Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00474 007109 15376078 na godz. na dobę w sumie
Początki ludzkiego życia - ebook/pdf
Początki ludzkiego życia - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 452
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-433-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> popularnonaukowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Tom „Początki ludzkiego życia” wprowadza czytelników we współczesne dyskusje wokół moralnych problemów prokreacji. Stanowi już drugie ogniwo szerzej zakrojonej serii „Antologia Bioetyki” poświęconej tym zagadnieniom. Zebrane w nim prace, głównie autorów z kręgów anglosaskich, zostały umieszczone w pięciu tematycznych działach: „Status ludzkiego zarodka i płodu”, „Aborcja”, „Prokreacja wspomagana: zapłodnienie in vitro”, „Prokreacja wspomagana: macierzyństwo zastępcze”, „Czy można wyrządzić krzywdę, dając życie”. Prezentują one różne punkty widzenia i różne poglądy, dzięki czemu czytelnik ma szansę uzyskać szerokie spojrzenie na dany temat.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

A N T O L O G I A B I O E T Y K I T O M 2 początki ludzkiego życia U N I V E R S I T A S początki ludzkiego życia A N T O L O G I A B I O E T Y K I T O M 2 początki ludzkiego życia redakcja naukowa Włodzimierz Galewicz K R A K Ó W © Copyright by Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2010 ISBN 97883-242-1433-4 TAiWPN UNIVERSITAS Opracowanie redakcyjne Wanda Lohman Projekt okładki i stron tytułowych Ewa Gray www.universitas.com.pl SpiS TREŚCi WSTĘp Włodzimierz Galewicz, Etyczne dyskusje wokół prokreacji . . . . . . . . . 9 STATUS LUDZKiEGO ZARODKA i pŁODU Richard Wasserstrom, Status płodu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Carson Strong, Moralny status preembrionów, embrionów, płodów i noworodków . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Bonnie Steinbock, Czy pozbawianie życia ludzkich zarodków jest zgodne z moralnością? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ABORCJA John T. Noonan, Jr., Niemal absolutna wartość w historii . . . . . . . . . Judith Jarvis Thomson, Obrona aborcji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Michael Tooley, Aborcja i zabijanie noworodków . . . . . . . . . . . . . . . . . Mary Anne Warren, O moralnym i prawnym statusie aborcji . . . . . . . Don Marquis, Dlaczego aborcja jest niemoralna . . . . . . . . . . . . . . . . . pROKREACJA WSpOMAGANA: ZApŁODNiENiE iN ViTRO Leon R. Kass, O „Tworzeniu dzieci” raz jeszcze . . . . . . . . . . . . . . . . . . David Ozar, Przeciwko rozmrażaniu niewykorzystanych zamrożo- nych zarodków . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Rada do spraw Bioetyki przy Prezydencie Stanów Zjednoczonych, Wspomagany rozród. Rozważania etyczne . . . . . . . . . . . . . . . . . . Michael Lockwood, Status moralny ludzkiego zarodka: implikacje dla zapłodnienia in vitro . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Torbjörn Tännsjö, Kto powinien ponosić koszty zapłodnienia in vitro? W poszukiwaniu sprawiedliwego rozwiązania . . . . . . . . . . . . . . . 75 87 111 135 145 165 197 215 241 275 287 301 311  SpiS TREŚCi pROKREACJA WSpOMAGANA: MACiERZYŃSTWO ZASTĘpCZE Herbert T. Krimmel, Argument przeciwko rodzicielstwu zastępcze- mu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . John A. Robertson, Matki zastępcze: nowsza odsłona nienowych dyle- matów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 337 351 CZY MOŻNA WYRZĄDZiĆ KRZYWDĘ DAJĄC ŻYCiE? Ronald M. Green, Autonomia rodziców a obowiązek niewyrządzania genetycznej szkody swoim dzieciom . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Allen Buchanan, Dan W. Brock, Norman Daniels, Daniel Wikler, Wol- ność reprodukcyjna i zapobieganie szkodzie . . . . . . . . . . . . . . . . . Carson Strong, O wyrządzaniu szkody przez poczęcie: przegląd błęd- nych koncepcji i nowa analiza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . NOTY O AUTORACH . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . iNDEKS NAZWiSK . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 371 397 411 443 445 WSTĘp Włodzimierz Galewicz Etyczne dyskusje wokół prokreacji C. Uszkodzenie płodu I. SPÓR O PRZERYWANIE CIĄŻY A. Zagrożenie życia lub zdrowia kobiety B. Ciąża niedobrowolna II. SPÓR O ZAPŁODNIENIE POZAUSTROJOWE A. Tworzenie ludzkich zarodków in vitro B. Korzystanie z gamet dawców D. Sposób traktowania zarodków niewykorzystanych C. Tworzenie zarodków nadliczbowych We współczesnych dyskusjach wokół etycznych aspektów prokre- acji można wyróżnić dwie główne fazy – fazy wprawdzie zachodzą- ce na siebie i trudne do rozgraniczenia, niemniej jednak wyraźnie odmienne. W pierwszej z nich centralnym przedmiotem uwagi był problem aborcji, rozpalający żywe, a nieraz wręcz śmiertelnie żywe spory i antagonizmy, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych od począt- ku lat siedemdziesiątych. W drugiej fazie kwestia przerywania cią- ży – jego moralnej dopuszczalności i jego właściwej regulacji prawnej – jest nadal gorąco dyskutowana, ale na pierwszy plan wysuwa się inny obszerny kompleks zagadnień, związanych z nowymi techni- kami medycznie wspomaganego rozrodu, a szczególnie z zapłodnie- niem pozaustrojowym (zwanym też zapłodnieniem in vitro). Te wła- śnie dwa tematy – przerywanie ciąży i zapłodnienie pozaustrojowe – zamierzam omówić w poniższym tekście, wprowadzającym zain- teresowanych czytelników w problematykę prezentowanego, drugie- go już tomu Antologii bioetyki. Nie wyczerpują one wprawdzie ogółu problemów, które pojawią się w tekstach zawartych w tym tomie, ale 10 WŁODZiMiERZ GALEWiCZ stanowią ich miarodajny wybór; nawiązują też one często lub pozwa- lają nawiązać z jednej strony do spraw ogólniejszych, jak spory o sta- tus ludzkiego embrionu lub też o zakres naszej prokreacyjnej odpo- wiedzialności, z drugiej zaś do kwestii bardziej szczegółowych, jak kontrowersje wokół macierzyństwa zastępczego. i. Spór o przerywanie ciąży Większość uczestników sporu o aborcję zgadza się co do dwóch spraw. Po pierwsze, na ogół podzielają oni pogląd, że aborcja jest praktyką, która – w odróżnieniu od zjedzenia ulubionej potrawy lub obcięcia włosów – wymaga jakiegoś usprawiedliwienia. Po drugie, są także jednomyślni co do tego, że w określonych okolicznościach, układających się w pewne typowe, powtarzalne sytuacje, usprawie- dliwienie aborcji jest nie tylko potrzebne, ale i możliwe. Przedmio- tem sporu jest „jedynie” to, jakie są to okoliczności – w jakich więc sytuacjach przerywanie ciąży jest moralnie dopuszczalne (i powinno być również prawnie dozwolone). W pytaniu o „okoliczności” czy też „sytuacje”, w których aborcja jest możliwa do usprawiedliwienia, chodzi jednak jeszcze o dwie róż- ne sprawy. Jedną z okoliczności, które rozstrzygają o tym, czy aborcja jest w danym wypadku moralnie dopuszczalna, stanowi powód, z któ- rego się ją przeprowadza. Inną taką okolicznością, współdecydującą o moralności usunięcia płodu, jest jego wiek czy też stadium rozwoju, w którym on się znajduje. Oba te elementy – powód aborcji oraz sta- dium ciąży – są istotnymi składnikami sytuacji, którą należy uwzględ- nić, oceniając konkretny przypadek usunięcia płodu. Tak więc etyczny problem aborcji można by sformułować w pytaniu: Czy dokonywanie aborcji jest w ogóle moralnie dopuszczalne (i powinno być prawnie do- zwolone), a jeśli tak, to w jakim stadium ciąży i z jakiego powodu?1 Ze względu na powody, z których dokonuje się aborcji, czy też któ- rymi się ją uzasadnia, wyróżniane są następujące typy działań abor- cyjnych: (A) aborcja ze względów leczniczych, czyli przerwanie cią- ży zagrażającej życiu lub zdrowiu kobiety; (B) aborcja ze względów prawnych (w tym głównie usunięcie ciąży wynikłej z gwałtu); (C) aborcja z powodów eugenicznych (ze względu na ciężkie lub poważ- ne uszkodzenie płodu); (D) aborcja z powodów społecznych (ze wzglę- 1 W taki mniej więcej sposób problem ten formułuje Roger Wertheimer „At what stage of fetal development, if any, and for what reasons, if any, is abortion justifi- able?” (1971, s. 67). Etyczne dyskusje wokół prokreacji 11 du na trudną sytuację życiową kobiety); (E) aborcja bez szczególnego uzasadnienia (czyli tzw. aborcja na żądanie). Jeżeli różne stanowiska w kwestii moralnie usprawiedliwionej aborcji usystematyzujemy jedynie ze względu na to, który z wyróż- nionych powodów jest według nich powodem usprawiedliwiającym, możemy wyróżnić następujące poglądy: skrajny konserwatyzm – do- puszcza wyłącznie aborcję typu (A), czyli przerwanie ciąży zagraża- jącej życiu lub zdrowiu matki, a i to tylko w określonych warunkach; pozostałe przypadki aborcji stanowczo odrzuca; umiarkowany konser- watyzm – dopuszcza jedynie aborcję typu (A) i (B), czyli przerwanie ciąży ze wskazań medycznych lub z powodów prawnych; pogląd kon- serwatywno-liberalny – oprócz aborcji typu (A) i (B) dopuszcza rów- nież (przynajmniej w niektórych wypadkach) aborcję typu (C), czy- li usunięcie ciąży ze względu na ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie płodu2; umiarkowany liberalizm – oprócz aborcji typu (A) i (B) dopusz- cza nie tylko (szerzej rozumianą) aborcję typu (C), czyli usunięcie cią- ży ze względu na poważne uszkodzenie płodu, lecz także aborcję typu (D), czyli przeprowadzaną ze względu na trudną sytuację życiową ko- biety3; skrajny liberalizm – uznaje moralną (i postuluje prawną) do- puszczalność wszystkich praktyk aborcyjnych, w tym również aborcji typu (E), czyli przerwania ciąży po prostu na żądanie kobiety. Wymienione poglądy na moralność przerywania ciąży najczęściej jednak nie występują w ich czystej lub prostej postaci, ale mieszają się i łączą ze sobą. Jak bowiem zaznaczyłem, o moralnej dopuszczal- ności lub niedopuszczalności aborcji współdecyduje – zgodnie z dosyć powszechnym odczuciem – także embrionalny wiek usuwanego pło- du. Tak zatem aborcja przeprowadzana z jakiegoś określonego po- wodu, np. ze względu na trudną sytuację życiową kobiety, może być jeszcze akceptowana albo odrzucana zależnie od tego, czy dokonuje się jej we wcześniejszej fazie ciąży czy w fazie późniejszej (np. przed implantacją czy po implantacji, w dwóch pierwszych trymestrach czy w trymestrze trzecim). To oczywiście bardzo pomnaża ilość możli- wych, a także faktycznie zajmowanych stanowisk w kwestii moral- 2 Taką kombinację ocen moralnych – bo o nie tutaj przede wszystkim chodzi – su- geruje aktualne prawo polskie. Ustawa obowiązująca od 1997 r. zakazuje zasadni- czo przeprowadzania aborcji, zezwalając na jej dokonywanie tylko z trzech powodów: z przyczyn prawnych: gdy „zachodzi uzasadnione podejrzenie, potwierdzone zaświad- czeniem prokuratora, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego”; z przyczyn medycznych: gdy ciąża stanowi „zagrożenie dla życia lub poważne zagrożenie dla zdrowia matki”, „gdy śmierć dziecka poczętego nastąpiła wskutek działań podjętych dla ratowania życia matki albo dla przeciwdziałania poważnemu uszczerbkowi na zdrowiu matki”; z przyczyn eugenicznych (embrio-patologicznych): gdy badania prena- talne „wskazują na ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie płodu”. 3 Ronald Dworkin określa ten typ liberalizmu jako „typowy pogląd liberalny” (1993, s. 32–4). 12 WŁODZiMiERZ GALEWiCZ ności aborcji, które stają się niemal nie do ogarnięcia. W dalszym ciągu ograniczę się do przeglądu problemów i argumentów związa- nych z aborcją w trzech rodzajach sytuacji: w przypadku ciąży za- grażającej życiu lub zdrowiu kobiety, w przypadku ciąży wynikłej z gwałtu, czy też ogólniej – niedobrowolnej i w przypadku ciężkiego lub poważnego uszkodzenia płodu. A. ZAGROŻENiE ŻYCiA LUB ZDROWiA KOBiETY Pierwsza z odmian aborcji, których problematykę tutaj naszkicu- ję, będzie zatem tzw. aborcja terapeutyczna. Tym mianem – nie wol- nym wprawdzie od wieloznaczności – oznacza się przerwanie ciąży, która stanowi poważne lub znaczne zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety. Mówiąc o zagrożeniu „poważnym lub znacznym”, określa- my wielkość tego zagrożenia. Wielkość niebezpieczeństwa, jakie dla kobiety może stwarzać ciąża, jest zależna od dwóch różnych czynni- ków: z jednej strony od tego, czym grozi kontynuacja tej ciąży: czy utratą życia, czy jedynie szkodą na zdrowiu, a jeśli jedynie szkodą na zdrowiu, to czy poważną, czy znaczną, czy tylko niewielką; z drugiej zaś strony również od stopnia prawdopodobieństwa, z jakim dana kobieta, nie przerywając ciąży, narażałaby się na śmierć, czy też na większy lub mniejszy uszczerbek na zdrowiu – znowu zatem od tego, czy jest to prawdopodobieństwo wysokie, znaczące czy niskie. Z pew- ną nieuchronną dozą arbitralności można by powiedzieć, że poważ- ne zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety stwarza ciąża, której pod- trzymywanie wiązałoby się dla niej z (co najmniej) znacznym ryzykiem śmierci lub z wysokim ryzykiem poważnej szkody na zdrowiu; znacz- ne zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety stanowi zaś ciąża, której nieprzerwanie byłoby związane bądź to z niskim (lecz niedającym się zlekceważyć) ryzykiem śmierci, bądź to ze znacznym ryzykiem bar- dzo poważnej szkody na zdrowiu, bądź wreszcie z wysokim ryzykiem znacznej szkody na zdrowiu. Ma się rozumieć praktykowane, a przez niektórych i akceptowane, bywa również przerywanie ciąży, która stanowi tylko niewielkie zagrożenie dla zdrowia kobiety. Wydaje się jednak, że w takiej sytuacji nie mamy już do czynienia z aborcją tera- peutyczną, lecz z pewnym przypadkiem aborcji na żądanie. Granice między tymi typami aborcji są naturalnie umowne i płynne. W kwestii moralnej dopuszczalności tak zdefiniowanej abor- cji terapeutycznej można zajmować trzy różne stanowiska: skraj- nie konserwatywne, umiarkowanie konserwatywne i umiarkowanie liberalne. Zgodnie ze stanowiskiem skrajnie konserwatywnym prze- rwanie ciąży zagrażającej zdrowiu lub życiu kobiety może być mo- ralnie usprawiedliwione jedynie w przypadku, gdy to zagrożenie jest poważne, a i wtedy wyłącznie pod pewnym warunkiem, przez któ- Etyczne dyskusje wokół prokreacji 13 ry zakres dopuszczalności tego typu aborcji jest istotnie ogranicza- ny. Zgodnie ze stanowiskiem umiarkowanie konserwatywnym prze- rwanie ciąży zagrażającej zdrowiu lub życiu kobiety można moralnie usprawiedliwić we wszystkich przypadkach, gdy to zagrożenie jest poważne, bez żadnych dalszych warunków ograniczających. Zgod- nie ze stanowiskiem umiarkowanie liberalnym moralnie usprawie- dliwione jest przerwanie ciąży, która stanowi choćby tylko znaczne zagrożenie dla zdrowia lub życia kobiety. Możliwy jest wreszcie po- gląd skrajnie liberalny, który usprawiedliwia przerywanie ciąży na- wet ze względu na niewielkie zagrożenie, stwarzane przez nią dla zdrowia kobiety; jak jednak przyjęliśmy, ten skrajny liberalizm nie jest już właściwie stanowiskiem w kwestii moralnej dopuszczalności aborcji terapeutycznej. Skrajnie konserwatywne stanowisko w kwestii dopuszczalności aborcji terapeutycznej zajmuje Kościół katolicki. Tak zatem w ency- klice Humanae vitae powiada się: należy bezwarunkowo odrzucić – jako moralnie niedopuszczalny sposób ograniczania ilości potomstwa – bezpośrednie naruszanie rozpoczętego już procesu życia, a zwłaszcza bezpośrednie przerywanie ciąży, choćby dokony- wane ze względów leczniczych (Papież Paweł VI 1968, s. 14). Dokładny sens przytoczonego zakazu terapeutycznej aborcji bę- dzie wprawdzie zależał od tego, jak właściwie rozumie się jego przed- miot, którym ma być nie po prostu przerywanie ciąży, lecz bezpo- średnie przerywanie ciąży – czym jest to „bezpośrednie naruszanie rozpoczętego już procesu życia” i czym ma się ono różnić od – najwy- raźniej nie tak już bezwarunkowo odrzucanego – działania lub za- niechania, przez które ten rozpoczęty proces jest naruszany jedynie pośrednio. W dyskusji z konserwatywnym stanowiskiem w kwestii aborcji ze względów leczniczych szczególną rolę odegrały teksty Phi- lippy Foot (1967) i Judith Jarvis Thomson (1971). Warto w skrócie przedstawić wyniki analiz przeprowadzonych przez obie autorki. Ph. Foot wyróżnia trzy rodzaje sytuacji, w których bierze się pod uwagę przerwanie ciąży dla ocalenia życia kobiety: (1) Nie można nic zrobić, aby ocalić życie płodu; można jednak uratować matkę, jeżeli przeprowadzi się operację, w wyniku któ- rej płód umrze. Foot zauważa, że zwolennicy doktryny katolickiej, z jej bezwzględnym zakazem bezpośredniego zabijania niewinnych istot ludzkich, muszą rozróżnić tutaj dwa przypadki: (1a) przypadek, w którym uśmiercenie płodu jest środkiem do uratowania matki i (1b) przypadek, w którym uśmiercenie płodu jest tylko przywidywanym skutkiem ubocznym działania podjętego w celu uratowania matki. Stosując zasadę podwójnego skutku – zgodnie z którą istnieje poważ- 14 WŁODZiMiERZ GALEWiCZ na moralna różnica między powodowaniem pewnego złego zdarze- nia (np. śmierci płodu) jako właściwego celu lub środka do celu, do którego zmierza się w swoim działaniu, a powodowaniem tegoż złego zdarzenia jedynie jako skutku ubocznego działania zmierzającego do innego celu – mogą oni następnie orzec, że działanie aborcyjne jest moralnie dopuszczalne w przypadku (1b), ale nie w (1a); w tym ostat- nim bowiem byłoby to właśnie „bezpośrednie” przerywanie ciąży. Sama Foot uważa jednak, że rozróżnienie tych dwóch przypadków w ramach sytuacji (1) jest zbędne, bo skoro płód tak czy tak umrze, to uratowanie życia matce kosztem przyśpieszenia jego śmierci jest działaniem racjonalnym niezależnie od tego, czy wcześniejsza śmierć płodu jest w nim zamierzona czy tylko przewidywana: Katolicki pogląd na aborcję musi znajdować się tutaj w konflikcie z poglądem większości rozsądnych osób. Ponadto bylibyśmy usprawiedliwieni dokonując operacji, bez względu na stosowaną metodę, i nie jest to ani dobrym, ani po- trzebnym usprawiedliwieniem szczególnego przypadku histerektomii, jeżeli wskazuje się na to, że śmierć dziecka nie jest w takich razach przedmiotem bezpośredniego zamiaru, lecz tylko przewidywanym następstwem tego, co się robi. Jaką różnicę może czynić to, w jaki sposób powoduje się śmierć? (s. 31)4. (2) Jeżeli nic się nie zrobi, umrze i matka, i płód; można jednak albo zabić płód, ocalając matkę, albo zabić matkę, ocalając życie pło- du. Jest to sytuacja podobna do tej, w której znajduje się kilku roz- bitków na tratwie, jeśli któregoś z nich trzeba wyrzucić za burtę, ażeby reszta miała szanse na uratowanie. W takich okolicznościach powstrzymanie się od jakiegokolwiek działania byłoby zdaniem Foot zachowaniem irracjonalnym (umarłaby i matka, i dziecko); chodzi więc tylko o to, jak działać – większość osób zgodziłaby się, że przede wszystkim należy ratować matkę (choć miałyby pewien kłopot z uza- sadnieniem swojego wyboru). (3) Jeżeli chce się uratować matkę, trzeba zabić dziecko (np. miaż- dżąc mu główkę w trakcie dramatycznego porodu); w przeciwnym razie – gdy nic się nie zrobi, matka musi umrzeć, choć dziecko przy- żyje. Zgodnie ze stanowiskiem katolickim, w tym ostatnim – rzadko już dzisiaj zdarzającym się wypadku – aborcja również jest niegodzi- wością: należy raczej dopuścić do śmierci matki, niż zabijać dziecko. Foot nie przesądza, czy takie stanowisko jest słuszne. Gdyby jednak tak było, można by je uzasadniać odwołując się do zasady pryma- tu obowiązków negatywnych: jesteśmy bardziej zobowiązani do za- niechania działania, wskutek którego pewna osoba utraciłaby jakieś 4 Wszystkie cytowane w tym Wstępie fragmenty prac obcych autorów (oprócz doku- mentów Kościóła katolickiego oraz zamieszczonych w tym tomie przekładów dokona- nych przez innych tłumaczy) podaję w moim własnym tłumaczeniu. Etyczne dyskusje wokół prokreacji 15 dobro, niż do podjęcia działania, dzięki któremu inna osoba zacho- wałaby takie samo dobro; tak więc negatywny obowiązek niezabija- nia dziecka miałby pierwszeństwo przed pozytywnym obowiązkiem ratowania życia matki. Ta argumentacja zakładałaby wszelako, że ludzki płód ma status moralnej osoby, a więc posiada prawo do życia. Z analizy Philippy Foot dosyć wyraźnie wynika, że konserwa- tywny pogląd na moralność terapeutycznej aborcji – zarówno w jego wersji skrajnej, jak umiarkowanej – z konieczności wspiera się na założeniu, iż ludzki płód ma status moralnej osoby. Nasuwa się jed- nak pytanie, czy ten konieczny związek zachodzi również w drugą stronę: czy zatem z założenia osobowej natury płodu nieuchronnie wynika konkluzja, że przerwanie ciąży zagrażającej życiu lub zdro- wiu matki może być usprawiedliwione wyłącznie w wypadku, gdy ma charakter „aborcji pośredniej”? To właśnie jest jednym z zagad- nień, które podejmuje Judith Thomson (1971). Główną ideą tego kla- sycznego artykułu jest nie tyle praktyczno-etyczna, ile metaetyczna teza, że nawet gdyby przyjąć, iż płód jest osobą, czyli istotą posiada- jącą pełnię praw moralnych, to i tak z tej supozycji nie wynika jesz- cze konserwatywna konkluzja, zgodnie z którą przerwanie ciąży jest w każdym niemal wypadku dopuszczeniem się pewnego moralnego zła, mianowicie nieusprawiedliwionym naruszeniem praw płodu. Ar- gumentacja Thomson przebiega w dwóch głównych krokach: z jednej strony autorka stara się pokazać, że w niektórych przypadkach abor- cja jest wprawdzie pewnym naruszeniem prawa do życia, jakie przy- sługuje usuwanemu płodowi, lecz naruszeniem usprawiedliwionym; z drugiej zaś strony wskazuje na takie, jej zdaniem dość pospolite, przypadki aborcji, w których przerwanie ciąży w ogóle nie wiąże się z naruszeniem moralnych praw płodu, ponieważ polega na pozbawie- niu go czegoś, do czego płód nie ma moralnego prawa. Usprawiedli- wionym naruszeniem praw płodu jest według Thomson aborcja, któ- ra z punktu widzenia poddającej się jej kobiety stanowi pewną formę obrony własnej – przerwanie ciąży zagrażającej jej życiu lub zdro- wiu. Aborcją nienaruszającą praw płodu jest natomiast w większości wypadków przerwanie ciąży niedobrowolnej, zakładając, że bezpo- średnim zamiarem osób dokonujących tej aborcji nie jest uśmierce- nie płodu, lecz tylko usunięcie go z ciała kobiety; przy tym bowiem założeniu pozbawienie płodu życia (do którego każdy płód z natu- ry miałby prawo) jest tylko skutkiem ubocznym działania aborcyjne- go, podczas gdy właściwym i zamierzonym skutkiem tego działania jest raczej pozbawienie go pomocy w zachowaniu życia (do której nie- dobrowolnie poczęty płód nie nabył prawa). Tym drugim argumen- tem („z odmowy pomocy”) zajmę się w następnym paragrafie. Teraz natomiast omówię dokładniej argument z obrony własnej, w zamie- rzeniu autorki mający usprawiedliwić wszelkie przypadki aborcji ze 1 WŁODZiMiERZ GALEWiCZ względów medycznych – tak te, które zgodnie z analizą Foot są ak- ceptowane przez pogląd konserwatywny, jak i te, które konserwa- tyzm uważa za nie do przyjęcia. Jak już wspomniałem, zdaniem Thomson w niektórych przypad- kach aborcja jest wprawdzie naruszeniem moralnych praw płodu – pozbawieniem go czegoś, co mu się należy – lecz naruszeniem etycz- nie usprawiedliwionym, i to nawet jeżeli założyć, że płód jest osobą. Tak jest mianowicie wtedy, gdy kobieta decyduje się poddać abor- cji, przez którą jej płód zostanie pozbawiony życia, aby ocalić swoje własne życie czy też (poważnie zagrożone) zdrowie. Odebranie życia płodowi, który przez samą swoją obecność grozi matce śmiercią lub utratą zdrowia – a który sam mógłby przetrzymać jej śmierć – jest według Thomson posunięciem dramatycznym, ale moralnie właści- wym, i to nawet gdyby przyjąć, że płód jest osobą; jest bowiem for- mą obrony własnej, dopuszczanej również – czy też nawet właśnie – w stosunku do osób. O ile etyczne stanowisko Thomson w kwestii dopuszczalności aborcji ze względów medycznych jest – jak już zauważyliśmy – dość powszechnie uznawane, o tyle jej metaetyczne „nawet gdyby przy- jąć” budzi wątpliwości. Wyraża je między innymi Ronald Dworkin, gdy pisze: Jest na przykład bardzo rozpowszechnionym poglądem, że aborcję powinno się dopuszczać, gdy jest ona konieczna do uratowania życia matki. Tymcza- sem ten wyjątek jest również nie do pogodzenia z jakimkolwiek przekona- niem, że płód jest osobą mającą prawo do życia. Niektórzy twierdzą, że w tym wypadku matka jest usprawiedliwiona dokonując aborcji płodu, ponieważ czyni to w obronie własnej; jednak wszelką bezpieczną aborcję przeprowadza ktoś inny – lekarz – a mało kto sądzi, że jakaś trzecia strona, nawet lekarz, ma prawo zabić jedną niewinną osobę, aby ocalić inną (1993, s. 32). Thomson nie podziela wszakże opinii Dworkina. Dokładniej, nie podziela ona zdecydowanie jego wątpliwości, czy przy założeniu oso- bowości płodu można usprawiedliwić decyzję kobiety, która posta- nawia poddać się aborcji, aby uratować swoje zdrowie lub życie; to bowiem na pewno można zrobić, nie wikłając się w żadne logiczne kłopoty („kobieta z pewnością może bronić swego życia przed zagro- żeniem, jakie stanowi dla niej jej nienarodzone dziecko, nawet jeżeli czyniąc to powoduje jego śmierć”, s. 53), zaś pogląd, który kwestionu- je tę możliwość, wynika, jej zdaniem, jedynie z dogmatu, że zabicie niewinnej osoby – a przynajmniej „bezpośrednie”, czyli zamierzone przecięcie jej życia – jest zawsze morderstwem: Jeżeli bezpośrednie zabicie niewinnej osoby jest morderstwem, a tym samym jest niedopuszczalne, to również matka, która bezpośrednio zabija niewinną osobę w swym ciele popełnia morderstwo, a zatem czyn niedopuszczalny. Ale Etyczne dyskusje wokół prokreacji 17 przecież nie można poważnie przyjmować, że jest to morderstwo, jeżeli mat- ka dokonuje na sobie aborcji w celu uratowania własnego życia. Nie można poważnie powiedzieć, że musi się ona od tego powstrzymać, że musi siedzieć bezczynnie i czekać na śmierć (s. 51–52). Nie tak jasne jest, czy równie stanowczo Thomson odrzuciłaby zastrzeżenia Dworkina co do moralnej oceny, na jaką – przy tym sa- mym założeniu osobowej kondycji płodu – zasługiwałoby zachowanie lekarza, godzącego się dokonać aborcji, a więc owe wątpliwości, któ- re Dworkin w przytoczonym fragmencie zgłasza w imieniu „niektó- rych”. W tej bowiem kwestii stanowisko Thomson wydaje się chwiej- ne, tak iż w rezultacie zarysowuje ona raczej dwie różne koncepcje, gdy chodzi o etyczną dopuszczalność aborcji ze względów medycz- nych, ma się rozumieć przez cały czas na próbnie przyjętym gruncie personalistycznej teorii statusu ludzkiego płodu. Pierwsza, bardziej ostrożna z tych koncepcji Thomson wyraźnie zakłada, że między moralną oceną zachowania kobiety, poddającej się aborcji ze względów medycznych, oraz oceną działania lekarza, dokonującego tej aborcji, może zachodzić jakaś istotna różnica, którą autorka znowu ilustruje jednym ze swoich bajkowych przykładów: Nie można bowiem po prostu wyczytać, co wolno jest zrobić pewnej osobie, z tego, co wolno jest stronie trzeciej. Wyobraźmy sobie, że zostałaś uwięziona w ciasnym domku wraz z rosnącym dzieckiem. Mam na myśli bardzo ciasny domek i gwałtownie rosnące dziecko – jesteś już przyciśnięta do ściany dom- ku i za kilka minut zostaniesz zmiażdżona na śmierć. Dziecko natomiast nie zostanie zmiażdżone na śmierć; jeżeli nie zrobi się nic, by powstrzymać jego wzrost, zrani się ono wprawdzie, lecz w końcu rozsadzi domek i wydobędzie się swobodnie na zewnątrz. Otóż jestem w stanie zrozumieć, że postronny obserwator mógłby powiedzieć: „Nie możemy dla ciebie nic zrobić. Nie mo- żemy dokonać wyboru pomiędzy życiem twoim a jego; nie możemy być tymi, którzy decydują, kto z was ma żyć; nie możemy interweniować”. Stąd jednak nie wynika, że i ty nie możesz nic zrobić – że nie możesz zaatakować dziecka, aby ocalić swe życie. Jakkolwiek niewinne byłoby to dziecko, nie musisz bez- czynnie czekać, aż zmiażdży cię na śmierć (s. 52). Druga koncepcja Thomson nie jest już tak oględna i raczej sta- nowczo nie zgadza się z tym, że „postronny obserwator” nie ma żad- nych podstaw, które skłaniałyby go do tego, by wybrał życie matki, a nie życie płodu, gdy musi dokonać wyboru pomiędzy jednym i dru- gim. Możliwość takich dodatkowych racji Thomson zarysowuje już w początkowej fazie swych wywodów, gdy przywołuje konflikt inte- resów, zachodzący nieraz pomiędzy ciężarną kobietą i płodem, oraz związany z nim dylemat moralny: Przypuśćmy, że jakaś kobieta zaszła w ciążę, a teraz dowiaduje się o wa- dzie serca, która spowoduje jej śmierć, jeżeli donosi dziecko. Co możemy dla 18 WŁODZiMiERZ GALEWiCZ niej zrobić? Płód, będąc osobą, ma prawo do życia, lecz skoro również matka jest osobą, także ona ma prawo do życia. Należy przyjąć, że obydwie te oso- by mają równe prawo do życia. Jak więc mamy dojść do wniosku, że aborcji nie wolno dokonać? Skoro matka i dziecko mają równe prawo do życia, to czy mamy może rzucić monetę? Czy też do prawa do życia, przysługującego mat- ce, mamy dodać prawo do decydowania o tym, co dzieje się w jej ciele i z jej ciałem – prawo, które każdy chyba jest jej gotów przyznać – i w rezultacie stwierdzić, że te jej dwa prawa mają już w sumie przewagę nad prawem do życia, przysługującym płodowi? (s. 50). Ma się rozumieć Thomson nie uważa, aby w opisanej sytuacji nie pozostawało nam nic innego, jak „rzucić monetę”. Raczej już sugeru- je, że zachodzący tu konflikt moralny można by spróbować rozwią- zać właśnie w drugi sposób: przeprowadzając szczególny „rachunek praw” (w analogii do rachunku dóbr, tak chętnie uprawianego w ety- kach utylitarnych) i dodając do prawa do życia, podzielanego w rów- nej mierze przez matkę i płód, owo posiadane już tylko przez matkę „prawo do decydowania o tym, co dzieje się w jej ciele i z jej ciałem”. Zarysowane tutaj rozwiązanie autorka rozwija w pewien sposób w swych dalszych wywodach. Utożsamiwszy już wcześniej pogląd, który odmawiałby samej kobiecie prawa do aborcji nawet w wypad- ku zagrożenia życia, z poglądem skrajnie konserwatywnym, Thom- son wyraźnie daje do zrozumienia, że odrzuca nie tylko tę skrajną wersję konserwatyzmu, lecz także jego formę osłabioną: Skrajny pogląd można oczywiście osłabić, tak aby głosił, że chociaż aborcja dla uratowania życia matki jest dopuszczalna, to jednak nie może być prze- prowadzana przez osobą trzecią, lecz tylko przez samą matkę. Ale i to nie- może być słuszne. Nie możemy bowiem zapominać o tym, że matka i jej nie narodzone dziecko nie pozostają z sobą w podobnym stosunku, jak dwóch lokatorów niewielkiego domku, który wskutek niefortunnej pomyłki został wynajęty im obu: matka jest przecież właścicielką domu. (...) Jeżeli Jones znalazł i wziął sobie płaszcz, którego potrzebuje do ochrony przed mrozem, lecz który jest w tym samym celu potrzebny Smithowi, nie dowodzi się swo- jej bezstronności mówiąc: „nie mogę wybrać między wami”, gdy właścicielem płaszcza jest Smith. Kobiety wielokrotnie powtarzają „To ciało jest moim cia- łem” i mają słuszne powody do gniewu – mają powody czuć się niesłuchane. Bądź co bądź Smith raczej nie będzie nas błogosławił, jeśli mu oznajmimy: „Oczywiście jest to twój płaszcz, nikt temu nie przeczy; nie możemy jednak wybrać pomiędzy tobą i Jonesem, który z was ma go posiadać” (s. 53–54). Choć zatem prawo do życia przysługujące kobiecie samo w sobie nie ma przewagi nad tym, które przysługuje (osobowemu) płodowi, to jednak może nad nim przeważać, gdy występuje w połączeniu z ja- kimś innym prawem: czy to z prawem do rozporządzania swoim wła- snym ciałem (jak w poprzednio przytoczonym fragmencie) czy też (jak w w tym ostatnim) z prawem do szczególnej własności, za jaką Etyczne dyskusje wokół prokreacji 19 jest tutaj uważane ciało. Te dodatkowe prawa kobiety same w sobie nie stanowiłyby wprawdzie adekwatnej przeciwwagi dla prawa do ży- cia, przysługującego osobowemu płodowi, ale w połączeniu z jej pra- wem do życia mogą odgrywać rolę języczka u wagi. Ten „addytywny” model rozstrzygania konfliktów pomiędzy pra- wami noszącej płód kobiety i samego płodu nie zadowolił jednak kry- tyków, a nawet życzliwych sympatyków Thomson. Jak bowiem za- uważa Mary Anne Warren: odwoływanie się do prawa do rozporządzania swym ciałem, które na ogół interpretuje się jako pewne prawo własności, jest w najlepszym razie dosyć słabym argumentem za dopuszczalnością aborcji. Sam fakt, że jestem wła- ścicielem jakiegoś terenu, nie daje mi prawa do zabijania niewinnych ludzi, których spotykam na tym terenie; co więcej, mogę nawet zostać pociągnięty do odpowiedzialności, jeżeli ci ludzie na terenie mojej posiadłości doznają ja- kiejś szkody. Równie wątpliwe jest to, czy mam moralne prawo wypędzić ja- kąś osobę z mojej posiadłości, jeżeli wiem, że czyniąc to spowoduję jej śmierć (1973, s. 103). B. CiĄŻA NiEDOBROWOLNA Innym przypadkiem aborcji, usprawiedliwianej nawet przez (umiarkowanych) konserwatystów, jest przerwanie ciąży wynikłej z gwałtu. W ujęciu Judith Thomson, do której analiz będziemy tu- taj nadal nawiązywać, ciąża z gwałtu jest tylko najbardziej dra- stycznym przypadkiem ciąży niedobrowolnej, której usunięcie, także w mniej dramatycznych przypadkach, ma być moralnie dopuszczal- ne. Jak już wspomniałem, przerwanie ciąży niedobrowolnej jest we- dług Thomson aborcją, która nie narusza moralnych praw płodu, a w szczególności przysługującego mu prawa do życia, przy założe- niu, że bezpośrednim zamiarem osób dokonujących tej aborcji nie jest uśmiercenie płodu, lecz tylko usunięcie go z ciała kobiety; w tym bowiem wypadku pozbawienie płodu życia (do którego każdy płód miałby prawo) jest tylko skutkiem ubocznym działania aborcyjnego, podczas gdy właściwym i zamierzonym skutkiem tego działania jest raczej pozbawienie go pomocy w zachowaniu życia (do której niedo- browolnie poczęty płód nie ma prawa). Zarysowany argument Thomson, który określiłem już wcześniej jako argument z odmowy pomocy, nazywa się również argumentem „z zależności” (z uwagi na to, że jeśli przez odmowę pomocy w za- chowaniu życia płód zostaje praktycznie skazany na śmierć, to dzie- je się tak jedynie wskutek jego całkowitej zależności od matki). Dla uplastycznienia tego argumentu Thomson każe nam wyobrazić so- bie taką sytuację: 20 WŁODZiMiERZ GALEWiCZ Budzisz się rano i stwierdzasz, że leżysz w łóżku, odwrócona plecami do ple- ców pewnego nieprzytomnego skrzypka. Sławnego nieprzytomnego skrzyp- ka. Stwierdzono, że cierpi on na fatalną chorobę nerek, a członkowie To- warzystwa Miłośników Muzyki zebrali wszystkie dostępne wyniki badań medycznych i ustalili, że jedynie ty masz grupę krwi potrzebną, aby mu po- móc. Uprowadzili cię zatem i wczoraj wieczorem układ krążenia skrzypka połączono z twoim, tak iż twoje nerki mogą teraz służyć do oczyszczania z trujących substancji zarówno jego krwi, jak twojej własnej. I oto dyrektor szpitala mówi ci: „Cóż, jest nam bardzo przykro, że członkowie Towarzystwa Miłośników Muzyki tak z Panią postąpili – nigdy byśmy na to nie pozwoli- li, gdybyśmy wiedzieli. Mimo to, tak się już stało, i skrzypek jest teraz z Pa- nią połączony. Odłączenie Pani równałoby się jego zabiciu. Proszę się jednak nie martwić, to tylko dziewięć miesięcy. Do tego czasu skrzypek wyzdrowieje i będzie go można bezpiecznie od Pani odłączyć”. Czy masz moralny obowią- zek zgodzić się na tę sytuację? (s. 48–49). Odpowiedź Thomson nietrudno odgadnąć. Bohaterka jej fanta- stycznej opowieści na pewno nie ma moralnego obowiązku zgodzić się na tę narzuconą jej rolę aparatury ratującej życie. Można by się jednak wahać, dlaczego go nie ma – dlaczego więc nie postąpi ona w sposób niewłaściwy, jeżeli odłączy się od nieszczęsnego skrzyp- ka, choćby nawet skazując go na nieuchronną śmierć? Ktoś mógł- by to jeszcze próbować wytłumaczyć tym, że choć śmiertelnie cho- ry skrzypek ma prawo do życia, a tym samym do korzystania z ciała porwanej kobiety, to jednak ona sama ma prawo do swobodnego roz- porządzania swym ciałem – przy czym należałoby jeszcze dorzucić, że prawo do korzystania z ciała uprowadzonej kobiety, przysługują- ce choremu skrzypkowi, ustępuje swoją wagą prawu do cielesnej au- tonomii, przysługującemu samej kobiecie. Jednakże Thomson sta- nowczo odrzuca to wytłumaczenie, zgodnie z którym ktoś, kto ma prawo do życia, miałby „tym samym” prawo do używania – i do wy- magania od innych – wszelkich środków, które są mu potrzebne do życia: Powinniśmy bowiem wreszcie zapytać, co to właściwie znaczy, mieć prawo do życia. Zgodnie z niektórymi ujęciami posiadanie prawa do życia implikuje posiadanie prawa do otrzymania przynajmniej niezbędnego minimum środ- ków, których ktoś potrzebuje do dalszego życia. A co, jeśli niezbędne mini- mum środków, potrzebnych pewnej osobie do dalszego życia, jest czymś, cze- go ta osoba wcale nie ma prawa otrzymać? Jeżeli jestem śmiertelnie chora, a jedyną rzeczą, która ocali mi życie, jest to, aby Henry Fonda dotknął swoją chłodną dłonią mojego rozpalonego czoła, wówczas mimo to nie mam prawa do tego, aby Henry Fonda dotknął swoją chłodną dłonią mojego rozpalone- go czoła. Byłoby strasznie uprzejmie z jego strony, gdyby przyleciał z Zachod- niego Wybrzeża, by oddać mi tę przysługę. Mniej uprzejmie, choć na pewno w dobrej wierze, zachowaliby się moi przyjaciele, gdyby polecieli na Zachod- nie Wybrzeże i powrócili niosąc mi Henry’ego Fondę. Nie mam jednak prawa wymagać od nikogo, aby to dla mnie uczynił (s. 55). Etyczne dyskusje wokół prokreacji 21 Tak zatem prawo do życia w rozumieniu Thomson „nie gwaran- tuje posiadania ani prawa do otrzymania do użytku, ani też prawa do dalszego używania ciała innej osoby – nawet gdy jest to komuś po- trzebne do samego życia” (s. 56); obejmuje ono jedynie prawo do tego, aby nie zostać zabitym. Jeżeli więc bohaterka wcześniej przytoczone- go przykładu nie czyni nic niewłaściwego, odmawiając śmiertelnie choremu i całkowicie zależnemu od niej skrzypkowi swej życiodaj- nej pomocy, to trzeba to raczej wytłumaczyć tym, że przez tę odmo- wę nie pozbawia go ona niczego, do czego skrzypek mógłby sobie ro- ścić jakiekolwiek prawo. Podobne usprawiedliwienie – jak przyjmuje Thomson – można zastosować także do wielu przypadków przerwa- nia niedobrowolnej ciąży, w których sytuacja ciężanej kobiety jest w jakiejś mierze analogiczna do sytuacji porwanej ofiary z powiast- ki o skrzypku: „Tak więc prawo do życia nie posłuży przeciwnikom aborcji w ten jasny i prosty sposób, w który, jak się wydaje, miało im posłużyć” (s. 56). Pytanie tylko, czy ta domniemana analogia pomiędzy położe- niem kobiety w niedobrowolnej ciąży a położeniem uprowadzonej ofiary z powiastki o skrzypku faktycznie zachodzi, a jeżeli tak, to w jakim zakresie. W tej kwestii można zgłaszać różne wątpliwości, którym dają wyraz cztery główne zarzuty, wysuwane przeciwko ar- gumentowi z odmowy pomocy. Zgodnie z pierwszym – zwanym za- rzutem ataku – nawet jeżeli ten argument Thomson w odniesieniu do niektórych zabiegów aborcji jest słuszny, to tylko do bardzo nielicz- nych; najczęściej bowiem poddawany aborcji płód jest „usuwany” tyl- ko w sensie eufemistycznym, naprawdę zaś atakowany i uśmiercany. Zgodnie z drugą obiekcją – będę ją nazywał zarzutem zabójstwa po- średniego – nawet „nieeufemistyczne” usunięcie płodu z ustroju ko- biety, powodujące jednak nieuchronnie jego śmierć poza jej ciałem, byłoby pogwałceniem przysługujących mu praw; bowiem prawo do życia, z założenia przypisywane płodowi, narusza się także przez jego zabójstwo pośrednie, a nie tylko przez bezpośrednie. Trzeci za- rzut nazywa się zarzutem obowiązków rodzicielskich; podnosi on, że przerwanie ciąży, nawet zupełnie niedobrowolnej, jest mimo to naru- szeniem elementarnych praw płodu, do których należy nie tylko pra- wo do tego, aby nie zostać zabitym (czy to bezpośrednio, czy w spo- sób pośredni), lecz także naturalne prawo do życiowego wsparcia, nakładające szczególny obowiązek na jego biologicznych rodziców. Czwartym wreszcie zarzutem, wysuwanym przeciwko argumentowi z odmowy pomocy, jest zarzut odpowiedzialności; wskazuje on na to, że nawet jeśli dokonując aborcji nie pogwałca się żadnych elementar- nych czy też pierwotnych praw płodu, to jednak bardzo często naru- sza się to jego prawo do życiowego wsparcia, które jest mu nadawane przez sprawców jego istnienia, czyli dobrowolnych lub mimowolnych 22 WŁODZiMiERZ GALEWiCZ rodziców, ilekroć są oni w jakiejś mierze odpowiedzialni za jego po- częcie; a ten przypadek odpowiedzialności kobiety za ciążę, choćby nawet niechcianą lub nieplanowaną, i przez to też jej szczególnej od- powiedzialności za płód zdarza się znacznie częściej, niż by to wyni- kało z wypowiedzi Thomson. Przyjrzyjmy się nieco dokładniej wy- mienionym obiekcjom. (1) Zarzut ataku. Argumentacji Thomson można więc najpierw zarzucić, że w normalnych przypadkach aborcji płód nie zostaje jedy- nie „odłączony” od ciała kobiety, lecz ponosi śmierć wskutek bezpo- średniego aktu agresji, zamachu na jego życie. Timothy Hall nazywa tę obiekcję „zarzutem z ataku” (Objection from Attack) i formułuje ją następująco: Nawet jeśli płód nie ma prawa do pomocy, od którego zależy jego życie, (...) przyznawane mu prawo do życia będzie stało na przeszkodzie wielu przypad- kom aborcji. A to dlatego, że w wielu wypadkach aborcja nie ogranicza się do odmowy pomocy, do której płód nie ma prawa; polega ona na ataku przeciw- ko płodowi, ten zaś narusza jego prawo do życia (2005, s. 406). Trzeba zauważyć, że przytoczony zarzut nie każe nam właściwie odrzucić analogii Thomson, lecz tylko bardzo zacieśnić jej zakres; in- nymi słowy, wskazuje on jedynie na warunki, które musiałyby zo- stać spełnione – a które obecnie są rzadko spełniane – jeżeli argu- ment z odmowy pomocy miałby być przekonujący: Aby ten argument był przekonujący, techniki aborcji powinny być inne, niż są one zazwyczaj. Powinny one obejmować wyłącznie zaprzestanie pomocy, co ograniczałoby zabiegi aborcji do procedur analogicznych do cesarskiego cięcia lub sprowokowanego porodu. Te procedury aborcji mogłyby się wią- zać z większym kosztem i ryzykiem dla kobiety, niż procedury standardo- we (s. 407). (2) Zarzut zabójstwa pośredniego. Przypuśmy jednak, że „techni- ki aborcji”, o których pisze Hall, zostałyby nieco ulepszone, tak iż uśmiercenie płodu nie byłoby już nieodzowne w celu jego usunięcia z ciała kobiety, lecz następowałoby – co prawda z równą nieuchron- nością – dopiero w wyniku jego wydalenia. Czy przy takim założeniu przerwanie niedobrowolnej i niechcianej ciąży można by już uznać za moralnie usprawiedliwione? Zgodnie ze stanowiskiem Thomson należałoby jeszcze wtedy uwzględnić intencje kobiety, poddającej się aborcji. Te zaś mogą być dwojakie, zależnie od tego, czy jej celem jest tylko pozbycie się płodu czy też odebranie mu życia. W tym drugim wypadku usunięcie pło- du podpadałoby pod pojęcie bezpośredniego zabójstwa czy też – bar- Etyczne dyskusje wokół prokreacji 23 dziej neutralnie – bezpośredniego zabicia, które sama Thomson okre- śla tak oto: Z grubsza biorąc, mówiąc o „bezpośrednim zabiciu” (direct killing) ma się tu- taj na myśli albo zabicie, które jest celem samo w sobie, albo zabicie będące środkiem do jakiegoś celu, np. dokonywane w celu ocalenia życia jakiejś in- nej osoby (s. 50, przyp.). Bezpośrednie zabicie płodu dla ocalenia życia matki w ocenie Thomson jest – jak już wiemy – postępowaniem moralnie usprawie- dliwionym. Czy jednak to samo da się kiedykolwiek stwierdzić o bez- pośrednim zabiciu płodu w celu samego zabicia? Najgorliwsi obroń- cy aborcji próbują to nieraz czynić, argumentując, że aby zapewnić kobiecie pełną „rozrodczą autonomię”, trzeba przyznać jej prawo za- równo do usunięcia płodu ze swojego ciała, jak do pozbawienia go ży- cia, usunięcia go także ze świata, na którym znalazł się wrew woli swojej nosicielki (por. Gibson 1998, s. 7). Thomson odżegnuje się jed- nak stanowczo od takich idei: chociaż bronię dopuszczalności aborcji w niektórych przypadkach, nie bro- nię prawa do uśmiercania nienarodzonego dziecka. Te dwie rzeczy o tyle nie- trudno pomieszać, że do pewnego momentu płód nie jest zdolny przeżyć poza ciałem matki; tak zatem usunięcie go z jej ciała nieuchronnie powoduje jego śmierć. Mimo to między tymi dwiema rzeczami zachodzi ważna różnica (s. 66). Jak jednak ocenić nieuchronne uśmiercenie płodu przez jego usu- nięcie z ciała matki w tym wypadku, gdy śmierć usuwanego pło- du nie jest właściwym celem kobiety poddającej się aborcji, lecz tyl- ko ubocznym (przewidywanym, lecz niezamierzonym) skutkiem jej działania, mającego na celu pozbycie się ciąży? W ocenie Thomson takie pozbycie się niedobrowolnej ciąży będzie już działaniem mo- ralnie usprawiedliwionym, a więc nienaruszającym moralnych praw płodu, w szczególności zaś jego prawa do życia. Rodzi się jednak wąt- pliwość, czy zakres tego ostatniego nie jest przez omawianą autor- kę pojmowany zbyt wąsko. Zabitym można przecież zostać nie tylko przez zabójstwo bezpośrednie (z bezpośrednią intencją pozbawie- nia życia), lecz także przez zabójstwo pośrednie (bez bezpośrednie- go zamiaru pozbawienia życia, będącego powodem zabójstwa). Cze- mu więc również prawa do życia nie można by naruszać przez jedno i drugie? Z punktu widzenia zabijanego płodu nie ma raczej większe- go znaczenia, czy jego śmierć jest celem kobiety pozbywającej się cią- ży, czy też jedynie ubocznym skutkiem jej działań zmierzających do innego celu. Jeśli więc w ogóle decydujemy się przyznać mu prawo do życia – a Thomson programowo nie podważa zasadności tej decy- 24 WŁODZiMiERZ GALEWiCZ zji – to nie posuwamy się o wiele dalej, przyznając mu również prawo do tego, aby nie zostać zabitym „z zamiarem pośrednim”. Nie musi się to także wcale równać przyznaniu płodowi – czy też jakiemukol- wiek osobnikowi ludzkiemu – prawa do wszelkich środków potrzeb- nych do życia, czyli „prawa do życia” zgodnego z tym jego przesad- nie rozciągniętym rozumieniem, które Thomson (chociażby w swym przykładzie z Fondą) tak zdecydowanie odrzuca. Jeżeli bowiem tyl- ko uznamy choćby minimalną etyczną asymetrię pomiędzy działa- niem oraz niedziałaniem, wówczas czym innym będzie powiedzieć, że jakaś istota ma prawo do tego, byśmy nie podejmowali działań, przez które pozbawimy ją możliwości przeżycia, czym innym zaś po- wiedzieć, że ma ona prawo, byśmy podjęli działania, przez które za- pewnimy jej taką możliwość. (3) Zarzut obowiązków rodzicielskich. Nawet tak poszerzone ele- mentarne prawo do życia, przypisywane ludzkim płodom, pozostaje prawem tylko negatywnym – prawem, którego respektowanie ogra- nicza się do tego, aby nie przeszkadzać w zachowaniu życia, nie zaś by pomagać w jego utrzymaniu. Pytanie jednak, czy powinno ono po- zostać tak ograniczone, zwłaszcza gdy chodzi o prawo do życia przy- sługujące ludzkim zarodkom, płodom czy też dzieciom. Dosyć łatwo zgodzić się z tym, że dojrzałym osobnikom gatunku ludzkiego nie przysługuje żadne naturalne prawo do pomocy w zdobyciu środków potrzebnych do życia; w końcu oni sami mogą się o nie zatroszczyć. Czy jednak to samo da się słusznie stwierdzić o osobnikach bardzo niedojrzałych? Czy zatem prawo do życia, przyznawane płodom lub dzieciom, nie powinno być nieco bogatsze lub szersze niż to samo prawo przypisywane dorosłym? Sama myśl, że prawa dzieci – i to zarówno przyznawane im mocą konwencji, jak i te, które przysługują im z samej natury – mogą róż- nić się od praw ludzi dorosłych, nasuwa się niejako sama przez się. W systematyczny sposób rozwija ją na przykład Joel Feinberg, który wyróżnia cztery rodzaje praw przypisywanych osobnikom ludzkim: 1. prawa wspólne dzieciom i ludziom dorosłym (jak na przykład pra- wo do tego, aby nie zostać zabitym), 2. prawa przysługujące wyłącz- nie dzieciom (lub „dziecinnym” osobom dorosłym), 3. prawa przysłu- gujące wyłącznie dorosłym (jak np. prawo do wyznawania dowolnej religii) oraz 4. „prawa powiernicze” (rights-in-trust), czyli takie pra- wa, które mają być „zachowane dla dziecka aż do czasu jego dorosło- ści” (1980, s. 124–53)5. W obecnym kontekście szczególnie interesu- jące są dla nas prawa z drugiej grupy, które Feinberg określa jako 5 Cytuję za: Davis D.S. 1997. Etyczne dyskusje wokół prokreacji 25 „prawa zależności” (dependency-rights), ponieważ wynikają one z za- leżności dziecka od innych osób, gdy chodzi o takie podstawowe do- bra jako pożywienie, schronienie, czy też ochrona. Choć mówi się tu o prawach dzieci, to jednak bez demagogicznego nadużywania języ- ka można by je przyznać również płodom, zwłaszcza gdyby i te zali- czyć do osób (czego sam Feinberg wprawdzie nie czyni); bo przecież te prenatalne osoby lub istoty ludzkie są nie tylko także, lecz nawet szczególnie zależne od innych, właśnie gdy chodzi o ich najbardziej podstawowe dobra. Można by zatem powiedzieć, że chociaż elemen- tarne prawo do życia przysługujące człowiekowi dorosłemu ograni- cza się do tego, aby nie zostać pozbawionym życia (czy to przez za- bójstwo z zamiarem bezpośrednim, czy przez zabójstwo z zamiarem pośrednim), to jednak w wypadku płodu jest ono czymś więcej: pra- wem do pomocy w zachowaniu życia. Prawo do pomocy, przysługujące jakiejś jednej stronie, pozostaje wszakże abstrakcją, póki nie wskażemy pewnej drugiej strony, któ- ra nie tylko może udzielić tej należnej pomocy, lecz także jest jej zo- bowiązana udzielić. Tak więc w sytuacji, gdy pomocy stronie A może udzielić tylko strona B, nie ma sensu przyznawać stronie A prawa do otrzymania pomocy, jeżeli stronie B nie przydzieli się obowiąz- ku udzielenia pomocy. Tymczasem z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia, gdy stroną A jest ludzki płód, przynajmniej we wcześniej- szych fazach jego embrionalnego rozwoju, przed uzyskaniem zdolno- ści do samodzielnego życia (tak zwanej viability); jedyną stroną B, która może mu wówczas pomóc w zachowaniu życia, jest jego mat- ka – nosząca go w sobie kobieta; jeżeli więc ludzki płód, ze względu na jego niesamodzielność, oprócz prawa do niebycia zabitym posia- da również (nieabstrakcyjne) prawo do życiowego wsparcia i jeżeli ktoś jest zobowiązany, aby mu tego życiowego wsparcia użyczyć, to w końcu kto, jeśli nie ona? Thomson twierdzi, że jeżeli biologiczni rodzice, współżyjący z sobą, „podjęli wszelkie rozsądne środki zabezpieczające, aby nie mieć dziec- ka, wówczas z samej tylko racji biologicznego pokrewieństwa z dziec- kiem, które uzyskuje istnienie, nie ponoszą za nie szczególnej odpo- wiedzialności”. Stanley Benn kwestionuje jednak to twierdzenie, zwracając uwagę, że już samo „biologiczne pokrewieństwo z dziec- kiem, które uzyskuje istnienie”, bez zawinionego przyczynienia się do jego zaistnienia, może nakładać na rodziców pewne obowiązki: Nie ulega jednak wątpliwości, że określone okoliczności mogą narzucać nam pewne obowiązki, bez względu na to, czy je uznajemy czy nie. Mężczyzna, który umie pływać, ma moralny obowiązek skoczyć do wody i ratować to- nącą osobę, jeżeli tak się składa, że jest jedynym człowiekiem znajdującym się w pobliżu; i nie bylibyśmy o nim dobrego zdania, gdyby tłumaczył się: 2 WŁODZiMiERZ GALEWiCZ „Niedawno przechodziłem przeziębienie, i zmoczenie się mogłoby mi zaszko- dzić na zdrowie”. Jeżeli matka jest jedyną osobą, która może podtrzymać ży- cie płodu (a w obecnym stanie biologicznej technologii tak z pewnością jest), wówczas przy założeniu, że płód ma prawo do życia, mamy niewątpliwie po- czucie, że to prawo stwarza obowiązek dla matki, jako jedynej możliwej oso- by, która jest zdolna coś w tej sprawie zrobić (1984, s. 136). Warto podkreślić, że rodzicielska odpowiedzialność za płód, na którą wskazuje omawiany zarzut, nie ma wiele wspólnego i nie musi się łączyć z jakąkolwiek odpowiedzialnością za ciążę. Innymi słowy, tak rozumiana rodzicielska odpowiedzialność spoczywałaby również na kobiecie, która zaszła w ciążę na skutek gwałtu, ma się rozumieć jeżeli przyjmiemy, że także płód powstały wskutek gwałtu ma natu- ralne prawo nie tylko do niebycia zabitym, lecz również do pomocy w zachowaniu życia i że tej życiowej pomocy na początku nie jest mu w stanie udzielić nikt inny niż jego skrzywdzona matka. (4) Zarzut szczególnej odpowiedzialności. Zgodnie z zarzutem omówionym wcześniej kobieta mogłaby ponosić pewną odpowiedzial- ność za poczęty w jej łonie płód, nawet jeśli nie ponosi żadnej odpo- wiedzialności za jego poczęcie. To naturalnie nie przeszkadza temu, aby w (znacznie jednak częstszych) przypadkach, w których ciężarna kobieta jest przynajmniej w części odpowiedzialna za swoją ciążę, ta jej częściowa odpowiedzialność za ciążę nakładała na nią jeszcze do- datkową, szczególną odpowiedzialności za noszony płód. Nawet jeśli elementarne prawo do życia, przysługujące płodowi, nie obejmuje na przykład prawa do czynnej pomocy w zachowaniu życia, to przecież poza tym prawem elementarnym czy też naturalnym może on jesz- cze mieć prawo nadane, obejmujące już tę czynną pomoc ze strony osoby, która przyczyniła się do jego zaistnienia. Na możliwość taką wskazuje zresztą sama Thomson: Przypuśćmy, że jakaś kobieta dobrowolnie podejmuje stosunek seksualny, zdając sobie sprawę z prawdopodobieństwa, że doprowadzi on do ciąży, i że faktycznie zachodzi w ciążę; czy nie jest ona wówczas w części odpowiedzial- na za obecność, a w istocie za samo istnienie, nie narodzonego człowieka w jej ciele? Bez wątpienia nie zapraszała go do siebie. Czy jednak jej częściowa od- powiedzialność za jego znalezienie się tutaj sama w sobie nie daje mu prawa do używania jej ciała? (1971, s. 57). Uznając możliwość takiego dodatkowego uprawnienia płodu – prawa już nie tylko po prostu do życia, lecz do czerpania życia z cia- ła matki, odpowiedzialnej za jego istnienie – Thomson uzależnia je wszakże od pewnych warunków, które w praktyce bardzo zacieśnia- ją jego zakres: Etyczne dyskusje wokół prokreacji 27 Z pewnością nie ponosimy żadnej „szczególnej odpowiedzialności” za jakąś osobę, jeżeli – explicite lub implicite – nie wzięliśmy na swoje barki tej odpo- wiedzialności. Jeżeli para rodziców nie próbuje zapobiec ciąży, nie decyduje się na aborcję, a potem po urodzeniu dziecka nie oddaje go do adopcji, lecz zabiera je do domu, wówczas biorą oni na swoje barki odpowiedzialność za dziecko, dają mu pewne prawa i nie mogą teraz zaprzestać opieki nad dziec- kiem kosztem jego życia, ponieważ doszli do wniosku, że dalsze sprawowa- nie tej opieki będzie dla nich trudne. Jeżeli jednak podjęli wszelkie rozsądne środki zabezpieczające, aby nie mieć dziecka, wówczas z samej tylko racji bio- logicznego pokrewieństwa z dzieckiem, które uzyskuje istnienie, nie ponoszą za nie szczególnej odpowiedzialności (s. 65). Cytowane już wcześniej stwierdzenie, że rodzice nie ponoszą szczególnej odpowiedzialności za dziecko „z samej tylko racji biolo- gicznego pokrewieństwa z dzieckiem”, w obecnie omawianym kon- tekście jest przy tym mylące; Thomson bowiem w gruncie rzeczy chce również pokazać, że rodzice nie ponoszą szczególnej odpowiedzialno- ści za dziecko także z racji faktycznego przyczynienia się do jego za- istnienia, o ile tylko czyniąc to „podjęli wszelkie rozsądne środki za- bezpieczające”. Ta jej intencja jest wyraźnie widoczna w jeszcze innej wypowiedzi: Jeżeli w pokoju jest duszno i otwieram okno, aby w nim przewietrzyć, a w tym czasie dostaje się do niego włamywacz, wówczas byłoby niedorzecznością po- wiedzieć: „Ach, w takim razie może tutaj zostać; ona sama dała mu prawo do korzystania ze swojego domu – jest bowiem częściowo odpowiedzialna za jego obecność tutaj, skoro dobrowolnie uczyniła coś, co umożliwiło mu dostanie się do środka, mając pełną świadomość, że na świecie istnieją włamywacze, a włamywacze mają zwyczaj się włamywać”. Byłoby jeszcze większą niedo- rzecznością powiedzieć coś takiego, jeśli na zewnątrz mojego okna zainstalo- wałam kraty, specjalnie w tym celu, aby uniemożliwić włamywaczom dosta- nie się do środka, a włamywacz mimo to dostał się do środka tylko wskutek jakiegoś defektu w tych kratach (s. 58–59). Tak więc szczególną odpowiedzialność za płód – mający tym sa- mym nabyte prawo do szczególnego życiowego wsparcia – w uję- ciu Thomson ponosiłaby tylko kobieta, która zaszła w ciążę bądź to umyślnie, bądź to wprawdzie nieumyślnie, lecz wskutek własnego niedbalstwa lub lekkomyślności. We wszystkich innych natomiast przypadkach kobieta byłaby zwolniona z „automatycznej” szczegól- nej odpowiedzialności za noszony płód – mogłaby ją przyjąć, ale nie musiała. W opinii większości krytyków Thomson – i to nawet podzielają- cych jej zasadnicze stanowisko w kwestii dopuszczalności aborcji – ten jej nadzwyczaj pobłażliwy pogląd na warunki i zakres szczególnej odpowiedzialności rodzicielskiej jest nie do przyjęcia. Tak np. War- ren, nawet w swoim najbardziej liberalnym artykule z 1973 r. pisze: 28 WŁODZiMiERZ GALEWiCZ przeciwnik aborcji może argumentować, że w normalnym przypadku nie- chcianej ciąży kobieta, przez swoje własne uczynki, wzięła odpowiedzialność za płód. Jeżeli bowiem X zachowuje się w pewien sposób, którego mógłby uniknąć i o którym wie, że wiąże się z nim dajmy na to 1 procent ryzyka, iż spowoduje on zaistnienie ludzkiej istoty, mającej prawo do życia, przy czym wie, że jeśli tak się stanie, to ta istota ludzka zginie, o ile X nie będzie czynił pewnych rzeczy, by ją zachować przy życiu, wówczas nie jest bynajmniej ja- sne, że gdy tak się stanie, X nie będzie miał żadnego obowiązku czynić tego, o czym z góry wiedział, że będzie to potrzebne, aby utrzymać ową istotę ludz- ką przy życiu (s. 107–108). Podsumujmy powyższe uwagi na temat przerywania ciąży niedo- browolnej. Stanowisku Thomson, usprawiedliwiającej w większości wypadków tego rodzaju aborcję, można ogólnie zarzucić, iż nie jest prawdą, aby usuwając płód poczęty niedobrowolnie nie naruszało się żadnych przysługujących mu praw. Ta ogólna obiekcja rozszczepia się jeszcze na kilka zarzutów stosownie do tego, jakie to prawa pło- du ma się w niej na względzie. Zgodnie z zarzutem ataku, zważyw- szy na techniczne realia aborcji trzeba stwierdzić, że usuwając jaki- kolwiek płód – poczęty dobrowolnie czy niedobrowolnie – z reguły narusza się nawet jego prawo do tego, aby nie zostać bezpośrednio zabitym. Zgodnie z zarzutem zabójstwa pośredniego, nawet gdy nie narusza się prawa płodu, aby nie zostać zabitym poprzez zabójstwo bezpośrednie, to jednak narusza się – również przysługujące mu – prawo do tego, aby nie zostać zabitym poprzez zabójstwo pośrednie. Zgodnie z zarzutem obowiązków rodzicielskich, nawet gdy nie na- rusza się tych dwóch negatywnych praw płodu ludzkiego, narusza się jego naturalne pozytywne prawo do uzyskania życiowej pomocy. Zgodnie wreszcie z zarzutem szczególnej odpowiedzialności, w więk- szości wypadków tzw. ciąży niedobrowolnej – gdy tylko nie jest to ciąża kobiety, która została zgwałcona lub była niepoczytalna – usu- wając płód narusza się również jego nabyte prawo do pomocy w za- chowaniu życia, prawo, które nadali mu jego rodzice przez sam fakt świadomego współżycia płciowego. Warto jednak na koniec podkreślić, iż wszystkie te zarzuty zakła- dają, że ludzkie płody w ogóle mogą być nosicielami praw, czy to po- siadanych przez nie z natury, czy to nadawanych im przez określone zachowania ich rodziców. C. USZKODZENiE pŁODU W etycznym sporze o przerywanie ciąży chodzi o to, czy podda- wanie się aborcji (patrząc od strony kobiety) lub też jej przeprowa- dzanie (patrząc od strony lekarza) może być w ogóle usprawiedliwio- ne, a jeżeli tak, to w jakich okolicznościach. Pytając o okoliczności Etyczne dyskusje wokół prokreacji 29 usprawiedliwiające aborcję mamy na myśli przede wszystkim po- wód, z którego może ona zostać dokonana. Jednym z powodów, które niejednokrotnie skłaniają, a zdaniem wielu uczestników sporu także i uprawniają do przerwania ciąży jest ciężkie lub poważne uszkodze- nie płodu. Aborcję przeprowadzaną z tego powodu nazywa się cza- sem aborcją „ze względów eugenicznych”. Z „eugeniką” wiążą się jednak nienajlepsze skojarzenia, a nam jest potrzebna nazwa neu- tralna. Będę więc raczej mówił o aborcji selektywnej. Moralny charakter selektywnej aborcji, czyli usuwania uszkodzo- nych płodów, jest jednak również przedmiotem sporu. Skrajni kon- serwatyści mają tendencję potępiać tego rodzaju aborcję w niemal wszystkich jej postaciach, podczas gdy skrajni liberałowie prawie wszystkie jej formy uważają za moralnie dozwolone, jeśli nie wska- zane. Pomiędzy tymi dwiema skrajnościami powinno jeszcze zna- leźć się miejsce na stanowisko pośrednie lub umiarkowane, zgodnie z którym usuwanie uszkodzonych płodów w pewnych przypadkach jest moralnie właściwe (dopuszczalne lub słuszne), natomiast w in- nych nie jest. Aby określić różnicę między tymi klasami przypad- ków, posłużę się dwoma wyrazami, których użyłem już wcześniej, wskazując charakterystyczny powód, uprawniający lub przynaj- mniej skłaniający do selektywnej aborcji, a mianowicie mówiąc, że jest nim „poważne lub ciężkie” uszkodzenie płodu. Znaczenie tych dwóch przymiotników, z początku traktowanych po prostu jako bli- skoznaczne, w połączeniu z „uszkodzeniem płodu” można by zróżni- cować mniej więcej tak oto. Uszkodzenie płodu jest tylko poważne, je- żeli nie wyklucza możliwości, aby osoba, która rozwinęłaby się z tego płodu, gdyby nie został on poddany aborcji, mimo swojego kalec- twa lub upoś
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Początki ludzkiego życia
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: