Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00515 009869 17908484 na godz. na dobę w sumie
Orlica - ebook/pdf
Orlica - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 83
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Po nieudanym napadzie na hiszpańską karawanę przywódca rozbójników musi się ukrywać w górach Atlasu. Wydana po raz pierwszy w 1925 roku powieść Ossendowskiego przenosi czytelnika do przedwojennego Maroka. Rozbójnik Ras ben Hoggar napada na hiszpańską karawanę, jednak niepowodzenie ataku zmusza go do ucieczki i ukrycia się w górach Atlasu, jednak jego piękna żona, Czar Aziza, pozostaje w wiosce. Rozłąka z mężem staje się przyczyną nieszczęścia kobiety. Książka zachwyca opisami pięknej, górskiej przyrody i prostym, nienapuszonym językiem.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. ANTONI FERDYNAND OSSENDOWSKI ORLICA Powieść z życia górali Wysokiego Atlasu 2 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, żda(cid:276)sk 2000 3 R O Z D Z I A Ł P I E R W S Z Y Na starej drodze karawanowej Pomi(cid:266)dzy Tarudantem a hiszpa(cid:276)sk(cid:261) koloni(cid:261) Sidi Ifni istnieje stara droga karawanowa. Przechodzi ona w(cid:261)skimi dolinami, przecinaj(cid:261)cymi ostatnie uskoki dwóch grzbietówŚ od południa Anty-Atlasu, od północy – Wysokiego Atlasu. Źroga ta niegdy(cid:286) była bardzo ucz(cid:266)szczana przez kupców, poniewa(cid:298) tymi dolinami przedzierali si(cid:266) oni ze swoimi wiel- bł(cid:261)dami z Mahrebu1 na brzeg Atlantyku i d(cid:261)(cid:298)yli dalej na południe, do Senegalu, po ko(cid:286)ć słoniow(cid:261), po towary podzwrotnikowe i po czarne, niby z hebanu rze(cid:296)bione, rosłe i pło- mienne niewolnice o spi(cid:298)owych piersiach, białych z(cid:266)bach i oczach o złocistym, nami(cid:266)t- nym połysku. Od pi(cid:266)ciu lat karawany nie sun(cid:261) ju(cid:298) t(cid:261) drog(cid:261), gdy(cid:298) wytkni(cid:266)to inne szlaki, krótsze i dogodniejsze. Pewnej nocy star(cid:261) drog(cid:261) karawanow(cid:261) posuwał si(cid:266) mały oddział konny. Byli to je(cid:296)d(cid:296)cy ze szczepu Szleu. Mo(cid:298)na było ich poznać od razu z orlich nosów, szlachetnych, rycerskich rysów twarzy i postaw, a tak(cid:298)e z długich włosów, zwisaj(cid:261)cych kosmykami z pod białych zawojów. Je(cid:296)d(cid:296)cy mieli pi(cid:266)kne konie górskie o cudnych, ko(cid:286)cistych głowach i cienkich, (cid:286)migłych nogach, a byli dobrze uzbrojeni w długie skałkowe karabiny, ozdobione srebrem i perłow(cid:261) mas(cid:261), prochownice z cyzelowanej miedzi, haftowane, skórzane sakwy, „czakras”, z peł- nym ładunkiem kul, i za pasami krzywe „kumia”, obosieczne, do sierpów podobne hand(cid:298)a- ry. Oddział posuwał si(cid:266) szybko naprzód, i białe lekkie burnusy, jak skrzydła drapie(cid:298)nych ptaków, miotały si(cid:266) nad pochylonymi do ko(cid:276)skich karków je(cid:296)d(cid:296)cami. żdy droga wcisn(cid:266)ła si(cid:266) w gł(cid:266)boki w(cid:261)wóz wcinaj(cid:261)cy si(cid:266) w spadki Ź(cid:298)ebel Orak, je(cid:296)d(cid:296)cy wstrzymali konie, zeskoczyli z siodeł i zwróciwszy rumaki pyskami ku wyj(cid:286)ciu z w(cid:261)wozu wydali krótki, chrapliwy krzyk. Wierzchowce nawykłe do głosów swych panów wspi(cid:266)ły si(cid:266) na zadnie nogi i jak strzały wypuszczone z łuku pomkn(cid:266)ły przebyt(cid:261) ju(cid:298) drog(cid:261) do domu. Je(cid:296)d(cid:296)cy tymczasem obejrzeli miejscowo(cid:286)ć i ukryli si(cid:266) za kupami zwałów skalnych i w wyrwach z obydwóch stron drogi. W w(cid:261)wozie zaległa i zaczaiła si(cid:266) cisza. Najbardziej czujny człowiek nie zauwa(cid:298)yłby obecno(cid:286)ci o(cid:286)miu uzbrojonych ludzi czyhaj(cid:261)cych za skałami. – Ras ben Hoggar! – rozległo si(cid:266) ciche wołanie z poza kamieni. – Co powiesz, Achmedzie! – odpowiedział jeden z zaczajonych Szleu. – Czy dobre wybrali(cid:286)my miejsce na zasadzk(cid:266)? – Lepszego nie znajdziemy na całej drodze! – odparł Ras i zapytałŚ – Czy wygodne ma- cie do strzału kryjówki, towarzysze? – Zupełnie dobre! – odpowiedzieli inni. – Widzimy z nich drog(cid:266) a(cid:298) do zakr(cid:266)tu nad po- tokiem. – Niebezpieczne nasze przedsi(cid:266)wzi(cid:266)cie... – rozległ si(cid:266) niepewny głos Achmeda. 1 Mahreb – arabska nazwa Maroka. 4 – Nie mówiłem tobie, Achmedzie, (cid:298)e jest ono bezpieczniejsze od odwiedzenia kawiarni lub strzału do zaj(cid:261)ca – odparł Ras. – Je(cid:298)eli jednak boisz si(cid:266), to lepiej zmykaj póki czas! – Nie boj(cid:266) si(cid:266) – zaprotestował Achmed – ale nie chc(cid:266) popa(cid:286)ć w r(cid:266)ce wielkiego „kaida”2 żlaui, który z ramienia sułtana i Żrancuzów rz(cid:261)dzi górami i przysi(cid:266)gał, (cid:298)e nawet kobieta i dziecko mog(cid:261) bezpiecznie przechodzić drogami górskimi. W zeszłym roku, gdy około Amizmis górale Suss napadli na jakiego(cid:286) kupca, kaid schwytał ich, kazał (cid:286)ci(cid:261)ć i głowy ich wywiesić na murach swej stolicy w Tarudant. – To inna rzecz! – za(cid:286)miał si(cid:266) który(cid:286) ze Szleu. – Tu napadniemy na karawan(cid:266) hiszpa(cid:276)- sk(cid:261). Ź(cid:261)(cid:298)y ona bez przepustki wielkiego kaida i bez eskorty jego spahisów. Nikt si(cid:266) o losie tej karawany nie dowie, chyba po roku, albo po dwu, gdy szakale i hieny zatr(cid:261) resztki (cid:286)la- dów. B(cid:261)d(cid:296) dobrej my(cid:286)li, Achmedzie! Znowu zapanowała cisza i przez w(cid:261)wóz przemykał si(cid:266) tylko lekki wietrzyk, szeleszcz(cid:261)c w zaro(cid:286)lach suchych tamaryndów i aloesów. Ras ben Hoggar, trzydziestoletni silny i zwinny człowiek, siedział w pierwszej kryjów- ce kieruj(cid:261)c cał(cid:261) wypraw(cid:261). On to miał podać sygnał do napadu wypuszczaj(cid:261)c pierwsz(cid:261) ku- l(cid:266). Ras wyci(cid:261)gn(cid:261)ł si(cid:266) wygodnie po(cid:286)ród kamieni, swój karabin, oparty na skale, skierował na drog(cid:266), czekał i my(cid:286)lał. Źusza jego bł(cid:261)kała si(cid:266) w tej chwili w rodzimych górach około „kasby”, wielkiego wa- rownego gmachu z grubymi murami, wie(cid:298)ycami i pot(cid:266)(cid:298)n(cid:261) bram(cid:261)ś w kasbie mie(cid:286)ciła si(cid:266) cała wie(cid:286), gdzie dom stał przy domu, gdzie przez wszystkie mury przechodziło szerokie, ciemne przej(cid:286)cie, ł(cid:261)cz(cid:261)c wszystkie budynki w jedn(cid:261) cało(cid:286)ć, przypominaj(cid:261)c(cid:261) ul z labiryn- tem woskowych komórek. żóral widział swój dom, a w nim Czar Aziz(cid:266), najpi(cid:266)kniejsz(cid:261) z kobiet w całej okolicy. Poj(cid:261)ł j(cid:261) za (cid:298)on(cid:266) dopiero dwa lata temu, a był szcz(cid:266)(cid:286)liwy, jak tylko mo(cid:298)e być szcz(cid:266)(cid:286)liwy człowiek, którego kocha góralka Szleu. Ras u(cid:286)miechał si(cid:266) do (cid:298)ony, gdy(cid:298) widział j(cid:261) wiotk(cid:261) i zgrabn(cid:261) jak sarna, szybko id(cid:261)c(cid:261) z dzbanem na ramieniu do (cid:296)ródła po wod(cid:266). Szła prawie nie dotykaj(cid:261)c spr(cid:266)(cid:298)ystymi nogami ró(cid:298)owej ziemi, lekko si(cid:266) kołysz(cid:261)c w w(cid:261)skich, silnych biodrach. Źumnie niosła wysok(cid:261), wybujał(cid:261) pier(cid:286) i pi(cid:266)kn(cid:261) głow(cid:266) o oczach jak gwiazdy i ustach podobnych do płatków czer- wonego oleandru. Ras kochał i był kochany. żdy my(cid:286)lał o pieszczotach Czar Azizy, dreszcz biegł mu po grzbiecie i po stawach. Zacz(cid:261)ł nadsłuchiwać, gdy(cid:298) wydało mu si(cid:266), (cid:298)e dolatuje go głos (cid:298)ony (cid:286)piewaj(cid:261)cej star(cid:261) piosenk(cid:266) góralsk(cid:261). – Czy uda si(cid:266) nam dzi(cid:286)? – zapytał cichym głosem siedz(cid:261)cy obok niego Achmed. Ras drgn(cid:261)ł i odpowiedziałŚ – In Cza Allah! Jak zechce Allach! Tymczasem do mroku nocy wlewać si(cid:266) zacz(cid:266)ły niewidzialne potoki szarych cieniów, pó(cid:296)niej białawych, spływaj(cid:261)cych z gór. Zachichotała gdzie(cid:286) zupełnie blisko bł(cid:261)kaj(cid:261)ca si(cid:266) w górach hiena, zaszlochała para szakali, gwizdn(cid:266)ły budz(cid:261)ce si(cid:266) ptaszki, a z ich ostatnim piskiem wierzchołki gór ró(cid:298)owieć zacz(cid:266)ły. (cid:285)witało... Upłyn(cid:266)ła jeszcze godzina i w(cid:261)wozem przemkn(cid:261)ł szakal trwo(cid:298)nie si(cid:266) ogl(cid:261)daj(cid:261)c. Wtedy Ras podniósł si(cid:266), obejrzał karabin, podsypał prochu na panewk(cid:266), umocował si(cid:266) na kola- nach i cicho zakwilił jak jastrz(cid:261)b. żłucho szcz(cid:266)kn(cid:266)ły w w(cid:261)wozie odwiedzione kurki kara- binów. W pół godziny pó(cid:296)niej w ko(cid:276)cu w(cid:261)wozu zaczerniły si(cid:266) jakie(cid:286) postacie. Bystre oczy Rasa dostrzegły obładowane wielbł(cid:261)dy. Szły po dwa i po trzy w rz(cid:261)d, wy- ci(cid:261)gaj(cid:261)c si(cid:266) powoli na w(cid:261)skiej drodze w długi sznur. Z tyłu jechało kilku je(cid:296)d(cid:296)ców. 2 Kaid – ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266), wezyr, gubernator. 5 Ras przepu(cid:286)cił wielbł(cid:261)dy, a gdy przed skał(cid:261), gdzie si(cid:266) czaił, zjawiła si(cid:266) gromadka je(cid:296)d(cid:296)ców, wystrzelił. Zawtórowały mu karabiny towarzyszy. Źwóch je(cid:296)d(cid:296)ców spadło z koni, reszta zawróciła i zacz(cid:266)ła umykać. Karawana dostała si(cid:266) w r(cid:266)ce Szleu. Wybiegli wi(cid:266)c wszyscy ze swych kryjówek na drog(cid:266) i zacz(cid:266)li łapać wielbł(cid:261)dy, rozwi(cid:261)- zywać wory i paki, przegl(cid:261)daj(cid:261)c zdobycz. Byli tak pochłoni(cid:266)ci prac(cid:261), (cid:298)e nie od razu mogli zrozumieć, co si(cid:266) stało, gdy rozległy si(cid:266) nowe strzały, po których Achmed i dwóch innych górali upadło i zacz(cid:266)ło kopać ziemi(cid:266) nogami. Ras obejrzał si(cid:266) i ujrzał kilkunastu je(cid:296)d(cid:296)ców, szybko mkn(cid:261)cych drog(cid:261) i wymachuj(cid:261)cych karabinami. Nie namy(cid:286)laj(cid:261)c si(cid:266) ani chwili góral porwał swoj(cid:261) strzelb(cid:266) i j(cid:261)ł jak (cid:298)bik wspinać si(cid:266) na skały, kryj(cid:261)c si(cid:266) w(cid:286)ród nich i czaj(cid:261)c, obsypywany kulami eskorty broni(cid:261)cej karawany. Wi- dział, jak jeden po drugim padali jego towarzysze, rozpraszaj(cid:261)cy si(cid:266) w ró(cid:298)ne strony niby stadko spłoszonych myszy. Ras dotarł nareszcie do szczytu góry i tu si(cid:266) zaczaił. Słuchał długo i bacznie, lecz po(cid:286)ci- gu nie było. Wytkn(cid:261)wszy głow(cid:266) z poza skał zobaczył ogon karawany wychodz(cid:261)cej ju(cid:298) na obszern(cid:261) płaszczyzn(cid:266) za w(cid:261)wozem. Na drodze za(cid:286) Ras nie dojrzał ciał zabitych towarzy- szy. Zabrali ich ze sob(cid:261)... – domy(cid:286)lił si(cid:266) góral. – (cid:295)le! Teraz dowiedz(cid:261) si(cid:266), która kasba doko- nała napadu. Nie mog(cid:266) powracać do domu, bo utnie mi wielki kaid głow(cid:266). Nie chciał Al- lach dopomóc przedsi(cid:266)wzi(cid:266)ciu Rasa! Jakie(cid:286) złe i ci(cid:266)(cid:298)kie przeczucia (cid:286)cisn(cid:266)ły serce górala. Ze(cid:286)lizn(cid:261)ł si(cid:266) z gór na drog(cid:266), gdzie padli jego towarzysze. Znalazł tu kału(cid:298)e krwi i (cid:286)lad – Zabrali zabitych czy rannych ze sob(cid:261), przekl(cid:266)ci kupcy! – zamruczał Ras ben Hoggar i ciał wleczonych po piasku. gł(cid:266)boko si(cid:266) zamy(cid:286)lił. Cały dzie(cid:276) sp(cid:266)dził (cid:286)ród skał przy małym (cid:296)ródełku, które z trudno(cid:286)ci(cid:261) odnalazł. Ras był do(cid:286)wiadczonym my(cid:286)liwym, od dawna wał(cid:266)saj(cid:261)cym si(cid:266) po górach Atlasu o gło- dzie i chłodzie, wi(cid:266)c umiał sobie radzić. Wynalazł kilka stercz(cid:261)cych z ziemi gołych łodyg „kemji” i zacz(cid:261)ł je wyci(cid:261)gać. Ro(cid:286)lina ta posiadała długie i grube korzenie, którymi szukała dla siebie wody na wielkiej gł(cid:266)boko(cid:286)ci pod ziemi(cid:261), jak prawdziwa mieszkanka pustyni. W ten sposób Ras zaopatrzył si(cid:266) w paliwo, po czym przygotował sobie straw(cid:266), miał bowiem w swojej sakwie kaw(cid:266), kociołek i du(cid:298)y placek „keseras”, upieczony r(cid:266)koma Czar Azizy. Przespał si(cid:266) do wieczora, a po modlitwie, o zachodzie sło(cid:276)ca, ruszył ku domowi. Szedł lekkim, spr(cid:266)(cid:298)ystym krokiem, nawykłym do szybkiego chodzeniaś szedł a(cid:298) do wschodu sło(cid:276)ca. Po modlitwie porannej przebrn(cid:261)ł rzek(cid:266) Suss i zapadł w góry. Tu si(cid:266) za- czaił około (cid:296)ródła, płyn(cid:261)cego w pobli(cid:298)u jakiej(cid:286) wioski. Narwał sobie dojrzałych oliwek i par(cid:266) granatowych owoców, napełnił kociołek wod(cid:261) i wlazł w g(cid:266)ste zaro(cid:286)la fig berberyj- skich. Musiał przeczekać dzie(cid:276), aby po nocy przekra(cid:286)ć si(cid:266) do swojej kasby. Wiedział, (cid:298)e w nocy, gdy bram(cid:266) zamknie wiejski „kadi”3 stary Achmed el Azuin, do kasby nikt si(cid:266) ju(cid:298) nie dostanie, gdy(cid:298) podług prawa do wschodu sło(cid:276)ca wej(cid:286)cie i wyj(cid:286)cie było surowo zakazane. Ras postanowił wi(cid:266)c wy(cid:286)ledzić i rozmówić si(cid:266) z (cid:298)on(cid:261), gdy ona pójdzie rano do studni Tak te(cid:298) uczynił. Źzie(cid:276) cały przespał, cał(cid:261) noc znowu szedł i gdy ujrzał nareszcie na ja- snym niebie ciemne kontury wie(cid:298)yc i murów kasby, prze(cid:286)lizn(cid:261)ł si(cid:266) przez gaje oliwne ku małemu białemu budynkowi o półokr(cid:261)głej kopule i z(cid:266)batych (cid:286)cianach. Była to „kubba” – grobowiec (cid:286)wi(cid:266)tego człowieka Sidi Ali el Slimana, który (cid:298)ył niegdy(cid:286) w kasbie i był kadim po wod(cid:266). 3 Kadi – wójt i s(cid:266)dzia. 6 przed wiekami. Obok kubby mie(cid:286)ciła si(cid:266) gł(cid:266)boka studnia z czyst(cid:261) i cudotwórcz(cid:261) wod(cid:261), któr(cid:261) codzie(cid:276) nabierała w dwa wielkie dzbany gospodarna Czar Aziza dla domu. Wkrótce potem, jak zamilkły nawoływania starego muezzina do modlitwy porannej, z kasby wyszedł tłum kobiet i skierował si(cid:266) ku studni. Z daleka ju(cid:298) Ras rozpoznał swoj(cid:261) (cid:298)on(cid:266). Była najzgrabniejsza, szła najl(cid:298)ejszym krokiem i była najpi(cid:266)kniejsza. – Czar Aziza! Umiłowana na całe (cid:298)ycie! – szepn(cid:261)ł Ras, czuj(cid:261)c jak serce mu zacz(cid:266)ło gwałtownie kołatać w piersi. Wkrótce kobiety przeszły blisko od zaczajonego Rasa, a wtedy on dojrzał pochmurne, strwo(cid:298)one oczy Azizy i jej pi(cid:266)kn(cid:261), blad(cid:261) twarz. Niosła tylko jeden dzban. – Źrugi pewno stłukła – domy(cid:286)lił si(cid:266) Szleu. żdy kobiety nagadawszy si(cid:266) do syta przy studni szły z powrotem, Ras zauwa(cid:298)ył, (cid:298)e Aziza szła na ostatku i bacznie rozgl(cid:261)dała si(cid:266) dokoła, trzymaj(cid:261)c dzban na lewym ramieniu. Ras gwizdn(cid:261)ł z cicha. Kobieta drgn(cid:266)ła i obejrzała si(cid:266) w jego stron(cid:266), po chwili, zało(cid:298)yw- szy woln(cid:261) r(cid:266)k(cid:266) za siebie, uczyniła jaki(cid:286) znak. Ras u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) rado(cid:286)nie. – M(cid:261)dra i przebiegła jak orlica – szepn(cid:261)ł nami(cid:266)tnieś wiedział teraz, (cid:298)e zobaczy si(cid:266) z (cid:298)o- n(cid:261). Istotnie, w porze obiadowej, gdy wszyscy siedzieli w swoich domach w otoczeniu ro- dziny, Aziza, klucz(cid:261)c po gajach i ogrodach, przyszła do niego. – B(cid:261)d(cid:296) pozdrowiony, panie mój i m(cid:266)(cid:298)u! – zawołała z wybuchem, rzucaj(cid:261)c mu si(cid:266) w obj(cid:266)cia i mru(cid:298)(cid:261)c swoje promienne oczy pod jego nami(cid:266)tnymi pocałunkami. – Ju(cid:298) wiem o wszystkim! Źzi(cid:286) po spytkach umarł ostatni z twoich towarzyszy Had(cid:298) ben Abmar wy- znawszy wszystko przed wielkim kaidem. Wiedziałam, (cid:298)e ty nie zginiesz, bo jeste(cid:286) (cid:286)miały jak „sid”4i chytry jak lis. Wiedziałam, (cid:298)e przyjdziesz i czekałam na ciebie, Ras! Nie mo- (cid:298)esz jednak powracać do kasby! Kadi dostał rozkaz schwytać ciebie i odstawić na s(cid:261)d do Tarudantu. Uciekaj! Przyniosłam ci kilka keseras, kawał mi(cid:266)sa i cebuli. Uciekaj jak naj- pr(cid:266)dzej i pami(cid:266)taj, (cid:298)e b(cid:266)d(cid:266) czekała na ciebie, chocia(cid:298)by do staro(cid:286)ci! Bywaj zdrów, niech Allach prowadzi ciebie szcz(cid:266)(cid:286)liwie! żdy zapomn(cid:261) ludzie o wypadku, a ty znajdziesz bez- pieczne schronisko dla nas obojga, przyb(cid:266)dziesz tu i zabierzesz st(cid:261)d swoj(cid:261) Aziz(cid:266), swoj(cid:261) (cid:298)on(cid:266) i niewolnic(cid:266), cie(cid:276) twego ciała i cie(cid:276) twojej duszy. Id(cid:296) ju(cid:298) w imi(cid:266) Allacha! Nast(cid:261)piło krótkie po(cid:298)egnanie. Rasowi łzy (cid:286)cisn(cid:266)ły gardło, gdy odchodz(cid:261)ca Aziza rzu- ciła na(cid:276) ostatnie spojrzenie. Smutek niezgł(cid:266)biony i rozpacz dojrzał m(cid:266)(cid:298)czyzna w pi(cid:266)knych oczach ukochanej. Jednak nie było czasu do namysłu. Czaj(cid:261)c si(cid:266) w krzakach, przypadaj(cid:261)c za kamieniami d(cid:261)(cid:298)ył w góry, jeszcze nie wiedz(cid:261)c dok(cid:261)d pójdzie i jakie b(cid:266)d(cid:261) ich losy. Wkrótce ju(cid:298) góral drapał si(cid:266) na strome spadki porosłe g(cid:266)stym lasem „adrar” i krzakami oleandrów. żdy podniósł głow(cid:266), ujrzał szczyty Atlasu. Połyskiwały i l(cid:286)niły si(cid:266) biel(cid:261) (cid:286)nie- gów i wołały go do siebie głosem niezm(cid:261)conej ciszy i wielkiego spokoju. 4 Sid – lew. 7 R O Z D Z I A Ł D R U G I Włócz(cid:266)ga Ras dopiero przed wieczorem zatrzymał si(cid:266) w gł(cid:266)bokiej kotlinie górskiej. Zbiegały si(cid:266) tu zewsz(cid:261)d zbocza głównego grzbietu Atlasu, od dołu poro(cid:286)ni(cid:266)te krzakami i drzewami, wy(cid:298)ej – wysok(cid:261) i soczyst(cid:261) traw(cid:261), a jeszcze wy(cid:298)ej połyskuj(cid:261)ce barwnymi skałami, uwie(cid:276)- czonymi turbanem ze skrz(cid:261)cych si(cid:266) lodowców. Ras sp(cid:266)dził noc przy małym ognisku, rozpalonym mi(cid:266)dzy skałami. Słyszał nieraz, bu- dz(cid:261)c si(cid:266) co chwila, jakie(cid:286) głosy niewyra(cid:296)ne i chrapliwe. Muflony! – domy(cid:286)lił si(cid:266) Szleu. – Jutro zapoluj(cid:266) na nie... żdy tak my(cid:286)lał, czujnym uchem zacz(cid:261)ł łowić jeszcze inne dalekie odgłosy. Źolatywały one z rzadka, lecz stawały si(cid:266) coraz wyra(cid:296)niejsze. Było to głuche, ponure miauczenie, przerywane niby gło(cid:286)nymi westchnieniami. Ras podniósł głow(cid:266) i nadsłuchiwał czujnie, zrozumiał bowiem, (cid:298)e niebezpieczny s(cid:261)siad kr(cid:261)(cid:298)y dokoła jego kryjówki. Miauczenie i coraz gło(cid:286)niejsze westchnienia zbli(cid:298)ały si(cid:266) szybko, lecz wkrótce umilkły. Wtedy Ras wyra(cid:296)nie poczuł, (cid:298)e kto(cid:286) gro(cid:296)ny i gotowy do napadu przygl(cid:261)da si(cid:266) mu, nie spuszczaj(cid:261)c z niego (cid:296)renic. Szleu porwał za karabin, a potem cisn(cid:261)ł do ognia kupk(cid:266) suchej trawy i gał(cid:266)zi. Ogie(cid:276) z trzaskiem i sykiem buchn(cid:261)ł wy(cid:298)ej, a jego czerwone cienie pobiegły daleko i drgać pocz(cid:266)ły na pogr(cid:261)(cid:298)onych w ciemno(cid:286)ciach skałach. Ras usłyszał wtedy mi(cid:266)kki bieg zwierza, szmer tocz(cid:261)cych si(cid:266) z gór kamyków i – wkrótce zapanowała cisza. Czy(cid:298)by pantera miała tu swe legowisko, a jam tu wlazł nieproszony niby do zajazdu w s(cid:261)siedniej wiosce? – pomy(cid:286)lał człowiek, zawijaj(cid:261)c si(cid:266) w swój burnus i kład(cid:261)c si(cid:266) przy ognisku. Tak sp(cid:266)dził swoj(cid:261) pierwsz(cid:261) noc włócz(cid:266)gi Ras ben Hoggar, mieszkaniec kasby z Ued Tafdift i najlepszy strzelec z całej okolicy. Przed (cid:286)witem Ras zalał wod(cid:261) ognisko i wyruszył na polowanie. Pami(cid:266)tał kierunek, sk(cid:261)d dochodziły go głosy muflonów i skierował si(cid:266) w góry, id(cid:261)c ło(cid:298)yskiem małego potoku pły- n(cid:261)cego z pod (cid:286)niegu bielej(cid:261)cego na szczytach grzbietu. Min(cid:261)ł pasmo lasów i krzaków i wyszedł na spadki pokryte wysok(cid:261) traw(cid:261) i drobnymi krzaczkami kwitn(cid:261)cych ró(cid:298)aneczni- ków. żóral szybko przecinał pi(cid:266)kne ł(cid:261)ki szmaragdowej trawy z bukietami barwnych kwiatów i szemrz(cid:261)cymi strumykami i ostro(cid:298)nie si(cid:266) rozgl(cid:261)dał. Nareszcie dojrzał stadko muflonów. Pot(cid:266)(cid:298)ny, stary samiec o wspaniałych rogach niby wykutych z ciemnego kamie- nia stał na czatach, samki i młód(cid:296) pasły si(cid:266) dokoła, spokojnie skubi(cid:261)c traw(cid:266). Ras zacz(cid:261)ł si(cid:266) skradać przypadaj(cid:261)c do ziemi i czołgaj(cid:261)c si(cid:266) od kamienia do kamienia, od łogu do łogu. Muflon zw(cid:266)szył jednak zbli(cid:298)aj(cid:261)cego si(cid:266) my(cid:286)liwego, a mo(cid:298)e jaki(cid:286) kamyk obsuwaj(cid:261)c si(cid:266) z pod kolan Rasa zdradził jego obecno(cid:286)ć. Baran wydał krótki, trwo(cid:298)ny ryk i po chwili całe stado p(cid:266)dziło ju(cid:298) w szalonym biegu w góry, przesadzaj(cid:261)c wysokie zwały kamieni i szero- kie szczeliny. 8 Ras (cid:286)cigał muflony i znowu podszedł je. Udało mu si(cid:266) podkra(cid:286)ć o jakie pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t kroków do najbli(cid:298)szych zwierz(cid:261)t. Wymierzył starannie i chciał ju(cid:298) strzelić, gdy stado w najwi(cid:266)kszym popłochu zacz(cid:266)ło uciekać, mkn(cid:261)c wprost na Rasa. My(cid:286)liwy strzelił i jeden z młodych samców potoczył si(cid:266) na dół, porywaj(cid:261)c ze sob(cid:261) wi(cid:266)ksze kamienie i zsuwaj(cid:261)ce si(cid:266) lawiny drobnych odłamków i piasku. Nagle pomi(cid:266)dzy skałami mign(cid:266)ło co(cid:286) (cid:298)ółt(cid:261) skór(cid:261) w czarne plamy. Była to pantera. Ras, nie namy(cid:286)laj(cid:261)c si(cid:266), (cid:286)pieszył si(cid:266) z nabiciem swojej strzelby, aby być przygotowanym do mo(cid:298)liwego ataku drapie(cid:298)nika. Pantera tymczasem znikła Rasowi z oczu. Rozgl(cid:261)dał si(cid:266), napró(cid:298)no szukaj(cid:261)c jej dokoła. My(cid:286)liwy s(cid:261)dził, (cid:298)e drapie(cid:298)nik uciekł, spostrzegłszy człowieka, poszedł wi(cid:266)c w t(cid:266) stron(cid:266), gdzie stoczył si(cid:266) na dno w(cid:261)wozu postrzelony przez niego muflonś (cid:286)lizgał si(cid:266) stromym spadkiem góry, skakał przez szczeliny jak kozioł skalny i zbiegał coraz ni(cid:298)ej i ni(cid:298)ej. Nagle zatrzymał si(cid:266) jak wryty, bo usłyszał tu(cid:298) przed sob(cid:261) głuche mruczenie, a w chwil(cid:266) pó(cid:296)niej ryk. Ras ledwie zd(cid:261)(cid:298)ył podnie(cid:286)ć do ramienia karabin i strzelić, gdy pantera, za- czajona za odłamkiem szaro(cid:298)ółtej skały, zrobiła szalony skok. Kula ugodziła besti(cid:266) ju(cid:298) w locie. Upadła i j(cid:266)ła potwornymi pazurami szarpać darnin(cid:266) rozrzucaj(cid:261)c dokoła ziemi(cid:266), tra- w(cid:266) i drobne kamienie. Ras jednak nie zd(cid:261)(cid:298)ył jeszcze na nowo nabić swej strzelby, gdy pantera oprzytomniała, zebrała pod siebie łapy i płaszcz(cid:261)c si(cid:266) na ziemi, przygotowała si(cid:266) do skoku. Szleu odrzucił nie nabity karabin i porwał za swój krzywy nó(cid:298). W tej chwili pantera run(cid:266)ła na człowieka. Rozpocz(cid:266)ła si(cid:266) walka na (cid:286)mierć i (cid:298)ycie. Zwinny Ras wymy- kał si(cid:266) panterze, ra(cid:298)(cid:261)c j(cid:261) no(cid:298)em. Źrapie(cid:298)nik obficie broczył krwi(cid:261), lecz ataku nie przery- wał, usiłuj(cid:261)c wskoczyć na piersi lub na grzbiet my(cid:286)liwemu. Widz(cid:261)c, (cid:298)e pantera słabnie, Ras przyj(cid:261)ł wreszcie atakś gdy łapy drapie(cid:298)nika dotkn(cid:266)ły jego ciała, schylił si(cid:266) i wbiwszy krzywe ostrze kumii wyprostował si(cid:266) poci(cid:261)gaj(cid:261)c nó(cid:298) do góry. Pantera z rozwalonym brzuchem i wypadaj(cid:261)cymi wn(cid:266)trzno(cid:286)ciami run(cid:266)ła jak ra(cid:298)ona piorunem, lecz zd(cid:261)(cid:298)yła zadać ostatni cios wrogowi. Od tego ciosu wszystko zakołowało przed oczami Rasa, wszystko si(cid:266) pokryło czarn(cid:261) mgł(cid:261). My(cid:286)liwemu zapadła si(cid:266) pod nogami ziemia i potoczył si(cid:266) na dół nieprzytomny, zlany krwi(cid:261). Widocznie Allach gniewnym okiem spogl(cid:261)dał na Rasa, gdy(cid:298) spotykał go zawód po za- wodzie... Sło(cid:276)ce zako(cid:276)czyło swój obieg dzienny i znikło za górskimi szczytami na zachodzie, długie cienie zacz(cid:266)ły si(cid:266) ci(cid:261)gn(cid:261)ć przez ł(cid:261)ki ku w(cid:261)wozom i wylewać si(cid:266) do nich ciemnymi potokami, napełniaj(cid:261)c je mrokiem i wilgoci(cid:261). Le(cid:298)(cid:261)cy na dnie gł(cid:266)bokiego jaru Ras dopiero wtedy po raz pierwszy d(cid:296)wign(cid:261)ł si(cid:266) z zalanej krwi(cid:261) trawy. Ź(cid:296)wign(cid:261)ł si(cid:266) i znowu upadł na wznak, blady i wyczerpany. Wkrótce jednak uczynił nowy wysiłek, j(cid:266)kn(cid:261)ł cicho i usiadł. J(cid:261)ł macać dr(cid:298)(cid:261)cymi dło(cid:276)mi głow(cid:266), boki, nogi i pier(cid:286). Źrgn(cid:261)ł ujrzawszy straszliw(cid:261) ran(cid:266) na piersi. Skóra i mi(cid:266)(cid:286)nie były zerwane pot(cid:266)(cid:298)nym uderzeniem pazurów i wisiały jak czerwone strz(cid:266)py łachmanów, zupełnie podobne do przesi(cid:261)kni(cid:266)tych krwi(cid:261) skrawków poszarpanego burnusa. Rana piekła i dotkliwie bolała, przy najmniejszym ruchu powoduj(cid:261)c omdlenie. Silny Ras walcz(cid:261)c ze słabo(cid:286)ci(cid:261) czołgał si(cid:266) dnem w(cid:261)wozu szukaj(cid:261)c wody. Ju(cid:298) nocna mgła pełzła z gór na dno w(cid:261)wozów, przepa(cid:286)ci i jarów, gdy ranny doczołgał si(cid:266) do potoku wartko bie- gn(cid:261)cego (cid:286)ród kamieni. Ras, omdlewaj(cid:261)c z bólu i gor(cid:261)czki, obmył rany, zanurzył rozpalon(cid:261) głow(cid:266) do wody, napił si(cid:266) i znowu padł na wznak, ci(cid:266)(cid:298)ko oddychaj(cid:261)c. Zemdlał, lecz omdlenie wkrótce przeszło w sen, niespokojny, gor(cid:261)czkowy sen. żor(cid:261)cz- ka zmieniła si(cid:266) w dreszcze, wstrz(cid:261)saj(cid:261)ce całym ciałem rannego. Straszne sny i widziadła dr(cid:266)czyły górala. Ras miotał si(cid:266), krzyczał i j(cid:266)czał. Coraz cz(cid:266)(cid:286)ciej widział przed sob(cid:261) pi(cid:266)kn(cid:261), blad(cid:261) twarz Czar Azizy. Schylała si(cid:266) nad nim i skar(cid:298)yła si(cid:266), (cid:298)e kto(cid:286) krzywdzi j(cid:261), nastaje na jej (cid:298)ycie, prze(cid:286)laduje i gn(cid:266)bi. Widzenia te były tak (cid:298)ywe, (cid:298)e Ras zerwał si(cid:266) i pobiegł, krzy- cz(cid:261)cŚ 9 – Id(cid:266), id(cid:266), Azizo, obroni(cid:266) ciebie, zemszcz(cid:266) si(cid:266)!... Pró(cid:298)no szukał dokoła siebie karabinu i no(cid:298)a. Kl(cid:261)ł i szukał, a(cid:298) nagle błysn(cid:266)ło mu wspomnienie o walce z panter(cid:261), gdy to odrzucił od siebie karabin, a swoj(cid:261) wiern(cid:261) kumia zostawił w ciele zabitego zwierza. – Czekaj Azizo, czekaj, pi(cid:266)kna, umiłowana Czar! Obroni(cid:266) ci(cid:266) gołymi r(cid:266)koma, z(cid:266)bami przegryz(cid:266) gardziele tym, co krzywdz(cid:261) ciebie, moj(cid:261) (cid:298)on(cid:266)! Nic nie widz(cid:261)c i nic nie zaznaj(cid:261)c, biegł, padał, lecz znowu si(cid:266) podnosił i biegł dalej. Na- reszcie potkn(cid:261)ł si(cid:266) o kamie(cid:276) i zacz(cid:261)ł si(cid:266) staczać coraz ni(cid:298)ej i ni(cid:298)ej, uderzaj(cid:261)c si(cid:266) głow(cid:261) o kamienie i drapi(cid:261)c sobie twarz i r(cid:266)ce o gał(cid:266)zie krzaków. Zemdlał... Noc min(cid:266)ła, wyjrzało sło(cid:276)ce i stało ju(cid:298) wysoko, lecz Ras wci(cid:261)(cid:298) le(cid:298)ał nieruchomo, do trupa podobny, bielej(cid:261)c w trawie poplamionym krwi(cid:261) burnusem. żdy sło(cid:276)ce zacz(cid:266)ło przypiekać straszliwie, Ras poruszył si(cid:266) kilka razy i usiadł, pod- trzymuj(cid:261)c r(cid:266)koma p(cid:266)kaj(cid:261)c(cid:261) z bólu głow(cid:266). – Umr(cid:266)... – j(cid:266)kn(cid:261)ł – umr(cid:266) i nigdy ju(cid:298) nie nasyc(cid:266) oczu swoich pi(cid:266)kno(cid:286)ci(cid:261) Azizy! Nigdy nie wyjd(cid:266) z tego w(cid:261)wozu. Ranny zacz(cid:261)ł si(cid:266) ogl(cid:261)dać i nie mógł zrozumieć, w jaki sposób dostał si(cid:266) tu na drog(cid:266), poniewa(cid:298) nie pami(cid:266)tał, (cid:298)e biegł dnem w(cid:261)wozu, a(cid:298) upadł i stoczył si(cid:266) z pochyłych spadków do podnó(cid:298)a gór, gdzie przechodziła droga, któr(cid:261) wo(cid:298)ono zwykle drzewo i w(cid:266)giel z Atlasu. Podnie(cid:286)ć si(cid:266) jednak Ras nie mógłś słaby był i przed oczami latały mu zielone i czerwo- ne płatki. Zacz(cid:261)ł wi(cid:266)c czołgać si(cid:266) na brzuchu i kolanach od strumyka, gdzie troch(cid:266) oprzy- tomniał. Siły zwolna mu powracały. – Odpoczn(cid:266) i rusz(cid:266) do domu... Niech mnie s(cid:261)dz(cid:261) i strac(cid:261), lecz musz(cid:266) ujrzeć (cid:298)on(cid:266) i być pogrzebany, jak prawdziwy „mumen”...5 Nie miał jednak sił, aby si(cid:266) podnie(cid:286)ć i i(cid:286)ć, mógł tylko czołgać si(cid:266), pełzn(cid:261)ć, j(cid:266)cz(cid:261)c i omdlewaj(cid:261)c z bólu i zm(cid:266)czenia. Pełzn(cid:261)ł wi(cid:266)c w stron(cid:266) szczytu Sahrid(cid:298), od którego zaczynała si(cid:266) wła(cid:286)ciwa droga do jego wsi. Przeczołgawszy si(cid:266) około stu kroków zemdlał z wyczerpania. Obudził si(cid:266) od przyjemnego zimna i nagle ustaj(cid:261)cego bólu. Ujrzał nad sob(cid:261) jakiego(cid:286) starszego człowieka w białym zawoju na głowie. Człowiek ten przemywał mu rany na głowie i piersi i przykładał jakie(cid:286) ziółka, które wyjmował ze skórzanego woreczka wisz(cid:261)- cego na pasie. Obok stał osiołek z dwiema torbami, przerzuconymi mu przez grzbiet. – Kim jeste(cid:286)? – spytał Ras słabym głosem, usiłuj(cid:261)c podnie(cid:286)ć głow(cid:266). – Le(cid:298)! – rzekł rozkazuj(cid:261)cym głosem starzec. – Jestem Abd er Żerhut, „kahin” i „ha- kim”.6 Mieszkam tu w górach, je(cid:296)dziłem na poszukiwanie ziół magicznych i leczniczych i znalazłem ciebie omdlałego. Rany twoje s(cid:261) niebezpieczne, gdy(cid:298) pazury „namera”7 o tej porze roku s(cid:261) pełne jadu. Zawioz(cid:266) ci(cid:266) do swego domu, gdzie musisz długo le(cid:298)eć, a(cid:298) si(cid:266) wyleczysz, inaczej – (cid:286)mierć! Stary czarownik napoił rannego zimn(cid:261) wod(cid:261) (cid:296)ródlan(cid:261), owi(cid:261)zał mu szmatami oderwa- nymi od burnusa rany i z wielkim trudem wsadziwszy go na osiołka, ruszył z Rasem w drog(cid:266). Osiołek zszedł niebawem z drogi i zacz(cid:261)ł si(cid:266) wspinać spadkami gór. – żdzie mieszkasz, sidi?8 – zapytał Ras. – W grocie szakali – odpowiedział starzec. – Żrancuzi (cid:286)cigaj(cid:261) lekarzy berberyjskich, a wielcy kaidowie dopomagaj(cid:261) im w tym. Musz(cid:266) si(cid:266) kryć, mieszkać na odludziu, lecz wierni znaj(cid:261) sił(cid:266) leków moich i znajduj(cid:261) moj(cid:261) kryjówk(cid:266). 5 Mumen – prawdziwy muzułmanin. 6 Kahin – czarownikś hakim – lekarz. 7 Namer – pantera. 8 Sidi – panś tytuł ludzi znakomitych. 10 – Słyszałem o tobie nieraz, sidi Abd er Żerhut – szepn(cid:261)ł Ras słabym głosem. – Jeste(cid:286) dobroczy(cid:276)c(cid:261) ludzi cierpi(cid:261)cych i moim teraz. Jak(cid:298)e(cid:298) ci si(cid:266) odwdzi(cid:266)cz(cid:266)? Stary hakim zamy(cid:286)lił si(cid:266). Milczał długo, a(cid:298) rzekłŚ – Opowiedz mi, co ci si(cid:266) przydarzyło? Ras opowiedział o zaj(cid:286)ciach ostatnich dni, a wi(cid:266)c o nieszcz(cid:266)(cid:286)liwym napadzie na kara- wan(cid:266), o (cid:286)mierci towarzyszy, o gro(cid:298)(cid:261)cej mu zem(cid:286)cie wielkiego kaida żlaui, o porzuconej (cid:298)onie i o wypadku na polowaniu. – Zabiłe(cid:286), młodzie(cid:276)cze, panter(cid:266)! – wykrzykn(cid:261)ł stary. – Mo(cid:298)esz mi si(cid:266) od razu odwdzi(cid:266)- czyć za pomoc i leki. Czy jeste(cid:286) do(cid:286)ć przytomny i silny, aby przypomnieć sobie miejsce, gdzie le(cid:298)y zabity przez ciebie zwierz? – Je(cid:298)eli znajdziesz czerwone skały Ź(cid:298)urf, wska(cid:298)(cid:266) ci to miejsce, sidi – odparł Ras. – Czy czujesz w sobie do(cid:286)ć siły, aby dojechać tam? – pytał niespokojnie hakim. – My(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e tak! Czuj(cid:266) si(cid:266) silniejszym teraz i ból mi nie dolega – rzekł ranny. – No, to jedziemy, bo gdy drugie sło(cid:276)ce zajrzy zabitej panterze w oczy, straci ona sił(cid:266) magiczn(cid:261) – obja(cid:286)nił starzec. – Musimy si(cid:266) spieszyć. Ras dopomógł czarownikowi wyszukać zabitego zwierza. Starzec był uszcz(cid:266)(cid:286)liwiony i od razu wzi(cid:261)ł si(cid:266) do roboty. Wydłubał panterze oczy, wyrwał jej niektóre kły i pazury, wyci(cid:261)ł serce i worek (cid:298)ółciowy i w ko(cid:276)cu zdarł z grzbietu du(cid:298)y kawał skóry. – Co b(cid:266)dziesz, sidi, robił z tym wszystkim? – pytał zdziwiony Ras. Abd er Żerhut usiadł przy nim i starannie zawijaj(cid:261)c w szmaty swoje skarby, obja(cid:286)niłŚ – Potrzebne mi to było od dawna na talizmany, na najbardziej pot(cid:266)(cid:298)ne „herz” przeciwko ranom i (cid:286)mierci od kul i no(cid:298)a, na podniecenie odwagi, a (cid:298)ółć – na lekarstwo dla synów sułtana. (cid:297)aden z hakimów i kahinów w Mahrebie nie posiada takiego skarbu, jaki trafił dzi(cid:286) w moje r(cid:266)ce! Niech Allach wynagrodzi ciebie, synu! – To ja musiałbym wyrzec te słowa przed tob(cid:261), sidi! – odparł Ras, całuj(cid:261)c podług zwy- czaju starca w r(cid:266)k(cid:266) i w poł(cid:266) jego burnusa. Pó(cid:296)no w nocy dowiózł stary czarownik rannego do swej jaskini. Zanim weszli do wn(cid:266)- trza, hakim wyj(cid:261)ł ze skrytki w skałach butelk(cid:266) z olejem, nalał z niej do małej lampki kilka kropel, zapalił knot, a pó(cid:296)niej oderwał od burnusu Rasa pasemko, przesi(cid:261)kni(cid:266)te krwi(cid:261). – żdy wejdziemy do groty, gdzie, jak wiesz, zawsze maj(cid:261) sw(cid:261) siedzib(cid:266) d(cid:298)inny9, postaw na ziemi lampk(cid:266) i spal na niej ofiar(cid:266) z własnej krwi, mówi(cid:261)c dziewi(cid:266)ć razy te słowaŚ Źem- rat-i-afrit, Mudib, źl-Ahmer, Borkan...10 To powinno przebłagać duchy, b(cid:266)d(cid:261) one miło- sierne dla ciebie, synu! Ras uczynił tak, jak radził starzec, i wkrótce le(cid:298)ał ju(cid:298) na mi(cid:266)kkim posłaniu w zimnej ja- skini, gdzie cicho dzwonił strumyk wytryskuj(cid:261)cy z piersi górskiej i potrzaskiwał ogie(cid:276) rozpalony przez czarownika gotuj(cid:261)cego straw(cid:266). Ras sp(cid:266)dził dwa tygodnie w kryjówce Abd er Żerhuta, czaj(cid:261)c si(cid:266) w gł(cid:266)bi jaskini, gdy do lekarza przychodzili chorzy i potrzebuj(cid:261)cy jego rady nie tylko górale Szleu, Suss i Źraa, lecz nawet Berberowie z północy, z ziemi Źukkala, – Cziadma i Ben-Ahmer. Wkrótce ranny mógł ju(cid:298) chodzić, wi(cid:266)c pomagał swemu dobroczy(cid:276)cy w poszukiwaniu i zbiorach drogocennych i magicznych ro(cid:286)lin, u(cid:298)ywanych w lekach, talizmanach i amuletach, a wi(cid:266)c henna, harmel, udn-ed-far, takandin, kerbiuna, aloes, korzeni dzikiego szafranu, kory drzewa adrar i setek innych traw, ziół, drzew i owocówś łapał w sidła czubate dudki i so- wy, polował na hieny i szakale, bo z mózgu, (cid:298)ółci, oczu i serca tych ptaków i zwierz(cid:261)t Abd er Żerhut sporz(cid:261)dzał czarowne, tajemnicze nufra, hed(cid:298)ab, herz, d(cid:298)eduel i inne talizmany, których nazwy góral nie mógł zapami(cid:266)tać. 9 Ź(cid:298)inn – duch, demon. 10 Niezrozumiałe słowa u(cid:298)ywane w zakl(cid:266)ciach. Prawdopodobnie s(cid:261) to zakl(cid:266)cia, pozostałe po Kartagi(cid:276)czy- kach. 11 Tymczasem t(cid:266)sknota za (cid:298)on(cid:261) nie opuszczała go. Ci(cid:261)gle widział j(cid:261) przed sob(cid:261), trwo(cid:298)ył si(cid:266) jej losem, rwał si(cid:266) dusz(cid:261) i ciałem do swej orlicy, szeptał bezd(cid:296)wi(cid:266)cznymi ustami ty- si(cid:261)czne słowa miłosne a pieszczotliweś po nocach rozmawiał z ni(cid:261), miotał si(cid:266), budził si(cid:266), my(cid:286)l(cid:261)c, i(cid:298) przyszła do niego, a pó(cid:296)niej, (cid:286)ciskaj(cid:261)c z(cid:266)by, łkał i syczał z bólu i rozpaczy. – Źaj mi, sidi, amulet, aby zabić t(cid:266)sknot(cid:266) za Czar Aziz(cid:261) – wołał w rozpaczy, całuj(cid:261)c po r(cid:266)kach starca. Ten smutnie kiwał głow(cid:261) i odpowiadałŚ – T(cid:266)sknota za kobiet(cid:261) jest siostr(cid:261) miło(cid:286)ci, synu mój! Wielka miło(cid:286)ć – to dar Allacha. Jak(cid:298)e(cid:298) mog(cid:266) odbierać ci dar Allacha? Mog(cid:266) dać ci amulet, który odda miło(cid:286)ć twoj(cid:261) w r(cid:266)ce złego ducha, a ten zabije t(cid:266) miło(cid:286)ć na zawsze, bezpowrotnie. Chcesz-li tego? – O nie, dobry sidi, o nie! – wołał góral. – Wol(cid:266) jeszcze gorsz(cid:261) m(cid:266)k(cid:266), lecz bez miło(cid:286)ci do Azizy – umr(cid:266)! Umr(cid:266), sidi! Ras głow(cid:261) bił o ziemi(cid:266), twarz sobie do krwi drapał i krzyczał z t(cid:266)sknoty. Pewnego poranku podszedł do czarownika i rzekłŚ – Niech Allach ma ci(cid:266), sidi, w swojej opiece! Allach el Muhaimin, Allach en Nur, Al- lach el Hadi, Allach el Abad,11 niech b(cid:266)dzie błogosławiony Allach we wszystkich swych dziewi(cid:266)ćdziesi(cid:266)ciu dziewi(cid:266)ciu imionach i niech On wynagrodzi ciebie za mnie – niegod- nego niewolnika swego, swego sług(cid:266) i wyznawc(cid:266)! Musz(cid:266) ju(cid:298) i(cid:286)ć, bo w bezczynno(cid:286)ci nie uporam si(cid:266) z my(cid:286)lami i t(cid:266)sknot(cid:261) moj(cid:261)... B(cid:266)d(cid:266) co(cid:286) przemy(cid:286)liwał, co(cid:286) robił, aby pr(cid:266)dzej czas biegł i aby rychlej przyszła godzina, gdy b(cid:266)d(cid:266) mógł zało(cid:298)yć nowe gniazdo, rozpalić swoje ognisko i ujrzeć przy nim Czar Aziz(cid:266). Niech Allach Akbar ma ci(cid:266) w swej opiece, dobry starcze! Ucałował r(cid:266)ce czarownikowi, do kolan mu padł i poszedł, odprowadzony smutnym wej- rzeniem du(cid:298)ych czarnych oczu Abd er Żerhuta. Milczał stary czarownik, nie mógł słowa pociechy znale(cid:296)ć w swej głowie i sercu, gdy(cid:298) rozumiał, (cid:298)e Allach rzucił odchodz(cid:261)cemu taki dar, który przygniata go do ziemi łatwo zamienić si(cid:266) mo(cid:298)e w przekle(cid:276)stwo, kar(cid:266) i za- gład(cid:266). Za du(cid:298)a jest ta miło(cid:286)ć dla serca Rasa ben Hoggar! – my(cid:286)lał stary czarownik. – Ci(cid:266)(cid:298)ki kawał złota wło(cid:298)ony do małego wora rozrywa go i toczy si(cid:266) z góry, a inni ludzie podnosz(cid:261) złoto, rozerwany za(cid:286) worek wyrzucony zostaje jak łachman nikomu nie potrzebny... Bied- ny nieszcz(cid:266)(cid:286)liwy Ras ben Hoggar! Źok(cid:261)d poprowadzi ci(cid:266) twój los nieubłagany? Starzec opu(cid:286)cił głow(cid:266) stroskan(cid:261) i zapatrzył si(cid:266) w ogie(cid:276), gdzie (cid:298)arzyły si(cid:266) szkarłatne i złote w(cid:266)gle i powoli znikały bez (cid:286)ladu, zlewaj(cid:261)c si(cid:266) z szar(cid:261), martw(cid:261) warstw(cid:261) popiołu... 11 Rytualne imiona Allacha. 12 R O Z D Z I A Ł T R Z E C I W(cid:286)ród w(cid:266)(cid:298)ów Ras pozostawiwszy schronisko czarownika, szedł w(cid:261)wozami górskimi, unikaj(cid:261)c dróg i (cid:286)cie(cid:298)ek w obawie przed spotkaniem z lud(cid:296)mi. Szedł i my(cid:286)lał, co ma ze sob(cid:261) zrobić teraz, gdy pozostał znowu sam na (cid:286)wiecie. W górach albo zginie, albo dostanie si(cid:266) w r(cid:266)ce spahi- sów kaida. Postanowił wi(cid:266)c przedostać si(cid:266) do Marrakeszu, stolicy południa, gdzie w(cid:286)ród dwustu tysi(cid:266)cy mieszka(cid:276)ców utonie w morzu ludzkim, zmieni imi(cid:266) i wygl(cid:261)d i zniknie bez (cid:286)ladu. Szedł wi(cid:266)c górami na przełaj, kieruj(cid:261)c si(cid:266) na Sahrid(cid:298) i dalej na Amizmis, sk(cid:261)d miał przekradać si(cid:266) na równin(cid:266) setkami dróg zatłoczonych karawanami, p(cid:261)tnikami, włócz(cid:266)gami i meskinami12 – dróg, prowadz(cid:261)cych do Marrakeszu. Id(cid:261)c o głodzie, (cid:298)ywi(cid:261)c si(cid:266) korzeniami, orzechami, oliwkami i wod(cid:261) spotkał przy (cid:296)ró- dłach rzeki Suss, na wysokich szczytach Atlasu, dziwnego człowieka. Był to wysoki, chu- dy jak tyka Berber z pod Meknesu, stary wyga, gaduła i kawalarz, lecz zwinny jak w(cid:261)(cid:298) i jak w(cid:261)(cid:298) chytry i zło(cid:286)liwy w powiedzeniach i w błyskach małych zezowatych oczu. Nosił dług(cid:261), rzadk(cid:261), kozi(cid:261) brod(cid:266), której kosmyki zawi(cid:261)zywał w supełki. W okamgnieniu zadał kilka niespodziewanych pyta(cid:276) prostodusznemu góralowi i ju(cid:298) wiedział o nim cał(cid:261) prawd(cid:266). żdy zmieszany Ras, czuj(cid:261)c, (cid:298)e si(cid:266) zdradził, nie wiedział, co ma robić – pozostawać, uciekać, czy po prostu wpakować tej tyce nó(cid:298) pod pi(cid:261)te (cid:298)ebro, ten za(cid:286)miał si(cid:266) i rzekłŚ – Wiem, o czym my(cid:286)lisz w tej chwili, młody byku! Ani uciekniesz ode mnie, ani zabi- jesz mnie, lecz pozostaniesz, bo (cid:298)adna podkowa lepiej nie przypadała memu koniowi ni(cid:298) my obaj – do siebie! Za(cid:286)miał si(cid:266) gło(cid:286)no i prawił dalejŚ – Wyobra(cid:296) sobie, (cid:298)e nazywam si(cid:266) Soff! Po prostu Soff i to bez (cid:298)adnego „ben”, „el”, lub „er”, tylko – Soff! Nikt mi nie mo(cid:298)e zabronić nazywać si(cid:266) Soffem, cha! cha! A teraz zno- wu wyobra(cid:296) sobie, młody byku czy o(cid:286)le, je(cid:298)eli wolisz tego bydlaka, (cid:298)e kto(cid:286) ci powieŚ „Soff przelał tyle krwi w swym (cid:298)yciu, ile nie przelano w całym Marrakeszu przez pi(cid:266)ć latś albo, (cid:298)e Soffa (cid:286)ciga krwawa zemsta w Mahrebie, Algerii, Tunisie, Trypolitanii i w Saha- rze”. Wyobra(cid:298)asz sobie? No, to dobrze! Wiec słuchaj, gdy kto(cid:286) tak powie przy tobie, od- powiedz muŚ „Znałem Soffa, ale on gwi(cid:298)d(cid:298)e sobie na krew i na zemst(cid:266)!” Rozumiesz choć odrobin(cid:266) z tego, co chciałem powiedzieć, ty pusty rogu bawoli? Ras zmarszczył si(cid:266) i odparł spokojnieŚ – Mo(cid:298)e masz racj(cid:266), (cid:298)e dobrze nam b(cid:266)dzie razem. Wi(cid:266)c ani odejd(cid:266), ani pchn(cid:266) ciebie no- (cid:298)em, lecz przysi(cid:266)gam na Allacha i Mahometa, Proroka jego, (cid:298)e je(cid:298)eli jeszcze raz usta twoje wypowiedz(cid:261) słowaŚ „młody byku, młody o(cid:286)le, pusty rogu bawoli”, lub co(cid:286) innego, równie przyjaznego – tyle z ciebie kurzu wytrzepi(cid:266), (cid:298)e si(cid:266) chyba przełamiesz, tyko ogro- dowa! Czy zrozumiałe(cid:286), ty, Soff, bez „ben”, „el” i „er?” Zrozumiałe(cid:286)? To cieszy mnie. A 12 Meskin – (cid:298)ebrak. 13 wi(cid:266)c ty jeste(cid:286) Soff, ja nazywałem si(cid:266) do tej chwili Ras, a teraz jestem Abd, te(cid:298) bez „ben” i innych dodatków. Soff (cid:286)miał si(cid:266) na całe gardło, a(cid:298) echo odzywało si(cid:266) w górach, i wołałŚ – Zuch z ciebie, przyjacielu! Podobasz mi si(cid:266)! Lecz Abd to nie idzie! – Źlaczego? – spytał góral. – Bo Abd to znaczy niewolnik. Czyim jeste(cid:286) niewolnikiem? Chyba moim? – Niech ludzie my(cid:286)l(cid:261), (cid:298)e jestem twoim niewolnikiem – zgodził si(cid:266) Ras. – Na korzy(cid:286)ć to wypadnie i mnie, i tobie, Abd! – rzekł Soff. – In cza Allah! – zako(cid:276)czył t(cid:266) rozmow(cid:266) góral. Nowi przyjaciele ucałowali si(cid:266) w policzki dwukrotnie, jak to stary zwyczaj nakazuje. Soff zacz(cid:261)ł opowiadać o sobie. Był zaklinaczem w(cid:266)(cid:298)ów i włóczył si(cid:266) po całym Maroku, Algerii, Tunisji, zagl(cid:261)daj(cid:261)c nawet do Trypolitanii włoskiej i do źgiptu. – Przybyłem tu po w(cid:266)(cid:298)e – mówił. – Po nowe w(cid:266)(cid:298)e, bo moje zupełnie si(cid:266) zestarzały i osłabły. Nie chciały ani je(cid:286)ć, ani zło(cid:286)cić si(cid:266), ani gry(cid:296)ć. Le(cid:298)ały jak kije lub kawały liny. Sprzedałem je za dobre pieni(cid:261)dze jakiemu(cid:286) fuszerowi z Rabatu i oto jestem tu i łapi(cid:266) sobie w(cid:266)(cid:298)e, mam ju(cid:298) dwa, musz(cid:266) mieć jeszcze trzy lub cztery. Im wi(cid:266)cej ich b(cid:266)d(cid:266) miał, tym po- wa(cid:298)niej i straszliwiej b(cid:266)d(cid:266) wygl(cid:261)dał, tym bardziej teraz, gdy b(cid:266)d(cid:266) miał swego niewolnika. Naucz(cid:266) ciebie swojej sztuki, gdy(cid:298) mo(cid:298)e ci si(cid:266) to nieraz w (cid:298)yciu przydać, młody by... ko- chany przyjacielu. – Źoskonale, (cid:298)e si(cid:266) poprawiłe(cid:286), Soff – za(cid:286)miał si(cid:266) góral – i to, (cid:298)e nauczysz mnie swego fachu. Tego wieczoru stary wyga rozpocz(cid:261)ł nauk(cid:266). Po wieczerzy, siedz(cid:261)c przy ognisku, wystrz(cid:261)sn(cid:261)ł z worka dwa w(cid:266)(cid:298)e. Ujrzawszy je Ras skoczył na równe nogi i odbiegł od ogniska. –Przecie(cid:298) to jadowita „bham!”13 – krzykn(cid:261)ł przera(cid:298)ony. – Tak, to bham – odparł spokojnie Soff. Mówi(cid:261)c to zaklinacz wyci(cid:261)gn(cid:261)ł dło(cid:276) nad w(cid:266)(cid:298)em. Ten podniósł swoj(cid:261) płask(cid:261) głow(cid:266) z szerok(cid:261) paszcz(cid:261) i bacznie (cid:286)ledził za ruchami człowieka. Soff tymczasem ruszał palcami i trzymał dr(cid:298)(cid:261)c(cid:261) r(cid:266)k(cid:266) nad głow(cid:261) wipery. Wszystkie ruchy dłoni były powolne i miarowe, a r(cid:266)ka coraz bardziej si(cid:266) zni(cid:298)ała, a(cid:298) zaklinacz szybkim ruchem dotkn(cid:261)ł głowy w(cid:266)(cid:298)a i przyci- sn(cid:261)wszy j(cid:261) do ziemi drug(cid:261) r(cid:266)k(cid:261) zacz(cid:261)ł gładzić płaza od szyi a(cid:298) do ko(cid:276)ca ogona. żładził lekko i bardzo powolnie, a(cid:298) w(cid:261)(cid:298) zacz(cid:261)ł z(cid:298)ymać si(cid:266) i dr(cid:298)eć, przymkn(cid:261)ł oczy i raz po raz oblizywał si(cid:266) błyskawicznymi ruchami długiego i cienkiego j(cid:266)zyka. – Lubi(cid:261) one to! – szepn(cid:261)ł Soff. – Zaraz u(cid:286)nie... Istotnie po chwili w(cid:261)(cid:298) le(cid:298)ał nieruchomo, nie daj(cid:261)c znaków (cid:298)ycia. Soff wzi(cid:261)ł go do r(cid:261)k, przybli(cid:298)ył do swej twarzy straszliw(cid:261), jadowit(cid:261) paszcz(cid:266) w(cid:266)(cid:298)a, owin(cid:261)ł nim swój zawój, rzu- cał go kilka razy na ziemi(cid:266), niby grub(cid:261) kiszk(cid:266) gumow(cid:261), i znowu brał do r(cid:261)k. – (cid:285)miały z ciebie człowiek! – zawołał zdumiony Ras. – Nie tyle (cid:286)miały, ile m(cid:261)dry! – poprawił go Soff. – Trzeba znać obyczaje w(cid:266)(cid:298)ów. żłod- ny lub półsyty nie da si(cid:266) wzi(cid:261)ć w r(cid:266)ce, napadnie, ugryzie i zabije. Na wolno(cid:286)ci w(cid:261)(cid:298) jest zawsze głodny i rzecz(cid:261) najtrudniejsz(cid:261) i najniebezpieczniejsz(cid:261) jest jego schwytanie. żdy si(cid:266) to ju(cid:298) udało, wtedy reszta stanowi ju(cid:298) zabawk(cid:266). Schwytanego w(cid:266)(cid:298)a pakuje si(cid:266) do wora, gdzie wpuszczam przedtem kilka (cid:298)ab, myszy lub małych ptaszków. żłodny gad rzuca si(cid:266) na zdobycz i najada si(cid:266) straszliwie, po czym jest zupełnie bezsilny i obezwładniony. Od tej chwili w(cid:266)(cid:298)a stale si(cid:266) trzyma w stanie zupełnego nasycenia, a nawet przesycenia. Mo(cid:298)na wtedy z nim robić, co si(cid:266) komu spodoba. Lubi wtedy, gdy go głaszcz(cid:261) po grzbiecie, bo to pomaga trawieniu i zmusza po(cid:298)ywienie, połkni(cid:266)te z ko(cid:286)ćmi, włosami i piórami, posuwać 13 Tak nazywaj(cid:261) górale Atlasu w(cid:266)(cid:298)a – wiper(cid:266) (Vipera Mauritanica). 14 si(cid:266) do (cid:298)oł(cid:261)dka i dalej – do kiszek. Sprawia to w(cid:266)(cid:298)owi tak(cid:261) przyjemno(cid:286)ć, (cid:298)e błogo zasypia. Nieraz widziałem w pustyni i w górach, gdzie si(cid:266) gnie(cid:298)d(cid:298)(cid:261) gady, (cid:298)e w(cid:266)(cid:298)e same, ledwo si(cid:266) czołgaj(cid:261)c, szukały gał(cid:266)zi krzaków lub kamieni, aby si(cid:266) ocierać o nie. Wyci(cid:261)gni(cid:266)ta dło(cid:276) i ruszaj(cid:261)ce si(cid:266) palce przypominaj(cid:261) im wła(cid:286)nie gał(cid:266)zie i dlatego z błogo(cid:286)ci(cid:261) patrz(cid:261) na nie i podnosz(cid:261) si(cid:266), aby si(cid:266) o nie otrzeć. W tym cała sztuka. Trzeba tylko rozumieć w(cid:266)(cid:298)e. Tak zako(cid:276)czył swe opowiadanie Soff. – Czy(cid:298)by bham nigdy nie rzucały si(cid:266) na zaklinaczy? – spytał zdziwiony góral. – Zdarza si(cid:266) to, lecz my staramy si(cid:266) chronić przed jadem w(cid:266)(cid:298)ów – odparł Soff. – Źo- (cid:286)wiadczysz tego na sobie wkrótce, musimy tylko złapać jeszcze kilka gadów, a wtedy po- jedziemy do kubby naszego patrona Mohammeda ben Snussen el Ź(cid:298)ilali i tam uczyni(cid:266) z ciebie najprawdziwszego zaklinacza! Nazajutrz od rana nowi przyjaciele szperali (cid:286)ród kamieni i g(cid:266)stych krzaków, płosz(cid:261)c w(cid:266)(cid:298)e. Obaj byli uzbrojeni w długie tyki z widełkami na ko(cid:276)cu. żóral spotkał kilka w(cid:266)(cid:298)ów i przycisn(cid:261)wszy je widełkami do ziemi wołał na Soffa. Ten przychodził i obejrzawszy (cid:298)mije wyrokowałŚ – Pu(cid:286)ć je na wolno(cid:286)ć, Abd, jest to nieszkodliwy w(cid:261)(cid:298), gro(cid:296)ny chyba tylko dla myszy. Lecz zdobycz nareszcie wpadła w r(cid:266)ce górala. Spostrzegł (cid:286)ród kamieni długiego, prawie czarnego w(cid:266)(cid:298)a szybko uciekaj(cid:261)cego. żdy człowiek dogonił go, gad podniósł si(cid:266) i w tej chwili zacz(cid:266)ła mu nabrzmiewać szyja, a(cid:298) si(cid:266) zmieniła w okr(cid:261)gł(cid:261) tarcz(cid:266), czy krótki płaszcz, zarzucony na kark. żóral, nie namy(cid:286)laj(cid:261)c si(cid:266) długo, zr(cid:266)cznie przycisn(cid:261)ł w(cid:266)(cid:298)a do ziemi swymi widełkami i pocz(cid:261)ł krzyczećŚ – Soff! Soff! Chod(cid:296) pr(cid:266)dzej! Złapałem co(cid:286) du(cid:298)ego i zdaje si(cid:266) porz(cid:261)dnego. Pr(cid:266)dzej, pr(cid:266)- dzej, bo si(cid:266) wyrywa! dojrzał trwog(cid:266). Zaklinacz przybiegł i ujrzawszy w(cid:266)(cid:298)a błysn(cid:261)ł rado(cid:286)nie oczami, w których jednak Ras – Trzymaj go mocno – szepn(cid:261)ł – trzymaj, bo inaczej zginiesz! Jest to najstraszliwszy ze wszystkich w(cid:266)(cid:298)ów kraju – to „naja”. Jad jej niesie (cid:286)mierć pr(cid:266)dsz(cid:261), ni(cid:298) od kuli przeszywa- j(cid:261)cej serce. Trzymaj, ja zaraz powróc(cid:266)! Zaklinacz szybko si(cid:266) oddalił w stron(cid:266) obozu. żdy powrócił, miał ze sob(cid:261) spor(cid:261), skórza- n(cid:261) sakw(cid:266), dobrze czym(cid:286) wypchan(cid:261). Zapu(cid:286)cił do niej r(cid:266)k(cid:266) i wyrzucił na ziemi(cid:266) kilka szczu- rów i myszy, (cid:298)yły, lecz pozostawały nieruchome, poniewa(cid:298) były mocno skr(cid:266)powane cien- kimi drutami lub ko(cid:276)skim włosiem. Soff wybrał najwi(cid:266)kszego szczura i dwie myszy, oswobodził je z p(cid:266)t, a gdy poruszyły si(cid:266) (cid:298)ywiej, przycisn(cid:261)ł im grzbiety długim, do rogu podobnym paznokciem wielkiego palca. Zwierz(cid:261)tka z przełamanymi grzbietami bezradnie wiły si(cid:266) na ziemi. – Puszczaj w(cid:266)(cid:298)a i uciekaj p(cid:266)dem! – wykrzykn(cid:261)ł zaklinacz, odbiegaj(cid:261)c na stron(cid:266). żóral spełnił rozkaz i zatrzymał si(cid:266) o jakie dwadzie(cid:286)cia kroków dalej. Zwolniona naja natychmiast podniosła si(cid:266), rozd(cid:266)ła szyj(cid:266) i zacz(cid:266)ła si(cid:266) ogl(cid:261)dać w(cid:286)cie- kłymi (cid:296)renicami. Od razu dojrzała ruszaj(cid:261)ce si(cid:266) zwierz(cid:261)tka. Wparła w nie swe nieruchome, przenikliwe (cid:296)renice, zamarła, wypr(cid:266)(cid:298)ona, podobna do rze(cid:296)by ze spi(cid:298)u lub czarnego agatu i raz po raz wysuwać zacz(cid:266)ła cienki, długi j(cid:266)zyk, ostry na ko(cid:276)cu jak (cid:298)(cid:261)dło jadowitej muchy. Po chwili uniosła si(cid:266) jeszcze wy(cid:298)ej i w okamgnieniu z szybko(cid:286)ci(cid:261) błyskawicy rzuciła si(cid:266) na szczura, zatopiła w jego ciele straszliwe kły, pełne zabójczej trucizny, jednocze(cid:286)nie obejmuj(cid:261)c ofiar(cid:266) czarnymi zwojami silnego ciała, które si(cid:266) pr(cid:266)(cid:298)yło i drgało w nami(cid:266)tnym skurczu wszystkich mi(cid:266)(cid:286)ni. Szczur ju(cid:298) si(cid:266) nie ruszał, wi(cid:266)c naja wypu(cid:286)ciła go i rozpocz(cid:266)ło si(cid:266) ohydne widowisko połykania ofiary z ko(cid:286)ćmi i włosem. W(cid:261)(cid:298) rozdziawił paszcz(cid:266) i wci(cid:261)gn(cid:261)ł w ni(cid:261) szczura, z trudem łykaj(cid:261)c i wypuszczaj(cid:261)c całe potoki (cid:286)liny. Ciało w(cid:266)(cid:298)a skr(cid:266)cało si(cid:266) w konwulsjach, drgało, a ogon kurczowo czepiał si(cid:266) kamieni lub z rozmachem uderzał o ziemi(cid:266). Nareszcie robota była sko(cid:276)czona. Widać było, (cid:298)e szczur utkwił w gardle, a naja wci(cid:261)(cid:298) łykała, usiłuj(cid:261)c skurczami mi(cid:266)(cid:286)ni przesun(cid:261)ć go dalej. Po szczurze przyszła 15 kolej na myszy. Powtórzyła si(cid:266) ta sama straszliwa i odra(cid:298)aj(cid:261)ca scena. Ostatnia mysz ju(cid:298) nie mogła si(cid:266) zmie(cid:286)cić w gardle naji i do połowy bezwładnie zwisała jej z paszczy. – Teraz w(cid:261)(cid:298) nasz! – zawołał rado(cid:286)nie Soff, podchodz(cid:261)c do nieruchomej (cid:298)miji. Bez (cid:298)ad- nej obawy wzi(cid:261)ł j(cid:261) do r(cid:261)k i poło(cid:298)ywszy sobie na kolanach, zacz(cid:261)ł j(cid:261) gładzić po grzbiecie i brzuchu. W(cid:261)(cid:298) wyci(cid:261)gn(cid:261)ł si(cid:266), lecz wkrótce drgawki j(cid:266)ły biec wzdłu(cid:298) ciała, dowodz(cid:261)c, (cid:298)e mi(cid:266)(cid:286)nie znowu pracować zacz(cid:266)ły, przesuwaj(cid:261)c przełkni(cid:266)te po(cid:298)ywienie dalej i dalej. Powoli znikała zwisaj(cid:261)ca z paszczy mysz, a naja stawała si(cid:266) coraz bardziej bezwładna i nierucho- ma, a(cid:298) usn(cid:266)ła. Wtedy Soff rozwarł jej paszcz(cid:266) i z mi(cid:266)sistych fałdów dzi(cid:261)seł ukazały si(cid:266) straszliwe, zagi(cid:266)te ku tyłowi, ostre kły. – Wypu(cid:286)ciła wszystek jad – zauwa(cid:298)ył zaklinacz – nie jest teraz gro(cid:296)niejsza od (cid:298)aby. Źopiero za dwie godziny w torebkach poło(cid:298)onych tu(cid:298) przy podnó(cid:298)u kłów tworzyć si(cid:266) za- cznie białawy płyn truj(cid:261)cy, którym naja zabija swoje ofiary. Starzy zaklinacze wyrywali w(cid:266)(cid:298)om te torebki, lecz pokaleczone w(cid:266)(cid:298)e (cid:298)yły pó(cid:296)niej krótko, bo nic nie jadły. Teraz ro- bimy inaczej, pozostawiamy im ich jad, lecz trzymamy gady w przesycie, aby były bez- władne i nie miały potrzeby u(cid:298)ywać swych kłów do napadu. Szybko si(cid:266) od tego odzwy- czajaj(cid:261) i rzadko, bardzo rzadko ujarzmiony w(cid:261)(cid:298) ugryzie człowieka, bo ju(cid:298) po paru tygo- dniach nawet przy zabijaniu szczurów nie posiłkuje si(cid:266) z(cid:266)bami, dusi je tylko i łyka. Mówi(cid:261)c to, Soff wrzucił w(cid:266)(cid:298)a do długiego, w(cid:261)skiego koszyka, obwi(cid:261)zanego płótnem. Połów tego dnia był udany, przyjaciele znale(cid:296)li bowiem i schwytali jeszcze trzy wipery i kilka długich czarnych (cid:298)mij, zupełnie do naji podobnych, lecz nie jadowitych i powolnych w ruchach. Sp(cid:266)dziwszy noc przy ognisku, o (cid:286)wicie naładowali swoje koszyki na konia i ruszyli w drog(cid:266). Źopiero przed wieczorem ujrzeli na szczycie góry ruiny białego budynku z okr(cid:261)gł(cid:261) kopuł(cid:261). – La Illah illa Allah u Mahomed rassul Allah, Allah Akbar14 – zawołał Soff. Ras z nabo(cid:298)e(cid:276)stwem powtórzył słowa tradycyjnej modlitwy muzułma(cid:276)skiej i spojrzał pytaj(cid:261)co na towarzysza. – Jeste(cid:286)my u celu naszej podró(cid:298)y – rzekł Soff. – Mamy przed sob(cid:261) grobowiec sidi Mo- hammeda ben Snussen el Ź(cid:298)ilali, patrona zaklinaczy w(cid:266)(cid:298)ów i przewodników karawan. Tu sp(cid:266)dzimy kilka dni, aby(cid:286) mógł posi(cid:261)(cid:286)ć wszystkie tajemnice naszego zawodu i przygotować si(cid:266) do niego nale(cid:298)ycie. Soff sumiennie uczył swego towarzysza wszystkich sztuk zaklinaczy w(cid:266)(cid:298)ów. Nie były one zbyt zawiłe i wymagały tylko pewnej zr(cid:266)czno(cid:286)ci i wymowy. Ras pr(cid:266)dko si(cid:266) nauczył, jak potrzeba odwracać uwag(cid:266) widzów od tego, co robi zaklinacz, który bez przerwy mówi do otaczaj(cid:261)cego go kołem tłumu. Przej(cid:261)ł od Soffa jego pełne ognia modlitwy do Allacha i do patrona zaklinaczy Mohammeda el Ź(cid:298)ilali, formuły niezrozumiałych, tajemniczych zakl(cid:266)ć, nerwowe, porywcze ruchy, podniecaj(cid:261)ce wykrzykniki i zagadkowe mruczenia nie- znanych słów. Soff pokazał mu, jak si(cid:266) nale(cid:298)y obchodzić z w(cid:266)(cid:298)ami, które maj(cid:261) ugry(cid:296)ć zaklinacza na oczach widzów. Soff brał wipery, rozdzierał im jak najszerzej paszcze, a gdy ukazywały si(cid:266) kły, wtedy kapała z nich jadowita ciecz. – Widzisz, Abd – mówił stary zaklinacz – w(cid:261)(cid:298) nie ma teraz w sobie ani krzty trucizny, a wi(cid:266)c jest zupełnie bezpieczny. Mo(cid:298)e teraz ugry(cid:296)ć nowonarodzone dziecko bez (cid:298)adnej przeszkody. Wła(cid:286)nie w takim jałowym stanie powinien ten gad ugry(cid:296)ć zaklinacza. Lecz w(cid:261)(cid:298) jest opchany, nie ma ani zło(cid:286)ci w sobie, ani ch(cid:266)ci do napadu. Jest przejedzony, ospały i prawie bezwładny. Wi(cid:266)c sam zmuszony jestem „gry(cid:296)ć si(cid:266)” jego kłami. Uderzam paszcz(cid:261) w swoj(cid:261) głow(cid:266), a (cid:298)e mam na niej g(cid:266)st(cid:261), dobr(cid:261) czupryn(cid:266), wycieram o ni(cid:261) z z(cid:266)bów płaza resztki trucizny, o ile ona jeszcze pozostała na nich lub w paszczy wipery, a teraz tr(cid:266) si(cid:266) 14 Nie ma Boga oprócz Allacha i Mahometa – proroka przedwiecznego Allacha. 16 czołem o kły. Mogłyby mnie zadrasn(cid:261)ć, gdyby nie były zagi(cid:266)te w tył, a wi(cid:266)c nieznacznie dotykam r(cid:266)k(cid:261) czoła i widzisz, jak spływa z niego struga krwi. Ras krzykn(cid:261)ł przera(cid:298)ony, widz(cid:261)c krew, któr(cid:261) Soff zr(cid:266)cznie rozmazał po całej twarzy. Zaklinacz (cid:286)miał si(cid:266) bezczelnie i obja(cid:286)niał dalejŚ – Rozdusiłem na czole woreczek z p(cid:266)cherza, napełniony czerwon(cid:261) farb(cid:261), przyjacielu! Miotaj(cid:261)c si(cid:266) i krzycz(cid:261)c, rozmazuj(cid:266) j(cid:261) po twarzy. Co? Wygl(cid:261)dam przera(cid:298)aj(cid:261)co? A teraz drgawki i wymioty... Tego si(cid:266) nauczysz pó(cid:296)niej, na praktyce.... Na ko(cid:276)cu modlitwa do Allacha i naszego patrona, po której mokr(cid:261) szmat(cid:261) (cid:286)cieram z twarzy krew i pokazuj(cid:266), (cid:298)e rany, których wcale nie było, zabli(cid:296)niły si(cid:266) bez (cid:286)ladu... Rozumiesz? – Rozumiem! – (cid:286)miał si(cid:266) Ras. – Pami(cid:266)tam, (cid:298)e zawsze z przera(cid:298)eniem spogl(cid:261)dałem na zaklinaczy w(cid:266)(cid:298)ów i prosiłem Allacha, aby im nic złego si(cid:266) nie stało. A to tymczasem zwy- kła sztuka!... – Za któr(cid:261), mój bracie, głupi tłum zawsze łakomy widowiska i niebezpiecze(cid:276)stwa dla swego bli(cid:296)niego, wrzuca do koszyka zaklinacza pieni(cid:261)dze... To ju(cid:298) lepiej, nieprawda(cid:298)? żóral (cid:286)miał si(cid:266) serdecznie i zacz(cid:261)ł powtarzać pokazan(cid:261) mu sztuk(cid:266), a (cid:298)e był to człowiek wesoły i dowcipny, tak zabawnie gadał, (cid:298)e nawet nawykły do podobnych widowisk Soff nie mógł powstrzymać si(cid:266) od (cid:286)miechu. – Źobre pieni(cid:261)dze b(cid:266)dziesz zarabiał, przyjacielu Abd! – wołał, rado(cid:286)nie zacieraj(cid:261)c r(cid:266)ce. – żadasz nie gorzej od błaznów, (cid:286)miesz(cid:261)cych gapiów na Ź(cid:298)ema el Żna.15 To si(cid:266) opłaca! Ja tego nie umiem, wol(cid:266) nabierać widzów na strach i ponure miny, przera(cid:298)aj(cid:261)c tłum. – Po co nałowili(cid:286)my tyle nieszkodliwych czarnych w(cid:266)(cid:298)ów? – zapytał Ras. – Na sprzeda(cid:298)! – odpowiedział Soff. – Kupuj(cid:261) je ch(cid:266)tnie Żrancuzi, gdy(cid:298) te w(cid:266)(cid:298)e wyła- puj(cid:261) myszy w domach, ale najdro(cid:298)ej za nie płac(cid:261) zaklinacze w(cid:266)(cid:298)ów, o ile nale(cid:298)(cid:261) do sekty Ajsaua. – Ach! – przerwał mu góral – to ci dziwacy, co (cid:298)ebrz(cid:261) po drogach i zjadaj(cid:261) paj(cid:261)ki, sza- ra(cid:276)cze, (cid:298)aby i inne nieczyste twory? – Tak! tak! – odparł zaklinacz. – Otó(cid:298) oni, o ile trudni(cid:261) si(cid:266) naszym zawodem, po do- mniemanym ugryzieniu przez w(cid:266)(cid:298)a zamiast modlitwy i zakl(cid:266)ć u(cid:298)ywaj(cid:261) innego sposobu „zniszczenia jadu”. Bior(cid:261) te niewinne (cid:298)mije, przegryzaj(cid:261) im szyje, obdzieraj(cid:261) ze skóry i zjadaj(cid:261) ich mi(cid:266)so, pal(cid:261)c reszt(cid:266) na w(cid:266)glach, jako ofiar(cid:266) demonom, zamieszkuj(cid:261)cym w tru- j(cid:261)cych (cid:298)mijach. Ajsaua drogo, bo po pi(cid:266)ć franków płac(cid:261) za ka(cid:298)dego nieszkodliwego w(cid:266)(cid:298)a. żdy Ras posiadał ju(cid:298) wszystkie tajemnice zaklinania w(cid:266)(cid:298)y, Soff przyst(cid:261)pił do najtrud- niejszej i najbardziej przykrej cz(cid:266)(cid:286)ci zawodu. Musiał zrobić swego towarzysza odpornym na jadowite ugryzienie, na wypadek, gdyby był zaatakowany przez wiper(cid:266) lub naj(cid:266) czy to podczas schwytania dzikiego gada,czy podczas przedstawienia na placu, na oczach gawie- dzi ulicznej. Zaklinacz zrobił na ramieniu Rasa małe naci(cid:266)cie i utoczywszy z kłów w(cid:266)(cid:298)a troch(cid:266) ja- dowitej cieczy, rozpu(cid:286)cił j(cid:261) w wodzie, zmusiwszy towarzysza aby j(cid:261) zmieszał z własn(cid:261) (cid:286)lin(cid:261). Tak przyrz(cid:261)dzonym płynem zalał r(cid:266)k(cid:266). W kilka minut pó(cid:296)niej Ras dostał zawrotu głowy, krew mu napłyn(cid:266)ła do czoła, oczu i ust, drgawki wstrz(cid:261)sn(cid:266)ły całym ciałem, z na- brzmiałych warg i j(cid:266)zyka płyn(cid:266)ła piana, w piersiach rz(cid:266)ziło. Trwało to przez kilka minut, po czym całe ciało zlało
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: