Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00246 004228 15206726 na godz. na dobę w sumie
Podmiotowość pracy w sieci - ebook/pdf
Podmiotowość pracy w sieci - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 365
Wydawca: My Book Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7564-383-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biznes >> zarządzanie i marketing
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Jedną z dziedzin życia, w której rozwój Internetu dokonał rewolucji, jest rynek pracy. Coraz częściej pracownik nie jest już przywiązany na stałe do jednego pracodawcy i miejsca - sieć pozawala mu uczestniczyć w kilku różnych projektach jednocześnie oraz współpracować z kolegami żyjącymi na różnych kontynentach.
Niniejsze opracowanie przedstawia zagadnienia związane z zarządzaniem ludźmi w zespołach sieciowych, gdzie nie obowiązują już tradycyjne struktury przełożony - podwładny, a pracownicy nie są tylko 'trybikami' w wielkiej machnie, lecz twórczymi osobami-podmiotami, mającymi istotny wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstwa.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

PRZEDMOWA Moje zainteresowanie problematyką podmiotowości człowieka w pracy trwa już prawie pięćdziesiąt lat. A wtedy nikt nawet nie myślał o sieci, o Internecie, a nawet o komputerach. Już w swojej pracy magisterskiej, zatytułowanej Zastosowa- nie kryterium samodzielności do oceny pracownika, stwierdzałem, że pracownik nie jest w zakładzie tylko po to, by czynić zadość wymaganiom stawianym przez zakład. Ma on również swoje pod- miotowe prawa, odnoszą się one do jego potrzeb (np. samoreali- zacji w pracy), których zaspokojenia oczekuje w zakładzie. Poza potrzebami materialnymi i zapewnienia rozwoju osobistego jest to także potrzeba zaspokojenia własnych ambicji i zdobycia poczucia własnej wartości wobec własnych standardów i standardów grupy pracowniczej, w której działa, a te składają się na poczucie pod- miotowości osobistej i społecznej. Natomiast w pierwszym miesiącu mojej pracy w Zakładach Azbestowych, w roku 1964, pierwsze moje zadanie też dotyczyło podmiotowości robotników. Podszedł mianowicie do mnie sekre- tarz partii i mówi: „towarzyszu mamy problem, robotnicy mon- tażu zastrajkowali, pomóżcie”. A ja na to, że nie jestem towarzy- szem, bo nie należę do partii. A on na to, że trudno, ale jestem zatrudniony, żeby pomagać w sprawach zarządzania ludźmi. Więc poszedłem do tych robotników i rozmawiałem, a oni powiedzieli, że normowszczyk podwyższył im normy i obciął stawki, nikogo nie pytając o zdanie, a dyrektor techniczny to zatwierdził. A na takich warunkach oni pracować nie będą, więc stoją, siedzą i nic nie robią. A w tamtych latach strajk – to oznaczało, że w nocy ubecja wygarnie strajkujących z domów i poaresztuje, a dyrektor 6 i sekretarz będą zwolnieni. Więc napisałem raport z wywiadów z robotnikami z propozycją negocjacji i przedstawiłem go na po- siedzeniu egzekutywy partyjnej. W efekcie podjęto z robotnikami uczciwe negocjacje i uzgodniono, że będą musieli trochę zwiększyć wydajność, ale stawki płacowe pozostaną. Zatem zostali potrakto- wani podmiotowo, a dyrektor techniczny za takie biurokratyczne, przedmiotowe postępowanie, nieliczące się z ludźmi, został ukara- ny karą partyjną. W mojej drugiej pracy, w Gazowni Warszawskiej, poproszono mnie, bym wyjaśnił, co jest, że jedne brygady sieciowe mają dobre wyniki, a drugie bardzo słabe (niedotrzymywanie terminów, awa- rie, pijaństwo w pracy). Zacząłem jeździć na budowy sieci, przed rozpoczęciem pracy, i co się okazało. Otóż gdy podjeżdżały autobu- sy z robotnikami (często zupełnie niewykształconymi kopaczami) i robotnicy powysiadali, to brygadzista kiepskiej brygady stawał na stopniach baraku i rozkazywał: „ty Antek i ty Franek, bierzcie mi łopaty i kopcie stąd w tamtą stronę”. A gdy pytali dokąd, to odpowiadał: „jak przyjdzie czas, to wam powiem. A ty Wiesiek i ty Wojtek, kopcie mi tutaj dół, aż dokopiecie się do przewodu elektrycznego”. A gdy pytali: „a co potem”, to odpowiadał: „niech was to nie obchodzi, potem będzie tam ktoś inny”, itd. Oczywi- ście kilku robotników siadało pod płotem i czekali na polecenia (w tym operatorzy sprzętu). Gdy brygadzista poszedł do dyrekcji, to robotnicy kupowali sobie piwo i siadali, nic nie robiąc. Podsumo- wując, byli traktowani przedmiotowo, jak bezrozumne stworzenia. Tymczasem w dobrych brygadach sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Tam robotnicy traktowani byli podmiotowo. Gdy rano podjeżdżały autobusy, które ich dowoziły, brygadzista zapraszał ich do baraku i tam rozkładał na długim stole cały plan budo- wy, a następnie na tym planie pokazywał, co, kto i kiedy ma do zrobienia tego dnia i później, gdzie są jakie podziemne instalacje i jak z nimi postępować. Ustalał zasady współpracy grup wyko- nawczych wewnątrz i we współpracy z innymi grupami. Gdy on wychodził, pracownicy pracowali według znanych planów. W efek- cie mieli mało błędów i awarii. Lepiej zarabiali. A jak doszedł jakiś nowy pracownik i próbował się zachowywać tak jak w złych bry- 7 gadach, to szybko się go pozbywali. Tak więc podmiotowe trak- towanie prostych robotników jako rozumnych ludzi powodowało dobrze wykonaną pracę, dobre zarobki i dużą wewnętrzną solidar- ność i trwałość brygad. Trzeci przykład pochodzi z mojej pracy w Pracowni Międzyza- kładowej na Woli. Tam dostaliśmy zlecenie na temat wyjaśnienia psychospołecznych przyczyn jakości pracy w zakładach produkcyj- nych. Analiza była bardzo rozbudowana, ale najważniejsze wnio- ski z niej również można interpretować w kategoriach podmioto- wości człowieka w pracy. Otóż postulowaliśmy, by najtrudniejsze jakościowo prace wykonywali pracownicy według własnych pomy- słów, ewentualnie z dobranymi kolegami (japońskie kółka jakości), a nie według opisów technologicznych, a ponadto wnioskowaliśmy, by rezygnować z kontroli technicznej po każdej operacji na rzecz samooceny przez pracownika wyrobu, który wykonał, co miałby poświadczać własnym podpisem, będącym zaręczeniem, że jego praca wykonana została dobrze. A więc znów mamy do czynie- nia z upodmiotowieniem ważnych funkcji, jakimi są indywidualne sposoby wykonywania trudnych prac i jaką jest samokontrola wy- konania pracy i przyjmowanie za tę samoocenę odpowiedzialności. Natomiast w początkach latach osiemdziesiątych wszyscy upa- trywaliśmy w sukcesie „Solidarności” sposobów na zbiorowe upodmiotowienie pracowników. I tak się w znacznej mierze sta- ło – związek reprezentował interesy pracowników wobec dyrekcji państwowych przedsiębiorstw, które reprezentowały punkt widze- nia rządzącej partii. Na początku w „Solidarności” nie było jed- nomyślności co do sensowności angażowania się w samorządy, ale gdy osiągnięto porozumienie Związek Zawodowy „Solidarność” za- czął występować wobec dyrekcji zarówno jako związek, jak i samo- rząd pracowniczy. Na dodatek pojawiła się możliwość przejmowa- nia przez pracowników państwowego przedsiębiorstwa za pośred- nictwem akcjonariatu pracowniczego. Takiego stopnia upodmio- towienia załóg jak w latach osiemdziesiątych nie mieli pracowni- cy nigdy przedtem ani potem, ale była to podmiotowość całych załóg, a nie poszczególnych pracowników. Owo upodmiotowienie 8 dotyczyło jednak niestety przede wszystkim wpływu na podział korzyści powstających w wyniku pracy, a nie na samą pracę. Bogdan Suchodolski w roku 1981 wygłosił na konferencji Ko- mitetu Badań i Prognoz „Polska 2000” referat (opublikowany w ro- ku 1984), w którym informował nas, że w rozwoju kultury europej- skiej ukształtował się dwojaki stosunek do pracy. Była ona trak- towana jako ciężki trud, niezbędny do zdobycia środków do życia; bywała jednak też doświadczana jako radosny i twórczy, podmioto- wy wysiłek, dzięki któremu świat materialny stawał się posłuszny ludzkiej woli. Mity o „złotym wieku” ukazywały szczęście życia wolnego od przymusowej pracy, a artyści i rzemieślnicy traktowali pracę jako ekspresję twórczych sił człowieka, jako wyraz indywidu- alności realizującej się w aktach tworzenia podejmowanych wedle wymagań profesji i piękna. Ta dwoistość stosunku do pracy ostaje się aż do naszych czasów. Autor wyrażał nadzieję, iż dzięki postę- pom techniki i polityki społecznej coraz więcej ludzi mieć będzie pracę odpowiadającą ich indywidualnym uzdolnieniom i zamiłowa- niom, a zarazem pozwalającą na podmiotowe samourzeczywistnie- nie. I tak jakby przewidział warunki, jakie stwarza do pracy sieć internetowa. Na wspomnianej tu konferencji Witold Morawski przedsta- wił z kolei referat zatytułowany: Samorząd pracowniczy: proble- my dnia dzisiejszego i problemy perspektywiczne (1984). Rozpoczął swój referat od stwierdzenia, że jedną z najważniejszych cech ru- chu społecznego „Solidarności”, który ogarnął społeczeństwo pol- skie od lata 1980 roku, jest wysunięcie postulatu realizacji nowego kształtu demokracji przemysłowej. Walka szła o stworzenie związ- ku zawodowego, który byłby autentyczną reprezentacją ludzi pra- cy. Równolegle nasiliła się dyskusja o nowej roli samorządu pra- cowniczego. Związek „Solidarność” początkowo dystansował się od samorządów, ponieważ oznaczało to przyjęcie części odpowie- dzialności pracodawcy, gdy tymczasem pierwotnie „Solidarność” definiowała się wyłącznie jako obrońca interesów pracowniczych, jako organizacja rewindykacyjna. Po pewnym czasie nastąpił jed- nak zwrot w tym myśleniu w kierunku podjęcia odpowiedzialno- ści w pełnieniu funkcji samorządu, odrębnego od związku. „So- 9 lidarność” poparła projekt zakładów zrzeszonych w ramach tzw. „Sieci”, przewidujący dla załogi i jej samorządu nie tyle udział w zarządzaniu, ale samo zarządzanie przedsiębiorstwem. Była to zbiorowa forma podmiotowości załóg. Po uchwaleniu przez sejm jesienią 1981 ustawy o przedsiębiorstwie samorządność pracow- nicza stała się faktem. Trzeba jednak powiedzieć, że ta głęboko demokratyczna idea nie zawsze się sprawdzała. W latach osiem- dziesiątych i dziewięćdziesiątych miałem kilka projektów konsulta- cyjnych, w których relacje samorządu wspieranego przez związek „Solidarność” z zarządem przedsiębiorstwa były niedobre. Czasa- mi udawało się doprowadzić do uczciwych negocjacji w kwestii za- kresu uprawnień obu stron, ale było też tak, że związek zza pleców samorządu tak manipulował sytuacją, że kolejne próby doprowa- dzenia takiego układu do rozsądnej postaci kończyły się niepowo- dzeniem. Zdaniem Morawskiego (1983), warunkiem pozytywnego zainteresowania załóg problemami zarządzania jest takie określe- nie funkcji samorządu pracowniczego, by interes załogi i interes ekonomiczny przedsiębiorstwa były tożsame, co stanowi upodmio- towienie załóg. Na owej konferencji również ja też wygłosiłem referat, zatytu- łowany Kierunki zmian sposobów motywowania do pracy w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych (Daniecki, 1984). Po prze- analizowaniu zjawisk w przedsiębiorstwach aktualnych w tamtym czasie proponowałem następujące działania: • Należy dążyć do redukcji napięcia w sferze potrzeb mate- rialnych, głównie przez zapewnienie wysokiego prawdopo- dobieństwa osiągania tego, co w tak trudnych warunkach można osiągnąć poprzez usamodzielnianie pracowników oraz stwarzanie warunków zwiększenia poczucia osobistego wpły- wu na owo prawdopodobieństwo. • Warto będzie w większym stopniu odwoływać się do potrzeb wyższych (wzajemnej solidarności), których znaczenie znacz- nie wzrosło – wymaga to zmiany przez zarządzających ich stylu kierowania na bardziej podmiotowy, delegowania wie- lu uprawnień na szczebel kolektywów pracowniczych, uzna- 10 nia nieformalnych, kooperacyjnych, sieciowych więzi między pracownikami za zjawisko pożyteczne, zaakceptowania waż- nych dla pracowników wartości i realizowania ich wspólnie z pracownikami. • Oddziaływania motywacyjne powinny w większym niż do- tychczas stopniu odwoływać się do motywacji wewnętrznej (dającej poczucie upodmiotowienia), czyli do zainteresowa- nia pracą samą w sobie, dążenia do samodzielnego planowa- nia sobie pracy i sposobów jej wykonywania, do gotowości czerpania satysfakcji z wykonywania trudnych zadań, do am- bicji wyróżniania się wysoką jakością efektów. • W celu zwiększenia regulacyjnej mocy norm prawnych na- leżałoby dążyć do upodmiotowienia członków organizacji w stosunku do stanowionego prawa oraz zadbać, by regu- ły, które cała załoga zaakceptuje, obowiązywały wszystkich jej członków jednakowo. • Wzrost autorytetu zarządzających będzie mógł nastąpić wtedy, gdy członkowie załóg delegują im część swojego zbio- rowego autorytetu. Postulowany system powinien dobrze uzupełniać mechanizmy demokratyzujące nasze społeczeństwo, toteż pożądane byłoby, gdyby odwoływał się do norm ukształtowanych w naturalnych, ko- operacyjnych grupach pracowniczych, respektował w praktycznym stosowaniu demokratyczną zasadę większości, był narzędziem słu- żącym całej zbiorowości pracowniczej, a nie tylko zarządzającym. Przewidywałem, że duże powodzenie zacznie zdobywać partnerski (demokratyczny) styl kierowania, w którym możliwość wywierania wpływu przez kierownika nie wynika z posiadania władzy nada- nej przez zwierzchnika, lecz z faktu wypełniania roli niezbędnej z punktu widzenia efektywnego, wspólnego wysiłku. Wynikająca stąd strategia motywowania będzie musiała uwzględniać fakt, że członkowie organizacji na wszystkich szczeblach są wobec siebie równorzędnymi podmiotami pracy. Ewolucja strategii motywowa- 11 nia ludzi do pracy będzie zmierzać w kierunku demokratycznej formuły podmiotowego uczestnictwa w procesie pracy. W owym czasie, czyli na początku lat osiemdziesiątych, w li- teraturze socjologicznej panowało przekonanie, że w warunkach polskich nie ma alternatywy dla modelu samorządowego (Afelto- wicz, 1983). Jak twierdził cytowany autor, samorząd to przebo- gate źródło sił motywujących postawy i zachowania pracownicze i obywatelskie, zbuduje w sposób naturalny postawy „pracownika- gospodarza”, „pracownika-podmiotu” ułatwiające zabiegi mające na celu obniżenie szczebla identyfikacji celu ogólnego do poziomu interesu grupowego i indywidualnego. Autor wyrażał powszechne wtedy przekonanie, że samorząd wykorzystujący w szerokim zakre- sie mechanizmy samoregulacji, zmusi grupy i jednostki do przesu- nięcia uwagi ze sfery podziału na sferę wytwarzania, jedyne źródło tworzenia nowych wartości. Uważano wtedy też, że samorząd za- łogi to wyśmienita szkoła demokracji. Autentycznie demokratycz- ny tryb wyborów organów samorządu załogi, rzeczywista odpo- wiedzialność materialna i odpowiedzialność przedstawicieli przed wyborcami, nieograniczone prawo załogi do kontroli poczynań jej reprezentantów oraz zasada rotacji – to narodziny reguł, które zaowocują też w sferze pozaprodukcyjnej. Formuła samorządowa będąca partycypacją bezpośrednią wprowadziła zasadę podmioto- wości, tj. ten, kto decyduje, ponosi odpowiedzialność. Realizowane w praktyce autentyczne programy partycypacyjne czerpią zwykle energię z kilku źródeł. Tak na przykład, powszech- nie znany program brygad autonomicznych firmy Volvo (tzw. mon- taż gniazdowy) był pomyślany jako sposób na obniżkę kosztów i poprawę jakości produktu, a przez to poprawę pozycji konku- rencyjnej przedsiębiorstwa, ale czerpał też z prac humanistycznie zorientowanych teoretyków zarządzania oraz z badań nad aliena- cją pracy. Najbardziej znane w świecie są doświadczenia brygad autonomicznych firmy Volvo w zakładach w Kalmar (Gyllenham- mar, 1977). W obrębie typologii, którą tu przyjęto, brygady au- tonomiczne znajdują się na pograniczu partycypacji pełnej i sa- morządowej (mogą wybierać lub odwoływać swoich liderów), ich 12 trwałość jest zagwarantowana przepisami w ramach systemów or- ganizacyjnego przedsiębiorstwa (Daniecki, 1998). Niemiecki system ko-determinacji jest z jednej strony efektem dążenia przedsiębiorców do obniżki wysokich kosztów, wynikają- cych z niedostatecznego zaangażowania robotników i konfronta- cyjnych działań związków, a z drugiej strony wynikiem wpływu ideologii socjaldemokratycznej (i reprezentującej ją partii) na go- spodarkę. W efekcie działania tego systemu udało się Niemcom stworzyć jeden z najlepiej zrównoważonych i efektywnych ekono- micznie układów stosunków produkcyjnych w świecie. Zdaniem by- łego kanclerza Niemieckiej Republiki Federalnej, socjaldemokraty Helmuta Schmidta, system ko-determinacji był kluczem do sukce- su niemieckiej gospodarki po II wojnie światowej. Aksjologicznie ugruntowane myślenie o partycypacji w zarzą- dzaniu procesami pracy w firmie, charakteryzujące się szeroką per- spektywą, polega na dostrzeganiu na terenie przedsiębiorstwa racji i koncepcji wykonania pracy przez pracowników, reprezentujących różne, specjalności, systemy wartości i mających prawo do podmio- towości oraz racji gospodarczych i prakseologicznych, które muszą być respektowane, jeśli przedsiębiorstwo ma trwać i rozwijać się. Gdy uzna się, że jedne i drugie racje są ważne, a często pozostają w zgodzie, to nie zachodzi potrzeba legitymizowania jednych przy pomocy drugich. Pracownik może pełnić swoją funkcję w przed- siębiorstwie w sposób podmiotowy. Autorowi niniejszej jest pracy najbliższe społeczno- organizacyjne ujęcie podmiotowości, według którego jest ona osiągnięciem przez człowieka określonego stanu stosunków z inny- mi ludźmi lub z systemem organizacyjno-społecznym, w sprawach żywotnie dla niego ważnych. Jest to taki stan stosunków, w któ- rym człowiek wpływa na sytuację własną i otoczenie w ważnych dla niego obszarach w takim stopniu i zakresie, jaki go satysfak- cjonuje osobiście i jaki liczy się obiektywnie w układzie wpływów realizowanych przez innych członków organizacji (Daniecki, 1998). Wspólnym elementem aksjologicznych argumentów za uczest- nictwem pracowników w organizowaniu pracy i zarządzaniu przedsiębiorstwami jest troska o upodmiotowienie człowieka oraz 13 o zwiększenie jego efektywności. Gdy mówi się o wyeliminowaniu alienacji pracy, to zwykle chodzi o zapewnienie ludziom możliwo- ści wywierania znaczącego wpływu na proces, stosunki i wytwory pracy oraz o wolność od ścisłego nadzoru, czyli o możność decy- dowania o swoim postępowaniu. A to jest właśnie upodmiotowianie człowieka w sytuacji pracy. Gdy postuluje się wprowadzenie demokratycznych stosunków pra- cy w przedsiębiorstwach, to chodzi o taki układ, w którym człon- kowie danej organizacji bezpośrednio lub przez swoich przedsta- wicieli (których mogą odwołać) wywierają decydujący wpływ na sprawy ich dotyczące w ramach praw, które sami ustalają. Innymi słowy, chodzi o uczynienie pracowników podmiotami praw i decy- zji, które dotyczą zarówno ich osobiście, sieci, w której działają, jak i całej społeczności organizacyjnej. Z kolei humanistyczne teorie zarządzania, traktujące o jednostce samorealizującej się w proce- sie pracy, pokazują, jak przeprowadzić człowieka od uprzedmioto- wienia charakterystycznego dla wczesnego okresu industrializacji, do roli podmiotu samorealizującego się w nowoczesnym społeczeń- stwie. W tym kierunku właśnie zmierza cała rozprzestrzeniająca się aktualnie formuła pracy w sieci internetowej. Partycypacja rze- czywista ma miejsce wtedy, gdy pracownicy mają częściowy lub pełny wpływ na ostateczny kształt decyzji (polityki, planu). Kolejne uwzględnione tu rozróżnienie dokonywane jest ze względu na cele, jakim ma służyć partycypacja w internetowej formule sieciowej; chodzi o cztery kategorie zaproponowane przez Zwerdlinga (1980): humanizacja pracy, poprawa jakości pracy i wskaźników ekonomiczno-produkcyjnych, objęcie kontroli nad pracą przez pracowników, demokratyzacja stosunków pracy. Niespotykany wcześniej na taką skalę, związany z użyciem kom- putera i sieci proces rozwoju komunikacji i wymiany informacji w społeczeństwie pozwolił na określenie nowego typu społeczeń- stwa jako społeczeństwa informacyjnego, które charakteryzuje się następującymi trzema cechami: – po pierwsze, informacja staje się podstawowym zasobem eko- nomicznym, środkiem wzrostu i akumulacji dochodu, a także konkurencyjności; 14 – po drugie, informacja w coraz większym stopniu jest czyn- nikiem życia społecznego i politycznego; ludzie pochłaniają coraz więcej informacji jako konsumenci oraz produkują je jako obywatele korzystający ze swych praw; – po trzecie, rosnącą rolę informacji wymusza szybki rozwój sektora środków i usług komunikacyjnych; jednostki i pod- mioty polityczne i ekonomiczne oraz inne zużywają coraz więcej informacji, co z kolei wymusza rozrost tego sektora. Van Dijk (2010) uważa, że wszystkie działania stają się do tego stopnia nasycone informacją, iż prowadzi to do powstania: – społeczeństwa opartego na informacji, nauce, racjonalności i refleksyjności; – gospodarki, w której wszystkie wartości i sektory – nawet rolnictwo i przemysł – mają coraz większy związek z produ- kowaniem informacji; – rynku pracy, na którym większość zawodów jest w dużym stopniu lub całkowicie oparta na przetwarzaniu informacji, co wymaga odpowiedniej wiedzy i wyższego wykształcenia (stąd alternatywna nazwa „społeczeństwo wiedzy”); – kultury zdominowanej przez produkty medialne i informa- cyjne z typowymi dla nich znakami, symbolami i znaczenia- mi. Wyzwaniem dla klasycznego kapitalizmu przemysłowego stają się reguły gry w cyberprzestrzeni (Benkler, 2008). Dobra infor- macyjne powstają w niej dzięki interakcji i współpracy – relacje między uczestnikami są wielokierunkowe; konsumenta i producen- ta zastępuje użytkownik. Blogerzy, twórcy wolnego oprogramowa- nia itp. wybierają społeczną wymianę, tzw. produkcję partnerską, w której zamiast kryteriów monetarnych liczy się reputacja, do- stęp i wzajemność. Taki system znacznie rozprasza koszty pro- dukcji, a ponadto obywa się bez tradycyjnej definicji własności. Produkt intelektualny nie jest skazany na jednorazową konsump- cję, ale zaprasza do dalszego przetwarzania i innowacji. Uczestnicy 15 sieci dysponujący swobodnym dostępem do informacji, łatwo two- rzą swoje otwarte, elastyczne, przyjazne wymianie struktury i czę- sto wchodzą w relacje z przedsiębiorstwami. Powstaje środowisko komunikacyjne zbudowane dzięki tanim procesom, o dużych moż- liwościach obliczeniowych, połączonym we wszechogarniającą sieć Internetu. Dzięki temu zwiększa się rola produkcji pozarynkowej w sektorze wytwarzania informacji i kultury. Mamy do czynienia z nowym etapem gospodarki informacyjnej, zwanej „usieciowioną gospodarką informacyjną”. Zastępuje ona dotychczasową przemy- słową gospodarkę informacyjną, która charakteryzowała produkcję do końca XX wieku. Tę nową gospodarkę cechuje to, że zdecen- tralizowane działania jednostek – w szczególności nowe i znaczące, polegające na współpracy i koordynacji, podejmowane za pośred- nictwem całkowicie rozproszonych, pozarynkowych mechanizmów, niezależnych od strategii własnościowych – odgrywają zdecydowa- nie większą rolę, niż było to w przemysłowej gospodarce informa- cyjnej. Skutkiem tego jest kwitnący pozarynkowy sektor produkcji informacji, wiedzy i kultury, oparty na środowisku usieciowionym i obejmującym wszystko, co połączone z nim jednostki mogą sobie wyobrazić. A produkty tego sektora nie są traktowane jako czy- jaś wyłączna własność. Podlegają zasadom otwartego dzielenia się, dającego każdemu możliwość budowania czegoś na ich podstawie, rozszerzania ich i tworzenia własnych produktów. Obecnie jednostki mogą zrobić dla siebie więcej bez względu na zezwolenie innych czy współpracę z innymi. Mogą przedstawiać własną twórczość i wyszukiwać potrzebne im informacje. Jednostki mogą zdziałać więcej w ramach luźnych powiązań z innymi, gwa- rantujących skuteczną współpracę, a nie wymagających stałych, długotrwałych relacji, takich jak stosunki pracy czy uczestnictwo w organizacjach formalnych. W miarę jak współpraca między od- dalonymi od siebie jednostkami staje się bardziej powszechna, roz- wiązanie polegające na robieniu rzeczy wymagających współpracy z innymi staje się coraz łatwiejsze, a wybór przedsięwzięć, w któ- rych można uczestniczyć na własną rękę, jest coraz większy. To właśnie niewielkie zaangażowanie wymagane w przypadku każdej nowej współpracy poszerza zakres i zwiększa różnorodność współ- 16
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Podmiotowość pracy w sieci
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: