Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00313 008167 15950162 na godz. na dobę w sumie
Panna Lukrecja I Rycerz Bożydar - ebook/pdf
Panna Lukrecja I Rycerz Bożydar - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 22
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3346-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, wśród bogatej zieloności i strumieni pełnych ryb było sobie królestwo, którego naczelne hasło brzmiało: „Precz z męskim egoizmem”. W godle tegoż królestwa lśniły dwie złote obrączki, a panował w nim dobry i sprawiedliwy król Henryk Uprzejmy. Lecz ani jego dobroć, ani sprawiedliwość, a tym bardziej uprzejmość, nie uchroniły go przed kłopotami, gdy jego królewska małżonka znów, po raz kolejny, postanowiła wyruszyć w siną dal, tym razem z Lancelotem – rycerzem pięknym i bez skazy…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Panna Lukrecja i Rycerz Bożydar – A cóż to ja miałem robić dziś przed południem, mój drogi Ignasiu? – Miłościwy pan miał konać z miłosnej rozpaczy dziś od godziny 9.00 aż do 14.30, miłościwy panie! Bo potem to już mus podjąć kilka istotnych decyzji w sprawie zbliżającego się turnieju. – A tak, tak, mój kochany, teraz sobie przypomniałem…Zaiste. Konać miałem z rozpaczy w związku z miłościwie nas opuszczającą królewską małżonką…Z kim to królowa tym razem raczy odchodzić, mój wierny Ignasiu? – Tym razem z Lancelotem, miłościwy panie, najjaśniejsza pani odjeżdża w siną dal, w poszukiwaniu szczęścia i nowych wrażeń. – A tak, tak! – król w roztargnieniu pokiwał głową. – Wiedziałem przecież! Dorodny rycerz z tego Lancelota, swoją drogą… Ach, cóż ja bym począł bez ciebie, mój zacny Ignasiu. – Najjaśniejszy Pan zginąłby marnie – poinformował Ignacy bez zbędnych ceregieli. – W rzeczy samej, w rzeczy samej – przytaknął król i zapatrzył się w pejzaż rozciągający się z oknem, hen, aż do samych granic królestwa. – A czy to prawda co powiadają, mój drogi, że rycerstwo na turniej zjeżdżające jakieś sobie kpiny i żarciki na mój temat urządza? – Ale wyłącznie przyjezdni, najjaśniejszy panie! Głównie z królestwa Nevermind oraz Whatever. Bo nasze rycerstwo, rodzime, 1 w pełni popiera i jednogłośnie pochwala postawę miłościwego pana. Najjaśniejszy pan jest wzorem dla swoich poddanych, postępując zawsze zgodnie literą prawa i honorowym kodeksem naszego królestwa. Dlatego ważnym jest, aby dobrze wypaść w turnieju. W obronie słusznej sprawy i naszego honoru! Wyraz twarzy władcy zdradził, że umysł jego usilnie pragnie natrafić na ślad jakiś w pamięci. Ignacy czym prędzej przypomniał więc hasło widniejące na królewskich chorągwiach: –„Precz z męskim egoizmem!” –„Precz z męskim egoizmem!” – zakrzyknął król z wyraźną ulgą. – A przypomnij mi, mój drogi, czemu to jestem taki zabawny dla ry- cerstwa sąsiednich królestw? – Ach, to zupełnie proste, najjaśniejszy panie. Rycerze królestw ościennych, odwrotnie niż my, wielbią białogłowy po pracy, w czasie wolnym, dla relaksu. My oddajemy się temu zajęciu z pełnym poświę- ceniem, w czasie urzędowym, a po pracy odpoczywamy. Ot, wszystko na odwrót. – Dziwne, naprawdę, mój wierny Ignasiu. Wielbienie dam to przecież bardzo wyczerpujące zajęcie. Jak oni dają radę się przy tym relaksować? – Kwestia podejścia do tematu, jak mniemam, miłościwy panie. Śmiem twierdzić, że oni niewiasty wielbią po łebkach, niedokładnie, najjaśniejszy panie. Bez należnego zaangażowania. I dlatego nie kosztuje to ich tyle wysiłku. – Aaa…, jeśli tak, to bardzo być może, mój drogi. A skoro mi już przypomniałeś, to chyba zajmę się już tym konaniem w rozpaczy, ale wiesz co, zajrzyj tu do mnie za godzinkę, Ignasiu drogi… Przekąsiłbym coś i herbatki zielonej się napił… Wyznam ci, że na te lamenty i żale aż do 14.30 to ja już się czuję trochę za stary… – Bardzo słusznie, miłościwy panie! Choć miłościwy pan jest mężczyzną w sile wieku, że pozwolę sobie zauważyć, to jednak o zdrowie należy dbać! Oczywiście nikomu ani słówka! Oficjalnie najmiłościwszy pan rzewnie i rzetelnie zalewa się łzami. – Ignacy zgiął się w głębokim ukłonie. –Ignasiu…– Król machnął ręką w kierunku kamerdynera z roz- targnieniem. –Tak, miłościwy panie? – Ignacy zatrzymał się w drzwiach z pytającym wyrazem twarzy. 2 – Przypomnij mi jeszcze z łaski swojej, czy moja szanowna królewska małżonka opuściła już zamek? – O nie, najjaśniejszy panie.– Twarz Ignacego rozjaśnił uśmiech.– Miłościwa pani postanowiła, zanim wyjedzie, dopilnować jeszcze tur- nieju. – Cała ona. Zawsze dbająca o najmniejszy detal. – Najjaśniejsza pani chce osobiście stwierdzić, czy najjaśniejszy pan należycie boleje nad jej odejściem… – A Lancelot? – Lancelot w interesach podróżuje, miłościwy panie. Za kilka dni ma się stawić na zamku, wtedy na pewno miłościwego pana o audien- cję poprosi. Król machnął ręką i Ignacy opuścił komnatę. – Rozpaczamy, rozpaczamy – mruknął do siebie król. Wbrew zamierzeniom czuł się całkiem dobrze. Westchnął. – Oj, ciężko jest damy wielbić szczerze i z prawdziwym zaangażowaniem… Starzeję się. Trzeba będzie medyka o radę poprosić – monarcha z głębokim westchnieniem usiadł w fotelu, tonąc po raz kolejny w słoneczno – zielonym krajobrazie. I objął dobry król Henryk Uprzejmy życzliwą myślą wszystkich swoich poddanych, a więc również pewną miłą i urodziwą pannę Lukrecję, o której istnieniu zresztą nie miał najmniejszego pojęcia. * Lukrecja mieszkała tuż przy samej granicy królestwa, w małym dom- ku, obrośniętym pnączami dzikiej róży (choć wolałaby groszek pach- nący). Dziewczyna, chociaż piękna, była jednak uboga i niskiego urodzenia, i pomimo, że niektórzy utrzymywali, że płynie w niej odrobina błękitnej krwi, można z całą pewnością stwierdzić, że był to całkowity nonsens, lub w najlepszym przypadku nieporozumienie. Lukrecja, po prostu, jak na swój wiek trzymała się nieźle i tyle. Może też i z tego powodu trafiał jej się od czasu do czasu jakiś adorator w lśniącej zbroi, który z miejsca stawał się obiektem zazdrości otocze- nia powabnej Lukrecji. Otoczenie jednak, jak to zwykle bywa, jest mało spostrzegawcze i z tej przyczyny umyka mu, że adorator, jak to adorator, jakkolwiek by nie był smukły, romantyczny i urodziwy 3 (a może właśnie tym bardziej) nieodmiennie, po skorzystaniu z przy- chylnych wdzięków dziewczyny przypinał wstążkę seledynową do hełmu, obiecywał, że zadzwoni, i tyle go widziała/słyszała. Za każdym razem Lukrecja musiała potem leczyć złamane serduszko, a to naparem z dzikiej róży, a to nowymi ciżemkami, lub chociażby następnym adoratorem – choć było to, przyznajmy, posunięcie ryzykowne z racji powtarzającego się w kółko scenariusza: zaklęcia miłosne, wstążka, sina dal. Dziewczyna regularnie wypłakiwała więc swoje zielone oczy i właśnie w trakcie kolejnego takiego wypłakiwa- nia, po drodze z miasta do domu z rękami pełnym sprawunków, spotkała Bożydara – młodzieńca bladolicego, błękitnookiego i wyso- kiego jak sosna. Bożydar nie miał na sobie zbroi, ponieważ akurat oddał ją do polerowania. Być może dlatego, a może i z racji takiej, że oczy miała już zajęte inną czynnością, w pierwszej chwili Lukrecja nie zwróciła na Bożydara większej uwagi. – Czemuż to tak łzy lejesz, piękna dziewczyno? – Spytał Bożydar, czym za jednym zamachem zyskał sobie dwa punkciki in plus. – Płaczę po moim ukochanym, niewiernym Sławomirze, który okazał się takim samym jak cała reszta łobuzem, choć zaklinał się na wszystkie świętości, że jest inny! – Aha. – Odrzekł Bożydar i tym razem punkcików nie zarobił. – A skąd przybywasz, rycerzu? – spytała Lukrecja, bo choć Bożydar nie miał na sobie zbroi, dziewczyna wprawnym okiem od razu wychwyciła szlachetność rysów młodzieńca. – Zwą mnie Bożydar i przybywam z królestwa Nevermind, położonego za siedmioma górami i siedmioma lasami, nieco w dół i na prawo od was – przedstawił się rycerz. – A! – Ożywiła się dziewczyna. – To ty jesteś z tych samych stron, co mój nieodżałowany, choć podły, Sławomir! – Hmm…– odrzekł rycerz. – Bardzo mi przykro, o nadobna. Wierzaj mi, że niczego wspólnego z niegodnym Sławomirem nie mam. Wręcz przeciwnie, jeśli wolno mi zauważyć. Ja nigdy, przenigdy, nie skazałbym tak przemiłej dziewczyny na tak smutny los! – W rzeczy samej? – powiedziała Lukrecja, bo rycerz był grzeczny oraz grzechu wart, a historia po raz kolejny wracała do punktu wyjścia. – A gdzie masz zbroję? – spytała. – Do polerowania oddałem. Ale wieczorem odbieram, więc jak tylko błyszczącą przywdzieję, jeśli tylko pozwolisz, bez zwłoki do 4
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Panna Lukrecja I Rycerz Bożydar
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: