Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00455 006589 12599716 na godz. na dobę w sumie
Oto stoję w deszczu ciała [dziennik studentki] - ebook/pdf
Oto stoję w deszczu ciała [dziennik studentki] - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 160
Wydawca: Biblioteka Analiz Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63879-08-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Ta autobiograficzna poetycka opowieść jest zapisem dramatycznego wchodzenia w dorosłość neurotycznie wrażliwej dwudziestolatki. Nie straciła na aktualności, bo podejmuje problem ponadczasowy delikatnej, naiwnej jeszcze kobiecej niewinności zderzającej się z brutalną mechanicznością i inercją reguł społecznych gier zastanego świata. Reakcją jest pełen determinacji bunt, który znajduje swój wyraz w totalnym eskapizmie, zawierającym w sobie odmowę uczestniczenia w społecznych strukturach (ucieczka do szpitala psychiatrycznego) i nawet w samej rzeczywistości (intoksykacja twardymi narkotykami i dużymi dozami farmaceutycznych środków modyfikujących świadomość).
Rozpaczliwy protest, który nie mogąc znaleźć wyrazu w akcie zniszczenia tego, co nie może zostać zaakceptowane, znajduje ujście w autodestrukcji i, na szczęście, w akcie literackiej kreacji. 
Eda Ostrowska jest poetką i prozatorką o znaczącym dorobku, postacią ważną dla polskiej kontrkultury lat 80. Magnetyzm jej charyzmatycznej osobowości przyciągał wielu podobnych jej autsajderów. To późne dziecko epoki Stachury, polskiego pokolenia hippisowskich „dzieci kwiatów”, ale w jej pisarstwie jest już coś punkowo drapieżnego, autowiwisekcyjnego”.     /Kazimierz Bolesław Malinowski, fragment wstępu do książki/

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Eda Ostrowska Oto stoję w deszczu ciała Oto stoję w deszczu ciała [1] [2] Eda Ostrowska Oto stoję w deszczu ciała [dziennik studentki] Warszawa 2013 [3] [4] Wstęp Oto stoję w deszczu ciała Edy Ostrowskiej to tekst o dużej sile literackiego wyrazu, dobrze więc się stało, że po trzydziestu latach od pierwszej edycji trafia znowu do rąk czytelnika. Ta autobiograficzna poetycka opowieść jest zapisem dramatycznego wchodzenia w dorosłość neurotycznie wrażliwej dwudziestolatki. Nie straciła na aktualności, bo podejmuje problem ponadczasowy deli­ katnej, naiwnej jeszcze kobiecej niewinności zderzającej się z brutalną mechanicznością i inercją reguł społecz­ nych gier zastanego świata. Reakcją jest pełen deter­ minacji bunt, który znajduje swój wyraz w totalnym eskapizmie, zawierającym w sobie odmowę uczestni­ czenia w społecznych strukturach (ucieczka do szpi­ tala psychiatrycznego) i nawet w samej rzeczywistości (intoksykacja twardymi narkotykami i dużymi dozami farmaceutycznych środków modyfikujących świado­ mość). Rozpaczliwy protest, który nie mogąc znaleźć wyrazu w akcie zniszczenia tego, co nie może zostać zaakceptowane, znajduje ujście w autodestrukcji i, na szczęście, w  akcie literackiej kreacji. Paradoksalnie, w odrzuconej przez autorkę społecznej rzeczywistości zachodzą symultanicznie głębokie, niemal rewolucyjne [5] zmiany – fala strajków na Lubelszczyźnie daje począ­ tek ogólnokrajowemu ruchowi, ale te dwa bunty, bunt duszy i bunt tłuszczy, nie mają wspólnego mianownika, rozgrywając się jednocześnie, są zupełnie osobne. Eda Ostrowska jest poetką o znaczącym dorobku, postacią ważną dla polskiej kontrkultury lat 80. Magne­ tyzm jej charyzmatycznej osobowości przyciągał wielu podobnych jej autsajderów. To późne dziecko epoki Stachury, polskiego pokolenia hippisowskich „dzieci kwiatów”, jednak w jej pisarstwie jest już coś punkowo drapieżnego, autowiwisekcyjnego. Nihilizm jej postawy wobec świata nie wynika z cynizmu; ta obrazoburcza postawa ma w sobie cechy rozłożonego na etapy samo­ bójstwa, rozpaczliwego samospalenia, przyznajmy, histerycznie narcystycznego, jako aktu wyzwania wobec Boga, który ma zostać tym aktem zmuszony do dania znaku istnienia, choćby przez odsłonięcie sensów jed­ noznacznie uzasadniających ból egzystencji. Oto stoję w deszczu ciała to miejscami blasfemiczna opowieść bez happy endu, jest bowiem ocierającym się o czarną groteskę testamentem, osobliwym, bo pisanym przez osobę, która dopiero wchodzi w świat dorosłoś­ ci. Ale jej barwny, elastyczny i ekspansywny język jest świadectwem narodzin poetki oznaczającej pole boskiej obecności swoją pieśnią, która jest odpowiedzią na Jego milczenie. Kazimierz Bolesław Malinowski [6] śp. Doktor Ewie Kopacz [7] [8] Część I [9] [10] 16.08.79 r. 21.38 – I kto by pomyślał, że gdyby nie pośledniej­ szego gatunku mądrość jakiegoś skurwysyna, nie zoba­ czyłabym Ameryki. Żyję, strzelam w mordę stakana, wiesz, znaczy: zobaczę Amerykę 17.08.79 r. 0.12 – Minęło sześć dni. Siedzę, jem chleb z masłem, popijam herbatą i patrzę, właściwie gdzie?, nie wiem. Dwa tapczany rozesłane, odsunięty stół, odstawione krzesła, trzy szklanki na stole, półmrok, ja sama, bardzo już senna 18.08.79 r. 9.42  – Jakie złoto droższe: pluty czy paradoksu, 10.22 – Iza ostrzy nóż. Siedzę, myślę o tym, że Iza głupca czy mędrca? ostrzy nóż, i co z tego? [11] 12.55 – Stoję, patrzę bezmyślnie w cebulę 13.32 – Stoję w tym samym miejscu, taka różnica, że patrzę w pokrojone jabłka 20.08.79 r. 11.50 – Abramowice. Boże, jak tu zwyczajnie, choler­ nie zwyczajnie. Siedzę na ławce, zielono, słońce, idzie mężczyzna w szlafroku, za plecami kroki, chrzęst żwiru, piszę, bokiem leci helikopter, piszę i kontroluję siebie do bólu, mam świadomość, że nie, nie jestem wariatką, ale wiem: gdy wyjdę za bramę, poczuję ciepły asfalt i to, że do tego świata też nie należę. Chciałabym już ustalić, znaleźć swoją ławkę w  cieniu otumanionego drzewa, zostać na niej i zaczekać, aż zabiorą. Mężczyzna niechlujnie ubrany idzie chodnikiem, robi energiczny zwrot, znów idzie, żachnął się, obrót i  z  powrotem, nagle zwolnił, podrapał się w głowę, jakby czegoś zapo­ mniał lub coś sobie przypomniał, wrócił, idzie ener­ gicznym krokiem, śpieszy się, staje, wraca, przyśpiesza, ręce splecione z tyłu, na czole zamyślenie, wygląda jak architekt pracujący nad projektem domu, wtem staje, wysuwa do przodu lewą nogę i patrzy na stary budy­ nek, lustruje go wzrokiem, zmienia nogę, znów mierzy, zakłada ręce i  idzie, zdawałoby się już wszystko, nie, staje, wraca… Jednak nie każda rzecz ma swój koniec. Chciałabym zmądrzeć lub zgłupieć, być wariatką to przecież nie ubliża. Idzie jakaś zniszczona kobieta, może alkoho­ liczka, śpieszy się, śmieje i mówi do siebie: narozrabiały [12]
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Oto stoję w deszczu ciała [dziennik studentki]
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: