Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00752 010727 7473026 na godz. na dobę w sumie
Pamiętnik Nastolatki 11: Pamiętnik nastolatki 10. Julia III - ebook/epub
Pamiętnik Nastolatki 11: Pamiętnik nastolatki 10. Julia III - ebook/epub
Autor: Liczba stron: 328
Wydawca: Rafael Język publikacji: polski
ISBN: 9788375697001 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Jestem już w trzeciej gimnazjum. To nie przelewki. Muszę się solidnie zacząć przygotowywać do egzaminów. A tu jeszcze sprawa Ali. Nie odpuszczę jej sobie! Czy ta kwestia poróżni mnie z Eliaszem? A może całkiem serio wyrasta mi inna, prawdziwa rywalka? Z Eliasza też nigdy nie zrezygnuję. To miłość mojego życia! Im jestem starsza, tym moje problemy stają się poważniejsze. Ale i tak gdzieniegdzie świeci słońce. Cieszę się jego przebłyskami.

Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:





































01 Pamiętnik nastolatki Beata Andrzejczuk K LU B Pamiętnika nastolatki KoreKta Agata Chadzińska Agata Pindel-Witek OpracOwanie kOmputerOwe i skład Łukasz Sobczyk ProjeKt graficzny i ilustracje Katarzyna Bigos prOjekt Okładki Łukasz Kosek Zdjęcia na Okładce elenaleonova/istockphoto.com ISBN 978-83-7569-700-1 © 2015 Dom Wydawniczy „Rafael” ul. Dąbrowskiego 16 30-532 Kraków tel./fax: 12 411 14 52 e-mail: rafael@rafael.pl www.rafael.pl 1 września J ulia! – dogonił mnie i chwycił za rękę, a potem zastąpił mi drogę, stając na wprost mnie i mocno przytrzymując za ramiona. – Julia – powtórzył już spokojniej, ale zdyszanym głosem. – Nawet nie zapytasz, kim ona jest? Wpatrywałam się w jego oczy, nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa. – Nawet nie zapytasz, kim ona jest? – powtórzył. Tak było 30 czerwca. Był to najgorszy dzień mojego życia. 11 czerwca utraciłam Alę, a teraz miałam stracić Eliasza i to jeszcze w tak upokarzający sposób. To było dwa miesiące temu. Dziś znów przestąpiłam próg mojej szkoły – z jednej strony szczęśliwa, że spotkam się z dziewczynami, a z drugiej smutna, że wakacyjny czas beztroski już za nami. To będzie ciężki rok. W końcu ostat- nia klasa i egzamin gimnazjalny. Co potem? Czy nasze drogi się rozejdą? Czy nadal będę się przyjaźnić z Kaśką i Pauliną? Byłam pewna, że tak. W końcu nasza przyjaźń przetrwała wiele ciężkich prób, a wciąż jesteśmy razem. Mimo to czułam psychiczny ból. – Cześć – zawołała uradowana na mój widok Kaśka i rzuciła mi się na szyję. Szybko odwzajemniłam jej uścisk. 3 – Cześć, dziewczyny – teraz podeszła Gabi i uścisnęła nas kurtuazyjnie. Ot, taki stosowny gest. Kiedyś bardzo się przyjaźniłyśmy, a potem oddaliłyśmy się od siebie. – Schudłaś – Gabi spojrzała na Kaśkę spod pokrytych grubą warstwą tuszu rzęs. – A ty, Julka, pięknie opalona – wysiliła się na grzeczność. – Prawie całe wakacje spędziłam w Juracie, więc nie było szans, by się nie opalić, nawet gdybym się przed słoń- cem chowała – odparłam. – Dziewczyny, po szkole wybieramy się na ploty – do- biegł do nas głos Wiolki. – Pójdziemy do parku. Ciekawa jestem, co u was. To znaczy, co u Kaśki, to wiem, bo ostatnie dwa tygodnie spędziłyśmy razem. Pilnowałam jej, żeby nie przytyła po tym obozie odchudzającym – ro- ześmiała się. – A Paulinę ktoś widział? – spytałam. – Jest koło sali gimnastycznej – odparła Kaśka. – Gdy weszła do szkoły, wyglądała jak zbity pies. – No, ja rozumiem, że ona się najbardziej z  nas wszystkich dołuje rozpoczęciem roku szkolnego, ale mo- głaby się przyjść chociaż przywitać. – Chodźmy do niej – zaproponowała Kaśka. Paulina chodziła po korytarzu w tę i z powrotem. Wyglądała rzeczywiście nie najlepiej. Wysiliła się jednak na uśmiech i podeszła, a potem uścisnęła najpierw mnie, a następnie Wiolkę. Nie zdążyłyśmy zamienić nawet kilku słów, bo rozległ się dzwonek i trzeba było wejść na salę, na uroczysty apel i przemówienie pani dyrektor. Jak co roku! Wciąż to samo. Po apelu poszliśmy do klasy wysłuchać 4 przywitania i życzeń na nowy rok szkolny wygłoszonych przez naszą wychowawczynię nazywaną Rudą i dopiero potem mogłyśmy się udać do parku. Dzień był słoneczny i ciepły i nigdzie nie było widać śladów zbliżającej się jesieni. Paulina początkowo chciała wracać do domu. – Zwariowałaś – zdenerwowała się Kaśka. – Jeszcze nic nam nie zadali, więc chyba twoja mama wściekać się nie będzie. – Nie chodzi o moją mamę. Jeszcze jest w pracy. Chociaż o nią także. – Paulina nie mogła się zdecydować. Usiadłyśmy na wciąż zielonej trawie. – To mów, o co chodzi – nalegała Wiolka. – Bo mnie się wydaje, że całe życie będę miała takie nieudane – odparła. – Wakacje się skończyły, więc zaraz się zacznie: „Ucz się, ucz się. To trzecia klasa. Musisz dobrze napisać egzamin”. – Paulina naśladowała głos swojej matki. – Żadnych innych słów nie usłyszę, aż do następnych wakacji. Myślałam, że łatwiej będzie mi to przetrwać, bo kogoś poznałam po powrocie z Londynu... – opowiadała. – Robi się coraz ciekawiej. – Wiolka zamrugała powie- kami. – Nasza Paulina i chłopak? Co na to mama? – Wiolka, to wcale nie jest śmieszne. – Paulina popa- trzyła jej w oczy. – Mama nic nie wie. – Gdzie się poznaliście? – wtrąciła Kaśka. – Banalnie, w sklepie. Robiłam zakupy. Nie zdążyłam jeszcze dobrze odejść od kasy, gdy pękła mi reklamówka i rozsypały się wszystkie ziemniaki. 5 – Ziemniaki to ty masz kupować u mojej rodzicielki, a nie w hipermarkecie – powiedziałam żartobliwie. – Prawie zawsze kupuję u twojej mamy, ale tym razem miałam sporo innych zakupów i nie chciało mi się z ciężki- mi torbami biegać po osiedlu – wyjaśniła. – No, mów dalej – zachęcała Wiolka. – Podszedł i pomógł mi pozbierać te wszystkie ziemnia- ki, a potem, mimo że protestowałam, zatargał moje zakupy pod sam dom. Dobrze, że mama była w pracy. – Jak ma na imię? – spytałam. – Marcin – odpowiedziała. – Podziękowałam mu za pomoc i chciałam iść, ale zatrzymał mnie i zaproponował wspólny wypad do kina. Odparłam, że popołudniami nie bardzo mogę wychodzić. No bo oczywiście chodziło o moją mamę. Musiałabym się tłumaczyć, gdzie, z kim i po co. Na okrągło od niej słyszałam, żebym może sobie lektury poczytała, bo w roku szkolnym to będzie mało cza- su na wszystko. Nie chciało mi się z nią spierać. – To poszliście do tego kina czy nie? – zaciekawiła się Kasia. – Poszliśmy na 10.45 – odparła. – Na 10.45? – spytała z niedowierzaniem Wiolka i wybuchnęła śmiechem. – Skoro to takie zabawne, to nic już wam więcej nie powiem. – Paulinie nie było do śmiechu. – Przepraszam – zreflektowała się Wiolka, ale wciąż miała rozbawioną minę. – To mam mówić czy nie? –  zdenerwowała się Paulina. – Zamieniam się w słuch. – Wiolka starała się być poważna. – No więc zaczęliśmy się spotykać w tych godzinach, gdy mama była w pracy. Był taki cudowny. Zawsze, gdy coś źle o samej sobie powiedziałam, natychmiast protestował. „Jesteś cudowna – powtarzał – i taka mądra. Zabraniam 6 ci źle o sobie mówić, a nawet myśleć”. Oglądaliśmy filmy, chodziliśmy na spacery, przytulaliśmy się. Bardzo mnie dowartościowywał, ale przeszkadzało mu, gdy byłam smutna albo gdy płakałam. A ja potrzebowałam czasami po prostu odreagować sytuację w domu. – No ale przecież to były wakacje – zauważyła Kaśka. – Twoja mama chyba też bardziej wyluzowana była. – Tak, co nie oznacza, że wszystko się pięknie układało. – Przecież słyszałyście, że nawet w czasie wakacji Paulina musiała lektury czytać – wtrąciłam. – No dobra, mów dalej – zachęciła Paulinę Kasia. – Ale ja tak mam, że już myślałam o tym, co będzie później. Wybiegałam myślami w przód i się stresowałam. Płakałam. On tego nie rozumiał. „Jak można płakać bez powodu?” – pytał. – Tłumaczyłam mu, że mam powody. Potem on wyjechał na dwa tygodnie. I wszystko się skoń- czyło. – Jak to? – spytała Wiolka. – Zostawił mnie. Gdy pisaliśmy, był inny, oschły. – Próbowałaś z nim o tym rozmawiać? – spytała znów Wiola. – Z nim się nie da rozmawiać – odparła. – No przecież wcześniej wam się układało – stwier- dziłam. – Próbowałam, ale on dla mnie jest teraz bardzo chłodny. A z innymi pisze i rozmawia normalnie. Gdy go widzę na zdjęciu roześmianego z koleżanką, to serce mi pęka, albo na Asku, gdy wymieniają się głupawymi pyta- niami, to się duszę, duszę się własnym oddechem. – Może to takie pozory, a ten uśmiech to maska? Może ma jakieś problemy i dlatego cię w taki sposób trak- tuje? – próbowałam jakoś pocieszyć Paulinę. – Nie sądzę. Ja już nie mogę wytrzymać. Naprawdę. Nie wiem, co robić. Chciałabym, żeby tylko zadzwonił, roz- śmieszył mnie, a on siedzi i patrzy, jak cierpię. Przyglądał 7 się wtedy i przygląda teraz. Musi to widzieć. Wystarczy wejść na mojego Tumblra. – Spróbuj jeszcze raz z nim porozmawiać. Powiedz mu to wszystko, co nam teraz mówisz – zaproponowała Kaśka. – Nie potrafię. Próbowałam, ale jego obojętność mnie paraliżuje. Raz zadzwonił na Skype’a. Bardzo cieszył się z nowej książki. Miałam wrażenie, że w tamtym momencie kochał ją bardziej ode mnie. – Jak to? – zareagowała natychmiast Wiola. – Gdy się spotykaliście, powiedział ci, że cię kocha? – Tak – wyznała Paulina i oblała się rumieńcem. – Co było potem? – wtrąciłam. – Gadałam z którąś z dziewczyn i miałam gorszy humor, a on rzucił mi tekstem: „Przyszedłem na Sky- pe’a  w  poszukiwaniu miłości”. Ja mu odparłam: „Ja szukałam jej cały czas, gdy cię nie było”. Płakałam. Nie widział lub udawał. Nie wiem, co mam robić. – Pogadać z nim – zachęcałyśmy ją wszystkie. – To na tym polega miłość? Na staraniach jednej osoby? Nienawidzę go teraz, choć oddałabym za niego życie – mówiła chaotycznie. – Kocham go, ale nienawidzę za to, co mi robi. Jest samolubny. Rozumiem, że czasem trzeba zrobić coś dla siebie, ale mógłby choć jedną rzecz zrobić dla mnie. Słuchałam Pauliny i byłam przerażona. Zakochała się po raz pierwszy. Miotały nią sprzeczne uczucia. Nie mia- łam pojęcia, że tak będzie wyglądał nasz pierwszy wspólny dzień po zakończeniu wakacji. Wyobrażałam sobie, że pójdziemy do parku, będziemy opowiadać sobie zabawne historie i śmiać się do upadłego, a tu sprawy przybrały zupełnie inny obrót. – Chciałabym, żeby poczuł to, co ja czuję. Wiem, że to okrutne, ale tego pragnę. 8 – Widzisz jakieś wyjście z tej sytuacji? – spytała zawsze logicznie myśląca Kaśka. – Nie widzę. Jestem w pułapce. Każdej nocy topię się we własnej pościeli, dławię myślami. Nie widzę wyjścia. – To co zamierzasz? – nie odpuszczała Kasia. – Nic, czyli to, co teraz. Będę siedziała, płakała, obwiniała się, dodawała obrazki na Tumblra, śledziła go w necie i znów płakała. – Ja chyba nie umiem ci pomóc – wtrąciła zrezygno- wana Wiolka. – Paradoks polega na tym, że tylko on mógłby mi pomóc. W tym momencie rozdzwoniła się komórka Pauliny. Spojrzała na wyświetlacz i nie odebrała. Domyśliłyśmy się, że to jej mama. – Chodź – powiedziała stanowczo Kaśka. – Odpro- wadzimy cię. Mało masz kłopotów? Potrzebna ci jeszcze awantura w domu? Paulina wzruszyła ramionami, jakby wszystko jej było obojętne. Kasia podeszła, przytuliła ją, a potem stanowczo pociągnęła za rękę. Odprowadziłyśmy ją pod sam dom. Wracałyśmy w smętnych nastrojach. Trudno nam było uwierzyć, że nasza przyjaciółka mogła się w coś takiego wpakować. No ale miłość nie wybiera. I nikt nie da nam gwarancji, że zakochamy się szczęśliwie. 9 10 września W  naszej klasie trochę zmian. Doszły dwie bliźniaczki: Julita i Martyna. Nie było ich na rozpoczęciu roku, ale zja- wiły się w szkole już następnego dnia. Może to głupie, ale wszyscy dyskretnie się im przyglądają. Ja też. Nigdy nie znałam bliźniaczek i to jeszcze jednojajowych. Jak dla mnie, wyglądają identycznie i nigdy nie wiem, która jest która. Są bardzo sympatyczne. Ubierają się tak samo. Gdy Kaśka zadała im kiedyś pytanie, to równocześnie na nie odpowiedziały i to w ten sam sposób. Bardzo mnie to in- tryguje. Kaśkę też, bo zapytała je: – Chyba się nie obrazicie, gdy o coś spytam? – No coś ty! Pytaj! – odparła Julita albo Martyna. – Celowo ubieracie się tak samo? – Raczej nie. Po prostu każdego dnia mamy ochotę założyć dokładnie te same ciuchy. Zdarza się, że ja ubie- ram się w pokoju, wychodzę z niego, a siostra jest ubrana identycznie. – Niesamowite! – Kasia z niedowierzaniem pokręciła głową. – Czyli to prawda, że między bliźniaczkami jest tak duża więź? – To już drugie pytanie. – Roześmiałam się. 10 – Chętnie odpowiemy. – Siostry także były rozbawio- ne. – Tak, to prawda. My nie potrafimy bez siebie żyć. Wszystko lubimy robić razem i na ogół to samo. – Niezwykłe! – Kaśka wciąż nie mogła wyjść z podziwu. – W czwartej klasie podstawówki napisałyśmy wa- lentynkę do tego samego chłopaka – powiedziała jedna z nich i się roześmiała. – Tak! – wykrzyknęła druga. – Do Wiktora. Pamiętam! – No! – Jak was odróżnić? – wtrąciła Wiola. Julita i Martyna popatrzyły po sobie, wzruszyły ramio- nami i roześmiały się radośnie. – Może z  czasem się nauczycie –  odparła jedna z sióstr. – Nic z tego – Wiolka była nieubłagana. – Będziemy musiały wymyślić jakiś sposób. Zastanawiałyśmy się nad tym, wracając do domu. Pauliny nie było z nami. Gdy tylko rozległ się dzwonek na przerwę, popędziła ile sił w nogach. W szkole próbo- wałyśmy ją jakoś zagadywać, rozśmieszać, ale na nie- wiele to się zdało. Wiedziałyśmy też, że oprócz kłopotów sercowych, jej mama zaczęła szaleć, choć to dopiero drugi tydzień nauki. Przez ostatni czas nasza przyjaciółka zachowywała się irracjonalnie: albo wybiegała ze szkoły, nie czekając na nas, albo trudno ją było w ogóle z niej wyciągnąć. Gdy w domu włączyłam laptopa, weszłam od razu na jej Tumblra. Przejrzałam dodane przez nią teksty. 11 I następny wpis: Poniżej gify. Same dołujące. Fotki też. I kolejny wpis: Poniżej znów depresyjna fota i następny wpis: 12 Uciekłam z depresyjnego Tumblra Pauliny, szukając Pale Tumblrów. Wolałam jasne, blade, a nie te czarne. Potem ogarnęłam fejsa, ale nic ciekawego się nie działo. Otworzyłam więc folder ze zdjęciami z wakacji. Cudowna Jurata! I po raz kolejny mój umysł wypełniły wspomnienia. – Julia – dogonił mnie i chwycił za rękę, a potem zastąpił mi drogę, stając na wprost mnie i mocno przytrzy- mując za ramiona. – Julia – powtórzył już spokojniej, ale zdyszanym głosem. – Nawet nie zapytasz, kim ona jest? Wpatrywałam się w jego oczy, nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa. – Nawet nie zapytasz, kim ona jest? – powtórzył. – Po co? – odparłam lodowatym tonem, choć czułam, jakby ktoś serce rozdzierał mi na pół. – Chyba wszystko jest jasne. – Dla mnie tak, ale nie dla ciebie. To moja siostra Kinga. – Nie spuszczał ze mnie wzroku i wciąż mocno przytrzymywał. Poczułam, jakby odpłynęła ze mnie cała krew. W głowie wciąż słyszałam jego słowa, ale jakby dobiegały z oddali. Po chwili wróciłam do rzeczywistości. Serce przyspieszyło radośnie i już nie czułam bólu. Spojrzałam w jego oczy. One również się śmiały. Przytulił mnie mocno. Trwaliśmy tak jakiś czas. Potem przedstawił mi Kingę. Była uprzejma, ale poczu- łam, że jeśli chodzi o mnie, to jest to taka udawana uprzej- mość. Tak czułam przez cały pobyt w Juracie, choć starałam się tym za bardzo nie przejmować. W końcu miałam Eliasza. Tylko do nas należały wspólne spacery brzegiem morza, pocałunki i chwile, gdy mogłam się do niego przytulić i wsłu- chać w bicie jego serca. Tego nam Kinga zabrać nie mogła. Zresztą, nie zrobiła niczego, co mogłoby mnie w jakikolwiek sposób urazić. Po prostu czułam intuicyjnie, że coś jest nie tak. Eliasz sprawiał jednak, że za dużo o tym wówczas nie myślałam. Byłam szczęśliwa... i jestem, bo wciąż go mam. 13
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pamiętnik Nastolatki 11: Pamiętnik nastolatki 10. Julia III
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: