Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00660 010421 16905411 na godz. na dobę w sumie
Pan Burmistrz z Pipidówki. - ebook/pdf
Pan Burmistrz z Pipidówki. - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 129
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1118-0 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> klasyka literatury
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Pan Burmistrz z Pipidówki. Powieść z życia autonomicznego Galicji wydano w Krakowie w roku 1887. Jest to znakomita satyra na życie społeczności prowincjonalnego miasteczka galicyjskiego u schyłku wieku XIX. Tytułowa Pipidówka - określenie to wprowadził autor w noweli Karykatury (1868) - stanowi tło historii burmistrza Pociąglewicza. Jak zwykle u Bałuckiego, mamy tu korowód barwnych typów, świetnie opisaną grę ambicji i snobizmów, wielkich marzeń i partykularyzmów.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

K L A S Y K A M N I E J Z N A N A Michał Bałucki PAN BURMISTRZ Z PIPIDÓWKI universitas Wydawnictwo UNIVERSITAS poleca serię KLASYKA MNIEJ ZNANA • polska i światowa klasyka, także ta spoza kanonu, niedostępna w • pozycje dla wykładowców, nauczycieli, studentów, licealistów i gimnazjalistów zmuszonych kopiować zużyte egzemplarze, aby przygotować się do zajęć, • propozycje dla bibliotekarzy odpowiedzialnych za zbiory i poziom placówki; • książki polecane przez autorów nowych podręczników do języka polskiego do • bardzo staranny dobór tytułów na podstawie napływających zapytań, ale przede wszystkim konsultacji z polonistami, specjalistami z zakresu • wiele pereł klasyki literackiej, książek, które mogą konkurować • najlepsze istniejące edycje tekstów i ceny tomików w granicach 10-20 zł • możliwość zakupienia Klasyki Mniej Znanej w prenumeracie z 20 rabatem • możliwość zakupienia wybranych tytułów wydanych w roku 2002 z 25 rabatem (patrz: kupon zamówienia na końcu książki) Klasyka Mniej Znana to książki w stałej ofercie wydawniczej UNIVERSITAS! Klasyka Mniej Znana to seria rekomendowana i ceniona przez wybitnych literaturoznawców! – Zaprenumeruj serię i skorzystaj z 20 rabatu już przy zakupie 6 tytułów – Wystarczy wypełnić i przesłać pod naszym adresem formularz prenumeraty – Formularz zgłoszenia prenumeraty jest także na stronie OFERTA SPECJALNA DLA BIBLIOTEK I INSTYTUCJI NAUKOWYCH! – Przy zamówieniu kilku egzemplarzy jednego tytułu proponujemy rabaty od Koszty przesyłek w kraju przy zamówieniu powyżej 50,00 zł ponosi Uwaga: co kwartał stali prenumeratorzy serii Klasyka Mniej Znana otrzymują od wydawnictwa prezent w postaci książki z serii Dotychczas w serii KLASYKA... ukazały się: Roman Jaworski Wesele hrabiego Orgaza 30,00 zł Gabriela Zapolska O czym się nie mówi 25,00 zł W MARCU UKAŻĄ SIĘ: • Łukasz Górnicki Troas. Tragedyja z Seneki • Wespazjan Kochowski Psalmodia polska • Zygmunt Krasiński Powieści gotyckie • Antoni Lange Wiersze wybrane • Ignacy Maciejowski Matka • Mikołaj Sęp Szarzyński Poezje JAK ZAMAWIAĆ NASZE KSIĄŻKI? • wypełniając zamówienie znajdujące się na naszej stronie: www.universitas.com.pl • wysyłając zamówienie na adres: box@universitas.com.pl • przesyłając faks: prefiks 12 413 91 25 • dzwoniąc między 8.00 a 16.00: prefiks 12 418 23 75 • składając zamówienie pocztą pod adresem: Księgarnia Wysyłkowa UNIVERSITAS 31-426 Kraków, ul. Żmujdzka 6b Jeżeli chcesz otrzymać nasz najnowszy bezpłatny katalog z nowościami 2002/2003 zaloguj się na stronie www.universitas.com.pl PAN BURMISTRZ Z PIPIDÓWKI POWIEŚĆ Z ŻYCIA AUTONOMICZNEGO GALICJI Michał Bałucki (1837-1901) komediopisarz, prozaik, poeta, publicy- sta. W latach 60. wieku XIX zaczynał od tworzenia literatury jawnie ten- dencyjnej, następnie zbliżył się do pozytywistów. W latach 80. zmalał optymizm Bałuckiego i wzmógł się jego krytycyzm (z tego okresu pocho- dzi prezentowana powieść), a jednocześnie pojawił się nurt pogodnej twórczości, humorystycznej bądź sentymentalnej (nowele, komedie np. Grube ryby, Dom otwarty). Te ostatnie, bardzo popularne utwory, stały się niesłusznie hasłem wywoławczym „bałucczyzny” czyli pochwały bez- myślnej i gnuśnej egzystencji, synonimu filisterstwa i kołtuństwa. Taki osąd zawdzięcza twórczość Bałuckiego modernistom, z którymi autor popadł w konflikt u schyłku życia (stanowisko autora można poznać z Pamiętnika Munia, również publikowanego w serii „Klasyka mniej znana”). Pan Burmistrz z Pipidówki. Powieść z życia autonomicznego Galicji wydano w Krakowie w roku 1887. Jest to znakomita satyra na życie społeczności prowincjonalnego miasteczka galicyjskiego u schyłku wieku XIX. Tytułowa Pipidówka – określenie to wprowadził autor w noweli Karykatury (1868) – stanowi tło historii burmistrza Pociąglewicza. Jak zwykle u Bałuckiego, mamy tu korowód barwnych typów, świetnie opisaną grę ambicji i snobizmów, wielkich marzeń i partykularyzmów. K L A S Y K A M N I E J Z N A N A Michał Bałucki PAN BURMISTRZ Z PIPIDÓWKI Kraków © Copyright for Klasyka Mniej Znana by Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2003 Podstawą niniejszej edycji jest wydanie: Michał Bałucki, Pan Burmistrz z Pipidówki.Powieść z życia autonomicznego Galicji, w: tegoż, Pisma wybrane, wybór i redakcja T. Drewnowski, J. Skórnicki, A. Żyga, t. VI, Kraków 1956. Tekst zmodernizowano według obowiązujących zasad ortograficznych i interpunkcyjnych. ISBN 97883-242-1118-0 TAiWPN UNIVERSITAS Korekta Mariusz Warchoł Projekt okładki serii Ewa Gray ROZDZIAŁ I CO NIECO O SAMEJ PIPIDÓWCE Przede wszystkim muszę uprzedzić z góry czytelni- ków, aby się daremnie nie trudzili nad szukaniem wyżej wyrażonego miasteczka na mapach Galicji i Lodomerii, bo go tam nie znajdą. Nie dlatego, jakoby Pipidówka nie istniała w rzeczywistości i była tylko wytworem fantazji autora, ale po prostu dlatego, że mieszkańcy owego sław- nego grodu, urosłszy z czasem w ambicję, uważali tę na- zwę jako ubliżającą ich powadze i podali do ck na- miestnictwa pokorną prośbę o pozwolenie zamienienia jej na inną. Podobne zamiany nazwisk praktykują się dość często w Galicji, szczególnie u pojedynczych osób, które nie czując się na siłach uszlachetnienia sobą, swy- mi czynami własnego nazwiska, chcą nazwiskiem uszla- chetnić siebie, i tak np. pan Cham prosi, aby mu wolno było nazywać się panem Grafem, i ck namiestnictwo, pobłażliwe na tego rodzaju słabości ludzkie, przychyla się zwykle łaskawie do prośby suplikanta i niejeden cham zostaje grafem – przynajmniej na papierze. Tak i tutaj się stało. Miasto otrzymało pokaźniejszą nazwę, ale lud okoliczny, wiozący drzewo do miasta, nie powie ci ina- czej, tylko że wiezie je do Pipidówki, a każda baba, wra- cająca z miasta, gdy ją zapytasz: „A skąd tam Pan Jezus prowadzi?” – od razu ci palnie: „Z przeproszeniem wiel- możnego pana – z Pipidówki.” Dlatego i my, idąc za tra- dycją ludu, zatrzymaliśmy dawną nazwę. Nazwa to stara – sięga bardzo dawnych czasów, jak to wyszperał w aktach kościelnych jeden z miejscowych uczonych, a powstała z okazji biby, którą jakiś magnat 5 wyprawił był myśliwym, polującym z nim w tych stro- nach. Na uwiecznienie tego wspaniałego bankietu jasny pan kazał wybudować miasteczko, które z tej okazji na- zwano Bibidówką, później zaś na Pipidówkę przekręco- no. Równocześnie z miastem wybudowano niedaleko na górze zamek i nazwano go Obidówką – z tego powodu, że tam magnat ów miał kazać obić porządnie jednego z dworskich ludzi, zawiadujących psiarnią, za to, że mu gdzieś w lesie zaprzepaścił najpiękniejszego ogara. Na szczęście ogar się potem znalazł, a magnat, wynagradza- jąc biednego Szczukę – tak się nazywał ów dworzanin – za niesprawiedliwe obicie, wystawił mu zamek, od obi- cia Obidówką nazwany, i oddał wraz z miasteczkiem i przyległymi borami w wieczyste posiadanie. W taki sposób, dzięki ogarowi i obiciu, ród Szczuków przyszedł potem do znaczenia i liczył wielu znakomitych i wsławionych piórem i orężem mężów w kraju, a nawet w Wiedniu w ostatnich czasach niemałego dostąpił zna- czenia, jak się to szczegółowo wykaże w ciągu niniejszej powieści. W posiadaniu Szczuków Pipidówka szybko wzrastała i z lichej osady, jaką była pierwotnie, prędko zamieniła się na szykowne miasteczko z ratuszem na środku ryn- ku i kościołem, który wnuk owego Szczuki obitego posta- wił Panu Bogu, na przebłaganie Go za gwałtowne kop- nięcie swojej pierwszej żony, która wskutek tego z nie donoszonym dziecięciem przeniosła się na poczekaniu do wieczności. W jakiś czas potem znowu ten sam pan Szczuka, roz- gniewany o coś na jednego z dworzan swoich, zamalował go po fizjonomii tak potężnie ciężką prawicą swoją, że dworzanin ani się spostrzegł, jak i kiedy zobaczył się nagle na łonie Abrahama. Była to już widać dziedziczna skłon- ność Szczuków, datująca się od owego obicia za ogara. Duch obitego Szczuki mścił się w potomkach swoich, na kim mógł. Była to jakoby nemezys historyczna, która jed- 6 M. Ba³ucki - Pan burmistrz z Pipidówki.p65 6 2003-01-15, 12:26 nak nie uwalniała Szczuki od wyrzutów sumienia; jako iż był pan wielkiej przy tym pobożności, wystawił Panu Bogu drugi kościół i kto wie, ile by jeszcze przy wrodzo- nej gwałtowności swojej był nafundował tych kościołów, gdyby go Pan Bóg nie był powołał wcześniej do osobistej odpowiedzialności przed Swój trybunał najwyższy. Jak tam wypadła sprawa śp. Szczuki na sądzie bo- skim, nie wiadomo; w każdym razie mieszkańcy Pipidów- ki nieźle wyszli na tym, bo przyszli do dwóch wcale ładnych kościołów, z których jeden był uprzywilejowa- nym miejscem modlitwy cechu szewskiego, a w drugim zdunowie zgromadzali się na nabożeństwo. Dwa te cechy – stanowiące główną ludność miastecz- ka – były w ciągłej walce między sobą o znaczenie i pra- wo pierwszeństwa. Ta wzajemna zawziętość sięgała tak daleko, że jakkolwiek oba cechy wyznawały religię rzym- skokatolicką, jednak aby jeden nie był zmuszony robić to samo, co drugi, pod odmiennymi całkiem adresami wy- syłali swoje modlitwy do nieba. I tak, ponieważ zduno- wie mieli szczególniejsze nabożeństwo do Pana Jezusa Milatyńskiego, szewcy, nie chcąc iść za ich przykładem, sprowadzili sobie aż z Kobylan cudowny obraz Pana Je- zusa i temu cześć boską oddawali. Zdunowie modlili się do Matki Boskiej Częstochowskiej, szewcy, na złość im, do Kalwaryjskiej; gdy szewcy dzień swoich patronów, Kryspina i Kryspiana, uroczystym obchodzili świętem, które kończyło się solenną pijatyką, zdunowie pracowali w ten dzień zawzięciej niż kiedykolwiek i żaden z nich ani w kościele, ani w karczmie się nie pokazał. Na złość sobie byliby gotowi każdy innego Pana Boga wyznawać, gdyby Kościół katolicki pozwalał na podobne herezje. Żony także nie zostały w tyle za mężami i brały rów- nież gorący udział w tej walce, starając się wzajemnie zakasować, a mianowicie bogactwem i jaskrawością stro- jów. Jest to broń, którą do dziś dnia wojują kobiety ze sobą bez różnicy stanów i wyznań, czy ona tam szewco- 7 M. Ba³ucki - Pan burmistrz z Pipidówki.p65 7 2003-01-15, 12:26 wa, czy hrabina, czy luterka, czy żydówka; ale pobożne pipidówczanki w tym się różniły od naszych dzisiejszych elegantek, że ich emulacja odbywała się na tle religij- nym, że walka na stroje odbywała się przeważnie w cza- sie uroczystych nabożeństw, szczególnie na Boże Ciało, i że wysadzały się wtedy na stroje nie tylko dla swoich grzesznych ciał, ale i dla obrazów świętych. I tak np. kie- dy panie szewcowe na uroczystą procesję sprawiły świę- temu Kryspinowi i Kryspianowi srebrną sukienkę w pozłacane kwiaty, majstrowe zduńskiego cechu doda- ły swojemu patronowi koronę z prawdziwymi perłami i drogimi kamieniami. Za to szewcowe na następną pro- cesję, chcąc zakasować Matkę Boską przeciwniczek, któ- ra była z drzewa zwyczajnymi kolorami lakierowanego, sprowadziły aż skądś z Niemiec do swojego feretronu Matkę Boską z wosku, z prawdziwymi włosami, która ruszała oczami, obracała głową i miała prześliczny aksa- mitny płaszcz niebieski ze srebrnymi gwiazdami. Zdu- nianki, jak to zobaczyły, z wielkiej złości i alteracji głosu nawet z piersi dobyć nie mogły dla zaintonowania po- bożnej pieśni, a gdy jeszcze ksiądz celebrujący woskowej Matce Boskiej dał pierwszeństwo w pochodzie procesyj- nym, wzburzenie ich tak się spotęgowało, że kto wie, czy- by nie było przyszło do jakiego gorszącego zajścia, gdyby przewidująca Opatrzność nie była spuściła ulewnego deszczu, który ochłodził zagorzałe przeciwniczki i rozpę- dził je do domu jeszcze przed końcem procesji. W ogóle wszystkie takie wspólne wystąpienia dwóch cechów dawały wielkie powody do obaw, do poważnych obaw, mówiąc stylem dzisiejszych dziennikarzy. To jesz- cze wielkie szczęście, że ów Szczuka miał po dwakroć wyrzuty sumienia, bo gdyby tak obu cechom przyszło w jednym mieścić się kościele, kto wie do jakich zajść przyjść by musiało. Gdy tymczasem przy takim rozdzia- le walka i współzawodnictwo ograniczało się przeważnie na praktykach religijnych. I tak np. gdy szewcy oprócz 8 M. Ba³ucki - Pan burmistrz z Pipidówki.p65 8 2003-01-15, 12:26 słuchania mszy świętej, śpiewania litanii, godzinek, an- tyfon etc. urządzili sobie jeszcze dodatkowe nabożeństwo pod nazwą: „kaganek pobożności”, cech zdunów dla za- ćmienia „kaganka” założył w swoim kościele „latarnię zba- wienia”. Dotknięci tym szewcy w swojej ambicji zgasili co tchu skromny kaganek i urządzili sobie nabożeństwo „drabiny cnót chrześcijańskich”, po której każdy człowiek spinać się mógł coraz wyżej w miarę ilości odprawionych modlitw, postów i innych dobrych uczynków. Ale zduno- wie i pod tym względem nie dali się prześcignąć i ufun- dowali u siebie „schody niebieskie”. Co schody, to nie drabina i koniec końców zdunowie tryumfowali. Ale nie- długo, gdyż szewców w tym czasie spotkał niesłychany honor, a mianowicie, że jeden ze Szczuków, pan na Obi- dówce, Pipidówce i wreszcie okolicznych wsiach, wpisał się do bractwa cechu szewskiego. Stało się to zaś w ten sposób, że ów pan Szczuka wsku- tek żywego temperamentu i wielkiej ambicji, jaką odzie- dziczył po przodkach, wyprawił jednego dnia na tamten świat w krwawym pojedynku pewnego mizernego szlach- cica, co mu nasłał swatów na córkę. Córka, jako iż żywiła skryty afekt do owego szlachcica, nie mogła przenieść jego śmierci i uprosiwszy sobie u Pana Boga jakąś ciężką chorobę, wymknęła się z jej pomocą spod rodzicielskiej opieki, przenosząc się tam, gdzie już ojciec nie mógł jej wzbronić połączenia się z ukochanym w krainie wiecz- nej szczęśliwości. Pan Szczuka uczuł bardzo tę stratę i żałował niesły- chanie popędliwości swojej, a że nie miał już funduszów na postawienie trzeciego kościoła, więc dla upokorzenia butnej ambicji swojej poniżył się tak dalece, że on, szlach- cic z dziada i pradziada, wpisał się do bractwa mizer- nych szewców, wnosząc zarazem wieczystą fundację dwadzieścia pięć kamieni wosku na światło rocznie i do- chody z jednego folwarku na mszę żałobną za duszę cór- ki i owego zarąbanego przez siebie szlachcica. 9 M. Ba³ucki - Pan burmistrz z Pipidówki.p65 9 2003-01-15, 12:26 Można sobie wyobrazić, jaką to dumą nadęło szew- ców pozyskanie takiego personata dla swego cechu i jak ten honor musiał zdunów kłuć w oczy. Poczęli i oni teraz szukać na gwałt po okolicy jakiegoś dostojnika, którego nazwiskiem mogliby przyozdobić swoje księgi cechowe. I udało im się rzeczywiście złapać jakiegoś przybysza, udekorowanego podobno jakimś zagranicznym tytułem, który nie od dawna osiedlił się w tych stronach i pisał się comes imperii. Szlachetny komes dla pozyskania sobie miejscowej ludności chętnie dał się wciągnąć w księgi cechu zduńskiego. Odtąd zaczęły się z obu stron formalne obławy na członków honorowych. Gdzie tylko w okolicy znaleziono jakiegoś szlachcica, co miał mankament na sumieniu, który trzeba było zmazać pokutą, albo gonił za popular- nością, wnet cechy słały do niego swoich delegatów, za- praszając na członka honorowego. Dodać tu jeszcze trzeba, że zdunowie materialnie sta- li o wiele lepiej od szewców, a to z tego względu, że pod- czas kiedy wyroby ich równie w szlacheckich dworkach, jak i chłopskich chatach stały się niezbędnymi, bez bu- tów bardzo wielu ludzi w onych czasach się obywało, rów- nie jak i dzisiaj, gdy wskutek wyśrubowanych niesły- chanie podatków i dodatków od podatków także wielu z konieczności bez butów obywać się musi. Mieli jednak szewcy w Pipidówce swój wiek złoty, a zaczął się on od zaślubin jednego ze Szczuków, który, mniej dumny od swoich przodków albo też może więcej od nich potrzebujący pieniędzy na zbytkowne wydatki i pokrycie różnych deficytów, pojął za żonę córkę jakie- goś handlarza drzewa na Śląsku, z którym to handla- rzem zabrał był bliższą znajomość przy wytrzebianiu swoich lasów, także dla pokrycia deficytów. Handlarz po- trzebował zięcia szlachcica, pan Szczuka potrzebował pie- niędzy i rzecz cała ułożyła się przez faktorów ku obopól- nemu zadowoleniu. 10 M. Ba³ucki - Pan burmistrz z Pipidówki.p65 10 2003-01-15, 12:26
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pan Burmistrz z Pipidówki.
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: