Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00297 020307 17743913 na godz. na dobę w sumie
Ostatni gong - ebook/pdf
Ostatni gong - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 273
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Opis losów pokolenia, które wyrokiem historii opuściło swą kresową małą ojczyznę. Autorka, urodzona we Lwowie gwiazda szczecińskiej Komedii Muzycznej i gdańskiego Teatru „Wybrzeże” opisuje w formie pamiętników czasy swojego dzieciństwa na kresach, młodości w teatrze, przedstawia zakulisowe historie i anegdoty, a także przeżywa sentymentalną podróż do innego już, współczesnego Lwowa
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. Ostatni gong Mojemu m´˝owi - Zdzis∏awowi Bogus∏awa Czosnowska OSTATNI GONG Tower Press Gdaƒsk 2000 Projekt ok∏adki Dariusz Szmidt Autor zdj´cia na ok∏adce Edmunda Bonnauda W tekÊcie zamieszczono zdj´cia Ma∏gorzaty Bramorskiej-Fogiel, Tadeusza Biliƒskiego, Tomasza Degórskiego, Edwarda Hartwi- ga, Zbigniewa Kosycarza, Wojciecha Lendziona, Tadeusza Linka, H. Matuszewskiego, Gra˝y- ny Wyszomirskiej, Edmunda Zdanowskiego oraz ze zbiorów prywatnych Sk∏ad i ∏amanie Jerzy M. Ko∏tuniak Redaktor Monika Podgórniak Korekta Zespó∏ Wydanie pierwsze © Copyright by Bogus∏awa Czosnowska, Gdaƒsk 2000 ISBN 83-87342-23-8 Tower Press Gdaƒsk 2000 SSPPIISS TTRREEÂÂCCII „Teatr i chatyna” – wst´p JJaannaa CCiieecchhoowwiicczzaa MMOOJJEE ˚˚YYCCIIEE WW TTEEAATTRRZZEE II NNIIEE TTYYLLKKOO 1. Rodzice 2. Królowa nocy 3. Dzieci´ce kradzie˝e 4. Biedna pupa 5. Koƒskie dzieciƒstwo 6. To by∏ dopiero Êlub! 7. Szczecin miasto zieleni magnoliami pachnàcy 8. Powrót do Lwowa 9. Kraków w fotoplastykonie 10. Bo ja jestem czarownicà 11. S∏oneczniki obracajà si´ ku s∏oƒcu 12. Francja i Francuzi 13. Nieobecni 14. Profesor Aleksander Bardini 15. A teraz Gdaƒsk 16. Jaƒcia i Kazio Pi´towie 17. Kuba RRYYMMOOWWAANNKKII 1. Chatyna skoƒczy∏a 25 lat 2. Rozmowa z moim Êwierkiem Jasiem 3. Ot, tak mi si´ baje 4. Âwierszczowe trio 5. Wiatr 6. Z∏oty zamek 7. Mój stary fotel - 5- 8. Ma∏y w´gielek 9. Legenda o d´bie 10. R´cznikowe p´teleczki 11. Moêdzierze 12. Polska choinka 13. Rozmowa z Giewontem 14. Obiadowe danie 15. Cz∏owiek na emeryturze 16. Ze mnà sà kwiaty 17. Moje dobranoc - 6- TTEEAATTRR II CCHHAATTYYNNAA 11.. Sztuka i prywatnoÊç. Polskie pami´tniki teatralne, czyli pami´tniki pi- sane przez ludzi teatru (g∏ównie aktorów), si´gajà poczàtków sceny naro- dowej. Pierwszy by∏ tutaj, oczywiÊcie, Wojciech Bogus∏awski jako autor Dziejów Teatru Narodowego, do których do∏àczy∏ nieocenione „wiado- moÊci o ˝yciu s∏awnych artystów” (1820). To stamtàd mo˝emy dowie- dzieç si´ najwi´cej o wizycie trupy Bogus∏awskiego w Gdaƒsku w roku 1811, kiedy to Teatr Narodowy da∏ 21 reprezentacji, „patrzàc na Êwiet- nà postaç mnóstwem wojska nape∏nionego miasta” (g∏ównie wojska na- poleoƒskiego; nawet afisze drukowano wówczas w trzech j´zykach: po polsku, niemiecku, ale i po francusku). Przyk∏ad Bogus∏awskiego-pami´t- nikarza by∏ zaraêliwy. Swoje pami´tniki, czasem nawet w formie dzien- nika, czyli pami´tnika pisanego „na goràco”, pozostawili m.in.: Kazi- mierz Skibiƒski, Jan Nepomucen Kamiƒski i Bogumi∏ Dawison. Nieoce- nione i pierwszorz´dne memuary skreÊli∏ przeci´tny aktor (ale wybitny pami´tnikarz) Stanis∏aw Krzesiƒski, nadajàc im znamienny tytu∏ Koleje ˝ycia, czyli Materia∏y do historii teatrów prowincjonalnych, wydane przez Dàbrowskiego dopiero w roku 1957. Krzesiƒskiemu znacznie ust´- puje Helena Modrzejewska jako autorka Wspomnieƒ i wra˝eƒ, spisa- nych tu˝ przed Êmiercià po angielsku, pe∏nych zmyÊleƒ i egzaltowanego wielos∏owia (wydanych w polskim przek∏adzie tak˝e w roku 1957). Wi´- cej ni˝ wydane w dwóch tomach Wspomnienia Ludwika Solskiego (1955-1961) warty jest Pami´tnik Ireny Solskiej w opracowaniu Lidii Kuchtówny (1978). Z wybitnych aktorów swoje najcz´Êciej nieÊwietne pami´tniki wydali w formie ksià˝kowej m.in.: Zelwerowicz, Adwento- wicz i Fertner. Dok∏adnie tylko w latach 1945-1991 – jak to wyliczy∏a Urszula Rudzka – ukaza∏o si´ 100 ksià˝ek o charakterze pami´tnikarsko- -wspomnieniowym, dotyczàcych teatru. Znalaz∏y si´ tutaj rozmaite nie- dyskrecje teatralne, podró˝e komiczne, gaw´dy, opowiadania, notatniki, przygody i monologi. Za klasyczne zwyk∏o si´ uwa˝aç dzie∏o Adama - 7- Grzyma∏y-Siedleckiego Âwiat aktorski moich czasów (1957), imponujà- cy esej wybitnego i d∏ugowiecznego krytyka – chocia˝ s∏abego dramato- pisarza – kierownika literackiego i dyrektora kilku teatrów (w tym kra- kowskiego i bydgoskiego). Pami´tniki teatralne pisywali nie tylko akto- rzy, ale i re˝yserzy (np. Erwin Axer), radiowcy (np. Tadeusz Byrski), pio- senkarze (np. Mieczys∏aw Fogg), recenzenci (np. August Grodzicki), tan- cerze (np. Loda Halama), pisarze (np. Jaros∏aw Iwaszkiewicz), lalkarze (np. Henryk Ryl), ju˝ nie wspominajàc o dyrektorach teatru (np. Arnold Szyfman) czy dramatopisarzach (np. Jerzy Szaniawski). Odnotowaç te˝ warto bardzo rzadkie pami´tniki suflerów (np. Bronis∏awa Nieszporka) czy wr´cz widzów teatromanów (np. El˝biety Kietliƒskiej). Zdarza∏y si´ u nas swoiste licytacje „na pami´tniki”, które nagle za- cz´∏y ze sobà rozmawiaç. Po znakomitym pami´tniku Zofii Kucówny Za- trzymaç czas (1990), Adam Hanuszkiewicz wyda∏ efekciarskie Psy, hon- dy i drabin´ (1991). Tadeusz ¸omnicki zaproponowa∏ w wyborze Marii Bojarskiej pasjonujàcy zbiór eseistyki teatralnej na temat swoich najwy- bitniejszych ról i dokonaƒ pt. Spotkania teatralne (1984). Tu˝ po Êmier- ci Êwietnego aktora ta sama Maria Bojarska, jego ostatnia ˝ona, wyda∏a frapujàcy i ryzykowny pami´tnik-dziennik Król Lear nie ˝yje, opisujàcy z kontekstami przede wszystkim zmagania si´ ¸omnickiego z materià wielkiej roli szekspirowskiej, ale tak˝e z materià ich wspólnego ˝ycia. Chory na serce Jerzy Stuhr naszkicowa∏ w szpitalu efektownà i niebanal- nà spowiedê artysty pt. Choroba sercowa, wskazujàc raczej mi∏oÊç do sztuki, ani˝eli na stan swego zdrowia. Gustawowi Holoubkowi we Wspomnieniach zniepami´ci towarzyszà rewelacyjne rysunki Kazimie- rza WiÊniaka (1999); jego ˝ona, Magdalena Zawadzka wk∏ada swoimi pami´tnikami po prostu Kij wmrowisko (2000). Nieoceniony i bezkon- kurencyjny Erwin Axer proponuje sobie i czytelnikom kolejne åwiczenia pami´ci (1984, 1991), czyli zbiory olÊniewajàcych esejów i felietonów, gdzie ka˝dy jest w∏aÊciwie osobnà ca∏ostkà, na które wczeÊniej z wielkà ˝ar∏ocznoÊcià rzucali si´ czytelnicy „Dialogu”. Na naszych oczach pami´tniki, pisane najcz´Êciej przez ludzi teatru, którzy wiele ju˝ prze˝yli, coraz bardziej m∏odniejà. Spragnieni zakuliso- wych informacji o swoich idolach teatromani, mogà znaleêç na pó∏kach ksi´garskich ksià˝ki wspomnieniowe na przyk∏ad Olbrychskiego czy Jan- dy, których pami´ci „pomagajà” wynaj´ci specjalnie do tej pracy zawodo- wi dziennikarze, noszàcy w Ameryce miano ghost-writerów. Wiadomo, gwiazdy nie majà czasu (chocia˝ miewajà „czerwone pazury”), tymcza- sem rynek oczekuje „Êwie˝ej porcji” intymistyki, raczej zdecydowanie przedk∏adajàc na przyk∏ad Nag∏e zast´pstwoIzabeli Cywiƒskiej, czyli go- ràcy jeszcze dziennik pani minister kultury (BGW 1992) nad wstrzàsajà- - 8- cy pami´tnik wielkiej aktorki ˝ydowskiej Idy Kamiƒskiej Moje ˝ycie, mój teatr (Kràg 1995). 22.. Pami´tnik Bogus∏awy Czosnowskiej Ostatni gong nie do koƒca jest chyba pami´tnikiem. Poza oczywistym kontekstem historyczno-teatral- nym z dziejów polskich pami´tników teatralnych (od Bogus∏awskiego do dziÊ), prowokuje równie˝ do krótkiej choçby konstatacji na temat posta- wy autobiograficznej i ró˝nych form literatury intymnej (od wspomnie- nia do „∏˝e-dziennika”). Okazuje si´, ˝e pami´tnik nie musi byç wcale prozatorskà relacjà o zdarzeniu, którego autor by∏ Êwiadkiem lub uczest- nikiem. Czosnowska wybiera przecie˝ w pewnej chwili „rymowanki”, czyli mow´ wiàzanà, aby w tej formie opowiadaç nie tylko o swoim fote- lu, ale i o sztuce. Wiadomo, ˝e pami´tnik mo˝e byç traktowany jako êró- d∏o wiedzy historycznej (cz´sto êród∏o ba∏amutne). Nie przestaje wszak- ˝e pozostawaç nade wszystko tzw. dokumentem osobistym, czyli zapi- sem subiektywnego widzenia Êwiata, zjawisk i ludzi, w∏asnych przeko- naƒ i pasji. Pami´tnik jest wreszcie tak˝e po prostu formà piÊmiennic- twa, gatunkiem paraliterackim, który wr´cz przygotowa∏ narodziny po- wieÊci. Nale˝y do pism osobistych – jak list czy dziennik intymny. Wca- le nie musi sztywno trzymaç si´ chronologii. Trzyma si´ na przyk∏ad ka- lendarza Jan Chryzostom Pasek jako autor Pami´tników, obejmujàcych – rok po roku – lata 1656-1688; bagatelizuje kalendarz Maria Kuncewi- czowa jako autorka Fantomów, która dok∏adnie w 34 sekwencjach przy- wo∏uje z pami´ci najró˝niejsze klisze i zdarzenia. Czosnowskiej bli˝sza jest oczywiÊcie Kuncewiczowa ni˝ Pasek. JeÊli pami´tnik tym ró˝ni si´ od autobiografii, ˝e nie analizuje raczej Êwiata intymnego autora, lecz nastawiony jest na relacje o zdarzeniach zewn´trznych, to wówczas Czosnowskiej „s∏oneczniki obracajà si´ ku s∏oƒcu”, ale i ku autobiogra- fii w∏aÊnie, gdzie autorka z takà samà atencjà traktuje swojà kolekcj´ moêdzierzy, jak i aktorstwo i prywatnoÊç Marii Malickiej, dla której bez przerwy podgrzewa∏a rosó∏ z makaronem. Zapiski Czosnowskiej naj- bli˝sze sà jednak po prostu wspomnieniom, formie du˝o luêniejszej ni˝ pami´tnik. Na pewno nie mogà byç nazwane dziennikiem, pisanym „dzieƒ po dniu”, chocia˝ wiele zapisków zosta∏o przez autork´ ob∏o˝o- nych miejscem i datà napisania. Ostatni tekst powsta∏ bodaj w grudniu 1999; najwi´cej „migawek” pochodzi jednak z lat osiemdziesiàtych. Pi- sane zwykle by∏y w Sianowie LeÊnym, gdzie Busia i Zdzich majà swojà letnià chatyn´; czasem w Gdaƒsku, Szczecinie, Zakopanem czy Pozna- niu. Jasno widaç, ˝e Busia – jak jà wszyscy pieszczotliwie nazywajà – wozi swój pami´tnik ze sobà, pisze w ró˝nych miejscach, przynajmniej - 9- na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. W pami´tniku Czosnowskiej opowieÊç o w∏asnym ˝yciu i potrzeba mówienia o sobie i swoich najbli˝- szych sà mo˝e istotniejsze ani˝eli ch´ç zapisania najwa˝niejszych wyda- rzeƒ z historii teatru wspó∏czesnego, których Êwiadkiem i uczestnikiem by∏a autorka. Troch´ wedle zasady: by∏am przy tym. Pami´tnik wi´cej bodaj mówi o Busi ni˝ o scenie, wi´cej o chatynie ni˝ o teatrze. Bardzo wyraênie przesuwa si´ od literatury faktu w stron´ literatury wyznania. Inna sprawa, ˝e Czosnowska nigdzie nie obiecuje, ˝e b´dzie mówi∏a „prawd´ i tylko prawd´”. Jej wspomnienia cz´sto sà po prostu „dziura- we”, czyli bardzo selektywne. Czosnowska pisze tylko o tym, o czym ma ochot´ pisaç. Fala autobiografizmu, ˝eby u˝yç Êwietnej formu∏y Ma∏go- rzaty Czermiƒskiej, zalewajàca ksià˝k´ Czosnowskiej, spycha nierzadko autork´ na mielizny doÊç ∏atwego optymizmu, wszechogarniajàcej rado- Êci istnienia, z poniechaniem tego, co najwa˝niejsze w ˝yciu spo∏ecznym i politycznym, które najwyraêniej ma∏o autork´ obchodzi. Jej „s∏onecz- niki obracajà si´ ku s∏oƒcu” zaÊ na pewno nie obracajà si´ ku sprawom publicznym, naznaczone pi´tnem klerka, czyli w tym wypadku artysty, który stroni od spraw ˝ycia politycznego i od sporów Êwiatopoglàdowych (przynajmniej w pami´tniku). Czosnowskiej nie interesuje ani szesna- Êcie miesi´cy „SolidarnoÊci”, ani stan wojenny. Troch´ tak, jakby ich wcale nie by∏o. Autorka przyjmuje raczej introwertycznà postaw´ auto- biograficznà, gdzie Êwiat jest tylko bodêcem dla „ja” wewn´trznego, „ja” lirycznego i „ja” optymistycznego. Od czytania zdecydowanie woli goto- wanie, nad bibliotek´ przedk∏ada chatyn´. Uwielbia rymowanie, w wol- nych godzinach pisuje wierszyki, odczytywane póêniej w gronie przyja- ció∏. W swojej ksià˝ce Czosnowska pomieÊci∏a ostatecznie teksty o na- turze hybrydycznej: proz´ i wiersz, narracj´ i wyznanie, wspomnienie i zapis chwili, budujàce w rezultacie form´ amorficznà i wielogatunko- wà, na dobrà spraw´ trudnà nawet do nazwania. 33.. Bogus∏awa Czosnowska by∏a niewàtpliwie gwiazdà dwóch teatrów: szczeciƒskiej Komedii Muzycznej za czasów Czosnowskiego (pierwszego m´˝a artystki) oraz gdaƒskiego Teatru „Wybrze˝e” za czasów Goliƒskie- go. Jako aktorka zagra∏a oko∏o 200 ról; jako re˝yser wyre˝yserowa∏a bli- sko 60 przedstawieƒ. Na scenie przebywa∏a w∏aÊciwie nieprzerwanie od dziesiàtego roku ˝ycia. Zaczyna∏a we Lwowie, swoim rodzinnym mieÊcie (rocznik 1926), bodaj od roli Jacka w scenicznej adaptacji O dwóch ta- kich, co ukradli ksi´˝yc. Po blisko pi´çdziesi´ciu latach Czosnowska wróci do swego debiutu jako autor i re˝yser nowej wersji scenicznej uro- czej powieÊci Kornela Makuszyƒskiego, powierzajàc w Gdaƒsku rol´ Jac- - 10- ka m∏odziutkiej Dorocie Kolak (w roli Placka partnerowa∏a jej Dorota Lul- ka). Przedstawienie Czosnowskiej, nazywane po prostu widowiskiem mu- zycznym, doczeka∏o si´, bagatela, oÊmiu ró˝nych realizacji w ró˝nych mia- stach PRL-u. By∏o w teatrze tamtych czasów szlagierem niemal na miar´ wczeÊniejszej o prawie çwierç wieku ekranizacji historii Jacka i Placka w wersji Brzechwy i Batorego z braçmi Kaczyƒskimi w g∏ównych rolach. Tak˝e we Lwowie Busia Czosnowska, córka piel´gniarki i wzi´tego la- ryngologa, u którego porady lekarskiej szuka∏ cz´sto sam Kiepura, rozpo- cz´∏a regularnà edukacj´ aktorskà. Bronis∏aw Dàbrowski pisze w swoim pami´tniku pt. Na deskach Êwiat oznaczajàcych (1977) o Bogus∏awie Michna-Czosnowskiej jako o wyró˝niajàcej si´ s∏uchaczce Studia przy Polskim Teatrze Dramatycznym we Lwowie „zaraz po wojnie”. WÊród kole˝anek Busi znalaz∏y si´ wówczas m.in. Ludwika Castori i Zofia Pe- try. Adepci sztuki aktorskiej niemal natychmiast wchodzili na scen´. Pracami Studia kierowa∏ Aleksander Bardini – „Sasza”, prowadzàcy z kandydatami na zawodowców zaj´cia z dykcji oraz elementarnych za- daƒ aktorskich. Historii literatury i teatru uczy∏ Czosnowskà dr Jerzy Koller, plastyk´ ruchu ustawia∏a Maryna Broniewska, zaÊ nad umuzykal- nieniem pracowa∏ Sylwester Czosnowski, za którego 18-letnia wówczas Busia, pi´kna i szczup∏a, wysz∏a najzwyczajniej za mà˝ (ma∏˝onek by∏ dok∏adnie 18 lat starszy od panny m∏odej). Czosnowska pisze o swoim pierwszym ma∏˝eƒstwie artystycznym wiarygodnie i bez upi´kszeƒ. Nie na tyle jednak, aby przypomnieç na przyk∏ad, ˝e Polski Teatr Dramatycz- ny we Lwowie by∏ – mimo wszystko – scenà propagandowà, gdzie przed spektaklami cz´sto wyg∏aszano referaty o Êwietlanej przysz∏oÊci komuni- stycznej Polski i o wdzi´cznoÊci dla wyzwoleƒczej armii radzieckiej. Na- wet w inscenizacji WeselaBronis∏aw Dàbrowski usunà∏ wszelkie akcen- ty religijne, chocia˝ Wyspiaƒski wyraênie domaga si´ „ogromnych obra- zów” Matki Boskiej Ostrobramskiej i Cz´stochowskiej nad drzwiami weselnymi. Re˝ysera lwowskiej premiery arcydramatu bardziej jednak interesowa∏y rewolucyjne przemiany w spo∏eczeƒstwie polskim po II wojnie Êwiatowej, zapowiadajàce bankructwo panów, którzy „nie chcà chcieç”. Czosnowska potrafi za to, wzruszajàco i pi´knie – niczym Adam Zagajewski – opowiadaç o Lwowie na co dzieƒ, tak˝e wówczas, gdy przy- je˝d˝a do rodzinnego miasta i do rodzinnego domu (przy ulicy Zyblikie- wicza 15) po trzydziestu latach nieobecnoÊci. Jest to jej prawdziwa „po- dró˝ do Lwowa”. W ramach akcji repatriacyjnej lwowiacy spod znaku Dàbrowskiego ostatecznie trafili do Katowic i do Szczecina. W Katowicach Dàbrowski objà∏ niemal natychmiast (po dymisji Adwentowicza i Horzycy) dyrekcj´ Teatru Âlàskiego im. Wyspiaƒskiego. W Szczecinie Czosnowski (po dy- - 11- misji Bronis∏awa Skàpskiego) zosta∏ dyrektorem Komedii Muzycznej przy ulicy Swaro˝yca 5, przemianowanej wkrótce na dzisiejszy Teatr Pol- ski. Dla Busi Czosnowskiej, czyli pani dyrektorowej, Szczecin jest nie- zmiennie miastem „magnoliami pachnàcym”. Miastem aktorskich triumfów Marii Malickiej i Artura M∏odnickiego, gdzie nierzadko pre- miery odbywa∏y si´ co dwa tygodnie. Tutaj narodzi∏a si´ legendarna Bu- sia kucharka (pierwsza potrawa: duszone cynaderki). Czosnowska Êwietnie podglàda ˝ycie, troch´ gorzej sam teatr. Byç mo˝e dlatego, ˝e zdarza si´ jej graç 15 ról w sezonie, co – jak na debiutantk´ przed dyplo- mem – wydaje si´ ci´˝arem ponad si∏y. Pierwsze podejÊcie do egzaminu aktorskiego u Korzeniewskiego Czosnowska obla∏a (a któ˝ nie obla∏?); ostatecznie zosta∏a aktorkà zawodowà z pe∏nymi kwalifikacjami rok póê- niej, zdajàc egzamin u Szletyƒskiego (musia∏ to byç rok 1948). W Szcze- cinie gra∏a du˝o i dobrze, w∏aÊciwie bez wytchnienia. Na przyk∏ad Klar´ w ZemÊcie Fredry, albo El˝biet´ w Rozdro˝u mi∏oÊci Zawieyskiego, czy Ann´ w Dwóch teatrach Szaniawskiego (Ann´ i Panià), albo Hani´ w G∏upim JakubieRittnera. Szkopu∏ jednak w tym, ˝e tak naprawd´ Ko- media Muzyczna pod dyrekcjà Sylwestra Czosnowskiego by∏a teatrem doÊç p∏askim i raczej „deserowym”. Ambitniejsze pozycje repertuarowe zdarza∏y si´ z rzadka. Na co dzieƒ królowa∏y subretki, ga∏ganki i inne rozkoszne dziewczyny. Wielkim walorem pami´tnika Czosnowskiej jest to, ˝e artystka pisze w ca∏oÊci „od siebie”, ˝e nie korzysta z recenzji i opi- nii prasowych. Nadaje to pami´tnikowi charakter bez reszty autorski. Gdyby jednak si´gn´∏a do prasy szczeciƒskiej tego czasu, szybko by si´ okaza∏o, ˝e zarówno rzetelny i wymagajàcy dr Stanis∏aw Telega g∏ównie na ∏amach „Odry” – jak i Walerian Lachnitt czy Tymoteusz Karpowicz wielokrotnie pisali o teatrze „na zakr´cie”, toczyli wr´cz batali´ o likwi- dacj´ „bigosu ukraiƒskiego” w repertuarze, przebàkiwali nawet o zjawi- sku „artystycznie i spo∏ecznie szkodliwym”. Prawdà jednak jest i to, ˝e na Manewry mi∏osne czy Ciotk´ Karola publicznoÊç wali∏a drzwiami i oknami, zaÊ ambitnego G∏upiego Jakuba trzeba by∏o Êciàgnàç po 10 wieczorach przy zaledwie 14 frekwencji. Na miejscu Czosnowskiej nie broni∏bym równie˝ tak mocno rzeczywi- Êcie wybitnej aktorki, Marii Malickiej, która przecie˝ nie dlatego znala- z∏a si´ w Szczecinie, ˝e zapa∏a∏a nagle mi∏oÊcià do pachnàcych magnolii, ale dlatego, ˝e w okresie okupacji przez cztery lata wspó∏pracowa∏a z jaw- nym Teatrem Komedia, co poczytywano za akt kolaboracji z Niemcami i decyzjà Komisji Weryfikacyjnej ZASP zosta∏a pozbawiona prawa wyst´- powania w Warszawie, Krakowie, Katowicach, ¸odzi i Poznaniu oraz zo- bowiàzana do wp∏acania 10 swoich zarobków na fundusz pomocy sie- rotom po poleg∏ych aktorach. - 12- 44.. Po wyjeêdzie ze Szczecina, czyli po roku 1948, Bogus∏awa Czosnow- ska tu∏a∏a si´ przez prawie dziesi´ç lat po ró˝nych scenach i estradach. Popasa∏a krótko m.in. w warszawskich RozmaitoÊciach, olsztyƒskim Te- atrze im. Jaracza, poznaƒskim Teatrze Satyryków, w ∏ódzkim Teatrze 7.15. Bezskutecznie zabiega∏a o etat w którymÊ z teatrów krakowskich, odprawiona z kwitkiem zarówno przez Dàbrowskiego, jak i przez Bili- ˝ank´. I chocia˝ jej mi∏oÊç do Krakowa nie zna granic (artystka pisze o 29 domach, do których mo˝e pod Wawelem w ka˝dej chwili zapukaç), Czo- snowska nigdy nie by∏a krakowskà aktorkà. Zazna∏a trudów „aktora w podró˝y”, kiedy obje˝d˝a∏a samochodem z przyczepà niemal ca∏à Pol- sk´ z rozmaitymi programami estradowymi typu Ró˝owy wieczór. Do Gdaƒska Êciàgnà∏ Busi´ dyrektor Antoni Biliczak w roku 1957. A w∏aÊciwie do Gdyni. Czosnowska zawsze mieszka∏a blisko teatru. Naj- przód na Âwi´tojaƒskiej 41, w pobli˝u przes∏awnej „stodo∏y”, która spa- li∏a si´ w listopadzie 1960. Potem (i do dziÊ) w Gdaƒsku, na Podwalu Staromiejskim 108, vis-á-vis gmachu przy Targu W´glowym. U Hübne- ra gra∏a sporo, ale raczej nie w tych sztukach, które przesz∏y do historii teatru polskiego. Nie zagra∏a ani w Kapeluszu pe∏nym deszczuGazzo ani w HamlecieSzekspira w inscenizacji Andrzeja Wajdy. Nie zagra∏a u Swi- narskiego, za to zagra∏a u Korzeniewskiego. Nie zagra∏a w polskiej pra- premierze Nosoro˝ca Ionesco w re˝yserii Hübnera, za to zagra∏a Laur´ w Kordianie S∏owackiego w re˝yserii ˚ukowskiej. W pami´tniku z roz- brajajàcà szczeroÊcià napisze, ˝e role romantycznych kochanek powinny byç dla niej po prostu zakazane, co wydaje si´ prawdà. W Operze za trzy grosze Brechta Êwietnie jej si´ uda∏a rola Jenny, a specjalnie song o na- rzeczonej pirata. W latach 1960–1967 dyrektorem artystycznym Teatru „Wybrze˝e” by∏ ju˝ Jerzy Goliƒski. Bogus∏awa Czosnowska prze˝ywa wówczas swój ak- torski d∏ugi zenit. Zrywa ostatecznie z komedià muzycznà i erotycznà, aby odnaleêç swoje miejsce w rolach charakterystycznych (artystka pisze w tym miejscu o „zaci´ciu charakterystycznym”). Ju˝ Katarzyn´ w Po- skromieniu z∏oÊnicySzekspira – jeszcze za Hübnera (1959) – w re˝yserii ˚ukowskiej zagra∏a w stylu groteski buffo, mocno dystansujàc si´ na przyk∏ad do koƒcowego monologu uleg∏ej ˝ony, którà Petruccio – Michal- ski tresowa∏ niczym myÊliwskiego soko∏a, troch´ „na chama” – jak pisa∏ nieoceniony Marek Dul´ba (w co ch´tnie wierz´). Tak˝e Lichwiark´ w Hübnerowskiej Zbrodni ikarze zagra∏a Busia jako „etiud´ z transfor- macji”. M∏oda gra∏a starà. U Goliƒskiego rozkwita∏a jak królowa przed- mieÊcia, proponowa∏a kreacj´ za kreacjà. Po Racheli w WeseluWyspiaƒ- skiego, przysz∏a tytu∏owa królowa przedmieÊcia Mania w Królowej - 13- przedmieÊcia Krum∏owskiego, po Otylii we Franku V Dürrenmatta – ˚wawiƒska w Henryku IV Szekspira, po Matyldzie w Fizykach znowu Dürrenmatta – Szekspir, S∏owacki, Brecht i Dürrenmatt nie schodzili u Goliƒskiego z afisza – stworzy∏a Czosnowska bodaj kreacj´ ˝ycia, za- gra∏a Pilar w polskiej prapremierze Komu bije dzwonHemingwaya. I za- raz potem jakby dla niej napisanà tytu∏owà rol´ w Matce Courage Brech- ta. Na przestrzeni pi´ciu lat siedem wybitnych ról! Uwielbiany przez Czosnowskà profesor Konrad Górski dwukrotnie kwitowa∏ jej Êwietne osiàgni´cia na Festiwalu Teatrów Polski Pó∏nocnej w Toruniu, piszàc o rolach Otylii i Pilar, gdzie artystka podobno „prze- sz∏a samà siebie”, zaÊ triumf „Wybrze˝a” ratowa∏ honor teatralnej Polski. Jak to by∏o naprawd´? – pyta∏ zwykle w takich okolicznoÊciach Antoni S∏onimski. Otó˝ Otyli´, ˝on´ dyrektora banku Franka V, gangstera i ban- dyty, zagra∏a Busia demonicznie. W czarnej, d∏ugiej i obcis∏ej sukni (nie pami´tam, ˝eby aktorka gra∏a kiedykolwiek z odkrytymi nogami), z me- dalionem na szyi, ze srebrnà laskà w r´ce, kreowa∏a postaç kobiety z∏ej, zbrodniarki „na zimno”, której delikatnie zaczyna mi´knàç g∏os dopiero wówczas, kiedy zaczyna mówiç o swoich dzieciach. Stanis∏aw Dàbrow- ski jako Frank V by∏ zaledwie md∏ym „uzupe∏nieniem ˝ony”. Zenon Cie- sielski poruszony tragiczno-operowo-groteskowà rolà Czosnowskiej (chocia˝ nie samym przedstawieniem), widzia∏ ju˝ Busi´ jako najlepszà z mo˝liwych Klar´ Zachanassian w Wizycie starszej pani Dürrenmatta, o której artystka marzy∏a przez wiele lat – nadaremno. Z pami´tnika do- wiedzieç si´ mo˝na, ˝e autorka, jak przysta∏o na aktork´ charaktery- stycznà, lubi zmieniaç twarz „nie do poznania”, lubi si´ charakteryzo- waç, jak kiedyÊ Rapacki, albo niedawno jeszcze Âwiderski czy nawet ¸omnicki. Ma jednoczeÊnie ÊwiadomoÊç, ˝e to ju˝ jest nieco stary teatr, ˝e dzisiaj podobne efekty osiàga si´ grà, a nie „przebieraniem si´”. Oka- zuje si´ na przyk∏ad, ˝e jej Otylia we Franku V nosi∏a na twarzy masecz- k´ z ciasta naleÊnikowego wymieszanego z pudrem. Tak jak Matka Cou- rage, która dla wywo∏ania efektu twarzy zniszczonej przez wiatr, decydo- wa∏a si´ na u˝ycie popio∏u z papierosów z odrobinà pudru i surowym bia∏kiem, co dobrze widaç na zachowanych fotografiach Tadeusza Linka. Równie˝ Pilar nosi∏a mocnà charakteryzacj´. Cyganicha z fajkà w z´- bach. Maria – Króliczek grana przez G∏owackà by∏a dziewcz´ca i jasna; Pilar grana przez Czosnowskà m´ska i ciemna. Rozczochrane w∏osy, brudny wyciàgni´ty sweter, smag∏a twarz. Jej Pilar a˝ kipia∏a od nami´t- noÊci, z lekka dzika i barbarzyƒska, rubaszna, ale i serdeczna. Zanim po- jawi∏a si´ na scenie wyprzedza∏ jà z∏owrogi krzyk (jak wejÊcie Dulskiej u Zapolskiej): Co robisz ty leniwy, pijany, sproÊny, plugawy synu, pluga- wej, niezam´˝nej cygaƒskiej sproÊnoÊci? Co robisz?Na co Cygan przed- - 14- stawia∏ Czosnowskà publicznoÊci krótko i lakonicznie: To jest Pilar. Po prostu. ˚eby od razu by∏o widaç, z kim mamy do czynienia i kto tu rzà- dzi. O m´˝czyznach Pilar ma wyrobione zdanie, ˝e to wstyd dla kobiet, ˝e ich w ogóle rodzi∏y. W tym przedstawieniu (adaptacj´ opracowa∏a Ró- ˝a Ostrowska) Pilar zwyczajnie i brutalnie opowiada∏a wojn´, która dla niej najcz´Êciej cuchn´∏a Êmiercià. Czosnowska zbudowa∏a swojà rol´ na dzia∏aniach fizycznych. Roz∏o˝ysta, krzykliwa, grubiaƒska. Jurna i nie- opanowana. Czu∏a dla rodzàcej si´ mi∏oÊci m∏odych (Jordana i Marii), ale za to bezwzgl´dna w walce. Mo˝e a˝ nazbyt przerysowana w mi´sistej, naturalistycznej poetyce, szczególnie w stosunku do rapsodycznej raczej konwencji ca∏oÊci, dope∏nionej dalekà od jakiejkolwiek dos∏ownoÊci mu- zykà Krzysztofa Pendereckiego. I jeszcze markietanka Anna Fierling, znana pod przezwiskiem Matki Courage. Ludzka wesz ˝erujàca na wojnie trzydziestoletniej, na której w Niemczech zgin´∏a po∏owa ludnoÊci. Czosnowska ostatecznie nie zde- cydowa∏a si´ ani na hien´ wojennà, ani na cierpiàcà Niobe – jak celnie pisa∏ Ciesielski. Ona by∏a jednoczeÊnie wytworem, wyznawczynià i ofia- rà wojny. Wojna to interes; wojna to Êmierç. A w∏aÊciwie i jedno, i dru- gie. Gdaƒski debiut aktorski w roli Kucharza Andrzeja Szalawskiego, Ju- randa ze Spychowa, z którym Matk´ Courage ∏àczy szorstka, ledwo skry- wana mi∏oÊç. Marek Dul´ba – krytyk przenikliwy – widzia∏ wczeÊniej kreacj´ Heleny Weigel w Berlinie i Ireny Eichlerówny w Warszawie, teraz zobaczy∏ kreacj´ Czosnowskiej w Gdaƒsku. I z pe∏nym przekonaniem postawi∏ na Busi´, fenomenalnie rozk∏adajàcà ekspresj´ aktorskà na dwa dominujàce w jej ˝yciu uczucia: mi∏oÊç i chciwoÊç (albo odwrotnie). Bru- talna mocna baba w ∏achmanach, której wojna zabra∏a wszystkie dzieci, majàca odwag´ zaÊpiewaç nad zw∏okami córki swój ostatni song: ... Po- legli Êpià. / Aten, kto uniós∏ ca∏y ∏eb, / Znowu nak∏ada czapk´ swà. Mimo wszystko nie bardzo potrafi´ zrozumieç decyzj´ Andrzeja ˚u- rowskiego, który przygotowujàc dla „Czytelnika” pasjonujàcy tom ese- jów Ludzie w reflektorach (1982), nie zdecydowa∏ si´ ostatecznie na przedruk ze swoich Gdaƒskich sylwetek teatralnychportretu Bogus∏awy Czosnowskiej (zobacz: „G∏os Wybrze˝a” 1970 nr 127). W ksià˝ce „˚u- ra” znalaz∏o si´ m. in. miejsce dla: Gwiazdowskiego, Szalawskiego, Iga- ra, Bisty, Gordona, ¸apiƒskiego oraz Winiarskiej, zabrak∏o zaÊ dla Busi Czosnowskiego, której pozycj´ rzeczywiÊcie zaj´∏a w póênych latach szeÊçdziesiàtych wielka Halina Winiarska, proponujàc na wszystkich scenach Teatru „Wybrze˝e” swój niezwyk∏y „kameralny monumenta- lizm”. Obie zagra∏y w Gdaƒsku Rachel´: Czosnowska w Weselu Goliƒ- skiego i Bunscha (1960), Winiarska w Weselu Hebanowskiego i Ko∏o- dzieja (1976). Obie zagra∏y swoje role troch´ wbrew tradycji teatralnej. - 15- Czosnowska nie by∏a dumnà ˚ydówkà z podniesionym czo∏em, raczej zal´knionà i przestraszonà pannà z MoÊkowej karczmy, po˝eraczkà ksià- ˝ek, która przeczyta∏a wprawdzie ca∏ego Przybyszewskiego, ale z konwer- sacjà ma wcià˝ niejakie k∏opoty, zraniona brutalnie w swojej mi∏oÊci przez Poet´. Winiarska równie˝ nie zagra∏a sentymentalnej panienki, ale kobiet´ dojrza∏à, samotnà i pe∏nà goryczy, obcà w bronowickiej chacie, dotkni´tà w póênym staropanieƒstwie nieoczekiwanym uczuciem do Po- ety; eterycznym i pastelowym. Nigdy jednak nie zdarzy∏o mi si´ widzieç znaczàcego „pojedynku na role” mi´dzy Czosnowskà a Winiarskà w jednym spektaklu. Inne czasy, inne emploi, inny styl. W roku 1981 Czosnowska ostatecznie przesz∏a na emerytur´ i niemal zupe∏nie wycofa∏a si´ ze sceny (chocia˝ dobrze pa- mi´tam na przyk∏ad jej Królow´ Ma∏gorzat´ w Iwonie, ksi´˝niczce Bur- gunda Gombrowicza w re˝yserii Majora, 1977). Busia Czosnowska umar∏aby jednak z bezczynnoÊci. To dlatego równie˝ kierowa∏a w latach 1977–1982 pracami Studia Aktorskiego przy Teatrze „Wybrze˝e” (nie myliç ze wcià˝ dzia∏ajàcym Studiem Wokolno-Aktorskim przy Teatrze Muzycznym im. Baduszkowej, gdzie Busia tak˝e uczy∏a). Bodaj przez dwie kadencje by∏a przewodniczàcà oddzia∏u gdaƒskiego SPATiF-u (czyli ZASP-u). Jeêdzi∏a do Bu∏garii, ale i do Amsterdamu, rozmawiajàc z cel- nikami w j´zykach obcych, a nie na migi. Przede wszystkim jednak Bogus∏awa Czosnowska zacz´∏a re˝yserowaç i to zarówno w teatrze dramatycznym, jak i w muzycznym (tutaj przede wszystkim). Zaczyna∏a od bardzo zabawnej Jadzi wdowyRuszkowskiego- -Tuwima w Teatrze „Wybrze˝e” jeszcze za dyrekcji Hebanowskiego (1977). Czosnowska by∏a przez lata ca∏e nieskoƒczonà iloÊç razy asysten- tem re˝ysera. Teraz sama przej´∏a stery. Kiedy pojawi∏a si´ w operze, na- mówiona przez d∏ugoletniego kierownika muzycznego „Wybrze˝a” Jerze- go Michalaka, wówczas dyrygenta w Paƒstwowej Operze i Filharmonii Ba∏tyckiej, chyba W∏odzimierz Nawotka przyjaênie dowcipkowa∏: „Czo- snowska w operze. Koniec Êwiata!”. Tymczasem Busia przygotowywa∏a premier´ za premierà. Tylko w gmachu przy alei Zwyci´stwa 15 zrealizo- wa∏a ich osiem. Re˝yserowa∏a przedstawienia operowe i muzyczne na scenach Krakowa (wreszcie!), Poznania, ¸odzi, Szczecina, Lublina, Ko- szalina, Tarnowa, Warszawy, Rzeszowa i jeden Bóg raczy wiedzieç, gdzie jeszcze. A˝ 10 premier przygotowa∏a we wspó∏pracy z jej ukochanym sce- nografem Józefem (Ziukiem) Napiórkowskim. Debiutowa∏a w operze Po- tajemnym ma∏˝eƒstwem Cimorosy (1978), ale póêniej re˝yserowa∏a jeszcze m. in. Hrabin´ i Straszny dwór Moniuszki, Don Pasquale Doni- zettiego czy Ksi´˝ycowy Êwiat Haydna. Przy niewyobra˝alnym deficycie re˝yserów w polskim teatrze muzycznym (w tym operowym) Czosnow- - 16- ska sta∏a si´ doÊç niespodziewanie poszukiwanym fachowcem w tej dzie- dzinie. Przecie˝ re˝yserów operowych w Polsce z prawdziwego zdarzenia mo˝na policzyç na palcach jednej r´ki (liczmy: Ryszard Peryt, Marek Weiss-Grzesiƒski, Jitka Stokalska, Jan Szurmiej, Maria Fo∏tyn, mo˝e Gruza, mo˝e Pampiglione). P∏akaç si´ chce. Czosnowska nie ma oczywi- Êcie specjalnych z∏udzeƒ, co do swojej profesji re˝ysera operowego. Skromnie pisze, ˝e nie jest wielkim re˝yserem. Umie poprowadziç pró- by, umie s∏uchaç, boi si´ za to jak ognia tzw. koncepcji przedstawienia. Jej skupienie na ostatnich próbach jest tak wielkie, ˝e odczuwa wr´cz ból fizyczny w ∏okciach. Ca∏a Czosnowska. 55.. Teraz ju˝ krótko. Niewiele jest wart taki pami´tnik, który zupe∏nie nie odkrywa prywatnoÊci autora. Marek H∏asko zwyk∏ nawet mawiaç, ˝e pa- mi´tnik powinien byç równie intymny jak ∏ó˝ko, inaczej nie ma za du- ˝ego sensu. Busia Czosnowska nie odkrywa, oczywiÊcie, tajemnic swojej alkowy, chocia˝ tu i ówdzie napomknie o „prawie narzeczonym Hanusz- kiewiczu”, o listach Zaczyka, o taƒcu z Dodkiem Dymszà. Z przypadko- wych dosyç rozmów i z plotki zakulisowej (niekoniecznie szeptem) znacznie wi´cej wiem o ˝yciu intymnym Busi ani˝eli z jej pami´tnika. Czosnowska wyczulona jest za to na prywatnoÊç innego typu. Pasjami lubi rozprawiaç o chatynie, po∏o˝onej jakieÊ dziewi´ç kilometrów od Mi- rachowa, gdzie Busia i Zdzich, jej drugi mà˝ (nazywany równie˝ Me- niem) znaleêli swojà arkadi´, Soplicowo, Eden. Bardzo rozrzewni∏y mnie opowieÊci o miejscowych leÊnikach, Jaƒci i Kaziu Pi´tach, ale i o Kubie, czyli màdrym karpiu, którego Zdzich hoduje w miejscowym jeziorze nie po to, aby podaç go na stó∏ przy specjalnej okazji, ale po to, aby s∏uchaç jego mlaskania. Czosnowska najcz´Êciej wybiera dla swoich baj´d o cha- tynie i jej urokach form´ ma∏o skomplikowanych rymowanek. I nie jest to w∏aÊciwie poezja, którà mo˝na pokochaç po literacku. Raczej naiw- niutkie wierszyki cz´stochowskie, pisane najcz´Êciej „dziesiàtkà”, tak jak leci, bez wysi∏ku i specjalnego namys∏u. O ile wiem, aktorzy prawie nigdy nie byli dobrymi poetami. Dobiegajàcy setki Solski rymowa∏ doÊç okropnie nawet w listach. Wiersze pisa∏ i wydawa∏ Leszek Herdegen. Ni- na Andrycz, ˝ona premiera Cyrankiewicza, bodaj jako jedyna potrafi∏a zredagowaç i wydaç zarówno tomik niez∏ych wierszy To teatr(1983), jak i pami´tnik My rozdwojeni (1992). Bogus∏awa Czosnowska w swoim Ostatnim gongu pami´tnik pisany prozà po∏àczy∏a z wierszami, histori´ ˝ycia w teatrze z historià ˝ycia w chatynie. Moim zdaniem warto przebiç si´ przez dosyç szczeniackie wierszowanie Czosnowskiej, aby zaraziç si´ jej optymizmem, zobaczyç Êwiat, który nie wyszed∏ z formy, odszukaç - 17- d´by, p´telki, kwiaty i przedmioty, które u Busi majà chyba rzeczywiÊcie ludzkà twarz, skoro nawet kuchnia nazywana jest Genowefà, fotel nosi imi´ Augusta Mocnego, zaÊ prozaiczny kibel to po prostu LaluÊ. Bardzo zazdroszcz´ Busi i Zdzichowi ich Sianowa LeÊnego, które zdecydowanie przebija moje Koluszki. Zazdroszcz´ im równie˝ kochania, nieznacznie tylko przes∏oni´tego melancholià przemijania. Chcia∏bym jednak zauwa- ˝yç, ˝e Ostatni gong zwiastuje wprawdzie jakiÊ fina∏, ale równie˝ zapra- sza na kolejny spektakl, jestem przekonany, ˝e nie tylko w teatrze. A po- za tym „ka˝dy ma inny Êwit” (ale i Êwiat!), jak to zapisa∏ w swoich wspo- mnieniach Jerzy Afanasjew z Sopotu, pierwszy chyba przed Busià pa- mi´tnikarz teatralny z trójmiejskim adresem. O Wojciechu Siemionie mawiano kiedyÊ, ˝e to taki aktor, który „nie wypije, nie zje, wcià˝ gada poezje”. O Bogus∏awie Czosnowskiej (niech mi Pani wybaczy t´ Busi´) mo˝na by powiedzieç, ˝e rzeczywiÊcie nie wy- pije, ale zje i owszem z apetytem, no i ˝e poezj´ rymowanà pisze na za- wo∏anie i bez opami´tania, jakby ju˝ nie mog∏a inaczej. Jan Ciechowicz - 18- MOJE ˚YCIE W TEATRZE I NIE TYLKO - 19- - 20- Dawno temu, latem, na molo w Sopocie spotka∏am profesora Konra- da Górskiego z Torunia. Rozmawia∏am z nim doÊç d∏ugo. Ten uroczy – starszy ju˝ wiekiem, ale jak˝e m∏ody duchem – pan, opowiada∏ tak zaj- mujàco i z takà Êwie˝oÊcià umys∏u, ˝e mog∏am go s∏uchaç bez koƒca. Kiedy w trakcie rozmowy nieÊmia∏o zasugerowa∏am, ˝e powinien pisaç pami´tniki, odpar∏, i˝ wszyscy go do tego namawiajà, ale on wierny jest s∏owom pewnego francuskiego uczonego: „drzewo zamienione w papier, umiera”. Jak˝e g∏´boko zapad∏y mi w dusz´ te s∏owa. Jako aktorka w 1981 roku przesz∏am na emerytur´, ale nie przesta∏am pracowaç. Nie umia∏abym ˝yç bez pracy. Ka˝dà wolnà chwil´ wype∏niam re˝yserià, spotkaniami Êrodowiskowymi i podró˝ami. A poza tym, mimo s∏ów profesora Górskiego, korci mnie, aby pisaç – przynajmniej spróbo- waç. Powspominam wi´c dzieciƒstwo, niektóre podró˝e, teatr, ludzi, mo- je dziwne czasem przygody i przeczucia. Po prostu spróbuj´ pozbieraç pi- sane przez lata skrawki mojego ˝ycia, które wype∏niajà pami´ç i wcià˝ sà takie ˝ywe. - 21- RODZICE Jestem córkà lekarza, doktora W∏adys∏awa Michny. Ojciec pochodzi∏ z bardzo prostej rodziny spod ¸aƒcuta, ale ukoƒczy∏ szko∏´, a potem stu- dia w Krakowie, mimo ˝e by∏y to bardzo trudne czasy. Zosta∏ Êwietnym laryngologiem, i choç stajàc si´ leka- rzem, „wyrodzi∏ si´” i sprzeniewierzy∏ ch∏opstwu, to jednak w duchu i sposobie bycia ch∏opem pozosta∏ do samego koƒ- ca. Nosi∏ si´ jak Witos, w koszuli zapi´- tej pod szyjà, ale zawsze bez krawata. Zi- mà zak∏ada∏ Êwitk´, a latem p∏ócienne bia∏e ubranie. Do wszystkich mówi∏ per „ty”, do starszych od siebie – per „wy”, a jeÊli kogoÊ bardzo nie lubi∏, u˝ywa∏ for- my dla siebie zupe∏nie obcej: „pan”, „pa- ni”. Uznawa∏ tylko dwa imiona: Zosia i Ja- sio. Moja mamusia, choç mia∏a na imi´ Henryka, dla niego by∏a Zofià, moja sio- stra otrzyma∏a na chrzcie oczywiÊcie imi´ Zofia. Nie wiadomo zupe∏nie dla- czego ja... zosta∏am Bogus∏awà. Ka˝dego 15 maja – w imieniny Zofii – tata jecha∏ doro˝kà do kliniki z ogrom- nym nar´czem kwiatów, poniewa˝ ka˝da kole˝anka, ka˝da piel´gniarka i wreszcie ka˝da pacjentka – wed∏ug niego – mia∏a imieniny. Kochali go wszyscy pacjenci. Szczegól- nie jednak uczuciem darzyli go ci, którzy nie mieli czym zap∏aciç za prywatnà wi- zyt´. Tata cz´sto takich w∏aÊnie pacjen- tów pyta∏: „No co, Jasiek (albo Zosiu), - 22- Tata latem na ulicy Akademickiej we Lwowie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ostatni gong
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: