Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00170 006822 13592227 na godz. na dobę w sumie
Opowieści o duchach - ebook/pdf
Opowieści o duchach - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 192
Wydawca: Biblioteka Analiz Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-89143-68-6 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kultura, sztuka, media
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).
„Opowieści o duchach” to książka szczególna w dorobku Dumasa. Porównywać ją można z twórczością Edgara Allana Poe, w stosunku do której była prekursorska, a ze współczesnych Dumasowi z dorobkiem choćby E.T.A. Hoffmana. To klasyczna powieść grozy, są tu duchy, wampiry i zjawiska nadprzyrodzone, ale autor „Trzech muszkieterów” wplata zmyślone historie w realia XVIII wiecznej Europy, mamy zatem galerię autentycznych postaci doby rewolucji. Jedna z bohaterek jest Polką, a los rzucił ją na tereny Mołdawii, gdzie staje się ofiarą wampira. Jest tu zatem i odpowiednik Draculi. Ale jest i Danton, i Marat, i Charlotte Corday, której śmierci na szafocie poświęcono jedną z historii.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Opowiesci o duchach Aleksander Dumas Opowiesci o duchach Jeden dzien w Fontenay-aux-Roses Tłumaczył Stanisław Kuli(cid:477)ski Jirafa Roja Warszawa 2007 © Copyright by Jirafa Roja, 2007 Tytuł oryginału: „Les Mille et un Fantômes” Tłumaczenie: Stanisław Kuli(cid:477)ski Redakcja: Paweł Waszczyk Korekta: Magdalena Rejnert Łamanie: Tatsu Projekt okładki: (cid:442)aneta Delegacz Druk: Sowa – druk na (cid:507)yczenie, www.sowadruk.pl ISBN 978-83-89143-68-6 Wydanie I Warszawa 2007 Spis tre(cid:487)ci Wst(cid:459)p . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .7 I. Ulica Dyany w Fontenay-aux-Roses . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .15 II. Ulica Sier(cid:507)antów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .22 III. Protokół . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .30 IV. Dom Scarrona . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .39 V. Policzek Karoliny Corday . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .50 VI. Solange . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .60 VII. Albert . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .74 VIII. Kot, od(cid:506)wierny i szkielet . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .83 IX. Groby w Saint-Denis . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .96 X. L’Artifaille . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .110 XI. Bransoletka z włosów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .133 XII. Góry Karpackie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .142 XIII. Zamek Brankowan . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .152 XIV. Dwaj Bracia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .160 XV. Klasztor Hango . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .172 Wstę฀p Mój฀drogi฀Vernonie! Przy฀okazji฀owych฀zebrań฀wieczornych,฀dziś฀niestety฀tak฀rzad- kich,฀podczas฀których฀jedni฀dowoli฀gawędzili,฀drudzy฀zwierza- li฀się฀z฀rozterek฀serca,฀dawali฀się฀unosić฀porywom฀dowcipu,฀ lub฀rozsiewali฀skarby฀wspomnień,฀mówiłeś฀mi฀często,฀że฀od฀ czasów฀Szeherezady฀i฀po฀Nodierze1฀jestem฀jednym฀z฀najlep- szych฀i฀najbardziej฀zajmujących฀gawędziarzy,฀jakich฀się฀zda- rzyło฀słyszeć. Dzisiaj฀piszesz฀mi,฀iż฀w฀oczekiwaniu฀długiej฀opowieści฀—฀ jednej฀z฀tych฀historii,฀które฀zwykle฀opisuję,฀zawierając฀w฀nich฀ wiek฀cały฀—฀życzyłbyś฀sobie฀dwóch,฀trzech,฀najwyżej฀sześciu฀ tomów,฀skromnych฀kwiatków฀z฀mego฀ogródka,฀które฀można฀ by฀rozsypać฀pomiędzy฀polityczne฀aktualności฀bieżącej฀doby. Ach,฀mój฀przyjacielu!฀Czasy฀dzisiejsze฀są฀smutne,฀toteż฀ i฀moje฀opowieści,฀muszę฀to฀z฀góry฀powiedzieć,฀nie฀są฀wcale฀ wesołe.฀Będąc฀znużonym฀zdarzeniami฀świata฀realnego,฀tym฀ razem฀ zaczerpnę฀ tematu฀ ze฀ świata฀ fantazji.฀ Niestety,฀ oba- wiam฀się,฀iż฀nie฀wszystkie฀umysły,฀które฀choć฀trochę฀dążą฀ku฀ wyżynom฀i฀są฀poetyckiego฀lub฀marzycielskiego฀usposobienia,฀ będą฀podzielały฀moje฀upodobanie฀w฀świecie฀idealnym,฀tej 1.฀ Charles฀Nodier฀(1780-1844),฀pisarz฀francuski. 7 jedynej,฀pozostawionej฀nam฀przez฀Boga฀ostoi฀przed฀rzeczy- wistością. Trzeba฀Ci฀wiedzieć,฀iż฀siedzę฀w฀tej฀chwili฀pośród฀pięćdzie- sięciu฀tomów,฀które฀zgromadziłem฀celem฀przestudiowania฀ma- teriałów฀do฀historii฀Regencji.฀Właśnie฀je฀skończyłem.฀Proszę฀ tylko฀ przy฀ sposobności฀ ogłoszenia฀ odnośnej฀ wzmianki,฀ prze- strzec฀wszystkie฀matki,฀by฀rzeczy฀tych฀nie฀dawały฀córkom฀do฀ czytania.฀A฀zatem฀siedzę฀tu,฀jak฀wspomniałem,฀i฀w฀chwili,฀gdy฀ piszę฀te฀słowa,฀spojrzenie฀moje฀pada฀na฀kartki฀pamiętników฀ markiza฀ d’Argenson2,฀ gdzie฀ pod฀ nagłówkiem:฀ „O฀ konwersa- cji฀dawniej฀a฀dzisiaj”฀—฀czytam,฀co฀następuje:฀„Jestem฀prze- konany,฀że฀w฀owych฀czasach,฀gdy฀Hotel฀Rambouillet฀nadawał฀ ton฀lepszemu฀towarzystwu,฀umiano฀dobrze฀słuchać,฀a฀jeszcze฀ lepiej฀rozprawiać.฀Tworzono฀tym฀smak฀i฀dowcip.฀Ja฀sam฀na- potkałem฀ jeszcze฀ próbki฀ tego฀ rodzaju฀ konwersacji฀ u฀ starych฀ dworaków,฀których฀często฀odwiedzałem.฀Ich฀mowa฀była฀czy- sta,฀pełna฀wyrazu฀i฀zręczna;฀zawierała฀dużo฀antytez฀i฀porów- nań,฀wzmacniających฀sens฀zdania,฀była฀głęboka฀bez฀pedanterii฀ i฀dowcipna฀bez฀złośliwości”. Sto฀lat฀mija฀właśnie,฀od฀chwili,฀gdy฀markiz฀d’Argenson฀pi- sał฀te฀słowa.฀Był฀on฀wówczas฀mniej฀więcej฀w฀naszym฀wieku,฀ i฀ podobnie฀ jak฀ on,฀ my฀ obaj฀ możemy฀ powiedzieć:฀ „znaliśmy฀ starców,฀którzy฀byli฀inni,฀niż฀my฀teraz,฀to฀jest฀byli฀ludźmi฀do- brego฀towarzystwa”. Myśmy฀ich฀widzieli,฀lecz฀nasi฀synowie฀już฀ich฀nie฀zobaczą,฀ wskutek฀tego,฀sami฀nie฀będąc฀wiele฀warci,฀uchodzimy฀jednak฀ za฀coś฀lepszego,฀niż฀nasi฀synowie. Prawda,฀że฀każdy฀dzień฀zbliża฀nas฀ku฀wolności,฀równości฀ i฀braterstwu,฀tym฀trzem฀wielkim฀słowom,฀które฀rewolucja฀ro- ku฀1793฀cisnęła฀pomiędzy฀społeczeństwo฀nowoczesne,฀niby฀ tygrysa,฀lwa฀i฀niedźwiedzia,฀okryte฀jagnięcą฀skórą.฀Są฀to,฀nie- 2.฀ Pierre฀de฀Voyer฀d’Argenson฀(1626-1710),฀gubernator฀generalny฀Nowej฀ Francji. 8 stety,฀tylko฀czcze฀słowa,฀które฀w฀lipcu฀czytaliśmy฀na฀naszych฀ publicznych฀budynkach,฀przedziurawione฀kulami,฀osłonięte฀ dymem฀wystrzałów. Idę฀ wraz฀ ze฀ wszystkimi,฀ ruch฀ jest฀ moim฀ żywiołem.฀ Nie฀ głoszę฀bezwładności,฀uchowaj฀Boże!฀Bezwładność฀to฀śmierć!฀ Lecz฀idę฀podobny฀do฀tych฀ludzi,฀o฀których฀mówi฀Dante,฀że฀ ich฀nogi฀kroczą฀naprzód,฀lecz฀głowa฀zwrócona฀jest฀wstecz. Czego฀najbardziej฀poszukuję,฀tego฀najbardziej฀mi฀żal.฀Mo- je฀zwrócone฀wstecz฀spojrzenie฀szuka฀w฀przeszłości฀społeczeń- stwa,฀które฀wymiera,฀gaśnie฀i฀znika,฀jak฀jedno฀z฀tych฀fanta- stycznych฀zjawisk,฀o฀których฀wam฀chcę฀teraz฀opowiedzieć. Czy฀to฀społeczeństwo,฀które฀umiało฀żyć฀życiem฀(przebacz- cie฀mi฀to฀wyrażenie,฀na฀które฀mogę฀się฀odważyć,฀nie฀będąc฀ członkiem฀Akademii),฀życiem฀szlachetniejszym,฀zogniskowa- nym฀w฀wykwintnych฀obyczajach฀dworskich,฀czy฀to฀społeczeń- stwo฀umarło,฀czy฀też฀myśmy฀je฀zabili? Przypominam฀sobie,฀że฀gdym฀jeszcze฀był฀małym฀chłopcem,฀ ojciec฀zaprowadził฀mnie฀do฀pani฀Montesson3.฀Była฀to฀wielka฀ dama,฀należąca฀bez฀reszty฀do฀ubiegłego฀stulecia.฀Przed฀oko- ło฀sześćdziesięciu฀laty฀wyszła฀za฀księcia฀Orleańskiego,฀dziadka฀ króla฀Ludwika฀Filipa.฀W฀czasie,฀o฀którym฀mówię,฀miała฀blisko฀ 70฀lat฀i฀mieszkała฀w฀wielkim,฀wspaniałym฀pałacu฀przy฀Chans- see฀d’Antin.฀Napoleon฀wyznaczył฀jej฀rentę฀w฀wysokości฀stu฀ty- sięcy฀talarów. Czy฀wiecie,฀pod฀jakim฀tytułem฀ta฀renta฀figurowała฀w฀czer- wonej฀księdze฀następcy฀Ludwika฀XVI? A฀więc,฀pani฀de฀Montesson฀pobierała฀od฀cesarza฀rentę฀stu฀ tysięcy฀talarów฀za฀to,฀że฀w฀swym฀salonie฀zachowała฀tradycje฀do- brego฀tonu฀z฀czasów฀Ludwika฀XIV฀i฀Ludwika฀XV.฀Jest฀to฀aku- rat฀połowa฀sumy,฀wypłacanej฀teraz฀przez฀Izbę฀siostrzeńcowi฀ce- sarza฀za฀to,฀że฀każe฀Francji฀zapomnieć฀o฀tym,฀co฀miała฀sobie 3.฀ Charlotte฀Jeanne฀Béraud฀de฀La฀Haye฀de฀Riou,฀znana฀jako฀markiza฀do฀Mon- tesson฀(1738-1806),฀mecenas฀sztuki,฀barwna฀postać฀drugiej฀połowy฀XVIII฀wieku. 9 przypominać฀wedle฀woli฀wuja.฀Nie฀uwierzysz฀chyba฀drogi฀przy- jacielu,฀iż฀to฀jedno฀słowo฀„Izba”฀wymówione฀nieopatrznie,฀przy- pomniało฀mi฀znów฀pamiętniki฀markiza฀d’Argenson. Jakim฀sposobem?฀Zaraz฀to฀wyjaśnię.฀Skarżą฀się฀powszech- nie฀—฀pisze฀on฀—฀że฀dzisiaj฀we฀Francji฀nie฀ma฀już฀konwersa- cji.฀Znam฀dobrze฀przyczynę฀tego.฀Zdolność฀słuchania฀zanika฀ u฀naszych฀współczesnych฀z฀każdym฀dniem.฀Słucha฀się฀nie- uważnie,฀lub฀raczej฀nie฀słucha฀się฀wcale.฀Zauważyłem฀to฀na- wet฀w฀najlepszym฀towarzystwie,฀wśród฀którego฀się฀obracam.฀ A฀więc,฀drogi฀przyjacielu,฀jakież฀jest฀dzisiaj฀najlepsze฀towarzy- stwo,฀w฀którym฀się฀obracać฀można?฀Bez฀wątpienia฀to,฀które฀ osiem฀milionów฀wyborców฀uznało฀za฀godne฀reprezentować฀in- teresy,฀opinię฀i฀ducha฀Francji฀—฀to฀jest฀Izba฀Deputowanych. Wejdźmy฀tedy฀do฀sali฀obrad฀tej฀Izby,฀któregokolwiek฀dnia฀ o฀dowolnej฀godzinie.฀Założyć฀się฀można฀o฀sto฀przeciw฀jedne- mu,฀że฀ujrzymy฀na฀trybunie฀jednego฀jegomościa฀mówiącego,฀ a฀na฀ławkach฀pięćset฀do฀sześciuset฀osób,฀które฀go฀nie฀słucha- ją฀lecz฀przerywają฀mu. To,฀co฀mówię,฀tak฀dalece฀odpowiada฀istotnemu฀stanowi฀rze- czy,฀iż฀w฀akcie฀konstytucji฀z฀roku฀1848฀znaleźć฀można฀artykuł,฀ zabraniający฀przerywania฀w฀parlamencie. Spróbujcie฀policzyć฀tylko฀te฀mnogie฀policzki฀i฀uderzenia฀ pięścią,฀które฀wymierzono฀sobie฀w฀Izbie฀przez฀rok฀jej฀obrad.฀ Są฀one฀niezliczone. Wszystko฀to,฀oczywiście,฀dzieje฀się฀w฀imię฀wolności,฀równoś- ci฀i฀braterstwa.฀A฀więc,฀drogi฀przyjacielu,฀żal฀mi฀wielu฀rzeczy,฀ jak฀wspomniałem฀wyżej฀—฀nieprawdaż?฀—฀choć฀przeżyłem฀ zaledwie฀połowę฀swego฀bytowania.฀Czego฀mi฀jednak฀najbar- dziej฀żal,฀to฀tego,฀na฀brak฀czego฀użalał฀się฀przed฀stu฀laty฀markiz฀ d’Argenson:฀„delikatnego,฀przyzwoitego฀obejścia฀się”. A฀przecież฀za฀czasów฀markiza฀d’Argenson฀nikomu฀nie฀przy- szło฀na฀myśl,฀nazywać฀się฀„obywatelem”.฀A฀więc฀wniosek฀łatwy. Gdyby฀wówczas฀piszącemu฀powyższe฀słowa฀markizowi฀d’Ar- genson฀powiedziano:฀„Patrzcie฀no,฀dokąd฀to฀zaszliśmy฀we฀Fran- 10 cji.฀Zasłona฀spada,฀komedia฀skończona,฀słychać฀tylko฀gwizda- nia.฀ Niedługo฀ w฀ społeczeństwie฀ nie฀ będziemy฀ mieli฀ wytwor- nych฀gawędziarzy,฀sztuk฀pięknych,฀malarstwa,฀budowli฀—฀tylko฀ samą฀złość฀i฀nienawiść”. Gdyby฀to฀wówczas฀powiedziano฀markizowi฀d’Argenson,฀bie- dak฀bez฀wątpienia฀byłby฀się฀mocno฀przeląkł.฀Lecz฀cóż฀ja฀robię?฀ Żyję฀dużo฀z฀umarłymi,฀trochę฀z฀wygnanymi.฀Próbuję฀wskrzesić฀ na฀nowo฀wygasłe฀społeczeństwo฀i฀owych฀mężów,฀pachnących฀ ambrą,฀zamiast฀cygarami฀i฀traktujących฀się฀pchnięciami฀szpa- dy,฀zamiast฀uderzeniami฀pięści. Dlatego฀zdziwisz฀się,฀drogi฀przyjacielu,฀słysząc฀mnie฀gawę- dzącego฀i฀przemawiającego฀językiem,฀którym฀nikt฀nie฀mówi.฀ Dlatego฀powiadasz,฀że฀jestem฀zajmującym฀narratorem.฀Dla- tego฀głos฀mój,฀to฀echo฀przeszłości,฀słychać฀także฀w฀dobie฀ni- niejszej,฀która฀tak฀mało฀i฀źle฀słyszy. Jesteśmy฀jak฀owi฀Wenecjanie฀osiemnastego฀stulecia,฀któ- rym฀ ustawa฀ o฀ wydatkach฀ zakazywała฀ nosić฀ co฀ innego,฀ jak฀ proste,฀ ordynarne฀ materie฀ i฀ sukna:฀ napawamy฀ wzrok฀ nasz฀ widokiem฀aksamitów,฀jedwabiów฀i฀złotogłowiu,฀z฀których฀kró- lestwo฀przykrawało฀szaty฀naszych฀ojców. Stosownie฀więc฀do฀Twego฀życzenia,฀posyłam฀Ci฀pierwszy฀ tom฀mych฀„Opowieści฀o฀duchach”,฀to฀jest฀wstęp,฀zatytułowa- ny:฀„Jeden฀dzień฀w฀Fontenay-aux-Roses”. Szczerze฀życzliwy Aleksander฀Dumas Do฀Jego฀Królewskiej฀Wysokości฀Księcia฀de฀Montpensier! Najdostojniejszy฀Panie! Książka฀niniejsza฀poświęcona฀jest฀Waszej฀Królewskiej฀Wyso- kości฀i฀z฀tą฀myślą฀została฀napisana. Jak฀wszystkie฀podniosłe฀umysły,฀tak฀i฀W.K.฀Wysokość฀wie- rzysz฀w฀niemożliwości.฀Według฀tego฀mniemania,฀niemożli- wość฀to฀tylko฀nieznany฀punkt฀w฀przyszłości.฀Każde฀wielkie฀ odkrycie฀uważano฀długi฀czas฀za฀niemożliwość. Ameryka฀była฀niemożliwością฀aż฀po฀koniec฀wieku฀piętna- stego.฀Obrót฀ziemi฀był฀niemożliwością฀po฀koniec฀wieku฀szes- nastego.฀Siła฀pary฀uchodziła฀za฀niemożliwość฀aż฀do฀początku฀ wieku฀dziewiętnastego. Te฀trzy฀niemożliwości฀nie฀tylko฀stały฀się฀materialną฀rzeczy- wistością,฀lecz฀ponadto฀przybrały฀trzy฀imiona฀ludzkie.฀Brzmią฀ one:฀Krzysztof฀Kolumb,฀Galileusz฀i฀Fulton4. To฀prawda,฀że฀szukamy฀marzenia฀w฀śmierci,฀zamiast฀rze- czywistości฀w฀życiu,฀że฀zagłębiamy฀się฀w฀cień฀grobu,฀zamiast฀ 4.฀ Robert฀Fulton฀(1765-1815),฀inżynier฀amerykański,฀wynalazca,฀skonstru- ował฀pierwszy฀statek฀parowy. 13 kroczyć฀w฀jasnym฀blasku฀bytu,฀i฀że฀wzywamy฀na฀pomoc฀wiarę฀ —฀tę฀światłość฀boską,฀zamiast฀ziemskiego฀światła฀—฀wiedzy. Czy฀droga,฀wiodąca฀do฀grobu,฀zaludniona฀jest฀duchami?฀ Czy฀na฀drodze฀do฀nieba฀unoszą฀się฀anioły? Czy฀człowiek฀jest฀tylko฀stworzeniem฀w฀próżni฀odosobnio- nym,฀ które฀ za฀ życia฀ pozostaje฀ bez฀ związku฀ z฀ niebem,฀ a฀ po฀ śmierci฀rozpada฀się฀w฀nicość?฀Czy฀też฀człowiek฀jest฀widzial- nym฀i฀realnym฀ogniwem฀pomiędzy฀dwoma฀światami฀niewi- dzialnymi,฀idealnymi? Czy฀ coś฀ z฀ nas฀ było฀ przed฀ nami?฀ Czy฀ coś฀ z฀ nas฀ zostanie฀ po฀nas?฀Czy฀to,฀co฀nas฀poprzedziło฀odgadło฀i฀przeczuło฀na- sze฀namiętności?฀Czy฀to,฀co฀po฀nas฀zostanie,฀przypomni฀je฀so- bie?฀Czy฀wreszcie฀owo฀„coś”฀może฀przybrać฀kształt฀widzialny฀ wprawdzie,฀lecz฀niedotykalny,฀działający฀ze฀skutkiem฀lecz฀bez- cielesny? „That฀is฀the฀question”฀(oto฀jest฀pytanie),฀mówi฀Szekspir,฀ten฀ potężny฀ czarodziej,฀ który฀ zwycięsko฀ pokonał฀ ciężkie฀ zadanie฀ i฀wywołał฀duchy฀Banka฀i฀Hamleta. Szeherezada฀opowiadała,฀by฀skrócić฀noce฀Samarkandzkie.฀ Ja฀opowiadam,฀Wasza฀Królewska฀Wysokość,฀by฀skrócić฀dni฀Se- willi. Aleksander฀Dumas I.฀Ulica฀Dyany฀w฀Fontenay-aux-Roses 1฀września฀1831฀zostałem฀zaproszony฀przez฀mego฀dawnego฀ przyjaciela,฀szefa฀biura฀jednej฀z฀domen฀królewskich,฀by฀we- spół฀z฀jego฀synem฀rozpocząć฀sezon฀polowania฀w฀Fontenay- aux-Roses. Podówczas฀lubiłem฀polowania฀niezmiernie,฀toteż฀dla฀tak฀na- miętnego฀myśliwego฀jak฀ja,฀ogromną฀wagę฀miał฀wybór฀miejsco- wości,฀gdzie฀każdego฀roku฀rozpoczynały฀się฀łowy. Zazwyczaj฀wybieraliśmy฀się฀do฀pewnego฀dzierżawcy,฀przy- jaciela฀mego฀szwagra.฀U฀niego฀to฀raz,฀ubiwszy฀zająca,฀odby- łem฀debiut฀w฀sztuce฀Nemroda.฀Jego฀folwark฀leżał฀pomiędzy฀ lasami฀Compiegne฀i฀Villers-Cotterets,฀o฀pół฀mili฀od฀ślicznej฀ wioski฀Marienval,฀o฀milę฀od฀wspaniałych฀ruin฀Pierrefonds. Dwa฀lub฀trzy฀tysiące฀morgów฀ziemi,฀składających฀się฀na฀ tę฀dzierżawę,฀leżą฀wśród฀obszernej,฀lasami฀otoczonej฀równi- ny,฀której฀środek฀przecina฀urocza฀dolina.฀W฀głębi฀widać฀do- my,฀wychylające฀się฀spośród฀zielonych฀łąk฀i฀najróżnorodniej- szych฀drzew.฀Jedne,฀schowane฀wśród฀zieleni,฀zdradzają฀swo- ją฀obecność฀tylko฀sinymi฀smugami฀dymu,฀które฀początkowo฀ wystrzelając฀prosto฀ku฀niebu฀pod฀ochroną฀otaczających฀pa- górków,฀następnie฀pod฀powiewem฀wiatru฀załamują฀się฀i฀roz- pościerają฀jak฀wachlarze฀palm. W฀tej฀to฀równinie฀gania฀różnorodna฀zwierzyna฀z฀dwu฀są- siednich฀lasów,฀jakoby฀na฀neutralnym฀gruncie.฀Toteż฀wszystko฀ 15 można฀napotkać฀na฀równinie฀Brassoire,฀pod฀lasem฀sarnę฀i฀ba- żanta,฀w฀polu฀zające,฀na฀stokach฀króliki,฀koło฀folwarku฀kuro- patwy.฀Pan฀Macquet฀(tak฀się฀zwał฀nasz฀przyjaciel)฀był฀więc฀za- wsze฀pewien฀naszego฀przybycia.฀Polowaliśmy฀cały฀dzień฀i฀na- stępnego฀dnia฀o฀drugiej฀po฀południu฀powracaliśmy฀do฀Paryża,฀ w฀pięciu฀lub฀w฀sześciu,฀ubiwszy฀kilkanaście฀sztuk฀zwierzyny,฀ z฀czego฀nasz฀gospodarz฀nie฀chciał฀wziąć฀ani฀jednej. Tego฀roku฀jednak฀sprzeniewierzyłem฀się฀panu฀Macquet฀ i฀ przyjąłem฀ zaproszenie฀ starego฀ kolegi,฀ znęcony฀ obrazem,฀ który฀ mi฀ przesłał฀ jego฀ syn,฀ utalentowany฀ uczeń฀ rzymskiej฀ szkoły,฀ przedstawiającym฀ widok฀ równiny฀ Fontenay-aux-Ro- ses,฀obfitującej฀w฀ścierniska,฀pełne฀zajęcy฀i฀łany฀koniczyny,฀ pełne฀kuropatw. Nie฀byłem฀nigdy฀jeszcze฀w฀Fontenay-aux-Roses.฀Okolice฀Pa- ryża฀znałem฀bardzo฀mało.฀Jeśli฀się฀wybieram฀poza฀rogatki,฀to฀ zwykle฀tylko฀po฀to,฀by฀się฀oddalić฀o฀pięćset฀lub฀sześćset฀kilome- trów.฀Dlatego฀też฀przy฀każdej,฀nawet฀najmniejszej฀zmianie฀miej- sca฀wszystko฀mnie฀zaciekawia. O฀szóstej฀wybrałem฀się฀do฀Fontenay,฀wciąż฀wyglądając฀przez฀ okno฀karety.฀Wyjechawszy฀przez฀rogatkę฀d’Enfer,฀minąłem฀na฀ lewo฀ulicę฀Tombe-Issoire฀i฀jechałem฀ulicą฀Orleańską. Jak฀wiadomo,฀Issoire฀jest฀to฀nazwisko฀głośnego฀bandyty,฀ który฀za฀czasów฀Juliana฀rabował฀podróżnych,฀udających฀się฀ do฀Lutecji฀(Paryża).฀Zdaje฀się,฀że฀powieszono฀go฀i฀pochowa- no฀w฀miejscu,฀noszącym฀teraz฀jego฀nazwisko,฀nieopodal฀wej- ścia฀do฀katakumb. Równina฀ciągnąca฀się฀aż฀do฀Petit-Montrouge,฀przedsta- wia฀osobliwy฀widok.฀Pośród฀łąk,฀zagonów฀marchwi฀i฀buraków,฀ wznoszą฀się฀czworoboki฀z฀białego฀kamienia,฀na฀których฀spo- czywa฀zębate฀koło.฀Koło฀to฀posiada฀na฀swoim฀obwodzie฀po- przeczne฀deszczułki,฀jeden฀człowiek,฀poruszając฀je฀to฀jedną,฀ to฀drugą฀nogą,฀wprawia฀w฀ruch฀całą฀maszynerię,฀gdyż฀od฀ko- ła฀idzie฀lina,฀windująca฀z฀głębi฀kamieniołomu฀wyciosany฀ka- mień฀w฀górę. 16 Pod฀kamień,฀wydobyty฀za฀pomocą฀haka฀na฀brzeg฀windy,฀ podsadza฀się฀walce฀i฀w฀ten฀sposób฀toczy฀się฀go฀aż฀na฀miejsce฀ przeznaczenia.฀Następnie฀lina฀spuszcza฀się฀w฀głąb฀po฀nowy฀ ciężar,฀przy฀czym฀nowożytny฀Ixion฀ma฀chwilę฀wypoczynku,฀ dopóki฀dochodzący฀z฀dołu฀okrzyk฀nie฀zawiadomi฀go,฀że฀nowy฀ ciężar฀ czeka฀ na฀ wydobycie,฀ wówczas฀ praca฀ zaczyna฀ się฀ na฀ nowo.฀Do฀wieczora฀ów฀człowiek฀przy฀kole฀odbywa฀dziesięć฀ mil,฀nie฀ruszając฀się฀z฀miejsca.฀Za฀każdym฀bowiem฀obrotem฀ koła฀robi฀krok,฀tak฀że฀po฀upływie฀23฀lat฀mógłby฀się฀znaleźć฀ na฀księżycu.฀Wieczorem฀zwłaszcza,฀to฀jest฀właśnie฀w฀porze,฀ w฀której฀tamtędy฀przejeżdżałem,฀równina฀rozdzielająca฀Pe- tit-Montrouge฀ i฀ Grand-Montrouge,฀ przybiera฀ fantastyczny฀ wygląd,฀ do฀ czego฀ przyczyniają฀ się฀ owe฀ koła,฀ obracające฀ się฀ w฀ świetle฀ zachodzącego฀ słońca.฀ Wygląda฀ to฀ jak฀ miedzioryt฀ Goi,฀na฀którym฀upiory฀polują฀na฀wisielców. Około฀siódmej฀koła฀przestają฀się฀obracać,฀praca฀dzienna฀ dobiega฀końca.฀Te฀łomy฀kamienne,฀wielkie฀bryły,฀długości฀50- 60฀stóp฀a฀wysokie฀na฀osiem฀stóp,฀tworzą฀przyszły฀Paryż,฀tutaj฀ wyłaniający฀się฀z฀ziemi.฀Kamieniołomy,฀z฀których฀wydobywa฀ się฀te฀bryły,฀rozszerzają฀się฀z฀każdym฀dniem.฀Są฀one฀dalszym฀ ciągiem฀katakumb,฀na฀których฀spoczywa฀stary฀Paryż.฀Są฀to฀ przedmieścia฀podziemnego฀miasta,฀ciągle฀się฀rozszerzające.฀ Idąc฀równiną฀Montrouge,฀kroczymy฀ponad฀otchłaniami.฀Nie- kiedy฀napotykamy฀zagłębienie,฀małą฀dolinę฀lub฀kotlinę.฀Pod฀ spodem฀kamieniołom฀ma฀słabe฀oparcie,฀gdyż฀powłoka฀gipso- wa฀się฀łamie. Powstaje฀szczelina,฀przez฀którą฀woda฀dostaje฀się฀w฀zagłę- bienie.฀Woda฀zmyła฀ziemię,฀stąd฀też฀ta฀zmiana฀gruntu.฀Nie฀ wiedząc฀ o฀ tym฀ i฀ nie฀ przypuszczając,฀ że฀ ta฀ piękna฀ warstwa฀ zielenią฀okrytej฀ziemi฀nie฀ma฀podstaw,฀stąpnąwszy฀nogą฀na฀ jedną฀z฀tych฀rozpadlin฀można฀nagle฀zapaść฀się,฀jak฀to฀się฀zda- rzyło฀w฀Montauvert. Mieszkańcy฀tych฀galerii฀podziemnych฀mają฀swój฀odrębny฀ tryb฀życia,฀właściwy฀wygląd฀i฀charakter฀—฀żyjąc฀w฀ciemności,฀ 17 posiadają฀coś฀z฀instynktu฀nocnych฀zwierząt,฀coś฀dzikiego฀i฀mil- czącego…฀Słychać฀często฀o฀nieszczęśliwych฀wypadkach฀—฀słup฀ podtrzymujący฀kamieniołom฀złamał฀się฀lub฀lina฀pękła฀i฀zabiło฀ człowieka.฀Na฀powierzchni฀ziemi฀uważa฀się฀to฀za฀nieszczęście,฀ trzydzieści฀stóp฀pod฀ziemią฀wszyscy฀wiedzą,฀że฀to฀zbrodnia. Wygląd฀robotników฀jest฀zazwyczaj฀posępny.฀W฀świetle฀dnia฀ oczy฀ich฀są฀oślepione,฀głos฀stłumiony.฀Noszą฀włosy฀gładko฀za- czesane฀ aż฀ do฀ brwi,฀ ich฀ zarost฀ tylko฀ w฀ niedzielę฀ spotyka฀ się฀ z฀brzytwą฀golibrody,฀koszule฀mają฀rękawy฀z฀ordynarnego,฀szare- go฀płótna,฀ich฀fartuch฀skórzany฀biały฀jest฀od฀kamieni,฀spodnie฀ są฀niebieskiej฀barwy.฀Noszą฀kamizelkę฀na฀jednym฀ramieniu฀po- dwójnie฀złożoną,฀opierając฀na฀tym฀rękojeść฀motyki฀lub฀siekiery,฀ którą฀sześć฀dni฀w฀tygodniu฀wykopują฀kamienie. Mężczyźni,฀których฀tu฀opisaliśmy,฀rzadko฀uczestniczą฀ w฀ awanturach฀ czy฀ kłótniach.฀ Gdy฀ na฀ rogatce฀ d’Enfer฀ ktoś฀ powie:฀—฀Patrzcie,฀oto฀robotnicy฀z฀kamieniołomów฀w฀Mon- trouge,฀schodzą฀pod฀ziemię฀—฀wówczas฀mieszkańcy฀okolicz- nych฀ulic฀potrząsają฀głowami฀i฀zamykają฀drzwi. To฀obserwowałem฀o฀zmierzchu,฀który฀w฀miesiącu฀wrze- śniu฀oddziela฀dzień฀od฀nocy,฀z฀nadejściem฀ciemności฀rzuci- łem฀się฀na฀poduszki฀powozu,฀skąd฀widziałem฀tyle,฀ile฀z฀pew- nością฀żaden฀z฀mych฀towarzyszy฀nie฀widział.฀Tak฀bywa฀często฀ w฀teatrze฀—฀wszyscy฀patrzą,฀niektórzy฀tylko฀widzą. O฀wpół฀do฀dziewiątej฀przybyliśmy฀do฀Fontenay.฀Oczekiwa- ła฀nas฀doskonała฀kolacja,฀potem฀spacer฀po฀ogrodzie. Sorrento฀to฀lasek฀pomarańczowy,฀Fontenay฀to฀bukiet฀róża- ny.฀Każdy฀dom฀posiada฀swe฀róże,฀kwitnące฀wzdłuż฀ścian,฀chro- nione฀balaskami,฀rosnące฀prosto฀do฀pewnej฀wysokości,฀a฀po- tem฀rozpościerające฀się฀wachlarzowato.฀Powietrze฀wokół฀prze- pojone฀jest฀zapachami,฀a฀gdy฀wionie฀wietrzyk,฀płatki฀różane฀sy- pią฀się฀jak฀w฀Boże฀Ciało,฀jakby฀Bóg฀sam฀święcił฀swe฀święto. Z฀krańca฀ogrodu฀mielibyśmy฀w฀dzień฀przepyszny฀widok.฀ Po฀oddalonych฀światełkach฀rozróżnić฀można฀było฀okoliczne฀ wsi:฀Sceaux,฀Bagneux,฀Chatillon฀i฀Montrouge,฀na฀horyzoncie฀ 18 widniała฀długa,฀czerwonawa฀smuga,฀z฀której฀dochodził฀głu- chy฀szum,฀niby฀dech฀Lewiatana,฀to฀był฀oddech฀Paryża. Musiano฀nas฀przemocą฀zapędzić฀do฀łóżka,฀jak฀dzieci.฀Pod฀ tym฀pięknym,฀gwiaździstym฀niebem,฀w฀tym฀powietrzu฀prze- pojonym฀woniami฀róż฀chętnie฀czuwalibyśmy฀do฀rana. O฀godzinie฀piątej฀rano฀wstaliśmy,฀by฀udać฀się฀na฀polowa- nie,฀ pod฀ przewodnictwem฀ syna฀ naszego฀ gospodarza,฀ który฀ obiecywał฀nam฀istne฀cuda,฀wielbiąc฀mnogość฀zwierzyny฀w฀tej฀ okolicy. Za฀całe฀przedpołudnie฀upolowaliśmy฀królika฀i฀cztery฀ku- ropatwy.฀Mój฀sąsiad฀na฀prawo฀strzelił฀do฀królika฀i฀spudłował,฀ to฀samo฀wydarzyło฀się฀sąsiadowi฀po฀lewej฀ręce฀z฀kuropatwą.฀ Ja฀ubiłem฀dwie฀kuropatwy.฀W฀Brassoire฀zwykle฀do฀południa฀ miałem฀już฀ze฀cztery฀zające฀i฀piętnaście฀do฀dwudziestu฀ku- ropatw. Lubiąc฀polowanie,฀nie฀znoszę฀jednak฀długiego฀włóczenia฀ się,฀ zwłaszcza฀ po฀ polach.฀ Pod฀ pozorem฀ przetrząśnięcia฀ ła- nu฀koniczyny,฀leżącego฀na฀lewo,฀gdzie฀byłem฀pewny,฀iż฀nic฀ nie฀ znajdę,฀ oddaliłem฀ się฀ i฀ zniknąłem฀ moim฀ towarzyszom฀ z฀oczu. To,฀czego฀tutaj฀szukałem,฀już฀od฀dwóch฀godzin฀spragnio- ny฀samotności,฀to฀był฀wąwóz,฀który฀uszedł฀uwagi฀innych฀my- śliwych,฀ a฀ który฀ powinien฀ był฀ mnie฀ wyprowadzić฀ drogą฀ ze฀ Sceaux฀prosto฀do฀Fontenay-aux-Roses. Jakoż฀nie฀omyliłem฀się.฀Zegar฀na฀kościele฀bił฀godzinę฀pierw- szą,฀gdym฀dotarł฀do฀pierwszych฀domów฀wioski. Idąc฀wzdłuż฀muru,฀otaczającego฀jakąś฀piękną฀posiadłość,฀ doszedłem฀do฀zbiegu฀ulic฀Dyany฀i฀Głównej.฀Nagle฀ujrzałem฀ zbliżającego฀się฀ku฀mnie฀od฀strony฀kościoła฀człowieka฀o฀tak฀ osobliwym฀wyglądzie,฀iż฀przystanąłem฀i฀instynktownie฀odwio- dłem฀kurek฀strzelby,฀tak฀dalece฀uczułem฀potrzebę฀obrony. Lecz฀człowiek฀ów,฀blady,฀z฀dziko฀przewróconymi฀oczyma,฀ najeżonym฀włosem,฀odzieżą฀w฀nieładzie฀i฀zakrwawionymi฀rę- koma,฀przeszedł฀obok,฀nie฀widząc฀mnie.฀Jego฀spojrzenie฀było฀ 19 mętne฀i฀nieruchome,฀szedł฀szybko฀i฀gwałtownie,฀jakby฀miał฀ się฀wspinać฀na฀wysoką฀górę,฀a฀jednak฀jego฀stłumiony฀oddech฀ zdradzał฀raczej฀trwogę฀niż฀wysiłek. Na฀zbiegu฀obu฀ulic฀skręcił฀z฀ulicy฀Głównej฀w฀ulicę฀Dyany฀ w฀stronę฀tej฀właśnie฀posesji,฀obok฀której฀muru฀szedłem฀już฀ z฀siedem฀lub฀osiem฀minut.฀Brama,฀na฀którą฀teraz฀padło฀mo- je฀spojrzenie,฀była฀zielono฀pomalowana฀i฀nosiła฀nr฀2.฀Czło- wiek฀ów,฀jeszcze฀nim฀dobiegł฀do฀bramy,฀wyciągnął฀już฀rękę฀ do฀dzwonka,฀a฀chwyciwszy฀go,฀pociągnął฀gwałtownie,฀potem฀ szybko฀ odwrócił฀ się฀ i฀ usiadł฀ na฀ jednym฀ z฀ dwóch฀ kamieni,฀ podpierających฀bramę.฀Tak฀pozostał฀bez฀ruchu,฀zwiesiwszy฀ głowę฀na฀piersi฀i฀opuściwszy฀ręce. Zawróciłem,฀przekonany,฀iż฀człowiek฀ten฀odgrywa฀główną฀ rolę฀w฀jakimś฀strasznym฀dramacie. Za฀nim,฀po฀obu฀stronach฀ulicy,฀ujrzałem฀kilku฀ludzi,฀na฀ których฀zrobił฀widocznie฀to฀samo฀wrażenie,฀co฀na฀mnie,฀gdyż฀ powychodzili฀z฀domów฀i฀również฀patrzyli฀zdziwieni. Na฀ dźwięk฀ gwałtownie฀ szarpniętego฀ dzwonka฀ otworzyła฀ się฀mała฀furtka฀obok฀bramy฀i฀wyszła฀kobieta฀lat฀około฀czter- dziestu. —฀ Ach,฀to฀wy฀Jacquemin?฀—฀rzekła.฀—฀Co฀tu฀robicie? —฀ Czy฀mer฀jest฀w฀domu?฀—฀zapytał฀ochrypłym฀głosem฀ ten,฀do฀którego฀to฀pytanie฀było฀zwrócone. —฀ Tak. —฀ A฀więc,฀matko฀Antonio,฀powiedzcie฀mu,฀że฀zabiłem฀mo- ją฀żonę฀i฀przychodzę฀tu,฀by฀się฀oddać฀w฀ręce฀władzy! Matka฀Antonia฀wydała฀okrzyk,฀któremu฀zawtórowały฀gło- sy฀stojących฀w฀pobliżu฀i฀słyszących฀to฀straszne฀wyznanie. Ja฀sam฀cofnąłem฀się฀krok฀wstecz฀i฀oparłem฀o฀pień฀drzewa.฀ Wszyscy฀zresztą,฀usłyszawszy฀te฀słowa,฀zdrętwieli. Morderca฀osunął฀się฀z฀kamienia฀na฀ziemię,฀jakby฀po฀wy- rzeczeniu฀złowieszczych฀słów฀siły฀go฀opuściły. Tymczasem฀matka฀Antonia฀zniknęła,฀pozostawiając฀furtkę฀ otwartą.฀Najwyraźniej฀poszła฀spełnić฀polecenie฀Jacquemina. 20 Po฀upływie฀pięciu฀minut฀mer฀stanął฀we฀drzwiach.฀Towa- rzyszyło฀mu฀dwóch฀ludzi. Widok฀ten฀stoi฀mi฀jeszcze฀żywo฀przed฀oczyma. Jak฀wspomniałem,฀Jacquemin฀osunął฀się฀na฀ziemię.฀Spro- wadzony฀przez฀matkę฀Antonię฀mer฀z฀Fontenay-aux-Roses฀stał฀ obok฀niego฀i฀mierzył฀go฀badawczo฀od฀stóp฀do฀głów.฀Nieopodal฀ drzwi฀znajdowały฀się฀dwie฀kolejne฀osoby,฀o฀których฀wkrótce฀ usłyszymy.฀Ja฀stałem฀oparty฀o฀pień฀drzewa฀w฀ulicy฀Głównej,฀ wzrok฀ mając฀ jednak฀ utkwiony฀ w฀ ulicę฀ Dyany.฀ Na฀ lewo฀ ode฀ mnie฀stała฀grupa,฀złożona฀z฀trzech฀osób:฀mężczyzny,฀kobiety฀ i฀dziecka,฀które฀domagało฀się,฀by฀je฀matka฀wzięła฀na฀ręce.฀Za฀ tą฀grupą฀jakiś฀piekarz฀wystawił฀głowę฀z฀okna฀na฀pierwszym฀ piętrze฀i฀rozmawiał฀z฀terminatorem,฀stojącym฀na฀dole,฀pyta- jąc฀go,฀czy฀tym,฀który฀dopiero฀co฀biegł฀tędy,฀był฀robotnik฀z฀ka- mieniołomów฀Jacquemin.฀Następnie฀na฀progu฀kuźni฀ukazał฀ się฀kowal,฀z฀przodu฀czarny,฀z฀tyłu฀oświecony฀blaskiem฀ogni- ska,฀roznieconego฀przez฀pomocników,฀dmących฀w฀miechy.฀To฀ wszystko฀działo฀się฀na฀ulicy฀Głównej. Ulica฀Dyany฀była,฀poza฀powyżej฀opisaną฀grupą,฀pusta.฀Tyl- ko฀na฀samym฀jej฀końcu฀widać฀było฀dwóch฀żandarmów,฀wyjeż- dżających฀z฀równiny฀i฀nie฀przeczuwających฀roboty,฀jaka฀ich฀ oczekiwała,฀zbliżających฀się฀spokojnie฀ku฀nam. Wybił฀kwadrans฀na฀drugą. II.฀Ulica฀Sierżantów Z฀ostatnim฀uderzeniem฀zegara฀zmieszał฀się฀dźwięk฀słów฀wy- powiedzianych฀przez฀mera: —฀ Jacquemin!฀—฀rzekł฀urzędnik.฀—฀Spodziewam฀się,฀że฀ matka฀Antonia฀powiedziała฀głupstwo.฀Mówi฀mi฀ona฀w฀twoim฀ imieniu,฀że฀podobno฀twoja฀żona฀nie฀żyje฀i฀że฀ty฀ją฀zabiłeś! —฀ To฀szczera฀prawda,฀panie฀merze!฀—฀odparł฀Jacquemin.฀ —฀Musicie฀mnie฀wsadzić฀do฀więzienia฀i฀możliwie฀prędko฀osą- dzić. Mówiąc฀to฀próbował฀powstać,฀opierając฀się฀łokciem฀o฀ka- mień,฀ jednak฀ wyczerpany฀ tym฀ wysiłkiem,฀ opadł฀ znowu฀ na฀ ziemię,฀jakby฀miał฀kości฀w฀nogach฀przetrącone. —฀ W฀takim฀razie฀to฀ty฀gadasz฀głupstwa!฀—฀rzekł฀mer. —฀ Popatrzcie฀na฀moje฀ręce!฀—฀odparł฀tamten.฀Podniósł฀ dwie฀skrwawione฀ręce,฀o฀palcach฀zakrzywionych฀jak฀szpony. Istotnie,฀lewa฀ręka฀była฀skrwawiona฀po฀kostkę,฀a฀prawa฀aż฀ po฀łokieć.฀Ponadto฀z฀wielkiego฀palca฀prawej฀ręki฀spływał฀stru- mień฀świeżej฀krwi,฀pochodzący฀zdaje฀się฀z฀ukąszenia,฀zada- nego฀mordercy฀przez฀ofiarę฀w฀przedśmiertnej฀walce. Tymczasem฀obaj฀żandarmi฀zbliżyli฀się฀i฀stanęli฀w฀odległo- ści฀dziesięciu฀kroków฀od฀głównego฀aktora฀tej฀sceny,฀z฀wysoko- ści฀swych฀wierzchowców฀mierząc฀go฀bacznym฀spojrzeniem.฀ Mer฀ dał฀ znak฀ ręką,฀ zsiedli฀ z฀ koni฀ i฀ rzucili฀ cugle฀ młodemu฀ chłopakowi฀w฀czapce฀policjanta. 22
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Opowieści o duchach
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: