Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00076 006354 11244955 na godz. na dobę w sumie
Pod prąd głównego nurtu ekonomii - ebook/pdf
Pod prąd głównego nurtu ekonomii - ebook/pdf
Autor: , , Liczba stron:
Wydawca: Instytut Ludwiga von Misesa Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-926160-1-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biznes >> ekonomia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Autorzy książki — młodzi ekonomiści z Wrocławia — zadedykowali ją swojemu mistrzowi profesorowi Witoldowi Kwaśnickiemu. Poszczególne rozdziały dotyczą różnych zagadnień ekonomicznych, a łączy je duch intelektualnej niezależności od kanonów myślenia obowiązujących w ekonomii głównego nurtu. Książkę zamyka esej na temat życia i twórczości Adama Heydla, znakomitego ekonomisty przedwojennego, który z polskim głównym nurtem polemizował prawie 100 lat temu.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

S t a n i s ł a w Kw i a t k o w s k i TE O R I A D Ó B R P U B L I C Z N Y C H I R Y N K O W E M E C H A N I Z M Y I C H P R O D U K C J I Ws t ę p Teorię dóbr publicznych często wykorzystuje się do uzasadniania funkcji państwa, a także konieczności opodatkowania. W obu sytuacjach stosuje się argument zawodności rynku. Teoria ta jest elementem wielowiekowej debaty na temat efektywności ekonomicznej. Choć samo sformułowanie market failure jest stosowane dopiero od lat pięćdziesiątych XX wieku, teoretycy zwracali uwagę na hipotetyczne funkcje państwa naprawiające- go niedostatki rynku już w czasach Adama Smitha, uznanego za ojca na- uki ekonomii, a nawet wcześniej, za czasów Richarda Cantillona, twórcy pierwszego traktatu ekonomicznego. Wspominali oni o sytuacjach, kiedy wypadkową „prywatnych interesów” nie będzie „publiczne dobro”. Pomi- mo deklaracji, że prawdziwa nauka musi być wolna od wartościowania, zalecali – a za nimi całe pokolenia ekonomistów aż do dziś – konkretne rozwiązania dla rządów, które miały urzeczywistnić wizję świata odpo- wiadającą ich preferencjom co do instytucjonalnych rozwiązań, których rynek nie mógł według nich zrealizować. Nawet szczególnie pryncypialni liberałowie klasyczni są zazwyczaj skłonni twierdzić, że teoria dóbr publicznych stanowi podporę modelu państwa jako stróża nocnego, zapewniającego takie usługi jak bezpieczeń- stwo zewnętrzne i wewnętrzne. Argumentacja na rzecz państwowej pro- dukcji dóbr publicznych obecna jest we wszystkich podręcznikach mikro- ekonomii, ekonomii sektora publicznego, polityki gospodarczej, a czasem również przytacza się ją przy okazji analizy fi nansów publicznych. Tezę, że dobra publiczne powinny być dostarczane przez państwo, zdaje się po- twierdzać historia: każde państwo – nawet państwo minimum – dostar- czało te właśnie dobra, które ekonomiści klasyfi kują jako publiczne. Czy jednak pomijanie milczeniem w podręcznikach alternatywnych teorii oznacza, że również z perspektywy czytelnika tekstów stricte nauko- wych konsensus w teorii dóbr publicznych jest tak oczywisty? W pracy 96 STANISŁAW KWIATKOWSKI tej spróbujemy przedstawić selektywny przegląd debaty, która – wbrew pozorom – odbyła się i trwa nadal. Celem pracy będzie więc, w szcze- gólności, próba obalenia tezy o istnieniu zgody pomiędzy ekonomistami w tym temacie. W części pierwszej zajmiemy się poglądami Paula Samuelsona. Nieco rozcieńczona wersja jego dociekań teoretycznych jest bowiem podstawą mainstreamowego, podręcznikowego ujęcia problemu dóbr publicznych. Przyjrzymy się najpierw wkładowi noblisty w teorię ekonomii i jego roz- ważaniom metodologicznym. Następnie postaramy się przeanalizować, czym dla Samuelsona jest efektywność i określić granice poznania eko- nomicznego. W końcu przeanalizujemy Samuelsonowski model produkcji i dystrybucji dóbr publicznych, wyrażony w najsłynniejszych jego artyku- łach na ten temat: The Pure Theory of Public Expenditure oraz Diagram- matic Exposition of a Theory of Public Expenditure, a także zaprezentujemy wnioski z przeprowadzonej analizy. W części drugiej zajmiemy się wkładem ekonomistów reprezentujących austriacką szkołę ekonomii w debatę na temat dóbr publicznych. Doko- namy krótkiego opisu tych elementów, z których szkoła austriacka zasły- nęła w teorii ekonomii, a których znaczenie dla teorii dóbr publicznych jest najistotniejsze. Omówimy metodologię szkoły austriackiej. Następnie zajmiemy się przeglądem teoretycznych zarzutów, które stawiali Austria- cy Samuelsonowskiej teorii dóbr publicznyh na gruncie jej założeń oraz własnego, odmiennego podejścia. Przedstawimy stosunek szkoły austriac- kiej do teorematu Coase’a i jego inne wykorzystanie. Na koniec przedsta- wimy zarys pozytywnego planu dostarczania dóbr publicznych w sposób rynkowy. Mamy zamiar pokazać, że zgodność co do teorii dóbr publicznych jest raczej kwestią jej wielokrotnego powtarzania w podręcznikach, niż siły argumentów Samuelsona. Nie jest naszą intencją autora wykazywanie, że państwo nie powinno dostarczać dóbr publicznych. Chcemy jedynie za- demonstrować istnienie poważnych argumentów świadczących o tym, że wszechobecna w głównym nurcie racjonalizacja tej funkcji państwa przez Samuelsona jest niewystarczająca, nadinterpretowana i nadużywana. P a u l S a m u e l s o n i t e o r i a d ó b r p u b l i c z n y c h S t a n o w i s k o m e t o d o l o g i c z n e S a m u e l s o n a Stanowisko Samuelsona wobec epistemologii ekonomicznej było jasno wyrażone zarówno w Foundations of Economic Analysis, jak i w artykule Economic Theory and Mathematics – An Appraisal. W tym drugim tekście Samuelson pisał: „każda nauka jest w gruncie rzeczy oparta na indukcji – na obserwowaniu empirycznych faktów (...) dedukcja zaś ma skromną lingwistyczną funkcję tłumaczenia pewnych empirycznych hipotez na ich Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji 97 »logiczne odpowiedniki«” ( Samuelson 1952, s. 57, tłum. SK). Jest on więc zwolennikiem klasycznego modelu indukcyjno-redukcyjnego. W modelu tym, w sposób regresywny, tj. uogólniając znany implicans, poznaje się im- plicandum: szerszą zazwyczaj (zawsze niewęższą; Wong 1973, s. 313–314) zasadę przyporządkowującą zdarzenie do szerszej klasy zdarzeń, którą można ponownie wykorzystywać jako ustaloną relację – prawo ekonomii ( Zorde 2004, s. 80–84). Ujawnia się tu istota metodologii Samuelsona, który de facto utrzymuje, że ekonomia nie ma mocy wyjaśniającej, lecz jedynie deskryptywną. Wszystko, co potocznie nazywamy wyjaśnieniem, może być tylko szerszym opisem niezmieniającym jakościowo naszej wie- dzy na temat zjawiska, jedynie ujmującym obserwacje w szersze ramy. Od- rzuca on więc zarówno koncepcję Miltona Friedmana mówiącą wyłącznie o użyteczności teorii, abstrahując od logicznej spójności pomiędzy prze- słankami a wnioskami ( Samuelson 1963, s. 231–236), jak i wcześniejszy paradygmat aprioryczny1. Paul Samuelson, pionier matematyzacji ekonomii, jest odpowie- dzialny za formalistyczną rewolucję w ekonomii, w czym inspirował się pracami takich ekonomistów jak Cournot, Jevons, Walras, Pareto, Edgeworth i Fisher ( Landreth, Colander 2005, s. 451). Jego koncepcje teoretyczne cechują się konstrukcją wzorowaną na matematyce sto- sowanej przez fi zyków – zestaw uprzednio ustalonych przesłanek jest analizowany w taki sposób, aby znaleźć związek między nimi a ob- serwowanymi następstwami – konsekwencjami praw ekonomii. Jeżeli uda się odnależć związki pomiędzy przesłankami a podmiotem badań, otrzymamy deskryptywny, szeroki opis występowania danych zjawisk w określonych warunkach. W przypadku Samuelsona będą to stany równowagi rynkowej opisywane za pomocą zestawu „warunków brze- gowych” – warunków koniecznych i dostatecznych dla jej utrzymania ( Glapiński 2005, s. 121). E f e k t y w n o ś ć i d o b r o b y t Kluczowe pojęcia, którymi się posługuje Samuelson jako teoretyk, to koncepcja efektywności oraz zawodności rynku na gruncie nowej ekono- mii dobrobytu. 1 Por. słynne zdanie: „W związku z przesadzonymi konstatacjami, które były cza- sem wygłaszane przez ekonomistów w kwestii siły dedukcji i rozumowania apriorycz- nego – przez ekonomistów klasycznych, Carla Mengera, Lionela Robbinsa z 1932 r., uczniów Franka Knighta, Ludwiga von Misesa – drżę o przyszłość mojej nauki” ( Sa- muelson 1964, tłum. SK). Warto pamiętać, że An Essay on the Nature and Signifi can- ce of Economic Science Robbinsa z 1932 r. stanowił przez lata metodologiczne credo większości ekonomistów. Wspomniany tu Frank Knight nie jest ekonomistą austriac- kim jak pozostali wymienieni autorzy, jego stanowisko metodologiczne jest jednak bliższe austriackiemu niż Samuelsonowskiemu czy Friedmanowskiemu ( Knight 1999, s. 372–394). 98 STANISŁAW KWIATKOWSKI Naturalnym dążeniem ekonomii jest próba ustalenia, jakie są warunki i determinanty dobrobytu społecznego. Aby jednak tego dokonać, nale- ży pamiętać, że obecnie zdecydowana większość szkół ekonomicznych – w tym neoklasyczny główny nurt – przyjmuje explicite, iż wartość, jaką reprezentują dobra, usługi i stany funkcjonowania w społeczeństwie, jest czysto subiektywna, a więc nie można analizować zmian obiektywnie istniejących „utyli”, hipotetycznych jednostek użyteczności. Co więcej, uznaje się, że użyteczność, którą czerpią jednostki, można opisywać je- dynie ordynalnie, a nie kardynalnie. Wiąże się to z historycznymi pró- bami tworzenia rachunku użyteczności przez utylitarystów spod znaku Jeremy’ego Benthama. Zakładał on bowiem, że dobrobyt społeczny jest sumą dobrobytów indywidualnych, co implikuje możliwość sumowania, a więc możliwość ustalenia jednostek użyteczności, co z kolei wymaga pewnej formy kardynalizacji wartości. Jednak obecnie uznaje się, że uży- teczności można jedynie ustalać ordynalnie, co oznacza porządkowanie ich względem siebie bez możliwości orzekania, ile razy użyteczność jedne- go dobra lub usługi przewyższa inne. Metodą badania wzrostu dobrobytu, która zakładała ten specyfi cz- ny agnostycyzm poznawczy, stało się optimum Pareta, konstrukcja ustanowiona przez Vilfreda Pareto w jego Manuel d’economie politique z 1906 roku. Mówi tam, że możemy z pewnością mówić o wzroście do- brobytu społecznego, kiedy nie spada indywidualny dobrobyt żadnego członka zbiorowości, a dobrobyt chociaż jednego z nich rośnie. Unika się w ten sposób, niebezpiecznych z punktu widzenia metodologicznego, interpersonalnych porównań użyteczności. Optimum Pareta nie zostało docenione przez współczesnych mu ekonomistów. Dopiero w 1932 roku, w dziele zatytułowanym An Essay on the Nature and Signifi cance of Econo- mic Science, charakteryzującym ówczesną metodologię i próbującym pod- sumować Methodenstreit ( Huerta de Soto 1998, s. 75–113) – spór o ekono- mię pomiędzy pruską szkołą historyczną a teoretyczną szkołą austriacką – i oddzielić ekonomię naukową od opisowej, przedstawiciel Austriaków Lionel Robbins starał się usunąć na dobre z ekonomii interpersonalne po- równania użyteczności jako nienaukowe. Pozostawił on tylko optymali- zację dobrobytu w myśl optimum Pareto ( Blaug 2000, s. 604–608). Dzieło to odciśnie piętno na całej ekonomii, a wnioski dotyczące analizy zmian poziomu dobrobytu zdominują ją na lata. Samuelson, pomimo wyrażanego wprost krytycznego stosunku do An Essay on the Nature and Signifi cance of Economic Science Robbinsa2, przyj- muje pewne podstawowe założenia wynikające z analizy Robbinsa i Pa- reta. Stosuje on przy tym klasyczną analizę wykorzystującą pojęcie map obojętności, w myśl której w sytuacji wyboru pomiędzy dwiema możli- wościami określanymi w sposób ilościowy (na przykład pomiędzy grusz- kami i jabłkami), można zawsze ustalić zestaw kombinacji ilościowych, 2 Por. przyp. 1. Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji 99 które będą dla podmiotu względem siebie obojętne (3 sztuki dobra A i 2 dobra B mogą być równie użyteczne jak 5 jednostek dobra A i 1 dobra B). Wynika z tego, że nie mając dodatkowego bodźca do podjęcia decyzji, podmiot będzie czerpał taką samą użyteczność ze wszystkich kombina- cji leżących na danej krzywej obojętności. Konsument będzie natomiast zyskiwał przy przechodzeniu na wyższe krzywe obojętności, na ilustracji U1, U2, U3 (kiedy w koszyku będą 3 dobra A i 3 dobra B lub 6 dobra A i 1 dobro B.). Wykres 1. Krzywe obojętności, zgodnie z prawem malejącej użyteczności krańcowej, są wypukłe3 Wpływ Pareta i wieloletniej dominacji metodologicznej austriackiego eseju Robbinsa widać w następującym fragmencie: Jeżeli chcemy wypowiadać normatywne sądy dotyczące względ- nie pożądanej – z punktu widzenia etyki – konfi guracji, w której obrębie pewne jednostki będą na wyższym poziomie obojętno- ści, inne zaś na niższym, potrzebujemy zestawu uporządkowa- nych, międzyludzkich norm lub funkcji dobrobytu społecznego, 3 Należy pamiętać, że jest to przykładowa mapa użyteczności. Pokazane na niej dobra, pomiędzy którymi dokonuje się wyboru, nie są wobec siebie ani doskonałymi substytutami, ani nie są doskonale komplementarne. Gdyby tak było, wtedy kształt krzywych obojętności odbiegałby od pokazanych na rysunku, choć nadal byłyby one wypukłe do dołu lub – w przypadku doskonałych substytutów – byłyby odcinkami (dla uproszczenia rysunku zakłada się doskonałą podzielność dóbr). 100 STANISŁAW KWIATKOWSKI reprezentującej spójny zestaw etycznych preferencji ze wszystkich możliwych stanów systemu. Nie jest „naukowym” celem ekono- misty „dedukowanie” postaci takiej funkcji; może ona mieć tak wiele postaci, jak wiele jest możliwych różnych poglądów na to, co pożądane z punktu widzenia etyki; na potrzeby analizy je- dynym ograniczeniem tej funkcji jest to, że zawsze jej wartość będzie rosła lub malała, kiedy użyteczności dowolnej jednostki będą rosły lub malały, podczas gdy wszyscy pozostali utrzyma- ją się na swoim poziomie obojętności ( Samuelson 1954, s. 387, tłum. SK). M o d e l d ó b r p u b l i c z n y c h Samuelson zakłada w modelu istnienie dwóch typów dóbr, które defi - niuje następująco: dobra konsumpcji prywatnej (ang. private consumption goods), które można rozdzielić pomiędzy jednostki, oraz dobra konsumpcji zbiorowej (ang. collective consumption goods). Ten drugi typ dóbr cechuje się tym, że raz wyprodukowane dobro może być konsumowane przez ko- lejne jednostki przy zerowym koszcie krańcowym takiej konsumpcji ( Sa- muelson 1955, s. 350–356). Klasyczne przykłady podawane przez Samuel- sona i przewijające się później w literaturze to latarnie morskie i obrona narodowa. Raz wybudowana i działająca latarnia morska służy wszystkim przepływającym statkom, niezależnie od ich liczby. Dzieje się tak, ponie- waż światło musi być wyemitowane ze względów bezpieczeństwa, a ko- rzyść odnosi każdy przepływający statek. Podobnie jest z obroną narodo- wą: utrzymywana na danym terytorium chroni wszystkich mieszkańców, niezależnie od ich liczby. Jeżeli cecha ta wystąpi w połączeniu z niemożli- wością wyłączenia kolejnych konsumentów z konsumpcji, otrzymamy tak zwane czyste dobro publiczne. Należy jednak pamiętać, że w pierwotnym ujęciu, zawartym w przeło- mowym The Pure Theory of Public Expenditures, Samuelson zwraca uwa- gę, że jego analiza dotyczy również przypadku, gdy tylko pierwsza cha- rakterystyka – nierywalizacyjność konsumpcji – jest zachowana. To, że w literaturze nierywalizacyjność i niemożliwość wyłączenia z konsumpcji są wymieniane, gdy omawiane są dobra publiczne, jest owocem później- szych analiz innych autorów oraz faktu bardzo częstego współwystępo- wania obu cech ( Hoppe 1989). Także Samuelson zmodyfi kował z czasem nieco swoją defi nicję, co widać w kolejnych wydaniach jego popular- nego podręcznika do ekonomii, gdzie defi nicja dóbr publicznych brzmi następująco: Towary, które mogą być dostarczane wszystkim (w kraju lub mieście), gdy koszt nie jest większy od kosztu koniecznego do dostarczenia ich jednej osobie. Korzyści wynikające z takich dóbr są niepodzielne i ludzi nie można wyłączyć z korzystania z nich. Na przykład środek ochrony Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji 101 zdrowia likwidujący ospę chroni wszystkich, a nie tylko tych, którzy płacą za szczepienia. Są przeciwieństwem dóbr prywatnych, takich np. jak chleb, które skonsumowane przez jedną osobę nie mogą być już konsumowane przez kogoś innego ( Samuelson 1998, s. 509). W artykułach The Pure Theory of Public Expenditures oraz Diagramma- tic Exposition of a Theory of Pubilc Expenditures Samuelson zestawia typo- we założenia neoklasycznej ekonomii matematycznej. Posługuje się wcze- śniej zaprezentowanym w Foundations of Economic Analysis sposobem formułowania warunków brzegowych koniecznych do utrzymania rów- nowagi na rynku jako matematycznie, precyzyjnie określonych. W pierw- szym artykule robi to w sposób analityczny, w drugim zaś grafi czny. Na- leży jednak pamiętać, że co do istoty oba ujęcia nie różnią się – punkty styczności i charakterystyki krzywych prezentowanych w Diagrammatic Exposition… można wyznaczać za pomocą równań różniczkowych, tak jak zostało to zrobione w The Pure Theory… Zaprezentujemy teraz nowe przedstawienie modelu Samuelsona, bliż- sze duchem ujęciu w drugim artykule i łatwiej poddające się analizie. Przedstawmy najpierw ostateczne dane (ang. ultimate given) opisują- ce świat, który będziemy analizować. Świat ten składa się z dwóch kon- sumentów opisanych mapami krzywych obojętności pomiędzy dobra- mi publicznymi a prywatnymi. Umieśćmy dobra prywatnie i publicznie konsumowane odpowiednio na osi pionowej i poziomej – indeks górny będzie odróżniał pierwszego konsumenta (1) od drugiego (2), indeks dol- ny odróżnia dobro prywatne (1) od dobra publicznego (2). Konwencja ta, przejęta z Diagrammatic Exposition…, zostanie zachowana na wszystkich wykresach. Takie hipotetyczne krzywe mogą wyglądać następująco: Wykres 2. Fragment hipotetycznej mapy użyteczności konsumenta (1) Wykres 3. Fragment hipotetycznej mapy użyteczności konsumenta (2) 102 STANISŁAW KWIATKOWSKI Następnie obiektywnie dane warunki technologiczne oraz rzadkość dóbr produkcyjnych determinują stopę transformacji, którą obrazuje kształt krzywej możliwości produkcyjnych. Krzywa ta pokazuje koszt al- ternatywny produkowania dóbr prywatnych kosztem dóbr publicznych, i na odwrót. Będziemy również potrzebowali „nienaukowej” mapy społecz- nej użyteczności. Kiedy będziemy znali już możliwą wysokość produkcji efektywnej w sensie Pareto, pozwoli nam to dokonać pierwotnej dystry- bucji dóbr pomiędzy konsumentów zgodnie z „użytecznością społeczną”, od której będzie zależała ostateczna wysokość produkcji dóbr publicznych i prywatnych. Wykres 4. Krzywa możliwości Wykres 5. „Nienaukowe” krzywe produkcyjnych, dla dóbr publicznych i prywatnych użyteczności społecznej Samuelson nazywa te mapy „nienaukowymi”, ponieważ jego zdaniem rola wolnej od wartościowania ekonomii nie polega na wypowiadaniu się na temat preferowanego stanu pierwotnej dystrybucji dóbr. Co więcej, na osiach pojawiają się użyteczności konsumentów pierwszego i drugie- go, które powinny być ordynalne. Uszeregowanie obu użyteczności na osi wymaga jednak jakiejś formy kardynalizacji. Samuelson twierdzi tym- czasem, że jest to jedynie monotoniczne przekształcenie, niezmieniające istoty ordynalnych krzywych użyteczności – punkty na płaszczyźnie nie oznaczają bowiem wielokrotności danych wartości, lecz jedynie umiesz- czenie na kolejnej, ordynalnej krzywej obojętności indywidualnego kon- sumenta. Hipoteza Samuelsona dotycząca „społecznych krzywych obo- jętności” US1, US2, US3 mówi więc, że z punktu widzenia społeczeństwa może być obojętne, czy „koszyk” użyteczności konsumentów składa się z konsumentów o użyteczności z krzywej trzeciej i piątej, czy – na przykład – pierwszej i dziewiątej, czyli że możliwe jest zastępowanie użyteczności Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji 103 jednych użytecznością innych. Ponieważ rozważania takie stanowią do- menę etyki, a nie ekonomii, Samuelson wyłącza je z badań. Pozostawia je jednak jako narzędzie analityczne, które pozwala sformułować to, co moglibyśmy powiedzieć, gdyby ostateczną daną były również – nieznane obecnie – „społeczne” preferencje dotyczące dystrybucji. Samuelson wykonuje następnie eksperyment myślowy, dzięki któremu będzie badał, jak wyglądałaby produkcja dóbr publicznych i prywatnych, gdyby chcieć utrzymać drugiego konsumenta na danej krzywej obojętności. Załóżmy, że będzie to krzywa U12. Nakładając tę krzywą na krzywą moż- liwości produkcyjnych i odejmując je pionowo, możemy ustalić, jak dużo dóbr prywatnych pozostałoby dla pierwszego konsumenta przy każdym hi- potetycznym poziomie produkcji dobra publicznego utrzymującego drugie- go konsumenta na poziomie U12. Ilustrują to poniższe wykresy. Odejmując pionowo krzywe na wykresie 6, otrzymujemy ilości dóbr prywatnych pozo- stałych dla konsumenta pierwszego, przedstawione na wykresie 7. Stanowi ona dla konsumenta pierwszego swoistą krzywą ograniczenia budżetowego lub też krzywą możliwości produkcyjnych dóbr prywatnych, utrzymującą użyteczność drugiego konsumenta na poziomie U12: Wykres 6. Nałożenie wybranej krzywej użyteczności konsumenta (2) na krzywą możliwości produkcyjnych Wykres 7. Ilości dóbr prywatnych pozostałych dla konsumenta (1), przy których konsument (2) utrzymany zostaje na poziomie użyteczności U12 Na krzywą możliwości produkcyjnych utrzymującą drugiego konsumen- ta na poziomie U12 możemy nałożyć mapę użyteczności pierwszego konsu- menta, aby określić, na jakim najwyższym poziomie możemy ustalić jego konsumpcję dóbr publicznych i prywatnych, aby drugi konsument nic nie stracił. Zauważmy, że jest to – zgodnie z postulatami Robbinsa – rozwiązanie 104 STANISŁAW KWIATKOWSKI Pareto-optymalne. Co więcej, trzeba pamiętać, że ilość wyprodukowanego raz dobra publicznego nie podlega rywalizacyjnej konsumpcji, a więc pla- suje obu konsumentów na poziomie użyteczności czerpanym z konsumpcji całości tego dobra. Na wykresie 9 nałożymy ten wynik na oryginalną krzy- wą możliwości produkcyjnych, co pokaże nam poziom produkcji dobra pu- blicznego oraz podział pozostałych dóbr prywatnych. Wykres 8. Dla danej użyteczności konsumenta (2), użyteczność konsumenta (1) zostaje zmaksymalizowana w punkcie styczności (b1, a) Wykres 9. Możliwe do wyprodukowania dobra publiczne zostają skonsumowane przez obu konsumentów nierywalizacyjnie na poziomie a. Dobra prywatne konsumowane są rywalizacyjnie, na poziomie b1 dla konsumenta (1) i b2 dla konsumenta (2) Widzimy więc, że najwyższa możliwa krzywa użyteczności pierwszego konsumenta to krzywa U11. Aby ją osiągnąć, należy produkować a dóbr publicznych i b1 dóbr prywatnych dla pierwszego konsumenta i b2 dóbr prywatnych dla drugiego konsumenta. W ten sposób utrzymując konsu- menta drugiego na poziomie U12, znaleźliśmy Pareto-optymalny podział dóbr pomiędzy dobra publiczne i prywatne oraz dystrybucję dóbr prywat- nych gwarantującą pierwszemu konsumentowi najwyższą możliwą uży- teczność U11. Jednak nie jest to koniec rozważań. Nasze początkowe założenie o utrzy- maniu drugiego konsumenta na poziomie U12 było czysto arbitralne. W rzeczywistości moglibyśmy przedstawić podobną analizę dla wszystkich poziomów obojętności (U22, U32, itd.) możliwych do uzyskania przez dru- giego konsumenta, niewykraczających w całości poza krzywą możliwości produkcyjnych. Potrzebne jest nam kryterium dyskryminujące, mówiące o tym, jaki poziom użyteczności byłby preferowany dla obu konsumentów, Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji 105 ze świadomością, że spadanie na niższe krzywe obojętności przez jednego z nich oznaczałoby wspinanie się na wyższe krzywe przez drugiego. Powtarzając powyższe rozumowanie w odniesieniu do wszystkich po- ziomów użyteczności drugiego konsumenta, otrzymamy pary poziomów użyteczności czerpanych przez obu konsumentów. Możemy wykreślić je na nietypowej krzywej możliwości produkcyjnej, przedstawiającej możli- wość „produkowania” użyteczności dla konsumentów, zwaną teraz krzywą U1U2. Jej krzywiznę determinują wyżej modelowane czynniki – indywidu- alne mapy użyteczności i krzywa możliwości produkcyjnych. Obrazuje ona koszt alternatywny między podwyższaniem poziomu użyteczności jednego z konsumentów kosztem drugiego. Wszystkie one reprezentują Pareto-opty- malne poziomy produkcji dóbr publicznych i prywatnych. Co więcej, pamię- tając o hipotezie „społecznych krzywych użyteczności”, możemy znaleźć punkt styczności pomiędzy krzywą U1U2 a najwyższą społeczną krzywą użyteczności. W ten sposób z całej rodziny Pareto-optymalnych poziomów produkcji – do której należała również ustalona wcześniej para (U21, U12) – Samuelson wybiera ten, który jest najbardziej społecznie pożądany: Wykres 10. Wklęsła krzywa możliwości „wyprodukowania” danych par użyteczności dla dwóch konsumentów. Punkt styczności z krzywą US2 z wykresu 5 maksymalizuje „użyteczność społeczną” 106 STANISŁAW KWIATKOWSKI W naszym przykładzie najwyższą krzywą okazała się US2, a pozioma- mi użyteczności obu konsumentów para poziomów (U11, U22). Na tej pod- stawie Samuelson cofnąłby się do początku modelu, nałożył na podsta- wową krzywą możliwości produkcyjnych krzywą U12, odjął je pionowo, znalazł punkt styczności krzywej po odjęciu z krzywą U22 i w ten sposób ustaliłby społecznie pożądaną ilość dóbr publicznych i podział pozosta- łych dóbr prywatnych pomiędzy obu konsumentów. Ten formalny model i wnioski z niego wyciągnięte są obecne w więk- szości współczesnych podręczników mikroekonomii. W wyniku wspólnej konsumpcji dóbr i nieefektywności pobierania opłaty za produkt, którego krańcowy koszt produkcji jest zerowy, Samuelson i wraz za nim wielu in- nych teoretyków twierdzą, że nie jest możliwe zdecentralizowane rynkowe dostarczanie owych dóbr4. Z jednej strony zdecentralizowane jednostki nie zdołają pobierać opłat na utrzymanie produkcji od podmiotów korzy- stających z dobra dzięki „efektowi gapowicza”, a więc wolny rynek nie może dostarczyć ilości dóbr odpowiadających krzywej U1U2. Z drugiej zaś strony, jeżeli państwo fi nansowałoby dostarczanie dóbr publicznych, mogłoby ono, z braku orientowania swoich działań na zysk, alokować swoje usługi „za darmo”, to jest po pokryciu kosztów wyprodukowania dobra, ustalić jego cenę zgodnie z modelem, a więc opierając się na koszcie krańcowym równym zero. Według Samuelsona to by wystarczało, żeby nakazać produkcję dóbr publicznych – a tym samym uruchomić efekt wy- pierania środków produkcji z rynku dóbr prywatnych – na jednym z po- ziomów odpowiadającym użytecznościom z krzywej U1U2, zależnie od ustalonej mapy społecznej użyteczności. Konkluzja Samuelsona jest więc następująca: choć – jak wiemy – okre- ślone dobra są nam potrzebne i zwiększyłyby nasz dobrobyt, to jednostki, które racjonalnie rozumują i kierują się własnym interesem, nie są w sta- nie osiągnąć optymalnego wyniku. Również najprostsze wykorzystanie przedstawionego modelu nie jest możliwe ze względu na niepożądane skutki procesu politycznego, jaki trzeba by uruchomić, by państwo pro- dukowało dobra publiczne. Samuelson sugeruje więc, żeby posłużyć się strategiami zastępczymi, które pozwalałyby osiągnąć jakiś poziom pro- dukcji dóbr publicznych, co zbliżyłoby nas do krzywych US2 ( Samuel- son 1958, s. 334). Stosowanie neoklasycznego opisu świata doprowadziło Samuelsona do stwierdzenia nieskuteczności prywatnych rozwiązań dla maksymalizacji użyteczności. 4 Dotyczy to wszystkich popularnych podręczników, poczynając od Samuelso- na, poprzez podręczniki Stiglitza, Begga et al. oraz polskie Czarnego i Rapackiego. Wyjątkiem od tej reguły jest nietypowy podręcznik teoretyczno-historyczny Blauga, w którym autor w ogóle nie zajmuje się modelem Samuelsonowskim, lecz odwołuje się do starszych teoretyków dóbr publicznych, a także – co niespotykane – do po- tencjalnego prywatnego rozwiązania problemu dóbr publicznych w ujęciu Ronalda Coase’a ( Blaug 2000, s. 600–601). Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji 107 Te o r e t y c y a u s t r i a c k i e j s z k o ł y e k o n o m i i O s i ą g n i ę c i a s z k o ł y a u s t r i a c k i e j a t e o r i a p r y w a t n e j i p u b l i c z n e j p r o d u k c j i Austriacka szkoła ekonomii narodziła się w intelektualnym tyglu dru- giej połowy XIX wieku, w Wiedniu. Działający tam Carl Menger, profesor Uniwersytetu Wiedeńskiego, wydał w 1871 roku Grundsätze der Volkswirt- schaftslehre („Zasady ekonomii”)5. Tym samym nieświadomie przyłączył się do tzw. rewolucji marginalistycznej, którą współtworzyli z nim – rów- nież nieświadomi wzajemnie istnienia swoich dzieł – William Stanley Je- vons i Léon Walras. Rewolucja ta, po silnej matematycznej formalizacji wbrew duchowi analizy Mengera, stanie się podstawą budowania modeli równowagowych na podstawie wartości krańcowych, a więc z użyciem równań różniczkowych, jak życzył sobie tego później Samuelson. Ponadto Menger rozpoczął tzw. Methodenstreit – spór o metodę – wieloletnią deba- tę między teoretyczną szkołą austriacką a niemiecką szkołą historyczną, w której stawką był status ekonomii jako nauki. Jak twierdzili Carl Men- ger, Eugen Böhm-Bawerk i Ludwig von Mises, jeden z najwybitniejszych Austriaków, ekonomia była nauką zwiększającą poznanie w ogóle, czyli pozwalającą analizować zjawiska gospodarcze ze względu na ich przyczy- nowo-skutkową „esencję”, niezależnie od czasu, w którym następowały. Tymczasem Gustav von Schmoller i inni historycyści, członkowie szkoły zwanej przez Misesa „samozwańczą intelektualną strażą przyboczną dy- nastii Hohenzollernów” ( Mises 2008), określali ekonomię jako deskryp- tywną dziedzinę poznania, zajmującą się gospodarką w konkretnych uwarunkowaniach historycznych ( Landreth, Colander 2005, s. 348–351). Dalekim echem tej debaty będzie również stanowisko Samuelsona, któ- ry uważał, że twierdzenia ekonomii są coraz szerszymi opisami, które ja- kościowo nie zmieniają naszej wiedzy, lecz jedynie pozwalają dostrzec je w szerszym kontekście zdarzeń, czyli niejako kiedy występują, nie zaś dla- czego występują, jak chcieliby Austriacy. Przywiązanie szkoły austriackiej do werbalnej, logicznej metody poznawczej opisującej związki przyczyno- wo-skutkowe wypchnęło jej teorie poza mainstream ekonomiczny. Relacje funkcyjne zaś, łatwe do spisania językiem matematyki i nieprzedstawia- jące świata w kategoriach wynikania przesłanek ze skutków stosowane przez Samuelsona, lecz umożliwiające analizę przypominającą badanie zjawisk fi zycznych, pozbawionych czynnika wolnej woli, stały się jednym z fundamentów budowy „naukowej” ekonomii. Jej przeciwieństwem była ekonomia polityczna, zepchnięta do lamusa historii nauki i obejmująca również wiele osiągnięć Austriaków ( Huerta de Soto 1998). Ważnym wkładem szkoły austriackiej była też debata z ekonomiczny- mi podstawami wszelkiego rodzaju projektów socjalistycznych, rozpoczęta 5 Tu posłużymy się cytatami z wydania amerykańskiego ( Menger 2007). 108 STANISŁAW KWIATKOWSKI przez Eugena von Böhm-Bawerka, ucznia Mengera, w jego słynnym Zum Abschluss des Marxschen Systems ( Böhm-Bawerk 1949), konty- nuowana przez Misesa i Hayeka, którzy udowadniali, że efektywna kalkulacja ekonomiczna jest niemożliwa w ustroju pozbawionym wła- sności prywatnej. Co więcej, według Hayeka wiedza ekonomiczna jest zawsze rozproszona ( Kwaśnicki 1996, s. 77), a więc organy centralne nie mogą – nawet z założeniem ich dobrej woli – ustalić, czego będą chcieli poszczególni konsumenci i jak pogodzić ich, często sprzeczne, preferencje. Będą oni stosowali argumentację z debaty kalkulacyjnej, aby wielokrotnie udowadniać niemożliwość efektywnej alokacji dóbr przez państwo. Widać więc, że metodologiczne skupienie się na mikroekonomicz- nych podstawach ekonomii nie przeszkodziło Austriakom w wyciąga- niu makroekonomicznych wniosków. Teoria dóbr publicznych, którą się tutaj zajmujemy, dotyczy raczej sfery mikroekonomii. Austriacy próbo- wali włączyć się ze swoimi koncepcjami do głównego nurtu ekonomii z o wiele gorszym skutkiem, przypuszczalnie ze względu na swoje ra- dykalne wnioski, sprzeczne z nurtem Samuelsonowskim i podważające samą istotę teorii. Ostatnie pokolenie Austriaków to, w głównej mierze, amerykańscy uczniowie Israela Kirznera, profesora Uniwersytetu Nowo- jorskiego, wybitnego teoretyka problemu przedsiębiorczości ( Douhan, Eliasson, Henrekson 2007, s. 213–223), i Murraya Rothbarda, jednego z najwierniejszych uczniów Misesa, ekonomisty, historyka, twórcy anar- chokapitalizmu – radykalnie wolnorynkowego nurtu odrzucającego ist- nienie państwa na rzecz instytucji czysto rynkowych ( Antonów 2004, s. 216). Duży wpływ tych autorów da się zauważyć w pracach Walte- ra Blocka, Hansa-Hermanna Hoppego, Larry’ego Sechresta, Roberta P. Murphy’ego i innych teoretyków zajmujących się problematyką dóbr publicznych w tradycji austriackiej. M e t o d o l o g i a s z k o ł y a u s t r i a c k i e j Austriacy w swoich pracach bardzo dużo miejsca poświęcają meto- dologii, przypuszczalnie dużo więcej niż inne szkoły ekonomii. Z jed- nej strony prowadzi to do wysokiego poziomu świadomości problemów metodologicznych wśród reprezentantów tej szkoły. Z drugiej zaś, jak pisał Bryan Caplan, profesor ekonomii w eklektycznym George Mason University, eks-Austriak, obecnie krytyk Austriaków z perspektywy neoklasycznej: (...) Zbyt duża grupa Austriaków nie zajmuje się w ogóle ekonomią, a raczej meta-ekonomią: fi lozofi ą, metodologią i historią myśli. (...) Neoklasyczni ekonomiści idą zbyt daleko, pozbywając się prawie całkowicie meta-ekonomii z obszaru zainteresowań, ale z pewno- ścią można mieć podejrzenia wobec akademików, którzy mówią Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji 109 o ekonomii, praktycznie jej nie uprawiając. Parafrazując Deng Xiaopinga, „Nie powinno się mówić o metodologii każdego dnia. W prawdziwym życiu nie wszystko jest metodologią” ( Caplan 1997, tłum. SK). Metodologia szkoły austriackiej wywodzi się od Carla Mengera, który w Principles of Economics, dziele przełomowym zarówno dla szkoły au- striackiej, jak i dla historii myśli ekonomicznej w ogóle, zwracał uwagę, że ekonomia jako nauka badająca zachowania ludzi musi zajmować się przyczynowo-skutkowymi zależnościami6, co pozwoli wyjść poza proste matematyczne związki dające się obserwować w gospodarce i analizować samą „naturę (czy też esencję) zjawisk gospodarczych”7. Mengerowską metodologię można określić jako aprioryczną, co wprost sformułował jako pierwszy Ludwig von Mises. Mises miał zamiar nazwać gałąź nauki, do której zaliczał ekonomię – i zarazem metodę całej tej gałęzi – „socjo- logią”, jednak ze względu na coraz szersze wykorzystanie tego terminu w sensie, w jakim znamy go dzisiaj, użył terminu „prakseologia” ( Hüls- mann 2007, s. 594), mającego oznaczać „ogólną teorię ludzkiego działa- nia” ( Mises 2007, s. 3). Owa prakseologia miała być systemem „syntetycz- nych postulatów a priori, niezależnych od obserwacji i zawsze empirycznie prawdziwych” ( Zorde 2004, s. 92), następujących po sobie i wynikających z „ostatecznie danych” pojęć, takich jak np. fakt, że człowiek działa ( Zor- de 2004, s. 14–16). Mises szeroko prezentował swoje stanowisko meto- dologiczne w innych dziełach, zwracając uwagę na to, że „czysta teoria” ekonomii musi być apriorycznie opracowana, zanim podejmie się próbę interpretacji wydarzeń historycznych, które są celem nauki ekonomii ( Mi- ses 1957), oraz na specyfi czne problemy poznawcze dotyczące ekonomii, odróżniające ją od innych nauk ( Mises 1960). To stanowisko, podkreślają- ce znaczenie subiektywizmu i indywidualizmu metodologicznego, zostało utrzymane w szkole austriackiej aż do dziś, bez względu na metodologicz- ne kontrowersje, pochodzące z wewnątrz, jak i z zewnątrz szkoły8. 6 Por.: „Wszystkie rzeczy podlegają prawu przyczyny i skutku. Ta wielka zasada nie zna wyjątków, i byłoby próżnym trudem szukać przykładów jej zaprzeczających w obrębie naszego doświadczenia” ( Menger 2007, s. 51, tłum. SK). W podobnym to- nie wypowiadał się wybitny polski ekonomista, Adam Heydel, o którym w tej książce pisze Wojciech Paryna. 7 Z listu Carla Mengera do kolejnego z uznanych twórców rewolucji marginali- stycznej i jednego z twórców silnie zmatematyzowanej wersji ogólnej teorii równowa- gi Léona Walrasa (za: White 1977, s. 8, tłum. SK). 8 Do najistotniejszych należy tzw. inwazja hermeneutyczna w ekonomię austriac- ką, której przewodził Don Lavoie ( Rothbard 2007; Gordon 1986), kontrowersja wo- kół Friedricha von Hayeka dotycząca tego, czy jest on popperystą-falsyfi kacjonistą, ( Hennecke 2007; van den Hauwe 2007), oraz wątpliwości dotyczące podłoża fi lozo- fi cznego aprioryzmu – czy jest to aprioryzm czysto kantowski ( Hoppe 1995), czy też raczej aprioryzm refl eksyjny ( Smith 1990). 110 STANISŁAW KWIATKOWSKI Te o r i a d ó b r p u b l i c z n y c h u A u s t r i a k ó w Austriacy zgadzają się z Samuelsonem co do tego, że takie specyfi czne dobro jak dobro publiczne może istnieć, czyli że dopuszczenie krańcowe- go konsumenta do konsumpcji dobra po jego wyprodukowaniu będzie się wiązało z zerowym kosztem. Twierdzą jednak, że taka defi nicja dóbr pu- blicznych nie rodzi szczególnych problemów z dostarczaniem ich na warun- kach rynkowych (w porównaniu z dobrami prywatnymi w sensie Samuel- sonowskim). Klasyczny jest tu przykład Waltera Blocka, który w artykule Public Goods and Externalities: The Case of Roads argumentuje, że na mocy defi nicji Samuelsona i jej rozpatrywania w kategoriach korzyści zewnętrz- nych ekonomista musi dojść do konkluzji, że zdecentralizowane, rynkowe dostarczanie skarpetek uczestnikom rynku jest nieefektywne i że jedynie stosując zasady wyłożone przez Samuelsona w The Pure Theory of Public Expenditures, można je efektywnie produkować. Dobra prywatne również generują wiele korzyści zewnętrznych, z których korzystają strony trzecie bez udziału w kosztach: Weźmy przykład oczywistego dobra prywatnego – skarpetek. Po pierwsze, pojawia się kwestia zdrowotna. Ludzie, którzy nie noszą skarpetek, są bardziej narażeni na przeziębienie, obolałe stopy, od- ciski, a być może także zapalenie płuc. A choroby te oznaczają stratę roboczodniówek i mniejszą produkcję; mogą skutkować podwyższe- niem opłat lekarskich i zwiększeniem składek ubezpieczeniowych osób ubezpieczonych zdrowotnie ze względu na choroby zakaźne; zwiększony popyt na usługi lekarskie będzie oznaczał pogorszenie jakości opieki zdrowotnej dla innych. Co więcej, pojawia się pro- blem estetyczny: wielu ludzi czuje się urażonych widokiem bosych stóp. Restauratorzy zabraniają bosych stóp w swoich lokalach, przy- puszczalnie dlatego, aby utrzymać część wrażliwej na ten problem klienteli. (...) Problem w żadnym razie nie ogranicza się do skarpe- tek, gdyż wszystkie dobra prywatne w jakiś sposób wpływają na postronnych. Czytelnik jest zachęcany, by znaleźć przykład dobra prywatnego, które nie będzie generowało „przelewania” korzyści na strony trzecie (ang. spillover eff ects). (...) Jednak wielu ekonomistów nadal twierdzi, że samo występowanie korzyści zewnętrznych jest dowodem na występowanie niedoskonałości rynku, na które jedyną odpowiedzią są interwencje państwa ( Block 1983, s. 3, tłum. SK). Block stosuje nieskomplikowany dowód nie wprost, wykazując, że z poznawczego punktu widzenia zarówno dobra publiczne, jak i prywatne dysponują tym samym zestawem charakterystyk, które, według Samuel- sona, uniemożliwiają ich efektywne dostarczanie przez rynek. Nie jest to, rzecz jasna, dowód na to, że rynek jest w stanie efektywnie dostarczać dóbr publicznych, lecz jedynie wskazanie na wewnętrzną sprzeczność Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji 111 w argumentacji Samuelsona, który uznaje za pewne to, że dobra prywatne są dostarczane przez rynek efektywnie. Należy tu zwrócić uwagę, że Austriacy kładą szczególny nacisk na potrze- by, które są zaspokajane przez dane dobra. W przykładzie dotyczącym skar- petek okazuje się, że dobro, które wydawało się czysto prywatne, świadczy w rzeczywistości dwa typy usług: prywatne, z których korzysta ich nabywca; oraz publiczne, generowane jako pozytywny efekt zewnętrzny. Mechanizm ten może więc być wykorzystany do dostarczania dóbr publicznych. Podob- nie argumentuje Daniel Klein w artykule Tie-Ins and the Market Provision of Public Goods. Nie będąc ekonomistą austriackim, dochodzi on do wniosku, że wiele dóbr publicznych w sensie Samuelsonowskim może być i jest dostar- czane w sposób efektywny poprzez celowe ich powiązanie z dobrami prywat- nymi ( Klein 1987). Pomoc techniczna dla programów komputerowych jest łączona z zakupem oprogramowania, które przed opracowaniem technolo- gii utrudniających kopiowanie było w dużym stopniu dobrem publicznym. Sygnał telewizyjny, nadawany do wszystkich potencjalnych odbiorców bez możliwości wyłączenia kogokolwiek z jego odbioru, jest wiązany z reklamami nadawanymi pomiędzy programami, które są sprzedawane przedsiębiorcom jako dobro całkowicie prywatne ( Holcombe 2007, s. 7–8). Przykłady można mnożyć. Jak zwraca uwagę Randall Holcombe, nie oznacza to, że prywatne dostarczanie takich dóbr jak sygnał telewizyjny czy program komputerowy stanowi dowód na możliwość dostarczania wszelkich innych dóbr – takich jak na przykład obrona narodowa – w sposób prywatny. Można bowiem wskazać wiele cech odróżniających obronę narodową od sygnału telewizyjnego, które utrudnią jej dostarczenie przez podmioty prywatne. Nie to jest jednak istotą tej krytyki Samuelsonowskiej wizji. Holcombe zwraca uwagę, że: Jakiekolwiek różnice pomiędzy oprogramowaniem komputerowym a obroną narodową są całkowicie nieistotne dla naszej dyskusji. Problem nie polega na tym, czy obrona narodowa bądź jakiekol- wiek inne dobro mogą być dostarczane przez rynek, ale na tym, czy dobra publiczne defi niowane jako wspólnie konsumowane dobra, z których konsumpcji nie da się wyłączyć pojedynczych podmiotów, mogą (podkreślenie SK) być dostarczane przez rynek. Przykłady ta- kie jak oprogramowanie czy sygnał radiowy wskazują, że tak jest. A więc jeśli rządowa produkcja obrony narodowej (czy jakiegokol- wiek innego dobra) jest konieczna ze względu na efektywność, nie wynika to stąd, że jest to dobro publiczne. Jeżeli korzysta się z defi - nicji dóbr publicznych takiej, jaką formułują ekonomiści, dobra pu- bliczne mogą być i są dostarczane przez rynek w sposób efektywny. Teoretyczne argumenty wspierają tę tezę, przykłady zaś pokazują, że dzieje się tak w praktyce ( Holcombe 2007, s. 8, tłum. SK). A więc zgodnie z analizą austriacką, defi nicja, na której Samuelson opiera swoją teoretyczną konstrukcję, jest niekompletna. Ostateczne 112 STANISŁAW KWIATKOWSKI wnioski z The Pure Theory of Public Expenditures okazują się nieprawdzi- we, przynajmniej dla niektórych dóbr publicznych. Tym samym Austriacy dowodzą, że natura dóbr publicznych w rozumieniu mainstreamowym nie powoduje konieczności dostarczania ich przez państwo. Niektórzy Austriacy, atakując mainstreamowe postawienie problemu, idą dalej. Korzystając ze specyfi ki tradycji austriackiej, stosują charak- terystyczną, subiektywistyczną defi nicję dobra, stworzoną przez Carla Mengera we wzmiankowanych Principles Economics. Na przykład Larry Sechrest stwierdza, że samo ujęcie pewnych świadczeń dostarczanych przez państwo jako „dóbr” jest mylące – niezależnie od tego, czy mają to być dobra publiczne, czy też prywatne. Dobra publiczne są według niego „podkategorią szerszego zbioru”, czyli dóbr w sensie ogólnym. Jeżeli więc z jakichś przyczyn świadczenie produkowane przez państwo nie będzie dobrem w sensie ogólnym, nie może być dobrem publicznym ( Sechrest 2003, s. 52). Argument brzmi następująco: jak udowadniał Menger, aby nazwać coś dobrem, muszą być spełnione 4 warunki. ( Menger 2007, s. 52). Po pierwsze, musi istnieć potrzeba ludzka. Po drugie, dana rzecz musi mieć takie cechy, aby można było użyć tej rzeczy do zaspokojenia danej potrzeby. Po trzecie, konsument musi wiedzieć o tych cechach. I po czwarte, musi mieć możliwość zastosowania danej rzeczy do zaspokoje- nia potrzeby, zgodnie ze swoją wiedzą. Z bycia dobrem wyklucza to, na przykład, planetę Neptun, ponieważ nawet jeżeli ktoś odczuwa potrzebę spaceru po Neptunie, wie o tym, że taka planeta istnieje i że spacer ten zaspokoiłby tę potrzebę, to przy obecnym stanie rozwoju technologicz- nego nie istnieją możliwości realizacji tej potrzeby przez konsumenta. Idąc tym tokiem rozumowania, Sechrest zwraca uwagę, że aby dobro można było ekonomizować, musi go być mniej, niż jest to konieczne do zaspokojenia wszystkich potrzeb. To z kolei wyklucza z bycia do- brem ekonomicznym na przykład powietrze, klasycznie uznawane przez ekonomistów za dobro powszechne, czy też dobro wolne. Sechrest od- wołuje się następnie do tak zwanego problemu pryncypała–agenta. Jest to klasyczny problem teorii organizacji, mówiący o różnicach między celami, do których dąży agent, a celami pryncypała, na rzecz którego agent powinien działać9. O ile Austriacy twierdzą zazwyczaj, że w przy- padku wolnorynkowego ładu typowe narzędzia kalkulacji ekonomicz- nej pozwolą przedsiębiorcy na przezwyciężenie możliwych problemów związanych z konfl iktem interesów i oceny efektywności pracownika ( Foss 1994), o tyle problem zlecania wykonawstwa usług państwu łączy się z problemem pryncypała–agenta. Oznacza to, że produkowane przez państwo świadczenie nie jest ani dokładnie tym świadczeniem, którego życzą sobie jego konsumenci, ani nie zaspokaja ich potrzeb, ani nie mają oni dostatecznego wpływu na dane świadczenie, by nazwać je dobrem ( Sechrest 2003, s. 6). 9 Klasyczne przedstawienie teorii można znaleźć w: Laff ont, Martimort 2002. Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji 113 Podobne rozważania dotyczące pojęcia „dobra”, odwołujące się bez- pośrednio do ekonomii dobrobytu można znaleźć u innego Austria- ka, Hansa-Hermanna Hoppego, który obok kategorii dóbr, wprowadził tzw. zła (ang. bads, w przeciwieństwie do goods). Co prawda zgadzał się z tym, że z punktu widzenia defi nicji coś takiego jak dobro publiczne ist- nieje, jednak jako uczeń Murraya Rothbarda kierował się jego analizą eko- nomii dobrobytu, która prowadzi do wniosku, że nie każde świadczenie, którego jest się odbiorcą, prowadzi do zwiększenia dobrobytu, zarówno indywidualnego, jak i społecznego ( Rothbard 1956). Rothbard próbował tak zrekonstruować teorię dobrobytu na gruncie austriackim, aby uniknąć wszystkich założeń, które stosują w swoich teo- riach neoklasycy, a których unikają Austriacy. Jego teoria opierała się na dwóch podstawowych elementach: demonstrowanej preferencji ex ante i rozwiązaniach optymalnych w sensie Pareto. Według Rothbarda, aby pozostać w obrębie naukowej analizy, można mówić o wzroście dobro- bytu tylko wtedy, kiedy zaobserwujemy akt dobrowolnej wymiany ryn- kowej, który będzie implikował wzrost użyteczności czerpanej z dóbr dla obu stron wymiany – inaczej do wymiany by nie doszło. Jeżeli natomiast transfer bogactwa jest wymuszony, nie wiadomo, czy którakolwiek strona na tym zyskuje, jeżeli żadna z nich nie zademonstrowała swoich preferen- cji10. Z pewnością natomiast traci na niej ta strona, której pozbawia się bogactwa, bo gdyby w jej interesie było zmniejszenie zasobu posiadanych przez nią dóbr, zrobiłaby to dobrowolnie. Zatem na gruncie efektywności w sensie Pareto rozwiązania Pareto-optymalne to takie, wskutek których nikt nie traci i przynajmniej jedna ze stron zyskuje. Rothbard zwraca uwa- gę, że ekonomiści mogą wypowiadać się jedynie na temat użyteczności ex ante – czyli o oczekiwaniu uczestnika rynku, że będzie czerpał korzyść z dobra, które stara się uzyskać – i stwierdza, że wyłącznie dobrowolne transakcje optymalizują dobrobyt społeczny w sensie Pareto, natomiast przymusowe, państwowe transfery nie mogą tego zapewnić ( Rothbard 1956, s. 224–263). Idąc tym tropem, Hoppe zwraca uwagę, że de facto transfery państwo- we będą co najwyżej utrzymywały dobrobyt społeczny na niezmienionym poziomie, a najprawdopodobniej będą go zmniejszały ze względu na pro- dukcję dóbr – czy też, jak stwierdza, „zeł” publicznych, na które zapotrze- bowanie nie zostało zademonstrowane przez dobrowolną wymianę. Co 10 Pojawia się problem, gdy benefi cjent redystrybucji demonstruje chęć bycia jej odbiorcą, co w rzeczywistości zdarza się dość często. Co więcej, nawet czysto hi- potetyczna możliwość bycia odbiorcą redystrybuowanych dóbr, bez deklarowania preferencji, aby nim być, powoduje problemy z Rothbardowską teorią dobrobytu: czy bowiem bycie odbiorcą przelewu bankowego nie jest korzyścią, nawet jeżeli nie zrobiliśmy niczego, aby go otrzymać? Więcej o problemach z Rothbardowską teorią dobrobytu w: Kvasnička 2008, s. 41–52. 114 STANISŁAW KWIATKOWSKI ciekawe zastosowana tu koncepcja demonstrowanej preferencji wywodzi się od samego Samuelsona11. Jeszcze inne podejście do krytyki Samuelsonowskiej teorii dóbr pu- blicznych prezentuje Randall Holcombe w artykule Why does Govern- ment Produce National Security ( Holcombe 2008). Zwraca w nim uwa- gę na pewne istotne założenia, które implicite zawarte są w teorii dóbr publicznych. Przede wszystkim, jak twierdzi Holcombe, w teorii dóbr publicznych tkwi nienaukowe założenie dotyczące motywacji uczest- ników rynku. Z jednej strony powiedziane jest, że jednostki, kierujące się w działaniu własnym interesem, nie zdołają zorganizować się w celu produkcji dóbr publicznych ze względu na efekt gapowicza. Z drugiej strony jednostki należące do scentralizowanego aparatu państwowego są w stanie zorganizować ich produkcję. Co więcej, będą dostarczać je efek- tywnie, nie czerpiąc z tego bezpośrednich zysków. Są to, de facto, dwa założenia. Pierwsze dotyczy zmian w zachowaniu człowieka ze względu na jego umiejscowienie w systemie, polegające na tym, że urzędnik staje się zdolny do altruizmu, na co nie zdobyłaby się osoba prywatna. Drugie założenie konstatuje przewagę państwa w produkowaniu dóbr publicz- nych w porównaniu z sektorem prywatnym. Pierwszego z tych założeń, jak się wydaje, można próbować bronić na gruncie socjologicznym. So- cjologia nie należy jednak do obszaru zainteresowań ekonomii, zarówno z przyczyn odmiennego charakteru badań, jak i odmiennej epistemolo- gii i mocy wiążącej twierdzeń socjologicznych. Nie można więc na jej podstawie tworzyć teorii ekonomicznych i twierdzić, że argumenty na rzecz produkcji dobra publicznego są argumentami efektywności pro- dukcji i maksymalizacji dobrobytu, tak jak twierdził Samuelson w The Pure Theory... Co więcej, jeżeli spróbuje się usunąć tę analityczną niedo- godność i założy, że w obu sektorach, prywatnym i publicznym, jednost- ki maksymalizują indywidualną użyteczność, okazuje się, że państwo będzie produkować takie dobra publiczne jak obrona narodowa nie dla- tego, że generuje ono wysokie efekty zewnętrzne, ale dlatego, że chroni w ten sposób swoje źródło przychodów – opodatkowanie, które pocho- dzi przecież z bogactwa chronionego przez obronę narodową. Jednakże pomija się tu fakt, że uczestnicy rynku również mają silną motywację do ochrony swojego mienia. Jak widać, Holcombe nie skupia się na analizie tego, czy dobra pu- bliczne mogą być dostarczane przez rynek. Dostrzega sprzeczność w teorii Samuelsonowskiej: teoria mówiąca o niemożliwości prywatnego dostar- czania dóbr publicznych wyklucza, na mocy swoich założeń, dostarczanie ich przez państwo. Z metodologicznego punktu widzenia ciekawy argument przeciwko dobrom publicznym podnosi Hans-Hermann Hoppe w Fallacies of Public Goods Theory and the Production of Security. Zwraca on tam uwagę na to, 11 U Samuelsona jest to tzw. revealed preference ( Samuelson 1948, s. 243–253). Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji 115 że arbitralne stwierdzenie, iż jakieś dobro jest bądź nie jest dobrem pu- blicznym, to powrót do presubiektywistycznej epoki w ekonomii. Należy tu zauważyć, że współczesna ekonomia – zarówno neokla- syczna, jak i większość szkół heterodoksyjnych – jest oparta explicite na subiektywizmie metodologicznym. Oznacza to przyjęcie założenia, że wiele elementów, które ekonomiści muszą przyjmować jako dane ostateczne – takie jak wartościowanie, określanie użyteczności dobra – wynika z subiektywnej interpretacji rzeczywistości przez konsumenta, który postrzega ją zmysłami w sposób niedoskonały i musi stale przyj- mować pewne założenia dotyczące otaczającego go świata, żeby móc w ogóle podjąć działanie. Nawet krytycy austriackiej teorii zgadzają się co do tego, że zapoczątkowane przez Austriaków podejście subiek- tywistyczne jest słuszne i dodają, że obecnie główny nurt jest równie subiektywistyczny jak teoria Austriaków ( Caplan 1997). Jeżeli jest więc prawdą, że wartościowanie dóbr wynika z subiektyw- nych ocen użyteczności, to rację ma Hoppe, gdy twierdzi, że nie potra- fi my powiedzieć, czy jakiekolwiek dobro jest publiczne czy prywatne ( Hoppe 1989, s. 7–9). To, czy jakieś efekty zewnętrzne dotykają jednost- ki nienabywające bezpośrednio danego dobra, zależy bowiem od ich subiektywnej oceny. A więc konstrukcja oparta na konsumpcji przez dodatkowe podmioty zakłada implicite, że będą one zainteresowane ich konsumpcją, co więcej, że nie wystąpią takie podmioty, które nie będą zainteresowane podleganiem systemowi dostarczania dóbr publicznych. Przykładem mogą być tu mieszkańcy domów w okolicy latarni morskiej, którzy cierpią niedogodności z powodu światła emitowanego w nocy, czy też pacyfi ści, których, za sprawą systemu opodatkowania, zmusza się do fi nansowania wojen i sił zbrojnych. Aby uznać, że dobra te mają charakter publiczny, należałoby odrzucić głęboko ugruntowany i expli- cite formułowany subiektywizm metodologiczny i założyć, że korzyści czerpane z efektów zewnętrznych są obiektywne. Co więcej, jeżeli by się chciało udowadniać sumaryczne korzyści z dostarczania dóbr pu- blicznych, trzeba byłoby zaangażować się w sumowanie użyteczności. Jednak zarówno Austriacy, jak i ekonomiści mainstreamowi zgadzają się, że interpersonalne porównania użyteczności są niedopuszczalne. O ile jednak mainstream będzie stosował zastępcze formuły ustalania optymalności w rodzaju efektywności Kaldora– Hicksa, o tyle Austriacy stwierdzą, że jest to próba przekroczenia epistemologicznej granicy po- znania ekonomisty, poza którą znajdzie się on w obszarze określanym nawet przez Samuelsona jako „nienaukowa ekonomia dobrobytu” ( Sa- muelson 1954, s. 387). Ciekawe podejście do problemu dóbr publicznych prezentuje Robert P. Murphy w swoim zbiorze esejów Chaos Theory ( Murphy 2002). Po- kazuje tam pozytywne przykłady tego, jak system dostarczania dóbr pu- blicznych mógłby funkcjonować w warunkach tzw. anarchizmu rynko- wego, czy też anarcho-kapitalizmu, czyli systemu, w którym nie istnieje 116 STANISŁAW KWIATKOWSKI państwo, rozumiane jako organizacja, która w danym regionie ma mono- pol na stosowanie przemocy i ustanawianie norm prawnych12. Murphy zaczyna od zastrzeżenia, że jego analiza to jedynie spekulacja, ponieważ nie potrafi my przewidzieć, jak wyglądałyby optymalne rozwią- zania rynkowe. Gdybyśmy bowiem potrafi li odpowiedzieć na tak posta- wione pytanie z całkowitą pewnością, to instytucja rynku jako weryfi ka- tora nie byłaby potrzebna ( Murphy 2002, s. 54–55). Niemniej Murphy wpisuje się w szerszy nurt badaczy posługujących się modelem anarchi- zmu rynkowego i, podobnie jak jego poprzednicy ( Hoppe 1998), stwier- dza, że najłatwiej wyobrazić sobie, iż spośród znanych i obecnie funkcjo- nujących instytucji rynkowych fi rmy ubezpieczeniowe mogą pełnić rolę efektywnego dostarczyciela usług bezpieczeństwa, tak wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Udaje mu się to dzięki przedstawieniu rynkowej realizacji ideału zmi- nimalizowania kosztów transakcyjnych, wymaganych dla efektywności przez Ronalda Coase’a, niemal do zera. Zdaniem noblisty Coase’a wystę- powanie dodatnich kosztów transakcyjnych to właściwie jedyna przeszko- da, która powoduje, że indywidualni uczestnicy rynku nie zawsze mogą osiągnąć efektywne rozwiązania i dlatego konieczna jest interwencja pań- stwowa, czy to legislacyjna, czy sądownicza. Wyłożył on tę teorię w The Problem of Social Cost ( Coase 1960), jednym z najczęściej cytowanych artykułów w historii myśli ekonomicznej13. Chociaż komitet noblowski docenił Coase’a zwłaszcza za „odkrycie i objaśnienie znaczenia kosztów transakcyjnych i praw własności dla instytucjonalnej struktury i funkcjo- nowania gospodarki”14, Austriacy byli sceptyczni szczególnie wobec tej części jego prac, z których można było wyciągnąć wniosek, że prawa wła- sności da się realokować na podstawie rachunku kosztów transakcyjnych, które minimalizowałby sąd lub inny regulator. 12 Więcej o „anarchistycznej” defi nicji państwa i anarchizmie rynkowym zob. Tannehill 2005; Rothbard 2005, gdzie autorzy próbują dokonać pozytywnej analizy możliwości funkcjonowania anarchistycznego społeczeństwa opartego na absolut- nym poszanowaniu własności prywatnej. 13 Kwerenda dokonana za pomocą akademickiego silnika wyszukiwań Google Scholar pokazuje, że teksty The Nature of The Firm i The Problem of Social Cost były cytowane odpowiednio ponad 12000 i 8000 razy. Dla porównania: najczęściej cy- towane teksty Paula Samuelsona – wspominane wcześniej Foundations of Economic Analysis i The Pure Theory of Public Expenditures – przywoływane były odpowiednio ponad 3300 i 2800 razy; Capitalism and Freedom oraz The Role of Monetary Policy Miltona Friedmana 4800 i 3000 razy; najpopularniejsze dzieło Johna Maynarda Key- nesa General Theory of Employment, Interest and Money ponad 8000 razy. Dane te dotyczą tylko cytowań anglojęzycznych, jednak dają reprezentatywną próbkę różnicy pomiędzy liczbą cytowań Coase’a i innych ważnych postaci w historii myśli eko- nomicznej. Niektórzy twierdzą wręcz, że The Problem of Social Cost jest najczęściej cytowanym artykułem w historii ( Posner 1993, s. 195). 14 Z uzasadnienia komisji Banku Szwecji, za: http://nobelprize.org/nobel_prizes/ economics/laureates/1991. Teoria dóbr publicznych i rynkowe mechanizmy ich produkcji 117 Austriacy, od czasu rozpowszechnienia się teorematu Coase’a, argu- mentowali jednak, że koszt transakcyjny jest takim samym kosztem jak każdy inny, toteż będzie minimalizowany przez przedsiębiorców tak samo, jak minimalizują wszystkie pozostałe koszty produkcji. Wszelkie próby wkraczania w rolę przedsiębiorcy przez państwo nie będą sku- teczne ze względu na ich pozarynkowy charakter. Państwo nie wykonu- je bowiem przedsiębiorczego eksperymentu i nie może go rynkowo zwe- ryfi kować ( Šima s. 68–72). A więc w pozytywnym planie Murphy’ego, ubezpieczalnie są dostarczycielami bezpieczeństwa ze względu na własny zysk wynikający z pomniejszenia potencjalnych wypłat odszkodowań. Pozwala im to zinternalizować efekty zewnętrzne w postaci chronienia niepłacących „gapowiczów”. Murphy jednak nie poprzestaje na tym. W kolejnym artykule inkorporuje pewną wersję teorematu Coase’a do teorii austriackiej i argumentuje, że praktycznie zerowe koszty transak- cyjne można osiągnąć dzięki wykorzystaniu istniejących już instrumen- tów rynkowych i niejako podłączania nowych rozwiązań do instrumen- tów i kontraktów, które są i tak zawierane na rynku ( Murphy 2004). Jest to możliwe dzięki wykorzystywaniu opcji budowlanych, których wartość zależy od bezpieczeństwa przyszłych inwestycji i wspomina- nych już wcześniej ubezpieczeń. Jeśli idzie o ubezpieczenia, to może się okazać, że taniej jest utrzymywać system obronności, niż wypłacać odszkodowania, co stoi całkowicie w sprzeczności z Samuelsonowską wizją dostarczania dóbr publicznych. Kluczowym argumentem, niejako podsumowującym stanowisko Austriaków przeciwko mainstreamowej, Samuelsonowskiej teorii dóbr publicznych jest następujące stanowisko Murphy’ego: Oczywiście puryści mogą oponować, że powyższa analiza uprasz- cza problem, zatrzymując się w kluczowym momencie. Na przykład inne ubezpieczalnie mogą również wykorzystywać efekt gapowicza i obniżać ceny, co sprawi, że cała procedura stanie się nieopłacalna. (...) Jednak takie obiekcje nie trafi ają w sedno problemu. Istnienie ubezpieczeń i rynku na opcje budowlane typu call powodują, że klasycznie przedstawiany przypadek niedostarczania w ogóle usług bezpieczeństwa nie może prowadzić do stanu równowagi rynkowej15. Jak wskazuje bowiem powyższa analiza, czyste okazje do zysku ist- nieją, tym samym nie jest możliwe, żeby w „wolnym”16 społeczeń- stwie nie produkowano obrony przeciwpowietrznej w opisanych warunkach ( Murphy 2004, s. 7, tłum. SK). 15 Przeciwnie twierdzi ekonomia mainstreamowa. 16 Poprzez „wolne” autor ma tu na myśli bezpaństwowe, anarchistyczne społe- czeństwo, zapewniające sobie ład społeczny wyłącznie mechanizmami rynkowymi. 118 STANISŁAW KWIATKOWSKI P o d s u m o w a n i e Przedstawiony fragment debaty na temat dóbr publicznych to jedynie wąski jej wycinek. Pominięto rozwinięcie teorii Samuelsona m.in. u Jame- sa Buchanana i alternatywną teorię Ronalda Coase’a. Mimo to autor ma nadzieję, że wykazał, iż zawarta w podręcznikach popularna wersja teo- rii przemilcza wiele argumentów przeciwko państwowej produkc
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pod prąd głównego nurtu ekonomii
Autor:
, ,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: