Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00290 017917 16942820 na godz. na dobę w sumie
Pisma wybrane, 1991-2001 - ebook/pdf
Pisma wybrane, 1991-2001 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 659
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883–242–1586–7 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Piąty tom Pism wybranych Władysława Bartoszewskiego zawiera teksty rozproszone z lat 1991–2001. Przy ich lekturze winniśmy pamiętać o rozpoczęciu przezeń we wrześniu 1990 r. (w wieku 68 lat!) nowego etapu w życiu. Objęcie wówczas stanowiska ambasadora wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej Polskiej...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Władysław BARTOSZEWSKI PISMA WYBRANE 1991–2001 TOM 5 1991 2001 E N A R B Y W A M S I P I K S W E Z S O T R A B w a ł s y d a ł W 85,00 zł z VAT ISBN 97883-242-1679-6 www.universitas.com.pl 9 788324 216796 UNIVERSITAS PISMA WYBRANE tom 5 1991–2001 KLASYCY WSPÓ ŁCZESNEJ POLSKIEJ MYŚLI HUMANISTYCZNEJ Seria pod redakcją Andrzeja Nowakowskiego WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI PISMA WYBRANE 1942–2012 WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI PISMA WYBRANE tom 5 1991–2001 wybór, opracowanie i przypisy Andrzej Krzysztof Kunert Kraków © Copyright by Władysław Bartoszewski and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2011 ISBN 97883–242–1586–7 TAiWPN UNIVERSITAS Opracowanie redakcyjne Izabella Sariusz-Skąpska Projekt okładki i stron tytułowych Ewa Gray Na okładce Władysław Bartoszewski, fotografia www.universitas.com.pl Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Egzekucje publiczne w Warszawie... 5 * * * Piąty tom Pism wybranych Władysława Bartoszewskiego za- wiera teksty rozproszone z lat 1991–2001. Przy ich lekturze winniśmy pamiętać o rozpoczęciu przezeń we wrześniu 1990 r. (w wieku 68 lat!) nowego etapu w życiu. Objęcie wówczas stanowiska ambasadora wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej Polskiej w Austrii wyznaczyło cezurę począt- kową długiego, trwającego do dziś, okresu służby państwowej dla suwerennej Rzeczypospolitej. Był w tym czasie ambasadorem w Austrii (1990–1995), dwu- krotnie ministrem spraw zagranicznych (1995, 2000–2001), se- natorem RP (1997–2001), zaś od listopada 2007 r. jest pełnomoc- nikiem premiera ds. dialogu międzynarodowego i sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (2008–2011). Funkcje państwowe łączył z wysokimi funkcjami społecznymi, przewodni- cząc Międzynarodowej Radzie Państwowego Muzeum w Oświę- cimiu (od 1990), Międzynarodowej Radzie Oświęcimskiej przy Prezesie Rady Ministrów (od 2000), Radzie Powierniczej Zamku Królewskiego w Warszawie (od 2001), Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (od 2001) i Polskiemu PEN Clubowi (od 2001). Także w tym czasie otrzymał polski Order Orła Białego (1995) i Krzyż Wielki niemieckiego Orderu Zasługi Republiki Federal- nej Niemiec (2001) oraz honorowe obywatelstwa Izraela (1991) i Miasta Stołecznego Warszawy (1999). Andrzej Krzysztof Kunert Perspektiven der postkommunistischen in Zentraleuropa am Beispiel Polens Gesellschaft //Perspektywy społeczeństwa postkomunistycznego w Europie Środkowej na przykładzie Polski (WYSTĄPIENIE W JĘZYKU NIEMIECKIM NA V AUSTRIACKIEJ AKADEMII ROZMÓW W EFERDING) (ZAMEK EFERDING W AUSTRII, 4-6 X 1991 R.) Gdy przed kilkoma miesiącami trwały przygotowania do dzi- siejszego sympozjum, sytuacja w Europie była jeszcze odmienna od obecnej. Zmieniła się w sensie negatywnym, bo jeszcze niedaw- no nie mieliśmy do czynienia z okrutną wojną domową – więcej niż wojną domową: z agresją człowieka przeciw człowiekowi na terenie Jugosławii. Ale zmieniła się też w sensie pozytywnym, bo rozpadowi uległo tymczasem imperium Związku Radzieckiego. Efektem jest zupełnie nowe położenie międzynarodowe. Wszyst- ko znajduje się jeszcze w fazie przeobrażeń i trzeba poczekać z opiniami i oceną nowej sytuacji (rozpadu ZSRR i przemian w krajach Europy Środkowej) z punktu widzenia polityki zagra- nicznej i wewnętrznej. Są jednak fakty, które już dzisiaj odgrywają ogromną rolę przy ocenianiu perspektyw społeczeństwa postkomunistycznego. Do faktów tych zaliczają się również relacje polsko-niemieckie i niemiecko-polskie. Nie można bowiem mówić o jakiejkolwiek perspektywie i możliwości zjednoczonej lub zintegrowanej Eu- ropy bez politycznego pojednania między Niemcami i Polakami, narodami i państwami. W stosunkach obu krajów w ostatnich dwóch latach wydarzyło się bardzo wiele, po części dzięki kanc- lerzowi federalnemu dr. Helmutowi Kohlowi. To on podczas ofi- cjalnych wizyt w Polsce, w listopadzie 1989 r. 1 i później, zrozumiał i zaakceptował, że bez zasadniczych przemian w naszym kraju 8 Perspektywy społeczeństwa postkomunistycznego... nie byłyby możliwe szybkie zmiany na terenie Niemiec, a przy- najmniej nie w tym zakresie, w jakim nastąpiły. Gdy rozważyć wspomniane fakty, jak chociażby dwukrotną wizytę Kohla w Polsce, w Warszawie i w Krzyżowej, ale także we Frankfurcie nad Odrą i w Słubicach2, a także wizytę prezydenta RFN Richarda von Weizsäckera w Polsce3, nasuwa się pytanie o ich znaczenie dla Europy. W znalezieniu stosownej odpowiedzi pomocna jest historia. Przez uprzednie 1 000 lat (!) żadna gło- wa państwa niemieckiego nie odwiedziła wolnej Polski. Także w okresie 1919–1933 wizyty nie złożył żaden kanclerz Rzeszy. Zatem kontakty w roku 1989 i 1990 mają znaczenie historyczne, a na wszystko, co wydarzyło się w ostatnich dwóch latach między Niemcami a Polską, Polską a Niemcami, patrzeć należy w wymia- rze historyczno-politycznym, choć nadal nie w pełni zdołaliśmy to sobie uświadomić. Na obecnym polsko-niemieckim pograniczu nie występują znaczące napięcia czy problemy. Przeciwnie, odbywa się już współpraca w dziedzinie ekologii, a niektórzy burmistrzowie przygranicznych miejscowości poszukują możliwości stworzenia konkretnych perspektyw na przyszłość. W przeciągu jednego pokolenia można wprawdzie puścić w niepamięć drobne nieporozumienia, ale nie da się zapomnieć faktów historycznych. Jest to istotny wyznacznik nowych cza- sów dla Polaków i dla Niemców, obowiązujący oczywiście także w (nie aż tak obciążonych) relacjach węgiersko-niemieckich czy czesko-słowacko-niemieckich. To ważne kroki ku przyszłości. Bez nich nie byłby możliwy harmonijny rozwój społeczeństwa i ugruntowanie nowego porządku w Polsce oraz w całym byłym bloku wschodnim. Znany, choć nie tak już „modny”, angielski politolog Timothy Garton Ash (rocznik 1955) napisał niedawno w eseju dla „The New York Review of Books”: Gdy wprowadzono stan wojenny 13 grudnia 1981 r., wydawało się, że Solidarność to tylko ostatnie z całej serii bezowocnych wschodnioeuropejskich powstań przeciw narzuconemu sowiec- kiemu komunizmowi (1953, 1956, 1968, 1980/81 w Polsce). Rok 1989 pokazał jednak, jak fałszywa lub przynajmniej niepełna była to ocena. W 1991 r. możemy nieco jaśniej stwierdzić, czym Perspektywy społeczeństwa postkomunistycznego... 9 była Solidarność: przełomową polską formą potężnej mobiliza- cji społecznej, z ogólnym zamiarem doprowadzenia do upadku komunizmu drogą pokojowego nacisku ze strony narodu w po- łączeniu z pertraktacjami prowadzonymi przez elity. Pod tym względem odniosła sukces. Geremek cytuje ze zrozumiałą dumą opinię, którą Lew Timofiejew wyraził w Paryżu w grudniu 1988 r., że „bez polskiej Solidarności nie byłoby w Paryżu ani [Michaiła] Gorbaczowa4, ani [Andrieja] Sacharowa”5. Historycy Związku Radzieckiego mogą ocenić, ile prawdy zawiera to stwierdzenie. Pewne jest jednak, że Solidarność była przełomowym nurtem w Europie Środkowowschodniej. Nigdzie indziej nie wystąpił tak masowy ruch robotników. Ale część tego, co stworzyła Solidarność w Polsce – pokojowy protest i opór cywilny, rozmowy przy okrą- głym stole – znalazło zastosowanie w krajach sąsiedzkich. Polska była pierwsza. Jeśli podział Europy, który w skrócie nazywamy „jałtańskim” miał swój początek w Polsce, to również w Polsce rozpoczął się kres „Jałty”. Żaden inny kraj nie uczynił w latach osiemdziesiątych XX wieku więcej dla wolności w Europie, i żaden inny kraj nie zapłacił za to większej ceny. Mówiąc o perspektywach społeczeństwa postkomunistycznego w Europie Środkowej, nie wolno pominąć istotnego wsparcia ze strony Kościoła katolickiego dla metody dążenia do demokracji bez użycia siły. Pozostaje faktem historycznym, że bez papieża Jana Pawła II, bez tego człowieka, poczucie wspólnoty europejskiej i motywacja wierzących ludzi w Polsce, na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech nie byłyby aż tak silne, jakimi się stały. Naturalnie nigdy jeden czynnik nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale pewne jest, że głowa Kościoła katolickiego odgrywała w latach 1978–1989/1990 kluczową rolę w polityce międzynarodowej. Po raz pierwszy bowiem w najnowszej historii naszego Kościo- ła na jego czele od 1978 r. stanęła osoba, która większość życia spędziła w systemie autorytarnym, totalitarnym, na własnej skórze przeżywszy doświadczenia szeregu lat od Hitlera po Breżniewa. Wpłynęło to także na polskie społeczeństwo. Polacy nie są mniej grzeszni od innych narodów, ale 95 procent społeczeństwa zostało ochrzczone w obrządku rzymskokatolic- kim. Chrzest sam w sobie stanowi szansę, i choć nie wszyscy ją wykorzystują, nie pozostaje ona baz pewnego pozytywnego efektu psychologicznego. Czynnik ludzki jest bowiem czynnikiem, bez którego także w polityce nie da się niczego osiągnąć. 10 Perspektywy społeczeństwa postkomunistycznego... Tradycja polskiej demokracji nie wywodzi się z okresu mię- dzywojennego. Jest jedną z najstarszych w Europie. W bieżącym roku świętowano w Polsce dwusetny jubileusz pierwszej polskiej konstytucji demokratycznej z 3 maja 1791 r., a więc uchwalonej sześć miesięcy przed pierwszą konstytucją francuską. Godne uwagi jest, że w Polsce stało się to bez przelewu krwi i ścinania arystokratów. Konstytucja nie posiadała wówczas należytej siły przebicia. Jako akt owocnej wyobraźni politycznej pozostaje jednak zakotwiczona w polskiej historii. Jej twórcy starali się połączyć idee oświecenia z tradycją polskiej monarchii. Tekst konstytucji zaczynał się od słowa „Bóg”, co pod koniec wieku XVIII w Europie nie było już przyjmowane. Obecne polskie doświadczenia demokratyczne i problemy związane z aktualnymi przemianami w byłym bloku wschodnim pozostają wyznacznikiem także dla innych – Czechów, Słowaków i Węgrów. O jakie problemy chodzi? Podstawowy problem postko- munistycznej Europy Środkowej to w mojej opinii brak społecznej cierpliwości, odwagi i nadziei. Jest to stwierdzenie może nieco gorzkie, ale prawdziwe. W wielu przypadkach, gdy uwzględnimy ogół ludności, nie zaś wyłącznie elity, dochodzą do głosu zakusy autorytarne, przyzwolenie dla ewentualnych rządów silnej ręki. Narasta atmosfera powszechnej nieufności, a niekiedy poszukuje się kozłów ofiarnych: Żydów, Cyganów, intelektualistów bądź też konkretnych polityków, na których koncentrują się przejawy zwątpienia i nienawiści. Powyższe refleksje są uzasadnione licznymi przykładami z ostatnich miesięcy, także w nowych landach Republiki Federal- nej Niemiec. Historia Europy wieku XX zna podobne momenty słabości demokracji i ich następstwa dla świata. Przyszłość Eu- ropy Środkowej zależy od jej zdolności sprzeciwu wobec klimatu odosobnienia i fundamentalizmu, od umiejętności wykształcenia społeczeństwa otwartego. Niemal wszystko zależy od samych ludzi. Od ich ofiarności i wytrwania, od ich aktywności i przed- siębiorczości, ale wiele zależy też od całej Europy. Wszystko, co dotychczas uczyniono – a więc redukcja polskiego zadłużenia, zaawansowana integracja Węgier i Czechosłowacji w instytucjo- nalnych ramach Zachodu, zaangażowanie Zachodu w inwestycje gospodarcze na Węgrzech i w Czechosłowacji (nieco mniejsze Perspektywy społeczeństwa postkomunistycznego... 11 w Polsce), a także przyznanie tym trzem krajom przez Wspólnotę Europejską statusu państw stowarzyszonych – to kroki w słusz- nym kierunku. Ostatni punkt jest tym ważniejszy, że towarzyszy mu zapowiedź przyjęcia wspomnianych trzech krajów w przewi- dywalnym czasie do grona pełnoprawnych członków Wspólnoty Europejskiej. Obietnica ta niesie ze sobą to, czego nasze kraje potrzebują obecnie najbardziej – nadzieję. Narody Europy Środkowej zawsze charakteryzowały się bar- dziej „zachodnim” i europejskim nastawieniem, niż wielu Europej- czyków na Zachodzie, którzy rzadko poświęcali uwagę rozważa- niom nad pojęciem Europy. Dla mieszkańców Europy Środkowej tak zwany Zachód był wówczas swoistym wzorem, symbolem dobra. Mówię „tak zwany” Zachód, ponieważ określenie to jest wyrazem bardzo sztucznego podziału. W odległości 500 metrów na wschód od Odry zaczynała się Europa Wschodnia, 500 metrów na zachód była już Europa Zachodnia! To raczej sformułowanie geodezyjne niż geograficzne. W tym sensie, o przynależności do Okcydentu decydują fakty kulturowe i historyczne. Jak wszyscy bowiem wiemy, Praga znajduje się w istocie bardziej na zachód od Wiednia, a więc z jej perspektywy to Wiedeń leży na wschodzie… Kraje byłego bloku wschodniego potrzebują przekonania, że ich niepodległość, demokracja i reformy gospodarcze są częścią porządku nie tylko regionalnego, lecz ogólnoeuropejskiego. Jednocześnie nasuwa się trzeźwe pytanie, czy państwa europej- skie mogą „pozwolić sobie” na pokrycie niewątpliwie wysokich kosztów integracji. Odpowiedź jest jedna i bardzo krótka. Łączny koszt integracji będzie niższy niż koszty spowodowane przez Hi- tlera i Stalina, zimną wojnę, zbrojenia, miliardy dolarów stracone na załagodzenia następstw złej polityki amerykańskiej w Jałcie i Poczdamie. Nieporównywalnie niższy! Musimy uwzględniać wszystkie doświadczenia wieku XX, do- świadczenia naszych rodziców i dziadków, a więc żyjących jeszcze pokoleń. Nie chodzi o zjawisko dotyczące samej Polski, Czech, Moraw, Słowacji czy Węgier. Naszym celem jest odtworzenie wspólnej Europy, jaka istniała przed stuleciami. Oczywiście nic w historii nie wraca, ale przy wykorzystaniu i w oparciu o dobre doświadczenia powinniśmy być w stanie stworzyć podobną Eu- ropę dla przyszłości. 12 Perspektywy społeczeństwa postkomunistycznego... Niewątpliwie żyjemy w czasach przełomu, ale dopiero na początku etapu nowej Europy, przynajmniej pod względem tego, co stanowi jej płaszczyznę psychiczną czy psychologiczną. Przez każdego Austriaka, przez każdego Niemca, przeciętny Portugal- czyk postrzegany był zawsze jako Europejczyk. Niemców z Nie- mieckiej Republiki Demokratycznej lub Polaków jeszcze przed kilkoma laty nie postrzegano podobnie, z wyjątkiem niewielu ro- dzin. Do takiego sposobu myślenia nie uprawniają żadne względy historyczne, żadne uprzedzenia polityczne czy stereotypy. W sierpniu 1989 r. Polska zyskała pierwszego niekomunistycz- nego premiera [Tadeusza Mazowieckiego]. W następnej kolej- ności byli Węgrzy, Czesi i Słowacy. Po listopadzie 1989 r., dacie decydującej dla Niemiec, szybko zmieniła się powszechna opinia o przynależności przynajmniej Niemców z byłej Niemieckiej Re- publiki Demokratycznej do Europy. Tylko niektórzy niemieccy socjaliści pozostali sierotami historii i niewiele zrozumieli… Czynnik ludzki, ze wszystkim co się do niego zalicza, zawiódł pod kilkoma względami. Zawiodła tolerancja. Coraz częściej zawodzi międzyludzka solidarność. Polacy, Czesi, Słowacy i Wę- grzy, nie wspominając o dotychczasowym Związku Radzieckim, nie są przyzwyczajeni do życia bez politycznego protektoratu. Mają wielkie oczekiwania wobec swoich państw, lecz zaczyna im brakować ofiarności. Zjawiska te są wyraźne dla każdego obserwatora tych krajów. Brakuje ponadto kultury politycznej dla kształtowania swych losów wedle własnej woli drogą samorządności i wolnych wybo- rów. Jak szybko można nadrobić zaległości w kulturze politycznej? Niezbyt prędko. Trwa to długo, być może całe pokolenie, które musi przejść przez szkoły i wyższe uczelnie. Nie ma tu możliwości znacznego przyspieszenia. Mieszkańcom Niemiec – mam na myśli tych w pięciu nowych landach – możliwość wolnego wyboru dana była po raz ostatni w 1932 r. W Czechosłowacji krótko w roku 1947. W Polsce ostatni raz wolne wybory odbyły się w 1938 r. Biorąc pod uwagę przyjęty niegdyś próg wieku wyborczego 21 lat, obecni siedemdziesięcio- lub nawet osiemdziesięciolatkowie to obecnie najmłodsi wyborcy w Polsce, posiadający osobiste doświadczenia polityczne. Perspektywy społeczeństwa postkomunistycznego... 13 W czasach komunizmu wszystko zdawało się jasne: uczestni- czono w wyborach lub nie. Aby odmówić udziału w głosowaniu w Niemieckiej Republice Demokratycznej, Czechosłowacji, Polsce i na Węgrzech konieczna była odwaga. Alternatywą pozostawało pójście na wybory i zakreślenie czegokolwiek, zniszczenie karty do głosowania lub oddanie głosu nieważnego, co również stano- wiło swoistą formę sprzeciwu. Obecnie obywatele byłego bloku wschodniego, dzisiejsi miesz- kańcy suwerennych republik, mają możność uczestniczenia w róż- nych wyborach: komunalnych, regionalnych, parlamentarnych. Pozostaje jedynie kwestia ich gotowości do podejmowania decyzji. Brakuje zwyczaju prowadzenia debat politycznych, sami politycy posiadają niewystarczającą wiedzę o polityce, a wyborcy chcą naturalnie być Europejczykami, ale wzorem dla ich życiowych aspiracji nie jest rybak z Grecji, lecz zamożny posiadacz pary- skiego salonu. Swoje dążenia pragną zrealizować natychmiast, bez względu na trudną sytuację w Europie od 1945 r. Wszyscy obywatele tych krajów są dziś wolni i upoważnieni do posiadania dowolnej opinii, jej wyrażania i szerzenia. Wolność słowa w Polsce jest ogromna, być może większa niż chociażby w Anglii, gdzie istnieją pewnie granice i nie jest dopuszczalne wyrażanie obraźliwych opinii o królowej. Tymczasem w Polsce dozwolone są ostre ataki na prezydenta bez obawy przed konse- kwencjami. Wolność postkomunistyczna jest jednak, jak wszyscy wiemy, wolnością niebezpieczną. Upojenie wolnością to zjawisko o przejściowym działaniu. Należy więc zapytać, co przyjdzie póź- niej? Jak powinno być wychowywane społeczeństwo? Ogromną rolę, zwłaszcza w Polsce, odgrywał dotychczas Ko- ściół katolicki. Jako czynnik oporu był w naszym kraju instancją łączącą różne siły społeczne, był azylem skupiającym ludzi o od- miennych poglądach, także niewierzących i agnostyków. Kościół przez lata – w ostatnim okresie z „polskim” papieżem na czele – stanowił bowiem jedyną alternatywę: albo władza komunistyczna, albo Kościół rzymskokatolicki. Z uwagi na tak nierówną sytuację, pozycja komunistów w duchowej rywalizacji z Kościołem była nie do pozazdroszczenia. Obecnie jednak Polacy, tak zresztą jak i obywatele wszystkich pozostałych krajów byłego bloku wschodniego, zakładają przeróż- 14 Perspektywy społeczeństwa postkomunistycznego... ne organizacje, stowarzyszenia i partie – nawet takie, jak Partia Przyjaciół Piwa. Powstają normalne, uwarunkowane poglądami ugrupowania polityczne. Pamiętajmy jednak, że dawni przywódcy stronnictw politycznych sprzed wojny mają dzisiaj 80 lat. Przy całym przywiązaniu do tradycji, wyzwolone kraje muszą w istocie od podstaw zbudować swą strukturę polityczną. Kościół nie może i nie powinien włączać się w sferę życia partyjnego, musi znaleźć nową formę zaangażowania, skupioną wokół odwiecznej służby na rzecz przekazu nauki chrześcijańskiej. Kościół katolicki w Polsce znajduje się w bardzo skompliko- wanym położeniu, gdyż z jednej strony nie powinien ingerować w bieżącą politykę, z drugiej zaś musi zabierać głos w wielu kwestiach, zwłaszcza gdy chodzi o zasadnicze pytania dotyczące hierarchii wartości w życiu społecznym. Jako bardzo ważne moralne i intelektualne wsparcie posłużyła wszystkim katolikom w setną rocznicę encykliki Rerum Novarum nauka papieska zawarta w nowej encyklice Centesimus annus z 1 maja 1991 r., która wytycza drogę dalszego rozwoju i kreśli zarys szerszej perspektywy. Jan Paweł II pisze: Autentyczna demokracja możliwa jest tylko w państwie prawnym i w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej. Wymaga ona spełnienia koniecznych warunków, jakich wymaga promocja za- równo poszczególnych osób przez wychowanie i formację w duchu prawdziwych ideałów, jak i „podmiotowości” społeczeństwa, przez tworzenie struktur uczestnictwa oraz współodpowiedzialności. Dziś zwykło się twierdzić, że filozofią i postawą odpowiadającą demokratycznym formom polityki są agnostycyzm i sceptyczny relatywizm, ci zaś, którzy żywią przekonanie, że znają prawdę, i zdecydowanie za nią idą, nie są, z demokratycznego punktu wi- dzenia, godni zaufania, nie godzą się bowiem z tym, że o prawdzie decyduje większość, czy też, że prawda się zmienia w zależności od zmiennej równowagi politycznej. W związku z tym należy zauważyć, że w sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i na- dająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm. Kościół nie zamyka bynajmniej oczu na niebezpieczeństwo fana- tyzmu czy fundamentalizmu tych ludzi, którzy w imię ideologii Perspektywy społeczeństwa postkomunistycznego... 15 uważającej się za naukową albo religijną czują się uprawnieni do narzucania innym własnej koncepcji prawdy i dobra. Prawda chrześcijańska do tej kategorii nie należy. Nie będąc ideologią, wiara chrześcijańska nie sądzi, by mogła ująć w sztywny sche- mat tak bardzo różnorodną rzeczywistość społeczno-polityczną i uznaje, że życie ludzkie w historii realizuje się na różne sposoby, które bynajmniej nie są doskonałe. Tak więc metodą Kościoła jest poszanowanie wolności przy niezmiennym uznawaniu transcen- dentnej godności osoby ludzkiej. Wolność jednak w pełni jest dowartościowana jedynie poprzez przyjęcie prawdy: w świecie bez prawdy wolność traci swoją treść, a człowiek zostaje wystawiony na pastwę namiętności i uwarun- kowań jawnych lub ukrytych. Chrześcijanin żyje wolnością (por. J 8, 31-32) i służy jej zgodnie z misyjną naturą swego powołania, ofiarowując innym prawdę, którą sam poznał. W dialogu z innymi ludźmi, baczny na każdy fragment prawdy, obecny w konkret- nym życiu i w kulturze poszczególnych osób oraz narodów, nie przestaje potwierdzać tego, co poznał dzięki wierze i właściwemu używaniu rozumu6. Nauka papieska będzie oczywiście miała znaczenie także w następnym pokoleniu, nie jest jednak gotową receptą. Koniec końców wszystko zależy bowiem od samych ludzi, także ich własna perspektywa na przyszłość. Wystarczy szczerze i w duchu prawdy stale na nowo podchodzić do istniejących problemów. Osobiście mogę jedynie powiedzieć z umiarkowanym optymi- zmem, że skoro narody Europy Środkowej przetrwały takie próby, jak czasy Hitlera i Stalina oraz własne zakusy głupoty i ekstremizmu w najnowszej historii, to można mieć nadzieję, że będą poszukiwać duchowych, głębokich i trwałych podstaw dla swego dalszego rozwoju także w wymiarze transcendentnym. Na pewno nie wszyscy ich obywatele, ale przynajmniej kręgi opiniotwórcze i elita. Możemy wówczas liczyć na stworzenie nowej Europy, nie dopiero pod koniec trzeciego tysiąclecia, ale już w przeciągu jednego pokolenia. Perspektiven der postkommunistischen Gesellschaft in Zentraleuropa am Beispiel Polens, w: König und Volk. Die Demokratie im Wandel der Zeit, (V. Österreichische Akademie Eferdinger Gespräche 1991), 16 Perspektywy społeczeństwa postkomunistycznego... pod redakcją Heinricha Schuschnigga, Dietera Gutsmanna i Heinrich Starhemberga, Wiedeń–Monachium 1992, s. 151-162. Przekład Marcin Barcz. 1 Wizyta kanclerza Helmuta Kohla w Polsce od 9 do 14 XI 1989 r. została przerwana w dniach 10-11 XI w związku z obaleniem muru berlińskie- go. Jej najważniejszymi punktami były: Msza Pojednania w Krzyżowej, podczas której Kohl i premier Tadeusz Mazowiecki przekazali sobie pamiętny znak pokoju (12 XI) i podpisanie w Warszawie obszernego oświadczenia o podstawach dalszych bliższych stosunków wzajem- nych (14 XI). 2 Mowa o spotkaniu premiera Tadeusza Mazowieckiego i kanclerza Helmuta Kohla 8 XI 1990 r. we Frankfurcie nad Odrą i w Słubicach. Spotkanie w tym drugim mieście upamiętnia tablica, odsłonięta 28 X 2010 r., zaś w dwudziestą rocznicę wydarzenia, 8 XI 2010 r., Tadeusz Mazowiecki odebrał w Warszawie dyplom honorowego obywatela Słubic. 3 Wizyta prezydenta Republiki Federalnej Niemiec Richarda von Weizsäckera w Polsce w dniach 2-5 V 1990 r. była pierwszą wizytą prezydenta Niemiec w Polsce. 4 Wizyta we Francji w dniach 2-5 X 1985 r. była pierwszą wizytą zagra- niczną sekretarza generalnego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Michaiła Gorbaczowa. 5 Andriej Sacharow, zwolniony z zesłania w grudniu 1986 r., uczestniczył 10 XII 1988 r. w Paryżu w obchodach 40. rocznicy proklamowania Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka (obok m.in. Lecha Wałęsy i jego doradcy, Bronisława Geremka). 6 Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II, wyd. 2 uzupełnione, Kraków 2000, s. 683-684. Fazit:Der Mensch //Po pierwsze:człowiek (REFERAT WYGŁOSZONY W JĘZYKU NIEMIECKIM NA 56.ŚWIATOWYM KONGRESIE MIĘDZYNARODOWEGO PEN CLUBU) (WIEDEŃ,3-8 XI 1991 R.) Francuski historyk i polityk średniego pokolenia, Jacques Rupnik1, przedstawił przed kilkoma miesiącami w swym histo- ryczno-politycznym eseju o schyłku komunizmu i odrodzeniu dążeń narodowych w Europie Wschodniej hipotezę głoszącą, że „komunizm podobny jest do czyśćca, z którego narody we wschod- niej części Europy wychodzą z doświadczeniem czterdziestu lat oporu”. Stanowić to ma prawdziwą szkołę demokracji, która jako jedyna jest w stanie zintegrować siły nacjonalistyczne. W istocie, doświadczenia wyniesione z walki o prawa człowieka – „Solidar- ność” w Polsce, „Karta 77” w Czechosłowacji, opozycja demokra- tyczna na Węgrzech, wzmocniły w tych krajach przywiązanie do pluralizmu i pozwoliły ustanowić nowe więzy między narodami poróżnionymi przez przeszłość i reżim komunistyczny. Zwolennicy wspomnianej hipotezy – hipotezy czyśćca – wska- zują na to, że obecne społeczeństwa wschodniej Europy bardzo różnią się od tych samych społeczeństw z okresu komunizmu i podkreślają słusznie, że demokratyczny charakter rewolucji pokojowych z 1989 r., podobnie jak w latach 1848 czy 1918, skupia w sobie uzasadnione dążenia narodowe. Jaki więc będzie dalszy los ludzi w nowych demokracjach? Pierwsza odpowiedź brzmi: ich los będzie ciężki, naznaczony długotrwałymi, ostrymi bólami porodowymi. Bóle są nie do unik- 18 Po pierwsze:człowiek nięcia podczas każdego porodu, można je co najwyżej łagodzić. Optymistycznie nastraja jednak fakt, że aktu narodzin nie da się cofnąć. Do pewnego momentu proces ten można było ewentualnie udaremnić, lecz obecnie jest on już sprawą dokonaną i nieodmien- ną, mimo iż wszystkie uczestniczące w przemianach kraje, także Niemcy, stoją przed wielkimi problemami. Widać to w Polsce i na Węgrzech czy w Czechosłowacji, ale również w Bułgarii i Rumunii, a wreszcie też w wielu częściach byłego Związku Radzieckiego. Najważniejszy problem we wszystkich wyzwolonych krajach stanowi czynnik ludzki. W wielu przypadkach właśnie czynnik ludzki zawodzi. Zawodzi tolerancja, zawodzi solidarność mię- dzyludzka. Społeczeństwa nie są przyzwyczajone do życia bez politycznego protektoratu. Obywatele oczekują wszystkiego od państwa, sami zaś nie są gotowi do ponoszenia ofiar. Zjawiska te dadzą się zauważyć tak w moim kraju, Polsce, jak i w Czechosło- wacji lub na Węgrzech. Ludzie są zmęczeni i często nastawieni pesymistycznie. Wycofują się w życie prywatne. Odpadło wspar- cie ze strony państwa. Brak stypendiów i dofinansowania odbija się negatywnie na kulturze, literaturze i filmie. Wydawać się to może problemem ubocznym, ale wpływa przecież na codzienną perspektywę. Działalność Kościołów nie jest wszędzie jednolita. Rozrachunki z komunizmem pociągnęły za sobą także spuści- znę myśli socjaldemokratycznej. Oznacza to, że razem z marksi- zmem, leninizmem i stalinizmem, odrzucono też zdrowe socjalne idee skłonnych do reform socjaldemokratów. Chodzi tu o abso- lutny psychiczny sprzeciw – zjawisko towarzyszące początkom społecznej kontestacji. Jak dalece ludzie są otwarci i zdolni do konstruktywnego współtworzenia nowego demokratycznego porządku, do którego przecież sami dążyli? Od kogoś, przez wiele miesięcy obłożnie chorego, nie oczekuje się pełni sił. Dlaczego więc oczekujemy tego od narodów, które przez ponad 45 lat – w przypadku byłej NRD jeszcze dłużej – pozbawione były możliwości normalnego funkcjonowania? Normalnego, oznacza tu: demokratycznego, otwartego, świadomego politycznie itp. Skąd ludzie ci w godzinie „zero” mieliby raptem wziąć zdolność dorównania pod tym względem Zachodowi? Jest to zupełnie nie- Po pierwsze:człowiek 19 możliwe. Czy ludzi tych uważamy za bohaterów? Na tutejszych ulicach, podobnie jak na ulicach Francji, Anglii lub Niemiec nie widzę przechadzających się milionów bohaterów. Dlaczego zatem mielibyśmy doszukiwać się ich w Budapeszcie, Pradze, Warsza- wie, Sofii czy wręcz w Moskwie albo Petersburgu? Pomimo tego, czynnikowi ludzkiemu przypada decydujące znaczenie w budowie społeczeństwa demokratycznego. Wolność można osiągnąć w mgnieniu oka, kiedy padają mury zniewolenia. Z jaką jednak wolnością mamy wówczas do czynienia? Z wolno- ścią swobodnego wyrażania poglądów? Z wolnością atakowania i pomawiania innych? Z wolnością neofaszystowskich, wrogich wobec obcych czy antysemickich patologii? Czy raczej z wolno- ścią podejmowania mądrych decyzji politycznych? Tej ostatniej nie osiągniemy na pewno z dnia na dzień. Wymaga ona bowiem wychowania, wykształcenia obywateli do nowych zasad, a co to może lub powinno oznaczać, pozostaje kwestią otwartą dla nas wszystkich, pracujących piórem. Nie dostrzegam wprawdzie groźby powrotu komunizmu, nieważne pod jaką postacią: maoistowską, trockistowską, stali- nowską czy jakąkolwiek inną. Istnieje jednak niebezpieczeństwo powstania nowych frontów między narodową, szowinistyczną ciasnotą horyzontów z jednej strony, a tolerancją, liberalizmem i chrześcijaństwem z drugiej. Istnieją z pewnością ważne i szla- chetne motywacje, uznawane przez nas wszystkich, wierzących lub nie. Ale te pozytywne motywy działania niekoniecznie zako- rzenione są w myśleniu milionów ludzi z niedawno wyzwolonych krajów. We wszystkich tych społeczeństwach istnieje niebezpieczeń- stwo wzrostu autorytarnego zagrożenia w przypadku dalszego pogarszania się sytuacji gospodarczej. Nie da się też przeoczyć zmęczenia wielu ludzi, rozdartych między aktywnym współ- uczestniczeniem w budowaniu nowego porządku, a wolą biernego wyczekiwania. Niejeden myśli: lepiej otrzymywać złą zapłatę za złą pracę, niż podejmować szczególny wysiłek dla osiągnięcia wyższych zarobków, zwłaszcza przy trudno przewidywalnych efektach. Podobne głosy słyszę z Czechosłowacji, z Węgier, z Polski. Dobiegają one nie tyle z kręgów inteligencji, ile raczej 20 Po pierwsze:człowiek z szeregów przeciętnych obywateli, także ze wsi. Po co gromadzić majątek, płacić podatki, ściągać na siebie kłopoty? Lepiej otrzy- mywać kiepskie wynagrodzenie za kiepsko wykonaną pracę. Ta- kiego nastawienia, będącego następstwem całego nieszczęśliwego procesu w krajach Europy Wschodniej nie zmienimy w przeciągu kilku miesięcy. Co jest powodem niskiego udziału w wyborach społeczeństw byłego bloku wschodniego? Oczywiście, ludzie są niezadowoleni. Nie są też jednak gotowi i zdolni do tak dalece logicznego rozumo- wania, aby pojąć, że dla dokonania zmian na lepsze muszą sami wywrzeć wpływ na politykę we własnej gminie czy we własnym mieście. Wiele osób nie zauważa tego politycznego uwarunkowa- nia, tego związku przyczynowo-skutkowego w swym życiu. Na analogiczne zjawisko napotykamy w niemal wszystkich naszych krajach. W konsekwencji nowo wybrane parlamenty i rządy po- siadają jedynie wąski fundament i niedostateczną reprezentację. Kolejnym zagadnieniem jest populizm. Przejawy wrogości wobec obcych występują na pewno nie tylko w byłej NRD. Dzięki Bogu w Polsce nie są dokonywane ataki na niemieckie autokary i pobicia Niemców. Ale zdarza się to Cyganom. Dzięki Bogu nie dochodzi do pogromów Żydów, ale na Węgrzech, a także w Pol- sce, padają okazjonalnie obrzydliwe antyżydowskie hasła. Ma to miejsce wprawdzie nieczęsto, złem jest jednak już sam fakt, że w ogóle się zdarza, posiada bowiem pewne działanie sygnalne. Ogromne znaczenie przypada z tego powodu edukacji politycz- nej, która musi zostać istotnie wzmocniona w szkolnych progra- mach nauczania. W przeciwnym razie istnieje groźba zastąpienia dotychczasowej walki klas nową formą narodowej walki rasowej, czy też innymi przejawami obłąkańczych rodzajów agresji wobec człowieka. Tendencje takie muszą być dławione w zarodku. Jeszcze krótko parę słów o sytuacji na Bałkanach. Żyjemy za- ledwie kilka godzin jazdy samochodem od granicy ze Słowenią. Dlatego mnie osobiście i nas wszystkich w Wiedniu wydarzenia w Jugosławii interesują w większym stopniu, niż kogoś innego w bardziej oddalonym miejscu. Co motywuje kraje bałkańskie w ich dążeniu do suwerenności? Czy nie jest tak, że ułatwia ono – jakkolwiek paradoksalnie może to brzmieć – drogę do zjedno- Po pierwsze:człowiek 21 czonej Europy? Skoro Słoweńcy i Chorwaci, posiadający bardzo długą historię – niemal tak długą jak Rzym – nie chcą żyć pod serbskim panowaniem, narzuconym im dopiero w roku 1918, czemu my mielibyśmy decydować za te społeczeństwa co dla nich samych najlepsze? Czy nie należałoby raczej opowiedzieć się za wolną konfederacją wybraną przez owe kraje? Eduard Szeward- nadze2 powiedział niedawno w Wiedniu, że lepiej, aby Związek Radziecki miał dziewięć republik zjednoczonych z ich własnej woli, niż piętnaście z przymusu. To słowa rosyjskiego patrioty! Bez wątpienia lepiej będzie, jeśli kraje bałkańskie znajdą drogę współpracy, niż gdyby miały się wzajemnie wymordować. W każdym przypadku należy oczywiście czynić starania dla zapobieżenia krwawym konfliktom. Wszyscy oddawaliśmy hołd metodom pokojowym: w Berlinie, Warszawie, Budapeszcie, Pra- dze. Uznaję też inne metody pokojowego oporu: demonstracje, listy, oświadczenia, odezwy w Lublanie czy Zagrzebiu, a z drugiej strony sprzeciwiam się użyciu siły przez generałów, będących w większości po dziś dzień komunistami i stalinowcami. To samo uczyniliby chętnie pewni generałowie w Moskwie lub na Syberii wobec własnych rodaków. Proszę wziąć jako przykład trzy małe republiki: Litwę, Łotwę i Estonię, które do roku 1940 dobrze współpracowały i były zdol- ne do egzystencji. Nikt w Europie nie miał zastrzeżeń co do tych małych krajów, dobrze się wzajemnie rozumiejących, bo suwe- rennych i nie zmuszonych pod presją do współistnienia w ramach jednego państwa. Dlaczego w przyszłości Słoweńcy i Chorwaci nie mieliby współpracować z innymi, jak niegdyś Litwini, Łotysze i Estończycy? Nikt nie rozważa wcielenia Luksemburga do Belgii czy Holandii. Dlaczego więc z taką łatwością decydujemy o na- rodach, które znamy o wiele gorzej? Czy dlatego, że są małe, czy też dlatego, że dalej położone? Nieduża wielkość państwa może być zaletą. W Polsce do końca bieżącego dziesięciolecia będzie mieszkało 40 milionów obywateli. Nie oznacza to, że będziemy szczęśliwsi. Indie i Chiny posiadają o wiele więcej mieszkańców, co nie stanowi powodu, bym im zazdrościł. Droga do demokracji, leżąca przed społeczeństwami dawne- go bloku wschodniego jest bolesna. Dlatego ludziom należy się 22 Po pierwsze:człowiek pomoc, nie na podstawie jednej recepty, ale z uwzględnieniem ich oczekiwań i żądań, pod warunkiem, że są one uzasadnione i demokratyczne. Innej drogi nie widzę. Na zakończenie proszę pozwolić mi na akcent osobisty. Od prawie 50 lat pracuję piórem – jako dziennikarz, pisarz, historyk. Nie były to lata łatwe dla Europy. Nie był to też czas pozbawiony problemów dla Ameryki czy Azji. Łącznie osiem lat spędziłem za kratami więziennymi; to dość powszechne doświadczenie w Eu- ropie Środkowej i Wschodniej za Hitlera i Stalina. Dyktatorzy mnie nie lubili. Można rzec: z pełną wzajemnością... Jakie pożyteczne doświadczenia starsze pokolenie pisarzy może przekazać młodszemu pokoleniu? Po pierwsze – w osta- tecznym rozrachunku nie ma na świecie lepszego rozwiązania, niż rozwiązanie pokojowe. Każde inne przynosi człowiekowi cier- pienie, a niczego nie rozwiązuje. Po drugie – człowiek, cierpiący, omylny, walczący, umierający, jest najważniejszy na tej Ziemi. Nie człowiek zwycięski i silny, ale poszukujący, słaby, uciskany, jest naszym głównym tematem i naszym zadaniem. Człowiek – kruchy owoc boskiego stworzenia. Nasz brat. To jemu poświęcamy siłę naszego słowa. Fazit: Der Mensch // Sum Total: Man, w: Neue Strukturen der Freiheit. Literatur als Diagnose und Therapie. New Struktures of Freedom. Literature as Diagnosis and Therapy. 56. Weltkongress des Internationalen P.E.N., Wien, 3. bis 8. November 1991, Wiedeń 1992, s. 76-80 (tekst w języku niemieckim), s. 80-83 (przekład na język angielski). Przekład z języka niemieckiego Marcin Barcz. 1 Mowa o artykule Post-comunismo e questione nazionale, ogłoszonym na łamach wydawanego w Rzymie czasopisma „Lettera Internaziona- le” (I-III 1991, nr 27). Jego autor, Jacques Rupnik (ur. 1950), historyk i politolog, był wówczas pracownikiem naukowym Centre d’Etudes et de Recherches Internationales (CERI, Centrum Międzynarodowych Studiów i Badań) w Paryżu. 2 Eduard Szewardnadze (ur. 1928), minister spraw zagranicznych ZSRR (1985–1990), później prezydent Gruzji (1995–2003). Mowa dziękczynna wygłoszona w języku niemieckim po otrzymaniu dyplomu obywatelstwa honorowego Izraela (WIEDEŃ, 10 II 1992 R.) 10 lutego 1992 r. ambasador Izraela przy Organizacjach Narodów Zjednoczonych w Wiedniu Peter Aran1 przekazał publicznie – w obecności kilkuset osób – Władysławowi Bartoszewskiemu dyplom nadania mu obywatelstwa honorowego Izraela następu- jącej treści: W uznaniu ratowania życia Żydów w okresie Holokaustu w pełnej świadomości niebezpieczeństw i ryzyka, zgodnie z postanowieniem Knesetu z 25 marca 1985 r., nadaje się niniejszym Władysławowi Bartoszewskiemu obywatelstwo honorowe Izraela. To uznanie jest wyrazem szacunku i wdzięczności, ugruntowanych w narodzie Izraela wobec Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, dzięki których szlachetnym czynom światło człowieczeństwa świeciło w okresie nocy panowania hitlerowskiego w Europie2. Laudatio wygłosił prezes PEN Clubu Austrii prof. dr Aleksander Giese. Odpowiedź wyróżnionego podajemy w przekładzie z oryginału niemieckiego. Prawdą jest, że nadanie obywatelstwa jednego państwa oby- watelowi drugiego państwa, który jest na dodatek ambasadorem w trzecim państwie, jest przypadkiem rzadkim, jeżeli nie unikal- nym. Jest jednakże również prawdą, że historyczne więzi między żywiołem żydowskim a polskim oraz rola żydostwa wschodniego na szerokim obszarze między Niemcami i Rosją miały ogromne 24 Mowa po otrzymaniu obywatelstwa honorowego Izraela znaczenie dla historii żydostwa europejskiego, jak również dla historii mojego Kraju – Polski. 1 września 1939 r. ówczesną Polskę zamieszkiwało 3,5 miliona Żydów wobec prawie 22 milionów Polaków chrześcijan. Więk- szość tych ludzi przez stulecia żyła w jednym państwie, ze sobą lub obok siebie, mniej lub bardziej pokojowo. W ostatnich dwóch latach przed wybuchem drugiej wojny światowej udział ludności żydowskiej w ogólnej liczbie ludności Polski (w której skład wchodzili również Ukraińcy, Białorusini i Niemcy) wynosił 8 do 10 proc. Liczby te nie podlegały zbyt du- żym wahaniom, co świadczyło o względnej stabilności żydowskiej wspólnoty etnicznej i religijnej w tej części Europy. Jednocześnie należy zauważyć, że polscy Żydzi byli nie tylko procentowo, lecz również w liczbach bezwzględnych największą grupą w ówcze- snej Europie. Odpowiednio duże było zatem znaczenie polskich Żydów w światowej diasporze. Głęboka religijność i stały rozwój duchowy, znajdujące wy- raz w zaangażowaniu społecznym, artystycznym, naukowym i wreszcie też politycznym, zapewniały polskim Żydom wy- jątkową pozycję na tle europejskiej społeczności żydowskiej, pomimo iż ich sytuacja gospodarcza była dalece gorsza od warunków, w jakich żyli bracia w wierze z uprzemysłowionych krajów Zachodu (Niemiec, Anglii czy Francji). Specyficzne przywiązanie znaczącej części zamieszkujących Polskę Żydów do tradycji posiadało z pewnością pozytywne znaczenie dla diaspory żydowskiej i było niewyczerpalnym źródłem trwałych religijno-obyczajowych wartości. W swej ogromnej większości polscy Żydzi odrzucili tendencje asymilacyjne, uznawali bowiem swój odizolowany byt za nad- rzędną wartość, której pozostawali wierni. Wcale niemała grupa ortodoksyjnych Żydów była wręcz zwolennikami zupełnej izolacji od nieżydowskiego otoczenia. Również Polacy generalnie nie starali się pokonywać barier obcości. W odrodzonej po roku 1918 Rzeczypospolitej Polskiej nie ustąpiono z pozycji izolacjonizmu, chociaż Żydzi byli reprezen- towani w parlamencie i brali udział również w innych formach życia politycznego i kulturalnego. Partie znajdujące się na pra- Mowa po otrzymaniu obywatelstwa honorowego Izraela 25 wicy i w centrum polskiego krajobrazu politycznego podkreślały w swych programach i wypowiedziach obcość żydowskiej wspól- noty religijnej i jej rzekomo szkodliwą rolę w życiu gospodarczym i kulturalnym. Przeciwnie, partie wierne zasadom liberalnym oraz socjaliści odrzucali w swych programach jakiekolwiek rozróżnie- nie narodowe czy wyznaniowe. Względnie wpływowe w Polsce kręgi intelektualne odrzucały w swej ogromnej większości wszel- kie nacjonalistyczne czy antysemickie tendencje. Preferowały one jednakże kontakty z przedstawicielami odpowiednich żydowskich elit liberalnych. Stanowisko dominującego w Polsce Kościoła rzymskokatolic- kiego było podyktowane tradycją, pełne nieufności i niewolne od stereotypów i uprzedzeń, wynikających z wielusetletniego anta- gonizmu między chrześcijaństwem a żydostwem – antagonizmu, który trwał do II Soboru Watykańskiego, a dokładniej do dnia 28 października 1965 r., dnia o historycznym znaczeniu, kiedy to Ojcowie Soboru przyjęli deklarację Nostra Aetate. Jednakże w katolickich kręgach intelektualnych zarysowała się pod koniec lat dwudziestych i trwała przez lata trzydzieste tendencja zmierzająca do dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Nie był to co prawda ruch zbyt wielki ilościowo, ale znalazły się w nim osobistości wysokiej rangi moralnej i intelektualnej. Część z nich odegrała podczas drugiej wojny światowej pozytywną rolę w kontynuacji rozpoczętego dzieła. Kilka pokoleń wykształconych Polaków wie, że najwybit- niejszy poeta literatury polskiej, Adam Mickiewicz, szczególnie cenił i czcił swą matkę o żydowskim pochodzeniu, dając temu wyraz w swych utworach. Jako polski historyk jestem wdzięczny Żydom polskim za ich wielki twórczy wkład w rozwój polskiej gospodarki, przemysłu, przedsiębiorczości, handlu, w ukształtowanie wysokich warto- ści kultury mego Kraju, w szczególności w dziedzinie muzyki i literatury, ale również za historyczne zasługi Żydów polskich dla polskiej nauki. Jako warszawiak jestem szczęśliwy i dumny z tego, że Isaac Bashevis Singer, w 1978 roku laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, pisał jako młody dziennikarz dla prasy żydowskiej w moim rodzinnym mieście Warszawie i do końca życia oprócz jidysz znał również język polski. 26 Mowa po otrzymaniu obywatelstwa honorowego Izraela Niewyobrażalna katastrofa drugiej wojny światowej skon- frontowała wszystkich ludzi mego pokolenia z nieprzewidzianą sytuacją, która przekraczała wyobraźnię cywilizowanych naro- dów. Niedawno obchodziliśmy smutną rocznicę tzw. konferencji w Wannsee z 20 stycznia 1942 r., która położyła podwaliny orga- nizacyjne i ustaliła polityczną akceptację establishmentu Trze- ciej Rzeszy dla trwającego już od wielu miesięcy biologicznego unicestwienia całego narodu żydowskiego. W obliczu straszliwych wydarzeń w kolejnych miesiącach 1942 r. i później utworzyły się w okupowanej Polsce małe grupy ludzi dobrej woli, które rozpoczęły w Warszawie, Krakowie, Lwowie i innych miejscach rozpaczliwą akcję ratowania śmiertelnie zagro- żonych Żydów. Jako jeden ze współzałożycieli tajnego Komitetu Pomocy Żydom, a potem Rady Pomocy Żydom w Warszawie w 1942 r. (historykom w Polsce, Izraelu i USA lepiej znanej pod kryptonimem „Żegota”) dobrze pamiętam z jednej strony setki przykładów niezmierzonego nieszczęścia i cierpień, z drugiej strony ciche bohaterstwo wielu ludzi, lecz również wielu innych, którzy zawiedli. Nie chcę być źle zrozumiany: bałem się wtedy często i rozumiem uczucie strachu. Lecz zasada miłości bliźniego zobowiązuje chrześcijanina do zaangażowania się na rzecz tego bliźniego. Za to zaangażowanie wielu Polaków – wieleset [sic! – ponad 600] przypadków jest dotychczas udokumentowanych – zapłaciło życiem, ponieważ na Wschodzie za pomoc Żydom była tylko jedna kara – kara śmierci. Wszystko, co zrobiono, co zrobili intelektualiści i chłopi, ro- botnicy i studenci, zakonnice i księża, różnie motywowani ludzie, aby pomóc, było tylko kroplą w morzu nieszczęścia. Nawet jeżeli wspomniana Rada uratowała kilka tysięcy ludzi, to w przypadku tysięcy i setek tysięcy innych pomoc nie powiodła się albo była od samego początku niemożliwa. W obliczu postępującej od 1942 roku zagłady stłoczonych w gettach Żydów uznaliśmy za kwestię najwyższego znaczenia zaalarmowanie opinii światowej i wywarcie nacisku tej opinii światowej na Niemcy. Tajne radiostacje, którymi dysponowała Armia Krajowa i Delegatura Rządu na Kraj, wielokrotnie w trakcie roku 1942 przekazywały informacje o wydarzeniach w Polsce – do Londynu. Mowa po otrzymaniu obywatelstwa honorowego Izraela 27 Ogromną rolę jednakże odegrała podróż specjalnego kuriera Armii Krajowej z Warszawy do Anglii. Nazywał się Jan Kozie- lewski, a działał pod pseudonimem Jan Karski (obecnie emery- towany profesor Georgetown University w Waszyngtonie)3. Był on świadkiem likwidacji warszawskiego getta latem 1942 roku i masowych transportów do Treblinki. Wziął też udział w konfe- rencji z udziałem przedstawicieli tajnych organizacji żydowskich w Warszawie, którzy poinformowali go wyczerpująco o sytuacji i przekazali mu ustne wskazówki dla mandatariuszy w Anglii. Poznałem Karskiego osobiście pod koniec sierpnia albo we wrześniu 1942 r., a więc jeszcze w czasie akcji likwidacji getta. W naszej rozmowie wyraźnie odczułem jego ogromne poruszenie tą straszną zbrodnią. Karski przybył w listopadzie 1942 r. cały i zdrowy do Londynu, gdzie przyczynił się do natychmiastowej publikacji Czarnej Księgi i podjął energiczne kroki w celu uświadomienia kierowniczym kołom politycznym Wielkiej Brytanii straszliwych wydarzeń w Polsce. Prowadził rozmowy nie tylko z premierem polskiego rządu emigracyjnego, [Władysławem] Sikorskim, lecz także z Winstonem Churchillem, ze znakomitymi osobistościami świata intelektualnego Zachodu, jak H.[erbert] G.[eorge] Wells, A.[rthur] Koestler i inni. 27 listopada 1942 r., wkrótce po przybyciu Karskiego do Anglii, polska Rada Narodowa w Londynie zaprotestowała w przyjętej jednogłośnie uchwale przeciwko masowej eksterminacji ludności żydowskiej w Polsce i zażądała interwencji aliantów4. 10 grudnia 1942 r. urzędujące w Londynie polskie Ministerstwo Spraw Zagra- nicznych wystosowało do rządów państw koalicji notę, w której wskazano na konieczność nie tylko potępienia zbrodni, […] ale także znalezienia sku- tecznych środków, po których można by się spodziewać, że powstrzymają Niemcy od dalszego stosowania metod masowej zagłady [...]5. Na skutek tego rządy trzech mocarstw – USA, Wielkiej Bryta- nii i Związku Sowieckiego, jak również Komitet Wolnej Francji opublikowały 17 grudnia 1942 r. jednogłośnie przyjętą deklarację, 28 Mowa po otrzymaniu obywatelstwa honorowego Izraela w której zapowiadały mordercom najsurowsze kary po zakoń- czeniu wojny6. Nie znaleziono jednak skutecznych środków, aby ratować Żydów. Nie podjęto też szczególnego wysiłku w celu ich poszukiwania. W tym czasie żyła jeszcze połowa przyszłych ofiar... W Palestynie, a później w nowym państwie żydowskim Izra- elu, po zakończeniu drugiej wojny światowej dziesiątki tysięcy polskich Żydów znalazło schronienie i nową ojczyznę. W po- czątkowym stadium zakładania i rozwoju tego państwa wielu byłych Żydów polskich – nie tylko David Ben Gurion7 – odegrało historyczną lub też istotną rolę. Jednak również z innych powodów Izrael był dla świadomych Polaków państwem szczególnym, odmiennym od pozostałych. Chciałbym w tym miejscu zacytować moje własne słowa wypo- wiedziane w 1986 roku w kościele św. Pawła we Frankfurcie nad Menem w podziękowaniu za przyznaną mi Nagrodę Pokojową Księgarzy Niemieckich: Jest mi szczególnie miło, że moim bezpośrednim poprzedni- kiem, laureatem Nagrody Pokojowej Księgarstwa Niemieckiego 1985 był Teddy Kollek, burmistrz Jerozolimy, która w moim od- czuciu była i jest nie tylko świętym miastem trzech religii – mo- zaizmu, chrześcijaństwa i islamu, ale Miastem całej ludzkości8. Ziemię biblijną, ziemię proroków, ojczyznę niegdyś prze- śladowanych i ich potomków, należy widzieć jako kraj naszej nadziei: nadziei na pokój, na zdolność wspólnej egzystencji różnych ludzi, na lepszy XXI wiek, mimo iż w obecnej chwili droga wiodąca nas w tym kierunku wydaje się jeszcze długa. Wdzięczność to bezsprzecznie jedno ze szlachetniejszych uczuć, zaś wdzięczność praktykowana nieprzerwanie jest wycho- wawcza, działa jako wzór: Izraelczycy dają nam jedyny w swym rodzaju przykład wdzięczności. Już w sierpniu 1953 r., pięć lat po założeniu państwa, izraelski parlament, Kneset, uchwalił jedno- głośnie ustawę o pamięci męczenników i bohaterów Holokaustu – Yad Vashem (Yad Vashem – słowo z księgi Izajasza 56, 6 [sic! – 5], oznacza: pomnik i imię). W paragrafie 1. punkt 9. tej ustawy czytamy, że nowy państwowy instytut9 zostaje utworzony między Mowa po otrzymaniu obywatelstwa honorowego Izraela 29 innymi dla zachowania pamięci o „Sprawiedliwych wszystkich narodów, którzy narazili własne życie, by ratować Żydów”. W maju 1962 r. w Alei Sprawiedliwych na Górze Pamięci (Har Hazikaron) w Jerozolimie pierwsze osoby posadziły symboliczne drzewka z tabliczkami, na których znajdowały się ich nazwiska i nazwa kraju pochodzenia. W październiku 1963 r. miałem zaszczyt i przyjemność wysłu- chania laudatio Gideona Hausnera – starego Galicjanina ze Lwo- wa, byłego Prokuratora Generalnego Izraela10 – oraz zasadzenia drzewka w imieniu Rady Pomocy Żydom 11. Dzisiaj w Parku Sprawiedliwych (to już więcej niż aleja) rośnie około 9 000 drzew z całej Europy. Ponad 3 500 nosi nazwiska moich rodaków, indywidualnie albo całych rodzin12. Jest wiele drzew holenderskich, duńskich, francuskich, również austriackich i niemieckich. A jest to przysłowiowy wierzchołek góry lodowej, ponieważ wiele nazwisk tych zasłużonych ludzi na zawsze pozo- stanie nieznanych. Ku ich pamięci wzniesiono kilka lat temu na terenie Yad Vashem Pomnik Nieznanych Sprawiedliwych. Zawsze, gdy się tam znajduję, przypominam sobie mądrość Biblii: gdy Bóg groził zniszczeniem miasta Sodomy za popełnione tam niecne czyny, Abraham wstawił się za jego mieszkańcami, a Bóg wysłuchał jego błagania i był gotowy oszczędzić miasto dla dziesięciu sprawiedliwych (Rdz 18,32). Wierzę głęboko, że ci, którzy w tych strasznych latach mieli możliwość przeciwsta- wić się zbrodni, jak i ci, którzy zostali uratowani przed zagładą i którzy przywołują w naszej pamięci czyny płynące z solidar- ności człowieka wobec człowieka, w pewien sposób przyczynili się i przyczyniają do tego, że świat, nawet po Oświęcimiu, nie pozostaje bez nadziei. Czy uczymy się z historii? Szczerze mówiąc, nie wiem, czy tak jest. Ale wiem, że my wszyscy, ludzie myślący, jesteśmy zo- bowiązani zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby przeciwstawić się siłom zła, ciemnoty, agresji, nienawiści – również nienawiści wobec Żydów, a zatem nienawiści wobec ludzi. I tak w pięćdziesiątym roku mej dziennikarskiej, a potem pi- sarskiej działalności, czuję się nadal zobowiązany do składania świadectwa. To zobowiązanie staram się wypełniać jako mia- 30 Mowa po otrzymaniu obywatelstwa honorowego Izraela nowany członek Rady ds. Stosunków Polsko-Żydowskich przy Prezydencie Rzeczypospolitej Polskiej i jako wybrany przewod- niczący Międzynarodowej Rady Muzeum Oświęcim–Brzezinka. Prawda, jak najpełniejsza prawda i tylko prawda… Siły słowa nie wolno przeceniać, ale nie należy jej też w szkole, w Kościele i w domach rodzinnych lekceważyć. Pod tym wzglądem podzie- lam obawy i refleksje mojej czcigodnej koleżanki i przyjaciółki pani prof. dr Eriki Weinzierl, która w podsumowaniu swej istotnej książki Zbyt mało Sprawiedliwych. Austriacy i prześla- dowanie Żydów 1938–1945 (Zu wenig Gerechte. Österreicher und Judenverfolgung 1938–1945)13 napisała: Nadrzędnym celem każdego wysiłku wychowawczego podejmo- wanego przez społeczeństwo, Kościoły i państwo, powinno być budzenie i utrwalenie przekonania, że prawa człowieka nigdy i nigdzie nie mogą być łamane, że powinny być bronione przez wszystkich dla dobra wszystkich, a początkiem tej obrony jest język. W mądrościach Salomona czytamy przecież: „śmierć i życie są w mocy języka”. Tylko konsekwentne i niestrudzone wychowanie w tym kierunku pozwala mieć nadzieję, że w przy- szłych pokoleniach oblicze człowieka nie będzie zależne tylko od pojedynczych Sprawiedliwych. Wielce szanowny i drogi prezydencie PEN Clubu, profesorze Giese! Nie czuję się właściwie politykiem i tylko w niewielkim stopniu dyplomatą. A dzisiaj, tutaj, jestem po prostu człowiekiem odczu- wającym wdzięczność, człowiekiem, któremu Pan Bóg pozwolił dożyć w godności czasu nowego początku dla ludzi w tej części świata. Chciałbym zakończyć najważniejszym w naszych czasach słowem: Pokój na tej Ziemi! Pokój Jerozolimie! Pokój Izraelowi! Pokój nam wszystkim! Szalom! Skrócony przekład z języka niemieckiego – Mowa dziękczynna po otrzymaniu obywatelstwa honorowego Izraela, „Zeszyty Historyczne”, z. 101, Paryż 1992, s. 200-205 (tamże krótki wstęp od redakcji, Mowa po otrzymaniu obywatelstwa honorowego Izraela 31 który wyżej powtarzamy). Przedruk – Władysław Bartoszewski, Moja Jerozolima, mój Izrael, Warszawa 2004, s. 193-198. Tekst przez nas publikowany uzupełniliśmy według publikacji w wersji niemieckiej: Władysław Bartoszewski, Polen und das Judentum, „Europäische Rundschau”, Wiedeń, 1992, nr 2, s. 103-107, w przekładzie Marcina Barcza (fragmenty oznaczone wytłuszczonym drukiem). 1 Uriel (Peter) Aran był wówczas chargé d’affaires Izraela w Austrii, bowiem Izrael za czasów prezydentury Kurta Waldheima w latach 1986–1992 nie akredytował w Austrii ambasadora. 2 Honorowe obywatelstwo Izraela nadano Władysławowi Bartoszew- skiemu 15 VII 1991 r., a stosowny dyplom został wręczony pół roku później, 10 II 1992 r. 3 Jan Karski (właściwe nazwisko Jan Kozielewski) zmarł 13 VII 2000 r. w Waszyngtonie. 4 Zob. Polacy–Żydzi. Polen – Juden. Poles – Jews. 1939–1945. Wybór źrodeł. Quellenauswahl. Selection of documents, opracowanie Andrzej Krzysztof Kunert, przedmowa Władysław Bartoszewski, Warszawa 2001, s. 79, 80 (przekład na język niemiecki), 81 (przekład na język angielski). 5 Zob. tamże, s. 93-100 (tekst oryginalny w języku angielskim), 101-104 (przekład na język polski, tu na s. 104 nieco inne brzmienie cytowanego fragmentu), 104-107 (przekład na język niemiecki). 6 Deklaracje podpisały rządy 12 państw alianckich: Belgii, Czechosło- wacji, Grecji, Holandii, Jugosławii, Luksemburga, Norwegii, Polski, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, ZSRR oraz Komitet Wolnej Francji. Tekst deklaracji – zob. tamże, s. 110-111 (tekst oryginalny w języku angielskim), 111 (przekład na język polski), 111-112 (prze- kład na język niemiecki). 7 Dawid Ben Gurion (1886–1973), urodzony w Płońsku, pierwszy pre- mier rządu Izraela w latach 1948–1953 i ponownie 1955–1963. 8 Przemówienie Kein Frieden ohne Freiheit // Nie ma pokoju bez wol- ności, wygłoszone po otrzymaniu Nagrody Pokojowej Księgarstwa Niemieckiego 5 X 1986 r. we Frankfurcie nad Menem – zob. w tomie 4, s. 216-231 (fragment cytowany – s. 217). 9 Pełna nazwa Yad Vashem w Jerozolimie – Instytut Pamięci Męczen- ników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem. 10 Gideon Hausner (1915–1990), urodzony we Lwowie, prokurator ge- neralny Izraela w latach 1960–1963, oskarżyciel w procesie Adolfa Eichmanna (1961), poseł do Knesetu 1965–1974 i 1977–1981. 32 Mowa po otrzymaniu obywatelstwa honorowego Izraela 11 Posadzenia drzewka w Alei Sprawiedliwych w imieniu Rady Pomocy Żydom „Żegota” dokonali 28 X 1963 r. Władysław Bartoszewski i Zofia Kann. 12 Obecnie w Alei Sprawiedliwych na przeszło 22 000 drzewek jest już przeszło 6 000 polskich. 13 Cytowana tu książka austriackiej historyczki Eriki Weinzierl (ur.1925) została wydana w Grazu–Wiedniu–Kolonii w 1969 r., a wznowienia ukazały się w latach 1985, 1986 i 1997. Nie mam w sobie nic z proroka... Rozmowa z ..., historykiem i pisarzem, ambasadorem RP w Wiedniu (ROZMAWIAŁA BARBARA KAZIMIERCZYK) Barbara Kazimierczyk – Pierwsze pytanie kieru ję nie do naukow- ca i człowie ka pióra, lecz do dyplomaty. Czy jako ambasador III RP czuje się Pan Profesor „właś ciwym człowiekiem na właś ciwym miejscu”? Odczuwamy w kraju coś na kształt defi cytu autorytetów moralnych z jednej strony, z drugiej – niedostatek fachowców. Władysław Bartoszewski – Wielce niestosowną pra ktyką jest ocenianie siebie samego przed czasem... Mój bezpośredni prze- łożony, mi nister Skubiszewski1, będzie miał tutaj zawsze ostatnie decydujące słowo. Trudno to czynić zwłaszcza w trakcie wypeł- niania obowiązków, bo przecież stolarz nie powinien mówić do- brze o swojej pra cy, dopóki stół nie ma czterech nóg gotowych. Ja jeszcze pracuję, ale czy czuję się „na właściwym miejscu”, jak Pani to ujęła? No cóż, znam nieźle sprawy austriackie, interesuje mnie ten kraj i choć warszawiak z urodzenia, ła pię się czasem na zgoła małopolskim, właściwym miesz kańcom dawnej Galicji, sen tymencie do tej pepiniery św. pamięci CK Monarchii, jaką była Austria. I do jej metropolii zwłaszcza – był nią Wiedeń. Co zaś się tyczy „fachowców” i „autorytetów”, o jakie mnie Pani zagadnęła, nie czuję się powołany do wystawiania cenzurek lu dziom urzę- dującym w kraju. Zweryfikuje ich czas, po pro stu. B.K. – Niedawno otrzymał Pan Profesor obywatelstwo pań stwa Izrael2. Na dobrą sprawę nie należałoby pytać o powo dy: Wła- dysław Bartoszewski to przecież jeden z głównych animatorów akcji „Żegota” w latach okupacji. Posiadacz drzewka z własnym 34 Nie mam w sobie nic z proroka imieniem i nazwiskiem w Alei Sprawie dliwych wśród Narodów Świata w Jerozolimie, biegną cej obok urn z prochami pomordo- wanych w hitlerow skich obozach zagłady. W.B. – Jest to, rzecz jasna, obywatelstwo honorowe. Gdy by było inaczej, to miałbym prawa i obowiązki – musiałbym np. płacić podatki albo służyć w armii, gdybym był młodszy. Obywatelstwo honorowe Izraela jest pewną formą – najwyższą w tam tym kra- ju – moralnego wy różniania ludzi, którzy ponieśli jakieś zasługi dla Żydów w świecie, nie w Izraelu specjalnie. Chodzi tu głów- nie o zasługi w okresie II wojny światowej, które są oceniane i dostrzegane. Takich Polaków, jak ja, jest zresztą bardzo wielu: bo skoro Pani wspomniała o jerozolimskim Wzgórzu Pamięci i owych drzewkach, to właściwie na większości tabliczek, jakimi są oznakowane, poza imieniem i nazwiskiem konkretnego czło- wieka widnieje słowo: „Pologne, Poland”. Obywatelstwem honorowym nie każdego się nagradza – może dlatego, że nie każdy z owych prawdziwie zasłużo nych jest am- basadorem i pi sarzem? Dość, że wiele z tych zasług pozostaje w cieniu, in ne natomiast, jak to układa się w życiu, są bardziej znane. Co do mnie, nie uważam, żeby mój wkład był jakoś specjal- nie godny zauważenia, nato miast władze państwa Izrael miały widocznie inną ocenę od mojej. B.K. – Jest Pan Profesor niesłychanie skromny. W.B. – Mógłbym tu dodać tyl ko to, że cieszy owo dostrze żenie trudu i ryzyka życio wego ludzi, którzy w więk szym zakresie or- ganizowali w latach wojny pomoc dla prześladowanych. Cieszy, bo jest to przecież zarazem, by się tak wyrazić, wypromowanie, dowartościowanie tego nurtu w historii i tradycji polskiej, który był niewątpliwie nur tem pozytywnym z moralnego – i ogólniej, humanistyczne go punktu widzenia. Dlatego też mógłbym po- wiedzieć, że osobiście poczytuję sobie za za szczyt, iż ze swoją działalnoś cią i ja też znalazłem się w tym nurcie. Mocno zakorze- nionym zresztą w tradycjach Polaków – o czym już wspo mniałem. B.K. – A jednak popełnialiśmy błędy w naszej tysiącletniej histo- rii... Nie tylko tysiąclet niej zresztą; błądziliśmy już w wieku XX, w czasach najnowszych. Nie mam w sobie nic z proroka 35 W.B. – Każdy naród i państwo popełniają błędy nieustannie, To znaczy, popełniają je ok reślone grupy ludzi w imie niu i a conto tegoż narodu i państwa. Podobnie jak po szczególne jednostki, bo na tym – mówiąc bardzo z grub sza – polega życie. Natomiast jeśli ma Pani na myśli tę cząstkę naszego wkładu w konstelację stosunków euro pejskiej, jaka się wytworzyła przed Wrześniem 1939, to osobiście nie uważam, ażeby Polska popełniła tu jakieś błędy obciążające nas szcze gólnie. Nas, czy to jako pań stwo, czy też jako naród. Przeciwnie, to my, którzy pierw
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pisma wybrane, 1991-2001
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: