Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00199 006096 13097159 na godz. na dobę w sumie
Odzyskane marzenia  - ebook/pdf
Odzyskane marzenia - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8325-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Gdy marzenia doktor Amy Rivers o rodzinie legły w gruzach, rzuciła się w wir pracy, angażując się w nią całym sercem. Los jednak bywa złośliwy – jedna z prowadzonych przez nią operacji neurologicznych nie przyniosła oczekiwanego rezultatu. W poczuciu zawodowej klęski Amy ucieka do domu wuja na prowincji, gdzie w dzieciństwie spędziła najszczęśliwsze chwile. Tam poznaje doktora Toma Ashby’ego, który zastępuje w przychodni nieobecnego wuja. On także ma za sobą ciężkie przeżycia, jednak szuka drogi wyjścia...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Medical Kate Hardy Odzyskane marzenia Kate Hardy Odzyskane marzenia Tłumaczyła Iza Kwiatkowska Tytuł oryginału: Neurosurgeon... and Mum! Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2010 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka Korekta: Urszula Gołębiewska ã 2010 by Pamela Brooks ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8325-8 MEDICAL – 494 ROZDZIAŁ PIERWSZY Perdy z podwiniętymi nogami siedziała z ksiąz˙ką w fotelu. Spoglądała na niego nieufnie, az˙ pomyślał, z˙e boi mu się narzucać. Nie po raz pierwszy serce mu się ścisnęło. Nie tak miało być. U jego boku powinna stać Eloise, by stanowili rodzinę: ich dwoje oraz ich ukochana córeczka. Perdy powinna być normalnym dzieckiem, roz- brykanym i szczęśliwym. Zagotowało się w nim. Uspokój się. Przeciez˙ wiesz, z˙e twoja złość na Eloise jest irracjonalna. Przestań mieć jej za złe, z˙e zachorowała i umarła. Nie potrafił. A czy po- trafi sam wychować Perdy? Eloise macierzyństwo nie pociągało, ale przynajmniej mógł z nią porozmawiać i wspólnie podejmować decy- zje. Teraz nie ma z kim skonsultować swoich pomysłów, nikt go nie ostrzez˙e, z˙e coś źle robi. Uśmiechnął się do córki, ale ta nie odwzajemniła uśmiechu. Źle zrobił, zabierając ją z Londynu? Moz˙e nalez˙ało przeczekać, zamiast zabierać ją ze szkoły w po- łowie roku. Ale Londyn tez˙ nie był dla niej dobrym miejscem, bo nieustające współczucie okazywane osiero- conemu dziecku sprawiało, z˙e dziewczynka coraz bar- dziej zamykała się w sobie. Natknąwszy się na ogłoszenie, z˙e w nadmorskiej miej- scowości w hrabstwie Norfolk poszukuje się lekarza, 6 KATE HARDY uznał, z˙e moz˙e się to okazać rozwiązaniem jego proble- mów. Trzy miesiące. Przez ten czas Perdy dojdzie do siebie. Joe i Cassie Riversowie przywitali ich z otwartymi ramionami, nawet zaproponowali zamieszkanie w swoim własnym domu. Bo, jak to ujęli, chcieliby, z˙eby ktoś w nim mieszkał, gdy wyjadą do Australii. Ale mimo z˙e upłynęły juz˙ dwa tygodnie, Perdy ciągle była osowiała. Bardzo grzeczna, ale jakby nieobecna, za grubą taflą szkła. A on nie ma nikogo, kto by mu pomógł ją skruszyć. Jego rodzice są starzy i słabi, więc nie ma prawa obciąz˙ać ich swoimi problemami. Rodzice Eloise? No cóz˙, to oni sprawili, z˙e jego z˙ona była taka a nie inna, nigdy nie potrafiła się cieszyć swoimi osiągnięciami i za- wsze starała się zrobić więcej i lepiej. Ale on nie pozwoli, by to samo zrobili jego córeczce. – Hej! – Przysiadł na oparciu fotela i pogładził ją po głowie. – Co słychać? – W porządku. – Fajna ksiąz˙ka? – Fajna. – O czym? Wzruszyła ramionami. – O chłopcu, który kopał dziury. Mógł sam przeczytać tytuł na okładce. Perdy dała mu do zrozumienia, z˙e nie ma ochoty rozmawiać, z˙e wolała- by wrócić do lektury. Kurczę, nie o maniery mu chodziło! Chciałby, z˙eby kochała go tak jak on ją, z˙eby była normalnym dzieckiem. Hałaśliwym, roztrzepanym i... otwartym. Przytulił ją. Od ośmiu lat Perdy była jasnym promykiem w jego z˙yciu, a on do tej pory nie mógł się nadziwić, z˙e to jego dziecko. ODZYSKANE MARZENIA 7 – Okej, czytaj sobie, czytaj. – Ale nie ustanie w wysił- kach, by do niej się przebić. Na kaz˙dym kroku będzie jej pokazywał, z˙e jest blisko, dopóki ona nie dojrzeje do rozmowy. – Bardzo cię kocham, wiesz o tym? – Tak, tato. Ja ciebie tez˙ kocham. To chciał usłyszeć, ale bezbarwny ton jej głosu spra- wił, z˙e nie bardzo wierzył w jej słowa. Gdy Eloise umar- ła, małe serduszko pękło, a on nie umie go posklejać. Moz˙e powinien rozejrzeć się za nową mamą dla Perdy? Nie, małej by to nie pomogło, ani jemu. Przez Eloise takz˙e on ma złamane serce, więc juz˙ z nikim się nie połą- czy. Wcale nie dlatego, z˙e do śmierci będzie kochał niez˙yją- cą z˙onę. Czasami szczerze nienawidził Eloise, jednocześnie mając z tego powodu koszmarne wyrzuty sumienia. – Nie siedź za długo. Jutro szkoła. Piz˙ama, ząbki i łó- z˙eczko. Za dwadzieścia minut, dobra? – Tak, tato. Przyszła mu do głowy przeraz˙ająca myśl. Perdy jest cicha i trzyma nos w ksiąz˙kach. Wymarzony obiekt dla klasowego prześladowcy. – W szkole w porządku? – Boz˙e, spraw, by miała kolez˙anki, dziewczynki, które lepiej niz˙ on ochronią ją przed szkolną rzeczywistością. Pokiwała głową. A moz˙e to małe dziecko stara się chronić jego? Jutro zadzwoni do wychowawczyni, by się dowiedzieć, jak Perdy daje sobie radę. – Juz˙ ci, skarbie, nie przeszkadzam. Za pół godziny przyjdę ci poczytać na dobranoc. Tym razem uśmiech Perdy był pełen wdzięczności, a jemu kolejny raz ścisnęło się serce. Amy splotła palce na kubku z mlekiem, ale gorące 8 KATE HARDY mleko ani jej nie rozgrzało, ani nie odpędzało koszmar- nego snu, który nękał ją od kilku miesięcy. Ma przed oczami Bena, który lez˙y przed nią na stole operacyjnym, a ona skupia się, by naprawić nerwy kręgosłupa i pęk- nięty kręg, skupia się, by zapanować nad emocjami, sku- pia się, by odsunąć ogarniające ją przeraz˙enie, bo czuje, z˙e sobie nie radzi, a w tle słyszy pełen rozpaczy głos Laury: ,,Zaufałam ci...’’. Ilekroć jej się to przyśni, budzi się zlana zimnym potem. Co gorsza, po przebudzeniu wie, z˙e to nie tylko sen, ale z˙e tak się stało na jawie. Zadrz˙ała bardziej z rozpaczy niz˙ chłodu. Nie widziała sposobu uwolnienia się od koszmaru. Fergus Keating, szef zespołu, zaproponował jej trzy- miesięczny urlop. I co miałaby przez ten czas ze sobą zrobić? Z drugiej strony czuła, z˙e szef ma rację. Nie jest w stanie wykonywać poprawnie swojej pracy, stała się cięz˙arem dla zespołu i musi się pozbierać. Fergus zacho- wał się przyzwoicie, nie przyjmując jej rezygnacji, w za- mian proponując urlop. Napomknął tez˙, z˙e przydałaby się jej jakaś terapia, ale ona nie widzi potrzeby. Czy rozmowa z terapeutą przy- wróci Benowi mobilność? Albo sprawi, z˙e jej najlepsza przyjaciółka jej przebaczy? Przyjaciółka od kilkunastu lat, która teraz nie chce jej widzieć. Westchnęła. Pierwsza propozycja Fergusa odpowiadała jej bar- dziej: wyjechać z Londynu, by się zastanowić, co dalej. O czwartej nad ranem nie wypada dzwonić do ciotki, pomyślała. Dotrwała jakoś do końca dnia, obiecawszy sobie, z˙e przed rozmową z ciotką weźmie się w garść. Przed siódmą wieczorem drz˙ącymi palcami wystukała numer. Boz˙e, spraw, z˙eby ona tam była. ODZYSKANE MARZENIA 9 – Cassie Rivers, słucham? – Ciociu, tu Amy. Czy mogłabym do was przyjechać w weekend i zostać trochę dłuz˙ej? Chwila milczenia. – Kochana, przeciez˙ wiesz, z˙e zawsze jesteś tu mile widziana, ale pojutrze wylatujemy do Australii. Jasne. Za miesiąc kuzynka Beth ma wyznaczony ter- min porodu, a Cassie i Joe od dawna planowali ją od- wiedzić oraz poznać pierwszego wnuka. Jakim trzeba być egoistą, z˙eby o tym zapomnieć! To ta sama osoba, która zrujnowała z˙ycie najbliz˙szej przyjaciółce! Otrząsnęła się. – Przepraszam, Cassie, nie pomyślałam. – Chyba raczej zapomniałaś. Ze zmęczenia – odparła ciotka wyrozumiałym tonem. – Dziecko, ty za duz˙o pra- cujesz. I tak było, od kiedy wybrała neurochirurgię. Chciała znaleźć się wśród najlepszych. I to się jej udawało, dopó- ki nie schrzaniła operacji Bena. Potem wszystko legło w gruzach. Nikomu o tym nie powiedziała, nawet rodzi- com, którzy przebywali w Stanach. Z nimi nie mogła porozmawiać o swojej poraz˙ce, nie chciała obarczać tym wujostwa, a wyz˙alanie się Laurze nie wchodziło w rachu- bę. Sama musi sobie z tym poradzić. – Trzymam się, ciociu – odparła swobodnym tonem. – Kochana, mimo z˙e nas nie będzie, przyjez˙dz˙aj. Ile chciałabyś tu zostać? – Nie wiem. – Kilka dni? Tydzień? – Hm, wzięłam dłuz˙szy urlop. Moz˙e nawet dwa tygo- dnie, mogę? – Dwa tygodnie to nie dłuz˙szy urlop, to krótka przerwa. 10 KATE HARDY Czy to twoje wakacje? – zapytała podejrzliwie Cassie. – Co się stało? – Muszę sobie przemyśleć pewne sprawy. – Rozumiem. Siedź tu, ile chcesz. Wracamy za sześć tygodni, ale moz˙esz zostać dłuz˙ej – powiedziała Cassie. – Popilnujesz domu pod naszą nieobecność. I nie będzie- my musieli oddawać Bustera do hotelu. Cała Cassie. Ujęła to tak, z˙e Amy nie czuła, z˙e się narzuca i, co więcej, juz˙ nie mogła się wycofać. – Dziękuję, ciociu. Odpowiada mi to. Na pewno co- dziennie pójdę z nim na długi spacer. – Brunatny labrador miał juz˙ swoje lata, bo zjawił się w Marsh End House, kiedy Amy kończyła liceum. – Mieszka tez˙ u nas lekarz, który zastąpi Joego, ale wystarczy miejsca, nie będziecie wchodzili sobie w drogę. Aha, to znaczy, z˙e to ten facet ma pilnować domu. I pewnie Cassie wcale nie planowała oddać Bustera do hotelu. – Ciociu, na pewno nie macie nic przeciwko temu? – Skądz˙e! – Cassie zawiesiła głos. – Amy, pakuj ma- natki i od razu tu przyjedź. Czuję, z˙e dobrze by ci zrobił porządny posiłek i powaz˙na rozmowa. O mało się nie rozpłakała. Bezwarunkowa miłość oraz wsparcie, tego jej było trzeba, ale czuła, z˙e na to nie zasługuje. Nie po tym, co zrobiła. Poza tym Cassie i Joe są przejęci zbliz˙ającym się porodem córki w Australii, więc nie nalez˙y zawracać im głowy swoimi problemami. – Dzięki, ale mam tu jeszcze kilka spraw do załat- wienia. – Wobec tego porozmawiamy teraz. Amy wstrzymała oddech. – Nie, teraz pewnie się pakujecie. Nie chcę wam ODZYSKANE MARZENIA 11 przeszkadzać. Naprawdę nic się nie stało. Potrzebuję tylko trochę czasu na przemyślenia. Sama ciągle mi wy- tykasz, z˙e za duz˙o pracuję. Ku zadowoleniu Amy, Cassie nie nalegała. – Dobrze. Klucz będzie tam, gdzie zwykle, a jak wy- lądujemy w Australii, puszczę ci esemesa. I pamiętaj, z˙e zawsze moz˙esz do mnie zadzwonić. Ale nie zapominaj o dziewięciu godzinach róz˙nicy między Anglią a Mel- bourne. – Nie zapomnę. I dziękuję. – Za kryjówkę, za takt, za nienaleganie. – Drobiazg, dziecko. – Ucałuj ode mnie Beth. Z˙yczę jej lekkiego porodu. I poproszę o zdjęcie malucha, jak tylko pozwolą wam robić zdjęcia, dobrze? – Masz to jak w banku – odparła Cassie. – Uwaz˙aj na drodze. – Obiecuję. ROZDZIAŁ DRUGI W czwartek rano po porannym szczycie Amy wyru- szyła do Norfolk. W dzieciństwie w domu wujostwa spędzała wakacje letnie, szczęśliwe i beztroskie. Miała nadzieję, z˙e i tym razem odzyska tam spokój ducha. Zaparkowała przed Marsh End House. Podjazd był pusty, więc pomyślała, z˙e lekarz zastępujący wuja jest w pracy albo nie ma samochodu. Odsunęła duz˙y kamień polny na rabatce po prawej stronie drzwi, spodziewając się znaleźć tam klucz. Nie zawiodła się. Gdy weszła do środka, z kuchni dobiegło ją donośne szczekanie. Ledwie otworzyła drzwi, Buster o mało nie zwalił jej na podłogę. Uklękła, z˙eby się z nim przywitać. – Taki dostojny starszy pan, a zachowujesz się jak szczeniaczek – skarciła go uradowana. – Masz siwy pysk, ale nic się nie zmieniłeś. Buster oparł łapy na jej ramionach, by entuzjastycznie polizać ją po twarzy. – Chwileczkę, stary wariacie. Najpierw daj mi wnieść rzeczy i napić się herbaty, a potem pójdziemy na spacer. – Pies radośnie zamachał ogonem, a ona się uśmiechnę- ła. – Nareszcie w domu. U Cassie i Joego zawsze czuła się jak u siebie, w więk- szym stopniu niz˙ u rodziców w Londynie czy nawet we własnym mieszkaniu. ODZYSKANE MARZENIA 13 Marsh End House był neogotyckim arcydziełem z czer- wonej cegły, z łukowatymi oknami, mansardami i wie- z˙yczką, gdzie najchętniej bawiła się z Beth i jej młod- szymi braćmi. Tutaj bawili się w królewny oraz czaro- dziejów, a na plaz˙y budowali zamki z piasku i grali w krykieta oraz piłkę. Najwaz˙niejszym pomieszczeniem była kuchnia, gdzie Cassie obmywała im potłuczone kolana, całowała ich na pocieszenie i przyklejała plastry, gdzie zawsze stała bla- cha ciasta. Później, gdy podrośli, moz˙na tu było wyz˙alić się Cassie, która słuchała cierpliwie i nigdy nie osądzała. Tyle pięknych wspomnień. Czy to wystarczy, by ją teraz ukoić? Pośrodku stołu oparta o puszkę z ciasteczkami stała zaadresowana do niej koperta. ,,Pościeliłam ci w twoim dawnym pokoju’’. W wiez˙y. Wspaniale. Uwielbiała ten widok na morze oraz budzące ją co rano promienie słońca. Moz˙e właśnie tu uwolni się od koszmarnych snów. ,,W swoim czasie poznasz Toma i Perdy’’. Ten lekarz jest z˙onaty? To z˙aden problem, bo dom jest przestronny, więc nie będą sobie wchodzić w drogę. ,,Nie zapominaj o jedzeniu’’. To przykazanie wywołało uśmiech na jej twarzy. Dla Cassie najwaz˙niejsze było kaz˙dego nakarmić, a ona od dłuz˙szego czasu nie miała siły przygotować sobie po- rządnego posiłku. Z˙ywiła się kanapkami i tym, co poda- wano w stołówce. Moz˙e morskie powietrze przywróci jej apetyt. Było jeszcze post scriptum dopisane koślawym pis- mem Joego. Gdyby nie wiedziała, co ze sobą zrobić, to w jego gabinecie znajdzie karton z zapiskami Josepha 14 KATE HARDY Riversa. Moz˙e przyjdzie jej ochota przejrzeć je i uporząd- kować. Więcej kartonów znajdzie na strychu. Joseph był pierwszym lekarzem w rodzinie Riversów. Został nim w początkach dziewiętnastego wieku. Joe i jej ojciec od lat obiecywali sobie uporządkować te papiery. Ale ojciec przyjął zaproszenie do Stanów jako kardio- chirurg, a Joe miał pełne ręce roboty jako lekarz rodzin- ny, więc nigdy się za to nie zabrali. Cassie kilkakrotnie proponowała, by zajęło się tym młodsze pokolenie, ale gdy ostatnio poruszyła ten temat, Beth studiowała informatykę, Joey i Martin przygotowy- wali się do egzaminów maturalnych, a Amy właśnie rozpoczęła specjalizację z neurochirurgii. Więc papiery Josepha lez˙ały nietknięte. Moz˙e porządkowanie ich po- moz˙e jej przypomnieć sobie, dlaczego została lekarzem. Albo wskaz˙e nową drogę, bo w tej chwili nie miała pojęcia, co z nią będzie dalej. Znalazła się w czarnym tunelu bez światełka na końcu. Na samą myśl o tym miała wraz˙enie, z˙e ta ciemność ją dusi. Poza tym czuła się bezgranicznie samotna. Wniosła swoje rzeczy na górę, po czym wróciła do kuchni. Siedziała przy stole z kanapką i herbatą nad krzyz˙ówką w gazecie, gdy skrzypnęły drzwi wejściowe. Buster szczeknął ostrzegawczo, a potem bardziej przyjaźnie, po czym rzucił się do holu, by powitać przy- bysza. – Cześć, stary. Przynieś frisbee, to na dziesięć minut pójdziemy do ogrodu. To zapewne ten Tom, który zastępuje Joego, pomyś- lała. Ma bardzo przyjemny głos, niski i opanowany. – Witaj, Amy. Tom Ashby – przedstawił się. Po trzydziestce, mniej więcej w moim wieku. Ma ODZYSKANE MARZENIA 15 ciemne włosy, bardzo jasną karnację i piwne oczy scho- wane za okularami w drucianej oprawce. Uśmiecha się, a mimo to jest bardzo powaz˙ny. Ciekawe, jak wyglą- da, gdy się śmieje. Czy robią mu się zmarszczki wokół oczu? Co ją to obchodzi? On nie jest do wzięcia, a i ona nie ma ochoty na romans. Od katastrofy, jaką okazały się zaręczyny z Colinem dziesięć lat wcześniej, interesują ją wyłącznie przelotne znajomości. Podała mu dłoń. – Cassie zostawiła list, w którym mnie uprzedziła, z˙e w swoim czasie się poznamy. – Perdy jest w szkole. Jego z˙ona jest nauczycielką. – Aha. Całkiem inaczej wyobraz˙ał sobie Amy Rivers. Ta kobieta jest piękna. Moz˙e trochę za chuda i za blada, a workowaty strój świadczy o tym, z˙e nie dba o siebie, ale i tak jest pociągająca. Ma takie same oczy jak Joe i cho- ciaz˙ jest bardzo krótko ostrzyz˙ona, nie wygląda na agre- sywną ani na lesbijkę. Spoglądając na jej kusząco wy- krojone wargi, miał ochotę ich dotknąć. Nie, nie ulegnie tej pokusie. Amy zapewne kogoś ma i nie spodobałyby jej się takie umizgi, a jemu nie wolno zapominać o Perdy. Rok temu świat małej się zawalił, więc tym bardziej nalez˙y jej się uwaga ojca. Będzie traktował Amy tak jak kolez˙ankę z pracy, mimo z˙e nie pracują razem. Na tyle uprzejmie, by nie wywoływać tarć, ale zachowując dystans. Poruszać wyłącznie tematy niekontrowersyjne. – Jak się jechało? – zapytał. 16 KATE HARDY – Dobrze. Kawałek za miastem utknęłam za ciągni- kiem, ale to tu normalne o tej porze roku. – Gestem wskazała swój kubek. – Jest wrzątek. Zrobić ci kawę? – O tak, poproszę. – Jaka ma być? – Tylko z mlekiem, bez cukru. Sięgnęła po puszkę z kawą. – Widzę, z˙e Buster naciągnął cię na frisbee. Nau- czyłeś go, z˙eby je kładł na ziemi? – Gdzie tam. Zostawia je pod drzewami w drugim końcu ogrodu i czeka, z˙ebym je sam sobie podniósł. – Trudno uwierzyć, z˙e jego rodzeństwo wygrywa konkursy tresury. – Podała mu kubek. Gdy musnął palcami jej palce, przeszył go podejrzany dreszcz. Niedobrze. Coś takiego przytrafiało mu się tylko z Eloise. Zwaz˙ywszy, jak źle się to skończyło, nie będzie ryzykował po raz drugi, nawet gdyby się okazało, z˙e Amy nikogo nie ma. – Cassie mówiła, z˙e zatrzymasz się tu na trochę dłu- z˙ej. – Usiadł przy drugim końcu stołu, ale mimo to zauwaz˙ył, z˙e Amy ma twarz w kształcie serca oraz z˙e nie nosi obrączki. W dzisiejszych czasach to nic nie znaczy. Nie trzeba brać ślubu, z˙eby być z kimś. Piękne dłonie, takie delikatne, dłonie artystki. Od Riversów dowiedział się tylko tyle, z˙e Amy jest ich bratanicą, z˙e mieszka w Londynie i z˙e na jakiś czas zwolniła się z pracy. Cassie wyglądała na zmartwioną, więc pewnie Amy ma problemy. Nie będzie o to pytał. – Nie bój się, nie będę wam przeszkadzała. – Przepraszam, nie to chciałem powiedzieć. Wszyscy się tu zmieścimy. Pomyślałem tylko, z˙e moglibyśmy ra- zem jadać. Głupio byłoby osobno gotować. Wcale nie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Odzyskane marzenia
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: