Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00180 018010 16942530 na godz. na dobę w sumie
Opowiadania humorystyczne - ebook/pdf
Opowiadania humorystyczne - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 40
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Wnikliwa obserwacja i satyryczny opis rzeczywistości, ukazująca talent prozatorski Czechowa. Zbiór rozmaitych zabawnych opowiadań świetnie ilustrujących pisarskie umiejętności wielkiego pisarza, jego talent obserwatorski, dystans do świata i mądry stosunek do ludzi. Tom zawiera takie opowiadania jak „Śmierć urzędnika”, „Tłusty i chudy” (pełne zjadliwej satyry), „Końskie nazwisko”, Miętus”, „Chłopcy”, „Radość”, „Kameleon” i inne, prezentujące różnorodne, ale zawsze warte posmakowania typy humoru.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. A. Czechow OPOWIADANIA HUMORYSTYCZNE Copyright by Tower Press Wydawnictwo „Tower Press ” Gda(cid:276)sk 2001 1 Przedmowa – Czemu pie(cid:286)ni twoje tak krótkie? – zapytano ptaka. – Czy nie starczy ci oddechu? – Mam bardzo wiele pie(cid:286)ni – odparł ptak – chciałbym je wszystkie przekazać (cid:286)wiatu. T(cid:266) alegori(cid:266), znalezion(cid:261) w notatniku Czechowa, pozwalam sobie przytoczyć na wst(cid:266)pie do tych kilkunastu (cid:286)wie(cid:298)o przetłumaczonych jego opowiada(cid:276). ludzkiej, i poni(cid:298)eniu godno(cid:286)ci Czechow nale(cid:298)y nie tylko do wielkich, ale i do najbardziej kochanych pisarzy Rosji i (cid:286)wiata. Ze wszystkich jego utworów przebija bowiem gł(cid:266)boka i serdeczna miło(cid:286)ć do człowieka, gor(cid:261)cy protest przeciwko krzywdzie lak charakterystyczny dla epoki, w której (cid:298)ył. A był to okres rozpanoszenia si(cid:266) reakcji, bezwzgl(cid:266)dnego dławienia wszelkich przejawów post(cid:266)powej my(cid:286)liŚ okres „czarnej solni , pogromów (cid:297)ydów. W(cid:286)ród post(cid:266)powej inteligencji rosyjskiej szerzył si(cid:266) gł(cid:266)boki pesymizm, brak wiary w mo(cid:298)liwo(cid:286)ć wywalczenia lepszej przyszło(cid:286)ci. Ruch robotniczy zaczynał si(cid:266) dopiero organizować i nie przedstawiał jeszcze w tym okresie decyduj(cid:261)cej siły politycznej, zdolnej do poci(cid:261)gni(cid:266)cia za sob(cid:261) post(cid:266)powej inteligencji, zdolnej do wskazania jej drogi walki. Pojawienie si(cid:266) wielkiego humorysty, umiej(cid:261)cego (cid:286)mieszyć i rozczulać do łez, to jakby rze(cid:286)ki powiew (cid:286)wie(cid:298)ego powietrza w dusznej wi(cid:266)ziennej celi. Czechów był przedstawicielem tej lepszej cz(cid:266)(cid:286)ci inteligencji ko(cid:276)ca wieku XIX, która rozumiała, (cid:298)e tak dalej (cid:298)yć nie mo(cid:298)na. Nie był on rewolucjonist(cid:261), nie wyprzedzał swej epoki jak współczesny mu wielki Sałtykow Szczedrin. Na dramatyczne pytanie – „co robić – Czechów nie umiał odpowiedzieć. Natura jego mi(cid:266)kka i podatna na sugesti(cid:266) ulegała nastrojom społecze(cid:276)stwa, odzwierciedlała jego załamanie po latach osiemdziesi(cid:261)tych i stopniowe wznoszenie si(cid:266) a(cid:298) do rewolucji 1905 r., której Czechow ju(cid:298) nie do(cid:298)ył. Dzieło jego to olbrzymia mozaika z drobnych, najdrobniejszych kamyczków całego (cid:298)ycia rosyjskiego w latach panowania Aleksandra III, wymowny i przekonywaj(cid:261)cy akt oskar(cid:298)enia. Pi(cid:266)tnuje w nim ospało(cid:286)ć, t(cid:266)pot(cid:266), słu(cid:298)alczo(cid:286)ć aparatu pa(cid:276)stwowego, szarzyzn(cid:266) i martwot(cid:266) ówczesnego (cid:298)ycia. W owe lata samo realistyczne postawienie problemów (cid:298)ycia, pokazanie bezgranicznej t(cid:266)poty carskiego aparatu pa(cid:276)stwowego działało rewolucyjnie, cierpienie małych i cichych bohaterów wzburzało i pobudzało do czynów. Los biednego sieroty Wani oddanego do terminu do złego majstra czy 12–letniej Warki, która b(cid:266)d(cid:261)c słu(cid:298)(cid:261)c(cid:261) przy dziecku, popada w obł(cid:266)d z niewyspania – to obrazy budz(cid:261)ce w czytelniku protest przeciwko porz(cid:261)dkowi społecznemu, w którym dzieci cierpi(cid:261) tak bardzo. „Wielkie dzieło tworzycie małymi opowiadankami, wzbudzaj(cid:261)c w ludziach wstr(cid:266)t do tego sennego, na wpół martwego (cid:298)ycia – diabli by je wzi(cid:266)li! – pisze do Czechowa żorki w latach dziewi(cid:266)ćdziesi(cid:261)tych. W twórczo(cid:286)ci Czechowa jedn(cid:261) z najpowa(cid:298)niejszych twórczo(cid:286)ci zajmuj(cid:261) drobne – Przywykłem do opowiada(cid:276) – mawiał Czechow – składaj(cid:261)cych si(cid:266) tylko z pocz(cid:261)tku i opowiadania. ko(cid:276)ca. W tym anegdotycznym powiedzeniu mamy najlepiej wyra(cid:298)ony stosunek pisarza do formy. Rzeczywi(cid:286)cie, w krótkich utworach mistrzostwo jego sztuki pisarskiej znalazło najdoskonalszy 2 wyraz. Mamy tu zarówno ostre utwory satyryczne, jak „(cid:285)mierć urz(cid:266)dnika , żruby i chudy , przysłowiowego w Rosji „Kaprala Priszibiejewa , czy perełki rodzajowego humoru, jak „Mi(cid:266)tus lub „Na placu moskiewskim Trubnaja , pełne niefrasobliwego humoru opowiadania „Ko(cid:276)skie nazwisko , „Bezbronna istota , na koniec czaruj(cid:261)cy obrazek z (cid:298)ycia dzieci „Chłopcy . Twórczo(cid:286)ć Czechowa najlepiej scharakteryzował żorkiŚ „Ze (cid:286)mierci(cid:261) Czechowa odejdzie jeden z najlepszych przyjaciół Rosji, przyjaciel m(cid:261)dry, sprawiedliwy, szczery, przyjaciel kochaj(cid:261)cy, współczuj(cid:261)cy we wszystkim . „I Rosja cała zadr(cid:298)y z (cid:298)alu, i długo nie b(cid:266)dzie go mogła zapomnieć, długo b(cid:266)dzie si(cid:266) uczyć rozumieć (cid:298)ycie podług jego pism, rozja(cid:286)nionych smutnym u(cid:286)miechem kochaj(cid:261)cego serca, według jego opowiada(cid:276) przenikni(cid:266)tych gł(cid:266)bok(cid:261) znajomo(cid:286)ci(cid:261) (cid:298)ycia, bezinteresown(cid:261) miło(cid:286)ci(cid:261) i współczuciem do ludzi, nie lito(cid:286)ci(cid:261), lecz współczuciem m(cid:261)drego i subtelnego człowieka, który rozumiał wszystko . 3 RADO(cid:285)Ć Była godzina dwunasta w nocy. Mitia Kułdarow, podniecony, z rozczochran(cid:261) czupryn(cid:261), wpadł do mieszkania swoich rodziców i szybko przebiegł wszystkie pokoje. Rodzice ju(cid:298) kładli si(cid:266) spać. Siostra le(cid:298)ała w łó(cid:298)ku i ko(cid:276)czyła ostatnia stron(cid:266) powie(cid:286)ci. Bracia gimnazi(cid:286)ci spali. – A ty sk(cid:261)d wracasz? – zdziwili si(cid:266) rodzice. – Co si(cid:266) z tob(cid:261) dzieje? – Och, nie pytajcie! Wcale si(cid:266) tego nie spodziewałem! Wcale si(cid:266) tego nie spodziewałem! To... wprost nie do wiary! Mitia gło(cid:286)no si(cid:266) za(cid:286)miał i upadł na fotel, gdy(cid:298) ze. szcz(cid:266)(cid:286)cia nie mógł utrzymać si(cid:266) na – To po prostu jest niewiarogodne! Nawet nie mo(cid:298)ecie sobie wyobrazić! Popatrzcie tylko! Siostra wyskoczyła z łó(cid:298)ka i narzuciwszy na siebie kołdr(cid:266) zbli(cid:298)yła si(cid:266) do brata. Obudzili nogach. si(cid:266) gimnazi(cid:286)ci. – Co ci jest? Poznać ci(cid:266) trudno! – To z rado(cid:286)ci, mamo! Przecie(cid:298) cała Rosja mnie zna teraz! Cała! Źotychczas tylko wy wiedzieli(cid:286)cie, (cid:298)e istnieje na tym (cid:286)wiecie registrator kolegialny Źymitr Kułdarow, a teraz zna mnie cała Rosja! Mamusiu! O, Bo(cid:298)e! Mitia zerwał si(cid:266) z .fotela, przebiegł przez wszystkie pokoje i znowu usiadł. – Ale co si(cid:266) stało? Mów! Opowiadaj wyra(cid:296)nie! – (cid:297)yjecie jak dzikie zwierz(cid:266)ta, gazet nie czytujecie, nie zwracacie (cid:298)adnej uwagi na naj(cid:286)wie(cid:298)sze wiadomo(cid:286)ci, podczas gdy w nich jest tyle ciekawych rzeczy! Je(cid:298)eli co(cid:286) si(cid:266) wydarzy, natychmiast wszystko wiadomo, nic si(cid:266) nie ukryje! Jaki(cid:298) ja jestem szcz(cid:266)(cid:286)liwy! O Bo(cid:298)e! Przecie(cid:298) gazety drukuj(cid:261) tylko o ludziach sławnych, a tu tymczasem o mnie napisali! – Co ty mówisz? żdzie? Ojciec zbladł. Matka spojrzała na (cid:286)wi(cid:266)ty obraz i prze(cid:298)egnała si(cid:266). żimnazi(cid:286)ci zerwali si(cid:266) z łó(cid:298)ek i tak jak stali, tylko w krótkich nocnych koszulkach, zbli(cid:298)yli si(cid:266) do starszego brata. – Tak jest! O mnie napisali! Teraz wie o mnie cała Rosja! Mamusiu, prosz(cid:266) schować ten numer gazety na pami(cid:261)tk(cid:266)! Mo(cid:298)na b(cid:266)dzie od czasu do czasu przeczytać. Patrzcie! Mitia wyci(cid:261)gn(cid:261)ł z kieszeni gazet(cid:266), podał ojcu i wskazał palcem ust(cid:266)p zakre(cid:286)lony niebieskim ołówkiem. – Prosz(cid:266) przeczytać! Ojciec wło(cid:298)ył okulary. – Niech(cid:298)e ojciec czyta! Matka spojrzała na obraz i prze(cid:298)egnała si(cid:266). Ojciec odchrz(cid:261)kn(cid:261)ł i zacz(cid:261)ł czytaćŚ „29 grudnia, o jedenastej wieczorem, registrator kolegialny Źymitr Kułdarow... – Widzicie, widzicie? Źalej! „...registrator kolegialny Źimitr Kułdarow, wychodz(cid:261)c z szynku przy ulicy Małej Bronnej i b(cid:266)d(cid:261)c w stanie nietrze(cid:296)wym... czyta dalej! Słuchajcie!... – To ja z Sjemionem Pietrowiczem... Opisane ze wszystkimi szczegółami! Niech(cid:298)e ojciec „... i b(cid:266)d(cid:261)c w stanie nietrze(cid:296)wym po(cid:286)lizn(cid:261)ł si(cid:266) i wpadł pod konia stoj(cid:261)cej tu doro(cid:298)ki, 4 nale(cid:298)(cid:261)cej do mieszka(cid:276)ca wsi Źyrkino, juchnowskiego powiatu, Iwana Źrotowa. Spłoszony ko(cid:276) przest(cid:261)piwszy przez Kułdarowa i przejechawszy przez niego saniami, w których znajdował si(cid:266) kupiec moskiewski drugiej gildii Stefan Łukow, zacz(cid:261)ł ponosić wzdłu(cid:298) ulicy i został zatrzymany przez dozorców domowych. Kułdarow, b(cid:266)d(cid:261)c pocz(cid:261)tkowo w stanie omdlenia, został odprowadzony do komendy policji i zbadany przez lekarza. Uderzenie, jakie otrzymał w potylic(cid:266)... – Uderzyłem si(cid:266) o hołobl(cid:266), ojczulku. Źalej! Prosz(cid:266) czytać dalej! „...jakie otrzymał w potylic(cid:266), zostało uznane za obra(cid:298)enie lekkie. Spisano protokół. Mitia chwycił gazet(cid:266), zło(cid:298)ył j(cid:261) i wsun(cid:261)ł do kieszeni. – Pobiegn(cid:266) do Makarowych, im te(cid:298) poka(cid:298)(cid:266)... Trzeba jeszcze pokazać Iwanickim, Natalii Iwanownie, Anisimowi Wasiljiczowi.. No, p(cid:266)dz(cid:266)! B(cid:261)d(cid:296)cie zdrowi! Mitia wło(cid:298)ył na głow(cid:266) czapk(cid:266) z b(cid:261)czkiem i tryumfuj(cid:261)cy, uszcz(cid:266)(cid:286)liwiony, wybiegł na ulic(cid:266). Poszkodowanemu udzielono pomocy lekarskiej... – Kazano mi kła(cid:286)ć zimne okłady! Czytał ojczulek? Co? Otó(cid:298) to wła(cid:286)nie! Teraz ta wiadomo(cid:286)ć ju(cid:298) rozeszła si(cid:266) po całej Rosji! Prosz(cid:266) dać mi gazet(cid:266)! 1883 5 (cid:285)MIERĆ URZ(cid:265)DNIKA Pewnego pi(cid:266)knego wieczoru niemniej pi(cid:266)kny egzekutor Iwan Źmitrycz Czerwiakow siedział w drugim rz(cid:266)dzie parteru i przygl(cid:261)dał si(cid:266) przez lornetk(cid:266) scenie z ,,Źzwonów kornewilskich . Patrzył i czuł si(cid:266) u szczytu szcz(cid:266)(cid:286)cia. żdy wtem... W opowiadaniach cz(cid:266)sto spotyka si(cid:266) to „gdy wtem . Autorzy maj(cid:261) racj(cid:266)ś (cid:298)ycie tak pełne jest niespodzianek! A wi(cid:266)c wtem twarz jego wykrzywiła si(cid:266), oczy uciekły pod powieki, zabrakło mu tchu... odj(cid:261)ł od oczu lornetk(cid:266), pochylił si(cid:266) i... apsik!!! Kichn(cid:261)ł, jak pa(cid:276)stwo widz(cid:261). Kichać wolno ka(cid:298)demu. Kichaj(cid:261) chłopi i policmajstrzy, a niekiedy nawet radcy tajni. Wszyscy kichaj(cid:261), Czerwiakow bynajmniej tym si(cid:266) nie zmieszał, wytarł nos chusteczk(cid:261) i, jak przystało na uprzejmego człowieka, rozejrzał si(cid:266) wokoło, czy przypadkiem swoim kichni(cid:266)ciem nie zakłócił komu spokoju. I tu wła(cid:286)nie czekała go kontuzja, spostrzegł bowiem, (cid:298)e siedz(cid:261)cy przed nim w pierwszym rz(cid:266)dzie staruszek, starannie wycieraj(cid:261)c r(cid:266)kawiczk(cid:261) łysin(cid:266) i kark, co(cid:286) do siebie mruczał. W staruszku tym Czerwiakow poznał radc(cid:266) stanu z departamentu komunikacji, generała Briz(cid:298)ałowa. „Opryskałem go! – pomy(cid:286)lał Czerwiakow. – Nie mój zwierzchnik, z innego urz(cid:266)du, lecz b(cid:261)d(cid:296) co b(cid:261)d(cid:296) nieprzyjemnie. Trzeba przeprosić . Czerwiakow odchrz(cid:261)kn(cid:261)ł, pochylił si(cid:266) naprzód i szepn(cid:261)ł generałowi do uchaŚ – źkscelencja raczy mi wybaczyć, opryskałem ekscelencj(cid:266)... niechc(cid:261)cy... – Nie szkodzi, nie szkodzi... – Na miło(cid:286)ć bosk(cid:261), prosz(cid:266) mi wybaczyć! Ja przecie(cid:298)... nie chciałem! – Ale(cid:298), niech pan siedzi spokojnie! I pozwoli mi słuchać! Czerwiakow zmieszał si(cid:266), głupio si(cid:266) u(cid:286)miechn(cid:261)ł i zacz(cid:261)ł patrzeć na scen(cid:266). Patrzył, ale uczucie błogo(cid:286)ci ju(cid:298) min(cid:266)ło. Zacz(cid:261)ł go dr(cid:266)czyć niepokój. W czasie antraktu podszedł do Briz(cid:298)ałowa, pokr(cid:266)cił si(cid:266) koło niego i, pokonawszy nie(cid:286)miało(cid:286)ć, wykrztusiłŚ – źkscelencjo, ja opryskałem wasz(cid:261) ekscelencj(cid:266)... Prosz(cid:266) mi wybaczyć... Ja przecie(cid:298)... nie, – Ach, bagatelka... Ju(cid:298) nawet zapomniałem, a pan wci(cid:261)(cid:298) o tym... – powiedział generał i ze (cid:298)eby... zniecierpliwieniem skrzywił doln(cid:261) warg(cid:266). ,,Zapomniał, a patrzy zjadliwie – pomy(cid:286)lał Czerwiakow, z niedowierzaniem spogl(cid:261)daj(cid:261)c na generała. – I nawet mówić nie chce. Trzeba by było mu wytłumaczyć, (cid:298)e ja wcale nie chciałem... (cid:298)e to prawo natury, bo gotów pomy(cid:286)leć, (cid:298)e chciałem napluć na niego. Je(cid:298)eli nawet teraz nie pomy(cid:286)li, to pomy(cid:286)li pó(cid:296)niej...! Wróciwszy do domu, Czerwiakow opowiedział swej (cid:298)onie o tym nieprzyjemnym wypadku. (cid:297)ona, jak mu si(cid:266) wydało, zlekcewa(cid:298)yła ten wypadekś na razie te(cid:298) si(cid:266) zl(cid:266)kła, ale pó(cid:296)niej, gdy si(cid:266) dowiedziała, (cid:298)e Briz(cid:298)ałow jest w innym urz(cid:266)dzie, uspokoiła si(cid:266). – Mo(cid:298)e jednak pójdziesz do niego i przeprosisz – powiedziała. – żotów pomy(cid:286)leć, (cid:298)e nie umiesz zachować si(cid:266) w miejscu publicznym. – O to wła(cid:286)nie chodzi! Ju(cid:298) go przepraszałem, ale on jako(cid:286) tak dziwnie... Jednego słowa jak si(cid:266) nale(cid:298)y nie powiedział. Zreszt(cid:261) nie było nawet czasu na rozmowy. Nast(cid:266)pnego dnia Czerwiakow wło(cid:298)ył nowy mundur, ostrzygł si(cid:266) i poszedł do Briz(cid:298)ałowa, 6 (cid:298)eby wytłumaczyć si(cid:266). żdy wszedł do sali przyj(cid:266)ć, ujrzał mnóstwo interesantów, a w(cid:286)ród nich i samego generała, który ju(cid:298) zacz(cid:261)ł załatwiać sprawy. Wysłuchawszy kilku petentów, podniósł wzrok na Czerwiakowa. – Wczoraj w „Arkadii , je(cid:286)li ekscelencja raczy sobie przypomnieć – rozpocz(cid:261)ł egzekutor – kichn(cid:261)łem i... niechc(cid:261)cy opryskałem... Prze... – Co za głupstwa pan plecie! A pan czego sobie (cid:298)yczy? – generał zwrócił si(cid:266) do nast(cid:266)pnego petenta. „Nawet rozmawiać nie chce! – bledn(cid:261)c pomy(cid:286)lał Czerwiakow. – To znaczy, (cid:298)e si(cid:266) gniewa... Nie, tego tak zostawić nie mo(cid:298)na—Musz(cid:266) mu wyja(cid:286)nić... żdy generał sko(cid:276)czył rozmow(cid:266) z ostatnim petentem i skierował si(cid:266) do dalszych apartamentów, Czerwiakow zrobił za nim par(cid:266) kroków i zacz(cid:261)ł bełkotaćŚ – źkscelencjo! Je(cid:298)eli o(cid:286)mielam si(cid:266) zakłócić spokój ekscelencji, to jedynie z poczucia, (cid:298)e tak powiem, swej winy... Nienaumy(cid:286)lnie, sam pan raczy wiedzieć...! żenerał skrzywił twarz jakby do płaczu i machn(cid:261)ł r(cid:266)k(cid:261). – Ale(cid:298) pan po prostu kpi sobie ze mnie, szanowny panie – powiedział znikaj(cid:261)c za drzwiami. ,,żdzie(cid:298) tu kpiny? – pomy(cid:286)lał Czerwiakow. – Nie ma tu (cid:298)adnych kpin! żenerał, a nie mo(cid:298)e tego zrozumieć! Je(cid:286)li tak, to nie b(cid:266)d(cid:266) wi(cid:266)cej przepraszać tego pyszałka. Niech go diabli porw(cid:261)! Napisz(cid:266) do niego list, ale przychodzić wi(cid:266)cej nie b(cid:266)d(cid:266). Jak Boga kocham, nie b(cid:266)d(cid:266)! Tak rozmy(cid:286)lał Czerwiakow w drodze do domu. Listu jednak do generała nie napisał. My(cid:286)lał i my(cid:286)lał, lecz w (cid:298)aden sposób tego listu nie mógł wymy(cid:286)lić. Musiał nast(cid:266)pnego dnia sam i(cid:286)ć z wyja(cid:286)nieniem. – Wczoraj ju(cid:298) przychodziłem niepokoić wasz(cid:261) ekscelencj(cid:266) – wybełkotał, gdy generał ze zdziwieniem na niego podniósł oczy – nie po to, (cid:298)eby kpić, jak to ekscelencja raczyła powiedzieć. Chciałem przeprosić ekscelencj(cid:266) za to, (cid:298)e kichaj(cid:261)c opryskałem... ale (cid:298)artować nie my(cid:286)lałem. żdzie(cid:298)bym o(cid:286)mielił si(cid:266) (cid:298)artować? Je(cid:298)eli b(cid:266)dziemy (cid:298)artowali, to wówczas, znaczy si(cid:266), (cid:298)adnego szacunku dla samej osoby nie b(cid:266)dzie... – Wyno(cid:286) si(cid:266) st(cid:261)d! – raptem wrzasn(cid:261)ł, a(cid:298) siny i trz(cid:266)s(cid:261)cy si(cid:266) z gniewu, generał. – Co prosz(cid:266)? – Czerwiakow spytał szeptem, omdlewaj(cid:261)c z przera(cid:298)enia. – Wyno(cid:286) si(cid:266) st(cid:261)d! – powiedział generał i zatupał nogami. W Czerwiakowie co(cid:286) si(cid:266) załamało. Nic nie widz(cid:261)c i nie słysz(cid:261)c Czerwiakow zacz(cid:261)ł cofać si(cid:266) tyłem do drzwi, wyszedł na ulic(cid:266) i, zataczaj(cid:261)c si(cid:266), powlókł si(cid:266) do domu... Wszedł do mieszkania, nie zdejmuj(cid:261)c munduru poło(cid:298)ył si(cid:266) na kanapie i... umarł. 1883 7 TŁUSTY I CHUDY Na dworcu Mikołajewskim spotkali si(cid:266) dwaj przyjacieleŚ jeden był tłusty, drugi – chudy. żrubas przed chwil(cid:261) zjadł obiad na dworcuś jego l(cid:286)ni(cid:261)ce, jakby posmarowane tłuszczem wargi czerwieniły si(cid:266) jak dojrzałe wi(cid:286)nie. Źokoła niego rozchodził si(cid:266) zapach wina i fleur d orange u. Chudy wła(cid:286)nie wyszedł z wagonu obładowany walizkami, pakunkami i zawini(cid:261)tkami. Przesi(cid:261)kni(cid:266)ty był zapachem jakiej(cid:286) w(cid:266)dliny i fusami kawy. Spoza jego ramienia wygl(cid:261)dała szczuplutka kobiecinka ze szpiczastym podbródkiem – jego (cid:298)ona. Pochód zamykał wysoki gimnazista z przymru(cid:298)onym okiem – ich syn. – Porfiry! – krzykn(cid:261)ł grubas ujrzawszy chudego. – Czy to ty? Kochany mój! Kop(cid:266) lat, kop(cid:266) lat! wzi(cid:261)ł? – Mój Bo(cid:298)e! – zdumiał si(cid:266) chudy. – Misza! Przyjacielu lat dziecinnych! Sk(cid:261)de(cid:286) si(cid:266) tu Obj(cid:266)li si(cid:266) i trzykrotnie ucałowali, spogl(cid:261)daj(cid:261)c na siebie oczyma pełnymi łez. Obaj byli przyjemnie oszołomieni. – Mój drogi! – zacz(cid:261)ł chudy po pocałunkach. – Nie spodziewałem si(cid:266) tego! A to ci niespodzianka! No, popatrz na mnie! Tak samo przystojny, jak był. Taki miły i elegancki! Ach, mój Bo(cid:298)e! No, jak ci si(cid:266) powodzi? Jeste(cid:286) bogaty? (cid:297)onaty? Bo ja, jak widzisz, jestem ju(cid:298) (cid:298)onaty... To jest moja (cid:298)ona, Luiza, z domu Wancenbach... luteranka... A to mój syn, Nafanaił, ucze(cid:276). trzeciej klasy. To, Nafanaiłku, mój przyjaciel z lat dziecinnych! Razem uczyli(cid:286)my si(cid:266) w gimnazjum! Nafanaił pomy(cid:286)lał chwil(cid:266) i zdj(cid:261)ł czapk(cid:266). – Razem uczyli(cid:286)my si(cid:266) w gimnazjum! – ci(cid:261)gn(cid:261)ł chudy. – Pami(cid:266)tasz, jak ci(cid:266) nazywali? Nazywali ci(cid:266) Herostratesem, 1 dlatego (cid:298)e wypaliłe(cid:286) papierosem dziur(cid:266) w ksi(cid:261)(cid:298)ce, która była własno(cid:286)ci(cid:261) szkoły, mnie za(cid:286) – źfialtem, 2 gdy(cid:298) byłem skar(cid:298)ypyt(cid:261). Ho, ho... Źzieci byli(cid:286)my! Nie bój si(cid:266), Nafaniu. Podejd(cid:296) do niego bli(cid:298)ej... A to jest moja (cid:298)ona, z domu Wancenbach... luteranka... Natan chwil(cid:266) my(cid:286)lał i schował si(cid:266) za ojca. – No, a co u ciebie słychać? – spytał tłusty patrz(cid:261)c z rado(cid:286)ci(cid:261) na chudego. – Pracujesz gdzie(cid:286)? Źochrapałe(cid:286) si(cid:266) czego? – Pracuj(cid:266), mój kochany! Jestem asesorem kolegialnym od dwóch lat i nawet dostałem order Stanisława. Pensja licha... ale Bóg tam z ni(cid:261)! (cid:297)ona daje lekcje muzyki, ja za(cid:286), prywatnie oczywi(cid:286)cie, robi(cid:266) drewniane papiero(cid:286)nice! Źoskonałe papiero(cid:286)nice! Sztuk(cid:266) sprzedaj(cid:266) po rublu! Je(cid:298)eli kto(cid:286) bierze dziesi(cid:266)ć sztuk lub wi(cid:266)cej, to, ma si(cid:266) rozumieć, dostaje rabat. W ten sposób jako(cid:286) sobie dajemy rad(cid:266). Pracowałem w departamencie, a teraz zostałem naczelnikiem kancelarii w tym samym ministerstwie... B(cid:266)d(cid:266) teraz tutaj pracował. No, a ty? Pewnie ju(cid:298) jeste(cid:286) radc(cid:261) stanu? Co? – Nie, mój kochany, celuj wy(cid:298)ej – powiedział gruby. – Źosłu(cid:298)yłem si(cid:266) stopnia tajnego radcy... Mam dwie gwiazdki. 1 Herostrates – grecki szewc, który dla zdobycia sławy spalił słynn(cid:261) (cid:286)wi(cid:261)tyni(cid:266) Źiany efeskiej w 356 roku p.n.e. 2 źfialtes – grecki zdrajca, który ułatwił Persom zdobycie Termopil bronionych przez Spartan w 480 roku p.n.e. 8 Chudy nagle zbladł, znieruchomiał, ale po chwili twarz jego wykrzywił szeroki u(cid:286)miechś zdawało si(cid:266), (cid:298)e z jego twarzy i oczu posypały si(cid:266) iskry. Skurczył si(cid:266), zgarbił, stał si(cid:266) jeszcze cie(cid:276)szy... Jego walizy, tłumoczki i kartonowe pudła skurczyły si(cid:266) i zmalały... Wydłu(cid:298)ony podbródek jego (cid:298)ony wydłu(cid:298)ył si(cid:266) jeszcze bardziejś Nafan stan(cid:261)ł na baczno(cid:286)ć i zapi(cid:261)ł mundurek na wszystkie guziki... – Wasza ekscelencjo... bardzo mi miło! Przyjaciel lat dziecinnych, a teraz dygnitarz...! Hi – hi – hi! – Źaj(cid:298)e(cid:298) spokój – skrzywił si(cid:266) gruby. – Po co ten ton? Od dzieci(cid:276)stwa jeste(cid:286)my przyjaciółmi, wi(cid:266)c po co ta urz(cid:266)dowa czołobitno(cid:286)ć. – Wasza wielmo(cid:298)no(cid:286)ć, prosz(cid:266) wybaczyć... Jak(cid:298)e(cid:298) ma być inaczej – zachichotał chudy i skurczył si(cid:266) jeszcze bardziej. – Łaska waszej wielmo(cid:298)no(cid:286)ci... to jakby o(cid:298)ywczy deszczyk... A oto, mój syn, Nafanaił... a to moja (cid:298)ona Luiza, luteranka... do pewnego stopnia... Tłusty w pierwszej chwili chciał zaprotestować, ale na twarzy chudego malował si(cid:266) tak gł(cid:266)boki szacunek, tyle słodyczy i wzbudzaj(cid:261)cego mdło(cid:286)ci uszanowania, (cid:298)e tajny radca poczuł niesmak i odwrócił si(cid:266) podaj(cid:261)c chudemu r(cid:266)k(cid:266) na po(cid:298)egnanie. Chudy u(cid:286)cisn(cid:261)ł mu trzy palce, zgi(cid:261)ł si(cid:266) we dwoje w ukłonie i zachichotał jak Chi(cid:276)czykŚ „Hi– hi —hi . (cid:297)ona u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266). Nafan szurgn(cid:261)ł nog(cid:261) i upu(cid:286)cił czapk(cid:266). Cała trójka była przyjemnie oszołomiona. 1883 9 NA MOSKIEWSKIM PLACU „TRUBNAJA Niewielki plac w pobli(cid:298)u klasztoru pod wezwaniem Narodzenia Pa(cid:276)skiego nosi nazw(cid:266) Trubnaja lub po prostu Trubaś w niedziel(cid:266) odbywa si(cid:266) na nim targ. Snuj(cid:261) si(cid:266) po nim, jak raki w przetaku, setki ko(cid:298)uchów, bekiesz, futrzanych czap, cylindrów. Słychać (cid:286)piew ró(cid:298)nych ptaków, co przypomina wiosn(cid:266). Kiedy (cid:286)wieci sło(cid:276)ce i na niebie nie ma chmur, to (cid:286)piew ptaków i zapach siana odczuwa si(cid:266) o wiele mocniej, wspomnienia o wio(cid:286)nie pobudzaj(cid:261) my(cid:286)li, unosz(cid:261)c je daleko, daleko. Po jednej stronie placyku ustawiono rz(cid:266)dami wozy. Na wozach nie ma ani siana, ani kapusty, ani bobu, s(cid:261) natomiast szczygły, czy(cid:298)yki, (cid:298)urawie, skowronki, kosy, szare drozdy, sikorki i gile. Całe to ptactwo skacze w nieudolnie skleconych własnego wyrobu klatkach i, szczebiocz(cid:261)c, z zazdro(cid:286)ci(cid:261) spogl(cid:261)da na wróble znajduj(cid:261)ce si(cid:266) na wolno(cid:286)ci. Szczygły kosztuj(cid:261) pi(cid:266)ć kopiejek, czy(cid:298)yki s(cid:261) dro(cid:298)sze, na pozostałe za(cid:286) ptaki nie ma okre(cid:286)lonej ceny. – Ile kosztuje skowronek? Sprzedawca sam nie wie, jakiej ceny za(cid:298)(cid:261)dać za skowronka. Źrapie si(cid:266) za uchem i podaje tak(cid:261) cen(cid:266), jaka mu przyjdzie do głowy. Albo rubel, albo trzy kopiejki, w zale(cid:298)no(cid:286)ci od kupuj(cid:261)cego. Ale s(cid:261) i ptaki bardzo kosztowne. Na zabrudzonym dr(cid:261)(cid:298)ku siedzi wyleniały staruszek–drozd z wyskubanym ogonem. Wygl(cid:261)da solidnie, powa(cid:298)nie i siedzi nieruchomo niby zdymisjonowany generał. Źawno ju(cid:298) machn(cid:261)ł łapk(cid:261) na sw(cid:261) niewol(cid:266) i patrzy ju(cid:298) oboj(cid:266)tnie na bł(cid:266)kitne niebo. Widocznie z powodu tej swojej oboj(cid:266)tno(cid:286)ci jest uwa(cid:298)any za ptaka rozs(cid:261)dnego. Nie kupi si(cid:266) go taniej ni(cid:298) za czterdzie(cid:286)ci kopiejek. Koło ptaków, grz(cid:266)zn(cid:261)c w błocie, tłocz(cid:261) si(cid:266) uczniowie gimnazjalni, rzemie(cid:286)lnicy, młodzi panowie w modnych płaszczach, miło(cid:286)nicy ptaków w mocno zniszczonych czapkach, w podwini(cid:266)tych, obstrz(cid:266)pionych, jakby przez myszy poci(cid:266)tych spodniach. Młodzikom i rzemie(cid:286)lnikom handlarze sprzedaj(cid:261) samiczki zamiast samców, młode zamiast starych... Nie bardzo znaj(cid:261) si(cid:266) oni na ptakach. Ale prawdziwego amatora nikt nie oszuka. Ci z daleka dobrze oceniaj(cid:261) ptaki. – Nie mam zaufania do tego ptaka – mówi znawca zagl(cid:261)daj(cid:261)c czy(cid:298)ykowi w dziób i licz(cid:261)c piórka w jego ogonie. – Teraz (cid:286)piewa, to prawda, ale co z tego? Ja równie(cid:298) w towarzystwie za(cid:286)piewam. Nie, bratku, ty mi bez towarzystwa za(cid:286)piewaj, za(cid:286)piewaj sam jeden, je(cid:298)eli potrafisz... Podaj mi tego tam, co siedzi i milczy! Milczka podaj! Milczy, widać, (cid:298)e co(cid:286) sobie my(cid:286)li... Mi(cid:266)dzy wozami z ptakami trafiaj(cid:261) si(cid:266) wozy z innymi stworzeniami. Mo(cid:298)na zobaczyć tu zaj(cid:261)ce, króliki, je(cid:298)e, (cid:286)winki morskie, tchórze. Siedzi zaj(cid:261)c, rozpaczliwie (cid:298)uj(cid:261)c słom(cid:266). (cid:285)winki morskie dygoc(cid:261) z zimna, je(cid:298)e za(cid:286) z zaciekawieniem przygl(cid:261)daj(cid:261) si(cid:266) publiczno(cid:286)ci spod swoich igiełek. – Wyczytałem gdzie(cid:286) – mówi urz(cid:266)dnik ministerstwa poczt, w wypłowiałym płaszczu/ nie zwracaj(cid:261)c si(cid:266) specjalnie do nikogo i z zachwytem patrz(cid:261)c na zaj(cid:261)ca – wyczytałem, (cid:298)e u pewnego uczonego kot, mysz, kobuz 3 i wróbel jadły z jednej miski. – To bardzo mo(cid:298)liwe, prosz(cid:266) pana. Widać, (cid:298)e kot był bity, a kobuz cały ogon ma 3 kobuz – gatunek jastrz(cid:266)bia. 10 wyskubany. (cid:297)adnej uczono(cid:286)ci tu nie ma, wielmo(cid:298)ny panie. Mój kum miał kota, który, z przeproszeniem, jadł ogórki. Kum dwa tygodnie młócił go biczyskiem, dopóki go nauczył. Zaj(cid:261)c, je(cid:286)li go si(cid:266) b(cid:266)dzie bić, potrafi nawet zapalać zapałki. Niech pan si(cid:266) nie dziwi. To zwykła rzecz! We(cid:296)mie w pysk zapałk(cid:266) i – pstryk! Stworzenie potrafi robić to samo, co człowiek. Człowiek, gdy go si(cid:266) bije, staje si(cid:266) m(cid:261)drzejszy, tak samo stworzenie. W tłumie kr(cid:266)c(cid:261) si(cid:266) przekupnie z kogutami i kaczkami pod pach(cid:261). Wszystkie te ptaki s(cid:261) chude i głodne. Kurcz(cid:266)ta wysuwaj(cid:261) z klatek swe brzydkie, niewypierzone łebki i co(cid:286) dziobi(cid:261) w błocie. Chłopcy–goł(cid:266)biarze zagl(cid:261)daj(cid:261) człowiekowi w oczy i usiłuj(cid:261) odgadn(cid:261)ć w nim amatora goł(cid:266)bi. – Taak! Niesposób panu wytłumaczyć! – krzyczy kto(cid:286) ze zło(cid:286)ci(cid:261). – Prosz(cid:266) najpierw si(cid:266) przyjrzeć, a potem mówić! Czy to jest goł(cid:261)b? To jest orzeł, a nie goł(cid:261)b! Wysoki, szczupły m(cid:266)(cid:298)czyzna z bokobrodami i z ogolonymi w(cid:261)sami, chory i pijany, s(cid:261)dz(cid:261)c z powierzchowno(cid:286)ci – lokaj, sprzedaje białego jak (cid:286)nieg bolo(cid:276)czyka. Stary bolo(cid:276)czyk skomli. – Kazała mi sprzedać to (cid:286)wi(cid:276)stwo – mówi lokaj u(cid:286)miechaj(cid:261)c si(cid:266) pogardliwie. – Zbankrutowała na staro(cid:286)ć, nie ma co je(cid:286)ć, wi(cid:266)c teraz psy i koty sprzedaje. Płacze, całuje w obrzydliwe pyski i z n(cid:266)dzy sprzedaje. (cid:285)wi(cid:266)ta prawda! Prosz(cid:266) pa(cid:276)stwa, prosz(cid:266) kupić! Pieni(cid:261)dze s(cid:261) potrzebne na kaw(cid:266). Ale nikt si(cid:266) nie (cid:286)mieje. Obok stoi chłopak i, przymru(cid:298)ywszy jedno oko, patrzy na niego powa(cid:298)nie, ze współczuciem. Najciekawszy jest bazar z rybami. Około dziesi(cid:266)ciu chłopów siedzi rz(cid:266)dem. Przed ka(cid:298)dym wiadro, a w wiadrach malutkie, miniaturowe piekło. Tam w zielonkawej, m(cid:266)tnej wodzie poruszaj(cid:261) si(cid:266) małe karasie, piskorze, płotki, muszelki, (cid:298)aby, trytony. Źu(cid:298)e rzeczne (cid:298)uki z połamanymi nogami (cid:286)migaj(cid:261) po malutkiej powierzchni, wła(cid:298)(cid:261)c na karasie i przeskakuj(cid:261)c przez (cid:298)aby. (cid:297)aby wła(cid:298)(cid:261) na (cid:298)uki, trytony – na (cid:298)aby. (cid:297)ywotne stworzenia! Ciemnozielonkawe liny, jako dro(cid:298)sze ryby, maj(cid:261) lepsze warunkiŚ trzymane s(cid:261) w osobnych słojach, w których, choć nie mog(cid:261) pływać, mimo to nie jest tak ciasno... – Pyszna ryba ten kara(cid:286)! Hodowany kara(cid:286), wielmo(cid:298)ny panie, (cid:298)ebym tak zdrów był! Cały rok mo(cid:298)na go trzymać w kubełku i (cid:298)yje. Tydzie(cid:276) b(cid:266)dzie, jak nałapałem tych ryb. Nałowiłem ich, prosz(cid:266) szanownego pana, w Przerwie i przyszedłem stamt(cid:261)d pieszo. Karasie po dwie kopiejki, piskorze po trzy, a płotki dziesi(cid:261)tka za dziesi(cid:261)tek, bodajby zdechły. Pozwoli pan płotek za pi(cid:261)tk(cid:266)? Mo(cid:298)e ka(cid:298)e pan dać kilka robaków? Przekupie(cid:276) wkłada do wiadra swe grube, szorstkie palce i wyjmuje z niego delikatn(cid:261) płoteczk(cid:266) lub karasika wielko(cid:286)ci paznokcia. Obok wiadra le(cid:298)(cid:261) porozkładane linki do w(cid:266)dek, haczyki i mieni(cid:261)ce si(cid:266) w sło(cid:276)cu czerwonym (cid:286)wiatłem robaki. Mi(cid:266)dzy wozami z ptakami i wiadrami z rybami chodzi staruszek–amator w futrzanej czapie, w okularach w metalowej oprawie i w kaloszach podobnych do dwóch pancerników. Jest to, jak go tu nazywaj(cid:261), „typek . Nie ma przy sobie ani kopiejki, ale nie zwa(cid:298)aj(cid:261)c na to, targuje si(cid:266), denerwuje, wtr(cid:261)ca do kupuj(cid:261)cych swoje trzy grosze. Mniej wi(cid:266)cej w ci(cid:261)gu godziny zd(cid:261)(cid:298)ył ju(cid:298) obejrzeć wszystkie zaj(cid:261)ce, goł(cid:266)bie, ryby – obejrzeć dokładnie i ogłosić wszem wobec gatunek, wiek oraz cen(cid:266) ka(cid:298)dego stworzenia. Interesuje si(cid:266) jak dziecko młodymi szczygiełkami, karasikami i płotkami. Porozmawiajcie z nim na przykład o drozdach, a ten dziwak opowie wam to, czego nie znajdziecie w (cid:298)adnej ksi(cid:261)(cid:298)ce. B(cid:266)dzie opowiadał z zachwytem, nami(cid:266)tnie, jeszcze zgani was za nieuctwo. O szczygłach i gilach gotów jest mówić bez ko(cid:276)ca, wytrzeszczaj(cid:261)c oczy i gwałtownie wymachuj(cid:261)c r(cid:266)kami. Mo(cid:298)na go spotkać na tym placu tylko zim(cid:261), gdy(cid:298) latem gdzie(cid:286) za Moskw(cid:261) wabi przepiórki i na w(cid:266)dk(cid:266) łowi ryby. A oto drugi „typek – bardzo wysoki, bardzo chudy pan w ciemnych okularach, ogolony, w kaszkiecie z b(cid:261)czkiem podobny do poddiaczka 4 z dawnych czasów. To znawcaŚ ma nie 4 poddiaczek – prawosławny kleryk. 11 byle jakie stanowisko, jest nauczycielem gimnazjalnym i o tym wiedz(cid:261) wszyscy stali bywalcy Truby, odnosz(cid:261) si(cid:266) do niego z szacunkiem, kłaniaj(cid:261) mu si(cid:266) i nawet wymy(cid:286)lili dla niego specjalne przezwiskoŚ „Zaimek”. Koło magazynu Sucharewa Zaimek grzebie w ksi(cid:261)(cid:298)kach, natomiast na Trubie szuka rasowych goł(cid:266)bi. – Pan b(cid:266)dzie łaskaw! – krzycz(cid:261) do niego goł(cid:266)biarze. – Szanowny panie Zaimek, prosz(cid:266) zwrócić uwag(cid:266) na turmany, panie Zaimek! – Panie Zaimek! – krzycz(cid:261) do niego z ró(cid:298)nych stron. – Panie Zaimek – gdzie(cid:286) na bulwarze powtarza andrus. A Zaimek widocznie od dawna ju(cid:298) przyzwyczaił si(cid:266) do swego przezwiska i, powa(cid:298)ny, surowy, bierze w obydwie r(cid:266)ce goł(cid:266)bia i uniósłszy go nad głow(cid:261), zaczyna go ogl(cid:261)dać i nas(cid:266)pia si(cid:266) jeszcze bardziej, staje si(cid:266) powa(cid:298)ny niczym spiskowiec. Truba, ten niewielki kawałeczek Moskwy, gdzie tak czule kochaj(cid:261) stworzenia i gdzie je tak m(cid:266)cz(cid:261), (cid:298)yje swym mizerniutkim (cid:298)yciem, gwarna i rozfalowana, a ludzie, zaj(cid:266)ci swymi sprawami lub w drodze do cerkwi na nabo(cid:298)e(cid:276)stwo, ludzie, którzy przechodz(cid:261) obok id(cid:261)c po bulwarach, nie rozumiej(cid:261), po co zebrał si(cid:266) ten tłum, ta pstra mieszanina kapeluszy, czapek i cylindrów, o czym tu rozmawiaj(cid:261), czym handluj(cid:261). 1883 12 EGZAMIN NA WY(cid:297)SZE STANOWISKO żałkin, nauczyciel geografii, uwzi(cid:261)ł si(cid:266) na mnie i zobaczycie, (cid:298)e dzi(cid:286) nie zdam u niego egzaminu – mówił, nerwowo zacieraj(cid:261)c potniej(cid:261)ce r(cid:266)ce, ekspedytor Oddziału Pocztowego Jefim Zacharycz Żendrikow, siwy brodaty m(cid:266)(cid:298)czyzna, z du(cid:298)(cid:261), wzbudzaj(cid:261)c(cid:261) szacunek łysin(cid:261) i solidnym brzuchem. Nie zdam... Jak Bóg na niebie... A rozgniewał si(cid:266) na mnie z powodu bagatelki. Pewnego razu przychodzi do mnie z listem poleconym i przeciska si(cid:266) przez tłum interesantów, (cid:298)ebym ja, rozumiecie, przyj(cid:261)ł jego list najpierw, a potem dopiero listy pozostałych. Tak nie powinno być... Nale(cid:298)y on wprawdzie do ludzi wykształconych, ale mimo wszystko powinien przestrzegać porz(cid:261)dku i zaczekać. Zrobiłem mu grzeczn(cid:261) uwag(cid:266). „Łaskawy panie, prosz(cid:266) stan(cid:261)ć w kolejce – mówi(cid:266) do niego, on za(cid:286) poczerwieniał i odt(cid:261)d zawzi(cid:261)ł si(cid:266) na mnie niczym Saul. 5 Synkowi memu Jegoruszce pałki stawia, o mnie za(cid:286) ró(cid:298)ne brednie rozpowiada po mie(cid:286)cie. Pewnego razu przechodz(cid:266) obok traktierni Kuchtina, a on wychyla si(cid:266) przez okno z kijem bilardowym i krzyczy po pijanemu na cały placŚ „Prosz(cid:266) pa(cid:276)stwa, prosz(cid:266) spojrzećŚ oto idzie wycofany z obiegu stary znaczek pocztowy . Nauczyciel j(cid:266)zyka rosyjskiego Piwomiodow, który stał w korytarzu X Powiatowej Szkoły wraz z Żendrikowem i raczył łaskawie zapalić jego papierosa, wzruszył ramionami i powiedział uspokajaj(cid:261)coŚ – Niech si(cid:266) pan nie denerwuje. Nigdy nie mieli(cid:286)my wypadku, (cid:298)eby takich, jak pan (cid:286)cinano na egzaminie. To tylko pro forma. Żendrikow uspokoił si(cid:266), ale nie na długo. Przez korytarz przeszedł żałkin, młody m(cid:266)(cid:298)czyzna, z rzadziutk(cid:261), jakby wyskuban(cid:261) bródk(cid:261), w spodniach z płótna (cid:298)aglowego, w nowym, granatowym fraku. Spojrzał na Żendrikowa surowym wzrokiem i poszedł dalej. Potem rozeszła si(cid:266) wiadomo(cid:286)ć, (cid:298)e przyjedzie inspektor. Żendrikow zdr(cid:266)twiał i czekał ju(cid:298) z takim strachem w sercu, jaki jest znany tylko pods(cid:261)dnym i przyst(cid:266)puj(cid:261)cym po raz pierwszy do egzaminu. Przez korytarz biegł na ulic(cid:266) etatowy pedel Powiatowej Szkoły Chamow. Za nim, na spotkanie inspektora, pod(cid:261)(cid:298)ał katecheta Zmije(cid:298)ałow, w sutannie, z krzy(cid:298)em na piersi, i inni. Inspektor szkół ludowych Achachow przywitał si(cid:266) gło(cid:286)no, wyraził swe niezadowolenie z powodu nadmiernego kurzu i wszedł do gmachu szkoły. Po pi(cid:266)ciu minutach egzaminy rozpocz(cid:266)ły si(cid:266). Przeegzaminowano dwóch popowiczów, którzy kandydowali na nauczycieli wiejskich. Jeden zdał, drugi si(cid:266) obci(cid:261)ł. Ten, który (cid:286)ci(cid:261)ł si(cid:266) na egzaminie, wytarł nos w czerwon(cid:261) chusteczk(cid:266), postał chwil(cid:266), pomy(cid:286)lał i wyszedł. Przeegzaminowano dwóch wolontariuszów trzeciego stopnia. Wreszcie przyszła kolej na Żendrikowa. – żdzie pan pracuje? – zwrócił si(cid:266) do niego inspektor. – Pracuj(cid:266) jako ekspedytor w miejscowej filii pocztowej, wielmo(cid:298)ny panie – odpowiedział Żendrikow stajać na baczno(cid:286)ć i usiłuj(cid:261)c ukryć przed publiczno(cid:286)ci(cid:261) dr(cid:298)enie r(cid:261)k. – Pracuj(cid:266) od dwudziestu jeden lat, wielmo(cid:298)ny panie, a obecnie za(cid:298)(cid:261)dano ode mnie (cid:286)wiadectwa w zwi(cid:261)zku z postawieniem mojej kandydatury na stanowisko registratora kolegialnego, wobec tego 5 Saul – władca (cid:298)ydowski, zawzi(cid:266)ty przeciwnik pó(cid:296)niejszego króla Źawida. 13 o(cid:286)mielam si(cid:266) poddać przeegzaminowaniu, by otrzymać stanowisko pierwszej kategorii. – Taak... Prosz(cid:266) napisać dyktando. Piwomiodow podniósł si(cid:266) z krzesełka, odchrz(cid:261)kn(cid:261)ł i zacz(cid:261)ł dyktować niskim, przenikliwym basem, usiłuj(cid:261)c przyłapać egzaminowanego na wyrazach, które pisze si(cid:266) inaczej, ni(cid:298) si(cid:266) wymawiaŚ ,,doskonała jest zimna woda, gdy człowiek ma pragnienie itd... Ale mimo podst(cid:266)pów Piwomiodowa dyktando si(cid:266) udało. Przyszły registrator kolegialny bł(cid:266)dów zrobił niewiele, choć wi(cid:266)cej zwracał uwagi na kaligrafi(cid:266) ni(cid:298) na ortografi(cid:266). W wyrazie „nadzwyczajnie napisał dwa „n , wyraz „lepiej napisał „lebiej , słowami za(cid:286) nowe stanowisko wywołał na twarzy inspektora u(cid:286)miech, gdy(cid:298) napisał „nowe satanowisko , ale to nie były zbyt wielkie bł(cid:266)dy. – Z dyktanda dostatecznie – powiedział inspektor. – O(cid:286)mielam si(cid:266) podać do wiadomo(cid:286)ci wielmo(cid:298)nego pana – powiedział zach(cid:266)cony Żendrikow spogl(cid:261)daj(cid:261)c z ukosa na swego wroga żałkina – o(cid:286)mielam si(cid:266) zameldować, (cid:298)e geometrii uczyłem si(cid:266) z podr(cid:266)cznika Źawydowa, poza tym uczyłem si(cid:266) jej u mego siostrze(cid:276)ca Warsonofiego, który przyje(cid:298)d(cid:298)ał na wakacje z Troicko–Sjergiejowskiego, a tako(cid:298) Wifa(cid:276)skiego Seminarium. I planimetrii si(cid:266) uczyłem, i stereometrii... wszystkiego, co jest... – Stereometrii według programu nie nale(cid:298)ało si(cid:266) uczyć. – Nie nale(cid:298)ało? A ja cały miesi(cid:261)c nad ni(cid:261) prze(cid:286)l(cid:266)czałem... Co za szkoda! – westchn(cid:261)ł Żendrikow. – Na razie nie b(cid:266)dziemy mówili o geometrii. Przyst(cid:261)pimy do nauki, któr(cid:261) pan, jako urz(cid:266)dnik pocztowy, prawdopodobnie lubi. żeografia jest nauk(cid:261) pocztowców. Wszyscy nauczyciele u(cid:286)miechn(cid:266)li si(cid:266) z szacunkiem. Żendrikow nie zgadzał si(cid:266) z tym, (cid:298)e geografia jest nauk(cid:261) pocztowców (nigdzie o tym nie napisanoŚ ani w przepisach pocztowych, ani w zarz(cid:261)dzeniach wydawanych dla okr(cid:266)gu), ale powiedział z szacunkiemŚ „Tak jest . Odchrz(cid:261)kn(cid:261)ł nerwowo i z przera(cid:298)eniem oczekiwał pyta(cid:276). Jego wróg, żałkin, przechylił si(cid:266) do tyłu w krze(cid:286)le i nie patrz(cid:261)c na niego spytał przeci(cid:261)gleŚ – ź... prosz(cid:266) mi powiedzieć, jaki jest ustrój w Turcji? – Wiadomo jaki... turecki... – Hm!... turecki... Poj(cid:266)cie bardzo rozległe. Turcja ma ustrój konstytucyjny. A jakie pan zna dopływy żangesu? – Uczyłem si(cid:266) geografii z podr(cid:266)cznika Smirnowa i, przepraszam bardzo, niewiele si(cid:266) nauczyłem... żanges, to jest rzeka w Indiach, która płynie... rzeka ta płynie do oceanu. – Ja pana o to nie pytam. Jakie dopływy ma żanges? Nie wie pan? A gdzie przepływa Araks? I tego pan nie wie? W jakiej guberni znajduje si(cid:266) (cid:297)ytomierz? Trakt osiemnasty, miejsce sto dwudzieste pierwsze. Na czoło Żendrikowa wyst(cid:261)pił zimny pot. Żendrikow zamrugał powiekami i grdyka jego tak si(cid:266) poruszyła, (cid:298)e si(cid:266) wydawało, (cid:298)e przełkn(cid:261)ł własny j(cid:266)zyk. – Mówi(cid:266) jak na spowiedzi, wielmo(cid:298)ny panie – zacz(cid:261)ł bełkotać. – Nawet ojciec protojerej 6 mo(cid:298)e po(cid:286)wiadczyć... Przepracowałem dwadzie(cid:286)cia jeden lat i teraz tak jako(cid:286)... Całe swe (cid:298)ycie b(cid:266)d(cid:266) prosił Boga... – Źobrze, dajmy spokój z geografi(cid:261). Co pan przygotował z matematyki? – I matematyk(cid:266) nie bardzo... Nawet ojciec protojerej mo(cid:298)e po(cid:286)wiadczyć... Całe swe (cid:298)ycie b(cid:266)d(cid:266) prosił Boga... Z podr(cid:266)cznika samego Pokrowa kułem i kułemś ale jako(cid:286) do głowy nie szło... Za stary jestem do tych nauk... Niech pan b(cid:266)dzie tak łaskaw, wielmo(cid:298)ny panie, prosz(cid:266) mi kazać przez całe swe (cid:298)ycie prosić Boga... Na rz(cid:266)sach Żendrikowa zawisły łzy. – Pracowałem uczciwie, nieskazitelnie. Spowiadam si(cid:266) co roku... Nawet ojciec protojerej mo(cid:298)e po(cid:286)wiadczyć... Niech pan b(cid:266)dzie wspaniałomy(cid:286)lny, wielmo(cid:298)ny panie. 6 protojerej – prawosławny wy(cid:298)szy duchowny. 14 – Nic pan nie przygotował? – Wszystko przygotowałem, ale nic nie pami(cid:266)tam... Wkrótce stuknie mi sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)tka, wielmo(cid:298)ny panie, gdzie mi tam do nauki? Niech pan b(cid:266)dzie łaskaw! – On ju(cid:298) nawet czapk(cid:266) z b(cid:261)czkiem obstalował sobie... – powiedział protojerej Zmije(cid:298)ałow i u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266). – Źobrze, mo(cid:298)e pan wyj(cid:286)ć! – powiedział inspektor. Po upływie pół godziny Żendrikow triumfalnie szedł w towarzystwie nauczycieli do traktierni 7 Kuchtina na herbat(cid:266). Twarz jego promieniała, oczy płon(cid:266)ły, ale co chwila drapał si(cid:266) za uchem, widać n(cid:266)kała go jaka(cid:286) my(cid:286)l. – Jaka szkoda! – mruczał. – Co za głupota z mej strony! – O co chodzi? – spytał Piwomiodow. – Po co ja si(cid:266) uczyłem stereometrii, je(cid:286)li nie ma jej w programie? Cały miesi(cid:261)c nad ni(cid:261), podł(cid:261), siedziałem. Jaka szkoda! 1884 7 traktiernia – jadłodajnia. 15 KAMELEON Przez targowy plac kroczy rewirowy Oczumiełow w nowym płaszczu z zawini(cid:261)tkiem w r(cid:266)ku. Tu(cid:298) za nim idzie rudy stójkowy z sitem pełnym skonfiskowanego agrestu. Cisza dokoła... Na placu nie ma (cid:298)ywego ducha... Otwarte drzwi sklepów i szynków patrz(cid:261) sm(cid:266)tnie na (cid:286)wiat bo(cid:298)y, jak głodne paszcz(cid:266)ki, nie widać koło nich nawet (cid:298)ebraków. – B(cid:266)dziesz mi tu gryzł, przekl(cid:266)ty! – słyszy nagle Oczumiełow. – Chłopcy, trzymać go! Teraz nie wolno gry(cid:296)ć! Łap! A... a! Rozlega si(cid:266) psi skowyt. Oczumiełow ogl(cid:261)da si(cid:266) i widziŚ ze składu drzewa kupca Piczugina wybiega pies skacz(cid:261)c na trzech łapach i ogl(cid:261)da si(cid:266) trwo(cid:298)nie. Za nim p(cid:266)dzi m(cid:266)(cid:298)czyzna w perkalowej, nakrochmalonej koszuli i w rozpi(cid:266)tej kamizelce. Pochylony ku przodowi, biegnie za psem i nagle pada na ziemi(cid:266), chwytaj(cid:261)c go za tylne łapy. Znowu rozlega si(cid:266) psi skowyt i krzykŚ ,,Trzymaj! Ze sklepów wychylaj(cid:261) si(cid:266) senne twarze i niebawem koło składu jak spod ziemi wyrasta tłum. – Ani chybi, jakie(cid:286) zakłócenie porz(cid:261)dku, wielmo(cid:298)ny panie...! – mówi stójkowy. Oczumiełow robi pół obrotu w lewo i kieruje si(cid:266) w stron(cid:266) zgromadzonych ludzi. WidziŚ przy samych drzwiach składu stoi opisany wy(cid:298)ej m(cid:266)(cid:298)czyzna w rozpi(cid:266)tej kamizelce i podnosz(cid:261)c do góry praw(cid:261) r(cid:266)k(cid:266) pokazuje zebranym okrwawiony palec. Z jego pijackiej twarzy mo(cid:298)na wyczytaćŚ „Ju(cid:298) ja ci zadam bólu, szelmo! Palec za(cid:286) wygl(cid:261)da jak sztandar zwyci(cid:266)ski. W m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)nie tym Oczumiełow poznaje złotnika Chriukina. W (cid:286)rodku tłumu, rozstawiwszy przednie łapy i dr(cid:298)(cid:261)c na całym ciele, siedzi na ziemi sprawca skandalu – młody szczeniak, biały chart z ostr(cid:261) mordk(cid:261) i (cid:298)ółt(cid:261) plam(cid:261) na grzbiecie. W jego łzawi(cid:261)cych si(cid:266) oczach widać przygn(cid:266)bienie i strach. – Co si(cid:266) tu stało? – pyta Oczumiełow przeciskaj(cid:261)c si(cid:266) przez tłum. – Czego(cid:286)cie si(cid:266) tu zebrali? A tobie co znowu z tym palcem...? Kto tu krzyczał? – Id(cid:266) sobie, wasza wielmo(cid:298)no(cid:286)ć, nikomu w drog(cid:266) nie wchodz(cid:266)... – zaczyna Chriukin kaszl(cid:261)c w gar(cid:286)ć. – Id(cid:266) z Mirijem Mitryczem wzgl(cid:266)dem drzewa i nagle ten podlec ni z tego ni z owego chwyta mnie za palec. ...Przepraszam wielmo(cid:298)nego pana, jestem człowiek pracuj(cid:261)cy... Mam delikatn(cid:261) robot(cid:266). Niech mi zapłac(cid:261), gdy(cid:298) tym palcem mo(cid:298)e nawet z tydzie(cid:276) nie b(cid:266)d(cid:266) mógł ruszać... Tego nawet w ustawach nie ma, wasza wielmo(cid:298)no(cid:286)ć, (cid:298)eby przez takie bydl(cid:266) człowiek musiał cierpieć... żdyby wszyscy zacz(cid:266)li gry(cid:296)ć, to ju(cid:298) lepiej nie (cid:298)yć na tym (cid:286)wiecie... – Hm!... Źobrze... – mówi Oczumiełow, surowo ruszaj(cid:261)c brwiami i pochrz(cid:261)kuj(cid:261)c. – Źobrze... Czyj to pies? Ja tego płazem nie puszcz(cid:266)! Ja wam poka(cid:298)(cid:266), (cid:298)eby tak psy rozpuszczać! Czas zwrócić uwag(cid:266) na tych panów, którzy nie chc(cid:261) podporz(cid:261)dkować si(cid:266) przepisom! żdy mu wlepi(cid:266) kar(cid:266), draniowi, to b(cid:266)dzie dobrze wiedział, co to jest pies czy inne bezpa(cid:276)skie bydl(cid:266)! Ju(cid:298) ja mu poka(cid:298)(cid:266), gdzie raki zimuj(cid:261)...! Jełdrin – zwrócił si(cid:266) przodownik do stójkowego – dowiedz si(cid:266), czyj to pies i spisz protokół. A tego psa trzeba sprz(cid:261)tn(cid:261)ć. Natychmiast! Na pewno jest w(cid:286)ciekły. Czyj to pies, pytam? – To zdaje si(cid:266) generała (cid:297)ygałowa! – mówi kto(cid:286) z tłumu. – żenerała (cid:297)ygałowa?. Hm!... Zdejmij no, Jełdrin, ze mnie płaszcz. Strach, jak gor(cid:261)co! 16 Chyba b(cid:266)dzie deszcz... Jednego tylko nie rozumiem, jak on mógł ciebie ugry(cid:296)ć? – Oczumiełow zwraca si(cid:266) do Chriukina. – Czy(cid:298) on mo(cid:298)e si(cid:266)gn(cid:261)ć ci do palca? Toć on malutki, a z ciebie taki dryblas! Ty pewnie rozharatałe(cid:286) palec ó jaki(cid:286) gwó(cid:296)d(cid:296), a potem przyszło ci do głowy, (cid:298)e mo(cid:298)e uda si(cid:266) na tym zarobić. Ty przecie(cid:298)... wiadomo, co z was za ludzie! Znam was, wy diabły! – On, wasza wielmo(cid:298)no(cid:286)ć, dla kawału, papieros mu w mord(cid:266) pchał, a ten, nie w ciemi(cid:266) bity, cap go za palec... żłupi człowiek, wasza wielmo(cid:298)no(cid:286)ć! – Ł(cid:298)esz, ty kulasie! Nie widziałe(cid:286), wi(cid:266)c po co kłamiesz? Ich wielmo(cid:298)no(cid:286)ć maj(cid:261) swój rozum i poznaj(cid:261), kto ł(cid:298)e, a kto wedle sumienia, jak przed Bogiem... A je(cid:298)eli ja kłami(cid:266), to niechaj s(cid:266)dzia pokoju rozs(cid:261)dza. On wie, co w prawie stoi napisane... Teraz s(cid:261) wszyscy równi... Sam mam brata w (cid:298)andarmerii... je(cid:298)eli chcecie wiedzieć... – Nie m(cid:261)drzyć mi si(cid:266) tu! – Nie, to nie pana generała... – mówi po namy(cid:286)le stójkowy. – żenerał nie ma takich. On przewa(cid:298)nie ma wy(cid:298)ły... – A wiesz to na pewno? – Na pewno, wasza wielmo(cid:298)no(cid:286)ć... – Sam wiem. żenerał ma psy drogie, rasowe, a ten, diabli wiedz(cid:261), co to jest! Ani ma(cid:286)ci, ani wygl(cid:261)du... paskudztwo jakie(cid:286)... I takiego psa trzymać?! żdzie wy macie rozum? Niechby si(cid:266) trafił taki pies w Petersburgu albo w Moskwie, to wiecie, co by si(cid:266) stało? Tam nie patrzyliby na przepisy, tylko od razu – w łeb! Ty, Chriukin, zostałe(cid:286) poszkodowany i tej sprawy tak nie puszczaj... Trzeba ich nauczyć! Najwy(cid:298)szy czas... – A mo(cid:298)e i generalski?... – rozmy(cid:286)la gło(cid:286)no stójkowy. – Na jego pysku nie jest napisane... Niedawno widziałem u niego na podwórzu takiego samego. – Wiadomo, (cid:298)e generalski! – rozległ si(cid:266) głos w tłumie. – Hm...! Jełdrin, pomó(cid:298) no mi, bracie, wło(cid:298)yć płaszcz... Wiatr jako(cid:286) powiał... Zi(cid:266)bi mnie... Odprowadzisz go do generała i tam si(cid:266) zapytasz. Powiesz, (cid:298)e znalazłem go i przysyłam... I powiesz, (cid:298)eby go nie wypuszczali na ulic(cid:266)... Mo(cid:298)e to drogi pies, a je(cid:298)eli ka(cid:298)da (cid:286)winia b(cid:266)dzie mu w nos pchała papierosa, to psina pr(cid:266)dko si(cid:266) zmarnuje. Pies jest zwierz(cid:266)ciem delikatnym... A ty, bałwanie, spu(cid:286)ć łap(cid:266)! Nie masz po co wystawiać swego głupiego palucha! Sam jeste(cid:286) sobie winien...! – Idzie wła(cid:286)nie kucharz generała, zapytajmy go... Hej, Prochor! Chod(cid:296) no tutaj, mój drogi! Spójrz na tego psa... Czy to wasz? – Te(cid:298) wymy(cid:286)lił! Nigdy u nas takich nie było! – Nie warto nawet pytać – mówi Oczumiełow. – To pies bezdomny! Co tu du(cid:298)o gadać... Je(cid:298)eli powiedziałem, (cid:298)e bezpa(cid:276)ski, to znaczy, (cid:298)e bezpa(cid:276)ski... Zabić i tyle. – To nie nasz – mówi dalej Prochor – to pies brata naszego generała, który przyjechał wczoraj. Nasz nie lubi chartów. Jego brat, to ich amator... – Ach, to brat generała przyjechał? Włodzimierz Iwanycz? – pyta Oczumiełow i twarz jego rozja(cid:286)nia przymilny u(cid:286)miech. – Patrzcie pa(cid:276)stwo! A ja nic o tym nie wiedziałem! W odwiedziny przyjechał? – W odwiedziny... – Ach, mój Bo(cid:298)e... St(cid:266)sknił si(cid:266) za bratem... A ja nic nie wiedziałem! Wi(cid:266)c to jego piesek? Bardzo mi miło... Zabierz go... Piesek niebrzydki... Taki sprytny... Cap tego za palec! Cha – cha – cha!... No, czego dr(cid:298)ysz? Wrrr... wr... Zły, szelma!... Ach, co za psina... Prochor woła psa i odchodzi z nim od składu drzewa. Tłum (cid:286)mieje si(cid:266) z Chriukina. – Ty si(cid:266) jeszcze dostaniesz w moje r(cid:266)ce! – odgra(cid:298)a si(cid:266) Oczumiełow i, owijaj(cid:261)c si(cid:266) w płaszcz, rusza w dalsz(cid:261) drog(cid:266) po rynku. 17 CHIRURGIA Szpital ziemski. W czasie nieobecno(cid:286)ci lekarza, który wyjechał na własny (cid:286)lub, chorych przyjmuje felczer Kuriatin – otyły, czterdziestoletni m(cid:266)(cid:298)czyzna, w zniszczonej czesuczowej marynarce i wytartych sukiennych spodniach. Twarz jego wyra(cid:298)a zadowolenie i poczucie spełnionego obowi(cid:261)zku. Mi(cid:266)dzy wskazuj(cid:261)cym a (cid:286)rodkowym palcem lewej r(cid:266)ki tkwi wstr(cid:266)tnie woniej(cid:261)ce cygaro. Źo pokoju przyj(cid:266)ć wchodzi zakrystian Wo(cid:286)migłasow – wysoki, barczysty starzec w brunatnej sutannie, z szerokim skórzanym pasem. Jego prawe oko jest pokryte bielmem i do połowy przesłoni(cid:266)te powieka, na nosie ma brodawk(cid:266), podobn(cid:261) z daleka do du(cid:298)ej muchy. Zakrystian przez chwil(cid:266) szuka wzrokiem ikony, a nie znajduj(cid:261)c jej, robi znak krzy(cid:298)a, kłaniaj(cid:261)c si(cid:266) w stron(cid:266) butli z roztworem karbolowym, nast(cid:266)pnie wyjmuje z czerwonej chustki do nosa prosfor(cid:266) 8 i z ukłonem kładzie j(cid:261) przed felczerem. – A—a—a... moje uszanowanie – ziewa felczer. – Co pana tu sprowadza? – Przy (cid:286)wi(cid:266)tej niedzieli najlepsze (cid:298)yczenia, Sergiuszu Ku(cid:296)miczu. Ja do wielmo(cid:298)nego pana... Za pozwoleniem, szczer(cid:261) prawd(cid:266) napisano w psałterzuŚ „A napój mój łzami rozcie(cid:276)cz(cid:266) . Usiadłem wczoraj z moj(cid:261) star(cid:261) do herbaty i – mój Bo(cid:298)e – ani rusz, (cid:298)eby choć kropelk(cid:266), a tu ani tyciej odrobinki, wprost kład(cid:296) si(cid:266), człowieku, i umieraj. Łykn(cid:266) troszeczk(cid:266) – i wi(cid:266)cej nie mog(cid:266)! A do tego jeszcze z(cid:261)b, cała ta strona... Rwie i rwie! W uchu (cid:286)widruje, przepraszam za wyra(cid:298)enie, jakby w nim był gwó(cid:296)d(cid:296) lub jaki(cid:286) inny przedmiotś (cid:286)widruje i (cid:286)widruje! żrzeszny jestem i pełen winy... grzechy ci(cid:261)(cid:298)(cid:261) na mej duszy i w lenistwie (cid:298)ywot swój p(cid:266)dz(cid:266)... Wszystko to za grzechy, Sergiuszu Ku(cid:296)miczu, za grzechy! Ojciec jerej 9 karci mnie po mszyŚ „J(cid:266)zyk ci si(cid:266) pl(cid:261)cze, Jefimie, i (cid:286)piewasz jak p(cid:266)kni(cid:266)ty garnek. (cid:285)piewasz, a nic nikt nie rozumie . Ale jaki, niech pan sam pomy(cid:286)liś mo(cid:298)e być (cid:286)piew, je(cid:298)eli g(cid:266)by nie mo(cid:298)na otworzyć, wszystko napuchło, przepraszam za wyra(cid:298)enie, cał(cid:261) noc nie spałem. – No, tak... Prosz(cid:266) siadać... Prosz(cid:266) otworzyć usta! Wo(cid:286)migłasow siada i otwiera usta. Kuriatin nas(cid:266)pił si(cid:266). Patrzy w otwarte usta i w(cid:286)ród po(cid:298)ółkłych ze staro(cid:286)ci i od tytoniu z(cid:266)bów dostrzega jeden, ozdobiony przepa(cid:286)cist(cid:261) dziupl(cid:261). – Ojciec diakon kazali mi przykładać wódk(cid:266) z chrzanem – nic nie pomogło. żlikierija Anisimowna, daj jej Bo(cid:298)e zdrowie, znowu dała mi nitk(cid:266) z klasztoru na górze Atos, (cid:298)ebym nosił na r(cid:266)ce, i kazała ciepłym mlekiem z(cid:266)by płukać, a ja, prawd(cid:266) mówi(cid:261)c, nitk(cid:266) nało(cid:298)yłem, ale co do mleka, to si(cid:266) nie zastosowałemś Boga si(cid:266) boj(cid:266), przecie(cid:298) to post... – Przes(cid:261)d... (pauza). A z(cid:261)b trzeba wyrwać, Jefimie Micheiczu! – Pan wie lepiej, co trzeba, Sergiuszu Ku(cid:296)miczu. Na to jest pan uczony, (cid:298)eby wiedzieć, co trzebaś czy wyrwać, czy kropelkami lub czym(cid:286) innym... Po to wy, dobrodzieje nasi, tu jeste(cid:286)cie, daj wam Bo(cid:298)e zdrowie, (cid:298)eby(cid:286)my mieli za co modlić si(cid:266) na wasz(cid:261) intencj(cid:266) dzie(cid:276) i 8 prosfora – prawosławna hostia. 9 jerej – prawosławny duchowny. 18 noc, ojcaszkowie rodzeni... do grobowej deski... – Źrobnostka – felczer udaj(cid:261)c skromnego, podchodzi do szafy i grzebie w(cid:286)ród narz(cid:266)dzi. – Chirurgia – to bagatelka... Najwa(cid:298)niejsze jest przyzwyczajenie, pewna r(cid:266)ka... Tyle co splun(cid:261)ć i po wszystkim. Niedawno, tak samo jak pan, przyjechał do szpitala obywatel ziemski Aleksander Iwanycz źgipski. Te(cid:298) z z(cid:266)bem... Człowiek wykształcony, o wszystko si(cid:266) pyta, na wszystkim si(cid:266) zna, co i jak. R(cid:266)k(cid:266) podaje, panem tytułuje... W Petersburgu mieszkał siedem lat, wszystkich profesorów poznał na wylot. Źługo(cid:286)my z nim tutaj... na wszystkie (cid:286)wi(cid:266)to(cid:286)ci zaklinałś wyrwij mi go pan, Sergiuszu Ku(cid:296)miczu! A dlaczegoby nie wyrwać? Tylko (cid:298)e tu trzeba rozumieć, co i jak, bez zrozumienia ani rusz. Z(cid:266)by bywaj(cid:261) ró(cid:298)ne. Jeden rwie si(cid:266) kleszczami, drugi – kozi(cid:261) nó(cid:298)k(cid:261), trzeci kluczem 10 ... Zale(cid:298)y jak komu... Żelczer wyjmuje kozi(cid:261) nó(cid:298)k(cid:266), przez chwil(cid:266) patrzy na ni(cid:261) z wahaniem, potem odkłada j(cid:261) i bierze kleszcze. – No, tak, prosz(cid:266) szeroko otworzyć usta – powiedział podchodz(cid:261)c do zakrystiana z kleszczami. – Zaraz my go tu, jego... tyle, co splun(cid:261)ć, i b(cid:266)dzie po wszystkim. Tylko dzi(cid:261)sło naci(cid:261)ć... i dokonać trakcji wzdłu(cid:298) osi pionowej... i ju(cid:298) (nacina dzi(cid:261)sło)... i ju(cid:298). – Źobroczy(cid:276)cy wy nasi... Sk(cid:261)d my, głupcy, mamy wiedzieć, ale was to Pan Bóg o(cid:286)wiecił. – Prosz(cid:266) nie rozmawiać z otwartymi ustami. Ten, z(cid:261)b łatwo si(cid:266) da wyrwać, ale bywa tak, (cid:298)e tylko same pnie... Ten tyle, co splun(cid:261)ć, i b(cid:266)dzie po wszystkim (zakłada kleszcze). Chwileczk(cid:266) prosz(cid:266) si(cid:266) nie ruszać... Prosz(cid:266) siedzieć spokojnie... Jedno mgnienie oka... (ci(cid:261)gnie). Najwa(cid:298)niejsze, (cid:298)eby chwycić jak najgł(cid:266)biej... (ci(cid:261)gnie). (cid:297)eby koronka si(cid:266) nie złamała. – Ojcowie nasi... O, Matko Naj(cid:286)wi(cid:266)tsza!... Www... – Nie tego... nie tego... jak go tam? Prosz(cid:266) nie chwytać mnie za r(cid:266)ce! Prosz(cid:266) wzi(cid:261)ć r(cid:266)ce! (ci(cid:261)gnie). Zaraz... ju(cid:298), ju(cid:298)... Przecie(cid:298) to nie łatwa sprawa. – Ojcowie... rodzeni... (krzyczy). – Anieli (cid:286)wi(cid:266)ci! Oho, ho... Ale(cid:298) rwij ju(cid:298), rwij(cid:298)e! No, co pi(cid:266)ć lat ci(cid:261)gniesz ! – To przecie(cid:298)... chirurgia... Tak od razu nie mo(cid:298)na... Ju(cid:298), ju(cid:298). Wo(cid:286)migłasow podnosi kolana do łokci, przebiera skurczonymi palcami, wybałusza oczy, oddycha nierówno. Na jego p(cid:261)sowej twarzy wyst(cid:266)puje pot, oczy s(cid:261) pełne łez. Kuriatin, sapi(cid:261)c i drepcz(cid:261)c na jednym miejscu przed zakrystianem, ci(cid:261)gnie... Mija m(cid:266)cz(cid:261)ce pół minuty – i kleszcze zeskakuj(cid:261) z z(cid:266)ba. Zakrystian zrywa si(cid:266) z miejsca i wkłada paluchy do ust. W ustach znalazł z(cid:261)b na dawnym miejscu. – Wyrwał!... – mówi płaczliwie i jednocze(cid:286)nie dodaje kpi(cid:261)cym tonem. – (cid:297)eby ci(cid:266) tak na tamtym (cid:286)wiecie ci(cid:261)gn(cid:266)li! Źzi(cid:266)kuj(cid:266) uni(cid:298)enie! Je(cid:286)li nie umiesz rwać, to si(cid:266) nie bierz! (cid:285)wiata bo(cid:298)ego nie widz(cid:266)...! – To po co za r(cid:266)ce chwytasz? – mówi rozzłoszczony felczer. – Ja tu ci(cid:261)gn(cid:266), a on mnie za r(cid:266)k(cid:266) i jeszcze gada ró(cid:298)ne głupie słowa. Źure(cid:276)! – Sam jeste(cid:286) dure(cid:276)! – My(cid:286)lisz, chłopie, (cid:298)e to tak łatwo z(cid:261)b wyrwać? Spróbuj tylko, to nie jest to, co wle(cid:296)ć na dzwonnic(cid:266) i w dzwony b(cid:266)bnić! (przedrze(cid:296)nia)Ś „Nie potrafisz, nie potrafisz! Patrzcie go, nauczyciel si(cid:266) znalazł! Widzicie go...! Panu źgipskiemu Aleksandrowi Iwanyczowi rwałem i nic, (cid:298)eby choć jedno słowo... Pan troch(cid:266) wi(cid:266)kszy od ciebie, a za r(cid:266)ce nie chwytał. Siadaj! Siadaj, powiadam ci! – (cid:285)wiata nie widz(cid:266)... Pozwól odetchn(cid:261)ć... Och! (siada). – Tylko nie ci(cid:261)gnij długo, a rwij. Nie ci(cid:261)gnij, tylko rwij... Od razu! —B(cid:266)dziesz mi tu uczył uczonego! Chryste Panie, có(cid:298) to za ludzie nie o(cid:286)wieceni! (cid:297)yj tu z takimi... do cna skapcaniejesz! Otwórz g(cid:266)b(cid:266)... (zakłada kleszcze). Chirurgia, bracie, to nie (cid:298)arty... to nie to, co modlitwy dukać nam na chórze... (ci(cid:261)gnie). Nie szarp si(cid:266)... Z(cid:261)b widać 10 kleszcze, kozia nó(cid:298)ka i klucz – stomatologiczne instrumenty do wyrywania z(cid:266)bów. 19 zastarzały gł(cid:266)boko zapu(cid:286)cił korzenie... (ci(cid:261)gnie). Nie kr(cid:266)ć si(cid:266)! Tak... tak... Nie ruszaj si(cid:266)... No... no... (słychać chrz(cid:266)st). Wiedziałem, (cid:298)e tak b(cid:266)dzie! Wo(cid:286)migłasow siedział przez chwil(cid:266) bez ruchu, jak omdlały. Był oszołomiony, oczy jego t(cid:266)po patrzyły w przestrze(cid:276), na bladym obliczu błyszczał pot... – Trzeba mi było wzi(cid:261)ć kozi(cid:261) nó(cid:298)k(cid:266)... – mruczał felczer. – To ci zdarzenie! Zakrystian powoli przychodził do siebie. Wło(cid:298)ył palce do ust i w miejscu, gdzie był chory z(cid:261)b, znalazł dwie stercz(cid:261)ce zadry. – Źiabeł parrrszywy... – wykrztusił. – Nasłali tu was, Judaszów, na nasz(cid:261) zgub(cid:266)! – Jeszcze mi tu b(cid:266)dziesz wymy(cid:286)lać – warkn(cid:261)ł felczer odkładaj(cid:261)c kleszcze do szafy. – Nieuk. Za mało ci w bursie rózeg brzozowych wsypali. Pan źgipski Aleksander Iwanycz siedem lat mieszkał w Petersburgu wykształcenie... Sam garnitur, co jest na nim, kosztuje sto rubli... a te(cid:298) nie wymy(cid:286)lał... A ty co. Taka wa(cid:298)na osobisto(cid:286)ć? Nic ci nie b(cid:266)dzie, nie zdechniesz. Zakrystian zabiera ze st
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Opowiadania humorystyczne
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: