Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00199 003618 18781487 na godz. na dobę w sumie
Opowieści pielgrzyma - ebook/pdf
Opowieści pielgrzyma - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 240
Wydawca: W drodze Język publikacji: polski
ISBN: 9788370332631 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> religia i rozwój duchowy >> religia
Porównaj ceny (książka, ebook (-22%), audiobook).

Dzieło zaliczane do klasyki duchowych tekstów tradycji Kościoła wschodniego. To wspaniały, jeden z najsłynniejszych w historii całego chrześcijaństwa zapis zmagań o wypełnianie Bożej woli pomimo codziennych trosk, od których człowiekowi żyjącemu w świecie trudno się uwolnić. Z jednej strony to prosty i przystępny traktat o modlitwie Jezusowej, z drugiej - po mistrzowsku skonstruowana opowieść, która pomaga odnaleźć drogę powrotu do Boga, drogę odkrywania Jego miłości, nauki, głosu, Jego woli.

Opowieści pielgrzyma pomogą Ci zrozumieć:

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

tłumaczenie Andrzej Wojnowski Wydawnictwo W drodze Tytuł oryginału Otkrovennye rasskazy strannika duchownomu swoemu otcu © Copyright for the Polish translation by Andrzej Wojnowski, 1988 © Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo W drodze, 1988 Projekt graficzny okładki i stron tytułowych Agnieszka Hyjek Opracowanie komputerowe okładki Jarosław Pluciński Nihil obstat Poznań, 9 czerwca 1988 roku, ks. dr Marian Kowalewski, cenzor Imprimatur Poznań, 13 czerwca 1988 roku, l. dz. 5047/88, ks. bp Stanisław Napierała, wikariusz generalny ISBN 978-83-7033-970-8 W drodze Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów ul. Kościuszki 99, 60-920 Poznań tel. faks (61) 852-39-62, faks (61)850-17-82 www.wdrodze.pl sprzedaz@wdrodze.pl Wydanie IV – dodruk 2011 Drukarnia Księży Werbistów Górna Grupa, 86-134 Dragacz tel. (52) 330-63-77, faks (52) 330-63-78 ISO 9001, ISO 14001 Dla uczczenia wielkiego daru Chrztu S´wie˛tego, przyje˛tego w Kijowie przed tysia˛cem lat, który dał pocza˛tek wierze i z˙yciu chrzes´cijan´skiemu wielu ludów i narodów na Wschodzie Wprowadzenie Prawdopodobnie nigdy nie be˛dzie wiadomo, kto jest autorem Opowies´ci pielgrzyma. Nigdy nie dowiemy sie˛, czy sa˛ to istotnie wyznania kogos´ rzeczywis´cie z˙yja˛cego w Rosji dziewie˛tnastowie- cznej, czy raczej mamy do czynienia z utworem literackim posłu- guja˛cym sie˛ fikcyjna˛ postacia˛ Pielgrzyma. Jakkolwiekby to było, Opowies´ci pielgrzyma sa˛ niezaprzeczal- nym wykwitem duchowos´ci rosyjskiej tamtej epoki. Jednakz˙e nie sa˛dz´my, z˙e takie umiejscowienie w czasie jest zawe˛z˙eniem przeka- zu tej ksia˛z˙ki. Pomimo niemałego bogactwa narracji pamie˛tajmy, z˙e słuz˙y ono jedynie jako aktualizacja zasadniczego tematu be˛da˛- cego powszechnym i ponadczasowym wezwaniem człowieka do miłos´ci Boga. Miłos´ci, która ma wydawac´ owoce z˙ycia prawdzi- wie chrzes´cijan´skiego. Jest wie˛c to opowies´c´ o wiernej odpowiedzi na wezwanie Boz˙e. Sta˛d tez˙ wywodzi sie˛ nieprzemijaja˛ca wartos´c´ przesłania tej ksia˛z˙ki. Jez˙eli ten tekst tworza˛ rzeczywis´cie osobiste wyznania konkret- nego Pielgrzyma, to moz˙liwe, iz˙ był nim niejaki Nemytowa, chłop z guberni orelskiej. Był on znany w klasztorze Optino, gdzie wie- lokrotnie odwiedzał „starca” Makarego. Re˛kopis Opowies´ci pielgrzyma był jakoby w posiadaniu pewnej mniszki z okolic tego klasztoru, penitentki „starca” Ambroz˙ego, naste˛pcy Makarego. Pierwsze wydanie Opowies´ci ukazało sie˛ w Kazaniu w 1870 roku, drugie (uwaz˙ane za podstawowe) uzupeł- nił i przygotował do druku biskup Teofan zwany Pustelnikiem. Ukazało sie˛ ono w roku 1884. Poniewaz˙ autentyczny re˛kopis juz˙ zagina˛ł, nie wiadomo, jak dalece tekst jest wyretuszowany przez jego powtórnego wydawce˛. Po s´mierci „starca” Ambroz˙ego znaleziono w jego papierach druga˛ cze˛s´c´ Opowies´ci. Dzis´ prawie jest pewne, z˙e te trzy opowie- s´ci nie sa˛ dziełem autora pierwszej cze˛s´ci. Jest to literatura zbyt spekulatywna i teologizuja˛ca, zbyt sucha w ogólnym nastroju, aby mogła byc´ kontynuacja˛ pierwszych czterech opowies´ci, nacecho- wanych zniewalaja˛ca˛ prostota˛ i spontanicznos´cia˛. Na podstawie pewnych danych zawartych w samym teks´cie, moz˙na przyja˛c´, z˙e Opowies´ci pielgrzyma powstały mie˛dzy zakon´- czeniem wojny krymskiej (1855) a zniesieniem pan´szczyzny (1861). 7 Był to okres szczególnie ponury w dziejach Rosji. Wielka przegra- na militarna, coraz bardziej dochodza˛ce do głosu z˙a˛dania demokra- tyzacji, działania przeciw jedynowładztwu carów, nastrój nihili- zmu i deprawacji moralnej w z˙yciu społecznym i osobistym. Zreszta˛ taka atmosfera be˛dzie trwała w Rosji jeszcze długo. Tym bardziej wie˛c zdumiewa ogromna s´wiez˙os´c´ i optymizm Opowies´ci, które, jak najbardziej umiejscowione w rzeczywisto- s´ci, równoczes´nie patrza˛ na nia˛ z perspektywy najwaz˙niejszej sprawy: relacji Bóg — człowiek. I to bez wa˛tpienia stało sie˛ przy- czyna˛ ich trwaja˛cej, a nawet rosna˛cej wielkiej popularnos´ci. Prawosławne chrzes´cijan´stwo Rosji XIX wieku zawierało dwa nur- ty. Jeden, oficjalny, wcia˛z˙ pozostawał w ramach reform Piotra Wiel- kiego. Monarcha ten skutecznie postarał sie˛ o zamknie˛cie praktyki wiary w granicach liturgii i wystudzonej teologii, be˛da˛cej cze˛sto pod wpływem niemieckiego protestantyzmu. Hierarchia, zawsze czołobit- na wobec władzy według najlepszych wzorów Bizancjum, i niedo- uczone niz˙sze duchowien´stwo ograniczone w swoim działaniu prawie wyła˛cznie do liturgii. Drugi nurt, starszy od pierwszego, przewaz˙nie ludowy, zgodny z dawna˛ tradycja˛ Cerkwi, juz˙ od kon´ca XVIII wieku wyrywał sie˛ z us´pienia i spowodował wielkie oz˙ywienie religijne we wszy- stkich warstwach społecznych. To oz˙ywienie, a nawet odrodzenie religijne, sie˛gało swoimi korzeniami az˙ do duchowos´ci mnichów pustyn´ egipskich i palestyn´skich, do mnichów bizantyn´skich i trady- cji własnych s´wie˛tych. Chrzes´cijan´stwo rosyjskie, mimo z˙e zaszczepione przez Gre- ków, bardzo szybko nabrało cech specyficznych, wynikaja˛cych z uwarunkowan´ historycznych a nawet geograficznych. Juz˙ dawno zauwaz˙ono, z˙e np. ruch pielgrzymi, mimo swych załoz˙en´ ducho- wych, był takz˙e w jakiejs´ mierze wynikiem obcowania z „bezkres- na˛ równina˛” stanowia˛ca˛ imperium rosyjskie. Długotrwały ucisk najez´dz´ców i niewola, bieda ludu, na która˛ nie było ratunku w systemie samodzierz˙awia, spote˛gowały element biernos´ci wobec „losu”, wobec władzy, biernos´ci i tak juz˙ zawartej w prawosławiu bizantyn´skim. To głównie w Rosji ujawniły sie˛ szczególne typy s´wie˛tos´ci mało znane gdzie indziej, a jakos´ wywodza˛ce sie˛ z tej biernos´ci, zako- rzenione w cierpieniu, bliskie cierpieniu Jezusa, a jednak nie cier- pie˛tnicze. To przeciez˙ w Rosji umierali s´wie˛ci „strastoterpcy”, których trudno byłoby uznac´ za me˛czenników sensu stricto, gdyz˙ zadano 8 im s´mierc´ nie z nienawis´ci do wiary i Kos´cioła, ale z pobudek politycznych czy rabunkowych. Ich s´wie˛tos´c´ stanowiło s´wiadome i dobrowolne przyje˛cie s´mierci, na wzór Chrystusa nie stawiaja˛ce- go oporu swoim katom. I w Polsce mamy przykład takiej s´wie˛to- s´ci: Pie˛ciu Braci Me˛czenników. Innym typem s´wie˛tos´ci dawnej Rosji sa˛ „ jurodiwi”, czyli szalen´- cy dla Chrystusa, a nawet dosadniej: „głupki” dla Chrystusa. To ci, którzy z miłos´ci dla poniz˙onego Pana sami sie˛ uniz˙yli do kon´ca, symuluja˛c obłe˛d lub debilizm. W Kos´ciele zachodnim tez˙ zdarzali sie˛ tacy s´wie˛ci, jak np. przynajmniej cze˛s´ciowo, s´w. Filip Neri. Jeszcze inni, to „starcy”, którzy wywodza˛ sie˛ w prostej linii od Ojców Pustyni, a wie˛c z IV wieku. Kos´ciół prawosławny włas´ci- wie nie zna róz˙norodnos´ci form z˙ycia zakonnego. Sa˛ tylko mnisi i pustelnicy, bez zwykłej działalnos´ci duszpasterskiej czy społecz- nej. „Starzec” to mnich lub eremita, z˙yja˛cy pocza˛tkowo w całko- witym odosobnieniu wobec „s´wiata” i spraw jego, szczególnie umartwiony asceta. Nikt sie˛ nie stawał „starcem” z własnego wy- boru. Był wybrany przez Boga jako charyzmatyczne narze˛dzie Jego działania. Bóg obdarzał tych przedziwnych ludzi łaska˛ zna- jomos´ci dusz, umieje˛tnos´cia˛ kierowania i radzenia, a nawet czasa- mi s´wiatłem proroctwa. Uciekali od s´wiata, lecz s´wiat ich szukał jako przewodników, lekarzy i ore˛downików, jako tych, którzy mieli tez˙ rozeznanie spraw doczesnych i be˛da˛cych prawdziwymi autorytetami moralnymi. Byli poszukiwani nie tylko przez „gmin”, ale takz˙e przez inne warstwy społeczne. U nich szukali s´wiatła i pokoju literaci i inte- lektualis´ci: Leskow, Niekrasow, Dostojewski, Tołstoj, słowianofile i zbuntowani poste˛powcy. Z´ ródłem ich wielkos´ci i wpływu było bez wa˛tpienia bezkom- promisowe przyjmowanie wymogów Ewangelii. A ten wpływ był ogromny. Moz˙na powiedziec´, z˙e włas´ciwie prawosławna du- chowos´c´ rosyjska była w przewaz˙aja˛cej mierze stworzona przez „starców”. W Opowies´ciach pielgrzyma wyraz´nie ukazano role˛ „starca” jako ojca duchownego, wprowadzaja˛cego na droge˛ z˙y- cia wewne˛trznego i modlitwy. Wreszcie ostatni typ s´wie˛tos´ci czy powołania: pielgrzymi. Portret autentycznego pielgrzyma jest ukazany w tej ksia˛z˙ce. Jest cos´ bar- dzo przejmuja˛cego w ludziach, którzy dosłownie opus´cili wszy- stko, z˙eby pójs´c´ za Jezusem ubogim i bezdomnym. Tu nie chodziło jedynie o odbywanie pielgrzymek do miejsc s´wie˛tych, ale o stan z˙ycia, cia˛gły. A było to z˙ycie, zewne˛trznie sa˛dza˛c, jakby zmarno- wane, bez widocznego celu, bez ukierunkowania na jaka˛kolwiek 9 kariere˛. Jednak w istocie swojej było to z˙ycie o ogromnym bogac- twie wewne˛trznym, wynikaja˛cym ze stałego obcowania z Bogiem w modlitwie i z poczucia całkowitej wolnos´ci radosnego przynale- z˙enia tylko do Niego samego. W Kos´ciele zachodnim tez˙ były tego rodzaju powołania, np. s´w. Benedykt Józef Labre, pielgrzymuja˛cy ne˛dzarz (XVIII wiek). Pomimo swej warstwy epickiej, mocno osadzonej w epoce dru- giej połowy XIX wieku, Opowies´ci pielgrzyma sa˛ w istocie pro- stym i bardzo doste˛pnym traktatem o modlitwie. W ich przypadku jest to modlitwa Jezusowa. Modlitwa Jezusowa jest krótka˛ formuła˛, powiedzielibys´my „aktem strzelistym”, be˛da˛cym wezwaniem Jezusa miłosiernego przy równo- czesnym wyznaniu swej własnej grzesznos´ci. Formuła ta przechodziła róz˙ne przemiany — najpierw była tylko wymawianiem imienia Jezus, potem dodano wezwanie i pros´be˛ o zmiłowanie. Juz˙ od kon´ca IV wieku przybrała ostateczna˛ postac´: „Panie, Jezu Chryste, Synu Boz˙y, zmiłuj sie˛ nade mna˛ (grzesznym)”. Modlitwa Jezusowa ma bardzo dawny rodowód; wywodzi sie˛ od Ojców Pustyni z IV wieku. Na jej temat napisano wiele traktatów i stworzono niemało teorii. W kaz˙dym razie trzeba pamie˛tac´, z˙e choc´ jest tylko jedna˛ z form modlitwy, stała sie˛ dla wielu ludzi narze˛dziem prawdziwej przemiany duchowej i moralnej. Jej praktyka polega na stałym powtarzaniu tej formuły. Pocza˛t- kowo ustnie w ograniczonej liczbie, aby wreszcie stac´ sie˛ modlitwa˛ całkowicie wewne˛trzna˛ i cia˛gła˛. Juz˙ bardzo dawno zauwaz˙ono, z˙e jako f o r m a stanowi poz˙ywke˛ dla intelektu podczas koncentracji całej osoby ludzkiej na obecnos´ci Boz˙ej (Diadoch, biskup Photiké, IV wiek). Według niektórych jej teoretyków (np. Grzegorz Pala- mas, XIV wiek) wymawianie formuły nalez˙y poła˛czyc´ z oddycha- niem. Jednakz˙e nie chodzi tu o jakiekolwiek praktyki nawia˛zuja˛ce do zwyczajów Dalekiego Wschodu. W zwia˛zku z modlitwa˛ Jezusowa˛ nalez˙y pamie˛tac´ jeszcze o jed- nym: pocza˛tkowe stadium jej praktykowania jest bardzo trudne, powoduje znuz˙enie, a nawet znieche˛cenie. Wyraz´nie wspomina o tym Pielgrzym. Uprawianie tej formy modlitwy powinno byc´ absolutnie poła˛- czone z autentyczna˛ praca˛ nad soba˛, z da˛z˙eniem do całkowitej czy- stos´ci sumienia strzez˙onej przez odpowiednia˛ asceze˛. Nie kaz˙da psychika nadaje sie˛ do stosowania modlitwy Jezusowej, a podje˛cie jej powinno sie˛ odbywac´ pod kontrola˛ jakiegos´ dos´wiadczonego ojca duchownego, „starca”. 10 Pielgrzym wielokrotnie wspomina Filokalie˛ (Dobrotolubije), ksia˛z˙- ke˛, z która˛ sie˛ nie rozstawał, tak jak z Biblia˛. Otóz˙ Filokalia jest zbiorem krótkich tekstów ojców, które mówia˛ o modlitwie Jezusa. Zbiór bardzo dawny, poszerzany wielokrotnie, a udoste˛pniony Ro- sjanom przez Paisija Wieliczkowskiego, wielkiego odnowiciela z˙y- cia monastycznego w drugiej połowie XVIII wieku. Po s´mierci „starca”, który wprowadził Pielgrzyma w z˙ycie wewne˛trzne, tylko Filokalia była jego mistrzynia˛ na drodze zjednoczenia z Bogiem. Dzisiaj, kiedy człowiek jest bardzo poddany dezintegruja˛cym skutkom nieuporza˛dkowanej i w wielkim stopniu zmaterializowa- nej cywilizacji, kiedy spostrzega on, z˙e jego z˙ycie upływa w duz˙ej mierze pod naciskiem prowokacyjnej powierzchownos´ci, mody i interesownej propagandy, Opowies´ci pielgrzyma jawia˛ sie˛ jako wezwanie do odwaz˙nego uwolnienia sie˛ od tych róz˙norodnych pogwałcen´ jego istoty i celu ostatecznego da˛z˙enia. Gdyby Opowies´ci nalez˙ało zaopatrzyc´ w jakis´ podtytuł, to chyba brzmiałby on „Wolnos´c´ w Bogu!”. Placyd Galin´ski OSB Próba przedmowy — Ta ksia˛z˙eczka w mojej torbie? Włas´ciwie nie wiem, zwyczajna ksia˛z˙eczka, pod tytułem „Opowie- s´ci pielgrzyma”... — Kto to napisał? — Nie wiem — niedbale odpowiedziała Franny. — Podobno jakis´ rosyjski chłop... Nie wymienia ani razu swojego nazwiska... J. D. Salinger, Franny i Zooey Kluczem tej ksia˛z˙ki jest wezwanie: Módlcie sie˛ nieustannie. Od- najdujemy je juz˙ w pierwszych jej zdaniach. Powinno nas ono zatrzymac´, choc´ łatwo przeoczyc´ te słowa s´w. Pawła z Listu do Tesaloniczan (5,16). Łatwo bowiem wejs´c´ w lekture˛ opisów we˛- drówki, spotkan´, przygód, zachwycic´ sie˛ barwnym korowodem po- staci i... niewiele z tej ksia˛z˙ki zrozumiec´. Moz˙e nie jest to słowo odpowiednie w miejscu przedmowy, ale lepiej w ogóle nie rozpoczynac´ lektury, niz˙ ulec pozorom ła- twos´ci modlitwy, o której ta ksia˛z˙ka traktuje. Na modlitwie moz˙na przeciez˙ w róz˙ny sposób stawac´ przed Bo- giem: trwac´ przed Jego obliczem, słuchaja˛c Jego głosu, albo stawac´ przed Nim, to znaczy przyznawac´ mojemu „ ja” pierwsze miejsce, zajmowac´ miejsce Boga, czynia˛c z kaz˙dej modlitwy sposób „przy- muszania” Go, by pomagał w realizowaniu moich planów, mojej woli. Bez zastanowienia powiemy w modlitwie: „Ba˛dz´ wola Two- ja”, prosza˛c o spełnienie woli własnej. Wzywamy wie˛c Jezusa, któ- ry powiedział: „Moim pokarmem jest wypełnic´ wole˛ Tego, który mnie posłał, i wykonac´ Jego dzieło” (J 4,34), prosimy tez˙ Te˛, która na słowa Zwiastowania, po ludzku rzecz biora˛c przekres´laja˛ce tak wiele w z˙yciu Jej i Józefa (wystarczy wczuc´ sie˛ w to zmaganie — Mt 1,18–19), odpowiedziała: „Oto ja słuz˙ebnica Pan´ska, niech mi sie˛ stanie według twego słowa” (Łk 1,38). I my jako chrzes´cijanie mamy z˙yc´ „według Boga”, według Jego mys´li i zamiaru, według Jego woli, jak to przedstawia, cytuja˛c słowa ze Starego Testamentu, s´w. Paweł: „Znalazłem Dawida, syna Jessego, człowieka po mojej mys´li, który we wszystkim wypełni moja˛ wole˛” (Dz 13,22). Mamy tu do czynienia z sytuacja˛ w najostrzejszy chyba sposób demonstruja˛ca˛, z˙e wiara i religijnos´c´ nie zawsze sa˛ tym samym, 13 choc´ moz˙na odnies´c´ wraz˙enie, z˙e róz˙nicy tej nie dostrzega sie˛ w codziennej praktyce, a zwłaszcza nie wyprowadza z faktu jej istnienia dostatecznie dalekich (ale za to bliz˙szych z˙yciu) konse- kwencji. Jan Paweł II w swych rozmowach z André Frossardem powie, z˙e wiara to nie tylko przyje˛cie istnienia Boga, oznacza ona bowiem zasadnicze przekroczenie takiego pogla˛du — „ jest Od- powiedzia˛ na słowo Boga z˙ywego” (Rozmowy, s. 53). Ojcem wszystkich wierza˛cych nazywany jest przez s´w. Pawła Ab- raham (Rz 4,11). On uwierzył obietnicy Boga, był posłuszny wezwaniu. „I nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Boz˙ej, ale sie˛ wzmocnił w wierze. Oddał przez to chwałe˛ Bogu i był przekonany, z˙e mocen jest On równiez˙ wypełnic´, co obiecał” (Rz 4,20). W naszej codziennej praktyce modlitewnej rzadko chyba pamie˛- tamy, z˙e istnieje jakis´ pełen miłos´ci plan Boga, jakies´ wezwanie, jakas´ obietnica w stosunku do nas i do całego s´wiata i z˙e o pomoc w ich odnalezieniu, odczytaniu pos´ród z˙yciowych wydarzen´ mamy wołac´ w modlitwie przede wszystkim: „Daj mi poznac´ drogi Twoje, Panie, i naucz mnie Twoich s´ciez˙ek” (Ps 25,4). Ska˛d bierze sie˛ owo zapo- mnienie? Co powoduje, z˙e nie czujemy, by w naszym z˙yciu reali- zowała sie˛ jakas´ Boz˙a obietnica, nie pe˛dzimy „ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w góre˛ w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,14)? Przeciwnie: ustalamy własne cele, usiłujemy je osia˛gna˛c´, przekonujemy sie˛, z˙e wcia˛z˙ nie przynosi to nam zadowolenia... i za- czynamy od pocza˛tku, szukamy nowego celu. Nawet w s´rodowiskach, uwaz˙aja˛cych sie˛ za bardzo chrzes´cijan´skie i poboz˙ne, usłyszymy z˙y- czenia „pomys´lnos´ci”, z˙yczenia, by wszystko układało sie˛ „po mys´li” człowieka, którego spotykamy. Strach pomys´lec´, jak wygla˛dałby s´wiat, gdyby realizowały sie˛ nasze najskrytsze marzenia, cze˛sto prze- ciez˙ nie us´wiadomione, albo takie, jakich nie wyjawilibys´my nawet najlepszemu przyjacielowi. Dlaczego wcia˛z˙ poruszamy sie˛ w zaczarowanym kre˛gu naszego „ ja”? Zbyt rzadko dostrzegamy, z˙e odwrotna˛ strona˛ naszego sku- pienia sie˛ na „ ja” jest niewiara w Boga, który jest Miłos´cia˛. To ona kaz˙e zachowywac´ sie˛ nam tak, jakby Boga nie było, jakby nie mogło do naszego codziennie ranionego, niszczonego, zabija- nego „ ja” płyna˛c´ od Niego nowe z˙ycie. Z˙ yjemy bowiem tak, jakby gdzies´ głe˛boko w naszym wne˛trzu zakodowane było jedno prze- konanie, jakby słychac´ tam było głos mówia˛cy: jestes´ sam, bron´ swego z˙ycia, jest krótkie, zginiesz, umrzesz, Bóg cie˛ nie kocha, nie ma Go. Dlatego wcia˛z˙ gotowi jestes´my bronic´ swego z˙ycia, praw, rzeczy, walczyc´ o nie, o opinie˛, uznanie, pienia˛dze, z˙ebrac´ o miłos´c´... Dlatego tak trudno przebaczac´. 14 Ojciec S´ wie˛ty 8 czerwca 1987 roku w Warszawie mówił o tym, jak waz˙ne jest, by „wcia˛z˙ przezwycie˛z˙ac´ w sobie to widzenie s´wia- ta, które towarzyszy dziejom człowieka od pocza˛tku, widzenie ta- kie, «jakby Bóg nie istniał», jakby «nie był Miłos´cia˛»”. I dalej: „Słowa z Ksie˛gi Rodzaju: «Be˛dziecie jako bogowie» (por. 3,5) ła˛cza˛ sie˛ z zaprzeczeniem prawdy o Bogu, który jest Miłos´cia˛. Ła˛cza˛ sie˛ z postawieniem Stwórcy w stan podejrzenia ze strony stworzen´, w stan oskarz˙enia. Jak bliscy bywamy tej pokusy”. Dla- tego tak bardzo potrzebna jest nam powaz˙nie potraktowana droga powrotu do Boga, droga odkrywania Jego miłos´ci, nauki, poszu- kiwania Jego woli, słuchania Jego głosu (bycia Mu posłusznym), konfrontowania moich planów ze Słowem Boz˙ym otrzymywanym jako pokarm (stół Słowa Boz˙ego!), droga zapewniaja˛ca stałe kar- mienie sie˛ sakramentami Kos´cioła, i to we wspólnocie z innymi, co słuz˙y tak bardzo konfrontowaniu postaw wobec Słowa i „przy- cinaniu” róz˙nych postaci indywidualizmu, takz˙e religijnego. Nie jest to łatwe do spełnienia, ale gdy nie potrafimy dostrzec wołania Boga, pozostajemy skazani na słuchanie naszego „ja”, indy- widualnego czy zbiorowego. Jak wie˛c be˛dzie moz˙liwe „pozostawie- nie naszej barki na brzegu”, z kim i na jaki „nowy łów” wyruszymy? Pozostanie rezygnacja, wyraz˙ana cze˛sto ludowym: „Trudno, wola Bo- z˙a”, pozostanie bunt, szemranie i ucieczka w alkohol, narkotyki, seks, moz˙e w najlepszym przypadku w jakis´ rodzaj religijnego sentymen- talizmu, pozostanie zdziwienie, dlaczego jest tak z´le. Dopiero na powyz˙szym tle moz˙na włas´ciwie przedstawic´ prob- lem modlitwy, naszej postawy na modlitwie. Rzecz w tym, z˙e wspomniane na wste˛pie wezwanie do modlitwy nieustannej nie jest jedna˛ wie˛cej, moz˙e bardziej „egzotyczna˛”, forma˛ przymusza- nia Pana Boga do pomocy w realizacji moich wyobraz˙en´, jakims´ poboz˙nym c´wiczeniem, słuz˙a˛cym budowaniu naszego „ja”, nasze- mu „byciu zadowolonym z siebie”. Echem tego wezwania jest Pio- trowe „Czuwajcie!” (1 P 5,8), a wołanie, którego uczy sie˛ piel- grzym, odpowiedz´ na te˛ zache˛te˛ do czuwania, słowa bliskie słowom s´lepca spod Jerycha (Łk 18,38) i s´wiadomego swej grze- sznos´ci celnika (Łk 18,13): „Panie, Jezu Chryste, ulituj sie˛ nade mna˛, grzesznikiem!” sa˛ wielkim wyznaniem, uznaniem naszej niesamowystarczalnos´ci, ograniczonos´ci naszego rozumu i serca; wskazuja˛ one na Tego, który chce nas, takz˙e poprzez to bolesne dos´wiadczenie słabos´ci, doprowadzic´ do pełni rados´ci. Jakz˙e jest ono bliskie wezwaniu tak cze˛sto wyste˛puja˛cemu w Liturgii godzin (brewiarzu): „Boz˙e, wejrzyj ku wspomoz˙eniu memu! Panie, po- spiesz ku ratunkowi memu!” Jak łatwo, za ta˛ troche˛ juz˙ archaiczna˛ 15 forma˛ je˛zykowa˛, zgubic´ dramatyczny wymiar wołania: Panie, po- móz˙, ratuj! Moz˙na by zapytac´, czy dzis´, gdy brewiarz został na- zwany „codzienna˛ modlitwa˛ ludu Boz˙ego”, mamy te˛ s´wiadomos´c´, która kazała naszym przodkom w wierze tak włas´nie wołac´ do Boga. Jak łatwo tez˙ przeoczyc´, z˙e brewiarz, o czym przypomniał Sobór Watykan´ski II (KL 86), to takz˙e rodzaj modlitwy nieustan- nej, w dodatku, dzie˛ki Psalmom, przenosza˛cy nas w czasy Starego Testamentu. Ale przeciez˙ nie tylko Psałterz, brewiarz... To samo nieustanne wołanie rozlega sie˛ w Godzinkach, tym małym brewiarzu, tak szybko i naraz, wprost wbrew swojej istocie, ods´piewywanych: „Przyba˛dz´ nam miłos´ciwa Pani, ku pomocy, a wyrwij nas z po- te˛z˙nych nieprzyjaciół mocy”. A Anioł Pan´ski, czy nie jest echem nieustannej modlitwy? Jest tez˙ przeciez˙ i w róz˙an´cu wcia˛z˙ powta- rzane wołanie do Maryi, do Tej, która uwierzyła, z˙e spełnia˛ sie˛ słowa powiedziane Jej od Pana (Łk 1,45), by modliła sie˛ z nami „teraz i w godzine˛ s´mierci naszej”, czyli... zawsze. A akty strze- liste, a litanie ze swym „Kyrie eleison”, „Panie, zmiłuj sie˛”, i wy- daje sie˛ nieraz w nieskon´czonos´c´ powtarzanymi „zmiłuj sie˛ nad nami”, „módl sie˛ za nami”, czyz˙ nie nalez˙a˛ do tej samej „rodziny modlitw”? A benedyktyn´skie „ora et labora”? Byłaby zatem Jezusowa modlitwa szczytem tego wołania. Trzeba jednak pamie˛tac´, z˙e „nie wybieramy modlitwy Jezusowej. Zostajemy do niej wezwani i do- prowadzeni przez Boga, gdy On uznaje to za słuszne. Oddajemy sie˛ jej na mocy posłuszen´stwa szczególnemu powołaniu... Imie˛ Jezusa jest... filtrem, przez który przejs´c´ maja˛ tylko mys´li, słowa i uczynki zgodne z boska˛ i z˙ywotna˛ rzeczywistos´cia˛, symbolizowana˛ przez to Imie˛. Rozrost imienia Jezusa w naszej duszy zakłada odpowiadaja˛ce mu umieranie naszego rozdwojonego ja, codzienna˛ s´mierc´ egoizmu, tego z´ródła kaz˙dego grzechu” (Mnich Kos´cioła Wschodniego). Wszystko to stało sie˛ udziałem pielgrzyma z kart tej ksia˛z˙ki. Okres jego z˙ycia poprzedzaja˛cy spotkanie z modlitwa˛ Jezusowa˛ jest z˙ywa˛ ilustracja˛ słów Jezusa: „Jes´li kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawis´ci swego ojca i matki, z˙ony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie moz˙e byc´ moim uczniem. [...] Tak wie˛c nikt z was, kto nie wyrzeka sie˛ wszystkiego, co posiada, nie moz˙e byc´ moim uczniem” (Łk 14,26.33). Przeszedł bowiem owa˛ droge˛ ogołocenia ze wszystkiego: osierocony, samotny, bo nie maja˛cy dzieci, po s´mierci bliskich (dziadków, z˙ony), okale- czony i zostawiony na zgliszczach domu przez rodzonego brata, pozbawiony w ten sposób wszelkich zabezpieczen´ rodzinnych i materialnych, nawet moz˙liwos´ci pracy, nie zaczyna z˙yc´, jak wie- 16 lu z nas, w s´wiecie z˙alów i pretensji, mys´li o zems´cie, odwecie. Po pewnym okresie zmagania staje sie˛ posłuszny Jezusowemu wezwaniu do wiernego nas´ladowania siebie, az˙ do wyrzeczenia sie˛ wszelkich przywia˛zan´ do s´wiata. Wchodzi w wydarzenia z˙ycia, przeczuwaja˛c, z˙e za nimi ukryty jest Bóg, który w ten włas´nie sposób przemawia (tak jak przemawiał niegdys´ do Abrahama przez fakt braku potomstwa, jak przemawiał przez fakt niewoli egipskiej czy babilon´skiego wygnania), a raczej uczy słuchac´ (Iz 50, 4b–5: „Pan otworzył mi ucho, bym nauczył sie˛ słuchac´, jak przystało uczniowi”). Człowiek ów bierze swój krzyz˙: swoja˛ samotnos´c´, ubóstwo, kalectwo, wyrzeka sie˛ wszystkiego, nawet tego, co wy- dawałoby sie˛ tak bardzo ludzkie — z˙alu i che˛ci odwetu, by stac´ sie˛ uczniem, tym który słucha. Jakz˙e jest niepodobny do nas, wcia˛z˙ dyktuja˛cych Bogu, gdzie ma nam pomagac´ i w jaki sposób, uwa- z˙aja˛cych taka˛ postawe˛ za cos´ normalnego. Tak bardzo brakuje nam konfrontacji prawdziwego bilansu naszego z˙ycia ze Słowem Bo- z˙ym. Jest jeszcze inny aspekt z˙ycia pielgrzyma, ujawniaja˛cy sie˛ przy próbach znalezienia polskiego odpowiednika słowa „strannik” z tytułu rosyjskiego oryginału. Moz˙na sie˛ tu zgodzic´ na słowo „pielgrzym”, jak to uczynili Niemcy, Anglicy i Włosi, o ile przyjmie sie˛, z˙e chodzi tu głównie nie o pielgrzymowanie do okres´lonego miejsca (choc´ i ten element pojawia sie˛ w Opowies´ciach), ale o pielgrzymowanie w sen- sie szerszym, duchowym: bycie w drodze, poza domem, a wie˛c w sensie, w jakim uz˙ywamy słowa „parafianin” (tak!), bo greckie paroikéo, to m. in. „byc´ gdzies´ przybyszem”, a paroikia, to „pobyt w obcym kraju, w drodze”, sta˛d pielgrzym (greckie paroikos, obcy, cudzoziemiec) byłby prawdziwym parafianinem, oczywis´cie w sensie duchowym. Przypominaja˛ sie˛ tu i słowa Pawłowe: Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie” (Flp 3,20), i akta me˛czenników, i wczesne apologie, ale co najwaz˙niejsze, jest tu echo Jezusowego wołania: „Kaz˙dy, kto dla mego imienia opus´ci dom, braci lub siostry, ojca lub matke˛, dzieci lub pole, stokroc´ tyle otrzyma i z˙ycie wieczne odziedziczy” (Mt 19,29). Jakz˙e cze˛sto moz˙na do nas odnies´c´ inne słowa Jezusa: „Lecz oni zlekcewaz˙yli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa” (Mt 22,5). Dlatego warto przyjrzec´ sie˛, jak człowiek, zwany z braku le- pszego okres´lenia pielgrzymem, cze˛sto rezygnuje z tego, co było jego planem, jak bez uprzedzen´ wchodzi w poszczególne sytuacje, jak czyni to z dziecie˛ca˛ łatwowiernos´cia˛. Przeciez˙ nie widzimy na kartach tej ksia˛z˙ki kogos´, kto postanowił odbyc´ pielgrzymke˛ do Ziemi S´ wie˛tej i zamiar ten realizuje. Jeszcze na kon´cu czwartej 17 opowies´ci okazuje sie˛, z˙e nawet nie wyruszył w droge˛ do Jero- zolimy. A przeciez˙ czujemy, z˙e we˛druje, pielgrzymuje, szukaja˛c w wydarzeniach woli Boga, dostrzegaja˛c w nich Jego miłos´c´, zbli- z˙aja˛c sie˛ ku Temu, który go wezwał do swego przedziwnego s´wiat- ła (1 P 2,9). Potrzebne jest nam, moz˙e szczególnie dzisiaj, to proste s´wiadectwo i ta szczególna atmosfera odpoczynku w Bogu. Na koniec trzeba powiedziec´ i to, z˙e do dzis´ nie znamy autora tej ksia˛z˙ki, kolejnej juz˙ z kre˛gu chrzes´cijan´stwa wschodniego, z˙e nie sa˛ całkiem jasne losy jej tekstu, z˙e jedni uwaz˙aja˛ ja˛ za dzieło ory- ginalne, inni za ukryty pod ta˛ postacia˛ wyrafinowany traktat o mod- litwie. Jest zastanawiaja˛ce, z˙e to najbardziej znane dzieło duchowos´ci rosyjskiej dopiero dzis´, gdy od kilku dziesia˛tków lat znane sa˛ tłu- maczenia francuskie, angielskie, niemieckie, włoskie, trafia do ra˛k czytelnika polskiego. Nie jest jednak całkiem nieznane, s´wiadczy o tym motto zaczerpnie˛te z ksia˛z˙ki Salingera dwukrotnie wydanej w serii „Nike” („Czytelnik” 1966, 1981; w tłumaczeniu tym wyste˛- puje inny tytuł: Droga pielgrzyma, podobnie jak w Odwadze mod- litwy metropolity A. Blooma, „W drodze”, Poznan´ 1987, równiez˙ tłumaczonej z angielskiego; wydania w je˛zyku angielskim maja˛ ten włas´nie tytuł). Takz˙e „Wiadomos´ci Polskiego Autokefalicznego Ko- s´cioła Prawosławnego” opublikowały anonimowe tłumaczenie trzech pierwszych opowies´ci (Szczere opowiadania...), a fragment drugiej opowies´ci przedstawił M. Paciuszkiewicz SJ w „Przegla˛dzie Po- wszechnym”. O dos´wiadczeniu pielgrzyma i modlitwie Jezusowej znalez´c´ tez˙ moz˙na mniejsze lub wie˛ksze wzmianki u wielu znanych auto- rów: Karola Górskiego (Duchowos´c´ chrzes´cijan´ska, Wrocław 1978), L. Bouyera (Wprowadzenie do z˙ycia duchowego, Warszawa 1982), L. Borosa (Dos´wiadczenie Boga, Warszawa 1983), G. A. Ma- loneya (Tchnienie mistyki, Warszawa 1984), T. Mertona (Modlitwa kon- templacyjna, Poznan´ 1986), M. Thuriana (O Eucharystii i modlitwie, Warszawa 1987), a takz˙e u autorów wymienionych w przypisie 7 do pierwszej opowies´ci. Pie˛kny tekst dotycza˛cy modlitwy nieustannej znalez´c´ tez˙ moz˙na u Romana Brandstaettera (Prorok Jonasz, War- szawa 1983, s. 13). Wszystkie te informacje moga˛ jednak pozostac´ tylko ciekawostkami, jes´li nie dostrzegamy głe˛bi wezwania tej nie- pozornej ksia˛z˙eczki. Moz˙na by na tym zakon´czyc´, gdyby nie fakt, z˙e takz˙e w przypadku Opowies´ci pielgrzyma sprawdza sie˛ przysłowie: Habent sua fata li- belli — ksia˛z˙ki maja˛ swoje losy. Jakby nie wystarczały wspomniane juz˙ fakty, choc´by tak póz´nego dotarcia Opowies´ci do polskiego czy- telnika i to, z˙e zbiega sie˛ on akurat z obchodami tysia˛clecia chrztu 18 Rusi, to jeszcze, przynajmniej zdaniem niektórych, istnieje prob- lem dalszego cia˛gu ksia˛z˙ki. Chodzi tu o opublikowane w Rosji dopiero w 1911 roku trzy dalsze opowies´ci, których tekst znale- ziony został ws´ród papierów po zmarłym w 1981 roku starcu Am- broz˙ym z Optino. Przed ich opublikowaniem cztery pierwsze opo- wies´ci wydano juz˙ trzy– lub nawet czterokrotnie, co sprawiło, ze ksia˛z˙ka znana była szeroko w całej Rosji. Interesuja˛cy jest wie˛c fakt, z˙e dopiero wówczas i w dodatku po dłuz˙szym chyba okresie od s´mierci starca Ambroz˙ego odnaleziono owe trzy dalsze opo- wies´ci, róz˙nia˛ce sie˛ je˛zykiem i forma˛ od pierwszych czterech. Waz˙ne jest, z˙e od pocza˛tku były one traktowane jako druga cze˛s´c´ Opowies´ci pielgrzyma. Trzeba jeszcze dodac´, z˙e póz´niejsze, trzecie lub czwarte, jeszcze dziewie˛tnastowieczne wydania cze˛s´ci znanej dzis´ jako pierwsza zawierały dodatek zatytułowany Trzy klucze do skarbca modlitwy wewne˛trznej, obejmuja˛cy teksty patrystyczne zwia˛zane z mod- litwa˛ Jezusowa˛, wybrane przez póz´niejszego wydawce˛ Opowies´ci. Wszystko to sprawiło, z˙e zacze˛ły kształtowac´ sie˛ róz˙ne tradycje wydawnicze. Według pierwszej z nich ksia˛z˙ka zawiera jedynie cztery pierwsze opowies´ci, według drugiej sa˛ one uzupełnione o dodatek patrystyczny. Trzecia tradycja ła˛czy w jednym tomie pierwsze cztery opowies´ci z trzema odnalezionymi póz´niej, zwa- nymi tez˙ czasem „rozmowami” lub „spotkaniami”, a tradycja czwarta doła˛cza jeszcze wspomniany dodatek patrystyczny, umie- szczaja˛c go po pierwszych czterech opowies´ciach, a wie˛c w jego pierwotnym miejscu, albo wreszcie po siedmiu opowies´ciach. W niniejszym wydaniu idziemy za tradycja˛ trzecia˛, bardziej „umiar- kowana˛”, takz˙e dlatego, by nie tracic´ okazji wyraz˙enia zache˛ty do wydania w Polsce Filokalii (czyli Dobrotolubija), bodaj w 1–2 to- mowym wyborze, na wzór znanych od kilku dziesia˛tków lat wydan´ niemieckich, francuskich, angielskich czy włoskich. Tłumacz Lublin, w marcu 1988 roku Nota tłumacza Przy tłumaczeniu ksia˛z˙ki zostały przyje˛te naste˛puja˛ce zasady: 1. Słowa polskie, wywodza˛ce sie˛ bezpos´rednio z je˛zyka orygi- nału, takie jak: cerkiew, monaster i podobne pozostawiono bez specjalnych objas´nien´ (wyja˛tek stanowi Dobrotolubije); rosyjskie słowo cerkow oddano za pomoca˛ polskiego „kos´ciół” w sytuacjach, gdy było ono uz˙yte w znaczeniu ogólnym, np. w okres´leniach: ojciec, doktor, pasterz Kos´cioła. 2. Słowa takie jak: Apostoł (ksie˛ga), schimnik, czotki, igumen i podobne oddano w teks´cie, dla ułatwienia lektury, za pomoca˛ polskich odpowiedników: ksie˛ga Dziejów i Listów Apostolskich, mnich–pokutnik, róz˙aniec, przeor, opatruja˛c je ze wzgle˛du na ist- nieja˛ce róz˙nice znaczeniowe przypisami. Przy opracowywaniu przypisów oprócz pozycji podanych w po- szczególnych przypisach wykorzystano: K. Onasch, Liturgie und Kunst der Ostkirche in Stichworten, Lipsk 1981; J. M. Szymusiak, M. Starowieyski, Słownik wczesnochrzes´cijan´skiego pis´miennictwa, Poznan´ 1971; M. Fasmer, Russisches ethymologisches Wörterbuch, Heidelberg 1950–1958 (wyd. ros.: M. Fasmer, Etimologiczeskij sło- war’ russkogo jazyka, Moskwa 1986–1987); W. Dal, Tołkowyj sło- war z˙iwago wieliko–ruskago jazyka, Petersburg–Moskwa 1880– –1882, przedruk: Moskwa 1981–1982 oraz odpowiednie hasła Encyklopedii katolickiej i doste˛pne wydania niemieckie i włoskie. Tłumacz chciałby w tym miejscu wyrazic´ swoje podzie˛kowanie O. Janowi Sergiuszowi Gajkowi MIC za zache˛te˛ do podje˛cia prac nad przekładem ksia˛z˙ki. Cze˛s´c´ I Szczere opowies´ci pielgrzyma przedstawione jego ojcu duchownemu Opowies´c´ pierwsza Dzie˛ki łasce Boga jestem człowiekiem, chrzes´cijaninem; sa˛- dza˛c z czynów — wielkim grzesznikiem, z powołania — piel- grzymem bez dachu nad głowa˛, najniz˙szego stanu, tułaja˛cym sie˛ z miejsca na miejsce. Cała moja maje˛tnos´c´ to na ramieniu torba z suchym chlebem, a na piersiach s´wie˛ta Biblia. Tylko tyle. W dwudziesta˛ czwarta˛ niedziele˛ po S´ wie˛tej Trójcy zaszed- łem do cerkwi pomodlic´ sie˛; była akurat liturgia, z ksie˛gi Dzie- jów i Listów Apostolskich1 czytany był List do Tesaloniczan, perykopa 273, gdzie jest powiedziane: módlcie sie˛ nieustannie. Słowa te przenikne˛ły mnie do głe˛bi. Zacza˛łem sie˛ zastanawiac´, jak moz˙na modlic´ sie˛ nieustannie, gdy kaz˙dy, by utrzymac´ sie˛ przy z˙yciu, musi zajmowac´ sie˛ takz˙e innymi sprawami. Po- szukałem w Biblii i tam zobaczyłem na własne oczy to, co słyszałem, a mianowicie: z˙e nalez˙y modlic´ sie˛ nieustannie (1 Tes 5,17), modlic´ sie˛ zawsze w duchu (Ef 6,18), wzno- sza˛c na kaz˙dym miejscu re˛ce do modlitwy (1 Tm 2,8). My- s´lałem długo, ale nie wiedziałem, co robic´. Co mam czynic´ — zastanawiałem sie˛ — gdzie szukac´ ko- gos´, kto by mi to wyjas´nił? Zaczne˛ chodzic´ po cerkwiach, gdzie sa˛ sławni kaznodzieje, kto wie, moz˙e znajde˛ odpo- wiedz´? I ruszyłem w droge˛. Usłyszałem wiele bardzo dobrych kazan´ o modlitwie. Były to jednak tylko pouczenia ogólne: czym jest modlitwa, jak jest potrzebna, jakie sa˛ jej owoce, ale o tym, jak dojs´c´ do tego, by modlic´ sie˛ naprawde˛, nie mówił nikt. Jedno z kazan´ traktowało nawet o modlitwie w duchu i o modlitwie nieustannej, ale nie powiedziano o tym, jak do takiej modlitwy dojs´c´. Słuchanie kazan´ nie do- prowadziło mnie do tego, czego szukałem. Oto dlaczego na- słuchawszy sie˛ ich i wcia˛z˙ nie maja˛c poje˛cia o tym, jak mod- lic´ sie˛ nieustannie, przestałem słuchac´ kazan´ publicznych, a postanowiłem z Boz˙a˛ pomoca˛ szukac´ dos´wiadczonego i znaja˛cego sie˛ na rzeczy rozmówcy, który wyjas´niłby mi spra- 1 W oryginale (i w Kos´ciele prawosławnym) ksie˛ga ta nazywana jest Apostoł i zawiera czasem takz˙e teksty z Apokalipsy. Liturgia: przyje˛ta w Kos´ciele wschodnim nazwa Eucharystii (mszy s´w.). 23 wy zwia˛zane z nieustanna˛ modlitwa˛, stosownie do natarczywego da˛z˙enia mego serca do tej włas´nie wiedzy. Długo we˛drowałem po róz˙nych miejscach: wcia˛z˙ czytałem Bib- lie˛, ale rozpytywałem sie˛, czy nie ma gdzies´ jakiegos´ nauczyciela spraw duchowych albo dos´wiadczonego poboz˙nego przewodnika. Po jakims´ czasie powiedziano mi, z˙e w pewnej wiosce dawno juz˙ mieszka włas´ciciel ziemski zajmuja˛cy sie˛ zbawianiem swej duszy: ma w swym domu cerkiew, nigdzie nie wyjez˙dz˙a, wcia˛z˙ modli sie˛ do Boga i czyta bez przerwy ksia˛z˙ki słuz˙a˛ce ratowaniu duszy. Usłyszawszy to, juz˙ nie szedłem, a biegłem do wskazanej mi wio- ski. Dotarłem do niej i wszedłem do domu owego ziemianina. — Co cie˛ do mnie sprowadza? — zapytał. — Słyszałem, z˙e jest pan człowiekiem poboz˙nym i ma˛drym, dlatego prosze˛, w imie˛ Boga, objas´nic´ mi to, co powiedziane jest w ksie˛dze Dziejów i Listów Apostolskich: módlcie sie˛ nieustannie, oraz w jaki sposób wcia˛z˙ moz˙na sie˛ modlic´! Chciałbym to wie- dziec´ tak bardzo, a w z˙aden sposób dowiedziec´ sie˛ nie moge˛. Ów pan milczał przez chwile˛, uwaz˙nie na mnie popatrzył i mó- wi — Nieustaja˛ca modlitwa wewne˛trzna to cia˛głe da˛z˙enie ducha człowieka ku Bogu. Aby czynic´ poste˛py w tym błogim c´wiczeniu, trzeba cze˛s´ciej prosic´ Pana, by nauczył On modlic´ sie˛ bez przer- wy. Módl sie˛ wie˛cej i gorliwiej, a modlitwa sama wyjawi ci, w jaki sposób moz˙e byc´ nieustanna˛; to przyjdzie w swoim czasie. Powiedziawszy to, kazał mnie nakarmic´, dał cos´ na droge˛ i poz˙egnał. Ale nie wyjas´nił mi nic. Znowu ruszyłem w droge˛. Mys´lałem, czytałem, zastanawiałem sie˛ nad tym, co mi powiedział dziedzic, ale i tak nie mogłem nic zrozumiec´; a pragna˛łem tego tak bardzo, z˙e az˙ spac´ nie mogłem po nocach. Przeszedłem ze dwies´cie wiorst2 i oto wchodze˛ do duz˙ego miasta gubernialnego. Zobaczyłem tam monaster. Zatrzy- mawszy sie˛ w zajez´dzie usłyszałem, z˙e w monasterze z˙yje dobry przeor, poboz˙ny i gos´cinny. Poszedłem do niego. Przyja˛ł mnie serdecznie, prosił bym usiadł, podał cos´ do jedzenia. — S´ wie˛ty ojcze — powiedziałem — gos´ciny mi nie trzeba, pragne˛, bys´ dał mi duchowe pouczenie, jak sie˛ zbawic´! — Jak sie˛ zbawic´? Z˙ yj według przykazan´, módl sie˛ do Boga, a be˛dziesz zbawiony! — Słyszałem, z˙e trzeba modlic´ sie˛ nieustannie, ale nie wiem 2 Wiorsta to 1,067 km. 24 jak to osia˛gna˛c´, a nawet nie moge˛ zrozumiec´, co oznacza mod- litwa nieustanna. Prosze˛ cie˛ wie˛c, mój ojcze, bys´ mi to wyjas´nił. — Nie wiem, drogi bracie, jak ci to lepiej wyjas´nic´. Ale zaraz, poczekaj! Mam ksia˛z˙eczke˛, tam jest to wyjas´nione. I przy- niósł mi Pouczenie duchowe człowieka wewne˛trznego s´wie˛tego Dymitra3. — Masz, czytaj na tej stronie. Zacza˛łem czytac´: „Słowa Apostoła: «módlcie sie˛ nieustan- nie» dotycza˛ modlitwy umysłu, bowiem moz˙e on byc´ nieustannie zanurzony w Bogu i wcia˛z˙ sie˛ do Niego modlic´”. — Wyjas´nij mi, prosze˛, w jaki sposób umysł stale moz˙e za- nurzac´ sie˛ w Bogu, nie rozpraszac´ sie˛ i wcia˛z˙ sie˛ modlic´. — Jest to bardzo trudne — powiedział przeor — chyba z˙e sam Bóg da to zrozumiec´. — I nie wyjas´nił. Przenocowałem u niego, rankiem podzie˛kowałem za z˙yczli- we przyje˛cie i ruszyłem dalej w droge˛, sam nie wiedza˛c doka˛d. Smuciłem sie˛ swoja˛ niepoje˛tnos´cia˛ i dla pociechy czytałem s´wie˛ta˛ Biblie˛. Szedłem tak z pie˛c´ dni szeroka˛ droga˛, a wieczo- rem dogonił mnie jakis´ staruszek, z wygla˛du jakby duchowny. Na moje pytanie odpowiedział, z˙e jest mnichem–pokutni- kiem4 z pustelni, która lez˙y jakies´ dziesie˛c´ wiorst w bok od tej szerokiej drogi, i zaprosił, bym tam z nim zaszedł. — Przyjmujemy — mówił — pielgrzymów, znajduja˛ u nas spo- kój, a karmimy ich razem z innymi poboz˙nymi we˛drowcami w zajez´dzie. Jakos´ nie miałem ochoty tam zachodzic´ i na jego zaproszenie odpowiedziałem: — Mój spokój nie zalez˙y od tego, czy mam dach nad głowa˛, a od duchowego pouczenia; jedzenia nie szukam, mam dos´c´ su- charów w torbie. — A jakiegoz˙ to szukasz pouczenia, czym sie˛ kłopoczesz? Chodz´, zajdz´ do nas, drogi bracie; znajdziesz starców5 dos´wiad- 3 Dymitr z Rostowa, s´wie˛ty Kos´cioła prawosławnego, z˙ył w latach 1651–1709. 4 W oryginale schimonach, czyli mnich–schimnik, składaja˛cy specjalne s´luby (wielka schima) zobowia˛zuja˛ce go do szczególnie ostrych form z˙ycia monastycznego. Od słowa schima, oznaczaja˛cego włas´nie najostrzejsza˛ regułe˛ z˙ycia mniszego i szate˛ pokutna˛ (z greckiego schema, szata mnicha, jeszcze dzis´ oznaczaja˛cego strój zakonny mnichów greckich; pierwotnie słowo to znaczyło: kształ, wygla˛d, postawa). 5 W oryginale starcy, co odpowiada l. poj. starec i oznacza dos´wiadczonego starego mnicha, pustelnika pos´wie˛caja˛cego sie˛ modlitwie i ascezie, przewodnika duchowego młodych mnichów, ale takz˙e ludzi s´wieckich. Koniec XVIII wieku i cały wiek XIX to w Rosji okres tych wielkich mistrzów z˙ycia duchowego, których rodowód sie˛ga starców (abba) Egiptu IV wieku. W literaturze starzec Zosima z Braci Karamazow F. Dostojewskiego. 25 czonych, którzy moga˛ ci dac´ duchowa˛ strawe˛ i skierowac´ na włas´ciwa˛ droge˛, w s´wietle Boz˙ego słowa i rozwaz˙an´ s´wie˛tych ojców. — Posłuchaj, ojczulku. Jakis´ rok temu, be˛da˛c na liturgii usły- szałem w czytaniu z ksie˛gi Dziejów i Listów Apostolskich taki nakaz: módlcie sie˛ nieustannie. Nie moga˛c go zrozumiec´, za- cza˛łem czytac´ Biblie˛. W niej takz˙e, w wielu miejscach, znala- złem Boz˙y nakaz nieustannej modlitwy, modlenia sie˛ zawsze, w kaz˙dym czasie, na kaz˙dym miejscu, nie tylko przy wszelkich zaje˛ciach, czuwaniu, ale nawet we s´nie: „Ja s´pie˛, lecz serce me czuwa” (Pnp 5,2). Bardzo mnie to zdziwiło, ale nie mogłem zrozumiec´, jak to osia˛gna˛c´, jakie wioda˛ do tego drogi. Obudziła sie˛ we mnie silna che˛c´ ich poznania i ciekawos´c´, dzien´ i noc nie wychodziło mi to z głowy. Oto dlaczego zacza˛łem chodzic´ po cerkwiach, słuchac´ kazan´ o modlitwie. Ilez˙ ich sie˛ nasłu- chałem, ale w z˙adnym nie znalazłem pouczenia o tym, jak sie˛ nieustannie modlic´. Wcia˛z˙ słyszałem tylko o przygotowaniu do modlitwy, o jej owocach i temu podobnych sprawach, a nigdy o tym, jak modlic´ sie˛ nieustannie, o tym, czym jest taka mod- litwa. Cze˛sto czytałem Biblie˛ i z jej pomoca˛ sprawdzałem to, co usłyszałem, ale wcia˛z˙ nie mogłem znalez´c´ tego, czego pra- gna˛łem. Do dzis´ tak chodze˛, pełen niewiedzy i niepokoju. Starzec uczynił znak krzyz˙a i powiedział: — Dzie˛kuj Bogu, drogi bracie, za to wzbudzenie w tobie tej niegasna˛cej te˛sknoty za poznaniem cia˛głej modlitwy wewne˛- trznej. Zobacz, z˙e jest w tym wezwanie Boz˙e i uspokój swe serce. Uwierz, z˙e do tej pory przechodziłes´ próbe˛ zgody twej woli na głos Boga: miałes´ zrozumiec´, z˙e nie ma˛dros´c´ tego s´wia- ta, nie zewne˛trzna ciekawos´c´ prowadzi ku niebian´skiemu s´wiat- łu nieustannej modlitwy wewne˛trznej, ale przeciwnie — ubó- stwo ducha i cia˛głe dos´wiadczanie pozwalaja˛ posia˛s´c´ je w prostocie serca. Oto dlaczego wcale sie˛ nie dziwie˛, z˙e nie mogłes´ słyszec´ nic o istotnych sprawach modlitwy i nauczyc´ sie˛ cia˛głego nia˛ zajmowania. Tak, to prawda, z˙e niemało jest kazan´ o modlitwie, sporo jest tez˙ o niej pouczen´ róz˙nych pi- sarzy, ale poniewaz˙ wszystkie ich rozwaz˙ania opieraja˛ sie˛ naj- cze˛s´ciej na rozmys´laniach, na wyobraz˙eniach własnego umysłu, a nie na prawdziwym dos´wiadczeniu, to wie˛cej mówia˛ one o włas´ciwos´ciach modlitwy, niz˙ o istocie jej samej. Jeden snuje przepie˛kne rozwaz˙ania o koniecznos´ci modlitwy, inny o jej sile 26 i dobroczynnym wpływie, jeszcze inny o s´rodkach prowadza˛- cych do jej pełni, to znaczy o tym, z˙e przy modlitwie potrzebne sa˛: gorliwos´c´, skupienie uwagi, gora˛cos´c´ serca, czystos´c´ mys´li, pojednanie z nieprzyjaciółmi, pokora, skrucha i tak dalej. Ale czym jest modlitwa i jak sie˛ jej nauczyc´? — Na takie, chociaz˙ przeciez˙ podstawowe, najwaz˙niejsze pytania, bardzo rzadko moz˙na znalez´c´ wyczerpuja˛ce wyjas´nienia u kaznodziejów z˙y- ja˛cych w naszych czasach, poniewaz˙ sa˛ one trudniejsze do zro- zumienia od wszystkich spraw wymienionych wyz˙ej, i wyma- gaja˛ wprowadzenia mistycznego, a nie tylko szkolnej uczonos´ci. Ale juz˙ najgorsze jest to, z˙e ta marna, z˙ywiołowa ma˛dros´c´ zmusza do mierzenia tego, co Boz˙e, miara˛ ludzka˛. Wielu jest takich, którzy o sprawach modlitwy snuja˛ rozwaz˙ania całkiem opaczne, sa˛dza˛c, z˙e to s´rodki przygotowawcze i wielkie czyny sa˛ z´ródłami modlitwy, a nie odwrotnie — z˙e to modlitwa rodzi takie czyny i wszelkie cnoty. W tym przypadku owoce czy skut- ki modlitwy uwaz˙aja˛ oni błe˛dnie za sposoby i s´rodki prowa- dza˛ce ku niej i przez to odzieraja˛ modlitwe˛ z siły. A to do- kładnie przeczy temu, co mówi Pismo S´ wie˛te, poniewaz˙ Apostoł Paweł daje pouczenie o modlitwie w takich słowach: polecam wie˛c przede wszystkim modlic´ sie˛ (1 Tm 2,1). Tu ma- my, według powiedzenia Apostoła, pierwsza˛ wskazówke˛ doty- cza˛ca˛ modlitwy — sprawe˛ modlitwy stawia on przed wszystki- mi innymi: polecam przede wszystkim modlic´ sie˛. Wiele jest dobrych spraw, które nalez˙a˛ do chrzes´cijanina, ale sprawa mo- dlitwy powinna byc´ pierwsza, bo bez niej nie moz˙na dokonac´ z˙adnego dobrego czynu. Bez modlitwy nie moz˙na znalez´c´ drogi do Pana, zrozumiec´ istoty spraw, ukrzyz˙owac´ ciała z jego na- mie˛tnos´ciami i poz˙a˛daniami, rozjas´nic´ serca s´wiatłem Chrystusa i poła˛czyc´ sie˛ z Nim dla zbawienia — bez uprzedniej cze˛stej modlitwy. Mówie˛ „cze˛stej”, bo doskonałos´c´ i prawidłowos´c´ modlitwy nie zalez˙a˛ od naszych moz˙liwos´ci, jak o tym mówi s´wie˛ty Paweł Apostoł: nie wiemy, o co bys´my prosic´ mieli, jak potrzeba (Rz 8,26). Zatem tylko cze˛stos´c´ i stałos´c´ sa˛ po- zostawione naszym moz˙liwos´ciom jako s´rodek do osia˛gnie˛cia czystos´ci modlitwy, która jest matka˛ wszelkich dóbr ducho- wych. Zdoba˛dz´ matke˛, a wywiedzie ci potomstwo — mówi s´wie˛- ty Izaak Syryjczyk6 posia˛dz´ modlitwe˛, a zdobe˛dziesz wszelkie 6 Zwany tez˙ Izaakiem z Niwy, mnich z VII wieku, mistrz ascezy. 27 cnoty. O tym włas´nie maja˛ tylko me˛tne poje˛cie i mało mówia˛ ci, którzy ledwie obeznani sa˛ z praktyka˛ i mistyczna˛ nauka˛ s´wie˛tych ojców. Tak rozmawiaja˛c, nie wiadomo kiedy doszlis´my prawie do sa- mej pustelni. Aby nie utracic´ towarzystwa tego ma˛drego starca i szybciej nasycic´ moje pragnienia, pospieszyłem, by powiedziec´: — Okaz˙ mi miłosierdzie, najszlachetniejszy ojcze, i wyjas´nij, co oznacza nieustanna modlitwa wewne˛trzna i jak sie˛ jej nauczyc´: widze˛ bowiem, z˙e wiesz to wybornie i jestes´ w tym dos´wiadczony. Starzec przyja˛ł moja˛ pros´be˛ ze spojrzeniem pełnym miłos´ci i za- prosił mnie: — Zajdz´ teraz do mnie, a dam ci ksie˛ge˛ s´wie˛tych ojców, dzie˛ki której, z Boz˙a˛ pomoca˛, w sposób jasny i szczegółowy be˛dziesz mógł zrozumiec´ modlitwe˛ i nauczyc´ sie˛ jej. Weszlis´my do celi i starzec zacza˛ł: — Nieustanna wewne˛trzna modlitwa Jezusowa to nieprze- rwane, nigdy nie ustaja˛ce wzywanie Boskiego imienia Jezusa Chrystusa ustami, umysłem i sercem, ze s´wiadomos´cia˛ stałej Jego obecnos´ci, z pros´ba˛ o zmiłowanie, podczas wszelkich za- je˛c´, na kaz˙dym miejscu, w kaz˙dym czasie, nawet we s´nie. We- zwanie to brzmi tak: Panie, Jezu Chryste, zmiłuj sie˛ nade mna˛! Kto przywyknie do takiego wzywania, znajdzie wielka˛ pocieche˛ i dos´wiadczy potrzeby, by zawsze tak sie˛ modlic´, i to takiej, z˙e juz˙ bez modlitwy nie be˛dzie mógł z˙yc´, a ona sama be˛dzie sie˛ wylewac´ w jego wne˛trzu7. Czy teraz rozumiesz, czym jest modlitwa nieustanna? 7 Definicja nieustannej modlitwy Jezusowej. Jej tradycja ma korzenie biblijne, a wyraz´ne pocza˛tki wia˛z˙a˛ sie˛ z Ojcami Pustyni. S´wie˛ty Augustyn pisze (List 130 w tłum. J. Salija OP, Rozmowy ze s´w. Augustynem, „W drodze”, Poznan´ 1985, s. 180; zob. tez˙ brewiarz, lektura poniedziałku XXIX tygodnia zwykłego): „Podobno bracia w Egipcie maja˛ zwyczaj cze˛stych, lecz bardzo krótkich modlitw, pospiesznie jakby wyrzucanych z siebie”. Dalszy rozwój tradycji tej modlitwy wia˛z˙e sie˛ z pojawieniem kierunku zwanego hezychazmem (od słowa hezychia, z greckiego: stan spokoju), maja˛cego swe ognisko najpierw na półwyspie Synaj, a naste˛pnie na Górze Atos. Sta˛d modlitwa Jezusowa rozpowszechniła sie˛ najpierw na słowian´ski Wschód, od XIV wieku znana jest w Rosji. Szeroka˛ popularnos´c´ zdobyła dzie˛ki opublikowaniu w XVIII wieku antologii hezychazmu, jaka˛ były Filokalia (zob. przypis naste˛pny oraz: J.–Y. Leloup, Słowa z Góry Atos, Warszawa 1986; Mnich Kos´cioła Wschodniego, Modlitwa Jezusa, w: Droga do nowego z˙ycia. Praca zbiorowa, Kraków 1982, s. 5–17; S. Stanisława Andronowska, Modlitwa Jezusowa, „Wiadomos´ci Polskiego Autokefalicznego Kos´cioła Prawosławnego”, nr 4/1975, s. 4–23). 28 — Wspaniale to zrozumiałem, ojcze mój! Na Boga, prosze˛, naucz mnie teraz, jak to osia˛gna˛c´! — krzykna˛łem z rados´ci. Jak nauczyc´ sie˛ modlitwy, o tym przeczytamy tu, w tej ksie˛- dze. Nazywa sie˛ ona Dobrotolubije 8 i znajdziesz w niej pełna˛ i szczegółowa˛ wiedze˛ o nieustannej modlitwie wewne˛trznej, przedstawiona˛ przez dwudziestu pie˛ciu s´wie˛tych ojców, a jest ona tak doskonała i poz˙yteczna, z˙e uwaz˙ana jest za głównego i pierwszego nauczyciela kontemplacyjnego z˙ycia wewne˛trzne- go i jak mówi wielebny Nikifor 9, „bez trudu i potu prowadzi do zbawienia”. — Byłaby zatem bardziej wzniosła i s´wie˛ta niz˙ sama Biblia? — zapytałem. — Nie, nie jest bardziej wzniosła i s´wie˛ta niz˙ Biblia, lecz zawiera przyste˛pne objas´nienia tego, co w Biblii zawarte jest w sposób tajemny i niełatwe jest do zrozumienia, bo zbyt wzniosłe dla naszego krótkowzrocznego umysłu. Dam ci tego przykład: słon´ce jest najwie˛kszym, najjas´niejszym i najwspa- nialszym ciałem niebieskim, ale nie moz˙esz przeciez˙ ogla˛dac´ go i kontemplowac´ jego wspaniałos´ci bezpos´rednio, nie uzbro- jonym okiem. Musisz miec´, jak wiadomo, szkło, cos´ sztuczne- go, co choc´ jest miliony razy mniejsze i bledsze od słon´ca, daje ci moz˙liwos´c´ ogla˛dania tego wspaniałego króla s´wiateł, zachwycania sie˛ nim i przyjmowania jego ognistych promieni. Tak Pismo S´ wie˛te jest jas´nieja˛cym słon´cem, a Dobrotolubije — tym niezbe˛dnym szkłem. Teraz słuchaj, be˛de˛ czytał, jak na- uczyc´ sie˛ nieustannej modlitwy wewne˛trznej. Starzec otworzył Dobrotolubije, znalazł pouczenie s´w. Sy- meona Nowego Teologa10 i rozpocza˛ł: „Sia˛dz´ samotnie i w mil- czeniu, pochyl głowe˛, zamknij oczy, oddychaj spokojnie, za- 8 Rosyjskie, pie˛ciotomowe wydanie z lat 1876–1889, przygotowane przez biskupa Teofana Pustelnika, jest póz´niejsza˛, róz˙nia˛ca˛ sie˛ od oryginału, wersja˛ antologii tekstów z zakresu z˙ycia duchowego, zwanej Filokalia, opublikowanej najpierw po grecku przez Nikodema Hagioryte˛ w roku 1782. Jedenas´cie lat póz´niej ukazała sie˛ staro–cerkiewno–słowian´ska wersja dzieła przygotowana przez starca Paisija Wieliczkowskiego. Współczes´nie znane sa˛, róz˙nia˛ce sie˛ zawartos´cia˛ i obje˛tos´cia˛ wydania angielskie, francuskie, niemieckie, włoskie. Filokalia to umiłowanie dobra i pie˛kna, pojmowanego nie w sensie estetycznym, a duchowym. Z tego wzgle˛du w tłumaczeniu polskim zachowano nazwe˛ oryginalna˛, Dobrotolubije, jako łatwiejsza˛ w odbiorze, niz˙ przyje˛ta w tłumaczeniach na je˛zyki zachodnie Filokalia. 9 Mnich z Góry Atos (XIV wiek), zwany tez˙ Niceforem Samotnikiem. 10 Jeden z najwie˛kszych mistyków Kos´cioła greckiego (IX/X wiek). 29 gla˛daj jakby do serca, sprowadzaj twój umysł, tj. mys´l, do jego wne˛trza. Wraz z oddechem wypowiadaj słowa: «Panie, Jezu Chry- ste, zmiłuj sie˛ nade mna˛»; ustami, cicho albo tylko w umys´le. Wszelkie inne mys´li staraj sie˛ odpe˛dzac´, trwaj w spokoju i cier- pliwos´ci, zajmuj sie˛ tym jak najcze˛s´ciej”. Starzec wszystko to mi wyjas´nił, daja˛c przykłady, a potem czy- talis´my jeszcze z Dobrotolubija s´w. Grzegorza Synaite˛11 i wieleb- nych Kaliksta i Ignacego12. Wszystko, co czytalis´my, starzec wy- jas´niał mi jeszcze swoimi słowami. Z uwaz˙nym zachwytem słuchałem tego wszystkiego, chłona˛łem pamie˛cia˛ i starałem sie˛, jak tylko moz˙na, szczegółowo zapamie˛tac´. Przesiedzielis´my tak cała˛ noc i nie kłada˛c sie˛ spac´ poszlis´my na jutrznie˛. Starzec przy poz˙egnaniu pobłogosławił mnie i powiedział, bym ucza˛c sie˛ modlitwy zachodził do niego ze szczerymi wyznaniami i wynurzeniami, bowiem zajmowanie sie˛ sprawami wne˛trza bez pomocy nauczyciela jest niewygodne i małe przynosi owoce. Stoja˛c potem w cerkwi czułem w sobie gora˛ce pragnienie jak najlepszego nauczenia sie˛ nieustannej modlitwy wewne˛trz- nej i prosiłem Boga, by mi w tym dopomógł. Potem zacza˛łem mys´lec´ o tym, jak be˛dzie moz˙liwe zachodzic´ do starca po rade˛ czy tez˙ by wyznac´ mu swe grzechy. Przeciez˙ w zajez´dzie dłuz˙ej niz˙ trzy dni nie pozwola˛ mi mieszkac´, a w pobliz˙u pustelni kwatery nie znajde˛... W kon´cu dowiedziałem sie˛, z˙e jakies´ czte- ry wiorsty dalej jest wies´. Poszedłem tam szukac´ sobie jakiegos´ miejsca. Na moje szcze˛s´cie Bóg wskazał mi cos´ odpowiedniego. Naja˛łem sie˛ tam na całe lato u chłopa, by pilnowac´ mu ogrodu, ale pod warunkiem, z˙e be˛de˛ w tym ogrodzie mieszkał sam, w sza- łasie. Bogu niech be˛da˛ dzie˛ki! — znalazłem spokojne miejsce. Tak zacza˛łem z˙yc´ i uczyc´ sie˛, według pokazanego mi sposobu, modlitwy wewne˛trznej, i zachodzic´ do starca. Przez jakis´ tydzien´ pilnie zajmowałem sie˛ w moim ogrodowym odludziu nauczaniem nieustannej modlitwy, dokładnie tak, jak mi to wyjas´nił starzec. Na pocza˛tku wydawało sie˛, z˙e ruszyłem z miejsca. Potem poczułem duz˙a˛ ocie˛z˙ałos´c´, lenistwo, nude˛, ogar- niała mnie sennos´c´, a najróz˙niejsze mys´li rune˛ły na mnie cała˛ 11 Mnich z Góry Atos (XIV wiek), pochodza˛cy z Azji Mniejszej, odrodził tradycje˛ hezychazmu na Atosie. 12 Kalikst Ksantopulos, przez krótki czas patriarcha Konstantynopola, wraz z swym przyjacielem Ignacym Ksantopulosem napisał traktat o z˙yciu ascetycznym (XIV wiek). 30 chmura˛. Smutny poszedłem do starca i opowiedziałem mu o tym wszystkim. Powitał mnie mile i zacza˛ł: — Jest to, mój drogi bracie, wojna s´wiata ciemnos´ci prze- ciwko tobie. Nic w nas nie jest dla tego s´wiata straszniejsze niz˙ modlitwa serca i dlatego wszelkimi sposobami stara sie˛ on tobie przeszkodzic´ i odcia˛gna˛c´ cie˛ od nauki modlitwy. Zreszta˛, nawet taki wróg nie działa inaczej, niz˙ z Boz˙ej woli i dopustu, tyle, ile jest dla nas poz˙yteczne. Widac´, potrzebna ci próba po- kory; dlatego za wczes´nie jeszcze na to, by z nieumiarkowanym zapałem wspinac´ sie˛ do najwyz˙szego progu twojego serca, mógł- bys´ bowiem popas´c´ w duchowe łakomstwo. Przeczytam ci te- raz, czego o takim przypadku uczy Dobrotolubije. Starzec odnalazł nauki wielebnego mnicha Nikifora i zacza˛ł czytac´: „Jes´li potrudziwszy sie˛ nieco nie zdołasz wejs´c´ do krai- ny serca, tak jak to miałes´ wyjas´nione, to uczyn´, co ci powiem, a z pomoca˛ Boz˙a˛ znajdziesz to, czego szukasz. Wiesz, z˙e zdol- nos´c´ do tworzenia słów tkwi w krtani człowieka. Niech ona zatem nieustannie mówi: «Panie, Jezu Chryste, zmiłuj sie˛ nade mna˛!» — ty zas´ odpe˛dzaj twoje mys´li (moz˙esz to uczynic´, jes´li zechcesz) i przymuszaja˛c sie˛, zawsze wymawiaj te słowa. Jes´li przez pewien czas w tym wytrwasz, to niewa˛tpliwie otworzy sie˛ wejs´cie do twego serca. Jest to sprawdzone dos´wiadczeniem”. Oto słyszysz pouczenie s´wie˛tych ojców odpowiednie do twego przypadku — powiedział starzec. — Dlatego teraz po- winienes´ przyja˛c´ ten nakaz z ufnos´cia˛ i, ile tylko moz˙esz, wy- mawiac´ ustami twymi modlitwe˛ Jezusowa˛. Masz tu róz˙aniec, na nim odmów na pocza˛tek choc´by i trzy tysia˛ce razy dziennie te˛ modlitwe˛. Stoisz czy siedzisz, chodzisz czy lez˙ysz, mów cia˛gle: Panie, Jezu Chryste, zmiłuj sie˛ nade mna˛! Ale nie rób tego głos´no albo spiesza˛c sie˛ i koniecznie dokładnie czyn´ tak trzy tysia˛ce razy dziennie, sam nic nie dodawaj i nie ujmuj. Bóg pomoz˙e ci w ten sposób osia˛gna˛c´ nieustanne działanie serca. Z rados´cia˛ przyja˛łem jego nakaz i wróciłem do swego ogro- du. Zacza˛łem posłusznie i dokładnie wykonywac´ to, czego na- uczył mnie starzec. Przez dwa pierwsze dni szło mi to z trudem, ale potem stało sie˛ czyms´ łatwym i upragnionym, tak z˙e gdy tej modlitwy nie mówiłem, pojawiała sie˛ we mnie che˛c´, by znów wzywac´ imienia Jezusa i modlitwa ta stała sie˛ dla mnie łatwa, jakby do mnie dopasowana, nie jak wczes´niej — wy- muszona. 31 Wyznałem to starcowi, a on nakazał mi teraz modlic´ sie˛ tak juz˙ po szes´c´ tysie˛cy razy dziennie i dodał: — Nie niepokój sie˛, a staraj sie˛, jak tylko moz˙esz najpilniej, modlic´ sie˛ tyle razy, ile ci nakazuje˛: Bóg ulituje sie˛ nad toba˛. Przez cały naste˛pny tydzien´ w moim samotnym szałasie od- mawiałem kaz˙dego dnia szes´c´ tysie˛cy raz modlitwe˛ Jezusowa˛, nie troszcza˛c sie˛ o nic i nie zwracaja˛c uwagi na moje mys´li, choc´by nie wiem co wyprawiały w mej głowie; starałem sie˛ tylko o jedno — najdokładniej wypełniac´ nakaz starca. I co sie˛ stało? — tak przywykłem do tej modlitwy, z˙e jes´li przez moment przestaje˛ ja˛ mówic´, to czuje˛, jakby mi czegos´ brakowało, jakbym cos´ utracił. Zaczynam modlitwe˛ i zaraz robi mi sie˛ lekko i rados´nie. A spot- kam kogos´ to i nawet rozmawiac´ sie˛ nie chce — wcia˛z˙ tylko bys´ siedział w samotnos´ci i modlił sie˛; tak nawykłem do modlitwy w cia˛gu jednego tylko tygodnia. Starzec przez dziesie˛c´ dni mnie nie widział i sam przyszedł mnie odwiedzic´. Opowiedziałem mu, co sie˛ ze mna˛ dzieje. Wy- słuchał mnie i powiedział: — Teraz nawykłes´ juz˙ do modlitwy, ale uwaz˙aj — podtrzy- muj i pogłe˛biaj to przyzwyczajenie, nie trac´ czasu na próz˙no i postanów z Boz˙a˛ pomoca˛ modlic´ sie˛ wytrwale dwanas´cie ty- sie˛cy razy w cia˛gu dnia. Trzymaj sie˛ swego odludzia, wstawaj wczes´niej, ale kładz´ sie˛ póz´niej, a co dwa tygodnie przychodz´ do mnie po rade˛. Zacza˛łem czynic´ tak, jak mi polecił starzec i pierwszego dnia ledwie, póz´nym wieczorem, zda˛z˙yłem zakon´czyc´ moje dwuna- stotysie˛czne wezwanie. Na drugi dzien´ poszło juz˙ łatwo i z uczuciem zadowolenia. Najpierw podczas tego nieustanne- go wypowiadania modlitwy czułem zme˛czenie, jakby je˛zyk ro- bił mi sie˛ drewniany, jakies´ skre˛powanie szcze˛k, zreszta˛ przy- jemne, potem lekki, delikatny ból podniebienia, poczułem tez˙ niewielki ból tego palca lewej re˛ki, którym przesuwałem pa- ciorki róz˙an´ca, i rozpalenie dłoni, które sie˛gało az˙ do łokcia, daja˛c jakies´ miłe uczucie. A wszystko to jakby jeszcze pobu- dzało i przymuszało do mocniejszego trwania na modlitwie. W ten oto sposób przez pie˛c´ dni modliłem sie˛ dokładnie po dwanas´cie tysie˛cy razy, a wraz z przyzwyczajeniem przyszła che˛c´ i poczucie zadowolenia. Kiedys´, wczesnym rankiem, wygla˛dało na to, z˙e modlitwa mnie zbudziła. Zacza˛łem odmawiac´ modlitwy poranne, ale je˛- 32 zyk wypowiadał je z trudem, a we mnie rosła che˛c´ wejs´cia w modlitwe˛ Jezusowa˛. Jakz˙e mi było lekko i rados´nie, gdy ja˛ zacza˛łem, je˛zyk i usta wymawiały ja˛ jakby same, bez mojego przymuszania! Cały dzien´ przeszedł mi pos´ród wielkiej rados´ci, a czułem sie˛ tak, jakbym był wolny od wszystkiego, jakbym był na innej ziemi; z łatwos´cia˛, wczesnym wieczorem, zakon´czyłem dwanas´cie tysie˛cy modlitw. Miałem wielka˛ ochote˛ modlic´ sie˛ da- lej, ale nie s´miałem czynic´ wie˛cej niz˙ nakazał mi starzec. W cia˛gu naste˛pnych dni w ten sam sposób wzywałem imienia Jezusa Chry- stusa z łatwos´cia˛ i wielka˛ na to ochota˛. Poszedłem potem do starca wyznac´ mu, opowiedziec´ wszystko szczegółowo. Wysłuchał mnie i zacza˛ł: — Dzie˛ki Bogu za to, z˙e pojawiła sie˛ w tobie che˛c´ i łatwos´c´ modlitwy. To rzecz normalna, wynikaja˛ca z cze˛stego c´wiczenia, z gorliwos´ci. Podobnie i maszyna, której koło zamachowe roz- pe˛dzisz, działa potem długo sama, ale dla podtrzymania jej ru- chu potrzeba smarowania i pope˛dzania. Czy widzisz, jakimi wspaniałymi zdolnos´ciami obsypał czuła˛ nature˛ człowieka mi- łuja˛cy go Bóg, jakiez˙ moga˛ pojawiac´ sie˛ uczucia nawet poza rajem, nie pos´ród oczyszczonej zmysłowos´ci, a w grzesznej du- szy, jak juz˙ tego sam dos´wiadczyłes´? A jakz˙e to wspaniałe, zachwycaja˛ce i jak wiele niesie słodyczy, gdy Bóg pozwoli ko- mus´ ze swej łaskawos´ci odkryc´ dar samorzutnej modlitwy w duchu i oczys´cic´ dusze˛ od namie˛tnos´ci? Stan taki jest nie- wyobraz˙alny, a odkrycie tej tajemnicy modlitwy daje przed- smak niebian´skich słodyczy juz˙ tu, na ziemi. Dosta˛pia˛ tego ci, którzy szukaja˛ Pana w prostocie serca przepełnionego miłos´cia˛! Teraz ci pozwalam
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Opowieści pielgrzyma
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: