Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00117 006990 11257847 na godz. na dobę w sumie
Od frajera do milionera - ebook/pdf
Od frajera do milionera - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 11
Wydawca: Ridero Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3812-6165-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> bajki
Porównaj ceny (książka, ebook (-15%), audiobook).

Książka zawiera wiersz o pewnym nierozgarniętym chłopaku o imieniu Marcin, który za wszelką cenę próbuje dorobić się dużych pieniędzy. Niestety jak państwo zdążą zauważyć z bardzo różnym skutkiem.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Kultura narodu Artur Górski Kultura narodu WARSZAWA 2009 Copyright © 2009 by Ewa Guttmejer (wnuczka autora) Copyright © 2009 by FRONDA PL Sp. z o. o. Warszawa Wstęp Grzegorz Górny Redakcja i opracowanie literackie Marcin Witan Korekta Grażyna Kurkowska Projekt okładki EMPESTUDIO www.empestudio.com Grafi ka na okładce Jerzy Duda-Gracz „Motyw polski – Exodus”, 1983 r. Copyright © Fundacja CONSPERO www.conspero.pl Opracowanie typografi czne i łamanie PanDawer www.pandawer.pl Zrealizowano w ramach Programu Promocja Czytelnictwa ogłoszonego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego ISBN 978-83-60335-33-8 Wydawca FRONDA PL Spółka z o. o. ul. Jana Olbrachta 94 01-102 Warszawa fax (22) 8773734 www.fronda.pl tel. (22) 8365444, 8773735 e-mail: fronda@fronda.pl Organizacja druku www.pandawer.pl PanDawer Wydanie I Niniejszą pierwszą edycję KULTURY NARODU zawdzięczamy Stanisławowi Janowi Rostworowskiemu, który odnalazł jedyny maszynopis dzieła i przekonał FRONDĘ do jego wydania OD „MŁODEJ POLSKI” DO „KULTURY NARODU” Artur Górski to jedna z najważniejszych postaci polskiej humanistyki czasów nowożytnych. Zasłynął jako autor cyklu błyskotliwych artykułów prezentujących dorobek pol- skich pisarzy oraz poetów końca XIX wieku. Teksty te, dru- kowane pierwotnie na łamach krakowskiego „Życia”, zebrał i wydał w 1899 roku w książce „Młoda Polska”, uznawanej powszechnie za manifest pokolenia fi n de siècle’u. Dwudzie- stokilkuletni młodzieniec tak silnie wpłynął na wyobraźnię zbiorową czytającej publiczności, że wymyślony przez niego termin, będący tytułem książki, nadał nazwę całemu nurtowi modernistycznemu w naszej literaturze. W duchu młodopolskim, który gardził pozytywizmem i odwoływał się do romantyzmu, mieściła się też opublikowa- na w 1908 roku biografi a Adama Mickiewicza, „Monsalwat”. Górski podjął w niej próbę nowego odczytania idei mesjani- stycznej. Kwestię zniewolenia Polski wiązał z ogólnym kry- zysem duchowym i etycznym Starego Kontynentu. Według niego, Europa nie może być zdrowa, skoro toleruje tak jawną – 5 – kultura narodu niesprawiedliwość, jaką są zabory Rzeczypospolitej. Dlatego myśl niepodległościową wiązał ściśle z postulatem moralnego odrodzenia cywilizacji europejskiej. Niepodległość Polski była dla niego rękojmią uruchomienia ozdrowieńczych procesów na naszym kontynencie. Szansę na przełom przyniosło przesilenie związane z wy- buchem I wojny światowej. Górski zaciągnął się do wojska, lecz szybko trafi ł do niewoli rosyjskiej. Jako jeniec wojenny, napisał w 1916 roku książkę, która doczeka się w II Rzeczy- pospolitej kilku wydań i miana wydawniczego bestsellera. „Ku czemu Polska szła” to obszerny esej historyczny, który opowia- da o czasach od Mieszka I do panowania Jana III Sobieskie- go. Nie jest to jednak podręcznik do nauki historii. Podszyte historiozofi ą dzieło Górskiego przypomina raczej eseistykę Pawła Jasienicy, z tą jednak różnicą, że podstawowym punk- tem odniesienia staje się dla autora związek polskości z kato- licyzmem i raz silniejsze, raz słabsze pulsowanie tego związku w naszych dziejach. „Ku czemu Polska szła” jest zarazem polemiką z krakow- ską szkołą historyczną, reprezentowaną przez środowisko Stańczyków. Górski nie zgadza się z ich pesymistyczną wizją historii Rzeczypospolitej, dostrzegając wielkość Polski w tym, że realizowała ona w swych dziejach moralne ideały chrześci- jaństwa. W konfl ikcie pomiędzy siłą a wartościami opowiada się zdecydowanie po stronie tych drugich, tym samym wpi- sując się w nurt popularnej wówczas, „optymistycznej” szkoły – 6 – od „młodej polski” do „kultury narodu” historycznej, której przedstawicielami byli m.in. Tadeusz Ko- rzon, Władysław Smoleński, Antoni Chołoniewski czy Jan Karol Korwin-Kochanowski. W swej książce Górski pozostawał mesjanistą, choć ten rodzaj mesjanizmu w dzisiejszej publicystyce często nazywa- ny bywa misjonizmem. Najlepiej oddaje go następujący cytat z omawianego dzieła: „Każdy naród, jak karawana, ciągnie ku celom wspólnym. Jedne niosą wonną mirrę, inne lotne kadzi- dło, ci złoto i gronostaje, tamci księgi lub święte zaśpiewy. Każ- dy z głębokiego morza bytu wyławia skarby inne. Ale wszyst- kie te dary są skarbami duszy człowieczej [...]. Wszystkie są tylko językami, którymi duch ludzki rozmawia z bytem, a co człowieczeństwa tego jest niegodne, to odrzuci dusza po dro- dze jako obłęd swój, jako swoje poniżenie”. Górski nie wywyższał narodu polskiego ponad inne nacje, wskazywał tylko, że każdy byt zbiorowy ma do spełnienia swoją własną, niepowtarzalną misję. Powinnością Polski, według nie- go, musi być szerzenie ideałów wolnościowych, republikańskich i szlacheckich. „Jest w tym – pisał – całe bogactwo myśli, dążeń, działań. Jest to tworzenie rasy wolnej na wolnej ziemi, w życiu rodzinnym, bezkastowym, w religijnym stosunku do życia, pod prawem czci i osłony. Bez panoszenia się, bez chamstwa, bez imperializmu, bez zaboru, bez egoizmu narodowego, bo egoista narodowy jest i życiowym egoistą, choćby za ojczyznę umierał”. Uważał, że tego typu podejścia do rzeczywistości braku- je we współczesnej Europie. Dlatego sądził, że obowiązkiem – 7 – kultura narodu przyszłego, odrodzonego państwa polskiego jest bycie „no- wym sumieniem świata”. II RP nie spełniła w tym względzie jego nadziei. Nie stała się krajem, w którym „zwycięża zawsze najgłębsza idea moralna”. To rozczarowanie nie spowodowa- ło jednak odwrócenia się Górskiego od polskości. Stało się dlań raczej impulsem do wołania o naprawę Rzeczypospolitej. Przypominał w tym Piotra Skargę, którego odwagę i przeni- kliwość zawsze podziwiał. Piętnował więc wady sobie współ- czesnych, prywatę klasy politycznej, nierówności społeczne. Był wówczas redaktorem „Marchołta” – jednego z najciekaw- szych czasopism literackich międzywojnia, wydawanego przez państwowy Instytut Literacki. Bezkompromisowa publicysty- ka Górskiego, a zwłaszcza jego głośny artykuł „Ostrzeżenie”, spowodowały, że w 1938 roku dotacja państwowa dla perio- dyku została cofnięta. W okresie międzywojennym autor „Monsalwatu” nadal popularyzował idee romantyczne. W 1920 roku opublikował książkę „O wieszczeniu w sztuce”. Był też inicjatorem sej- mowego wydania „Dzieł” Adama Mickiewicza. Jako tłumacz, wprowadził do polskiego obiegu kulturowego dzieła Hezjoda, Dantego czy Goethego. W życiu Górskiego dokonywała się też stopniowa prze- miana duchowa. Swoją karierę publiczną rozpoczynał jako zwolennik marksizmu i sympatyk Polskiej Partii Socjalistycz- nej. Z czasem przekonał się do idei chrystianizmu, ale pozostał gorącym przeciwnikiem „urzędowego Kościoła”. Określał się – 8 – od „młodej polski” do „kultury narodu” wówczas jako wyznawca chrześcijaństwa ponadkonfesyjnego. Pod wpływem pism kardynała Johna Henry’ego Newmana oraz ojca Jacka Woronieckiego odnalazł jednak swoją duchową ojczyznę w Kościele rzymskokatolickim. W 1938 roku ukazał się zbiór tekstów Górskiego, „Nie- pokój naszego czasu”, uznawany przez Stanisława Stommę za jedną z najważniejszych książek, jakie wyszły w Polsce przed wybuchem II wojny światowej. Ten wybór szkiców i esejów przynosi świadectwo zmagań polskiego inteligenta o rodo- wodzie socjalistycznym i światopoglądzie chrześcijańskim z duchowymi, kulturowymi i społecznymi wyzwaniami ów- czesnych czasów. Autor, obserwując swoją epokę rozdzieraną gwałtownymi namiętnościami i przeciwnościami, pozostaje wierny zasadzie złotego środka. Dostrzega potrzebę zapro- wadzenia równowagi pomiędzy indywidualizmem a kolekty- wizmem, zachowawczością a postępem, reformą a rewolucją, humanizmem a chrystianizmem. W realiach Polski widzi konieczność zachowania równowagi pomiędzy wschodnim a zachodnim składnikiem naszej tożsamości narodowej. Jako zwolennik idei solidaryzmu, stara się doprowadzić do twórczej syntezy przeciwieństw, a nie do ich destrukcyjnej konfrontacji. Głosząc ideał złotego środka, sięga do tradycji Rzeczypospo- litej jagiellońskiej z jej dziedzictwem koncyliarności, tolerancji i budowania jedności przez zawieranie unii. To właśnie idea unionizmu spowodowała, że po wybu- chu II wojny światowej Górski zaangażował się w działalność – 9 – kultura narodu konspiracyjnej organizacji niepodległościowej „Unia”, założo- nej przez Jerzego Brauna. Formacja ta nie miała charakteru mi- litarnego, lecz intelektualny, a wśród jej członków znajdowały się takie osobowości, jak Feliks Koneczny, Zofi a Kossak, Juliusz Osterwa, Stefan Jaracz czy młody student Karol Wojtyła. Po wojnie, gdy w Polsce zapanował komunizm, Górski postanowił nie iść na kompromisy z reżimem. Przedmiotem jego zainteresowań stała się głównie kultura wysoka. Zajmo- wał się działalnością translatorską i wydawniczą. Współpraco- wał z „Tygodnikiem Warszawskim”, a po zlikwidowaniu tego pisma przez władze komunistyczne – z „Tygodnikiem Po- wszechnym”. Zmarł w 1959 roku, a trzy lata później ukazała się pośmiertnie jego ostatnia książka, „Rzecz o nadziei”. Mało kto wiedział jednak, że przez lata Artur Górski praco- wał nad jeszcze jedną książką, której nie było dotąd dane ujrzeć światła dziennego. Można uznać tę pracę za swoisty ciąg dal- szy jego dzieła „Ku czemu Polska szła”. Różnica między obiema książkami polega głównie na tym, że pierwsza opowiada o dzie- jach Polski suwerennej i o tym, jak państwo polskie realizowa- ło swe wartości w polityce, natomiast druga w znacznej części dotyczy Polski zniewolonej zaborami, która swe nadrzędne idee realizować mogła jedynie poprzez kulturę. W ten sposób powstała „Kultura narodu” – książka, którą nasze wydawnictwo ma zaszczyt po raz pierwszy udostępnić czytelnikom w Polsce, dokładnie pół wieku po śmierci autora. Niniejsza praca to rzecz o potędze kultury, która ma zdolność – 10 – od „młodej polski” do „kultury narodu” formowania zbiorowej świadomości. To właśnie kultura po- zwoliła przetrwać narodowi polskiemu tak długi okres bez własnej państwowości. Przelewając na papier swe myśli o Mickiewiczu, Matejce czy Wyspiańskim, Górski nie zamierzał zasklepiać się w prze- szłości. Jego praca, pisana w okresie, gdy Polska nie mogła suwerennie decydować o sobie, pomyślana była jako aktualny głos w publicznej dyskusji. Problem polegał tylko na tym, że w czasach komunistycznych taka debata odbyć się nie mogła. Być może czas na taką rozmowę nadchodzi właśnie dziś… Grzegorz Górny ROZDZIAŁ I O ISTOCIE KULTURY W naszych czasach myśl coraz bardziej wpływa na kształt życia społecznego. Dlatego rodzi się pytanie o jej ro- dowód. Albo pochodzi ona od rzeczy, od stosunków, i niejako poprzedza człowieka, albo rodzi się w nim. Myśl pierwsza ma charakter poznawczy, druga – intuicyjny. Piastunką obu jest inteligencja. Człowiek to istota podwójna, ma dwa oblicza. Tę dwoistość spotykamy zresztą w całej przyrodzie. W przyrodzie ożywionej wyższe formy życia rozwijają się na ogół kosztem niższych. Przejawiające się w niej wielkie in- stynkty, które mają na celu ochronę życia, nie działają jednak poprzez wolny etyczny wybór. Człowiek żyje rozdarty pomiędzy przyrodą, do której na- leży, a swoim światem myśli, między prometeizmem a chrze- ścijaństwem. Dokonując wyborów, szuka równowagi pomiędzy przestrzeganiem bezwzględnych praw przyrody a humani- zmem. W średniowieczu czyniono wysiłki, by uczynić naturę bar- dziej ludzką (święty Paweł, święty Franciszek z Asyżu), dziś – 13 – kultura narodu dzieje się raczej na odwrót – żyjemy w okresie prometeizmu bez równowagi. Zmiana tego stanu rzeczy to zadanie dla in- teligencji. Ogrom ofi ar poniesionych podczas ostatniej wojny woła w nas o oprzytomnienie, o powstrzymanie fali zła w życiu świata. A to zło, które doszło do władzy w Europie, objawiło się z największym nasileniem właśnie na naszej ziemi, miliony ludzi zostało tutaj zakatowanych i zadeptanych przez ideolo- gię totalitarną. Do dziś mieszkamy na cmentarzach, pośród grobów. Nie wolno myśleć o odwecie, ale nie godzi się zapominać o niebezpieczeństwie nadal wiszącym nad światem. Ci, którzy umarli, umarli za nas, zamiast nas, po to, abyśmy żyjąc, wielbi- li życie, uwolnili je od zła płynącego z okrucieństwa, położyli kres wartościowaniu poza dobrem i złem. Zaczynamy zatem od siebie. Otworzono u nas nareszcie księgę wielkiej narodowej winy, wyznawanej głośno od cza- sów Andrzeja Frycza Modrzewskiego, księdza Piotra Skar- gi, króla Jana Kazimierza, Stanisława Staszica, i zażądano oczyszczenia przed nadejściem nowej epoki. A ów norwi- dowski anioł, który swym skrzydłem przewracał karty msza- łu podczas mszy pustelnika, otworzył obok owej księgi win księgę Ewangelii na słowie „Pojednanie”. Niechże się zatem to stanie w sposób godziwy. Drugi problem stojący przed nami w tej chwili to sprzecz- ność światopoglądów. W kulturze naszych czasów uczyniono – 14 – o istocie kultury wyłom, rozpowszechniając w społecznościach Zachodniej i Wschodniej Europy materializm fi lozofi czny wszystkich jego rodzajów. Pociąga to za sobą dążenie do oparcia całej kultu- ry światowej na atomowo-mechanistycznej teorii Demokryta, obejmującej zarówno naturę ożywioną, jak i nieożywioną. Teoria ta od czasów Galileusza wydała olbrzymie rezulta- ty, zaczęła nas wprowadzać w znajomość struktury kosmosu, zmieniła cywilizacyjne oblicze ludzkości, dotknęła praw rzą- dzących życiem indywidualnym i zbiorowym, wykazała ścisłą ciągłość zachodzących w przyrodzie zjawisk. Uległa zachwia- niu dopiero w wieku XX, wobec zjawisk z dziedziny mikrofi - zyki. Promieniowanie materii, teoria kwantów, promieniowa- nie świetlne: cząsteczkowe i falowe – wszystkie te fenomeny i wnioski stąd płynące zachwiały samą zasadą przyczynowości deterministycznej. Dotyczy to wprawdzie takich elementów teorii materii, jak foton, elektron czy atom, ale to właśnie one stanowią jej podstawowe części składowe. Cały wiek XIX pracował nad podkopaniem fundamentów ludzkiej osobowości oraz przerwaniem ciągłości europejskiej kultury i w ciągu dwóch czy trzech pokoleń doprowadził do ukształtowania „człowieka zezwierzęconego”, który w czasie wojny pokazał światu, co potrafi . Obecnie stajemy wobec rze- czywistości, w której część mieszkańców Zachodu odeszła od chrześcijaństwa i Kościoła, od tej formowanej przez tysiąclecia i odziedziczonej kultury, wyrosłej na podłożu Dobrej Nowiny i antycznego humanizmu. – 15 – kultura narodu U nas powyższy stan rzeczy nie ma ścisłej analogii. Społe- czeństwo polskie w swojej większości nie odeszło od Kościoła. Nie popadajmy jednak w samozadowolenie. Młode pokolenie mieszkańców wsi różni się już znacznie od pokolenia swoich ojców. Jeśli wartości duchowe mają utrzymać w nim swój pry- mat, muszą być umiejętnie utwierdzane i rozkrzewiane, „roz- świetlane” przez inteligencję świecką i duchownych, tak by owocowały zaangażowaniem w życie społeczne, zaangażowa- niem silnym jak oręż z mocnej stali. A przegrać nie wolno. Chodzi bowiem o najwyższą stawkę, o fundamenty człowieczeństwa, na których ma się opierać cały gmach ludzkiej kultury, wszystkie jej nadzieje. W 1943 roku, na I zjeździe polskich zgromadzeń wycho- wawczych w Stanach Zjednoczonych, ksiądz Walery Jasiński ostrzegał: „Inteligencja katolicka, świecka i duchowna, ma odpowiedzialne zadanie wobec ludzkości. Jeżeli nie spełnimy go, to nas wymordują, podepczą nas jak sól zwietrzałą, wy- tną nas jak drzewo niewydające owoców. Historia, zwłaszcza historia duchowieństwa i zgromadzeń, potwierdza tę gorzką prawdę”. Podobnie uważała pisarka norweska Sigrid Undset: „Mogą przyjść czasy, kiedy stare bogi pogańskie powrócą, by mścić się za swą klęskę, i chrześcijan zostanie na świecie tylu, że – jak niegdyś – pomieszczą się na arenie Koloseum”. U nas, w Polsce, mając do czynienia z antagonizmem dwóch światopoglądów, zdajemy sobie sprawę, że zagrożona – 16 – o istocie kultury jest ciągłość naszej kultury. Od tysiąca lat należymy do euro- pejskiego Zachodu, z nim razem przebyliśmy szkołę wieków średnich, tworząc przestrzeń dla rozwoju ludzkiej osobowości w atmosferze wolności i odpowiedzialności sumienia. Ta pielę- gnowana przez pokolenia atmosfera zapewnia społeczeństwu żywotność, przenikanie się idei, nie zaś konfl ikt między nimi. Jakiegoż jednak spustoszenia w kulturze dokonałoby ścisłe wcielenie w życie wizji świata i człowieka, proponowanej przez Demokryta! Friedrich Ratzel, pisząc w swojej „Etnografi i” o początkach kultury, zwracał uwagę na skutki, jakie pocią- ga za sobą brak łączności kulturowej między pokoleniami, na tworzący się z tej przyczyny „żywot jakiś bez ciągu i wzro- stu, żywot marnujący siły i bezowocny, bez mocno wiążących włókien, byt bez pewnej przyszłości. Każde pokolenie zaczy- na na nowo, bo skarbnica doświadczeń przodków znika wraz z nimi prawie zupełnie”. Dlatego trzeba nam pracować przy fundamentach. Do rozstrzygania o sprawach kultury i o istocie człowieka nie wy- starczą jednak socjologia i antropologia. Psychiatra szwajcarski Carl Gustav Jung stwierdzał: „Powinienem poznać najbardziej wewnętrzne podstawy mej istoty, by założyć fundament na wieczystych znamionach ludzkiej duszy”. Trzeba się jeszcze dużo nauczyć na temat samego człowieka, by móc przychodzić mu z pomocą. Widocznie popełniliśmy fatalny błąd, wywołując wśród mieszkańców polskiej wsi rodzaj kulturowego niżu. Nie – 17 – kultura narodu powinni oni przecież płacić swoim rozwojem duchowym za akt upodmiotowienia, bo to osobowość stanowi o kształcie kultury. * * * Miarą rozwoju ludzkości jest żywotność jej kultury. Nie dzie- dziczy się ona jednak w ludziach sama przez się. Dziedziczo- ne są tylko uzdolnienia, predyspozycje do jej rozwoju. Kultura wymaga zaszczepienia prawie w każdym pokoleniu z osobna. To jest zadanie wychowania. Aby wychowywać, trzeba wiedzieć do czego. Wychowuje- my na ogół „do życia”. Dlatego musimy zdać sobie sprawę, co stanowi jego istotną wartość, wartość stałą, to znaczy zawsze obecną siłę motoryczną wszelkich dążeń, czynnik rozwoju. Żeby tę wartość ująć, należy wnikliwie przyglądać się życiu, wychowanie ma bowiem zmierzać do kształtowania w lu- dziach właśnie wartości życia, dobrego życia. Niemożność udzielenia jednoznacznej odpowiedzi na py- tanie, czym jest owo dobre życie, jest przyczyną sprawczą kry- zysu kultury, przez który przechodzimy obecnie. Opinia starożytnych już nam tutaj nie wystarcza. Nasze dą- żenia i pragnienia są daleko większe niż sama myśl o szczęściu. Szczęście to produkt raczej uboczny. Także cnota umiaru nie przemówi do naszej duszy, otwartej na coś wręcz przeciwnego. Dążenie do szczęścia, jako rodzaj dyrektywy etycznej, może tylko zdezorientować. Natomiast przyjmowanie w czasach – 18 – o istocie kultury ludzkiej nowożytnych pełnego rozwoju indywidualności i uzdolnień jako celu wychowawczego oraz jako wyznaczni- ka dobra jest formalnym ujęciem przedmiotu; nie mówi nam ono jeszcze, do czego te zdolności mają być użyte. Żeby rozwój człowieka był zgodny z postulatami dobra, wychowanie musi najpierw nauczyć wartościowania ludzkich działań. Jeśli mają być one czynami dobrymi, powinny być mierzone nie miarą ich powodzenia, ale samego dobra. Dla uchwycenia istoty dobra trzeba poznać cel i sens ist- nienia ludzkości. Ten cel dopiero określa naturę dobra. Jest ono więc wartością związaną z rzeczywistością ludzkiego bytu i jako takie nie da się oddzielić od jego natury. Tu znajduje swój początek historia ludzkiej myśli, idąca przez tysiąclecia, a ujęta z czasem w dyscyplinę fi lozofi i. Lecz myśl ta natrafi a na granice. Z trudem się rozwija, podobnie jak górnik z trudem posuwa się naprzód, kując skalne korytarze. Trudności te biorą się z natury ludzkiego rozumu i z niewystarczalności ludzkie- go doświadczenia. Gdyby zatem społeczności ludzkie, chcąc zdefi niować pojęcie dobra, miały czekać aż do rozstrzygnięcia sprawy przez rozum i doświadczenie, to rozwój kultury byłby prawie niemożliwy, zarówno z powodu różnorodności teorii w zakresie etyki, jak i z powodu braku hamulców wewnętrz- nych w sferze namiętności. I tu dochodzimy do zjawiska w psychice ludzkiej, którym jest wrodzona umiejętność wartościowania, rozpozna- nia dobra, słowem, do „prawa niepisanego”. Dlatego w pracy – 19 – kultura narodu wychowawczej i oświatowej opierać się należy na pełnej ludz- kiej indywidualności, uwzględniając ową naturalną zdolność poznawczą dobra i prawdy tudzież intuicyjną zdolność war- tościowania życia. Należy także wziąć pod uwagę poczucie wolności czło- wieka, jego umiejętność działania odpowiedzialnego, nie za- pominając o prawach duchowych, przenikających daną kulturę i czytelnych w jej wielowiekowym rozwoju. Postawa taka pozwala docenić należycie wpływ czynnika intelektualnego i intuicyjnego na charakter i kondycję danej kultury. Winny one pozostawać w stanie swoistej równowagi, umożliwiając kulturze jej płodny rozwój. Zresztą te dwa czyn- niki nasuwają nam analogię do podwójnego oblicza natury w ogóle, do podwójnej zjawiskowości materii. Obserwację tę poczynił fi zyk Niels Bohr, na niego zaś po- wołał się Louis de Broglie. „Dla Bohra – mówił Broglie pod- czas swojego odczytu w Poznaniu – uzupełniające się obrazy rzeczywistości to cząsteczka i fala. W tej zasadzie podwójnej zjawiskowości materii widział Bohr koncepcję bardziej ogólną, dającą się zastosować wobec wszystkich istot żyjących. Cha- rakteryzuje je zdolność skoordynowanego działania wszyst- kich organów i dążenia ku określonym celom. Zagadka życia jednak nie pozwala na konfl ikt między nimi. Bez wątpienia są to analogie mniej lub bardziej istotne; jednakże trudno pozbyć się wrażenia, że dostarczają nam one nowego środka do badań nad ogólnymi zagadnieniami fi lozofi cznymi”. – 20 – o istocie kultury Odnajdujemy tu niejako dwie drogi ludzkiego poznania: intuicyjną i rozumową. Człowiek zdolny do intelektualnej kla- syfi kacji swoich doświadczeń zmysłowych intuicyjnie przeczu- wa istnienie tajemniczego wymiaru swojej egzystencji, czego wyrazem są świątynie budowane na całym ziemskim globie. Jednocześnie jest on istotą doceniającą znaczenie rozwoju na- uki, znającą własne umiejętności poznawcze i ich ogranicze- nia. Wyznacza także należne miejsce wartościom ponadzmy- słowym, potrzebie kultu, kanonom etycznym. Dlatego może tworzyć kwitnącą kulturę. Patrząc na dzieje kształtowania się kultury europejskiej z powyższego punktu widzenia, dostrzegamy, że w antycznej Grecji człowiek był niejako rozdarty między poglądami Plato- na i Demokryta. Czterysta lat później, w czasie hegemonii Rzy- mu, mieliśmy do czynienia z pogłębiającą się stagnacją w kul- turze określanej jako grecko-rzymska. Stało się tak wskutek sprzeczności bez wyjścia pomiędzy Plotynem a Lukrecjuszem, co zaowocowało najwyższą formą starożytnego egzystencjali- zmu – myślą Marka Aureliusza. Rzymski zmysł praworządne- go ładu i jego wizja człowieka okazały się za słabe, by podołać olbrzymim zadaniom, jakie stanęły przed Imperium. Nadszedł okres wędrówki ludów, w którym do głosu do- szła intuicyjna interpretacja świata w postaci chrześcijaństwa. Nadało ono życiu głębię, podejmowało czynną walkę ze złem, mobilizowało do niej nowe siły, uzdolniło człowieka do po- święceń. Z dwóch dążeń obecnych w ludzkiej naturze: dążenia – 21 –
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Od frajera do milionera
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: