Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00406 007045 15371104 na godz. na dobę w sumie
Pan pozna Panią/...Pana - ebook/pdf
Pan pozna Panią/...Pana - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 79
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-1-908780-00-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Szczerość stawia nas przed lustrem i zmusza do spojrzenia na samego siebie, nowymi oczyma. To co możemy dostrzec, bywa czasem nie tym czego się spodziewamy.

Joshua Moor jest zdesperowany. Odnosi sukcesy w pracy i jest poważanym księgowym. Jest też szczery, bezpośredni i nie lubi owijać w bawełnę. Nie potrafi i nie chce zmuszać się do kombinowania, aby osiągnąć to czego pragnie. Czyli związku i miłości.
Niestety okazuje się, że te cechy dla większości kobiet, które spotyka, wcale niekoniecznie są zaletami. Zmęczony jest tym, że albo uważany jest za niewrażliwego palanta, albo za mięczaka.
Wydaje się, że nigdy nie jest dobrze. Czegokolwiek nie robiłby - nie jest w stanie sprostać wymaganiom.

Shonn Willson, poczytny autor homoerotycznych książek, ma znajomości, wielbicielki i fanki - dlatego też wspólna przyjaciółka Josha i Shonna, Emily - uznaje, że to właśnie on świetnie nadaje się na 'swatkę'.
Bo któż jest najlepszym przyjacielem kobiety - zaraz po diamentach, oczywiście - jeśli nie gej?
Przystojny Shonn jest cynikiem z miękkim sercem i szybko ulega urokowi Josha. Facet ma wszystko i więcej, a jednak nikogo, kto by go kochał i doceniał. Niewiele czasu potrzeba i kilku zabawnych przygód, aby Shonn doszedł do wniosku, że dla tego wspaniałego mężczyzny najlepiej nadaje się ON!
Tylko jak przekonać o tym Josha?

To będzie prawdziwy sprawdzian inteligencji i otwartości umysłu. Czy Josh go zda?

A ty zdałbyś go?

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

By AkFa Pan pozna Panią …Pana ©Wszelkie Prawa Zastrzeżone AkFa©2011 England ISBN 978–1–908780–00–3 DreamLandPress©2011Copyright Okładka: LittleLady Edycja tekstu: Xavier Tacyt Betowanie: Alexia Berg Korekta: Jessica Jung Kontakt: Akfa.Dreamland@gmail.com DreamLandPressx@gmail.com Kopiowanie, powielanie i rozpowszechnienie, całości lub fragmentów tego ebooka bez pisemnej zgody autorki jest surowo wzbronione i będzie traktowane jak przestępstwo. Treść nie może być w żaden sposób zmieniana czy używana bez uprzedniego porozumienia z autorką. Całość czy fragmenty nie mogą być wykorzystywane bez podania źródła i autora. Opublikowane przez: DreamLandPress Anglia, Grudzień 2011 Wydanie pierwsze polskie ~ 2 ~ AkFa Chciałabym zadedykować moją pracę tym wszystkim, którzy we mnie wątpili. To właśnie wasza ‘niewiara’ w moje moż- liwości dodała ognia i skrzydeł mojej wyobraźni. Dziękuję Wam więc z całego serca, bo bez Was pewnie byłoby mi o wiele trudniej się zmobilizować. Odnosi się to nie tylko do tej historii, ale każdej mojej pracy… Dziękuję Zapraszam również na moją stronę z darmowymi opowiadaniami: www.myspaceintheworld.wordpress.com oraz na mój blog: www.akfa-dreamlandpress.blogspot.com Można mnie znaleźć na Facebooku i Twitterze. Wszelkie osoby, instytucje czy wydarzenia są całkowicie wytworem wyobraźni autorki i wszelkie podobieństwo do ludzi, i sytuacji, przeszłych czy obecnych jest przypadkowe. Ostrzeżenie: Opowiadanie może zawierać graficzny język, sceny namiętnego seksu pomiędzy pełnoletnimi mężczyznami i jednoznaczne poglądy anty–homofobiczne. Proszę o przechowywanie swojego egzemplarza rozsądnie, aby nie dostał się w ręce osób niepełnoletnich. DreamLandPress ~ 3 ~ AkFa Rozdział pierwszy – Em, wiesz doskonale, że ja się zwyczajnie do tego nie nadaję. – Joshua Moore przegarnął swoje i tak już nastroszone włosy i obrzucił przyjaciółkę wrednym spojrzeniem. – Ze mną jakoś potrafisz rozmawiać. Czy to oznacza, że nie jestem interesującą, piękną kobie- tą? – Emily obrzuciła ironicznym i wyzywającym spojrzeniem swoich utuszowanych niebieskich oczu ciskającego się po jej kuchni mężczyznę. A było na co patrzeć. Mhmm… Jakieś metr osiemdziesiąt smukłych mięśni i płynnych linii. Przydługa, ciemnobrązowa grzyw- ka opadała mu na ciepłe, brązowe oczy. Szerokie, wąskie, ale całuśnie wypukłe usta były te- raz zaciśnięte w cienką linię. Gruba zmarszczka przecinała jego czoło. Z jego wyrazisty- mi brwiami nadawało mu to niemal groźny wygląd. Emily jednak znała go za dobrze, aby się obawiać. Co najwyżej mogła wybuchnąć niepohamowanym śmiechem. – Ty jesteś normalna! – wycedził w końcu przez zęby. Ta kobieta potrafiła doprowadzić go do rozpaczy w ułamku sekundy. Dlaczego nie potrafił jej pokochać? To by rozwiązało jego wszystkie kłopoty. Pomimo usilnych starań, Em wybuchnęła śmiechem, ostatecznie. Ich rozmowy były zawsze niesamowite. – Jak bardzo bym nie chciała się z tobą zgodzić… muszę cię kochanie, rozczarować… – wysa- pała, próbując złapać oddech. Maleńką dłonią otarła wyimaginowane łzy radości. – Po prostu nie go- dzi się okłamywać przyjaciela… – Och, przestań! Dobrze wiesz, o co mi chodzi – jęknął Josh sfrustrowany. – Nie jestem tak do końca pewna, czy ty sam wiesz. – Em, chichocząc, powędrowała do swojej anormatywnej lodówki i uraczyła ich jeszcze jednym piwem. – Dzięki. – Mężczyzna przyjął je z westchnieniem ulgi. Ta niewielka osóbka była lepsza niż niejeden „przyjaciel”. Klęła, wykłócała się, znała się na niezliczonej ilości rzeczy i piła piwo. Z butelki. Czego więcej może chcieć normalny mężczyzna? Otóż seksu…, a z Em mu to nie groziło. Jako wdowa z dorosłymi dziećmi trzymała się zasady, że ‘właściciela nie potrzebuje’. Josh tylko mógł się zgodzić, co, biorąc pod uwagę jego przekonania, ~ 4 ~ AkFa pakowało go w cały zestaw nowych problemów i ani kroku bliżej randki. O zaliczeniu czegokolwiek nawet nie było mowy… – Twoim problemem jest to, że jak każdy mężczyzna zresztą, chcesz zyskać wszystko… przy minimum wysiłku. – Emily rozsiadała się wygodnie na jej ukochanej kanapie i ze śmiechem naszy- kowała do dręczenia go. Po co on w ogóle przyszedł po poradę do niej? Ach tak, bo był do kitu, jeśli chodziło o kontakty z kobietami. A ona była specjalistką udzielającą takowych porad. Josh, bądź facetem, zaciśnij zęby i pozwól jej się nacieszyć nad swoim krwawiącym ciałem. Wymuszając obojętny wyraz twarzy, Josh usiadł na sofie i położył sobie jej stopy na udzie. To było nawet pocieszające, jak wygodnie i swobodnie mogli się razem czuć. – Generalizujesz. To nie fair w stosunku do tych wszystkich porządnych facetów takich jak ja. – Czuł się w obowiązku zaprotestować. – Jaaassneee… – Em niemal zachłysnęła się piwem, parskając ze śmiechu. – Wytłumacz mi więc, jak to jest, że każdy z was pragnie idealnej kobiety, idealnego związku, ale wysiłek związany z tym, aby to osiągnąć i utrzymać, po prostu was przerasta? Kiedy musicie się trochę nagimnastyko- wać, trochę pomyśleć, z miejsca uznajecie, że skórka nie jest warta wyprawki? – To nieprawda. Ja chcę i pragnę znaleźć sobie kobietę, żonę… Założyć z nią rodzinę. Nie prze- rażają mnie obowiązki z tym związane. – Tym razem Joshua oburzył się naprawdę. – Ja nie mówię o odpowiedzialności za rodzinę, ja mówię o randkach, flirtach, uwodzeniu… – Nie było opcji, aby Em zwyczajnie pozostawiła na nim choćby jedną suchą nitkę. Jej mina była zde- terminowana i stanowcza. – Każdy z was chciałby idealną żonę, partnerkę czy kochankę. Idealny do- mek i idealne dzieci. Z tym, że najlepiej podane na srebrnej tacy z czerwoną kokardką na szyi. – Jak mam poderwać kobietę, kiedy nie mogę przy nich sklecić dwóch słów w sensowną ca- łość? To, o czym chcą rozmawiać, jest dla mnie totalną zagadką. A to, o czym ja bym chciał rozma- wiać, czyni ze mnie najnudniejszego faceta na ziemi. Jak nie jestem zbyt obojętny, to znów z kolei przesadzam w drugą stronę i wychodzę na mięczaka. – Josh westchnął z irytacją. Z roztargnieniem wziął w swoje wielkie dłonie małą, jak ona cała, stopę i zaczął masować. Jego przy- jaciółka nawet nie próbowała ukrywać śmiechu. – Tobie dobrze się śmiać, ale mnie się wydaje, że powinien być jakiś kodeks obsługi kobiety… instrukcja… nie wiem. – Są, mój drogi. Jest całe mnóstwo… Z tym, że napisane przez mężczyzn, a co za tym idzie? Do dupy! ~ 5 ~ AkFa – Dzięki, wiesz. Pocieszaj mnie więcej! – Josh wypalił sarkastycznie. – Co ja mam ci, biedna kobieta, poradzić? Jesteś po prostu zbyt pragmatycznym mężczyzną, aby pojąć niuanse kobiecej duszy. – Teraz to Em zwyczajnie z niego kpiła. – A ja myślałem, że jesteś moją przyjaciółką. – Josh z wyrzutem w głosie zepchnął jej stopy i wstał. Bez pytania powędrował przynieść im po kolejnym piwie. – Dobrze. Powiedz mi, co mam dla ciebie zrobić, a pomogę ci… o ile to będzie w ludzkiej mo- cy, oczywiście – Em zawołała za nadąsanym przyjacielem. Czasem podpuszczanie go było po prostu zbyt łatwe. – Ha, gdyby to było takie proste, to nie uważasz, że sam bym dał sobie radę? – Josh znów klap- nął na kanapę i pociągnął długi łyk z butelki. Na trzeźwo to się zwyczajnie nie da. – Tak. Jak mówiłam, sam nie wiesz, czego chcesz. – Kobiety chcę, seksu, związku. Nie wiem… normalności. Poczucia przynależności do kogoś. Zabicia tej cholernej pustki, która krzyczy na mnie ze ścian mojego kiepsko umeblowanego mieszka- nia. – Kręcąc głową w zamyśleniu, Josh wsparł brodę na pięści i zapatrzył się w przestrzeń. – Pragnę nie budzić się sam. Nie mieć wszystkiego na swoim cholernym miejscu, bo sam to tam położyłem i nie było nikogo, kto by to przełożył gdzie indziej… czy to nawet ma sens? – Spojrzał nagle na swoją przyjaciółkę zawstydzony. Em usiadła i pogłaskała go po policzku z łagodnym uśmiechem. – Oczywiście, kochanie. To ma perfekcyjny sens. Nie pojmuję, jak mężczyzna tak wrażliwy i inteligentny, o tym, że przystojny nawet nie wspomnę, może mieć problem ze znalezieniem jakiejś przyszłej szczęściary. – Jej mina wskazywała, że faktycznie nie rozumie. – Powinny się o ciebie zabi- jać. – Taaak… tylko ktoś zapomniał je o tym powiadomić. – Josh nie pokładał aż tak wielkiej wiary we własne możliwości, jak najwyraźniej robiła to Em. Kobieta wybuchnęła śmiechem i położyła się, wciskając stopy w dłonie Josha, wcale niedwu- znacznie. – Świetnie, Mała, że cię to bawi. – Josh uszczypnął ją w podeszwę stopy. – Nie, no, na serio ja nie rozumiem, jaki ty masz problem z tymi kobietami? Nawet poczucie humoru masz zajebiste – Em odgryzła się, bo nienawidziła być nazywana Małą. – Jak ja bym wiedział, to bym tu nie siedział i nie pozwalał się obrażać, prawda? ~ 6 ~ AkFa – Może ty po prostu nieśmiały jesteś? – zapytała z złośliwym błyskiem w oku. Tym razem to Josh zachłysnął się piwem. Kaszląc i rzucając Emily oskarżycielskie spojrzenia, zamachnął się po- duszką i zdzielił ją w udo. – Tak, z całą pewnością. To rozwiązuje mój dylemat. – No to co w takim razie? – Nie wiem. Nie znoszę po prostu tej pustej gadaniny, tych ploteczek. Tego paplania o niczym. – Zastanowił się poważnie. W końcu chciał jakiegoś rozwiązania, tak? – Denerwuje mnie to, że nigdy nie wiem, o czym tak myślą, kiedy nagle milkną. – Miło, że podejrzewasz je o myślenie. Josh zignorował przyjaciółkę, nadal próbując sklasyfikować powody, dla których wszystkie je- go randki idą z źle do tragicznie i to zanim nawet ma szansę którąś zaciągnąć do łóżka. – Dlaczego szczerość nie daje rezultatów? Gorzej, kiedy szczerze powiesz o co ci chodzi, naj- częściej dostajesz w pysk! Em znów wybuchnęła śmiechem, praktycznie kulając się po kanapie. Josh nie uważał, że to by- ło aż tak zabawne. – No co? Chcą być traktowane jak inteligentne, pełnoprawne istoty, a jak starasz się sprostać ich wymaganiom, to najczęściej wyzywają cię od barbarzyńców i obłudników. – Nieprzerwany śmiech Em tylko irytował go bardziej. – Masz jakieś światłe rady o Wszechwiedząca–Doradczyni– Potrzebujących? – zapytał w końcu z przekąsem. Emily podciągnęła się na łokciach, zgarniając swoje blond włosy ze spoconego czoła. Jej oczy przypominały dwie migotliwe świeczki, humor niemal pro- mieniował z jej twarzy. Z upiornym uśmiechem, posyłającym dreszcz strachu o alarmującym natężeniu po zakończe- niach nerwowych Josha, Em usiadła i sięgnęła pod ławę po kobiecy magazyn. – Nawet sobie nie wyobrażaj, że będę to czytał. – Z miejsca zastrzegł się z całą stanowczością, na jaką było go stać. – Ależ kochanie, nigdy bym nie śmiała zaśmiecać twojego światłego umysłu takim chłamem. Nawet ja przyznaję, że w dziewięćdziesięciu procentach to głupota popierana idiotyzmem. – Em uspokoiła go z ironicznym uśmiechem, zawzięcie kartkując kolorowe pisemko. Josh jednak w dalszym ciągu rzucał jej podejrzliwe spojrzenia. Głośny, triumfujący okrzyk Em niemal przyprawił go o zawał. ~ 7 ~ AkFa – Tu! Widzisz, to jest dla ciebie świetne rozwiązanie. – Małym palcem wskazała ogłoszenie Biura Matrymonialnego. – Chyba kpisz. – Josh zerwał się z kanapy jak oparzony. – No, ale dlaczego nie? – zapytała niewinnie. Problem z tym, że ta kobieta nie posiadała nawet jednej niewinnej kostki w całym swoim ciele. Josh wiedział, po prostu wiedział, że nie powinien otwierać ust. Niestety nie mógł się powstrzymać na widok jej uniesionych pytająco brwi. – Jak ty to sobie wyobrażasz? To jak przyznanie się do desperacji… i poznanie kolejnego takie- go desperata jak ja! – wybuchnął niezadowolony z siebie, że tak łatwo daje sobą manipulować tej ma- łej intrygantce. Na sto procent coś knuła. To było pewne jak w szwajcarskim banku. – Oboje byśmy się tak starali, że udawalibyśmy kogoś, kim nie jesteśmy. Potem rozczarowanie byłoby tylko dotkliw- sze… – No, ale tutaj mógłbyś otwarcie powiedzieć, o co ci chodzi i czego oczekujesz od swojej ideal- nej wybranki. – Jego przyjaciółka upierała się z powagą. – Miałbyś prawo wyboru, z kim chcesz się spotkać. Żadnych podchodów. Oboje byście wiedzieli od razu, po co się spotykacie i tak dalej. Zaosz- czędziłbyś sobie zbędnego podrywu… Nieelegancko parskając, Josh przeczesał włosy dłońmi po raz tysięczny, wprowadzając tam ba- łagan, za który niektórzy mężczyźni płacili krocie, a którego i tak nie nosili z taką niedbałą elegancją. Em zamrugała, próbując się nie roześmiać. Biedactwo, takie sfrustrowane. – To może byś po prostu skorzystał z usług pań… proponujących przyjemność, bez potrzeby kupowania im kwiatów? – Jezu! Emily! – Nie wierząc własnym uszom, Joshua stanął jak wryty. Niedowierzanie wręcz promieniowało z niego. – Ty na serio masz niezły ubaw, no nie? – Mmmm… może troszeczkę – przyznała, znów sięgając po butelkę z piwem. – Sorry… – mruknęła, kiedy jej komórka zadzwoniła pod poduszką, na której leżała. Wiercąc się i kręcąc, wy- dobyła swoje cenne znalezisko i jej oczy zapłonęły psotnie, kiedy spojrzała na wyświetlacz telefonu. Kolejna fala bliżej niezdefiniowanego strachu przemknęła po peryferiach napiętych do bólu nerwów Josha. – Hello, baby… – zagruchała, odbierając telefon i włączając na głośnomówiące. Hę? – Dobra. Mów od razu, czego chcesz? – Zirytowany głos po drugiej stronie, nie tracił czasu na grzecznościowe frazesy. ~ 8 ~ AkFa – Och, Shonny, kotku. Nie mam pojęcia, dlaczego przyszło ci do głowy, że czegoś od ciebie chcę. – Emily mrugnęła do Josha z szatańskim uśmiechem. Mężczyzna uznał, że powinien raczej usiąść. To niebezpieczne stać, kiedy Emy knuje. – Po za tym to ty zadzwoniłeś do mnie… nie na od- wrót… – Jasne. I urodziłem się wczoraj. Znam cię. Znam ten ton. Wiem, że jakiś szatański pomysł już zrodził się w twojej niereformowalnej głowie, i że już mam przechlapane. – Mężczyzna po drugiej stronie słuchawki nie wydawał się kupować jej gadki. – Może darujemy sobie to słowne flirtowanie? Ja ci powiem czego potrzebuję, a ty mi powiesz, ile mnie to będzie kosztowało i każdy wróci do tego, co robił. Czyli ja do zastanawiania się, jak to się stało, że znów dałem ci się wrobić, a ty… ty pewnie jak zwykle. Do dręczenia jakiejś nic niepodejrzewającej biednej duszy… pewnie nawet właśnie już tam jest i nas słucha. Wiej człowieku… wiej, gdzie pieprz rośnie… póki masz jeszcze szanse. Em niezrażona i zdecydowanie nieobrażona, roześmiała się jak lunatyczka. A Josh na serio miał nagle praktycznie nieodpartą potrzebę, aby wziąć nogi za pas i zwiać. Shonn był jedną z barwniejszych postaci w życiu Emily Carroll. Był jej przyjacielem. Gejem i ekstremalnie cynicznym człowiekiem. Nie mieli okazji się spotkać z Joshem, bo tamten wolał pozo- stawać tajemniczy, jak twierdziła Em. Co naprawdę znaczyło, że zwyczajnie nie znosił ludzi. Dener- wowało go wszystko i wszyscy. Nie znosił gadania o niczym i z góry zakładał, że każdy ma jak naj- gorsze intencje. Cóż, można i tak. – Dlatego właśnie cię kocham, misiaczku. – Em w końcu pozbierała się na tyle, aby móc odpo- wiedzieć. – Ty wiesz, jak świat się kręci i nic cię nie może zaskoczyć – dodała złośliwie. Josh czerpał niejaką pociechę z tego, że nie tylko jego gnębiła i nie tylko on był ofiarą jej sarkazmu. – Emmy, proszę cię, daruj sobie. Miałem koszmarny dzień. – Jak szybko możesz tu przyjechać? I zabierz tekst do edycji. Nie ma co odwlekać, skoro wia- domo, że i tak to ja go będę robiła… – Ale…jak…? – Shonn przerwał, zanim nawet zdołał sformułować do końca pytanie. Po prostu westchnął cierpiętniczo i mruknął. – Za pół godziny będę. – Buziaczki, kociaczku. – Zanim Em, zadowolona z siebie, się rozłączyła, słychać było jeszcze warczenie w tle. Josh z niedowierzaniem i obawą spoglądał na swoją przyjaciółkę. ~ 9 ~ AkFa – Kochanie, właśnie znalazłam rozwiązanie twoich problemów. Zwłaszcza, że groźbą, prośbą i przekupstwem i tak musiałabym się zgodzić na robienie edycji jego opowiadania. To była tylko kwe- stia czasu. – Emily rozsiadła się na kanapie z zadowoloną miną. Najwyraźniej w jej mniemaniu miała rację i do tego była genialna. – Shonn tylko potrzebował odpowiedniej wymówki i dobrze skonstruo- wanego pretekstu, żeby mi wcisnąć pracę, której on nienawidził z pasją. Tym razem jednak nie pój- dzie mu to tak łatwo. – Zatarła dłonie z uśmiechem na ustach. – O wybacz mi, bogini mądrości, ale ja, biedny głupiec, jestem tylko mężczyzną. Nie pojmuję światła twojej genialności… – Josh parsknął drętwo, nie zbliżając się jednak do niej. Nie był w końcu samobójcą, tak? – Och, kochanie, chcesz kobiety, czy tak? – Josh skinął niemrawo na podchwytliwe pytanie Em, bo do cholery mógł się założyć, że było podchwytliwe. – A co jest najlepszym przyjacielem kobiety oprócz brylantów…? – zapytała wyczekująco, jakby miał znać odpowiedź lub co najmniej nadążać za jej tokiem rozumowania. Josh nie nadążał, ale niech go, jeśli się do tego przyzna! Emily wstała dys- tyngowanie i ruszyła do kuchni, odwracając się jeszcze przez ramię. – Gej… robaczku. Najlepszym przyjacielem kobiety zaraz po diamentach, jest gej. Śmiała się jeszcze, kiedy Josh nadal stał z rozdziawionymi ustami na środku jej wygodnie ume- blowanego salonu. Tym razem go pobiła. Nie miał bladego pojęcia, co uknuła, ale żałował niezmier- nie, że nie uciekł, kiedy Shonn go ostrzegał. Teraz było już za późno, bo drzwi wejściowe się otwarły i wpadł do środka mężczyzna. Tajemniczy Shonn… i wcale nie zajęło mu to pół godziny. Delikatne rysy twarzy, włoski, artystyczny nieład, z perfekcyjnie niedbałymi, złocisty- mi przebłyskami na miodowym tle. Bluzeczka nic niepozostawiająca wyobraźni, niczym druga skóra. Przeraźliwie biała. Jeansy trudno było powiedzieć, czego się trzymały, ale Josh modlił się jak jeszcze nigdy w życiu, aby się nie dowiedzieć. Szczupłe bioderka i wyraziście zarysowane ramiona. Żadnych przesadnych mięśni. Całość idealna. Linia pleców gibka i każdy ruch pełen gracji. Cera blada, smukłe linie brwi idealnie skorygowane. Maleńkie, wypukłe usteczka pokryte lekko różowym błyszczykiem. Wielkie szaro–niebiesko–żółte oczy ciskały właśnie w niego błyskawice. Firanka przyciemnionych rzęs tylko podkreślała wyraz jego zmrużonych sarkastycznie oczu. Josh trzepnął się mentalnie za gapienie i spróbował pozbierać jakoś. Nie było to łatwe… niektó- re tajemnice powinny pozostawać tajemnicami. – Emmy, nie wiem, co uknułaś, ale mam nadzieję, że nie będę musiał cię za to zabić! – Shonn z przesadą zignorował nadal stojącego i gapiącego się na środku mężczyznę, tylko napadł chichoczącą z głębi lodówki przyjaciółkę. ~ 10 ~ AkFa – Baby, nie rozumiem, dlaczego ty zawsze jesteś taki podejrzliwy?– Em wręczyła mu butelkę wody, nawet się nie pytając i pocałowała głośno i z emfazą w usta. Shonn i Josh skrzywili się niemal jednakowo. Kobieta zignorowała ich i z zadowolonym uśmiechem pchnęła opierającego się mężczy- znę do salonu, mamrocząc pod nosem. – Pomyślałby kto, że cię ciągle wykorzystuję lub pakuję w jakieś tarapaty… Shonn parsknąłby śmiechem, ale głupio mu było przy tym mężczyźnie. Cud na dwóch nogach. Męski, wysoki, z tym błyskiem w oku, który mówi: ‘Dalej, zadrzyj ze mną i przekonamy się, co się stanie…’ Totalnie nie jego typ. No dobra, faceci jak ten byli w typie każdego. W tym problem. Jeszcze jeden zadufany w sobie bufon. Machos Totalus – jak ich nazywał. Tragedia. – Shonn, czas abyś poznał mojego wspaniałego przyjaciela, oczywiście zaraz po tobie, tak? Ty jesteś sam kategorią w sobie, kochany – zapewniła go z błyskiem w oku. – Poznaj więc Joshuę Moora. Josh, aniołku, poznaj moją drugą połówkę… tę bardziej kobiecą, oczywiście. Shonn Willson. Ta–da! Mężczyźni rzucili jej spojrzenie, od którego istniało duże ryzyko, że jej ukochane ‘przecenione’ klapki ulegną spopieleniu, po czym skierowali uwagę na siebie wzajemnie. Chwila ciszy, która zawi- sła między nimi, była praktycznie gęsta i nie bardzo było wiadomo, jak w tej sytuacji się zachować. Josh nie był pewien czy powinien uścisnąć mu dłoń, czy raczej pocałować ją. Stał więc jak za- murowany idiota i miał chęć udusić Emily jak jeszcze nigdy w życiu. Co zdarzało się średnio raz na tydzień. Shonn z kolei nie miał ochoty dotknąć tego mężczyzny. Podanie dłoni wydawało mu się nagle zbyt intymne. Raz poczuje te wielkie łapska na sobie i już pewnie nie będzie mógł przestać o nich myśleć. O, już się zaczęło, skoro o tym pomyślał! Emily w końcu mruknęła ostrzegawczo pod nosem i mężczyźni, jak skarcone dzie- ci, potrząsnęli dłońmi, urywając kontakt tak szybko, jak tylko się dało. – Okej. – Shonn wrócił się do przyjaciółki, próbując pokryć zmieszanie, które zaczął nagle od- czuwać. To wina tego faceta. Już go nienawidził! – Czego chcesz ode mnie? – Daj. – Wyciągnęła dłoń po flesh drive, na którym zawsze miał dla niej opowiadania. Wolał nie przesyłać ich przez Internet. Nigdy nie wiadomo, co się może stać, prawda? ~ 11 ~ AkFa – Nie! – Wsadził dłoń do jeansów, które opadły kolejne cale i kawałek gołej złocistej skóry przyciągnął uwagę Josha. Odrywając wzrok na siłę, Josh klapnął na kanapę, zastanawiając się gwałtownie, ile piw wy- pił… Zdecydowanie za dużo… – Shonny, nie bądź dzieckiem. – Emily spróbowała się podkraść, ale Shonn odskoczył i zacisnął pięść w kieszeni, jakby to miało zapobiec kradzieży. – Mowy nie ma, najpierw chcę się dowiedzieć, ile pasów skóry z pleców będzie mnie to kosz- towało! – Och, przesadzasz…– Em poddała się nagle i z miną niewiniątka poszła usiąść na kanapę. Josh posunął się, robiąc jej miejsce. Shonn tylko z jeszcze większą ostrożnością zaczął ją obserwować. – Teraz to mnie na serio przerażasz. – Usiadł, jak tylko najdalej się dało, nie odrywając nawet na chwilę wzroku od pary na kanapie. Wyglądali ze sobą bardzo wygodnie. Kto by zresztą nie wyglą- dał, z nim… Josh nie wiedząc, co z sobą począć, nagle złapał stopę małej blondynki i zaczął masować. Niech go cholera, ale nie miał pojęcia, co powiedzieć… Przeszywające i inteligentne spojrzenie oczu Shonna go deprymowało. Jak jeszcze nigdy w życiu. Em, zadowolona – z miną, która tylko wzbudzała najgorsze obawy w obu mężczyznach – znów wyciągnęła dłoń po maleńki przenośny dysk. – Dawaj! Po kilkuminutowej intensywnej wewnętrznej walce Shonn poległ. Nienawidził edytowania tek- stu… i po za tym ciekawość, jego przekleństwo, zżerała go. Mógł się założyć o swój najbardziej nie- gejowski sweterek, że prośba Emmy dotyczyła siedzącego jak dureń, ‘zakazanego’ mężczyzny. To będzie ubaw. Bez ceregieli rzucił w nią FD i czekał… Em wyszczerzyła zęby i tonem niesugerującym cokolwiek oświadczyła: – Josh potrzebuje „swatki”. – Co?!! – Obaj mężczyźni zerwali się, jak na zawołanie. Z szeroko rozdziawionymi ustami. – Ty masz całe mnóstwo znajomych, koleżanek, wielbicielek. A on potrzebę… – rzekła z emfazą. Josh zdrętwiał, a Shonn parsknął. Kobieta nie wyglądała w najmniejszym stopniu na zde- prymowaną ich gwałtowną reakcją. Josh usiadł i znów zdzielił ją poduszką. ~ 12 ~ AkFa – Em, nie rób ze mnie jakiegoś niedorajdy! – Oburzył się słusznie Josh. Zwłaszcza, że dru- gi mężczyzna spojrzał na niego z lekką wyższością. – Ależ, kochanie, to nie o to chodzi. To jest kwestia podaży i popytu – Em stwierdziła stanow- czo i to z miną tak poważną, że obaj nie byli pewni, czy mówi serio, czy żartuje. – Nawet nie pogrywaj ze mną, Em. Co mam zrobić? – Shonn chciał przejść do konkretów i zmyć się jak najszybciej. – Masz dać lekcję uwodzenia Joshowi i zapoznać go z niezliczonym kółkiem swoich wielbicie- lek. – Chyba kpisz. – Josh nie wybuchnął śmiechem tylko dlatego, że był zbyt na to zszokowany. Ironiczne spojrzenie Shonna tylko go dobiło. – Nie potrzebuję lekcji uwodzenia i to jeszcze od… Lekko uniesiona delikatna brew mężczyzny powstrzymała go, zanim palnął coś, co Em by wy- korzystywała do końca jego życia jako formę tortur. – … nikogo… miałem na myśli, że nie potrzebuję lekcji… – A ja nie mam zamiaru niańczyć faceta, który nie… – Stop! Obaj! Zanim zmusicie mnie do jakiś drastycznych kroków! – Emily wstała z kanapy i oparła dłonie na swoich zaokrąglonych biodrach. – Jeszcze jedno słowo i pożałujecie… – Ale, Emmy… jak ja to mam zrobić? – Shonn zawołał z desperacją. Em wybuchnęła śmiechem i rzuciła mu diabelskie spojrzenie. – Skutecznie, kochanie… skutecznie… *** Josh klął, na czym świat stoi. Nie miał bladego pojęcia, jak dał się w to wmanewrować? Czy na serio był aż tak zdesperowany, że musiał korzystać z pomocy innego faceta, aby umówić się na rand- kę? Hmmm… tak, był. Niestety. Jego osiągnięcia w tym departamencie były mizerne i nie dało się tego ukryć. Był… trzydziestoczteroletnim nudnym księgowym i jak bardzo jego sukces zawodowy nie byłby satysfakcjonujący, to nie ogrzewał mu łóżka. Bez wysiłku wbiegł po schodach na drugie piętro ~ 13 ~ AkFa budynku, w którym znajdował się apartament Shonna. Biorąc jego skrajnie nie fizyczną pracę pod uwagę, starał się budować swoją kondycję na wszelkie sposoby. Między innymi nie korzystał z wind – w granicach rozsądku oczywiście. Na dziesiąte piętro by nie wbiegł. Dobrowolnie w każdym razie. Ale nie dlatego, że nie mógł. Bo by mógł… Kurczę, znów się zaczynał denerwować. Nie mógł pojąć, dlaczego ten mężczyzna tak na niego wpływa. Czuł się przy nim jak nieadekwatny idiota. A to było po prostu bez sensu. Shonn był jak dzień do nocy w porównaniu do niego. Artysta – to po pierwsze, po drugie cynik. Mieszanka wybu- chowa. Jakby tego jeszcze nie było dość, autor romansów dla mężczyzn. Josh nie wiedział, jak się ma zachowywać czy postępować w jego obecności. Jeśli go urazi w jakiś sposób, najprawdopodobniej nie będzie nawet o tym wiedział. Josh był cały za bezpośredniością i prostotą rozwiązań. To właśnie kluczenie i zawiłe podchody go gubiły. Nie mógł się połapać kiedy ma być szczery, a kiedy wymyślać triki i podstępy, aby dostać to, czego pragnął. Niuanse po prostu nie były jego najmocniejszą stroną. Nie zdołał zapukać, a drzwi otwarły się i lekko rozkojarzony Shonn skinął na niego, aby wszedł do środka. Nie witając się ani nic nie mówiąc, odwrócił plecami i wrócił do rozmowy telefonicznej, którą najwyraźniej prowadził. Josh rozejrzał się dyskretnie i musiał przyznać, że był przyjemnie rozczarowany. Dominowały kolory granatu i niebieskiego. Całe mieszkanie było komfortowo i elegancko urządzone. Wszystko funkcjonalne, ale modne i w dobrym guście. Niewielki hol otwierał się na spory salon z kominkiem i ogromne drzwi tarasowe. Wielka sofa stanowiła centrum salonu, a towarzyszyły jej dwa identyczne fotele. Wszędzie były detale i osobiste dodatki nadające pomieszczeniu osobisty oraz domowy charak- ter. Wielkie malowidło na ścianie, ramki ze zdjęciami i kolorystycznie dobrane poduszki. Miało się ochotę usiąść i zrelaksować. Dom Josha był tragiczny w porównaniu do tego mieszkania. Z holu można było dostrzec jeszcze dwie pary zamkniętych drzwi i otwarte wejście do prze- stronnej kuchni. Wielki barek z wysokimi stołkami stanowił najwyraźniej jadalnię. Kuchnia była urządzona w kolorach intensywnej pomarańczy przeplatanej bielą czerwieni. Lekka i delikatna. Josh zastanowił się przelotnie, jak to jest poświęcać tyle uwagi detalom i szczegółom. On naj- częściej nie dostrzegał otoczenia, dopóki nie zwracało jego uwagi swą urodą czy wyjątkowością. Jak to właśnie mieszkanie. Może artystycznej duszy to on niemiał, ale kiedy widział coś pięknego, potrafił rozpoznać. Shonn zaczął chodzić po mieszkaniu nerwowo, zapominając najwyraźniej o jego obecności. Widać było, jak jest zestresowany i jak go ta rozmowa denerwuje. W końcu stanął i wykrzyknął: ~ 14 ~ AkFa – Nie, nie mam zamiaru naginać się do twoich absurdalnych wymagań. Nie będę już potrzebo- wał twoich usług. Żegnam! – Zatrzasnął klapkę telefonu z hukiem i przez sekundę wyglądał, jakby na serio miał zamiar nim cisnąć o pobliską ścianę. Odwrócił się i z zaskoczeniem dostrzegł nieruchomo stojącego w holu Josha. Miny obaj mieli przezabawne. Josh zszokowaną, Shonn zażenowaną. Mężczyzna otrząsnął się w końcu i położył telefon na najbliższym stoliku. Z udawanym spoko- jem, którego widać było, że nie miał. – Mężczyźni to dranie! – Wypalił w końcu i ruszył do kuchni. Josh stał jeszcze z minutę oszo- łomiony, by w końcu ruszyć za nim. – Eee… skoro tak twierdzisz – wymamrotał niepewnie, uważnie obserwując miotającego się po kuchni mężczyznę. – A co? Może nie? – Shonn niemal naskoczył na niego. Z rękami wspartymi na szczupłych bio- drach, spojrzał na Josha, jakby go chciał wrzątkiem oblać, gdyby śmiał się sprzeciwić. Josh absolutnie nie miał zamiaru się sprzeczać. Najwyraźniej to nie satysfakcjonowało Shonna. – Jak nie wciskacie człowiekowi kitu, to znów kombinujecie. Nic tylko jakieś niedorzeczne wymagania. Później, kiedy się okazuje, że nie dostaniecie tego, czego chcieliście, wpadacie we wściekłość. I nigdy, przenigdy nie mówicie, o co wam tak naprawdę chodzi! – Shonn wyrzucił dłonie w powietrze. – Ile ja bym dał za faceta, który mówi prosto z mostu, co myśli i czego chce! Josh nie czuł się na siłach nadmienić, że to jest właśnie jego największy problem i że Shonn miał mu pomóc go ‘naprawić’. Doszedł do wniosku, że to nie byłoby najmądrzejsze, gdyby w tym momencie o tym wspomniał. Podobnie jak uznał, że wypominanie Shonnowi faktu, iż sam jest męż- czyzną, byłoby samobójstwem. I to pewnie na raty. Zdecydował więc, że lepiej wybrać milczenie. Shonn, nie doczekując się żadnej – czy to kon- struktywnej czy też nie – odpowiedzi, westchnął z irytacją i poszedł do lodówki. Parę sekund później podał Joshowi piwo, nawet nie pytając o jego zdanie na ten temat. Josh nie śmiał zaprotestować zwłaszcza, że to było jego ulubione piwo. – Dobra. Powiedz mi, co mam zrobić? – westchnął cierpiętniczo Shonn. – Tylko niech to będzie w mocy ludzkiej, proszę. Nawet ja nie jestem cudotwórcą… Josh zwalczył pokusę, aby odwrócić się na pięcie i wyjść. Zacisnął zęby i spojrzał na niższego mężczyznę. ~ 15 ~ AkFa – Nie mam bladego pojęcia, co robić. I to jest problem. Nie znam najwyraźniej odpowiednich kobiet. – A jaka jest odpowiednia? – Shonn zapytał marszcząc brwi. Josh westchnął. – Normalna. Logiczna. Nie wiem… taka, która jest zainteresowana czymś więcej niż zakupa- mi i plotkami. Stanowcza i zdeterminowana w dążeniach życiowych. Tak osobistych, jak i zawodowych. Ale przede wszystkim kulturalna i miła. – No cóż, wymagania jak najbardziej realne i logiczne. – Shonn stwierdził, obrzucając go uważnym spojrzeniem. Jego niesamowite oczy prześlizgnęły się po Joshu jak dłoń odziana w aksamitną rękawiczkę. Nie wiedzieć czemu, Joshowi przemknęło przez myśl pytanie, czy aby na pewno dobrze był ubrany? Otrząsając się z otępienia, spróbował zwalczyć rumieńce wypływające mu na policzki. Shonn w końcu oderwał swoje rozgrzane spojrzenie od ciała Josha i ukrył własne rumień- ce, szybko się odwracając. – Mam kilka naprawdę fajnych koleżanek i znajomych. Myślę, że mogę cię z nimi poznać. – Ale… ale… – Josh westchnął, drapiąc się po karku z zażenowaniem. – Tak? – Ja… nie chciałbym wyjść na jakiegoś desperata. Shonn stłumił komentarz cisnący mu się na usta, że przecież był desperatem, i wymusił lek- ki uśmiech. – Spokojnie. Może … hm… Może zorganizuję jakieś małe party i zaproszę kilka kobiet? Po- znacie się i będziecie mieli okazję, aby porozmawiać. Kilka innych osób powinno zapewnić swobodę w konwersacjach. Nie będziesz odczuwał takiej presji. Josh miał ochotę go ucałować. Czego oczywiście nie zrobił i o czym nawet nie chciał myśleć. Z entuzjazmem za to pokiwał głową. – A jak mnie przedstawisz? Zaprosisz Em? – Tak, o ile będzie chciała się zjawić. Wiesz, jaka ona jest. A jeśli będą pytać, powiemy, że mo- że jesteś… – Twoim księgowym? – Josh zaproponował nieśmiało. Zawsze, kiedy miał się przyznać do swojej profesji, zwłaszcza przy kobietach, które mu się podobały, czuł się skrępowany. Dlaczego tak samo się działo przy Shonnie? Nad tym też nie chciał się zastanawiać. ~ 16 ~ AkFa – Tak. To całkiem dobry pomysł i wyeliminuje wiele zbędnych pytań. – Shonn uśmiechnął się do niego po raz pierwszy i Josh czuł, jak serce mu staje. Cała twarz mężczyzny przeistoczyła się cał- kowicie. Był… niesamowity, wyjątkowy… Josh bladego pojęcia nie miał, na czym ta wyjątkowość polegała, ale nie mógł oderwać od niego oczu. Shonn zarumienił się, odchrząknął i znów ruszył do lodówki. Josh nie wiedział czy przeprosić, czy umrzeć z wstydu. Co się z nim dzieje? – Jak ci pasuje ten weekend? – Głos Shonna wyłonił się z przepastnej lodówki. Josh otrząsnął się mentalnie i spróbował skoncentrować na tym, po co tu przyszedł. Czyli żeby poszukać sposobu na znalezienie kogoś, kto by go pokochał… eee… kobiety, która by go pokochała. – Idealnie. Głośne walenie do drzwi niemal poderwało ich obu z miejsc. Rzucając zaskoczone spojrzenie Joshowi, Shonn poszedł, żeby otworzyć drzwi. Zanim nawet zdołał je dobrze uchylić, postawny męż- czyzna wparował do środka i spróbował objąć Shonna. Ten odskoczył jak oparzony. Trzydzieści sekund później Josh stał między nimi. Gdyby ktoś go zapytał, jak się tam znalazł, nie mógłby odpowiedzieć, choćby jego życie od tego zależało. Tak czy inaczej schował zszokowane- go Shonna za plecami. – Shonn, skarbie, musimy porozmawiać. – Mężczyzna rzucił nienawistne spojrzenie Josho- wi i spróbował go ominąć. Josh jednak powstrzymał go jedną ręka i to skutecznie. Cóż, postura tego gościa nie miała nic wspólnego z mięśniami, za to aż za dużo z niezdrowym apetytem. I wyglądało na to, że Shonn najwyraźniej znajdował się w menu – aktualnie. Czy chciał, czy też nie… – Thomas, wyjdź. Nie mamy o czym rozmawiać. Nasza współpraca jest zakończona. – Shonn położył Joshowi dłoń na ramieniu uspokajająco i stanął przy jego boku. – Możemy zrobić to na osobności? – Mężczyzna nachalnie nalegał, nadal ignorując Josha. By- li niemal tego samego wzrostu, ale Josh zdawał się nad nim górować. Pod każdym względem. – Nie. Wyjdź. Facet normalnie jakby szału dostał i znów rzucił się w kierunku Shonna. Ponownie jednak odbił się od Josha. – Co do cholery? Na mnie nosem kręcisz, choć tyle dla ciebie zrobiłem? A puszczasz się z jakimś mdłym fagasem? – wrzasnął. ~ 17 ~ AkFa Shonn zdrętwiał. Jego twarz zmieniła się w lodowatą maskę i wyglądało na to, że w tym mo- mencie to on się rzuci na obleśnego typa. – Wyjdź. – Nie! Nie dałeś mi szans. A mogliśmy… – Nic nie mogliśmy, idioto – Shonn warknął i niemalże naparł na plecy Josha. Ten odwrócił się i złapał go, zanim zrobił coś, co by mogło przerodzić się w regularną wojnę. Shonn nie wyrywał mu się, ale tak nienawistnie patrzył na Thomasa, że ciarki spłynęły Joshowi po krzyżu. – Nie mogliśmy nic, bo nie dość, że jesteś obrzydliwy, to na dodatek masz żonę, palancie! Josh stał jak wryty, z niedowierzaniem patrząc to na jednego, to na drugiego. Mężczyzna wy- glądał, jakby miał dostać napadu wściekłości na miejscu. Po kilku sekundach jednak pozbierał się z widocznym wysiłkiem i, rzucając Joshowi niespokojne spojrzenia, zwrócił się do Shonna z paskudnym uśmiechem. – Skarbie. Przecież wiesz, że mężczyzna na moim stanowisku i z moją pozycją mu- si zachowywać pewne pozory… standardy. – Zrobił krok w ich stronę, a Shonn tym razem sam ukrył się za potężniejszą sylwetką Josha. Tamten jednak nadal parł. – Wiesz, że nic do niej nie czuję. Ko- cham tylko ciebie… – Shonn parsknął z obrzydzeniem. – To po prostu image, który muszę utrzy- mać… także dla dobra twojego własnego interesu. Shonn wybuchnął pustym śmiechem, niemal chowając twarz w piersi zaskoczonego Josha. Szybko jednak opanował się i zrobił krok wstecz z przepraszającym spojrzeniem. Zanim Josh zdołał się odezwać, Shonn znów naskoczył na Thomasa. – I to pewnie dla zachowania tego imagu najmujesz co większych desperatów pod podły- mi gejowskimi klubami, aby ci obciągali? – Ja nie robię niczego podobnego! Moja noga nie postała w żadnym gejowskim barze! Nie je- stem gejem! Shonn i Josh spojrzeli po sobie na niedorzeczne stwierdzenie faceta i wybuchnęli śmiechem. In- truz poczerwieniał na twarzy intensywnie. – Shonn, to tylko ty jesteś dla mnie tak istotny i wyjątkowy, że jestem skłonny dać ci szansę… – Wyjdź! – Shonn wskazał mu palcem drzwi. – I nie wracaj. Nie dzwoń i nie pokazuj mi się na oczy, bo zadzwonię do twojej żony albo pokażę jej maile, które do mnie wysłałeś. Thomas wyprostował się i wskazał palem na Josha.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pan pozna Panią/...Pana
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: