Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00342 005519 13607138 na godz. na dobę w sumie
Piętnastoletni kapitan - ebook/pdf
Piętnastoletni kapitan - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 118
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).
Tytułowy bohater, Dick Sand, niespodziewanie zostaje kapitanem brygu w rejsie na Pacyfiku. Powieść tę Juliusz Verne stworzył z myślą o swym synu, który właśnie wtedy skończył 15 lat. Dick Sand, wychowanek sierocińca, od zawsze marzył o żeglowaniu i już jako 8-latek odbywał rejsy po morzach, w roli chłopca okrętowego. Tragiczna śmierć kapitana stawia przed nim trudne zadanie doprowadzenie statku cało do brzegu i uratowanie załogi przed śmiertelnym niebezpieczeństwem. Czy mu się to uda? Dowiesz się tego czytając tę interesującą powieść przygodową.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. Juliusz Verne PI(cid:265)TNASTOLETNI KAPITAN 2 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, żda(cid:276)sk 2000 3 CZ(cid:265)(cid:285)Ć PIERWSZA 4 ROZDZIAŁ I Na pokładzie „Pilgrima” W pierwszych dniach lutego 1873 r. dwumasztowy statek „Pilgrim” znajdował si(cid:266) pod 43°57 szeroko(cid:286)ci południowej i 165°19 długo(cid:286)ci wschodniej, według południka żreenwich.1 Był to bryg2 specjalnie przystosowany do połowu wielorybówś zbudowany był w San Żrancisco i nale(cid:298)ał do Jakuba Weldona, który sprzedał go przed dziesi(cid:266)cioma laty kapitanowi Hullowi. Aczkolwiek bryg ten był najmniejszym z całej floty tego bogatego wła(cid:286)ciciela statków, był jednak zaliczany do najlepszych. „Pilgrim” był godny swego kapitana, za(cid:286) ten ostatni cieszył si(cid:266) od dawna utrwalon(cid:261) ju(cid:298) sław(cid:261) wytrawnego marynarza i niezrównanego łowcy wielorybów. Ze wzgl(cid:266)du na małe rozmiary statku, jego załoga była bardzo nieliczna, gdy(cid:298) składała si(cid:266) zaledwie z pi(cid:266)ciu majtków. Ilo(cid:286)ć ta była niewystarczaj(cid:261)ca do łowów, lecz pan Weldon, id(cid:261)c za przykładem wielu ameryka(cid:276)skich wła(cid:286)cicieli statków wielorybniczych, wolał kompletować załog(cid:266) po przybyciu statku do Nowej Zelandii, gdzie ludzi szukaj(cid:261)cych pracy jest zawsze a(cid:298) nadto. Aczkolwiek polowania miały zazwyczaj przebieg – dla „Pilgrima” – nader pomy(cid:286)lny, ostatnia ekspedycja była dziwnie nieudana. Nie poszcz(cid:266)(cid:286)ciło si(cid:266) absolutnie. Wielorybów nie spotkano zupełnie trzeba było polegać na kaszalotach, na które polowanie nie nale(cid:298)y do najbezpieczniejszych. Lecz i tych upolować zdołano mał(cid:261) liczb(cid:266), tak i(cid:298) tylko niewielk(cid:261) ilo(cid:286)ć beczek zdołano wypełnić tranem. Wobec takiego niepowodzenia, kapitan Hull miał zamiar skierować swój statek jeszcze bardziej na południe, ku biegunowi, lecz projektu tego nie mógł zrealizować, poniewa(cid:298) zebrana dorywczo załoga zacz(cid:266)ła nagle wyra(cid:298)ać swe niezadowolenie. Wobec tego, kapitan Hull uznał za wskazane pozbyć si(cid:266) jak najpr(cid:266)dzej wszystkich przygodnie naj(cid:266)tych majtków, którzy mogli si(cid:266) okazać nader niebezpiecznymi dla całego statku. Ostro(cid:298)ny kapitan, tłumi(cid:261)c gniew, od razu zmienił kierunek i skierował bryg ku Nowej Zelandii. W połowie stycznia zbli(cid:298)ył si(cid:266) on ku brzegom Auckland3, a nast(cid:266)pnie zarzucił kotwic(cid:266) w i Waitemata4, gdzie pozbył si(cid:266) całej zbuntowanej załogi. Na statku pozostali wtedy ameryka(cid:276)scy majtkowie, którzy byli, rzecz zrozumiała, kra(cid:276)cowo przygn(cid:266)bieni niepomy(cid:286)lnym wynikiem wyprawy, jak równie(cid:298) przedwczesnym jej zako(cid:276)czeniem. Jeszcze bardziej był zmartwiony kapitan Hull, który zły wynik uwa(cid:298)ał wprost za ha(cid:276)b(cid:266) dla siebie. Starał si(cid:266) wi(cid:266)c usilnie o zebranie nowej załogi, lecz zabiegi te nie zostały uwie(cid:276)czone powodzeniem, ze wzgl(cid:266)du na to, i(cid:298) było ju(cid:298) zbyt pó(cid:296)no na zawieranie podobnych kontraktów. Z 1 . żreenwich – dzielnica Londynu nad Tamiz(cid:261), przechodzi tam południk zerowy. 2 Bryg – (cid:298)aglowiec dwumasztowy z o(cid:298)aglowaniem rejowym. 3 Auckland – miasto w Nowej Zelandii, na Wyspie Pn., zał. 1840, główny port morski i o(cid:286)rodek przemysłowy kraju. 4 Waitemata – zatoka Oceanu Spokojnego, nad któr(cid:261) le(cid:298)y Auckland. 5 konieczno(cid:286)ci wi(cid:266)c nale(cid:298)ało pogodzić si(cid:266) z losem i uwa(cid:298)ać wypraw(cid:266) za zako(cid:276)czon(cid:261). Przeklinaj(cid:261)c w duszy zbuntowan(cid:261) załog(cid:266), kapitan miał ju(cid:298) porzucić Auckland, gdy inne okoliczno(cid:286)ci zmusiły go do dalszego przebywania w porcie, a w dodatku sprawiły, i(cid:298) „Pilgrim”, zamiast beczek z tranem, dostał najniespodziewaniej na swój pokład pasa(cid:298)erów, choć pasa(cid:298)erskim statkiem nigdy nie był. Niezwykłym zbiegiem okoliczno(cid:286)ci zdarzyło si(cid:266) mianowicie, i(cid:298) w Auckland znajdowała si(cid:266) pani Weldon ze swym pi(cid:266)cioletnim synkiem, Jankiem. Przybyła ona tam wraz ze swym m(cid:266)(cid:298)em i miała z nim razem powrócić równie(cid:298) do San Żrancisco5, czemu jednak stan(cid:266)ła na przeszkodzie nagła choroba małego Janka. Pan Weldon musiał wracać, gdy(cid:298) jego rozliczne interesy domagały si(cid:266) tego i z tej przyczyny pani Weldon pozostała w Auckland sama. Trzy długie miesi(cid:261)ce prze(cid:298)yła pani Weldon z m(cid:266)(cid:298)em w rozł(cid:261)ce. Ukochany jej synek wrócił jednak w tym czasie całkowicie do zdrowia i mógł ju(cid:298) (cid:286)miało udać si(cid:266) w podró(cid:298), na nieszcz(cid:266)(cid:286)cie jednak ani jeden statek nie płyn(cid:261)ł do Kalifornii i pani Weldon skazana być mogła na długie miesi(cid:261)ce oczekiwania. W odległych czasach Nowa Zelandia nie miała jeszcze bezpo(cid:286)redniego poł(cid:261)czenia z Kaliforni(cid:261) i chc(cid:261)c si(cid:266) tam dostać, nale(cid:298)ało przedtem jechać do Australii, do Melbourne6, stamt(cid:261)d – do brzegów Panamy i tam dopiero oczekiwać na rejs do San Żrancisco. Taki sposób podró(cid:298)owania, z licznymi przesiadkami jest niewygodny i uci(cid:261)(cid:298)liwy dla ka(cid:298)dego, a có(cid:298) dopiero dla młodej kobiety, obarczonej małym dzieckiem! Tote(cid:298) pani Weldon szczerze si(cid:266) ucieszyła, gdy posłyszała o przybyciu do portu „Pilgrima”, i niezwłocznie zwróciła si(cid:266) do kapitana Hulla z pro(cid:286)b(cid:261), by ten zechciał przyj(cid:261)ć na pokład j(cid:261) wraz z synkiem, a tak(cid:298)e i towarzysz(cid:261)cego jej kuzyna Benedykta, oraz wiern(cid:261) nia(cid:276)k(cid:266) chłopczyka, Murzynk(cid:266) Noon, która całe swe (cid:298)ycie sp(cid:266)dziła w domu Jakuba Weldona. Perspektywa odbycia długiej podró(cid:298)y na małym statku, o wyporno(cid:286)ci 400 ton, bynajmniej nie przera(cid:298)ała pani Weldon, zwłaszcza i(cid:298) znała ona kapitana Hulla jako doskonałego marynarza i miała do niego olbrzymie zaufanie. Kapitan Hull propozycj(cid:266) pani Weldon przyj(cid:261)ł z rado(cid:286)ci(cid:261) i natychmiast oddał do jej dyspozycji sw(cid:261) kajut(cid:266) kapita(cid:276)sk(cid:261), a(cid:298)eby mogła odbyć podró(cid:298) w warunkach mo(cid:298)liwie najdogodniejszych, co było tym konieczniejsze, i(cid:298) rejs miał trwać 30 do 40 dni. Żaktem, w pewnej mierze niekorzystnym dla pani Weldon, była ta okoliczno(cid:286)ć jedynie, i(cid:298) „Pilgrim” musiał bezwarunkowo par(cid:266) dni zatrzymać si(cid:266) w Valparaiso7 w Chile, gdzie miał wyładować cz(cid:266)(cid:286)ć swych wypełnionych tranem beczek. Ale z tym trzeba si(cid:266) było pogodzić. Poza tym pani Weldon była młoda, silna i zdrowa – nie obawiała si(cid:266) wi(cid:266)c trudów podró(cid:298)y. Co do kuzyna Benedykta, ten bez jednego słowa sprzeciwu zgodził si(cid:266) na wszystko, zdaj(cid:261)c si(cid:266) całkowicie na wol(cid:266) swej kuzynki. Kuzyn Benedykt był w ogóle typem człowieka, który zgadzał si(cid:266) zawsze i na wszystko, nie dlatego, by był tak zgodny, lecz (cid:298)e wszystko było mu najzupełniej oboj(cid:266)tne. Był on człowiekiem najzacniejszym, lat około pi(cid:266)ćdziesi(cid:266)ciu, lecz tak niezaradnym, i(cid:298) wprost nie sposób było pozostawić go bez opieki. Było to (cid:298)yciowe dziecko. Pani Weldon traktowała go, jakby był jej drugim synkiem, starszym, ale o wiele mniej ani(cid:298)eli jej Janek rozgarni(cid:266)tym. Nie szczupły, ale wprost chudyś twarz miał równie(cid:298) wydłu(cid:298)on(cid:261), ko(cid:286)cist(cid:261), włosy długie i g(cid:266)steś charakterystyczn(cid:261) cech(cid:261) tej oryginalnej postaci były bardzo długie r(cid:266)ce i nogi. Natr(cid:266)tnym nie był, przykrym równie(cid:298)ś zanudzał jednak wszystkich, a nawet i siebie. Źodatnim rysem jego charakteru było to jednak, i(cid:298) był bardzo zgodny i łatwy w po(cid:298)yciu. Zaliczyć go było 5 San Żrancisco – miasto w USA w Kalifornii nad Oceanem Spokojnym. 6 Melbourne – miasto w Zwi(cid:261)zku Australijskim, stolica i główny port stanu Wiktoria. 7 Valparaiso – miasto w Chile, główny port handlowy na zachodnim wybrze(cid:298)u Ameryki Pd. 6 mo(cid:298)na raczej do (cid:286)wiata ro(cid:286)lin, ani(cid:298)eli do istot, (cid:298)yj(cid:261)cych indywidualnym swym (cid:298)yciem. Był jak drzewo, wysoko strzelaj(cid:261)ce ku niebu, nie daj(cid:261)ce ni cienia, ni owoców. Źobry, szlachetny, prawy... jego pragnieniem było być u(cid:298)ytecznym, lecz nie le(cid:298)ało to w jego mo(cid:298)liwo(cid:286)ciach. Ka(cid:298)da ch(cid:266)ć zrobienia komu(cid:286) przysługi ko(cid:276)czyła si(cid:266) dla kuzyna Benedykta jak(cid:261)(cid:286) komiczn(cid:261) katastrof(cid:261). Mimo to poczciwy niedoł(cid:266)ga cieszył si(cid:266) ogóln(cid:261) sympati(cid:261), był lubiany za swe złote serce, wypełnione zreszt(cid:261) po brzegi jedn(cid:261) jedyn(cid:261) nami(cid:266)tno(cid:286)ci(cid:261)Ś miło(cid:286)ci(cid:261) nauki. Jego pasj(cid:261) była entomologia, tj. nauka o owadach. Jej po(cid:286)wi(cid:266)cał wszystkie dni, a cz(cid:266)sto i nieprzespane noce. By wzbogacić swe zbiory, kuzyn Benedykt udał si(cid:266) z pa(cid:276)stwem Weldon w dalek(cid:261) podró(cid:298) do Nowej Zelandii. żdy za(cid:286) pani Weldon zdecydowała si(cid:266) powrócić do San Żrancisco na pokładzie „Pilgrima”, kuzyn Benedykt zgodził si(cid:266) bez (cid:298)adnego namysłu na to, i(cid:298) jej b(cid:266)dzie towarzyszyć równie(cid:298) i w powrotnej drodze. Nie upłyn(cid:266)ły trzy dni, a pani Weldon wraz z synkiem, kuzynem Benedyktem i z Noon znalazła si(cid:266) na pokładzie „Pilgrima”. żdy to si(cid:266) ju(cid:298) stało, kapitan Hull chciał od razu dać rozkaz podniesienia kotwicy, lecz powstrzymał si(cid:266), a nast(cid:266)pnie zbli(cid:298)ył si(cid:266) do pani Weldon ze słowamiŚ – Szanowna pani zechce po powrocie zakomunikować swemu mał(cid:298)onkowi, i(cid:298) na własn(cid:261) odpowiedzialno(cid:286)ć wsiadła na pokład „Pilgrima”. – Có(cid:298) to ma znaczyć, drogi kapitanie? – ze zdziwieniem zapytała pani Weldon. – Czy(cid:298)by pan przypuszczał, (cid:298)e mi grozi jakie(cid:286) niebezpiecze(cid:276)stwo? – Nie, pani, tego nie musi si(cid:266) pani obawiać – kategorycznym tonem odpowiedział kapitan, ale widać było, i(cid:298) zapytanie pani Weldon troch(cid:266) go dotkn(cid:266)ło. – „Pilgrim” jest brygiem doskonałym, któremu (cid:286)miało mo(cid:298)na zaufaćś jednak wszystko jest w r(cid:266)ku Boga i nigdy r(cid:266)czyć nie mo(cid:298)na za to, co si(cid:266) stanie. Nie b(cid:266)dzie pani równie(cid:298) miała tutaj nale(cid:298)nych jej wygód. – Ale(cid:298) je(cid:298)eli tylko o to chodzi, to nie ma o czym mówić, kapitanie! – zawołała z wesołym (cid:286)miechem młoda kobieta. – Mo(cid:298)emy (cid:286)miało ruszać w drog(cid:266). Wobec tego „Pilgrim”, dnia 22 stycznia podniósł kotwic(cid:266), a 2 lutego znajdował si(cid:266) ju(cid:298) na niezmierzonym oceanie, w punkcie, który wskazali(cid:286)my na pocz(cid:261)tku tego rozdziału. 7 ROZDZIAŁ II Dick Sand i historia jego (cid:298)ycia Pocz(cid:261)tek podró(cid:298)y był bardziej ni(cid:298) pomy(cid:286)lny. Bez wzgl(cid:266)du na małe wymiary statku i brak wygodnych kajut pasa(cid:298)erskich, pani Weldon zdołała si(cid:266) ulokować wygodnie w do(cid:286)ć prymitywnie urz(cid:261)dzonym pomieszczeniu kapitana. Na szcz(cid:266)(cid:286)cie kajuta była dosyć obszerna, wi(cid:266)c w dzie(cid:276) zmieniała si(cid:266) ona w salon jadalny, w którym zasiadali do stołuŚ pani Weldon, Janek, kuzyn Benedykt i kapitan. Ci dwaj ostatni znale(cid:296)li schronienieŚ pierwszy w kajucie pomocnika kapitana, za(cid:286) drugi – w obszernym pomieszczeniu, które normalnie było przeznaczone dla załogi przygodnie werbowanej. Stali majtkowie „Pilgrima” mieli sw(cid:261) oddzieln(cid:261) kajut(cid:266), któr(cid:261) od pi(cid:266)ciu lat wspólnie zajmowali. Byli to ludzie doskonale znaj(cid:261)cy morze i bardzo do swego kapitana przywi(cid:261)zani. Wszyscy oni byli zadowoleni ze swej słu(cid:298)by, poniewa(cid:298) pan Weldon nagradzał szczodrze ich prac(cid:266). Jednym jedynym człowiekiem zupełnie obcym na pokładzie „Pilgrima” był kucharz, Negoro, przyj(cid:266)ty do słu(cid:298)by w Auckland na miejsce dawniejszego, Niemca, który zbuntował si(cid:266) wraz z reszt(cid:261) załogi. Portugalczyk Negoro zaofiarował swe usługi i został przyj(cid:266)ty. Okazało si(cid:266), i(cid:298) był to człowiek dobrze znaj(cid:261)cy sw(cid:261) prac(cid:266) i obowi(cid:261)zkowy. Z morzem był on równie(cid:298), jak si(cid:266) zdawało, nie(cid:296)le zaznajomiony. Choć nowo przyj(cid:266)ty kucharz wypełniał wzorowo swe obowi(cid:261)zki, był cichy, zgodny i gotował bardzo smacznie, kapitan nie był zadowolony z siebie, i(cid:298) go przyj(cid:261)ł na pokład, a to z tej przyczyny, i(cid:298) nic nie wiedział o jego przeszło(cid:286)ci. Nikt mu Negora nie polecił, bo nikt go nie znał. Uporczywe milczenie tego czterdziestoletniego, bladego i ponurego Portugalczyka, jego stalowe, zimne, o złym wyrazie oczy, wreszcie ur(cid:261)gliwy u(cid:286)miech na jego w(cid:261)skich wargach równie(cid:298) nie bardzo przypadały kapitanowi do gustu. Czy Negoro posiadał jakie(cid:286) wykształcenie?... Czym si(cid:266) dawniej zajmował? żdzie si(cid:266) urodził i wychował?... Wszystkie te pytania pozostawały bez odpowiedzi. Kapitan wiedział tylko to, i(cid:298) Negoro pragn(cid:261)ł opu(cid:286)cić statek w Valparaiso. Czy miał tam rodzin(cid:266), do której zmierzał?... Czy te(cid:298) stamt(cid:261)d chciał si(cid:266) udać gdzie(cid:286) dalej? – było to absolutnie niewiadome. Sternik Howick był zdania, (cid:298)e kucharz „posiada wychowanie, jakiego i oficer by si(cid:266) nie powstydził”, ale były to subiektywne jedynie wra(cid:298)enia, na niczym nie oparte. Prawda, i(cid:298) wyra(cid:298)ał si(cid:266) on nieco wytworniej, ani(cid:298)eli ogół majtków, ale to jeszcze nie dowodziło niczego. Twierdzić cokolwiek o nim stanowczo – było nie sposób. Był tajemniczy – oto wszystko. Robił wra(cid:298)enie tajemniczego z tej mo(cid:298)e przyczyny jedynie, i(cid:298) trzymał si(cid:266) w odosobnieniu, z dala od wszystkich. A tacy ludzie nie s(cid:261) lubiani. Pomocnikiem kapitana na „Pilgrimie”, wobec braku starszego oficera, był tak zwany „ochotnik”, młodzieniec, który dopiero si(cid:266) kształcił w szkole marynarzy, lecz który na statku pełnił obowi(cid:261)zki zwykłego majtka, nie z potrzeby, lecz by tym sposobem zdobyć wiedz(cid:266) praktyczn(cid:261). Źick Sand, tak si(cid:266) nazywał ów młodzieniec, urodzony był w Ameryce Północnej, w 8 okolicach Nowego Jorku. Nie było to pewne, poniewa(cid:298) biedny chłopiec był podrzutkiem, którego dobrzy ludzie znale(cid:296)li na ulicach tego wielkiego miastaś imi(cid:266) Źick – Richard otrzymał, poniewa(cid:298) takie wła(cid:286)nie imi(cid:266) nosił człowiek, który go znalazł na ulicy, za(cid:286) nazwisko Sand – z racji mielizny, na której został znaleziony, a która nosi miano „Sandy Hook”. Pierwsze wychowanie male(cid:276)ki Źick otrzymał w ochronce, przy czym bardzo szybko poj(cid:261)ł swe smutne poło(cid:298)enie i ocenił, i(cid:298) ochronka, choć starannie prowadzona, nic mu nie da, bo nic mu dać nie jest w stanie. Tote(cid:298) maj(cid:261)c osiem lat zaledwie, uprosił swoich przeło(cid:298)onych, aby ci zechcieli go oddać na jaki(cid:286) statek. Jego pro(cid:286)ba została wysłuchana i Źick znalazł si(cid:266) wkrótce na pasa(cid:298)erskim statku, kursuj(cid:261)cym regularnie pomi(cid:266)dzy portami Południowej i Północnej Ameryki. Na statku tym nie tylko pasa(cid:298)erowie, ale i oficerowie zaj(cid:266)li si(cid:266) bardzo (cid:298)yczliwie bezdomnym sierot(cid:261) i zacz(cid:266)li go kształcić tak, i(cid:298) Źick po trzyletniej na tym pasa(cid:298)erskim statku słu(cid:298)bie, zdał egzamin do wy(cid:298)szej szkoły marynarskiej, do której został nast(cid:266)pnie przyj(cid:266)ty dzi(cid:266)ki protekcji kapitana Hulla. Zacny ten człowiek opowiedział dzieje chłopca swemu chlebodawcy, panu Weldonowi i sprawił, i(cid:298) bogaty wła(cid:286)ciciel okr(cid:266)tów zaj(cid:261)ł si(cid:266) losem Źicka, co spowodowało, (cid:298)e i profesorowie w szkole zaj(cid:266)li si(cid:266) gorliwie jego nauk(cid:261) i w rezultacie poj(cid:266)tny, pilny i pracowity chłopiec w pi(cid:266)tnastym roku (cid:298)ycia posiadał ju(cid:298) wiedz(cid:266) bardzo rozległ(cid:261). Ponadto Źick był zbudowany jak atletaŚ był silny, gibki i zr(cid:266)czny. Oczy miał niebieskie, włosy ciemne. Zawód marynarski wyrobił w nim energi(cid:266), bystro(cid:286)ć, szybk(cid:261) orientacj(cid:266) i przedsi(cid:266)biorczo(cid:286)ć. Nadmierna umysłowa praca wyczerpała jednak nieco organizm młodego chłopca, wi(cid:266)c sam kapitan Hull poradził mu, a(cid:298)eby przyj(cid:261)ł on na krótko obowi(cid:261)zki praktykanta na „Pilgrimie”, co b(cid:266)dzie z du(cid:298)(cid:261) korzy(cid:286)ci(cid:261) dla jego wiedzy praktycznej. Źick zgodził si(cid:266) na to z ochot(cid:261) i tak znalazł si(cid:266) na pokładzie statku. Pani Weldon znała Źicka jeszcze z San Żrancisco, tote(cid:298) na jego widok bardzo si(cid:266) ucieszyła. Jeszcze bardziej był uradowany widokiem swego przyjaciela mały Janek, dla którego Źick był zawsze bardzo dobry. Podró(cid:298) odbywała si(cid:266), jak dot(cid:261)d, w warunkach do(cid:286)ć sprzyjaj(cid:261)cych, chocia(cid:298) kapitan uskar(cid:298)ał si(cid:266) nieco na wiatr nie najpomy(cid:286)lniejszy, który mógłby, dm(cid:261)c dłu(cid:298)ej w tym samym zachodnim kierunku, przedłu(cid:298)yć znacznie podró(cid:298). Monotoni(cid:266) jazdy o(cid:298)ywił, dnia 16 lutego, około godziny dziewi(cid:261)tej rano, wypadek nie tak uwa(cid:298)nie na jaki(cid:286) oddalony punkt, a nast(cid:266)pnie zawołał gło(cid:286)noŚ – Rozbity statek! znów cz(cid:266)sto zdarzaj(cid:261)cy si(cid:266) na oceanie. Pogoda w tym dniu była jasna, słoneczna i cicha. Korzystaj(cid:261)c z niej, Źick i Janek wesoło zabawiali si(cid:266) na pokładzie, a nast(cid:266)pnie wdrapali si(cid:266) po maszcie a(cid:298) do bocianiego gniazda. żdy si(cid:266) tam znale(cid:296)li, na twarzy Źicka zamarł nagle niefrasobliwy (cid:286)miech, chwil(cid:266) patrzył on 9 ROZDZIAŁ III Rozbity statek Krzyk ten zwabił wszystkich na pokład. Nie mówi(cid:261)c o kapitanie, pani Weldon i Noon, nawet kuzyn Benedykt oderwał si(cid:266) od swych zbiorów i zaciekawiony wychylił głow(cid:266) zza drzwi swej wiecznie zamkni(cid:266)tej kajuty. Jeden tylko Negoro pozostał głuchy, jak zwykle, najzupełniej oboj(cid:266)tny nawet na ten wypadek. Có(cid:298) go obchodzić mógł cudzy rozbity statek? Wszyscy wpatrywali si(cid:266) z uwag(cid:261) w daleki, ciemny punkt na morzu, znajduj(cid:261)cy si(cid:266) od nich w odległo(cid:286)ci trzech mil. – Nie ma w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci, (cid:298)e jest to wrak! – powiedział kapitan. – Ach, Bo(cid:298)e! – zawołała wtedy pani Weldon – Kapitanie, (cid:286)pieszmy tam!... Przecie(cid:298) na tych szcz(cid:261)tkach znajdować si(cid:266) mog(cid:261) ludzie oczekuj(cid:261)cy pomocy! – Przekonamy si(cid:266) o tym – odpowiedział spokojnie Hull, który, zwracaj(cid:261)c si(cid:266) nast(cid:266)pnie do sternika, zakomenderowałŚ – Howicku, skieruj statek ku rozbitym szcz(cid:261)tkom. W bardzo krótkim czasie „Pilgrim” znalazł si(cid:266) w odległo(cid:286)ci pół mili od wraku. Wtedy wszyscy z cał(cid:261) dokładno(cid:286)ci(cid:261) zobaczyli, i(cid:298) statek, le(cid:298)(cid:261)cy na lewym boku, był ci(cid:266)(cid:298)ko uszkodzony i fale zalewały jego cz(cid:266)(cid:286)ć znajduj(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) ju(cid:298) w wodzie. – Tutaj miało miejsce zderzenie dwóch statków – powiedział z bólem w głosie kapitan Hull, pokazuj(cid:261)c pani Weldon du(cid:298)(cid:261) szczelin(cid:266) widniej(cid:261)c(cid:261) w prawej burcie okr(cid:266)tu – gdyby otwór ten znajdował si(cid:266) pod wod(cid:261), statek zaton(cid:261)łby ju(cid:298) dawnoś na szcz(cid:266)(cid:286)cie stało si(cid:266) inaczej. – No, w takim razie chwała Bogu, (cid:298)e przynajmniej na tym nieszcz(cid:266)snym statku nie ma rozbitków – rzekła z westchnieniem ulgi pani Weldon – bo przecie(cid:298) statek, który był winowajc(cid:261) zderzenia, musiał wzi(cid:261)ć niew(cid:261)tpliwie cał(cid:261) załog(cid:266) statku poszkodowanego na swój pokład. – Tak przynajmniej statek ten powinien zrobić – odpowiedział kapitan – mogło si(cid:266) stać i inaczej, mianowicie tak, (cid:298)e załoga ton(cid:261)cego statku zmuszona została do szukania ratunku na swych własnych szalupach. Bardzo cz(cid:266)sto si(cid:266) bowiem zdarza, i(cid:298) statki, które wyszły cało z wypadku, ratuj(cid:261) si(cid:266) ucieczk(cid:261), a(cid:298)eby unikn(cid:261)ć odpowiedzialno(cid:286)ci. Pani Weldon podniosła wtedy na mówi(cid:261)cego swe pi(cid:266)kne, pełne zdumienia oczy. – Czy(cid:298)by mogli si(cid:266) znale(cid:296)ć ludzie – zawołała – do tego stopnia podli, by pozostawić bez ratunku ton(cid:261)cych, (cid:286)wiadomi tego, i(cid:298) s(cid:261) winni nieszcz(cid:266)(cid:286)ciu? Czy(cid:298)by mógł si(cid:266) znale(cid:296)ć kapitan do tego stopnia nieludzki? – Niestety, podobnego rodzaju nikczemnicy trafiaj(cid:261) si(cid:266) do(cid:286)ć cz(cid:266)sto pomi(cid:266)dzy (cid:298)eglarzami wszystkich narodowo(cid:286)ci, za(cid:286) najcz(cid:266)(cid:286)ciej – pomi(cid:266)dzy Anglikami. Ch(cid:266)ć unikni(cid:266)cia odpowiedzialno(cid:286)ci, a zwłaszcza obawa, trzeba płacić odszkodowanie za uczynione straty, sprawia, i(cid:298) winowajcy, nie troszcz(cid:261)c si(cid:266) o załog(cid:266) skazan(cid:261) przez nich na zagład(cid:266), szybk(cid:261) ucieczk(cid:261) staraj(cid:261) si(cid:266) zatrzeć swój (cid:286)lad. I w tym wypadku tak wła(cid:286)nie si(cid:266) niew(cid:261)tpliwie stało, za(cid:286) moje mniemanie opieram na fakcie, (cid:298)e nie widz(cid:266) przy burcie ton(cid:261)cego statku ani jednej łodzi ratunkowej. żdyby załoga była przyj(cid:266)ta na pokład tamtego statku, szalupy by pozostały. i(cid:298) w razie stwierdzenia winy 10 Źick. – Mo(cid:298)e jednak zostały one porwane falami – nie(cid:286)miało odwa(cid:298)ył si(cid:266) wtr(cid:261)cić swe zdanie młody – Byłyby wtedy resztki sznurów, a tych nie widz(cid:266) tutaj – odpowiedział kapitan. – Wynika st(cid:261)d, i(cid:298) były opuszczane na wod(cid:266) przez sam(cid:261) załog(cid:266). – A wi(cid:266)c nale(cid:298)y jedynie prosić Boga, a(cid:298)eby nieszcz(cid:266)(cid:286)liwym pozwolił cało dotrzeć do brzegów – (cid:298)ałosnym głosem powiedziała pani Weldon. – Niestety!... Stać by si(cid:266) to mogło cudem jedynie. Najbli(cid:298)szy l(cid:261)d jest tak daleko, i(cid:298) nadzieja ocalenia równa si(cid:266) zeru. – Mamo, mamo! – wmieszał si(cid:266) nieoczekiwanie do rozmowy mały Janek. – Mnie si(cid:266) zdaje, i(cid:298) z tamtego statku dochodzi do nas jaki(cid:286) głos. Mo(cid:298)e wi(cid:266)c tam kto(cid:286) został? Te słowa chłopca zastanowiły wszystkich. Zacz(cid:266)li si(cid:266) uwa(cid:298)nie przysłuchiwać. – Mam wra(cid:298)enie – powiedział Źick – jakbym słyszał szczekanie psa. – Tak jest – zawołał rado(cid:286)nie Janek – to piesek szczeka! My go uratujemy, prawda, mamusiu?... – Popro(cid:286) o to kapitana, dziecino moja! On jest tutaj panem – odpowiedziała ciepłym głosem pani Weldon. – Jestem jednak przekonana, (cid:298)e wysłucha on twej pro(cid:286)by. – Uczyni(cid:266) to bez najmniejszego sprzeciwu, prosz(cid:266) pani. żrzechem by było pozostawiać na pastw(cid:266) głodowej, powolnej (cid:286)mierci nieszcz(cid:266)(cid:286)liwe stworzenie. Po wypowiedzeniu tych słów zacny kapitan zwrócił si(cid:266) z rozkazem do sternikaŚ – Hallo!... zatrzymać statek i spu(cid:286)cić na wod(cid:266) szalup(cid:266). Źicku – mówił dalej kapitan, zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do praktykanta – popłyniesz ze mn(cid:261), aby obejrzeć szcz(cid:261)tki i przyprowadzić na statek tego nieszcz(cid:266)(cid:286)liwego psiaka. – Słucham! – odpowiedział młody chłopiec, przywykły do (cid:286)lepego posłusze(cid:276)stwa. Nie upłyn(cid:266)ło pi(cid:266)ć minut, gdy mała łódka kapita(cid:276)ska płyn(cid:266)ła ku resztkom rozbitego statku, popychana dwoma parami wioseł, znajduj(cid:261)cych si(cid:266) w (cid:298)ylastych r(cid:266)kach dwóch marynarzy. Młody Źick zaj(cid:261)ł miejsce przy sterze i skierował łódk(cid:266) ku rufie, gdzie jak si(cid:266) wydawało, najłatwiej było mo(cid:298)na wydostać si(cid:266) na pokład. W miar(cid:266) zbli(cid:298)ania si(cid:266) statku, szczekanie słychać było coraz wyra(cid:296)niej, a(cid:298) na koniec wielki pies ukazał si(cid:266) na pokładzie, utrzymuj(cid:261)c si(cid:266) z trudem na pochyło(cid:286)ci. – Źicku!... stop! – zakomenderował kapitan. Pies, na widok zbli(cid:298)aj(cid:261)cych si(cid:266), zacz(cid:261)ł ujadać gwałtownie, a nast(cid:266)pnie wyć (cid:298)ało(cid:286)nie i podbiegać do drzwi prowadz(cid:261)cych do wn(cid:266)trza statku. – Czy(cid:298)by si(cid:266) tam kto(cid:286) znajdował? – krzykn(cid:261)ł kapitan. – Uwa(cid:298)aj, piesku, uwa(cid:298)aj, bo spadniesz – wołał tymczasem z oddali mały Janek, przesyłaj(cid:261)c psu pocałunki. Pies na ten głos ucichł nagle, wyci(cid:261)gn(cid:261)ł mord(cid:266) i zacz(cid:261)ł w(cid:266)szyć. W tej samej chwili ze swego kuchennego pa(cid:276)stwa wyszedł na pokład Negoro i w milczeniu, jak zazwyczaj, zbli(cid:298)ył si(cid:266) ku przodowi statku. Zaledwie Negoro zacz(cid:261)ł si(cid:266) zbli(cid:298)ać ku rozbitemu statkowi, id(cid:261)c po pokładzie „Pilgrima”, zachowanie psa zmieniło si(cid:266) zasadniczo. Ze w(cid:286)ciekłym ujadaniem zacz(cid:261)ł si(cid:266) rwać ku „Pilgrimowi” i była taka chwila, i(cid:298) chciał si(cid:266) ju(cid:298) rzucić do wody. Brwi Portugalczyka na widok psa zmarszczyły si(cid:266), a twarz, zawsze blada, nabrała ziemistych odcieni. Negoro niczym nie ujawnił swego wzburzenia i, równie spokojnie jak przyszedł, wrócił do swej kuchni, jakby nie znajduj(cid:261)c nic ciekawego w widoku ton(cid:261)cego statku. – Co si(cid:266) temu psu nagle stało, w(cid:286)ciekł si(cid:266), czy co? – zapytał kapitan Hull ze zdziwieniem. Lecz wraz z odej(cid:286)ciem Negora i pies uspokoił si(cid:266) momentalnie. – Biedak, najwidoczniej ginie z głodu – zrobił uwag(cid:266) kapitan – i to go chwilami doprowadza do szału. 11 Łód(cid:296) tymczasem przybiła ju(cid:298) do burty ton(cid:261)cego statku, wynurzaj(cid:261)cego si(cid:266) z wody i wtedy Źick przeczytał nazw(cid:266) okr(cid:266)tuŚ „Waldeck”. Nic ponadto. Z budowy pudła i z ró(cid:298)nych szczegółów, które uj(cid:286)ć nie mogły fachowemu oku, kapitan Hull wywnioskował, i(cid:298) „Waldeck” był zbudowany w Ameryce, czego dowodziła zreszt(cid:261) sama nazwa. Statek miał około 500 ton no(cid:286)no(cid:286)ci. Poza psem na statku nie było najmniejszego (cid:286)ladu (cid:298)ywej istoty. Stan pokładu okr(cid:266)towego, z którego fale zmiotły ju(cid:298) wszystko, ujawniał, i(cid:298) katastrofa wydarzyła si(cid:266) do(cid:286)ć dawno. – Je(cid:298)eli na statku tym pozostali nawet ludzie, to od dawna musieli ju(cid:298) poumierać z głodu i pragnienia – odezwał si(cid:266) smutnym głosem sternik – i jestem zdumiony, (cid:298)e ten pies (cid:298)yje jeszcze, wypadek bowiem zdarzył si(cid:266) co najmniej dwa tygodnie temu. – Masz całkowit(cid:261) racj(cid:266), Howicku – przyznał kapitan – jednak obowi(cid:261)zkiem naszym, gdy ju(cid:298) tu jeste(cid:286)my, jest zbadać wn(cid:266)trze statku, zwłaszcza i(cid:298) zachowywanie si(cid:266) tego psa daje do my(cid:286)lenia. Być mo(cid:298)e, i(cid:298) znajdziemy jeszcze pod pokładem nieszcz(cid:266)(cid:286)liwych, czekaj(cid:261)cych na ratunek. – Znajdziemy co najwy(cid:298)ej par(cid:266) trupów – pochmurnie odpowiedział stary sternik. – Mylisz si(cid:266), Howicku – pełnym wiary głosem odezwał si(cid:266) Źick. – Inne byłoby zachowanie tego psa, gdyby w kajutach nie było nikogo (cid:298)yj(cid:261)cego. Pies, jakby zrozumiał te słowa, z gło(cid:286)nym skowytem podskoczył ku drzwiom prowadz(cid:261)cym do kajut, a nast(cid:266)pnie jednym skokiem rzucił si(cid:266) do wody i zacz(cid:261)ł płyn(cid:261)ć ku łódce, na któr(cid:261) wydostały go bez wi(cid:266)kszego trudu silne r(cid:266)ce majtków i Źicka. żdy pies znalazł si(cid:266) ju(cid:298) w łodzi, natychmiast podbiegł do beczułki ze słodk(cid:261) wod(cid:261) i zacz(cid:261)ł pić. – Otó(cid:298) to – zawołał sternik – czy(cid:298) nie mówiłem?... biedak zdychał z pragnienia. No, teraz mo(cid:298)emy ju(cid:298) (cid:286)miało wracać do „Pilgrima”. Mówi(cid:261)c to, uderzył wiosłami, które oddaliły natychmiast łódk(cid:266) od rozbitego pudła. Lecz pies spostrzegł to natychmiast, bez najmniejszego oci(cid:261)gania si(cid:266) przestał gasić pragnienie i zacz(cid:261)ł wyć (cid:298)ało(cid:286)nie, zwracaj(cid:261)c mord(cid:266) ku okr(cid:266)towym szcz(cid:261)tkom. Jego postać i wycie były tak wymowne, (cid:298)e zrozumieć je musiał ka(cid:298)dy. Nie mogło ju(cid:298) być najmniejszej w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci, i(cid:298) na statku kto(cid:286) si(cid:266) znajdował, najprawdopodobniej wła(cid:286)ciciel psa. Lecz z jakich przyczyn nie dawał on znaku (cid:298)ycia? Je(cid:298)eli (cid:298)yje, to słyszeć musiał przecie(cid:298) głosy nawołuj(cid:261)cych majtków... Źlaczego wi(cid:266)c nie odpowiada?... Nie mo(cid:298)na było wahać si(cid:266) dłu(cid:298)ej. Łódka ponownie przybli(cid:298)yła si(cid:266) do pudła, a gdy to si(cid:266) stało, pies momentalnie wydostał si(cid:266) na pokład i stan(cid:261)ł przy drzwiach kajuty, przymilaj(cid:261)cym skomleniem przywołuj(cid:261)c przybyłych. Źick i kapitan pod(cid:261)(cid:298)yli za nim i wydostali si(cid:266) na pokład, po którym, czołgaj(cid:261)c si(cid:266) z wielkim trudem, dotarli do przej(cid:286)cia mi(cid:266)dzy masztami i weszli pod pokład. żdy si(cid:266) tam znale(cid:296)li, ujrzeli pi(cid:266)ć ciał, które le(cid:298)ały bez ruchu na podłodze, zdawało si(cid:266), (cid:298)e martwe. Byli to Murzyni. – Spó(cid:296)nili(cid:286)my si(cid:266)! – smutnie powiedział kapitan, zdejmuj(cid:261)c czapk(cid:266) z głowy. – Niech ich Bóg przyjmie do Chwały Swojej. nieruchome ciała, li(cid:298)(cid:261)c r(cid:266)ce i twarze. Lecz pies najwidoczniej nie podzielał tego zdania, gdy(cid:298) z gło(cid:286)nymi skowytami rzucał si(cid:266) na – Mo(cid:298)liwe, i(cid:298) w biedakach tych tli si(cid:266) jeszcze (cid:298)ycie, (cid:298)e znajduj(cid:261) si(cid:266) oni w silnym omdleniu, wywołanym wycie(cid:276)czeniem organizmu – odezwał si(cid:266) Źick. – W ka(cid:298)dym razie nie mo(cid:298)emy ich tak pozostawić, bez próby przyprowadzenia ich do przytomno(cid:286)ci. Aby to zrobić, wszyscy zostali przewiezieni szalupami na pokład „Pilgrima”, gdzie po licznych zabiegach zacz(cid:266)li powracać do (cid:298)ycia. Wtedy kapitan zawołał Negora, a(cid:298)eby ten dał bulionu i rumu dla uratowanych. Kapitan nie zd(cid:261)(cid:298)ył wymówić słowa „Negoro”, gdy pies, który do tej chwili tulił si(cid:266) do 12 uratowanych, skoml(cid:261)c cicho, stan(cid:261)ł wyprostowany i zacz(cid:261)ł pokazywać gro(cid:296)ne kły. – Negoro! – zawołał kapitan ponownie. – Ogłuchłe(cid:286), czy co? Portugalczyk ukazał si(cid:266) na koniec na pokładzie, lecz wtedy pies jednym skokiem rzucił si(cid:266) na niego, chc(cid:261)c go pochwycić za gardło. Na szcz(cid:266)(cid:286)cie inni majtkowie powstrzymali rozjuszone zwierz(cid:266). – Co to ma znaczyć? – zapytał zdziwionym głosem kapitan Hull – Źlaczego pies ten, taki łagodny dla wszystkich, tobie jednemu pokazuje z(cid:266)by, Negoro? Czy go znałe(cid:286)? A mo(cid:298)e wyrz(cid:261)dziłe(cid:286) mu jak(cid:261)(cid:286) krzywd(cid:266)? – Ja? Pierwszy raz w (cid:298)yciu widz(cid:266) t(cid:261) besti(cid:266) – spokojnie odpowiedział Negoro – psisko oszalało z głodu i ma co(cid:286) przeciw mnie. – Źziwna sprawa – szepn(cid:261)ł do siebie Źick – i my(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e pies ten mógłby nam opowiedzieć wiele o przeszło(cid:286)ci tego człowieka, którego nie znamy zupełnie. 13 ROZDZIAŁ IV Ocaleni pasa(cid:298)erowie „Waldecka” Choć stanowiło to ha(cid:276)b(cid:266) cywilizacji, do samego niemal ko(cid:276)ca XIX wieku handel niewolnikami na wielk(cid:261) skal(cid:266) kwitł nieprzerwanie w pewnych okolicach Afryki. Bez wzgl(cid:266)du na mi(cid:266)dzynarodowe konwencje, jak równie(cid:298) staranny nadzór licznych kr(cid:261)(cid:298)(cid:261)cych po morzach okr(cid:266)tów wojennych wszystkich pa(cid:276)stw źuropy, statki pełne niewolników odbijały od brzegów Angoli8 i Mozambiku9, aby dowozić „heban” czyli czarnych niewolników do ró(cid:298)nych punktów odbiorczych, pomi(cid:266)dzy którymi, co ze wstydem przyznać trzeba, były i zak(cid:261)tki (cid:286)wiata cywilizowanego. Wszystko to wiedział kapitan Hull, tote(cid:298) pierwsz(cid:261) jego my(cid:286)l(cid:261) było, i(cid:298) „Waldeck” nale(cid:298)ał do tego samego typu statków i (cid:298)e uratowani Murzyni byli niewolnikami wiezionymi na sprzeda(cid:298). Tak czy inaczej, ocaleni niewolnicy stali si(cid:266) wolnymi z chwil(cid:261), gdy wst(cid:261)pili nog(cid:261) na pokład okr(cid:266)tu płyn(cid:261)cego pod ameryka(cid:276)sk(cid:261) flag(cid:261). Tote(cid:298) pani Weldon ju(cid:298) cieszyła si(cid:266) my(cid:286)l(cid:261), (cid:298)e biedakom przeka(cid:298)e t(cid:266) radosn(cid:261) nowin(cid:266), gdy tylko wróc(cid:261) oni do przytomno(cid:286)ci. Otoczono nieszcz(cid:266)(cid:286)liwych starann(cid:261) opiek(cid:261) i ju(cid:298) po upływie trzech dni wszyscy Negrzy10 znajdowali si(cid:266) w dobrym stanie. Mo(cid:298)na było wtedy rozpocz(cid:261)ć rozmow(cid:266). Wszyscy mówili po angielsku, wyra(cid:298)aj(cid:261)c si(cid:266) bardzo poprawnie. – Wasz statek rozbił si(cid:266) wskutek zderzenia z drugim? – zapytał przede wszystkim kapitan Hull. starca r(cid:266)k(cid:266). – Tak jest – odpowiedział najstarszy z gromadki ocalonych, wysoki, pot(cid:266)(cid:298)ny m(cid:266)(cid:298)czyzna lat około 60-ciu, z sympatyczn(cid:261) twarz(cid:261), z której przebijał rozum i silna wola – stało si(cid:266) to noc(cid:261), gdy(cid:286)my spali w swej kajucie, musiało to nast(cid:261)pić nagle, bo gdy(cid:286)my si(cid:266) przebudzili i wyszli na pokład, ujrzeli(cid:286)my jedynie obie łodzie „Waldecka” gin(cid:261)ce ju(cid:298) we mgle. Zostali(cid:286)my na statku sami – zapomniani. Winny katastrofy statek najwidoczniej uciekł. – Sk(cid:261)d i dok(cid:261)d płyn(cid:261)ł „Waldeck”? – Z Melbourne w Australii, do portów Południowej Ameryki. – A wi(cid:266)c nie jeste(cid:286)cie niewolnikami? – zapytał szybko orientuj(cid:261)cy si(cid:266) Źick, wyci(cid:261)gaj(cid:261)c do – Źzi(cid:266)ki Niebiosom jeste(cid:286)my wolnymi obywatelami Stanów Zjednoczonych Północnej Ameryki – z poczuciem godno(cid:286)ci odpowiedział stary Tom za siebie i za swych przyjaciół. – Pami(cid:266)tam okropno(cid:286)ci niewoli, poniewa(cid:298) wywie(cid:296)li mnie z Afryki, gdy byłem bardzo małym chłopcem, dzieckiem prawie i sprzedali do plantacji znajduj(cid:261)cych si(cid:266) na południu Stanów Zjednoczonych. Szcz(cid:266)(cid:286)liwy traf sprawił, i(cid:298) stamt(cid:261)d dostałem si(cid:266) do Pensylwanii, gdzie nie tylko uzyskałem wolno(cid:286)ć, ale uzyskałem prawa obywatelskie Stanów Zjednoczonych. Co si(cid:266) za(cid:286) tyczy moich towarzyszy, to jeden jest moim synem i nazywa si(cid:266) Baty. Tak on, jak i reszta moich 8 Angola – pa(cid:276)stwo w południowo-zachodniej Afryce, w XIX w. kolonia portugalska 9 Mozambik – pa(cid:276)stwo na południowym wschodzie Afryki, w XIX w. kolonia portugalska. 10 Negrzy (z łac.) – Murzyni. 14 przyjaciół urodziła si(cid:266) ju(cid:298) z wolnych rodziców, wi(cid:266)c wszyscy s(cid:261) ju(cid:298) wolnymi obywatelami Ameryki. W poszukiwaniu pracy pojechali(cid:286)my przed pi(cid:266)cioma laty do Australii, gdzie pracowali(cid:286)my na plantacjach. Poszcz(cid:266)(cid:286)ciło si(cid:266) nam, gdy(cid:298) zarabiali(cid:286)my dosyć du(cid:298)o i obecnie wła(cid:286)nie, na pokładzie „Waldecka”, wracali(cid:286)my do swych rodzin, gdy zły los nie tylko pozbawił nas pi(cid:266)cioletnich zarobków, ale i sami omal nie stracili(cid:286)my (cid:298)ycia. Oto cała nasza historia – zako(cid:276)czył stary Tom swe przemówienie. Wszystko to opowiedziane było z tak(cid:261) szczero(cid:286)ci(cid:261), (cid:298)e nikt nie w(cid:261)tpił w prawd(cid:266) słów starego Murzyna. za uratowanie im (cid:298)ycia. Nast(cid:266)pnie Tom i jego towarzyszeŚ Baty, Herkules, Austyn i Akteon gor(cid:261)co dzi(cid:266)kować zacz(cid:266)li Za ocalenie nie mniej wdzi(cid:266)czny od ludzi był i pies. Był to okaz pierwszorz(cid:266)dny, nale(cid:298)(cid:261)cy do rasy brytanów. Wabił si(cid:266) Źingo. Według opowie(cid:286)ci Murzynów, nale(cid:298)ał on do kapitana, który go znalazł w warunkach do(cid:286)ć niezwykłych, na pół martwego, w Afryce, nad brzegami rzeki Kongo. Źingo okazywał swemu wybawcy du(cid:298)e przywi(cid:261)zanie, lecz był stale bardzo smutny i osowiały. Jego olbrzymia siła i odwaga były ogólnie znane. Znaleziono go w obro(cid:298)y, na której znajdował si(cid:266) napisŚ „Źingo” oraz literyŚ „S.V.” 15 ROZDZIAŁ V Tajemnicze litery Wypadek z wrakiem okazał si(cid:266) bardzo korzystny dla jednego z pasa(cid:298)erów „Pilgrima”. Szcz(cid:266)(cid:286)liwcem tym był mały Janek, poniewa(cid:298) pozyskał dwóch przyjaciółŚ Źinga i Herkulesa. Ten ostatni był jednym z Murzynów, zbudowanym jak atleta, o sile niewiarygodnej wprost, łagodny przy tym jak dziecko. Chłopczyk bawił si(cid:266) z nim po całych dniach, co rozweselało jego matk(cid:266) zmartwion(cid:261) nieco tym, i(cid:298) wiatr d(cid:261)ł bez zmiany w niewła(cid:286)ciwym kierunku, co mogło bardzo opó(cid:296)nić podró(cid:298). Mały Janek lubił patrzeć na swego nowo pozyskanego przyjaciela, olbrzyma, maj(cid:261)cego około siedmiu stóp wysoko(cid:286)ci. Nie tylko si(cid:266) go nie obawiał, lecz z najwy(cid:298)sz(cid:261) rado(cid:286)ci(cid:261) si(cid:266) z nim bawił. Podobało mu si(cid:266) zwłaszcza, gdy Herkules stawiał go sobie na swych pot(cid:266)(cid:298)nych dłoniach i tak podnosił w gór(cid:266), jak mał(cid:261) laleczk(cid:266). – Jestem najwy(cid:298)szym człowiekiem na całym pokładzie – wołał chłopczyk z radosnym (cid:286)miechem. – A czy ja jestem bardzo ci(cid:266)(cid:298)ki? – pytał. – Bardzo! – odpowiadał Herkules. – Jak motyl bujaj(cid:261)cy na trawce! Innego rodzaju, lecz równie(cid:298) bardzo miłym przyjacielem był Źingo. Pies ten na pokładzie „Waldecka” – według relacji Murzynów – unikał ludzi, na „Pilgrimie” zachowywał si(cid:266) zupełnie inaczej. Przepadał zwłaszcza za Jankiem, który znów lubił bardzo je(cid:296)dzić na brytanie, i był wierzchowcem o wiele lepszym, ni(cid:298) najpi(cid:266)kniejsze konie na biegunach. Nie zawsze, niestety, mały Janek mógł sp(cid:266)dzać swój czas na tak miłych zabawach, a to z tej przyczyny, i(cid:298) pani Weldon, korzystaj(cid:261)c z tego, (cid:298)e na pokładzie „Pilgrima” wszyscy mieli du(cid:298)o wolnego czasu, zacz(cid:266)ła uczyć chłopca trudnej sztuki czytania. By mu jednak ułatwić zdobycie tej wiedzy, zacz(cid:266)ła nauk(cid:266) od zabawy. Janek mianowicie rozpoznawać zacz(cid:261)ł litery na ruchomych deseczkach, a gdy to si(cid:266) udało, z wolna z liter pojedynczych układał najpierw oddzielne wyrazy, jakŚ mama, tata, Źick, Źingo... a nast(cid:266)pnie i całe zdania. Była to doskonała zabawa, któr(cid:261) chłopiec polubił tak bardzo, i(cid:298) si(cid:266) ni(cid:261) zajmował nawet wtedy, gdy matki przy nim nie było. Pewnego dnia literami zacz(cid:261)ł si(cid:266) zajmować równie(cid:298) i Źingo. Naprzód obw(cid:261)chał ka(cid:298)d(cid:261) deseczk(cid:266) starannie, a nast(cid:266)pnie zacz(cid:261)ł si(cid:266) pilnie przygl(cid:261)dać literom. A(cid:298) wreszcie jedna z deseczek zwróciła jego specjaln(cid:261) uwag(cid:266), stał nad ni(cid:261) długo, machał długo swym puszystym ogonem, a(cid:298) wreszcie gło(cid:286)no szczekn(cid:261)ł i porwał z(cid:266)bami deseczk(cid:266), któr(cid:261) zło(cid:298)ył potem ostro(cid:298)nie z daleka od innych. Była to deseczka z liter(cid:261) „S”. – Źingo!... co ty robisz? – zawołał przestraszony chłopczyk, pełen obawy o cało(cid:286)ć swych Lecz wielki brytan nie miał zamiaru niszczenia liter, nie tylko nie odst(cid:266)pował ich, lecz przeciwnie – stan(cid:261)ł nad pozostałymi, wpatrywał si(cid:266) w nie długo, a(cid:298) wreszcie pochwycił pyskiem deseczk(cid:266) drug(cid:261), któr(cid:261) poło(cid:298)ył obok pierwszej. zabawek. 16 żdy to zrobił, z triumfem podniósł łeb do góry i gło(cid:286)no zaszczekał. Mały Janek, jak równie(cid:298) i stary Tom, który w tej chwili opiekował si(cid:266) chłopczykiem, byli jednakowo zdumieni zachowaniem Źinga. Janek był przekonany, i(cid:298) jego czworono(cid:298)ny przyjaciel równie(cid:298) nauczył si(cid:266) czytać, a przynajmniej rozpoznaje litery nie gorzej od niego. – Mamo! Źicku!... chod(cid:296)cie tutaj jak najpr(cid:266)dzej – wołał uradowanym głosem. – Chod(cid:296)cie! przekonajcie si(cid:266), (cid:298)e nasz Źingo umie czytać. Źick Sand pierwszy zbli(cid:298)ył si(cid:266) do psa, który nieruchomo stał wci(cid:261)(cid:298) nad literami przez siebie – Zechciej wymieszać litery, a zobaczysz, (cid:298)e Źingo wybierze je powtórnie – wołał Janek wybranymi i przeczytałŚ „S.V.” pełnym gł(cid:266)bokiej wiary głosem. Wołania te zainteresowały równie(cid:298) kapitana Hulla oraz pani(cid:261) Weldon, która dopiero teraz miała mo(cid:298)no(cid:286)ć oderwania si(cid:266) od pracy, jak(cid:261) była zaj(cid:266)ta w swej kajucie. Źick, mimo pewnego oporu Źinga, zmieszał wszystkie litery, a nast(cid:266)pnie rozło(cid:298)ył je wszystkie ponownie przed psem. Wtedy ten delikatnie zacz(cid:261)ł obw(cid:261)chiwać deseczki, przygl(cid:261)dać si(cid:266) im, a(cid:298) wreszcie wybrał powtórnie te same, na których były litery „S.V.” – Rzecz zaprawd(cid:266) zdumiewaj(cid:261)ca – odezwała si(cid:266) pani Weldon – czy(cid:298)by ten pies istotnie rozpoznawał litery? – Zwłaszcza, (cid:298)e s(cid:261) to te same litery, które Źingo ma wyryte na swej obro(cid:298)y – powiedział w gł(cid:266)bokim zamy(cid:286)leniu kapitan Hull. – Tomie!... kapitan „Waldecka” miał podobno znale(cid:296)ć tego psa nad brzegami Konga, prawda? – Tak jest, panie kapitanie – odpowiedział stary Tom – kapitan „Waldecka” niejednokrotnie opowiadał t(cid:266) histori(cid:266). – Ha! w takim razie pies ten miałby wiele do opowiedzenia o sobie – zrobił uwag(cid:266) kapitan – i wielka szkoda, (cid:298)e to rozumne zwierz(cid:266) nie ma mo(cid:298)liwo(cid:286)ci zrobienia tego, bo w takim razie powiedziałby on nam mo(cid:298)e... – tutaj kapitan Hull zamilkł i wpadł w gł(cid:266)bokie zamy(cid:286)lenie. – Litery te, przez psa wybrane, co(cid:286) ci przypominaj(cid:261), kapitanie? – z zaciekawieniem zapytała pani Weldon. – Być mo(cid:298)e, pani. Co(cid:286) mi si(cid:266) tam kołacze w głowie, jaka(cid:286) my(cid:286)l zamglona, jakie(cid:286) wspomnienie... Byłby to dziwny zbieg okoliczno(cid:286)ci w ka(cid:298)dym razie. Mo(cid:298)liwe, i(cid:298) te litery daj(cid:261) wskazówki co do losu pewnego młodego podró(cid:298)nika po Afryce, który do dzi(cid:286) jest niewiadomy. – O kim takim mówisz, kapitanie? – zapytała pani Weldon. -Nie przypominam sobie bowiem imienia i nazwiska, które rozpoczynały by si(cid:266) od liter „S.V.”. – O, pani mogła nie słyszeć nawet o francuskim uczonym. Samuelu Vernonie, który udał si(cid:266) do (cid:285)rodkowej Afryki przed dwoma laty z polecenia Paryskiego Towarzystwa żeograficznego. Miał on zamiar przej(cid:286)ć przez Czarny Kontynent z zachodu na wschód. Otó(cid:298) t(cid:266) sw(cid:261) wypraw(cid:266) rozpocz(cid:261)ł, o ile sobie przypominam, od uj(cid:286)cia Konga, za(cid:286) kresem jego podró(cid:298)y miały byćŚ Przyl(cid:261)dek Źelgado i uj(cid:286)cie rzeki Ruwumy, brzegami której i(cid:286)ć wła(cid:286)nie miała wyprawa wspomnianego podró(cid:298)nika. – I uczony ten nazywał si(cid:266) Samuel Vernon? – Tego ostatniego faktu jestem całkowicie pewien. Otó(cid:298) mo(cid:298)liwe, i(cid:298) pierwsze litery imienia i nazwiska tego podró(cid:298)nika wła(cid:286)nie wyryte zostały na obro(cid:298)y Źinga. – I losy tego podró(cid:298)nika nie s(cid:261) znane, bez wzgl(cid:266)du na to, i(cid:298) rozpocz(cid:261)ł on sw(cid:261) podró(cid:298) przed dwoma z gór(cid:261) laty? – ze wzruszeniem dopytywała si(cid:266) pani Weldon. – Niestety, wszelkie wie(cid:286)ci o nim zagin(cid:266)ły i nie s(cid:261) znane dotychczas nikomu. Najprawdopodobniej został on zabity gdzie(cid:286) po drodze przez dzikich. – Wi(cid:266)c pan przypuszcza, (cid:298)e Źingo nale(cid:298)ał do tego nieszcz(cid:266)(cid:286)liwego podró(cid:298)nika?... Lecz czy wiadomo było, (cid:298)e ów Samuel Vernon wzi(cid:261)ł ze sob(cid:261) psa, udaj(cid:261)c si(cid:266) w t(cid:266) dalek(cid:261) drog(cid:266)? 17 – Jest to tylko moje przypuszczenie, które przyj(cid:261)łem wtedy dopiero, gdy ujrzałem, (cid:298)e Źingo z całego alfabetu wybierał te wła(cid:286)nie litery. W podobnych podró(cid:298)ach bywaj(cid:261) zazwyczaj bardzo długie postoje. Otó(cid:298) Samuel Vernon dla zabicia czasu mógł poj(cid:266)tne zwierz(cid:266) wyuczyć rozpoznawania pierwszych liter swego imienia i nazwiska. Po katastrofie, zwłaszcza je(cid:298)eli miała ona miejsce zaraz na pocz(cid:261)tku podró(cid:298)y, pies łatwo mógł wrócić do punktu, z którego wyprawa ruszyła, to jest do uj(cid:286)cia rzeki Kongo. – Powiedz mi jeszcze jedno, kapitanie – czy ten Samuel Vernon samotnie udał si(cid:266) w sw(cid:261) podró(cid:298), w towarzystwie tylko psa, co zreszt(cid:261) jest przypuszczeniem zaledwie? – zapytała raz jeszcze młoda kobieta. – (cid:297)adne bli(cid:298)sze szczegóły wyprawy Samuela Vernona nie s(cid:261) mi znane, pani. Lecz jest niemo(cid:298)liwe, by mógł si(cid:266) on wybrać samotnie w tak(cid:261) podró(cid:298). Zazwyczaj podobne wyprawy odbywaj(cid:261) si(cid:266) przy udziale, bardzo licznym czasami, krajowców, którzy pełni(cid:261) obowi(cid:261)zki tragarzy i przewodników. Bez takiej pomocy podró(cid:298)owanie po Afryce jest niemo(cid:298)liwe. Tak wi(cid:266)c było niew(cid:261)tpliwie i w tym wypadku. Czy jednak Vernonowi towarzyszył jaki(cid:286) źuropejczyk – nie wiem. Być mo(cid:298)e, i(cid:298) Źingo mógłby nam co(cid:286) o tym powiedzieć?... Mo(cid:298)e by o to zapytać?... – ze (cid:286)miechem zako(cid:276)czył słowa swe kapitan. W tej samej chwili Źingo podniósł swój łeb w gór(cid:266) i zawył (cid:298)ało(cid:286)nie, lecz prawie natychmiast jego rozumne oczy nabiegły krwi(cid:261) i zamigotał w nich wyraz straszliwej w(cid:286)ciekło(cid:286)ci. Zdumiony kapitan rozejrzał si(cid:266) dokoła i jego wzrok spotkał si(cid:266) ze spojrzeniem Portugalczyka, który w tym samym momencie wychylił si(cid:266) ze swej kuchni. – Z jakiego powodu pies ten tak bardzo ci(cid:266) nienawidzi, Negoro? – zapytał kapitan. – Czy(cid:298) ja mog(cid:266) to wiedzieć? – odpowiedział kucharz – Najwidoczniej moja osoba nie znalazła w jego oczach uznania. – Jest wprost niemo(cid:298)liwe, by(cid:286) nie znał tego psa dawniej – stanowczym tonem powiedział kapitan. – Przyznaj si(cid:266), gdzie si(cid:266) z nim spotkałe(cid:286)?... Mo(cid:298)e to było w Afryce? – Mo(cid:298)liwe, i(cid:298) pies ten widział mnie kiedy(cid:286) i być mo(cid:298)e równie(cid:298), (cid:298)e go wtedy gdzie(cid:286) tam kopn(cid:261)łem – ur(cid:261)gliwym głosem odpowiedział Negoro. – Z psami bowiem w bli(cid:298)sze, przyjazne stosunki nie wchodziłem nigdy, trudno wi(cid:266)c wymagać, bym fakt ten zapami(cid:266)tał. Po wymówieniu tych słów Portugalczyk cofn(cid:261)ł si(cid:266) do swej kajuty, rzuciwszy przedtem psu pełne nienawi(cid:286)ci spojrzenie. – Źziwne jest to wszystko, bardzo dziwne – powiedziała pani Weldon – bo tylko spójrz, kapitanie, gdy Negoro stał si(cid:266) niewidoczny, Źingo jest znów spokojny, gdy przed chwil(cid:261) było to straszne i niebezpieczne zwierz(cid:266). – Musi być w tym jaka(cid:286) tajemnica, niew(cid:261)tpliwie – odpowiedział kapitan – przecie(cid:298) Źingo, mimo swej siły, jest psem najłagodniejszym w (cid:286)wiecie, a tylko widok Negora doprowadza go do w(cid:286)ciekło(cid:286)ci. Lecz Źinga wprawiał w szale(cid:276)stwo nie tylko widok Portugalczyka. Wystarczało samo wymówienie imienia Negoro. I w tym wypadku, gdy usłyszał słowo to z ust kapitana, momentalnie wyrwał si(cid:266) z r(cid:261)k obejmuj(cid:261)cego go za szyj(cid:266) Janka i jak w(cid:286)ciekły rzucił si(cid:266) ku drzwiom kuchni, które na szcz(cid:266)(cid:286)cie były dobrze zamkni(cid:266)te. 18 ROZDZIAŁ VI Ukazanie si(cid:266) wieloryba Źnia 19 lutego, po uporczywej ciszy, wiać zacz(cid:261)ł lekki wiatr północno-zachodni, który pozwalał „Pilgrimowi” na szybko(cid:286)ć sze(cid:286)ciu w(cid:266)złów na godzin(cid:266) w niezupełnie dobrym kierunku, na nieszcz(cid:266)(cid:286)cie. Statek ju(cid:298) trzy tygodnie prawie znajdował si(cid:266) w drodze, lecz mimo to zbli(cid:298)ył si(cid:266) niewiele do celu swej podró(cid:298)y. Źnia tego pani Weldon, jak zazwyczaj, przechadzała si(cid:266) rankiem po pokładzie, gdy wtem jej uwag(cid:266) zwrócił dziwny odblask wód oceanu, które były tak jasne, (cid:298)e a(cid:298) wzrok raziłyś zabarwienie wody było przy tym najwyra(cid:296)niej czerwone. – Źlaczego morze ma dzi(cid:286) kolor czerwony? – zapytała przechodz(cid:261)cego Źicka młoda kobieta. – Powodem tego – odpowiedział zapytany – s(cid:261) miliardy male(cid:276)kich skorupiaków w rodzaju drobnych krewetek, którymi zazwyczaj karmi(cid:261) si(cid:266) wielkie, morskie ssaki. – O mamo, mamo! – zawołał wtedy Janek. – Wi(cid:266)c to s(cid:261) raki? W takim razie prosz(cid:266) ci(cid:266) bardzo, by(cid:286) kazała Negorowi nałowić ich troch(cid:266), bo ja tak bardzo lubi(cid:266) zup(cid:266) rakow(cid:261)! Źick roze(cid:286)miał si(cid:266) gło(cid:286)no. – Podzielasz gust wielorybów, Janku kochany – odpowiedział chłopcu – na nieszcz(cid:266)(cid:286)cie raczki, które widzimy, s(cid:261) tak drobne, (cid:298)e ich łowić nie sposób. Za(cid:286) widzimy je, bo s(cid:261) w du(cid:298)ej ilo(cid:286)ciś s(cid:261) ich miliardy miliardów. Ławica, na któr(cid:261) my(cid:286)my si(cid:266) dostali, ci(cid:261)gnie si(cid:266) na par(cid:266) mil dookoła. Jest to prawdziwe „pastwisko wielorybów”, według wyra(cid:298)enia rybaków. – Ach! gdyby(cid:286)my spotkali takie pastwisko przed miesi(cid:261)cem, gdy(cid:286)my na wieloryby polowali – odezwał si(cid:266) Howick – zaraz by(cid:286)my si(cid:266) wzi(cid:266)li do porz(cid:261)dkowania harpunów. Bo poszedłbym o zakład, (cid:298)e niedługo natkniemy si(cid:266) na wieloryba. Jakby na rozkaz, w tej samej chwili rozległ si(cid:266) głos majtka, stoj(cid:261)cego na pokładzie okr(cid:266)tuŚ – Wieloryb z prawej burty, pod wiatr! Kapitan, prawdziwy zapalony my(cid:286)liwy, a(cid:298) podskoczył z rado(cid:286)ci. – Co, wieloryb? – có(cid:298) to za miła niespodzianka, co za traf szcz(cid:266)(cid:286)liwy! Istotnie, niespokojne ruchy fal wskazywały, i(cid:298) o cztery mile od statku, musi si(cid:266) znajdować jakie(cid:286) wielkie zwierz(cid:266). Kapitan Hull i cała załoga z zaj(cid:266)ciem przygl(cid:261)dali si(cid:266) olbrzymiemu ssakowi, który mieć musiał, s(cid:261)dz(cid:261)c na oko, około 70 stóp długo(cid:286)ciś nale(cid:298)ał wi(cid:266)c do bardzo wielkich. – Pół tuzina takich okazów, a zapełniłoby si(cid:266) wszystkie nasze pró(cid:298)ne beczki – odezwał si(cid:266) Howick. – Z pewno(cid:286)ci(cid:261) tak by było – odpowiedział kapitan. – Je(cid:298)eli by(cid:286)my zdecydowali si(cid:266) na złowienie go, choć w cz(cid:266)(cid:286)ci powetowaliby(cid:286)my sobie nasze poprzednie niepowodzenia – raz jeszcze odezwał si(cid:266) Howick, zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do kapitana, przy czym w jego głosie wyczuć było mo(cid:298)na wyra(cid:296)n(cid:261) pro(cid:286)b(cid:266). – To prawda – rzekł Źick – połów jednak nie zawsze si(cid:266) udaje, niesie on zawsze pewne niebezpiecze(cid:276)stwo... A nas jest teraz tak niewielu na pokładzie! – Rozs(cid:261)dek przemawia przez usta twoje, Źicku – wmieszał si(cid:266) do rozmowy kapitan. – 19 Wieloryby maj(cid:261) do tego stopnia silne ogony, (cid:298)e najmocniej zbudowana łód(cid:296) nie wytrzymuje ich uderzenia. – Z drugiej jednak strony złowienie takiego kolosa dałoby nam ogromne korzy(cid:286)ci – doko(cid:276)czył kapitan, a cała załoga te jego ostatnie słowa przyj(cid:266)ła z wyrazami gło(cid:286)nego uznania. – Mo(cid:298)na by wytopić ze sto beczek tranu! – wołano. Kapitan milczał, lecz widać było, i(cid:298) ma ogromn(cid:261) ochot(cid:266) ulec pro(cid:286)bom marynarzy. Wtem odezwał si(cid:266) cieniutki głosikŚ – Mamo, popro(cid:286) kapitana, a(cid:298)eby mi złowił tego wieloryba, bo mam wielk(cid:261) ochot(cid:266) przypatrzeć To mały Janek rzucał na szal(cid:266) wag(cid:266) swego głosu. – Tak, male(cid:276)ki? – wesoło zawołał Hull – A wi(cid:266)c dobrze, postaram si(cid:266) spełnić to twoje – Prawda, zuchy? – mówił dalej, zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do majtków – Niewielu jest nas wprawdzie, lecz mo(cid:298)e by si(cid:266) dało temu jako(cid:286) zaradzić? zaopiekuje si(cid:266) przecie(cid:298) pan Źick! – Ale(cid:298), kapitanie – chórem zawołali majtkowie – nas sze(cid:286)ciu w łodzi wystarczy, za(cid:286) statkiem – Widz(cid:266), (cid:298)e b(cid:266)d(cid:266) musiał ulec waszym pro(cid:286)bom... – powiedział po chwili zmagania si(cid:266) ze sob(cid:261) mu si(cid:266) z bliska. (cid:298)yczenie. kapitan. z protestem Źick. chłopca. – Tak, tak! – odpowiedzieli majtkowie. – Wyruszamy na łowy! – Kapitanie, b(cid:266)dzie was zbyt mało, a to wieloryb wyj(cid:261)tkowo pot(cid:266)(cid:298)ny – odwa(cid:298)ył si(cid:266) wyst(cid:261)pić Ale podniecony i ogarni(cid:266)ty nami(cid:266)tno(cid:286)ci(cid:261) łowów kapitan nie zwrócił wi(cid:266)kszej uwagi na słowa – To(cid:298) to drobnostka, Źicku – odpowiedział – czy(cid:298) to dla mnie pierwszyzna? Sam rzucać b(cid:266)d(cid:266) harpunem i zobaczysz, jak szybko załatwi(cid:266) si(cid:266) z tym olbrzymem. – Hurra!... niech (cid:298)yje nasz kapitan – wołała cała załoga ogarni(cid:266)ta ju(cid:298) szałem mordowania i nadziej(cid:261) poka(cid:296)nych zysków. 20 ROZDZIAŁ VII Przygotowania do połowu Pragnienie polowania było do tego stopnia w całej załodze mocne, (cid:298)e nawet pani Weldon nie (cid:286)miała protestować. Niepokoiła j(cid:261) jednak zbyt mała liczba marynarzy. Lecz kapitan Hull j(cid:261) uspokoił. – Nie po raz pierwszy zdarza mi si(cid:266) wyruszać na połów w jednej tylko łódce, a wynik był zawsze pomy(cid:286)lny. I niech pani mi wierzy, (cid:298)e nam nic nie zagra(cid:298)a. Jest, oczywi(cid:286)cie pewne ryzyko, lecz niebezpiecze(cid:276)stwo towarzyszy ka(cid:298)demu naszemu krokowi. Pani Weldon, uspokojona tymi słowami, nie sprzeciwiała si(cid:266) wi(cid:266)cej, zwłaszcza i(cid:298) nie mogła wiedzieć, (cid:298)e kapitan nie był zupełnie szczery. Wyprawa bowiem na wieloryba w jednej tylko łodzi była zawsze bardzo ryzykowna. Jedno wadliwe uderzenie wiosłem groziło nieuchronn(cid:261) zgub(cid:261). W dodatku, wobec małej liczby majtków, kapitan był zmuszony sam wzi(cid:261)ć udział w wyprawie, pozostawiaj(cid:261)c dowództwo statku pi(cid:266)tnastolatkowi!... Cofać si(cid:266) jednak ju(cid:298) było niemo(cid:298)liwe. – Źicku! – rzekł do młodego chłopca, odprowadzaj(cid:261)c go na stron(cid:266). – Oddaj(cid:266) statek pod twoj(cid:261) opiek(cid:266). Pami(cid:266)taj, i(cid:298) na twej głowie b(cid:266)dzie teraz bezpiecze(cid:276)stwo (cid:298)ony naszego chlebodawcy i jego małego synka. Mam jednak nadziej(cid:266), i(cid:298) moja nieobecno(cid:286)ć nie potrwa zbyt długo. – Źoło(cid:298)(cid:266) wszelkich sił, a(cid:298)eby podołać zadaniu – odpowiedział powa(cid:298)nie chłopiec. Źick miał niekłaman(cid:261) ochot(cid:266) wzi(cid:261)ć udział w łowach, zdawał sobie jednak doskonale spraw(cid:266), (cid:298)e na łodzi po(cid:298)(cid:261)dane jest przede wszystkim silne rami(cid:266), podczas gdy na statku tylko on jeden z całej załogi był zdolny w pewnej choć mierze zast(cid:261)pić kapitana. W ko(cid:276)cu przyszła chwila odjazduś czterech marynarzy zaj(cid:266)ło miejsca przy wiosłach, sternik Howick ulokował si(cid:266) na swym zwykłym miejscu przy sterze, za(cid:286) kapitan Hull stan(cid:261)ł na przedzie łodzi, z harpunem w r(cid:266)ku. Pogoda zdawała si(cid:266) sprzyjać wyprawie, morze było spokojne, co sprzyjało manewrowaniu szalup(cid:261). Rzuciwszy okiem na łód(cid:296), dla sprawdzenia, czy wszystko jest w niej w porz(cid:261)dku, kapitan raz jeszcze przywołał do siebie Źicka. – Chłopcze – powiedział – (cid:298)agle postawiłem ci tak, (cid:298)e b(cid:266)dziesz mógł manewrować statkiem bez wi(cid:266)kszych trudno(cid:286)ci. Brałem pod uwag(cid:266) słaby wiatr, jaki mamy ju(cid:298) od do(cid:286)ć dawnaś gdyby nagle si(cid:266) zmienił, to Tom i jego towarzysze s(cid:261) ju(cid:298) dosyć dobrze zaznajomieni z rzemiosłem majtków i b(cid:266)d(cid:261) zdolni niew(cid:261)tpliwie pomóc ci w ka(cid:298)dym wypadku. – Mo(cid:298)ecie płyn(cid:261)ć spokojnie, panie kapitanie – odpowiedział na te słowa Tom – my wszyscy z rado(cid:286)ci(cid:261) i bardzo starannie spełnimy ka(cid:298)dy rozkaz pana Źicka Sanda i r(cid:266)czymy za porz(cid:261)dek na statku. – Widzisz, Źicku, jakich mieć b(cid:266)dziesz wiernych i ch(cid:266)tnych pomocników – mówił dalej kapitan. – Pami(cid:266)taj tylko o jednym, (cid:298)e tobie nie wolno opu(cid:286)cić teraz, jako jedynemu odpowiedzialnemu kapitanowi, statku pod (cid:298)adnym pozorem. Je(cid:298)eli połów nasz zmusi łód(cid:296) do 21 zbytniego oddalenia si(cid:266) od statku, to pod(cid:261)(cid:298)aj za nami. żdyby(cid:286)my nie wrócili przed noc(cid:261), pozapalaj latarnie na masztach. A gdyby wyłoniła si(cid:266) potrzeba bli(cid:298)szego podpłyni(cid:266)cia ku nam, dam ci wtedy znak, przez podniesienie w gór(cid:266) tej oto bandery. – Wszystkie twe rozkazy, kapitanie, b(cid:266)d(cid:261) z pewno(cid:286)ci(cid:261) wypełnione, b(cid:261)d(cid:296) spokojny o to. Nie spuszcz(cid:266) zwłaszcza z oka waszej łodzi – odpowiedział Źick. – Ufam ci całkowicie, znam przecie(cid:298) tw(cid:261) przedsi(cid:266)biorczo(cid:286)ć, ostro(cid:298)no(cid:286)ć i rozwag(cid:266). żdyby było inaczej, nigdy bym si(cid:266) nie zdecydował na opuszczenie statku. I wiedz, (cid:298)e ci(cid:266)(cid:298)kie obowi(cid:261)zki masz do spełnienia teraz, wiedz i to równie(cid:298), (cid:298)e w obecnej chwili jeste(cid:286) absolutnym panem na statku, na którym wszystko podlega twojej woli. Jeste(cid:286) niew(cid:261)tpliwie pierwszym w dziejach kapitanem, maj(cid:261)cym pi(cid:266)tna(cid:286)cie lat. Źick Sand słowa te przyj(cid:261)ł w gł(cid:266)bokim milczeniu. Zarumienił si(cid:266) tylko mocno, a oczy błysn(cid:266)ły mu energi(cid:261). obejmował w przyszło(cid:286)ci dowództwo. – Zuch chłopak! – pomy(cid:286)lał sobie kapitan Hull. – Szcz(cid:266)(cid:286)liwy statek, na którym b(cid:266)dzie on Mimo to, mimo całej wiary w Źicka, kapitan nie bez niepokoju oddalał si(cid:266) od swego brygu. – Szcz(cid:266)(cid:286)liwych łowów! – wesoło wołała pani Weldon. – Choć prawda – dodała po chwili ze (cid:286)miechem. – M(cid:261)(cid:298) mówił mi zawsze, (cid:298)e takie (cid:298)yczenia nieszcz(cid:266)(cid:286)cie przynosz(cid:261)! – O ile s(cid:261) wypowiedziane przez usta stare i brzydkie – z galanteri(cid:261) odpowiedział kapitan. – (cid:297)yczenia łaskawej pani pobudzić mog(cid:261) jedynie do pokazania całej naszej energii. Mał
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Piętnastoletni kapitan
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: