych: bywa że bliskich lub tych, których obdarzyło się zaufaniem, w dobrej wierze ofiarowało to co najcenniejsze i najpiękniejsze - swoją miłość, która źle odebrana i niezrozumiana przez nich stała się dotkliwą, nieustająco dokuczającą raną, raną do dna człowieczeństwa. Ponieważ najbardziej można zranić człowieka poprzez odrzucenie miłości, niewłaściwą jej interpretację i niezrozumienie intencji, pozbawienie poczucia własnej wartości i poczucia bezpieczeństwa. To fundamenty, które zburzone, są trudne, a często, dla nieświadomych, nie do odbudowania. Stan ten wpędza w bezgraniczną rozpacz i depresję, prowadząc do myśli 7 samobójczych i bezsensu istnienia. Takie ciosy może zadać jeden człowiek drugiemu człowiekowi, w nieświadomości i niewiedzy, dla własnej wygody lub ucieczki przed odpowiedzialnością, dla poczucia ułudy wolności; czasem po prostu dla chronienia się przed czymś, co stanowić może dla niego zagrożenie, którym zwykle nie jest i antycypowanie atakiem w stosunku do drugiego człowieka, choć z tamtej strony nie było jeszcze żadnej reakcji. # Ona znała ten ból od kilku lat. Towarzyszył jej przy rannym wstawaniu i przy kładzeniu się do snu. Był jej dniem codziennym, codzienną rzeczywistością. Wiedziała dokładnie kiedy się narodził. Życie osobiste padło w gruzy. Nie było czego ratować. Po prostu rozsypało się wszystko. Do tego zostały naruszone podwaliny poczucia bezpieczeństwa, bo to jedynie stanowiło jakiś fundament egzystencji przez długi czas. W jednej chwili przestało istnieć. Ten fundament, tak chroniony na przyszłość, w jednej minucie został zabrany, zrujnowany. Zaufanie, którym obdarzała latami, mimo wszystko zostało zawiedzione. Nie mogła już ufać drugiemu człowiekowi. To tak jak w poruszaniu się na jezdni - obdarzanie innych ograniczonym zaufaniem, ponieważ w każdej chwili mogą zawieść. A ona jednak wierzyła. Co jak co, ale o tym nie pomyślała. I stało się. Padł pierwszy mur. Wtedy pojawiło się to. Spadło jak huragan, w momencie najsilniejszej potrzeby wsparcia, pomocy, obdarzenia uczuciem i zaufaniem. Z jednej strony jakby przyszło naprzeciw oczekiwaniom, z drugiej towarzyszył temu ból: że za późno, że to przynosi ogromne cierpienie. Było to jak spełnienie marzeń i jednocześnie poczucie, że pewne reakcje, gesty, odbiór, są nie dla niej, są 8 skierowane do kogoś innego, a dla niej jest gra pozorów. A może to była tylko jej własna interpretacja? Było to za piękne, aby było prawdziwe. Realia były jednak brutalne. Każdy dzień przynosił coś innego: jeden - wynosił na szczyty, drugi - rzucał o ziemię z potworną brutalnością. Ona nigdy nie spotkała się do tej pory z takim postępowaniem i z taką swoją reakcją. Odbierała to albo jako szczyty uniesień lub jako brak szacunku do siebie czy coś uwłaczającego godności. Wicher był jednak tak silny, że cały ją otoczył i wciągnął. Nigdy w życiu czegoś takiego nie doświadczyła. Stąd i jej reakcja: cierpienie, które przynosił ten wicher. Zaczęła to wszystko odbierać jako ból, wnoszony przez tę sytuację. Bo to była huśtawka - od jednej skrajności do drugiej i wszystko w najwyższej tonacji. Nie było niczego pośrodku: szczyty do najwyższych granic i upadek do granic możliwości upadku. Stale przeżywała jakiś szok, który nigdy do tej pory nie był jej udziałem. Zaczęła reagować łzami, nie do opanowania, przy innych. Bo kłamały słowa, bo kłamały czyny. Najchętniej zaczęłaby wyć i krzyczeć: jak można tak ranić!!!. Tego nie można było nawet powiedzieć. Bo reakcja była jedna - odrzucenie. Brak świadomości ranienia kogoś innego i nie przyjmowanie tego do wiadomości. Ponieważ liczyły się tylko własne potrzeby i wygoda. Ból powoli narastał w całym ciele. Odbierała go jako ranę zalewaną octem i posypywaną solą. Niesamowita tęsknota za czymś niespełnionym, tak długo oczekiwanym, poczucie odrzucenia tego, co niespotykane na co dzień, rozmieniane na drobne, dla innych, a może po prostu bezmyślnie, w niewiedzy, że to tak dotkliwie rani. Potem nastąpiły inne rany, bardziej dotkliwe, do dna: poczucia godności, własnej wartości we wszystkich jej aspektach. Ten stan był już nie do opanowania - porozbijał wszystko, co może być w człowieku zdruzgotane, jak najgorszy kataklizm, jak bomba, która roztrzaskuje wszystko doszczętnie. 9 # Danuta była już tylko jednym bólem. Wszystkie mury zostały do podwalin zwalone. W krótkim czasie. Przez niewiedzę. W imię czego? Przez jeden kataklizm, którego sprawca nawet nie podejrzewał co uczynił. Przez odrzucenie tego, czego człowiek ma w życiu zawsze za mało!? Mogła już tylko schować się w najskrytsze miejsce na ziemi i nigdy stamtąd nie wyjść. Było to tym dotkliwsze, że zostało pokazane innym, zrobione na oczach tego, co ona zbudowała, co było jej dumą i chlubą. Wszystko obróciło się przeciw. Mogła pomóc tylko ucieczka. I tak się też stało. Już zresztą wcześniej, gdy ból stawał się nie do zniesienia, dostała z tego samego, choć nieświadomego źródła, narzędzia, które pozwoliły jej dostrzec, że mimo wszystko jest jeszcze coś, co może przynieść wyzwolenie: od bólu, od cierpienia. # Najtrudniej było odejść. Bo to nie zwykłe odejście. To raczej odcięcie, jak nożem od żywej tkanki. Jak operacja na żywym ustroju. Bo było to jak zrośnięcie: jak dwie części tej samej tkanki, jak ręka i rękawiczka, jak części własnego organizmu. Operacja stała się omalże rzeczywistością, bo oddziaływanie spowodowało organiczne skutki, które trzeba było usuwać w zabiegu chirurgicznym. To można uznać jako cud natury . Co może stworzyć organizm tak silnie reagując: wytworzyć coś nowego, zupełnie jemu zbędnego! Jak silne muszą być to reakcje, że mogą spowodować zmianę wewnętrznego metabolizmu?! Co mogą uczynić z organizmem własne emocje! Ile siły ma więc organizm, że zmienia drogi własnych przemian ?! 10 # Działanie chirurgiczne stało się faktem, niemniej nie uwolniło od cierpienia. Każdy dzień przynosił ból, trudny do ukojenia. Czytanie i pisanie o wybaczaniu przynosiło mierne rezultaty. Zaczęła się bardzo ciężka praca, mozolna, długotrwała, jak górnik, który dzień za dniem, godzina za godziną wykuwa węgiel, jak rzeźbiarz, rzeźbiący w bezkształtnej bryle marmuru jakiś realny ludzki kształt. Trzeba było miesięcy a nawet lat, aby odciąć głęboko wtopione piętno, aby przekształcić, to co bólem i cierpieniem, jak również głęboką raną, wyciskającą bezwiedne łzy żalu i udręki w coś zupełnie innego. Wygładzić, oszlifować, pokryć miękką delikatną ochroną tą głęboko poharataną tkankę, która stanowi o pełni człowieka, te wszystkie porozrzucane cegły powalonych murów. # Nieświadomość może spowodować autodestrukcję. Uświadomienie sobie i wzmacnianie własnej wartości i zachowania zdrowia zmienia zupełnie ważność własnych priorytetów. Na pierwszym planie staje wtedy zdrowie i unikanie przykrości i ran. Także tych zadawanych samemu sobie. Ponieważ nie można siebie samego karać, szczególnie, gdy ktoś nam już zadał rany. Te rany należy zaleczyć, a nie rozdrapywać lub pielęgnować. Brak umiejętności wybaczania powoduje, że nie potrafimy sami wyleczyć się z ran zadanych przez innych i pielęgnujemy je w sobie. Czasem całe życie, przez lata, aż do śmierci nie możemy wybaczyć innym, co nam uczynili. Nigdy nie znamy prawdziwych powodów działań innych ludzi. 11 Szczególnie, gdy nie chcą lub nie potrafią nam tego powiedzieć. Ponieważ ludzie często po prostu nie potrafią. Wolą kryć prawdziwe powody lub nie nauczono ich mówić prawdy. Nie jesteśmy w stanie zmienić reakcji i działań innych, dopóki oni sami nie będą chcieli się zmienić. Dlaczego więc mamy sami siebie karać za ich czyny, nawet jeśli one przyniosły nam rany i cierpienie? Każdy odpowiada za swoje postępowanie; przed sprawiedliwością ludzką, a gdy wierzy - i Boską, także przed swoim sumieniem. Nie musimy nikogo w tym wyręczać ani tym bardziej stawać się naczelnym sędzią. Ponieważ prawda jest zawsze pośrodku i nie my stanowimy o niej. # Wybaczanie jest bardzo trudną umiejętnością. Nikt nas jej nie uczy i mimo, że słowo jest znane ogółowi ludzi, prawie wszyscy nie umieją jego realizować ponieważ nie znają prawdziwego jego znaczenia. Wprowadzenie w życie znaczenia słowa wybaczanie jest bardzo ciężką pracą, pracą nad sobą, jedną z najtrudniejszych umiejętności, gdyż często jest ona przeciw sobie. Wymaga przejścia granic, granic siebie. Jest nam trudno zrozumieć, jak można komuś wybaczyć, jeśli ten zadał mi ból i rany. Można go tylko obdarzyć nienawiścią i do końca swych dni, wszem i wobec opowiadać o jego niecnym czynie. Wybaczanie to nawet słowo wstydliwe i odrzucane od siebie gdzieś daleko. Ono nie mieści się w normalnych obiegowych kanonach. # 12 Wybaczanie zapobiega własnej destrukcji. Pozwala zacząć żyć od nowa własnym życiem, bez uzależnienia od innych, także od ran zadanych nam przez nich. Umożliwia spojrzenie na problem winy i kary z zupełnie innej perspektywy. Trzymanie naszego winowajcy wewnątrz nas samych jak więźnia, często w naszych sercach, mija się z celem, gdyż nie nam jest sądzić czy czyn popełniony przeciw nam był karygodny. Tego rodzaju reakcja powoduje, że cierpimy, mając zamknięte serca dla innych i „naszego lokatora” w postaci winowajcy. Dopóki nie wypuścimy go na wolność, właśnie wybaczając, nie uwolnimy się od zadanego przez niego bólu i dodawanego przez nas samych dodatkowego cierpienia. Narastający ból spowoduje właśnie autodestrukcję, samozniszczenie nas samych, życie przez lata z bólem. Uwolnienie „więźnia” z naszego serca powoduje także dodatkowe pozytywne skutki. Oprócz zlikwidowania tego ogromnego balastu i bólu, wywoła także ewidentne oddziaływania, które odczujemy na samych sobie, dla naszego „ uwięzionego”. On także poczuje to, że został „ uwolniony”, może więc w różny, pozytywny sposób nam to przekazać, nawet poprzez chęć skontaktowania się z nami czy przeproszenia. Będzie to dla nas źródłem radości - uwolnienie cierpienia, otwarcie serca na nowe doznania i przekazanie sprawiedliwości w inne, godniejsze ręce. Nie ma większej radości niż obdarzenie drugiego człowieka bezwarunkową miłością i wybaczenie mu. Wtedy spływa na nas wewnętrzny spokój, którego dotychczas nigdy nie zaznaliśmy. # Ból dojrzewania jest inny. Jest narastający, cykliczny i tępy, mdły w odbiorze, a jednocześnie szukający ujścia, jak wrzód, który nabiera i napręża 13 tkankę czy skórę nad nim. Chce się wydostać na zewnątrz i uwolnić zawartość, a także przynieść ulgę cierpiącemu. Jest trudny do zniesienia ponieważ narasta od środka i zaczyna rozpierać, jak coś niewygodnego. Coś, co siedzi, a potem zaczyna się poruszać i rosnąć, coraz większe, jak balon, który pęcznieje, a który ma jednak zewnętrzną barierę. Szuka szczeliny, szpary, aby poszybować w przestrzeń. To uczucie napięcia, naprężenia jest odbierane w różnych organach: sercu, żołądku, płucach, gardle, często w licznych grupach mięśni. Jest bolesne i uporczywe, nie dające spokoju, rozpierające, jakby chciały pęknąć i uwolnić się na zewnątrz. Gdy nie uświadamiamy sobie co jest przyczyną tych objawów, biegamy od lekarza do lekarza, w poszukiwaniu ulgi w dolegliwościach fizycznych, które na początku nie dają ewidentnych skutków w obrazie konkretnej choroby somatycznej. Jeśli trwają dłużej, objawy są już widoczne i przypisywane konkretnej chorobie. Dostajemy proszki, tabletki, zastrzyki, które nam mają pomóc w naszych cierpieniach. Bywa, że są „plastrem” na głęboką wewnętrzną ranę, uśmierzają skutki, nie usuwając przyczyny schorzenia, która nie uświadamiana przez lata spowodowała konkretną, ewidentną chorobę. „Światli” lekarze szukają głębiej, pytają, drążą temat i poprzez tego rodzaju działania naprowadzają pacjenta na wewnętrzne poszukiwania początków choroby, której sam pacjent sobie nie uświadamia. Pozwalają do siebie wracać wielokrotnie, zadając nowe pytania, umożliwiają otwarcie ukrytych ran, które oczyszczone rozpoczynają zdrowienie. Wtedy nie trzeba już leków, ponieważ pacjent doskonale wie, co mu szkodzi i sam rozpoczyna proces uleczenia. Studia medyczne nie przygotowują lekarzy do pracy psychologicznej z pacjentem, jedynie do leczenia konkretnej jednostki chorobowej, do naprawiania zepsutego „martwego mechanizmu”. Tymczasem jest to człowiek - bardzo skomplikowany żywy organizm, który indywidualnie jest stale 14
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

O sensie życia. Refleksje nad życiem autentycznym
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: