Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00131 011235 16963613 na godz. na dobę w sumie
Okruchy psychoanalizy. Teoria Freuda między hermeneutyką a poststrukturalizmem - ebook/pdf
Okruchy psychoanalizy. Teoria Freuda między hermeneutyką a poststrukturalizmem - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 464
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1408-2 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> klasyka literatury
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka jest propozycją nowego odczytania wybranych wątków dzieła Freuda o kluczowym znaczeniu dla jego psychoanalitycznej teorii. Autor za punkt wyjścia obrał rysującą się wyraźnie we wczesnych pracach ojca psychoanalizy - w Entwurfeiner Psychologie (Projekt psychologii) oraz w Objaśnianiu marzeń sennych - koncepcję ludzkiego 'aparatu psychicznego' oraz interpretacje patologicznych zjawisk psychicznych. W świetle tych 'okruchów' lepiej zrozumiała staje się specyficzna funkcja, jaką nadał on nieświadomemu oraz jego koncentrowanie się na językowej stronie interpretowanych zjawisk. Czytelnik zyskuje też wgląd w genealogię pojęcia nieświadomych wyobrażeń i jego przeobrażeń w psychoanalitycznej tradycji. Sporo miejsca w książce zajmują konfrontacje dzieła Freuda z tradycją europejskiej metafizyki, głównie z niemieckim idealizmem (I. Kant, J.G. Fichte, J.G. Herder).

Uwagę zwraca esej porównujący psychoanalityczny model interpretacji Hanny Segal z hermeneutyką Wilhelma Diltheya. Zdaniem autora dzieło Freuda do dzisiaj zachowuje moc inspirującą. Wynika to stąd, że nie zawiera ono w sobie teorii o samouzasadniającym charakterze, ale otwiera przestrzeń dla pytań, na które nie tylko późniejsza tradycja psychoanalityczna, ale również wiek dwudziesty nie udzielił zadowalających odpowiedzi. Jego największa wartość zawiera się właśnie w obecnych w nim niespójnościach, dylematach i rozterkach.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

PAWE£ DYBEL OKRUCHY PSYCHOANALIZY TEORIA FREUDA MIÊDZY HERMENEUTYK¥ I POSTSTRUKTURALIZMEM UNIVERSITAS OKRUCHY PSYCHOANALIZY 7676 Komitet redakcyjny: Micha³ Pawe³ Markowski, Ryszard Nycz (przewodnicz¹cy), Micha³ Pawe³ Markowski, Ryszard Nycz , Ma³gorzata Sugiera Ma³gorzata Sugiera Seria TAiWPN Universitas Horyzonty nowoczesnoœci: teoria – literatura – kultura poœwiêcona jest prezentacji studiów nad tymi nurtami w literatu- rze, teorii, filozofii i historii kultury, których specyfikê okreœlaj¹ horyzonty nowoczesnoœci. W monografiach oraz zbiorach prac polskich i t³uma- czonych, sk³adaj¹cych siê na kolejne tomy tej serii, problematyka nowoczesnoœci stanowi punkt dojœcia, obszar centralny b¹dŸ przedmiot krytycznych odniesieñ i przewartoœciowañ – pozostaj¹c niezmiennie w krêgu zasadniczych badawczych zainteresowañ. W przygotowaniu: Tom 72: Bruno Latour, Splataj¹c na nowo to, co spo³eczne. Wprowadzenie do teorii aktora-sieci Tom 75: Bo¿ena Shallcross, Rzeczy i zag³ada Tom 77: Jakub Momro, Literatura œwiadomoœci. Samuel Beckett – podmiot – negatywnoœæ PAWE£ DYBEL OKRUCHY PSYCHOANALIZY TEORIA FREUDA MIÊDZY HERMENEUTYK¥ I POSTSTRUKTURALIZMEM KRAKÓW Publikacja dofinansowana przez Instytut Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego Publikacja dofinansowana przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego © Copyright by Paweł Dybel and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2009 ISBN 97883-242-1408-2 TAiWPN UNIVERSITAS Redaktor naukowy Ryszard Nycz Opracowanie redakcyjne Wanda Lohman Projekt okładki i stron tytułowych Katarzyna Nalepa www.universitas.com.pl WSTĘP Okruchy psychoanalizy 1. Peerelu dar danajóW, czyli mOja drOga dO PSychOanalizy rosnące u nas ostatnio, szczególnie wśród młodszych bada- czy i studentów, zainteresowanie psychoanalizą, każe mi roz- począć tę książkę nietypowo, bo od opowiedzenia „osobistej” historii. jest to prawdę powiedziawszy historia dość trywialna. Obrazuje ona typową drogę „dojrzewania intelektualnego” ro- dzimych badaczy z końcem lat osiemdziesiątych i ich włączania się w dyskurs współczesnej humanistyki. ale też z tej racji ją tu przytaczam. W latach późnego Prl-u bowiem w rodzimych środowiskach naukowych pojawiły się pierwsze zwiastuny zain- teresowania psychoanalizą jako tradycją intelektualną, w której wykształcił się nowy sposób myślenia o człowieku i kulturze. Przestano widzieć w niej jedynie teorię psychologiczną (i za- razem psychiatryczną), ale zaczęto dostrzegać, że wywarła ona również ogromny wpływ na dwudziestowieczną humanistykę i filozofię.  Wstęp. Okruchy psychoanalizy a oto zapowiedziana historia. Kiedy gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych, jako świe- żo upieczony doktor, zastanawiałem się usilnie nad tym, jaką problematyką filozoficzną będę się dalej zajmować, sądziłem, że dotyczyć ona będzie dwudziestowiecznej niemieckiej feno- menologii i hermeneutyki, którymi do tej pory głównie się zaj- mowałem. ale decyzję o tym, jaka to będzie konkretnie proble- matyka, odkładałem z miesiąca na miesiąc, starając się możliwie jak najdłużej pozostawać w owym skądinąd bardzo wygodnym stanie nieważkości (czy, mówiąc po derridiańsku, „niezdecydo- wania” czy „nierozstrzygalności”), kiedy to młodemu badaczowi wydaje się, że cała dziedzina, której niewielki fragment do tej pory poznał, stoi przed nim otworem. nadszedł jednak dzień, w którym twarda socjalistyczna rzeczywistość brutalnie upo- mniała się o swoje prawa. Oto na jednym z cotygodniowych po- siedzeń zakładu iFiS Pan, w którym wtedy pracowałem, jego kierowniczka zakomunikowała nam, że otrzymała od dyrekcji szczegółowe wytyczne dotyczące naszych najbliższych pięcio- letnich planów badawczych. i po krótkiej dyskusji ze starszymi kolegami zwróciła się do mnie w te słowa: „masz do wyboru między fenomenologią ingardena, filozofią analityczną i psycho- analizą Freuda. Wybieraj!” no cóż, akurat fenomenologia ingardena nie za bardzo mnie pociągała, tym bardziej, że mieliśmy już w zakładzie badaczkę, która się nią zajmowała. Filozofia analityczna od samego począt- ku wydawała mi się trochę przelewaniem z pustego w próżne, zaś wszelkie dokonywane przez przedstawicieli tego nurtu krytyki fe- nomenologii husserla i heideggera uważałem za nieporozumie- nie. Pozostawała psychoanaliza Freuda, o której miałem wówczas mętne wyobrażenie, ukształtowane głównie na podstawie dość pobieżnej lektury Wstępu do psychoanalizy. W tym czasie jed- nak ukazała się u nas Egzystencja i hermeneutyka Paula ricoeura, w której w kilku esejach próbował on dokonać swoistego „zapo- średniczenia” między hermeneutyczną i psychoanalityczną te- orią interpretacji. Wydawało mi się to wtedy dość interesujące. Postawiony więc w dramatycznej sytuacji wyboru typu „albo – albo” zdecydowałem się ostatecznie na ten ostatni temat. Wstęp. Okruchy psychoanalizy  Po cichu przy tym mówiłem sobie, że i tak będę się nadal głów- nie zajmował fenomenologią i hermeneutyką. natomiast badanie wpływu teorii psychoanalitycznej Freuda na filozofię współczes- ną będzie co najwyżej moim intelektualnym hobby i sprowadzi się do napisania około trzydziestu wymaganych stron maszyno- pisu rocznie (jak to zresztą wówczas czyniło wiele osób pracują- cych w instytucie, wychodząc ze skądinąd słusznego założenia, że tego i tak nikt nie czyta). W ten sposób uda mi się oszukać administracyjnych zwierzchników, nie podnosząc miecza na filo- zoficzne dzieci, które były mi wówczas najbardziej bliskie. Wydawało mi się przy tym, że całe dzieło Freuda to właści- wie bardziej literatura niż nauka, a tym bardziej filozofia. jego interpretacje i opowieści o chorobach pacjentów czyta się niemal jak kryminały, w dodatku pełne są one różnych pikantnych szcze- gółów natury erotycznej. zajmowanie się tym wszystkim nie po- winno więc pochłaniać tyle czasu, co lektura arcytrudnych filozo- ficznie tekstów husserla, heideggera czy gadamera. natomiast cała teoria tego „ojca psychoanalizy” wydaje się w gruncie rze- czy dość naiwna w swym roszczeniu do wyjaśniania wszystkiego przez seksualność i prymitywna w swym dziewiętnastowiecz- nym naturalizmie. Tym bardziej, że – jak wówczas sądziłem – jej wpływ na filozofię i nauki humanistyczne jest dość śladowy i tak naprawdę ogranicza się do kilku autorów i nurtów. ale już po kilku miesiącach uważniejszego zapoznawania się z nowym „polem przedmiotowym” zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo było to mylne, żeby nie powiedzieć, dyletanckie mniemanie. ze zdumieniem stwierdziłem, że sto- pień intelektualnego wyrafinowania tych tekstów, ich osobliwa spekulatywność, nie ustępuje w niczym filozoficznej złożoności husserlowskiego czy heideggerowskiego dyskursu. Tyle że jest to złożoność całkiem innego rodzaju, w której żywioł myślenia teoretycznego organizuje innego typu wyobraźnia. nie mówiąc już o przepięknej, jakże uderzającej w swej prostocie, niemczyź- nie, w jakiej zostały napisane. inna sprawa, że ówczesne polskie przekłady, wzorowane na ciężkim, napuszenie scjentystycznym języku przekładów angielskich oraz pełne terminologicznych nieścisłości i pomyłek, dawały tego tylko mgliste przeczucie.  Wstęp. Okruchy psychoanalizy utrwaliło mnie to w przekonaniu, że jeśli chce się wniknąć we wszystkie zawiłości i złożoności ukazanego w dziele Freuda obrazu ludzkiej psychiki i kultury, trzeba je czytać w oryginale. W dodatku to, co się zwykło określać mianem „teorii psy- choanalitycznej” wypracowanej przez tego autora, nie ma bynaj- mniej postaci zamkniętej. nie jest to teoria, która uzasadnia samą siebie, zgłaszając roszczenie do wyjawienia ostatecznej prawdy o człowieku i powikłaniach jego psychiki. jest ona pełna różnych niedopowiedzeń i wieloznaczności, miejscami zaś wewnętrznie popękana i sprzeczna. Otwiera ona wprawdzie całkiem nowy ob- szar refleksji nad człowiekiem i jego kulturą, niemniej jednak, tak naprawdę, nic nie zostało w niej rozstrzygnięte raz na zawsze i dopowiedziane do końca. nie została w niej dana odpowiedź na pytania Sfinksa – a tym samym rozwiązana „zagadka” człowieka – ale przeciwnie. Stał się on w niej dla siebie poniekąd jeszcze bardziej problematyczny niż dotychczas. Ostatecznie ten narzucony mi przez panowską administra- cję pięcioletni „plan badań” okazał się z czasem prawdziwym koniem trojańskim, który, wpuszczony do „zagrody” strzegącej moje dotychczasowe „pole badawcze”, dokonał tam prawdzi- wych spustoszeń. Sprawił też, że szybko zdałem sobie sprawę z tego, iż obrana przeze mnie strategia „sabotażu” odgórnych zaleceń administracji jest równie nonsensowna, jak same te za- lecenia. zamiast więc poczytywać Freuda w chwilach wolnych dla rozrywki (w autobusie, w tramwaju, do poduszki), zacząłem ślęczeć godzinami nad jego tekstami w bibliotekach i w domu (na szczęście jego dzieła zebrane były dostępne w bibliotece Ośrodka austriackiego w Warszawie i częściowo na germanistyce uW), traktując jak najbardziej poważnie mój „wolny” wybór. z czasem też naturalnie tym lekturom zaczęła towarzyszyć coraz większa fascynacja ich przedmiotem, niezwykle złożo- ną problematyką Freudowskich tekstów, formułowaną często w pięknym, niemalże literackim stylu. ich uważna lektura kazała  Wyobrażenie o stopniu zniekształcenia i uproszczenia faktycznej wymo- wy dzieła Freuda w angielskich przekładach daje książka Bruno Bettelheima, Freud i dusza ludzka, tłum. d. danek, Warszawa 1991. Wstęp. Okruchy psychoanalizy  mi też stawiać pod ich adresem pytania jak najbardziej filozoficz- ne. Pytania o założenia psychoanalitycznej interpretacji, o usytu- owanie dwóch topik ludzkiej psychiki na tle dotychczasowych filozoficznych koncepcji świadomości, o rysującą się w nich koncepcję genealogii ludzkiej kultury itd. Wiązał się z tym rodzaj mojej intelektualnej „emancypacji”. Wszak byłem wtedy w dużej mierze typowym produktem Prl-u: młodym badaczem o dość zaściankowej mentalności, który po- zbawiony szerokiego dostępu do prac, pojawiających się w tym czasie na zachodzie, łatwo ulegał fascynacjom różnymi docie- rającymi do kraju w sposób szczątkowy i pośredni koncepcja- mi. dopiero wyjazd na stypendium alexandra von humboldta do heidelbergu (po wielkich bojach z administracją panowską i partyjną egzekutywą) oraz do instytutu nauk o człowieku we Wiedniu sprawił, że mogłem bezpośrednio i bez żadnych ograni- czeń zacząć studiować interesujące mnie wtedy teksty oraz nawią- zać bliższe kontakty z badaczami zajmującymi się podobną prob- lematyką. Pozwoliło mi to też lepiej zdać sobie sprawę z istotnej roli, jaką psychoanaliza Freuda odegrała w dwudziestowiecznej myśli humanistycznej i filozoficznej, stając się organiczną częś- cią tej tradycji oraz naocznie przekonać się, jak ogromny wpływ wywarła na samowiedzę tamtejszych społeczeństw. Tam też po raz pierwszy zetknąłem się z tekstami lacana i derridy, z których wówczas jeszcze niewiele rozumiałem poza niejasnym przeczuciem, że w „poststrukturalistycznych” koncep- cjach tych autorów dokonuje się prawdziwy przełom, wprowa- dzający do współczesnej humanistyki i filozofii całkiem nowy dyskurs o człowieku i jego kulturze. dzisiaj mogę więc powie- dzieć, że ów „dar danajów”, jakim był narzucony mi w latach osiemdziesiątych przez panowską administrację „wolny wybór” pola badawczego, odegrał decydującą rolę w ukształtowaniu się moich późniejszych zainteresowań. 10 Wstęp. Okruchy psychoanalizy 2. czy Freud Był naTuraliSTą? OPOzycja lOgOSu i POPĘdu nie należy jednak zapominać, że jakkolwiek w czasach późne- go Prl-u, począwszy gdzieś od lat siedemdziesiątych, otworzyły się pewne możliwości wyjazdu polskich pracowników nauko- wych na uczelnie zachodnie, były one ograniczone i prowadziły tylko do częściowego zniesienia izolacji rodzimej nauki w stosun- ku do tego, co działo się wówczas w nauce światowej. dotyczyło to przy tym – ze zrozumiałych względów natury „ideologicznej” – szczególnie takich dziedzin jak filozofia i nauki humanistyczne. W rezultacie recepcja wielu dominujących wówczas na zachodzie nurtów w tych dziedzinach była u nas często nadal bardzo jedno- stronna, schematyczna i okrojona. Przy czym w przypadku psychoanalizy, poza restrykcjami i ograniczeniami o charakterze czysto ideologicznym biorącymi się stąd, iż w ślad za wskazaniami lenina i Stalina zaliczono ją do nurtów „burżuazyjnych”, istotne znaczenie miał u nas również czynnik związany ze stanowiskiem, jakie wobec psychoanalizy zajęli jeszcze w okresie międzywojnia hierarchowie Kościoła ka- tolickiego, upatrując w szczególnym nacisku, jaki został w niej po- łożony na rolę popędów seksualnych i śmierci w rozwoju ludzkiej psychiki i kultury, śmiertelne zagrożenie dla samych podstaw, na jakich w tradycji chrześcijańskiej oparta została wizja człowieka i świata. W tym kontekście nieufność, jaką w okresie powojennym wobec psychoanalizy żywiły władze komunistyczne, upatrując w niej jedną ze wstecznych ideowo, burżuazyjnych teorii i tępiąc ją na uniwersytetach i w klinikach, zbiegała się – paradoksalnie – z wrogim nastawieniem do niej Kościoła i jego konserwatyw- nych zwolenników, których nie tylko w naszym społeczeństwie, ale również i w środowisku naukowym nigdy nie brakowało. Trzecim czynnikiem było – sięgające również czasów mię- dzywojnia – zwykłe dyletanctwo rodzimych środowisk arty- stycznych i intelektualnych w tej materii. znajdowało ono swój wymowny wyraz w efektownych retorycznie sądach krytycz- nych i w dość głupawych dowcipach o Freudzie, na jakie w swo- Wstęp. Okruchy psychoanalizy 11 ich wspomnieniach i publicystyce silili się tacy nestorzy polskiej poezji jak julian Tuwim czy jan lechoń, czy niekwestionowane moralne autorytety jak antoni Słonimski. z tym podejściem ko- respondowała szczególna popularność, jaką, począwszy gdzieś od lat siedemdziesiątych, zyskali u nas uczniowie i kontynuato- rzy Freuda z „drugiego szeregu”, Karen horney i erich Fromm, którzy rozpowszechnili mniemanie, jakoby jego teoria, niezależ- nie od zawartych w niej rewelacji i „odkryć”, nosiła znamiona dość prymitywnego naturalizmu. równocześnie niemalże nieznane pozostawały u nas pojawia- jące się od lat dwudziestych w niemczech, we Francji, w Szwaj- carii i w krajach anglosaskich odczytania psychoanalizy jako rodzaju hermeneutyki, która w istocie zakłada nowego rodzaju koncepcję sensu (l. Binswanger), próby jej łączenia z fenomeno- logią husserla i heideggera (m. Boss, W.v. Frankl, m. merleau- Ponty), odczytania egzystencjalne (j.P. Sartre), jej szeroki odbiór w naukach społecznych (T. Parsons, Th. Veblen, n. elias i inni), w filozofii analitycznej (r.Wollheim, m. edelson) czy wreszcie jej istotny wpływ na antropologię strukturalną claude lévi-Straussa, a także zdumiewające wręcz zbieżności ze strukturalno-lingwi- stycznymi koncepcjami języka F. de Saussure’a czy r. jakobsona. znamiennym tego świadectwem było, że kiedy Krzysztof Pomian, czołowy rodzimy propagator myśli francuskiej w latach sześćdzie- siątych, pisał obszerny wstęp i komentarz do Antropologii struk- turalnej, o kluczowej roli – obok teorii de Saussure’a – Freuda w kształtowaniu się teorii lévi-Straussa nie wspominał ani sło- wem. i to mimo tego, że w samej tej książce znajdziemy wręcz bezpośrednie wypowiedzi jej autora na ten temat. działo się tak naturalnie m.in. z racji wspomnianego ograni- czonego dostępu polskich badaczy do myśli filozoficznej i hu- manistycznej zachodu. Po trosze jednak również z racji tego, że podobne odczytania i kontynuacje Freudowskiej teorii nie bardzo pasowały do ustalonych już w międzywojniu poglądów na jej temat, których większość gotowa była trzymać się dość kurczowo. Wygodniej było w tym wypadku oprzeć się na zbież- nych z tymi poglądami krytycznych sądach horney czy Fromma niż na jakichś zupełnie z nimi niekorespondujących hermeneu- 12 Wstęp. Okruchy psychoanalizy tycznych, fenomenologicznych czy strukturalistycznych reinter- pretacjach. albo zwrócić się ku pozostającej zasadniczo w zgo- dzie z metafizyczną tradycją zachodu (głównie ze schematami wypracowanymi w ramach kantowskiego i neokantowskiego transcendentalizmu) psychoanalizie c.g. junga i podkreślać jej związki z religią czy gnozą. Kiedy więc pisałem moją pracę habilitacyjną, korzystając z dobrodziejstw szerokiego dostępu do filozoficznej literatury na temat Freudowskiej psychoanalizy w czasie pobytu w heidelber- gu, poza książką zofii rosińskiej Psychoanalityczne myślenie o sztuce nie było u nas praktycznie żadnej poważnej rozprawy, która by przybliżała polskiemu środowisku naukowemu tę tra- dycję interpretacyjną. zarazem jednak już wtedy miałem niejas- ne przeczucie, że zajmuję się tradycją, która, wprawdzie istotna z perspektywy historii oddziaływań Freudowskiego dzieła (no i naturalnie, jako dotychczas w Polsce niemalże nieznana, war- ta przyswojenia rodzimym środowiskom naukowym), w jakiejś mierze należy już do przeszłości. To przeczucie wiązało się z „odkryciem”, że oto, począwszy gdzieś od lat sześćdziesiątych, w myśli filozoficznej i humani- stycznej zachodu pojawił się szereg książek – już to bezpośred- nio poświęconych Freudowi, już to powołujących się na niego jako na jedno ze źródeł inspiracji – których autorzy proponowali całkiem nowy typ lektury jego dzieła, wskazując na jego filozo- ficzny wymiar zapoznany przez dotychczasową tradycję. Był to całkiem inny typ lektury niż ten proponowany przez ricoeura czy habermasa, m.in. z racji tego, że znakomita większość tych auto- rów próbowała – trochę wzorem lévi-Straussa – odczytywać to dzieło pod kątem sposobu, w jaki został w nim ujęty związek po- pędów z językiem. ze względu na fakt, że filozoficzne koncepcje tych autorów wyrastały w dużej mierze ze strukturalistycznych teorii języka, przekształcając je zarazem dość radykalnie, okrzyk- nięto ich wkrótce „poststrukturalistami” (chociaż naturalnie każ- dy z nich gwałtownie wypierał się tego określenia). mam tutaj na myśli prace Barthesa, Foucaulta, derridy, lyotarda, no i przede wszystkim lacana. Tym, co było wspólne autorom tych prac to zwrócenie uwagi na ścisły związek między Wstęp. Okruchy psychoanalizy 13 teorią popędu Freuda a genialnymi wręcz, często prekursorskimi wobec tradycji strukturalistycznej, spostrzeżeniami tego autora odnośnie do różnych form manifestacji owych popędów na pozio- mie języka. i jakkolwiek każdy z nich ów związek interpretował inaczej, to wskazanie przez nich na ten czysto „lingwistyczny” wymiar myśli autora Objaśniania marzeń sennych miało znacze- nie przełomowe. Sprawiło, że zawarta w dziele Freuda koncepcja człowieka i kultury przestała być odczytywana głównie pod ką- tem wykazywanych przez tego autora „przedjęzykowych” popę- dowych sił tkwiących w nieświadomym, ale samo nieświadome zaczęto rozpoznawać jako odniesione już z góry do języka, tyle że jego „przedstawienia” zorganizowane są zupełnie inaczej niż ma to miejsce w przypadku wszelkich świadomych form wypo- wiedzi. zgodnie z tym rozpoznaniem popędowe „przedstawienia” nieświadomego stanowią już część języka, problem tylko w tym, że to, co wypowiadają, jawi się jako czysty nonsens, nie przystaje w żaden sposób do tego, co zwykliśmy tradycyjnie kojarzyć z tym, co językowe. Przełom polegał na tym, że na gruncie podobnych odczytań nie sposób już było traktować Freuda jako „naturalistę”, który – podobnie jak darwin i XiX-wieczny pozytywizm – ujmu- je ludzkie popędy jako, mimo wszelkich występujących różnic w ich ustrukturowaniu, ostatecznie głęboko spokrewnione ze zwierzęcymi instynktami (stąd krytyka angielskich tłumaczeń). Skoro bowiem popędy te przejawiają się w ludzkich działaniach jedynie o tyle, o ile pozostają już w organicznym splocie z ję- zykiem, to – po pierwsze – między tym, co ludzkie i zwierzęce ma miejsce zasadniczy rozziew. Polega on na tym, że nawet, jak się wydaje, popędowo zdeterminowane, „nonsensowne” zacho- wania ludzkie odniesione są do sfery sensu – choćby z tej racji, że stanowią rodzaj naruszenia czy negacji tego, co się uznaje za zachowanie „sensowne”.  na bardzo złożoną postać relacji, w jakiej u Freuda pozostaje sfera wy- partych „nieświadomych wyobrażeń” dających się interpretować z popędem oraz na to, jak dalece relacja ta przyjmuje całkiem nową postać w teorii lacana wskazuje marek drwięga w swojej książce Człowiek utajonych pasji. Szkice o psychoanalizie, Kraków 2006. Wypadałoby podkreślić, że na tle większości 14 Wstęp. Okruchy psychoanalizy ujęcie to implikuje jednak równocześnie, że – po drugie – na przedział między tym, co ludzkie i zwierzęce, o którym decyduje pozostawanie w obszarze języka lub poza jego obrę- bem, nakłada się przedział dotyczący samego człowieka i za- rysowujący się w języku. jest to przedział między działaniami człowieka (zachowaniami czy wypowiedziami), które, tak czy inaczej, wpisują się w „gramatykę” akceptowalnych społecznie norm i zasad, a działaniami, które naruszając owe normy, jawią się jako „nonsensowne”. Ten przedział ma wówczas postać pęk- nięcia, zasadniczej niewspółmierności między dwoma oblicza- mi tego, co ludzkie, niewspółmierności, która jednak zarazem o nim jako takim stanowi. Obecne w dziele Freuda rozpoznania i interpretacje dotyczą- ce różnorakich „tajemniczych” związków ludzkich popędów z językiem pozwalały mówić o nowej psychoanalitycznej antro- pologii, jaka wyłania się z jego prac. Podstawowym założeniem tej antropologii było przekonanie, że wszelkie ludzkie zacho- wania, wypowiedzi, przeżycia, zjawiska psychiczne, w których na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z czystą manifestacją popędów erosa czy Tanatosa, są zawsze już „zapośredniczone” językowo i tym samym należy je rozpatrywać ze względu na ich „sens”. Tak też należy rozumieć uporczywe powtarzanie przez Freuda, iż czynności pomyłkowe, marzenia senne i symptomy „mają sens”. jeśli bowiem jawią się nam jako „nonsensowne” to właśnie dlatego, że są już immanentnie odniesione do sfery tego, co zwykliśmy za sens uważać. innymi słowy, ich doświadczenie przez nas jako „nonsen- sownych” świadczy o tym, że – paradoksalnie – rozpoznajemy je jako w ich „negatywności” odniesione do sfery sensu. nawet bowiem jeśli ze względu na swą zniekształconą językową postać nie dają się bezpośrednio włączyć w obszar tego, co za sens – lub sensowne – uważamy, to pozostają z nim już z góry w określo- nej relacji. a w takim razie wszystko to, co do tej pory w za- prac rodzimej literatury poświęconej Freudowi i lacanowi wspomniana książ- ka wyróżnia sie tym, że argumentacja autora nie ma w niej postaci „luźnych asocjacji” (czyli swobodnego kojarzenia wszystkiego ze wszystkim), ale jest napisana w sposób bardzo rzetelny i kompetentny. Wstęp. Okruchy psychoanalizy 15 chowaniach ludzkich traktowano jako pozbawioną sensu czystą manifestację popędów, zaliczając je do pozajęzykowej dziedzi- ny patologii, perwersji czy szaleństwa, w istocie do sfery języka i sensu należy. Tyle że jako jego nieodłączna druga strona, re- wers, przedrzeźniający go cień. z dłuższej perspektywy czasu okazało się więc, że najbardziej istotny przełom, jaki w ujęciu „tego, co ludzkie” i tworzonej przez człowieka kultury wprowadzał Freud, nie sprowadzał się do „od- krycia” nieświadomego i wskazania na kluczową rolę popędów seksualnych i śmierci w kształtowaniu się ludzkiego życia psy- chicznego. Polegał on raczej na wykazaniu, że nawet najbardziej zdawałoby się „nonsensowne” działania ludzkie są już zawsze „zapośredniczone” językowo. Tyle że stanowią one wówczas rodzaj „negacji” tego, co człowiek zwykł za sens uważać. Była to prawdziwa rewolucja w rozumieniu „istoty” tego, co ludzkie, komplikująca dotychczasowy obraz człowieka jako animal ratio- nale, w którym sfery tego, co językowe a co nie, były zazwyczaj wyraźnie od siebie odgraniczone. Okazało się bowiem, że zasadniczy przedział przebiega w człowieku nie między tym, co w nim specyficznie „ludzkie”, tradycyjnie utożsamiane z tak lub inaczej ujętą „rozumnością”, a „zwierzęce”, należące do przedrozumnej (czy przedjęzykowej) sfery popędów czy instynktów. Przedział ten przebiega w obrębie samej ludzkiej „rozumności” (języka). z jednej strony mamy więc „świadome” zachowania lub wypowiedzi ludzkie, które dają się rozpatrywać w kontekście związku celów i zadań uznanych przez daną społeczność kulturową za „sensowne” (wzgl. im „świado- mie” przeczą) i są możliwe do wyartykułowania w języku. z dru- giej strony konfrontowani jesteśmy nieustannie z zachowaniami czy wypowiedziami, które jawią się wprawdzie jako całkowicie nonsensowne (tzn. zdaje się im nie przysługiwać żadna świado- ma intencja ze strony podmiotu), a jednak również i one znajdują swoją językową artykulację. W wypadku tych ostatnich odnosi się wrażenie, jakby to nie „rozum”, ale sam popęd zawłaszczył dla siebie język i posługuje się nim dla wypowiedzenia swoich własnych, niedających się ująć w ramy jakiejkolwiek racjonalnej logiki, „celów”. 1 Wstęp. Okruchy psychoanalizy W rezultacie pęknięcie nie przebiega tutaj – jak to dotychczas ujmowano – między duszą i ciałem, tym, co rozumne i co popędo- we, co językowe i pozajęzykowe, między tym, co ludzkie i zwie- rzęce, a więc między sferami pojętymi jako odrębne w stosunku do siebie „substancje”. Pęknięcie przebiega w obrębie samego języka, w którym nieustannie oddziela się od siebie i zapośredni- cza ze sobą to, co ludzkie i nieludzkie, rozumne i szalone (popę- dowe), sensowne i pozbawione sensu, normalne i patologiczne, swojskie i traumatyczne, akceptowalne społecznie i perwersyjne. jeśli więc język jest wyróżnionym miejscem, które zamieszkuje człowiek – i które czyni go dopiero człowiekiem – to jest to miej- sce dwoiste, pęknięte w sobie, podatne w równej mierze na dzia- łanie przeciwstawnych sobie, walczących ze sobą od samego po- czątku ludzkich dziejów, sił. Siły te w psychoanalitycznej teorii Freuda reprezentują nie tyle – jak zwykło się powszechnie sądzić – eros i Tanatos, co l o g o s i P o p ę d. To one dopiero kierują się w realizacji swoich celów dwiema radykalnie niewspółmier- nymi ze sobą „logikami”, które w swej odmienności, skazane na siebie, uniemożliwiają już z założenia jakąkolwiek jednolitą for- mułę ludzkiego bytu. Każda z nich kształtuje się i ustanawia swą dominację w poszczególnych obszarach ludzkiego życia jedynie poprzez „wyparcie” drugiej, ta ostatnia jednak tym samym jest jej warunkiem możliwości i niemożliwości zarazem. jeśli więc siły logosu w jakiejś mierze współdziałają i wyko- rzystują dla siebie dążenie erosa do ustanawiania różnych form organicznej jedności w życiu, to zarazem dopiero właściwa im „autorefleksyjność”, zdolność nieustannego różnicowania się w stosunku do siebie jest źródłem ukonstytuowania się jakiego- kolwiek „sensu”. W tej perspektywie logos jest nie tyle „prze- dłużeniem” erosa, produktem sublimacji jego „jednoczących” życiodajnych sił, co wyrastającą na jego podłożu, ale zarazem przekraczającą go tendencją do ustanawiania jedności sensu na drodze „dystansowania się” wobec tego, co eros w swym nie- ustannym samorozdzielaniu się ustanawia jako życiową jedność. i jakkolwiek Freud nigdzie nie wprowadza wprost tego rozróż- nienia, to jest ono wyraźnie implikowane w sposobie, w jaki uj- muje on proces „introjekcji” ojcowskich zakazów przez podmiot. Wstęp. Okruchy psychoanalizy 1 W wyniku tego procesu dopiero kształtuje się ono jako świado- me siebie, kulturowe ja, orientujące się w swym postępowaniu według „uwewnętrznionych” nakazów nad-ja. W tym punkcie jednak trudno jest jeszcze mówić o „rewolu- cyjności” jego podejścia, jeśli chodzi o ujęcie pozycji ludzkiego podmiotu w języku i wobec języka. co najwyżej mamy tu do czynienia z nową – w porównaniu choćby z ujęciami wykształ- conymi w tradycji niemieckiego idealizmu czy w filozofii życia diltheya – wykładnią autorefleksyjnej struktury logosu, którą w ujęciu freudowskim wyznacza proces introjekcji ojcowskiego zakazu. W wyniku tego procesu ludzkie ja w swoich działaniach zawsze jest już odniesione do „nadzorującej” je instancji nad- ja, rozpatrując „sens” owych działań zawsze poprzez odniesienie do tego, co owa instancja uznaje za obowiązującą bezwzględnie, nieprzekraczalną normę. doceniając nowatorski charakter tego ujęcia można by natu- ralnie równocześnie powątpiewać czy oddaje ono sprawiedliwość autorefleksyjnej strukturze logosu, choćby w tej postaci, w jakiej została ona wydobyta w koncepcjach niemieckiego idealizmu – u hegla, Schellinga czy u wspomnianego diltheya. Pytaniem jest bowiem, na ile Freud zwracając uwagę na pewien bez wątpienia pomijany przez te koncepcje aspekt funkcjonowania tej struktury (tzn. podległość ja wobec nad-ja), nie dostrzega jego w istocie partykularnego charakteru i czyni go jej podstawowym wyznacz- nikiem. na ile pomija zatem w swej koncepcji to, że również sposób odniesienia nad-ja do ja podlega zasadzie refleksyjno- ści (i autorefleksyjności). W wyniku tego nie tylko nieustannej zmianie ulega w ludzkiej historii postać zakazów, jakie nad-ja formułuje wobec ja, ale również – w przypadkach skrajnych – są one przez nie niekiedy poddawane w wątpliwość w ich rygory- stycznej apodyktyczności. ale prawdziwie rewolucyjna nowość w rozpoznaniu przez Freuda „tego, co ludzkie” polega na uznaniu przez niego, że stano- wi o nim immanentny związek Popędu z językiem. Poświadczają to wymownie jego analizy czynności pomyłkowych, symptomów, no i przede wszystkim marzeń sennych. W analizach tych stara się on wykazać jak dalece w wypowiedziach pacjentów z pozoru 1 Wstęp. Okruchy psychoanalizy całkowicie nonsensownych, ich poszczególnych słowach niepa- sujących do sytuacyjnego kontekstu, zniekształceniach postaci fonetycznej itd. dają o sobie znać ich wyparte popędowe dążenia. nie mogąc zostać wypowiedziane w języku ze względu na swój „sens”, gdyż go ze swej istoty nie posiadają, zawłaszczają one poszczególne, oderwane fragmenty jego „znaczących”, znajdu- jąc w ten sposób swoją „reprezentację”. jawią się one wówczas jako „nonsensowne”, ponieważ w spo- sobie, w jaki się manifestują w języku, nie chodzi o wypowiedze- nie jakiegoś „sensu”, lecz o danie wyrazu samemu, uwarunkowa- nemu popędowo, pragnieniu podmiotu. Owo pragnienie, artyku- łując się w ten sposób w języku, odczytywane jest przez otoczenie jako „bez sensu”, gdyż... w istocie jest „bez sensu”. ale też ze swej istoty dąży ono do tego, aby się „zaprezentować” w zna- czących języka. dlatego o żadnym zachowaniu zwierzęcym nie powiemy, że jest „bez sensu” w tym znaczeniu, w jakim mówimy o ludzkich czynnościach pomyłkowych, symptomach czy marze- niach sennych. Żadne z tych zachowań, choćby najbardziej nam zagrażające, nie rodzi w nas poczucia owej osobliwej niepoko- jącej obcości, jakiej doświadczamy w obliczu „nonsensownych” wypowiedzi i zachowań osób szalonych, histeryków czy czyjejś pomyłki. albo wysłuchując czyjejś opowieści o snach. dzieje się tak dlatego, ponieważ w tym wypadku określenie tych zjawisk i czynności jako „nonsensownych” oznacza w isto- cie rozpatrywanie ich jako immanentnie odniesionych do sfery języka. mamy tutaj do czynienia nie tyle z doświadczeniem prze- działu między tym, co ludzkie i zwierzęce, co z doświadczeniem przedziału w obrębie „tego, co ludzkie”; w sposobie, w jaki sam język rozdwaja się w człowieku na to, co jest w nim domeną jego refleksyjnej „wolności” oraz na to, co jest w nim z nią niewspół- mierne, podlegając przerastającym go mocom Popędu. Wskazując na pragnienie podmiotu, jako na właściwy punkt odniesienia dla „zrozumienia” różnych nonsensownych zachowań i wypowiedzi pacjentów, Freud nie ma na myśli tylko jakiegoś akcydentalnego, przejściowego „stanu” ludzkiej psychiki, który byłby ściśle powiązany z równie akcydentalnymi, wypartymi wy- obrażeniami popędowymi. W tym wypadku chodzi o wyznacza- Wstęp. Okruchy psychoanalizy 1 jące w sposób trwały „pozycję” podmiotu wobec innych i świata nastawienie, które rozpoznawalne jest we wszelkich jego „non- sensownych” zachowaniach symptomatycznych czy wypowie- dziach. Tym samym zaś chodzi o sam nonsensowny, określony popędowo „rdzeń” tożsamości podmiotu. To w nim zakorzeniona jest destrukcyjna tendencja podmywająca wszelkie wyznaczone sobie przez ów podmiot życiowe cele i opierająca się wszelkim próbom jej „racjonalizacji”. Tendencja ta pozostaje w głębokim, nierozwiązywalnym konflikcie z podstawowymi normami okre- ślającymi międzyludzkie relacje w ramach danej społeczności. Freud wykazuje zatem, że najbardziej fundamentalne pęk- nięcie przebiega w samym człowieku, znajdując swe wymowne poświadczenie w jego języku, rozszczepionym w nim na zacho- wujący strukturę refleksyjności język świadomości i zawłasz- czony przez Popęd język pragnienia podmiotu „nonsensownie” nastawiony na powtórzenie pewnego typu popędowej satysfak- cji. Te dwie „postaci” języka są zasadniczo niewspółmierne, obie nastawione są na realizację zupełnie innego rodzaju „celów”. W rezultacie przez cały czas pozostają ze sobą w stanie głębo- kiego konfliktu, nie będąc w stanie wysłuchać i „zrozumieć” racji drugiej strony. jedyne, co jest możliwe, to uzyskanie na drodze terapeutycznej „mediacji” stanu względnej równowagi między nimi. doprowadzenie do stanu swoistego ich wyciszenia, który jednak w każdej chwili jest zagrożony rozpadem. zarazem jednak dopiero to pęknięcie między językiem na- stawionym na refleksyjne ustanawianie sensu i poddawanie go kontroli świadomości oraz językiem nieświadomego zawłaszczo- nym przez Popęd i „nonsensownie” zmierzającym do powtórze- nia pierwotnego traumatycznego doświadczenia przyjemności/ nieprzyjemności czyni człowieka człowiekiem. Ono też sprawia, że niemożliwe jest poddanie człowieka jakiejś „jednoznacznej” definicji, która wyczerpywałaby jego istotę. Taka „istota” tego, co ludzkie, w postaci zbioru przysługujących tylko człowiekowi własności i cech, po prostu nie istnieje. Tym bardziej niemożliwe jest określenie „celu”, do którego zmierza on w swoich dziejach, wraz z którego osiągnięciem uzyskałby on pełnię własnej samo- wiedzy. 20 Wstęp. Okruchy psychoanalizy Podobne myślenie o człowieku, właściwe całej niemal meta- fizycznej tradycji zachodu, począwszy od Platona i arystotelesa, poprzez średniowiecze i nowożytność, aż po ujęcie marksa i po- zytywizm, załamuje się po raz pierwszy tak radykalnie w teorii psychoanalitycznej Freuda. To też sprawia, że już na progu no- woczesności nawiązują doń wszyscy autorzy, dla których wszel- kiego rodzaju antropologiczny esencjalizm stał się wysoce prob- lematyczny – twórcy współczesnej antropologii filozoficznej, Scheler, Plessner i gehlen, jeszcze później zaś przedstawiciele Szkoły Frankfurckiej, egzystencjalista Sartre czy merleau-Ponty, fenomenolog ludzkiej cielesności. 3. (POST)STruKTuraliSTyczne OdczyTania PSychOanalizy Freuda ale prawdziwy renesans i podniesienie myśli Freuda do rangi jednego z „paradygmatów” współczesności następuje – paradok- salnie – dopiero wraz z początkiem lat sześćdziesiątych minio- nego stulecia. dokonuje się to wraz z jej wspomnianym nowym rozpoznaniem, w którym na plan pierwszy wysuwają się analizy i interpretacje Freudowskie dotyczące powikłanych związków Popędu z językiem. rozpoznanie to koresponduje z rosnącymi wpływami tradycji strukturalistycznej na filozofów młodszej ge- neracji, a tym samym z podniesieniem kwestii języka do rangi centralnych zagadnień filozofii człowieka, społeczeństwa i kul- tury. Ścieżki do podobnych odczytań Freudowskiej teorii prze- tarli już wprawdzie strukturaliści „pierwszej” generacji jak de Saussure, jakobson czy, przede wszystkim, lévi-Strauss, ale do- piero w „poststrukturalistycznych” pracach takich autorów jak: Barthes, Foucault, lacan, lyotard czy derrida zyskują one doj- rzałą i mocno rozbudowaną interpretacyjnie postać. Ponieważ przy tym autorzy ci kwestię języka uznają za fun- damentalną dla własnych filozoficznych dociekań, tym samym ze wspomnianym nowym sposobem odczytywania teorii Freuda Wstęp. Okruchy psychoanalizy 21 idzie u nich w parze traktowanie go przede wszystkim jako filo- zofa – a nie psychologa czy psychiatry, jak to było do tej pory w filozoficznej i humanistycznej tradycji. autor Objaśniania marzeń sennych staje się w ich pracach po raz pierwszy – obok de Sade’a, nietzschego, marksa czy Kanta i hegla – „równo- rzędnym” partnerem w ściśle filozoficznych rozważaniach i dysputach. W jego teorii nie widzi się już tylko psychologicz- nej koncepcji o określonych filozoficznych implikacjach, ani też nawet rodzaju wyrafinowanej hermeneutyki (metody interpreta- cji). rozpoznaje się w niej koncepcję filozoficzną sensu stricto, w której wraz z podważeniem samych podstaw dotychczasowe- go obrazu człowieka i jego kultury znakiem zapytania opatrzona została pośrednio cała niemal tradycyjna pojęciowość filozoficz- na dotycząca człowieka i jego kultury. Bez wspomnianego powyżej, wydobytego przez Freuda, „pęk- nięcia” w obrębie języka na domenę logosu (świadome siebie ja i nad-ja) i Popędu (nieświadome) nie do pomyślenia byłoby tkwiące u podstaw całego dzieła Foucaulta wydobycie głęboko dwuznacznej relacji rozumu i Szaleństwa – chociaż ten ostatni, jak się wydaje, nie do końca zdawał sobie z tego sprawę (czy też po prostu nie chciał tego dostrzec). Podobnie też wszelkie kryty- ki Freuda, jakie miały (i mają miejsce) w obrębie współczesnej tradycji myśli feministycznej, nie byłyby możliwe, gdyby – przy wszelkich „patriarchalnych” ograniczeniach swego ujęcia – nie uznał on kwestii „różnicy seksualnej” za fundamentalną przy wszelkich rozważaniach na temat podstaw ludzkiej tożsamości i nie nadał tak kluczowego znaczenia jej symbolicznemu wy- miarowi (rola fallusa w jego ujęciu). W tej samej mierze wielka dyskusja z jego hipotezą „kompleksu edypa”, jaką, kontynuując krytyki marcusego i normana O. Browna, podjęli w Anty-Edypie deleuze i guattari, żywi się wręcz „bezwstydnie” tę koncepcją niczym surowym pokarmem, na którym obydwaj budują swą im- ponującą krytyczną wizję psychoanalizy Freuda, a wraz z tym całej kultury współczesnej. natomiast zupełnie osobne miejsce na tle tych wszystkich krytyk, dyskusji i ujęć, należałoby przyznać podejściu do freu- dowskiej teorii u lacana i derridy. W ich przypadku kluczowe 22 Wstęp. Okruchy psychoanalizy znaczenie miało pytanie, jak pogodzić ze sobą to, co Freud po- wiada na temat nieświadomego i popędu oraz jego błyskotliwe językowe analizy marzeń sennych, czynności pomyłkowych czy symptomów z wykształconym w strukturalizmie rozumieniem języka? i starając się, każdy na swój sposób, odpowiedzieć na to pytanie, doszli do wniosku, że, po pierwsze, należy w sposób całkiem odmienny niż to czyniono dotychczas odczytać cały „lin- gwistyczny” wymiar dzieła Freuda i jego miejsce w całej jego teorii, po drugie zaś, inspirując się tym odczytaniem, należy rady- kalnie przekształcić strukturalistyczne teorie języka. jeśli więc obydwaj odkrywają, że już w swoich wczesnych pracach, jak np. Entwurf einer Psychologie czy Objaśnianie ma- rzeń sennych, Freud wypowiadał twierdzenia, które były bardzo zbliżone do fundamentalnych założeń strukturalizmu na temat języka (język jako system różnic między „neuronami”/znaczący- mi, przesunięcie i kondensacja „wyobrażeń popędowych” jako podstawowe prawa organizacji marzenia sennego), to zarazem dostrzegają, iż trudno jest implikowane w tych twierdzeniach ro- zumienie języka ująć w spójne ramy teoretyczne, tak jak miało to miejsce w przypadku de Saussure’a i lévi-Straussa. Wynika to z bardzo radykalnego ujęcia przez Freuda relacji między wszelkimi pozostającymi pod kontrolą samoświadomego ja wy- powiedziami językowymi i zachowaniami jednostki a tzw. pa- tologicznymi zjawiskami psychicznymi (marzenia senne, czyn- ności pomyłkowe, symptomy), w których dochodzi do głosu nieświadome. relację tę określa zasadnicza niewspółmierność w budowie znaczeniowej obu tych typów zjawisk, która jest po- świadczeniem niewspółmierności określającej samą „strukturę” języka. Freudowskie interpretacje owych zjawisk patologicz- nych świadczą bowiem wymownie o tym, że język nie daje się ująć jako zamknięty, spójny system, na który składają się binarne pary opozycji znaczących. język jest fenomenem już ze swej istoty niewspółmiernym z samym sobą, o którym stanowią różnego rodzaju pęknięcia, uskoki i dziury przebiegające na linii relacji świadomość – nie- świadome. dlatego też często to, co wypowiadamy w języku, nasze marzenia senne, symptomy, są często tak absurdalne, że Wstęp. Okruchy psychoanalizy 23 w żaden sposób nie daje się ono usensownić. na gruncie tego rozumienia wszystkie te „patologiczne” zjawiska językowe nie są bynajmniej akcydentalnym odstępstwem od językowej normy, ale tę normę jako takie umożliwiają. gdybyśmy nie popełniali pomyłek, w ogóle byśmy nie mówili. Ten aspekt Freudowskiej teorii ma kluczowe znaczenie dla jej odczytania przez lacana, który w oparciu o jej tak rozpoznaną przez siebie „lingwistyczną” stronę będzie rozwijał w opozycji do strukturalizmu koncepcję języka, budując ją na opozycji trzech porządków: symbolicznego, wyobrażeniowego i realnego. W odczytaniu Freuda przez derridę kluczowe znacze- nie ma z kolei wprowadzone przez tego pierwszego pojęcie Nachträglichkeit. Pojęcie to zakłada, że właściwy sens scen pierwotnych, które miały miejsce w dzieciństwie i których doświadczenie tkwi u podstaw procesu kształtowania się toż- samości jednostki, rozpoznajemy dopiero „z opóźnieniem”, kiedy po jakimś czasie jesteśmy konfrontowani ze scenami od- syłającymi nas pośrednio do tych pierwszych. Tak odczytana Nachträglichkeit stanowi wyraźny pierwowzór derridiańskiej „różni”, co autor Marginesów filozofii zresztą wielokrotnie pod- kreślał w swoich rozprawach poświęconych Freudowi, nobilitu- jąc go – obok nietzschego i marksa – do rangi jednego z czo- łowych prekursorów dekonstrukcjonizmu. Wychodząc od tej paraleli, derrida podejmuje w swoich rozprawach gigantyczny wysiłek kolejnego radykalnego „przemieszczenia” teorii Freuda w obrazie myśli współczesnej, proponując nową lekturę jego kluczowych tekstów. można powiedzieć, że w tych tekstach autor Objaśniania marzeń sennych ponownie staje się źródłem inspiracji dla filozofa, w oczach którego wszystkie kluczowe pytania europejskiej metafizyki winny zostać przeformułowa- ne w kontekście „otwartej” i nieustannie samoróżnicującej się struktury samego języka. na zawarte w teorii Freuda ważkie implikacje, dotyczące zakładanego w niej rozumienia struktury języka, wskazują też inni „poststrukturaliści” (czy, używając terminu zakorzenionego w tradycji anglosaskiej, inni czołowi przedstawiciele tzw. French Theory). To właściwie dopiero w ramach tej tradycji, w kilkadzie- 24 Wstęp. Okruchy psychoanalizy siąt lat po śmierci autora Objaśniania marzeń sennych, dokona- ła się pełna filozoficzna „rehabilitacja” jego dzieła. dostrzeżono bowiem z całą wyrazistością, że rysuje się w nim nowy sposób myślenia o człowieku i jego kulturze, który stanowi poważne wy- zwanie dla całej dotychczasowej metafizycznej tradycji. 4. PSychOanaliza i humaniSTyKa. czy iSTnieje „meTOda” PSychOanaliTycznej inTerPreTacji? inspirująca rola, jaką psychoanaliza Freuda i jego kontynuato- rów odegrała w odniesieniu do filozofii i poszczególnych dyscy- plin humanistycznych, nie sprowadza się do tego, że ich przed- stawiciele opracowywali w oparciu o jej założenia odpowiednie „metody” interpretacji różnorakich zjawisk społecznych i kul- turowych. Ten wpływ psychoanalizy na humanistykę i filozofię często miał charakter mocno zapośredniczony i pośredni. często przy tym zwracano uwagę jedynie na jej niektóre aspekty, które pozwalały w sposób nietypowy, nieobecny w żadnej innej teorii, spojrzeć na dane zjawiska. W tych wypadkach trudno jest nawet mówić o stosowaniu jakichś specyficznych „instrumentów” czy „narzędzi” psychoanalitycznej interpretacji w odniesieniu do zja- wisk społecznych i kulturowych czy literatury i sztuki. Określenia te sugerują jakoby z psychoanalizą należało wiązać jakiś szcze- gólny rodzaj uprzedmiotowienia tekstu literackiego czy dzieła sztuki, który pozwala preparować go w określony metodyczny sposób, trudno porównywalny z innymi podejściami. Tymczasem co najwyżej należałoby traktować je jako me- tafory. chociaż, przyznajmy, są to metafory dość wątpliwe. implikują one wszak manipulacyjne podejście badacza do inter- pretowanych przez siebie zjawisk, zakładając go milcząco jako wszechwładny podmiot, który, mając do swej dyspozycji jakieś cudowne środki pojęciowe („znaczące”) dostarczone mu przez psychoanalizę, dociera do głęboko ukrytej przed innymi „praw- Wstęp. Okruchy psychoanalizy 25 dy” danego zjawiska, tekstu czy dzieła sztuki. Tymczasem nie tylko założenie istnienia takiej „prawdy”, ale również i przeko- nanie, iż taka lub inna metoda interpretacji posiada zasadniczy prymat wobec innych, pozwalając wydobyć najbardziej istotne własności danego „obiektu” interpretacji, jest fikcją. Każda tego rodzaju metoda ma, już niejako z definicji, charakter partykular- ny i posługując się nią można co najwyżej wymownie ukazać jakąś stronę czy aspekt badanego zjawiska, nigdy zaś jego ukrytą przed oczyma innych jedynie „prawdziwą” istotę. naturalnie można i tak podchodzić do teorii psychoanalitycz- nych i budować w oparciu o nie wyrafinowane metody interpre- tacji, będąc przy tym głęboko przekonanym, że mają one zasad- niczy prymat wobec innych metod. czyniono to już zresztą wie- lokrotnie. Podejście takie prowadzi jednak prędzej czy później do skostnienia badacza w mechanicznym stosowaniu przez nie- go określonego typu pojęciowości w odniesieniu do interpreto- wanych zjawisk, dlatego nie wydaje się zbyt owocne. Obojętnie czy będzie to pojęciowość freudowska, kleinowska czy lacanow- ska. Podobnie zresztą jak miało to (i ma) miejsce w przypadku wszelkich tego rodzaju metod interpretacji, które, przybierając postać ortodoksji, prędzej czy później zawsze umierają śmiercią naturalną. znaczenie różnorakich teorii psychoanalitycznych dla po- szczególnych dyscyplin humanistycznych polegało (i polega) przede wszystkim na tym, że wykształcony został w nich pe- wien sposób spojrzenia na to, co zwykło się nazywać „ludzką psychiką”. Spojrzenie to, akcentujące rolę nieświadomego w jej obrębie (i zarazem nadające mu radykalnie nowy sens, o którym do tej pory nie śniło się nawet filozofom), pozwoliło nie tylko w odmienny sposób niż dotychczas rozpoznać strukturę szeregu zjawisk psychicznych. W równej mierze jednak kazało całkiem inaczej rozumieć wszelakie działania człowieka oraz jego różno- rakie kulturowe wytwory. Obcowanie z klasycznymi tekstami psychoanalitycznej tra- dycji (nie mówiąc już naturalnie o doświadczeniu samej terapii) uczy więc przede wszystkim szczególnego typu wrażliwości. raz nabyta pozwala zwracać uwagę na szereg, zdawałoby się 2 Wstęp. Okruchy psychoanalizy całkiem akcydentalnych aspektów badanych zjawisk, którym do tej pory odmawiano jakiegokolwiek znaczenia czy funkcji. Badacz humanista, który, wykształciwszy w sobie tę wrażli- wość, stara się na przykład zanalizować specyficzną postać da- nego tekstu literackiego czy dzieła sztuki, stoi wówczas przed szansą wydobycia wszelkich subtelności ich budowy w stopniu daleko większym niż badacz tej wrażliwości pozbawiony. a to z tej prostej racji, że największe dzieła literatury światowej są w swej najbardziej istotnej warstwie wyrafinowaną grą sensu i nonsensu, świadomości i nieświadomego. Są one nieustannym doświadczaniem granic świadomości w obliczu tego, co ludzki język może przywołać jedynie pośrednio, za pomocą ciągłego przekraczania ustalonych przez tradycję form symbolicznych. różne koncepcje psychoanalizy – Freudowska, jungowska, Kleinowska, lacanowska – były naturalnie dla wielu badaczy niejednokrotnie punktem wyjścia do budowania określonych te- orii i metod interpretacji, w których starali się oni trzymać ści- śle ich założeń. inni z kolei traktowali te koncepcje jako jedno z wielu źródeł inspiracji, nawiązując jedynie do ich pewnych aspektów, twierdzeń i wglądów czy podejmując z nimi zażar- tą dyskusję, wzgl. proponując ich własne odczytania, w których niekiedy zatracał się sam „oryginał”. W tym ostatnim wypadku możemy mówić jedynie o pewnych elementach „myślenia psy- choanalitycznego” obecnego w ich własnych interpretacjach, wtopionego w szerszą perspektywę ujęcia albo też stanowiącego ich negatywny punkt odniesienia funkcjonujący na zasadzie „an- tagonisty w sporze”. W tej postaci też „myślenie psychoanalityczne” stało się immanentnym składnikiem wielu współczesnych koncepcji fi- lozoficznych czy teorii humanistycznych, składnikiem, który często – jak ma to np. miejsce w tekstach Blooma, derridy czy Foucaulta – trudno jest w nich zidentyfikować w „czystej” posta- ci. niemniej jednak stanowi on ich niezwykle istotny element, bez którego utraciłyby one wiele ze swej dynamiki i wartości poznawczej. nie ukrywam, że ta druga strategia wobec tradycji psychoanalitycznej, w której nie chodzi o wierne zastosowanie założeń tworzących ją koncepcji, ale o swoiste wplecenie ich Wstęp. Okruchy psychoanalizy 2 we własny tok wywodu i argumentacji (w wyniku czego czę- sto zmieniają one swą pierwotną postać) jest mi bliższa. W tym sensie też tradycja psychoanalityczna w jej różnych wcieleniach stała się nieodłączną częścią współczesnej humanistyki. i to nie- zależnie od tego, jak gorąco i żarliwie – w duchu gellnerowskim czy Popperowskim – będzie się psychoanalizę krytykować, od- sądzając ją od czci i wiary za jej rzekomo samouzasadniający się charakter czy „metodyczną” niepoprawność i empiryczną niewe- ryfikowalność jej podstawowych antropologicznych założeń. 5. KluczOWe znaczenie ENTWurF EiNEr PSyChOlOgiE Oraz ObjAśNiANiA MArzEń SENNyCh W PSychOanalizie Freuda. nieŚWiadOmOŚć czy nieŚWiadOme? artykuły i eseje zamieszczone w tej książce noszą niewątpli- wie wyraźne ślady „poststrukturalistycznych” lektur jej autora, głównie lacana i derridy. ale zarazem w wielu punktach odcho- dzę wyraźnie od ich rozpoznań i propozycji lektury. Staram się przede wszystkim zarysować nowe spojrzenie na niektóre frag- menty czy aspekty dzieła Freuda, które były źródłem nieustan- nych inspiracji dla autorów reprezentujących dwudziestowieczną tradycję filozoficzną i humanistyczną. myślę, że owe inspiracje wiążą się przede wszystkim z hermeneutycznym wymiarem jego dzieła, zaproponowanym w nim modelem interpretacji różnych zjawisk psychicznych i kulturowych, który pozostaje w ścisłym związku z zarysowanym w owym dziele obrazem ludzkiego ży- cia psychicznego. Są to przy tym niekiedy fragmenty, które są u nas mało znane, choćby dlatego, że do tej pory nikt z rodzi- mych badaczy szerzej na ten temat nie pisał, względnie zostały opracowane w sposób bardzo jeszcze ogólnikowy i wstępny. mam tutaj przede wszystkim na myśli otwierający część pierwszą obszerny artykuł poświęcony wczesnemu tekstowi Freuda Entwurf einer Psychologie, który później, już po jego 2 Wstęp. Okruchy psychoanalizy śmierci, zrobił wręcz oszałamiającą karierę. Stał się on punktem wyjścia do szeregu filozoficznych lektur i interpretacji dokony- wanych przez przedstawicieli różnych nurtów i orientacji. W ar- tykule staram się wykazać, na czym polega szczególne znaczenie tego tekstu w kontekście całego dzieła Freuda, podkreślając, jak dalece w scjentystycznej pojęciowości rodem z dziewiętnasto- wiecznej neurologii kreśli on w nim obraz ludzkiego „aparatu psychicznego”, którym rządzą prawa do złudzenia przypomina- jące te, o których będzie później mówił de Saussure w odniesie- niu do języka. równocześnie rysuje się tu obraz ludzkiego życia psychicznego, który wyłamuje się ze schematów refleksyjności właściwych tradycji niemieckiego idealizmu, co staram się uka- zać, konfrontując ujęcie Freudowskie z Kantowskim. dlatego jest to tekst pionierski nie tylko w kontekście późniejszej kon- cepcji nieświadomego, która się w nim już wyraźnie zarysowuje, ale również w kontekście całej późniejszej historii francuskiego strukturalizmu, który na swój sposób poprzedza czy zapowiada. inny fragment Freudowskiego dzieła, o kluczowym znaczeniu dla całej psychoanalitycznej teorii tego autora, to jego książka o snach przełożona na polski jako Objaśnianie marzeń sennych. Wielu badaczy uważa dzisiaj, że jest to najbardziej znacząca pra- ca Freuda, jaką kiedykolwiek napisał, doczekała się też po dzień dzisiejszy setek komentarzy i opracowań. ale tak samo jak Freud nie „odkrył” nieświadomego, tylko nadał mu całkiem nowy sens i rangę w porównaniu z ujęciami dotychczasowymi, podobnie też nie on pierwszy dopatrywał się jakiegoś sensu w marzeniach sennych. długo przedtem podobne podejście do marzeń sennych zajmowali choćby egipcjanie czy starotestamentowi Żydzi, nie mówiąc już o utrzymujących się przez wieki ludowych wyobra- żeniach na ten temat. Swoista rehabilitacja „poznawczych” wartości marzeń sennych dokonała się też u progu XiX wieku w literaturze romantycznej, wystarczy sięgnąć po liryki i dramaty mickiewicza i Słowackie- go. Podobnie było w romantyzmie niemieckim. jeden z jego czo- łowych prekursorów, herder, w jednym ze swoich najznamienit- szych dzieł, w Abhandlung über den ursprung der Sprache wy- głasza sądy na temat marzeń sennych i języka szaleńców, które Wstęp. Okruchy psychoanalizy 2 w zdumiewający sposób wychodzą naprzeciw sformułowanym z górą sto lat później Freudowskim konstatacjom w tej mate- rii. dlatego część książki poświęconą teorii marzenia sennego Freuda otwiera esej, w którym staram się wydobyć implikacje dotyczące językowego statusu marzeń sennych i wypowiedzi osób szalonych zawarte w rozprawie herdera o pochodzeniu języka. dopiero potem następują eseje traktujące o książkach Freuda o snach (Marzenie senne jako powieść oraz Pociąg do stacji hollthurn). Staram się w nich wskazać na osobliwość wypracowanej przez Freuda procedury interpretacyjnej, którą można – jak sądzę – z powodzeniem określić jako rodzaj nowej, psychoanalitycznej hermeneutyki. Wychodzę przy tym z założenia, że w pracy tej sny są nie tyle „objaśniane”, lecz – jak głosi niemiecki oryginał (Die Traum- deutung) – interpretowane. W odróżnieniu bowiem od roszczeń zawartych w klasycznych „słownikach snów” celem Freuda nie jest ostateczne rozwikłanie, czyli objaśnienie „zagadki” marzeń sennych, np. poprzez podanie uniwersalnych znaczeń pojawia- jących się w nich symboli. W jego interpretacjach chodzi raczej o wydobycie czysto formalnej budowy narracji marzeń sennych i dotarcie w ten sposób do kryjącego się za nimi „niespełnione- go życzenia” śniącego, którego źródła tkwią często w trudnej do rozwikłania przeszłości. W tym sensie marzenia senne nie kryją w sobie „zagadki”, którą można byłoby do końca objaśnić tak, jak rozwiązuje się re- bus, ale stawiają śniącego w obliczu pytań, które mają kluczowe znaczenie dla całej jego egzystencji. To zaś implikuje, że ich sens jest nieprzenikniony, tak samo, jak nieprzenikniony jest horyzont ziemskiego bytu człowieka. marzenia senne odsyłają do prawd, które z założenia przerastają horyzont ludzkiego samorozumie- nia. zwracając się ku nim, mamy wrażenie, jakbyśmy wstępowa- li w las gęstniejący coraz bardziej, tak iż gubimy się w plątaninie wydeptanych w nim niezliczonych ścieżek. dlatego pytając o te prawdy, nigdy nie jesteśmy w stanie udzielić na nie „ostatecznej” odpowiedzi. nie możemy podać ich jednoznacznej formuły czy definicji, która by rozwiewała wszelkie nasze rozterki i wątpli- wości. nie znaczy to, że narracje marzeń sennych nie otwierają 30 Wstęp. Okruchy psychoanalizy przed nami właściwej tylko im perspektywy odnoszenia się do tych prawd, która nieobecna jest w innych formach wypowiedzi. ale jest to perspektywa bardzo osobliwa, która wymaga dokład- niejszego rozpoznania językowych mechanizmów marzenia sen- nego. Próbą takiego ich rozpoznania jest właśnie książka Freuda o snach. Pierwszą część książki kończy esej poświęcony pojęciu nie- świadomego u Freuda, w którym określam je jako „niemożli- we miejsce rozumienia”. Staram się w ten sposób wskazać na negatywny charakter tego pojęcia w teorii Freudowskiej, a tym samym na niemożność podania jego „substancjalnej” definicji. jest to kwestia o tyle istotna, gdyż w rodzimej trady- cji interpretacyjnej Freudowskie das unbewusste rozumie się zazwyczaj jako odsyłające do jakiejś, pozostającej w ukryciu, odrębnej sfery bytowej w obrębie ludzkiej psychiki, która w swej pozy- tywności daje się jakoś zidentyfikować i określić. dokonaną w ten sposób nieuprawnioną „ontologiza- cję” das unbewusste wspomaga jeszcze dodatkowo jego błędne, utrwalone przez najnowsze przekłady, tłumaczenie jako „nieświadomość”. morfologiczna bu- dowa słowa das unbewusste implikuje bowiem wyraźnie, że nie stanowi ono symetrycznej opozycji w stosunku do „świadomo- ści”, która, wzięta dosłownie, znaczy po prostu „byt świadomy” (das bewusst-sein), ale jest z nią niewspółmierne. znaczy, ściśle biorąc, jedynie to, co „nieświadome”, a nie jakiś tak lub inaczej identyfikowalny „byt nieświadomy”, opozycyjną w stosunku do świadomości „nieświadomość”. W słowie das unbewusste za- warta jest zatem pewna dynamika i istotowa nieokreśloność (nie- pochwytność) tego, do czego się ono odnosi, co jego tłumaczenie jako „nieświadomość” całkowicie zaciera.  na nieadekwatność tłumaczenia das unbewusste jako „nieświadomość” wskazuje marek drwięga w swojej przytaczanej już powyżej książce poświę- conej współczesnym koncepcjom psychoanalitycznym, sugerując, że ten termin należałoby tłumaczyć jako „to, co nieświadome”. moje sugestie idą w podob- nym kierunku, tylko z tym zastrzeżeniem, że niepotrzebne jest w tym wypadku owo „to, co…”, które też implikuje sobą rodzaj ontologizacji nieświadomego. Wstęp. Okruchy psychoanalizy 31 W istocie bowiem nieświadome nazywane przez Freuda „in- nym miejscem” czy sceną wyznacza sobą nieprzekraczalną gra- nicę rozumienia, dzięki której staje się ono jako takie dopiero możliwe, zacierając zarazem za sobą wszelkie ślady tego odnie- sienia. mówiąc jeszcze inaczej, nieświadome jest siedliskiem nonsensu, co będąc określone przez popęd jest z założenia nie- do-pojęcia. W obliczu niego dopiero wszelki sens się staje, zasty- gając w postaci wypowiedzi spełniających rygory poprawności gramatycznej i frazeologicznej. jeśli więc zaproponowany przez Freuda model interpretacji w odniesieniu do zjawisk psychicznych, w których nieświadome w sposób zakamuflowany i pośredni dochodzi do głosu, można nazwać rodzajem hermeneutyki, jest to bez wątpienia hermeneu- tyka bardzo osobliwa. Opiera się ona na koncepcji sensu, dla któ- rej trudno by znaleźć „pierwowzór” w całej dotychczasowej her- meneutycznej tradycji. Żadnemu bowiem z największych klasy- ków tej tradycji, począwszy od lutra, poprzez Schleiermachera, a na diltheyu skończywszy, nie przyszło do głowy, aby nonsens uznać za punkt graniczny, a zarazem za warunek (nie)możliwości ukonstytuowania się jakiegokolwiek sensu. Według Freuda na- tomiast wszelki sens może ukonstytuować się dopiero w wyni- ku wyparcia w nieświadome określonych „wyobrażeń popędo- wych”, które jako z założenia nonsensowne stanowią jego nie- zbędny negatywny warunek. co też ujawnia się z całą ostrością w przypadku tak granicznych zjawisk językowych, jak narracje marzeń sennych, przejęzyczenia czy symptomy, w których nie- świadome dochodzi do głosu jedynie w sposób „negatywny”, za pośrednictwem różnego rodzaju zniekształceń utartych form wy- powiedzi. inna sprawa, że autor w dalszych częściach książki posługuje się terminem „nieświadome” (a nie „to, co nieświadome”), co by świadczyło, że chodzi w tym wypadku o drobną nieścisłość. Por. marek drwięga, Człowiek utajonych pasji. Szkice o psychoanalizie, Kraków 2006, s. 23–28. 32 Wstęp. Okruchy psychoanalizy 6. dylemaTy PSychOanalizy na drugą część książki składają się eseje, w których próbuję wykazać ścisły związek między kluczową rolą, jaką Freud – a za nim Klein i Segal – przyznał nieświadomym fantazjom wyrasta- jącym na podłożu traumatyczny
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Okruchy psychoanalizy. Teoria Freuda między hermeneutyką a poststrukturalizmem
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: