Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00120 006997 11257858 na godz. na dobę w sumie
Odrodzenie i Reformacja w Polsce - ebook/pdf
Odrodzenie i Reformacja w Polsce - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 168
Wydawca: Armoryka Język publikacji: polski
ISBN: 9788380644243 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> historia, militaria, wojskowość
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Ze wstępu autora: „Kolebki humanizmu [a więc także Odrodzenia i Reformacji], szukać należy tam, gdzie kolebka i ognisko naszej zachodniej cywilizacji. Z Włoch poszedł humanizm na cały świat, a jaka była jego doniosłość, na to nie wystarczyłby frazes choćby najlepiej utoczony, wypowiedziany dzisiaj, to w całości wykładów, z przykładu na Polsce będę chciał szanownym słuchaczom unaocznić. Do mego zadania należy przedstawić wpływ wielkiego kierunku, gdzie indziej powstałego, na kraj daleki, do zachodniej cywilizacji należący, najdalszy od wielkiego zachodniego ogniska. Tutaj koniecznością się staje prawie już dlatego, aby upatrzyć moment właściwego chwycenia rzeczy, powiedzieć słowo o teorii, opartej na doświadczeniu wieków, wpływów takiego rodzaju...”

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

józef szujski Odrodz en i e Odrodz en i e i reformacja i reformacja w polsce w polsce a r m oryka Józef Szujski ODRODZENIE I REFORMACJA W POLSCE Armoryka Sandomierz 2017 Projekt okładki: Juliusz Susak Na okładce: Autor nieznany, Jan Łaski, twórca Kościoła kalwińskiego w Polsce (fragment), (licencja public domain), źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Jan_Laski.JPG Plik rozpoznano jako wolny od znanych ograniczeń praw autorskich, włącznie z prawami zależnymi i pokrewnymi. Copyright © 2017 by Wdawnictwo „Armoryka” Wydawnictwo Armoryka ul. Krucza 16 27­600 Sandomierz http://www.armoryka.pl/ ISBN 978­83­8064­424­3 Słowo wstępne Nie byłbym się nigdy podjął zadania tak trudnego, tak zu- pełnie nowego, jak to, które dzisiaj na mnie włożono, gdyby nie okoliczność, że studia w tym kierunku są zapewne nie przypadkowo na porządku dziennym zachodniej nauki w Niemczech, Francji, Włoszech i Anglii, że więc do paralel z tej strony jest pomoc, i że się nimi sam przynajmniej czę- ściowo zajmuję, trudniąc się od lat kilku, na podstawie wła- snych poszukiwań i bogatego materiału, który mi p. Stefan Muczkowski ze spuścizny znakomitego uczonego śp. Józefa Muczkowskiego powierzył, dziejami naszego Uniwersytetu w XV i XVI wieku. Materiał ten tyczy się wyłącznie organi- zacji, uposażenia i karności Uniwersytetu; jest on wyborny, bo mozolnie z pierwszych źródeł czerpany; oprócz sprawdze- nia go, moim obowiązkiem było przede wszystkim badanie historii nauki, jako rzeczy najważniejszej a pominiętej, bo śmierć przerwała żelazną pracę uczonego badacza. To, co dzisiaj daję, ułatwione też zostało pracą Akademii. Bez kata- logu druków XVI wieku p. K. Estreichera, bez katalogu ma- nuskryptów Biblioteki Jagiellońskiej p. Wisłockiego, bez wielu innych prac, które wydała, nie powiedziałbym nawet tego, co dzisiaj i w następnych lekcjach powiedzieć będę mógł; to zaś, co powiem, będzie dopiero pierwszą próbą od- powiedzi na wielkie zagadnienie, które stoi na tytule. 3 Rozdział pierwszy Nowość i trudność przedmiotu. Usprawiedliwienie jogo podjęcia. Śla- dy humanizmu włoskiego pierwszej opoki w Polsce. Kazimierz Wielki i legiści. Ludwik i jego matka Elżbieta. Dwór Zawiszy z Kurozwęk. Po- wrót do średniowieczyzny za Jagiełły. Zdanie Długosza o jego wieku z r.1466.Wytłumaczenie tego zdania. Przewrót wyobrażeń w drugiej poło- wie XV-go wieku. Korespondencja Eneasza Sylwiusza ze Zbigniewom Oleśnickim o humanizmie. Konieczne skutki humanizmu w przetworze- niu wyobrażeń, a szczególniej obyczajów chrześcijańskich. Grzegorz z Sanoka i jego biograf Kallimach. Znaczenie Kallimacha i generacja hu- manistów współczesnych. Kolebki humanizmu szukać należy tam, gdzie kolebka i ognisko naszej zachodniej cywilizacji. Z Włoch poszedł hu- manizm na cały świat, a jaka była jego doniosłość, na to nie wystarczyłby frazes choćby najlepiej utoczony, wypowie- dziany dzisiaj, to w całości wykładów, z przykładu na Polsce będę chciał szanownym słuchaczom unaocznić. Do mego za- dania należy przedstawić wpływ wielkiego kierunku, gdzie indziej powstałego, na kraj daleki, do zachodniej cywilizacji należący, najdalszy od wielkiego zachodniego ogniska. Tutaj koniecznością się staje prawie już dlatego, aby upatrzyć mo- ment właściwego chwycenia rzeczy, powiedzieć słowo o teo- rii, opartej na doświadczeniu wieków, wpływów takiego ro- dzaju. 4 Otóż nie podlega wątpliwości, że każdy wielki kierunek, który działa na umysłowość ludzką, działa na całego człowie- ka, na jego rozum, uczucie, wolę, fantazję, na wszystko, co z człowiekiem w związku, od najwyższych jego aspiracji aż do codziennych jego funkcji, od stosunku do najwyższych za- gadnień jego natury, aż do stroju i sposobu życia. Co się z ta- kich nowych wielkich kierunków umysłowych oddalonym i o wieki całe co do przeszłości rozwoju różnym udziela; oto to, co najzewnętrzniejsze, to co najjaskrawsze, a nawet naj- częściej to, co najgorsze. Gdzie się udziela? Tam, gdzie się udzielić może wyżynom społeczeństwa, które z owym odda- lonym wpływem mogą być w stosunku, gdy masa jeszcze niezmiernie od niego daleka. Jeżeliby mnie zapytano o naj- dawniejsze wpływy pierwotnego odrodzenia włoskiego na Polskę, odpowiedziałbym, że są i są wedle tej miary. Są we wpływie Andegaweńskiego dworu Karola Roberta na Elżbie- tę Łokietkównę i Kazimierza Wielkiego, są w tych cienistych rysach, które nam o miękkiej tej zresztą i dobrej kobiecie, i o tym wielkim i mądrym królu historia przekazuje; są w ry- sach, jakie nam przekazuje Janko o dygnitarzach polskich za czasów Elżbiety, np. o owym świetnym, od złota kapiącym dworze Zawiszy z Kurozwąk, są nawet w sprawie królowej Jadwigi, która sama jedna, czysta i święta prawie, wychodzi z ruiny Andegaweńskiego domu. Z tym wpływem obyczajo- wym i moralnym łączy się pierwsze wprowadzenie z zagrani- cy tych rzeczy, które się genialnemu człowiekowi, jak Kazi- mierz Wielki, wydają koniecznymi w kraju, gdzie rządzi, więc wprowadzenie rzymskiego prawa na Uniwersytet kra- kowski, podówczas założony, któremu poświęca wraz z ka- nonicznym wszystkie katedry Uniwersytetu najlepiej uposa- żone, prócz dwóch dla medycyny, jednej dla sztuk wyzwolo- 5 nych. Gdy też Karol IV stoi w posuniętych naprzód Czechach w stosunkach z Petrarką, u nas Petrarka i Dante za wczesny, u nas trzeba praw! U nas Kazimierz tylko legistów szuka. Zaznaczamy tu pierwsze tchnienia humanizmu w Polsce. Wymagałyby one osobnej lekcji... a dzisiaj obyć się bez nich może, bo od nich do pełnego rozwoju humanizmu, do znajo- mości Petrarki, do pierwszego wspomnienia o Dante, jakże daleko! Jako reakcja po nich przyszła pełna środniowieczczy- zna czasów Zbigniewa Oleśnickiego i Długosza. Ale potęga takich kierunków, jak humanizm, nie da się wstrzymać – i oto w sto przeszło lat po założeniu pierwszego Uniwersytetu w Krakowie, posłuchajmy, co mówi Długosz. Poprowadzi nas to in medias res naszego przedmiotu. Pod r. 1466, tuż przed wyrażeniem patriotycznej radości swojej z odzyskania Prus królewskich, traktatem toruńskim, poświęca podeszły już w latach Długosz wymowny ustęp ze- psutym obyczajom Polaków. Jest tam wiele zrzędzenia staro- ści, bo zaczyna od narzekania na odwrócone w długich kę- dziorach włosy i upstrzone wstążkami tuniki męskie, na nie- wieścią mężczyzn strojność i miękkość, która nam przesuwa przed oczy, jakby jeden z obrazów umbryjskiego mistrza Pin- turicchio: kreślącego zręcznym i powabnym pędzlem młode- go Eneasza Sylwiusza strojne, opięte, pstrokate i pretensjo- nalne otoczenie. Ale od stroju idzie Dłogosz dalej, do zbytku, rozrzutności i łakomstwa, od łakomstwa, do grabieży, a stąd do buntu przeciw najsprawiedliwszemu porządkowi spraw ludzkich, oczywiście duchownemu, bo zaraz dodaje, że ze- psute to pokolenie źle myśli o prawach bożych i kościelnych a zamiast siebie poprawiać, poprawia zwierzchników. Zły ję- zyk Polaków, który im już raz na początku dzieła, przy cha- rakterystyce szlacheckiego narodu wyrzucał, wyśmiewa 6 wieczne porządki, nie wierzy już groźbom pism świętych, na zbawienie duszy i rzeczy ostatnie się nie ogląda. Nie po rozu- mie też, godności i zasłudze, ale po arogancji idzie dzisiaj zajmowanie stanowisk w społeczeństwie. Źle się dzieje, oto ostatni sens tego ustępu, a kara boska niechybnie ludzi spo- tka. Cóż byśmy dali za, to, żeby Długosz nie był tak lakonicz- nym w tym ustępie, żeby nas wprowadził głębiej w tajniki tego poczynającego się złego, które w ogólnikach, jakie nam podaje, wygląda jak narzekanie sługi katolickiego kościoła na wiek reformacji, na wiek prawie przed reformacją pisane. Skoro tego nie uczynił, wejść nam przyjdzie samym, o ile nas stać na to, w badanie tego ustępu, wytłumaczenie, co sobie poważny kanonik krakowski, uczeń pierwszych dziesiątków lat Uniwersytetu krakowskiego, przyjaciel, wielbiciel i sekre- tarz Zbigniewa Oleśnickiego, myśleć musiał, co rozważać, gdy przychodził do tego złamania laski sądu historycznego nad pokoleniem, którego politycznymi powodzeniami tak się cieszył. W pierwszej linii stawia się też zwykle fakt, że pisane to było po śmierci Zbigniewa, którego wielka i potężna rola w kościele i państwie była dla Długosza najwyższym ide- ałem, nec plus ultra doskonałości ludzkiej, kierującej się wskazówkami doskonałości Bożej; że pisane było po odbie- żeniu jego chorągwi przez wielu z tych samych, którzy jako duchowni stać byli przy niej powinni, jak Oporowski, Grusz- czyński, Lutek z Brzezia; że pisane było po zaciętej zasadni- czej walce króla z ostatnim reprezentantem kierunku Zbignie- wowego, Jakubem z Sienna i samymże Długoszem, ukrywa- jącym się przed mściwą ręka królewską na melsztyńskim zamku; że pisane było po głoszeniu już wielokrotnym zasa- 7 dy: salus reipublice suprema lex; po gwałceniu wolności i nietykalności kościelnej przez króla i doradców jego pod- czas wojny pruskiej, zabieraniu srebra i złota ze skarbców kościelnych, wśród krzyków, że duchowieństwo do równych ze świeckimi prestacji pociągane być winno. Człowiek zasad statutu Mikołaja Trąby z 1420, głoszącego zupełną Kościoła od świeckiego społeczeństwa niezależność, absolutną jego wolność i nietykalność, człowiek praktyki episkopalnej Zbi- gniewa, pociągającej Senatorów do odpowiedzialności za nieodbytą w czasie spowiedź a książęta śląskie za złe pożycie małżeńskie, nie mógł inaczej patrzeć się na nowy wiek i czas, na czas, gdzie w obliczu królewskim toczono religijne dyspu- ty wobec ulubionego żyda królewskiego Zula i Mirzy tatar- skiego, gdzie ten król sprzeciwiającemu się w sprawie elekcji biskupiej Sędziwojowi Czechelowi groził gniewnie: Obnażę cię ze wszystkiego, jak ten palec mój; gdzie głoszono zasady, że Polska Stolicy Apostolskiej żadnej właściwie niewinna obediencji, gdzie pod najostrzejszymi karami wzbraniano głosić klątwy kościelnej przez nuncjusza papieskiego rzuco- nej; gdzie na dworze królewskim obok reprezentanta średnio- wiecczyzny, Jana Długosza, w łaskach i względach był Filip Kalimach, wywołaniec z Włoch o zamachy przeciwko papie- żowi knowane. Znajdują wiec słowa Długosza łatwe na razie wytłumacze- nie za pomocą kilku nawet rysów współczesnych. Pojmuje się, że gdzie tak zaczynało być na górze, tam i na dole języki rozpuszczonymi być zaczynały. Pojmuje się, że człowiek in- nego wieku i innych zasad, człowiek głęboki i czysty, nie tyl- ko coraz bardziej na świat narzekał, nie tylko się w nim coraz bardziej czuł obcym, ale skłopotaną myślą szedł do początku złego, chociaż tych początków nie wypowiedział, owszem 8 tendencyjnie, aby nie dawać zgorszenia, aby nie dawać po- błogi psującemu się pokoleniu, zamilczał je. Oto wykluczył ze swojej historii najstaranniej to wszystko, co mu się wydało początkiem kierunku, tak bolesne na jego starość wydającym owoce, wykluczył ile mógł spór w Kościele, państwach i uni- wersytetach (także krakowskim) w kwestii stanowiska papie- ży do koncyliów toczony, przemilczał, ile mógł, objawy hu- syckie w Polsce; przemilczał kwestię prezentowania na bene- ficja; przemilczał kardynalat Zbigniewa od Feliksa i deklara- cję jego za neutralnością wśród dwóch papieży; przemilczał świetne legistów polskich na koncyliach wystąpienia, prze- milczał, uniknął starannie wszelkiego wspomnienia stosun- ków, które jego i Zbigniewa łączyły z kierunkiem humani- stycznym, tak wpływowym już. i potężnym wśród owych pa- miętnych walk kościelnych. Przemilczał, jak w następnym opowiadaniu, gdy się z królem pogodził, gdy do rodziny jego poczciwym sercem się przywiązał, starał się osłonić wiele rzeczy jaskrawych, przesunąć między niezmiernymi trudno- ściami swego stanowiska, często z oczywistą szkoda swojej wartości historycznej, ze schodzeniem prawie na dawnych annalistów stanowisko, które z takim talentem, z takimi do- wodami uzdolnienia historycznego opuścił. Dzisiejsza historia przemilczeć nie może. Zaczepiając właśnie o te charakterystyczne umyślne przemilczenia, musi ona stwierdzić, że Długosz przemilczając na swoim stanowi- sku myślał trafnie i głęboko. Tak jest: Polska wychodząc z XIV wieku z tym zasobem europejskiej cywilizacji, jaki jej naprędce przez potężną swoja działalność umiał dać Kazi- mierz Wielki, powołana do wielkich przeznaczeń przez ludzi jego szkoły przyzwaniem Wielkiego księcia litewskiego na tron polski, weszła z właściwą młodym i świeżym narodom 9 energią w koncert spraw i kwestii europejskich, chłonąc w siebie z łakomstwem takim młodym narodom właściwym, wszystko, co jej podawała Europa. Stąd za przewodem Uni- wersytetu krakowskiego, założonego przez Kazimierza Wiel- kiego. wyłącznie prawie dla nauk prawniczych, trwającego zaś tutaj na zamku krakowskim, prawdopodobnie bez prze- rwy aż do 1400 r., zastęp przede wszystkim legistów w kano- nicznym i rzymskim prawie biegłych, stąd za reformą jego w roku 1400 na przeważnie teologiczny, zastęp teologów i kanonistów, z energią młodości przejmujących się kierun- kiem wyłącznie teologicznym, stąd wczesny i świetny udział naszych legistów w obradach synodu konstancyńskiego, udział stojący po stronie radykalnej tak w sprawie Husa, jak w sprawie Krzyżaków z Polską, stąd takiż udział naszych ka- nonistów i teologów w koncylium Bazylejskim, oświadczają- cych się znowu za skrajną zasadą: wyższości koncylium nad papieża. „Młode narody, w skrajnościach się obracają, za- wsze chwytają, co najświeższe i najjaskrawsze. Stąd naresz- cie bardzo wczesne, zadziwiające prawie wczesnością sym- patie dla humanizmu italskiego, poddawanie się jego wpły- wom, rozbijanie się za jego płodami, właściwe inteligencji najwyższej środka XV wieku. Jeżeli wiec Długosz doczekał się przewrotu wyobrażeń i pojęć w drugiej połowie XV w., ten przewrót był przygoto- wany zasadniczymi kwestiami toczącymi się w jego pierw- szej połowie i udziałem w nich jego najbliższych, którzy wprawdzie cofnęli się i okopali w fortecy zasad średnio- wiecznych, wywiesili na tym ostatnim krańcu katolickiego chrześcijaństwa za przewodem Marcina V i Eugeniusza IV sztandar Grzegorza VII i Innocentego III, ale sami nosili pięt- no przebytych rewolucji kościelnych na sobie, sami też rzuci- 10 li w szerokie koła całą garść nowych wyobrażeń i pojęć, któ- re się następnie przeciwko nim obróciły. Znaczącym też, peł- nym interesu jest stosunek, jaki wiązał najwybitniejszego człowieka pierwszej połowy XV wieku w Polsce, Zbigniewa Oleśnickiego, Kardynała Eugeniusza IV, Antypapy Feliksa i Mikołaja V, filar średniowiecznego w Polsce porządku z jednym z najwybitniejszych ludzi na zachodzie, stronni- kiem zasady wyższości koncyliów nad papieża, potem odwo- łującego tę zasadę w słynnej Retractcio, w końcu pierwszego papieża humanisty Piusa II, Eneasza Sylwiusza Piccolomini. Wiążą u nas początek odrodzenia z Grzegorzem z Sanoka, daleko słuszniej, sprawiedliwiej, bo donośniej, w skutkach wiązać go należy z wpływami pierwszymi bazylijskiego kon- cylium na Polskę i stosunkiem Enaesza ze Zbigniewem. Z targowicy to książkowej bazylejskiej, słynnej niestety także z towaru zepsucia, wszelkiego rodzaju, płyną pierwsze ko- deksa humanistów do Polski, kodeksa uprzedzające rozbicie konstantynopolitańskie i ucieczkę greckich uczonych do Włoch, płyną łacińskie pisma Petrarki i Boccacia, kodeksy Cycerona i Lukana znaczone imionami polskich gości bazy- lejskich, tuż obok kodeksów mieszczących protokoły tego pamiętnego, a smutnej w dziejach pamięci zjazdu, tuż obok dzieł Gersona, Piotra d Ailly, Clemangisa. Dla Polski, a dla Zbigniewa Oleśnickiego w szczególności przygotowuje Ene- asz Sylwiusz w roku 1450, podówczas jeszcze biskup seneń- ski pierwszy najdawniejszy zbiór swoich jako cudo humani- stycznej sztuki pisania sławionych listów, a okoliczności to- warzyszące tej skwapliwości, prowadzą nas głęboko do zro- zumienia, jakie już podówczas na wyżynach społecznych Polski wobec humanizmu zajmowano stanowisko. 11 Oto co pisze Eneasz na prośbę Zbigniewa o zbiór jego li- stów, prośbę osłodzoną przesyłką kosztownego sobolowego futra. Powinszowawszy kapelusza kardynalskiego właśnie w r. 1449 do Polski przywiezionego, woła, chwaląc tekst listu Zbigniewowego: Niemniejszym zaiste jest, od wysłowienia Włochów, Polaków wysłowienie. Pod niebiosa mi wynosić ten naród, co odgraniczony od Włoch Niemcami i Węgrami, uprzedził tamtych i dostał się do źródła. Niechętnie tylko przygotuje mój zbiór listów, bo nie dosyć utoczony i na twój sposób wygładzony się wydaje. Ujrzysz, że większa moja re- putacja niż istota, zapytasz może, czego piszę. Choruję na wspólny grzech. Wszyscy, uczeni i nieuczeni piszemy! Po- chwały owe Polaków trzeba brać cum grano salis, z krytyką; pochodzą one od Eneasza, który o ile wówczas politycznie do Zbigniewa chciał się zbliżyć, o tyle ze względów polityki nie lubił Czechów i Polaków. Kodeks przybył dopiero następnego roku do Polski, odpi- sywany tu wielokrotnie, rozrzucony po licznych manuskryp- tach. Przyszedł ze słynną rozprawą: O nędzy dworaków, ze sławnym romansem humanistycznym: O Eurialu i Lukrecji, z listem niejednym, dosyć w wyrażeniach hazardownym. To- warzyszył mu list podówczas już biskupa Seneńskiego. „Śle je (listy) nie w celu otrzymania pochwał, ale w celu poddania ich twemu surowemu sądowi. Nic tam nie znajdziesz godne- go twoich obyczajów i stanowiska, są to listy świeckie, a nie biskupie, gra oto! młodzieńców niewtajemniczonych jeszcze w świętości kościelne, rzeczy pisane wtedy, gdy byliśmy aż zanadto świeckimi”. Ma rację najzupełniejszą, są to listy owego gładkiego i pełnego nadziei młodzieńca, którego oglą- damy na Pinturicchia obrazach, owego genialnego Włocha, który wśród mniej wykształconych Niemców dobija się. ka- 12 riery. Odpisuje też na przesyłkę Zbigniew Oleśnicki dopiero w roku 1453, przeczytawszy kodeks dorywczo, wśród prac niezmiernych politycznych i kościelnych, jakie miał na bar- kach, często, jak opowiada, późna nocą ślęcząc nad ciekawą księgą. „Wielka, twoja zdolność Eneaszu – pisze – i nie- zmierna swada, wysłowienia. Masz, słowa w mocy, więcej u ciebie myśli, niż słów. Odkąd na piśmiennictwie znać się począłem, nienawidziłem zawsze tych, co traktując rzecz, starają się o dwuznaczność i niejasność, że ich zaledwie naj- baczniejszy umysł zrozumie. Ale przyznaję, że wtedy uwa- żam cel pisarza i mówcy za dopięty, gdy powaga towarzyszy mowie, gdyż bez powagi nie ma ani wiary słowu, ani jego dłuższego wpływu”. W dalszym ciągu mowa o właściwym poetów stanowisku, jako przyprawiających moralny cel obra- zami fantazji i pięknością słowa, oraz polemika o Władysła- wie Warneńczyku, tutaj nienależąca. A więc coś jakby deli- katna krytyka całego humanistycznego kierunku, coś jakby szukanie i wskazywaniu drogi między niejasnością i subtel- nością scholastycznej erudycji a tą zbytnią wolnością słowa, którą od pierwszej chwili odznaczyli się humaniści; wszystko to zaś w liście starannej cycerońskiej konstrukcji. Jakoż w odpowiedzi na to następuje nie list, ale rozprawa cała Ene- asza, która sama jedna weszła do jego zbiorów listów i wy- dań, obrona poetów starożytnych i humanizmu, obrona po- parta cytatami autorów klasycznych i Ojców Kościoła, obro- na wymierzona przeciw powstającemu w szeregach średnio- wieczczyzny krzykowi na zepsucie obyczajów, na pojęcia niechrześcijańskie szerzone przez humanizm. „Co dziwnego, że mądrość świecką dla piękności jej wysłowienia, dla na- dobności jej kształtów, z niewolnicy i poganki, chcę uczynić Chrześcijanką, a co w niej śmierci, bałwochwalstwa, błędu, 13 namiętności zmysłowej, odcinam i ścieram, że z niej staram się wydobyć płód nowy, czysty Panu Zastępów, aby wyszedł na pożytek rodzinie Chrystusa!”. Tak rozumowali dwaj wielcy i znakomici ludzie w środku wieku XV, godząc się prawie na jedno, mniemając, że należy usunąć z nauki i słowa ową szkolną i kastową tajemniczość, która rozwinęła się w średnich wiekach; należy użyć autorów łacińskich i opartego na nich swobodnego, płynącego stru- mieniem pełnym słowa wykształconych na nich humanistów, byle zachować wiarę, byle pamiętać zawsze, że to ma. się dziać w służbie Chrystusa i Kościoła, służyć jednemu i dru- giemu. Tak rozumowali, przeczuwając owoce bujne, nadzwy- czajne tego małżeństwa chrześcijańskiego ducha pełnego śre- dniowiecznej siły i głębokości, pełnego rdzennej namiętności i uniesień, z wykopanym posągiem pogaństwa takich pięk- nych i godnych miłości kształtów. W zakresie nauki w istocie niesłychane, od uczoności Walli i Marsyliusza Ficina do od- krycia, Kopernika; podróży Vasco da Gamy i Kolumba; nie- słychane w zakresie sztuki od prób Giotta, Masaccia i Mante- gni, przez okres Peruginów i Franciów do Michała Anioła, Rafaela, Leonarda da Vinci, Tycjana i Correggia, od Ca d’oro do kopuły św. Piotra; ale tam wśród narodów nowych, młod- szych, gdzie nie było tyle duchowej równowagi, gdzie bezpo- średniejszym było uczucie a mniej głęboką wiedza, gdzie to, co nowe a piękne, chwyta człowieka gwałtownie, jednostron- nie, pędzi do ostatnich swoich konsekwencji, każe wyciągać wnioski niedojrzałe, ale skrajne i zuchwałe, gdzie się jest albo bezwzględnie posłusznym powadze, albo ściska na nią pięść i zrzuca, jak młody lew wydobywający się z więzienia; gdzie się nie odróżnia idei od ludzi, gdzie nie przypuszcza się, aby spółcześnie można być wytwornym miłośnikiem po- 14 gaństwa i chrześcijaninem z zasady, gdzie wielkie ruchy o jednej myśli stają się tym łatwiej epidemicznymi im mniej- szy w ogóle kapitał tych myśli, tej wiedzy, tego wszechstron- nego, wiekami napiętrzonego rozwoju, jakie tam co najmniej różne miały być owoce chrześcijaństwa, biorącego w gorącej miłości ślub z wytworną, zasypaną przez wieków dziewięć, piękną zaiste jak Wenus Medycejska umysłowością pogań- ską, ślub, o którym mówi Eneasz Sylwiusz, a z którego do- brych skutków się spodziewa! Po badaniach ostatnich protestantów i katolików, Niem- ców i Francuzów, odpowiedź dzisiaj prawie nie ulega wątpli- wości. Owocem tego ślubu, owocem humanizmu była refor- macja, było odpadnięcie od Rzymu połowy Niemiec, Anglii i Szwecji, zachwianie się nadzwyczajne Francji i Polski, gdy pozostały przy katolicyzmie kraje romańskie, Włochy i Hisz- pania, gdzie pomimo inicjatywy walki, pomimo najsroższych jej w samym duchowieństwie objawów, pomimo najgwałtow- niejszych antytez, suma prawowierności zwyciężyła, huma- nizm ostatecznie pozostał w służbie Chrystusa. Nie przeczuwał tego nawet tak głęboki i mądry człowiek, jak Eneasz Sylwiusz, nie przeczuwał oczywiście i Zbigniew. Wszakże w zapasach z bezpośrednim niebezpieczeństwem, husytyzmem i idącym w ślad za nim narodowym kościołem Rokiczany, humanizm najlepsze oddawał zasługi. Wszakże głównym ich pogromcą był humanista umiarkowany, Eneasz Sylwiusz, nieprzyjaciel Czechów, a mimo pięknych słów do Zbigniewa, nieprzyjaciel Jagiellonów i Polski, podejrzanych o sympatię do Czech, a rywalizujących ze świętym rzymskim Cesarstwem. Wszakże humanistami byli Mikołaj Lasocki i Jakub z Sienna, najwięksi ówcześni ultramontanie polscy, wszakże i Długosz, piszący za granicę do Stefana Hohenber- 15 ga i Kwiryna Baldo do Wenecji, przywdziewa odświętną, hu- manizmu szatę, mówi o Junonie i Lucynie, rozczytuje się w sprowadzonym z Węgier Liwiuszu. Wszak Andrzej Gałka z Dobczyna, chociaż mistrz sztuk wyzwolonych, i przyjaciele ukryci husytyzmu w Uniwersytecie krakowskim, humanista- mi nie byli, byli przekręcaczami Pisma świętego dla doktryny Wikliffa i mistrzów praskich, gwałtownymi reformatorami Kościoła, gotowymi żagiew buntu rzucić w społeczeństwo, gotowymi nie obwijać zdania swego w pięknie ustawioną ła- cinę, ale miotać wiersze na papieża i hierarchię kościelną w języku polskim, w języku ludu, aby się dostały w sfery sze- rokie i niosły ów bunt i pożogę. W ludziach tych logika awer- roizmu, tendencje Gersona, D’Ailly ego, Clemangisa. uderza- ły taranem w misterną budowę średniowieczną: humanizm niósł z sobą niechęć głęboka do tych przesad sekciarskich, niósł podówczas ideę monarchii do Kościoła; aliantem, so- jusznikiem wydał się Kościołowi i Zbigniewowi Oleśnickie- mu, byle wytworności, jak mówił, towarzyszyła powaga, byle bajki poetów nie kłóciły się z rygoryzmem kościelnym. Nie spostrzegli wielcy mężowie, nie spostrzegli, bo sami byli pod wpływem jego czaru, że humanizm niósł z sobą to, czego awerroizm arystotelesowski nie niósł, niósł odwrócenie myśli, uczuć, wyobraźni od chrześcijaństwa, napełnienie jej myślami, uczuciami, obrazami pogańskimi. Filozofia schlola- styczna, arabskim Arystotelesem potracona, działała na ro- zum, rozum, kierowany sercem pełnym chrześcijańskiego uczucia, zwrócił się cały do pogodzenia myślenia z wiarą i to mu się udawało nawet tam, gdzie się z Kościołem pokłócił. Humanizm, jako taki, nie zaczepiał wiary, owszem, wywoły- wał najcudowniejsze kombinacje myśli chrześcijańskiej z myślą, pogańską, platonizmu z chrystianizmem, mitologii 16 greckiej i rzymskiej z chrześcijańskimi wierzeniami, że tu wspomnę płody jego poetyczne, wiążące Apolla z Chrystu- sem lub stwarzające nad bohaterami epopei mieszany świat pogańsko-chrześcijański, że wspomnę owo capo di opera sztuki włoskiej, Sąd Ostateczny Michała Anioła, pełen posą- gowej nagości starożytnej. Nie zaczepia on też i średnio- wiecznej budowy świata, jak mógł ją, argumentacją zacze- piać legizm rzymski od Tadeusza di Suessa do naszego Pawła Włodkowica, owszem, mógł walczyć nawet w jej obronie przeciw wywodom legistów z tą obrotnością i świetnością, którą mu dawała jego wymowa. Ale humanizm, chwytając potężnie cały umysł ludzki w podziemną, pełną, czarów piel- grzymkę po dziedzinie starożytności, drażniąc jego naiwną podówczas, młodą, nienasyconą ciekawość obrazami jej ży- cia w każdym kierunku, rozbudzając krewkość i zmysłowość tych potężnych fizycznie organizmów średniowiecznych, wzywając do naśladowania i stosowania natychmiast tego wszystkiego, co się na pierwszy rzut oka nasuwało, bo o głę- bokim zbadaniu starożytności mowy być podówczas nie mo- gło, wiódł w życie codzienne, społeczne, polityczne, literac- kie, religijne, z nadzwyczajna szybkością, tym większa, im świeższa była rola, na której był zasiewany, mnóstwo w ory- ginalny sposób, często do niepoznania przetworzonych pojęć, zapatrywań, obyczajów starożytnych, niósł zaś przede wszystkim gwałtownie sio szerzące po walkach religijnych pierwszej połowy XV wieku, tym łatwiej się tłumaczące, osłabnięcie gorącego tętna religijnego, ciepła chrześcijańskie- go, żarliwości w nabożeństwie i praktykach kościelnych. Je- żeli nie brakło wypadków, gdzie się kierunek ten do zupełnej harmonii z chrześcijańskim zapatrywaniem na świat układał, gdzie wziętym był z rzędu zasad chrześcijańskich albo jak 17 w umyśle Eneasza po długich walkach do takiej harmonii po- wrócił, to przeważały coraz bardziej te, gdzie się działo prze- ciwnie, gdzie się ta chrześcijańska harmonia naruszała, nara- żając człowieka na sprzeczność z jego stanowiskiem, gdy np. był duchownym i wysokim dygnitarzem kościelnym, gdzie ten humanista duchowny stawał przy świeckiej władzy przeciwko kościelnej, jak Lutek z Brzezia przeciw humani- ście Jakubowi z Sienna; radził zabór sreber kościelnych, jak Jan Gruszczyński, lub jak Grzegorz z Sanoka, będąc arcybi- skupem lwowskim, wyglądał na sentencjonalnego starożytne- go mędrca, na filozofa raczej, niż na pasterza dusz rozległej i ważnej diecezji. Ale powie ktoś, gdzie ślady tego humanizmu w nauce? Będziemy o nich mówić niżej, tutaj dążymy tylko do wyka- zania, jak humanistyczne wyobrażenia dostawały do Polski, jak się mogło stać i co spowodowało, iż Długosz pod r. 1460 notuje upadek religii, powagi i zasad kościelnych, upadek obyczajów, lekceważenie zbawienia. Upadku tego i lekcewa- żenia nikt nigdy podówczas nie uczył i nie mógł uczyć umyślnie, wyraźnie, ex catedra, nie uczył go i humanizm. Ale jeżeli pewien wielki zwrot w wyobrażeniach pójdzie od góry, objawi się w najwybitniejszych ludziach, to nie potrzeba na- wet, aby tłumy to wiedziały i z tego wychodziły, co ci ludzie wiedzą, i z czego wychodzą, wiedza o tym może przyjść póź- niej; zwrot, się z szybkością błyskawicy rozszerzy i ogarnie szerokie koła społeczeństwa. Na tym polega wielka teoria chrześcijańska o zgorszeniu. W Polsce tajemnymi, cała sita tłumionymi wpływami husyckimi grunt był przygotowany, zamęt koncyliów dolał oliwy do ognia, śmierć Zbigniewa Oleśnickiego dała hasło do wywrócenia wolnej elekcji bisku- pów, cała falangą weszli do rządu Kościołem ludzie nowi, 18 noszący najwybitniejsze humanistów piętno: małą dla spraw religii gorliwość, pragnienie świetnej i szybkiej kariery i służ- bistość wobec władzy. Z drugiej strony zanotować należy nadzwyczajna Polaków XV wieku ruchliwość, ich prawdziwa podróżomanię, jaką się zwyczajnie w rozbudzonych, mło- dych, świeżych spotyka społeczeństwach. Podróżomania ta, obok osobistych spraw kościelnych, pędziła całe zastępy du- chownych do Włoch, trapiąc Polskę chmarą tzw. kortezanów, dobijających się w Rzymie o rezerwowane dla Stolicy Apo- stolskiej beneficja, pędziła studentów celem dalszego wykształcenia na Uniwersytety obce, pędziła rycerzy w służ- bę dworską lub szeregi austriackie, czeskie, węgierskie, ubo- żące często własne polskie zaciągi, lub przeciwko nim, jak w r. 1458 pod Wrocławiem stojące, co wszystko przemawia za nadzwyczaj żywą wymianą myśli z ościennymi i dalszymi wpływami europejskimi. W końcu jedno jeszcze. Za, poddaniem beneficjów wyż- szych pod wybór władzy świeckiej, co stało się kryterium wyboru? Oczywiście, w pierwszej linii służba interesowi kró- lewskiemu, z drugiej linii wykształcenie i dworskość, w ostatniej kwalifikacja teologiczna. Na tej ostatniej nie rozu- miano się na dworze, dwie więc inne stanowiły o wszystkim. Jeden i drugi warunek posiadali humaniści, oni też obsadzili niebawem najwyższe dygnitarstwa kościelne. Jak zaś humanizm przetapiał człowieka w nowy typ, zu- pełnie różny od dawnych średniowiecznych, czas nam poka- zać na człowieku, który uchodzi w Polsce za pierwszego jego reprezentanta, Grzegorzu z Sanoka. Żywot jego pisze głośny humanista Włoch, Filip Kalimach dla arcybiskupa gnieźnień- skiego Zbigniewa Oleśnickiego, pisze tendencyjnie, jak ten- dencyjną jest jego historia, Władysława Warneńczyka, cała 19 poświęcona tezie, że Polakom z Turcją bić się nie należy, ale nie ma przyczyny, aby faktom przytoczonym nie wierzyć, zwłaszcza, że się wiernie z innymi schodzą wskazówkami. Szlacheckich, ale ubogich rodziców, w dwunastym roku ucie- ka od zbyt surowego ojca i powierza się fortunie. W r. 1428 jest na Uniwersytecie krakowskim, pięć lat bawi w Niem- czech, wraca do kraju, gdzie utrzymuje się z uczenia dzieci i przepisywania manuskryptów, potem ze śpiewu chóralnego. W r. 1433 w Uniwersytecie krakowskim, na wskroś teolo- gicznym, wykłada Bukoliki jako bakałarz i sprawia nowością rzeczy wrażenie ogromne. Pan na Tarnowie bierze go na gu- wernera. Nagrobek, napisany na grób Władysława Jagiełły, poleca go młodym królewiczom, dyskusja o Kadłubku jedna mu względy głośnego profesora i komentatora Jana Dąbrów- ki. Jako magister już jedzie do Włoch 1439 roku i wyjednywa probostwo wielickie, gdzie żyje muzom, a wśród przyjaciół natrząsa się z tych, co poetów starożytnych nie biorą za pod- stawę edukacji. Władysław bierze go ze sobą do Węgier, tam to ma on stawać wbrew Cezariniemu, przemawiając za za- chowaniem pokoju z Turkami pod Warną, zaś nad trupem kardynała odezwać się: Słuszny cię los spotkał, ale ciebie tyl- ko powinien był spotkać ten los, skoroś Stolicę Apostolską sprawczynią przeniewierstwa uczynił! Wątpliwa anegdota, zostająca zanadto w stosunku z tym wszystkim, co Kalimach czynił dla wstrzymania Polski od udziału w wojnie po- wszechnej z Turcją. Zginął król i Cezarini, Grzegorz wyszedł cało, Hunyady, może winniejszy w klęsce warneńskiej niż Cezarini, bierze go na swój dwór, czyni jednym z nauczycieli swych synów, arcybiskup Gara kanonikat mu daje. Jako poseł węgierski staje w Polsce, gdzie niebawem, nie bardzo chętny mu i protestujący zrazu Zbigniew Oleśnicki, wyświęca go na 20 arcybiskupa lwowskiego 1451 r. Odtąd daleki od spraw pu- blicznych, z królem tylko często tajemnie korespondujący, doradzający mu już wtedy, rzecz ciekawa, ściągnięcie dóbr królewskich, cały oddany gospodarstwu w dobrach duchow- nych, nauce i muzom, jest dla biografa Kalimacha wzorem biskupa, senatora, mędrca, człowieka. Biograf kreśli każdym rysem swój ideał, każde słowo, które Grzegorzowi w usta kładzie, jest nowym na świat zapatrywaniem. Czy wszystko z natury, mniejsza, to pewna, że chwalił swój swego. A więc skrupulatność w dopełnianiu kościelnych obowiązków, a więc staranność, aby księża byli wykształceni i przyzwoici, a więc opieka nad dobrobytem włościan wsi biskupich, a więc skromność w życiu z wygodą połączona, a więc uni- kaniu tzw. nepotyzmu, tj. wynoszenia i bogacenia własnej fa- milii, a więc gościnność dla obcych, szczególniej Włochów, gościnność i dla Kalimacha, uciekającego przed gniewem Pa- pieża. To ostatnie już trochę podejrzanie wygląda wobec kry- terium prawowierności biskupiej, a cóż dopiero powiedzieć o reszcie. „Nie ma takiej tajemnicy świętej i religijnej z natu- ry swojej, aby mogła się bez osłony ceremonii obronić od pewnego sponiewierania”. Cała siła zatem w ceremoniach, w zewnętrznym wystąpieniu, w cudowności. „Cudowniejszym zaś wyganiać siedmiu diabłów niż siedem grzechów”. A więc cudowność, a więc świąt jak najwięcej, aby, jak mawiać miał Grzegorz, mnożył się dochód kościelny. „Religia jest najsku- teczniejszym środkiem rządzenia tłumem, jest to panowanie duchem nad ciałami, zjednywanie uczuciem i wymową, serc ludzkich, dlatego najdzielniejszy jej środek wymowa, posłu- gująca się nie rozumowaniem, ale wzruszaniem. Więc od po- etów się jej uczyć, a nie opierać na rozumowaniach, na nie- zrozumianym Arystotelesie. Rzeczy pod zmysły podpadające, 21 nie potrzebują argumentów; rzeczy, w zakresie inteligencji położonych, nie można oprzeć na argumentach, bo ich nie mają. Etyka, to jedyny grunt filozofii, etyka stoicka, w fizyce jeden Epikur ma rację”. To nie zasady średniowieczne! Cóż dziwnego, że przy takich zasadach narzeka na trudności w rozwodach, chwaląc luźniejsze przepisy kanoniczne Gre- ków, że mniej waży posty, że stół jadalny nazywa miejscem godnym najwyższego szacunku, że się nie rusza bez książki medycznej, mieszczącej wiadomość o siłach roślin! Wierzyć się prawie nie chce, że to o biskupie XV wieku mowa, ochota zbiera, aby go uczynić tylko ofiarą pochwał Kalimacha, wszakże bądź co bądź, rzecz, jaką przedstawiłem, dedykowa- na biskupowi także, Zbigniewowi Oleśnickiemu II, schodzą- ca się najdokładniej ze skrajnymi tendencjami humanistów włoskich drugiej polowy XV wieku, przykryta tym samym zręcznym, wszelkie pozory prawowierności zachowującym okryciem, a schodząca się zarazem z tym krótkim sądem Długosza o Grzegorzu z Sanoka, gdzie mu nie szczędzi po- chwał za poezję i dobre w dobrach biskupich gospodarstwo, ale milcząc o wszelkich zaletach duchownych, stwierdzając charakterystykę Kalimacha, śmierć jego (bez Sakramentów) truciźnie kobieca ręka, zadanej, przypisuje. Wszakże samo autorstwo Kalimachowe pozwala, przenieść najbardziej za- sadnicze rzeczy biografii na Kalimacha samego. On to wła- śnie jest typem tej nagłej potwornej prawie satanicznej dege- neracji humanizmu, która we Włoszech pod koniec XV wie- ku się piętrzy, zamienia dwory książąt na sympozjony platoń- skie, napełnia umysły frenezyjnym dla starożytności entuzja- zmem, oddziaływa potężnie na zepsute już i tak obyczaje, a zapatrzonego w postacie nieba średniowiecznego, które dla każdego brata zakonnika w celach dominikańskiego klasztoru 22 św. Marka namalował, anielską sztuką, stary Angelico da Fio- scole, brata Hieronima, znanego pod nazwiskiem Savonaroli, tego, który sam uczył się na Cyceronie, wypędza, z klasztor- nej celi na ambonę, aby piorunami słów uderzył w to bałwo- chwalstwo starożytności, a zapaliwszy lud wierny, zapaliw- szy nawet samych wielbicieli starożytności chrześcijańskim ogniem, powiódł ich na plac przed Barghello i na stosie wiel- kim, który i jego niebawem czeka, spalił niezliczone egzem- plarze Petrarki i Boccaccia, Owidiusza, Persyusza i innych starożytnych autorów. Kalimach pozostaje w najściślejszym związku z tym właśnie humanizmem, z Marsyliuszem Fici- nem koresponduje o daimonach platońskich, przecząc moż- ności ich istnienia, a przecząc równocześnie mniemaniom teologów o wpływie nadnaturalnych potęg na człowieka; z Janem Pikiem z Miranduli, podnosząc wątpliwość, czy cia- ło, jako takie, może być karane za grzechy, czy odpowie- dzialne jest za grzechy duszy; z Wawrzyńcem Medyceuszem o naturze snów, zdając sprawę z fizjologicznej rozmowy mię- dzy nieznanym bliżej Miriką, Piotrem z Bnia b. Kujawskim i Maciejem Drzewickim, sekretarzem królewskim. Uczeń Pomponiusza Laetusa, przyjaciel Platiny, który miał przeciw papieżowi Pawłowi II uknuć sprzysiężenie celem wyniesienia się na Ponifex maximus Rzymu, uciekł Kalimach z Włoch 1468 r. na wyspy Archipelagu, skąd na Konstantynopol dostał się 1470 r. do Lwowa do Grzegorza z Sanoka. Tam przetrzy- mał burzę, którą wzniecił przeciw niemu Alekaander Forli- ceński, nuncjusz papieski w Polsce, zyskał protekcję Dersła- wa z Rytwian, marszałka, i tej opinii polskiej, coraz silniej- szej, która z Ostrorogiem szła przeciwko zbytniej dla Rzymu uległości, ba! dostał się na dwór króla jako współnauczyciel jego synów z Długoszem. Prawdziwie! Spotkanie się dwóch 23 światów, pełne skutków dla elewów królewskich. Wysoko ce- niony przez humanistów w senacie i na dworze, Piotra z Bni- na, Zbigniewa z Oleśnicy, Dobiesława Lubelczyka z Kuro- zwąk, Deresłąwa z Rytwian, Macieja Drezwickiego, odpo- wiadający wybornie trzeźwej, despotycznj a politycznej Ka- zimierza Jagiellończyka naturze odegrał on w ostatnich 18-tu latach jego panowania rolę odpowiednią wysokim zdolno- ściom swoim i inteligencji, wycisnął na polityce królewskiej względem Papieża, Czech, Węgier i Turcji piętno swoje, pięt- no głębokiej ku Rzymowi niechęci. Iść na Turka! - było ha- słem humanistów od Piusa II czasów; nie iść na Turka było hasłem, które podnosił Kalimach przeciw obu nieprzyjacio- łom humanizmu, Pawłowi II i Innocentemu VIII. Do ostat- niego to, on, wygnaniec papieski, udał się w roku 1490 jako ambasador potężnego króla polskiego, aby krytykować w śmiałej mowie politykę papieży jako bezpodstawna i ma- rzycielską, aby podnieść w niej zarzuty przeciw nieprzyja- znemu usposobieniu Kurii dla Polski, a zasługi Polski w boju z Turkami i Tatarami i żądać kapelusza kardynalskiego dla młodego Fryderyka królewicza. „Najświętszy Ojcze, państwo moje tak przez Świątobliwość Waszą zostało zamącone i po- szkodowane, że musi naprzód starać się o wyjście z tego sta- nu. Słuszne jest, aby każdy pilnował swoich interesów, nim cudzych interesów pilnować zechce”. W tym tonie zapowia- dał król poselstwo Kalimachowe, w tym tonie wypadło posel- stwo. Skutek go nie uwieńczył, Fryderyk dopiero 1495 r. zo- stał kardynałem. Kalimach, służąc zawsze dynastycznej am- bicji królewskiej, poszedł z Janem Olbrachtem do Węgier w ową niefortunną sprawę stawiania brata przeciw bratu. Ale miarą wpływu zwycięskiego Kalimacha jest nienawiść, jaką budził. Ta nienawiść każe mu po śmierci Kazimierza Jagiel- 24 Spis treści Słowo wstępne       3 Rozdział pierwszy       4 Rozdział drugi       28 Rozdział trzeci       56 Rozdział czwarty       96 Rozdział piąty       132
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Odrodzenie i Reformacja w Polsce
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: