Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00461 009643 16975122 na godz. na dobę w sumie
Piątek, 2:45 - ebook/pdf
Piątek, 2:45 - ebook/pdf
Autor: , , Liczba stron: 222
Wydawca: Wydawnictwo Filar Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-61995-20-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Piątek, 2:45. Właściwie już sobota. Ale to, co zakończone, trwa nadal; to, co się kończy, dopiero się zaczyna. Choć większość śpi, nie śpią ci, którzy nie chcą lub nie mogą albo coś im spać nie pozwala. Ponieważ o tej porze sporo się dzieje - jak kraj długi i szeroki. Opowiadają o tym sugestywnie młodzi, zdolni autorzy, każdy w swoim niepowtarzalnym stylu. Warto wejść w głębię nocy i poznać te zajmujące historie, gdzie realizm miesza się z fantazją, powaga z groteską, a humor z dramatem. W piątek o 2:45 czas zwalnia, by nagle przyspieszyć, a sprawy duże i małe nabierają nowych znaczeń w życiu bohaterów antologii. Dzięki temu Piątek, 2:45 to solidna porcja rozrywki, jak i refleksji, doprawiona zróżnicowaną narracją i wciągającą fabułą.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Maja była studentk(cid:263) fi lologii polskiej na UG. Przed miesi(cid:263)cem napisała do niego maila, przedstawiaj(cid:263)c si(cid:277) wprost jako zadeklarowana fanka jego twórczo(cid:331)ci i w taki oto sposób zacz(cid:277)ła si(cid:277) ich znajomo(cid:331)ć. Najpierw kores- pondencyjna. Potem jednak, kiedy przestała jej wystar- czać wymiana wiadomo(cid:331)ci, poprosiła go o spotkanie (pod pretekstem zło(cid:359)enia autografu). Poczuł si(cid:277) doceniony i nie potrafi ł jej odmówić, choć z reguły unikał spotka(cid:312) z czytel- nikami, zwłaszcza teraz, kiedy nie miał specjalnie czego promować i czuł si(cid:277) powa(cid:359)nie wypalony (nie mówi(cid:263)c ju(cid:359) o chronicznym defi cycie czasu). Kiedy j(cid:263) zobaczył po raz pierwszy, nie mógł uwierzyć własnym oczom (wcze- (cid:331)niej nie miał odwagi poprosić o zdj(cid:277)cie i wyobra(cid:359)ał sobie jak(cid:263)(cid:331) niechlujn(cid:263) grubask(cid:277) w okularach, posuwan(cid:263) jedynie przez czas). Widział przed sob(cid:263) bardzo zgrabn(cid:263) i zadban(cid:263) kobiet(cid:277), która miała w sobie to magnetyczne „co(cid:331)”, co powodowało u m(cid:277)(cid:359)czyzn przyspieszon(cid:263) pulsacj(cid:277). Wtedy to od(cid:359)yły w nim jakie(cid:331) ukryte kompleksy, dopóki ado- racja, któr(cid:263) wyczuł w jej słowach, gestach i spojrzeniu, z powrotem nie przywróciła mu wzgl(cid:277)dnej pewno(cid:331)ci sie- bie. Oczywi(cid:331)cie, gdyby był statystycznym Kowalskim, stoj(cid:263)cym przed ni(cid:263) w kolejce do sklepu, zupełnie nie zwróciłaby na niego uwagi, ale pan pisarz, wiadomo, to jednak wy(cid:359)sza półka; tutaj nawet niesubtelno(cid:331)ci – włosy w nieładzie, niedogolenie i notoryczne zm(cid:277)czenie w oczach – maj(cid:263) swój urok. – Mieszkam sama, bo wła(cid:331)cicielka lokalu, która prze- j(cid:277)ła go zreszt(cid:263) niedawno po babci, wyjechała do Francji na Erasmusa – wiesz, taki program wymiany studenckiej, i zostawiła mi mieszkanie pod opiek(cid:263). Czasem siedz(cid:277) do trzeciej, czwartej, czytam, pisz(cid:277) wiersze. Chciałby(cid:331) przyj(cid:331)ć, 89 pogadać, to… – zawiesiła głos, jakby była zakłopotana. – Po prostu wpadnij, b(cid:277)d(cid:277) czekała. Wiedziała przecie(cid:359), (cid:359)e ma (cid:359)on(cid:277), a mimo to zapraszała go o takiej porze. Musiała sobie zdawać spraw(cid:277) z tego, czym to si(cid:277) mo(cid:359)e sko(cid:312)czyć, a mo(cid:359)e raczej, do czego to ma doprowadzić – pytanie tylko, na ile chciała osi(cid:263)gn(cid:263)ć wła(cid:331)nie taki skutek. Z pocz(cid:263)tku w ogóle nie przyjmował do wiadomo(cid:331)ci, (cid:359)e mo(cid:359)e si(cid:277) u niej tak po prostu pojawić, ale potem zacz(cid:263)ł spacerować nocami i zastanawiał si(cid:277), co by było, gdyby jednak zebrał w sobie t(cid:277) odwag(cid:277) i zdobył si(cid:277) na ten krok. Chodził od skweru Ko(cid:331)ciuszki do (cid:330)wi(cid:277)toja(cid:312)skiej, potem odbijał na Władysława IV przez Armii Krajowej. Przechodził obok jej bloku, zatrzymywał si(cid:277) i długo patrzył na domofon, wiedz(cid:263)c, (cid:359)e dzieli ich ju(cid:359) tylko granica jednego d(cid:357)wi(cid:277)ku. Dzisiaj, choć r(cid:277)ka zadr(cid:359)ała mu po raz kolejny, nie cofn(cid:263)ł jej. Po prostu zadzwonił. – Tak? – Jej głos wydał mu si(cid:277) ospały. – Rafał… – mrukn(cid:263)ł nieco speszony. – Rafał, to naprawd(cid:277) ty? I nie czekaj(cid:263)c na potwierdzenie, wpu(cid:331)ciła go do (cid:331)rodka. A potem to wszystko, co miało miejsce, przynajmniej do Przewidywalne jak twoja proza – pomy(cid:331)lał autoiro- Błogosławie(cid:312)stwo autoironii potrafi ło ocalić niejednego pisarza przed (cid:331)mieszno(cid:331)ci(cid:263). Je(cid:331)li nie jest wystarczaj(cid:263)co wielki, wystarczy, (cid:359)e b(cid:277)dzie miał tego pełn(cid:263) (cid:331)wiadomo(cid:331)ć i od czasu do czasu przyzna si(cid:277) do tego przed innymi; wszel- kie zarzuty o pretensje, megalomani(cid:277) czy wygórowane pewnego momentu, było przewidywalne. nicznie. 90 w stosunku do mo(cid:359)liwo(cid:331)ci ambicje, b(cid:277)d(cid:263) wówczas spy- chane na margines bezpodstawno(cid:331)ci. Szanowano go za ten ostentacyjnie okazywany dystans wzgl(cid:277)dem siebie. Zawsze wyczekiwano tego momentu, kie- dy spu(cid:331)ci powietrze z nad(cid:277)tego balonu, rzuci zgrabn(cid:263) ripost(cid:277) o autokrytycznym zabarwieniu. Ale bywało to kłopotliwe, zwłaszcza wtedy, kiedy jego niedyspozycja literacka czy towarzyska była gł(cid:277)bsza, kiedy wychodziły z niego zm(cid:277)- czenie, kompleksy, kiedy dawała o sobie znać niezgoda na ukrywanie własnych ambicji i nieustanne odgrywanie roli pajaca, któr(cid:263) tyle(cid:359) wzi(cid:263)ł na siebie, co mu j(cid:263) przypisano. I siedział na kanapie Mai, s(cid:263)cz(cid:263)c jedynie col(cid:277) ((cid:359)eby zachować pozory kontroli nad sob(cid:263)), wci(cid:263)(cid:359) zakłopotany swoj(cid:263) obecno(cid:331)ci(cid:263) tutaj. Ona tymczasem piła jakie(cid:331) pół- wytrawne wino, ci(cid:263)gle podsuwaj(cid:263)c mu drugi kieliszek, ale on konsekwentnie, chocia(cid:359) grzecznie, odmawiał. W swoim komplementuj(cid:263)cym monologu uwzgl(cid:277)dniła prawie wszystkie jego prozatorskie dokonania – nawet te, o których on sam wolałby zapomnieć. Oczywi(cid:331)cie, po- chwały, nawet je(cid:331)li bywaj(cid:263) kłopotliwe, przede wszystkim s(cid:263) przyjemne, bo w ka(cid:359)dym tkwi wewn(cid:277)trzna potrzeba bycia docenianym. Szczególnie w drugoligowych pisarzach. Och, jak(cid:359)e wspaniały był ten jego kryminał „Martwy wstanie ostatni”, jak(cid:359)e zaskoczyło j(cid:263) rozwi(cid:263)zanie akcji. Takie oryginalne! Któ(cid:359) mógł podejrzewać, (cid:359)e facet na wózku jest tak naprawd(cid:277) morderc(cid:263)?! No przecie(cid:359) nikt, kto nigdy nie miał w r(cid:277)ku „Kurtyny” Agaty Christie czy nie ogl(cid:263)dał „(cid:330)ciganego przez samego siebie” z cyklu „07 zgło(cid:331) si(cid:277)” (nie wspominaj(cid:263)c o powie(cid:331)cio- wym pierwowzorze scenariusza) albo jednego ze skeczów z „Małej Brytanii” – dopowiedział w my(cid:331)lach. 91 Och, jak wzruszaj(cid:263)ce było spotkanie dwójki głównych bohaterów w „(cid:330)cianie” po obaleniu muru berli(cid:312)skiego – m(cid:277)(cid:359)czyzny z NRD i kobiety z RFN, którzy korespon- dowali ze sob(cid:263) przez niemal dziesi(cid:277)ć lat. A jego to (cid:359)eno- wało. Z perspektywy czasu (cid:359)ałował, (cid:359)e nie dowiaduj(cid:263) si(cid:277), (cid:359)e jedno z nich jest ju(cid:359) w zwi(cid:263)zku, najlepiej mał(cid:359)e(cid:312)skim. Taki ckliwy happy end, jaki zgotował bohaterom, (cid:331)ci(cid:263)gn(cid:263)ł na niego fal(cid:277) krytyki, której mógł przecie(cid:359) unikn(cid:263)ć, gdyby wykazał si(cid:277) wystarczaj(cid:263)c(cid:263) zapobiegliwo(cid:331)ci(cid:263). A przecie(cid:359) miał dobre intencje. Nie chciał wszak(cid:359)e zasmucać czytelni- czek – ostatecznie wyszło na to, (cid:359)e obraził ich inteligencj(cid:277). Miał nawet w głowie ci(cid:263)g dalszy, ale jak pisać ci(cid:263)g dalszy do czego(cid:331), co si(cid:277) nie obroniło? To jak wniesienie apelacji od przegranej sprawy – startowało si(cid:277) ze straconej pozycji. Och, jak bardzo przypadł jej do gustu młody prawnik – cwaniak z „Pozwanej”. Krytyka si(cid:277) nie zna. Kogo obcho- dz(cid:263) szyderstwa znawców przedmiotu, punktuj(cid:263)cych, (cid:359)e z ksi(cid:263)(cid:359)ki zalatuje ignorancj(cid:263) prawn(cid:263) i bł(cid:277)dami meryto- rycznymi? Przecie(cid:359) ka(cid:359)da powie(cid:331)ć jest mniej lub bardziej umowna. Jak mawiał Flaubert – nie trzeba być jajkiem na patelni, by opisać jajecznic(cid:277). – A to ty mnie tak broniła(cid:331) na forum… – westchn(cid:263)ł, pokrzepiony jej słowami. – Dzi(cid:277)kuj(cid:277). Mówiła, patrz(cid:263)c na niego (równie łapczywie, co wlewała w siebie wino), przerywała na chwil(cid:277), a potem znowu wystrzeliwała z siebie kaskad(cid:277) słów, tyle (cid:359)e za ka(cid:359)dym razem z coraz mniejszym sensem. No przecie(cid:359), na lito(cid:331)ć, ile(cid:359) mo(cid:359)e trwać to preludium, ta gra wst(cid:277)pna słów. Tak, wie doskonale, (cid:359)e to ostatni mo- ment, (cid:359)eby si(cid:277) wycofać – ma wszak(cid:359)e (cid:359)on(cid:277) i dziecko. Ale przecie(cid:359) był w stanie w jednej chwili przywołać tysi(cid:263)ce 92 usprawiedliwie(cid:312). (cid:358)ona nie okazuje mu (cid:359)adnej czuło(cid:331)ci, nie jest zainteresowana (cid:359)adn(cid:263) form(cid:263) seksu, tłumacz(cid:263)c mu, (cid:359)e tak to jest ze (cid:331)wie(cid:359)o upieczonymi matkami; do tego nie wykazuje (cid:359)adnego zrozumienia dla jego pisania, robi mu ci(cid:263)głe wyrzuty, wypowiada nieustannie litanie (cid:359)alów i pre- tensji. A dziecko? On tego dziecka przecie(cid:359) nie chciał… Teraz tylko przeszkadzało. Przeszkadzało mu w pisaniu, a im w po(cid:359)yciu. Zamiast zjednoczyć, oddaliło ich od siebie. Przecie(cid:359) jak tu wchodził, podejmował okre(cid:331)lon(cid:263) decyzj(cid:277), liczył si(cid:277) z konsekwencjami. Teraz nie było odwrotu… To znaczy był, ale przecie(cid:359) statystyczny zdrowy facet, który ma przed sob(cid:263) napalon(cid:263) młod(cid:263) kobiet(cid:277), niezale(cid:359)nie od okoliczno(cid:331)ci pobocznych, nie widzi ju(cid:359) wyj(cid:331)cia, widzi tylko wej(cid:331)cie. Wchodził w ni(cid:263) delikatnie, nieco wstydliwie, a ona naj- pierw oplotła go swoimi długimi nogami, a potem, tonem nieznosz(cid:263)cym sprzeciwu, kazała mu przyspieszyć. Kiedy zastosował si(cid:277) do tego polecenia, jej oddech stał si(cid:277) ci(cid:277)(cid:359)szy, a ciałem zacz(cid:277)ły targać spazmy. On, najpierw zupełnie por- wany i podporz(cid:263)dkowany przez fal(cid:277) nami(cid:277)tno(cid:331)ci, z czasem pod wpływem stresu i wyrzutów sumienia, zacz(cid:263)ł przenosić swoje my(cid:331)li gdzie indziej. Wreszcie stała si(cid:277) ostatnia rzecz, której si(cid:277) w tym momencie mógł spodziewać – poczuł, (cid:359)e z wolna ust(cid:277)puje mu erekcja, (cid:359)e ka(cid:359)dy kolejny ruch staje si(cid:277) coraz bardziej zimny i mechaniczny, i zamiast przybli(cid:359)ać, oddala go od seksualnego spełnienia. Przy wszystkich tych marnych usprawiedliwieniach, którymi si(cid:277) zasłaniał, wiedział przecie(cid:359) doskonale, (cid:359)e nie powinno go tutaj być. Nawet pogodzony ze swoj(cid:263) zdrad(cid:263), nie mógł przestać my(cid:331)leć o tym, (cid:359)e krzywdzi wiele osób, 93 w tym równie(cid:359) Maj(cid:277). Gdyby nie to, (cid:359)e jego seksualna niemoc była kompromituj(cid:263)ca, uznałby z satysfakcj(cid:263), (cid:359)e nie jest jednak takim skurwielem, za jakiego si(cid:277) uwa(cid:359)ał. Wyrwał si(cid:277) z miłosnego obj(cid:277)cia i zacz(cid:263)ł zbierać rozrzucone wokół łó(cid:359)ka rzeczy. – Powinienem si(cid:277) zbierać… – rzucił nieprzytomnie, nie patrz(cid:263)c w jej kierunku. – No co ty? Co si(cid:277) stało? Zosta(cid:312) – wyci(cid:263)gn(cid:277)ła w jego kierunku r(cid:277)k(cid:277). – Nie chc(cid:277), (cid:359)eby(cid:331) tak zapami(cid:277)tał nasze spotkanie. Przepraszam… Za co przepraszała? – pomy(cid:331)lał i nagle zrobiło mu si(cid:277) jej bardzo (cid:359)al. Prawie tak jak Marty. Le(cid:359)eli. Mimo seksualnego niespełnienia, jej obecno(cid:331)ć, zapach jej ciała, pełne zrozumienia i czuło(cid:331)ci spojrzenie, ciepło głosu, wszystko to sprawiało, (cid:359)e poczuł si(cid:277) znowu lepiej, stopniowo odzyskuj(cid:263)c pewno(cid:331)ć siebie. Teraz to on mówił. Opowiadał o nowym projekcie (antologii) i swoich pomysłach na kolejne powie(cid:331)ci. O tym, (cid:359)e zgłosił si(cid:277) do niego producent jakiego(cid:331) serialu krymi- nalnego gotowy zaadaptować „Martwy wstanie ostatni” na potrzeby jednego z odcinków. Potem spytał j(cid:263), czy przesz- kadza jej, (cid:359)e ma (cid:359)on(cid:277) i dziecko. Odpowiedziała wyrozu- miale, (cid:359)e ka(cid:359)dy potrzebuje ucieczki i powrotu do siebie, wi(cid:277)c nie powinien si(cid:277) przesadnie obwiniać. Dodała te(cid:359), (cid:359)e dla niej obcowanie z jego osob(cid:263) ma gł(cid:277)bszy wymiar, nawet je(cid:331)li miałoby si(cid:277) okazać incydentalne. Dobrze to uj(cid:277)ła – ka(cid:359)dy potrzebuje ucieczki i powrotu do siebie – powtarzał w my(cid:331)lach. Uspokoiło go, (cid:359)e Maja zdaje sobie spraw(cid:277) z tego, (cid:359)e po tej nocy, albo w innej, nieco dłu(cid:359)szej perspektywie, ich drogi rozejd(cid:263) si(cid:277), wróc(cid:263) 94 do punktu wyj(cid:331)cia, czyli okazyjnej korespondencji. (cid:358)e nie b(cid:277)dzie łapczywie wyci(cid:263)gać w jego kierunku r(cid:263)k, je(cid:331)li on nie wyrazi woli i zainteresowania w podtrzymaniu tej znajomo(cid:331)ci – czy to na poziomie ogólnym, czy w fi zycz- nym jej wymiarze. Opowiadał jej, (cid:359)e (cid:359)ona go nie rozumie i nie docenia, traktuj(cid:263)c jego pisanie jako ci(cid:277)(cid:359)ar, a nie przywilej. Wysyła go do „powa(cid:359)nej pracy”, bo uwa(cid:359)a, (cid:359)e z całej tej „pisa- niny” (na któr(cid:263) składała si(cid:277) wła(cid:331)ciwa twórczo(cid:331)ć, recen- zje wewn(cid:277)trzne, felietony internetowe i redakcja tekstów) wyci(cid:263)ga dwa razy mniej ni(cid:359) miałby, gdyby zatrudnił si(cid:277) w biurze, czy nawet jako robotnik fi zyczny. – Jako robotnik fi zyczny, rozumiesz? – powtórzył obu- rzony, a ona za(cid:331)miała si(cid:277) nerwowo. – Wystarczyłoby, (cid:359)eby przestała unosić si(cid:277) honorem i wzi(cid:277)ła pieni(cid:263)dze od swojej matki. Stara ma du(cid:359)(cid:263) rent(cid:277), nie musi zapisywać połowy tego na Liche(cid:312). Lepiej dałaby córce. Kiedy mówił, uwalniaj(cid:263)c negatywne emocje, jej r(cid:277)ka co jaki(cid:331) czas zanurzała si(cid:277) pod kołdr(cid:277) i pie(cid:331)ciła jego ura(cid:359)on(cid:263) niepowodzeniem m(cid:277)sko(cid:331)ć. Najpierw próbował j(cid:263) delikatnie powstrzymywać upominaj(cid:263)cym spojrzeniem, ale potem, kiedy poczuł, (cid:359)e penis powoli nabrzmiewa, przygotowuj(cid:263)c siebie i jego do drugiej szansy, pozwolił jej kontynuować. Telefon. Wła(cid:331)nie teraz. Marta. Odebrać czy nie odebrać – bił si(cid:277) z my(cid:331)lami. Je(cid:331)li nie odbierze, rozhisteryzowana kobieta gotowa jeszcze zadzwonić na policj(cid:277), zgłaszaj(cid:263)c jego zagini(cid:277)cie i wówczas dopiero przekona si(cid:277) o smaku prawdziwych kłopotów. – Gdzie jeste(cid:331)? Tak si(cid:277) bałam! – usłyszał głos (cid:359)ony, przewidywalnie uderzaj(cid:263)cy w dramatyczn(cid:263) tonacj(cid:277). 95 nie Mai palcem, (cid:359)eby zachowała milczenie. – Jestem… – Niepotrzebnie – odparł sucho, wskazuj(cid:263)c jednocze(cid:331)- Poczuł coraz szybszy ruch dłoni Mai i powracaj(cid:263)ce podniecenie. – Jestem w hotelu Gdynia… – W hotelu? Zwariowałe(cid:331)? Nie mamy pieni(cid:277)dzy, a ty wynajmujesz sobie pokój hotelowy? – bardziej krzyczała ni(cid:359) pytała. – Musz(cid:277) ko(cid:312)czyć… Uspokój si(cid:277). Wszystko b(cid:277)dzie dobrze. – Zirytowany przerwał poł(cid:263)czenie. Teraz, kiedy był w(cid:331)ciekły na (cid:359)on(cid:277), miał motywacj(cid:277) i ochot(cid:277), (cid:359)eby rzucić si(cid:277) na Maj(cid:277), zer(cid:359)n(cid:263)ć j(cid:263). Kiedy przyci(cid:263)gn(cid:263)ł j(cid:263) do siebie, próbuj(cid:263)c całować w szyj(cid:277), wypr(cid:277)(cid:359)yła si(cid:277) i powstrzymała go ruchem r(cid:277)ki, daj(cid:263)c do zrozumienia, (cid:359)eby zastopował. – Zabawmy si(cid:277)… w suk(cid:277) – zaproponowała nieoczeki- wanie. To było chore i złe, ale zarazem ekscytuj(cid:263)ce. Ach, ci studenci! S(cid:263) tak zdemoralizowani, (cid:359)e zwykły seks im ju(cid:359) nie wystarcza; inspiruj(cid:263) si(cid:277) najwyra(cid:357)niej pornografi (cid:263) internetow(cid:263), szukaj(cid:263)c dodatkowych bod(cid:357)ców i wra(cid:359)e(cid:312) w rozmaitych udziwnieniach. Bezwzgl(cid:277)dnie, (cid:331)wiat upadał a on w tym upadku brał czynny udział. Z pocz(cid:263)tku my(cid:331)lał, (cid:359)e ma oprowadzać j(cid:263) na smyczy po pokoju i brać od tyłu, ale ona u(cid:331)wiadomiła mu bez cere- gieli, (cid:359)e chodzi jej o co(cid:331) zgoła innego. Chodziła nago na czworakach, prowadzona przez niego na smyczy, wydaj(cid:263)c z siebie dziwaczne d(cid:357)wi(cid:277)ki przypominaj(cid:263)ce raczej skowyt ni(cid:359) szczekanie, od czasu do czasu stawiaj(cid:263)c si(cid:277) mu, jak na niesubordynowanego czworonoga przystało. Potem nagle 96 zatrzymywała si(cid:277) i skamlała; wreszcie podnosiła si(cid:277), brała do ust jego m(cid:277)sko(cid:331)ć, ssała chwil(cid:277), a potem wracała znowu do pozycji wyj(cid:331)ciowej. Czuł si(cid:277) zakłopotany cał(cid:263) t(cid:263) niekonwencjonaln(cid:263), grotes- kow(cid:263) gr(cid:263); raził go widok kobiety, która w imi(cid:277) jakiej(cid:331) per- wersji, w której uczestniczył, odgrywała rol(cid:277) zwierz(cid:277)cia. Przeszkadzało mu samo odwołanie do tak niskich instynk- tów – satysfakcji powi(cid:263)zanej z upodleniem. Ale mimo to, z ka(cid:359)d(cid:263) kolejn(cid:263) tur(cid:263), gdy kolejnymi mu(cid:331)ni(cid:277)ciami warg i j(cid:277)zyka przybli(cid:359)ała go do wyczekiwanej ejakulacji, a po- tem nagle zostawiała go z nabrzmiałym penisem i znowu biegała na czworakach po pokoju, ka(cid:359)(cid:263)c mu obserwować swoje zwierz(cid:277)ce odruchy, stawał si(cid:277) coraz aktywniejszym i bardziej zaanga(cid:359)owanym uczestnikiem tej „zabawy”. Kiedy dłu(cid:359)ej ni(cid:359) do tej pory odmawiała mu kolej- nych pieszczot, przyci(cid:263)gał j(cid:263) do siebie na smyczy gwał- townie – tak bardzo, (cid:359)e jej twarz wykrzywiał nagły grymas bólu. – Doko(cid:312)cz, błagam ci(cid:277), ju(cid:359)… teraz… – prosił, ale ona znowu oddaliła si(cid:277), ignoruj(cid:263)c jego potrzeby. Co gorsze, tym razem jakby wcale nie zamierzała szybko wracać, a zamiast zaspokajać go, zacz(cid:277)ła biegać jak oszalała ju(cid:359) nie tylko po pokoju, ale po wszystkich pomieszczeniach; (cid:331)miała si(cid:277) i warczała na przemian, powoduj(cid:263)c jednocze(cid:331)nie jego w(cid:331)ciekło(cid:331)ć i konsternacj(cid:277). Czuł, (cid:359)e traci kontrol(cid:277) tak nad ni(cid:263), jak i nad sob(cid:263). Być mo(cid:359)e wła(cid:331)nie o to jej chodziło. Mo(cid:359)e był niewystarczaj(cid:263)co m(cid:277)ski, zbyt mało władczy i wymagaj(cid:263)cy. Mo(cid:359)e chciała go skłonić do wi(cid:277)kszego zdecydowania, a nawet agresji. Suko, chcesz, (cid:359)ebym post(cid:277)pował według twoich zasad? Nie ma sprawy – pomy(cid:331)lał i czuj(cid:263)c narastaj(cid:263)cy opór, 97 poci(cid:263)gn(cid:263)ł z całych sił za smycz – raz, drugi, trzeci. Maja wydała z siebie dziwny odgłos i osun(cid:277)ła si(cid:277) na podłog(cid:277). Pocz(cid:263)tkowo zało(cid:359)ył, (cid:359)e to pewnie jaki(cid:331) nowy element gry. Ale ona nie dawała (cid:359)adnego znaku (cid:359)ycia i trudno było doszukiwać si(cid:277) w tym jakiego(cid:331) aktorstwa. Jej bezruch wydawał si(cid:277) po prostu bezwarunkowy. Rzucił si(cid:277) do niej, pochylił i zacz(cid:263)ł ni(cid:263) nerwowo potrz(cid:263)sać, ale ona nie reagowała w (cid:359)aden sposób – nie za(cid:331)miała si(cid:277) nagle, jakby tego sobie (cid:359)yczył, nie dała mu te(cid:359) znać, (cid:359)e dał si(cid:277) nabrać. Puls, sprawdzić, czy (cid:359)yje. Słyszał co prawda o zadzierzg- ni(cid:277)ciach, ale nie przypuszczał, (cid:359)e to mo(cid:359)e być takie łatwe, takie przypadkowe. Panika sprawiła, (cid:359)e wła(cid:331)ciwie nie wiedział ju(cid:359), gdzie tego pulsu szukać; jego palce w(cid:277)drowały po omacku po przegubach jej r(cid:277)ki. I wydawało mu si(cid:277) na przemian, (cid:359)e czuje t(cid:277)tno, albo (cid:359)e to nacisk powoduje pulsacj(cid:277) jego własnych komórek. Zdj(cid:263)ł jej z szyi t(cid:277) przekl(cid:277)t(cid:263) smycz i cisn(cid:263)ł ze zło(cid:331)ci(cid:263) w przeciwległy k(cid:263)t pokoju. Znowu zacz(cid:263)ł potrz(cid:263)sać bezwładnym, mo(cid:359)e i gas- n(cid:263)cym ciałem, tym razem jednak kompulsywnie, niemal w(cid:331)ciekle, jakby chciał wymusić na niej jakiekolwiek ozna- ki (cid:359)ycia. Lecz ona pozostawała głucha na jego wezwania, krzyki i pro(cid:331)by przemieszane z desperack(cid:263) prób(cid:263) cucenia. Przecie(cid:359) to niemo(cid:359)liwe, (cid:359)eby j(cid:263) zabił! To jaki(cid:331) koszmar – powtarzał sobie, ale nieruchome, trac(cid:263)ce zdrowy kolor ciało przypominało mu, (cid:359)e to wszystko dzieje si(cid:277) naprawd(cid:277); co wi(cid:277)cej, on miał w tym swój sprawczy udział. Nawet gdyby pozbyć si(cid:277) ciała, co by to tak naprawd(cid:277) zmieniło? Przecie(cid:359) kto(cid:331) zgłosi zagini(cid:277)cie, przecie(cid:359) Bałtyk te(cid:359) mówi ciałami topielców, których wypłukuje na brzeg albo unosi po powierzchni napuchni(cid:277)tych… Poza tym, 98 łatwo powiedzieć – „pozbyć si(cid:277) ciała”. Przecie(cid:359) nie miał nawet samochodu, a poza tym wszystko działo si(cid:277) w bloku; trudno b(cid:277)dzie tak po prostu znie(cid:331)ć lub wyrzucić ciało z trzeciego pi(cid:277)tra, pozostaj(cid:263)c niezauwa(cid:359)onym i nie wzbudzaj(cid:263)c niczyich podejrze(cid:312). Wszystko stracone – wsz(cid:277)dzie (cid:331)lady jego obecno(cid:331)ci, i tak do niego dotr(cid:263)… Z drugiej strony, je(cid:331)li b(cid:277)dzie mataczył, zaprzepa(cid:331)ci być mo(cid:359)e swoj(cid:263) szans(cid:277) udowodnienia, (cid:359)e to był tragiczny wypadek, a nie zabójstwo z premedytacj(cid:263), i (cid:331)ci(cid:263)gnie na siebie tylko surowsz(cid:263) kwalifi kacj(cid:277) karn(cid:263). A mo(cid:359)e jeszcze (cid:359)yje? Mo(cid:359)e nie jest za pó(cid:357)no? Przecie(cid:359) je(cid:331)li istnieje dla niej cie(cid:312) szansy, on nie mo(cid:359)e go zlekcewa- (cid:359)yć, powodowany strachem przed odpowiedzialno(cid:331)ci(cid:263). Powinien przecie(cid:359) zadzwonić z jej telefonu i wezwać karetk(cid:277) anonimowo… Bo(cid:359)e, dlaczego o tym nie pomy(cid:331)lał – przecie(cid:359) karetka jest na s(cid:263)siedniej ulicy, na (cid:358)wirki i Wigury; b(cid:277)d(cid:263) tu w góra pi(cid:277)ć minut. Wiedział, (cid:359)e je(cid:331)li j(cid:263) odratuj(cid:263), na pewno b(cid:277)dzie miała do niego pretensje, po- mimo (cid:359)e sama była pomysłodawczyni(cid:263) tego wulgarnego spektaklu, a wi(cid:277)c w jakiej(cid:331) cz(cid:277)(cid:331)ci ponosiła odpowiedzial- no(cid:331)ć za to, co si(cid:277) stało. Zakładał, (cid:359)e jej uwielbienie ust(cid:263)pi miejsca nieposkramialnej w(cid:331)ciekło(cid:331)ci. Nagle usłyszał pukanie. Najpierw zamarł, a potem zakradł si(cid:277) cicho do drzwi, wyjrzał przez judasza – w o(cid:331)wietlonej klatce schodowej zobaczył starsz(cid:263) kobiet(cid:277). – Uspokoisz si(cid:277) tam, czy nie? Ty kurwo, zobaczysz, zobaczysz, teraz pójd(cid:277) na policj(cid:277), skoro administracja taka niegramotna. Czwarta w nocy, na lito(cid:331)ć bosk(cid:263). Ludzie chc(cid:263) spać! Ostatni raz ci(cid:277) ostrzegam! Stara postała chwil(cid:277) w milczeniu, pró(cid:359)no wyczekuj(cid:263)c reakcji, po czym zapukała ponownie do drzwi. Kiedy i tym 99 razem odpowiedziała jej cisza, mrukn(cid:277)ła co(cid:331) pod nosem niezadowolona i skierowała si(cid:277) schodami na dół. Wojnarski odetchn(cid:263)ł z ulg(cid:263), ale była to przecie(cid:359) ulga ledwie cz(cid:263)stkowa. Spojrzał na Maj(cid:277); ta z ka(cid:359)d(cid:263) upływaj(cid:263)c(cid:263) minut(cid:263) wyda- wała mu si(cid:277) coraz bardziej prawdziwie i nieodwołalnie martwa, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało. Nie ma czasu na szukanie jej komórki. Nie mo(cid:359)e za- dzwonić ze stacjonarnego, bo ze wzgl(cid:277)du na krótki czas reagowania ryzykowałby spotkanie z ekip(cid:263) pogotowia ra- tunkowego. Nie mo(cid:359)e te(cid:359) zadzwonić ze swojego telefonu, bo je(cid:331)li na pogotowiu maj(cid:263) identyfi kator numerów, szybko zostanie zdekonspirowany. Musi dotrzeć do jakiej(cid:331) budki, ale z powodu napi(cid:277)cia i paniki nie był w stanie przypomnieć sobie, czy najbli(cid:359)sza znajduje si(cid:277) przy budynku poczty na 10 Lutego, czy gdzie(cid:331) bli(cid:359)ej. Rzucił jeszcze jedno spojrze- nie w kierunku ciała Mai, a potem westchn(cid:263)ł bezradnie i wreszcie zdobył si(cid:277) na wyj(cid:331)cie z mieszkania. Oddychał ci(cid:277)(cid:359)ko, czuj(cid:263)c si(cid:277) jak w jakim(cid:331) sennym, dusznym koszmar- ze. Chciał zej(cid:331)ć – w miar(cid:277) cicho – pospiesznym krokiem; nawet nie spostrzegł, kiedy zacz(cid:263)ł biec. Dotarł wreszcie do budki telefonicznej przy poczcie. Wyczekał na moment, kiedy jaki(cid:331) dziwny, przygarbiony m(cid:277)(cid:359)czyzna, który si(cid:277) tam z jakiego(cid:331) powodu kr(cid:277)cił, oddali si(cid:277) na bezpieczny dystans. Zadzwonił. Młoda dyspozytorka przyj(cid:277)ła informacj(cid:277) i powiedziała, (cid:359)e „chłopcy zaraz tam b(cid:277)d(cid:263)”. Próbowała o co(cid:331) dopytywać, ale on natychmiast odło(cid:359)ył słuchawk(cid:277). Poczuł, jak mimo panuj(cid:263)cego chłodu jego czoło zraszaj(cid:263) krople potu. Wrócić do domu. Uspokoić relacje z (cid:359)on(cid:263). Czekać na rozwój wydarze(cid:312). Próbować udawać przed wszystkimi, (cid:359)e 100 nic si(cid:277) nie stało. Łatwo powiedzieć, trudniej sobie to nawet wyobrazić, nie mówi(cid:263)c ju(cid:359) o wykonaniu. Rozdygotany, (cid:331)mierdz(cid:263)cy seksem i obc(cid:263) kobiet(cid:263), staje grubo po czwartej nad ranem w progu, zdejmuje spokojnie kurtk(cid:277) i buty, a potem o(cid:331)wiadcza uroczy(cid:331)cie: – Kochanie, wpadłem na pomysł bestselleru. Co(cid:331) jak „Dom nad rozlewiskiem”. W perspektywie sze(cid:331)ćset tysi(cid:277)cy sprzedanych egzemplarzy, prawa do ekranizacji. Wszystko si(cid:277) odmieni. Zaufaj mi. I o nic nie pytaj. Przekr(cid:277)ca klucz. Wydostał si(cid:277) z jednej klatki, zmierza do drugiej. Po cichu pokonuje kolejne schody, a(cid:359) dociera do drzwi swojego mieszkania. Przystawia ucho, przełyka (cid:331)lin(cid:277); cisza. Mo(cid:359)e (cid:331)pi(cid:263); o tej porze wszyscy normalni ludzie (cid:331)pi(cid:263) twardym snem. Nienormalni w wi(cid:277)kszo(cid:331)ci te(cid:359). Nawet Marcelek. Tak cicho, jak to mo(cid:359)liwe, wchodzi do własnego mieszkania i od razu przemyka do łazienki, (cid:359)eby zostawić po sobie jak najmniej pyta(cid:312) i jeszcze mniej dziwnych zapa- chów. Rozbiera si(cid:277) do naga – ubrania umieszcza na samym dole wypchanego kosza na pranie. Dobrze, (cid:359)e teraz jego kolej; gorzej, je(cid:331)li zniecierpliwiona Marta znowu go jutro wyr(cid:277)czy i zacznie wszystko w(cid:263)chać i segregować, jak to ma w swoim krety(cid:312)skim zwyczaju. Za chwil(cid:277) strumie(cid:312) gor(cid:263)cej wody z natrysku rozlewa mu si(cid:277) na twarz, a potem stopnio- wo obejmuje całe ciało. Nie potrafi si(cid:277) zupełnie rozlu(cid:357)nić, ale przynajmniej ma sposobno(cid:331)ć na chwil(cid:277) si(cid:277) zatrzymać. Potem przebiera si(cid:277) w pi(cid:359)am(cid:277) i jakby nic si(cid:277) nie stało, wchodzi do łó(cid:359)ka. Marta jest czujna, budzi si(cid:277), ale wzrok ma nieprzytomny. Szybko przewraca si(cid:277) na drugi bok, a kiedy on usiłuje si(cid:277) do niej przytulić, wkupić w jej łaski, odtr(cid:263)ca go. Na szcz(cid:277)(cid:331)cie nic nie mówi, nie krzyczy. Po prostu ma wyra(cid:357)ny zamiar zignorowania go. 101 Pewnie nie chce obudzić Marcelka. Albo oszcz(cid:277)dza siły na jutro. A mo(cid:359)e nie znajduje ju(cid:359) wła(cid:331)ciwych słów. – Bo(cid:359)e, Rafał, obud(cid:357) si(cid:277)! – Marta krzyczała mu nad uchem, potrz(cid:263)saj(cid:263)c nim. Wytrzeszczył oczy i patrzył na ni(cid:263) oniemiały; wci(cid:263)(cid:359) jeszcze znajdował si(cid:277) na pograniczu dwóch (cid:331)wiatów. Czy(cid:359)by to wszystko przy(cid:331)niło mu si(cid:277) – jak ostrze(cid:359)enie? Mo(cid:359)e b(cid:277)dzie mógł odetchn(cid:263)ć z ulg(cid:263), doceniaj(cid:263)c wreszcie zbawienn(cid:263) bylejako(cid:331)ć swojego (cid:359)ycia? Wznosić pod niebio- sa stabilizacj(cid:277), której na drugie imi(cid:277) było stagnacja. – Rafał, panowie z policji przyszli – powiedziała roz- trz(cid:277)sionym głosem, sprowadzaj(cid:263)c go na ziemi(cid:277). – Bo(cid:359)e, nie wiem w co(cid:331) ty si(cid:277) wpakował. – Uspokój si(cid:277). O co w ogóle chodzi? – pytał, ubieraj(cid:263)c si(cid:277) w po(cid:331)piechu. Spodziewał si(cid:277), (cid:359)e taki moment nadejdzie, ale nie s(cid:263)dził, (cid:359)e stanie si(cid:277) to tak szybko. – O jak(cid:263)(cid:331) młod(cid:263) kobiet(cid:277). Ty mi powiedz, o co tu naprawd(cid:277) chodzi! – Jezu… Co im powiedziała(cid:331)? – Słyszał wyra(cid:357)nie obce m(cid:277)skie głosy na korytarzu. Poczuł nawrót paniki. – Prawd(cid:277)… – wyszeptała pobladłymi ustami, zupełnie jakby i ona czego(cid:331) si(cid:277) obawiała. – Jak(cid:263) prawd(cid:277)? – (cid:358)e byłe(cid:331) wczoraj w hotelu Gdynia… Bo(cid:359)e… – Zwariowała(cid:331)? Mo(cid:359)e trzeba było najpierw poroz- mawiać ze mn(cid:263), zanim cokolwiek powiesz, albo po prostu zamkn(cid:263)ć si(cid:277)? – wrzasn(cid:263)ł na ni(cid:263), a ona spu(cid:331)ciła wzrok. – Nie b(cid:277)d(cid:277) kłamać. Musisz mi najpierw wszystko wy- ja(cid:331)nić. Tu i teraz. 102
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: