Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00496 008925 14655796 na godz. na dobę w sumie
Pamiętniki - ebook/pdf
Pamiętniki - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 1013
Wydawca: Iskry Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-244-0257-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biografie
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Pamiętniki Władysława Mickiewicz, syna Adam Mickiewicza, są znakomitym źródłem informacji o losach Wielkiej Emigracji, nieustających próbach wskrzeszenia rozdartej przez zaborców ojczyzny, świadectwem patriotyzmu wychodźców i ich wytrwałości w dążeniu do wytyczonych celów. Były one przez wiele lat źródłem wiedzy o życiu autora Pana Tadeusza i symbolem kreacji postaci wieszcza przez syna-badacza niejednokrotnie przeinaczającego fakty i naginającego historię dla podkreślenia jego znaczenia w historii Europy w XIX wieku.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 1 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ Pami´tniki Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 2 Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 3 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ Pami´tniki Tekst na nowo opracowa∏, wst´pem, przypisami i notà opatrzy∏ Marek Troszyƒski Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/28/12 6:33 AM Page 4 Opracowanie graficzne: Andrzej Barecki Korekta: Dobros∏awa Paƒkowska Opracowanie indeksu osób: Marek Troszyƒski T∏umaczenie z francuskiego cytatów literackich i zwrotów: Krzysztof Rutkowski Dofinansowano ze Êrodków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Copyright © by Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012 ISBN 978-83-244-0211-3 Wydawnictwo Iskry ul. Smolna 11, 00-375 Warszawa Tel./faks (22) 827-94-15 iskry@iskry.com.pl www.iskry.com.pl Druk i oprawa: Drukarnia Wydawnicza im. W.L. Anczyca ul. Wroc∏awska 53 30-011 Kraków Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 5 MAREK TROSZY¡SKI Ojciec mój by∏by napisa∏ to inaczej… Jedyny pami´tnik Adama Mickiewicza znamy z przekazu Odyƒca. Jego przyjacielska proÊ- ba o uwiecznienie wra˝eƒ z podró˝y po Niemczech zosta∏a nie tyle zbojkotowana, ile wr´cz wykorzystana jako natchnienie do napisania b∏yskotliwej, acz szyderczej karykatu- ry gatunku, po mistrzowsku scedzonej do szeÊciu s∏ów: „Hamburg – befsztyk, Weimar – Goethe, Bonn – kartofle”. Pierwsze s∏owa przedmowy W∏adys∏awa Mickiewicza do Pa- mi´tników sà dyspensà udzielonà sobie jako ich autorowi, wbrew ojcowskiej przestrodze przed tym rodzajem twórczoÊci. Dewiza ˝yciowa „s∏owo i czyn” stawia∏a wyraênà barie- r´ mi´dzy dwiema domenami ludzkiej dzia∏alnoÊci; w∏aÊciwsza by∏aby tu chyba nawet alternatywa: albo s∏owo – albo czyn. Mia∏ przecie˝ racj´ zbli˝ajàcy si´ do dziewi´çdzie- siàtki W∏adys∏aw, ˝e z perspektywy tak d∏ugiego ˝ycia ju˝ niemal jedynym czynem, na ja- ki móg∏ sobie pozwoliç i jakiemu by∏ w stanie sprostaç, by∏o w∏aÊnie to: odpowiednie daç rzeczy – s∏owo. W∏adys∏aw – chocia˝ kontroluje si´ nieustannie – wpada niejednokrotnie w pu∏apk´ dysonansu fundowanego przez nieuchronne, ˝yciowe sàsiedztwo rzeczy wznios∏ych i do- nios∏ych z pospolitymi i ma∏o wa˝nymi. Oto jak wyglàda jego relacja z o˝enku – z takim przecie˝ mozo∏em i po trzyletnim okresie zabiegów dopi´tego: „Powstanie – pisze – wyda- ∏o mi si´ tak samo chybione, jak wyprawa litewska. O˝eni∏em si´. Ca∏a m∏odzie˝ musia∏a si´ uczyç po francusku, a˝eby móc znaleêç zarobek”. Ta przemycona mi´dzy linijkami la- koniczna informacja jest zresztà odosobniona – niemal ca∏kowicie brak w jego wspomnie- niach jakichkolwiek wieÊci o narodzinach dzieci czy o dramacie kolejnych, niemal˝e se- ryjnych ich Êmierci. Tragedia rodzicielskiego niespe∏nienia jest w treÊci Pami´tników niewidoczna, zosta∏a przywalona sprawozdaniami z rozleg∏ej, wytrwa∏ej i prowadzonej z wielkim oddaniem dzia∏alnoÊci publicznej. W∏adys∏aw Mickiewicz by∏ cz∏owiekiem-insty- tucjà, i przede wszystkim tej˝e to instytucji pami´tniki spisuje. Kryjàcy si´ za rozlicznymi funkcjami publicznymi, dzia∏ajàcy na mi´dzynarodowym polu w Êrodowisku szczerze i g∏´boko republikaƒskim – kim by∏ on sam, W∏adys∏aw – Ladis, mà˝ i ojciec, przyjaciel, kochanek? Oskar˝any o „bràzownictwo”, konstruktor i ka- p∏an kultu ojca, jeÊli coÊ z nim dzieli∏, to w∏aÊnie dwutorowoÊç legendy. Jak ojciec, boha- – 5 – – 5 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 6 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ • PAMI¢TNIKI. TOM I ter patriotycznej z∏otej legendy, jest nagle odkrywany w swoich a˝ za bardzo ludzkich i trywialnych s∏abostkach, tak i syn – stra˝nik, wytrawny badacz i dysponent ojcowskich pamiàtek – ma drugie oblicze: nieub∏aganego cenzora, bez skrupu∏ów niszczàcego do- kumenty i zacierajàcego Êlady szokujàcych tajemnic rodzinnego domu. Nie móg∏ przy- zwoliç na to, ˝eby polscy czytelnicy otaczajàcy takà czcià autora Dziadów poznali niemi∏à prawd´ o jego prywatnym ˝yciu. Tym bardziej ˝e nie chodzi∏o w tym przypadku o jakiÊ pojedynczy wybryk, lecz o trwa∏e, jak mawiano, „wyboczenie”, majàce swe wie- lorakie konsekwencje. Autor pami´tników dobrze zapami´ta∏ g∏ównie t´ lekcj´, kiedy to jako siedemnasto- letni m∏odzieniec wraz z ojcem szykujàcym si´ do wyjazdu na Wschód wrzuca∏ w ogieƒ brudnopisy dzie∏ niedokoƒczonych – zdumiony, ˝e by∏o ich a˝ tak wiele, ˝e ojciec tyle zdà˝y∏ w ciàgu ˝ycia napisaç. W ten sposób ogo∏ocone archiwum pozbawione zosta∏o prawdopodobnie bezcennych dzie∏ – takich, jak cudem jakimÊ ocala∏y z tego autodafe wiersz O tym-˝e dumaç na paryskim bruku, zakwalifikowany przez póêniejszych wy- dawców jako epilog Pana Tadeusza, wspominany w korespondencji poety. „Ojciec nieraz gani∏ ciekawoÊç wspó∏czesnych – wspomina W∏adys∏aw – przechowujà- cych najdrobniejszy spadek po s∏awnym autorze; wyciàgajà b∏´dy ortograficzne, wynoto- wujà niezgrabne s∏ówka, które wkrad∏y si´ do tekstu, ods∏aniajà przed czytelnikami tajem- nice, których ogó∏ nie powinien znaç. Ojciec uwa˝a∏, ˝e lepiej wi´cej zniszczyç papierów ni˝ za ma∏o. Zapewne mia∏ racj´, bez wzgl´du na to, co mogli o tym myÊleç przyszli wydawcy jego dzie∏ poÊmiertnych”. Przecie˝ badacz i edytor dzia∏ajàcy na terenie – prawda, niezbyt rozwini´tej jeszcze wtedy w polskiej humanistyce filologii i tekstologii jako dyscyplin na- ukowych – ró˝ni si´ zasadniczo od nauczyciela poprawiajàcego uczniowskie prace i czy- hajàcego z belferskim zaci´ciem na wszelkie potkni´cia. Te cudem przetrwa∏e, „niewyro- bione” prace Mickiewicza dostarczajà nie tylko znakomitego materia∏u êród∏owego do badania procesu twórczego, ale niespodziewanie, w gàszczu wariantów przekreÊleƒ i od- miennych redakcji, ods∏aniajà jego pi´kno mniej u∏adzone, za to bardziej nowoczesne. Ta- kie podejÊcie do dzie∏a napotyka zdecydowany opór W∏adys∏awa, od którego – jako ksi´ga- rza, wydawcy, redaktora i t∏umacza – mo˝na by si´ spodziewaç wi´kszej kultury filologicznej. SkrupulatnoÊç i dociekliwoÊç badawcza nie tylko nie budzi jego entuzjazmu, ale sk∏ania do buntu: „DziÊ nie tylko osoby przodujàce wystawione sà na ciekawoÊç nie- ub∏aganej krytyki, która tak dba, ˝eby ˝adna skrytka duszy nie usz∏a jej uwadze. Stosuje ona do ka˝dego swe mikroskopowe badania, znajdujàc zawsze tytu∏ do analizy. Czy z tego powodu mam poddaç mych bliskich sekcji, której nic nie usprawiedliwia?”. – 6 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 7 OJCIEC MÓJ BY¸BY NAPISA¸ TO INACZEJ… W∏adys∏aw nie by∏ zdolny przekroczyç zaczarowanej granicy pozwalajàcej na pogo- dzenie si´ z faktem, ˝e osoba publiczna, w dodatku tej miary, jakà by∏ jego ojciec – jest pozbawiona, czy tego chce, czy nie – ochrony sfery intymnej, w tej kwestii nie ma praw przynale˝nych reszcie ludzkoÊci. ˚e naturalnà kolejà rzeczy jest nie tylko bardziej wnikli- we zainteresowanie cz∏owiekiem nadzwyczajnym, genialnym, ale bezpardonowe ods∏a- nianie kulis jego ˝ycia. Poznawanie „ludzkiego” oblicza kogoÊ, kto przez swój geniusz stoi o tyle wy˝ej nad resztà ludzkoÊci, jest rodzajem czynnoÊci rytualnej, niezb´dnym ge- stem ze sfery zbiorowej autoterapii. Lud prosty czerpie niewys∏owionà pociech´ i radoÊç ze skonstatowania faktu, ˝e nawet król i cesarz dzielà z nami te same, trywialne potrzeby. W∏adys∏aw zdawa∏ sobie z tego spraw´, przytacza bowiem s∏owa jakiejÊ przekupki, która b´dàc w t∏umie obserwatorów pochodu królowej Wiktorii wizytujàcej Pary˝, parskn´∏a rozczarowana: „królowa – to tylko to”. D∏ugie i bogate ˝ycie W∏adys∏awa obfitowa∏o w podró˝e, ró˝norodne inicjatywy i za- dania; styl zapisu t´ rozmaitoÊç odzwierciedla. Poetyka ka˝dego tomu jest dostosowana do opisywanych faktów i wydarzeƒ. Najbardziej swobodnà i spójnà narracj´ ma tom pierwszy. W póêniejszym wieku si´gajàc pami´cià do czasów dzieciƒstwa i m∏odoÊci, au- tor oz∏aca minione chwile – niezale˝nie od ich rzeczywistej wartoÊci. Ich atmosfer´, drobne nawet szczegó∏y, pami´ta i oddaje z ca∏à mi∏oÊcià i ciep∏em, wynikajàcym z t´- sknoty i oddalenia. Taki jest ca∏y niemal pierwszy tom pami´tników. Stosunkowo ma∏o w nim cytatów – W∏adys∏aw stara si´ spisaç wszystkie zapami´ta- ne wa˝ne chwile m∏odoÊci i dzieciƒstwa sp´dzonego pod okiem ojca, z którym jako naj- starszy syn mia∏ najbli˝szy kontakt. Naturalnie, nie by∏ w stanie zdeszyfrowaç zasad skomplikowanego uk∏adu domu rodzinnego, w którym wàt∏à psychik´ matki rujnowa∏ dodatkowo niemal oficjalny konkubinat ojca z Ksawerà Deybel. W∏adys∏aw rozwija swe wspomnienia tak, jak rozumia∏ t´ sytuacj´ w owym czasie, kiedy nie zdawa∏ sobie z wszystkiego sprawy. Znajduje jawnà przyjemnoÊç w opisywaniu rodzinnego domu, od- dajàc czeÊç matce, s∏awiàc wielkoÊç jej serca, gotowoÊç s∏u˝enia bliênim w potrzebie. Oj- ciec ukazywany w krótkich ods∏onach obrazków rodzajowych traktowany jest z szacun- kiem, ale nie koturnowo. Jawi si´ jako wychowawca stosujàcy intuicyjnie i w sposób zdroworozsàdkowy idee Jana Jakuba Rousseau, nad edukacjà szkolnà przyznajàcy pry- mat rozwijaniu w∏asnych praktycznych umiej´tnoÊci, pob∏a˝liwie traktujàcy zwyk∏e dla wieku ∏obuziakowanie. Gdy umiera matka, a zaraz potem odchodzi na zawsze ojciec, W∏adys∏aw pozostaje nadal w kr´gu przyjació∏, znajomych i uczniów ojca. Tom poÊwi´- cony wspominkom atmosfery domu rodzinnego, a potem domów przyjació∏ ojca, profe- – 7 – – 7 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 8 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ • PAMI¢TNIKI. TOM I sorów z Colle`ge de France, stanowi najbardziej integralnà i ciekawà pod wzgl´dem lite- rackim cz´Êç Pami´tników. W kolejnych tomach tekst wià˝àcy jest coraz ubo˝szy. Autor posi∏kuje si´ obszernymi nieraz cytatami z listów – swoich dzieci, innych osób, ale równie˝ listów w∏asnych. Dy- stans relacji pami´tnikarskiej zostaje zastàpiony relacjà bezpoÊrednià, zanurzonà w „tu i teraz” – piszàcy staje si´ zaledwie dysponentem, artystà, którego kunszt sprowadza si´ do tworzenia opowieÊci – mozaiki z dobieranych umiej´tnie fragmentów. Dopuszcza do wypowiedzi inne g∏osy, majàce znacznà przewag´ nad tekstem narratora. Na korzyÊç au- tora czy te˝ organizatora takiej heterogenicznej ca∏oÊci przemawia, ˝e poczàtkowe partie, wi´c te, w których g∏osu udziela sobie i w znacznie mniejszym stopniu posi∏kuje si´ tek- stami obcymi, nale˝à do najlepszych. U tego pary˝anina z urodzenia mo˝na wyczuç, co ciekawe, potoczystoÊç i zmys∏ fabulacji charakterystyczny dla gaw´dy szlacheckiej, z jej plastycznà obrazowoÊcià, meandrami narracji, swoistym poczuciem humoru. Mimo traumatycznych przejÊç – nie ze wszystkich przecie˝ na bie˝àco zdawa∏ sobie spraw´ – po- trafi∏ wydobyç zabawne momenty. A przecie˝ by∏ tym dzieckiem, które czuwa∏o przy Êmierci matki, a nieca∏e pó∏ roku póêniej z ojcem sp´dzi∏ jego ostatnià paryskà noc. Syn Adama talent literacki dziedziczy∏ niewàtpliwie po kàdzieli. Zamieszczona pod ko- niec drugiego tomu jego powiastka Przeznaczenie, fabularyzujàca wydarzenia wokó∏ drugiego ma∏˝eƒstwa Garibaldiego, to obrazek nieporadny, naiwnie sentymentalny. Trze- ba doceniç takt autora, ˝e nie obdarzy∏ nas wi´kszà liczbà podobnych utworów. Naturalne zdolnoÊci, zmys∏ obserwacji oraz dost´p do opiniotwórczych Êrodowisk – a tak˝e przyk∏ad i zach´ta Armanda Lévy’ego – szcz´Êliwie sprawi∏y, ˝e rozwinà∏ swoje zdolnoÊci w kierun- ku dziennikarskim. Nie odziedziczy∏ po ojcu tak˝e temperamentu erotycznego. Purytaƒski niemal W∏adys∏aw, pomawiany jedynie o zbyt czu∏e stosunki przyjacielskie ze swoim men- torem, Armandem Lévym, dowiód∏ ˝yciem, ˝e nie by∏ to zwiàzek konkurencyjny wobec wi´- zów ma∏˝eƒskich, w których doczeka∏ w 1923 roku diamentowych godów. WartoÊç literackà Pami´tników trudno jest oceniaç na podstawie t∏umaczenia noszà- cego znamiona pracy pospiesznej i niedba∏ej, tekstu surowego, pozbawionego nie tylko pie- czo∏owitej, ale jakiejkolwiek redakcji (patrz: Nota edytorska). Jednak ich lektura pozwala odnieÊç wra˝enie, ˝e poczàtkowy entuzjazm, mo˝e nawet pewna radoÊç pisania wspo- mnieƒ najwczeÊniejszych, powoli, z ka˝dym tomem i ka˝dym rozdzia∏em s∏abnie i w koƒ- cu wygasa. Pozostaje ˝mudny obowiàzek: dzie∏o zacz´te trzeba skoƒczyç. Sà na szcz´Êcie do wykorzystania listy córki, przyjació∏, a tak˝e i w∏asne, rozmaite dokumenty, przemówie- nia wyg∏aszane w ró˝nych okolicznoÊciach. Wyznaczajà one kolejne etapy pracowitego ˝y- – 8 – – 8 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 9 OJCIEC MÓJ BY¸BY NAPISA¸ TO INACZEJ… cia niestrudzonego dzia∏acza niepodleg∏oÊciowego, o rozleg∏ych kontaktach na obu pó∏ku- lach. Kompilacja tego wyboru dokumentacji ledwie markuje pami´tnikarski genre coraz skromniejszym komentarzem wià˝àcym. W∏asne ˝ycie zostaje przedstawione za poÊrednic- twem czynu – pokazuje cz∏owieka oddanego sprawie, pojmujàcego ˝ycie w myÊl roman- tycznych idea∏ów bezkompromisowej walki o podstawowe prawa ludzkoÊci. I chocia˝ (zresztà jako jedyny z rodziny noszàcy nazwisko wieszcza) zape∏ni∏ spisem swoich publi- kacji kilka stron Nowego Korbuta w tomie Pozytywizm, to przecie˝ nie ma wàtpliwoÊci, ˝e – jak˝eby inaczej – by∏ on par excellence romantykiem! Z pogardà odnosi∏ si´ do kapitalistycznych idea∏ów pracy i konsumpcji. Wystawy po- wszechne, organizowane w Europie w znacznej cz´Êci zniewolonej, odnotowuje z pogardà i szyderstwem: „Czy z tego porównania ∏oju, sztuçców i umeblowania ca∏ego Êwiata wynik- nie dlaƒ tak wiele dobra, jak zapowiadajà dzienniki? To nie sklepy, nawet najcudowniej- sze, zbli˝ajà ludzi mi´dzy sobà, i nie bufety, choçby najlepiej zastawione, zbli˝ajà królów i cesarzy”. Jego zjadliwà propozycj´ zamiany okresowych wystaw w permanentne centra handlowe czyta si´ obecnie niemal jak spe∏nione proroctwo: „JeÊli jest prawdà, ˝e zbli˝enie lad sklepowych wszystkich paƒstw jest potrzebà naszego wieku, to dlaczegó˝ nie wybudo- waç na sta∏e ogromnego mi´dzynarodowego bazaru? By∏oby to bardziej ekonomiczne”. Niepraktyczny romantyk, o nieustabilizowanym ˝yciu i niepewnych dochodach, spo- ro musia∏ znieÊç od by∏ego za∏o˝yciela filomatów, a swego póêniejszego teÊcia Francisz- ka Malewskiego, który jako g∏owa rodziny zarzuci∏ rojenia m∏odoÊci i pragnà∏ dla córki bytu pewniejszego i bardziej uznanej pozycji. W∏adys∏aw samokrytycznie dostrzega∏ swo- jà niepraktycznoÊç ˝yciowà, a stàd brak przymiotów dobrego m´˝a: „Kult wuja dla mego ojca dobrze go dla mnie usposabia∏, ale nie mia∏em ani majàtku, ani stanowiska, nato- miast umys∏ sk∏onny do przygód awanturniczych i ˝adnych zdolnoÊci do interesów. Pa- mi´tam wiele dat historycznych, których nauczy∏em si´ w szkole, ale po dziesi´ciu mi- nutach nie pami´tam, ile wynosi dany rachunek”. A przecie˝ tak s∏abo predestynowany do biznesu, prowadzi∏ Ksi´garni´ Luksemburskà i potrafi∏ zdobywaç (z ró˝nym powodze- niem) fundusze na publikacj´ mi´dzy innymi tomików biblioteki arcydzie∏ literackich. Prawda, ˝e przedsi´biorstwo w koƒcu upad∏o, ale ostatni cios zada∏a mu Komuna Pary- ska i sytuacja polityczna po jej upadku. Gust literacki i artystyczny W∏adys∏awa by∏ jednak bardzo klasyczny – jego wypowie- dzi Êwiadczà o tym, ˝e przychyla∏ si´ on raczej do apolliƒskiej harmonii wyra˝onej w dziele o tematyce koniecznie wysokiej; nie godzi∏ si´ na inwazj´ powszednioÊci, mier- zi∏y go realistyczne obrazki obyczajowe. Twierdzi∏, ˝e „upi´kszone malowid∏a George – 9 – – 9 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 10 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ • PAMI¢TNIKI. TOM I Sand bli˝sze sà prawdy ni˝ podkreÊlajàce brzydot´ obrazy Balzaka”. Z zajad∏oÊcià zwal- cza∏ papie˝a realizmu – Courbeta, g∏´boko si´ mylàc w swojej spontanicznej przepo- wiedni: „Nigdy celem sztuki nie b´dzie malowaç to, co jest wulgarne i pospolite”. ˚e je- go Kobiety w kàpieli uwa˝a∏ za ohydne, a Pogrzeb w Ornans za dzie∏o karykaturalne, mo˝na jeszcze pojàç. Gorzej ju˝, ˝e jego zdumienie budzi nawet Degas – nie mo˝e si´ pogodziç z tym, ˝e „ludzie p∏acà setki tysi´cy franków za rysunek Degasa przedstawia- jàcy na przyk∏ad zwyk∏à tancerk´, wk∏adajàcà poƒczochy lub kr´càcà si´ na koniusz- kach palców”. Nic wi´c dziwnego, ˝e jego entuzjazm wzbudza∏ Jan Matejko, który pre- zentowa∏ w Pary˝u p∏ótna z historii Polski – tak cierpko zrecenzowane przez Norwida. A ile˝ frywolnych scenek rodzajowych i zabawnych sytuacji wyczarowa∏ Mickiewicz w Panu Tadeuszu! Tancerkami Degasa piewca Zosi w dezabilu i Telimeny obleganej przez mrówki na pewno by si´ nie gorszy∏! Ale W∏adys∏aw pami´ta∏ mo˝e, jak Pana Ta- deusza sam autor z ràk mu wytràci∏, radzàc, ˝eby poczeka∏, a˝ co lepszego w przysz∏oÊci napisze. D∏ugie ˝ycie daje mo˝liwoÊç obserwacji wielu nieoczekiwanych zwrotów w dziejach narodów, zmiany mód, gustów i oczekiwaƒ spo∏ecznych. Jednà z takich niezbyt mi∏ych niespodzianek by∏a dla kap∏ana kultu Pierwszego Wieszcza rosnàca s∏awa Juliusza S∏o- wackiego. Ten nielubiany i nieceniony przez ojca autor zdobywa∏ sobie serca i umys∏y no- wych pokoleƒ i momentami odbywa∏o si´ to – niestety – z uszczerbkiem s∏awy niepo- dzielnie wczeÊniej panujàcego w∏adcy. Skwapliwie krzàtajàcy si´ wokó∏ kultu ojcowskiego W∏adys∏aw nie by∏ w stanie zapobiec temu cz´Êciowemu przyçmieniu s∏awy Mickiewicza przez S∏owackiego. Wypowiedzi W∏adys∏awa dotyczàce S∏owackiego w ciàgu trzech tomów przechodzà ciekawà ewolucj´ i sà probierzem samodzielnoÊci w ferowaniu ocen artystycz- nych. Nie jest tych opinii wiele, a niektóre z nich stanowi∏y – zgodnie z cz´stà formu∏à „relata refero” – przytoczenia s∏ów innych osób. Pierwsza jest wypowiedê Micheleta, którego poruszy∏a czeÊç, jakà Polacy otaczajà swo- ich wieszczów, „Mickiewiczów i S∏owackich” – jak mia∏ si´ wyraziç ten wybitny historyk, przyjaciel jego ojca, podkreÊlajàc spójnikiem jak gdyby równorz´dnoÊç obu postaci. W przemówieniu na Kongresie Literackim w roku 1880 w Lizbonie W∏adys∏aw zarysowu- je syntez´ literatury polskiej i wÊród trójcy romantycznej jako ostatniego, za Krasiƒskim, wymienia S∏owackiego. Dla jego twórczoÊci znajduje dyplomatycznà formu∏´ pochwa∏y podszytej lekkà przyganà: „S∏owacki modelowa∏ w bràzie swych wierszy o cudownej for- mie nami´tnoÊci czasem wznios∏e, a niekiedy bez∏adne swego pokolenia; odzwierciedla∏ to, co w teraêniejszoÊci by∏o szlachetnego, ale tak˝e i to, co by∏o niedoskona∏e”. A poczu- – 10 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 11 OJCIEC MÓJ BY¸BY NAPISA¸ TO INACZEJ… cie estetyki W∏adys∏awa – o czym ju˝ by∏a mowa – nie tolerowa∏o artystycznych wyobra- ˝eƒ rzeczy niedoskona∏ych czy bez∏adnych. Omawiajàc okolicznoÊci sprowadzenia prochów ojca do Krakowa, W∏adys∏aw zazna- cza, ˝e „gdy póêniej wysuni´to projekt oddania takich samych honorów Juliuszowi S∏o- wackiemu, kapitu∏a stanowczo odmówi∏a swej zgody”; ale zarazem dodaje, ˝e analogicz- ny wniosek dotyczàcy Krasiƒskiego w ogóle nie by∏ wzi´ty pod uwag´. W trakcie pisania Pami´tników – w maju 1924 roku – odby∏o si´ pierwsze szerokie zebranie w sprawie ko- lejnej, tym razem skutecznej, inicjatywy sprowadzenia i pochowania na Wawelu prochów S∏owackiego. Majàcy Êcis∏à ∏àcznoÊç z krajem i znajàcy osobiÊcie wielu cz∏onków tego ko- mitetu, z jego prezesem, Józefem Kallenbachem na czele, W∏adys∏aw musia∏ o tym zagro- ˝eniu wiedzieç i jakoÊ si´ do niego odnieÊç. Czy unikni´to pomys∏u, ˝eby zawiadomiç go o tym, zapraszajàc po prostu do szacownego grona Komitetu? Prawie jestem w stanie wy- obraziç sobie jego reakcj´, jeÊli istotnie taki nietakt pope∏niono. Mimo ˝e ju˝ wczeÊniej mo˝na by∏o dostrzec w jego opiniach elementy sprawiedliwszej oceny twórczoÊci dru- giego wieszcza, niebezpieczeƒstwo tego poÊmiertnego zbli˝enia (czy te˝ wr´cz zrówna- nia) obu kultów sk∏oni∏o W∏adys∏awa do niemi∏ej refleksji. Oto winne jest temu zmar- nienie i znikczemnienie nowych generacji. Spostrze˝enia o paralelizmie pomi´dzy formà i ideà romantycznego adwersarza ojca a dà˝eniami neoromantycznego pokolenia fin de sie`cle’u jak najbardziej podstawne – ale wyra˝one zosta∏y z abominacjà. Zdaniem W∏adys∏awa, do czasu rewolucji duchowej S∏owackiego, która odby∏a si´ ewidentnie pod patronatem Towiaƒskiego, „˝ywi∏ [on] zachwyt dla samego siebie, którego nie mo- g∏a okupiç cudowna ∏atwoÊç, z jakà igra∏ ze wszelkimi trudnoÊciami wierszowania. A tyle m∏odzie˝y – dodaje z niesmakiem – zachwyca si´ rozpasaniem mi∏oÊci w∏asnej poety, po- niewa˝ ta mi∏oÊç w∏asna usprawiedliwia w ich oczach zbyt wysokie mniemanie, jakie ma- jà o sobie”. Ale w tym czasie jest ju˝ jasne dla niego, ˝e S∏owacki w kanonicznym ordyn- ku trójcy wieszczów wyprzedza Krasiƒskiego. Pierwszego lipca 1918 roku, w trakcie przyjmowania W∏adys∏awa do grona francuskiego Towarzystwa Literatów, pada znamien- ne okreÊlenie S∏owackiego jako „wizjonera i proroka, zmar∏ego tak˝e we Francji, pocho- wanego na cmentarzu Montmartre”. Na wspomnianym cmentarzu szczàtki doczesne S∏owackiego b´dà spoczywa∏y jeszcze tylko dziewi´ç lat po tej mowie – ale momentu prze- niesienia S∏owackiego na Wawel i królewskiego pochówku obok trumny ojca – sam W∏a- dys∏aw Mickiewicz nie do˝yje, umierajàc niemal dok∏adnie rok wczeÊniej. Jako edytor W∏adys∏aw Mickiewicz og∏osi∏ kilka listów S∏owackiego, które by∏y w jego posiadaniu, oraz – ale to zapewne jako konsekwentny bonapartysta raczej – przet∏uma- – 11 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 12 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ • PAMI¢TNIKI. TOM I czy∏ prozà jego wiersz Na sprowadzenie prochów Napoleona. W Pami´tnikach z oka- zji paryskiego pochówku cesarza przytacza jednak tylko mierny francuski wiersz Théophile’a Gautiera. Niestrudzony kap∏an kultu ojca mia∏ ÊwiadomoÊç, ˝e ten nielubia- ny S∏owacki niepostrze˝enie wysuwa si´ ju˝ na pierwszà pozycj´. W trakcie uroczystoÊci ku jego – W∏adys∏awa przecie˝ czci, ju˝ nawet cudzoziemcy k∏ujà go w uszy s∏owami o tym pomijanym milczeniem przez lata ca∏e „wizjonerze i proroku”. Niby zaocznà kar´ za t´ niedyplomatycznoÊç, wymierza rycza∏towy policzek niedojrza∏ym pokoleniom dekaden- tów. Bo to przecie˝ ich marne kompetencje takiego przewartoÊciowania sà winne. Zach∏yÊni´cie si´ m∏odego pokolenia S∏owackim stanowi∏o podatny grunt pod anty- bràzowniczà kampani´, która w par´ lat po Êmierci W∏adys∏awa zainicjowana zosta∏a przez Tadeusza ˚eleƒskiego-Boya. Pami´tniki jednak nie sà tym miejscem, w którym zaprezentowany zosta∏ posàgowy wizerunek wieszcza – przede wszystkim by∏ nim ˚ywot Adama Mickiewicza. Ale przecie˝ czu∏y barometr synowskiego serca odbiera∏ ju˝ niepo- kojàce sygna∏y tej kampanii, którym – zanim zosta∏y jeszcze sformu∏owane – uprzedza- jàc, móg∏ próbowaç daç odpór. Czyni to na przyk∏ad, zauwa˝ajàc pob∏a˝liwoÊç w portre- towaniu wybitnych osobistoÊci historycznych przez Kalink´, mniej ∏askawego dla postaci minorum gentium. T´ ulgowà taryf´ historyka zarezerwowanà dla wybitnych nazywa „nieszcz´snà manià”. Sformu∏owanie takiego poglàdu to jakby ostrze˝enie dla siebie, by tego samego b∏´du nie pope∏niaç, portretujàc ojca, a zarazem sugestia, ˝e – jeÊliby coÊ do ods∏oni´cia by∏o – uczyni∏by to na pewno. A przecie˝ wiemy, ˝e tak nie by∏o – ˝e co- fa∏ si´ przed upublicznieniem tych faktów, które dla niego samego by∏y niezrozumia∏e. Nie szcz´dzàc tak˝e mi∏oÊci w∏asnej, wyznaje brak kompetencji nie tyle do oceny, ile do w∏aÊciwego odbioru czynów geniusza przez ludzi pospolitych. Z godnà szacunku skromnoÊcià wyznaje: „JeÊli chodzi o ojca, czuj´, ˝e w g∏àb duszy cz∏owieka genialnego zajrzeç mo˝e tylko ktoÊ mu równy”. Oprócz nurtu wspomnieniowego oraz reporta˝owego to w∏aÊnie portrety ludzi blisko i dobrze znajomych wzbogacajà zalety Pami´tników. Osoby znane cz´sto z podr´czników historii czy dziejów literatury o˝ywajà w opowieÊci W∏adys∏awa, który z pasjà, czasem z uprzedzeniem, ale zawsze barwnie i z rozmachem kreÊli ich sylwetki. W ten sposób po- znajemy profesorski triumwirat z Colle`ge de France – a wi´c obok Mickiewicza tak˝e Mi- cheleta i Quineta; Renana, Lamartine’a, Kraszewskiego, Garibaldiego, Bakunina, Micha- ∏a Czajkowskiego – Sadyka Pasz´, Ludwik´ Âniadeckà i wielu, wielu innych. Z luboÊcià i dziennikarskim wyczuciem pami´tnikarz zatrzymuje si´ te˝ przy postaciach mniej zna- – 12 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 13 OJCIEC MÓJ BY¸BY NAPISA¸ TO INACZEJ… nych, ale na swój sposób frapujàcych; wnikliwy psychologicznie portret uroczego birban- ta, ksi´cia Marcelego Lubomirskiego, to majstersztyk gatunku. Równie interesujàce sà mniej udane portrety – taki musia∏ byç si∏à rzeczy portret An- drzeja Towiaƒskiego – dziedziczne obcià˝enie nie pozwoli∏o synowi spojrzeç obiektyw- niej na prowincjonalnego rejenta. Wizyta w jego siedzibie opisana jest w tonie apologii. Odwiedzany w Genewie mistrz, otaczany czcià niemal boskà, snuje opowiastki, które w relacji W∏adys∏awa uderzajà swà trywialnoÊcià, ale przede wszystkim napuszonym ˝ar- gonem ewangelicznej przypowieÊci, majàcym przydaç sakry banalnym prawdom. I jeÊli syn poety mimo wszystko odcina si´ od nauk Towiaƒskiego, to robi to tylko w po∏owie – tak jak ojciec, który odczu∏ szkodliwoÊç pietystycznego dogmatu zabraniajàcego na szali historii k∏aÊç tak˝e w∏asne czyny. Ale przecie˝ – i to w∏aÊnie w tym pot´pianym przez niego artystycznie ma∏ym realizmie – uda∏o si´ W∏adys∏awowi jako spostrzegawczemu reporta˝yÊcie odnieÊç pewien sukces. MyÊl´ tutaj przede wszystkim o obrazie Warszawy z okresu przedpowstaniowego wrzenia. Opisy nastroju ulicy, wypadków, taktyki buntujàcego si´ narodu wobec wroga przypomi- najà nastroje spo∏ecznego zrywu pierwszej „SolidarnoÊci”, a potem stanu wojennego. „Warszawa 14 paêdziernika 1861 roku wyglàda∏a jak miasto dopiero co szturmem zdoby- te. Nie jesteÊmy w stanie obl´˝enia, ale na stopie wojennej, choç to wszystko jedno, jak te- go dowodzà wyjaÊnienia, jakie rzàd daje co do stanu wojennego (wojna z kim?). Pod mo- imi oknami roz∏o˝ono obóz, po drugiej stronie spaceruje publicznoÊç”. Podobnie niespodzianie aktualnie brzmi te˝ odnotowane przez W∏adys∏awa spostrze- ˝enie odnoÊnie do prawa autorskiego, w którego tworzeniu uczestniczy∏. „Kiedy ju˝ uzy- skamy to wszystko, pozostanie nam tylko zburzyç przeszkody, którymi otoczymy ducha ludzkiego i które pozwolà trzymaç arcydzie∏a pod kluczem Bóg wie jak d∏ugo i w nieskoƒ- czonoÊç opóêniaç ich rozpowszechnianie”. Jako dziecko odwa˝nie wykorzystywa∏ swobody Francji czasów monarchii lipcowej, o jakich nam w Êwiecie Internetu marzyç nawet nie wolno, znajdujàc wspania∏à rozrywk´, w której „na jarmarku batiniolskim g∏owa Ludwi- ka Filipa z harcapem s∏u˝y∏a za cel; trafiç mu kulà w ∏eb – to by∏ dla mnie taki triumf – wyznaje po latach – jak dla Êredniowiecznego rycerza zwyci´stwo na turnieju”. Najbardziej jednak wspó∏czeÊnie brzmià diagnozy dotyczàce dziedziny najbli˝szej mu zawodowo – mediów. Mimo ˝e up∏yn´∏o pó∏tora wieku, a realia zmieni∏y si´ radykalnie, opisane przezeƒ mechanizmy wydajà si´ uniwersalne: „Wydawnictwu periodycznemu po- wodzi si´ wówczas, tylko gdy, zachowujàc pozory organu politycznego, jest jedynie finan- – 13 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 14 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ • PAMI¢TNIKI. TOM I sowà spekulacjà” – pisze, cytujàc Fazy’ego. Jako redaktor i dziennikarz „L’Espérance”, kontynuujàcej idee ojcowskiej „Tribune des Peuples”, zauwa˝a: „Dla zapewnienia wielkie- mu dziennikowi d∏u˝szego bytu potrzebne jest, ˝eby redaktor uprzednio sprzeda∏ swà du- sz´ jakiemu potentatowi gie∏dowemu”. Dziennikarska wra˝liwoÊç, a mo˝e te˝ paryski po- lot (zresztà odnajdywany tak˝e na ulicach Warszawy), sprawiajà, ˝e narracja W∏adys∏awa roi si´ wprost od anegdot, humoru sytuacyjnego i s∏ownego. Ma on wyraênie wyczulony s∏uch na zabawnà stron´ ˝ycia i nigdy nie omieszka uczyniç ma∏ej dygresji, jeÊli jej celem jest smakowita i dowcipna historyjka. Anegdoty zbiera w salonach arystokratycznych, ale tak˝e w obozach jenieckich po pierwszej wojnie Êwiatowej, z których wy∏awianie Polaków sta∏o si´ ostatnim jego wielkim czynem ˝yciowym. Cytuje na przyk∏ad list ˝o∏nierza piszà- cego z francuskiej niewoli do ˝ony: „Moje kochanie, przyciskam do serca ciebie i nasze dzieci, ale nie zobaczysz mnie ju˝ nigdy, tak mi tu jest dobrze”. Dzi´ki tym wstawkom opo- wieÊç nabiera uroku i t´tni ˝yciem – tym bardziej ˝e wydaje si´ pozbawiona emocji i mo- menty prawdziwie drastyczne opisywane sà z podziwu godnym stoicyzmem. Zresztà – z perspektywy czasu wszystkie dramatyczne przejÊcia okazujà swojà jedynà dobrà stron´ – cz´sto mo˝na w koƒcu mówiç o nich w czasie przesz∏ym. W∏adys∏aw Mickiewicz, Ladis – jakobin i towiaƒczyk, bonapartysta i antykleryka∏, ba, nawet ˝abojad…Wszystkie te epitety, które spotyka∏y go w ciàgu d∏ugiego ˝ycia, by∏y praw- dà tylko cz´Êciowà i ka˝dy z nich mo˝na by opatrzeç dope∏nieniem zaczynajàcym si´ od „ale…”. Na przyk∏ad, ten ˝abojad, któremu na Litwie od∏awiajà os∏awione ˝aby, we Francji ho∏duje polsko-litewskiej kuchni z ko∏dunami na czele. Mo˝e najtrafniejszà auto- charakterystykà by∏yby jego w∏asne s∏owa wypowiedziane o przyjacielu i mentorze, Arman- dzie Lévym: „Zbyt uduchowiony i zbyt wielki napoleonista dla jednych, zanadto socjali- styczny i czerwony dla drugich, pozosta∏ poza ugrupowaniami politycznymi i ca∏à swà energi´ poÊwi´ci∏ sprawom narodowym, walczàc na korzyÊç W∏och, Rumunii i Polski”. Z tà ró˝nicà, ˝e dla Ladisa Polska by∏a, naturalnie, na pierwszym miejscu, choç widzia∏ bez- poÊredni zwiàzek sprawy polskiej z dà˝eniami niepodleg∏oÊciowymi innych ludów. Inte- lektualnie zbyt s∏aby, by podo∏aç wszelkim wyzwaniom i zadaniom, w jakie obfitowa∏o je- go ˝ycie, najbardziej trafne wybory podejmowa∏, kierujàc si´ wskazówkami ojca. Litania pielgrzymska koƒczàca Ksi´gi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego nie pozosta- wia∏a wàtpliwoÊci, ˝e pokój za wszelkà cen´ nie móg∏ byç jego ideà przewodnià. Uderzajàcy jest absolutny brak empatii pami´tnikarza dla dà˝eƒ wyzwoleƒczych po- bratymczych narodów Rzeczpospolitej szlacheckiej; ich podmiotowe ambicje sà okreÊla- ne jako szarlatanizm separatystów. Naturalnie, ˝e takie stanowisko wynika∏o przede – 14 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 15 OJCIEC MÓJ BY¸BY NAPISA¸ TO INACZEJ… wszystkim z jego wizji Polski w granicach przedrozbiorowych, „od Dniepru do Odry”: w swoim memoriale pisze o Polsce wolnej „a˝ do Dniepru i Dêwiny”. Nie waha si´ mó- wiç o mniejszoÊciach narodowych jako „sztucznych narodach”; t∏umaczy, ˝e „Polska bez Litwy, Wo∏ynia i Ukrainy to Francja bez Alzacji i Lotaryngii, Bretanii i Prowansji”. O ogromnym sàsiedzie z po∏udniowego wschodu pisze wr´cz: „Ukraina pozbawiona jest cech narodu”. Syna autora s∏ów „Litwo, ojczyzno moja…” szczególnie irytuje oczywi- Êcie separatyzm litewski. Dlatego wdzi´czny jest Janowi Matejce za przypomnienie obra- zem z 1869 roku unii lubelskiej, „którà zwalczajà dzisiaj wrogowie Polski i Litwy za po- mocà sofizmatów, k∏amstw historycznych i fantastycznej statystyki”. Tam, gdzie brakowa∏o nauk ojca i gdzie potrzeba by∏o nowego oddechu, Êmia∏ego spojrzenia w przysz∏oÊç, choç mo˝e przede wszystkim rzetelnej oceny sytuacji, ów sprzy- mierzeniec W∏ochów i Rumunów w dziele zjednoczenia, republikanin z ducha, staje si´ rzecznikiem status quo sprzed pó∏tora wieku, jakby w tym czasie nic si´ nie zdarzy∏o. Za- mieszanie poj´ciowe wokó∏ tego tematu doskonale oddaje jego niefrasobliwa opinia: „Mickiewicz sam by∏ Litwinem, Krasiƒski warszawianinem, a Zaleski jest Ukraiƒcem, to znaczy, pochodzi z po∏udnia Polski i ma wdzi´k ca∏kiem po∏udniowy”! Dzielny i bez- kompromisowy bojownik o wolnoÊç ludów i temperamentny publicysta nie by∏ niestety wizjonerem i tam, gdzie si´ koƒczy∏y nauki ojca, zaczyna∏ si´ dla niego grzàski grunt za- gadkowej teraêniejszoÊci i jeszcze bardziej nieodgadnionej przysz∏oÊci. Czego ojciec nie wyprorokowa∏, tego syn dojrzeç nie zdo∏a∏. Nie szcz´dzi∏o ˝ycie W∏adys∏awowi Mickiewiczowi silnych wra˝eƒ. Kilkakrotnie w ciàgu swojego ˝ycia by∏ Êwiadkiem ekshumacji ludzi, których zna∏, nieraz blisko, tak˝e tych, któ- rych uczyni∏ bohaterami swoich literackich portretów. By∏ tak˝e Êwiadkiem ekshumacji swoich rodziców. I ten obraz najsilniej zapad∏ mi w pami´ç. Postaç W∏adys∏awa nad wydo- bytà z ziemi trumnà ojca. Jak pochyla si´ i widzi wÊród resztek aromatycznych zió∏ troch´ koÊci, krzy˝ i bràzowà monet´ rosyjskà, o którà ojciec w Konstantynopolu poprosi∏ Lévy’ego, bo podobnà dostawa∏ w dzieciƒstwie od matki, by kupiç sobie obwarzanków… W∏adys∏aw, jak z leÊmianowskiego snu, konfrontowany na jawie z poetyckim „Êmierç pa- trzy w koÊç, nie w twarz!”. Ta migawka zaledwie, notatka pozbawiona emocji, jest dla mnie bardziej wiarygodnym – ni˝ wszystkie zapewnienia i cytowane dokumenty – Êwiadectwem: „Iusiurandum patri datum…” Warszawa–Saska K´pa, luty 2012 Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 16 Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 17 TOM I Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 18 Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 19 Przedmowa Ojciec mój, kiedy zach´cano go do napisania pami´tników, odpowiedzia∏: „Kto pisze swoje pami´tniki, daje przez to samo Êwiadectwo, ˝e nigdy ju˝ do czynu nie przystàpi”. Ale na zupe∏nym schy∏ku ˝ycia wolno ju˝ cofaç si´ w przesz∏oÊç. Quod licet Jovi, non licet bovi1. Wolno genialnym m´˝om wtajemniczaç publicz- noÊç w przesilenia duchowe, zwyci´sko przebyte. Przyk∏ad jednak Jana Jakuba Rous- seau dowodzi, ˝e i znakomitemu cz∏owiekowi nie wypada rozbieraç si´ przed publicz- noÊcià. Zabra∏em si´ do spisania pami´tników z myÊlà, ˝e dadzà mi sposobnoÊç u∏atwiç cu- dzoziemcom lepsze zrozumienie sprawy naszej, i dlatego pisa∏em je po francusku. Skoƒczy∏em t´ prac´ w okolicznoÊciach niesprzyjajàcych og∏oszeniu w tym j´zyku trzech sporych tomów. Ksi´garnia Gebethnera i Wolffa podj´∏a si´ wydaç dzie∏o po pol- sku. Nadmiar zaj´ç nie pozwoli∏ mi zabraç si´ do t∏umaczenia, którego wspólnie pod- j´li si´ Stanis∏aw Piotr Koczorowski2 i Aurelia Wyle˝yƒska3. Nieuniknionym szkopu∏em pami´tników jest zbytnie rozpisywanie si´ o sobie. Przyja- ciel ojca mojego dziwi∏ si´ raz przed nim, ˝e ludzie mogà si´ wi´cej sobà ni˝ ojczyznà in- teresowaç. Wtem przyniesiono numer wieczornego dziennika. Ojciec mój rzuci∏ naƒ oczy- ma i poda∏ przyjacielowi, mówiàc: „Jest tam o tobie mowa, lecz powiedz mi, czy Francuzi weszli do Rzymu”. Otrzyma∏ odpowiedê: „Pozwolisz, bracie Adamie, ˝e naprzód zobacz´, co o mnie piszà”. – „Nic nie piszà – odrzek∏ mój ojciec – lecz widzisz, ˝e nie tak ∏atwo, jak ci si´ zdaje, o sobie zapomnieç”. Zamierza∏em jak najmniej nadmieniaç o sobie, lecz mi si´ to nie uda∏o. Rad bym by∏ innych wprowadziç na scen´, sam zostajàc za kulisami. Niestety, niepodobieƒstwem jest nie dodaç, dla wiarygodnoÊci, ˝e to cz∏owiek widzia∏ i s∏ysza∏. 001 Quod licet Jovi, non licet bovi (∏ac.) – Co wolno Jowiszowi, nie wolno wo∏u (Êredniowieczna trawestacja cytatu z komedii Terencjusza Sam siebie karzàcy). 002 Stanis∏aw Piotr Koczorowski (1888–1958) – bibliotekarz, bibliofil i bibliograf, w latach 1920–1930 pra- cowa∏ w Bibliotece Polskiej w Pary˝u. 003 Aurelia Wyle˝yƒska (1889–1944) – powieÊciopisarka i publicystka; mieszka∏a w Pary˝u w latach 1924– 1937, aktywnie uczestniczàc w ˝yciu kulturalnym Polonii. Zgin´∏a w powstaniu warszawskim. – 19 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 20 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ • PAMI¢TNIKI. T0M I Trzeba by podzielaç zdanie doktora Panglossa z Woltera, ˝e wszystko dzieje si´ jak najlepiej na tym ze Êwiatów mo˝liwych najlepszym, aby wszystko chwaliç. Nie mo˝na wspomnieç o tylu ludziach i wypadkach bez krytyki dzia∏aƒ naszych stronnictw emigra- cyjnych. Gdyby nie ich b∏´dy tak w 1831 roku, jak w 1863, zapewne Polsce przypad∏aby chwa∏a obalenia mocarstw ciemi´˝àcych Europ´. Tymczasem emigracja wymar∏a na wygnaniu, nie doczekawszy si´ zwyci´skiego powrotu do kraju. Lecz paƒstwa, które Polsk´ rozdar∏y, czeka∏ koniec haniebniejszy ni˝ zrzucenie ich jarzma przez zwyci´skà Polsk´. Skaza∏a je sprawiedliwoÊç Bo˝a na wzajemne po˝arcie. Piszàc pami´tniki po francusku, wchodzi∏em w szczegó∏y nieraz zbyteczne dla roda- ków; czasem i cudzoziemcy zajrzà do polskiego dzie∏a i argumenty dla nich przeznaczo- ne trafià do swego celu. Pami´tniki nie mogà byç jedynie kwiatami, rzucanymi na groby drogich nam istot, do op∏akiwania których zbyteczne by∏oby szerszà zapraszaç publicznoÊç, a s∏usznie ksià- ˝´ Saint-Simon w pami´tnikach, które tyle Êwiat∏a rzucajà na panowanie Ludwika XIV, pisze: „èli, którzy na tym Êwiecie tyle ju˝ majà nad dobrymi przewagi, posiadaliby jesz- cze jednà arcydziwnà przewag´ nad nimi, gdyby dobrym nie by∏o dozwolone odró˝niaç ich i poznawaç, a wi´c ich unikaç, i w tym˝e celu innych przed nimi ostrzegaç, przecho- wywaç w pami´ci, co zacz oni sà, co czynili w zwiàzku z wydarzeniami ˝ycia i czy du˝o lub niewiele znaczyli, takimi, jak sà i byli, podawaç ich potomnoÊci, przekazujàc jej dzieje ich epoki”4. Pary˝, w czerwcu 1925 roku 004 Louis de Rouvroy, ksià˝´ de Saint-Simon (1675–1755); Mémoires de Saint-Simon, t. 1, Paris 1879. Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 21 Rozdzia∏ I WST¢P • O PISANIU PAMI¢TNIKÓW • ATMOSFERA DOMU RODZINNEGO • EMIGRACJA • PRZYJACIELE OJCA I ICH OPOWIADANIA • CZARTORYSKI Na pró˝no mówi si´, ˝e doÊwiadczenie jednych na nic si´ innym nie przyda. Wystarczy, ˝e zdarzy si´ przeciwnie, a ju˝ chwytamy za pióro, szczególnie przy schy∏ku ˝ycia, gdy nas wi´cej lat czeka pod ziemià, ni˝ ich by∏o na ziemi. Zdaje si´ wtedy, ˝e opowiadanie daw- nych wspomnieƒ da czytelnikom troch´ tej przyjemnoÊci, jakà si´ ma przy ich wywo∏ywa- niu. Niecz´sto zdarza si´, ˝eby codziennie zapisywaç wypadki, a póêniej je opracowywaç jest rzeczà ryzykownà. Pami´tniki winny byç pisane z dnia na dzieƒ, inaczej stajà si´ po- dobne romansom. Wra˝enia bardzo silne w chwili ich odczuwania rozpraszajà si´, po- zostawiajàc Êlad niewyraêny, chronologia staje si´ niepewnà, rzeczy czytane ∏àczà si´ z widzianymi. Ale rzadko mo˝na wszystko zapisywaç w odpowiedniej chwili i wystarcza, by zapami´taç z przesz∏oÊci doÊç interesujàcych szczegó∏ów, dzi´ki którym czytelnik przebaczy autorowi kilka b∏´dów i kilka opuszczeƒ. ˚ycie jest podró˝à. Z jej wydarzeƒ niecz´sto zdajemy sobie spraw´ w ciàgu drogi. M∏o- dy – patrzy przed siebie, starzec – obejmuje okiem przebytà przestrzeƒ. Spojrzenie wstecz przebiega szybko etapy podró˝y jeszcze nieukoƒczonej, lecz dobiegajàcej koƒca. Jest w tym podobieƒstwo do spaceru wzd∏u˝ Via Appia, pe∏nej grobowców, tylko ˝e gdy te gro- by mówià o przesz∏oÊci Rzymu, wzd∏u˝ drogi naszego ˝ycia le˝à kamienie mogilne bli- skich i przyjació∏. Bez wzgl´du na to, czy napisy wyryte na kamieniach sà czytelne, czy te˝ tak zatarte, jak wi´kszoÊç staro˝ytnych epitafiów, zawsze przedstawiajà si´ one jako dr´czàce zagadki, tak dalece los istnieƒ, na pozór najmniej tajemniczych, jest niezbada- ny. A jednak chcia∏oby si´ zrozumieç ich znaczenie, odcyfrowane fragmenty przekazaç innym uczonym, ˝eby stworzy∏y ca∏oÊç, podobnie jak zbiór tekstów dawnych tworzy Cor- pus inscriptionum latinarum5. JakiÊ badacz staro˝ytnoÊci opowiada, ˝e widzia∏ grób etruski doskonale zachowany. W miar´ jak Êwiat∏o tam si´ dostawa∏o, barwy blad∏y, ka˝dy przedmiot wzi´ty do r´ki 005 Corpus inscriptionum latinarum – zbiór inskrypcji ∏aciƒskich; fundamentalne dzie∏o niemieckich uczonych zapoczàtkowane przez Theodore’a Mommsena w 1853 roku (tom pierwszy ukaza∏ si´ w ro- ku 1863). – 21 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 22 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ • PAMI¢TNIKI. TOM I rozpada∏ si´. To, co w cieniu naszych wspomnieƒ pe∏ne jest Êwie˝oÊci, traci jà wystawio- ne na widok publiczny i rozsypuje si´ w py∏, gdy dotykamy. Podobnie jak z grobowca etruskiego, Êwie˝o odkopanego, ostanie si´ tylko bràz i kamieƒ, z ca∏ej masy naszych wspomnieƒ tylko cz´Êç pozostanie niezatarta. Te sà skarbem, który raczej nale˝y cho- waç dla siebie, ni˝ rozmieniaç na drobnà monet´ i puszczaç w obieg jako osobiste ze- znania. Pragnieniem moim jest nadaç kszta∏t pewnym obserwacjom wywo∏anym przez pew- nych ludzi i wypadki. Chcia∏bym móc mówiç o innych, a nie o sobie. Im wi´cej zna∏o si´ ludzi wybitnych, tym bardziej ma si´ ochot´ uzupe∏niç lub sprostowaç kursujàce o nich opinie. Niestety, jest rzeczà niemo˝liwà uczyniç to, nie wyst´pujàc samemu na scen´; czyni´ to z ˝alem, gdy˝ jedynà mojà zas∏ugà jest to, ˝e by∏em synem wielkiego ojca i wi- dzem niejednej rewolucji. Ale czy˝ nie jest do pewnego stopnia obowiàzkiem, gdy si´ ˝y- ∏o w okolicznoÊciach niezwyk∏ych i Êrodowisku wyjàtkowym, pomóc innym lepiej je po- znaç? To, co dla mnie jest obrazem pe∏nym ˝ycia, przedstawia si´ obecnemu pokoleniu w mglistych kszta∏tach i by∏oby ju˝ wiele, gdybym utrwali∏ kilka rysów. Wszystkie moje wspomnienia dzieciƒstwa i pierwszej m∏odoÊci krà˝à wokó∏ ojca. To- te˝ za ka˝dym razem, gdy imi´ jego przychodzi mi pod pióro, waham si´, czy nie mówi´ za du˝o, wiedzàc, ˝e on nie dba∏ o to, by zajmowano si´ jego osobà, nie broni∏ si´ przed pot´pieniami ani szuka∏ przysz∏ych apologetów, co nie znaczy jednak, i˝by pogardza∏ aureolà s∏awy, która otacza imiona nieÊmiertelne, lecz chodzi∏o mu o to, by jej trwa∏oÊç zale˝a∏a od blasku, jaki bije od wewn´trznego ognia, nie zaÊ od staraƒ, jakich si´ dok∏a- da dla zwrócenia na siebie uwagi wspó∏czesnych i potomnych. Tylu kar∏ów pracuje nad pomniejszaniem olbrzymów, ˝e mimo woli chce si´ temu przeciwdzia∏aç. Ludzie mali najch´tniej wyszukujà w ˝yciu ludzi wielkich chwilowe ich przystanki, by uwolniç siebie i sobie podobnych od chylenia przed nimi czo∏a. Dziecko uczy si´ chodziç, padajàc. Cz∏owiek genialny cz´sto si´ zatrzymuje; bywajà momenty, gdy si´ chwieje, ale podnosi si´ zawsze i idzie swojà drogà. Nie chodzi o wa- hanie, lecz raczej o ciàg∏oÊç wzlotu i, jeÊli mo˝na si´ tak wyraziç, o ca∏oÊç ˝ycia. W ca- ∏oÊci ˝ycie Adama Mickiewicza jest trwa∏ym dà˝eniem do wy˝szego poziomu Êwiata; wo∏a∏ o to swymi pragnieniami, przygotowywa∏ swymi wysi∏kami. Idea∏owi temu po- Êwi´ca∏ swój spokój materialny, zadowolenie mi∏oÊci w∏asnej; wyzbyty egoizmu, jak rzadko kto z ludzi, bliênich swych podnosi∏ na wy˝sze szczeble. Stàd si∏a jego wp∏ywu. Przy zbli˝eniu si´ do niego ka˝dy czu∏ si´ lepszym i marzy∏, ˝eby opuÊciç ziemi´ z nim razem. – 22 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 23 ROZDZIA¸ 1 On spe∏ni∏ w zupe∏noÊci zadanie, przeznaczone geniuszom jego miary, które George Sand w ten sposób okreÊli∏a: „Poeta winien byç ponad wspó∏czesnymi, z tamtej strony w∏asnego ˝ycia”6. Razu pewnego, gdy rozmawia∏em z wybitnym artystà francuskim o rozmaitoÊci por- tretów tej˝e samej osoby, ów powiedzia∏ mi: „Portret wielkiego cz∏owieka jest zawsze do zrobienia”. Wielki cz∏owiek osiàgnà∏ wy˝yn´, do której nast´pne generacje powoli si´ zbli˝à. W∏ochy przez wieki zastanawia∏y si´ nad dzie∏ami Dantego, a wolna Polska przez czas jeszcze d∏ugi objaÊniaç b´dzie dzie∏a Adama Mickiewicza. Mia∏em siedemnaÊcie lat, gdy straci∏em ojca. Chocia˝ moje uczucie synowskie jest tak ode mnie nieod∏àczne, jak koniecznoÊç oddychania, jednak ojciec mój wyst´puje tyl- ko z poczàtkiem tych pami´tników. Nieocenionym dobrodziejstwem by∏o dla mnie, ˝e mia∏em go do wieku, w którym Rzymianie wk∏adali m´skà tog´, a jednak obecnoÊç je- go przypad∏a na lata, które nie majà historii, gdy˝ sà szcz´Êliwe i opromienione iluzjà m∏odzieƒczà. Tego˝ samego roku, w którym na poczàtku straci∏em matk´, przy koƒcu odszed∏ oj- ciec. Tote˝ bez ich opieki puÊci∏em si´ na ocean ˝ycia, na którym tacy rodzice oszcz´dzi- liby mi wiele burz. Ojciec mój zostawia∏ swym dzieciom wszelkà swobod´. Mia∏ du˝o pob∏a˝ania dla na- szych figlów i strofowa∏ nas tylko wtedy, gdy to by∏o konieczne. Matka robi∏a mi cz´sto wymówki, ˝e jem ma∏o, ojciec zaÊ zwraca∏ uwag´, ˝e gorzej zjeÊç za du˝o ni˝ za ma∏o, i pozwala∏ mi na posty, jeÊli mia∏em na to ochot´. Nie niepokoi∏ si´, gdy ∏azi∏em po drze- wach lub biega∏em po dachach, i osobom, które mu mówi∏y o mojej gimnastyce, odpo- wiada∏, ˝e lepiej niczego si´ nie baç, ni˝ baç si´ wszystkiego, ˝e roztropnoÊç osiàga si´ dzi´ki siƒcom i skaleczeniom i ˝e budziç w dziecku obawy – to skazywaç je na nieÊmia- ∏oÊç i niezr´cznoÊç. Gdy poprawia∏ moje zadania, porównywa∏ system szkó∏ francuskich do systemu szkó∏ polskich. Za jego czasów, na Litwie, uczniowie mieli wi´cej swobody i self government7 ni˝ w Sainte-Barbe8, gdzie odbywa∏em nauki. Wieczorem, po partii szachów, ojciec rozmawia∏ ze swymi przyjació∏mi o rzeczach zbyt niedost´pnych dla me- go wieku, ale wyry∏y si´ one w mej pami´ci i znacznie póêniej zrozumia∏em nagle to, co dla mnie by∏o wtedy niejasne. Otoczenie mego ojca odznacza∏o si´ tym, w przeciwieƒ- 006 George Sand, list z 2 wrzeÊnia 1871, Correspondance, Paris 1883. 007 self government (ang.) – samorzàd. 008 Colle`ge Sainte-Barbe – paryskie gimnazjum przy rue de la Valette, za∏o˝one w 1460 roku (zamkni´te w roku 1999). – 23 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 24 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ • PAMI¢TNIKI. TOM I stwie do innych, ˝e stosunki materialne by∏y tu na drugim planie. JeÊli, na wzór Êw. Fran- ciszka z Asy˝u, nie b∏ogos∏awiono ubóstwa, to w ka˝dym razie godzono si´ z nim. Zbyt wierzono w OpatrznoÊç, by nie sàdziç, ˝e w decydujàcej chwili przyniesie ona pomoc. Ta atmosfera dobroci, wyzbycia si´ dóbr tego Êwiata i przywiàzania do ojczyzny by∏a zawsze wokó∏ mnie i z niej czerpa∏em, niby z rezerwuaru zdrowego powietrza, pe∏nà piersià w z∏ych godzinach ˝ycia. Hercen9 by∏ oburzony, widzàc, ˝e emigranci zbli˝ajà si´ do ojca jak mnisi do prze∏o- ˝onego. Pewien Francuz, Victor-Émile Michelet10, z powodu tej czci Polaków dla wiel- kich ludzi uczyni∏ g∏´bokà uwag´: „Szcz´Êliwa Francja swych najgodniejszych synów nie otacza takim kultem, jak Polska swoich Mickiewiczów i S∏owackich”11. Rodacy odnosili si´ do ojca mego z oznakami g∏´bokiego szacunku, on jednak pe∏en by∏ wzgl´dem nich prostoty. Nigdy nie mówi∏ o swych poezjach i nie lubi∏, gdy o nich mówiono. Razu pewnego poprosi∏em o Pana Tadeusza; mia∏ ju˝ go w r´ku, potem schowa∏ znowu do teki i rzek∏: „Poczekaj, a˝ napisz´ coÊ lepszego”. W oczach poety dzie∏a jego by∏y tylko stacjami drogi, której cel jedynie go zajmowa∏. WczeÊnie przesta∏ czytaç recenzje swych prac, nie przez pogard´ dla krytyki, ale uwa˝a∏ za rzecz zb´dnà wracaç do przesz∏oÊci. Wa˝niejszà rzeczà wyda∏o mu si´ walczyç z trudnoÊciami dnia i przygotowywaç si´ do tych, które jutro przyniesie, ni˝ zatrzymywaç si´ na pochwa∏ach i naganach, z jakimi ka˝dy pisarz spotyka si´ na swej drodze. W przeciwieƒstwie do au- torów, którzy kochajà si´ w swych dzie∏ach, on zachwyca∏ si´ dzie∏ami innych. Mój ojciec g∏´boko by∏ przeÊwiadczony, ˝e kto spe∏nia swój obowiàzek, nie baczàc na trudy, nie zginie, tote˝ nie waha∏ si´ nigdy, jeÊli chodzi∏o o to, ˝eby zapomnieç o so- bie dla innych. ˚ona nie odradza∏a mu poÊwi´ceƒ. By∏a ona oboj´tna na najwi´ksze bra- ki; nieustraszonoÊç – to jej g∏ówna cecha. Nie dr˝a∏a ani przed kulami w czerwcu 1848 roku, ani wobec mo˝liwoÊci n´dzy. O domu naszym mówi∏ w jednym liÊcie ojciec, ˝e jest w nim chleb codzienny, ale nie ma si´ pewnoÊci co do jutrzejszego. Ten stoicyzm by∏ wielkà pomocà w gospodarstwie za- wsze zagro˝onym burzami, z których pierwsza lepsza mog∏a przewróciç tak wàt∏à ∏ódê. W ciàg∏ym poszukiwaniu wy˝szych prawd, które poch∏ania∏o ojca, matka nie zawsze z nim si´ zgadza∏a; by∏y to ró˝nice chwilowe, wa˝ne jednak wobec tego stanu egzaltacji, w jakim ˝y∏a emigracja, której ojciec mój by∏ jednym z g∏ównych przywódców. Ka˝dy 009 Aleksander Iwanowicz Hercen (1812–1870) – rosyjski pisarz i myÊliciel, od roku 1849 na emigracji. 010 Victor-Émile Michelet (1861–1938) – poeta. 011 Figures d’évocateurs, Paris 1913. – 24 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 25 ROZDZIA¸ 1 uznawa∏ tylko swojà drog´ za dobrà; wszelki inny krok by∏ zejÊciem na manowce. Ale ile˝ razy ojciec zmuszony by∏by odwróciç si´ od swych spekulacji filozoficznych i duchowych, gdyby matka sama nie dêwiga∏a bohatersko wszystkich k∏opotów ˝yciowych. Równie dzielnà by∏a w obliczu Êmierci, jak by∏a nià w najgorszej chwili swego ˝ycia. ˚ona historyka, Henryka Martin12, zaprzyjaêniona z matkà i Êwiadek jej zgonu, nie wy- obra˝a∏a sobie, ˝e mo˝na w ten sposób przyjàç Êmierç. Ten spokój, którego êród∏em by- ∏a wiara religijna, wydawa∏ si´ jej sceptycyzmowi nies∏ychanà rzeczà. Widzia∏a w tym ja- kàÊ tajemnic´, której zg∏´biç nie potrafi∏a. Oto jak opowiada w liÊcie z 6 marca 1855 roku do Antonina Dessus, m∏odego adwokata, który bywa∏ u ojca, Micheleta i Quineta13: „Pa- ni Adamowa na trzy dni przed Êmiercià rzek∏a do m´˝a: «Adamie, nigdyÊ mi nie sk∏a- ma∏. Gdy pan Velpeau14 przyjdzie i powie ci, ile mi jeszcze czasu pozostaje do ˝ycia, po- wtórz mi. Mam jeszcze ró˝ne daç rozporzàdzenia. Licz´ na to». W sobot´ Velpeau przyszed∏ i oznajmi∏ panu Adamowi, który ciàgle jeszcze oddawa∏ si´ z∏udzeniom, ˝e jej pozostaje jeno trzy dni. Pan Adam wszed∏ do jej pokoju i powiedzia∏ w sposób, który pan, znajàc go tak dobrze, masz przed oczyma: «Celino, masz jeszcze trzy dni ˝ycia przed so- bà». «Dzi´kuj´ ci, mój drogi», odpowiedzia∏a. Poprosi∏a o sprowadzenie ksi´dza, wyspo- wiada∏a si´, kaza∏a W∏adys∏awowi sp´dziç przy sobie noc z niedzieli na poniedzia∏ek. Pa- ni Adamowa s∏ysza∏a o Êmierci cara Miko∏aja15 i na kwadrans przed zgonem mówi∏a z uÊmiechem: «Nie myÊla∏am, ˝e si´ spotkamy tak szybko». Do ostatniej chwili zacho- wa∏a zimnà krew. Nie da si´ opisaç wyrazu jej oczu, gdy wyciàgajàc ramiona, obejmo- wa∏a spojrzeniem portrety swych rodziców wiszàce u stóp ∏o˝a, jakby ich samych widzia- ∏a i jakby otwierali jej swoje obj´cia. Pan Adam nie wàtpi, ˝e w tej stanowczej chwili ci drodzy rodzice byli tam rzeczywiÊcie i ˝e jà ze sobà zabrali. Ten ich sposób zapatrywania si´ na Êmierç odrywa nas od myÊli naszych i skarg zwyczajnych tak dalece, ˝e chcia∏oby si´, opuszczajàc t´ ziemi´, iÊç ich Êladem, z takà pewnoÊcià i spokojem, jak gdyby si´ pójÊç mia∏o na przechadzk´ nad brzegiem jeziora”. Powróc´ jeszcze do Êmierci matki, ale ju˝ teraz cytuj´ ten list dlatego, ˝e widaç z nie- go, jaki wp∏yw wywierali moi rodzice na otoczenie. Pani Martin by∏a osobà niepozbawio- nà serca i zdrowego sàdu, kto wie jednak, czy to nie by∏ jedyny moment w jej ˝yciu, gdy 012 Henri Martin (1810–1883). 013 Jules Michelet (1798–1874) – historyk francuski; Edgar Quinet (1803–1875) – filozof, pisarz. Obaj by- li wyk∏adowcami w Colle`ge de France i przyjació∏mi Adama Mickiewicza. Wraz z nim tworzyli tak zwa- ny triumwirat. 014 Alfred Armand Velpeau (1795–1867) – znany doktor paryski. 015 Car rosyjski Miko∏aj I Paw∏owicz zmar∏ 2 marca 1855 roku w Sankt Petersburgu. – 25 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 26 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ • PAMI¢TNIKI. TOM I by∏a bliska zupe∏nego oderwania si´ od ziemi a wzniesienia si´ na wy˝yny, o istnieniu których poprzednio nic nie wiedzia∏a. Matka moja zgas∏a w pe∏ni ÊwiadomoÊci, rozmawiajàc z m´˝em, dzieçmi, przyjació∏- mi, nie zdradzajàc najmniejszej obawy; ojciec mój powiedzia∏, ˝e spotka∏a Êmierç jak ˝o∏nierz. Ta pochwa∏a stosuje si´ do ca∏ego jej ˝ycia. Pomimo trudnoÊci materialnych, które zdawa∏y si´ byç nie do zniesienia, i ciàg∏ej troski, ˝eby m´˝owi oszcz´dziç niewygód domowych, matka równie wiele zu˝ywa∏a ener- gii i pomys∏owoÊci, ˝eby pomóc bliênim, jak i ˝eby podtrzymaç byt swego ogniska. Gdy wychodzi∏a za mà˝, ojciec mój nie mia∏ innego êród∏a dochodu prócz pióra, a by∏y to czasy, gdy polityczna sytuacja Polski tworzy∏a dla pisarza warunki okropnie ci´˝kie; potem zaÊ by∏a Êwiadkiem, jak ojciec zrzek∏ si´ katedry w Colle`ge de France, gdy˝ zabroniono mu roztrzàsaç problemy, od których zale˝a∏a przysz∏oÊç Êwiata i Francji16. Republika 1848 roku, o której mówiono, ˝e wygrywa te same tony co Ludwik Filip, ma- jàc nadziej´ czyniç to lepiej, patrzy∏a na ojca równie nieprzychylnie jak orleaniÊci17; jak- kolwiek Napoleon III osobiÊcie by∏ mu przychylny, jednak otoczenie niweczy∏o dobre usposobienie cesarza18. ˚ycie mego ojca zawsze by∏o niepewne i m´czàce, a jednak mat- ka nigdy nie ba∏a si´ jutra. Jej poÊwi´cenie nie sz∏o utartymi Êcie˝kami. Czasem dobroç ma prosto wytkni´te drogi, niby w parku wersalskim, i biada temu, kto znajdzie si´ po- za tymi alejami; takie mi∏osierdzie podobne jest do kot∏ów parowych, których si∏´ oporu podaç mo˝na ze Êcis∏oÊcià matematycznà: wybuchnà, jeÊli cokolwiek zwi´kszy si´ ciÊnie- nie. Pierwszym odruchem matki by∏o podwajaç swà energi´ w miar´, im wi´ksze trzeba by∏o zwalczaç trudnoÊci. Przyjaciele francuscy podziwiali swobod´ jej umys∏u i weso∏oÊç, którà zachowa∏a pomimo dr´czàcych trosk i grozy po∏o˝enia. Wynika∏o to z tego, ˝e ca- ∏a emigracja podporzàdkowana by∏a jednej myÊli: szukania Êrodków powrotu do wolnej Polski. Odwagi nie mog∏a zachwiaç ˝adna kl´ska, gdy˝ patrzano na nià jako na rzecz przejÊciowà; nawet ciàg∏oÊç rozczarowaƒ nie doprowadza∏a do zupe∏nej oboj´tnoÊci. Tak by∏o u mojej matki, a nic nie zachwia∏o w moim ojcu wiary w ostateczny triumf idei, któ- rej by∏ bojownikiem. 016 W istocie wyk∏ady Adama Mickiewicza zosta∏y zawieszone w maju 1844 roku. 017 OrleaniÊci – przedstawiciele orleanizmu – doktryny politycznej okreÊlanej jako liberalizm arystokratycz- ny i dà˝àcej do ograniczenia absolutyzmu. Doktrynà tà kierowa∏a si´ monarchia lipcowa (rzàdy Ludwi- ka Filipa I od 9 sierpnia 1830 do 24 lutego 1848). 018 Republika 1848 – II Republika Francuska – okres w historii Francji od 25 lutego 1848 roku (abdykacja króla Ludwika Filipa I) do 2 grudnia 1852, kiedy odby∏a si´ koronacja Napoleona III na cesarza Fran- cuzów, pe∏niàcego wczeÊniej, po rewolucji lutowej a˝ do tego dnia, funkcj´ prezydenta Republiki. – 26 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 27 ROZDZIA¸ 1 WstrzàÊnienia, które grozi∏y domowemu ognisku i niepokoi∏y przyjació∏ rodziców, nie psu∏y wcale humoru dzieciom. Ros∏y w otoczeniu, gdzie spokój, jak si´ zdawa∏o, by∏ tylko zak∏ócony d∏ugotrwa∏à chorobà matki, nie podejrzewajàc nawet, za cen´ jakich trosk i wysi∏ków zdobywano chleb codzienny, którego im nigdy nie zabrak∏o. Napoleon I, widzàc, ˝e jego towarzysze nie mogli pojàç, jak zdrowie jego mo˝e wytrzymaç wszystkie przejÊcia, takà da∏ im odpowiedê: „Umia∏em zawsze, co noc, wszystkie niepokoje z∏o˝yç na mojej poduszce”. Mój ojciec nie czeka∏ na to nocy i wieczorem, w kó∏ku przyjació∏, to on podnosi∏ ich na duchu. Nie da∏ si´ zwalczyç losowi. August Lacaussade19, jego wspó∏- pracownik w piÊmie „La Tribune des Peuples”20, wszed∏ do gabinetu naczelnego redak- tora, gdy przeÊladowana przez rzàd gazeta mia∏a przestaç wychodziç. Mickiewicz, zapa- lajàc cygaro, zrobi∏ takà uwag´: „A jak ˝yjà s∏omki? Kto dba o nie? A przecie˝ ˝yjà?”. Jest rzeczà dozwolonà, by wielcy ludzie przekazywali swe s∏owa i czyny potomnym. Rol´ t´ odgrywaç winni ich s∏uchacze lub widzowie, ograniczajàc swà ambicj´ do uchro- nienia od niepami´ci kilku faktów lub kilku s∏ów; szkoda, ˝e zazwyczaj, zamiast pozo- staç za kulisami, wysuwajà si´ na przód sceny. WartoÊç opowiadania zale˝y od wiarygod- noÊci opowiadajàcego. Uwa˝am za potrzebne przypomnieç to publicznoÊci, dajàc pami´tniki odnoszàce si´ do osób i wypadków bardzo odleg∏ych. Ilu˝ z tych, którzy mo- gliby daç lepsze wiadomoÊci o ludziach i rzeczach, dawno ju˝ nie ma na Êwiecie. Niema- ∏o wygnaƒców w∏oskich, w´gierskich, irlandzkich i rumuƒskich bywa∏o w domu ojca i zawsze czci∏o jego pami´ç; gdy ich spotyka∏em póêniej, witali mnie z otwartymi ramio- nami. W ten sposób otrzyma∏em w spadku wiele przyjaêni, na które ˝eby zas∏u˝yç, trze- ba by czasu i pracy niema∏o. John Leonard21 zapozna∏ mnie z wybitniejszymi dzia∏acza- mi irlandzkimi. We W∏oszech, w domu Garibaldiego, Mediciego i innych oficerów dyktatora, przypad∏a mnie cz´Êç uczuç, które oni ˝ywili dla twórcy Legionu Polskiego22 w 1848 roku. W Genewie Puky, W∏adys∏aw Teleki, Klapka23 dobrze pami´tali o pomocy, jakà im da∏a „Trybuna Ludów”. W Londynie Bakunin24 i Hercen przypominali rozmo- 019 August Lacaussade (1815–1897) – francuski poeta. 020 „La Tribune des Peuples” – „Trybuna Ludów” – za∏o˝ony i redagowany przez Mickiewicza dziennik uka- zujàcy si´ 15 III–10 XI 1849 (z przerwà spowodowanà przez cenzur´ 14 VI–31 VIII) w j´zyku francuskim. 021 John Patrick Leonard (1812–1889) – Irlandczyk osiad∏y w Pary˝u, rewolucjonista. 022 Legion Polski (Legion Mickiewicza, Zast´p Polski) – jednostka wojskowa utworzona przez Adama Mic- kiewicza 29 marca 1848 w Rzymie dla wsparcia w∏oskiego ruchu niepodleg∏oÊciowego. 023 W∏aÊc. Laszlo Teleki (1810–1861) – polityk i pisarz w´gierski; Georg Klapka (1820–1892) – w´gierski genera∏. 024 Michai∏ Bakunin (1814–1876) – rosyjski rewolucjonista, jeden z ojców anarchizmu. – 27 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 28 W¸ADYS¸AW MICKIEWICZ • PAMI¢TNIKI. TOM I wy z mym ojcem, który w ich oczach by∏ uosobieniem Polski. Na koniec, przez Constan- tina Rosettiego, Stefana Golescu, Iona Bra˘tianu25 mia∏em kontakty z Rumunià, i trwa- ∏o to tak d∏ugo, póki Êmierç nie zamkn´∏a oczu tym pionierom nowej Europy. Dzi´ki okolicznoÊciom decydujàcym o rodzaju tych pami´tników podobne sà one do albumu, w którym artysta szkicuje uderzajàce go typy. Z nich mo˝na wywnioskowaç, do jakiej epoki nale˝y artysta i jakich mia∏ mistrzów. Nie ˝àda si´ od niego tajemnicy we- wn´trznego ˝ycia, analizy idei i poglàdów. KreÊl´ sylwetki ciekawych ludzi; prze˝y∏em z nimi niezapomniane chwile i niezwyk∏e wypadki rozegra∏y si´ przed mymi oczyma; ˝a- ∏uj´, ˝e czasami musz´ podawaç szczegó∏y majàce charakter autobiograficzny, choç sà one jedynie potwierdzeniem prawdy mych s∏ów. Na to, by mieç prawo wprowadzaç czytel- ników do swego prywatnego ˝ycia, trzeba graç rol´, której nie gra∏em. Zarzucano Lamar- tine’owi, gdy og∏osi∏ swe Entretiens littéraires, ˝e, jak mawia∏, sprzedaje prochy swego serca26. Sà relikwie, które zwyk∏y Êmiertelnik winien zanieÊç do grobu. Innà wadà zarów- no autobiografii, jak autoportretów jest to, ˝e mimo woli przedstawiamy si´ pochlebnie. Mo˝e zresztà to lepsze ni˝ naÊladowaç osoby, które w swych pami´tnikach rozbierajà si´ w oczach publicznoÊci i pokazujà jej swe braki. To mi przypomina, ˝e Napoleon, gdy obu- rzano si´ naƒ, ˝e w swym kodeksie tak ogranicza prawa kobiet, odpowiedzia∏: „One jesz- cze i tak doÊç tych ograniczeƒ zniosà”. JeÊli autor zachwyca si´ sobà, to czytelnicy zawsze du˝o z tego wykreÊlà. Inny szkopu∏ dla pami´tnikarza – to rozdawaç tylko pochwa∏y – bo gdy krytykuje, zwraca si´ przeciw ludziom szanowanym i poglàdom uznanym. Dwudziestego stycz- nia 1889 roku tak odpowiedzia∏em przyjacielowi, który mi radzi∏ oszcz´dzaç nagany miernotom, gdy˝ jest rzeczà zbytecznà staraç si´ przyÊpieszyç zapomnienie ludzi, którzy cenià si´ wysoko i umieli narzucaç t´ ocen´ wspó∏czesnym: „To dziwny poglàd, ˝e nie trzeba podkopywaç zbyt dobrej opinii, jakà niektórzy ludzie majà o sobie i jakà w koƒ- cu umiejà narzuciç innym”. Ta teoria przypomina mi doktora Teˆte-de-Linotte27, który 025 Constantin Alexandru Rosetti (1816–1885) – pisarz, dziennikarz i polityk rumuƒski; Ştefan Golescu (1809–1874) – polityk rumuƒski, póêniejszy minister (spraw zagranicznych, spraw wewn´trznych); Ion Bra˘tianu (1821–1891) – polityk rumuƒski, uczestnik rewolucji wo∏oskiej 1848. 026 Alphonse Marie de Lamartine (1790–1869) – romantyczny poeta francuski, polityk. W maju i czerw- cu 1848 roku w czasie II Republiki cz∏onek Komisji Wykonawczej pe∏niàcej funkcj´ kolegialnej g∏owy paƒstwa. Entretiens littéraires (Rozmowy literackie) – prawdopodobnie chodzi o Cours familier de littérature. Un entretien par mois (1856–1869). 027 Doktor Teˆte-de-Linotte – przys∏owiowy pó∏g∏ówek, ptasi mó˝d˝ek (linotte – makolàgwa); tytu∏ komedii Théodore’a Barrie`re’a i Edmonda Gondinet, premiera w Pary˝u w 1882 roku. – 28 – Mikiewicz01-3qxp:Stach.Piw.01/3 11/26/12 1:49 PM Page 29 ROZDZIA¸ 1 mia∏ zwyczaj pytaç chorego, co lubi i jakie lekarstwo ma mu zapisaç. Có˝ znowu! Mamy szanowaç dobrà opini´, jakà miernota ma o sobie, nie sprzeciwiaç si´ nikomu; nie mó- wiç ˝ar∏okowi o niestrawnoÊci, bo b´dzie jad∏ w´gorza z mniejszym apetytem, ani zgan- grenowanemu o chorobie koÊci pacierzowej. Równie˝ nie powinniÊmy budziç sumienia z∏ego Polaka i nasz kodeks moralny mia∏by si´ streÊciç w nast´pujàcym przys∏owiu: „Piƒczukowi dobrze w b∏ocie, bo si´ w nim urodzi∏”. A przecie˝ nawet Rosjanie suszà b∏ota piƒskie. W takim razie nale˝a∏oby oboj´tnie przyjmowaç ka˝de g∏upstwo, ˝yç w zgodzie z ka˝dym b∏aznem i nie oburzaç si´ na nikogo. Rzecz prosta, nie trzeba byç Don Kichotem, walczàcym z wiatrakami, ale nie nale˝y si´ baç o∏owianych ˝o∏nierzy, bo obaliç ich mo˝na uderzeniem szpilki. Jednak jak artysta, choç spotyka wi´ce
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pamiętniki
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: