Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00295 013908 14457789 na godz. na dobę w sumie
Ostatnia noc  - ebook/pdf
Ostatnia noc - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 221
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8320-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Blake Remington uwielbiał ryzyko, i zapłacił za to wysoką cenę. Po wypadku w górach przeszedł serię operacji. Lekarze wierzą jednak, że wkrótce zacznie chodzić, musi tylko ściśle współpracować ze swoją rehabilitantką. Diana należy do najlepszych w zawodzie. Jej umiejętności i optymizm pomogły już wielu pacjentom, pomagają również Blake’owi. Niestety radość z udanej terapii mąci fakt, że wzajemne stosunki Diany i Blake’a stają się coraz bardziej skomplikowane…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Linda HOWARD OSTATNIA NOC Tłumaczyła Lena Huppert Tytuł oryginału: Come Lie with Me Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 1984 Redaktor serii: Graz˙yna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Krystyna Barchańska-Wardęcka Korekta: Sylwia Kozak-Śmiech, Krystyna Barchańska-Wardęcka ã 1984 by Linda Howington ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i serii Harlequin Gwiazdy Romansu są zastrzez˙one. Wydawnictwo Arlekin – Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8320-3 Gwiazdy Romansu ROZDZIAŁ PIERWSZY Ocean miał hipnotyzujące działanie. Diana poddała mu się bez reszty, w milczeniu przypatrując się tur- kusowym falom, które raz po raz obmywały olśnie- wająco biały piasek. Nie nalez˙ała do osób kochających bezczynność, jednak dziś naprawdę się cieszyła, z˙e siedzi na tarasie w wynajętym domku na plaz˙y z wy- ciągniętymi przed siebie nogami, długimi i opalonymi, i moz˙e wpatrywać się w fale, słuchając ich łagodnego szumu w powtarzającym się rytmie przypływu i od- pływu. Ten niezwykły widok przecinały co jakiś czas białe mewy, których piskliwy krzyk dopełniał symfonii tworzonej przez wodę i wiatr. Wystarczyło spojrzeć na prawo, by dostrzec słońce w postaci wielkiej złocistej kuli, która zanurzała się w mie- niącym się ogniście lustrze oceanu. Mogłoby z tego wyjść niesamowite zdjęcie, ale Diana nie chciała teraz wstawać i iść po aparat. Miała za sobą wspaniały dzień, który upłynął jej na spacerze wzdłuz˙ plaz˙y 6 Ostatnia noc i kąpieli w turkusowych wodach Zatoki Meksykań- skiej. Naprawdę z˙yć, nie umierać! To były idealne waka- cje. Od dwóch tygodni przechadzała się po nieskazitel- nych plaz˙ach Panama City na Florydzie, wreszcie sama, szczęśliwa i rozleniwiona. W jej domku nie było zegara i odkąd tu przyjechała, czas przestał dla niej istnieć. Nie było waz˙ne, o której godzinie się zbudzi. Po tych dwóch wspaniałych tygodniach czuła się jak nowo narodzona. Nagle jej uwagę przykuła z˙aglówka, która powoli i leniwie dobijała do brzegu. Diana była tak pochłonię- ta podziwianiem jej pięknego zarysu, z˙e w pierwszej chwili nie dostrzegła męz˙czyzny, który wyszedł na pokład. Zwróciła na niego uwagę dopiero wtedy, gdy przeszedł na dziób i łódź zaczęła się kołysać. Nie mogła oderwać oczu od tego idyllicznego widoku. Wysoki, szpakowaty męz˙czyzna równiez˙ przez dłuz˙- szą chwilę patrzył w jej stronę. Pomyślała, z˙e zupełnie nie pasuje do tej scenerii. Panama City, znany kurort wakacyjny, słynęło ze swojego niepowtarzalnego, cał- kowicie wyluzowanego klimatu, tymczasem on miał na sobie nienaganny trzyczęściowy garnitur. Wolnym krokiem zmierzał w jej kierunku i od razu pomyślała, z˙e pewnie musi mieć w pantoflach mnóst- wo piasku, który wdzierał się dosłownie wszędzie. – Pani Kelley? – zagaił uprzejmie. Zdziwiona, zdjęła nogi z balustrady i wstała. – Tak, zgadza się, Diana Kelley. Z kim mam przyjemność? – Richard Dylan, proszę mi wybaczyć, z˙e niepoko- ję panią w czasie urlopu, ale muszę pilnie z panią porozmawiać. Linda HOWARD 7 – Proszę usiąść. – Diana wskazała nieznajomemu lez˙ak obok siebie i usiadła, przybierając swoją po- przednią pozycję. – A więc w czym mogę panu pomóc? – Jakieś sześć tygodni temu pozwoliłem sobie do pani napisać... Chodziło o Blake’a Remingtona, pa- cjenta, którego chciałbym powierzyć pani opiece. – Blake Remington? Ach, tak, przed wyjazdem na urlop wysłałam odpowiedź, nie otrzymał jej pan? – Owszem, otrzymałem, ale przyjechałem, by pro- sić panią, z˙eby pani raz jeszcze przemyślała swoją decyzję. Jego stan wciąz˙ się pogarsza, jestem przeko- nany, z˙e pani... – Nie jestem cudotwórczynią – przerwała mu Dia- na – zajmuję się teraz innymi przypadkami i nie rozumiem, dlaczego miałabym stawiać potrzeby pana Remingtona na pierwszym miejscu. Inni tak samo potrzebują mojej pomocy. – Są na granicy z˙ycia i śmierci? – zapytał twardo Richard. – Z pana listu nie wynikało, z˙e jest az˙ tak źle. Pisał pan, z˙e ostatnia operacja się udała. Poza mną są przeciez˙ jeszcze inni terapeuci, równie dobrze pracują- cy z pacjentami... Richard Dylan wbił wzrok w zatokę, która mieniła się złociście od promieni zachodzącego słońca. – Blake nie przez˙yje kolejnego roku – powiedział znuz˙onym głosem, a jego surowe rysy twarzy wyost- rzyły się jeszcze bardziej. – Nie wierzy, z˙e jeszcze kiedykolwiek będzie chodził, jest całkowicie zrezyg- nowany i nie podejmuje walki z chorobą. Robi to celowo, bo chce szybciej to wszystko zakończyć... 8 Ostatnia noc Odmawia jedzenia, wyjścia z domu i ma olbrzymie trudności ze snem. Często właśnie depresja była główną przeszkodą w rehabilitacji jej pacjentów. Odbierała im energię i determinację. Tyle razy juz˙ to przerabiała i wiedziała, z˙e wciąz˙ od nowa musi podejmować to wyzwanie w czasie leczenia. – Z pewnością inny terapeuta będzie równie pomoc- ny... – Nie sądzę – wszedł jej w słowo Dylan. – Zatrud- niłem juz˙ dwóch i z˙aden z nich nie zabawił dłuz˙ej niz˙ tydzień. Blake odmawiał wszelkiej współpracy, twier- dząc, z˙e to wyłącznie strata czasu. Lekarze próbują go przekonać, z˙e operacja się udała, ale on wciąz˙ nie jest w stanie poruszać nogami, więc im po prostu nie wierzy. Doktor Norwood gorąco nam panią polecał, twierdząc, z˙e odniosła pani godne podziwu sukcesy z pacjentami, którzy mieli takie same problemy jak Blake. Diana uśmiechnęła się kwaśno. – Owszem, czasami udawało mi się, ale... – Jest pani dla nas ostatnią deską ratunku – w jego oczach czaiła się błagalna nadzieja – ale jeśli pani nadal uwaz˙a, z˙e inni pacjenci są w podobnej potrzebie, nie mam nic do dodania. Proszę tylko o jedno, z˙eby pani pojechała ze mną do Phoenix i poznała Blake’a, a wówczas zrozumie pani, dlaczego tutaj jestem, dla- czego nie mogę sobie odpuścić. Diana rozwaz˙ała w myślach jego słowa. Czuła się rozdarta, bo niby dlaczego Blake miał być waz˙niejszy od jej dotychczasowych pacjentów? Z drugiej strony jednak przypadek Remingtona brzmiał jak wyzwanie, Linda HOWARD 9 a ona wprost uwielbiała się sprawdzać, testować swoje granice i potwierdzać swoje moz˙liwości. W ciągu ostatnich kilku lat uzyskała naprawdę imponujące wyniki. – Blake to wyjątkowy człowiek, pani Kelley, opra- cował szereg podsystemów związanych z konstrukcją samolotów, które znalazły szerokie zastosowanie w lot- nictwie. Odbywał loty testujące samoloty rządowe, zdobywał najwyz˙sze szczyty świata, uczestniczył w re- gatach i nurkował w najgłębszych wodach oceanu. Krótko mówiąc, to męz˙czyzna, który zdobywał świat, a teraz jest przykuty do wózka inwalidzkiego i to go zabija. – W jakich okolicznościach wydarzył się ten wypa- dek? – zapytała Diana. – W czasie wspinaczki zaklinowała mu się lina i pękła... Spadł w dół jakieś piętnaście metrów na półkę skalną, odbił się od niej, a następnie poleciał siedem- dziesiąt metrów w przepaść. Uratował mu z˙ycie śnieg, który zamortyzował upadek. Wiele razy powtarzał, z˙e gdyby wypadek zdarzył się latem, nie musiałby spę- dzić reszty z˙ycia na wózku. – Proszę mi opisać dokładnie tę kontuzję – po- prosiła Diana. Męz˙czyzna wstał. – Mam ze sobą całą dokumentację, między innymi zdjęcia rentgenowskie. Doktor Norwood zasugerował mi, bym zabrał je ze sobą. – To bardzo chytre zagranie... Tobias Norwood dobrze wiedział, jak wzbudzić jej zainteresowanie i wciągnąć do współpracy. Juz˙ teraz była mocno zaintrygowana tym przypadkiem i tylko 10 Ostatnia noc krok dzielił ją od wyraz˙enia zgody. Jednak ostateczną decyzję postanowiła podjąć, gdy obejrzy zdjęcia rent- genowskie i przeczyta historię choroby. Doszła do wniosku, z˙e jeśli uzna, z˙e nie jest mu w stanie pomóc, nie będzie go naraz˙ać na stres związany z długotrwałą terapią. Richard Dylan wrócił po chwili, niosąc w dłoni grubą kopertę. Podał ją Dianie w milczeniu i wyraźnie czekał na odpowiedź. Ona jednak zamiast niezwłocz- nie zajrzeć do środka, zaczęła bębnić w kopertę paz- nokciami. – Pozwoli pan, z˙e przejrzę to do wieczora i wtedy dam panu odpowiedź. Nie mogę podjąć decyzji, rzuci- wszy na to tylko okiem – powiedziała stanowczo. Na twarzy Dylana malowało się niezadowolenie, ale po chwili wahania kiwnął głową. – W porządku, dziękuję – powiedział i poz˙egnał się z Dianą. Juz˙ po kilku minutach zniknął pod pokładem swojej z˙aglówki. Diana długo jeszcze wpatrywała się w turkusowe fale, które po zetknięciu z piaskiem zmieniały kolor na biały. Jej urlop dobiegał końca, minęły dwa cudowne tygodnie słodkiego lenistwa na wąskim cyplu Florydy, pod błękitem tutejszego nieba, pośród szumu fal i krzy- ku mew. Otworzyła kopertę i wyjęła z niej zdjęcia rentgenow- skie, po czym jedno po drugim podnosiła wysoko w stro- nę słońca. Westchnęła głęboko, widząc uszkodze- nia, które unieruchomiły silne, pręz˙ne ludzkie ciało. To prawdziwy cud, z˙e nie zginął na miejscu, pomyślała. Kolejne zdjęcia ukazywały efekty operacji, ponastawia- Linda HOWARD 11 ne i pozrastane kości, zresztą lepiej, niz˙ ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. Obejrzała zdjęcia stawów poskładanych i poskręcanych śrubami, dzięki którym całe ciało trzymało się kupy. Skrupulatnie przejrzała ostatnie zdjęcia. Uznała, z˙e chirurg, który wykonał tę robotę, był prawdziwym geniuszem, a uzyskane wy- niki to po prostu cud. Ostatecznie nie znalazła z˙adnej fizycznej przyczy- ny, z powodu której Blake Remington nie miałby chodzić, oczywiście pod warunkiem, z˙e nie zostały całkowicie zniszczone nerwy. Zaczęła czytać raport sporządzony przez chirurga, długo skupiając uwagę na kaz˙dym szczególe. Wczuwała się w kaz˙de, nawet najmniejsze uszkodzenie i analizowała metodę, jaką zostało usunięte. Gdy skończyła, sprawa wydawała się jasna: ten facet moz˙e chodzić, a jak moz˙e, to musi. Uznała, z˙e zadanie jest trudne, ale nie niemoz˙liwe. Na końcu raportu widniała krótka adnotacja, z˙e na przeszkodzie dalszej poprawie stoi brak współpracy ze strony pa- cjenta, spowodowany głęboką depresją. Niemal czuła frustrację chirurga, który skreślił te słowa. Po tak ogromnym wysiłku, jaki włoz˙ył, by przywrócić or- ganizm tego człowieka do normalnego funkcjonowa- nia, spotkał się z niewdzięcznością – pacjent nie chciał z˙yć. Zauwaz˙yła, z˙e w kopercie jest coś jeszcze, jakiś sztywny kawałek papieru. Wyjęła go i ze zdziwieniem stwierdziła, z˙e to fotografia. Zaskoczona, spojrzała w parę błękitnych, roześmianych, pełnych radości z˙ycia oczu. Musiała przyznać, z˙e Richard Dylan był inteligentny i przebiegły. Doskonale zdawał sobie 12 Ostatnia noc sprawę, z˙e większość kobiet nie byłaby w stanie oprzeć się urokowi męz˙czyzny widniejącego na zdjęciu. Po- chodziło oczywiście z okresu sprzed wypadku. Miał zmierzwione włosy, a na mocno opalonej twarzy szel- mowski uśmiech i uroczy dołeczek w lewym policzku. Miał na sobie tylko bawełniane szorty, moz˙na więc było podziwiać jego silne, wspaniale umięśnione ciało, atletyczną budowę i długie nogi. W objęciach ściskał deskę do surfingu, a za jego plecami lśniły ciemno- granatowe wody oceanu. Czy było coś, czego ten facet nie spróbował lub nie potrafił? A teraz nie mógł podnieść się z wózka. Miała zamiar odmówić po- prowadzenia tego przypadku, choćby tylko dlatego, z˙eby pokazać Dylanowi, z˙e nie moz˙na nią manipulo- wać. Ale gdy raz jeszcze spojrzała na promienną twarz na fotografii, wiedziała, z˙e nie będzie w stanie tego zrobić. Ta świadomość ją zaniepokoiła, bo juz˙ od dawna z˙aden męz˙czyzna nie wzbudził w niej takiego zaintere- sowania. Obrysowała koniuszkiem palca kontur jego twarzy, zastanawiając się, jakie byłoby jej z˙ycie, gdy- by potrafiła być zwykłą kobietą, gdyby umiała dać i przyjąć miłość. Coś, co w jej krótkim i katastrofalnym małz˙eństwie okazało się niemoz˙liwe. Dostała nader trudną lekcję od z˙ycia i nigdy jej nie zapomniała. Faceci po prostu nie byli dla niej, nie miała szans ani na męz˙a, ani na dzieci. Pustkę powstałą w jej z˙yciu na skutek braku miłości musiała zapełnić pracą zawodo- wą, przynoszącą jej satysfakcję. Być moz˙e oczarowało ją to zdjęcie Blake’a Remingtona, ale ten sen na jawie, któremu ochoczo poddałaby się kaz˙da kobieta w od- powiedzi na emanującą ze zdjęcia oszałamiającą męs- Linda HOWARD 13 kość, takz˙e nie był dla niej. Sny na jawie były czystą stratą czasu. Zbyt dobrze zdawała sobie sprawę, z˙e nie jest w stanie przykuć uwagi takiego męz˙czyzny, jakim jest Blake. Jej były mąz˙, Scott Hayes, uzmysłowił jej w niezwykle poniz˙ający sposób, z˙e najwyz˙szą głupotą jest wiązać się z męz˙czyzną, którego nie jest się w stanie zaspokoić i w ogóle zadowolić. Po rozstaniu ze Scottem obiecała sobie, z˙e nigdy więcej nie będzie tak lekkomyślnie kusić losu i nie da juz˙ z˙adnemu męz˙czyźnie okazji, by ją zranił. Uniosła głowę, pozwalając, by nagły podmuch wia- tru owionął jej twarz. Ze zdziwieniem stwierdziła, z˙e słońce zaszło juz˙ za horyzont, a ona, pogrąz˙ona bez reszty w swoich mrocznych wspomnieniach, nawet tego nie zauwaz˙yła. Poczuła lekki chłód, wstała więc i weszła do domu. Zapaliła lampę, rozświetlając tym samym niepodzielną szarość panującą wewnątrz. Tak było znacznie lepiej. Opadła na miękki fotel, odchyliła do tyłu głowę i zaczęła planować program terapeutyczny dla Blake’a Remingtona. Oczywiście z˙adne szczegóły nie wcho- dziły w grę, dopóki nie pozna swojego pacjenta i sama nie oceni jego stanu, ale uwielbiała takie wyzwania ponad wszystko. Na jej twarzy pojawił się błogi uśmiech oczekiwania, uśmiech, który zawsze jej towa- rzyszył w takiej sytuacji. Wiedziała, z˙e będzie musiała zachować w tym przypadku najwyz˙szą ostroz˙ność, uwaz˙ać, by sytuacja nie wymknęła się jej spod kon- troli. Blake był wyjątkowo trudnym przypadkiem, a to oznaczało niełatwą drogę. Będzie zmuszona uciec się do róz˙nych trików, wykorzystać jego bezbronność, by go wydźwignąć z cierpienia, które ogarnęło jego ciało 14 Ostatnia noc i umysł. Z pewnością wzbudzi to w nim wściekłość, ale warto jest przejść przez piekło, jeśli ma się potem trafić do nieba. Taka terapia nie była niedzielnym piknikiem, nie raz miała do czynienia z trudnymi pacjentami, z ludźmi, którzy tak bardzo byli przygnębieni swoim stanem, z˙e bez reszty pogrąz˙ali się w rozpaczy i od- cinali od świata. Remington, zanim przytrafił mu się ten wypadek, był wyjątkowym śmiałkiem, z˙eby nie powiedzieć szaleńcem, i miał fantastyczną kondycję. Nietrudno więc było się domyślić, z˙e przykucie do wózka było dla niego powolnym umieraniem. Nie obchodziło go, czy z˙yje, czy umiera. Nic go pewnie nie obchodziło. Tej nocy spała wyjątkowo dobrze. Wstała, by jak zwykle pobiegać wzdłuz˙ plaz˙y. Nie, nie uprawiała joggingu na serio, to znaczy nie podliczała pokona- nych kilometrów i nie podnosiła z dnia na dzień poprzeczki. Biegała dla czystej przyjemności, do mo- mentu, az˙ poczuła zmęczenie, a potem spacerowała jeszcze brzegiem morza, pozwalając, by chłodna woda obmywała jej stopy. Gdy wróciła do domku, słońce stało juz˙ wysoko na niebie. Wzięła prysznic i zaczęła się pakować. Podjęła decyzję, a zatem nie nalez˙ało tracić czasu. Była pewna, z˙e Dylan wkrótce się zjawi i tak tez˙ się stało. Nawet nie był zdziwiony, gdy zobaczył jej spakowaną walizkę. – Wiedziałem, z˙e się pani zgodzi... – Zawsze jest pan tak pewny siebie, panie Dylan? – Diana, spoglądając na niego, uniosła jedną brew. – Proszę mi mówić Richard. Nie, nie zawsze jes- tem taki pewny siebie, ale doktor Norwood sporo mi Linda HOWARD 15 o pani opowiedział. Był przekonany, z˙e przyjmie pani tę propozycję, bo będzie dla pani wyzwaniem. A kiedy panią zobaczyłem, zrozumiałem, z˙e miał rację. – Widzę, z˙e będę musiała z nim powaz˙nie poroz- mawiać na temat wyjawiania moich tajemnic – zaz˙ar- towała Diana. – Z pewnością nie wyjawił wszystkich... Głos Richarda był intrygujący i zaczęła się za- stanawiać, jak wiele wiedział. – Sądzę, z˙e ma pani jeszcze wiele tajemnic – po- wiedział zniz˙onym głosem, patrząc jej w oczy. Zrozumiała, z˙e ma do czynienia z kimś bardzo bystrym, wolała więc skupić się na swoich bagaz˙ach, zamiast wdawać się w dalszą dyskusję. Richard na- tychmiast wziął od niej walizkę i zaniósł ją do samo- chodu. Gdy juz˙ siedzieli w prywatnym samolocie zmierza- jącym do Phoenix, zaczęła wypytywać Richarda o no- wego pacjenta: co lubił, a czego nie, jak spędzał swój wolny czas, ale takz˙e o to, jakie miał wykształcenie, poglądy polityczne, ulubione kolory, z jakimi kobieta- mi się umawiał i jaka była jego z˙ona, jeśli był z˙onaty. Z˙ony często były zazdrosne o bliską relację, jaka zwykle nawiązywała się między terapeutką i pacjen- tem, dlatego wolała się przygotować, zanim zrobiła coś nie tak. Richard wiedział zaskakująco wiele na temat prywatnego z˙ycia Blake’a Remingtona, dlatego w końcu zapytała, co ich łączy. – Po pierwsze, jestem nie tylko jego wspólnikiem, ale takz˙e zastępcą, i stąd znam jego z˙ycie zawodowe, a po drugie, jestem tez˙ jego szwagrem, ale jedyną kobietą, z którą będzie pani miała do czynienia, jest 16 Ostatnia noc moja z˙ona, Serena. Niestety, jest zarazem jego młod- szą siostrą. – Mam rozumieć, z˙e mieszkacie razem, w jednym domu? – Nie, ale od czasu wypadku Serena opiekuje się bratem i pewnie nie będzie zachwycona, gdy skupi pani na sobie całą jego uwagę. Zawsze uwielbiała swojego brata, niemal obsesyjnie, i była bliska szaleń- stwa, gdy zachodziło podejrzenie, z˙e nie z˙yje. – Wszystko rozumiem, ale nie mogę dopuścić, by ktoś zaburzał mój program terapii – ostrzegła go Diana. – Zawsze osobiście wszystko nadzoruję, cały harmonogram dnia, a więc wszelkie odwiedziny, spo- z˙ywane posiłki, a nawet telefony, które odbiera. Mam nadzieję, z˙e twoja z˙ona to zrozumie. – Będę się starał ją przekonać, ale Serena jest taka jak Blake, juz˙ na świat przyszła zdeterminowana i upar- ta, a poza tym ma klucz do domu brata... – W takim razie trzeba będzie wymienić zamki – myślała na głos Diana, traktując sprawę zupełnie serio. – Kochająca siostra czy nie, to bez znaczenia, najwaz˙niejszy jest zaplanowany przeze mnie program. – W porządku. – Richard zmarszczył czoło. – Nie mam nic przeciwko temu, by odzyskać z˙onę. W tym momencie Dianie zaczęło świtać w głowie, z˙e Richard mógł mieć zupełnie inny motyw działania i powód, dla którego tak bardzo mu zalez˙ało, by jego szwagier znów zaczął chodzić. Najwyraźniej w czasie tych ostatnich dwóch lat, od wypadku Blake’a, Serena zupełnie zatraciła się z pragnieniu niesienia pomocy bratu, zapominając o swoim małz˙eństwie. Zaniedby- wała tym samym męz˙a, to jasne, ale to sprawa, w którą
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ostatnia noc
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: