Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00302 005484 15385771 na godz. na dobę w sumie
Opowiadanie w perspektywie badań porównawczych - ebook/pdf
Opowiadanie w perspektywie badań porównawczych - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 462
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-164-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> literaturoznawstwo, językoznawstwo
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Na tom składa się wybór artykułów literaturoznawców i teoretyków literatury związanych z zagadnieniem narracji i procesu opowiadania. Podzielone są one na cztery części: „Inny/Etyka”, „Narratologia”, „Nie tylko literatura”, „Gatunki/Kategorie”.
„Tom ten kontynuuje prace zespołu Antropologia Opowiadania. Ich pierwszym etapem był zbiór «Praktyki opowiadania». Tym razem zaprosiliśmy do dyskusji kolegów z zagranicy. Wzbogacając tematycznie wyjściowy problem, przywołujemy nowe konteksty, ale też – można mieć nadzieję – wznosimy nowe rozpoznania.”

Ze słowa od redaktora naukowego

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1164-7 Zofia Mitosek Opowiadanie w perspektywie badań porównawczych universitas Zofia Mitosek Opowiadanie w perspektywie badań porównawczych 5 Opowiadać dalej... Tom ten kontynuuje prace zespołu Antropologia Opowiada− nia. Ich pierwszym etapem był zbiór Praktyki opowiadania. Tym razem zaprosiliśmy do dyskusji kolegów z zagranicy. Wzbogacając tematycznie wyjściowy problem, przywołujemy nowe konteksty, ale też – można mieć nadzieję – wnosimy nowe rozpoznania. W tym, co napiszę teraz, chciałabym uzu− pełnić ustalenia i rozstrzygnięcia terminologiczne z poprzed− niego tomu; wymaga tego nie tylko logika przedmiotu, ale też tytuł, jaki przyjęliśmy w naszych artykułach i spotkaniach. Chodzi o stosunek antropologii do badań porównawczych. Samą antropologię pojmujmy jako poszukiwanie uniwer− saliów, mechanizmów i struktur niezbywalnie związanych z homo sapiens, a zatem funkcjonujących od momentu powsta− nia życia społecznego i kultury. Jej nowoczesną wersję przed− stawił Claude Lévi−Strauss: „Dąży ona (antropologia – Z.M.) do uzyskania wiedzy, dającej się stosować do całokształtu roz− woju ludzkości od, powiedzmy, małp człekokształtnych do współczesnych ras, i zmierza do sformułowania wniosków po− zytywnych czy negatywnych, ale prawomocnych dla wszelkich społeczeństw ludzkich od wielkiego współczesnego miasta do najmniejszego plemienia melanezyjskiego”1. Takim powszech− nikiem dla ludzkich społeczeństw jest język. Jednakże już naj− 1 C. Lévi−Strauss, Antropologia strukturalna, przeł. K. Pomian, Warsza− wa 1970, s. 455, rozdział Miejsce antropologii wśród nauk społecznych i pro− blemy związane z jej nauczaniem. 6 Zofia Mitosek wcześniejsze dzieje społeczeństw dowodzą obecności narracji. Antropolog zakłada, że poszukiwane uniwersalia nie mają natury transcendentnej: kształtując poszczególne zachowania i przedstawienia, same są ich wynikiem, wytworem działal− ności ludzkiej. Nie jest tak, że istnieje jakaś ogólna idea opo− wiadania, która spełniałaby się w konkretnych praktykach. To zróżnicowane praktyki są pierwotne, a ich powtarzalność i powszechność, stwierdzana poprzez p o r ó w n a n i e prowa− dzi do przypisania im walorów uniwersalnych2. Warto jesz− cze powtórzyć za Lévi−Straussem, że „Niezależnie od tego, czy antropologia ogłasza się za ‘społeczną’ czy ‘kulturową’, dąży ona zawsze do poznania c z ł o w i e k a c a ł o ś c i o w e g o, przy czym ujmuje się go w jednym przypadku wychodząc od jego w y t w o r ó w , w drugim zaś – wychodząc od jego p r z e d− s t aw i e ń”3. Te banalne przypomnienia nie są od rzeczy, jako że słowo „antropologia” robi w najnowszej humanistyce niesłychaną ka− rierę. Stanowi niejako magiczne remedium na kłopoty różnych metodologii i różnych sposobów organizacji życia naukowego, na rozproszenie i prowizoryczność ujęć, wielotematyczność i wielopoziomowość dyskursów, sceptycyzm i relatywizm po− znawczy, krytykę „wielkich narracji” czyli opowieści szukają− cych uzasadnienia wiedzy w metafizyce. Dzisiaj antropologię pojmuje się jako sumę tego, co kiedyś określano jako socjolo− gię kultury czy sztuki, badanie genezy i funkcji jej wytworów (także wytworów literackich), analizę dyskursu, poetykę hi− storyczną i historię recepcji – zatem jako wiedzę ogniskującą te wszystkie dyscypliny, które sygnalizują dystans wobec im− manentnego podejścia do tekstów kultury. Mówi się także o antropologii literatury, podkreślając zwią− zek literaturoznawstwa z tzw. „badaniami kulturowymi”. W najnowszej, zaproponowanej przez Ryszarda Nycza wersji, chodzi o poszukiwania w tekstach literackich znaków kultu− ry i – dialektycznie – w rozmaitych tekstach kultury cech dys− kursu literackiego. Nawiązanie do antropologii jest jednak niepewne. Trudno traktować dyskurs literacki jako rzeczywi− 2 Por. tamże, s. 445. 3 Tamże, s. 456. Opowiadać dalej... 7 stość niezbywalną dla wszystkich społeczeństw; wiemy dobrze, ile trudności sprawia sama definicja literatury. Natomiast kategoria opowiadania stanowić mogłaby dla takiego projek− tu dobre tertium comparationis: prace nasze dowodzą, że funk− cjonuje ona w obydwu zakresach (kultury i literatury), a po− równanie rozmaitych praktyk prowadzi nie tylko do lepszego opisu opowiadania jako takiego, ale – przede wszystkim – do wzajemnego oświetlenia samych praktyk, w ich niepowtarzal− nym konkrecie. Bo przecież antropologia od konkretów wychodziła. Lévi− Strauss pokazuje kolejne stadia uogólnień: od obserwacji et− nograficznej, poprzez porównania i uogólnienia etnologiczne aż do antropologicznej syntezy. Mimo że kognitywiści skłonni są przyznać narracyjności rangę schematu mentalnego, decy− dującego o rozumieniu i projektowaniu zachowań, antropolo− gia opowiadania nie rezygnuje z analiz szeroko pojętej empi− rii. Obiektem jej staje się zarówno epos, jak i traktat filozo− ficzny, tekst literacki, jak i opowieść na użytek psychologa, scenariusz filmowy, reklama, historia z komiksu, utwór do− kumentalny, wiadomości prasowe. Ale nie tylko. Ogląd jed− nego tekstu kultury przez inny, np. produkcji wizualnej przez linearność fabularnego zapisu, narracji historycznej przez fi− gury retoryczne, opowieści literackiej przez polifonię muzyczną wskazuje na to, że konfrontacja tych wszystkie praktyk, two− rzących globalną, ale zawsze historycznie określoną semios− ferę, dokonywana w imię podobieństwa i różnicy, przynosi efekty poznawcze dotyczące nie tyle samych uniwersaliów, co dynamiki określonej formacji kulturowej. Wskazane tu zakresy badań przejawiają się w naszych do− ciekaniach; ich celem jest odpowiedź na podwójne pytanie: „dlaczego opowiadanie i dlaczego antropologia opowiadania?”. Sprawą doniosłą jest strategia badawcza. Po pierwsze, o czym już wspomniałam, tworzenie opowieści, działalność narracyj− na to jeden z niewielu przedmiotów badania, których status ontologiczny, empiryczny i historyczny są nie do zakwestio− nowania. Dopóki żyjemy w czasie, dopóki w tym czasie coś się zdarza i dopóki istnieje język, istnieć będzie opowieść. Co nie znaczy, że istnieć będzie literatura. Ta prosta oczywistość ginie niekiedy w obliczu trudności, jakie sprawia wielość opo− 8 Zofia Mitosek wiadań, ich funkcji, uwikłań historycznych, artykulacji semio− tycznych. Z tym wszystkim usiłują się uporać różne narrato− logie, od Proppa, poprzez Stanzla, aż do ujęć archetypicznych, w stylu Frye’a, i „retorycznych” w stylu White’a. Znamienne jest to, że bez względu na rezultaty, punktem wyjścia do tych teorii nie była – nawet w wypadku Stanzla – literatura pięk− na. Inna trudność jest poważniejsza. Chodzi o zanurzenie opo− wieści w uniwersum dyskursu; fenomen ten podważać może istnienie opowiadanej rzeczywistości na rzecz kreacyjnej funk− cji języka i schematów fabularnych. I wreszcie trzecia trud− ność: chodzi o wielorakie uwikłania podmiotu, tyleż osoby two− rzącej opowiadanie, co badacza analizującego jego praktyki. Wszystkie te komplikacje antropologia opowiadania dzieli z in− nymi współczesnymi dyscyplinami, którym swoista nadświa− domość metodologiczna często zamyka drogę do badania kon− kretnych tekstów kultury. I tu właśnie możemy przejść do drugiego członu tytułu tego tomu. Jak rozumiemy badania porównawcze? Czy mają one coś wspólnego z komparatystyką pojętą filologicznie? Chyba niewiele. Wzmiankowany wyżej empiryczny wymiar porów− nania pozwala stwierdzić, że kategoria opowiadania spełnia rolę ogniskowej, skupiającej zróżnicowane pola badawcze. Antropologia jest tu zresztą dyscypliną wyjściową i ramową, potem ustępując miejsca analizie konkretnych tekstów. Tradycyjnym tematem antropologii jest obraz Innego, jego bezpośrednia percepcja czy też literackie przetworzenie. Tak zrozumieli temat tego tomu koledzy z Francji, Niemiec, Ho− landii, którzy obiektem zainteresowania uczynili tyleż powie− ściowe obrazowanie, co próby naukowego opisu doświadczeń spotkania z Innymi, wymagające często narratologii odmien− nej od europejskiej. Swego czasu zetknęłam się z tym proble− mem, pisząc do Dictionnaire International des Termes Littéra− ires hasło „mimesis”: proszono mnie o przedstawienie odpo− wiedników słowa i pojęcia w kulturach nieeuropejskich. Pra− ce tego typu prowadzą europocentrycznego badacza do wielo− rakich rozczarowań: okazuje się, że pewne kultury w ogóle nie posiadają kategorii naśladowania, zaś w innych znaczy ona coś zupełnie odmiennego. Dostrzeżono także asymetrię opo− wiadania i ekspresji. Porównanie nie zawsze okazuje się moż− Opowiadać dalej... 9 liwe. Taką „komparatystyczną” przygodę przedstawił Jorge Luis Borges w opowiadaniu Dociekania Awerroesa. Badania porównawcze mają wymiar etyczny: kategoria In− nego ujawnia się nie tylko w relacjach o Obcym i w domaga− niu się akceptacji tego Obcego wśród Swoich. Stanowi punkt wyjścia do ujęcia tożsamości, określonej poprzez różnicę i po− dobieństwo. Obcy czy Inny to niekoniecznie cudzoziemiec; nar− racje typu gender mówią o tożsamości przez płeć i ciało, a li− teratura dostarcza znakomitych przykładów dyskursów femi− nistycznych. Przedstawiając konfrontacje na styku płci, kul− tur i tradycji, powieść staje się elementem walki o uznanie prawa do odmienności. Etyka ujawnia się także w pamięci gatunku. Na przykład romans grecki wspiera się na autorytecie Biblii dla usankcjo− nowania transgresji etnicznych i religijnych, a sakralne źró− dła sprawiają, że świecki utwór można traktować jako „pod− produkt” egzegezy, z jej symboliczną i moralistyczną funkcją. Wszelako opowiadanie łączy się z porównaniem i szuka− niem tożsamości także na wyższym, aniżeli tematyczny, po− ziomie. Procesy te określają każdą fabułę. W Praktykach opo− wiadania Bogdan Owczarek stwierdził, że modeluje ono pewną rzeczywistość, którą użytkownicy narracji pragną zmienić. Droga, którą przebywa bohater, prowadzi go, a wraz z nim czytelnika nie tylko do poznania, akceptacji czy odrzucenia Innego, ale przede wszystkim do refleksji nad własną sytu− acją. Prace zawarte w naszym tomie dowodzą, że przekrocze− nie granicy, wykroczenie poza siebie i droga w kierunku in− nej przestrzeni określają każde opowiadanie, niezależnie od jego tematu i typu narracji. Kategoria podmiotu kształtuje się w relacji do innych podmiotów, jako perspektywa obserwato− ra czy uczestnika. Porównanie jest zatem wpisane w struk− turę każdego opowiadania. W narracjach nieliterackich, któ− re artykułują sytuację zetknięcia się różnych kręgów kultu− rowych, punkt widzenia staje się uniwersalium antropologicz− nym. I tak wracamy do autentycznych źródeł antropologii: jed− nym z omawianych w tomie tekstów jest dziennik Bronisła− wa Malinowskiego. Jego analiza potwierdza ogólną tezę, że porównanie i praca pamięci w kontekście interkulturowym często oznaczają konfrontację i konflikt. 10 Zofia Mitosek Ten organizujący narrację proces porównywania sprawia, że opowieść jest zawsze etyczna. Bez względu na to, czy nar− racja pojawia się w raporcie etnograficznym, w wywiadzie psy− chologicznym, w noweli czy w reportażu, walka o prawdę wy− powiedzi toczy się na dwóch frontach: tożsamości Innego i toż− samości tego, który o Innym mówi. I w jednym, i w drugim wypadku narracja styka się ze stereotypami, ale moc opowia− dania osłabia przesądy opinii publicznej, także przesądy eu− ropocentryzmu. Chyba, że jest to kłamstwo i skomplikowana gra kategoriami „swój – obcy”. W tym kontekście raz jeszcze pojawia się problem narra− tologii i postawy narratologa. Konfrontacje antropologiczne podważają pewność siebie tego, kto się w nie zaangażował. Dlatego badania porównawcze stanowią lekcję tolerancji. Jej efekt jest dwojaki: świadomość, że opowiadanie zastępuje re− alne fakty, że tworzy ich komunikacyjną reprezentację, pro− wadzi do dystansu, do postawy ironicznej, do pytania o za− sadność dyskursywnej prawdy. Ten dystans określa także nas, badaczy, którzy, zajmując się opowiadaniem i pisząc o nim, nieuchronnie wpisują je we własny teoretyczny dyskurs. An− tropologia jest wiedzą rzetelną: nie kryje napięcia między wiarą w istnienie uniwersaliów a wywodzącym się z jej wła− snych doświadczeń otwarciem na dyskurs Innego, szacunkiem dla wielu postaw, wielu prawd, wielu metod pisania – o opo− wiadaniu również. Zofia Mitosek Autorzy artykułów dziękują członkom redakcji „Prac Filologicz− nych”, profesorom: Małgorzacie Borowskiej, Alinie Nowickiej−Jeżo− wej, Jerzemu Mańkowskiemu i Rochowi Sulimie za lekturę i kry− tyczne uwagi. Warszawa, kwiecień 2004 11 Inny / Etyka 12 13 Manfred Schmeling (Saarbrücken) Opowiadanie o konfrontacji: Inny w narracji współczesnej Narracja i etnologizacja Wszelkie opowiadanie stanowi – by wskazać najprostszy wspólny wyznacznik – konfrontację z fundamentalnie ludzki− mi doświadczeniami przemieszczenia w przestrzeni i w cza− sie oraz spotkania z Innym. Bez względu na to, czy ten Inny jest żywiołem natury, istotą mityczną czy jednostką ludzką, od razu bywa traktowany podrzędnie. Tymczasem podmiot tworzy się dialektycznie w konfrontacji z Innym. Niezależnie od swego statusu wychodzi z tej konfrontacji odmieniony. Ju− rij Łotman – za chwilę przyjrzę się bliżej zaproponowanemu przezeń modelowi – uważał przekroczenie granicy klasyfika− cyjnej za fundament wszelkiej struktury fabularnej1. Wraz ze zmianą w przestrzeni dokonuje się w pewien sposób skok se− mantyczny – na przykład w konfrontacji bohatera ze złem, szkodnikiem, adwersarzem. Co jednak właściwie znaczy konfrontacja z Innym w per− spektywie narracji? Pojęcia obcości i odmienności urzekają nas – jak wiadomo – bogatą polisemią, w której zawierają się nie tylko interpersonalne konfrontacje powieściowe w ogóle (to, co stanowi podstawę jakiejkolwiek narracji), ale również – jak to obwieściła Julia Kristeva już w samym tytule książki, ucho− dzącej za ważne słowo w kwestii podmiotu2 – wewnętrzne kon− frontacje właściwe człowieczeństwu. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy założymy wraz z teoretykami poznania, 1 J. Łotman, Struktura tekstu artystycznego, przeł. A. Tanalska, Warsza− wa 1984, s. 338 i n. 5 J. Kristeva, Etrangers à nous−mêmes, Paryż, Fayard, 1988. 14 Manfred Schmeling że każdy Inny jest tylko inną stroną konstytuującego się pod− miotu, a to oznacza, że poza tą zależnością od perspektywy Ja nie posiada on właściwej sobie egzystencji. Zobaczymy da− lej, jak narracja interkulturowa wykorzystuje estetycznie tę polisemię. Chodzi nam jednak również o ustanowienie, z punk− tu widzenia narratologicznego, dystynkcji między odmienno− ścią strukturalną, która dotyczy całości, a obcością etnolo− giczną. Przez narrację interkulturową rozumiem konkretną konfrontację protagonisty z kulturą, która jest mu obca. Kie− dy narracja zakłada, że oddzielająca od Innego granica zosta− ła przekroczona, wówczas podróż lub pobyt w obcej kulturze mogą być uważane za skondensowaną formę (tematyczną i strukturalną) tego fundamentalnego doświadczenia. Dotych− czasowa narratologia nie rozważała systematycznie tego te− matu z estetycznego punktu widzenia. Można to tłumaczyć tym, że odmienność kulturowa objawia się raczej jako kon− strukcja, która stawia przede wszystkim kwestie hermeneu− tyczne, a nie jako żywioł, który rządzi strukturalnymi prawa− mi narracji. Dlatego też zajmowano się, jakże szczegółowo, powieścią podróżniczą jako podklasą powieści, choć intereso− wano się wówczas w zasadzie tylko motywami, kontekstem historycznym, związkami z biografią itd., pomijając na przy− kład pytanie o wzajemną zależność perspektywy narracyjnej i perspektywy odmienności. Istnieje zresztą wiele interesują− cych rozpraw o gramatyce narracyjnej lub o ogólnych proble− mach fikcjonalności; rzadko natomiast zastanawiano się nad relacją, jaka zarysowuje się między, z jednej strony, tymi ogól− nymi prawami i warunkami produkcji narracji a, z drugiej strony, szczególnym doświadczeniem odmienności kulturowej. Nowego spojrzenia w tej kwestii dostarczyła nam antropo− logia i wiedza o kulturze, choć ogół badaczy interesuje się bar− dziej poznaniem, jakie wnosi narracyjna konstrukcja tekstów etnologicznych, mniej natomiast poznawaniem narracyjności jako formy literackiej. Chciałbym zatem rozpatrzyć problem konstrukcji narracyjnej z literackiego punktu widzenia. Zamierzam rozwijać mój temat na skrzyżowaniu synchro− nii i diachronii. Na początek pozwolę sobie na refleksję doty− czącą ewolucji opowiadania w ogóle: literatura modernizmu Opowiadanie o konfrontacji: Inny w narracji współczesnej 15 i postmodernizmu objawia skłonność do etnologizowania nar− racji w tym sensie, że pojawia się w niej coraz więcej tema− tów interkulturowych. Przyczyny są złożone, choć oczywiście chodzi również o wzrastającą mobilność i globalizację. Istnie− je przysłowie niemieckie: Wenn einer eine Reise tut, dann kann er was erzählen. Kto odbył podróż, ma dużo do opowiedzenia. I chociaż odmienność kulturowa jest stałą antropologiczną, która od Odysei Homera czy Medei Eurypidesa naznaczyła literaturę, w XX i XXI wieku wydaje się ona przybierać nowe kształty, nie tylko ilościowe (powieści interkulturowe są w mo− dzie), ale również jakościowe, w znaczeniu stałego przyrostu refleksyjności: politycznej (przekroczenie przesądów narodo− wych, perspektywy postkolonialne) i estetycznej (zakwestio− nowanie ustalonych modelów narracyjnych). Z tego powodu słusznie można mówić o „estetycznym oporze” literatury post− kolonialnej. Prowadzi nas to do drugiej refleksji: spokojną dyskursyw− ność dochodzenia do interkulturowej świadomości dawnych czasów (Utopia Morusa czy Robinson Kruzoe Defoe) zastępu− je podwójna strategia: dążenie do strukturalnego i hermeneu− tycznego decentralizowania narracji, jak również coś, co mógł− bym nazwać dekonstrukcją dyskursu o odmienności. W pew− nej mierze chodzi tu o estetyczną konsekwencję zastrzeżeń, jakie wnosi współczesna krytyka percepcji i narracji, aczkol− wiek faktem jest, że w coraz mniejszym zakresie pojawia się dziś dialektyczny pęd oferowany przez podróż, doświadczanie tego, co nowe i nieznane, czy też przez ideę – która jeszcze u Goethego wynika z pojęcia „literatury światowej” (Weltlite− ratur) – pojednania identyczności sensu stricto i odmienno− ści, ideę, która determinuje narracyjną integralność, spójność perspektywy i linearny porządek opowiadania. Inne niemieckie przysłowie mówi nam, że „podróże kształcą” (Reisen bildet). W niemieckiej tradycji Bildungsro− man podróż odgrywała zasadniczą rolę jako rozwojowy ele− ment organizujący narrację. Co się z nim stało? Wychodzę z założenia, że nie we wszystkich przypadkach chodzi o czystą dekonstrukcję, toteż potrzebne są pewne rozróżnienia: oprócz radykalnie postmodernistycznych form écriture w stylu Sal− mana Rushdiego, istnieją wciąż formy mimetyczne. 16 Granice Manfred Schmeling Opowiadać – to z góry zakładać istnienie struktury zda− rzeniowej. „Zdarzeniem w tekście – pisze Łotman w Struktu− rze tekstu artystycznego – jest przeniesienie postaci przez gra− nicę pola semantycznego”3. Ruch w przestrzeni byłby zasad− niczo wyznaczany przez jednostki klasyfikacyjne, przez upo− rządkowania i waloryzacje semantyczne, które ze swej stro− ny wywodzą się z języka i reprezentacji przestrzennej. Z tego względu opozycyjne pojęcia naszej epistemologii – na przykład góra i dół – choć zaczerpnięte ze słownika przestrzennego, czę− sto nie mają znaczenia spacjalnego i służą raczej ustanawia− niu dystynkcji społecznych. Tekst fabularny organizuje zatem narrację nie tylko ze względu na dane uniwersum fizyczne− go, ale również na podstawie tego, co Łotman nazywa mode− lem świata pewnego typu kultury: „utożsamienie «bliskiego» ze zrozumiałym, swoim, pokrewnym, a «dalekiego» z niezro− zumiałym i obcym – wszystko to składa się na pewne modele świata wyposażone w wyraźnie przestrzenne cechy”4. (Cieka− we byłoby pytanie, czy owe klasyfikacje i parametry spacjal− ne są ważne tylko dla kultur europejskich, czy też mają cha− rakter uniwersalny.) Z drugiej strony narracja zdarzeniowa istnieje tylko pod warunkiem, że bohater nie pozostaje w przy− pisanej mu na początku przestrzeni, ale przeciwnie: wykra− cza poza granicę, wykracza poza siebie i zmierza ku innej prze− strzeni – bądź ku przestrzeni Innego, by tam szukać zbawie− nia, chociaż może go czasem tam nie znajdować. W bajce, w opowieściach mitologicznych czy idealistycznych, ta pierw− sza wyprawa – przebywanie w obcej przestrzeni (albo, meta− fizycznie, w „zaświatach”) – jest regułą: ów ruch, klasycznie powiązany z misją prowadzącą do przekroczenia tabu, może być nazywany rewolucyjnym. Choć częste bywa tu niepowo− dzenie: wówczas ruch przywraca dawny stan rzeczy. Łotman znakomicie pokazuje, w jaki sposób kategoria przekraczania granic pozwala ustanowić różnice między gatunkami fabular− nymi a innymi rodzajami tekstów. Specyfiką książki telefo− 3 Łotman, s. 332. 4 Łotman, s. 312. Opowiadanie o konfrontacji: Inny w narracji współczesnej 17 nicznej jest to, że akt lekturowy pozostaje bez sjużetu, zacho− dzi wewnątrz ustalonych granic. Przez „sjużet” rozumie on nie tylko fizyczny podmiot (sujet), ewoluujący w przestrzeni tek− stualnej, ale również dokonującą się w tym ruchu konfronta− cję między przestrzeniami semantycznymi, kategorialną róż− nicę między dalekim a bliskim, dobrym a złym, sacrum a pro− fanum. Mogą oczywiście rodzić się ruchy przeciwne: autochton wyrusza na spotkanie obcego, tak samo obcy wyrusza na spo− tkanie autochtona. Nasza wyobraźnia nie zna tu żadnych gra− nic: nie ma strukturalnej różnicy między skierowanym ku Alk− menie pragnieniem Amfitriona, losem enterprise a przygoda− mi cudzoziemskich robotników. W tej kwestii strukturalne teorie narracji grzeszą krótko− wzrocznością. Łotman wychodzi wyłącznie od struktur inwa− riantnych i wyodrębnia co najwyżej kilka podgrup, takich jak przekroczenie granic w powieści pikarejskiej, którą prezen− tuje jako specyficzną manifestację formalną tej klasyfikacji. Perspektywiczność – na przykład relacja narracyjnego punk− tu widzenia wobec obcej perspektywy: wewnętrznej czy ze− wnętrznej? – wydaje się ważna, jako że szczególnie przyczy− nia się do etnologizowania narracji. Dotyczy to również róż− norodnych płaszczyzn, na których gatunki interkulturowe ewoluują i przekraczają ustalone granice. A z przekroczeniem granic przestrzennych następuje też przekroczenie granic men− talnych, społecznych i etycznych: doświadczenie obcej powierz− chowności, obcego języka, obcych tekstów, obcej percepcji tego, co uchodzi za swoje. Porównanie Co więcej, kontekst historyczno−biograficzny oraz właści− we autorowi empiryczne doświadczenie przestrzeni odgrywają często determinującą rolę w perspektywicznym ujmowaniu i kształtowaniu przekroczenia granic interkulturowych. Autor, narrator i protagonista–obserwator są uchem igielnym, któ− rego przejście nadaje kształt tożsamości i odmienności. Tym samym można mówić o sytuacji „porównania”, które zacho− dzi w akcie narracyjnym. Autor empiryczny bowiem, sam prze− 18 Manfred Schmeling chodzący od jednej do drugiej kultury, przekazuje rolę obser− watora obcej kultury pewnej komunikacyjnej instancji teksto− wej, narratorowi lub protagoniście, instancji obdarzonej wła− snymi spostrzeżeniami i własnym dyskursem. Podmiot obser− wujący mieści się w porównaniu „tu” i „tam”, „daleko” i „bli− sko”, „ego” i „alter”. „Inny”, „obcy” w żaden sposób by nie za− istniał bez więzi, która sprowadza go do perspektywy obser− watora. Wynika stąd, że odmienność nie jest własnością rze− czy lub ludzi, ale trybem relacji. Porównanie jest niczym innym niż „trybem relacji”. W po− wieści Swifta olbrzymi zamieszkujący wyspę Brobdingnag wy− dają się Guliwerowi wielcy, a zatem obcy, jedynie przez po− równanie z jego własnym wzrostem. Porównanie ustanawia relację między rodzajami, między etapami akcji, między opo− zycjami semantycznymi, w obrębie których ewoluuje bohater. Większość gatunków interkulturowych, w szczególności lite− ratura na wygnaniu i literatura emigracyjna, żywi się napię− ciem między kulturową pamięcią a bezpośrednim doświadcze− niem obcej kultury narratora bądź protagonisty. I tak w „ame− rykańskiej” powieści Franza Kafki, Der Verschollene (Czło− wiek, który zniknął), porównanie staje się podstawowym mo− delem strukturalnym, który rządzi przede wszystkim per− cepcją przestrzeni: Karl Rossman (bohater Tych, Którzy Znik− nęli) opisuje wysokość nowojorskich drapaczy chmur poprzez reaktywację własnej pamięci kulturowej, to znaczy przez przy− wołanie wąskich uliczek i relatywnie niskich domów Pragi, swojego rodzinnego miasta. To tło uwyraźnia monstrualność drapaczy chmur i nadaje kształt odmienności. Ważne jest jesz− cze i to, że ich opis dokonuje się w kategoriach ekspresjoni− stycznych: sprawiają one na bohaterze wrażenie „domów o kanciastych zarysach”5. Kulturalna specyfika perspektywy nie pozostaje bez konsekwencji stylistycznych. Tę strukturalną podstawę porównania można zaobserwo− wać również na nowszych przykładach. Chiński powieściopi− sarz Ya Ding, żyjący i piszący w Paryżu, wysyła bohatera swo− 5 F. Kafka, Ameryka, przeł. J. Kydryński, Londyn, Puls, 1993, s. 43. [Der Verschollene to tytuł, który Kafka zamierzał nadać swojej „amerykańskiej powieści”; w Polsce powieść ta znana jest pod nadanym przez Maxa Broda tytułem Ameryka. Przyp. tłum.] Opowiadanie o konfrontacji: Inny w narracji współczesnej 19 jej powieści Le cercle du petit ciel z Francji do Chin, albo− wiem w kartezjańskiej Francji prześladuje go duch matki (symbol starej religijnej tradycji chińskiej). Pamięć o korze− niach, która nie chce opuścić bohatera, wyrywa mu z piersi pytanie: „Obłęd. Czyż nie najlepszym sposobem, żeby osza− leć, jest siedzieć okrakiem na dwóch kulturach?”6 Zobaczymy niebawem, że postawiony tu problem hybrydyczności kultu− rowej może mieć również szczególne konsekwencje narratolo− giczne. Porównanie i praca pamięci w kontekście interkulturowym oznaczają często konfrontację i konflikt. W powieściach emi− grantów i w pewnych tekstach postkolonialnych charaktery− styczne jest to, że ich protagoniści, aczkolwiek dawno prze− kroczyli granice, ciągle zderzają się, przynajmniej do czasu, z granicami, by tak rzec, wewnętrznymi, wyznaczanymi przez pochodzenie i minioną tożsamość kulturową. Perspektywy Mówiłem wyżej o uchu igielnym, przez które podmiot oglą− da obcego. Istnieją często powody biograficzne – losy pewnych pisarzy, którzy podróżują, emigrują, żyją w regionach pogra− nicznych i w obrębie wielokulturowego społeczeństwa – po− wody, które skłaniają pisarzy do ujęć perspektywicznych, kształtujących doświadczenie odmienności. Perspektywy nar− racyjne to więcej niż τεχνη, są one wyrazem wizji świata, która je ukierunkowuje. Ogólnie można powiedzieć, że w tradycyj− nej literaturze podróżniczej perspektywa jest pochodną domi− nującej kultury. Thomas Morus, opisując swój utopijny wszechświat, wychodzi z jednej strony od współczesnych mu odkryć, z drugiej zaś od tego, co portugalski podróżnik opo− wiada na temat dotychczas nieznanej Utopii, na temat za− mieszkującej ją wspólnoty, na temat jej zasad i polityki, woj− ny i handlu, zwyczajów, religii itd. Wszystko to w końcu jest tylko rozwinięciem jednego parametru na skali wartości. Oczy− wiście nie ma tu opowieści o podbojach (chyba że samych 6 Ya Ding, Le Cercle du petit ciel, Paryż, Denoel, 1992, s. 9. 20 Manfred Schmeling mieszkańców Utopii), ale intelektualna kolonizacja przez Eu− ropejczyków jest oczywista. Portugalczyk z dumą opowiada, z jaką łapczywością mieszkańcy Utopii podchodzą do nauki technik drukarskich i rozumienia literatury greckiej. Na gle− bie Utopii wykiełkował humanizm. W Robinsonie Kruzoe Daniela Defoe pierwszym wyraże− niem, jakiego uczy się dziki Piętaszek, jest słowo „pan”. Po− tem uczy się jeść gotowane w rosole mięso, przez co zostaje niejako odkanibalizowany. Podczas gdy Piętaszek sprawia na interesownym narratorze wrażenie, że skórę ma „w jaśniej− szym odcieniu”, a twarz „dobrotliwą”, w której jest „coś z Eu− ropejczyka”7, wszyscy inni, kanibale, to w oczach narratora „dzikusi”. Granica, o której mówiliśmy wyżej, nie zostaje prze− kroczona. („Perspektywa”, przez którą Robinson ogląda sce− nę okrucieństwa, symbolicznie wyznacza dystans i zakaz pój− ścia dalej.) Drzwi również przybierają walor symboliczny, od− dzielając w jaskini posłanie Piętaszka od posłania Robin− sona; otwierają się tylko do wewnątrz, „tak więc Piętaszek nie mógł dostać się do mnie w obręb wewnętrznego wału”. Ina− czej mówiąc: granicy przestrzennej odpowiada granica kultu− rowa. Jednakże stopniowo będzie powstawało zbliżenie mię− dzy obiema postaciami, co prawda ograniczone, którego pra− wa ustala Robinson. Całości nadaje kształt perspektywa narracyjna, która, jak powiada przedmowa fikcyjnego wydawcy, przedstawia zdarze− nia „w duchu chrześcijańskim” i „żeby dowieść Opatrzności Bożej”. Technicznie oznacza to uprzywilejowanie wszechwie− dzącego punktu widzenia (fokalizacja zerowa) i retrospekcję (punkt widzenia kogoś, kto już dotarł do kresu narracji). Z nie− wielką dozą przesady można by rzec: podtrzymywany i inspi− rowany przez Opatrzność Bożą narrator suwerennie – niczym Bóg – spogląda z wysoka na obce sobie stworzenia i pejzaże. Dominacja kulturowa i dominująca perspektywa wiążą się wzajemnie w wyspiarskiej utopii. 7 D. Defoe, Przypadki Robinsona Kruzoe, wydanie pod redakcją J. Kotta, Warszawa 1957. Wszystkie mikrocytaty na podstawie tego wydania (s. 226– 230), z wyjątkiem dwóch ostatnich, bo polskie przekłady nie zawierają przed− mowy fikcyjnego wydawcy. Opowiadanie o konfrontacji: Inny w narracji współczesnej 21 Ów model perspektywy eurocentrycznej zaznaczył się rów− nież w Listach perskich Monteskiusza, w których percepcja obcości prezentowana jest nam jedynie poprzez wielość per− spektyw perskich korespondentów. Jedyną funkcją podróżu− jących po Europie perskich kupców jest przedstawianie z pew− nym dystansem europejskiego życia. Spojrzenie Orientu zo− staje zinstrumentalizowane. Powołuje technikę kulturowego i tym samym estetycznego ustanawiania dystansu. Ktoś mógł− by jednak mówić o autoportrecie Orientu. Na przykład tego, czego dowiadujemy się o organizacji haremu, dowiadujemy się dzięki listom Persów; w istocie jest to jednak fikcyjny punkt widzenia, odpowiadający temu, co Edward Said nazwałby dzi− siaj „orientalizmem”8. Ostatecznie chodzi tu o zachodnie wy− obrażenie tego, czym bywa Orient. To spojrzenie, aczkolwiek nie relatywizujące do końca do− minującej kultury, ustanawiające jednak wobec niej dystans, charakteryzuje również powieść Woltera Kandyd, w której po− tencjalny racjonalista ujawnia się w sposób bardziej bezpo− średni dzięki szczególnej strukturze rodzajowej i narracyjnej ironii. Szybkość, z jaką Kandyd przemierza kontynenty i kra− iny, zostawia niewiele miejsca dla antycznej curiositas pod− różników i zdobywców: przeciwnie, ta forma konfrontacji z od− miennością i przygodą obraca się w pustce. Zamiast dotrzeć do najlepszego ze światów, jak to obiecuje Pangloss/Leibnitz, Kandyd mnoży zgubne doświadczenia. Powieść Woltera jest antypowieścią, parodiującą formę charakterystyczną dla po− wieści podróżniczej i przygodowej. Powrót do ojczyzny i po− stanowienie, by „uprawiać nasz ogródek”9, oznaczają w koń− cu odrzucenie dawniejszych form tego, co dziś nazywamy glo− balizacją i wyrażają między innymi odrzucenie kolonializmu. W Surinam Kandyd spotyka „murzyna”, niewolnika holender− skiego farmera, uprawiającego trzcinę cukrową: „Kiedy pra− cujemy w cukrowniach i tryby chwycą nam palec, ucinają nam rękę: kiedy próbujemy uciekać, ucinają nogę: mnie zdarzyło się jedno i drugie. Oto cena, za którą jadacie cukier w Euro− pie.” „– Ach – odparł Kandyd – to obłęd dowodzenia, że wszyst− 8 E. Said, Orientalizm, Warszawa, 1991. 9 Wszystkie cytaty z Kandyda w tłumaczeniu T. Boya−Żeleńskiego. 22 Manfred Schmeling ko jest dobrze, kiedy nam się dzieje źle. Tak mówił Kandyd i wylewał obficie łzy spoglądając na murzyna...” W słowach niewolnika dominacja europejska zostaje zakwe− stionowana, przynajmniej na moment. Perspektywa odwraca się, narrator oddaje swój krytyczny głos podbitej kulturze. Można powiedzieć, że granice przestrzenne i klasyfikacyjne – kultura dominująca versus kultura zdominowana – zaczynają być przepuszczalne. Oczywiście dotyczy to w największym stopniu moderni− stycznych i postmodernistycznych form narracji interkulturo− wej. W tekstach tradycyjnych – można wśród nich umieszczać jeszcze teksty Kafki – przestrzenie kulturowe są w miarę ści− śle odgraniczone. Przemieszczenia dokonują się w obrębie lo− giki przestrzenno−czasowej. Tożsamości, mimo kontaktów z ob− cymi, są łatwe do uchwycenia. Powieściopisarz niemiecki Sten Nadolny opublikował w 1990 roku powieść o emigrancie tureckim Selim oder die Gabe der Rede10 (Selim albo dar mowy). Powieść, opowiada− jąca historię Selima, walecznego Turka i jego niemieckiego przyjaciela Alexandra, ma strukturę podwójnego opowiada− nia o życiu zdecentrowanym. Czas akcji mieści się między 1965 a 1988 rokiem, to znaczy obejmuje jedno pokolenie robotni− ków–imigrantów, dwadzieścia lat, w czasie których dojrzewają obaj bohaterowie. Akcja rozgrywa się początkowo w Niemczech i opisuje proces socjalizacji tureckiego robotnika, raczej ze wzlotami niż upadkami. Alexander jest osobą, pozwalającą praktycznie stworzyć narratorowi obraz relacji interkulturo− wej między dwoma przyjaciółmi, co staje się szczególnie ja− sne w momencie, gdy Selim ląduje w więzieniu z powodu kon− taktów z przestępcami i zostaje odesłany do Turcji. Od czasu pobytu w więzieniu eks−student, który tymczasem został pro− fesorem retoryki, specjalistą od dyskursu, pisze dziennik z ko− mentarzami, które służą mu za materiał do napisania powie− ści – tej, którą ma przed sobą czytelnik. Dowiadujemy się, że w wiele lat później Alexander odbywa podróż do Turcji, by 10 S. Nadolny, Selim oder die Gabe der Rede, Monachium, Piper, 1990. Opowiadanie o konfrontacji: Inny w narracji współczesnej 23 odszukać przyjaciela. Rzeczywiście go odnajduje, a po pełnym wspomnień spotkaniu ma wypadek samochodowy, w którym ginie Selim i jego syn. W powieści tej konfrontacja z Innym dokonuje się przede wszystkim na płaszczyźnie języka, język jest bowiem umie− jętnością (τεχνη), której brakiem żywią się przesądy społecz− ne i kulturalne. Nadolny opowiada historię „kolonizacji” we własnym kraju, to bowiem, co uznaliśmy wyżej za quasi−an− tropologiczny problem przekraczania granic kulturowych i wkraczania do zakazanej strefy, przedstawiane jest tu z od− wróconego punktu widzenia zdominowanego socjalnie robot− nika tureckiego. Nie przypadkiem Nadolny wybiera formę dziennika: niemiecki narrator, składający Turkowi wizytę w więzieniu, zapisuje to, co ten ostatni opowiada mu na te− mat swojego doświadczenia z Niemcami, i wykorzystuje ten materiał do napisania powieści, którą czytamy. Przedstawie− nie Innego bywa tym samym przerywane przez narrację i per− spektywicznie relatywizowane. Na poziomie teoretyczno−lite− rackim jesteśmy przy okazji konfrontowani z odkryciami et− nologii współczesnej, które wychodzą od dyskursywnego cha− rakteru i możliwości interpretacyjnych tego, co nazywamy od− miennością kulturową. Dla tej strategii autorskiej charakte− rystyczna jest zmiana perspektywy w znaczeniu narratologicz− nym. Czytelnik słyszy często słowa samego Selima, jako że – dzięki wewnętrznej fokalizacji i mowie zależnej – przekazy− wane są mu liczne uwagi tej osoby. Należy dodać jeszcze, że w drugiej części powieści autor wyprawia niemieckiego nar− ratora do Turcji, gdzie ten na sobie doświadcza obcości: „Czy rzeczywiście jeszcze tydzień temu uważał, że chce żyć w Tur− cji? Jak taka myśl mogła mu przyjść do głowy? Im dłużej trwał pobyt, tym bardziej obce, beznadziejne, nieszczęsne wydawa− ło mu się otoczenie”. Strategia narracyjna wraz z różnorod− nym traktowaniem perspektyw, chociaż pozostaje wewnątrz logiki przyczynowej form przyjmowanych przez przekracza− nie granic, osiąga w tej powieści wymiar krytyki ideologicz− nej nawiązującej do problematyki akulturacji. 24 Manfred Schmeling Narracja i hybrydyzacja kulturowa Zupełnie inaczej jest w dziełach, które uchodzą za teksty artystyczne. Teza, mocno lansowana w ostatnich dziesięcio− leciach, według której kultura jest z natury hybrydą, znala− zła ostateczną refutację w estetyce, którą można nazwać post− modernistyczną. Przypisać jej można powieść postkolonialną pojętą jako paradygmat historyczno−krytyczny. Dochodzi w niej do takiej hybrydyzacji, że system relacji binarnych, słu− żący za kryterium porównywania kultur – ego i alter, tu i tam itd. – wydaje się zakwestionowany. Uniwersum powieści zo− staje również zainfekowane przez coś, co protagonista Salma− na Rushdiego w Szatańskich wersetach, Gibril, opisał jako „multiform, plural, representing the union−by−hybrydisation of [...] opposites”11. Te cechy konfrontowane są z czystością, siłą, ekstremizmem, jednością – albo, jeśli ktoś woli, z funda− mentalizmem. W tym groteskowym dziele żyjącego na wygnaniu pisarza hybrydyczność i mieszanina łączą się z motywem metamorfo− zy. „Metamorfoza” – ze swej strony powiązana intertekstual− nie z dziełem Owidiusza – spełnia funkcję leitmotivu, który reprezentuje nie tylko niestałość i hybrydyczność kultury, ale równocześnie decyduje o zdecentrowanej strukturze akcji i nie− ustannych zmianach perspektywy w strumieniu świadomości narratora. Paradygmat metamorfozy przemieszcza się równo− legle na syntagmatycznej osi narracji. Powieść Salmana Ru− shdiego właściwie nie opowiada już o przekraczaniu granic kulturowych ani o doświadczaniu obcych przestrzeni jako o ru− chu dialektycznym i teleologicznym (a tak widziała to klasycz− na definicja narracyjności). Londyn czy Bombaj, być Hindu− sem czy Anglikiem, mieszkańcem ziemi czy raju – to katego− rie wymienne. Co się zatem dzieje z różnicą między tożsamo− ścią a odmiennością? Zamiast pokonywać granice dychotomii przestrzennych, lingwistycznych, egzystencjalnych itd., jak to przewiduje model Łotmana, podmiot trwa na granicy. Z tego 11 Salman Rushdie, The Satanic Verses, Londyn, Viking−Penguin, 1988, s. 319. [Polski przekład Szatańskich wersetów, bez nazwiska tłumacza i miej− sca wydania, ukazał się w 1992 roku]. Opowiadanie o konfrontacji: Inny w narracji współczesnej 25 względu powieść ta stanowi inscenizację postkolonialnej kry− tyki kultury, która nie szuka w niej substancjalności i jedno− ści, ale widzi ją jako nieustanny ruch, jako in−between (Homi K. Babbha). Kolejne przykłady świadczą, że chodzi tu o prawdziwy pro− gram narracyjny, a nie o pojedynczy przypadek: mieszkaniec Martyniki Patrick Chamoiseau odwołuje się do podobnych pojęć w powieści Texaco, w której problemem jest „kultura mo− zaikowa”, „nowa tożsamość: wielojęzyczna, wielorasowa, mul− tihistoryczna, otwarta, wrażliwa na różnorodność świata”12. Assia Djebar opowiada w Les Nuits de Strasbourg o miłosnych nocach Algierki i Francuza w pogranicznym francusko−nie− mieckim regionie, jakim jest Alzacja. Gra słów „Elsalgérie” (kontrakcja Alzacji i Algierii) staje się dla niej symbolicznym wyrażeniem hybrydyczności kulturowej13. Postmodernistyczne procedury narracyjne, których kryty− ka nie bez powodu nie opatruje pojęciem „oporu estetyczne− go” – pojęciem, które rozpowszechniło się w Europie zachod− niej w niezwykle rewolucyjnych latach sześćdziesiątych – te procedury odsyłają oczywiście do dawniejszych tradycji (por. manierystyczne formy u Joyce’a). Są one jednak dzisiaj odzy− skiwane przez pisarstwo, które ujmuje problem tożsamości kulturowej w nowy sposób. A tłem tej refleksji są konkretne fabuły interkulturowe, to znaczy realny świat pisarzy, którzy w taki bądź inny sposób stali się wędrowcami. W swoim re− wolucyjnym dziele Podbój Ameryki. Problem Innego14 Tzve− tan Todorov idzie po śladach niegdysiejszych narracji podróż− niczych. Odnajdujemy w tych opowiadaniach w jakiś sposób prekursorów naszych dzisiejszych narratorów, z tą różnicą, że dziś curiositas, zaufanie do wiedzy ze względu na własną (za− chodnią) perspektywę i przestrzenny imperializm narracji zo− stały zastąpione przez, bardziej lub mniej okazywany, scep− tycyzm narratologiczny. A ten w pierwszym rzędzie pojawia się wraz ze zwątpieniem, czy odmienność może być przedsta− 12 P. Chamoiseau, Texaco, Paryż, Gallimard, 1992, s. 243. 13 A. Djebar, Les Nuits de Strasbourg, Paryż, Actes Sud, 1997, s. 353 i 372 passim. 14 T. Todorov, Podbój Ameryki. Problem Innego, przeł. J. Wojcieszak, War− szawa, Aletheia, 1996. 26 Manfred Schmeling wiona w autentyczny sposób (mówi się o kryzysie reprezen− tacji). Druga wątpliwość dotyczy coraz większej bliskości tego, co obce, bliskości, która strukturalnie ma wiele wspólnego z sy− multanizacją następstwa, historycznie zaś – z postępami glo− balizacji. W czasach, kiedy zabrakło dziewiczych ziem do od− krywania i nie da się już pisać tradycyjnych romansów przy− godowych, te właśnie intelektualne i filozoficzne kwestie mogą skłonić pisarzy do przywoływania odmienności w ciągle no− wych strukturach narracyjnych. Przeł. z francuskiego Tadeusz Komendant 27 Małgorzata Czermińska (Gdańsk) „Punkt widzenia” jako kategoria antropologiczna i narracyjna w prozie niefikcjonalnej Mój temat mieści się w tej części obszaru badań narrato− logicznych, która dotyczy obecności typowo literackich struk− tur w narracjach nie będących bynajmniej dziełami artystycz− nymi. Najbardziej znane dziś badania tego rodzaju wiążą się z koncepcją metahistorii, którą sformułował Hayden White. Wśród polskich badaczy pierwszym, przez którego przemówił podobny literaturoznawczy „duch czasu” był chyba Michał Gło− wiński, kiedy pisał studium Dokument jako powieść1. W tej ramie mieści się interesująca mnie szczegółowa kwestia, to jest pojęcie „punktu widzenia” jako kategorii zarówno narra− cyjnej, jak i antropologicznej, która da się stosować nie tylko w badaniu form tkwiących w tradycyjnie pojmowanym cen− trum literackości, ale – po drugie – także do form pogranicz− nych (czyli używając terminu R. Nycza, ekscentrycznych albo sylwicznych), jak i – po trzecie – do tekstów już poza trady− cyjną granicą literatury, to jest dokumentalnych bądź nauko− wych. Istotne znaczenie dla analizy punktu widzenia ma też konwencja gatunkowa przyjęta w danym tekście narracyjnym, bez względu na to, czy chodzi o gatunki stricte literackie, czy 1 M. Głowiński, Dokument jako powieść, w: Studia o narracji, red. J. Błoń− ski i inni, Wrocław 1982; por. też: Wypowiedź literacka a wypowiedź filozo− ficzna, red. M. Głowiński i J. Sławiński, Wrocław 1982; A. Zawadzki, Tekst filozoficzny jako przedmiot kompetencji poetyki historycznej, w: tegoż, Nowo− czesna eseistyka filozoficzna w piśmiennictwie polskim pierwszej połowy XX wieku, Kraków 2001; A. Ochocki, Historia filozoficzna, w: Praktyki opowia− dania, red. B. Owczarek, Z. Mitosek, W. Grajewski, Kraków 2001; K. Rosner, Narracja, tożsamość i czas, Kraków 2003. 28 Małgorzata Czermińska pograniczne jak esej, autobiografia, dziennik, czy wreszcie o gatunki wypowiedzi naukowej jak rozprawa, traktat, mono− grafia. Wyraziste zarysowanie antropologicznego punktu widzenia najłatwiej zaobserwować wówczas, kiedy wypowiedź narracyj− na powstaje w sytuacji zetknięcia się różnych kręgów kultu− rowych i tylko takie przykłady będę tu rozpatrywać2. Należy wziąć pod uwagę tożsamość kulturową autora wypowiedzi, charakter kręgu kulturowego, który jest przedmiotem obser− wacji oraz tożsamość kulturową odbiorców, do których wypo− wiedź jest adresowana. Możliwe są różne warianty: 1. Wspólna tożsamość autora i opisywanego środowiska, na− tomiast odmienność adresata. Wówczas autor mówi o świecie własnej kultury, by przedstawić ją innym. 2. Autor mówi o świecie innym, by przedstawić go czytel− nikom z własnej wspólnoty, którzy nie mieli okazji po− znać odmiennego kręgu kulturowego. 3. Autor mówi o świecie, który nie jest jego własny, i pra− gnie czytelnikom z tego świata przedstawić swoje opi− nie o nich. Za każdym razem układa się inna konfiguracja, którą mo− żemy w uproszczeniu określić jako: 1. Swój o swoim do innych (tożsamość nadawcy i przedmio− tu, inność czytelnika) 2. Swój o tym co inne do swoich (tożsamość nadawcy i od− biorcy, inność przedmiotu) 3. Swój o tym co, inne do tych innych (inność nadawcy za− równo wobec przedmiotu, jak wobec czytelnika) Dla bardziej przejrzystego przedstawienia problemu biorę w nawias przypadki złożonej tożsamości kulturowej, kiedy an− tropologiczny punkt widzenia autora wyraźnie ukształtowany jest na przykład przez dwie kultury jednocześnie, albo przed− miotem opowieści staje się celowo wybrany fenomen wielokul− turowości. Mając na myśli jednolitą tożsamość nie zakładam jednocześnie, że jest ona zamknięta, taka byłaby bowiem istot− 2 Zajmuję się innym aspektem zjawiska, niż Janusz Krzywicki w studium: Opowiadanie na styku kultur: przypadek literatur afrykańskich, w: Praktyki opowiadania, ed. cit. „Punkt widzenia jako” kategoria antropologiczna i narracyjna 29 nym utrudnieniem w samym kontakcie kulturowym, a więc i w powstaniu narracji o świecie odmiennym od własnego, lub narracji adresowanej do czytelnika spoza własnej wspólnoty. Zamkniętość możliwa jest w zasadzie tylko w wariancie dru− gim, to znaczy kiedy swój mówi do swoich o innych, którzy są wtedy pojmowani jako obcy. Wówczas wariant ten przybiera skrajną formułę: swój do swoich o wrogim (tym, co wrogie). Natomiast z tożsamością kulturową odbiorcy rzecz wyglą− da trochę inaczej, niż w przypadku nadawcy i przedmiotu nar− racji, w praktyce bowiem często adres wpisany w tekst jest podwójny, zmieniać się może tylko hierarchia dwu typów czy− telnika. Mówiąc o własnym świecie do innych nie można prze− cież wykluczyć, że czytelnicy z własnej wspólnoty dowiedzą się, jak zostali innym przedstawieni przez rodaka. I odwrot− nie – mówiąc do swoich o odmiennym świecie nie można być pewnym, że czytelnicy z opisywanego kręgu kulturowego ni− gdy nie poznają narracji sobie poświęconej, choć w założeniu nie dla nich przeznaczonej. Spektakularnym przykładem ta− kiej nie zaprojektowanej przez autora, ale wyraźnie przezeń uświadomionej, rzeczywiście zaistniałej podwójności odbiorcy jest Rosja w roku1839 Astolpha de Custine. Ukazują to jego zdania z Przedmowy, zredagowanej w trzy lata po napisaniu książki, ujętej w formę listów z podróży po państwie carów. Nigdy nie zapominam, że piszę przede wszystkim dla Francji, i uważam, że powinienem ukazywać jej fakty dla niej pożyteczne i o wielkiej wadze. Sądzę, że, jeśli tak mi dyktuje sumienie, wolno mi nawet najsurowiej oceniać kraj, w którym mam przyjaciół (...)”3. O tym, że autor już w trakcie pisania wyraźnie uświado− mił sobie istnienie drugiego obok rodaków i zupełnie odmien− nie nastawionego kręgu swych przyszłych czytelników świad− czy nieco wcześniejszy passus z tejże Przedmowy: Niezwykłe zainteresowanie, jakie moja praca wzbudzała u Rosjan, wyraźnie zaniepokojonych powściągliwością okazywaną przeze mnie w rozmowach, dała mi do myślenia, iż rozporządzam siłą większą, 3 A. de Custine, Rosja w roku 1839, przeł., przypisami i posłowiem opa− trzył P. Hertz, Warszawa 1995, t. 1, s. 22. 30 Małgorzata Czermińska niż sobie przypisywałem; zaostrzyłem uwagę i ostrożność, rychło bo− wiem zdałem sobie sprawę z niebezpieczeństwa, na jakie mogła mnie narazić moja szczerość. Nie śmiejąc wysyłać moich listów przez pocztę, przechowywałem je wszystkie, ukryte z niezwykłą przezornością niby jakieś obciążające mnie dokumenty”. (tamże, s. 22) O tym, jak trafnie de Custine już w trakcie pisania rozpo− znał, iż musi liczyć się z dwoistością odbioru, świadczy póź− niejsza burzliwa historia recepcji, być może nie mniej cieka− wa, niż samo dzieło. Kolejne nakłady rozchwytywano z takim entuzjazmem, że dochodziło do wydań pirackich, a z drugiej strony zaciekle zwalczano de Custine’a w inspirowanych przez rząd carski broszurach, publikowanych we Francji i Niem− czech, oraz w artykułach tej części prasy francuskiej, która kierowała się doktryną niezadrażniania stosunków z Rosją4. Tak więc nawet jeśli ograniczymy się do przykładów jedno− znacznej tożsamości kulturowej zarówno nadawcy jak i przed− miotu narracji, musimy się pogodzić z tym, że po stronie od− biorcy w praktyce nieuchronna jest bardziej lub mniej wyra− zista podwójność adresu, pod który tekst dociera. Sięgnijmy teraz po kilka różnorodnych gatunkowo przykła− dów niepowieściowych narracji, powstających na styku od− miennych kręgów kulturowych. Wybrałam teksty dość zna− ne, tłumaczone na różne języki i czytane poza Polską. Są to: Rodzinna Europa Czesława Miłosza, Dziennik w ścisłym zna− czeniu tego wyrazu Bronisława Malinowskiego i wybrane re− portaże Ryszarda Kapuścińskiego. Od razu widać, że dystans kulturowy różnie się kształtuje na skali umownej odległości. Czym innym jest na przykład dla Europejczyka poczucie róż− nic kultur narodowych i regionalnych w obrębie Starego Kon− tynentu, a czym innym kontakt z egzotyką Azji, Afryki czy Australii. Książka Miłosza jest przykładem prezentacji takiej niezbyt odległej inności wewnątrz Europy. Pisarz opowiada o swoich życiowych przypadkach, traktując własny los indy− widualny jako przykład zjawisk ogólniejszych, a znamiennych dla jego stron rodzinnych, które wprawdzie należą do kręgu śródziemnomorskiego, chrześcijańskiego, ale stanowią nie− 4 Por. przypisy tłumacza w: op. cit., t. 1, s. 525–6. „Punkt widzenia jako” kategoria antropologiczna i narracyjna 31 znaną prowincję, leżącą na skraju świata Zachodu, a w do− datku – w momencie pisania odciętym odeń żelazną kurtyną. Wyznaje, że pomysł książki skrystalizował się na Lemanem, na strychu starego szwajcarskiego domu, którego zapach był swojski, taki sam jak w kątach znanych w dzieciństwie, ale kraj, z którego przychodziłem był daleko (...). Niewątpliwie i tu była moja ojczyzna, ale wyrzekająca się, jakby na mocy narzuconego sobie na− kazu, wiedzy o sobie, jako całości, (...) Korzenie moje są tam, na wschodzie. Jeżeli trudno albo przykro tłumaczyć, kim jestem, trzeba mimo to próbować5. Książka Miłosza realizuje pierwszy z wyróżnionych warian− tów, czyli „swój o swoim dla innych”. Pisał, by ukazać czytel− nikom z Zachodu coś, o czym nie wiedzą, ale pisał i wydał po polsku, a więc adresował podwójnie, przeznaczał swą opowieść również dla polskiego czytelnika, na początku przynajmniej emigracyjnego. Sytuacja tożsamości kulturowej narratora i przedmiotu narracji doskonale mieści się w formule gatun− kowej autobiografii, zwłaszcza autobiografii szeroko uwzględ− niającej genealogię. Poprzez historię rodziny narrator może ukazać głębokie zakorzenienie osobistej historii w dziejach całej wspólnoty kulturowej, a następnie opowiadanie o swym dojrzewaniu połączyć z prezentacją przemian, którym ta wspólnota podlegała w czasach mu współczesnych. I tak wła− śnie wygląda w najogólniejszym zarysie formuła gatunkowa opowieści Miłosza. Wewnątrz tej ramy pisarz dokonuje dal− szych zróżnicowań. Wątek dojrzewania nie służy mu tylko do ukazania przemian życia zbiorowego. Do autobiografii wspar− tej o genealogię i potraktowanej jako egzemplum zjawisk spo− łecznych, dodaje dyskretnie potraktowany wątek indywidu− acji, właściwy powieści rozwojowej. W tej perspektywie poja− wia się jednostkowy punkt widzenia, nacechowany jakimś ry− sem odrębności, powodującej ograniczenie poczucia identyfi− kacji ze zbiorowością. Jak w obiektywie aparatu fotograficz− nego zmienia się ogniskowa i z grupy pozującej do zdjęcia zbio− rowego wyodrębniona zostaje tylko jedna twarz. Wyrazistym przykładem takiego osobistego zdystansowania się wobec czę− 5 Cz. Miłosz, Rodzinna Europa, Warszawa 1990, s. 6. 32 Małgorzata Czermińska ści własnej wspólnoty są rozdziały dotyczące lat gimnazjal− nych i uniwersyteckich czyli Wychowanie katolickie i Naro− dowości, w których Miłosz pisze o narodzinach swej krytycz− nej postawy wobec powierzchowności obrzędowego katolicy− zmu i o gwałtownej niechęci do niezmiernie popularnej ide− ologii endeckiej. „Posuwając się w tym tłumie albo stojąc na skwerku, byłem naładowany nienawiścią aż do pęknięcia”. (s. 84) Narracyjny punkt widzenia także ulega pewnym zmianom. Forma pierwszej osoby pojawia się nie tylko w liczbie poje− dynczej, podstawowej dla autobiografii, ale niekiedy w mno− giej, jak w przypadku identyfikacji z grupą rówieśniczą śro− dowiska studenckiego i literackiego. Często jednak narracja nawet mimo gramatycznego „ja” sprawia wrażenie bezooso− bowej. Dzięki „zmiennej ogniskowej” oddala z pola widzenia los jednostki na rzecz przedstawienia dziejów całej „ wschod− niej prowincji” Europy, widzianej z dystansu epickiego wszech− wiedzącego narratora, którego punkt widzenia wykracza poza ograniczoną perspektywę postaci. Inny model gatunkowy przydatny jest dla drugiego warian− tu międzykulturowej narracji, w którym mamy do czynienia z opowiadaniem nie o własnym, ale odmiennym świecie, nie− kiedy bardzo odległym. Kulturowa inność podmiotu i przed− miotu opowieści dochodzi do głosu na przykład w sytuacji pod− róży. Tradycja piśmiennictwa wykształciła tu całą gamę moż− liwości w zakresie form gatunkowych: opis podróży, listy z pod− róży, dziennik podróży, reportaż. Przyjrzyjmy się przykładom bardzo wyrazistym dzięki dużej odległości kulturowej pomię− dzy podmiotem a przedmiotem. Są to wspomniane wyżej nar− racje tworzone z antropologicznego punktu widzenia Europej− czyka o świecie kultur egzotycznych. Wybierając Malinowskie− go i Kapuścińskiego uwzględniam dwa różne gatunki: dzien− nik osobisty i reportaż. Pasjonującego materiału do analizy dostarcza pełne polskie wydanie dziennika Malinowskiego, wcześniej (od 1967 r.) zna− nego tylko w przekładzie angielskim. Odbiór Dziennika w ści− słym znaczeniu tego wyrazu jako tekstu kompromitującego i skandalicznego, ponieważ ukazywał ludzkie słabości wielkie− go uczonego (a tak przyjęła go część opinii po publikacji an− „Punkt widzenia jako” kategoria antropologiczna i narracyjna 33 gielskiego przekładu) jest nieporozumieniem6. Nie można tu mówić o obłudzie dzieł etnograficznych, przeciwstawionej szczerości wyznań, czynionych w dzienniku. Jest to ambiwa− lencja immanentnie tkwiąca w antropologicznym punkcie wi− dzenia Malinowskiego. W pracach naukowych przedstawia on kulturę wyspiarzy z Pacyfiku, dążąc do jej zrozumienia i opi− sania w kategoriach ujmujących jej istotę. Jest też wyraźnie zafascynowany pięknem miejscowego krajobrazu. W Dzienniku ta pasja uczonego, skupionego z pełnym poświęceniem na swym przedmiocie badania, jest wyraźnie obecna i poczucie zbliżania się do tubylców (o których diarysta mówi wymienia− jąc ich z imienia, a nie bezosobowo) rośnie w miarę upływu czasu, spędzonego wśród nich. Jednocześnie coraz wyraźniej dochodzi do głosu to wszystko, co stanowi trudność w bada− niach terenowych, nie mających przedtem precedensu, a więc uciążliwość tropikalnego klimatu dla Europejczyka, kłopoty ze zdrowiem, ujemne skutki długotrwałej rozłąki z ludźmi wła− snego kręgu kulturowego. Ekspresja związanych z tymi uwa− runkowaniami negatywnych uczuć wywołała niezmiernie kry− tyczne oceny zapisków Malinowskiego. Tymczasem ambiwa− lencja podejścia do tubylców, wyrażająca się w zainteresowa− niu i sympatii z jednej strony, a w zniecierpliwieniu, niechęci a chwilami nawet pogardzie i wściekłości z drugiej, zostaje w istocie zniesiona w nadrzędnej perspektywie obserwatora i badacza. Malinowski–antropolog z równą uwagą obserwuje mieszkańców wysp na Pacyfiku jak siebie samego, żyjącego wśród nich. Przeprowadza odważną i bezlitosną autoanalizę, dającą się w polskim piśmiennictwie autobiograficznym po− równać chyba tylko z tą, której dokonał w swych dziennikach Karol Irzykowski. Nie przestając być osobistym dziennikiem, pisanym z dnia na dzień i prowadzonym przede wszystkim na własny uży− tek, zapiski Malinowskiego jednocześnie zawierają w sobie sposoby organizacji materiału właściwe powieści, i to powie− 6 Pisze o tym Grażyna Kubica, która opracowała polską edycję, w swym wstępie do: B. Malinowski, Dziennik w ścisłym znaczeniu tego wyrazu, Kra− ków 2002 oraz J. Clifford, O etnograficznej autokreacji: Conrad i Malinow− ski, przeł. M. Krupa, w: Postmodernizm. Antologia przekładów pod red. Ry− szarda Nycza, Kraków 1998. 34 Małgorzata Czermińska ści w czterech różnych odmianach gatunkowych. Są to: 1) po− wieść psychologiczna, 2) powieść o szukaniu drogi życiowej i budowaniu siebie, a więc Bildungsroman, 3) romans przed− stawiający zarówno idealną miłość duchową jak i namiętno− ści cielesne; 4) powieść podróżnicza. Powieść psychologiczna, z natury rzeczy najbliższa dziennikowi osobistemu, może się przypomnieć czytelnikowi zapisków Malinowskiego we wszyst− kich miejscach (a jest ich wiele), kiedy diarysta dokonuje au− toanalizy. Przykładem to co pisze o swoich relacjach ze „Sta− siem” (Witkiewiczem), to jak podczas pobytu na Ceylonie w drodze do Australii z nutą autoironii przyłapuje się na we− wnętrznym przekonaniu o wyższości wobec tubylców, bo czu− je się „sahibem”, czy wreszcie to, jak uświadamia sobie gwał− towną huśtawkę nastrojów od wściekłej tęsknoty za Europą do uwielbienia tropików („hemisfery południowej”, jak to nie− raz określa). W autoanalizie nie cofa się przed upokarzający− mi szczegółami, pasja poznawcza zdaje się przezwyciężać oba− wę śmieszności. Psychologiczna introspekcja przeważnie pod− porządkowana jest wnioskom, które mają prowadzić do roz− wijania i przekształcania siebie w poszukiwaniu drogi życio− wej, prowadzącej do wielkich celów – w ten sposób podszyta Freudem powieść psychologiczna nabiera rysów powieści roz− wojowej. Typowe dla romansu wątki miłosne rozgrywają się w Dzien− niku na dwu planach: wzniosłych uczuć i fizjologii seksu, któ− rym odpowiada stylistyczne rozdwojenie na liryczną poetyza− cję i dosadną dosłowność. Omówione trzy modele gatunkowe da się odnieść do cało− ści Dziennika, natomiast wzorzec powieści podróżniczej sta− nowi kontekst dla drugiej tylko połowy, rozpoczynającej się w 1914 roku od przygotowań wyjazdu w tropiki. Z uwagi na temat podróży na morza południowe narzuca się pytanie o po− wieści Conrada. Obrazy egzotycznego świata – zarówno opi− sy przestrzeni, jak opowiadania o żyjących w niej ludziach i własnych kontaktach z nimi – zajmują w zeszytach Dzien− nika z czterech lat pobytu na Trobriandach stopniowo coraz więcej miejsca obok obecnych nadal pozostałych trzech wąt− ków. Ale to „conradowska” sceneria, a nie conradowska nar− racja. W sposobie opowiadania narrator Dziennika w ścisłym „Punkt widzenia jako” kategoria antropologiczna i narracyjna 35 znaczeniu tego wyrazu bynajmniej nie przypomina Marlowa. Analogii pomiędzy obydwoma autorami należy szukać na in− nej płaszczyźnie, jak zrobił to James Clifford porównując re− guły, według których obaj budowali swoje biografie. Zauwa− żył on też, że Dziennik „czasami powtarza i przerabia tematy z Jądra ciemności”7. Tematy – z pewnością tak, ale nie struk− tury narracji. W Dzienniku nie widać śladów, które pozwalałyby sądzić, że cztery modele gatunkowe są świadomie obranymi wzorca− mi. Malinowski był namiętnym czytelnikiem powieści różnego rodzaju i również różnej klasy artystycznej: od Dostojewskie− go i Conrada po zwykłe czytadła. Pochłaniał powieści jak nar− kotyk, zwłaszcza podczas prac badawczych na archipelagach Pacyfiku. Dziennik pełen jest wzmianek o tym nałogowym czy− taniu, tak więc nie brakowałoby diaryście modeli, zarówno z li− teratury wysokiej jak popularnej, gdyby chciał dokonywać po− wieściowych stylizacji. Trzeba jednak przyznać, że dokonana przez niego samego kwalifikacja gatunkowa dziesięcioletnich zapisków świadczy o najtrafniejszym rozpoznaniu. W istocie jest to „dziennik w ścisłym znaczeniu tego wyrazu”. Możliwy kontekst czterech odmienn
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Opowiadanie w perspektywie badań porównawczych
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: