Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00176 016483 17796362 na godz. na dobę w sumie
Pierścień Cezara - ebook/pdf
Pierścień Cezara - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 164
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Opis walki Galów przeciwko Rzymowi. Wierne przedstawienie życia codziennego, obyczajów i religii Galów. Niepozbawiona wątków romansowych powieść Alfreda Rambaud barwnie opisuje walkę Galów z Rzymianami, nie stroniąc od bardziej przyziemnych treści związanych z ich zwyczajami i tradycjami. Napisana jest w formie wspomnień dla potomnych. Składa się z dwóch części – jedna z nich to „Paryzowie Lutecji”, druga - „Orły”. Autor książki jest francuski pisarz i historyk, wykładowca uniwersytetów i polityk, urodzony w 1842 roku, zmarły w 1905.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. Alfred Rambaud PIER(cid:285)CIE(cid:275) CEZARA Powie(cid:286)ć Tytuł oryginałuŚ LÀNNEAU DE CÉZAR Wydawnictwo „Tower Press” Gda(cid:276)sk 2ŃŃń 2 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, żda(cid:276)sk 2000 3 Cz(cid:266)(cid:286)ć pierwsza PARYZOWIE LUTECJI 4 WST(cid:265)P Znu(cid:298)ony długoletnimi trudami wojennymi, osłabiony wiekiem i ranami, osiadłem wreszcie na stałe w Szarej Skale, mojej wsi rodzinnej, le(cid:298)(cid:261)cej nad Rzek(cid:261) Bobrów, dopływem Sekwany, niedaleko miasta Lutecji. Wspomnienia te zapisuje dla mych dzieci i wnuków, by wiedziały, (cid:298)e ich ojciec i dziad nie szcz(cid:266)dził krwi i zdrowia w wielkiej wojnie o niepodległo(cid:286)ć żalii. B(cid:266)d(cid:266) opisywał wszystko mo(cid:298)e zbyt szeroko, bo starzy lubi(cid:261) opowiadać o swej młodo(cid:286)ci, a (cid:298)ołnierze – o swych czynach wojennych. S(cid:261)dz(cid:266) jednak, (cid:298)e ta szczegółowo(cid:286)ć mych wspo- mnie(cid:276) nie b(cid:266)dzie zbyteczna, moje bowiem wnuki i prawnuki, ba! nawet moje dzieci nie mog(cid:261) sobie po prostu wyobrazić, do jakiego stopnia zmienił si(cid:266) cały (cid:286)wiat i nawet ten mały nasz zak(cid:261)tek rodzinny, odk(cid:261)d na wybrze(cid:298)ach Sekwany ukazały si(cid:266) po raz pierwszy złote orły le- gionów rzymskich. żdy wspominam swoje lata dzieci(cid:276)stwa i pierwszej młodo(cid:286)ci, a pó(cid:296)niej przenosz(cid:266) si(cid:266) my- (cid:286)l(cid:261) i wzrokiem do ludzi i rzeczy współczesnych, to zdaje mi si(cid:266), (cid:298)em si(cid:266) przesiedlił z jednej gwiazdy na drug(cid:261) lub (cid:298)em prze(cid:298)ył z dziesi(cid:266)ć pokole(cid:276) ludzkich. A mam wszak dopiero lat osiemdziesi(cid:261)t i czuj(cid:266) si(cid:266) zupełnie zdrów na ciele i duszy. Włosy moje, jakkolwiek pokryte ju(cid:298) szronem staro(cid:286)ci, pozostały dot(cid:261)d obfite, z(cid:266)bami mog(cid:266) jeszcze gry(cid:296)ć orzechy, a na wspo- mnienie dawnych bojów czuj(cid:261), i(cid:298) miecz dr(cid:298)y mi u boku, i zdaje mi si(cid:266), (cid:298)e i teraz jeszcze dzi- da nie zaci(cid:261)(cid:298)yłaby mej starej dłoni. Wspomnienia swoje układam i pisz(cid:266) w j(cid:266)zyku Rzymian, mimo (cid:298)e walczyłem ze wszyst- kich sił z nimi i jakkolwiek – wbrew zdaniu wielu innych naczelników galijskich – nie uwa- (cid:298)am, by panowanie ich nad nami było nieodwołalne. Ale nie umiem pisać w (cid:298)adnym ze zna- nych mi narzeczy Celtów lub Bolgów. S(cid:261)dz(cid:266) nawet, (cid:298)e nikt spomi(cid:266)dzy nas, żalów, mimo wysokiego chocia(cid:298)by wykształcenia w szkołach druidów, nie zdołałby pisać w (cid:298)adnym z tych narzeczy, które s(cid:261) dobre tylko do mówienia. A przy tym j(cid:266)zyk Rzymian znany jest powszech- nie teraz we wszystkich krajach Celtyki – jak i po całym (cid:286)wiecie zreszt(cid:261). I pisz(cid:261)c jak Rzy- mianie mog(cid:266) mieć nadziej(cid:266), (cid:298)e gdyby moje dzieci lub wnuki chciały kiedy pokazać te zwoje papirusu jakiemu znakomitemu go(cid:286)ciowi z dalszych stron, aby i on mógł poznać dzieje naszej wielkiej wojny o niepodległo(cid:286)ć żalii – zawsze zostan(cid:266) zrozumiany. 5 Rozdział I SZARA SKAŁA I RZEKA BOBRÓW Pami(cid:266)tam siebie od wczesnego bardzo dzieci(cid:276)stwa jako zupełnie małego jeszcze p(cid:266)draka, bawi(cid:261)cego si(cid:266) w piasku na wybrze(cid:298)ach Rzeki Bobrów, gdzie rozło(cid:298)yła si(cid:266) wioska mego ojca. Źom nasz, który obecnie synowie moi przebudowali na wzór rzymski, zachowuj(cid:261)c w nim tylko stosowniejszy dla naszego klimatu dach pochyły i spadzisty, w owej dobie przypominał raczej du(cid:298)(cid:261) stodoł(cid:266) o słomianej strzesze. Mieszkanie składało si(cid:266) z jednej tylko ogromnej sali na dole, która zajmowała cał(cid:261) długo(cid:286)ć domu, oraz ze znacznie mniejszej izby przybudowanej na pi(cid:266)trze, co na owe czasy stanowiło w naszych stronach wielk(cid:261) jeszcze rzadko(cid:286)ć. (cid:285)ciany tego domostwa były zbudowane z pot(cid:266)(cid:298)- nych, z grubsza tylko ociosanych kłód drzewaś szpary pomi(cid:266)dzy nimi pozatykano rzni(cid:266)t(cid:261) słom(cid:261), przemieszan(cid:261) z glin(cid:261), olbrzymia za(cid:286) strzecha słomiana, naje(cid:298)ona niby sier(cid:286)ć zwierz(cid:266)- cia, pokrywała dom niemal całkowicie, zwieszaj(cid:261)c si(cid:266) nad (cid:286)cianami tak nisko, (cid:298)e nasi wojow- nicy dobrze musieli schylać karku, aby wej(cid:286)ć przez drzwi do wn(cid:266)trza. Powierzchnia tej strze- chy przedstawiała dziwne nierówno(cid:286)ci i załamania, gdy(cid:298) strzecha z jednej strony była wy(cid:298)sza ani(cid:298)eli z drugiej, w dodatku u szczytu zdobiły j(cid:261) trzy wysokie (cid:298)erdzie, wskutek czego z dale- ka dom nasz z owymi trzema (cid:298)erdziami, stercz(cid:261)cymi wysoko ponad nim, przypominał mi zawsze olbrzymiego byka o zje(cid:298)onej sier(cid:286)ci i wygi(cid:266)tym grzbiecie, na którym stoj(cid:261) zadumane trzy długonogie (cid:298)urawie. Przy tym, poniewa(cid:298) słom(cid:266) strzechy umocniono u szczytu ubit(cid:261) glin(cid:261) i kawałami darniny, rósł i kwitł tam prawdziwy ogród wisz(cid:261)cy z nasianych przez wiatr traw i kwiatów polnych. Przodkowie nasi mało dbali o symetri(cid:266) i wygod(cid:266), tote(cid:298) kilka nierównej wielko(cid:286)ci otwo- rów, które zast(cid:266)powały nam okna, wyci(cid:266)to w (cid:286)cianach domu to wy(cid:298)ej, to ni(cid:298)ej, dym za(cid:286) z ogniska wychodził w powietrze do góry wprost przez umy(cid:286)lnie pozostawion(cid:261) w tym celu dziur(cid:266) w dachu. Co prawda, to, zanim wyszedł, hulał sobie po trosze i po mieszkaniu, wyci- skaj(cid:261)c obecnym łzy z oczu, zwłaszcza słu(cid:298)bie pracuj(cid:261)cej przy ognisku. Podłog(cid:266), ubit(cid:261) z gliny, pokrywały rozrzucone to tu, to ówdzie wi(cid:261)zki słomy, na których siadano za dnia, a na noc, zebrane po kilka razem, słu(cid:298)yły za posłanie. Źla znakomitych za(cid:286) go(cid:286)ci, którzy nocowali u nas, te posłania z wi(cid:261)zek słomy przyrzucano jeszcze puszyst(cid:261) skór(cid:261) nied(cid:296)wiedzi(cid:261), lisi(cid:261) lub wilcz(cid:261). Od tej surowej prostoty dziwnie odbijała rozwieszona po (cid:286)cianach bro(cid:276) wyborna, która (cid:286)wiadczyła o zasobno(cid:286)ci domu i upodobaniu gospodarza w rzemio(cid:286)le wojennym. Były wi(cid:266)c tam miecze z br(cid:261)zu, a nawet najprzedniejsze stalowe, krótkie włócznie do ciskania, długie, ci(cid:266)(cid:298)kie dzidy, ozdobne tarcze i hełmy. Pomi(cid:266)dzy tymi rzeczami (cid:286)wieciły tu i ówdzie drogocenne i pi(cid:266)knej roboty naczynia ze złota, srebra lub bursztynuŚ misy, wazy, kubki lub czary. Te pi(cid:266)kne i kosztowne rzeczy po- chodziły ze zdobyczy wojennych mego ojca i dziada, i takich(cid:298)e jeszcze skarbów pełna skrzy- nia d(cid:266)bowa stała w jednym rogu sali, a zawierała nawet pewien zapas monet bitych w złocie, srebrze i br(cid:261)zie. Mieszkanie mojej matki na pi(cid:266)trze domu było urz(cid:261)dzone ze znacznie wi(cid:266)ksz(cid:261) wygod(cid:261), ba! nawet zbytkownie. Stało tam du(cid:298)e ło(cid:298)e d(cid:266)bowe i kilka takich(cid:298)e krzeseł, wszystko trwałej ro- 6 boty, a zdobne płaskorze(cid:296)b(cid:261)ś podłog(cid:266) za(cid:286)ciełał kobierzec wzorzysty, a (cid:286)ciany zasłaniały pi(cid:266)k- ne tkaniny o (cid:298)ywych barwach. Ojciec mój bowiem sw(cid:261) (cid:298)on(cid:266), a moj(cid:261) matk(cid:266), niezmiernie sza- nował i kochałś i cokolwiek tylko mógł zdobyć z rzeczy cennych lub rzadkich, czy to w wy- prawach wojennych, czy te(cid:298) przez stosunki handlowe z Paryzami Lutecji, wszystko to prze- znaczał dla niej. Pewnego razu w potyczce z żermanami pomi(cid:266)dzy tłumem wojowników ujrzał m(cid:266)(cid:298)a ol- brzymiej postawy, nosz(cid:261)cego wspaniały złoty naszyjnik. Po(cid:286)rodku tego złotego ła(cid:276)cucha tkwił ogromny bursztyn, otoczony dokoła drobniutkimi, lecz (cid:286)wiec(cid:261)cymi jak małe sło(cid:276)ca kamyczkami. – Jak(cid:298)e pi(cid:266)knie byłoby mej źponinie w tym naszyjniku!... – pomy(cid:286)lał mój ojciec. I bez wahania rzucił si(cid:266) z mieczem w dłoni na owego wodza germa(cid:276)skiego. Po krótkiej, lecz zaci(cid:266)tej walce powrócił z naszyjnikiem, głow(cid:261) nieprzyjaciela – i pot(cid:266)(cid:298)nym ci(cid:266)ciem przez twarz, po którym gł(cid:266)boka blizna pozostała mu na całe (cid:298)ycie. – Zapytacie mo(cid:298)eŚ po co mu była potrzebna ta głowa nieprzyjaciela?... A oto posłuchajcie, bo teraz obyczaj ten ju(cid:298) zanikn(cid:261)ł. Strzech(cid:266) naszego domu zdobiły ró(cid:298)ne trofea, przede wszystkim my(cid:286)liwskie, a wi(cid:266)c czaszki (cid:298)ubrów, łosi, jeleni, nied(cid:296)wiedzi, dzików i tym podobne, nast(cid:266)pnie za(cid:286) tak(cid:298)e czaszki wrogów, zabitych na wyprawach wojennych. Im wi(cid:266)cej naczelnik galijski miał na strzesze swego do- mu tych ozdób, szczególnie czaszek nieprzyjacielskich zatkni(cid:266)tych na kijkach wbitych w słom(cid:266), tym wi(cid:266)kszy dla(cid:276) szacunek odczuwał go(cid:286)ć, wchodz(cid:261)cy po raz pierwszy do domu, ro- zumiał bowiem, i(cid:298) wchodzi pod dach wielkiego wojownika, sławnego z m(cid:266)stwa i czynów or(cid:266)(cid:298)nych. Tak wi(cid:266)c frontowa cz(cid:266)(cid:286)ć dachów naszych domów stawała si(cid:266) kromk(cid:261) naszych zwyci(cid:266)stw. Lecz pod gołym niebem na strzesze umieszczano tylko czaszki pospolitych wojowników, czaszki za(cid:286) wodzów, owini(cid:266)te w kosztowne tkaniny, składano ze czci(cid:261) do skrzyni zawieraj(cid:261)- cej najcenniejsze zdobycze wojenne, sk(cid:261)d wydostawano je tylko w dni uroczyste lub w razie odwiedzin jakiego(cid:286) znakomitego go(cid:286)cia, przy czym opowiadało si(cid:266) zazwyczaj, w jakich oko- liczno(cid:286)ciach głowa ta została oddzielona od tułowia wroga. Źom nasz oraz przyległy ogród i podwórze otaczał dokoła (cid:298)ywopłot, poza ogrodem za(cid:286) rozci(cid:261)gała si(cid:266) wioska, zło(cid:298)ona z szeregu chałup, podobnie wraz z podwórkami i ogrodami okolonych (cid:298)ywopłotem. Niektóre chaty, stanowi(cid:261)ce mieszkania wojowników, podobne były do naszego domu, tylko mniejsześ inne za(cid:286), ubo(cid:298)sze, nale(cid:298)ały do rolników, którzy cz(cid:266)(cid:286)ciowo byli wolnymi lud(cid:296)mi, cz(cid:266)(cid:286)ciowo za(cid:286) niewolnikami, pochodz(cid:261)cymi przewa(cid:298)nie ze zdobyczy wojennej. Chałupy te były tak niskie, (cid:298)e pokrywaj(cid:261)ca je słoma spuszczała si(cid:266) prawie do zie- mi. Wchodziło si(cid:266) do nich niemal na czworakach. Wi(cid:266)kszo(cid:286)ć ich była zbudowana z kłód nie ociosanych, zdarzały si(cid:266) jednak mi(cid:266)dzy nimi budowle jeszcze pierwotniejsze, na przykład okr(cid:261)głe jak ule chałupy z trzciny, zwi(cid:261)zanej u góry, z wierzchu za(cid:286) pokrytej słom(cid:261) dla ochro- ny od chłodu, albo te(cid:298) lepianki z gliny i słomy lub nawet wprost – szałasy z gał(cid:266)zi, nieraz jeszcze zielonych. Cał(cid:261) wie(cid:286) wraz z naszym domem otaczał dookoła wysoki cz(cid:266)stokół o ci(cid:266)(cid:298)kiej d(cid:266)bowej bramie zamykanej na drewnian(cid:261) zasuw(cid:266), co wystarczało, aby nas bronić w dzie(cid:276) od niespo- dziewanego wtargni(cid:266)cia. W nocy za(cid:286) wsi strzegły nasze psy tak wielkie i złe, (cid:298)e si(cid:266) niewiele ró(cid:298)niły od wilków. Źzieliły z nimi t(cid:266) stra(cid:298) nocn(cid:261) nasze wieprze, olbrzymie, wpółdzikie, które chrz(cid:261)kaj(cid:261)c i ryj(cid:261)c ziemi(cid:266) wał(cid:266)sały si(cid:266) noc(cid:261) swobodnie po całej wiosce. Biada nieszcz(cid:266)snemu złodziejowi, któremu by si(cid:266) udało przedostać przez cz(cid:266)stokół!... Psy i wieprze byłyby go na- tychmiast rozszarpały, a nawet po(cid:298)arły, tak i(cid:298) z biedaka nie pozostałoby ani (cid:286)ladu. Rzecz jed- nak oczywista, wie(cid:286) nasza znajdowała si(cid:266) głównie pod ochron(cid:261) bogów. Najwi(cid:266)cej u nas były czczone boginie źpona i Bobonaś pierwsza jako szczególna opiekun- ka koni, druga – bydła rogatego. Wie(cid:286)niacy nasi wystawili obu boginiom u dwu przeciwle- głych kra(cid:276)ców wioski co(cid:286) w rodzaju pos(cid:261)gów, czyli wła(cid:286)ciwie wprost dwa słupki drewniane, 7 z których jeden miał u szczytu wyciosan(cid:261) z drzewa głow(cid:266) konia, drugi za(cid:286) tak(cid:261)(cid:298) głow(cid:266) byka o du(cid:298)ych rogach. W pewne po(cid:286)wi(cid:266)cone boginiom dni roku pierwotne te figury oblewano krwi(cid:261) ofiar. Źookoła wzgórza Szarej Skały rozci(cid:261)gały si(cid:266) olbrzymie lasy, których granic nie znali(cid:286)my dokładnie. Szumiały tam wspaniałe d(cid:266)by i buki, brzozy i smukłe sosny podobne do kolumn (cid:286)wi(cid:261)ty(cid:276) rzymskich. A poniewa(cid:298) te drzewa rosły niezmiernie blisko jedno od drugiego – wi(cid:261)- zały jeszcze je ze sob(cid:261) zielone sploty bluszczu, jemioły i dzikiego winogradu – tworzyło wi(cid:266)c to tak(cid:261) zwart(cid:261) mas(cid:266) ro(cid:286)linno(cid:286)ci, (cid:298)e poza pewnymi udeptanymi ju(cid:298) drogami i (cid:286)cie(cid:298)kami nie- podobna było przedostać si(cid:266) t(cid:266)dy bez topora, w niektórych za(cid:286) miejscach nawet promienie słoneczne nie przenikały g(cid:266)stwiny. Źalej w tych lasach rozlewały si(cid:266) grz(cid:261)skie bajora i bezdenne trz(cid:266)sawiska, z wierzchu po- kryte złudnie zieleni(cid:261) traw, ponad któr(cid:261) – i to wła(cid:286)nie w miejscach płytszych – sterczały nie- raz rosochate rogi uwi(cid:266)złych tam jeleni. Niewielu tylko (cid:286)miałków odwa(cid:298)ało si(cid:266) zapuszczać nazbyt daleko w gł(cid:261)b tej puszczy, a nawet psy nasze, które nieraz polowały same na drobniejsz(cid:261) zwierzyn(cid:266), wracały z tych wy- cieczek do lasu przera(cid:298)one jakie(cid:286), dr(cid:298)(cid:261)ce, z podgi(cid:266)tym ogonem, i cisn(cid:266)ły si(cid:266) skoml(cid:261)c do nóg swych panów. Lecz na całym naszym wzgórzu Szarej Skały i nawet dalej, w pewnym pro- mieniu dokoła niego, grunt był ju(cid:298) wykarczowany, oczyszczony starannie i uprawny dzi(cid:266)ki pracy naszych wie(cid:286)niaków, którzy zasiewali na nim pszenic(cid:266), (cid:298)yto, j(cid:266)czmie(cid:276), owies, soczewi- c(cid:266) i proso. U podnó(cid:298)a Szarej Skały przepływała rzeka, zwana Rzek(cid:261) Bobrów. Bierze ona pocz(cid:261)tek w południowo-zachodnich górach daleko od nas, nios(cid:261)c m(cid:266)tne wody do Sekwany pod Lutecj(cid:261). Była za(cid:286) podówczas niezmiernie kapry(cid:286)naŚ to zraszała dobroczynnie nasze pola i ł(cid:261)ki, płyn(cid:261)c sobie spokojnie w gliniastym ło(cid:298)ysku, to znów niespodzianie wzdymała si(cid:266) gniewnie i z nie- oczekiwan(cid:261) w(cid:286)ciekło(cid:286)ci(cid:261) tłukła o brzegi, unosz(cid:261)c ze sob(cid:261) nasze zasiewy, nieraz cz(cid:266)(cid:286)ć stad, a niekiedy i pasterzy. Czasem ni st(cid:261)d, ni zow(cid:261)d zmieniała kierunek i w mi(cid:266)kkim gruncie prze- bijała sobie nowe ło(cid:298)ysko, zostawiaj(cid:261)c nam w zamian straconego w ten sposób obszaru stare ło(cid:298)ysko, które zazwyczaj bardzo pr(cid:266)dko porastało traw(cid:261) i krzakami. Wie(cid:286)niacy nasi przypisywali jej nami(cid:266)tno(cid:286)ci (cid:298)ywej istoty, aby wi(cid:266)c ułagodzić j(cid:261) i przebła- gać, nieraz sypali w jej nurty noc(cid:261) przy (cid:286)wietle ksi(cid:266)(cid:298)yca ziarna zbo(cid:298)a. Nawet ojciec mój po- dzielał ich pogl(cid:261)dy, pami(cid:266)tam bowiem, (cid:298)e pewnego roku po wielkiej powodzi wyjechał na kilka dni z trzema tylko wiernymi sługami na jak(cid:261)(cid:286) tajemnicz(cid:261) wycieczk(cid:266) w kierunku połu- dniowo-zachodnimś dopiero pó(cid:296)niej dowiedziałem si(cid:266), (cid:298)e składał ofiary u (cid:296)ródeł Rzeki Bob- rów, lej(cid:261)c w jej wody mleko i wino i zabarwiaj(cid:261)c je krwi(cid:261) zabitego na ofiar(cid:266) konia, po czym rzucił jeszcze w te zdradliwe fale trzy złote monety, trzy srebrne i trzy br(cid:261)zowe. Nazwa „Rzeka Bobrów” pochodzi st(cid:261)d, (cid:298)e mnóstwo bobrów mieszkało istotnie na jej brzegach, zwłaszcza o jakie par(cid:266) tysi(cid:266)cy kroków za wzgórzem Szarej Skały, nieco w gór(cid:266) rzeki, gdzie jej wody tworzyły kilka odnóg i wysp. Była tam cała kolonia tych zwierz(cid:261)t w liczbie zapewne kilkuset, zwana przez nas „Miastem Bobrów”. Podrósłszy o tyle, (cid:298)em pocz(cid:261)ł w(cid:266)drować sobie po całym wzgórzu i jego najbli(cid:298)szych oko- licach, nieraz zbiegałem ku osadzie bobrów, by si(cid:266) przypatrzyć ich ruchliwemu i pracowite- mu (cid:298)yciu. Z prawdziw(cid:261) przyjemno(cid:286)ci(cid:261) widziałem, jak te rozumne i ładne zwierz(cid:261)tka o w(cid:261)satych pyszczkach, maj(cid:261)ce sier(cid:286)ć g(cid:266)st(cid:261) i l(cid:286)ni(cid:261)c(cid:261), płaski, pokryty łusk(cid:261) ogon, tylne łapy z palcami spi(cid:266)tymi błon(cid:261) jak u kaczek, przednie za(cid:286) opatrzone ostrymi i długimi pazurami – snuły si(cid:266) i krz(cid:261)tały po wybrze(cid:298)u i w(cid:286)ród wód rzeki. Silnymi pazurami przednich pi(cid:266)ciopalczastych łap wykopywały sobie w ziemi, ale tu(cid:298) nad wod(cid:261), nory lub te(cid:298) budowały z gał(cid:266)zi domki, do- prawdy przypominaj(cid:261)ce niektóre z chat naszych wie(cid:286)niaków. Najciekawsze było jednak, jak budowały grobl(cid:266). Najpierw niektóre bobry ostrymi z(cid:266)bami (cid:286)cinały co cie(cid:276)sze młode drzewka, potem, równie(cid:298) z(cid:266)bami, zaostrzały je u dołu, aby je łatwiej było wbić w ziemi(cid:266), gdy tymcza- 8 sem inne bobry, nurkuj(cid:261)c pod wod(cid:261), wykopywały tam doły. Nast(cid:266)pnie przysiadłszy na tyl- nych łapach, trzymaj(cid:261)c zaostrzone kołki w przednich, wbijały je w dno rzeki, przy czym wy- prowadzały nimi w ten sposób dwie tak prawidłowe linie, równe jak pod sznur, (cid:298)e mógłby im tego pozazdro(cid:286)cić niejeden rzymski in(cid:298)ynier. Po uko(cid:276)czeniu tej pracy wst(cid:266)pnej bobry zr(cid:266)cznie i szybko – jak wprawni koszykarze – za- platały gi(cid:266)tkimi witkami te dwa rz(cid:266)dy pali, nast(cid:266)pnie przestrze(cid:276) mi(cid:266)dzy nimi zapełniały (cid:298)wi- rem, piaskiem, kamieniami, kawałkami drzewa, a wreszcie na to wszystko nanosiły sporo mi(cid:266)kkiej gliny, któr(cid:261) tak mocno ubijały płaskimi ogonami – przypominaj(cid:261)c mi przy tej pracy kobiety, co pior(cid:261) kijankami odzie(cid:298) – (cid:298)e glina stawała si(cid:266) twarda i połyskliwa jak kruszec. Po dokonanej pracy przy budowie grobli miłe te zwierz(cid:261)tka, dumne widocznie ze swego dzieła, poczynały przebiegać w wesołych podskokach po grobli z jednego ko(cid:276)ca na drugi i pogwiz- duj(cid:261)c przygl(cid:261)dały si(cid:266) z zadowoleniem swej robocie. Aby móc podgl(cid:261)dać to (cid:298)ycie Miasta Bobrów, kładłem si(cid:266) zazwyczaj po(cid:286)ród wysokiej tra- wy opodal ich osady, maj(cid:261)c pod r(cid:266)k(cid:261) łuk i strzały. Z pocz(cid:261)tku moje przybycie wywoływało w osadzie bobrów wielki popłochś zwierz(cid:266)ta z po(cid:286)piechem nurkowały do rzeki, a trwo(cid:298)liwe ich pogwizdywania płoszyły nawet inne bobry, pracuj(cid:261)ce daleko na groblach lub na wyspach rzeki. Widocznie jednak były zbyt ciekawe, aby si(cid:266) długo ukrywać, wkrótce bowiem nad ciemnawymi falami rzeki, ostro(cid:298)nie wysuwaj(cid:261)c si(cid:266) z wody, ukazywały si(cid:266) okr(cid:261)głe, w(cid:261)sate główki, które rzucały na mnie spojrzenia pełne nieufno(cid:286)ci i trwogi i zaraz chowały si(cid:266) pod wod(cid:266) – aby po chwili si(cid:266) wynurzyć i ukradkiem znów spojrzeć na mnie. Stopniowo miłe te główki poczynały ukazywać si(cid:266) na powierzchni wody coraz to liczniej, ładnymi, rozumnymi oczami przygl(cid:261)daj(cid:261)c mi si(cid:266) coraz dłu(cid:298)ej. A(cid:298) wreszcie zrozumiawszy widać, (cid:298)e im z mej stro- ny nie grozi niebezpiecze(cid:276)stwo, najpierw ostro(cid:298)nie wysuwały si(cid:266) na brzeg, nast(cid:266)pnie poczy- nały tam chodzić i skakać, a wkrótce brały si(cid:266) znów do przerwanej roboty. Pracowały z takim zapałem, (cid:298)e niektóre spomi(cid:266)dzy nich, zap(cid:266)dzaj(cid:261)c si(cid:266) po kamienie lub (cid:298)wir, przeskakiwały z rozp(cid:266)du przez moje wyci(cid:261)gni(cid:266)te na trawie nogi. W ko(cid:276)cu nawet samice z małymi wychodziły z nor i chatek na wybrze(cid:298)e i lekcewa(cid:298)(cid:261)c sobie moj(cid:261) obecno(cid:286)ć grzały si(cid:266) na sło(cid:276)cu oraz kar- miły spokojnie swe młode, przygl(cid:261)daj(cid:261)c si(cid:266) pracy m(cid:266)(cid:298)ów i braci. Niekiedy zreszt(cid:261) ni st(cid:261)d, ni zow(cid:261)d w osadzie powstawał nagły popłoch. Zazwyczaj jednak nie ja bywałem jego przyczy- n(cid:261), lecz albo zabł(cid:261)kany jele(cid:276), który z wielkim szumem gał(cid:266)zi wyskakiwał na wybrze(cid:298)e z lasu, albo przebiegaj(cid:261)ce mimochodem tamt(cid:266)dy stado dzików... Nic jednak nie mogło zniech(cid:266)cić tych dzielnych zwierz(cid:261)t do pracy. Przeszkadzali im nieraz nieproszeni go(cid:286)cie ró(cid:298)nego rodzaju lub szalała rzeka, zrywaj(cid:261)c wszystkie ich groble i tamy, gdy jednak niebezpiecze(cid:276)stwo mija- ło, czworono(cid:298)ni budowniczowie, pogwizduj(cid:261)c sobie, natychmiast odwa(cid:298)nie wznawiali robo- t(cid:266). Ludno(cid:286)ć naszej wioski otaczała to Miasto Bobrów wielkim poszanowaniem, a to tym wi(cid:266)- cej, (cid:298)e bobry przepowiadały ponoć pogod(cid:266) oraz powodzie. Ojciec mój twierdził nawet, (cid:298)e oddaj(cid:261) nam znaczne usługi, gdy(cid:298) dzi(cid:266)ki tamom i groblom powstrzymuj(cid:261) nieco przypływ wód, nie dopuszczaj(cid:261)c w ten sposób nazbyt nagłych i zbyt silnych powodzi. Nikt te(cid:298) z mieszka(cid:276)- ców Szarej Skały nie byłby si(cid:266) wa(cid:298)ył zabić bobra. Nasi starzy wie(cid:286)niacy utrzymywali nawet, (cid:298)e niegdy(cid:286) dawno, bardzo ju(cid:298) dawno, przodkowie ich, mieszka(cid:276)cy Szarej Skały, (cid:298)yli wspól- nie z bobrami i mówili nawet wspólnym z nimi j(cid:266)zykiemś z zabobonnym szacunkiem te(cid:298) pa- trzyli na te małe gryzonie, widz(cid:261)c w nich dusze swych przodków, które wcieliły si(cid:266) w ciała tych zwierz(cid:261)t, albo te(cid:298) uwa(cid:298)aj(cid:261)c ich za swych dalekich krewnych. Nie wiem, o ile to mo(cid:298)e być prawd(cid:261). Prawd(cid:261) jest jednak, (cid:298)e nasi s(cid:261)siedzi z Lutecji z dawna ju(cid:298) nadali mieszka(cid:276)com Szarej Skały przezwisko „Bobrów”, a my(cid:286)my si(cid:266) tym nie obra(cid:298)ali wcale, przeciwnie – dumni byli(cid:286)my z tego miana! Mój ojciec, dziad i pradziad, jakkolwiek pochodz(cid:261)cy z innego plemienia ni(cid:296)li nasi wie(cid:286)niacy, na swych tarczach i znakach wojennych nosili bobra wyrobionego z br(cid:261)zu, w postawie siedz(cid:261)cej, trzymaj(cid:261)cego w przednich łapach kołek zaostrzony u góry jak dzida. A nale(cid:298)y wiedzieć, (cid:298)e nawet imi(cid:266) mego ojca–Beboryks, 9 nadane mu przez jego ojca, a mego dziada, w staro(cid:298)ytnym miejscowym j(cid:266)zyku oznacza „króla bobrów”. Słowem, nas – Paryzów z Szarej Skały – zwano ogólnie „Bobrami” i „Bob- rami” te(cid:298) zostajemy nadal i na zawsze – je(cid:298)eli tylko moje wnuki nie poczn(cid:261) si(cid:266) wstydzić swe- go starego nazwiska i id(cid:261)c za przykładem innych nie przybior(cid:261) jakiego imienia na wzór na- zwisk rzymskich. Rozdział II MIESZKA(cid:275)CY SZAREJ SKAŁY Ludno(cid:286)ć Szarej Skały stanowi cz(cid:266)(cid:286)ć plemienia Paryzów, których najwi(cid:266)ksza wie(cid:286), Lu- tecja1, le(cid:298)y na jednej z wysp Sekwany. Plemi(cid:266) to, jakkolwiek, mówi(cid:261)c bez przechwałki, naj- znakomitsze ze wszystkich plemion żalii, jest wszak(cid:298)e jednym z najszczuplejszych, zamiesz- kuj(cid:261)c bowiem oba brzegi Sekwany oraz wybrze(cid:298)a rzekŚ Marny, Oise, źssonny i paru innych mniejszych, zasiedla nie wi(cid:266)cej nad dziesi(cid:266)ć do dwunastu mil kwadratowych przestrzeni. O swych przodkach wie(cid:286)niacy nasi opowiadaj(cid:261) nader dziwne i zgoła nieprawdopodobne rzeczy. Na przykład, jakoby oni w łodziach z wydr(cid:261)(cid:298)onych pni drzewnych pływali ongi(cid:286) po dolinach naszego kraju, które podobno były wówczas rozległymi, gł(cid:266)bokimi jeziorami. Wskazuj(cid:261) na- wet dot(cid:261)d jakie(cid:286) otwory w wyst(cid:266)pach skał, wygl(cid:261)daj(cid:261)ce rzeczywi(cid:286)cie jak dzieło r(cid:261)k ludzkich. Staro(cid:298)ytni wojownicy – o ile mamy wierzyć słowom wie(cid:286)niaków – musieli toczyć walki z jaszczurami stustopowej długo(cid:286)ci, które połykały wołu jak much(cid:266), ze straszydłami wodnymi o łab(cid:266)dziej szyi i rybiej łusce, ze skrzydlatymi smokami, ze słoniami, znanymi nam z opo- wiada(cid:276), które rzekomo wówczas były porosłe długim włosem, ba! nawet pospolite nied(cid:296)wie- dzie miały być ponoć tak olbrzymie, (cid:298)e stan(cid:261)wszy na tylnych łapach głowami si(cid:266)gały wierz- chołków drzew! Psów nie umiano jeszcze układać do polowania, natomiast owi staro(cid:298)ytni ludzie oswajali sobie jelenie, na których je(cid:296)dzili i których łanie doili, jak my doimy krowy. Nie znali te(cid:298) jeszcze (cid:298)elaza, ani nawet br(cid:261)zu, i do walki u(cid:298)ywali tylko toporków kamiennych. Lecz owa pierwotna ludno(cid:286)ć naszego kraju została nast(cid:266)pnie pokonana przez Celtów i Bolgów i cz(cid:266)(cid:286)ciowo wyt(cid:266)piona, cz(cid:266)(cid:286)ciowo wygnana, cz(cid:266)(cid:286)ciowo za(cid:286) zamieniona w niewolni- ków. Potomkowie ich zapomnieli ju(cid:298) swej dawnej mowy i mówi(cid:261) w naszym j(cid:266)zyku. Musi być w ich bajdach szczypta prawdy, nieraz bowiem przeoruj(cid:261)c nasze pola znajdujemy w zie- mi toporki lub groty z kamienia, a zdarza si(cid:266), zwłaszcza w miejscach gł(cid:266)boko rozmytych przez wod(cid:266), odkopać nawet szkielet jakiego(cid:286) olbrzymiego a nie znanego nam potwora. Wie- (cid:286)niacy nasi utrzymuj(cid:261) nadto, jakoby w rozci(cid:261)gaj(cid:261)cych si(cid:266) ku zachodowi od Lutecji nieprze- bytych puszczach mo(cid:298)na napotkać jeszcze niekiedy ludzi z tego niemal doszcz(cid:266)tnie zaginio- nego ju(cid:298) plemienia, (cid:298)yj(cid:261)cych pomi(cid:266)dzy dzikimi jak oni zwierz(cid:266)tami. Nie mam najl(cid:298)ejszej w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci, i(cid:298) to jest prawda, opowiadania te bowiem potwierdza pewne zdarzenie z czasów mego dzieci(cid:276)stwa, którego sam byłem (cid:286)wiadkiem. Jeden z wojow- ników mego ojca, nazwiskiem Źumnak, wraz z nierozł(cid:261)cznym towarzyszem i przyjacielem, którego zwano Arwirag, obaj z rz(cid:266)du tych zuchwałych (cid:286)miałków, co to nie l(cid:266)kaj(cid:261) si(cid:266) ni bo- gów, ni ludzi, ni dzikich i niebezpiecznych zwierz(cid:261)t, postanowili udać si(cid:266) na wypraw(cid:266) my- 1 Źzisiejszy Pary(cid:298). 10 (cid:286)liwsk(cid:261) wła(cid:286)nie w gł(cid:261)b tej puszczy zachodniej, by j(cid:261) nieco zbadać. Cały tydzie(cid:276) nie było ich widać z powrotem, tak i(cid:298) w Szarej Skale pocz(cid:266)to nawet obawiać si(cid:266), (cid:298)e zgin(cid:266)liś wreszcie uka- zali si(cid:266) znowu na placu przed domem mego ojca, przywo(cid:298)(cid:261)c jakie(cid:286) dziwne stworzenie, skr(cid:266)- powane sznurami i przytroczone do siodła Źumnaka. Źumnak odtroczył je i tak bez ceremo- nii cisn(cid:261)ł z góry przed progiem naszego domu, jak gdyby to był jaki(cid:286) tobół podró(cid:298)ny. Lecz ów tobół pocz(cid:261)ł si(cid:266) zaraz poruszać i dało si(cid:266) ze(cid:276) słyszeć gniewne mruczenie i d(cid:296)wi(cid:266)ki jakie(cid:286) – d(cid:296)wi(cid:266)ki ludzkiego głosu... Źumnak zeskoczywszy z siodła przeci(cid:261)ł my(cid:286)liwskim no(cid:298)em sznury kr(cid:266)puj(cid:261)ce potwora i rzekłŚ – S(cid:261)dz(cid:266), (cid:298)e teraz mo(cid:298)na go ju(cid:298) rozwi(cid:261)zać, gdy(cid:298) od trzech dni nic w ustach nie miał, mo(cid:298)e wi(cid:266)c b(cid:266)dzie łagodniejszy... Spytajcie Arwiraga, ile trudu kosztowało jego uj(cid:266)cie. A i potem niemało sprawiał nam jeszcze kłopotu... I zrzuciwszy kubrak, pokazał szerok(cid:261), jakkolwiek niezbyt gł(cid:266)bok(cid:261) ran(cid:266) na ramieniu, której wszyscy pocz(cid:266)li si(cid:266) ciekawie przypatrywać, nie mog(cid:261)c zrozumieć, jakim by narz(cid:266)dziem mo- gła być zadana. Lecz Źumnak rozstrzygn(cid:261)ł w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci, gdy(cid:298) wyj(cid:261)ł zza pasa jaki(cid:286) dziwny przedmiot i rzekłŚ – Patrzcie, oto jest or(cid:266)(cid:298) tego potwora! Źoprawdy, szczerze podzi(cid:266)kowałem w my(cid:286)li mej matce za to, (cid:298)e wydała mi(cid:266) na (cid:286)wiat z takimi mocnymi ko(cid:286)ćmi! A gdybym nie uskoczył na- tychmiast, nie tylko rami(cid:266) moje, lecz i głowa nie byłaby cała! To mówi(cid:261)c podał memu ojcu podłu(cid:298)ny, płaski kamie(cid:276) rzeczny, przypominaj(cid:261)cy kształtem toporek, zaostrzony z jednej strony jak ostrze siekiery, z drugiej za(cid:286) zw(cid:266)(cid:298)ony mocno jak gwó(cid:296)d(cid:296) ogromny i tym w(cid:266)(cid:298)szym wła(cid:286)nie ko(cid:276)cem wetkni(cid:266)ty w otwór w jelenim rogu, a przy- wi(cid:261)zany do(cid:276) sznurem z łyka. Kiedy(cid:286)my ogl(cid:261)dali z zaj(cid:266)ciem ów toporek kamienny, człowiek le(cid:286)ny, który dot(cid:261)d tylko mruczał głucho, porwał si(cid:266) nagle na równe nogi, wydaj(cid:261)c jaki(cid:286) gro(cid:296)ny, gardłowy, chrapliwy krzyk podobniejszy do krótkiego ryku raczej ni(cid:296)li do głosu człowieka. Źumnak skoczył do(cid:276) natychmiast i pochwycił z tyłu za ramionaś jednak(cid:298)e tylko z pomoc(cid:261) kilku wojowników udało mu si(cid:266) po uporczywej walce pokonać to rycz(cid:261)ce w(cid:286)ciekle, k(cid:261)saj(cid:261)ce i drapi(cid:261)ce stworzenie – tak silne, a zarazem tak zwinne i zr(cid:266)czne, (cid:298)e wywijało si(cid:266) wojownikom z r(cid:261)k jak w(cid:261)(cid:298), aby wydostać si(cid:266) na swobod(cid:266). Byłem małym chłopi(cid:266)ciem podówczas, tote(cid:298) przestraszyłem si(cid:266) ogromnie tego nie znanego mi, dzikiego zwierza i dopiero po dłu(cid:298)szej chwili, gdy odwa(cid:298)yłem si(cid:266) wreszcie do(cid:276) zbli(cid:298)yć, przekonałem si(cid:266), i(cid:298) to jest – człowiek. Wzrostu był raczej niskiego, lecz barczysty, o pot(cid:266)(cid:298)nych muskułach ud i ramionś całe ciało poro(cid:286)ni(cid:266)te włosami, r(cid:266)ce dłu- gie, czoło niskie, nos szeroki i nieco spłaszczony, du(cid:298)e, silne szcz(cid:266)ki o grubych wargach przypominały zwierz(cid:266) drapie(cid:298)ne, a spod lasu g(cid:266)stych czarnych włosów, spadaj(cid:261)cych mu a(cid:298) do pasa, (cid:286)wieciły niewielkie czarne oczy o wyrazie okrutnym i zarazem troch(cid:266) przestraszo- nym. Lecz ten dziki człowiek miał na sobie jak(cid:261) tak(cid:261) odzie(cid:298), a mianowicie co(cid:286) w rodzaju tu- niki ze szczurzych skórek oraz na szyi długi naszyjnik z muszel – mo(cid:298)e jaki(cid:286) talizman?... Mi- n(cid:266) miał pos(cid:266)pn(cid:261) i chmurn(cid:261). Stał nieruchomo, o ile go pozostawiono w spokoju, tylko czasami spogl(cid:261)dał spode łba, ukradkiem, w stron(cid:266) lasu. żdy jednak kto do(cid:276) podchodził i przypatrywał mu si(cid:266), poczynał zaraz ciskać si(cid:266) i rzucać, szczerz(cid:261)c z w(cid:286)ciekło(cid:286)ci(cid:261) du(cid:298)e i jak u wilka ostre z(cid:266)by. Źumnak pocz(cid:261)ł nam opowiadaćŚ – O trzy dni drogi st(cid:261)d w(cid:286)ród prawie niedost(cid:266)pnej g(cid:266)stwiny le(cid:286)nej spostrzegli(cid:286)my du(cid:298)(cid:261) pieczar(cid:266) w skale, z której dochodził nas ci(cid:266)(cid:298)ki zaduch. Nic dziwnego – u wej(cid:286)cia bowiem do jaskini le(cid:298)ało kilka na pół odartych z mi(cid:266)sa i na pół rozkładaj(cid:261)cych si(cid:266) trupów zwierz(cid:261)t. Po- mimo i(cid:298) deszcz pocz(cid:261)ł padać wła(cid:286)nie, woleli(cid:286)my schronić si(cid:266) raczej pod wyst(cid:266)p skały ni(cid:296)li wej(cid:286)ć do jaskini zamieszkałej – jak s(cid:261)dzili(cid:286)my– przez jakiego(cid:286) czworono(cid:298)nego drapie(cid:298)nika. Raptem z czarnego jej otworu wypadł na nas niespodzianie ten oto dzikus, który na pierwszy rzut oka zrobił na mnie wra(cid:298)enie nie człowieka, tylko jakiego(cid:286) olbrzymiego włochatego kł(cid:266)b- ka. Odskoczyłem mimo woli. Ten ruch bezwiedny ocalił mi(cid:266) od (cid:286)mierci, gdy(cid:298) toporek ka- 11 mienny, który widzicie, (cid:286)wisn(cid:261)ł mi tu(cid:298) koło głowy i zadrasn(cid:261)wszy cokolwiek ucho zranił ci(cid:266)(cid:298)ko w rami(cid:266). Na szcz(cid:266)(cid:286)cie dziki z rozp(cid:266)du potkn(cid:261)ł si(cid:266) o korzenie drzewa i rozci(cid:261)gn(cid:261)ł jak długi na ziemi, my za(cid:286) naturalnie skorzystali(cid:286)my z tego natychmiast i rzuciwszy si(cid:266) na(cid:276) z dwu stron mimo jego zaci(cid:266)tego oporu pokonali(cid:286)my go i zwi(cid:261)zali sznurami. Mo(cid:298)ecie teraz os(cid:261)dzić, czy to nam przyszło łatwo! żdy(cid:286)my si(cid:266) jeszcze szamotali, z przera(cid:296)liwym krzykiem przemkn(cid:266)ła koło nas jaka(cid:286) podobna do naszego je(cid:276)ca istota, prawdopodobnie jego godna mał(cid:298)onka, która uciekła z dwojgiem małych w gł(cid:261)b lasu. Weszli(cid:286)my nast(cid:266)pnie do jaskini, aby przy (cid:286)wietle pochodni rozejrzeć si(cid:266) w niej troch(cid:266), lecz nic tam nie było godnego uwagi, za- duch za(cid:286) panował w niej tak przykry, (cid:298)e po(cid:286)pieszyli(cid:286)my wyj(cid:286)ć na (cid:286)wie(cid:298)e powietrze. Nale(cid:298)a- łoby jednak dać mu co(cid:286) zje(cid:286)ć. Przy tych słowach Źumnak ostro(cid:298)nie rozwi(cid:261)zał r(cid:266)k(cid:266) je(cid:276)ca. – Mo(cid:298)e mu przynie(cid:286)ć kawałek pieczonego mi(cid:266)sa? – odezwałem si(cid:266) na to. – Pieczonego mi(cid:266)sa... jemu?! – roze(cid:286)miał si(cid:266) Źumnak. – Ale(cid:298) moje dziecko, ten pan wcale nie jest tak wybredny!... Zobaczysz zaraz. Mówi(cid:261)c to odwrócił si(cid:266) i zr(cid:266)cznym ruchem zabił drzewcem dzidy przechadzaj(cid:261)cego si(cid:266) dumnie po podwórzu koguta, który zabierał si(cid:266) wła(cid:286)nie do wy(cid:286)piewania swego triumfalnegoŚ kukuryku! Po czym drgaj(cid:261)cego jeszcze ptaka podał człowiekowi le(cid:286)nemu. Ten wyrwał mu go z r(cid:266)ki, zadrasn(cid:261)wszy j(cid:261) przy tym troch(cid:266) swymi długimi paznokciami, i wpił ostre z(cid:266)by w ko- guta tak gł(cid:266)boko i chciwie, (cid:298)e a(cid:298) zatrzeszczały ko(cid:286)ci ptaka, a pierze posypało si(cid:266) dookołaś parskał te(cid:298), sapał i fukał przy jedzeniu jak dziki kot, gotów k(cid:261)sać i drapać, gdyby kto(cid:286) o(cid:286)mie- lił si(cid:266) wyci(cid:261)gn(cid:261)ć r(cid:266)k(cid:266) po jego jadło. Pró(cid:298)ne były usiłowania Źumnaka, aby tego człowieka le(cid:286)nego oswoić. Co prawda, mniej troch(cid:266) k(cid:261)sał i drapał, lecz nie spuszczał oczu z lasu. Stoj(cid:261)c przykuty u słupa przed domem Źumnaka, to z bezsiln(cid:261) w(cid:286)ciekło(cid:286)ci(cid:261) targał swe wi(cid:266)zy, ciskaj(cid:261)c si(cid:266) i miotaj(cid:261)c na wszystkie strony, a skakał nieprawdopodobnie wysoko, to znów wpadał w głuch(cid:261) rozpacz. Nie chciał brać pokarmu i w ko(cid:276)cu pewnego dnia sam sobie roztrzaskał głow(cid:266) o w(cid:266)gieł domu Źumnaka, dok(cid:261)d mógł si(cid:266) zbli(cid:298)yć na swym do(cid:286)ć długim ła(cid:276)cuchu. Nikt go nie (cid:298)ałował zreszt(cid:261). Ojciec mój prosił ju(cid:298) nawet przedtem kilkakrotnie Źumnaka, aby uwolnił wie(cid:286) od tego „wstr(cid:266)tnego zwierz(cid:266)cia”, obawiał si(cid:266) bowiem, aby ten dzikus nie uczynił mi jakiej szkody, gdy(cid:298) lubiłem mu si(cid:266) przygl(cid:261)dać. Czy ten człowiek urodził si(cid:266) dzikim, czy zdziczał w(cid:286)ród głuchej puszczy pomi(cid:266)dzy zwie- rz(cid:266)tami?... Tego wam powiedzieć nie umiem. Wracam wi(cid:266)c do opisu naszego rodzinnego gniazda, Szarej Skały. Źo ojca mego nale(cid:298)ały wszystkie ziemie w dolinie Rzeki Bobrów, a nawet troch(cid:266) przyle- głych jeszcze, pradziad mój bowiem, pochodz(cid:261)cy z plemienia Bolgów, zdobył je zbrojn(cid:261) r(cid:266)- k(cid:261). Osobnymi wioskami w dolinie rzeki rz(cid:261)dziło pi(cid:266)tnastu naczelników, którzy wobec tego, (cid:298)e wszystko, co posiadali, otrzymali niegdy(cid:286) od mych przodków, obowi(cid:261)zani byli stawać w razie potrzeby ojcu memu do pomocy z cał(cid:261) sw(cid:261) sił(cid:261) zbrojn(cid:261) i walczyć z wspólnymi wrogami pod jego znakiem wojennym. Nazywali go swym starszym bratem, siebie za(cid:286) – młodsz(cid:261) bra- ci(cid:261)ś i ustalił si(cid:266) obyczaj, (cid:298)e we wszystkich swych zatargach i sporach obierali go sobie za s(cid:266)- dziego. Nawet najbli(cid:298)sza posiadło(cid:286)ć mego ojca, czyli Szara Skała, była tak(cid:298)e obszerna, w gór(cid:266) bowiem rzeki rozci(cid:261)gała si(cid:266) do osady bobrów, w przeciwn(cid:261) za(cid:286) stron(cid:266) si(cid:266)gała stóp góry Lukotycji, obejmuj(cid:261)c prócz wioski, gdzie(cid:286)my mieszkali, kilkana(cid:286)cie innych, które ojciec mój cz(cid:266)sto obje(cid:298)d(cid:298)ał, pilnuj(cid:261)c w nich gospodarstwa. Upraw(cid:261) ziemi zajmowali si(cid:266) u nas wolni przewa(cid:298)nie ludzie z klasy rolników, którym oj- ciec mój dawał sprz(cid:266)(cid:298)aj, narz(cid:266)dzia do pracy, a w razie nieurodzaju ziarno siewne, w zamian za(cid:286) dzielił z nimi plony ich (cid:298)niwa i przychówek bydła. Wie(cid:286)niacy ci ojca mego zwali swym ojcem i ch(cid:266)tnie pracowali na nasz(cid:261) i własn(cid:261) korzy(cid:286)ć na tej wspólnej roli, bardzo zadowoleni, i(cid:298) oddaj(cid:261)c naczelnikowi z Szarej Skały cz(cid:266)(cid:286)ć swych plonów, mog(cid:261) być w zamian pewni jego 12 opieki na wypadek nieurodzaju lub te(cid:298) najazdu nieprzyjacielskiego, co zdarzało si(cid:266) do(cid:286)ć cz(cid:266)- sto. Ubierali si(cid:266) prawie tak samo jak mój ojciec i inni naczelnicy z doliny rzeki – to jest w długie wełniane płaszcze w pasy zielone i czerwone lub te(cid:298) w krat(cid:266) z tych(cid:298)e barw, a do swych czapek przypinali – równie(cid:298) jak ich panowie – pióra czapleś tote(cid:298) człowiekowi z innych oko- lic do(cid:286)ć było spotkać kogokolwiek z naszych, na przykład na targu w Lutecji lub gdzie(cid:286), w drodze, aby zaraz powiedzieć sobieŚ – A! to jest człowiek z doliny Rzeki Bobrów. – AlboŚ – A! to jest Bóbr. – LubŚ – To jest które(cid:286) z dzieci Beboryksa. Lecz oprócz ludzi wolnych pracowali u nas na roli niewolnicy pochodz(cid:261)cy ze zdobyczy wojennej albo spo(cid:286)ród potomków dawnej ludno(cid:286)ci tego kraju, niekiedy za(cid:286) po prostu kupieni przez mego ojca czy dziada od kupców z Lutecji w zamian za zbo(cid:298)e, bydło lub trzod(cid:266) chlew- n(cid:261). Za dobrego rumaka bojowego dawano czterech niewolników. Stanowili wi(cid:266)c oni wła- sno(cid:286)ć nasz(cid:261), tak samo jak bydło lub konie, powinno(cid:286)ci(cid:261) te(cid:298) ich było oddawać panu cały owoc własnej pracy. Lecz ojciec mój obchodził si(cid:266) z nimi tak sprawiedliwie i po ludzku, jak i z wolnymi rolnikami, karmi(cid:261)c ich w lata nieurodzaju i broni(cid:261)c od złego obej(cid:286)cia, wi(cid:266)c te(cid:298) i oni byli nam szczerze oddani i przychylni, a to tym bardziej, (cid:298)e wi(cid:266)kszo(cid:286)ć ich od dawna ju(cid:298) osia- dła na naszych gruntach. żdym przebiegał mimo chałup naszych wie(cid:286)niaków – wolnych lub niewolnych – przeprowadzany ich przyjaznymi słowami i spojrzeniami, nieraz słyszałem, jak szeptali pomi(cid:266)dzy sob(cid:261)Ś – Patrzcie, patrzcie, jak pi(cid:266)knym i silnym staje si(cid:266) nasz mały Wenestos! B(cid:266)dzie z czasem zupełnie taki, jak jego ojciecŚ gro(cid:296)ny tylko dla wrogów, a dobry dla swych dzieci, rolników! W razie wielkiej potrzeby ojciec mój mógł ich wszystkich powołać pod bro(cid:276) – i w takich wypadkach stawiali si(cid:266) bez oporu, gotowi walczyć i umrzeć za niego. Lecz rolnicy tak po- trzebni nam byli do uprawy ziemi, (cid:298)e wzywano ich na wojn(cid:266) niezmiernie rzadko, w wypad- kach szczególnie gro(cid:296)nego niebezpiecze(cid:276)stwa tylko, na pospolite za(cid:286) wyprawy wojenne uda- wali si(cid:266) zazwyczaj jedynie wyćwiczeni w sztuce wojennej wojownicyŚ wi(cid:266)c je(cid:296)d(cid:296)cy, którzy mieli prawo do noszenia złotego naszyjnika, a mieli najwyborniejszy, drogi or(cid:266)(cid:298), oraz skrom- niej ju(cid:298) uzbrojeni piesi wojownicy, którzy z uwagi na dłu(cid:298)sze lata słu(cid:298)by lub te(cid:298) ze wzgl(cid:266)du na m(cid:266)stwo i zasługi przechodzili nieraz pó(cid:296)niej do klasy je(cid:296)d(cid:296)ców. Jedni i drudzy byli, jak to mówiono podówczas, „wiernymi” mego ojca. Wojownicy wi(cid:266)ksz(cid:261) cz(cid:266)(cid:286)ć czasu ćwiczyli si(cid:266) wspólnie z mym ojcem i pod jego kierunkiem w uje(cid:298)d(cid:298)aniu półdzikich koni, ciskaniu włócz- ni(cid:261), szermierce mieczem i dzid(cid:261), poza tym uczyli si(cid:266) (cid:286)piewać pie(cid:286)ni wojenne i poznawać ró(cid:298)- ne prawa wojenne, które nale(cid:298)ało szanowaćś tak na przykład prawa heroldów, przyje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)- cych z obozu nieprzyjacielskiego w jakim(cid:286) poselstwie, a chocia(cid:298)by nawet z wyzwaniem. Ka(cid:298)dy z naszych wojowników miał w wiosce swój dom, wi(cid:266)kszo(cid:286)ć – (cid:298)ony i dzieci, zazwy- czaj jednak u schyłku dnia zgromadzali si(cid:266) wszyscy u nas na wieczerzy. Ojciec mój zasiadał na poczesnym, cokolwiek wy(cid:298)szym miejscu za stołem, dalej po obu stronach inni według zasług i starsze(cid:276)stwaś siedz(cid:261)c na wi(cid:261)zkach słomy raczyli si(cid:266) mi(cid:266)sem łosi, jeleni, dzików, a tak(cid:298)e zwierz(cid:261)t domowychŚ wołów, baranów i (cid:286)wi(cid:276). Najdzielniejsi a najm(cid:266)(cid:298)niejsi otrzymywali od mego ojca najlepsze k(cid:261)ski. Popijano za(cid:286) mi(cid:266)siwo siker(cid:261)2 i miodem, a w uroczysto(cid:286)ci nie- raz nawet drogim winem italskim, przy czym ucztowano tak cz(cid:266)stokroć do pó(cid:296)na w noc. Oj- ciec mój mawiał, (cid:298)e obfito(cid:286)ć mi(cid:266)sa i dobre wino rozwijaj(cid:261) odwag(cid:266) i przytomno(cid:286)ć umysłu, tote(cid:298) nie (cid:298)ałował niczego dla swych towarzyszy broni. żdy raz jeden z wojowników zauwa- (cid:298)ył (cid:298)artem, (cid:298)e maj(cid:261) u stołu wodza drewniane ły(cid:298)ki jak wie(cid:286)niacy, ojciec natychmiast pchn(cid:261)ł posła(cid:276)ca do Lutecji, aby zamówić u tamecznych złotników ły(cid:298)ki złote dla je(cid:296)d(cid:296)ców, dla pie- szych za(cid:286) wojowników srebrne i – ofiaruj(cid:261)c im je, gdy były ju(cid:298) gotowe, rzekł pół(cid:298)artemŚ – Takich dzielnych wojów, jak wy, nie kupi(cid:266) za złoto ani za srebro!... Z wami za(cid:286) zdob(cid:266)d(cid:266) srebra i złota, ile zechc(cid:266)... 2 Rodzaj piwa, które staro(cid:298)ytni żalowie wyrabiali z j(cid:266)czmienia. 13 Wiedział za(cid:286) w rzeczy samej wybornie, (cid:298)e ludzie ci s(cid:261) gotowi i(cid:286)ć za nim w ogie(cid:276) i wod(cid:266), a w najgor(cid:266)tszym zam(cid:266)cie bitwy, w najgro(cid:296)niejszym niebezpiecze(cid:276)stwie, nie odst(cid:261)pi(cid:261) go na krokś gdyby za(cid:286) poległ, ani jeden spomi(cid:266)dzy nich nie byłby pozostał przy (cid:298)yciu. Byli oni to- warzyszami jego zabaw i uczt, jego wypraw łowieckich i wojennych i „wiernymi” mu – na- prawd(cid:266) – na (cid:286)mierć i (cid:298)ycie. W ten sposób mój ojciec karmił codziennie przy swoim stole trzydziestu wojownikówŚ dziesi(cid:266)ciu jezdnych i dwudziestu pieszych. Co wieczór w owej ogromnej sali na dole usta- wiano niski a długi stół zło(cid:298)ony z paru z grubsza ociosanych desek wspartych na kozłach, sal(cid:266) o(cid:286)wietlano jasno pochodniami i biesiadnicy zasiadali na wi(cid:261)zkach słomy do uczty, rozwese- lani przy niej nie tylko siker(cid:261) i miodem, lecz nadto pie(cid:286)niami naszego (cid:286)lepego barda Wandila, który przy d(cid:296)wi(cid:266)kach harfy opiewał bohaterskie czyny mych przodków lub opowiadał ró(cid:298)ne legendy z dziejów żalii i Wysp Bryta(cid:276)skich. Stół biesiadny mego ojca wydłu(cid:298)ał si(cid:266) jeszcze, gdy odwiedzał nas który(cid:286) z s(cid:261)siadów lub z obywateli Lutecji, albo podró(cid:298)ny czy kupiec przejezdny, którym nie odmawiano nigdy go(cid:286)cinno(cid:286)ci i noclegu. Wówczas miód i sikera lały si(cid:266) jeszcze obficiej, harfa starego Wandila d(cid:296)wi(cid:266)czała jeszcze rozgło(cid:286)niej, a nieraz przył(cid:261)- czały si(cid:266) do niej harfy innych bardów, okoliczni bowiem bardowie znaj(cid:261)c wspaniałomy(cid:286)ln(cid:261) hojno(cid:286)ć mego ojca garn(cid:266)li si(cid:266) do nas tak ch(cid:266)tnie, jak muchy do miodu. Ojciec mój (cid:298)ył wi(cid:266)c tak, jak gdyby król pomi(cid:266)dzy swymi wiernymi poddanymi. Sława jego m(cid:266)stwa a go(cid:286)cinno(cid:286)ci rozchodziła si(cid:266) daleko po żalii, głoszona przez bardów, którzy (cid:286)piewali o nim, i(cid:298) złoto, two- rz(cid:261)ce si(cid:266) rzekomo z kurzu ziemi pod ka(cid:298)dym uderzeniem kopyt jego konia, lało mu si(cid:266) z r(cid:261)k kaskadamiś (cid:298)e dom jego był domem zaczarowanym, gdy(cid:298) (cid:286)ciany jego rozsuwały si(cid:266) w miar(cid:266), jak przybywało go(cid:286)ciś (cid:298)e z piwnic nigdy nie ubywało sikery, miodów i winaś ba! (cid:298)e do(cid:286)ć mu było nawet cisn(cid:261)ć ogryzion(cid:261) ko(cid:286)ć wieprzow(cid:261) w chlewy Szarej Skały, aby ze(cid:276) powstał zaraz (cid:298)ywy wieprz – tak, jak si(cid:266) to działo podobno w jakim(cid:286) zaczarowanym zamku bryta(cid:276)skim, gdzie tak(cid:298)e por(cid:298)ni(cid:266)te i zjedzone woły, barany i wieprze rzekomo znów powstawały do (cid:298)ycia ze swych ko(cid:286)ci. Wybaczmy jednak(cid:298)e bardom t(cid:266) skłonno(cid:286)ć do przesady i upi(cid:266)kszania prawdy, dzi(cid:266)ki nim bowiem (cid:298)yj(cid:261) w pami(cid:266)ci ludzkiej wspomnienia sławnych czynów, m(cid:266)stwa i cnót wielkich bo- haterów. 14 Rozdział III BEBORYKS I EPONINA Jako małe dziecko, nie brałem udziału w tych ucztachś nie wolno mi było nawet podczas nich wchodzić do sali. Ojciec mój nie pie(cid:286)cił mnie wcale i publicznie – to znaczy na ulicach naszej wioski i na placu przed domem – nigdy nawet nie zwracał si(cid:266) do mnie. Taki był bo- wiem obyczaj dawnych żalówś i wojownik byłby si(cid:266) wstydził okazać kobiec(cid:261) tkliwo(cid:286)ć wzgl(cid:266)dem swych dzieci. Pomimo t(cid:266) pozorn(cid:261) oboj(cid:266)tno(cid:286)ć czułem, i(cid:298) ojciec mój kocha mnie bardzo, jakkolwiek jego wyniosła, pełna powagi postać wzbudzała we mnie pewn(cid:261) obaw(cid:266). Wzrostu był wysokiego, cer(cid:266) miał jasn(cid:261) i (cid:286)wie(cid:298)(cid:261), oczy jasnoszare jak stal, a wesołe i bystre, włosy długie i w(cid:261)sy barwy miedzi, ubierał si(cid:266) za(cid:286) zwykle w niebiesk(cid:261) wełnian(cid:261) tunik(cid:266) bez r(cid:266)kawów i szerokie czerwone spodnie przewi(cid:261)zane u stóp pozłacanymi rzemykami, a na to wszystko zarzucał obszerny płaszcz z tkaniny wełnianej, niezmiernie wygodny zarówno w domu, jak w podró(cid:298)y, który mo(cid:298)na było zarzucić sobie czy to na jedno rami(cid:266), czy te(cid:298) na dru- gie, zapi(cid:261)ć na klamr(cid:266) pod szyj(cid:261) lub te(cid:298) zawin(cid:261)ć w kształcie szarfy i obwi(cid:261)zać si(cid:266) nim, na przykład podczas bitwy, czy wreszcie zło(cid:298)yć go w kilkoro i podło(cid:298)yć sobie na siodło. W stroju wojennym ojciec mój wygl(cid:261)dał wspaniale. Wkładał naówczas długie buty ze skóry rudawo(cid:298)ółtej opatrzone br(cid:261)zowymi ostrogami, bardzo szeroki, zast(cid:266)puj(cid:261)cy nam, żalom, po- niek(cid:261)d zbroj(cid:266), pas – równie(cid:298) z br(cid:261)zu, od którego na rzemykach zwieszały si(cid:266) z przodu płytki br(cid:261)zowe dla ochrony (cid:298)oł(cid:261)dka od ciosów. Na lewym ramieniu nosił niedu(cid:298)(cid:261) owaln(cid:261) tarcz(cid:266) splecion(cid:261) z łozy, pomalowan(cid:261) i wstawion(cid:261) w kut(cid:261) br(cid:261)zow(cid:261) obr(cid:266)cz, a wzmocnion(cid:261) nadto ta- kim(cid:298)e br(cid:261)zowym, krzy(cid:298)em z mał(cid:261) figurk(cid:261) bobra u szczytu. U boku zwisał mu krótki miecz iberyjski z najwyborniejszej stali, z r(cid:266)koje(cid:286)ci(cid:261) z ko(cid:286)ci słoniowej, rze(cid:296)bion(cid:261) w kształt lwiej głowy. W prawej r(cid:266)ce trzymał dzid(cid:266) o długim grocie. żłow(cid:266) pokrywał hełm, co prawda z br(cid:261)zu, ale obło(cid:298)ony cały cienkimi blaszkami złota, a zako(cid:276)czony, zwyczajem galijskim, wy- sokim r(cid:298)ni(cid:266)tym grzebieniem, u którego szczytu powiewały szumnie pióra czaple, z obu stron za(cid:286) wznosiły si(cid:266) rozpostarte szeroko dwa skrzydła orle. Błyszcz(cid:261)cy w promieniach sło(cid:276)ca naszyjnik ze złotych blaszek oraz złote bransolety na ramionach i u przegubu r(cid:266)ki dopełniały tego (cid:286)wietnego stroju. Ojciec, odziany we(cid:276), wydawał mi si(cid:266) samym bogiem wojny, zwłaszcza gdym go widział w tym stroju wojennym, harcuj(cid:261)cego na wspaniałym rumaku bojowym, któ- ry si(cid:266) wspinał i rzucał pod nim. Na wypraw(cid:266) wojenn(cid:261) jechało za nim dziesi(cid:266)ciu je(cid:296)d(cid:296)ców, z których jeden piastował w r(cid:266)- ku drzewce jego znaku wojennego, a wszyscy mieli złote naszyjniki i czaple pióra u hełmów. Za nimi post(cid:266)powało dwudziestu pieszych wojowników, trzymaj(cid:261)c wysoko do góry dzidy, które tworzyły jak gdyby las nad ich głowamiś hełmy ich zdobiły jelenie, bycze i baranie rogi, niektórzy za(cid:286) nosili czapki zast(cid:266)puj(cid:261)ce im hełmy, a zrobione wprost z głów wilków, dzików i nied(cid:296)wiedzi. Zdawało si(cid:266), (cid:298)e ci gro(cid:296)ni wojownicy mog(cid:261) podbić chyba (cid:286)wiat cały!... Wygl(cid:261)- dali tak dzielnie i pi(cid:266)knie, (cid:298)e matka moja, która patrzyła zwykle na ich odjazd z okna swego mieszkania na pi(cid:266)trze, u(cid:286)miechała si(cid:266) nawet przez łzy. Czasami spojrzenie ojca padało na mnie, gdym stał przy drodze i przygl(cid:261)dał im si(cid:266) szeroko otwartymi oczymaś zwracał si(cid:266) wi(cid:266)c wówczas do mnie, ale to zupełnie tak, jak gdyby do jakiego(cid:286) obcego dziecka, mówi(cid:261)c oboj(cid:266)t- nieŚ – Odejd(cid:296) st(cid:261)d, chłopcze, bo mo(cid:298)emy ci(cid:266) stratować! 15 Zmartwiony tym chłodem ojca, pocieszałem si(cid:266) w obj(cid:266)ciach matki, która darzyła mnie niezmiern(cid:261) i jawn(cid:261) tkliwo(cid:286)ci(cid:261). Nawet gdym był sporym ju(cid:298) chłopaczkiem, nieraz porywała mnie na r(cid:266)ce jak małe dziecko i nosiła po pokoju tam i z powrotem, pieszcz(cid:261)c mnie, całuj(cid:261)c, bawi(cid:261)c si(cid:266) mn(cid:261) a podrzucaj(cid:261)c mnie do góry – albo te(cid:298) sadzała mnie na kolanach i obsypywała pieszczotami, pocałunkami, a niekiedy oblewała łzami, niezrozumiałymi zgoła dla mnie pod- ówczas. Sp(cid:266)dzałem te(cid:298) w jej mieszkaniu na pi(cid:266)trze nieraz długie godziny, zwłaszcza gdy ojca nie było w domuś i niekiedy – je(cid:286)li matka nie maj(cid:261)c pilnego zaj(cid:266)cia pozwalała mi na to – ba- wiłem si(cid:266) przystrajaj(cid:261)c j(cid:261) w powyci(cid:261)gane przeze mnie ze skrzy(cid:276) drogie, o pi(cid:266)knych (cid:298)ywych barwach tkaniny, w ró(cid:298)ne cenne klejnoty oraz wtykaj(cid:261)c kwiaty polne w jej jasne niby pro- mienie słoneczne włosy, a nast(cid:266)pnie (cid:286)miałem si(cid:266) i skakałem z rado(cid:286)ci widz(cid:261)c, jak w tym wszystkim była pi(cid:266)kna!... Bo matka moja w rzeczy samej była bardzo pi(cid:266)kna. Jej bogate jasnoblond włosy były tak g(cid:266)ste i długie, (cid:298)e gdy je rozpu(cid:286)ciła, to okrywały j(cid:261) cał(cid:261) a(cid:298) do ziemi niby płaszczem złocistymś oczy miała du(cid:298)e a bł(cid:266)kitne jak niebo w dzie(cid:276) pogodny, o wyrazie łagodnym i marzycielskim, małe usta i cer(cid:266) biał(cid:261) a delikatn(cid:261). (cid:297)ona, córa i siostra dzielnych wojowników, wcale nie brała za złe memu ojcu, (cid:298)e opuszcza j(cid:261) tak cz(cid:266)sto, wyje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)c to na wyprawy wojenne, to na rów- nie prawie niebezpieczne wyprawy łowieckie na grubego zwierza, to wreszcie na uczty do naczelników z s(cid:261)siedztwa. Ale (cid:298)e czasami smutno jej było samej, wi(cid:266)c po(cid:286)wi(cid:266)cała mi wów- czas wi(cid:266)cej jeszcze czasu ni(cid:298) zwykle. Ubrana w czasie nieobecno(cid:286)ci m(cid:266)(cid:298)a w ciemne szaty bez (cid:298)adnych ozdób, z włosami posy- panymi białym, dobrze przesianym popiołem, lubiła mi opowiadać ró(cid:298)ne legendy i podania o bogach. A wi(cid:266)c o Heolu czyli Belenusie, bogu sło(cid:276)ca zsyłaj(cid:261)cym nam na ziemi(cid:266) dobroczynne (cid:286)wiatło i ciepło, i siostrze jego, Belizanie, która o(cid:286)wieca nam noce daj(cid:261)c łzy rosy, urodzaj ro(cid:286)lin i przyrost bydła, a jest przy tym łagodn(cid:261) bogini(cid:261), nie wymaga bowiem (cid:298)adnych krwa- wych ofiar, tylko obiaty z mleka. Źalej opowiadała o Teutatesie, ponurym i gro(cid:296)nym bogu, którego czcz(cid:261) i obawiaj(cid:261) si(cid:266) powszechnie we wszystkich krajach Celtyki, bo dusze zmarłych prowadzi po (cid:286)mierci w swe straszne pa(cid:276)stwo podziemneś mówiła jeszcze o miotaj(cid:261)cym bły- skawicami i piorunami Tarannusie i źzusie, grozie i gospodarzu głuchych lasów. Matka zni- (cid:298)ała głos prawi(cid:261)c mi o tych trzech bogach, gdy(cid:298) były to bóstwa straszliwe, których gniew mo(cid:298)na przebłagać tylko obiat(cid:261) z krwi ludzkiej. Z westchnieniem opowiadała mi o Kamulu, bogu wojny, który si(cid:266) kocha w zgiełku bitw i szcz(cid:266)ku or(cid:266)(cid:298)aś z u(cid:286)miechem za(cid:286) o ró(cid:298)nych po- mniejszych bóstwach, przewa(cid:298)nie dobrych, które zamieszkuj(cid:261) rzeki, jeziora i lasy, gdzie chowaj(cid:261) si(cid:266) czasem za kor(cid:266) drzew. Wskutek ich obecno(cid:286)ci z drzew r(cid:261)banych niekiedy łzy płyn(cid:261) i rozlegaj(cid:261) si(cid:266) j(cid:266)ki. Uczyła mnie tak(cid:298)e modlitw do bogów, które posłusznie powtarza- łem za ni(cid:261), dziwi(cid:261)c si(cid:266) w duchu, (cid:298)e mówi w jakim(cid:286) zaledwie zrozumiałym dla mnie j(cid:266)zyku. Czasem, jak gdyby zapominaj(cid:261)c o mej obecno(cid:286)ci, zastanawiała si(cid:266) nad tymś kto stworzył bo- gów i cały (cid:286)wiat, sk(cid:261)de(cid:286)my si(cid:266) tu wzi(cid:266)li na nim i dok(cid:261)d pójdziemy po (cid:286)mierci, co b(cid:266)dzie w pa(cid:276)stwie podziemnym Teutatesa, a co w kr(cid:266)gu szcz(cid:266)(cid:286)liwo(cid:286)ci, czy nie mo(cid:298)na by wiedzieć, czy w nim znajdzie si(cid:266) razem z m(cid:266)(cid:298)em i dzieckiem?... B(cid:266)d(cid:261)c bardzo pobo(cid:298)n(cid:261), nieraz po(cid:286)ciła surowo, odprawiała długie modły i rozzuwszy lew(cid:261) nog(cid:266) składała bogom ofiary i obiaty najpierw u domowego ogniska, nast(cid:266)pnie na wybrze(cid:298)u naszej rzeki, a wreszcie na skraju puszczy, gdzie kazała zawieszać na najstarsze d(cid:266)by czy to jak(cid:261)(cid:286) tkanin(cid:266), czy welon, a czasem nawet i klejnot. Wyje(cid:298)d(cid:298)ała z domu zazwyczaj tylko dla składania tych ofiar, cała okryta cienk(cid:261), lecz do(cid:286)ć g(cid:266)st(cid:261) zasłon(cid:261) pokrywaj(cid:261)c(cid:261) jej czoło i nawet troch(cid:266) oczy, na łagodnym koniu, którego dosiadała bokiem, opieraj(cid:261)c si(cid:266) nogami o przywie- szon(cid:261) u siodła w miejscu strzemienia mał(cid:261) deseczk(cid:266). Niekiedy za(cid:286) zapominała troch(cid:266) o bo- gach i gdy nast(cid:266)pował u niej okres takiego zoboj(cid:266)tnienia, zdarzało si(cid:266), (cid:298)e nawet słu(cid:298)ebnice nasze musiały jej przypominać, i(cid:298) w letnie przesilenie dnia z noc(cid:261) trzeba rozpalić ognisko na pagórku, w dzie(cid:276) za(cid:286) zimowego przesilenia – przynie(cid:286)ć do domu choink(cid:266) i ustroić j(cid:261) w skrawki barwnych tkanin i płon(cid:261)ce pochodnie, aby ucieszyć tym dusze zmarłych przodków. 16 Źnia tego, po(cid:286)wi(cid:266)conego czci zmarłych, gaszono te(cid:298) u nas ognisko, rozpalano za(cid:286) je ponow- nie nazajutrz o (cid:286)wicie ogniem przyniesionym ze szczytu góry Lukotycji od ołtarza bogini Belizany. Pami(cid:266)tam, jak pewnego razu w czasie nieobecno(cid:286)ci mego ojca przyjechał na mule do Sza- rej Skały jaki(cid:286) s(cid:266)dziwy starzec w długiej, czarnej szacie, z białymi jak (cid:286)nieg, lecz g(cid:266)stymi, rozsypuj(cid:261)cymi mu si(cid:266) po plecach, długimi włosami, z obna(cid:298)on(cid:261) szyj(cid:261) i ramionami, w sanda- łach, zwi(cid:261)zanych prostymi rzemykami. Nie zdobiły go kosztowno(cid:286)ci, ani te(cid:298) nie miał zgoła or(cid:266)(cid:298)a. Lecz na jego wyniosłym czole, w m(cid:261)drych a przenikliwie i surowo patrz(cid:261)cych spod nawisłych brwi oczach, w szlachetnej postawie tyle było powagi i dziwnego majestatu, (cid:298)e doprawdy wygl(cid:261)dał na co(cid:286) wy(cid:298)szego nad wojownika, nad wodza, ba – króla nawet. Nasza ludno(cid:286)ć wie(cid:286)niacza na jego widok po(cid:286)piesznie wychodziła z chat i padała przed nim plac- kiem, staraj(cid:261)c si(cid:266) w tej pozycji podpełzn(cid:261)ć jak najbli(cid:298)ej ku niemu, aby pocałować kraj jego szaty, a przynajmniej dotkn(cid:261)ć si(cid:266) chocia(cid:298) sier(cid:286)ci jego muła. I wojownicy nasi powychodzili równie(cid:298) ze swych domów i stoj(cid:261)c przed nimi kłaniali si(cid:266) staremu druidowi nisko a ze czci(cid:261), w której si(cid:266) dawało odczuć troch(cid:266) obawy. Matka moja tak(cid:298)e wyszła na jego powitanie przed dom. A gdy stan(cid:261)ł przed ni(cid:261), przykl(cid:266)kła i pochyliwszy z pokor(cid:261) głow(cid:266) skrzy(cid:298)owała r(cid:266)ce na piersi. Starzec poło(cid:298)ył na jej głowie obie dłonie i wzniósłszy wzrok ku niebu wypowiedział kilka słów w jakim(cid:286) niezrozumiałym dla mnie j(cid:266)zyku. Potem podniósł j(cid:261) z kl(cid:266)czek, wszedł do domu, sam usiadł na miejscu poczesnym i skinieniem r(cid:266)ki oddaliwszy wszystkich obecnych długo sam na sam z ni(cid:261) rozmawiał. żdy wyje(cid:298)d(cid:298)ał, matka odprowadziła go przed dom i na po(cid:298)egnanie znów padła przed nim na kola- na pochylaj(cid:261)c głow(cid:266) ni(cid:298)ej jeszcze ni(cid:298) przedtem, lecz jej twarz miała teraz wyraz takiej pogo- dy, takiego rozradowania wewn(cid:266)trznego, jakiegom nie widział na niej dot(cid:261)d nigdy. Orszak naszych wojowników towarzyszył druidowi w jego powrotnej drodze, za nimi za(cid:286) post(cid:266)po- wali wie(cid:286)niacy, prowadz(cid:261)c konie obładowane zar(cid:298)ni(cid:266)tymi baranami i kurami. Źruid ten przyje(cid:298)d(cid:298)ał do nas niekiedy potem i ojciec mój, o ile był w domu, okazywał mu tak(cid:261)(cid:298) gł(cid:266)bok(cid:261) cze(cid:286)ć jak wszyscy. żdy pozostawał na rozmowie z matk(cid:261), ojciec nie wchodził nawet wcale do domuś gdy wyje(cid:298)d(cid:298)ał – przyoblekał si(cid:266) w swój paradny strój bojowy i sam jechał konno na czele towarzysz(cid:261)cego druidowi orszaku, post(cid:266)puj(cid:261)ce za(cid:286) za nim konie obła- dowywano na jego rozkaz hojniejszymi jeszcze darami. Pewnego razu po wyje(cid:296)dzie druida matka kazała zawołać mnie do siebie i gdy(cid:286)my pozo- stali sami, ucałowała mnie z wi(cid:266)ksz(cid:261) jeszcze tkliwo(cid:286)ci(cid:261) ni(cid:298) zwykle, nast(cid:266)pnie za(cid:286) rzekła do mnieŚ – Posłuchaj mi(cid:266), synu, i staraj si(cid:266) dobrze zapami(cid:266)tać, co ci teraz powiem. Ten czcigodny starzec, tak (cid:286)wi(cid:266)ty i taki m(cid:261)dry, potwierdził mi tylko to, co przeczuwałam ju(cid:298) sama nieraz. Istnieje tylko jeden Bóg najwy(cid:298)szy, który zawiera w sobie wszystkie bogi i który stworzył wszystko, sam za(cid:286) nie ma pocz(cid:261)tku ani ko(cid:276)ca. Aby stać si(cid:266) dla nas zrozumiałym, przyjmuje on na siebie postacie Belenusa i Belizany, Teutatesa, Tarannusa, źzusa i Kamula. Je(cid:286)li wi(cid:266)c kiedy b(cid:266)dziesz zanosił modły do którego z tych bóstw, módl si(cid:266) tak, aby modlitwa twoja god- na była dosi(cid:266)gn(cid:261)ć Tego, w którym si(cid:266) zawieraj(cid:261) one wszystkie. B(cid:261)d(cid:296) sprawiedliwym! B(cid:261)d(cid:296) m(cid:266)(cid:298)nym! Bo wieczne szcz(cid:266)(cid:286)cie czeka dobrych, a otchła(cid:276) mroków – złych. I kochaj matk(cid:266) tak, jak ona ci(cid:266) kocha. U nóg matki wysłu(cid:298)yć mo(cid:298)na prawo wej(cid:286)cia pomi(cid:266)dzy błogosławio- nych tak samo, jak i w ogniu bitwy. (cid:295)le jeszcze wówczas rozumiałem te słowa matczyne, zapadły mi one jednak gł(cid:266)boko w dusz(cid:266) i nieraz pó(cid:296)niej przypominały si(cid:266) w (cid:298)yciu. W owej wio(cid:286)nianej wszak(cid:298)e dobie mego (cid:298)ycia starałem si(cid:266) zazwyczaj uwolnić tylko co pr(cid:266)dzej od podobnych rozmów, aby lecieć do mych rówie(cid:286)ników z wioski. Bawili(cid:286)my si(cid:266) społem wybornie, bez ró(cid:298)nicy stanu, synowie je(cid:296)d(cid:296)ców, pieszych wojowników i wie(cid:286)niaków – i to najcz(cid:266)(cid:286)ciej w wojn(cid:266). Kupa (cid:286)mieci w k(cid:261)cie podwórza wyobra(cid:298)ała oppidum (miasto obronne), które zdobyć było zadaniem jednej partii, kiedy druga, broni(cid:261)ca go, zasypywała nieprzyjaciela gradem pocisków. Te składały si(cid:266) 17 zazwyczaj z szyszek, lecz w zapale bitwy porywało si(cid:266) nieraz z ziemi i drobne nawet ka
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pierścień Cezara
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: