Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00498 010149 17906785 na godz. na dobę w sumie
Pigularz - ebook/pdf
Pigularz - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 159
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Autobiograficzna powieść osadzona w świecie aptekarskim. Autor, Wacław Gąsiorowski (1869-1939) po ukończeniu gimnazjum pracował na swoje utrzymanie jako pomocnik aptekarza, co pozwoliło mu poznać to środowisko, jego problemy i obyczaje, które cokolwiek karykaturalnie odmalował w niniejszej powieści. Choć świat ten odszedł już do lamusa, dzisiejsza farmacja posiada zupełnie inne oblicze, to charaktery ludzkie nie zmieniają się aż tak bardzo, co czyni tę książkę wystarczająco aktualną i interesującą dla współczesnego czytelnika.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. Wacław G(cid:261)siorowski Pigularz 2 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, żda(cid:276)sk 2000 3 Buda Warszawa udawała si(cid:266) na spoczynek. Wielki zegar kolejowy ponurym basem obwie(cid:286)cił godzin(cid:266) dziesi(cid:261)t(cid:261). Ulice wyludniały si(cid:266) stopniowo, sklepy zamykano z łoskotem, dokoła zale- gała pustka i cisza przerywana dalekim echem turkotu nieuchwytnego szmeru. Na rozległym placu (cid:286)ródmie(cid:286)cia, w trzypi(cid:266)trowej, naro(cid:298)nej kamienicy czuwała jeszcze pierwszorz(cid:266)dna apteka, bij(cid:261)c potokami białego (cid:286)wiatła rozpływaj(cid:261)cego si(cid:266) w cieniach ponurej nocy marcowej. W aptece ko(cid:276)czono dzienne obrachunki. Pan źdward ż(cid:266)d(cid:296)ba, współwła(cid:286)ciciel firmy „ż(cid:266)d(cid:296)ba i Miłecki”, stał pochylony nad szuflad(cid:261) kasow(cid:261) i sapi(cid:261)c przera(cid:296)liwie, rachował pie- ni(cid:261)dześ starszy pomocnik, Werda, dodawał ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) odr(cid:266)cznej sprzeda(cid:298)y, z materialni docho- dził szept prowadzonej rozmowyś słu(cid:298)(cid:261)cy Józef, zamiatał podłog(cid:266). – Prosz(cid:266)! – zacz(cid:261)ł po chwili pan ż(cid:266)d(cid:296)ba, typuj(cid:261)c do szuflady drobne pieni(cid:261)dze do zmiany i odkładaj(cid:261)c na bok spor(cid:261) paczk(cid:266) banknotów. – Receptura o(cid:286)mna(cid:286)cie kopiejek dziesi(cid:266)ć, odr(cid:266)czna dwadzie(cid:286)cia czterdzie(cid:286)ci, wody pi(cid:266)ć – dyktował Werda – razem czterdzie(cid:286)ci trzy pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t. – Hm! – mrukn(cid:261)ł pryncypał – mało, panowie, zapisujecie... z groszówek blisko pi(cid:266)tna(cid:286)cie Pomocnik wzruszył ramionami i wyszedł w gł(cid:261)b aptecznych pokoi. ż(cid:266)d(cid:296)ba pieni(cid:261)dze do s(cid:261)siedniego gabinetu odniósł, do kasy schował i obejrzawszy nie wy- kupione lekarstwa, zakomenderował w stron(cid:266) laboratoriumŚ – Zamykać! Źwu zaspanych słu(cid:298)(cid:261)cych zacz(cid:266)ło powoli opuszczać karbowane (cid:298)aluzje, w materialni rozległy si(cid:266) gł(cid:266)bokie westchnienia. rubli!... Pryncypał atoli miał jeszcze zamiar dłu(cid:298)sz(cid:261) chwil(cid:266) zabawić, bo rozsiadł si(cid:266) na czerwonej, aksamitnej kanapce pod oknem i zawołał cichym, przeci(cid:261)głym głosemŚ – Panie Władysławie! Z gł(cid:266)bi lokalu apteki wybiegł siedemnastoletni młodzieniec i rumieni(cid:261)c si(cid:266) z lekka, obrzu- cił pytaj(cid:261)cym spojrzeniem swego chlebodawc(cid:266). – Panie Władysławie! – powtórzył cicho ż(cid:266)d(cid:296)ba, wpadaj(cid:261)c w ton słodkiej przyja(cid:296)ni. – Co – Ja... panie?! – odpowiedział z cicha młodzieniec. – Źoprawdy nie wiem!... – Rozumiem. Jest pan pierwszy dzie(cid:276) w aptece! Otó(cid:298) musz(cid:266) pana obja(cid:286)nić. W aptece jest robota zawszeŚ gdy jej nie ma, trzeba umieć j(cid:261) znale(cid:296)ć. Jeszcze pan nic nie umie, nale(cid:298)y wi(cid:266)c ci(cid:261)gle przygl(cid:261)dać si(cid:266) i uwa(cid:298)ać. Tymczasem trzeba być posłusznym chłopaczkiem, grzecz- pan robi?... 4 nym. Trzeba wstawać rano, nie tak bardzo, o siódmej, i przede wszystkim zetrzeć kurze w aptece, stoły, szuflady, lo(cid:298)e i trzy dolne półki dokoła. W sobot(cid:266), raz na tydzie(cid:276), przychodzi kobieta, która obciera cał(cid:261) aptek(cid:266). Panu Władysławowi mo(cid:298)e si(cid:266) to nie podoba... ale jest to zwyczaj przyj(cid:266)ty od dawna. Papierosów palić nie wolno. Raz w tygodniu, od południa, we (cid:286)rody, b(cid:266)dzie miał pan wychodni(cid:266). Pomocnicy dostaj(cid:261) pieni(cid:261)dze na (cid:298)ycie, pan jednak b(cid:266)dzie miał obiady i (cid:286)niadaniaś na bułki otrzyma pan sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)t kopiejek miesi(cid:266)cznie. Mam na- dziej(cid:266), (cid:298)e pan... – B(cid:266)d(cid:266) si(cid:266) starał zasłu(cid:298)yć sobie na wzgl(cid:266)dy – przerwał rezolutnie Władysław. – Tak s(cid:261)dz(cid:266). Niech pan przy tym pami(cid:266)ta, (cid:298)e dawniej inn(cid:261) trzeba było przechodzić szko- Za drzwiami materialni rozległ si(cid:266) stłumiony chichot. ż(cid:266)d(cid:296)ba brwi zmarszczył i ci(cid:261)gn(cid:261)ł ł(cid:266)!... dalejŚ – Kiedy ja byłem uczniem u Wankego, mówiono mi „ty”! Pan Władysław zrozumiał? „Ty” mnie mówiono! Musiałem nadto czy(cid:286)cić wszystkie naczynia, szpadle, menzurki, a na- wet chodzić w pi(cid:261)tki z pani(cid:261) Wanke do miasta. Czy pan Władysław rozumie? Twarda była szkoła, ale dobra! Źzi(cid:286) czasy si(cid:266) zmieniły... byle smarkacz rol(cid:266) pana odgrywa! B(cid:266)d(cid:261)c uczniem, wstawałem o szóstej, dy(cid:298)urowałem przez całe trzy lata, w nocy biegałem po piwni- cach i górach, parobek był wobec mnie osob(cid:261)! Rygor zawsze ogromny... za uszy si(cid:266) nieraz oberwało! Czy pan Władysław rozumie?... Zapytany kiwn(cid:261)ł machinalnie głow(cid:261). – To bardzo dobrze! Prosz(cid:266) to, co mówiłem dobrze sobie zapami(cid:266)tać! ż(cid:266)d(cid:296)ba wstał z kanapki, odwrócił si(cid:266) plecami do młodzie(cid:276)ca, skin(cid:261)ł na słu(cid:298)(cid:261)cego, palto wdział i trzaskaj(cid:261)c drzwiami apteki, wrzasn(cid:261)ł przera(cid:296)liwieŚ – Źobranoc panom! – Źobranoc! – odpowiedziały chórem głosy z materialni. Apteka była zamkni(cid:266)ta. Pan Władysław spojrzał dziwnie za wychodz(cid:261)cym, pryncypałem, skłonił si(cid:266) jego plecom i ocieraj(cid:261)c pot z czoła, wszedł do materialni. Na jego widok gwar i hałas powstał nie do opisania. – Patrzcie, jaki puer1 czerwony! – wołał drugi pomocnik, Stefan Werbel, targaj(cid:261)c z lekka – To ci mu ż(cid:266)dziu(cid:286) wypalił! – chichotał starszy ucze(cid:276), Smaczy(cid:276)ski. – Noś no! Źajcie pokój! Małemu to dobrze zrobi, nosa mu utarli, nie nie szkodzi! – mity- r(cid:266)kaw Władysława. gował Werda. – Jakby młodego pana nie trzeba było nakr(cid:266)cić! – mruczał Józef, słu(cid:298)(cid:261)cy, rozstawiaj(cid:261)c na (cid:286)rodku materialni (cid:298)elazne łó(cid:298)ko dla dy(cid:298)urnego. Władysław, milcz(cid:261)c, usiadł przy małym stoliczku obok szafy z flaszkami. – Mieli(cid:286)my puera warchoła, teraz b(cid:266)dziemy mieli melancholika – zacz(cid:261)ł Werbel. – Niech go starzy wezm(cid:261) w obroty, to si(cid:266) w mig melancholia ulotni – dorzucił Smaczy(cid:276)- ski. szej gazety?... dliwie Werbel. – Przepraszam panów – spytał nie(cid:286)miało Władysław – czy w aptece nie ma jakiej dzisiej- – żazety! Cha! Cha! – wybuchn(cid:266)li zebrani. – Panowie! Puer ma fioła!... Proponuj(cid:266) aqua sedativa na głow(cid:266)! – Źaj pokój, Michałku! Komu(cid:286) si(cid:266) zdaje, (cid:298)e b(cid:266)dzie si(cid:266) zabawiał lektur(cid:261)!... – cedził pogar- – S(cid:261)dz(cid:266), (cid:298)e od jutra rana zaprenumeruje si(cid:266) kilka pism dla łaskawego u(cid:298)ytku!... Natural- nie! Taki pan Władysław! – dra(cid:298)nił Smaczy(cid:276)ski. – Boli pana główka? Pewno boli?... 1 P u e r (łac.) – chłopiec. 5 Źo rozmowy znów wtr(cid:261)cił si(cid:266) JózefŚ – źt, prosz(cid:266) panów, to nic, ale z tym panem to nie tylko łó(cid:298)ko, po(cid:286)ciel i rzeczy przyjecha- ły, ale jeszcze szafa i całe dwie skrzynie ksi(cid:261)(cid:298)ekś A(cid:298) niepodobna! żdzie si(cid:266) to podzieje?.., Stoj(cid:261) na (cid:286)rodku pokoju u panów!... – Co?! – wykrzykn(cid:261)ł Werda, marszcz(cid:261)c brwi, i skierował si(cid:266) przez laboratorium do sypial- ni pomocników. Za Werd(cid:261) poszli Werbel i Smaczy(cid:276)ski, za nimi Władysław i Józef. Na (cid:286)rodku niewielkiej izdebki, zastawionej trzema łó(cid:298)kami i kilku kuframi, pi(cid:266)trzyły si(cid:266) rzeczy Władysława z niewielka szafk(cid:261) na przedzie. – Któ(cid:298) był taki m(cid:261)dry? – irytował si(cid:266) Werda. – Wynie(cid:286)ć mi zaraz st(cid:261)d! W naszym miesz- kaniu nie ma miejsca na takie graty! Szaf(cid:266) i skrzyni(cid:266) zabrać na strych, a łó(cid:298)ko tak(cid:298)e!... – Za pozwoleniem! – protestował poruszony Władysław. – Łó(cid:298)ko b(cid:266)dzie mi potrzebne!... – Na co? Przecie(cid:298) pan b(cid:266)dzie spał w pudle!,.. – Cha! Cha! Źo pudła... do pudła... –skrzeczał Smaczy(cid:276)ski. – Ale(cid:298), panowie! Mnie pan Miłecki wła(cid:286)nie... mówił!... – Co pan Miłecki! Ja panu poka(cid:298)(cid:266). Słuchać! – wrzasn(cid:261)ł zaperzony Werda, wymachuj(cid:261)c r(cid:266)- koma. – Józef, Wojciech! Wyrzucić mi w tej chwili!... – Panie – prosił Władysław – szkoda! Przecie(cid:298) ksi(cid:261)(cid:298)ki wiele miejsca nie zabior(cid:261), przydać si(cid:266) mog(cid:261) i panom! Jest tam biblioteka po ojcu... ch(cid:266)tnie po(cid:298)ycz(cid:266)... – Macie! Smarkacz pan jeste(cid:286)! B(cid:266)dziesz starszych rozumu uczył!... – Zostawcie! – wtr(cid:261)cił si(cid:266) WerbelŚ – Nie irytujcie si(cid:266)! Puer ma przewrócone w głowie! Wyniesie si(cid:266) to wszystko do suszarni, i po hałasie!... Ze stołu w laboratorium zwlókł si(cid:266) drugi słu(cid:298)(cid:261)cy, Wojciech, i kln(cid:261)c, j(cid:261)ł razem z Józefem wynosić szaf(cid:266) i skrzynie na strych, Panowie farmaceuci powrócili wzburzeni do materialni i zacz(cid:266)li raczyć si(cid:266) piwem. Władysław blady, dr(cid:298)(cid:261)cy stał wsparty pod (cid:286)cian(cid:261) w sypialni. W głowie mu si(cid:266) m(cid:261)ciło, nie mógł zebrać my(cid:286)li. Za có(cid:298) go sponiewierano? Czym zasłu(cid:298)ył sobie na takie obej(cid:286)cie? Wszak dopiero dwie godziny jest w aptece... Mała, kopc(cid:261)ca lampka rzucała niepewne (cid:286)wiatło. Stos rzeczy Władysława zmniejszał si(cid:266) stopniowoś została w ko(cid:276)cu po(cid:286)ciel i podłu(cid:298)ny kuferek. – To we(cid:296) do materialni – dyrygował Józef, potr(cid:261)caj(cid:261)c nog(cid:261) tłumok – a kuferek stanie w la- boratorium pod stołem! – żdzie wi(cid:266)c b(cid:266)d(cid:266) spał? – zapytał Władysław niepewnym głosem. – żdzie? Jak przyjdzie czas, to si(cid:266) pan dowie! – odparł hardo Józef. – Tylko bardzo prosz(cid:266) grzeczniej odpowiadać! – zacz(cid:261)ł ostro Władysław, hamuj(cid:261)c wybuch gniewu. dła pójdzie! – O! Patrzcie!... – odrzekł pogardliwie słu(cid:298)(cid:261)cy. – Jeszcze pana tu nie było, a ja ju(cid:298) byłem! żrzeczniej! Pójdziesz pan do pudła, i ju(cid:298)!... – Słuchaj ty... bo... – Ja si(cid:266) tam gró(cid:296)b pa(cid:276)skich nie boj(cid:266)! Jeszcze! Powiedział panu pan Werda, (cid:298)e pan do pu- – Chod(cid:296), głupi – przerwał Wojciech – co b(cid:266)dziesz słuchać! Władysław w bezsilnym uniesieniu zagryzł do krwi wargi. Ładnie go tu przyjmowano! żdyby(cid:298) choć jedno dobre słowo usłyszał! Wi(cid:266)c całe trzy lata praktyki?!... Nie! On nie zniesie – rzuci wszystko i pójdzie sobie! Pójdzie? żdzie? Za- brzmiało w uszach pytanie i otrze(cid:296)wiło go. Tak, on tu zostać musi, bo inaczej być nie mo(cid:298)e... Potok nasuwaj(cid:261)cych si(cid:266) Władysławowi my(cid:286)li przerwało wej(cid:286)cie Smaczy(cid:276)skiego i Werdy. – Puer, do pudła – zaskrzeczał pierwszy. – Prosz(cid:266) st(cid:261)d! – potwierdził Werda. – Tu nie miejsce dla pana!... – Panowie – próbował perswadować Władysław – pójd(cid:266), ale có(cid:298) ja wam... – No, no! Bez romansów... i spać – przerwał starszy pomocnik – a o siódmej prosz(cid:266) być na nogach. 6 Władysław poszedł w milczeniu do materialni, (cid:286)cigany (cid:286)miechem Smaczy(cid:276)skiego. Werbel, wpółrozebrany, le(cid:298)ał na łó(cid:298)ku dy(cid:298)urnego, pal(cid:261)c papierosa. Wojciech znosił po- (cid:286)ciel Władysława. Wreszcie zbli(cid:298)ył si(cid:266) do stoj(cid:261)cej pod oknem wielkiej, czworok(cid:261)tnej komody i rzekł, spogl(cid:261)daj(cid:261)c na nowicjuszaŚ – To jest pa(cid:276)skie pudło... Władysław po raz pierwssy w (cid:298)yciu zapoznawał si(cid:266) z dziwacznej konstrukcji łó(cid:298)kiem. Była to wielka, czworot(cid:261)tna skrzynia, której przednia (cid:286)ciana wysuwała si(cid:266) i ł(cid:261)cznie z pu- stym wn(cid:266)trzem komody stanowiła rodzaj szlabana na ziemi, deski rozło(cid:298)onej na podłodze. Chc(cid:261)c si(cid:266) poło(cid:298)yć w tym zaimprowizowanym łó(cid:298)ku, nale(cid:298)ało najpierw stan(cid:261)ć na poduszkach, a nast(cid:266)pnie uchwyciwszy si(cid:266) kraw(cid:266)dzi skrzyni, nogi powoli posuwać w kierunku pudła. Wstawanie było mniej skomplikowane, bo polegało tylko na umiej(cid:266)tno(cid:286)ci chodzenia na czworakach. Władysław oboj(cid:266)tnie patrzył na swoje pudło. Zaci(cid:261)ł si(cid:266) w sobie i postanowił przemóc Było ju(cid:298) pó(cid:296)no. Czas by si(cid:266) było poło(cid:298)yć. Nowicjusz pró(cid:298)no szukał, gdzie by ubranie ulo- kować. Źwa krzesełka zaj(cid:261)ł Werbel na swoj(cid:261) garderob(cid:266). Wierzch za(cid:286) pudła był zastawiony pustymi słojami i naczyniami aptecznymi. Wtem z materialni rozległ si(cid:266) krótki, nerwowy odgłos dzwonka elektrycznego. – Tyran! – zawołał Werbel. – Otwieraj! Zaspany Józef po małej chwili wysun(cid:261)ł si(cid:266) spoza szaf ze szkłem i poszedł otworzyć. We drzwiach, prowadz(cid:261)cych do apteki, ukazał si(cid:266) młody człowiek, w kapeluszu na bakier, wszystko. z twarz(cid:261) rozpromienion(cid:261). – Jak si(cid:266) masz, Kulasie! – zacz(cid:261)ł przybyły krzykliwie. – Jak si(cid:266) masz! Wyczekiwałem z niecierpliwo(cid:286)ci(cid:261). Spać mi si(cid:266) chce, a ty marudzisz!... Przecie(cid:298) miałe(cid:286) mnie zast(cid:261)pić?... – Wi(cid:266)c co? – odparł zagadni(cid:266)ty. – Źzi(cid:286) moja wychodnia, mogłem i wcale na noc nie wró- cić!... Zła(cid:296) z łó(cid:298)ka, niech ci(cid:266)... pody(cid:298)uruj(cid:266)!... Ale!... To macie nowego puera!... Źzie(cid:276) dobry panu! Moje uszanowanie panu puerowi!... Władysław si(cid:266) skłonił z daleka. Werbel zbierał ubranie. – Có(cid:298)e(cid:286) dzi(cid:286) porabiał? – zapytał. – Co?! Żiu! U(cid:298)ywałem jak pies w studni. Najpierw spotkałem si(cid:266) z Jankiem Kr(cid:266)ckim w cukierni, pó(cid:296)niej byłem na „Nitouche”2. Powiadam ci, Kirszenmanka (cid:286)piewa! No, paradne! Słowo honoru! Znakomita!... Zaraz, czekaj!... Aha!... „Był sobie dragon, t(cid:266)gi (cid:298)ołnierz!” Żlori- dor jest niezrównany! Po teatrze poszli(cid:286)my na piwo do Czarnej Rózi! Janek mnie namawiał, (cid:298)ebym jeszcze z nim szedł... lecz dałem pokój... floty braknie... koniec miesi(cid:261)ca!... Wstawili- (cid:286)my po cztery przepalanki, trzy szkła piwa... kawałek chabaniny w buzi(cid:266) i... jestem!... Tylko... na „Nitouche” id(cid:296), id(cid:296) koniecznie! – Pójd(cid:266), pójd(cid:266)... naturalnie! – A có(cid:298) Zimorodek i żrzebała?... (cid:285)pi(cid:261)?... – Pewnie!... Czas i na mnie! Źobranoc ci!... Jutro id(cid:266) do babki... – A id(cid:296)... do dziadka! (cid:297)eby(cid:286) pan zdrów był... Werbel, utykaj(cid:261)c z lekka na lew(cid:261) nog(cid:266), powlókł si(cid:266) do sypialni. Przybyły mierzył jaki(cid:286) czas krokami w(cid:261)sk(cid:261) materialnie, wreszcie, spojrzawszy na stoj(cid:261)ce- go nieruchomie Władysława, stan(cid:261)ł przed nim i zapytał z komicznym u(cid:286)miechemŚ – Pan puer? Z kim(cid:298)e mam rozkosz? – Władysław Turkowski. – odrzekł nowicjusz, 2 „N i t o u c h e ” (wła(cid:286)ciwieŚ Mam’zelle Nitouche) – tytuł popularnej niegdy(cid:286) francuskiej operetki, której twór- cami byli kompozytor Hervé (1825 – 1892) oraz dramatopisarzeŚ Henri Meilhac (1831 – 1897) i Arthur Millaud (1844 – 1892). 7 – Kazimierz Pracki!... Źo usług! Bardzo mi przyjemnie. Władysław patrzył apatycznie na wielki, podłu(cid:298)ny napis na porcelanowej tabliczce. – No? – pocz(cid:261)ł znów Pracki. – Jeste(cid:286)my skwaszeni? Bajki, kolego! Nie podoba si(cid:266) oficy- na? Czy pan puer mówi, czy nie mówi? Mo(cid:298)e papierosika?... Palicie? Zasypany pytaniami młodzieniec zrazu zmarszczył si(cid:266), lecz spojrzawszy na otwart(cid:261), we- soł(cid:261) twarz Prackiego, odpowiedział z cichaŚ – Ano pal(cid:266)!... – Wi(cid:266)c brać. Prosz(cid:266)! Siadaj no pan! Mo(cid:298)e(cid:286) (cid:286)pi(cid:261)cy?... – Nie, nie bardzo... – Widział pan Kirszenmank(cid:266)? – Nie widziałem! – To pan (cid:298)ałuj! Cukierek, nie dziewczyna! Ciarki a(cid:298) przechodz(cid:261)!... W gardle mi zaschło... Napiłbym si(cid:266) czego! A pan?... – Z ochot(cid:261) – odrzekł Władysław, czuj(cid:261)c budz(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) w nim sympati(cid:266) do Prackiego. A Pracki wstał, przyniósł z podr(cid:266)cznej lodowni syfon wody sodowej, naczynie porcelano- we z apteki i wysuwaj(cid:261)c szufladk(cid:266) z górnej kondygnacji szaf materialni, zapraszał Władysła- waŚ – Teraz jazda, panie! Szukasz szklanki? Naucz(cid:298)e si(cid:266)Ś przyzwoity farmak pije ze słoika... O! W naczyniu jest syrupus rubi idei... czyli „malinowy sos”, a tu, w szufladce, s(cid:261) migdały do fabrykowania emulsji i od(cid:298)ywiania pigularzy! Pan by(cid:286) chciał mo(cid:298)e skórki panie(cid:276)skiej!... Nie- stety, starzy pasta altheae zamykaj(cid:261) na klucz w szafce, w gabinecie... Z rzeczy jadalnych... pozostaj(cid:261) tylko rotuale menthae piperitae, czyli mi(cid:266)towe pastylki... zreszt(cid:261), je(cid:298)eli kto lubi suszone maliny, pasta pectoralis, rzecz nie tylko dobra do kaszlu... no i... cukier. Władysław z dziecinn(cid:261) ochot(cid:261) raczył si(cid:266) wod(cid:261) z sokiem, ćmił papierosy i z zachwytem spogl(cid:261)dał na Prackiego. Ten ostatni nie okazywał mu niech(cid:266)ci ani swej wy(cid:298)szo(cid:286)ci – przeciw- nie, w jego szorstkim obej(cid:286)ciu było co(cid:286) przyjaznego, (cid:298)yczliwego. Nowicjusz przy tym czuł potrzeb(cid:266) wygadania si(cid:266), podzielenia z kimkolwiek wra(cid:298)e(cid:276). Pracki za(cid:286), z natury rozmowny, był dzi(cid:286) w wy(cid:286)mienitym humorze. – Wi(cid:266)c, kochany panie Władysławie... chcesz zostać aptekarzem... Idea głupia... my(cid:286)l – Źlaczego(cid:298) to?... – Źlaczego? Bo ojciec miał trzech synówŚ dwóch było m(cid:261)drych, a trzeci... farmak! Bo ani chleba, ani swobody, ani niezale(cid:298)no(cid:286)ci mieć nie b(cid:266)dziesz, bo ci(cid:266) buda zje... Chyba, (cid:298)e masz grosze, oficyn(cid:266) sobie kupisz albo o(cid:298)enisz si(cid:266) z jak(cid:261) bogat(cid:261) szewcówn(cid:261)... – Za pozwoleniem! – zaoponował Władysław. –Żarmacja nie jest gorsz(cid:261) od innych... – Taak! Hm! A co(cid:286) pan dot(cid:261)d porabiał?... – Byłem w gimnazjum. Sze(cid:286)ć klas prawie przebrn(cid:261)łem, w ko(cid:276)cu sprzykrzyła mi si(cid:266) ta walka. Ksi(cid:261)(cid:298)ki nie było za co kupić, na ubranie, na wpis nigdy nie starczyło... pozostawały korepetycje. Ale sztubakom płac(cid:261) marnie! Miałem trzy godziny dziennie po trzy ruble mie- si(cid:266)cznie. Zwariować chyba. (cid:285)nieg, deszcz... wal na piechot(cid:266) z jednego ko(cid:276)ca miasta na dru- gi... Wprawdzie tu mi płacić nie b(cid:266)d(cid:261), ale zawsze (cid:298)ycie jest, dach jest... wuj co(cid:286) doło(cid:298)y i przynajmniej nie ma tej gor(cid:261)czki! Rzuciłem szóst(cid:261) klas(cid:266), i koniec. Trzy lata to nie wiek. – Opowiadanie! Przede wszystkim zrobiłe(cid:286) pan wielkie głupstwo, (cid:298)e(cid:286) do szóstej klasy do- marna! siedział. praktyk(cid:266), a tak... – A to dlaczego?! – pyta zdziwiony Władysław. – Bo zmarnowałe(cid:286) dwa lata czasu na pró(cid:298)no. żdyby(cid:286) wyszedł z czwartej, ju(cid:298) by(cid:286) ko(cid:276)czył – Być mo(cid:298)e. Jednak wiadomo(cid:286)ci zdobyte mog(cid:261) si(cid:266) przydać... 8 – Na co? Kto tu b(cid:266)dzie cenił... pa(cid:276)sk(cid:261) szóst(cid:261) klas(cid:266)! Pan si(cid:266) naucz infusa nastawiać, de- kokty gotować, pigułki kr(cid:266)cić, proszki wa(cid:298)yć... To zgoda. Ale w aptece!... Szkoda dwu lat! Byłby(cid:286) młodszym i potulniejszym... – Stało si(cid:266)! Cofn(cid:261)ć si(cid:266) ju(cid:298) nie mog(cid:266)... Chocia(cid:298), powiem szczerze, przyj(cid:266)cie, jakiego do- znałem dzisiaj ze strony kolegów pa(cid:276)skich... No, bo (cid:298)e ż(cid:266)d(cid:296)ba w rezultacie paternoster mi wypalił, pewno taki zwyczaj, lecz ci panowie nie wiem... – Cha! Cha! Rozumiem!... – Jakie(cid:286) przedrze(cid:296)nianie nazywanie puerem!... Zreszt(cid:261) mniejsza o nazw(cid:266)... ale przecie(cid:298) nie mieli racji urz(cid:261)dzać sobie drwinek... – Bajki, kochany panie! Trzeba ich znać. Zimorodek albo Werda jest to stary pomagier... Suchotnik zdeklarowany, był na drugim kursie i obci(cid:261)ł si(cid:266)... musi zdawać drugi raz! Raptus przy tym i narwaniec. Ten, co z panem siedział, Kulas, te(cid:298) chorowity, przej(cid:266)ty urodzeniem swojej babki, powłóczy jedn(cid:261) nog(cid:261), głow(cid:266) ma t(cid:266)p(cid:261), byki strzela i wiecznie zły na siebie i na wszystkich. A żrzebała Smaczy(cid:276)ski to taki sam puer jak i pan, tylko (cid:298)e praktyk(cid:266) ko(cid:276)czy, wi(cid:266)c cieszy si(cid:266), (cid:298)e ma ju(cid:298) nad kim przewodzić... Tu, panie, ka(cid:298)dy ma swego zaj(cid:261)czka! I pan go b(cid:266)dziesz miał, tylko pan troch(cid:266) posiedzisz... A przecie(cid:298) i ja go mam tak(cid:298)e... Ogromnie lubi(cid:266) niewiasty! Powiadam panu, jak nieraz wejdzie jaka przystojna do apteki, to mnie jakby kto w g(cid:266)b(cid:266) dał... po prostu mnie dławi!... Z tym wszystkim Kirszenmanka jest ogromnie fajna dziewczyna. – A panowie ż(cid:266)d(cid:296)ba i Miłecki? – Bo ja wiem! Obaj grzeczni, uprzejmi... ale niech im si(cid:266) co nie podoba!! Ho, ho! żroszo- roby zwyczajne! Miłecki o(cid:298)enił si(cid:266) z bogat(cid:261) mydlark(cid:261), a ż(cid:266)d(cid:296)ba po(cid:298)yczył pieni(cid:266)dzy i te(cid:298) kroi na posag. Młodzi s(cid:261), ale tacy sami jak starzy! Naharowali si(cid:266) po kondycjach, biedy najedli, a dzi(cid:286)... zapomniał wół, jak ciel(cid:266)ciem był... gn(cid:266)bi(cid:261) drugich, obawiaj(cid:261)c si(cid:266), (cid:298)eby ich pracuj(cid:261)cym czasem si(cid:266) lepiej nie działo! Płac(cid:261) marnie! Tacy oni wszyscy. Póki jest pomocnikiem, prowi- zorem, choć do rany przyłó(cid:298), ale gdy pryncypałem zostaje, ju(cid:298) do góry nosa zadziera. Taki Kreutler na praktyce z Werd(cid:261) był, sko(cid:276)czył kursa, bud(cid:266) od te(cid:286)cia dostał... i ju(cid:298) bez kija nie przyst(cid:266)puj!... A co si(cid:266) dawniej na Wankego nawyrzekał!... – Niewesołe stosunki. Trudno... jako(cid:286) si(cid:266) poradzi... byleby mnie panowie koledzy (cid:298)yć dali. Pan rozumie, do lekcewa(cid:298)enia nie przywykłem, a bieda niejednego mnie nauczyła... Chciał- bym w zgodzie... – (cid:285)miej si(cid:266) pan z tego! Trzymać si(cid:266) ostro, bardzo sobie po nosie nie dać je(cid:296)dzić, bo ci(cid:266) zmarnuj(cid:261) od razu. Z pocz(cid:261)tku ze wszystkimi z daleka. Werdy si(cid:266) strzec, bo postrzeleniec, i jak mu co przyjdzie do głowy, to z g(cid:266)b(cid:261) do starych leci na skarg(cid:266)! Lis! Ho! Ho! Wiecznie opalizuje, niby z kolegami jest dobrze, ale umie na łapkach skakać. Rób pan swoje, i ju(cid:298)! – Ba! żdybym wiedział, co robić!... – Poka(cid:298)(cid:261) panu! Nie bój si(cid:266)! Ka(cid:298)dy b(cid:266)dzie ci(cid:266) uczył na gwałt... (cid:298)eby na ciebie zwalić ro- bot(cid:266)... Lepiej sprytnego nie udawać, ostrzegam! – ż(cid:266)d(cid:296)ba zabronił mi palić! – Trzeba mu było powiedzieć, (cid:298)eby przede wszystkim nie pozwolił swoim pracuj(cid:261)cym chodzić w dziurawych butach. Zawracanie głowy! B(cid:261)d(cid:296) pan spokojny, nikt si(cid:266) tu pa(cid:276)sk(cid:261) cnot(cid:261) opiekować nie b(cid:266)dzie, byłe(cid:286) fasunki zrobił, ka(cid:298)dego po kolei wyr(cid:266)czył i jak wróbel na nici skakał... Pracki ziewn(cid:261)ł i spojrzał na zegarek. – Pierwsza! Czas spać! (cid:297)eby tylko nie dzwonili! Ale ta... Kirszenmanka!... – Przepraszam pana... (o tu zrobić z drobiazgami? Przecie(cid:298) szczotka do włosów, grzebie(cid:276), a nie ma gdzie ulokować... – Jak toŚ nie ma gdzie? Wybierz pan sobie po prostu szuflad(cid:266) któr(cid:261), i basta. O, patrz pan, na przykład t(cid:266), cortex frangulae albo herba herniariae... To ju(cid:298) taki zwyczaj. Ja, na przykład, papierosy mam zawsze w semen lini, a przybory tualetowe we flores chamomillae vulgaris. 9 Nie masz si(cid:266) pan czego dziwić – mówił dalej Pracki, rozbieraj(cid:261)c si(cid:266) powoli – apteka ma to do siebie, (cid:298)e najniewinniejszy (cid:286)rodek, przyniesiony do niej w płachcie przez bab(cid:266) czy chłopa, zatraca sw(cid:261) prost(cid:261), wyra(cid:296)n(cid:261) nazw(cid:266) i nabiera szumnego tytułu... wi(cid:266)c cukier nazywa si(cid:266) sac- charum album ten(cid:298)e cukier rozpuszczony w wodzie syrupus simplex, najpodlejszy smalec to adeps suillus, a stara oliwa to oleum olivarum provinciale. Trudno mi tu wszystko wyliczyć, nauczysz si(cid:266) pan z czasem. Wszystko blaga, i nic wi(cid:266)cej!... – Blaga?! – Ma si(cid:266) rozumieć! Jak lekarz zapisze takiemu go(cid:286)ciowi flaszeczk(cid:266) wody z syropem! odrobin(cid:266) kwasku i zaleci mu pić ły(cid:298)k(cid:266) co godzin(cid:266), to biedakowi Bóg wie co si(cid:266) zdajeś jak zobaczy sygnatur(cid:266), kapsel papierowy i odrobin(cid:266) łaciny, to ju(cid:298) mu lepiej. A gdyby mu ten sam lekarz powiedział na g(cid:266)b(cid:266)Ś „We(cid:296) acan troch(cid:266) wody i troch(cid:266) syropu z cytryn(cid:261) i pij sobie, ile si(cid:266) zmie(cid:286)ci”, toby pacjenta utracił. Co tu długo gadać... blaga! Żabrykuj(cid:261) niby za granic(cid:261) ró(cid:298)ne nowe alkaloidy i (cid:286)rodki, ale to wszystko licha warte. Rok, dwa, trzy lata w modzie, a pó(cid:296)niej raptem wychodzi z u(cid:298)ycia!... Tak, panie, kto si(cid:266) nowymi (cid:286)rodkami chce leczyć, niech si(cid:266) spieszy... bo pó(cid:296)niej... przestaj(cid:261) pomagać. Jest naturalnie dwadzie(cid:286)cia, trzydzie(cid:286)ci (cid:286)rodków prastarych, które s(cid:261) alf(cid:261) i omeg(cid:261) farmacji z medycyna razem, a zreszt(cid:261) wszystko mucha! Źo- syć tego b(cid:266)dzie! żadu, gadu i człek si(cid:266) nie wy(cid:286)pi! W kilka chwil pó(cid:296)niej Pracki le(cid:298)ał w łó(cid:298)ku, a Władysław, przezwyci(cid:266)(cid:298)aj(cid:261)c wstr(cid:266)t, wgra- molił si(cid:266) do pudła. Cisza zaległa aptek(cid:266). Źrgaj(cid:261)cy płomie(cid:276) gazowy rzucał niepewne, przyćmione (cid:286)wiatło na materialni(cid:266), wytwarzaj(cid:261)c dusz(cid:261)ce gor(cid:261)co, spot(cid:266)gowane wyziewami z lekarstw. Władysław kr(cid:266)cił si(cid:266) niespokojnie na posłaniu. Powietrze apteczne buchało na(cid:276) ze wszyst- kich stron, nowo(cid:286)ć otoczenia denerwowała, potok my(cid:286)li snu pozbawiał. Wi(cid:266)c był nareszcie w aptece! Nareszcie – bo wszak tyle trzeba było stara(cid:276), tyle wysiłków, tyle protekcji, aby si(cid:266) dostać na praktyk(cid:266) – i na praktyk(cid:266) w Warszawie. Przecie(cid:298) kuzynek da- leki, Strzelecki, uwa(cid:298)ał to za niebywałe szcz(cid:266)(cid:286)cie. On wszak całe trzy lata siedzieć musiał w Mszczonowie... a Władysław od razu si(cid:266) dostał, i do znanej firmy „ż(cid:266)d(cid:296)ba i Miłecki”! Stało si(cid:266) wszystko tak pr(cid:266)dko. Tydzie(cid:276), i ju(cid:298) papiery z gimnazjum odebrał, mundurek zrzucił i w aptece zamieszkał. Czy był zadowolonym? źt! Nie chciał si(cid:266) zastanawiać. Pracki mo(cid:298)e si(cid:266) myli, a i ci si(cid:266) zmieni(cid:261). Taki dobry kawałek chleba jak ka(cid:298)dy inny. Uniwersytet sko(cid:276)czy, mo(cid:298)e si(cid:266) magi- strować i stan(cid:261)ć nawet wy(cid:298)ej od niejednego z kolegów. Władysławowi stan(cid:266)ła przed oczyma matka. Źaleko mu do niej! Wyjechała zupełnie z Warszawy, bo musiałaŚ interesa si(cid:266) pokrzy(cid:298)owały, wi(cid:266)c u córki zamieszkała. Nie widział jej Władysław kawał czasu. Wuj si(cid:266) teraz nim opiekował. Źobry, zacny, ale sam w tarapatach, dzieci ma kilkoro – ci(cid:266)(cid:298)ko mu. Co tam! Sko(cid:276)czyły si(cid:266) kłopoty. Ju(cid:298) go nikt po kilka razy dziennie o zapłat(cid:266) wpisu atakować nie b(cid:266)dzie! Źopiero si(cid:266) Hela Walkiewicz zdziwi, gdy si(cid:266) dowie, (cid:298)e jej adorator został farmaceut(cid:261). Trzeba b(cid:266)dzie do nich pój(cid:286)ć kiedy. (cid:285)liczna dzieweczka. Zna j(cid:261) od male(cid:276)kiego – przecie(cid:298) dc jednej szkółki ucz(cid:266)szczali, potem widywali si(cid:266) na ta(cid:276)cach. Ach! Źobre to były czasy! Miał wówczas, zdaje si(cid:266), trzyna(cid:286)cie lat – Hela miała dwana(cid:286)cie – a tak mu ju(cid:298) serce biło, gdy z ni(cid:261) ta(cid:276)czył! Władysław ładniejszej nie znał. Oczy piwne, du(cid:298)e, gł(cid:266)bokie, cera smagła, silna bru- netka... a rz(cid:266)sy długie... niby firanki. Pójdzie Władysław! A je(cid:298)eli si(cid:266) powiedz(cid:261), to chyba tyl- ko Hela... On j(cid:261) kocha! Ona mo(cid:298)e o tym nie wie! źj, a mo(cid:298)e... Na ta(cid:276)cach wszystkie kontre- danse i lansjerz ta(cid:276)czyli zawsze tylko ze sob(cid:261). Żarmaceuta! Wprawdzie bardzo zło(cid:286)liwie od- zywaj(cid:261) si(cid:266) o farmaceutach! Władysław pami(cid:266)ta – ten, na przykład, aptekarz z „Źomu otwar- tego”3... Cały teatr si(cid:266) trz(cid:261)sł ze (cid:286)miechu! Ale dlaczego(cid:298) on ma si(cid:266) stać karykatur(cid:261)? Przeciw- nie, b(cid:266)dzie czytał, pracował nad sob(cid:261), a ju(cid:298) na magistra wyj(cid:286)ć musi. Poza tym aptekarstwo 3 „Ź o m o t w a r t y ” – tytuł znanej sztuki Michała Bałuckiego (1837 – 1901) – wybitnego komediopisarza polskiego. 10 PrackiegoŚ nale(cid:298)y do zaj(cid:266)ć przyjemnych! Ci(cid:261)gle chemia! Tyle dziwacznych pudełek, flaszeczeki... W aptekach przecie(cid:298) i perfumy maj(cid:261). I ró(cid:298)nie bardzo zapatruj(cid:261) si(cid:266) ludzie. Ciocia Kamila oto zapewniała Władysława, (cid:298)e aptekarz to nawet m(cid:261)drzejszy od doktora! Władysław przymru(cid:298)ał z wolna oczy i zaczynał drzemać, gdy posłyszał przytłumiony głos – Panie Władysławie! Panie Władysławie! Czy pan (cid:286)pi?! – wołał pomocnik. – Nie!... Nie (cid:286)pi(cid:266)! – Kiedy pan b(cid:266)dzie miał wychodnie? – We (cid:286)rody!... – To pilnuj pan afisza i id(cid:296) pan zobaczyć Kirszenmank(cid:266), jest czaruj(cid:261)ca!... –Źobrze... panie! Pracki przewrócił si(cid:266) na drugi bok i zasn(cid:261)ł. Władysław w dalszym ci(cid:261)gu czuwał, wpółsen- ny i rozmarzony. I widział si(cid:266) wychodz(cid:261)cego stopniowo na magistra i wła(cid:286)ciciela ogromnej apteki. Otaczał go szacunek i uznanie. Był uczonym i bogatym. Tu(cid:298), tu(cid:298) przy nim stała ona – Hela, pi(cid:266)kna i u(cid:286)miechaj(cid:261)ca si(cid:266). On dopomagał rodze(cid:276)stwu – niedostatek znikn(cid:261)ł... Wyje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261) z ni(cid:261), z He- l(cid:261), za granic(cid:266)... podró(cid:298)uj(cid:261)... szcz(cid:266)(cid:286)liwi, weseli – i tak płyn(cid:261)... płyn(cid:261)... nieprzerwanie dni po- godne, jasne, promienne... ma... ma wszystko, co chce, czego dusza zapragnie... Władysław w sennym upojeniu otworzył z lekka oczy, spojrzał w gór(cid:266)... i drgn(cid:261)ł – na skraju pudła wysokie, szklane słoje raziły go swoimi napisami. Kali chloricum! Pulvis pediculorum! Magnesia usta... Calcaria... carbonica! – wołały słoje. Władysław głow(cid:266) odwrócił, powieki przymkn(cid:261)ł i poddaj(cid:261)c si(cid:266) ogarniaj(cid:261)cemu go znu(cid:298)eniu, powtarzał automatycznieŚ Kali chloricum... pulvis pediculorum, magnesia usta... calcaria... carbonica... Około godziny szóstej rano ju(cid:298) w aptece ż(cid:266)d(cid:296)by i Miłeckiego rozległ si(cid:266) przera(cid:296)liwie na- tarczywy głos dzwonka przy drzwiach wchodowych. Zwlókł si(cid:266) leniwie słu(cid:298)(cid:261)cy z posłania, drzwi otworzył, zbudził Prackiego i w kilka chwil pó(cid:296)niej do uszu wpółdrzemi(cid:261)cego w szla- banie Władysława doszły d(cid:296)wi(cid:266)ki nast(cid:266)puj(cid:261)cej rozmowyŚ – Có(cid:298) to?! Recepta! Tak rano?! – Ano, zrobiło si(cid:266) naszej pani gorzej, cał(cid:261) noc biegali(cid:286)my po doktorach i nareszcie si(cid:266) je- den zjawił... Czy to pr(cid:266)dko b(cid:266)dzie?.,. panienka przyjdzie pó(cid:296)niej! kiepska taka... (cid:298)e jej by ksi(cid:266)dza lepiej... – Pr(cid:266)dko, pr(cid:266)dko! Trzeba gotować! Za pół godziny albo i dłu(cid:298)ej!... Licho nadało! Mo(cid:298)e – Ale gdzie tam! Poczekać musz(cid:266)!... Wygl(cid:261)daj(cid:261) lekarstwa jak zbawienia... choć nasza pani – Tyran! Józef! Có(cid:298), u stu diabłów, rozwaliłe(cid:286) si(cid:266)?! Wyła(cid:296)! Maszynk(cid:266) zapal i przynie(cid:286) in- fuzork(cid:266)!... A i garnek z laboratorium, ten na lewo, pod oknem, z półki... wiesz infusum sen- nae compositum. – Co nie mam wiedzieć! Jenfu(cid:298)um... to si(cid:266) wie! Rozmowa na chwil(cid:266) ucichła, w laboratorium rozległ si(cid:266) syk gotuj(cid:261)cej si(cid:266) wody, do apteki znów kto(cid:286) zadzwonił. – Prosz(cid:266) rumianku za sze(cid:286)ć, olejku za dziesi(cid:266)ć i ma(cid:286)ci (cid:286)mietankowej za trzy! – Ma(cid:286)ci nie ma za trzy, tylko za sze(cid:286)ć... Tu nie... Koziegłowy! – Jakie tam głowy, nie wiem!... Niech b(cid:266)dzie za sze(cid:286)ć! – A nie mo(cid:298)ecie to pó(cid:296)niej przychodzić... skoro (cid:286)wit ju(cid:298) po rumianek! żwałt taki?!... – O, ju(cid:298) by te(cid:298) pan japtykarz nie wydziwiał! (cid:297)eby to tak pana kolka sparła jak mojego... toby pan chyba pół aptyki zjadł!... Znów cisza i znów pó(cid:296)niej trza(cid:286)niecie drzwiami, znów dzwonek – i tak coraz cz(cid:266)(cid:286)ciej, cz(cid:266)- (cid:286)ciej. 11 W aptece zaczynał si(cid:266) ruch. (cid:297)aluzje skr(cid:266)cono. Władysław podniósł si(cid:266) z wolna z posłania i zacz(cid:261)ł si(cid:266) ubierać. Pracki chodził, biegał i kl(cid:261)ł niespodziewany ruch, który mu dot(cid:261)d ani umyć si(cid:266), ani doko(cid:276)czyć rannej tualety nie pozwalał. Młody praktykant tymczasem, id(cid:261)c za dorywczymi wskazówkami Prackiego, wycierał ku- rze apteczne. Przykro mu było! Po prostu Władysław wstydził si(cid:266), wstydził nie tej brudnej (cid:286)cierki, nie zło(cid:286)liwych u(cid:286)mieszków porozsiadanych na kanapkach sług czekaj(cid:261)cych na lekar- stwo, ale wstydził si(cid:266)... tej podłej roboty, jak(cid:261) mu powierzono. I pytał samego siebieŚ czy(cid:298) w istocie do pracy po(cid:298)yteczniejszej, wymagaj(cid:261)cej wi(cid:266)kszej inteligencji jest jeszcze niezdat- nym?... Około ósmej cały personel apteki był ju(cid:298) na nogach. Na stoliku w materialni kipiał samo- war. Pomocnicy w milczeniu zapijali herbat(cid:266) wraz z uczniami, pal(cid:261)c papierosy i rzucaj(cid:261)c pół- słówkami. Słu(cid:298)(cid:261)cy wynosili po(cid:286)ciel dy(cid:298)urnego i porz(cid:261)dkowali gabinet i laboratorium. Od czasu do czasu skrzypiały drzwi od ulicy – wówczas jeden ze (cid:286)niadaj(cid:261)cych zrywał si(cid:266) od her- baty z kawałkiem bułki w ustach i... „załatwiał interesanta”... – Podły dy(cid:298)ur! – mruczał Pracki. – W nocy było cicho, ale od samego rana istne piekło. Źwa infusa, dekokt i emulsja z semen cannabis! – Przyjemne! – dorzucił Werda. – Co tam! – mówił Werbel. – Ale ja dzi(cid:286) w laboratorium mam ork(cid:266)! Opodeldok! Nienawi- dz(cid:266) tej roboty! Stary dusi! Akurat mi wypadło na wychodni(cid:266). I jeszcze diachilum mam do malaksowania! – We(cid:296) puera! – Masz racj(cid:266), Michałku – potwierdził Werbel, spogl(cid:261)daj(cid:261)c aa Władysława. Wtem drzwi apteki otwarły si(cid:266) z niezwykłym łoskotem. Smaczy(cid:276)ski wychylił si(cid:266) spoza stołu, zerkn(cid:261)ł do apteki i wyszeptał uroczy(cid:286)cieŚ – Panowie, stary! W s(cid:261)siednim gabinecie dało si(cid:266) słyszeć chrz(cid:261)kni(cid:266)cie, przy(cid:286)pieszone kroki, w ko(cid:276)cu w materialni zjawił si(cid:266) drugi współwła(cid:286)ciciel oficyny, pan Konstanty Miłecki. Pracuj(cid:261)cy powstali na powitanie pryncypała. – Źzie(cid:276) dobry! – zacz(cid:261)ł niepewnym dyszkantem Miłecki. – Jaki tu dym!... A... pan Władysław! To bardzo dobrze. Có(cid:298), powiedzieli panowie ju(cid:298), co pan Władysław ma robić? –Jeszcze nie!–odparł Werda. – Obcierałem aptek(cid:266) – dodał (cid:286)miało Władysław. – Tak, tak! Źobrze, bardzo dobrze. Tylko aptek(cid:266) trzeba obcierać staranniej!... Pana Włady- sława nale(cid:298)y zaj(cid:261)ć... Mo(cid:298)e pan Smaczy(cid:276)ski poka(cid:298)e panu, gdzie stoj(cid:261) wody... nast(cid:266)pnie trzeba odrobić zaległe fasunki... – Mam emplastrum plumbi do... malaksowania – wtr(cid:261)cił Werbel. – Źiachilum? Tak, bardzo dobrze!... Niech tylko pan Władysław uwa(cid:298)a, panie, i... tego... Tak, tak! Panie Werda, jest tam co pilnego?... – Owszem! Talcum, acidum hydrochloratum purum i spiritus vini s(cid:261) na defekcie od wczo- raj. – Trzeba napisać zapotrzebowanie do składu. Tak! Ale niech panowie b(cid:266)d(cid:261) łaskawi spiri- tus na noc zamykać do szafki, bo tyrani pewno wypijaj(cid:261)... – Zamykamy, a jak(cid:298)e! – odrzekł Pracki. – Tak? To dziwne. Bardzo! Bo spiritus si(cid:266) widocznie ulatnia. Ja, bro(cid:276) Bo(cid:298)e, nie mówi(cid:266), (cid:298)eby panowie... prosz(cid:266), niech panowie do obiadu... tego... aqua vitae... i owszem, tylko wysy- cha, wysycha!... Zjawienie si(cid:266) interesanta z recept(cid:261) przerwało rozmow(cid:266) z pryncypałem. Pracuj(cid:261)cy rozeszli si(cid:266) do swoich zaj(cid:266)ć. Werda zasiadł na wysuni(cid:266)tej szufladzie przy aptecznym pulpicie do pisa- nia sygnatur i sprawdzania lekarstw. Pracki ulokował si(cid:266) w „lo(cid:298)y” oszklonej i zabrał si(cid:266) do 12 wykonywania pisanych hieroglifami recept. Werbel zaj(cid:261)ł si(cid:266) opodeldokiem w laboratorium, Miłecki za(cid:286) rozsiadł si(cid:266) w gabinecie. Smaczy(cid:276)ski z Władysławem zeszli do piwnicy, do której wej(cid:286)cie było ukryte za szafami pryncypałów w gabinecie. Piwnice apteki ż(cid:266)d(cid:296)by i Miłeckiego, dosyć widne i obszerne, składały si(cid:266) z trzech izb. W dwóch pierwszych porozstawiane na poprzegradzanych półkach stały syfony, butelki i ka- mionki z wodami mineralnymi, kefirem i kilkunastu flaszkami win leczniczych – w trzeciej izbie, na klucz zamkni(cid:266)tej, lokowały si(cid:266) zapasowe tynktury, oleje, ma(cid:286)cie, kwasy, etery, spi- rytusy. Informacje Smaczy(cid:276)ski rozpocz(cid:261)ł od uderzenia Władysława po przyjacielsku... w kark, po czym, spogl(cid:261)daj(cid:261)c z całym poczuciem swej wy(cid:298)szo(cid:286)ci na nowicjusza, j(cid:261)ł recytowaćŚ – Prosz(cid:266) uwa(cid:298)ać! Tu stoj(cid:261) wody sztuczne w syfonach i odrutowanych butelkachŚ sodowa, selcerska, Vichy Celestin, Vichy żrand żrille, źms Kraenchen, Kissingen, Rakoczy... limo- niada magnezjowa... .Jak pan raz i,drugi si(cid:266) naszukasz, to pan trzeci raz znajdziesz! Tutaj s(cid:261) kartki zapasowe z napisami i klajster w kubku!... U nas wody (cid:298)adnej nigdy nie mo(cid:298)e zabrak- n(cid:261)ć! Rozumiecie?... – Nie rozumiem. – To bardzo proste! Co drugi dzie(cid:276) przyje(cid:298)d(cid:298)a furgon z wodami sztucznymi z fabryki. Pan daje mu zamówienie w miar(cid:266) potrzeby. Pó(cid:296)niej pan wymiarkuje, której wody wi(cid:266)cej idzie. Ale, przypu(cid:286)ćmy, jest nagle moc amatorów na Vichy i naraz zabrakło... posłać nie mo(cid:298)na!... Wi(cid:266)c... zeskrobuj(cid:266) pan kartk(cid:266) z selcerskiej wody i nalepia pan kartk(cid:266) od Vichy!... Cała filozo- fia. Byleby był niebieski syfon! – Ale(cid:298) to chyba nie wszystko jedno?... – Zapewne. Lecz przynajmniej apteki si(cid:266) nie dyskredytuje! W aptece nie mo(cid:298)e niczego brakn(cid:261)ć. A przecie(cid:298) selcerska nikomu nie zaszkodzi! Tu gaz i tu gaz! No, id(cid:296)my dalej. Teraz ma pan wody naturalneŚ Karisbad Mühibrunn, Karlsbad Schlossbrunn, znów Vichy dwa ro- dzaje, źms w kamionkach, Krynica, Iwonicz, Levico w tych niebieskich flaszkach, Roncegno w takich samych, tylko białych, Victoria, Hunyada, Żranciszek-Józef, Żranzensbad, Szczaw- nica... Władysław, post(cid:266)puj(cid:261)c za Smaczy(cid:276)skim, potkn(cid:261)ł si(cid:266) o bezkształtn(cid:261) kup(cid:266) ziemi. – Powoli, ostro(cid:298)nie! – upominał starszy ucze(cid:276). – Marnujesz pan szlam ciechoci(cid:276)ski. – To jest szlam ciechoci(cid:276)ski? Przecie(cid:298) w nim wi(cid:266)cej kurzu i (cid:286)mieci ni(cid:298)... – Zawracanie! To jest, prosz(cid:266) was, byczy szlam! Jak byłem w Lubkowie u Tabaczkiewi- cza, to(cid:286)my sami robili szlam ciechoci(cid:276)ski... Brało si(cid:266) troch(cid:266) sal marinum... soli morskiej al- bo... kuchennej ze sklepiku, dodawało si(cid:266) piasku, błota lubkowskiego i był ci taki paradny szlam, (cid:298)e a(cid:298) o trzy mile do nas je(cid:296)dzili po ten rarytas! – To pan nie od pocz(cid:261)tku praktyki był tutaj?... – żdzie tam! Mordowałem si(cid:266) przez półtora roku z Tabaczkiewiczem. Łajdak był, wyzy- skiwacz! Pan masz szcz(cid:266)(cid:286)cie, (cid:298)e(cid:286) do Warszawy trafił! No... zapalmy sobie! Siadaj pan tutaj na Skrzynce i pogadamy. Pokazywać tu nie ma wi(cid:266)cej co... a tam niech starzy my(cid:286)l(cid:261), (cid:298)e si(cid:266) pan obznajmia! Źzi(cid:286) kolejka MiłeckiegoŚ w(cid:286)ciubinos to tak(cid:298)e, ale mniejszy od ż(cid:266)d(cid:296)by. Źo piwnicy nawet nie zajrzy. – Pan mówi „kolejka”?... – Jest ich przecie dwóch, wi(cid:266)c jeden z nich (cid:286)wi(cid:266)tuje, a drugi siedzi w budzie! Z tego za- wrót głowy. Jeden chce tak, drugi siak, jednemu inaczej trzeba i drugiemu inaczej! – A który lepszy? – Lepszy?! Obydwaj smol(cid:261). Ja wol(cid:266) Miłeckiego, bo nie taki fałszywy, bo ten ździo to słodki z pozoru... Widziałe(cid:286) pan, jak on ci(cid:261)gle doln(cid:261) warg(cid:266) wysuwa?... Miałem z nim ju(cid:298) he- c(cid:266). Posłałem tyrana po destylat(cid:266) do piwnicyŚ łajdak nalał zamiast wody alkoholu do apteczne- go sztanglasa... Robili recepty i zamiast wody leli alkohol... Mo(cid:298)e by uszło, ale było ci jedno 13 szprycowanie... Jak ci facet wpadnie do apteki i zacznie wymy(cid:286)lać! Awantura! Starzy do mnie z g(cid:266)b(cid:261). A to wszystkiego tyran narobił. Sko(cid:276)czyło si(cid:266) na strachu, bo w pismach nic o tym nie było, a mogła być heca z urz(cid:266)dem lekarskim! Ale chod(cid:296)my na gór(cid:266), bo i tak zasie- dzieli(cid:286)my si(cid:266) porz(cid:261)dnie... Na górze czekała ju(cid:298) na Władysława pierwsza robota. Na stole w laboratorium le(cid:298)ały wy- ci(cid:261)gni(cid:266)te szuflady apteczne, zawieraj(cid:261)ce resztki rozwa(cid:298)onych w papierkach „groszówek” do odr(cid:266)cznej sprzeda(cid:298)y. Nale(cid:298)ało je nafasować, czyli napełnić. Wysłuchał wi(cid:266)c młody praktykant wykładu pana Werdy na temat, (cid:298)e kali chloricum zawija si(cid:266) w kapsułki, wa(cid:298)(cid:261)c po trzy drachmy za dziesi(cid:261)tk(cid:266) i po sze(cid:286)ć drachm za dziesi(cid:266)ć kopiejek, boraks po pół uncji za dysk(cid:266), a magnesia sulfurica, gorzk(cid:261) sól, wprost si(cid:266) nasypuje, bo tania. Władysław w my(cid:286)l polecenia zabrał si(cid:266) przede wszystkim do kali chloricum. Lecz sól Bertholleta zwarła si(cid:266) w bezkształtne, twarde bryły, trzeba j(cid:261) było przede wszystkim na pro- szek zetrzeć. Wzi(cid:261)ł wi(cid:266)c puer du(cid:298)y mo(cid:296)dzierz porcelanowy i z cał(cid:261) energi(cid:261) nie znaj(cid:261)cego niebezpiecze(cid:276)stwa młodzie(cid:276)ca zacz(cid:261)ł rozbijać bryłk(cid:266) kali chloricum. Sól Bertholleta była dobrze wysuszona w słoju, pod uderzeniem pistla zatrzeszczała, roz- padła si(cid:266) w drobne kawałki, wreszcie eksplodowała w gór(cid:266) czerwonym płomieniem, parz(cid:261)c bole(cid:286)nie r(cid:266)ce Władysława i osmalaj(cid:261)c mu twarz. Wybuch kali chloricum, wywołał popłoch. Słu(cid:298)(cid:261)cy rzucili si(cid:266) do stłumienia ognia, pomoc- nicy zaordynowali sycz(cid:261)cemu z bólu uczniowi okłady z wody wapiennej i lnianego oleju, pan Miłecki miał przemow(cid:266) do pracowników na temat nieostro(cid:298)no(cid:286)ci i braku pouczenia Włady- sława o niebezpiecze(cid:276)stwie. Przemowa była o tyle serdeczna, o ile warto(cid:286)ć spalonej soli Ber- tholleta niewielka. W pół godziny pó(cid:296)niej młody praktykant fasował dalej nieszcz(cid:266)sne kali chloricum, a na- st(cid:266)pnie i boraks, i sól glaubersk(cid:261), i ałun, i karmin, i proszek troisty, i próchno. Szuflad pu- stych przybywało. Po proszkach zjawiła si(cid:266) seria plastrów, które z długich, cienkich wałków nale(cid:298)ało dzielić na kawałki odpowiedniej wagi i zawijać w papier woskowany. I w dalszym ci(cid:261)gu za plastrami przyszło nakładanie ma(cid:286)ci szpadlem stalowym w małe, drewniane pude- łeczka. Robota si(cid:266) waliła na Władysława, obja(cid:286)nienia sypały jedne za drugimi z tak(cid:261) szybko- (cid:286)ci(cid:261), (cid:298)e nie mógł si(cid:266) chwilami zorientować w tej powodzi obcych mu d(cid:296)wi(cid:266)ków, bo nie był przyzwyczajony do aptecznego (cid:298)argonu, który mu kazał zastanawiać si(cid:266) nad pewnymi wyra- (cid:298)eniami i okre(cid:286)leniami. Czas do obiadu upłyn(cid:261)ł szybko. Około godziny trzecie we drzwiach laboratorium zabrz(cid:266)- czały składane piramidalnie mena(cid:298)ki i zjawiła si(cid:266) kr(cid:266)pa, pyzata Marysia z obiadem od pani Miłeckiej dla „pana ucznia”. Posiłek był suty i zawiesisty, nadspodziewanie odpowiadaj(cid:261)cy wilczemu apetytowi Władysława, ale... nie było kiedy go skonsumować, bo zanim młody praktykant zd(cid:261)(cid:298)ył zanurzyć ły(cid:298)k(cid:266) w zupie, wysłano go do piwnicy po butelki z wod(cid:261) mineral- n(cid:261). Podczas sztuki mi(cid:266)sa Werda obja(cid:286)niał Władysławowi sztuk(cid:266) nastawiania infusum, a na pieczyste trafiła emulsja migdałowa, a z ni(cid:261) nowy wykład pogl(cid:261)dowy. Władysław nie był w tym wypadku wyj(cid:261)tkiem. Pomocnicy spo(cid:298)ywali przynoszone im kolejno w mena(cid:298)kach obia- dy z restauracji i z domów prywatnych cz(cid:266)(cid:286)ciowo, dorywczo, niekiedy z recept(cid:261) w r(cid:266)ku. Po południu ruch w aptece si(cid:266) zwi(cid:266)kszył. Roboty w laboratorium i fasunki uległy przerwie do dnia nast(cid:266)pnego i cały personel, z wyj(cid:261)tkiem wychodz(cid:261)cego Werbla, zaj(cid:266)ty był ekspedy- cj(cid:261). Władysław był w ci(cid:261)głym ruchu, w jaki go wprowadzały ustawiczne nawoływania i ko- mendyŚ – Panie Władysławie, syfon źms z piwnicy! Panie Władysławie, flaszk(cid:266) czterouncjow(cid:261)! Panie Władysławie, prosz(cid:266) zapami(cid:266)tać, tu stoi spirytus mrówczany! Tak si(cid:266) obwi(cid:261)zuje flasz- ki!... Prosz(cid:266) zapalić maszynk(cid:266)! Mo(cid:296)dzierz czysty! Niech . pan „wygładzi” kapsułki z prosz- kami! Wymyć słoik! Źwa pudełka do ma(cid:286)ci!... Jeszcze pan nie wie? żazy w oknach! Niech pan obetrze lo(cid:298)(cid:266)!... 14 I biegał pan Władysław z apteki do materialni, z materialni do piwnic, z piwnic do labora- torium. Zgrzany, zziajany, rozczerwieniony, nie ustawał, chc(cid:261)c wszystkich zadowolić, ka(cid:298)- demu usłu(cid:298)yć i jak najpr(cid:266)dzej... si(cid:266) nauczyć. Czuł, (cid:298)e mu chwilami w głowie si(cid:266) kr(cid:266)ci od na- pr(cid:266)(cid:298)enia uwagi, a nogi odmawiaj(cid:261) posłusze(cid:276)stwa, ka(cid:298)de atoli nowe polecenie było dla(cid:276) bod(cid:296)- cemŚ przecie(cid:298) powiedziano mu wyra(cid:296)nie, (cid:298)e gdyby okazał si(cid:266) nieodpowiednim... b(cid:266)dzie w ci(cid:261)gu tygodnia usuni(cid:266)ty! I bał si(cid:266) jak ognia tego ultimatum, cał(cid:261) inteligencj(cid:266) i siły fizyczne skupiał, byle si(cid:266) stać u(cid:298)ytecznym... Smaczy(cid:276)ski, zaj(cid:266)ty ju(cid:298) receptur(cid:261), patrz(cid:261)c na swego młodszego koleg(cid:266) podrwiwał sobie z niego, nie szcz(cid:266)dz(cid:261)c mu przy ka(cid:298)dej sposobno(cid:286)ci zło(cid:286)liwych uwag. Szept Smaczy(cid:276)skiego dochodził do uszu Werdy, a ten wówczas u(cid:286)miechał si(cid:266) z politowaniem. Jeden Pracki, widz(cid:261)c ochot(cid:266) Władysława, pocieszył go słowamiŚ – Źobrze, puer! Nic! Widzicie, sezon jest, ludziska wynosz(cid:261) si(cid:266) na tamten (cid:286)wiat na pot(cid:266)g(cid:266)! Teraz cicho, a pó(cid:296)niej si(cid:266) nie dasz! Turkowski upatrzył woln(cid:261) chwil(cid:266), gdy Pracki mył zapami(cid:266)tale flaszki przy zlewie, i chciał zagadać do niego. Cały dzie(cid:276) nie miał do kogo ust otworzyć. Ale pan Kazimierz ramionami ruszył, głow(cid:261) wstrz(cid:261)sn(cid:261)ł i do apteki poszedł. Był zły. Pracki miał opini(cid:266) dobrego farmaceutyś jak przyszła robota, stał kamieniem w lo(cid:298)y, a taka go przy tym pasja i zło(cid:286)ć ogarniały, (cid:298)e zdawać si(cid:266) mogło, (cid:298)e ten człowiek preparuje trucizny dla siebie i całego (cid:286)wiata. Nad wieczorem w aptece zjawiła si(cid:266) pani Miłecka, pulchna mieszczka o twarzy nalanej, bezmy(cid:286)lnej, płowych włosach, z grymasem znudzenia na ustach. Pryncypałowa skin(cid:266)ła pro- tekcjonalnie głow(cid:261) schylonym głowom farmaceutów i powitała m(cid:266)(cid:298)a pytaj(cid:261)cym spojrzeniem. Jednocze(cid:286)nie prawie Smaczy(cid:276)ski mrukn(cid:261)ł do PrackiegoŚ – Jak Boga kocham, id(cid:261) do teatru! – źet! Opowiadanie! – szepn(cid:261)ł przez z(cid:266)by pan Kazimierz. – Słowo daj(cid:266)! Ma lornetk(cid:266)! – Prawda! Lotem błyskawicy wie(cid:286)ć, (cid:298)e stary idzie do teatru, rozniosła si(cid:266) po wszystkich ubikacjach oficyny, wywołuj(cid:261)c z piersi pracuj(cid:261)cych dziwne i niezrozumiałe westchnienie ulgi. Przewidywania Smaczy(cid:276)skiego si(cid:266) sprawdziły. Miłecki przywitał si(cid:266) z (cid:298)on(cid:261), zmienił w gabinecie tu(cid:298)urek, r(cid:266)ce wymył i, wydawszy kilka rozporz(cid:261)dze(cid:276) Werdzie, tycz(cid:261)cych si(cid:266) wy- syłki lekarstw dla „Przytułku”, wyszedł razem z (cid:298)on(cid:261). Władysław dowiedziawszy si(cid:266) o wybieraniu si(cid:266) „starego” do teatru nie zdawał sobie spra- wy, by go to tak dalece interesować mogło. Jemu było wszystko jedno! Ale gdy si(cid:266) drzwi za Miłeckim zamkn(cid:266)ły, dopiero poznał cał(cid:261) doniosło(cid:286)ć wydarzenia. Przede wszystkim Smaczy(cid:276)ski wybiegł w podskokach z apteki do materialni i chwytaj(cid:261)c Józefa obur(cid:261)cz za ramiona, wrzasn(cid:261)ł mu nad uchemŚ – Tyran! Źwie butelki piwa! Pracki wyekspediował zacz(cid:266)te proszki i powlókł si(cid:266) za Smaczy(cid:276)skim, przywołał z kolei drugiego słu(cid:298)(cid:261)cego, Wojciecha, i d(cid:261)ł mu kartk(cid:266) z kabalistycznym napisemŚ „Przyłazić na chi- n(cid:266)”, polecaj(cid:261)c odnie(cid:286)ć j(cid:261) do s(cid:261)siedniego domu. W aptece zapanowało ogólne rozprz(cid:266)(cid:298)enie. Smaczy(cid:276)ski z Prackim zacz(cid:266)li opowiadać so- bie anegdotyś Werda kl(cid:261)ł, przekomarzał si(cid:266) z interesantami i załatwiał ich byle pr(cid:266)dzejś Wła- dysław, oparty w lo(cid:298)y, zamy(cid:286)lił si(cid:266), porzucony przez komend(cid:266). Na szcz(cid:266)(cid:286)cie napływ recept ustałś były tam jeszcze do zrobienia jakie(cid:286) czopki czy pigułkiś poniewa(cid:298) jednak Pracki i Smaczy(cid:276)ski wypowiedzieli posłusze(cid:276)stwo, wi(cid:266)c i Werda umie(cid:286)cił recept(cid:266) pod przyciskiem i wykrzykuj(cid:261)cŚ „A niech sobie... le(cid:298)(cid:261)!” – rozsiadł si(cid:266) w materialni. – Nie irytuj si(cid:266), Zimorodku – zacz(cid:261)ł Pracki. – Chcesz machać czopki, to machaj, a mnie daj spokój! Naorałem si(cid:266) jak ko(cid:276)!... Zreszt(cid:261) zap(cid:266)d(cid:296) do roboty żrzebał(cid:266)ś po co tu siedzi? – Tak, żrzebał(cid:266)! – oponował Smaczy(cid:276)ski. – Akurat, ledwie si(cid:266) ruszać mog(cid:266). Jutro si(cid:266) zro- bi. To dla tego... radcy. Źiabli go nie wezm(cid:261), a nawet słu(cid:298)(cid:261)ca dzi(cid:286) nie przyjdzie, ona ju(cid:298) wie! 15 – Hml – rzekł Werda. – To i dobrze!... Źzisiaj Werbel dy(cid:298)uruje, niech ma na jutro czopki. Ale ja mam jeszcze robot(cid:266)! Obiecałem jednej facetce znajomej pudru zrobić! Panie Włady- sławie, chod(cid:296) pan, nauczysz si(cid:266) pan robić puder!... Władysław poszedł za Werda do laboratorium, gdzie starszy pomocnik zasadził go do mie- szania ró(cid:298)nych proszków i zapachów w wielkim porcelanowym mo(cid:296)dzierzu, a nast(cid:266)pnie po- lecił przecierać mieszanin(cid:266) przez jedwabne sita. Zanim blejwajs pokumał si(cid:266) z cynkwajsem i wonnymi olejkami, a w nast(cid:266)pstwie poł(cid:261)czył si(cid:266) z talkiem, magnezj(cid:261) palon(cid:261) i krochmalem, Werda przygotował zamaszyste, ozdobne pudło i stos pstrych wst(cid:261)(cid:298)eczek i papierków dla spowini(cid:266)cia swego wonnego daru, mog(cid:261)cego, mó- wi(cid:261)c nawiasem, wystarczyć na sute otynkowanie trzypi(cid:266)trowej kamienicy. Po uko(cid:276)czeniu pracy nad dotrzymaniem obietnicy, danej przez Werd(cid:266), Władysław poszedł do materialni, w której akurat zjawiła si(cid:266) ju(cid:298) Marysia z kolacj(cid:261). W materialni panował gwar, hałas i zamieszanie. Prócz pomocników, Smaczy(cid:276)skiego i Marysi, rozstawiaj(cid:261)cej mena(cid:298)ki dla Władysława, na wysuni(cid:266)tych szufladach siedziało dwóch obcych jegomo(cid:286)ciów z wygolonymi twarzami. Jeden z nich, starszy i nadmiernie otyły, sapał i (cid:286)miał si(cid:266) chropowatoś drugi niemniej był w wesołym usposobieniu, nie gorszym wreszcie od nastroju farmaceutów. Ukazanie si(cid:266) Władysława spot(cid:266)gowało gwar. – Patrzcie, puer! Jak on wygl(cid:261)da! – piszczał Smaczy(cid:276)ski – Có(cid:298)e(cid:286) pan od młynarza uciekł? – pytał Pracki. – Władysław spojrzał na ubranie – był cały ubielony pudrem. – żłupstwo! – zakonkludował pan Kazimierz, popijaj(cid:261)c piwo. – Panowie pozwol(cid:261) sobie przedstawić naszego puera... Panowie Żloger i Strzy(cid:298)ecki... – prezentował Władysława Prac- ki. Władysław przywitał si(cid:266) uprzejmie i zabierał si(cid:266) do zastawionej przez Marysi(cid:266) kolacji. – Ho! Ale ta panienka jak rzepa! Skaranie boskie! Słowo daj(cid:266) – zacz(cid:261)ł krzykliwie Żloger, ci(cid:261)gn(cid:261)c Marysi(cid:266) za r(cid:266)kaw. – Có(cid:298) bo, panowie! źee! – chichotała słu(cid:298)(cid:261)ca. – Jak ci nasz kochany artysta mówi, (cid:298)e(cid:286) rzepa, to (cid:286)wi(cid:266)te – perorował Pracki. – A czy to drogi materiał? – pytał filuternie Strzy(cid:298)ecki, skubi(cid:261)c Marysi(cid:266). – Chłopcy, nie bałamucić mi dziewczynyś ona si(cid:266) we mnie kocha! – wołał rozbawiony Pracki. – ź! Bo, panowie! – krzykn(cid:266)ła zarumieniona Marysia, silnym ruchem zdrowej dziewczyny uwolniła si(cid:266) od natarczywo(cid:286)ci zebranych i uciekaj(cid:261)c do laboratorium, zawołała rozbawionaŚ – Jednego kocham, a którego... nie powiem... – Id(cid:296) na zbity łeb! – warkn(cid:261)ł przez z(cid:266)by Werda, zatrzaskuj(cid:261)c drzwi za słu(cid:298)(cid:261)c(cid:261). – Pracki ma zawsze fioła! Tłumek taki gotów jeszcze wypaplać co starej i b(cid:266)dzie kram! – (cid:285)miej si(cid:266) z tego! – dorzucił drugi pomocnik. – Przepraszam magistra – zwrócił si(cid:266) Żloger do Władysława, przypatruj(cid:261)c si(cid:266) uwa(cid:298)nie za- warto(cid:286)ci mena(cid:298)ek – to.. to magister jada królewskie kolacje!... Befsztyczek i dwa kotleciki! Bogato! Akurat napiłbym si(cid:266) chiny... – Źajcie spokój! – przerwał Werda. – Na co b(cid:266)dziemy puera objadać! Ma kolacj(cid:266), bo mu stary daje ,,(cid:298)ycie”ś nam ju(cid:298) ono bokiem wylazło! Czekajcie, posłali(cid:286)my po szynk(cid:266) i serdelian- sy... zaraz b(cid:266)d(cid:261). – Ale(cid:298), panowie – zacz(cid:261)ł nie(cid:286)miało Władysław, podsuwaj(cid:261)c mena(cid:298)ki – dla mnie i tak za du(cid:298)o tego! Prosz(cid:266) bardzo. Zrobicie mi prawdziw(cid:261) przyjemno(cid:286)ć!... – Có(cid:298) znowu! – oponował Pracki. – A ja powiadam, (cid:298)e kiedy magister, panie, zaprasza... dawać chiny... i jazda! – przekony- wał Żloger, (cid:286)widruj(cid:261)c male(cid:276)kimi oczkami befsztyk i dwa kotleciki. 16 – No! Niech i tak b(cid:266)dzie. Puer dostanie za to naszej szynki i serdeliansów! – zawyrokował Pracki. – Smaczy(cid:276)ski syp aquavit(cid:266)! – A jak(cid:261)? – pytał starszy ucze(cid:276). – Tinctura corticis aurantiorum, chinae compositae i par(cid:266) kropli vanillae – dyktował po- wa(cid:298)nie Werda. – (cid:297)eby oko zbielało! – zako(cid:276)czył Pracki. – A dajcie słoiki! Po chwili w materialni zjawiła si(cid:266) flaszka aromatycznej. prawdziwej aptekarskiej wódki i kilka słoików. Zebrani (cid:298)wawo zabrali si(cid:266) do picia i jedzenia, dziel(cid:261)c si(cid:266) skwapliwie kolacj(cid:261) Władysława i konsumuj(cid:261)c przyniesion(cid:261) Szynk(cid:266), serdelki i pieczywo. Młody praktykant, utraktowany wódk(cid:261), wypił odwa(cid:298)nie dwa ogromne słoiki „chiny”, a choć czuł do niej odraz(cid:266), wstr(cid:266)t nawet, uczynił to z niekłamanym zadowoleniem, ciesz(cid:261)c si(cid:266) z kole(cid:298)e(cid:276)skiego traktowania. Wódka zakr(cid:266)ciła mu nieco w głowie i zaostrzyła apetyt, zapychał si(cid:266) wi(cid:266)c chlebem i bułkami, nie bardzo mog(cid:261)c si(cid:266) docisn(cid:261)ć do kawałków befsztyka, kotletów i w(cid:266)dlin. Po dwóch kolejkach o(cid:298)ywienie w(cid:286)ród wesołej kompanii spot(cid:266)gowało si(cid:266). Smaczy(cid:276)ski roz- bawiony dorabiał wódk(cid:266), dolewał go(cid:286)ciom i od czasu do czasu wybiegał do apteki dla zata- twienia interesanta. Pracki zadysponował tymczasem kilka butelek piwa, a (cid:298)e faktycznie słab(cid:261) miał głow(cid:266), wpadł w pewnego rodzaju tkliwe rozmarzenie. – Źyrektorze! – szeptał, ci(cid:261)gn(cid:261)c opasłego Żlogera za poł(cid:266) surduta. – Ja si(cid:266) kocham! Wasza Kirszenmanka mnie wzi(cid:266)ła! Mówiłe(cid:286) jej... mówiłe(cid:286)? żadaj! – Słowo daj(cid:266)! Niech zdechn(cid:266)! Strzy(cid:298)ecki (cid:286)wiadkiem! Źzi(cid:286) gadałem. Podoba mi si(cid:266)... mó- wi... miły, tego... robliwe wypieki. – Czy to prawda – pytał Pracki – (cid:298)e ona z jakim(cid:286) naczelnikiem?... – Oo! Chciałby(cid:286), magister, (cid:298)eby kradła czy co? Napijmy si(cid:266) chiny! – Sypać! – krzykn(cid:261)ł Pracki. – Panowie, ja si(cid:266) kocham! I ta albo (cid:298)adna! – Kazik fermentuje! – za(cid:286)miał si(cid:266) cicho Werda, któremu na wy(cid:298)ółkł(cid:261) twarz wyst(cid:261)piły cho- – Musi pan przyj(cid:286)ć kiedy do nas za kulisy – namawiał Werd(cid:266) Strzy(cid:298)ecki – tylko jak b(cid:266)dzie operetka... wówczas baletu moc, na(cid:286)miać si(cid:266) mo(cid:298)na. – Ale, magistrze! Słuchaj! Źaj(cid:298)e mi odrobin(cid:266) wody kolo(cid:276)skiej i jakich perfum... Czekaj no! Aha! Majczy(cid:276)ska prosiła o chinow(cid:261) pomad(cid:266), a Kropkowski o plaster na odciski! – Żloger – szeplenił Pracki – ja ci(cid:266) kocham! Chcesz czego, to gadaj puerowi. Puer! Sły- szysz?... Pan dyrektor chce pomady!... Źać mu! Smaczy(cid:276)ski! Niech dyrektor cały teatr uper- fumuje... dać mu! No, piwa! Nasze kawalerskie!... – Kazimierza wzi(cid:266)ło – zauwa(cid:298)ył Strzy(cid:298)ecki, zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do Werdy – gdyby tak jednak dla mnie mo(cid:298)na spore pudełko proszku do z(cid:266)bów i eliksiru! O, ja zapłac(cid:266)! Nie (cid:286)miałbym! Có(cid:298) znowu! – Prosz(cid:266) pana! To przecie(cid:298) głupstwo! Panie Smaczy(cid:276)ski, dajcie tam dla tenora butl(cid:266) eliksi- ru i pulvis dentifricus!... Smaczy(cid:276)ski zabrał si(cid:266) do przygotowywania prezentów dla Żlogera i Strzy(cid:298)eckiego. We drzwiach do laboratorium ukazała si(cid:266) rozczochrana głowa słu(cid:298)(cid:261)cego Wojciecha. – Czego chcesz? – zapytał niech(cid:266)tnie Werda. – A to... prosz(cid:266) panów, zdałoby si(cid:266) nam troch(cid:266) akwy na ten przykład!... – Nie ma! I(cid:286)ć do licha! – bełkotał wpółprzytomny Pracki. – Czego si(cid:266) tyranom zachciewa! Stary zakazał! Spirytus wysycha, i ju(cid:298)!... – Id(cid:296) do pana Smaczy(cid:276)skiego, powiedz, (cid:298)e kazałem... – odrzekł Wojciechowi Werda. A gdy słu(cid:298)(cid:261)cy wyszedł do apteki, zwrócił si(cid:266) z perswazj(cid:261) do PrackiegoŚ – Wstawili(cid:286)cie si(cid:266) i gadacie! Źać im trzeba, (cid:298)eby plotek nie było!... 17 Wreszcie piwo było wypite, prezenty dla go(cid:286)ci gotowe, a główny aran(cid:298)er zebrania niepo- czytalny... Żloger i Strzy(cid:298)ecki zacz(cid:266)li si(cid:266) (cid:298)egnać. – Bóg wam zapłać, magistry! Ubawili(cid:286)my si(cid:266)! Przyła(cid:296)cie do nas za kulisy! Nie kupujcie aby biletów, po(cid:286)lijcie do mnie kartk(cid:266) przez wo(cid:296)nego, ju(cid:298) ja was wtryni(cid:266) na darmoch(cid:266), choćby na prasowe krzesła – mówił Żloger. – Naturalnie! Naturalnie! – potakiwał Strzy(cid:298)ecki. –Prosimy bardzo! Panie Kazimierzu, niech(cid:298)e pan pami(cid:266)ta o Kirszenmance! – A zajd(cid:296)cie znów na chin(cid:266)! – Zgoda! Byle(cid:286)my trafili w por(cid:266)! – Ju(cid:298) my wam damy znać!... – Jutro i pojutrze wyst(cid:266)pujemy, wi(cid:266)c chyba w sobot(cid:266)!... –
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pigularz
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: