Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00177 007011 18968396 na godz. na dobę w sumie
Ogień i monsun. Indochiny z bliska - książka
Ogień i monsun. Indochiny z bliska - książka
Autor: , Liczba stron: 352
Wydawca: Bezdroża Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-283-4989-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook (-35%), audiobook).

Jak Angkor Wat opowiada historię stworzenia Kosmosu? Dlaczego Wietnamczycy z uśmiechem serwują w pubach (także Amerykanom!) płonący shot B-52, choć to nazwa amerykańskich strategicznych bombowców dalekiego zasięgu, które siały grozę pod niebem tej części Indochin? Czym dla mieszkańców Indochin są talizmany i dlaczego kontakt z duchami uważany jest tam za oczywisty? Co z przerażającą spuścizną Czerwonych Khmerów? Dlaczego w Chiang Rai powstała Biała Światynia? Komu świat zawdzięcza złą sławę Złotego Trójkata?

Na pewno nie jest to zwyczajna książka podróżnicza. Mocny reportaż przeplata się tutaj z elementami eseju, a filozofia życia z praktycznymi podpowiedziami, jak odkrywać dla siebie Indochiny. 'To ważny kawałek naszego wymarzonego, jeszcze w czasach 'żelaznej kurtyny', świata' - mówią Lisowscy. 'Z pobudzającym zmysły, monsunowym powietrzem, soczystą zielenią palm i klimatami z filmu Pożegnanie z Afryką. I przede wszystkim z krajobrazami i nastrojami z oscarowego melodramatu Indochiny, z niezwykłą rolą Catherine Deneuve. To nastroje ze zmysłowego filmu Kochanek Jeana-Jacquesa Annaud'.

Ta książka wyrosła z wewnętrznej potrzeby autorów, jest próbą zmierzenia się z nieuchronnością losu i pełnymi bolesnych meandrów dziejami tej części Azji. Elżbieta i Andrzej Lisowscy właśnie w Indochinach przeżyli życiowe tsunami. Tego samego dnia, w odstępie kilkunastu godzin, zostali obrabowani ze wszystkiego w Phnom Penh, a jednocześnie ogień strawił ich mieszkanie na krakowskim Kazimierzu. Zawalił im się świat, ale nie odgrodzili się murem od marzeń...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Autorzy: Elżbieta i Andrzej Lisowscy Redaktor prowadzący: Paweł Sondej Redakcja: Katarzyna Wierzba Korekta: Mariusz Miodek, Izabela Sieranc Projekt graficzny i skład: Katarzyna Leja Zdjęcia: Andrzej Lisowski Zdjęcie na okładce: Andrzej Lisowski Zdjęcie autorów na skrzydełku: Katarzyna Wierzba Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniej- szej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficz- ną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towaro- wymi ich właścicieli. Autor oraz wydawnictwo Helion dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce in- formacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wy- korzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz wydawnictwo Helion nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Wydawnictwo Helion ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice tel.: 32 2309863 e-mail: redakcja@bezdroza.pl księgarnia internetowa: http://bezdroza.pl Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres: http://bezdroza.pl/user/opinie/?berycz Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję. Wydanie I ISBN: 978-83-283-4989-6 Copyright © Elżbieta i Andrzej Lisowscy, 2019 Copyright © Helion, 2019 • Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! Nasza społeczność Kup książkę Poleć książkę Kup książkę Poleć książkę Życie, modlitwa, trwanie... Kup książkę Poleć książkę Spis treści Rozdział 1 Życiowe tsunami 7 Rozdział 2 Podążaj za marzeniami 35 Rozdział 3 Kilkanaście lat wcześniej 61 Rozdział 4 Wrota Indochin 89 Rozdział 5 Wenecja Wschodu 125 Rozdział 6 Talizmany, wróżby, magia, duchy i zjawy 145 Rozdział 7 Słonie i Tak Bat 167 Rozdział 8 Z nurtem Mekongu 199 Rozdział 9 Good Morning, Wietnam! Good Morning, Sajgon! 217 Rozdział 10 Japoński smok, My Son i jazz 263 Rozdział 11 Asanha Bucha i Złoty Trójkąt 293 Rozdział 12 Powtórne narodziny 335 Kup książkę Poleć książkę Kup książkę Poleć książkę Rozdział 2 Podążaj za marzeniami Kup książkę Spokój i harmonia. Indochiny oddychają jakby innym czasem. Może dlatego tak chętnie do nich wracamy. Poleć książkę 36 Ogień i monsun. Indochiny z bliska Kup książkę Poleć książkę Półprzytomni, ogłuszeni wiadomościami z Polski i tabletkami, przeno- simy rano bagaże do większego pokoju naszego hotelu Golden Boat 72. Bezwiednie siadamy na łóżku i zatrzymujemy wzrok na kolorowym plakacie. Patrzy na nas sympatyczny goryl z angielskim przesłaniem: „ Follow your dreams”. Będzie nas hipnotyzował przez następnych dzie- sięć dni, choć planowaliśmy się tu zatrzymać na dwie, najwyżej trzy noce. „Podążaj za swoimi marzeniami”… To przesłanie towarzyszyło nam zawsze w życiu, pracy i podróżach. Staraliśmy się przekazywać je innym. I teraz uśmiechnięty goryl na plakacie z napisem „Follow your dreams” na swój sposób nas wzmacnia. Na tyle, że przełamujemy strach i zaglą- damy na Facebooka. Zamieramy już w pierwszych sekundach… Zdję- cia w sieci robią swoje. Dociera do nas, że naszego mieszkania po prostu nie ma. Już uświadomienie sobie tego jest trudne, a rozpamiętywanie w miejscu oddalonym o kilka tysięcy kilometrów – gdy nie możemy na- tychmiast wrócić do Krakowa, bo przecież skradziono nam paszporty – to prawdziwy koszmar. Zostaje Xanax i resztka birmańskiej whisky… Czytamy kolejne wpisy na Facebooku. Toniemy w morzu ciepłych słów, odruchów ludzkich serc, deklaracji konkretnego wsparcia. Nie tylko ze strony rodziny i przyjaciół, ale i zupełnie nieznanych nam ludzi. To oka- zane nam serce działa mocniej niż pożar. Nie potrafimy powstrzymać łez. Już teraz boimy się, że nie zdążymy w tym życiu odwzajemnić tyle dobra, ile do nas dociera… Zawsze mówiliśmy w filmach i pisaliśmy w artykułach, że ogień ma oczyszczającą moc. To było oczywiste w czasie słynnej fiesty Las Fallas w Walencji czy Kalipudży w Kalkucie – święta Diwali po bengalsku. Podążaj za marzeniami 37 Kup książkę Poleć książkę W ogóle w różnych religijnych rytuałach. Ale u siebie i w sobie? Chce- my wierzyć, że tak. Zresztą nie ma innej możliwości. Na razie najważniejsze są paszporty, by wrócić do Polski. W od- dziale Immigration dwóch nieobecnych duchem urzędników w garni- turach prawie nas nie zauważa. Jeden z nich, z trudem powstrzymując ziewanie, podaje druk i każe opisać miejsce i czas napadu oraz wpisać numery skradzionych paszportów. Ma kserokopie naszych dokumen- tów, ale i tak denerwuje się, gdy zaczynamy wpisywać także inne utraco- ne rzeczy. Zupełnie nie interesuje go rysopis sprawcy. „Only passports numbers!” – rzuca stanowczym tonem. Nie słuchamy i wymieniamy wszystko, co straciliśmy. Macha ręką z dezaprobatą, ale chwilę później podpisuje i stempluje, co trzeba. „Now, money!” – dodaje. Dziwimy się, że musimy płacić za protokół policyjny, ale zdesperowani kładzie- my na stole pięć dolarów. Teraz już obaj urzędnicy próbują wynegocjo- wać więcej, ale wchodzą nowi obrabowani turyści, więc z ponurymi minami wręczają nam zaświadczenie. W Kambodży nie ma polskiego przedstawicielstwa dyplomatycz- nego i w razie problemów wszystko załatwia – w ramach współpracy unijnej – ambasada Francji. Niestety, już za chwilę będzie zamknięta. Ruszamy więc na obiad. W lokalnej knajpce zamawiamy – do stolika na chodniku – makaron z jarzynami na ostro i w milczeniu patrzymy na ulicę. Nagle słyszymy gromkie okrzyki i dosłownie przed naszymi oczami śmiga motor z dwoma mężczyznami, za którymi biegnie co najmniej dwadzieścia osób. Wygląda na to, że gonią złodzieja. Nasz przypadek nie jest więc odosobniony. Później okaże się, że codziennie dotyka on w Phnom Penh co najmniej kilkunastu zagranicznych tury- stów. A ilu miejscowych? Tego nikt nie wie i nie rejestruje. Zerkamy na boki i ze zdumieniem zatrzymujemy wzrok na dwóch uzbrojonych po zęby policjantach – w hełmach i kamizelkach kuloodpornych. Nawet nie drgnęli w czasie całego zajścia… Wieczorem zamieszczamy pierwszy post na Facebooku: „Kochani! Dopiero dziś odważyliśmy się wejść na Facebooka, bo nie wiedzieliśmy, 38 Ogień i monsun. Indochiny z bliska Kup książkę Poleć książkę czy milczeć, czy krzyczeć. Jeszcze brak nam słów... Elżbieta w ogóle nie jest w stanie mówić o naszych kotach, które zginęły. Na dodatek nas okradziono (w tym paszporty) i nie możemy na razie ruszyć się z Phnom Penh, by wrócić do Krakowa (bilety mamy z Bangkoku). Zbieramy myśli, ale nie jesteśmy w stanie nie płakać, czytając Wasze wiadomości i eseme- sy pełne serca i wsparcia. Na początek dziękujemy przede wszystkim Kasi Wierzbie (przyjaciółce, dziennikarce, redaktorce naszej książki „Południ- ki szczęścia”). Dziękujemy też na tyle, na ile mamy sił wszystkim indy- widualnie. Zbieramy się i napiszemy niebawem dużo więcej od siebie. Dziękujemy, że jesteście z nami! Serdeczności z Phnom Penh!”. Rankiem w ambasadzie Francji, po kontroli przeprowadzonej przez kambodżańskich policjantów, wchodzimy na dziedziniec otoczo- ny wysokim murem i ogrodem. W niskim pawilonie witają nas uspo- kajające uśmiechy, kawa i herbata. Nie spotkało nas coś wyjątkowego. Codziennie jest zgłaszanych kilkanaście takich jak nasz przypadków, ale tylko nam spaliło się jeszcze mieszkanie, więc współczucie i życzli- we podejście jest wyraźnie wyczuwalne. Zaczynamy czuć się jak w domu. Na dodatek już o nas wiedzą, bo dzwoniła pani konsul z polskiej placówki w Bangkoku. Powiadomiona o zajściu przez MSZ, do którego zadzwonił ktoś z naszych przyjaciół. Dobrze, że przynieśliśmy – schowane w walizce – ksera skradzionych paszportów. To przyśpiesza identyfikację i wydanie nowych dokumen- tów. Nasze jednorazowe paszporty powrotne mają być gotowe na ju- tro po południu. Trochę niepewnie poruszamy się po Phnom Penh, więc z przyjemnością pomyśleliśmy o powrocie do francuskiej enklawy. Na koniec wizyty prawdziwy szok i dzika wręcz przyjemność. Dwaj policjanci z kambodżańskiej ochrony ambasady zatrzymują dla nas ruch na wielopasmowej zatłoczonej arterii, a my spokojnym krokiem przechodzimy na drugą stronę. Czujemy się lepsi? Nie, tylko na chwilę odzyskujemy równowagę i spokój. Podążaj za marzeniami 39 Kup książkę „Podążaj za marzeniami” – te słowa pozwalały nam dalej żyć... w tymczasowym domu w Phnom Penh. Poleć książkę 40 Ogień i monsun. Indochiny z bliska Kup książkę Poleć książkę Podążaj za marzeniami 41 Kup książkę Poleć książkę Kolejny poranek w Phnom Penh i wizyta w salonie fryzjerskim. Chcę nie tylko przyciąć włosy, ale i zebrać myśli, coś w sobie przełamać… Kambodżańskie fryzjerki na mój widok wybuchają śmiechem i uciekają w głąb lokalu. Nie strzygą tu panów, ale nie daję za wygraną, tłumacząc, że nigdy nie powierzam swoich włosów mężczyznom. I w końcu jedna z pań się zgadza. Pozostałe radośnie komentują, a Elżbieta wszystko fotografuje. Jest w tym coś optymistycznie oczyszczającego. I wiem już, co mam robić. Rzucam się w wir fotografowania i filmowania. Czuję przyjemność taką jak w górach, gdy znikają trudne myśli, a liczy się tylko bezpieczne postawienie stopy. Przy wielu ujęciach kamerą z ręki trzeba wstrzymywać oddech, a przecież panowanie nad nim jest podsta- wą harmonii i holistycznej medycyny Orientu. No i walki z moją astmą. Od momentu, gdy powiedziałam: „Nie lubię Phnom Penh”, minę- ły dwa dni. Miasto zaczyna nas wciągać. Po kolejnym wieczornym Xanaksie i whisky (już po wizycie Andrzeja w salonie fryzjerskim) ma- rzę tylko o prawdziwym espresso. Na rogu ulicy 172 i Pasteura dostrze- gam napis Le Bon Café. Chcę pokazać go Andrzejowi, ale widzę, że znika w głębi ulicy, biegnąc za grupą buddyjskich mnichów. We wnętrzu odurza zapach mocnej kawy i świeżo upieczo- nej, pachnącej Paryżem bagietki, a lodowaty podmuch klimatyzacji przesuwa kotarę, która dotąd odcinała mnie od świata. Wypatru- jąc Andrzeja, obserwuję ulicę pełną sprzedawców i właścicieli tuk- -tuków wyczekujących klientów. Dopiero po chwili zauważam ścianę mojej Le Bon Café całą wypełnioną kolorowymi słowami „dzięku- ję”. W kilkudziesięciu językach świata. Francuskie merci, chorwackie hvala, perskie taszakkor, rosyjskie spasiba, arabskie szukran, khmerskie oo-kun… Jest także wpis po polsku. Pytam miłej właścicielki, dlacze- go właśnie słowo „dziękuję” stało się mottem Le Bon Café. „A czy jest lepsze i bardziej uniwersalne słowo?” – z uśmiechem odpowiada 42 Ogień i monsun. Indochiny z bliska Kup książkę Poleć książkę retorycznym pytaniem. Nie mogę zaprzeczyć, zwłaszcza teraz, gdy spotyka nas tyle dobra od innych. Wraca Andrzej. To nie przypadek, że na rogu ulicy 172 i Pasteura trafiliśmy do świata „dziękuję”. Mamy i my komu dziękować. Fotogra- fujemy się na tle morza „dziękuję” w różnych językach świata, a kilka godzin później zamieścimy na Facebooku drugi post z Phnom Penh: „Kochani! Lawina ciepłych słów i wsparcia niesamowicie nas wzmacnia. Boimy się jednak powrotu do Krakowa, choć za nim tęsknimy. Dzięki Wam ten powrót będzie łatwiejszy – odzyskaliśmy uśmiech i trzymamy się marzeń. To nasz 38. dzień w podróży. Dopiero wczoraj zaczęliśmy lubić Phnom Penh. Także tutaj (niezależnie od „powitalnego” rabun- ku) spotykamy życzliwych nam ludzi, a dziś rano odkryliśmy blisko naszego hotelu sympatyczną Le Bon Café, której mottem jest słowo »dziękuję«. I my Wam dziękujemy we wszystkich możliwych językach świata, z najlepszymi energiami od dobrych ludzi”. Na zewnątrz żar, tutaj miły chłód, zamawiamy więc jeszcze jedno espresso. Andrzej tłumaczy, dlaczego tak nagle zniknął, i opowia- da o niespodziewanej sesji fotograficznej z buddyjskimi mnichami. „ Zaintrygowały mnie ich przeciwsłoneczne parasole nawiązujące w ko- lorystyce do buddyjskich szat” ‒ mówi Andrzej. „Zaraz potem zauwa- żyłem, że podchodzą do sklepików i hoteli, a ich właściciele, modląc się, ofiarowują trzem mnichom wegetariańskie pokarmy. Nie wszędzie się zatrzymywali. Widać, że mieli listę konkretnych ofiarodawców. Podobne rytuały widzieliśmy przecież w wielu miejscach Indochin, ale najczęściej były to uroczyste procesje – największa w laotańskim Luang Prabang. Ale tu było inaczej, bardziej kameralnie. Nie chciałem być in- truzem, ale gdy jeden z mnichów spojrzał na mnie z przyzwalającym uśmiechem, odważyłem się fotografować. A potem podążyłem za moją »trójką« z rozłożonymi pomarańczowo-brązowymi parasolami. Po ja- kimś czasie znikli, skręcając w bramę klasztoru, ale ten, który uśmiech- nął się do mnie, niespodziewanie wychylił się i zaprosił do środka. Prze- prosiłem, że teraz nie mogę, ale chętnie tu wrócę z żoną”. Podążaj za marzeniami 43 Kup książkę Poleć książkę 44 Ogień i monsun. Indochiny z bliska Kup książkę Poleć książkę Podążaj za marzeniami Dla Andrzeja wizyta u fryzjera była symbolicznym początkiem nowej drogi. Zanim jednak dziewczyny zabrały się do pracy, były trochę speszone, bo mężczyzna w salonie z damską obsługą to rzadki gość. 45 Kup książkę Poleć książkę Zawsze tu wracamy. Wat Pho – miejsce naznaczone sacrum i tradycją najlepszej na świecie szkoły masażu. Wrota Indochin 93
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ogień i monsun. Indochiny z bliska
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: