Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00336 004941 14690508 na godz. na dobę w sumie
Oramowanie drogi ku wolności - ebook/pdf
Oramowanie drogi ku wolności - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 415
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-937016-0-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biznes >> ekonomia
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Książka traktuje o ekonomii nie z perspektywy tabel i wykresów, a z perspektywy wyborów ludzkich. Książka wyjaśnia dlaczego(gdzie)ideologie ekonomiczne (kapitalizm, socjalizm) się mylą, a gdzie mają racje.

Książka obala wiele mitów ekonomicznych takich jak np. krzywa Laffera, bony szkolne, podatki oraz tłumaczy fundamentalne różnice między instytucjami prywatnymi, a państwowymi.

Książka jednak przede wszystkim ma na celu nauczyć Czytelnika myślenia w sposób 'ekonomiczny', czyli takiego myślenia, dzięki któremu w każdym nowym zjawisku ekonomicznym, będzie można wyróżnić plusy i minusy, bez sięgania po porady ekspertów.

Czytelnik po przeczytaniu tej książki będzie znał odpowiedzi na pytania(zagadnienia):

-dlaczego pomoc państwowa nie może zadziałać

-dlaczego 'wzięcie sprawy w swoje ręce' jest lepsze

-co to jest ZUS, NFZ

-jaka jest fundamentalna różnica między państwowym, a prywatnym

-dlaczego toczy się wojna między ideologiami i jak ten spór rozwiązać

-dlaczego koncepcja bonów szkolnych Feynmanna nie ma prawa zadziałać

-dlaczego krzywa Laffera jest błędna i Laffer nie powinien za nią dostać Nobla

I inne.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ROZDZIAŁ 3 Kapitalizm, socjalizm a moralność Życie jest bardziej skomplikowane niż zostało to pokazane w poprzednich rozdziałach. W  poprzednich rozdziałach życie zostało pokazane tylko z jednej perspektywy. Tak jak i w świecie fizycznym, gdzie nie można mówić o czymś takim jak wolna wola, a co jest  spowodowane tym, że materia nieożywiona jej nie posiada oraz prawami rządzącymi ich  „zachowaniami”, można ją(materię)rozpatrywać na wielu poziomach. Dwoma  najpopularniejszymi poziomami są: ujęcie „klasyczne” oraz ujęcie „kwantowe”. Tak samo  można świat „psychologiczny”, czyli świat „materii”, posiadającej wolną wolę, rozpatrywać  na wielu poziomach. W poprzednich dwóch rozdziałach świat ludzki został rozpatrzony tylko z jednego ujęcia, zostało założone, że każdy kieruje się tylko chęcią zysku. Każdy chce mieć  jak najwięcej pieniędzy na swoim koncie. Jeśli jednak spojrzymy na wielu ludzi żyjących  dawniej, bądź współcześnie, doskonale zdamy sobie sprawę, że nie jest to prawdą. Każdy z  nas na pewno zna(a może jest taką osobą), która postanowiła nie gonić za pieniędzmi, a  przynajmniej nie robić tego za wszelką cenę. Czy systemy społeczne jakimi są kapitalizm i  socjalizm mają coś do powiedzenia w tej sprawie, czy są one tylko powiązane z kwestią  pieniędzy?     Napisałbym, że jako pierwszy zostanie rozważony socjalizm, ale jak się Czytelnik  przekonał, chociaż z lektury dwóch poprzednich rozdziałów, nie do końca jest to możliwe.  Tak samo jak w rozdziale „socjalizm” nie było możliwe mówienie tylko i wyłącznie o  socjaliźmie(dokładnie to samo dotyczy rozdziału pt. „Kapitalizm”), tak i tutaj nie będzie  możliwe „czyste” omówienie tego, co ma do powiedzenia tylko jeden ze społecznych  101 systemów. Z drugiej strony, jak nietrudno zauważyć, tytuł rozdziału wskazuje, że oba  systemy zostaną omówione równolegle.     Wpierw rozważmy kwestię świadomego odmówienia pogoni za zyskiem. Załóżmy taką  sytuację, która w realnym świecie może spokojnie wystąpić i na pewno występuje. Załóżmy,  że istnieje osoba, która pracuje po 16 godzin dziennie(tak wiem jest to ekstremalny przypadek)i nagle stwierdza, że tak dalej być nie może, już tego nie wytrzyma. Postanawia  rzucić drugi etat i pracować tylko połowę czasu, który to był przeznaczany na pracę  wcześniej, a powstały w ten sposób wolny czas spędzać z rodziną. Czy w socjaliźmie jest to możliwe? Czy jest to możliwe w kapitaliźmie? I tak i nie. Socjalizm jest to ustrój, w którym wszystko jest odwrotnie skonstruowane niż być  powinno. Wniosek ten płynie z lektury poprzedniego rozdziału. Wniosek ten będzie również  płynął i z tego rozdziału. Jedną z dewiz socjalizmu jest dewiza „praca dla wszystkich”. Dewiza ta, niejako podskórnie, wyraża inną myśl – „nie możesz nie pracować”. Konkluzja ta zgadza się z tym co  było. Jeśli ktoś nie pracował, to ówczesna milicja była wysyłana, aby takiego delikwenta  ukarać i doprowadzić na stanowisko pracy. Z obu tych konkluzji wynika prosty fakt, że coś  takiego jak całkowite poświęcenie się rodzinie może nie być możliwe(odpowiednikiem naszego przykładu byłoby zrezygnowanie nie z jednego etatu, ale z dwóch).  Nie można pominąć kwestii braku dochodów jaka przy okazji się pojawiła. Należy jednak  zauważyć fakt, że może drugi ze współmałżonków zarabia wystarczająco wiele, aby utrzymać  rodzinę, jeśliby założyć, że wymieniona w przykładzie osoba jest zamężna(żonata). Kwestia  ta jest jednak drugorzędna. Najważniejszą kwestią jest to, że w socjaliźmie nie ma czegoś  takiego jak wolny wybór i decydowanie za siebie, czyli decydowanie ile chciałbym czasu poświęcać z rodziną, ogólnie mieć czasu wolnego. Wszystkie decyzje są wydawane przez  odpowiedni do tego celu stworzony organ. Nietrudno sobie wyobrazić organ, który  ustanawiałby maksymalny tygodniowy wymiar godzin i uwaga coś takiego ma miejsce w  realnym świecie. Niektórzy powiedzą, że to bardzo dobrze, że istnieją ustawy, które nakazują  wrednym kapitalistom ograniczać wyzysk pracowników. Niestety, ale muszę stwierdzić to  jasno. Osoby, które tak uważają, traktują siebie jak wiotkie trzciny, które zwracają się w  stronę, w którą wiatr zawieje. Coś takiego jak opór dla nich nie istnieje.  Kapitalista i pracownik, w przeciwieństwie do tego co może się wydawać na pierwszy rzut  oka, są naczyniami połączonymi. Pracownik z jednej strony patrzy, że jak nie pójdzie pracować, to nie będzie miał za co się wyżywić. Zapomina on jednak, że kapitalista obawia  się tego samego. Jeśli on nie zaoferuje odpowiedniego wynagrodzenia swojemu  102 pracownikowi, to pracownik ten po prostu się zwolni i pójdzie tam, gdzie jest lepiej płatna  praca, bądź na lepszych warunkach. W efekcie takiego działania, kapitaliście interes nie  będzie się kręcić i on także nie będzie miał za co się wyżywić. Powracając jednak do tematu. Ustawą „nie wprost”, wynikającą z ustawy o maksymalnym  wymiarze godzin jest ustawa mówiąca o ilości czasu wolnego. Jak dowiedzieliśmy się z  poprzedniego rozdziału, są tylko dwie opcje ustaw, które mogą być zapisane. Pierwszą  propozycją, najtańszą, patrząc z biurokratycznego punktu widzenia, jest propozycja  jednorodna, to znaczy propozycja, która zakłada, że nieważne jaki zawód jest wykonywany,  ilość godzin jakie pracownik może przepracować w tygodniu jest zawsze taka sama. Jest to  propozycja, która nie bierze pod uwagę indywidualnych potrzeb każdego z zawodów. Np.  rolnik w zimie przychodziłby do pracy i nic nie robił, a w lecie, kiedy zazwyczaj powinno się  pracować więcej, aby zebrać plony(wcześniej zasiać oczywiście), robiłby za mało, co  przynosiłoby szkody nie tylko jemu, ale także tym, których wyżywia. Takich przykładów można by mnożyć wiele. Widać, że rozwiązanie to jest złe.  Drugim rozwiązaniem jest rozwiązanie, które brałoby indywidualne zapotrzebowania  każdego z zawodów. Aby jednak napisać taką ustawę, należałoby, odnośnie każdego zawodu, powołać rzeszę ekspertów, która obradowałaby nad odpowiednim wymiarem godzin w  każdym zawodzie. Ilość pieniędzy, która poszłaby na ten cel, mogłaby być, delikatnie mówiąc, duża. A i tak napisana ustawa posiadałaby w sobie felery. Czy np. w punkcie ustawy dotyczącej zawodu budowlańca znalazłby się zapis, że gdy pada deszcz, to pracownicy  wykonujące prace, które nie mogą być wykonywane w deszczu(jakie to prace? Kolejna  ustawa), mają godziny, w których nie pracują, odejmowane od wymiaru godzin? Innym powodem, dla którego ustawa ta posiadałaby w sobie felery jest sam fakt tego, że im coś jest  bardziej skomplikowane, tym jest więcej miejsc, gdzie coś może się „sypnąć”.     W drugim z rozwiązań, szkody, które to rozwiązanie przynosi, są dobrze widoczne.  Wymieniony już rozrost biurokracji do napisania ustawy. Rozrost biurokracji po stronie pracodawcy, który musiałby, zobowiązany odpowiednimi ustawami, liczyć czas pracy i  czuwać nad tym, aby jego pracownicy nie przekroczyli odpowiednich norm. Rozrost aparatu monitorującego(co jest łagodnym określeniem słowa „kontrolującego”), który miałby za  zadanie wyrywkowe kontrole, czy aby pracodawca nie oszukuje i nie wpisuje do odpowiednich dokumentów liczb „z kosmosu”, mógłby również być duży. Głównym  efektem, o który nam tutaj chodzi, jest to że ilość godzin, które mogłyby być przeznaczone  dla rodziny, muszą się zmniejszyć. Dlaczego? Skoro każdy z pracowników musi nie tylko  utrzymać siebie, ale także cały aparat biurokratyczny, to aby żyć na poziomie, na którym 103 żyłby bez tego całego aparatu, musi więcej pracować. Pojawia się pytanie, czy eksperci, projektując tą ustawę, wzięli pod uwagę to, że należy do każdego zawodu dodać odpowiednią  ilość godzin, które będą tylko i wyłącznie przeznaczane na utrzymanie aparatu? Jeśli wzięli,  to konsekwencją jest wymieniona już mniejsza ilość godzin przeznaczana dla rodziny. Jeśli  nie wzięli, to ilość godzin przeznaczana dla rodziny może być większa, ale co z tego, jeśli nie ma się za co wyżywić. Jeśli rodzina nie ma się za co utrzymać, to delikatnie mówiąc, atmosfera panująca w domu, może nie być najlepsza. Mówiąc najprościej, centralni planiści  chcieli dobrze, a wyszło jak zwykle.     Pierwsze z rozwiązań wcale nie jest lepsze(te z jednorodnym wymiarem godzin). O ile w  tym rozwiązaniu odpada praktycznie cała biurokracja po stronie pracodawcy, tak aparat kontroli, dokonujący wyrywkowych kontroli, musi istnieć z tych samych powodów, co w  rozwiązaniu poprzednim. W tym rozwiązaniu pojawia się rzeczony już problem niedostosowania wymiaru godzin do indywidualnych zapotrzebowań każdego z zawodów.  Głównym efektem tego może być, na początku zwiększenie czasu spędzanego z rodziną, aby po wykazaniu strat przez zakład, iść na „zieloną trawkę”, bądź pracować dwa razy więcej, aby  zlikwidować powstałe szkody oraz przywrócić produkcje do normalnego poziomu, zakładając że odpowiednia ustawa pójdzie w diabły. I znowu wychodzi na to, że chciano dobrze, a  wyszło jak zwykle.     W kapitaliźmie rzecz ma się dokładnie odwrotnie. Odpadają problemy „biurokratyczne”  jako, że każdy idzie do takiej pracy, gdzie wymiar godzin mu odpowiada(w miarę  możliwości). Nie trzeba kontrolować wymiaru godzin. Kto miałby to robić i po co, skoro nie ma odpowiedniej ustawy.     Dlaczego w kapitaliźmie rzeczy mają się dokładnie odwrotnie niż w socjaliźmie? W  socjaliźmie wpierw był poświęcany czas dla rodziny, aby zobaczywszy efekty ustawy, wrócić  do pracy(jeśli jest do czego i jeśli się nie padło z głodu, bo zakładamy, że mądrzy planiści  poszli po rozum do głowy)i pracować jeszcze więcej niż poprzednio. W kapitaliźmie, tak samo jak społeczność, która nie ma niczego i musi się dorabiać, czyli pracować bardzo dużo,  tak i jednostka, która np. kończy szkołę i idzie do pracy zaczyna się dorabiać, co oznacza że  pracuje bardzo dużo. Jak się dorobi13, to może podjąć decyzję o „zwolnieniu tempa” i założeniu rodziny, bądź przebywania z nią więcej czasu, jeśli już ją ma. Które rozwiązanie  jest lepsze, czy wpierw spędzać czas z rodziną, a później pracować, czy wpierw pracować, a  później spędzać czas z rodziną, odpowiedź na to pytanie pozostawię Czytelnikowi. 13 Określenie „się dorobi” również jest rozpatrywane indywidualnie. Dla jednego „dorobienie się” oznacza  kupno domu, a drugi nie spocznie dopóki nie będzie go stać na helikopter. 104 Kolejną ważną kwestią jest kwestia dobroci ludzkiej, a dokładnie tego, że kapitalizm  pomija zagadnienie dobrych uczynków. Czy jest on „wyprany” z tej kwestii? Socjalizm do zagadnienia dobrych uczynków podchodzi inaczej. Z góry jest zakładane, że  wszyscy ludzie są źli i dlatego potrzebna jest władza, która utrzymywałaby to wszystko w  ryzach. Socjalistyczne rozwiązania w kwestii dobrych uczynków są tylko dwa. Pierwszym  rozwiązaniem jest stanie z batem nad człowiekiem i wymuszenie na nim zrobienie dobrego uczynku. Nie zdziwiłbym się gdyby ktoś, kto stoi z batem, powiedział: - Jak wszyscy są dla siebie dobrzy- Dokładnie coś odwrotnego miałoby miejsce. Aby dobry uczynek przyniósł psychiczną, bądź  co bądź, korzyść obu stronom(inaczej żadna ze stron nie przystępowałaby do tej specyficznej transakcji)potrzebna jest do tego wolna wola. Każdy z nas wie jak kolosalna różnica jest w  robieniu czegoś, gdy się musi to zrobić, a gdy się chce. Osoba, która chce sprawić komuś  radość, a tym samym sobie, zazwyczaj nie wybiera obiektu dowolnie. Często jest tak, że jest to osoba, którą lubi i vice versa. Jest to oczywiście spowodowane chęcią posiadania jak  największej możliwej pewności, że obdarowana osoba ucieszy się z podarku(dobrego uczynku), a tym samym uraduje osobę wręczająca. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie radość  osoby z wręczenia prezentu osobie nielubianej, która po otrzymaniu podarunku mówi np.  „spadaj” i wyrzuca go do śmieci, a do tego jeszcze opluwa darczyńcę. Dwa socjalistyczne podrozwiązania pierwszego rozwiązania kompletnie nie sprawdzą się w  tej dziedzinie. Stanie z batem i wymuszanie czynienia dobrych uczynków nie sprawdzi się z  powodu braku wolnej woli oraz braku dowolnego wyboru obiektu, któremu zostanie sprawiona radość. Drugie rozwiązanie, które wymieniam tylko z obowiązku, a które ciężko  sobie wyobrazić w tej dziedzinie, jest udanie się do centralnego planisty i zapytanie o zgodę  na zrobienie dobrego uczynku. Dobre uczynki jednak często są spontaniczne, jak pomoc w  podniesieniu torby, przepuszczenie w przejściu itd. Udanie się do centralnego planisty będzie  „musztardą po obiedzie”. Chwila(na dobry uczynek)minęła, a pozwolenia nie ma.     Myślę, że nawet socjaliści zdają sobie sprawę z niedorzeczności tych rozwiązań. Drugim rozwiązaniem jest utworzenie instytucji przeznaczonych do pomocy. Kto jednak  ma w nich zasiadać? Skoro ludzie są źli, a ci rzekomo dobrzy na szczycie, na pewno w instytucjach pomocowych nie zasiądą, to nikt inny jak właśnie ci źli ludzie tam muszą  zasiąść. Instytucje te przejmują na siebie materialną część dobrych uczynków, jako że  wręczanie pieniędzy jest rzeczą najprostszą. Jeśli jest to pomoc materialna, to potrzebne są na  to środki finansowe, nie oszukujmy się, pochodzące z podatków. 105 Przepraszam Czytelnika za to, że wciąż go katuję tymi samymi socjalistycznymi  „wyjściami”, a zwłaszcza problemami wynikającymi z podjęcia tychże działań, lecz takie rozwiązania, jak się przekonamy w jednym z kolejnych rozdziałów, występują w świecie  rzeczywistym. Mowa tutaj o problemie oddalenia obiektu, do którego jest skierowana pomoc, od obiektu, który tej pomocy udziela. Mianowicie chodzi mi o standardowe problemy, które automatycznie są zasocjowane z tym rozwiązaniem. Standardowe, dlatego, że jak się  Czytelnik zaraz przekona, „już gdzieś o nich słyszał”.     Problemem, który od razu wysuwa się na czoło, jest problem rozdziału, zawsze ograniczonych, środków dostępnych na pomoc. Jeśliby przyjąć „tańsze” rozwiązanie, jednorodnego rozdziału środków, czyli każdy kto złoży podanie, dostaje taką samą kwotę  pomocy, to pojawia się problem tego, że jeden potrzebuje większą pomoc, a dostał za mało, a  drugi potrzebuje mniej, a dostał za dużo. A co jeśli ktoś nie był uprawniony do pomocy, a  złożył podanie? Naturalnie, potrzebny jest aparat kontroli, aby to sprawdzać. Biurokracja się  rozrasta, która uszczupla środki przeznaczone na pomoc.     Sądzę, że Czytelnik już wie, jakie jest rozwiązanie tego problemu, które to rodzi następne  problemy. Jest to zróżnicowanie przyznawanych kwot. Jakie kryterium przyjąć, aby  prawidłowo wyznaczyć kwotę pomocy? Zarobki? A co jak ktoś załatwił sobie lewy papier,  albo pracuje na „czarno”? Należy wzmóc aparat kontroli, który kontrolowałby czy ktoś  czasem nie oszukuje. Co kontrolować? Zarobki? Pracę na czarno? A co jeśli ktoś całą pensję  przepija, a dzieci chodzą głodne? Może zwiększyć ilość osób pracujących w terenie, które mają to sprawdzać? Nie muszę przypominać, że kontrolerzy nie pracują za darmo, wobec czego uszczuplają środki przeznaczone na pomoc. Czy już Czytelnik wie skąd pochodzą  utyskiwania na  kwestię „za mało pracowników społecznych”, która czasem się pojawia w  telewizji14? Kwestia „za mało środków”, co jest powiązane z kwestią „worek bez dna”15, która również pojawia się w telewizji, bierze się stąd, że każdy chciałby mieć ich(środków) nieograniczoną ilość, bo potrzeby zawsze się znajdą oraz być może stąd, że jeśli zostanie zwiększona ilość środków, to można większej ilości osób pomóc, lecz to pociąga za sobą  dodatkowe kontrole, co wiąże się ze zwiększeniem ilości etatów przydzielanych kontrolerom.     W obu rozwiązaniach nie można pominąć aspektu psychologicznego. Nieuniknionym jest popełnianie pomyłek przez instytucję stworzoną w celu pomocy. Pomyłek będzie tym więcej  im mniej osoba pomagająca zna osobę, której udziela pomocy oraz tym więcej im mniej  14 Kwestia ta nie dotyczy tylko pracowników społecznych. Jest to zjawisko ogólniejsze. Dotyczy to każdej  kontrolowanej dziedziny. 15 Mam tutaj na myśli kwestię tego, że o ile by nie zwiększać środków, to i tak będzie ich za mało. 106 będzie kontroli. Jeśli w efekcie pomyłki pomoc dostanie zwykły menel, który przepije całą  pomoc, to ludziom, którzy widzą działanie tego systemu, ręce opadają. Co ma w takiej  sytuacji powiedzieć człowiek, który ledwo co wiąże koniec z końcem i jemu w takim  systemie pomoc należałaby się, lecz jej nie dostał? Tym bardziej, że po części, to dzięki jego  pieniądzom(podatki)została udzielona pomoc temu, komu nie trzeba. Tak, pieniądze te  zostałyby zachowane w kieszeni tego, kto tej pomocy potrzebuje. Uczuciem towarzyszącym  takiemu zdarzeniu jest złość i demoralizacja16. Każdy sobie myśli, że skoro on dostał, to  dlaczego ja nie mogę i idzie po pomoc. Raban się podnosi, gdy jej nie dostanie.     Kiedyś u nas na podwórku było takie powiedzenie, które było używane, kiedy ktoś nie  potrafił czegoś zrobić. Brzmiało ono: „do opieki”. Powiedzenie to bardzo dobrze oddaje  demoralizację społeczeństwa. Skoro istnieją instytucje pomagające, to niech osoba  potrzebująca pomocy tam idzie, zwłaszcza że pieniądze przeznaczane na pomoc pochodzą z  mojej kieszeni i mnie nie stać(może to być nieprawda, zależy to od majętności  poszczególnych osób), na udzielenie kolejnej pomocy, tym razem bezpośredniej. Dobre uczynki, przynoszą największą korzyść psychiczną, jeśli czynione są bezpośrednio  między zainteresowanymi osobami. Czy radość sprawi komuś przekazanie pieniędzy instytucji, która to przekaże je nie wiadomo jakiej osobie, która to przekaże te pieniądze nie  wiadomo jakiej osobie potrzebującej pomocy? Mam poważne wątpliwości co do tego.  Napisałbym, że taka sytuacja ma miejsce w systemie gdzie jest utworzona instytucja do  pomocy. W rzeczywistości dzieje się coś gorszego. Pieniądze na pomoc są wydzierane pod  przymusem. Może to spowodać, tak jak w każdej innej dziedzinie, gdzie występuje mus,  znienawidzenie tej dziedziny. W tej sytuacji, dziedziną o którą chodzi, jest pomoc drugiemu człowiekowi. W kapitaliźmie wiele rzeczy ma się dokładnie odwrotnie. Nie wszystkie. Jedna rzecz wspólna, to standardowy problem rozdziału ograniczonych środków przeznaczonych na  pomoc. Zostawmy ten problem na chwilę „z boku”, chociaż jest on podstawowy, ponieważ  nie można uciec od zagadnienia, które nierozłącznie jest związane z naturą istniejącego  świata. Nie żyjemy w świecie gdzie wszystkiego jest pod dostatkiem.     Pierwszą kwestią omawianą w socjaliźmie była kwestia stania z batem i wynikające stąd  wnioski, że nie można do tego nikogo zmusić. Prawda ta jest doskonale znana i dlatego w  kapitaliźmie nikt się do tej kwestii nie miesza. A co jeśli ludzie będą dla siebie zwykłymi  16 Fakt demoralizacji został wytłumaczony w kolejnym zdaniu. Czyż nie można nazwać osoby  zdemoralizowaną, jeśli osoba ta świadomie robi z siebie żebraka? Jak inaczej można nazwać pójście po pomoc  do odpowiedniej instytucji i liczenie na to, że może się uda i pomoc zostanie przyznana? 107 chamami? Tak może się zdarzyć. Czy jest na to rada? Niestety nie ma, o czym przekonaliśmy  się omawiając socjalistyczne rozwiązania. Jeśli jakiś naród będzie dla siebie niedobry,  jakkolwiek zdefiniować znaczenie tego słowa, to nie ma rady, takim pozostanie, dopóki się  nie zmieni. Warto jednak zauważyć fakt, że nawet jeśli człowiek będzie człowiekowi  wilkiem, to i tak, aby przeżył, musi dostarczać takie towary, usługi, za które drugi człowiek  będzie skory zapłacić. Innymi słowy musi być dobry w świadczonych przez siebie usługach.  W socjaliźmie taki mechanizm nie występuje. Produkujemy co nam się żywnie podoba. Nikt nie ma prawa produkować niczego, co jest niezgodne z planem. Klient jest na ostatnim miejscu. W tajemnicy przed wszystkimi(drogi Czytelniku proszę tego nikomu nie mówić)sam powiem, że argument na to, że w kapitaliźmie zawsze musi występować odrobinę dobra jest  cienki, ale innego wyjścia z sytuacji nie ma. Jak ktoś chce być chamem to będzie.     Takie kwestie jak wysokość pomocy, bądź jej rodzaj, również występują, jednak jest pewna  różnica między rozwiązaniem tego problemu w dwóch omawianych systemach. W  socjaliźmie, próba rozwiązania tego problemu na szczeblu centralnym, rodziła masę  kolejnych problemów(jak to w socjaliźmie). W kapitaliźmie problem ten rozwiązują osoby,  które chcą komuś pomóc. Jeśli sąsiad chce pomóc sąsiadowi, to doskonale wie czy osoba ta  zasługuje na pomoc(czy nie przechleje wszystkich pieniędzy)i jakiego rodzaju pomocy potrzebuje, ponieważ udzielona pomoc nie musi być koniecznie finansowa. Może to być  jedzenie, dobre słowo, pomoc w wymyśleniu rozwiązań, które zaradzą powstałej  niekorzystnej sytuacji.     W tej kwestii pojawia się ciekawy wniosek, z którym Czytelnik może się nie zgodzić.  Mianowicie, jeśli sąsiad nie zna sąsiada, nie lubi go, to nie ma takiej siły, aby mu pomógł.  Wniosek jest prosty. Dobrze jest znać i przyjaźnić się z ludźmi, bo wtedy można sobie  spokojnie pomagać i przynosi to obu stronom korzyści oraz radość. O radości pisałem parę  stron wcześniej, przejdę do korzyści. Wyobraźmy sobie dwie sytuacje. Pierwsza: sąsiadka  prosi sąsiada o wymienienie uszczelki w kranie, a za to sąsiadka piecze ciasto. Sąsiadowi  wymiana uszczelki wraz z pójściem do sklepu(po uszczelkę)zajmuje pół godziny, a sąsiadce  zrobienie ciasta również zajmuje pół godziny17. Wyobraźmy sobie drugą sytuację. Sąsiadka  sama próbuje wymienić uszczelkę w kranie, a sąsiad sam próbuje sobie upiec ciasto. Sąsiadka  zalewa sobie mieszkanie, u sąsiada kuchnia staje w płomieniach. Wszyscy są zadowoleni. 17 Pół godziny, ponieważ nie liczę czasu potrzebnego do upieczenia ciasta, bo wtedy ciasto „samo się robi”, co  najwyżej trzeba je doglądać. W przykładzie chodziło mi o mniej więcej równość oddanych usług, gdzie  kryterium równości był czas przeznaczony na wykonanie danej czynności. 108     Na przykładzie tym widać, że świat został tak urządzony, aby pomagać sobie, nie żyć w  odosobnieniu, bo wspólne życie przynosi korzyści obu stronom. Tak samo jak w kwestiach gospodarczych, tak i w kwestiach dobrych uczynków widzimy przewagę „oddolnych” rozwiązań, czyli rozwiązań w których, w tym przypadku, za pomoc odpowiadają(jeśli chcą naturalnie, wiemy co robi przymus)osoby, które są związane jak  najbliżej z osobą, której ma być udzielona pomoc. Czy w kapitaliźmie mogą powstać instytucje, które zawodowo zajmowałyby się pomocą?  Ależ oczywiście. Nic nie stoi na przeszkodzie do utworzenia wolnych stowarzyszeń, które  zawodowo zajmowałyby się pomocą potrzebującym. Czy tutaj nie istnieje problem oddalenia, nieznajomości obiektu, któremu ma zostać  udzielona pomoc od obiektu udzielającego pomocy, tak jak ma to miejsce w socjaliźmie? Nie  do końca. Fakt, muszę przyznać rację, że pieniądze dane dowolnej organizacji, która to ma  przekazać pieniądze osobie potrzebującej pomocy, nie sprawi darczyńcy takiej radości niż  gdyby zrobił to bezpośrednio. Istnieją jednak dwie poważne różnice między organizacjami,  które mają na celu świadczyć pomoc, a funkcjonującymi w opisywanych systemach. Pierwszą  z różnic, zasadniczą, o co rozchodzi się praktycznie cała walka między dwoma ustrojami jest  wolna wola. W drugim przypadku człowiek sam, z własnej, nieprzymuszonej woli,  postanawia wpłacić pewną kwotę dla organizacji charytatywnej. Druga z różnić również jest  poważna. Zaryzykuję stwierdzenie, że zawsze człowiek, który postanawia pomóc, najczęściej  finansowo, dokładnie wie komu pomaga. Często w telewizji organizacje się „ogłaszają” i  informują, że datki zostaną przeznaczone „dla Krzysia”, „dla Maciusia”, dla rodziny Kowalskich itd. Gdyby tego nie robiły, również zaryzykuję stwierdzenie, że ilość datków  zebranych byłaby mniejsza, jeśli nie bliska zeru. Jest to dosyć logiczne. Czy ktoś ofiarowałby  datek organizacji, która powiedziałaby: - Zbieramy datki nie wiemy dla kogo, nie wiemy po co, nie wiemy ile jest potrzebne- Nie sądzę. Czy nie taka sytuacja występuje w instytucjach państwowych? Z omawiania kwestii dobrych uczynków wynika jeden wniosek. Człowiek zawsze  podejmuje działania, które mają poprawić jego sytuację, przynieść mu korzyść. Nie zawsze  jest to korzyść materialna, może to być korzyść psychiczna.  Co z alkoholizmem, narkomanią i innymi patologicznymi zachowaniami? Czy one także  przynoszą korzyść? Dla człowieka z boku wyda się dziwnym patologiczne zachowanie, jakiego dokonuje np. alkoholik, upijając się do nieprzytomności, niszcząc tym samym samego  siebie. Jak takie zachowanie może przynieść korzyść? Alkoholik pije, aby zapomnieć o  problemach, aby nie myśleć o nich. Czy takie działanie, poparte takimi motywami, nie ma za 109 zadania przynieść korzyści wykonującemu to działanie? Zdaję sobie sprawe z faktu istnienia  czegoś takiego jak uzależnienie i wynikającego pozornego braku korzyści z podjęcia  działania, które jest niezależne od naszej woli, a często wbrew jej. Jak jednak zostało  zaznaczone, jest to tylko pozorny brak korzyści. Należy się zastanowić, co na początku  sprawiło, że człowiek sięgnął po alkohol. Czy nie była to chęć osiągnięcia korzyści(np. ten  przyjemny szmerek w głowie, jak niektórzy to określają)? A co z osobami, które nie wiedzą co to jest alkohol, jak działa, czy i one sięgają po niego, chcąc osiągnąć korzyści? Odpowiedź na to pytanie również brzmi tak. Jest tylko jedna,  delikatna różnica w tym przypadku. Osoby takie sięgają po alkohol, ponieważ spodziewają się osiągnąć korzyści, wynikające z podjętego działania.     Czy gdy wytworzy się nałóg i pijemy wbrew woli, to czy takie działanie również przynosi  korzyści? I na to pytanie należy odpowiedzieć twierdząco. Ten temat jest dosyć grząski i  raczej odpowiedzi na to pytanie powinien udzielić psycholog, psychiatra. Mimo wszystko przedstawię swoją hipotezę. Często jest tak, że poczucie winy znika w trakcie wykonywania  działania, o którym świadomie wiemy, że nie jest dla nas korzystne. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że przynosi radość. Działanie, o którym świadomie wiemy, że nie jest dla nas  korzystne, przynosi korzyść naszej podświadomości, która to w podejmowaniu decyzji jest  silniejsza od naszej świadomości. Temat ten jednakże zostawmy, jako że o tym spokojnie mogłaby powstać osobna książka, a poza tym nie jestem ekspertem w tej sprawie.     Powyższy przykład był omawiany tylko po to, aby wykazać, że każdy człowiek, jeśli  podejmuje działanie, spodziewa się, że przyniesie mu ono korzyść. Jest to bardzo ważny element, nazwałbym to nawet aksjomatem, działania ludzkiego. Kwestia dobrych uczynków została omówiona. W niej została wykazana supremacja kapitalizmu nad socjalizmem. Czy wprowadzenie kapitalizmu oznaczałoby automatycznie  szczęście i radość na świecie? Jedno jest pewne, zniknęłoby naprawdę wiele problemów, z  którymi borykamy się dzisiaj. Zniknąłby np. problem łapówek. Na pewno nie zniknąłby  problem biedy. Ludzie, których będzie stać na mniej, zawsze będą. Pamiętajmy jednak, że jest  to bieda względna. Proszę porównać biedaka z XVI w., a biedaka dzisiaj. Ten z XVI w.  zamarzał, zostawiony na pastwę losu. Ten dzisiaj może się schronić w poczekalni, obok  ciepłej rury itd. Wiem, że to co mówię jest okrutne, ale taka jest prawda. Wolność, jak praktycznie każda kwestia, ma dwie strony medalu. Jeśli człowiek posiądzie  nieograniczoną wolność, nieskrępowaną pozwoleniami i innego rodzaju przepisami, które są  conajmniej nielogiczne, może dokonywać rzeczy wielkich. Może także dokonywać rzeczy  110 niegodziwych i okrutnych. Dlaczego tak jest? Z prostego powodu. Każdy z nas posiada wolną  wolę. Nasuwa się pytanie, czy ludzie pozostawieni sami sobie, będą się zabijać, czy będą się  miłować? Innymi słowy, można zadać pytanie laicko wyrażone: czy zło może zatriumfować? I tak i nie. Zależy czy patrzy się na to z bliższej perspektywy, czy dokonuje się oglądu  całości. Załóżmy prosty przykład. Załóżmy, że na pewnej wyspie żyje sobie dwoje ludzi.  Jeden z nich uprawia żyto, a drugi robi z tego chleb. W pewnym momencie pierwsza z  wymienionych osób postanawia zabić drugą i zagarnąć za darmo wyrobiony przez nią chleb.  Zło zatriumfowało, lecz tylko pozornie. Od tego momentu pojawia się problem, który może  być nie do pokonania przez osobę, która pozostała przy życiu. Mianowicie jak wyrobić chleb?  Recepturę znała tylko osoba zabita. - Może to nie był taki dobry pomysł z tym zabijaniem- pomyślała sobie osoba pozostała przy  życiu, po czym umarła z głodu. Przykład ten, prosty i naiwny, pokazuje jedną ważną cechę zła. Zło niejako samo się  niszczy, a spowodowane jest to właśnie sposobem, w jaki świat został urządzony, a dokładnie  jego jedną, ale najważniejszą cechą – ograniczonością dóbr w nim występujących. Jeśliby, w rzeczonym przykładzie, chleba było pod dostatkiem, to osoba, która dokonałaby mordu na drugiej osobie, nie poniosłaby żadnej kary. W tak prostej gospodarce, polegającej na produkcji i wymianie, kara poniesiona jest widoczna. Czy w gospodarce rozwiniętej, takiej jak np. dzisiejsza, również zjawisko kary  występuje? Przecież jesteśmy tak niezależni od siebie. Kupimy dom, samochód itd., zamykamy się w czterech ścianach i nic nas nie obchodzi. W gospodarce rozwiniętej kara jest  jeszcze większa. Nauczenie się wypieku chleba może być kwestią godzin, może dni. Na  nauczenie się procesu produkcji samochodu, domu, komputera może życia nie starczyć. Przyznaję, że kara wbudowana w system może nie być wymierzona od razu. Czy człowiek,  który zabije drugiego człowieka, gdy na Ziemi żyje 6 miliardów ludzi poniesie konsekwencje  w postaci znacznego obniżenia standardu życia? Nie. Jednakże konsekwencje takiego czynu zawsze występują, lecz mogą być one pomijalnie małe18. Dopiero, gdy zostanie zabita odpowiednia ilość osób, konsekwencje staną się widoczne w postaci znacznego obniżenia  standardu życia. 18 Jeśli na wyspie mieszkają powiedzmy cztery nacje. Jedna produkuje chleb, druga bułki, trzecia obważanki,  czwarta bagietki. Zabicie po jednej osobie z każdej nacji nie spowoduje widocznych konsekwencji. Jednakże  one występują w postaci zmniejszonej produkcji bagietek, bułek itd. Dopiero, gdy zostanie zabita jedna z nacji,  bądź jest blisko, kara jest widoczna. Znikają bagietki bądź bułki itd. w zależności od zabitej nacji. 111 Kara za zabicie drugiego człowieka, wbudowana w system jest oczywista. Osoba z  przykładu może pójść po rozum do głowy(jakkolwiek to nie zabrzmi)i postanowić tylko kraść  chleb, a osobę produkującą zostawiać przy życiu. Czy i tutaj jest jest jakaś kara? Oczywiście, że tak. Jest ona mniejsza, stosownie do popełnionego czynu. Karą tą jest zmniejszenie  produkcji chleba. Osoba produkująca chleb, czas który mogłaby przeznaczyć na wypiek,  przeznacza na schowanie chleba w miejsce, gdzie złodziej nie będzie mógł się dostać,  zainstalowanie dodatkowych zabezpieczeń. Rozwiązanie, w którym jeden człowiek robi z  drugiego niewolnika, również jest obarczony niekorzyściami.  Zmniejszenie produkcji ze  strony niewolnika, stanie z batem ze strony pana i spowodowana tym niemożność zajęcia się  pożyteczniejszymi rzeczami. Na marginesie proszę zauważyć, że mniej więcej system kar, a dokładnie jej wysokość,  jaka funkcjonuje w prawie ludzkim, jest odzwierciedleniem „kar systemowych” oraz szkód, jakie powstają w społeczeństwie z powodu dokonania złego czynu. Im czyn dokonuje  większego spustoszenia w społeczeństwie, tym większa kara. Kary nie tylko są wbudowane w system, ale niejako są również wbudowane w człowieka.  Można by się kłócić czy w każdego, lecz nie można zaprzeczyć temu, że fakt ten występuje.  Fakt ten nosi nazwę sumienia. Wielokrotnie każdy z nas się przekonał się o tym, że złodziej, morderca, bądź ktoś, kto popełnił zły czyn, po prostu nie może z tym żyć i sam zgłasza się na policję, aby ponieść karę,  albo nie widząc innego wyjścia, kończy swój żywot. Naprawdę dziwnym i niezrozumiałym  jest to, że wielu z nas jest tak zbudowanych, że samo powiedzenie prawdy przynosi  niebywałą ulgę, mimo świadomości poniesienia naprawdę poważnych konsekwencji.  Ciekawym przykładem na to jest powiedzenie swojej żonie(mężowi, nie dyskryminujmy żadnej z płci)o tym, że ma się kochanka(ę), a przecież ostatnią głupotą jest przekazać taką  informację. Sposobem na to, aby uspokoić swoje sumienie jest tłumaczenie się przed samym sobą. Dlaczego oszukujemy się, mówiąc że pożyczamy na wieczne oddanie, a nie kradniemy?  Dlaczego nie mówimy, że źle wobec kogoś postąpiliśmy, tylko że on sobie na to zasłużył?  Właśnie dlatego, aby uspokoić swoje sumienie. Do uspokajania sumienia również służą wszelkiego rodzaju ideologie. Jeśli pewien czyn  jest wytłumaczony jako dobry, to czemu go nie robić. Tak właśnie jest z ideologią  darwinizmu, bądź też z ideologią „dobrej pedofili”. Można tłumaczyć sumieniem to, że źle się czujemy, gdy popełniamy zły czyn. Sumienie  jest, co by o nim nie mówić, pewnego rodzaju konceptem „duchowym”. Czy oprócz 112 „gryzienia sumienia”, które to(sumienie)jest konceptem z granicy ezoteryki i jak sądzę nie da  się udowodnić, bądź zaprzeczyć jego istnieniu19, istnieje jeszcze inny mechanizm wbudowany w człowieka, który może być kolejną karą w niego wbudowaną?  Mechanizm ten istnieje na poziomie fizjologicznym. Człowiek, który popełnił zły czyn,  często po fakcie żyje w stresie. A może ktoś widział, co zrobiłem? A może są jacyś  świadkowie? A może policja mnie znajdzie? A może wsypią mnie koledzy? A może mnie  wydadzą, bo została ustanowiona za mnie wysoka nagroda? Na te i jeszcze wiele innych  pytań musi sobie złoczyńca odpowiedzieć. Chyba można się zgodzić z tym, że ciągłe życie w  stanie zagrożenia, życie gdzie cały czas człowiek musi być ostrożnym, uważać na każdym  kroku, może wywołać stres. A nie od dzisiaj wiadomo, że stres wyniszcza człowieka.  Organizm, zamiast rosnąć, wymieniać „zużyte komórki”20, trawić jedzenie i zamieniać je na  budulec, energię, robi coś dokładnie odwrotnego, zamiast pompować krew do trzewi,  pompuje ją do narządów, które w sytuacji zagrożenia są niezbędne do przeżycia. Jest to cały  układ mięśniowo – szkieletowy. Jeśli jesteś w sytuacji zagrożenia, to niezmiernie miło by  było gdybyś miał mięśnie od razu gotowe do walki, bądź ucieczki21, jednakże mając je cały  czas gotowe, uniemożliwiasz poprawną pracę innym układom, o wiele ważniejszym, które  powinny pracować przez większość czasu. Mimo istnienia kar wbudowanych w system, ludzkość może zwariować i zacząć się  nawzajem zabijać. Przykładem na to są chociażby dwie wojny światowe. Wojny jednak zostały zakończone, gdy jeszcze na planecie Ziemia paru ludzi pozostało przy życiu. Czy można sobie wyobrazić wojnę, w której mogą się pozabijać wszyscy? Wojna może się zakończyć tylko z dwóch przyczyn. Pierwszą jest pokonanie przeciwnika,  a druga przyczyna to przyczyna gospodarcza. Podczas wojny ustaje praktycznie wszelka produkcja towarów niezbędnych do przeżycia, ponieważ produkowany jest arsenał oraz  mężczyźni zdolni do pracy idą walczyć. Jeśli żołnierze nie mają co jeść, to ciężko ich zmusić  do walki. W obu przypadkach nie może dojść do całkowitej anihilacji rodu ludzkiego Powyższy akapit jest tylko częścią odpowiedzi na ostatnio postawione pytanie, ponieważ  odpowiedź ta dotyczy tylko wojny konwencjonalnej. Dzisiaj, mając do dyspozycji bomby  jądrowe, nuklearne, bądź wodorowe, wystarczy naciśnięcie jednego przycisku, a Ziemia  19 Nie da się sumienia zważyć, zmierzyć, da się je tylko czuć, chyba że odkryjemy kiedyś w mózgu ośrodek za to  odpowiedzialny jeśli takowy w ogóle istnieje. 20 Wszystkich fizjologów, biologów przepraszam za moją ignorancję, lecz nie znam lepszego terminu na  określenie tego, co normalnie robi organizm. 21 Z tego co wiem (znowu przepraszam fizjologów i biologów) hormon wydzielany przez nadnercza w stanie zagrożenia, czyli adrenalina, „ściska” naczynia krwionośne w układzie trawiennym, tym samym  przekierowywując krew do naczyń w układzie mięśniowo – szkieletowym. Zresztą, sama adrenalina jest  toksyczna i musi po fakcie zostać rozłożona przez wątrobę(proszę mnie poprawić jeśli się mylę). 113 zostanie całkowicie zniszczona. W tym przypadku całkowitej anihilacji rodu ludzkiego  przeciwdziała fakt tego, iż często druga strona również posiada taką samą broń gotową do  odpalenia. Jest to tzw. równowaga sił, a polega ona na prostej zasadzie – „jak ja ci zrobię  kuku, to ty mi też zrobisz”. Oczywiście, że może się mimo wszystko znaleźć wariat i wcisnąć  ten przycisk, kończąc tym samym żywot rodu ludzkiego, czyli także swój. Na to nie ma rady.  Zło samo się zniszczyło. Dobro zwyciężyło. Jest to jednakże piusowe zwycięstwo. Podsumowując, całkowita wolność wiąże się z powyżej opisanymi niebezpieczeństwami,  jednakże istnieją mechanizmy przeciwdziałające temu, również powyżej opisane. Ostatecznie to, czy po wprowadzeniu całkowitej wolności, zapanuje chaos czy porządek, zależy tylko i wyłącznie od woli ludzkiej. Jeśli ludzkość będzie chciała się zniszczyć, w porę  nie opamiętawszy się, trudno. Jeśli jednak w porę zostaną wyciągnięte wnioski, to istnieje  szansa na radość i dobrobyt. Mówi się: „prawda leży pośrodku”. Powiedzenie to dobrze oddaje to, co by się działo po  wprowadzeniu całkowitej wolności. Pewnie byliby ludzie dobrzy i ludzie źli. Kwestia tylko  proporcji. Im większa proporcja ludzi dobrych do ludzi złych, tym lepsze działanie systemu. Mówi się także: „aby zło zatriumfowało, wystarczy aby dobrzy ludzie nic nie robili”.  Druga fraza tego powiedzenia oddaje to, co trzeba robić, aby tłumić w zarodku zapędy do  morderstw, wojen itd., aby stłamsić zło od razu, nie czekając aż samo się zniszczy, Bóg jeden  wie jakim kosztem. Dlaczego trzeba to robić? Z prostego powodu, zło nie niszczy tylko  siebie, ale często także osoby niewinne, nie mające odwagi, siły się jemu przeciwwstawić. Czy w dzisiejszym świecie mamy chociaż przybliżenie, przykład tego jak funkcjonowałaby  całkowita wolność po jej wprowadzeniu? Przybliżenie takie istnieje. Mam na myśli internet,  który jest stosunkowo wolnym od wpływów medium. Jest w nim naprawdę dużo dobra. Jest  w nim wiele rzeczy za darmo, jak np. książki, które autorzy świadomie umieszczają w  internecie, nie pobierając opłaty za jej pobranie. Ludzie, u których została uwolniona nieskrępowana energia, dokonują naprawdę rzeczy wielkich. Od „zwykłych” kursów programowania, umieszczanych przez autora, któremu się nudziło, bądź jest to jego hobby,  bądź po prostu sprawi mu radość, jeśli ktoś napisze mu, że dzięki jego kursowi zgłębił, a przynajmniej zaczął zgłębiać tajniki dziedziny opisanej przez autora kursu, po darmowe duże  projekty tzw. kodeków, czyli programów do kompresji i dekompresji(odtwarzania) filmów, muzyki itd.22. 22 Przykładem na to jest np. projekt(standard) „Matroska”, albo standard „OGM”, oba na licencji open source. 114  Nie można także przemilczeć zła, które także tam występuje. Nielegalne ściąganie filmów, muzyki. Istnieje jednak parę różnic między wolnością w cyfrowym świecie, a wolnością w  świecie rzeczywistym. O ile w świecie cyfrowym kradzież, to praktycznie jedno kliknięcie  myszką, tak w świecie rzeczywistym nie jest to aż takie proste. To sprawi, że ilość złych  czynów w świecie rzeczywistym będzie mniejsza. Poza tym w tej książce nikt nie proponuje  kompletnej anarchii. Musi istnieć system kar. Jeśli jeden człowiek drugiemu wyrządza  krzywdę, czy to poprzez kradzież, czy poprzez uszkodzenia ciała, bądź pozbawienie życia  drugiego człowieka, to musi istnieć kara w postaci zwrotu skradzionej rzeczy23, bądź  odpowiednio wyższa kara za uszkodzenie ciała drugiego człowieka24. Po wprowadzeniu kapitalizmu, internet nie przestanie istnieć więc w świecie rzeczywistym będzie „tyle zła, tyle  dobra”, a w internecie będzie „tyle zła, tyle dobra”. Inną kwestią, która odrobinę przeciwdziała dokonywaniu kradzieży, jest dobrobyt, który kapitalizm tworzy. Jeśli spokojnie stać Ciebie na rower, to po co go kraść sąsiadowi, ryzykując złapaniem i karą. Przykładem na to mogą być właśnie rzeczone rowery tzw. górale.  Na początku lat 90, gdy kawałek socjalizmu upadł i zostało wprowadzone parę elementów  kapitalizmu, jak ktoś dostał górala, to musiał go pilnować. Kradzież była na porządku  dziennym25. Dzisiaj rower ten można kupić za „4 dni roboty”, a może nawet mniej. Kradzieży rowerów jest już znacznie mniej. Nawet dochodzi do tego, że rowery znajdują się w biurze  rzeczy znalezionych, co kiedyś było nie do pomyślenia. Jak człowieka stać na drugi rower, to  jakoś tak mniej się przejmuje zgubą poprzedniego i jakoś tak ma mniejszą motywację do jego  szukania. Zdaję sobie sprawę z tego, że jak rower kosztowałby 2 grosze to znaleźliby się amatorzy,  którzy i tak by go ukradli. Ilu ich jednak by było? Poradziliśmy sobie z kwestią dobrych uczynków. Czy podobnie jest z innymi  „duchowymi” elementami życia ludzkiego? Czy i w tych sprawach coś do powiedzenia mają  rzeczone cały czas ustroje? 23 Aby w takim przypadku została wymierzona kara, to złodziej musi oddać ukradzioną rzecz plus „nawiązkę”  inczej zawsze by kradł niczym nie ryzykując. Jak złapią to odda, jak nie to jego. Sporną kwestią jest wysokość  nawiązki. Biblia proponuje „nawiązkę” w wysokości 20  wartości skradzionej rzeczy. 24 Tutaj dopiero istnieje kwestia sporna w kwestii, jaką karę wymierzyć. Czy ma to być więzienie, odrąbanie  ręki, pozbawienie życia?  25 Przykładem na to może być chociażby mój kuzyn, który postawił rower przy kwiaciarni i jak to sam  opowiadał nie było go może z pół minuty, a roweru już nie było. Kto, jak, gdzie? Nie wie tego do dzisiaj. 115 Weźmy „na blat” może szeroko pojętą kulturę. Pod pojęciem kultura mam na myśli np.  operę, teatr. Jak takie kwestie są rozwiązywane przez socjalizm bądź kapitalizm? W chwili  gdy to piszę, temat ten jest niezmiernie aktualny26. W socjaliźmie sprawa jest prosta. Zazwyczaj jest tak, że państwo sprawuje mecenat nad kulturą. Robi to pod postacią różnego rodzaju dopłat. O efektach takiego działania nie będę  mówić. Oprócz standardowych implikacji takiego działania, pojawia się parę innych. Dwie z  nich zostaną omówione poniżej. Ostatnio w radiu przypadkiem słyszałem dyskusję artystów, właśnie na temat dopłat do  kultury i sprawowaniu mecenatu nad kulturą przez państwo. Wypowiedzi były bardzo  ciekawe, zwłaszcza jedna z nich, a brzmiała ona mniej więcej tak: - Jeśli chodzi o wysokość dopłat na kulturę[przez państwo]jesteśmy płatnikami netto.  Oznacza to, że w podatkach z naszych pensji, odprowadzamy większą sumę pieniędzy niż  otrzymujemy w ramach dopłat.- Dobre spostrzeżenie, mówiące o tym jak w socjalizmie wszystko działa. Zaciekawiło mnie  to więc słucham dalej i słyszę takie oto zdanie wypowiedziane przez tą samą personę: - Chcemy większego mecenatu państwowego nad kulturą i sztuką! – I tak to właśnie jest. Coś nie działa, to ma to, według tego Pana, zostać naprawione większą  ilością tego, co nie działa. A może spróbować czegoś innego Szanowny Panie? Jeszcze jedno zdanie chciałbym zacytować jako ciekawe, które usłyszałem, słuchając  audycji radiowej. Brzmiało ono tak: - Kultura i sztuka nie są takimi samymi dziedzinami gospodarki jak przemysł. Kultura i  sztuka nie podlega mechanizmom rynkowym i dlatego potrzebne jest państwo, sprawujące  opiekę nad tymi ważnymi dziedzinami ludzkiego życia.- Tak naprawdę to co powiedział ten Pan, można przetłumaczyć w sposób następujący: - Chcemy, aby inni łożyli na nas, niezależnie od tego czy ktoś będzie przychodzić na sztuki  czy nie.- Czy faktycznie kultura i sztuka nie podlega mechanizmom rynkowym? Jeśli nie, to  dlaczego artyści biorą pensje? Czy płacenie za usługę, jaką jest występ, nie jest objawem  jednego z wolnorynkowych mechanizmów, jaką jest swobodna wymiana usług? W kapitaliźmie(jak zwykle)sprawa jest prosta. Z powodu braku dopłat, pieniądze nie są  marnowane na biurokrację, kontrole itd., co oznacza więcej środków na sztukę. Jako, że  26 Jako, że istnieje duża rozbieżność między czasem, w którym to piszę, a czasem, w którym Czytelnik przeczyta  ten akapit, podaję czas, w którym to pisałem: wrzesień 2009r. 116 trzeba walczyć o klienta, poziom sztuk zmieni się27, tak, aby usatysfakcjonować odbiorcę,  klienta.  Mimo wszystko należy sobie zdać sprawę z tego, że może wystąpić sytuacja, a dotyczy to  nie tylko kultury, w której ludzie przestaną chodzić do teatru, opery. Nastąpi laicyzacja  społeczeństwa. Czy można coś na to poradzić?  Jak przekonaliśmy się z omawiania kwestii  dobrych uczynków, nic nie można zrobić. Wiązanie do krzeseł, stanie z batem i mówienie „o  jak wszyscy kochają chodzić do teatru”, jest pomysłem conajmniej surrealistycznym. Jeśli  ludzie przestaną chodzić do teatru, opery – trudno. Nastąpi, wspomniana wcześniej, laicyzacja społeczeństwa. Zmuszanie do polubienia sztuki może przynieść skutek dokładnie odwrotny. Nastąpi jej(sztuki)znienawidzenie. Sposób, który usłyszałem w radiu również nie wchodzi w grę. Jeśli ludzie nie będą cenić sztuki i nie będą chodzić na spektakle, to skończy się na tym,  że aktorzy będą mieli zagwarantowane pensje, a nie będą mieli dla kogo grać. Zadam pytanie.  Czy aktor grający dla nikogo, wciąż się nazywa aktorem? Czy aktorzy tak samo będą się  uczyć ról, wystawiać nowe sztuki, gdy na widowni będą tylko puste krzesła? To dopiero  byłby surrealizm. Skoro aktorzy graliby dla pustych krzeseł, to skąd pochodziłyby pieniądze na ich  wynagrodzenia? Kto by za to płacił? Pan by płacił, pani by płaciła… Z audycji radiowej płynie ciekawy wniosek. Sporo ludzi chce mieć poczucie  bezpieczeństwa, a gwarantowana pensja takie poczucie bezpieczeństwa dawałaby. Czy  poczucie bezpieczeństwa może tylko „wytworzyć” socjalizm? Czy kapitalizm ze swej natury jest dziki? Gwarantowane miejsca pracy gwarantują(a jakżeby inaczej)wszystkim poczucie bezpieczeństwa, lecz jest to poczucie złudne. Rozważmy logiczne implikacje takiego  założenia. Weźmy pod uwagę najważniejszą kwestię w poczuciu bezpieczeństwa, jaką jest  gwarantowana pensja. Ustalić jej wysokość możemy tylko na dwa sposoby. Pierwszym jest ustalenie pensji na poziomie adekwatnym do wygenerowanego zysku. W takim wypadku istnieje ryzyko, że klientela przestanie kupować dany towar, usługę, zysk spadnie do zera i wszyscy idą z torbami. Chcieliśmy osiągnąć bezpieczeństwo, nie udało się. Drugim ze sposobów ustalenia pensji jest ustalenie jej wysokości na pewnym poziomie,  niezależnym od zysków, gwarantującym godne życie. Jeśli pensja zostanie ustalona na poziomie wyższym niż generowane zyski, to jak wiadomo nie da rady długo żyć na kredyt i  27 Poziom sztuk zmieni się. Niekoniecznie na lepsze. Jest to spowodowane oczekiwaniami widza. Jaka sztuka  jest lepsza, a jaka gorsza? Jest to pojęcie dosyć względne. Kiedyś spotkałem się nawet z definicją, że jeśli sztuka  przyniosła współmierne zyski to to jest „komercha”. Jeśli zarobiła mało, bądź nic, to to jest dopiero sztuka. 117 taki sposób ustalania wynagrodzenia skończy się identycznie jak w pierwszym sposobie jej  ustalania. Jeśli pensja zostanie ustalona poniżej, bądź na równi z zyskami, to może się okazać,  że jej wysokość nie gwarantuje godnego życia. Jeśli pensja zostanie ustalona na poziomie  adekwatnym do zysków, to „torby nie zostaną spakowane”, ale bezpieczeństwo nie zostanie  osiągnięte, ponieważ trzeba będzie ciągle walczyć o klienta. Nie wiadomo czy mimo wysiłków, klientela ni stąd ni zowąd się nie odwróci i zacznie kupować towary, usługi u  kogoś innego. Bezpieczeństwo, jeśli chodzi o kwestię wynagrodzenia, może zostać osiągnięte tylko na  dwa sposoby(jak się okaże w sumie na jeden). Sposób ten pośrednio został wyrażony we  wspomnianej audycji radiowej. Można (należy?)zmusić widzów do przychodzenia na  spektakle28. W ten sposób widzowie(jeśli wciąż można w stosunku do tych ludzi użyć takiego określenia)zostawiają pieniądze, które gwarantują bezpieczną pensję. Innym sposobem jest niezmuszanie widzów do przychodzenia na spektakle Wystarczy, że  będą oni zostawiali w kasie odpowiednią kwotę i wychodzili. Po co oni do szczęścia  potrzebni? Dokładnie ten sposób jest marzeniem artysty, zasłyszanego w audycji radiowej. Różnica, jeśli chodzi o przedstawiony tutaj pomysł, a pomysł z radia jest kosmetyczna. W  naszym pomyśle kasa jest wyobrażana jako typowe „okienko”. W pomyśle artysty, kasa jest kasą państwową. Czy faktycznie bezpieczeństwo zostało osiągnięte? Nie wydaje mi się. Zostały pominięte  bardzo ważne kwestie. W pierwszym sposobie należy się zastanowić, kto miałby siłą  doprowadzać widzów(mogą się zbuntować, nie chcieć)na spektakle? Artyści? A może  wynająć osoby, które miałyby to robić? Nie pracują one za darmo. Część wpływów ze  spektakli musiałaby pójść na ich opłacenie. Wysokość bezpiecznej pensji mogłaby się  drastycznie obniżyć.  To może zmusić osoby, które doprowadzają widzów, aby robiły to za darmo? Do tego  trzeba wynająć kolejne osoby, które nie zrobią tego za darmo. Łańcuszek ten nie ma końca. Drugi sposób jest praktycznie taki sam. Różni się on tylko w jednej kwestii. Widzów nie  trzeba doprowadzać na salę, wystarczy ich doprowadzić do kas. Jeśli jest to „kasa  państwowa”, to tylko do jednej. Skutkuje to tym (było to już omawiane), że na sali teatralnej kompletnie nie ma widzów, a aktorzy pensje mają przyznawane. Czy o to tak naprawdę  chodziło w tej audycji radiowej? Czy o to tak naprawdę chodzi w tych całych „pomocach”?  To pytanie pozostawię bez odpowiedzi. Proszę szanownego Czytelnika o odpowiedź własną. 28 Rozważanie to nie dotyczy tylko kwestii sztuki. Jako, że jest ona omawiana, to posłużmy się jej przykładem  do „końca”. 118 Ostatnimi możliwościami osiągnięcia bezpieczeństwa są postępowanie według hasła „każdemu po równo”, jednakże implikacje tego rozwiązania zostały omówione w rozdziale pierwszym. Bezpieczeństwo w socjaliźmie może zostać osiągnięte tylko kosztem ograniczenia (pozbawienia?)wolności, bezpieczeństwa innych. Istnieje jednak czwarty, najbardziej niebezpieczny sposób, aby osiągnąć  „bezpieczeństwo”29. Jest to tresura ludzi. Chodzi mniej więcej o to, że należy wmówić  ludziom, że są zwykłymi chamami, robią źle30, kultura jest potrzebna(artyści to mnie chyba  spalą za to, że się ich tak uczepiłem)bądź coś w tym stylu. Należy powtarzać to tak długo, aż  ludzie w to uwierzą31. Należy użyć środków masowego przekazu na jak największą możliwą  skalę, tak często jak to możliwe, aby jak największa liczba osób w to uwierzyła. Może to być  kosztowna „inwestycja”, lecz zwróci się ona z nawiązką, gdy ludzie posłusznie, bez  jakiegokolwiek przymuszania, będą posłusznie oddawać swoje pieniądze w okienku. Ba,  sytuacja może być jeszcze gorsza. Oni to będą robić z uśmiechem na twarzy, myśląc że robią  dobrze! Dlaczego sposób ten określiłem, jako niebezpieczny? Dlatego, że mam takie dziwne  wrażenie, że jest on na porządku dziennym w dzisiejszym świecie. Sposób ten pokazuje, że istnieją tylko dwa sposoby na sterowanie ludźmi. Sterować można  tylko takimi ludźmi, którzy się boją(sposób z doprowadzaniem siłą na widownię), albo  ludźmi, którzy są ogłupieni(propaganda). Innych opcji nie ma. Pieniądz, źródło wszystkich problemów. Nie da się tak ustalić wynagrodzenia, aby czyniło  to Ciebie bezpiecznym. Jeżeli się nie da, to pozbawmy się tego przeklętego pieniądza. To jak się będziemy rozliczać? Ja tobie 2 kostki masła, ty mi 4 jajka? A jak się mają  rozliczać np. robotnicy, którzy zbudowali dom. Jak dostać ćwierć domu i zamienić się na  kopę jajek? Pieniądz jest tylko środkiem wymiany, który upraszcza poruszone przed chwilą  kwestie wymiany, niczym więcej. Jak ma się sytuacja w kapitaliźmie? Czy kapitalizm może zagwarantować bezpieczeństwo?  Jeśli chodzi o gwarantowane wynagrodzenia, to nie ma mowy. Nie ma tutaj różnicy między  socjalizmem, a kapitalizmem. Bezpieczeństwo(nie tylko, jako odczucie dotyczące psychiki,  ale także fizyczne)może po części zostać osiągnięte w inny sposób. Dzięki postępowi, wiele 29 W tym momencie dlatego słowo bezpieczeństwo zostało wzięte w cudzysłów, ponieważ od tego momentu  wiadomo jest czym tak naprawdę jest bezpieczeństwo – wyzyskiem innych. 30 Jak wiadomo, często tak jest, że emocje biorą górę nad rozsądkiem i dlatego „przekonujące argumenty”, aby  podziałały, nigdy nie będą racjonalne, zawsze będą emocjonalne. Poza tym jakby było racjonalne to istnieje  niebezpieczeństwo, że zostanie udowodnione coś całkowicie odwrotnego niż zamierzano. 31 Hitler mawiał: „Powtarzaj kłamstwo wystarczająco głośno, wystarczająco często, a ludzie w nie uwierzą”. 119 prac, które były niebezpieczne, zostało zautomatyzowanych(to kwestia bezpieczeństwa  fizycznego)32. Wiele prac, w których kiedyś trzeba było mieć „łeb jak sklep”, przy pomocy  komputera, bądź innego wynalazku, może dzisiaj być wykonywane przez „średniej klasy”  człowieka. To daje odrobinę poczucia bezpieczeństwa, że jeśli od danej usługi klienci się  odwrócą, to nauczenie się kolejnej pracy będzie względnie proste. Poczucie bezpieczeństwa(komfortu psychicznego)jest pojęciem dosyć względnym. Jeden  znajdzie się w danej sytuacji, stres go zżera. Drugi w tej samej sytuacji zachowuje się  spokojnie, ba można nawet powiedzieć, że czuje się jak ryba w wodzie. Czy wobec tego  możemy o danej sytuacji powiedzieć, że jest bezpieczna, bądź nie? Z powodu istnienia wielkich różnic w odbieraniu(percepcji)otoczenia przez poszczególne osoby, bezpieczeństwo może zostać osiągnięte tylko, gdy ludziom da się wolny wybór.  Oczywiście mowa tutaj jest o osiągnięciu bezpieczeństwa bez poniesienia jego kosztów przez inne osoby. W rzeczonym przykładzie nie można było stwierdzić, czy dana sytuacja jest bezpieczna, czy nie. Jeśli nie można tego stwierdzić, to także nie można powiedzieć człowiekowi „zrób to,  dzięki temu osiągniesz komfort psychiczny”. Jeśli każdy człowiek szuka, choćby podświadomie, bezpieczeństwa, to będzie się starał iść  do takiej pracy, gdzie komfort ten zostanie osiągnięty. Wyjście to w żaden sposób nie narusza  wolności innych osób. Co jednak, jeśli człowiek nie znajdzie pracy, w której czuje się bezpiecznie? Niestety, ale dokonanie wyboru w jakiekolwiek dziedzinie praktycznie zawsze wiąże się z ryzykiem33. W tym miejscu należy powiedzieć, że nie każdy człowiek szuka bezpieczeństwa w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Ktoś, kto np. skacze na spadochronie, na pytanie czy to jest bezpieczne, odpowie że oczywiście że nie, a jednak skacze. On to lubi. Daje mu komfort psychiczny. Dlaczego o tym mówię? Mówię o tym dlatego, że tak jak niektórzy lubią skakać  na spadochronie, tak niektórzy wolą iść do pracy, która dla innych jest stresująca, a im daje  „kopa”. I tak to właśnie wygląda. Jedni wolą iść do pracy mniej płatnej, lecz bezpiecznej34
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Oramowanie drogi ku wolności
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: