Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00062 009079 11061253 na godz. na dobę w sumie
O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek - ebook/pdf R
O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 152
Wydawca: Sensus Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-283-3791-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia >> psychologia >> uwodzenie
Porównaj ceny (książka, ebook (-50%), audiobook).

Bądź uważny na innych, na co dzień i od święta!

Takt, uprzejmość, umiejętność zachowania się w każdej sytuacji sprawiają, że wszystkim żyje się łatwiej i przyjemniej. Bo savoir-vivre oznacza „wiedzieć, jak żyć” – i sztuka ta nie tyle polega na umiejętności wybierania właściwych sztućców do kraba czy ostrygi, ale na uważności na drugiego człowieka. Sprawdzania, czy przypadkiem naszym zachowaniem nie naruszamy, choćby niechcący, czyjegoś komfortu, przestrzeni i poczucia godności. Uważność to zwracanie uwagi na potrzeby innych ludzi.

Książka „O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek” porusza wiele codziennych i współczesnych dylematów – uwzględnia postęp cywilizacyjny, chaos komunikacyjny, różnorodność kulturową i światopoglądową, a w końcu także erę cyfryzacji, które to zjawiska mają wpływ na nasze zachowania. Czy w dobie fejsbuka, youtuba i powierzchownych kontaktów jest jeszcze miejsce na głębokie relacje? Czy wciąż obowiązuje zasada „panie przodem”? Czy ubiór wciąż coś o nas komunikuje, czy może być niezależnie od sytuacji dowolny? Czy wypada zwrócić uwagę sąsiadowi, że hałasuje, a koledze w pracy, że nie używa dezodorantu? Czy młodsi i starsi mogą porozumiewać się według podobnych reguł, czy dzieli nas międzypokoleniowa przepaść?

O tym wszystkim rozmawiają autorzy książki, psychoterapeutka i socjolog, którzy zaprosili też do tych rozważań przedstawicieli starszego i młodszego pokolenia, przekonując nas, że trudno się porozumieć, gdy mówimy „różnymi językami”. Dlatego warto znać kilka zasad, dzięki którym życie wśród innych ludzi będzie dla nas wszystkich bardziej wartościowe i przyjemne.
Jak mówią autorzy: „Sami sobie stwarzamy świat, w którym żyjemy – my chcemy tworzyć świat wartości, świat dla nas piękny i ważny – co nie znaczy sztywny i napakowany manierami. Przeciwnie, barwny i zabawny, ale przede wszystkim UWAŻNIE przeżywany”.
Czy to się może udać?

Przeczytaj, przemyśl, zastosuj, a Twoje relacje z ludźmi nabiorą nowego, głębszego znaczenia.


Renata Mazurowska - psychoterapeutka i trenerka rozwoju kompetencji osobistych, prowadzi szkolenia, grupy wsparcia i sesje indywidualne. Autorka artykułów o tematyce psychologicznej a także książek Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach (z psychoterapeutą Pawłem Droździakiem) oraz Alfabet miłości (z prof. Bogdanem Wojciszke, psychologiem). Chce towarzyszyć ludziom w ich przemianach i poczuciu wpływu na własne życie.

Tomasz Sobierajski - socjolog z zawodu i z pasji, uważny obserwator innych ludzi oraz relacji, badacz i analityk społecznej rzeczywistości. Autor książek z zakresu socjologii edukacji, komunikacji interpersonalnej, wakcynologii społecznej i socjologii religii. Wykładowca akademicki, bloger, felietonista i power speaker. Największą radość sprawia mu pomaganie innym, starty w maratonach, surfing i gra w squasha.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Recenzje na blogach:

korcimnieczytanie.blogspot.com Korci mnie czytanie...: Renata Mazurowska, Tomasz Sobierajski „O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek”

Darmowy fragment publikacji:

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli. Autor oraz Wydawnictwo HELION dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz Wydawnictwo HELION nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Redaktor prowadzący: Anna Bałabuch Projekt okładki: Ulabuka Autorki ilustracji: Maia i Lena Walotek Autorka fotografii Tomasza Sobierajskiego: Monika Szałek Materiały graficzne zostały wykorzystane za zgodą Shuterstock. Wydawnictwo HELION ul. Kościuszki 1c, 44-100 GLIWICE tel. 32 231 22 19, 32 230 98 63 e-mail: sensus@sensus.pl WWW: http://sensus.pl (księgarnia internetowa, katalog książek) Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres http://sensus.pl/user/opinie/vadele Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję. ISBN: 978-83-283-2747-4 Copyright © Helion 2017 Printed in Poland. • Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! » Nasza społeczność Spis treści Dlaczego napisaliśmy tę książkę?  7 Podziękowania  9 Na co komu zasady  11 Wspólna przestrzeń  17 Damą być i dżentelmenem  29 Dziewczyna, co czosnkiem pachniała  47 Cztery wesela, pogrzeb i wizyta w filharmonii  59 Sąsiedzi  65 Sztuka obdarowywania  75 Stół jest święty  83 Goście, goście  95 Przywitania, pożegnania  111 Selfie i YouTube party  121 Kiedy „ty”, kiedy „pan”  131 Kogucia noga!  139 Dobre wychowanie jest częścią życia  145 – 5 – Poleć książkęKup książkę O sztuce bycia z innymi – 6 – Poleć książkęKup książkę Goście, goście Czyli o sile obyczajów Renata Mazurowska: Tomku, obawiam się, że ten rozdział będzie obszerny… Tomasz Sobierajski: O tak, nie ma to jak polska gościnność! RM: Rozmawiałam kiedyś ze znajomym, który pracował w latach 90. w amerykańskim Korpusie Pokoju i szkolił Ame- rykanów przyjeżdżających do Polski jako wolontariusze mię- dzy innymi po to, aby uczyć Polaków języka angielskiego, pomagać w budowaniu demokratycznego państwa itd. Szko- lenia dotyczyły między innymi różnic kulturowych. To, że takie szkolenia są konieczne, potwierdza chociażby relacja jednego z wolontariuszy (dostępna zresztą wśród wielu in- nych na stronach Ośrodka Karta): Daniel Sargent: Okazało się, że jadę do Polski. Popatrzyłem na mapę i wy- piłem tequilą toast za Polskę. O jej historii nie miałem poję- cia, sądziłem, że Kopernik pochodził z Grecji. Nie słyszałem – 95 – Poleć książkęKup książkę O sztuce bycia z innymi o Kościuszce. Moja wiedza kończyła się na tym, że istnieje Polish kielbasa i że Polacy piją, bo to słowiański obyczaj. W telewizji oglądałem ludową muzykę polską. W tle poka- zali dużo śniegu i domy kryte strzechą. Wywnioskowałem więc, że to coś w rodzaju Alaski, gdzie każdy mężczyzna jest rolnikiem, a kobiety są tęgie i silne. (1991) Tak więc mój znajomy szkolił Amerykanów, którzy mieli po- dobne wyobrażenie o Polsce jak on, i sporo uwagi poświęcał naszej polskiej, słynnej na świecie gościnności. Amerykanie z Korpusu Pokoju zupełnie nie mieli pomysłu na przykład na to, jak mogą odmówić zjedzenia kolejnego kotlecika czy kawałka tortu, a już zwłaszcza odmówić kolejnego kieliszka wódki wciskanych przez polskich gospodarzy. Ten znajomy poradził im, by w takich sytuacjach mówili po prostu, że są chorzy i biorą leki — bo to jedyny argument, jaki my, Polacy, przyjmujemy wraz z odmową. TS: Choroba nie wyklucza napicia się (śmiech) — napij się, to wyzdrowiejesz! RM: „Ta naleweczka jest świetna na serce”! TS: „A żołądkowa gorzka na trawienie”. Ja polską gościn- ność uwielbiam, uważam, że to nasza piękna cecha. Ale ten alkohol, szczególnie na drugi dzień… Ze swojego doświadczenia wiem, że aby wymigać się w miarę sprawnie od wypicia alkoholu, najlepiej powiedzieć, że się bierze antybiotyk. To uszanują wszyscy, bo wiadomo, że anty- biotyków nie wolno łączyć z alkoholem. To po pierwsze. Po drugie — namawianie kogoś, wymuszanie, żeby się na- pił, jest… niefajne. – 96 – Poleć książkęKup książkę Goście, goście Ja sam przez wiele lat miałem całkiem dobrą wymówkę w po- dobnych sytuacjach — mówiłem, że nie piję, bo jestem har- cerzem. Rzeczywiście ten harcerski etos na ludzi działał, nie nakłaniali mnie do picia, choć rozczarowanie zostawało. RM: No, ale jak wujek Stefan u cioci Heli jest już pod dobrą datą, to zasypie cię argumentami nie do przejścia: „Co, ze mną się nie napijesz, ze mną?!”. TS: Tak, oczywiście, ale na szczęście — nawet jeśli alkohol został nam wlany do kieliszka na siłę — ostatecznie my sami decydujemy, czy go wypijemy. Nie musimy. Ktoś się zacho- wał niegrzecznie, to trudno, jego problem. Kogoś boli, że nie chcemy się z nim napić — bardzo nam przykro. RM: Na dużych rodzinnych imprezach, na przykład na we- selu, na którym spotykają się osoby od lat niemające ze sobą bliższego kontaktu, bo albo żyją w innych miejscach, albo prowadzą inny styl życia, po paru głębszych, gdy mamy więk- szą odwagę, sławetne „Ze mną się nie napijesz?” ma prowadzić do zniwelowania tych różnic. Osoby z kompleksami albo po- czuciem niesprawiedliwości mogą mieć taką potrzebę, żeby wszystkich „wyrównać” właśnie za sprawą wspólnego picia. TS: Z tymi kompleksami to niestety prawda. Odmowa wspól- nego picia może być prostą drogą do niemałej afery: „No tak, bo ty jesteś z Warszawy” albo „Myślisz, że jak masz więcej pieniędzy, to jesteś ode mnie lepszy?”. RM: Robi się bardzo nieprzyjemna atmosfera. TS: I wtedy niestety jesteśmy zmuszeni do ucieczki w jakieś drobne oszustwo, kłamstewko — po to, żeby tej osoby nie urazić. Czyli: „prowadzimy samochód”, „bierzemy leki”, al- bo po prostu „musimy właśnie wyjść do toalety”. – 97 – Poleć książkęKup książkę O sztuce bycia z innymi Można też użyć innego fortelu. Pamiętam, że w czasie studiów ze swoją dziewczyną często chodziłem na różne przyjęcia i imprezy, głównie wesela, bo to był czas, kiedy wszyscy się pobierali, żeby po pięciu latach się rozwieść. Ona miała ge- nialne poczucie humoru i czasem umawialiśmy się, że jak zobaczy, że ktoś mnie zmusza do picia, będzie mi robić „ciche awantury”. To genialnie działało, bo robiła to w sposób, który kompletnie rozbrajał — spokojnie, grzecznie, acz dosadnie, budząc tym respekt i szacunek otoczenia. „Boże, stary, jakie ty masz ciężkie życie” — słyszałem od natrętów tego typu zdania, wypowiadane konspiracyjnym szeptem. A ja byłem szczęśliwy, bo byłem uratowany. Z kolei gdy ona nie chciała z kimś tańczyć, ja wkraczałem do akcji ze sceną zazdrości. A potem długo się z tego śmialiśmy. RM: A jak odmówić jedzenia, gdy ciocia mówi: „A jeszcze zjedz tego śledzika, sama go marynowałam”? Odpowiadamy: „Nie, ciociu, dziękuję, jestem na diecie”, a ona na to: „Oj tam, jak zjesz ten jeden kawałek, to przecież nie utyjesz”. Zjec jesze 1 śleć. Nie dziękuje – 98 – Poleć książkęKup książkę Goście, goście TS: Mówimy wtedy, że jemy tak mało, bo dzięki temu czujemy się zdrowsi i mamy lepsze wyniki krwi. Wtedy nikt już nie próbuje nas do niczego zmusić. A jednocześnie zaczyna się ulubiona dyskusja Polaków o zdrowiu i uwaga zostaje sprytnie przekierowana w inne rejony. RM: Podpierasz się autorytetem medycyny. Można też po- wiedzieć, że ma się na dany produkt alergię — to powszech- ne dzisiaj. TS: Trzeba tylko pamiętać, że powinniśmy odmawiać ładnie, żeby gospodarzowi nie było przykro, zwłaszcza jeśli się bardzo postarał. Nie grymasimy, nie obrażamy się, nie komentujemy głośno składników. A gdy to my jesteśmy gospodarzami, to zanim przygotujemy przyjęcie, warto, abyśmy dowiedzieli się czegoś więcej o nawykach żywieniowych naszych gości. Są ludzie, którzy nie jedzą glutenu, inni laktozy, ktoś jest uczulony na kolendrę, inny na białko kurze, ktoś jest wege- tarianinem, a inny nie jada roślin strączkowych. Te rzeczy powinniśmy uwzględniać w jadłospisie. RM: Reguły goszczenia się są ważne i dotyczą zarówno go- spodarzy, jak i gości. Zwłaszcza dziś, kiedy naprawdę trudno oczekiwać, że ktoś ma tyle czasu albo pieniędzy, by wszystkich ugościć, nakarmić, położyć spać, a rano jeszcze przygotować kawę i biec po ciepłe bułeczki do sklepiku na dole. TS: Przypomina mi się opowieść moich przyjaciół, którzy ku- pili sobie dom na Mazurach. Chcieli, żeby to było tzw. otwarte miejsce, do którego będą mogli przyjeżdżać ich znajomi. Nie- stety, nie docenili wielu swoich znajomych, którzy odwie- dzali ich niemal w każdy weekend i oczekiwali pełnej obsługi z wyżywieniem. All inclusive. W efekcie weekendy zmieniły – 99 – Poleć książkęKup książkę O sztuce bycia z innymi się w koszmary. Szczytem absurdu była sytuacja, kiedy jed- na z par poczuła się w ich domu tak dobrze, że bez ich zgody i wiedzy postanowiła zaanektować ich sypialnię — jedyny azyl, jaki im pozostał w „otwartym” domu. Wtedy powie- dzieli „dość” i zaczęli ustalać z gośćmi reguły odwiedzin. RM: Tom, to co zrobić, gdy ktoś z rodziny przyjeżdża do nas, na przykład na tydzień, bo akurat ma urlop i wreszcie czas dla rodziny? Co absolutnie musimy zrobić jako gospodarze, że- by gościa uhonorować, ale też żeby nie rezygnować ze swo- jego życia? Słyszałam kiedyś takie ładne powiedzenie, że za gości trzeba dziękować, ale zdarzają się przecież i tacy, któ- rych najchętniej pozbylibyśmy się już po dwóch dniach. Masz jakiś patent, żeby wszyscy dobrze się czuli ze sobą przez te parę dni? TS: Jak są tacy goście, z którymi wiadomo, że będzie kłopot, to oczywiście najlepszą metodą jest ich nie zapraszać. RM: Ale są sytuacje, że nie możesz odmówić gościny, na przy- kład nie wpuścić do domu ciotki, która — dajmy na to — na co dzień mieszka w Suwałkach albo Giżycku, ale postanowi- ła odwiedzić miejsca, gdzie się wychowała lub poznała mi- łość swojego życia, a ty akurat jesteś jedyną osobą, która mieszka w pobliżu i może ją ugościć. TS: Jeśli ciotki nie lubimy, to czasami możemy się posunąć nawet do białego kłamstwa, mówiąc już na wstępie, że po jakimś czasie mieszkanie musi być wolne albo że wyjeżdża- my i w związku z tym nie może przyjechać do nas na dłużej niż trzy dni. Ale szczerze mówiąc, myślę, że problem leży w czymś innym. – 100 – Poleć książkęKup książkę Goście, goście RM: W podejściu? TS: Tak. Jestem zdania, że przyjmując gości, nie da się nie zre- zygnować choćby z części swoich swobód. Jeśli mamy zwyczaj chodzenia nago po domu, to przy gościu raczej się powstrzy- mujemy. Do gościa dostosowujemy pory posiłków, spacery, oglądanie telewizji. Jesteśmy zobligowani do tego, żeby ustąpić mu miejsca na kanapie, dbać o jego samopoczucie, zabiegać o niego. Nawet wtedy, kiedy jest to ktoś dla nas bardzo bli- ski. Nie jestem jednak za tym, by masochistycznie poświęcać się dla gościa, do czego my, Polacy, mamy jednak skłonność. RM: Nie oddawać własnego łóżka? TS: Ani naszego łóżeczka, ani naszej miseczki, ani naszej szklaneczki, ani naszej szafeczki (śmiech). RM: Bo stąd potem ta frustracja. TS: Zwłaszcza że mieszkania w Polsce są niewielkie i mało kto ma oddzielny pokój dla gości. Dlatego też przyjmujmy gości ze wszystkimi honorami, ale nie rezygnując z siebie. Musimy być przecież wypoczęci, żeby się gośćmi zajmować! Nie rezygnujmy z tego, co nam daje siłę — ze swojej, nawet minimalnej w tych okolicznościach, przestrzeni. RM: A nie powinniśmy, zwyczajem mieszkańców krajów za- chodnich, wynająć gościom hotelu i spędzać razem z nimi tylko część czasu? W końcu preferencje i czas zarówno gości, jak i gospodarzy są ważne. TS: I wszyscy mogliby się czuć bardziej komfortowo niż w sy- tuacji, kiedy muszą się o siebie potykać. Zresztą, nie tylko o małą przestrzeń tu chodzi, ale o codzienne rytuały, zwy- czaje, czy po prostu umeblowanie. – 101 – Poleć książkęKup książkę O sztuce bycia z innymi Mam w Turcji bliską rodzinę. Mają bardzo duże mieszkanie, ale urządzone tylko na ich potrzeby i trudno w nim przyjąć gościa. I zawsze gdy tam jeżdżę, to wolę wynająć hotel, niż spać w salonie na kanapie i nie wiedzieć, gdzie rozwiesić swoje ubrania, gdzie trzymać rozgrzebaną walizkę itd. Bo pokoju gościnnego nie ma. RM: Mnie jest zawsze niezręcznie i nieswojo, gdy goście czują się „zbyt swobodnie” i na przykład przeglądają moje książki na półkach lub bez pytania oglądają jakiś elektroniczny sprzęt, coś wezmą, ale położą w innym miejscu itd. Nie je- stem przesadnie pedantyczna, a nawet mam raczej twórczy nieład, ale dobrze wiem, jak się w nim znaleźć i dlaczego coś leży tam, gdzie leży. Sama, kiedy jestem u kogoś w gościach, po pierwsze pytam, czy mogę po coś sięgnąć, a po drugie — zaznaczam miejsce, z którego wzięłam daną rzecz. Szanuję czyjś porządek, cudzą przestrzeń… TS: To rzeczywiście ważne, by pamiętać, że nas jako gości tak- że obowiązują pewne reguły. Pierwsza reguła to szacunek dla przestrzeni gospodarza — nie przestawiać, nie urządzać mieszkania: „Wiesz, ten obrazek lepiej by wyglądał na tamtej ścianie”. Albo: „Umyję ci okna, tak je zapuściłaś, i posprzą- tam ci w łazience”. RM: Czasem goście chcą się odwdzięczyć za gościnę, ale przy- znam, że czułam się dziwnie, gdy kuzynka uparła się, że umyje mi podłogi, bo po prostu kocha to robić… Czy to jest według ciebie dopuszczalne? Sprzątanie gospodarzowi? TS: Nie, bo to jest sygnał dla gospodarza, że coś jest brudne. Choć rzeczywiście intencje mogą być inne — możemy chcieć tak okazać naszą wdzięczność. Oczywiście, jeśli jako goście – 102 – Poleć książkęKup książkę Goście, goście czulibyśmy się na przykład bardziej komfortowo w lepiej umytej wannie, to po prostu ją dla siebie umyjmy, ale nie ogłaszajmy tego wszem i wobec po wyjściu z łazienki: „Słu- chaj, domyłem ci tę wannę, bo miała straszne zacieki”. Do moich znajomych przyjechała ich ciocia, która postanowiła im „domyć” umywalkę w łazience. Nie wiedziała, że jej kolor to wynik specjalnego procesu technologicznego, a nie brudu. Umywalka kosztowała koszmarne pieniądze, a ciocia potrak- towała ją odkamieniaczem i zwyczajnie zniszczyła. Czasem chcemy dobrze, a wychodzi jak zwykle. A te podłogi u ciebie to był parkiet z egzotycznego drewna? RM: Na szczęście nie. Czyli pierwsza zasada jest taka, że szanujemy przestrzeń oso- by, która nas gości. Nie ingerujemy w nią za bardzo. Myśli- my o gospodarzach, żeby im nie przydawać pracy. A czy nie uważasz, że gość powinien się dołożyć do jedzenia, jeśli przebywa kilka dni z wizytą u kogoś? TS: Jeśli nasz gość je tylko foie gras i pije szampana, to może le- piej, żeby przywiózł prowiant ze sobą. W moim domu nie je się mięsa, w związku z tym kiedy wiem, że będą goście, którzy bez mięsa „nie dadzą rady”, zapraszam ich na obiad do restauracji, w której im przyrządzą kotlet schabowy lub stek. Tutaj ważna uwaga dla gospodarzy — jeśli dostajemy od gości wino lub in- ny prezent, na przykład słodycze, to nie odkładamy na potem, jak goście wyjadą, tylko od razu wystawiamy je na stół. RM: Tak, to może rzeczywiście być przykre. Kiedyś podaro- wałam komuś dobrą whisky, która powędrowała na półkę, jak to gospodarz powiedział, „z przeznaczeniem na wyjątkową – 103 – Poleć książkęKup książkę O sztuce bycia z innymi okazję” — poczułam wówczas, że moja obecność to nie jest jednak ta wystarczająco dobra okazja… TS: Niepotrzebnie wzięłaś to do siebie. To zapewne miało na celu podkreślenie wartości tego trunku. Może ta wyjątkowa okazja będzie właśnie podczas kolejnego spotkania z tobą? Nie powiedzieliśmy o jeszcze jednej rzeczy, która jest często spotykana w wielu polskich domach. Mam na myśli oczeki- wanie od gościa, żeby zdjął buty. Akurat pod tym względem jesteśmy drugą Japonią, gdzie zdejmowanie butów jest normą. Zanim zaczniemy, warto przypomnieć, dlaczego kiedyś te buty zdejmowano w sieni… RM: By słomy na butach nie przynosić z podwórza. TS: Jeśli się wcześniej było u krów w oborze albo u świnek w chlewie, to trzeba było zzuwać buty uszargane gnojowicą. Natomiast w tej chwili większość z nas mieszka w mieście, w gościnę podjeżdża samochodem, a do mieszkania jedzie windą. Buty nie mają za bardzo gdzie się ubrudzić. Oczekiwa- nie od gości, że po naszym dywanie będą paradować w skar- petach, jest szalenie nieeleganckie. Oczywiście wiele osób mi tłumaczy: „No, ale przecież ja posprzątałem, odkurzyłem dywan i teraz mi to wszystko zabrudzą”. Wspaniale, że po- sprzątałeś, ale nie zapominaj, że sprząta się i dla gości, i po gościach. Moi rodzice zawsze powtarzali, że zapraszając gości, trzeba się liczyć ze wszystkim, nawet z małymi zniszczeniami, i nie rozpaczać, jeśli coś się stanie. Może przewrócić się karafka, zbić filiżanka, pobrudzić parkiet. Trudno. W salonie domu moich rodziców do tej pory jest dziura w podłodze przy ścia- – 104 – Poleć książkęKup książkę Goście, goście nie. W czasie jednego z karnawałów rodzice zorganizowali taneczną imprezę. Przyszła na nią między innymi ich ku- zynka, której nikt — nawet jej własny mąż — nie prosił do tańca. Stała pod ścianą i ze złości wydłubała obcasem dziurę w podłodze. Dziura została — nikt jej specjalnie nie zakrywał, albowiem przywoływała wspomnienie owej imprezy i było przy tym dużo śmiechu. I nikomu też nie przyszło do głowy, żeby robić tej dziewczynie jakieś wyrzuty. Równie nieeleganckie jest wciskanie gościom kapci na nogi. W niektórych mieszkaniach są kapcie „tylko dla gości”, ale wielokrotnego użytku. Przydeptane, używane nie wiadomo przez kogo. Zmuszanie gości do zdejmowania butów to okrop- ny zwyczaj i czuję się zażenowany tym, że nadal musimy o tym przypominać. Pamiętam minę mojej mamy, która przed wyjściem na przyjęcie starannie dobierała buty i torebkę do stroju, po czym musiała siedzieć na przyjęciu bez butów, chowając bose stopy pod stołem. Oraz asertywność mojego taty, który raz zmuszony do zdjęcia butów i siedzenia boso w garniturze, już więcej nie odwiedził tego domu. Gdy Iksinscy przyjdą do mnie to każę im zdiąć spodnie – 105 – Poleć książkęKup książkę O sztuce bycia z innymi RM: Jeżeli to nie jest klasztor buddyjski czy inna świątynia, do której się wchodzi boso, to pamiętajmy, że zdjęcie butów pozbawia człowieka gruntu pod nogami. Chyba że ktoś sam zdecyduje, że lepiej się czuje bez butów. Powiem ci jednak, że jako gospodarz mam problem z tym, że niektórzy goście już od progu ściągają buty, choć ja w ogóle tego od nich nie ocze- kuję. Zwłaszcza że w domu mam zwierzęta i na pewno ich sierść zostanie na tych skarpetkach. TS: Zdarzało mi się nieraz przed takimi gośćmi niemal Rejta- nem kłaść… (śmiech). Kiedy ktoś próbuje odruchowo zdjąć buty, mówię: „Zobacz, ja mam buty na sobie, więc ty też nie zdejmuj”. I to zazwyczaj działa. Ale jak ktoś się uprze, że chce bez butów — trudno, niech ściąga, należy to uszanować. RM: Usprawiedliwiamy jedną sytuację: kiedy w domu jest małe dziecko, pełzające lub bawiące się na podłodze, dobrym wyjściem jest wtedy wzięcie ze sobą jakiegoś obuwia na zmia- nę. By czuć się dobrze, ale jednak nie ryzykować roznosze- nia zarazków, prawda? TS: Tak. RM: Na zakończenie wizyty u kogoś dobrze jest mu za nią podziękować. Jeśli to dłuższa wizyta, to możemy dać bom- bonierkę albo kwiatki, jeśli krótka — to dobrze jest napisać choćby SMS-a. To miłe dla gospodarza, że gość docenił wspólny czas albo troskę, jaką został otoczony. TS: Tak. Nawet jeśli już przy pożegnaniu dziękujemy, warto jeszcze zadzwonić albo napisać w ciągu najbliższych dwu- dziestu czterech godzin, że wróciliśmy szczęśliwie do domu i jeszcze raz chcemy podziękować za gościnę i za to, że było bardzo miło. – 106 – Poleć książkęKup książkę Goście, goście RM: Wtedy nawet niedogodności odejdą w zapomnienie. Tom, a czy wypada wyprosić gości z domu? Mnie się to zdarzy- ło, przyznam szczerze. To była proszona kolacja, zjedliśmy kolację, wypiliśmy butelkę wina, ale goście siedzieli i sie- dzieli. Dochodziła już północ czy pierwsza w nocy i my już się słanialiśmy na nogach. Posprzątałam na stole, wynio- słam wszystkie talerze i nic — dalej siedzą. My z grzeczności już tylko odpowiadamy, nie rozpoczynamy żadnych nowych wątków. W końcu po chwili namysłu uznałam, że nie dam dalej rady, i grzecznie powiedziałam: „Bardzo was przepra- szam, ale jestem tak zmęczona, że muszę się położyć spać. Czy moglibyśmy kontynuować nasze spotkanie w innym ter- minie?”. Od tamtej pory kontakty raczej zamarły, ale nie po mojej stronie. Czy źle się zachowałam? TS: Nie było to eleganckie. Niestety. RM: Uważam, że to goście naruszyli zasadę, będąc u nas po- nad sześć godzin na kolacji. Ja już nie jestem w stanie po- święcać się dla czyjegoś dobrego samopoczucia. TS: Tylko że oni niestety są w lepszej sytuacji niż ty jako go- spodarz. Do przyjmowania gości należy się przygotować — i w sensie przestrzeni, i mentalnie. Dla przykładu: jak zapra- szam gości z dziećmi, to wiem, że muszę sprzątnąć do wyso- kości wzrostu tych dzieci wszelkie przedmioty, które dla mnie są cenne, żeby dzieci ich nie potłukły w zabawie. Albo te, którymi mogą sobie zrobić krzywdę. Mam w moim miesz- kaniu łóżko na antresoli, więc zdejmuję z niego drabinę po to, żeby dzieci z niego nie spadły. Jeśli na drugi dzień musimy wstać wcześnie rano albo nie chcemy zbyt długo mieć gości, to uprzedzajmy, że przyjęcie się skończy około 22 lub 23. – 107 – Poleć książkęKup książkę O sztuce bycia z innymi Oczywiście nie mamy stuprocentowej gwarancji, że goście się do tego zastosują, ale jest na to większa szansa. Są też goście, w przypadku których nic — łącznie z: „O, u Ko- walskich już ciemno, a tam też goście byli” — nie pomaga, ale jako gospodarze musimy poczekać, aż wyjdą. Wyprasza- nie gości jest nieeleganckie. RM: Gdy skończyło się wino, a gospodarz wynosi talerze i podpiera się ręką, to uważam, że nie ma już lepszego sy- gnału, że przyjęcie się skończyło… TS: Jednocześnie można się czuć zaszczyconym — nasi go- ście tak dobrze czują się w naszym towarzystwie, że nie chcą wyjść. RM: Też tak to sobie tłumaczyłam i dlatego znosiłam kolej- ną i kolejną godzinę (śmiech). TS: Można też obrócić wszystko w żart. Gdy jadę do Nowego Jorku do mojego serdecznego przyjaciela Bibiego, to piszę do niego tak: „Słuchaj, tym razem wpadam do ciebie jak po ogień. Niestety. Nie proś mnie, nie błagaj — nie przekonasz mnie. Zostanę tylko trzy miesiące” (śmiech). RM: Dobry pomysł! I inspirujący. – 108 – Poleć książkęKup książkę Goście, goście Jak (się) gościć:  Kiedy idziemy w odwiedziny, trzymajmy się ustalonej przez gospodarzy godziny. Nie przychodzimy za wcześnie, bo nie chcemy zastać gospodyni w peniuarze i gospodarza, który upycha skarpetki pod tapczanem. Nie przychodzimy też spóźnieni, no chyba że chcemy jeść zimne schabowe.  Przyjmując gości, nie zmuszajmy ich do zdejmowania butów, nie podsuwajmy im łapci, które mają założyć. Jeśli nie lubimy sprzątać po gościach, to po prostu ich nie zapraszajmy.  Kiedy niesiemy gospodarzowi lub gospodyni kwiaty, wręczajmy je kwiatami do góry i pozbawmy je wcześniej folii, która nigdy nie miała nic wspólnego z elegancją.  Jeśli jesteś kobietą, to pomimo tego że ładnie wyglądasz z tymi kwiatami i pasują ci do sukienki, oddaj je mężczyźnie do niesienia i wręczania.  Jeśli jesteś mężczyzną, zaopiekuj się kwiatami — jeśli uważasz, że urąga to twojej męskości, to chyba rzeczywiście jest z tobą coś nie tak.  Kiedy dostaniemy od gości prezent, to rozpakujmy go przy nich i nawet jeśli to kolejne zielone talerzyki lub ósmy komplet sztućców, grzecznie podziękujmy. Nie posuwajmy się jednak za daleko — nadmierny zachwyt i białe kłamstwo, że właśnie o takich talerzykach/sztućcach marzyliśmy, może sprawić, że w następnym roku dostaniemy kolejny, powiększony zestaw.  Bycie gospodarzem to nieustanna opieka nad gośćmi — niestety, musimy się przygotować na to, że to my będziemy się najmniej bawić. – 109 – Poleć książkęKup książkę O sztuce bycia z innymi  Nie kokietujmy i nie mówmy przy każdym stawianym na stole półmisku, że to nam się na pewno nie udało — wymuszone komplementy smakują tak samo źle jak wymuszająca komplementy potrawa.  Kiedy któremuś z gości zdarzy się zbić kieliszek czy talerzyk — nie wszyscy są tak zręczni jak my — nie róbmy afery z tego powodu i nie wpadajmy w szloch, spazmując i wypominając zniszczenie spadku po naszej babci. Jeśli mamy w domu rzeczy, które są dla nas cenne, to nie dawajmy ich gościom, tylko trzymajmy je w sejfie.  Nawet nasi najbliżsi przyjaciele i rodzina, kiedy przychodzą do nas w gości, nierzadko zamieniają się w nieustannie żądające czegoś potwory. Przygotujmy się na to i spełniajmy z uśmiechem ich zachcianki, bo inaczej ich znienawidzimy.  Miejmy przygotowane koła ratunkowe w postaci wesołej historyjki na wypadek, gdy szwagrowie rzucą się sobie do gardeł, a teściowa wbije szpilę swojej synowej. Następnym razem zastanówmy się dobrze nad gronem osób, które chcemy posadzić razem przy stole.  Po wizycie u kogoś prześlijmy mu następnego dnia wiadomość tekstową z podziękowaniami za spotkanie — to bardzo miły gest. – 110 – Poleć książkęKup książkę
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: