Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00058 004079 18668409 na godz. na dobę w sumie
Pieśń końca świata - ebook/pdf
Pieśń końca świata - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 86
Wydawca: SELF-PUBLISHER Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-8189-398-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Recenzja  Maruseru na Sztukater.pl 
Pieśń końca świata Samuela Serwaty to krótki zbiór opowiadań. Katastroficzne wizje ukazujące słabość ludzkiego ciała, kruchość życia, mierność oraz bezzasadność bytu. To wszystko dopełnione mrocznymi, zaskakującymi obrazami Odilon'a Redon'a. I chociaż literackich katastrofistów było nam dane już „znosić' wielu, to jednak Serwata nie powiela apokaliptycznych wizji wykorzystywanych dawniej przez Miłosza, czy Czechowicza. Autor Pieśni końca świata idzie własną, unikalną drogą. Nawet pomimo tytułu, który zdawałoby się bezpośrednio nawiązuje do znanego wszystkim wiersza Miłosza. Zatem w czym dopatruje się katastrofy Serwata? Jaka jest w jego oczach? I czy rzeczywiście nam grozi? Wizja katastrofy u autora dokonuje się w jego bohaterze, stale trwa. Nie jest ona ukazana jednoznacznie, w zasadzie to przybiera różne formy. Z jednej strony mamy do czynienia z krwawą, bolesną zagładą. Z drugiej z kolei, z cichą, wręcz katarktyczną wizją apokalipsy. Tak naprawdę, jedno i drugie się nie wyklucza. Katastrofa jest eksterminacją, ale zarazem zwiastuje narodziny nowego świata. Serwata jest skrajny. Wykorzystuje subtelne chwyty, ale zarazem nie rezygnuje z naturalistycznych obiekcji. Nie boi się brzydoty. To właśnie język autora jest tak wymowny, brutalny, a jednocześnie błogi. Ukazuje dwa różne, ale tym samym podobne stany. Bardzo wysoko cenię sobie opowiadania tego autora. Przedstawił on swoją wizją. Wprowadził w życie własny koncept w ukazaniu tak uniwersalnego tematu. Trudno jest bowiem pisać o katastrofie, o czymś tak powszechnym szczególnie w literaturze polskiej, nie powielając tym samym innych wizji autorskich. To unikalne podejście wiąże się jednak także z trudnością w zrozumieniu krótkich opowiadań Serwaty. Nie są one łatwe, momentami ocierają się o abstrakcję. Reasumując, każdy miłośnik literatury katastroficznej powinien sięgnąć po ten tomik. Nie uważam, żeby Serwata przebił się przez prekursorów polskiego katastrofizmu, natomiast bez wątpienia jest to twórca godny uwagi, chociażby ze względu na odmienne spojrzenie na katastrofę w ogóle.

Niniejszy zbiór, jest pierwszym z dwóch tomików poezji opublikowanych pierwszy raz w Krakowskim wydawnictwie Miniatura, w 2013 roku. Była to pierwsza wydana przez autora książka, jaka dodatkowo czekała ukończona od 2007 roku. Wydanie te, z nową autorską okładką, pozbawione jest ilustracji Odilona Redona. Pierwszy raz natomiast, ukazuje się ona w postaci e-book’a, jak i drugiego wydania drukowanego, zastąpiona autorską okładką. 

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

WYSTĘPY Udaję się w symboliczną podróż do obcego, zamkniętego i przekształconego świata. Wyrosłem z drzewa opatrzności i transfuzji krwi, wytyczanych siecią prowadzących poprzez główne aorty kanałów mojego ciała. Zapobiegam zdemaskowaniu mnie przez zmierzch, jakoby jestem obecny w chwili, gdy dzień umiera pozostawiając mnie tym, który jako jedyny myśli o świcie, którego jeszcze nikt nie wymyślił. Jestem, jakby w skarbcu, ukryty pomiędzy drzewami, jak rozszczepiony wojownik światła. Poszukuję miejsc oderwanych, po których pustkowiach tłumaczyć będę przestrzeń na nowy język. W pustej wyrwie nicości adekwatnie przekładać będę miejsca, wplecione w czyny zawiniętych wyrazów, zamykających światy na nieoznakowanej powierzchni. Będę przestrzegał absolutu ciszy do momentu, gdy pojawią się najeźdźcy i zatrzasną za mną skórzane pasy krępujące larwy marzeń wyciekające z wyrwy mojej porozdzieranej twarzy. Nie krępują one mnie, lecz tylko moje cienie, które pozostawiłem stojące na straży przed wyrwą. Prowadzą one do ucieleśnionych koszmarów, u bramy jawy. Pożywiają się utożsamionym synonimem całkowitej ekspresji introwertycznej dewiacji. Znalazłem się w miejscu poza klatką, która oplata cały świat, poza stanem miejsca skupionego na mnie. Przeszłość i przyszłość stają się teraźniejszością płynącą wspak. Jestem oderwany od sensu i zawieszony na obrazie dźwięku. Czekam na kres tego, co ma mi do zaoferowania. Najznakomitsze kęsy, którymi częstują mnie najeźdźcy, pozwalają mi zakosztować samego siebie. Tworzą pomost utkany z płynów mózgowych na przełęczy topograficznych linii telefonicznych. Odnajduję drobiazgi, pojedyncze ziarenka materialnych wspomnień zakodowanych w sercu wyższej analogii. Na karku czuję chłód zsyntetyzowanego oczekiwania. Jestem kamieniem, którego obserwuje płynący w powietrzu mężczyzna. Prosi mnie o przechowanie jego listów. Mówi, że z nich buduję barkę, nie zatapialną przez ocean słońc. Symbolizm cyfr ostrzega mnie przed załamaniem ćwierćwiecza. Aplikuje skażone podziemia zwolnione i cofnięte w relatywne pragnienia przekształconych perwersji, bez żadnej analizy. Zaschnięty plener odczytuję węchem. Ukrywam pejzaż przed kluczami jakie niosą, chcąc się dobrać do zamku ulepionego z puchu. Nie ma innej drogi. Zmysły odsłonięte, odcinam za pomocą bicza słów, obrazów i archaizmów nie potrafiąc upersonifikować ich w poszczególnych miejscach. Widzę oczy, które są jak implozja gwiazdy w przestrzeni kosmicznej, rozchodzącej się płynnymi falami ognia zalewającymi ludzkie pojęcie. Ukarałem samego siebie. Anioły powstały. Muzyka upadła. Nadciągają znad horyzontu jeźdźcy ciemności. Swym woalem zakrywają jedność dnia wytapiając rozkosze amoralnych opcji w kryształowy grunt. Wyrzuty sumienia pojawiają się nagle. Kraty w oknach oddzielają nie mieszkanie od świata na zewnątrz, lecz jego wewnątrz zamknięte serce wspak na przekór marzeń, magii i niespodzianek. Wszystko wydaje się lekkie, nikłe i pozbawione pojęć. Ściany zamykają wspomnienia między swymi nieznajomymi snami. Może tylko ślepcy widzą czas na przekór wspak. Zwierając przeznaczenia w garści, szukając drogowskazów donikąd, skąd nie wynikają żadne określone znaczenia. Mimo, iż świat taki zgaszony, okna nie dają blasku mroku. One otwierają się na oścież i milkną z hukiem rozwrzeszczanych małpich syren. Niebo nieskazitelne, czyste a jednak pełne notorycznych wyrw zębicznych. Pochłaniały członka ostatniej nadziei, tego którego zwą legionem najeźdźców, bo pomimo, iż ich było wielu, członka miał jednego. Panowanie królów trwało w państwie nadal, jednak był to król zwany prezydentem w ochronie nie ludzików w garniturach, lecz rycerzy na sfałszowanych koniach. Król był zły i okrutny, co rodziło się z samotności, która kaleczyła go od zewnątrz. Pędzlem rozżużlona tajemnica. Chwała niewiastom i koczkodanom. Na parkingu same wielkie czarne bmw. Parking jest nieoświetlony. Wokół niego beton. A one w ciemności, połyskują i warczą jak psy do nieba. W tym momencie doznałem iluminacji. Jestem nihilistą nie mówiącym nic nowego. To są najmądrzejsze słowa jakie kiedykolwiek napisałem. Teraz wracam do świata, który dobrze znam, by przekształcić i zatrzymać go w symbolach.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pieśń końca świata
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: