Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00330 005645 15384404 na godz. na dobę w sumie
Pisarstwo kobiet pomiędzy dwoma dwudziestoleciami - ebook/pdf
Pisarstwo kobiet pomiędzy dwoma dwudziestoleciami - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 355
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-514-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> literaturoznawstwo, językoznawstwo
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Użyta w tomie formuła „pisarstwa pomiędzy” zakłada istnienie dość stabilnego kontekstu historycznoliterackiego, teoretycznego i metodologicznego. Po pierwsze: punktem odniesienia czyni dwudziestolecie międzywojenne, po drugie: umowny przełom roku 1989. Nietrudno zauważyć, iż kobiece pisanie traktowane tu jest jako część procesu kulturowego, nie zaś margines czy eksces. Autorzy mają nadzieję na udzielenie pytań o specyfikę literatury w rzeczywistości PRL-u, ale także np. o postać polskiego powojennego modernizmu, doświadczenie emigracji, dyskursy polityczne rozmaicie profilujące, cieniujące opowieści tożsamościowe. Z kolei ostatnie dwadzieścia lat literatury (1989–2009), umowność przełomu związanego z rokiem 1989, nie zawsze udane (i niekonieczne, nieobowiązkowe) próby zerwania ze światopoglądową i estetyczną tradycją przezwyciężanego okresu, dwuznaczne odniesienia do tradycji, namawiają do tego, by zastanowić się nad odmiennością „przedprzełomowego” doświadczenia kobiet, nad – być może – niepochwytnymi w hierarchii najnowszych usystematyzowań sytuacjami pisania, nad wieloaspektowym wchodzeniem w pisarskie, egzystencjalne, społeczne role. W ten sposób „zagubione ogniwo” przemienia się w skomplikowaną sieć zależności, których analiza okazuje się wyzwaniem historycznoliterackim – „podziemie kobiet” zyskuje dodatkowe obiegi, ale też stanowi wyzwanie metodologiczne.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

PISARSTWO KOBIET POMIĘDZY DWOMA DWUDZIESTOLECIAMI universitas Pisarstwo kobiet pomiędzy dwoma dwudziestoleciami universitas Pisarstwo kobiet pomiędzy dwoma dwudziestoleciami redakcja Inga Iwasiów Arleta Galant Kraków Książkę sfinansowano ze środków na badania statutowe „Tożsamość kulturowa i pogranicza identyfikacji” realizowane w Zakładzie Literatury Polskiej XX Wieku w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego © Copyright by Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2011 ISBN 97883–242–1514–0 TAiWPN UNIVERSITAS Opracowanie redakcyjne Edyta Podolska-Frej Projekt okładki i stron tytułowych Ewa Gray www.universitas.com.pl Wstęp Jak przemyśleć, uporządkować literaturę kobiet obecną w ramach powojennego czterdziestopięcięciolecia; okresu, który w kontekście ak- tywności pisarskiej autorek bywa opisywany za pomocą metafory „za- gubionego ogniwa” doświadczeń, biografii, światopoglądów, poetyk? Usytuowanie pisarstwa kobiet pomiędzy dwoma dwudziestoleciami umożliwia nawiązanie do tej metaforyki, a zarazem sygnalizuje zarówno jej prowizoryczność, jak i złożoność, nieoczywistość. Użyta w tym tomie formuła „pisarstwa pomiędzy” zakłada istnie- nie dość stabilnego kontekstu historycznoliterackiego, teoretycznego i metodologicznego. Po pierwsze więc punktem odniesienia czyni dwu- dziestolecie międzywojenne, po drugie, umowny przełom 1989 roku. Nietrudno więc zauważyć, iż kobiece pisanie traktujemy jako część pro- cesu kulturowego, nie zaś margines czy eksces, mając nadzieję na udzie- lenie pytań o specyfikę literatury w rzeczywistości PRL-u, ale także, na przykład, o postać polskiego powojennego modernizmu, o doświadcze- nie emigracji, o dyskursy polityczne rozmaicie profilujące, cieniujące opowieści tożsamościowe. Z kolei ostatnie dwadzieścia lat literatury (1989–2009), umowność przełomu związanego z rokiem 89., nie za- wsze udane (i niekonieczne, nieobowiązkowe) próby zerwania ze świa- topoglądową i estetyczną tradycją przezwyciężanego okresu, dwuznacz- ne odniesienia do tradycji, namawiają do tego, by zastanowić się nad odmiennością „przedprzełomowego” doświadczenia kobiet, nad – być może – niepochwytnymi w hierarchii najnowszych usystematyzowań sytuacjami pisania, nad wieloaspektowym wchodzeniem w pisarskie, egzystencjalne, społeczne role. W ten sposób „zagubione ogniwo” prze- mienia się w skomplikowaną sieć zależności, których analiza okazuje się wyzwaniem historycznoliterackim – „podziemie kobiet” zyskuje dodat- kowe obiegi, ale też stanowi wyzwanie metodologiczne. Perspektywa 6 WSTĘP dwóch dwudziestoleci w opisie pisarstwa kobiet odsyła do kanonicz- nych już dziś rozstrzygnięć polskich badaczek feministycznych, które swoje – zazwyczaj rewindykacyjne lub ginokrytyczne – analizy formu- łowały w trybie porównania dwóch kobiecych literackich przełomów ponad tym, co „pomiędzy”. A zatem próbie przemyślenia i uporząd- kowania pisarstwa kobiet powojennego pięćdziesięciolecia towarzyszą również pytania o to, jak zmienia ono metodologiczne umiejscowienia, czy wymaga innych, nowych formuł opisu. Pisarstwo kobiet z lat 1945–1989, rozwijane w rzeczywistości ogra- niczeń i oporu, zerwań i kontynuacji, zaniechań i powrotów, niemal nie zasiliło kanonu, egzystuje w mgławicowej niedookreśloności. Literacka Nagroda Nobla 1996 dla Wisławy Szymborskiej tworzy jeden z moż- liwych punktów zwrotnych, modelujących relacje pomiędzy literaturą, czytelnictwem a refleksją krytyczną. Moda na autobiografie, w których pisarki bywają mistrzyniami, to drugi z możliwych zwrotów po 1989 roku. Przyjrzenie się tylko tym dwóm punktom pokazuje, jak wiele mamy do zrobienia: poezja kobiet w dwudziestoleciu międzywojennym nadal nie została szczegółowo opracowana, a dorobek powojenny trak- towany jest jako margines wielkiej poezji, uosabianej przez Herberta, Miłosza i Różewicza, co stanowi konsekwencje wiedzy o prądach, gru- pach i mistrzach międzywojnia. Nawet Nobel nie stawia Szymborskiej, w opracowaniach, podręcznikach, debatach obok poetów. Podobnie z autobiografiami: Nałkowska i Dąbrowska pozostają jedynymi au- torkami dzienników, obowiązkowo wymienianymi przy okazji rozwa- żań nad doniosłością gatunku dla przemian formalnych i duchowych współczesności. Pytanie „o czym pisały kobiety w latach 1945–1989” jest także py- taniem o to, czym żyły, z czego czerpały, co je interesowało, a co same uznały za niewarte uwagi. Szkice pomieszczone w tym tomie pokazują metodologiczną zmianę: nie zaczynają się od rewindykacyjnego oskar- żania kanonu, lecz od pojedynczego tekstu, sylwetki, biogramu. Jeśli można zauważyć wspólnotę interpretacyjną autorek i autorów analiz, polega ona przede wszystkim na uwzględnianiu wątków biograficz- nych. Ten odnowiony biografizm wchłania politykę, historię, konwen- cje literackie. Intuicja, iż różnice w pisarstwie kobiet i mężczyzn mo- głyby polegać na konieczności znalezienia dogodnego miejsca, a więc na przykład na wyborze powieści biograficznej, twórczości satyrycznej, poezji dla dzieci, znajdują potwierdzenie, ale też otwierają kolejne pyta- WSTĘP 7 nia, na przykład o pisarstwo regionalne, emigracyjne, przesiedleniowe, o reakcję na traumę, sposoby radzenia sobie z cenzurą, życie literackie, dostęp do przywilejów, rynku książki, konieczności adaptacyjne. W części szkiców pojawia się także skomplikowany wątek tożsamo- ści kobiet, nazwijmy ją tak, „przedeemancypacyjnej”, choć to określe- nie nieprecyzyjne. Idzie o te autorki, które nie odnosiły się wprost do międzywojennego dorobku emancypacyjnego, nie zadawały pytań fe- ministycznych, nie czyniły kobiecości głównym tematem swoich narra- cji i byłyby zaskoczone faktem, iż czyta się je z okazji spotkania, podczas którego tak często padają terminy ze słownika genderowego. Krytyka feministyczna zwykle te autorki ignoruje lub próbuje przeczytać tak, by ujawniły kobiece traumy i wyparcia. Można jednak dać im po prostu miejsce w stale poszerzanym laboratorium analizy, którego część stano- wi ta monografia. * Książkę sfinansowano ze środków na badania statutowe „Tożsamość kulturowa i pogranicza identyfikacji” realizowane w Zakładzie Litera- tury Polskiej XX Wieku w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego. Inga Iwasiów, Arleta Galant Autofikcje i autobiografie Inga Iwasiów Uniwersytet Szczeciński Autorekonstrukcje – Joanna Kulmowa 1. Autorewizja – punkt wyjścia Autorekonstrukcja służy scaleniu „ja”, pracuje na rzecz hipotezy „ja”, często utrudnionej istnieniem poprzednich wersji podmiotu, wytyczo- nych według nieaktualnych zasad czy też nieskutecznych strategii. Au- torekonstrukcji służy więc autorewizja. W historii literatury XX wieku jej przypadki nie są rzadkie, być może proces ten uznać można za naj- bardziej typowy dla warunków historycznych, zwłaszcza w naszej części świata, lecz przecież nie tylko, bo wszędzie tam, gdzie tożsamość bywa bardziej polityczna od deklaracji partyjnej. Celem autorekonstrukcji jest „rewizja autobiograficzna”, „autorewizja”, wymagająca opowiedze- nia „ja”. Wytłumaczę tę intuicję terminologiczną. „Rewizja” to oczywi- ście nawiązanie do języka polityk pamięci, w których krytyka przeszło- ści opiera się na przejmowaniu jej terminologii i symboliki. Rewizja narusza prywatność, integralność, wydobywa na powierzchnię to, co podmiot chciałby pozostawić ukryte. Rewizja jest aktem gwałtu, pusto- szącym często nieodwracalnie podmiot – Brygida Helbig-Mischewski w monografii Marii Komornickiej wraca do wątku rewizji osobistej, której poddana została młoda pisarka, co na zawsze pozostawiło pięt- no, na pewno w planie symbolicznej dezintegracji, lecz być może także w rzeczywistości psychicznej poetki, która nie potrafiła zaakceptować ciała dotkniętego przemocą. 12 INGA IWASIÓW Pewnej nocy siedemnastoletnia Maria otulona chustą panny służącej wybiega z domu z zamiarem odebrania sobie życia w nurtach Wisły. Po drodze zostaje jednak zatrzymana przez patrol policji carskiej i odstawiona na posterunek. Tam poddaje się ją oględzinom lekarskim przewidzianym dla aresztowanych prostytu- tek (jeśli kobieta przechadzała się sama po zmroku, można ją było uznać za przed- stawicielkę tej profesji). Wydaje się prawdopodobne, że Komornicką wyzwano lub nawet molestowano seksualnie, co było wówczas praktyką nagminną. Dopiero następnego dnia dziewczyna wraca do domu pod eskortą policji. Zaszokowana rodzina tai incydent przed nieobecnym ojcem. Myśli samobójcze Marii „jakoś się rozwiały”. Aniela być może nie zdaje sobie sprawy, że ten epizod biografii siostry, to znieważenie i upokorzenie młodziutkiej kobiety ze względu na jej płeć, musiało być przeżyciem traumatycznym i kluczowym1. Symbolika ginokrytyczna jest w tym miejscu współbieżna z innymi lekturami postzależnościowymi: można by rzec, że kultura oporu, kul- tura niezależna, drugoobiegowa, jest rodzajem grypsu z kraju cenzorów, a więc uratowanym w trakcie rewizji2. Jeszcze inne podejście reprezentuje nurt lustracyjny, podążający śla- dem dawnych śledczych. To, z czym dało się uciec, teraz zostaje przy- gwożdżone, podane do wiadomości publicznej, z niewzruszenie jedno- znacznym komentarzem3. Słowo „rewizja” otwiera niejednoznaczne pola spekulacji. W przy- padku autorki, o której chcę mówić, nie idzie o ujawnienie jakiegoś wstydliwego, osobistego aspektu życia, jakichś politycznych, koniecz- nych do wyjaśnienia wyborów czy też o skandaliczną prywatność. Po- wiedzieć by można, że przypadek tej ponowionej opowieści jest najbar- dziej typowy dla pokolenia urodzonych przed wojną i dotkniętych nią pisarek/pisarzy, a zarazem najlepiej oddaje paradoks decyzji tożsamo- ściowych po Holocauście. Zajmowałam się w przeszłości twórczością Leopolda Tyrmanda, któ- rego biografia stanowi jeden z przykładów autorewizji i rekonstrukcji 1 B. Helbig-Mischewski, Strącona bogini. Rzecz o Marii Komornickiej. Przekład K. Dłu- gosz, B. Helbig-Mischewski, K. Pukański, Kraków 2010, s. 86–87. Rekonstrukcja zdarzeń oparta na wspomnieniach siostry Komornickiej, Anieli. 2 Marek Nowakowski w filmie dokumentalnym wspomina rewizję przy aresztowaniu, polegającą na zaglądaniu w odbyt i jednoznacznie interpretuje to zdarzenie jako na- rzędzie poniżenia i represji. 3 Dobrym przykładem są tu książki Joanny Siedleckiej, interpretujące archiwa IPN, wiedzę potoczną, plotki, zwłaszcza: J. Siedlecka, Kryptonim „Liryka”. Bezpieka wobec literatów, Warszawa 2008. AUTOREKONSTRUKCJE – JOANNA KULMOWA 13 opartej na świadomych przemilczeniach i ograniczonych odsłonięciach. Tyrmand wpisywał w swoją prozę figurę ukrytej tożsamości, najlepiej można ją prześledzić w powieści autobiograficznej Filip. Bohater budu- je w niej rodzaj buforu między sobą a swoim pochodzeniem: pośrednią tożsamością mogłaby być tożsamość polska, gdyby wyszło na jaw, że pa- piery francuskie i litewskie są fałszywe. We wspomnieniu pośmiertnym Sławomir Mrożek ujął tę kwestię następująco: Leopold nie był jedynym brunetem niskiego wzrostu w okularach o nieskandy- nawskich rysach i niesmukłej budowie ciała. Ale był jedynym w zasięgu mojej znajomości, który aż tak konsekwentnie wybrał siebie jako wodza Vikingów. Coix Existentiel, nauka Sartre’a, że jesteśmy tacy, jakimi siebie wybieramy, powinna znaleźć w Leopoldzie stuprocentowe potwierdzenie. Ponieważ zdetronizował swój los i sam zajął jego miejsce, musiał wziąć na siebie wszystkie jego obowiązki4. W Dzienniku 1954 Tyrmand pozostawił zaledwie ślady tego wyboru: Jest to, co tu ukrywać, Dzień Kubusia Puchatka: trapią mnie Wielkie Myśli o Ni- czym. Jest niedziela, a Kazik Koźniewski powiedział, że katolik zaczyna się od tego, że chodzi w niedzielę do kościoła. Że nie każdy, kto to robi, jest katolikiem, ale taki, kto tego nie robi, nie jest nigdy i zupełnie katolikiem. Ze mnie tam żaden katolik, ale jakoś mnie zabolało i chcę się za czymś ująć, o czym dobrze nie wiem, czy w ogóle obrony potrzebuje (s. 126). Autorewizja w przypadku Tyrmanda to decyzja podjęta w sferze bio- graficznej: pisarz, już w USA, po ślubie z Mary Ellen Fox i przyjściu na świat dzieci, decyduje się wychowywać je w religii żydowskiej. We wspomnieniach Joanny Kranc zostają zapisane takie słowa: Wiesz, uznaliśmy z Mary Ellen, że jeżeli dzieci będą wychowywane w jakiejkol- wiek religii, to będzie to religia żydowska. I że właściwie człowiek nie może z tego odejść. I właściwie nie ma jak uciec i odejść5. 4 S. Mrożek, Leopold Tyrmand, w: Małe prozy, Warszawa 1990, s. 44. 5 K. Sernicka, M. Gawęcki, Amerykański brzeg Tyrmanda, Warszawa 1993, s. 118. 14 INGA IWASIÓW Innym pisarzem głośnym i używającym przez większość życia tożsa- mościowej maski był Gustaw Herling-Grudziński. Ten wątek subtelnie odtwarza Magdalena Grochowska w monografii Jerzy Giedroyc. Do Pol­ ski ze snu6. Pojawia się tam wsparta opiniami badaczy dorobku autora Innego świata hipoteza, iż hamulce w tej sprawie zamknęły być może możliwość napisania dzieła wybitnego. Z drugiej strony warto pamię- tać, że etyczny upór Herlinga-Grudzińskiego miał źródło w biografii i jego składnikiem było także zapieczętowane pochodzenie. Autobio- graficzna rewizja w tym przypadku nie dokonała się w pełni, zdaniem Grochowskiej zapowiada ją postać żydowskiego chłopca z rodziny Naftali, bohatera późnego opowiadania. Nieautoryzowane fragmenty wywiadów, opinie wyrażane w publicystyce, wspomnienia osób z inte- lektualnego kręgu Herlinga wskazują na fakt, że decyzje tożsamościowe pisarz podejmował wciąż od nowa. Także gdy pisał Wędrowca cmentar­ nego7, niewydane za życia opowiadanie o etnicznej nienawiści, której kolejna odsłona dokonała się w Srebrenicy. Droga do rewizji autobiograficznych może więc być długa i niedo- kończona, mogą ją poprzedzać konkretne decyzje, może być tekstem emancypacyjnym albo wyzwaniem dla interpretatorów. Po autorewi- zji zwykle następuje korekta stylów czytania. Coś takiego przydarzyło mi się z Joanną Kulmową. Rewizja autobiograficzna dokonuje się tym razem w tekście autobiograficznym, nakazując ponowne przeczytanie całego dorobku. Raz zanitowany opis ulega rozszczelnieniu, a autobio- grafia napisana/biografizm stosowany w lekturze – zdają egzamin jako narzędzie do interpretacji całości. Przywołałam kontekst ginokrytyczny, polityczny, PRL-owski, poli- cyjny, lustracyjny i posttraumatyczny. Nieprzypadkowo jeden z zeszło- rocznych numerów „Pograniczy” redakcja opatrzyła tytułem Rewizja oso­ bista (2007/4). Przez tę pojemną formułę można wrócić do interpretacji. 2. Autorekonstrukcja Autorekonstrukcje mają długą tradycję, sięgają najczęściej czasu nie- zapamiętanego, osłoniętego naturalną amnezją: dzieciństwa. Gustaw 6 M. Grochowska, Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snu, Warszawa 2009, s. 229–267. 7 G. Herling-Grudziński, Wędrowiec cmentarny, Kraków 2006. AUTOREKONSTRUKCJE – JOANNA KULMOWA 15 Herling-Grudziński zazdroszczący Czesławowi Miłoszowi możliwości napisania Doliny Issy to ktoś, kto rezygnuje z opowiedzenia czasu, do którego sięgnąć można pośrednio, odtwarzając doświadczenie już na tyle oddalone na osi biografii, że niedostępne bezpośrednio. Agata Tu- szyńska pisząca Rodzinną historię lęku to ktoś, kto postanawia przyjąć bagaż posttraumatyczny8. Autorekonstrukcja stanowi podstawę języka narracji tożsamościowej. Może być powrotem do przeszłości, spowie- dzią, rozrachunkiem, autokreacją. Może jej służyć opowiedzenie historii rodzinnej, zgromadzenie danych do opisu kontekstu, pomagają jej mi- tologie. Kulmowa posłuży się metaforą „ciułania”9, a więc mozolnego oszczędzania niewielkich kwot, techniką skąpca, odkładającego kapitał z drobnych. Ta metafora działa wstecz – nie służy gromadzeniu dóbr na przyszłość, rekonstruuje pamięć, przeszłe życie, pracuje na przeszłość, która potrzebowała przez dziesięciolecia kostiumu. Dwie tytułowe meta- fory: ciułanie i topografia myślenia, odtwarzają zasadę autobiograficznej rekonstrukcji10. Topografia myślenia to wykreślenie mapy w konkret- nej przestrzeni kierowane nadzieją, że da się zrekonstruować całość ży- cia, pokazać wytyczone na początku ścieżki i wyjaśnić zerwania, zatarte ślady, wybory. Topografia ratuje przed utratą rozproszonego kapitału, wzmacnia całość. Kolejność tekstów jest właśnie taka: najpierw ciułanie, potem topografia. Co wymaga precyzyjnego wykreślenia? Kulmowa sięga po inne jeszcze metafory z tego samego pola sko- jarzeniowego. Po pierwsze są to „portrety pamięciowe”, nadtytuły w zbiorze Ciułanie siebie. Rozdział pierwszy nosi tytuł Pamięć autopor­ tretu. Czytamy w nim: Bo na samym początku, tuż po wojnie, kiedy nagle uwolniona od lęku siedzia- łam w drzwiach balkonowych szkicując swoje odbicie, bałam się tylko zgubienia 8 W najnowszej książce pisarka wielokrotnie wraca do tożsamościowych deklaracji: szu- kanie śladów Wiery Gran w getcie to opowiadanie sobie o swoim niedoświadczonym losie, o wszawicy, głodzie, umieraniu, decyzjach niezrozumiałych poza gettem. Auto- rekonstrukcja jest tym razem rewizją podmiotu Wiera Gran. A. Tuszyńska, Oskarżona Wiera Gran, Warszawa 2010. 9 Odwołuję się do dwóch tekstów autobiograficznych Joanny Kulmowej: Ciułanie sie­ bie, Warszawa 1995 (dalej cytowane jako CS); Topografia myślenia, Warszawa 2001 (dalej cyt. jako TM). 10 O tym tomie jako o poszukiwaniu formuły autobiografii pisał Jerzy Madejski; J. Ma- dejski, „Ciułanie siebie” wobec autobiografii, w: Joanna Kulmowa wobec świata literatu­ ry, red. U. Chęcińska, Szczecin 1998, s. 77–89. 16 INGA IWASIÓW siebie – zgubienia swojego JA. Miałam odwagę autoportrecistki, nikt nie był tu potrzebny, dopiero później przyszły spojrzenia cudze, które odebrały mi dziecinną pewność i zapragnęłam chować się, ukrywać w innych JA – w każdym po trochu. W dzień Balladyna albo Goplana, A teraz ja: Ja smutna, ja zła, ja stroskana I ja we łzach. Mogę być Mańką. Dulską. Heleną. To trudno – gra. Ale ja wieczorem zrywam ze sceną I jestem – ja. Tak widziałam siebie, gdy byłam na drugim roku Szkoły Aktorskiej, a przecież już się wtedy pogubiłam w maskach teatralnych i prywatnych, już nie byłam pępkiem świata, już mój autoportret zamazał się w cudzych spojrzeniach, jak domniemany portret pamięciowy, z którego odtwarza się ściganego... (CS, 7–8) Ten portret pamięciowy składa się tymczasem raczej z portretów cudzych oraz obrazków rodzajowych i anegdot. Potrzebę poskładania puzzla – to słowo pojawi się w rozdziale ostatnim – uzasadniają do- tkliwie realne przejścia okupacyjne, bezdomność, bieda i wycieńczenie, wydziedziczenie, utrata pięknego życia i domu przedwojennego. Jednak sięganie do przyczyn stanowi ledwie widoczną konstrukcję dla biografii artystycznej. Jerzy Madejski zwracał uwagę na Lejeune’owską kategorię „pisania o życiu”, autobiokopii11, jako właściwym kontekście dla czy- tania tego tekstu, pokazując jednocześnie, iż jest to w dużym stopniu ocenzurowane życie, skupione na „ty” ujętym w anegdotę, życie, moż- na rzec, zewnętrzne. Zgoda, jednak tylko gdy nie opuścimy tego teks- tu, nie wyjrzymy z niego ku biografii i ku innym tekstom Kulmowej. Autobiografia jest tu jeszcze rezerwuarem pamięci, w którym mieszczą się przede wszystkim inni, wbrew deklaracji egocentryzmu złożonej w pierwszym rozdziale. Pod koniec narratorka uzasadnia to tak: Ale gdyby nawet nie chcieli, robiłabym to, musiałabym o nich pisać z czystego egoizmu, bo wiem, że z nich jakoś poukładam siebie, dokonam przedbramkowego rachunku istnienia. Jest się ostatecznie w tym swoim wieku poborowym (CS, 344–345). 11 Ibidem. AUTOREKONSTRUKCJE – JOANNA KULMOWA 17 To słowa zapisane jeszcze przed rozrachunkiem, przed topografią, która będzie autorewizją. 3. Zarys twórczości Niełatwo sporządzić opis dorobku Joanny Kulmowej, potrzebny tym razem, by go rozszczelnić według wskazówek autobiograficznej re- wizji. Niełatwo, ponieważ mamy do czynienia z twórczością różnorodną gatunkowo, przekraczającą pola zawodów, dyskursów, form artystycz- nych, rozwijaną od pierwszych lat powojennych konsekwentnie, lecz nie bez zwrotów, wśród których podkreślić należy zwrot metafizyczny, ideowy i autobiograficzny. Z drugiej strony jest tak, że Kulmowa funk- cjonuje przede wszystkim jako klasyczka twórczości dla dzieci. W no- tach powtarzanych przez źródła internetowe uderza męski rodzaj wy- mienianych zawodów: pisarz, aktor12 – typowa decyzja lingwistyczna, do której nie chcę przywiązywać zbyt dużej wagi, ale jednak odnotuję tę sprzeczność: pisarstwo dla dzieci, statystycznie częściej uprawiane przez kobiety, zostaje opatrzone etykietą męskiego podmiotu. To splątanie może pisarce ciążyć i dostarczyć motywów do najważniejszego, choć limitowanego solilokwium. Joanna Kulmowa jest więc z zawodu aktorką, reżyserką, realizator- ką widowisk, twórczynią piszącą dla telewizji, teatru, kabaretu, autorką librett, poetką, autorką literatury dla dzieci czytanej przez dorosłych, prozaiczką, autobiografistką, tłumaczką, wychowawczynią młodzieży, ale nie zapomnijmy także o mniej sformalizowanych rolach współtwo- rzących obraz artystki – mawia się o niej, że wskrzesiła teatr misteryjny na Pomorzu Zachodnim; była kobietą myślącą opozycyjnie, zaangażo- waną w polityczne przebudzenie lat osiemdziesiątych, lecz i wcześniej dającą wzór cnót obywatelskich; kultywowała w Strumianach rodzaj lokalnego „domu otwartego”, wyprzedzając aktualne dyskusje o donio- słości kulturotwórczej prowincji. Wszystkie te pola aktywności zostały opisane w tomach pokonferencyjnych wydanych w Szczecinie z okazji kolejnych jubileuszy pisarki, tak więc istnieje kanon interpretacyjny, w którym podkreślane są między innymi takie oto zasługi: 12 www.wikipedia.pl. 18 INGA IWASIÓW Z pewnością pisarka przejdzie do historii literatury jako autorka książek dla dzie- ci, a wśród nich tej najważniejszej, powieści Wio, Leokadio! datowanej Strumiany 8 12 1963. Pisarstwo dla dzieci, dowartościowywane choćby przez zaistnienie od- rębnej subdyscypliny zajmującej się jego badaniem, uważane jest za doniosłą dzie- dzinę twórczości literackiej. Wypracowało własne poetyki, podlegało przemianom, idącym w kierunku zacierania oczywistego dydaktyzmu. Wio, Leokadio oraz takie teksty, jak: zbiory poetyckie: Śpiew lasu (1967), Wiersze dla Kai (1970), Zasypian­ ki (1972), Krześlaki z rozwianą grzywą (1978), Niebo nad miastem (1986), Zagu­ bione światełko (1990); proza Stacja „Nigdy w Życiu” (1967); baśń Serce jak złoty gołąb (1984) – posiadają przesłanie wprowadzające młodego czytelnika w świat, lecz mogą też być potraktowane jako bramy do uniwersum wyobraźni. Co jednak warte podkreślenia, ich ton, język, próba poetycka są takie, że przełamują idiom twórczości dla dzieci, uczą czytania literatury, poruszania się po konwencjach lite- rackich i po zastanym dziedzictwie. Wychodzą czytelnikom naprzeciw, stawiając im wymagania. O Wio, Leokadio pamiętamy jako o powieści zaliczanej do nurtu autotematycznego, uwyraźniającego proces twórczy, co w roku 1963 stawiało ją w jednym szeregu z odradzającym się nurtem postawangardowym13. Zwróćmy uwagę na pewien aspekt utworów dziecięcych, o którym badacze dorobku Kulmowej do tej pory nie pisali: w historii literatury powojennej ta dziedzina twórczości została skolonizowana przez kobie- ty, zwłaszcza te, które miały znaczący dorobek wywodzący się z dwu- dziestolecia międzywojennego. Ucieczka w tematy dziecięce stanowiła często jedyny możliwy, świadomy wybór dla pisarek o mocnych oso- bowościach i zdecydowanych światopoglądach. Tak więc kraina dzie- ciństwa nie była niewinna, była polem polityk pisarsko-biograficznych we wczesnym PRL-u. Co prawda Kulmowa urodziła się w roku 1928, debiutowała w prasie w 1945, tak więc nie można mówić o ucieczce w temat dziecięcy, bo ten temat wybiera od początku świadomie, po- święcając mu kolejne utwory pisane równolegle z wczesnymi wierszami satyrycznymi. Dodajmy – satyrę kobiety wybierają także chętnie, niech przykładem będzie Stefania Grodzieńska, z wielu powodów postać porównywalna, bo także łącząca różne aktywności artystyczne. Pisarki w Polsce po 1945 roku często wybierają nisze takie właśnie, jak proza hi- storyczna, literatura dla dzieci, satyra, tłumaczenia dla teatru. Dzieje się tak z powodów politycznych, ale i pragmatycznych – autorki takie, jak 13 Fragment recenzji doktorskiej przygotowanej z okazji nadania Doktoratu Honorowe- go Uniwersytetu Szczecińskiego Joannie Kulmowej. AUTOREKONSTRUKCJE – JOANNA KULMOWA 19 Irena Krzywicka, Kazimiera Iłłakowiczówna, znane Kulmowej, wymie- niane w Ciułaniu siebie, borykają się z losem „autorek międzywojnia”, które dla kobiet aktywnych było złotym wiekiem. Powojnie, ze swoim wyłącznie deklaratywnym równouprawnieniem, niechętnie oddawa- ło głos kobietom, zwłaszcza tym, których światopogląd i pochodzenie (przy czym także lewicowość była podejrzana) nasuwały wątpliwości. Dodać trzeba, że twórczość dla dzieci otwierała możliwości druku. Dzię- ki polityczno-praktycznym uwarunkowaniom, ale też dlatego, że pisanie dla najmłodszych pozwalało przenosić treści głębinowe, wyparte w ofi- cjalnej mowie, stało się domeną odkryć i osiągnięć artystycznych. Najkrócej można to ująć tak: w twórczości dla dzieci w latach 50. i 60. panowała względna swoboda wyobraźni, choć tworzono też apote- ozy pracy i portrety komunistycznych przywódców. Można utwory dla dzieci z tamtego okresu, także te napisane przez Kulmową, przeczytać jako zaszyfrowane „donosy rzeczywistości”, zapowiedź postawangardo- wych gier z formą i gier z władzą, nie zawsze nadążającą za wywrotowy- mi konceptami pisarek. Przykładem takiego tekstu jest Wio, Leokadio!. Po latach do tych oczywistości charakteryzujących przedodwilżo- we życie literackie dodać należy jeden jeszcze element, dla mnie naj- ważniejszy. Twórczość uwolnionej wyobraźni, przenosząca czytelnika w krainy nieoczywiste, była wyraźną reakcją na wojnę. Czytana dzisiaj, po Topografii myślenia, wydanej w 2001, opowieść o skrzydlatym koniu Leokadii nie przestaje być metaforą twórczości i wzruszającym obrazem życia niepotrzebnego w nowoczesnym mieście „przeżytku” – doroż- ki (tu związki z Gałczyńskim), zaskakująco realistycznym obrazkiem funkcjonowania instytucji państwa, szkołą czytania, przygotowującą dziecko do zetknięcia z wariacjami narracji nowoczesnej, ale zyskuje głębszy wymiar. Kulmowa w Topografii myślenia wymienia swoją wcze- śniejszą o trzydzieści lat powieść wielokrotnie, a po raz pierwszy tak otwarcie wraca do kwestii swego pochodzenia i ujawnia istotę traumy, która ufundowała żywoty bohaterów bajkowych, niejako delegowanych do wypełnienia ran i pustki pozostawionych przez wojnę. Żółte czary siedzą w parku Sienkiewicza. Zwłaszcza w piaszczystej alejce, otaczają- cej zaklętym kręgiem zegar słoneczny, który w dzień pragniemy rozszyfrować z Ju- leczką Temerson, a który w nocy jest parkietem słonecznych elfów, tych z historii o Piotrusiu Panu. Zresztą okno, z którego wyfrunął nagi Piotruś, to chyba okno sąsiedniej kamienicy na Sienkiewicza – tej, w której mieszka błękitnooki Jaś Maj- 20 INGA IWASIÓW zel. A może Jaś to młodszy braciszek Piotrusia i tylko dzięki temu pokrewieństwu ocaleje podczas wojny? Może ochronią go elfy? Może moja fantazja? Bo ten park to pewno Kensington Gardens, pewno i ogród z zieloną ławką, spod której wyskoczył Królik Alicji, mrucząc: „jestem spóźniony, spóźniony!” – a nie wyniknęło z tego nic przyjemnego... Dlatego milej jest bawić się w ogródku państwa Hamburgerów, gdzie myśl o żadnych żółtych czarach nie przeszkadza w rysowaniu na dróżce nieba i piekła do gry z samą sobą w klasy. Wprawdzie nie ma tam Lilki i Róży ani Julecz- ki, ale za to żadne dzieci nie wyrywają kółka ani kijka, którym się to kółko pogania. Ani nie odbierają hulajnogi. To już prawie Nibylandia... (TM, 77) W tym miejscu wkraczam w materię pierwszoplanową: trauma woj- ny i Zagłady zostaje opowiedziana jako przetworzona na opowieści od- dalone radykalnie od relacji ocalonych i świadków. Wybór „lekkich” form jest nie tyle strategią ucieczkową, ile próbą zatrzymania przeszło- ści, budowania tożsamości rozpiętej pomiędzy czasem przed i teraźniej- szością. Dodajmy, po 1949 roku te wybory indywidualne wzmocnione zostały nakazem socrealistycznego optymizmu, który poza twórczością dla dzieci, poza przyswojeniami lżejszej muzy musiałby oznaczać da- leko idące ustępstwa. Jeśli spojrzymy na Nibylandię Kulmowej jak na światy zatrzymane, możemy docenić ich pokrewieństwo z nawrotami w przeszłość wykonanymi przez Juliana Stryjkowskiego, a potem Piotra Szewca, z poetyckimi światami możliwymi Juliana Tuwima, nie tracąc z oczu nurtu literatury dziecięcej, wybranego świadomie przez pisarki tworzące po 1945 roku. Ważną częścią twórczości Joanny Kulmowej jest poezja nawiązu- jąca do wysokich gatunków i do Biblii. Znawcy tej poezji – Michał Błażejewski, Grażyna Chrząstowska, Piotr Michałowski14 – pokazują zarówno formalną odkrywczość, uwagę zwraca zwłaszcza odnowienie poetyki psalmu, zadanie równe tym, jakie podejmowali najwięksi po- eci XX wieku, jak i zwrot metafizyczny tej poezji. Cechą szczególną Psalmu toastu, Suplementu mojego jest przetworzenie formuły trady- cyjnego psalmu i dodanie elementów autoironicznego dystansu; po- łączenie tradycji z nowoczesnością, wiary z pytaniami o wiarę. Droga Kulmowej do Boga zaowocowała wieloma tekstami, adresowanymi do dzieci i dorosłych, a także tymi, których sens jest najgłębiej autobiogra- ficzny, autoformacyjny. Tytuł Suplement mój rozumiałabym także i tak: 14 Por. Joanna Kulmowa wobec świata literatury, op. cit. AUTOREKONSTRUKCJE – JOANNA KULMOWA 21 dopowiedzenie do mnie, kolejna możliwa wersja „ja”, które przeszło drogę od agnostycyzmu, judaizmu, niewiary do katolicyzmu. Dramat tego przejścia został zaszyfrowany w tytułach tomów: Boże umieranie, Kto?, Apokryfiady, w inwariantach tradycyjnych układów wierszowych, w grze wyznań i ironii. Bez książek autobiograficznych piętrowe suple- mentacje „ja” pozostałyby w sferze konwencji, traciłyby z czasem coraz bardziej na znaczeniu: ani ich tematy, ani użyte środki nie zatrzymałyby pracy czytelniczego rozpraszania. Wysiłek autorekonstrucji nadaje im znaczenie. 4. Czytanie topografii Motywacją wykreślania topografii jest moment życia: „Już pora” (TM, 5) zapowiada autorka. Katalizatorem – często sen, marzenie sen- ne: „Rozwiązania przydarzają się w snach” (TM, 5). „A pamięć pod- powiada, że powinny być maki” (TM, 5) – pamięć w tym przypadku wydaje się gotową, leżącą płytko pod snami i jawą, opowieścią. To zaskakujące: pisarka nie skarży się na „brak pamięci”, „zapomnie- nie”, nie odtwarza trudności w budowaniu związków przyczynowo- -skutkowych. Przeszłość wydaje się w tej opowieści nie tyle odzyskiwa- na, niepewna, nawet nie wyparta, ile po prostu nieopowiedziana. Co ciekawe, ma zostać wyobrażona i wyrażona od razu w formach geome- trycznych, a więc nabrać cech ładu. To zaskakująca cecha, jeśli zaliczymy zbiór Topografia myślenia do literatury posttraumatycznej, której kon- strukcja i epistemologia zmierzają ku nieciągłości, korzystają z metafory wyrwy, strzępu, śladu. Pamięć ocalonych często zaczepia się o niewielkie fragmenty dawnego świata, na przykład pojedyncze przedmioty, urwa- ne frazy, fragmenty listów, nadpalone fotografie15. Strategia Kulmowej nie przypomina w żadnym razie czerpania z nieistniejącego magazynu, a więc gry w multiplikowane nieobecności. Moim zdaniem dzieje się tak dlatego, że pisarka odtwarza przeszłość w pewnym sensie już pośrednio, z własnych tekstów, które traktuje zarówno jako szyfr, jak i jako zapis. 15 A. Ubertowska, Świadectwo, trauma, głos. Literackie reprezentacje Holocaustu, Kraków 2007. 22 INGA IWASIÓW Albo szurała brzozowa miotła stróża i świdrujący falset zawodził upojne tango, ja zaś wiedziałam, że to śpiewa dla mnie Lejbuś, wyłupia stooki, chudy żydek, którego wcale tu być nie może, bo właśnie w Tomaszowie trzepie „pana Heniu rymanarka”, umierając ze strachu na widok „dwóch psów za szatką”. Ale na tym zaczarowanym podwórzu dziać się mogło wszystko, w jakiś sobie tylko wiadomy sposób Lejbuś tam był, mało tego, on tam jest jeszcze i śpiewa „Pamiętasz, Gabryś, tę wyspę kochanków...”, przewracając sentymentalnie oczami, wyłażącymi z orbit. Lejbuś... Po wielu latach błąka się po moich pisaninach. Jest Jurodiwym w „Bory- sie Godunowie” Musorgskiego, daje się obrażać i zabijać na tym moim podwórku w sztuce „Szukam”. Księżycowy, nieprawdopodobny Lejbuś, który przysłany z ja- kąś paczką do Łodzi, z lubością wdycha w parku Sienkiewicza smród widzewskiej manufaktury, szepcąc: „Uj, jaka dobra powietrza”. Lejbuś, płaczący ze strachu na widok zamkniętych w boksach psich pupilków wuja Henryka, i Lejb, który w „Szukam” ma ostatnie słowo, kiedy śpiewa: Jak się umrze Lejbowi, jak go rzucą do piasku, Pan obdarzy go łaską i go zbudzi, i powi: „Źle się dzieje na ziemi, ludzie teraz nieludzkie, jedne gardzą drugiemi się ich brzydzą jak pluskiew. A mi właśnie potrzeba, co się ludziom nie przyda, to stworzyłem im Lejba na półgłówka i żyda”. I podsunie mnie talerz, i miód będzie dolewać, i serafom rozkaże kadysz za mnie odśpiewać. A jak zrobi się cisza, Mnie przyciśnie do siebie: „Lejb, ty nie miał kadysza, Ty go miej tutaj w niebie”. Nie miał ostatniego słowa w Tomaszowie. To inni mieli ostatnie słowo, kiedy kaza- li mu tańczyć na ulicy Krzyżowej. A później spuścili psy (TM, 7–9). W tym fragmencie prześledzić można taktykę rekonstrukcji: biogra- fia autorki – twórczość autorki – puenta dotycząca ofiar Holocaustu. W wielu miejscach ten tryb opowiadania zostanie powtórzony. AUTOREKONSTRUKCJE – JOANNA KULMOWA 23 I wróciła stamtąd na zawsze, a dwie żydowskie dziewczynki wciąż kiwają na mnie z podwórka. „Znów się istnieć uparły – jak to bywa umarłym”. Przypadło im trwać jak wyrzut w moim wierszu. Może w każdym z moich wierszy? (TM, 39) Jestem najmniejsza, jestem bezpieczna. Jak później, po latach, moja Leokadia schowana w zieleni. To najbardziej końska ucieczka w oddalenie. Albo najswobodniejsza, wolna od kompasu żegluga (TM, 74). Nie ma więc wątpliwości, że Kulmowa sama wskazuje sposób lektu- ry, dokonuje korekt przeprowadzonych wcześniej interpretacji. Mówi wprost: koń Leokadia powtarzał ruch ucieczki z tego, co nastąpiło po 1939 roku, kiedy Piotrkowska zamieniła się w piekło. Co jednak cie- kawe, fantazja poetycka zyskuje tu status dokumentu przeszłości, której nie wspierają żadne inne potwierdzenia. Odnieść można wrażenie, że au- tobiografka odsyła do własnego tekstu i tylko do tekstu, nie szuka dodat- kowych uprawomocnień. Dalsze dzieje – zwykle dzieje śmierci – osób z „prawej strony”, jak nazywa tę jasną, szczęśliwą wersję dzieciństwa, podaje z pamięci, nie opatrując ich jakimiś dodatkowymi informacjami, choćby o okolicznościach zdobycia wiedzy na temat wydarzeń. Śmierci ojca, stryja, ciotek, babć, kuzynów, koleżanek – zniknięcie całej niemal rodziny mają postać powiadomienia i puenty. Trudno je kwestionować, trudno też wyobrazić sobie, w jaki sposób wiedza ta docierała do pisarki, kto ją gromadził, w jakim czasie. Autorka skupia się na relacjach między przeszłością a jej przetworzeniami w bajkę, wiersz, libretto, nie badając w żadnym miejscu hipotetyczności samej przeszłości. Trzeba też zauważyć, że o ile cel opowieści podany jest wprost – stara kobieta chce podać ręce dziewczynce – o tyle biografia pomiędzy zosta- je tu zastąpiona autorekonstrukcją pisarską. Szczęśliwe dzieciństwo pro- wadzi do biblioteki, przez bibliotekę podmiot wyrażać będzie wojenne zdarzenia, nieopowiedziane wprost, choć stanowią centrum tego, co opowiadane. Kulmowa mówi tak: topografia ratuje, odsuwa dokonany dramat, ocala. Tę topografię stanowi narracja, w której fantazja, baśń i pamięć zajmują tę samą półkę biblioteczną. Czerwone plamy na piasku, sen zapowiadający dziwną jawę... Może takie jest rozwiązanie, rozwikłanie mojego myślowego kodu. Może na tej zapowiedzi, dla tej strasznej wróżby budowały się moje strony, moje ścieżki. Aże- 24 INGA IWASIÓW bym mogła uczepić się owej stałej siatki, struktury topograficznej, która pozwala przejść po osobnych kładkach, po swojemu, nawet przez najbardziej rozchwiane trzęsawisko (TM, 139). Tak więc pod narracją istnieje trzęsawisko, a jego ślady w Topografii myślenia znajdziemy w puentach, informacjach o śmierci, w nieczęstych odsłonięciach narratorki: I nad Juleczką jednak, jak nad Jasiem Majzlem, będzie chyba czuwał Piotruś Pan, w którego wierzymy: ocali ją od śmierci. Abyśmy mogły spotkać się w tej Łodzi po latach. Już nie naznaczone. Czy na pewno nie naznaczone? Z pamięcią żółtego piętna (TM, 78). Piętno istnieje, trzęsawiska możemy się domyślać, a przejścia po- między sielskimi, baśniowymi opowieściami o dziecięcych radościach i lękach ku informacjom o kolejnej śmierci w getcie, Oświęcimiu, na drodze, w lesie tworzą dodatkową kartografię – wykres lektury. Powtó- rzę jeszcze raz: autointerpretacja jest tu autorekonstrukcją. Podmiot po- zostaje przysłonięty opowieścią. Można by chcieć więcej, ale zatrzymajmy się na zyskach. Twórczość Joanny Kulmowej zyskuje na tej kartograficznej precyzji, choć ten zysk, paradoksalnie, umieścić można poza samym tekstem. Autobiografia dowartościowująca tekst jako coś więcej, przedstawiająca literaturę jako zadośćuczynienie, zwraca uwagę na to, co nie jest literaturą, chociaż operuje między tekstami. Powściągliwość autobiograficzna jest jedną ze strategii konstruowania siebie. Oczywiście, zapewne wybór konwencji, drogi twórcze w tym przy- padku, jak u wielu innych pisarek XX-wiecznych, oparte były na złożo- nych decyzjach, na splocie polityk: wobec kobiet-artystek, wobec po- kolenia wojny, wobec ocalałych z Zagłady. Kulmowa w Ciułaniu siebie pisze o motywacjach powiązanych z rytmem życia literackiego i poli- tycznego. Wszystkie te przesłanki warto brać pod uwagę. Wniosek jest tylko taki: autorekonstrukcje zwracają uwagę na znaczenie biografii, przesuwają hierarchie tekstów; wprowadzają nas do bibliotek i zarazem AUTOREKONSTRUKCJE – JOANNA KULMOWA 25 otwierają w nich drzwi. Czasem wbrew intencjom autorek, bo przecież Joanna Kulmowa chce kontrolować te czytelnicze zapędy, prowadzić nas po liniach i kładkach. Ja czytam, balansując na tych liniach-linach. Zachwiania są momentami empatii. Ewa Graczyk Uniwersytet Gdański Jeszcze raz o Wyspie Róży Ostrowskiej (1) Świat przedstawiony wszystkich właściwie utworów Róży Ostrow- skiej (1926–1975) to rzeczywistość zamkniętych enklaw na uboczu, na marginesie wielkiego świata. Osobny, zamknięty świat pojawia się już w debiutanckim tomie opowiadań, zatytułowanym Premiera (1956), zwłaszcza w najciekaw- szej i najdłuższej noweli tomu poświęconej szkole klasztornej dla dziew- cząt. Dziesięcioro przykazań siostry Imeldy relacjonuje pojedynek głów- nej bohaterki z nową wychowawczynią klasy, tytułową Imeldą. W za- mkniętym świecie nie ma świadków łamania dziecięcych charakterów, nikt nie powstrzymuje dziejących się tu niegodziwości, kilkunastoletnia bohaterka sama musi poradzić sobie z zakonną manipulatorką. Osobny jest również świat w najsłynniejszej u nas, w Gdańsku, powieści Wyspa (1960). Jej akcja rozgrywa się pod koniec lat pięćdziesiątych w sercu Kaszub, we Wdzydzach (w powieściowych Rybakach). Tak jest również w Siódmym piętrze (1964), niewielkim cyklu opowiadań (dziejących się we Francji), które wcale nie toczą się w wielkiej przestrzeni Paryża, ale uciekają w ciasne wnętrza ubogiego hoteliku na Wyspie Świętego Lu- dwika, w różnorodne emigracyjne środowiska i koncentrują się na re- lacjach między bohaterami i bohaterkami (głównie zresztą kobietami). 28 EWA GRACZYK Tytuł ostatniej, w części tylko napisanej, powieści mówi sam za siebie: Mój czas osobny (pośmiertnie, 1977). (2) Rybaki z powieściowego debiutu Ostrowskiej, z powieści Wyspa, po- trafiły się jeszcze bronić przed nawałem wielkiego świata, nie były całko- wicie zdestruowane, choć i tu doszło do czegoś, co nazwałabym niesub- wersywnym uszkodzeniem patriarchalnego ładu. Zainstalowanie „socja- lizmu” w powojennej Polsce w pewnym zakresie naruszyło patriarchalny porządek, i choć interes kobiet niewiele miał z tym wspólnego, Róża Ostrowska, tak jak kilka innych tworzących kobiet, potrafiła w swojej twórczości wykorzystać niewielką szczelinę, nieznaczny przyrost wol- ności. Opowiada o tym pierwsza kaszubska powieść pisarki. Mówi ona o chwili szczęścia na boku – nie chodzi zresztą o małżeński „skok w bok”, ale chwilowe uchylenie, osłabienie patriarchalnego porządku. Warto to mocno podkreślić, bo w warstwie najbardziej dosłownej jest to jednak opowieść o wakacyjnej przygodzie gdańskiej aktorki i piosenkarki Moniki, która przybywszy w połowie sierpnia na krótki urlop nad wdzydzkie jezioro, nawiązuje romans z młodszym od siebie Romanem, chrześniakiem goszczącej ją gospodyni Waleski. Przygoda opowiedziana w Wyspie obrasta innymi wątkami i tematami, liczny- mi i skomplikowanymi jak na dwustustronicową powieść. Narratorka umieszcza związek z Romanem w ciągu innych swoich relacji z mężczy- znami, wspomina miłości swego życia, w tym jeszcze niezakończony, równoległy z wakacyjnym romansem, związek z reżyserem Jakubem. Ważny jest również wymiar polityczny powieści. Ucieczka Moniki z Gdańska wiąże się (poza kłopotami osobistymi) z wygasaniem od- wilży październikowej, z narastaniem ograniczeń cenzuralnych, tak fa- talnych dla ludzi teatru. Kiedy bohaterka opuszcza wieś nad jeziorem, zaraz, tak jak to było w gdańskiej, początkowej partii tekstu, otacza ją klimat słabo zamaskowanej przemocy i jawnego strachu. Jednak ani bieżąca polityka, ani romans nie są tu najważniejsze; dość szybko okazuje się, że najważniejsze jest spotkanie, spotkanie bohater- ki/narratorki/autorki z tytułową wyspą, z geniuszem miejsca, z kaszub- ską enklawą. Najważniejsza jest chwila spotkania, w której obie strony, JESZCZE RAZ O WYSPIE RÓŻY OSTROWSKIEJ 29 reprezentowane przez dwie postacie kobiece, narratorkę i gospodynię Waleskę (obie mają za plecami, za sobą swoje zbiorowości i jakąś trudną do określenia, ważną resztę), stykają się w przestrzeni zarazem bardzo konkretnej, wdzydzkiej, jak i poetyckiej, mitycznej. Obie strony i obie postacie, miejska i wiejska, polska i kaszubska (ale jednak niedominująca i niezdominowana: bohaterki jako kobie- ty, a szczególnie jako kobiety o problematycznym statusie rodzinnym i społecznym, w minimalnym stopniu uczestniczą w obiegu władzy i przemocy), wykonują wysiłek, żeby ta druga mogła zaakceptować tę pierwszą. Monika musi tak komunikować się z Kaszubami, u których mieszka, żeby jej związek z Waleską i Romanem nie wikłał się w hie- rarchiczne sieci, nie nabierał tonów protekcjonalnych, wyższościowych. Ale zwłaszcza ze strony Waleski i ze strony mieszkańców wsi Rybaki akceptacja była czymś oczywistym – bywalczyni ze świata teatralnej cy- ganerii, barwnej emigrantki z Wileńszczyzny (via Gdańsk) nie musieli pokochać konserwatywni Kaszubi. W części zdając sobie z tego sprawę, Róża Ostrowska potraktowała kaszubszczyznę jako archipelag kultu- rowych wysp, a jedną z najbardziej osobliwych i osobnych okazały się w jej oczach okolice jeziora Wdzydzkiego. W Wyspie Rybaki to świat na uboczu, świat dodatkowy, jakby trochę nielegalny (jak schulzow- ski trzynasty miesiąc), zarazem poetycki i egzystujący (w dużej części) z kombinowania i kłusownictwa, z tego, co „daje” jezioro i las: Życie tych ludzi – myślałam. Każda rzecz wydarta pazurami z piachu, z gęstwiny, każda sto razy obmyta potem i prawie każda ciężka od strachu. Od dziesiątków lat wychodzili świtkiem na jezioro kłusownicy, od dziesiątków lat nocą szli kłusowni- cy do lasu. Chyłkiem ciągnęli skąpy niewód, chyłkiem wieźli po kilka drzewek, jak chomiki do jamy, tropieni przez leśniczych, gajowych, i tych, co rybaczyli jawnie, za pozwoleniem. Mijały lata, marli i rodzili się ludzie w Rybakach, ale to, co mogło ich żywić, woda i las, pozostawały zakazane. Zmieniały się tylko przekleństwa, ści- gające ich po wodzie i wśród drzew, raz twarde, wrogie „verfluchte”, raz rodzime, miększe „psiamać”. I tak na zmianę1. Z jednej strony jest to więc zbiorowość zmarginalizowana, biedna. Ale jest to także świat archaiczny, ocalony, z własnymi mitami, z włas- 1 R. Ostrowska, Wyspa, Gdynia 1960, s. 120. Dalej cytuję według tego wydania, poda- jąc tylko numer strony. 30 EWA GRACZYK nym językiem, z silną zbiorową więzią, z otaczającą wieś wspaniałą, jeszcze niezabitą naturą. W kilkanaście lat po wojnie, w co trzecim domu w kaszubskich Ry- bakach brakuje męża i ojca, bo albo zginął na którymś z frontów, albo zawieruszył się w wojennych lub powojennych wypadkach. Narratorka nie wchodzi w temat wojennej przeszłości za głęboko, bo musiałaby opowiadać o losach mężów, narzeczonych, ojców, braci i synów wcie- lonych do Wehrmachtu, a nie o to jej chodzi. Mężczyźni we wsi (jak w chacie Waleski) są często starcami albo chłopcami. Ci bohaterowie Wyspy, którzy – jednak – są dorosłymi mężczyznami i genderowo przy- stoi im jakaś ambicja władzy, przepijają ją właśnie w miejscowej spół- dzielni. Alkohol jest w Wyspie szczególną substancją, osobnym żywio- łem, nie ceni się tu zwykłych, trzeźwych stanów świadomości, ale też nie pije na umór. Wódka, wino i piwo, łącząc się z nocą, pożądaniem, ciemną tonią wielkiej wody, księżycowym światłem, uczestniczą w dużo ważniejszej od jawy rzeczywistości snów i mitów. Etniczne, kulturowe i polityczne położenie Kaszubów mieszkają- cych w Rybakach skazuje ich na zależność od dość oddalonych, obcych ośrodków władzy. Ostrowska nie przedstawia nam żadnych miejscowych funkcjonariuszy peerelowskiego państwa, tak jak nie ma w Wyspie księży (czytając powieść, ma się wrażenie, że nikt ze wsi nie chodzi do kościoła). Co innego wynika z faktu, że nie ma w powieściowej wsi reprezentantów komunistycznej władzy, a co innego z tego, że Ostrowska w nawias wzię- ła gorliwy katolicyzm Kaszubów, być może dopuszczając do głosu star- sze, pogańskie pokłady ich kultury (na jeziornej wyspie mieszka kobieta, którą Waleska uważa za czarownicę, a kiedy wczytać się głębiej w me- tafory i obrazy tekstu, widać, jak ważne są w Wyspie wątki mityczne, zwłaszcza związane z postaciami „wiedzących” kobiet, dobrych i złych). A może doszło tu do jeszcze innego, wulkanicznego „przecieku”? Ten drugi trop, ta druga nieobecność, nieobecność katolickiego kościoła, umożliwiająca (?) pojawienie się jakiejś innej obecności, będzie dla mnie w tym tekście ważniejsza od pierwszej, dosłownie politycznej. Początek powieści celebruje kolejne etapy transgresyjnej podróży narratorki. Każda z sekwencji jej przybycia w krąg kaszubskiej enkla- wy jest mocno akcentowana, ciężka od znaczeń i melodii: na początku długa, męcząca jazda z Gdańska – najpierw pociągiem (dopiero druga lub trzecia lektura przyniesie niejasną świadomość, że z tym fragmen- tem podróży jest coś nie tak, że nie pasuje on do pozostałych), po- JESZCZE RAZ O WYSPIE RÓŻY OSTROWSKIEJ 31 tem zaprzężonym w konia chłopskim wozem, a na końcu przez jezioro w łodzi starego Pastwy. Wreszcie Monika wchodzi do zagrody i domu kaszubskiej gospodyni: obrazy wpadają w oko, długo pozostając w pa- mięci, poszczególnym kadrom towarzyszy mowa gospodarzy – szorst- ka, zaskakująca. Widzimy dziadka walczącego z za mocnym dla niego stworzeniem: „Koza beczała i ciągnęła za sobą sznur, a na końcu sznura wisiał maleńki staruszek w bardzo szerokich portkach i nogami zapierał się o ziemię”. Wraz z narratorką patrzymy na gospodynię, głowiąc się, kim ona jest: „Jej oczy były zarazem nieufne i przyjazne, bure, zielonka- we oczy w ogorzałej twarzy. Cała wydała mi się szorstka i ciepła jak jej głos”. Prowadzi ona narratorkę do przeznaczonej dla niej izby: Patrzyłam na niski sufit ze złocistych belek, białą od szorowania, jeszcze wilgotną podłogę, okienka z widokiem na jezioro i drewniane łoże, nad którym ciemny Chrystus za szkłem dźwigał niezmiernie wielką koronę z cierni. Na stole stał słoik z pękiem bardzo czerwonych georginii (s. 21). Zmęczona i już chora narratorka chce się umyć i pójść spać. Kiedy wy- chodzi z izby, żeby wylać wodę z miednicy, uderza głową w za niski dla niej okap drzwi. I wtedy następuje scena, która nada ton przyjaźni obu kobiet: Potem siedziałam z mokrym ręcznikiem na czole, a kobieta szybkimi ruchami wstrząsała i wygładzała pierzynę na łóżku. Po chwili leżałam już wygodnie na trzesz- czącym sienniku. Wtedy gospodyni znów się pojawiła. Trzymała siekierę. Zaciśnięte usta upodobniały tę twarz do ciosanych w drzewie ludków. Bez słowa zamachnęła się i rąbnęła w wysoki próg. Wióry wyskoczyły do sufitu, raz, drugi, trzeci. – Co pani robi? – wyjąkałam. Nie odpowiedziała i rąbała dalej. Patrzyłam oniemiała, jak z progu pozostawały coraz mizerniejsze szczątki, aż wreszcie nie było już nic, tylko jasny pas czystego drzewa, znaczący granicę między moją izbą a sienią. Wtedy gospodyni odłożyła siekierę, wyprostowała się, obróciła ku mnie i ocierając twarz dłonią rzekła: – Fertik. – Fertik – powtórzyłam i wybuchnęłam śmiechem. Śmiałam się tak, że łzy napły- nęły mi do oczu, a ciężka pierzyna zsunęła się z nóg na podłogę. 32 EWA GRACZYK Moja gospodyni podeszła i poprawiła pierzynę. Uśmiechnęła się również – uśmie- chem trochę zakłopotanym i trochę łobuzerskim, a w jej oczach zatańczyły dwa ogniki. – Tero spac – powiedziała i wyszła (s. 24). Więc Monika zasypia, rano budzi się z ciężką grypą, leży w łóżku trzy dni, krążąc pomiędzy jawą a snem (jej pierwszy sen, sen o Jaku- bie, okaże się proroczy) i stopniowo staje się gotowa do nowego życia. Dopóki trwa trud transgresji, dopóki bohaterka choruje, nad jeziorem przetacza się deszczowa jesień, aż trzeciego dnia nowo przybyła wstaje z łóżka w innym świecie, w krainie słońca, błysków, migotania. Po tych rytuałach przejścia, po postawieniu granic, po (z początku) skutecznym wypędzeniu zewnętrznej rzeczywistości, bohaterka wkracza w świętują- cy świat, którego pojawienie się sama umożliwia, który sama współtwo- rzy. Wszystko bowiem potoczyłoby się zupełnie inaczej, gdyby przybyła nie przeszła przez próby inicjacji tak „śpiewająco” (docenimy to pod koniec powieści, gdy pojawią się we wsi gdańscy przyjaciele Moniki i jedna z aktorek nazwie Waleskę „gosposią”). Krótki wakacyjny pobyt artystki w Rybakach staje się efemerycznym świętem, krótkotrwałą utopią skupioną wokół dwu przyjaciółek, zwią- zanych szczególnym siostrzanym mezaliansem. Dzięki ich przyjaźni w powieściowej wsi Rybaki trwa chwila poza historią, poza hierarchią, poza patriarchatem (w Czasie osobnym takiej wyłączonej, szczęśliwej en- klawy już nie będzie). Mieszkańcy domu Waleski, siedemnastoletni syn Ignacy, dwudziestoletni chrześniak Roman i stary ojciec, żyją w egali- tarnej wspólnocie, nieopartej na władzy mężczyzn nad kobietami. Przy- jazd kobiety transgresyjnej, dionizyjskiej, ułatwia dalsze przekraczanie zapór społecznych, kulturowych, genderowych. Nie ma wątpliwości, że Ostrowska wymyśliła, a co najmniej poprawiła po swojemu to spotka- nie. Przekształciła zarówno dane własnej biografii, jak i cechy zbioro- wości, którą pokochała. Jej powieściowy awatar w Wyspie jest aktorką i piosenkarką. Ten wybór profesji dla bohaterki uwypuklił sceniczne aspekty życia powieściowej wsi. W pewnym sensie mamy w Wyspie dwa teatry: profesjonalny teatr z Gdańska, zamknięty, polityczny teatr dusz- nego cierpienia, strachu i przemocy, z którego bohaterka rozpaczliwie się ewakuuje, oraz archaiczny teatr kaszubskiej zbiorowości, otwarty te- atr Rybaków, teatr ludzi i natury. JESZCZE RAZ O WYSPIE RÓŻY OSTROWSKIEJ 33 Akcja, czy raczej sfera zdarzeniowa powieści, składa się z dość osob- nych epizodów, wyjątkowych momentów z życia zbiorowości (zabawa zorganizowana przez sołtysową Rozalię, wspólne poszukiwanie ciał to- pielców, ofiar zatonięcia łodzi starego Pastwy) czy domowników chaty Waleski (śpiewanie na wodzie przy księżycu, nauka łowienia ryb, wspól- na kąpiel w jeziorze narratorki i Waleski, nocna wyprawa po drzewo na wyspę, miłosna noc Moniki i Romana, wyjazdy i powroty bohaterki do domu w Rybakach). Narratorka bardzo szybko przestaje czynić cokol- wiek sama, zawsze pomiędzy nią a innymi mieszkańcami chaty czy wsi zawiązuje się jakaś, znacząca najczęściej, interakcja. Na początku kurtyna z deszczu i chmur zagradza aktorce (nie jest jeszcze gotowa) drogę do świata blasku. W otwartym teatrze Rybaków świętowanie jest możliwe tylko w słońcu, przy księżycu lub w świetle ognia czy błyskawic. Inne jest zresztą w świetle dnia, inne przy „far- mazonie”, jeszcze inne wśród piorunów. W Wyspie nie ma życia poza- teatralnego, ważne jest tylko, w jakim spektaklu się uczestniczy, co się wspólnie wytwarza2. Realne gospodynie, z którymi zetknęła się Róża Ostrowska we Wdzydzach, siostry, nomen omen, Ostrowskie (ta ostatnia po mężu Knut), stały się w powieści jedną mocarną Waleską, Walkirią w minia- turze, istotą silną, androginiczną, sprawnie posługującą się siekierą, ło- wiącą ryby, pływającą własnym „czołnem”, kłusującą. Ślad po istnieniu dwu sióstr, nie jednej, zachowuje się w powieści w nieoczekiwany spo- sób: zdaje się, że sama autorka/bohaterka wślizgnęła się w skórę jednej z bliźniaczek, przeniknęła w hermetyczną przestrzeń ich więzi, i oto we- wnątrz powieści znów są dwie, równie sobie bliskie, emocjonalnie i cie- leśnie, jak Kaszubki Ostrowskie. Waleska troszczy się o swoją siostrę, rozbiera ją i ubiera, po przejściach związanych ze śmiercią dwójki mło- dych turystów śpią razem w jednym łóżku. Kaszubka przekracza wła- sne lęki i pływa nocą w jeziorze wraz z Moniką, a po wspólnej kąpieli „[...] ta nowa Monika we mnie chwyciła Waleskę za ręce i zakręciła nią w szalonym młynku po wilgotnej trawie” (s. 92). Ten dziewczyński, ale 2 Zarzuty przyjaciół, że teatr zajmował za dużo miejsca w jej życiu (przez wiele lat była kierowniczką literacką Teatru Wybrzeże w Gdańsku) uważam za niesłuszne. Myślenie w kategoriach teatru było jej bardzo bliskie, potrzebowała związku ze sceną. Por. M. Bukowska-Schielmann, Świat teatru Róży Ostrowskiej, w: tejże, Tymczasowa rzeczywistość, Gdańsk 2004, s. 48–82; wypowiedzi przyjaciół autorki w: R. Ostrowska, Mój czas osobny, Gdańsk 1977. 34 EWA GRACZYK i czarowniczy taniec (nagie kobiety wirują oszołomione) wyprowadza je z kolein zwykłego porządku rzeczy – tak jak ich inne czyny i słowa. Dwie sieroty, dwie kobiety z marginesu swoich zbiorowości, isto- ty o przewagach niepewnych i wywrotliwych: aktorka ceniona raczej za urodę niż za aktorstwo, harda Kaszubka bez męża z chaty za wsią. Narratorka skupia się na Walesce jak na ukochanej istocie, poświęca jej dużo uwagi, notuje przemiany, niuanse zachowań i wyglądu, często od- daje głos i chętnie słucha jej opowieści. Przygotowuje, jakby reżyseruje mocne „wejścia” Waleski. Mówiąc o Kaszubce, używa dysonansowych określeń i opowiada o jej często dziwacznych, ekstrawaganckich zacho- waniach: Nagle zdałam sobie sprawę z ciszy panującej w łodzi i otworzyłam oczy. Teraz uj- rzałam ich wszystkich w zielonkawym świetle, siedzących nieruchomo: gospodynię z głową zadartą ku górze, chłopców z rękami opartymi o instrumenty, zamyślo- ną dziewczynę. Było jasno, coraz jaśniej i kiedy podniosłam oczy, zobaczyłam, że księżyc już jest – prawie okrągły, zaczepiony jeszcze o chmurę, ale już wyzywający. – Tero możeta śpiewać – powiedziała gospodyni nie odwracając twarzy. – Tero on już jest. Ty, farmazon! Wszyscy roześmiali się. Gospodyni przez chwilę nie opuszczała pięści, potem chwyciła wiosło. Farmazon! – mruknęła jeszcze raz i z zaciekłością zaczęła ciąć wodę (s. 59). Jak pamiętamy, na początku autorka ukazuje Waleskę jako kogoś na- leżącego do wiekowego, mocarnego plemienia gnomów, ale od czasu do czasu gospodyni przechodzi nagłą metamorfozę. Roztapia się wtedy twarda substancja Waleski w ogniu miłosnego pragnienia. Równocześ- nie zaczyna śnić: Waleska pochyliła głowę, jej rysy miękły, jakby topił je niewidzialny ogień. Jo, jest taki – powiedziała sennie. – Ale o tym ani gadać ani myśleć. Nie wolno – szlus (s. 96). W innym miejscu, w tańcu z zakazanym ukochanym: Tańczyła jak lunatyczka, z głową przechyloną, jakby słuchała innej, dalekiej bardzo muzyki (s. 193). JESZCZE RAZ O WYSPIE RÓŻY OSTROWSKIEJ 35 Już słowo „Waleski” zapowiada kogoś poza porządkiem rzeczy, bo ma ło kto wie, że jest to bardzo rzadko używane imię kaszubskie. W pol- skim kontekście to imię wywołuje konsternację, bo robi wrażenie na- zwiska i w dodatku nie wiadomo, czy jest to nazwisko ojcowskie, czy mężowskie (przypomina się inna dziwna istota poza kategoriami, także onomastycznymi: Heathcliff z Wichrowych Wzgórz). Nawet deklinacja rzadkiego imienia sprawia spore kłopoty, bo nie wiemy, czy odmieniać je jak przymiotnik, czy rzeczownik. Twarda Kaszubka mówi o sobie przybranej siostrze: wiele lat byłam ni to panną, ni to rozwódką, ni to wdową. I choć Monika nie odpowiada tamtej wyznaniem na wyznanie, czytelnicy domyślają się bez trudu, że jej własna pozycja wewnątrz pa- triarchalnego porządku jest równie niepewna: nie jest jasne, kim jest dla niej Jakub – raczej kochanek niż mąż; nie wiemy, kim był dla Moniki Paweł i z kim ma ona syna.Waleska często wrzeszczy, burczy, mruczy, ale te często używane przez narratorkę czasowniki (najczęściej jednokrotne i dokonane) nie oznaczają prostactwa czy wulgarności tej postaci, raczej poprzez ich użycie pisarka stara się oddać szczególną eksplozywność, ale i muzyczność wypowiedzi bohaterki, gwałtownie przełamujących do- tychczasowy stan rzeczy. Nieprzewidywalność, nagłość jej słów i czynów nie jest jednak groźna, nie niszczy interakcyjnej tkanki międzyludzkich związków, wprost przeciwnie, raczej je umacnia, bo Waleska pojawia się w powieści najczęściej jako opiekunka i przewodniczka innych postaci: chrześniaka, Pastwy, a zwłaszcza Moniki. Obie bohaterki, aktorka i jej kaszubska przyjaciółka, razem wypra- cowują szczególną pozycję wobec i wewnątrz świątecznego spektaklu Rybaków, konsekwentnie czyniąc go bardziej zmiennym i ruchliwym. Umożliwia im to przede wszystkim śmiech i poezja, wybuchy, błyski jednego i drugiego. Zasadniczo to Waleska wprowadza elementy ko- miczne, a Monika poezję i namiętność, ale jak już wiemy, rola kocha- jącej kobiety przypada także kobiecemu pierrotowi (tak określa narra- torka wygląd wyelegantowanej Waleski, gdy ta wybiera się na wiejską zabawę). Razem odsuwają od siebie ciemność, w ich siostrzanym związ- ku pojawia się jasna, kobieca strona mocy. Mroczna zaś czai się ciągle na skraju tego świata, żeby na końcu zaatakować Monikę. Fabularnie to Waleska wprowadza nas w mityczny wymiar powieści, sugerując, że mieszkająca na wyspie kobieta jest groźną czarownicą. Jeśli przyjąć hi- potezę istnienia w powieściowym świecie skrytych knowań zła, to przy- była do Rybaków bohaterka przekształca się w bohaterkę mitu, więź-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pisarstwo kobiet pomiędzy dwoma dwudziestoleciami
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: