Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00146 004850 18973387 na godz. na dobę w sumie
Opowiadania - ebook/pdf
Opowiadania - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 37
Wydawca: SELF-PUBLISHER Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-957580-0-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Dwa krótkie opowiadania o miłości i wolności w czasach pandemii. Losy pary kochanków i pensjonariuszy Domu Opieki, pozornie tak od siebie odległe, mają wiele punktów wspólnych. Łączy ich to samo pragnienie wolności i miłości, tęsknota za minionym czasem, młodością i wolnością.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Sezon na werandowanie Pierwszego zabrali starego Stefana. Chyba nawet nikt tego nie zauważył. Chociaż pewnie w kuchni to odnotowali. Salowa musiała zgłosić jeden posiłek mniej do wydania. Pewnie poszła i powiedziała – od dzisiaj bez jednego śniadania i bez obiado-kolacji, tak już od dzisiaj. Wywiozła też pościel i łóżko do dezynfekcji. Normalna procedura, jak ktoś umierał. A tutaj ludzie umierają prawie co dzień. Jak jest dzień bez umrzyka, to mówimy, że dziś niedziela, bo Starucha ma wolne i po nikogo nie przyszła. Czasami po niedzieli jest środa albo piątek, albo prawdziwa niedziela, to już różnie. Zależy jak wypadnie. Czasami się zdarza też tak, że niedziela jest w niedzielę. Normalnie. Tylko, że stary Stefan wcale nie umarł, choć niektórzy chyba tak właśnie myśleli. Akurat to był poniedziałek, nie żadna niedziela. Pamiętam dobrze, bo siedzieliśmy na ławce i nie wiem jak inni, ale ja patrzyłem na szpaki, które po lichej zimie zaczęły hałasować w naszym ogródku. Kot patrzył zza szyby i mało się nie zesrał tak mu się paliło do tych szpaków. No, ale okno zamknięte, a pazurem przecież szkła nie udrze. Ławka stała na werandzie i to był chyba pierwszy taki ciepły dzień, kiedy można było sobie na niej usiąść i zagrzać kości. - Sezon werandowy czas zacząć – powiedział Szopin z wyraźnym zadowoleniem ukradkiem strzepując popiół pod ławkę. Ukradkiem, bo nie można było palić i Oddziałowa goniła za cygary jakby była wcieleniem afgańskiego charta. - Taa... Sezon od razu – mruknął do niego Mucha, wieczny malkontent i pierwszy zawsze do krytykowania. Ciągle mu wszystko nie smakowało, zawsze mu było albo za dużo, albo za mało, za słone, albo za słodkie. Zawsze źle, nigdy dobrze. Wkurwiał wszystkich tym ględzeniem tylko. Wszystkich z wyjątkiem Szopina. Ten był jego zupełnym przeciwieństwem. Nie narzekał, nie wybrzydzał. Brał na klatę, co los przyniósł i nawet marudzeniem Muchy się nie przejmował.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Opowiadania
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: