Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00133 011254 16963662 na godz. na dobę w sumie
Po co ci logo? - ebook/pdf
Po co ci logo? - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3785-9543-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> komputery i informatyka >> grafika komputerowa
Porównaj ceny (książka, ebook (-20%), audiobook).
Poradnik, nie poradnik, przeczytaj i zdecyduj sam. Książka 'Po co Ci Logo?' powstała z moich tekstów pisanych w większości na blogu http://alw.pl, ale też w 2+3D, Beauty&Business, Visual Communication. Podpuszczano mnie do sprokurowania jej wielokrotnie, ale jakoś brak było czasu na przejrzenie prawie tysiąca wpisów. Impulsem do tej kompilacji moich tekstów było wydanie, w formie ebooka, innej mojej książki, pierwszego tomu opracowania koncepcyjnego herbu Rzeczypospolitej 'projekt Orli Dom'.  Ukazała się ta pozycja w Wydawnictwie E-bookowo w maju tego roku. W końcu jednak nadszedł czas nieco wolniejszy i jest także ta książka, również wydana w wersji elektronicznej póki co, w tym samym wydawnictwie. Na 264 stronach piszę o sprawach związanych nie tylko z projektowaniem znaku, ale i szerzej o wizerunku, jego zagrożeniach, a także wielu sprawach łączących się, z tym projektownaiem i budowaniem wizerunku, w sposób pośredni i bezpośredni. Jest zatem trochę do poczytania i przemyślenia. Co prawda niektóre tematy wywoławcze straciły aktualność, ale to, co przy ich okazji pisałem można spokojnie odnieść do wielu aktualnych sytuacji. Wystarczy wyciągać wnioski z cudzych błędów. I tak na to spójrz Drogi Czytelniku.
 
Nie ma w tej książce niestety prostych recept, w stylu „jak zostać bogatym w 5 minut” ani też, tym bardziej, „jak zrobić genialne logo przy użyciu Worda”, sądzę jednak, że jest wiele moich spostrzeżeń, które po przemyśleniu będą przydatne w życiu, dla obu stron barykady, tak dla prowadzących biznes, jak i robiących w grafice użytkowej.
 
Moją książkę podzieliłem na rozdziały, jest więc o logo, wizerunku, reklamie, heraldyce, symbolice i konkursach, ale są i varia, czyli tematy nieco na uboczu. Niech Cię jednak Drogi Czytelniku nie zwiedzie ten rozdziałowy podział, częściowo jest on nieco przypadkowy. Większość tekstów bowiem powinna znaleźć się w dwu, a czasem w trzech rozdziałach. Opisuję bowiem sprawy mające wiele aspektów. Bo czymże jest np. samo logo, jak nie początkiem, punktem startu do budowania z jego użyciem wizerunku, no a tu już wchodzimy w reklamę, marketing i kilka jeszcze drobniejszych detali. Aliści samo logo ma też swoje początki, czy to w postaci formułowania założeń do projektu, określania własnych wizji firmy, strategii tejże firmy. Czy to, już na etapie projektowania, koncypowanie nie tylko kształtu, ale i symboliki, czasem zaś heraldycznych odniesień. A może też z innej strony, dość modnej, ogłaszanie konkursu i jego merytoryczna ocena, nie na zasadzie podoba się/nie podoba, a właśnie merytoryczne ocenianie projektów. Bo przecież znak firmowy musi być efektywny w działaniu a nie jedynie efektowny. Musi zapadać w naszą pamięć, a nie jedynie nam się podobać. Czasem jego siłą jest jego kontrowersyjność właśnie, a przez to zapamiętywalność, a czasem tylko jego prostota. Choć z tą prostotą, minimalizmem, chyba coraz częściej lądujemy na mieliznach nijaczenia i rafach wtórności. Ale co tu gadać, trzeba poczytać, pomyśleć i wyciągnąć wnioski, a na pewno NIE kopiować opisanych przykładów.

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

© Copyright by Andrzej-Ludwik Włoszczyński, 2015 r. © Copyright by Wydawnictwo internetowe e–bookowo, 2015 r. Projekt okładki: Andrzej-Ludwik Włoszczyński ISBN 978-83-7859-543-4 Autor: Andrzej-Ludwik Włoszczyński Kontakt: tel. 602 229 544, alw@post.pl Wydawca: Wydawnictwo internetowe e–bookowo Kontakt: wydawnictwo@e–bookowo.pl www.e–bookowo.pl Patroni medialni: www.brief.pl www.eGospodarka.pl www.marketingprzykawie.pl www.graffus.com Wszystkie znaki cytowane w książce są zastrzeżonymi znakami Firmowymi lub towarowymi ich właścicieli. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione. Wydanie I 2015 r. po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński Spis treści 5 przed mowa reklamy 6 nadmiar szczęścia, czyli plakaty i ulotki 7 wrzeszczące szyldy reklamowe 9 11 cymelia krakowskie trzeci pogrzeb 13 13 logo czy obrazek? 14 Japisze i Typisze jak zostać ekspertem 16 16 w kaczy kuper 18 paczka papierosów bez logo… 19 20 plakat z Madonną wizerunek 21 22 uwaga nazwa 24 manowce wizerunku dwie refleksje 27 28 pilnuj własnego znaku! 30 po oczach i do lasu rozmyślania pod choinką 32 35 Tubywalcy i Tambysze 37 logo prezydencji wykrawanie Starbucks 39 42 FigaroFont definicja, esencja, ocena 44 spodek, serce, Katowice 50 53 policja czyli smutek logo? 56 57 po co CI logo? 62 od logo do brandingu wiedza tajemna 69 72 co może projektant logo logo na 200 lat 73 77 dobre logo może więcej 78 skuteczne logo księga logokręcioła 79 2 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński norweskie żywe logo symbole miasta nieistotny znak strzeż się taniochy heraldyka herbowy branding logo kontra herb niedosyt i przesyt nowe godła uczelni rysowanie herbu przypadki Łódź 1 Łódź 2 polemika Lodz Airport 2 × Łódź NBP – dwa w jednym NBP a typo przystanek Centralny dworce warszawskie? biblioteka dobrze oznakowana co wyszło z biblioteki symbolika konteksty i skojarzenia symbolika bieli i czerwieni POZnaNIE muchy i gołębie Husarz ksywa Huzar Huzar symboliczny dopisek do Huzara diatryba o kropce tęczowa zadra w oku prezent z przesłaniem konkursidła konkursidła Polska Saragossa kpina i szczerość czytanie chroni 3 82 83 85 87 89 90 90 93 98 101 106 107 110 116 118 119 124 127 130 132 134 139 140 142 146 150 154 158 161 163 169 172 174 175 177 178 179 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński nagroda do negocjacji? za nać pietruszki Polska Smakuje projekty tendencje w logo herb-logo szkice ołówkiem brak szacunku do cudzej pracy roz mijanka Ci od CI prostota kija łamaniec herbowy z zakalcem o niedozwolonych powielona myśl zabójczy lifting chce się pracować modna przezroczystość minimalizm do czytania rafy minimalizmu jeden most za daleko rządzi młot prace w toku trend logotypowy o pionowej | kresce kradną = doceniają? varia dwuznaczność woń dyskursu smutne refleksje perpetum mobile kto winien? książki nieprzydatna przydatność pierwszy projekt orli dom notka o autorze 4 180 186 192 197 198 199 202 204 209 212 218 222 223 226 229 231 232 234 235 237 239 240 243 246 249 251 252 253 254 254 255 257 258 260 264 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński MOWA PRZED Poradnik, nie poradnik, przeczytaj i zdecyduj. Książka ta powstała z moich tekstów pisanych w większości na blogu alw.pl, ale też w 2+3D, Beauty Business, Visual Communication. Co praw- da niektóre tematy wywoławcze straciły aktualność, ale to, co przy ich okazji pisałem można spokojnie odnieść do wielu aktualnych sytuacji. I tak na to spójrz Drogi Czytelniku. Nie ma tu niestety re- cept w stylu „jak zostać bogatym w 5 minut” ani też, tym bardziej, „jak zrobić genialne logo przy użyciu Worda”, sądzę jednak, że jest wiele moich spostrzeżeń przydatnych w życiu, tak dla prowadzą- cych biznes, jak i robiących w grafice użytkowej. Życzę zatem miłej lektury. alw czyli Andrzej-Ludwik Włoszczyński 22 lipca 2015 5 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński reklamy Wszystko niby takie same, ale z jednej strony bardziej eleganckie, odnowiono wiele zabytków, a z drugiej strony bardziej krzykliwe, w sensie reklamowym. po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński NADMIAR SZCZĘŚCIA, CZYLI PLAKATY I ULOTKI 6 czerwca 2006 Dookoła narasta jazgot koloru, zalewa wszechkolorowa reklama wszystkiego wszędzie i na wszystkim, o wszystkiej porze. Z podsta- wowych czterech /cmyk/ lub trzech kolorów /rgb/ twórcy wyciągają co się da, a nawet więcej. Z ogromem wysiłku umysłowego i talentu /czasami niekoniecznie i w ogóle / tworzą swoje dzieła i… no i wła- śnie, samo się nasuwa pytanie – po co i dla kogo? Idę ulicą wzdłuż której stoi, jak za dawnych dobrych czasów, hek- tar parkanu. Dla pamiętających dłużej takim salonem plakatu było kiedyś, przez długie lata, ogrodzenie wokół słynnej budowy błękit- nego wieżowca, na obecnym placu Bankowym w Warszawie. Taka galeria dla mas z fantastycznymi perełkami dizajnu naszej nieoce- nionej szkoły plakatu. Eh, czasem lepiej nie wspominać… szczegól- nie, że nasuwa to skojarzenia i porównania. Płot jak tamten wiel- kopowierzchniowy. Jak tamten oblepione toto od dechy do dechy i po horyzont. Ogarniam coraz nowe połacie wzrokiem i próbuję na czymś zawiesić choćby jedno oko, no niech mnie coś zaskoczy, za- stanowi, zaintryguje… NIC, zero, null. Zlewająca się masa, fajerwerk koloru, tęcza… brak punktu zaczepienia.. i nagle, na samym końcu JEST. Zaskoczenie. To nie żaden wymuskany, amerykańskopodobny w bezmyśleniu, za ciężkie pieniądze, plakat super agencji, zwykły wklej szabloniarza. Rewelacyjny. Skrót myślowy, humor, asceza i… brak koloru. Prze- wrotnie konkluduje sobie, że w tym akurat przypadku, pomijając swawolną chęć naprawiania świata autora, skromność środków zrekompensowana została myśleniem. Mała firma marzy o super budżecie reklamowym i powiela banalne wzorce rodem z Bezmy- ślowa. ładne, bajeranckie i puste w przekazie, ale takie ma konku- rent, takie dostaje do skrzynki i na ulicach. Zero myślenia czy to choćby skuteczne. Na rondzie, w centralnym punkcie Warszawy, róg Marszałkowskiej i Alej, przy wejściach do podziemi, codziennie stoją podawacze 7 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński druków reklamowych zwanych ulotkami. Kiedyś umówiłem się tam z córką, na przekąszenie w pobliskim fastfudzie. Ania utknęła w ja- kimś korku, grzeczne dziecko informowało na bieżąco, przez komór- kę, stan zakorkowania i przewidywany czas spóźnienia, ja kontem- plowałem osobliwy widok. Misterium Ulotkowe. Ludzie przechodzili, dostawali ulotkę, ciskali od razu, albo po 2 metrach, i tak na okrą- gło, jak w trybikach sprawnego zegara. Tik, tak, tik, tak. Podawacze dzielili się jednak wyraźnie na dwie kategorie – ambitnych i reali- stów. Ambitni próbowali dorwać każdego wychodzącego z podziem- nego przejścia i wlepić mu te swoje papierowe szczęście, realiści zajęli pozycje strategiczne – przy koszach na śmieci. Bo ulotki wci- skane do rąk tam właśnie, w 99 procentach lądowały. Ambitni widać tego jeszcze nie załapali, więc mieli dodatkową robotę – zbierali, między rozdawaniem, te porzucone na chodnik i odnosili grzecznie do śmietnika. Podawaczy rozumiem, boć to ich praca i zarobek. Choć i w tym podawaczowym temacie bywają innowatorzy. Miejsce – warszawska Praga, skrzyżowanie przy „śpiących” czyli koło dwor- ca wileńskiego. Czas – środek dnia. Akcja – podawacz pod zegarem krąży w dziwnym cyklicznym rytmie. Pokonuje 4 m przestrzeń mię- dzy dwoma koszami i rozdaje. Rusza spod kosza A trzymając ulotki swobodnie, nie wciska, nie nalega, pokonując odległość do kosza B, rozdał 3 ulotki. Staje przy koszu odlicza skrzętnie 3×2=6 i ... bach do kosza. Powrót do punktu A, rozdane 4 ulotki, 4×2=8 i bach do kosza. Wokół czyściutko, nic nie zalega. Spokojna praca. Nurtuje mnie jednak myśl a propos – czy firmy, które wyłożyły kasę na te śmieci zwane ulotkami zastanowiły się po co to robią, dla kogo i jaki z tego pożytek dla nich (zwrot w postaci klienta). Może to owczy pęd „bo inni tak robią”, może magiczne myślenie „byle jak najwięcej” a może po prostu nikt nie zadaje sobie trudu monitoro- wania własnej akcji,policzenia i wyciągnięcia wniosków, nie powta- rzania błędów w przyszłości, nie wyrzucania kasy za okno, na róg Marszałkowskiej i Alej. 8 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński WRZESZCZĄCE SZYLDY REKLAMOWE 8 czerwca 2006 Obserwuję ciekawe zjawisko dbania o „wizerunek firmy”, a właści- wie „widzialność firmy” poprzez szyld reklamowy. Każdy kolejny szyld na biurowcu, reklamujący nową firmę, musi być a/ większy niż pozostałe, b/ bardziej krzykliwy w kolorze. Syndrom ten wystę- puje na ogół na biurowcach, w których administracja zajmuje się liczeniem kasy za m2, dbałość o estetykę mając w głębokim powa- żaniu. Przekaz, jaki niesie taka koszmarna szyldziastość, to jeden wielki wrzask, więc kto by tego słuchał. I tu pojawia się smaczek do tej krzykliwości, bezładnej, nieczytelnej i wielokrotność kompletnie bezsensownej. Otóż przy wejściu do budynku niejednokrotnie brak jakiejkolwiek informacji, choćby małej tabliczki, bywa że i w holu nie ma nic, poza portierem. Osobnym tematem jest wykonanie tychże „szyldów reklamowych”, praktycznie można się tu zapoznać ze wszelkimi dostępnymi aktu- alnie na rynku materiałami i technikami. Nieudolność za to kompo- zycji jest porażająca w równie wielkim stopniu, jak ich krzykliwość. Inwencja jaką przejawia firma, w umieszczeniu takiego potworka na frontonie budynku wprawia czasem w zdumienie – wąska uliczka z wąskimi chodnikami, 4 piętrowa kamienica/biurowiec – człowiek idący chodnikiem nie zadziera głowy, bo i po co, patrzy pod nogi by ich nie połamać na chodniku przypominającym ser szwajcarski. Szyld wisi na wysokości 2-3 piętra, jaka szansa na zobaczenie go przez potencjalnego klienta? Prawie zerowa. No to po co toto wisi? szpecąc i tak nie najpiękniejszą w końcu fasadę. Trzeba trafu parę ulic dalej miłe zaskoczenie – chodnik równiutki, wysprzątany, odnowiony fronton, przy bramie biurowca w starej, jak tamta kamienicy, przejrzysty, ujednolicony, w formie wizytó- wek firmowych, panel informacyjny. Na wysokości mojego wzro- ku. Nikt nie krzyczy, nie ściga się wielkościami i kakofonią koloru. Pełny, czytelny przekaz informacyjny. Każdy taki fronton biurowca to miejsce budowania wizerunku firmy, tak w nim rezydującej, jak i zarządzającej. O ile te pierwsze robią co mogą, i na co je stać, aby 9 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński się pokazać, o tyle zarządcy wielokroć zapominają co o ich firmie taki fronton świadczy. A co tam się przejmować, zawsze się znajdzie ktoś , kto chce wynająć. Fakt, jedni szukają lokalu „bo dobra ulica” i to wystarczy, ale też coraz więcej firm, szukających dobrej lokali- zacji, oprócz samej lokalizacji zwraca pilną uwagę na „otoczenie” i dbałość o nie. Nie zdecydują się zapewne na szpetotę, niechluj- stwo, bałagan czy dziury w chodniku przed przyszłą siedzibą. Reklamowy wrzask to nie jest domena wielkiego miasta wbrew pozorom. Przykładem małe podwarszawskie firmy usługowe, sie- dzące na własnym i np. sprzedające dachówki, zatrzęsienie tego. Standardzik – maleńkie działki, z małym biurem i większą od niego, typową prezentacją rodzajów dachówki, w formie gotowego dachu. Już samo to plus, powiedzmy, reklama firmy X starczyłoby. Aliści ich właściciele, w bardzo dużej części, mają święte przekonanie iż należy stosować zasadę „im więcej tym lepiej”. Płot upstrzony banerami od a do z, i z powrotem. Tablice stojące,wiszące, po- wiewające, a i obrotowe bywają. Nawet duży bilboard się czasem zmieści, w poprzek, na krzyż albo na wspak, jak kto chce. Nie może się zmarnować żadna powierzchnia to i wykorzystany każdy centy- metr malusich ścian zewnętrznych klitki-biura. Brakuje tylko „nad” – dla tych co latają. Zareklamowanie całkowite. Wszyscy dostaw- cy wymienieni, wszystkie rodzaje omówione, nazwy, marki, hasła i podziękowania dla dziadka. Wielość którą można obdzielić spore miasteczko zgromadzona w jednym miejscu. Wrzask aż uszy bolą, oczy bolą od oczopląsu z migotaniem. Czy to konieczne? Bardziej przyciąga i zachęca do skorzystania z zakupu? Nie, tylko właściciel o tym nie wie. Nie podejrzewam aby producenci płacili im wszyst- kim za te swoje reklamy, może jednak płacą, ale za mało i dopiero masa robi dochód wart tyle, by się nad tym nie zastanawiać? Tylko jaki interes miałyby firmy w płaceniu za reklamę w takim wrza- skowisku? płacenie za niezauważenie w tłumie? A może to moda, rywalizacja – kto ma więcej reklamy na m2? W obu wypadkach je- dynym realnym zyskiem, jest zysk wykonawcy szyldu reklamowego. Klient, ten potencjalny i realny też, nie lubi jak na niego wrzeszczą. 10 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński CYMELIA KRAKOWSKIE 6 lipca 2006 Wybrałem się z moją córą do królewskiego miasta Krakowa. Na jeden dzień. W celach co prawda niezupełnie turystycznych, ale zawsze znajdzie się chwila na oddech i połażenie, raczej poczłapa- nie przy 30 stopniach ciepełka. Nie byłem lata już w Krakowie, więc totalne odkrywanie miasta na nowo, odkopywanie z pamięci, jak to onegdaj było, porównywanie. W sumie wyszło na plus. Wszystko niby takie same, ale z jednej strony bardziej eleganckie, odnowiono wiele zabytków, a z drugiej bardziej krzykliwe w sensie reklamowym. Jakoś tak inaczej niż w Warszawie. Reklama zawład- nęła wszystkim. To, co pisałem wcześniej o wrzeszczących szyldach, tu nie wrzeszczy a wiruje przed oczami jakimś tańcem szalonym, ferią kolorów, przemieszaniem stylów, treści i form. Oszałamiają- ce jak wiele można upchać na minimalnej czasem przestrzeni . Na płasko i trójwymiarowo, jak kto chce. fot. alw Krakusy, naród praktyczny, wiedzą że powierzchni zaczyna brako- wać więc wymyślili „żywe drogowskazy”. Stoją sobie na chodnikach osobnicy płci obojga dzierżąc w dłoniach wielkie strzałki opatrzone napisami, lub reklamami, kierując biednego turystę do miejsc, któ- re nieopacznie mógłby był nie zauważyć w tym reklamowym tłoku. 11 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński fot. alw Czasem „stacze” ubrani są w strój z epoki prześwietnej CK, częściej w strój własny. Stoją i podtrzymują te wielkie strzałki. Chyba tylko dlatego stoją, że widać władze Krakowa nie zgodziły się na wkopa- nie drogowskazów-reklam w środek chodnika. I dobrze, plus taki, że zatrudnienie wzrasta. Przy okazji zobaczyłem przykład tzw. kontekstu. Co otrzymamy zestawiając dwa przekazy reklamowe? czasem nic, a czasem cie- kawostkę wynikającą z takiego zestawienia. Na szybie jednego ze fot. alw 12 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński sklepów, w okolicach Rynku, takie oto zestawienie – na górze na- pis „Mrożonki, witaminka, lody”, poniżej „Heineken od pierwszego wejrzenia”. Heineken jest dobry na wszystko, przy takim upale taki kontekst w sam raz. TRZECI POGRZEB… 12 czerwca 2007 Chwyty marketingowe w celu przyciągnięcia klienta bywają różne, mniej lub bardziej wymyślne. Niektóre powielane czasami w set- kach mutacji, zależnie od inwencji twórców i towaru, jaki chcą tą metodą nam sprzedać. Jedną z takich znanych i ogranych technik jest zachęta do zrobienia kolejnych zakupów po niższej cenie. Wy- dawać by się mogło, że w tej akurat materii niewiele może zasko- czyć, poza skalą zaoszczędzonych pieniędzy przy ewentualnym kolejnym zakupie. A jednak! Firma BRATEK (prosektorium) z Zawiercia postanowiła skorzystać z tego ogranego chwytu i powalczyć o Klienta. Efekt taki oto: TRZECI POGRZEB ZA JEDYNE 200,- Żyć nie umierać, przepraszam – umierać nie żyć, i to często. Na marginesie: zadziwia finezyjna nazwa… BRATEK PROSEKTORIUM… No cóż… czekam na ofertę darmowych wczasów dla nieboszczyka, przy zakupie trumny. A tak przy okazji, i dla kompletności usług, jeszcze taka reklamka – NAGROBKI POSEZONOWA WYPRZEDAŻ. Niech spoczywa w spokoju, zadowolony z rabatu. LOGO CZY OBRAZEK? 28 grudnia 2007 Warto poczytać w Gazecie Wyborczej (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomo- sci/1,114873,4786172.html) artykuł o kosztach identyfikacji, zrobionej dla firmy Energa. Bardzo duuuuuże pieniądze i … Dość ciekawym frag- mentem tego artykułu jest numerek, jaki wyszedł był, z prawami do 13 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński logo. Dotąd sądziłem, że zapominanie o takim drobiazgu, jak au- torskie prawa majątkowe do znaku, to domena „allegrowiczów”. Ich brak powoduje dość istotny problem – niemożności używania przez firmę własnego, nowo zaprojektowanego logo. Można je sobie, to logo, co najwyżej powiesić na ścianie i kontemplować w cha- rakterze landszaftu. Albo stosując, obudzić się z koniecznością zapłacenia tantiem projektantowi, za nieprawne używanie. Warto to zapamiętać – sam projekt logo, bez przekazania praw, to tylko „obrazek”. Choć jest i druga strona tego medalu – problem konstruowanych czasami przez prawników umów. Jak podejrzewam, po własnych pierepałkach z radcami, prawnikami firmowymi, zasadza się on wielekroć na zwyczajnej nieznajomości prawa autorskiego, przez tychże prawników. Potrafią dopilnować terminów, kar umownych, odsetek karnych, obiegu informacji, formy przekazania itp. dupe- reli w sumie, a jednocześnie zgubić właśnie przekazanie autorskich praw majątkowych. Ten przykład wcale nie jest wyssany z palca, niestety. JAPISZE I TYPISZE 8 stycznia 2011 Dziwnie się porobiło w tym mediowym światku. Co i rusz sytuacja po bandzie i nie tyle względem treści, a względem form współpracy i pozyskiwania tekstów. AWERS Media pisane, jakiekolwiek, coraz chętniej wykorzystują tzw. media społecznościowe i blogi do pozyskania materiału redakcyjnego. I to akurat nie jest żadnym złym uczynkiem, no może poza wykorzysty- waniem cudzego tekstu do przerobienia na własny. Jest tak – piszesz coś swojego w necie, jesteś więc Japiszem. Tekst się spodobał, to proszą o napisanie coś dla nich, znaczy Typisze proszą. Typisz, znaczy zleceniodawca, od – ty pisz, my opublikuje- my. Wszystko jest ok, choć za free, czasem gadżet typu t-shirt, taki 14 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński po co Ci logo? Andrzej-Ludwik Włoszczyński lans za free zwany też freelansem. Wierszówkę weźmie pewnie kto inny, za przycięcie i nowy tytuł. No, ale tak bywa i jak sprawa posta- wiona jasno, to nadal jest ok. Można dać, można nie dać, kwestia własnych chęci i wyboru. REWERS Gorzej jak tego typu teksty pozyskuje się ewidentnym stawianiem pod mur, czyli Kant o tym nie wiedział. To jest ta druga strona me- dalu – młodzi ludzie chcący wejść do tej pisaniny i zarobić co nie- co, na własne utrzymanie, są gotowi na wiele wyrzeczeń nieświado- mi, że dobra wola tylko po ich stronie. Więc Japisz pisze, chciałby więcej gdzieś sobie popisać, się rozwijać, w końcu praktyka czyni mistrza, może w przyszłości zostać pisarzem, a może tylko pisma- kiem, jak zwał tak zwał. Startuje więc Japisz do wszelkich ogłoszeń o rekrutacji na pisanie właśnie, licząc, że ktoś mu da szansę nie tyl- ko zaistnieć, ale i na kawę zarobić. No i trafia na taki rekrutacyjny numerek: jeden z Typiszów znalazł cwany sposób pozyskiwania tekstów, robiąc kilkustopniową rekru- tację. Japisz ma podesłać, jak zwykle, na początek list motywacyjny i CV, a potem jakiś tekścik, ważne by oryginalny i niepublikowany, najlepiej jeszcze z serią fotek ilustrujących, specyfikacja techniczna podana. I tu jest haczyk, jak na wieloryba, musi wraz z tekścikiem wyrazić zgodę na jego nieodpłatne przekazanie, w ciepłe łapki Typisza, na wsze czasy. Brak zgody naturalnie możliwy, ale skutkuje nierozpatrywaniem aplikacji i szlus. Taka oferta nie do odrzucenia, choć ja nazwałbym to wymuszeniem, bo kolejny etap to samo. Pomyślmy i policzmy – zrobić 10 etapów, to za friko 10 tekstów jest od jednego, a jak to pomnożyć przez chętne do oskubania Japisze wyjdzie niezłe archiwum, którym to zasobem nawet można pohan- dlować, sprzedając prawa do przedruku innym. A wszystko za friko i na wieczność. A Ty bidny Japiszu pisz, dla chwały (he he he), bo nawet nie za czapkę śliwek. Może wygrasz, a może nie, jak w toto- lotka. A może… zrobią nową rekrutację, a potem nową i nowszą. Co napiszesz to twoje, chociaż nie, nie twoje a Typisza. Tekst zainspirowany podesłanym przypadkiem odstrzału jeleni. 15 © Andrzej-Ludwik Włoszczyński Andrzej-Ludwik Włoszczyński Projektant, ilustrator, doradca, freelancer. Ponad 40 lat pracy zawodowej, 10 lat grafik w Państwowym Instytucie Wydawniczym, 15 lat prowadził autorską pracownię projektową, 3 lata wykładowca identyfikacji wizualnej w Warszawskiej Szkole Reklamy. Strony internetowe Autora: portfolio logo – http://e-alw.com Orli Dom – http://orlidom.pl ilustracje – http://ilustrino.com blog alw – http://alw.pl Kontakt: tel. 602 229 544 alw@post.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Po co ci logo?
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: