Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
01486 025815 16260286 na godz. na dobę w sumie
Obrazki z krainy d’Oc - ebook/pdf
Obrazki z krainy d’Oc - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 208
Wydawca: Austeria Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7866-048-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> proza
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Obrazki z krainy d’oc to druga po Notatkach z Prowansji książka Adama Wodnickiego. Ale nie jest to książka o piękności Prowansji – polach lawendy, słonecznikach, igraszkach światła i cienia, lekkości życia. O urokach tego kraju powiedziano już wszystko, albo prawie wszystko.

„Prowansja, o której piszę – mówi autor – nie jest zwykłą Prowansją. To kraina z drugiej strony lustra, miejsce magiczne. Krótko mówiąc, ta Prowansja istnieje tylko we mnie, jest mitem – próbą zaspokojenia głodu cudowności, który od dziecka każdy z nas w sobie nosi, a którego naprawdę nigdy nie daje się zaspokoić; marzeniem, które się spełnia – w wyobraźni – nie w rzeczywistości.
Przeżyłem Prowansję jak rodzaj święta, zauroczony jej niezwykłością. I tak próbowałem ją opisać. Próbowałem odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego za nią tęsknię – nawet kiedy tam jestem. Ale na to pytanie chyba nie ma odpowiedzi. I pewnie być nie może”.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Adam Wodnicki Wydawnictwo Austeria Kraków . Budapeszt 2012 Wojtkowi Ornatowi z wdzięcznością za marzenia, szalone pomysły, i wielką przygodę – Austerię Dlaczego Prowansja? No właśnie, dlaczego?… Dlaczego raz poznana rzuca urok, z którego nie można się wyzwo- lić, budzi głód, którego nie da się zaspokoić? No tak, ale czy to na pewno Prowansja? Trzeba długich lat bliskiego obcowania, aby odkryć, że Prowansja to nie kraj, ale spo- sób myślenia, nie miejsce, ale szczególny stan ducha, który rodzi się z codziennego wsłuchiwania się w dobiegające z przeszłości głosy, zaplątane w codzienność mity, w mowę kamieni, światła, obłoków, wreszcie z gotowości stawania się wśród rzeczy i zdarzeń, które co dzień, na każdym kroku, niosą w sobie zapowiedź tajemnic i cudów. Prowansja nigdy nie była jednością. Z biegiem lat gra- nice Provincia Romana rozszerzały się lub kurczyły. W istocie była to bardziej idea niż region – pisze w Cae- sar’s Vast Ghost. Aspects of Provence znawca tego kraju, autor Kwintetu awiniońskiego, Lawrence Durrell. – To raczej wspaniała metafora, zrodzona z niecierpliwości Cezara dla tego geograficznego korytarza obłożonego ruinami setek kultur, setek narodów i plemion, stu armii. 11 Prowansja to meandry odniesień – helleńskość, łaciń- skość, romańskość – stopy stawiane w świeże ślady Frydery- ka Mistrala, Alfonsa Daudeta, Marcela Pagnola, Yves’a Bon- nefoya, Jeana Giono; to cwałowanie przez zielone pagórki Lure u boku szlachetnego karbonariusza, pułkownika hu- zarów Angelo do bramy de la Saunerie obok składów soli w oniemiałym ze zgrozy, wyludnionym cholerą Manosque; to dzwony nad dachami miasteczek jak osie gniazda wśród skał; to święci, rycerze i trubadurzy, jedenaście tysięcy dzie- wic pod żaglami z koronki, zamki sięgające wieżami nieba, filozoficzne dysputy w szuadit w przedsionkach papieskie- go pałacu, proroctwa Nostradamusa z Saint-Rémy, obrzędy consolamentum nocą wśród rzymskich stel. Prowansja to obrazy: wirujące słońce z płynnej siarki, plamy fioletu i zieleni na trawie, pola maków, oplecio- ne bluszczem drzewa, światło na murach, senne cykady o zmierzchu. A może obrazy bardziej odległe, z innego czasu, z innego życia; sen, który nie do końca prześnił swój sen o antyku, pół sen, pół jawa jak w fantasmagorycznym teatrze cieni, zalesione zbocza Alpilles, gdzie wśród jarów i urwisk błąka się skarga Echo, rozbrzmiewa tętent centau- ra, w zaroślach kolcolistu przemyka cień brodatego satyra, który pohukując, chichocząc, ślizgając się kozim kopytem po skałach, ugania się za nimfami? Kiedy się to wszystko zaczęło? Może od spotkania z mistrzem Arnautem Danielem, który w bukolicznych zagajnikach Aureilles uczył wygnań- 12 Obrazki z krainy d’Oc ca z Florencji sztuki tercyny, może od opowieści Plutarcha o przebiegłości Mariusa, który pod Aquae Sextiae rozbił nieprzeliczoną jak gwiazdy armię barbarzyńców, a może wcześniej jeszcze, dużo wcześniej, w szkolnej ławie, od skan- dowania Juliusza Cezara w rytm kroku maszerujących le- gionów wystukiwany linijką o krawędź katedry: Gallia est omnis divisa in partes tres. Quarum unam incolunt Belgae, aliam Aquitani, tertiam qui ipsorum lingua Celtae, nostra Gal- li appellantur. I to wraca, gdy patrzę na rozwleczone nad horyzontem chmury, kiedy rozgrzana słońcem ziemia pachnie jak młode ciało, w brzęku owadów, tańcu kolorów, srebrze odwróco- nych wiatrem liści, w chrzęście żwiru na górskich ścieżkach przetykanych kępami macierzanki, w migotaniu gwiazd od- bitych w przydrożnej studni. Wraca w replikach z fabula atellana Plauta w antycz- nym teatrze w Arles, kiedy głos aktora miesza się z gra- niem świerszczy (jakże łatwo wyobrazić sobie klepanie się z uciechy po udach i rechot żołnierzy VI legionu Ferrata), w uroczystym geście odsłonięcia czoła, kiedy otwierają się wrota torilu i na arenę wpada pierwszy toro, w słowach Ber- narda de Ventadour, Bertrana de Born wplecionych w ty- rady ulicznego sprzedawcy tellines, w chwili olśnienia, gdy nagle odsłaniają się tajemnice boskiej proporcji we frontonie Trofimowej katedry. Jestem nieufny: sprawdzam, rozkładam moje nostal- gie, moje zauroczenia na cząstki, rozdzielam na pojedyncze 13 Dlaczego Prowansja? włókienka, staram się dotrzeć do źródła, wyjaśnić sobie to nieustanne poczucie zawieszenia między między tutaj i tam, zrozumieć, skąd to wrażenie, ba, pewność, że za Nicolasem Poussinem mógłbym powiedzieć et in Arcadia ego. I nic się nie zmienia, zawsze jest tak samo; nostalgia powraca – i może w tym właśnie tkwi tajemnica, kiedy – o paradoksie – staram się ukryć przed sobą, gdy szukam miejsca schronienia, gdy czuję, że ziemia pod stopami obra- ca mi się za szybko, gdy chcę na chwilę przystanąć, spojrzeć za siebie, odnaleźć zapomniane klimaty dzieciństwa, głosy, zapachy, obrazy świata, którego już nie ma, którego może nigdy nie było – zapach kamieni w wiosennym deszczu, dymu z owocowego drewna, irysów kwitnących w przy- drożnym rowie, zapach ogrodów w wielkanocny poranek pod białą odyseją obłoków, gdy dzwonią dzwony, a przede wszystkim odnaleźć poczucie ładu, wiary w bezpieczny po- rządek rzeczy, w trwałość i niezmienność wszystkiego, co jest. Prowansja to miejsce szczególne. Czas toczy się tutaj kołem, traci linearność, zatrzymuje się, nawraca, ulega za- krzywieniu. Wczoraj, przedwczoraj, przed rokiem znaczy to samo; wychodzi się na chwilę ze zwykłego życia, wraca z różnych miejsc, różnych wymiarów rzeczywistości – tej prawdziwej i tej wyobrażonej – zawsze do siebie. Czas jest przyjazny, nawet kiedy odmierza godziny przemijania. To obsesyjne śledzenie, podglądanie, sprawdzanie czasu nie trwa od wczoraj. 14 Obrazki z krainy d’Oc Kiedyś w małym miasteczku na skraju Puszczy Święto- krzyskiej, na cmentarzu obok kościoła, w którym spoczywa Jan Kochanowski, zobaczyłem grobowiec. Wyryty napis mówił, że spoczywa tu Izabela Z., córka pułkownika gwardii napoleońskiej, zmarła w listopadzie 1936 roku. Patrzyłem z niedowierzaniem. A więc jako dziecko mogłem był znać osobę, której ojciec znał Napoleona? Mogłem słuchać jej opowieści, wejść – choćby na chwilę – w inny czas. Kiedy indziej na murach domu jednego z moich arle- zjańskich przyjaciół zobaczyłem małe, kamienne epitafia: tabliczki z wyrytymi imionami i datami śmierci członków rodziny: ktoś zginął, walcząc u boku księcia d’Enghien pod Rocroi, inny, wierny złożonej królowi przysiędze, został zgilotynowany na placu Republiki, jeszcze inny poległ pod Sedanem, ostatni, zasłużony dla miasta, zmarł w otoczeniu rodziny – czternaściorga synów i córek. Czas odmierza spo- kojną konieczność przemijania, mówi, że ludziom, którzy mieszkają w tym miejscu, w tym domu, w tym kraju, łatwiej żyć i umierać; gdzieś w głębi podświadomości wiedzą, że są ogniwami w łańcuchu pokoleń, który trwa, zawieszony mię- dzy przeszłością a przyszłością. Świadomość takiej ciągłości daje poczucie zakorzenienia i spokój, który pozwala stawić czoło upiorom przeszłości i lękom przyszłości. Śmierć jest łagodna – mówi Saint-Exupéry – kiedy nale- ży do porządku rzeczy, kiedy stary wieśniak z Prowansji u kresu swego panowania przekazuje w depozyt synom kozy i oliwki, które oni z kolei mają kiedyś przekazać 15 Dlaczego Prowansja? synom swoich synów. W rodzie wieśniaczym umiera się tylko w połowie. Każde istnienie, gdy przychodzi jego kolej, pęka jak strąk i oddaje swoje ziarna. * Prowansja, o której piszę, nie jest zwykłą Prowansją. To kra- ina z drugiej strony lustra, miejsce magiczne. Ta Prowansja nie istnieje poza mną, istnieje tylko we mnie, jest mitem – próbą zaspokojenia głodu cudowności, który od dziecka każdy z nas w sobie nosi, a którego naprawdę nigdy nie daje się zaspokoić; marzeniem, które się spełnia ‒ w wyobraźni ‒ nie w rzeczywistości. Antoine de Saint-Exupéry powiedział także, że tylko dzieci potrafią zatknąć kij w piasku, uznać, że jest królową, i obdarzyć go miłością. To nieprawda. Dorośli też to potrafią. Przeżyłem Prowansję jak rodzaj święta. I tak próbowa- łem ją opisać. Próbowałem odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego za nią tęsknię – nawet kiedy tam jestem. Ale na to pytanie chyba nie ma odpowiedzi. I pewnie być nie może. Oczywiście, jest jeszcze inna Prowansja: szarzyzna listo- padowych wieczorów, chłód kamiennych domów, szaleń- stwa mistralu, smutek leżących odłogiem pól, opuszczonych zagród, bieda, troski, kłopoty, problemy – ale o tym niech piszą inni. 16 Obrazki z krainy d’Oc
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Obrazki z krainy d’Oc
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: