Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00416 007598 13584375 na godz. na dobę w sumie
Podróż na Atlantydę. O I tomie  Nowej baśni  Teodora Parnickiego - ebook/pdf
Podróż na Atlantydę. O I tomie Nowej baśni Teodora Parnickiego - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 200
Wydawca: Uniwersytet Śląski Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3801-2500-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> literaturoznawstwo, językoznawstwo
Porównaj ceny (książka, ebook (-20%), audiobook).
Praca jest przede wszystkim drobiazgową analizą I tomu cyklu powieściowego Teodora Parnickiego Nowa baśń, zatytułowanego Robotnicy wezwani o jedenastej. Tak szczegółowo przeprowadzona analiza powieści była niezbędna do jej interpretacji, które przebiegają dwutorowo. Po pierwsze podjęto wątek Ingardenowskich, a szerzej – fenomenologicznych inspiracji, które wpłynęły na pisarstwo Parnickiego. Mamy tu do czynienia z wpływem na przekształcenia gatunkowe powieści historycznej jako tekstu literackiego oraz z wpływem na sposób postrzegania samej historyczności jako tekstowo-nietekstowego korelatu powieści. Literackość jest przez Ingardena traktowana jako pewna granica, która wyznacza status ontologiczny przedmiotów i postaci pojawiających się w dziele literackim, a istotą owej granicy jest zawieszenie asercji sądów wypowiedzianych w tekście. Druga grupa zabiegów interpretacyjnych zmierza do określenia tematyki powieści dziejowej Parnickiego jako powieści o śmierci. Parnicki w swym tekście mozolnie penetruje rozmaite europejskie mity i opowieści dotyczące śmierci, sprawdzając, czy niosą z sobą jakiś wymiar wyjaśniający bądź konsolacyjny. Odpowiedź na tak stawiane pytania jest przecząca. Ostatecznie śmierć pozostaje fenomenem niezrozumiałym, wymykającym się wszelkim próbom rozumienia, czy wyjaśnienia. I z takim przekonaniem Parnicki pozostawia swego czytelnika. Zasadniczym kontekstem interpretacji okazuje się mit Atlantydy, który ma w powieści znaczenie potrójne. Po pierwsze, w sensie dosłownym oznacza mityczny ląd, którego nie można zdobyć, choć bohaterowie próbują tam dopłynąć. Po drugie, odnosi się do niemożliwego do zdobycia lądu „prawdziwej” historii, lądu historii pewnej, historii-bytu. Po trzecie, staje się metaforą śmierci.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Podróż na Atlantydę Dla Mai NR 2905 Filip Mazurkiewicz Podróż na Atlantydę O I tomie Nowej baśni Teodora Parnickiego Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego Katowice 2012 Redaktor serii: Historia Literatury Polskiej Marek Piechota Recenzent Jerzy SMulSki Do tej książki wróciłem po wielu latach ze zdzi- wieniem, a czasem z niesmakiem. Szczególnie to, co nazwałem niegdyś Wprowadzeniem, budzi mój najwyższy niepokój. Tekst ten bowiem jest raczej manifestacją lęku przed demaskacją lenistwa, kiep- sko skrywaną przez arogancję wywodu utrzymanego w tonie – nieomalże – paszkwilu na badawcze do- konania Małgorzaty Czermińskiej, Antoniego Chojnackiego i innych. Reszta tekstu brzmi lepiej, mniej agresywnie, nie jest pozbawiona – jak mi się wydaje – kilku spostrzeżeń interesujących. Nie zmie- nia to jednak faktu, że napisałbym dziś to wszystko inaczej. Problem jednak w tym, że wymagałoby to po- wrotu do rozważań, na które brak mi już badawczego zapału. Mam poczucie, że zmagania z powieściami Teodora Parnickiego są dla mnie rozdziałem zamknię- tym, nie chciałbym już do nich więcej wracać. Nie, żebym żałował tych lat spędzonych nad Parnickim. Wciąż uważam, że to pisarz wybitny, na wskroś oryginalny, prekursor na skalę ogólną. Teksty, które o nim napisałem, dały mi pierwsze szlify w dyscyplinie, pewną erudycję, nauczyły myśle- nia – powiedzmy w ten sposób – niestandardowego, Parnicki bowiem takie podejście do swych tekstów w jakiś sposób wymusza. Dały mi też debiut, stopnie naukowe, po prostu zajęcie. Wszystko to sprawia, że oddaję do druku tę leciwą już książkę w stanie niemal niezmienionym. Muszę jeszcze wspomnieć z wdzięcznością – ponie- waż nie tylko historia jest nauczycielką życia – o moich nauczycielach. Chyba nikt nie potrafi tak nauczać teorii literatury, jak Teresa Walas, nikt też nie po- wiedziałby, jak ona, że Parnicki jest jak nudny mąż. A przecież – rzeczywiście – jest. Jerzy Jarzębski, który za nic w świecie nie chciał się zgodzić na streszczanie powieści i na interpretację na podstawie stresz- czenia. Jego porównanie powieści Parnickiego do perskiego dywanu, który czytelnik ogląda jedynie z drugiej (lewej, dolnej) strony, i na podstawie bezładu kolorowych nitek odgaduje kształt oraz wspania- łość niewidocznych arabesek, pozostaje świetne do dziś. Krzysztof Kłosiński, którego seminarium o La- canie wrzuciło nas (doktorantów) w głąb ciemnego lasu i nauczyło traktować z podejrzliwością przejrzy- ste streszczenia Lacanowskich Ecrits. Wreszcie Stefan Szymutko : promotor, przyjaciel – już pewnie nigdy z nikim nie będę rozmawiał o literaturze tyle i tak, jak rozmawiałem z Nim. Im wszystkim bardzo dziękuję. Wprowadzenie Co zrobić z tradycją interpretacyjną? Teodor Parnicki jest pisarzem trudnym. To banalne stwierdzenie nie służy podkreśleniu, że autor tych słów namęczył się podczas pisa- nia niniejszej książki – taka informacja jest dla czytelnika nieistotna. Zmierza ono ku czemuś innemu. A mianowicie ku konieczności zda- nia sprawy z powodów zmiany tradycyjnie przyjętej poetyki wstę- pów i wprowadzeń, gdzie zazwyczaj pojawia się mniej lub bardziej wyczerpująca relacja stanu badań nad zagadnieniami, które zostaną oto na nowo podjęte. Autor musi wyznaczyć sobie miejsce w grupie wcześniejszych badaczy tematu. Tym razem tak się nie stanie. Czytelnik nie znajdzie w ramach ni- niejszego wprowadzenia omówień dorobku dotychczasowych bada- czy I tomu Nowej baśni czy całego cyklu w ogóle. Piszący te słowa od badaczy dowiedział się bowiem niewiele, niewiele nauczył, z wyjąt- kiem kilku kwestii szczegółowych, które odnotowywane są za każdym razem w przypisach, oraz z wyjątkiem tego, przed jakimi sposobami literaturoznawczej wypowiedzi Nowa baśń wydaje się zamykać. Szczegółowe dowodzenie powyższych stwierdzeń wymagałoby obszernej przestrzeni i szczegółowych polemik. Zmieniłby się także tytuł tej książki – na taki np.: Nowa baśń w świetle recepcji krytycznej i literaturoznawczej. Tymczasem I tom cyklu powieściowego Teodora Parnickiego jest wyzwaniem zanadto nęcącym, aby poświęcać ener- gię sprawom o raczej marginesowym znaczeniu. Zamiast tego można zaproponować analizę dwóch wybranych, naj- bardziej charakterystycznych – czytelnik może mi uwierzyć na słowo albo sam sprawdzić – przykładów wyraźnych pomyłek w zakresie za- łożeń wyjściowych dwóch znaczących w parnickologii interpretato- rów cyklu. Pierwszy przykład zmierzać będzie do ukazania, jak fał- 8 i e n e z d a w o r p w szywe założenie wyjściowe błędnie steruje dalszymi analitycznymi postępowaniami, nawet przy trafnych spostrzeżeniach szczegóło- wych; drugi przykład ukaże relację inną: jak interesujące i z pewnoś- cią trafne założenia wyjściowe tracą siłę w obliczu analizy karygod- nie upraszczającej przedmiot, nieradzącej sobie z jego złożonością. A zatem za pierwszego negatywnego bohatera tej polemiki posłuży książka Małgorzaty Czermińskiej Czas w powieściach Teodora Parnic- kiego, za drugiego zaś – książka Antoniego Chojnackiego Parnicki. W labiryncie historii. Czermińska twierdzi: Jest […] niewątpliwie tak, że wszystkie one [powieści Teo- dora Parnickiego – przyp. F.M.1] budują (podobnie jak u Faulk- nera) jakiś wspólny zamknięty w sobie świat powieściowy, którego poszczególne „okolice” powiązane są powracaniem tych samych wątków fabularnych, tych samych postaci, spraw i zdarzeń2. Słów tych, którym zresztą wtóruje cytowany przez Czermińską Ja- cek Łukasiewicz, nic w dziele Parnickiego nie uzasadnia. Według Czermińskiej I tom Nowej baśni (zatytułowany Robotnicy wezwani o jedenastej) wiąże się z  powieścią Tylko Beatrycze i  II to- mem cyklu (zatytułowanym Czas siania i czas zbierania) – badaczka uznaje te związki za najbliższe, wynikające zapewne z  chronologii ich powstawania. Tymczasem I tomu cyklu z Tylko Beatrycze nie łączy nic – żadna postać, żaden wątek. Przeciwnie, wszystko je dzieli: czas historyczny liczący dwa wieki, czyli po prostu przestrzeń dziania się historii; problematyka – I tom Nowej baśni jest powieścią o śmierci, o  umieraniu, Tylko Beatrycze natomiast jest powieścią o  miłości3; 1 Wszystkie wtrącenia wewnątrz cytatów, jeśli nie zaznaczono inaczej, pochodzą ode mnie. 2 M. czerMińSka: Czas w powieściach Parnickiego. Wrocław 1972, s. 50. 3 Powieści Tylko Beatrycze poświęciłem dwa studia: Między postacią a osobą. O postaci li- terackiej w Tylko Beatrycze. W: Świat Parnickiego. Red. J. ŁukaSiewicz. Wrocław 1999; „Kocham cię” i nieobecność przedmiotu. W: Kobiety w literaturze. Red. l. wiśniewSka. Bydgoszcz 1999. 9 c o z r o b i ć z t r a d y c j ą i n t e r p r e t a c y j n ą ? konstrukcje obu powieści  – pierwsza jest powieścią z  narratorem auktorialno -personalnym, druga stanowi raczej anarracyjną juksta- pozycję, w  której postacią informacyjnie nadrzędną jest Jan XXII, w jego aktach dotyczących pewnej sprawy jedna z  „teczek” zawiera tę powieść. Czytelnik powinien mieć przeświadczenie, czytając Tylko Beatrycze, że powieść ta to jedna z setek, może tysięcy teczek, pozo- stających w archiwum Jana XXII. Ważność tekstu jest tu zatem wy- stawiona na próbę. Motyw podróży do Ameryki został w obu powieściach całkiem inaczej opracowany, przy czym w samym I tomie Nowej baśni wpro- wadzony jest w przeciąg półtora wieku rozwijasnia się akcji na co najmniej trzy sposoby, z których każdy okaszuje się inny, odmiennie uwarunkowany, z czegoś innego wynika. Sprawa Atlantydy jest dla Stanisława (biskupa) na pewnym etapie zarówno mitem, jak i szansą na polityczne profity, dla Łukasza staje się przyczynkiem do snucia pewnej koncepcji teologicznej, dla Eryka natomiast początkowo jest mitologią prywatną, później najboleśniejszą rzeczywistością. W Tylko Beatrycze zaś Atlantyda pojawia się w aspekcie teologiczno- -ekonomicznej koncepcji czyśćca, rozważanej akurat w dwóch zwal- czających się obozach teologów. Jeżeli chodzi o powinowactwa I i II tomu cyklu, sprawa – pomimo że tu rzeczywiście mamy do czynienia z kilkoma tomami opatrzonymi wspólnym tytułem – nie przedstawia się zasadniczo inaczej. W Ro- botnikach wezwanych o jedenastej powstaje pewien tekst – przez po- stacie zwany „Dziennikiem podróży ku śmierci” Łukasza, biskupa no- wogrodzkiego. Jest to jeden jedyny element spajający te dwie po- wieści, przy czym – na co trzeba położyć nacisk – postaci tomu II odczytają ten dziennik zupełnie inaczej niż postaci tomu I, a miano- wicie odczytają go po prostu z punktu widzenia własnej, piętnasto - i szesnastowiecznej historyczności, która całkowicie zamyka drogę do jakiejś naturalnej ponadhistorycznej wspólnoty. Warto zaznaczyć, że już w obrębie I tomu cyklu Eryk, czytający dziennik, po niemal stu latach od jego powstania nie będzie w stanie pojąć chazarskości autora, ponieważ chazarskość zniknęła z widowni dziejów i jako pewien konstrukt kulturowy stała się nie do zrozumie- 10 i e n e z d a w o r p w nia. Tak samo będą na ten problem reagowały postaci tomu II, gdy zapoznają się z dziennikiem. Kolejnym problemem poruszanym przez Czermińską jest kwestia czasu powieściowego. Ze względu na powzięte założenia o koniecz- ności całościowego rozpatrywania dorobku powieściowego Par- nickiego, stwierdzi ona, że skoro powieści te są skonstruowane na zasadzie powtarzalności, to wypełniać je musi czas mityczny czy ra- czej – ten cały wielki tekst powstały po scaleniu części musi być wy- pełniony czasem mitycznym, a zatem cyklicznym, takim, który upra- womocnia powtarzalność historii. Badaczka pisze: „[…] czas [dzieła Parnickiego] jest czasem aktu kre- acji, czasem mitycznym”4. Tyle że historia się u Parnickiego nigdy nie powtarza, a czas jest po prostu jednym czasem historii, czasem kalen- darzy. Oczywiście, może się zdarzyć, iż spotykają się dwie postaci po- sługujące się różnymi kalendarzami, ale to nie zmienia sytuacji. Gdy w powieści, którą będziemy tu omawiać, rozmawiają Stanisław i Łu- kasz, pierwszy posługuje się kalendarzem juliańskim, drugi – żydow- skim, ale nie oznacza to, że nie mogą się porozumieć co do dokładnego usytuowania konkretnego zdarzenia w określonym czasie. W po- wieści znajdziemy taki dialog: Więc słuchaj [mówi Stanisław do Łukasza]: jeśli istotnie Tymoteusz to pisał […] do Teodory w roku… / – …sześć ty- sięcy czterdziestym… [przerywa mu Łukasz] / – Mów, skoro łaciny uczysz się, w tysiąc trzydziestym drugim…5. Czym innym bowiem jest mito- twórcza działalność postaci wynikła z jakichś jej partykularnych i jed- nostkowych uwikłań, czym innym zaś czas zdarzeń powieściowych. Każda postać podlega przede wszystkim czasowi rzeczywistemu hi- storii, ten czas jest jej nieprzekraczalnym uwikłaniem i ograniczeniem. Naszkicowane powyżej założenia sterują lekturą Czermińskiej. Są one nie do utrzymania, choć w  zakresie szczegółowych analiz ba- daczka czyni czasem bardzo ciekawe spostrzeżenia, jednak przyjęta przez nią ogromna perspektywa całości dzieła Parnickiego powo- 4 M. czerMińSka: Czas w powieściach…, s. 131. 5 t. Parnicki: Nowa baśń. Cz. 1: Robotnicy wezwani o jedenastej. Warszawa 1962, s. 175. Dalsze cytaty z powieści w całej pracy lokalizuję cyfrą arabską w nawiasie po cytacie. 11 c o z r o b i ć z t r a d y c j ą i n t e r p r e t a c y j n ą ? duje, że analiz na poziomie mikro, na poziomie zdarzenia, jednej wypowiedzi znajdziemy w jej książce niezmiernie mało. Przykładowo, interpretacja motywu Eryka, zamkniętego w klatce i tuczonego ro- bakami przez Cziczimeków – zdobywców Tollanu, jest interesująca, ale właśnie dzięki temu, że badaczka na moment porzuca na jej potrzeby powzięte całościowe założenia, a to pozwala jej skupić się na niewielkim, choć – jak zwykle u Parnickiego – bardzo złożonym szczególe. Z odmienną sytuacją mamy do czynienia w książce Chojnackiego. Badacz ten dokonuje czasem bardzo interesujących wstępnych roz- poznań problemowych, by później zaprzepaścić je w powierzchownej analizie. Oto przykład: Informacja historyczna o postaci z przeszłości jest zaledwie wizytówką, która powiadamia, że ktoś istniał, że czegoś doko- nał. Perspektywa badacza i perspektywa autentycznej postaci historycznej zaledwie się krzyżują, nigdy nie są identyczne. Parnickiemu zależy dlatego na rozszyfrowaniu zagadki, jaką stanowi dla nas człowiek minionych epok, pragnie zrozumieć mechanizmy jego osobowości, przyczyny jej powstania, spo- sób uzewnętrzniania. Chciałby, aby to, co jest już tylko w naj- lepszym przypadku słowem, stało się – dzięki literaturze – cia- łem istniejącym w słowie i poprzez słowo6. Założenie bardzo trafne, bardzo prawdziwe, niezależnie od tego, jak bardzo opiera się ono wyłącznie na fortunnej lekturze tytułu jed- nej z powieści Parnickiego (mam tu, oczywiście, na myśli powieść Słowo i ciało). Jednak tę fortunność wstępnego rozpoznania zaprze- paszcza badacz w konkretnych analizach, jakby zapominał o swym założeniu wyjściowym. Zaczyna traktować postaci jako reprezenta- tywne typy, jako aktanty, czasem sprowadza je wyłącznie do schorzeń psychicznych, niekiedy do dewiacji seksualnych: „Ta galeria egocen- tryków, egoistów, masochistów i sadystów obejmuje postaci rozrzu- 6 a. choJnacki: Parnicki. W labiryncie historii. Warszawa 1975, s. 40. 12 i e n e z d a w o r p w cone w czasie dwudziestu wieków”7. Wstępem do tego zacytowanego zdania jest stanowczo zbyt fragmentaryczna analiza między innymi dwóch postaci z powieści, którą będziemy tu analizować, a mianowi- cie Arona i Stanisława. Nic w niej nie skłania do twierdzenia, że któryś z nich wpisuje się w ową „galerię potworów”, podczas gdy z punktu widzenia badacza także oni dwaj pozwolili mu ją sformułować. Nie może być na to zgody. Postać u Parnickiego rzeczywiście jest nie- zmiernie skomplikowana, złożona i na złożoność wydana. Jeśli się to stwierdzi, trzeba to potem wykazać w drobiazgowych analizach – nie ma innego sposobu na zbliżenie się do tej twórczości. Czas jednak na bohaterów pozytywnych. Wydaje się bowiem, że z pierwszego okresu badawczych zainteresowań Parnickim na ciepłe słowa zasługuje pierwsza w ogóle książka poświęcona pisarzowi: Te- resy Cieślikowskiej Pisarstwo Teodora Parnickiego8. Autorka zachowała w niej możliwie największą skromność i pokorę wobec przedmiotu badań, miała zresztą do dyspozycji materiał jeszcze nie tak obszerny, jak jej następcy. Zapewne więc książka ta pozostaje jednak, przy pew- nej powierzchowności sądów, dość blisko litery powieści Parnickiego. O pisarstwie Parnickiego autor tych słów najwięcej nauczył się od Stefana Szymutki. Sformułowane przezeń warunki porozumienia z tekstem powieści pisarza9, jak również nieuchronny zwrot od fali uogólniających syntez w stronę badań szczegółowych poszczegól- nych powieści są punktem wyjścia niniejszych rozważań oraz istot- nym historycznoliterackim horyzontem dialogu i polemiki. Zaproszenie do tematu Teodor Parnicki wymienia Romana Ingardena jako jednego ze swo- ich intelektualnych mistrzów. Wyznaje to jednak w tekście powieści, w jednym ze swych późniejszych utworów: Muzie dalekich podróży (1970), a wyznanie to opatruje znakiem wątpienia. Tożsamości Majstra 7 Ibidem, s. 53. 8 Por. t. cieślikowSka: Pisarstwo Teodora Parnickiego. Warszawa 1965. 9 Por. S. SzyMutko: Zrozumieć Parnickiego. Katowice 1992. Wszystkie cytaty z tej pracy lokalizuję, podając numer strony po skrócie ZP w nawiasie. 13 i z a p r o s z e n e d o t e m a t u (z pewnym ograniczeniem i wahaniem można powiedzieć, że Majster to Parnicki, a w każdym razie jakaś część jego jaźni) nie sposób odna- leźć, „pytając” o nią któregokolwiek z jego intelektualnych nauczycieli: Majster przez duże EM po prostu nie życzy sobie, ażeby nam też została objawiona jego tożsamość10. Cała więc dalsza praca interpretacyjna, która będzie zmierzać do ukazania w pierwszej kolejności Ingardenowskich, potem zaś, w szer- szym zakresie, fenomenologicznych inspiracji autora Nowej baśni, a także – być może – do określenia Parnickiego jako fenomenologa (cokolwiek by to miało dziś znaczyć), również opatrzona jest znakiem wątpienia. Wątpienia w to, czy zdołam wypowiedzieć słowo prawdy o istocie nie samego Parnickiego, takich roszczeń nie zgłaszam, ale o istocie czegoś dużo skromniejszego: I tomu cyklu powieściowego Nowa baśń, który nosi tytuł Robotnicy wezwani o jedenastej. Będzie więc to praca – powiedziałby Parnicki – „pod palcem zagrożenia”11, co zbliży ją, przynajmniej w intuicyjnym oglądzie, do nieredukowalnego składnika tego pisarstwa, które rozwija się jakby właśnie ze świado- mością nieustannego zagrożenia i przeczuciem niebezpieczeństw czyhających na pisarza, a w związku z tym także na czytelnika. Wytłumaczyć się z takiego wyboru nie jest łatwo. Dlaczego Ingar- den i tradycja fenomenologiczna? Dlaczego tylko Robotnicy wezwani o jedenastej zamiast przynajmniej całego sześciotomowego cyklu Nowa baśń lub jakiegoś większego fragmentu twórczości Teodora Parnickiego? Na te pytania można, oczywiście, odpowiedzieć, powołując się na prawo udzielane przez ponowoczesne literaturoznawstwo do arbi- tralnego wyboru sposobu lektury (brak metajęzyka wywołuje ega- litaryzację literaturoznawczych kodów lektury zgodnie z niepisaną zasadą: rób, jak chcesz, byle nie przeszkadzać innym, i szanuj prawo 10 t. Parnicki: Muza dalekich podróży. Warszawa 1983, s. 557–558. Parnicki pisze tam: Marksa o radę prosiliśmy, i Hegla, i Nietzschego, Orygenesa rzezańca i nowochrzczeńca Spi- nozę. Izajaszy aż dwu, a doktorów nawet więcej jeszcze (Zygmunt Freud z Wiednia, arcybiskup metropolita Anzelm z Canterbury, Whitehead z Harvard w Bostonie, a ze Lwowa Twardowski i Ingarden) […]. 11 Parafrazuję w tym miejscu tytuł VI części cyklu: Palec zagrożenia. 14 i e n e z d a w o r p w innych do tego samego) oraz do krojenia materiału badawczego we- dług analitycznych i interpretacyjnych potrzeb (zgodnie z zasadą, że tekst cięty i szarpany nie krwawi, nie protestuje). Takie wyjaśnienie nie zadowala, choć poparte kilkoma autorytetami, o które nietrudno, aparatem przypisów, uczoną mową i utyskiwaniem na ogólne za- mieszanie w humanistyce może by i wystarczyło. Można tu jeszcze dodać wyjaśnienie leniwego outsidera. Jest ono pierwszą i zapewne nie ostatnią próbą wyprzedzenia zarzutów, które można tej pracy postawić już na poziomie zamierzeń. W przyjętym tu ujęciu zapro- ponowany wybór można wytłumaczyć tak oto: Ingarden jest filozo- fem raczej zapomnianym, a fenomenologia nie zajmuje szczególnie uprzywilejowanej pozycji wśród dyskursów filozoficznych, co daje badaczowi sięgającemu po taką aparaturę komfort pozornego dy- stansu wobec oszalałej i niepewnej siebie współczesności oraz po- zwala mu się cieszyć z tego, iż rzekomo nie bierze udziału w  „wyścigu szczurów”, szczególnie że nie wiadomo dokładnie, dokąd one biegną. Takiego badacza cieszy fakt, że biegną one w stadzie, podczas gdy on – osobny i wyniosły – ma odwagę pochylać się nad starociami. Wyposażony w odkurzone instrumentarium sięga po Robotników wezwanych o jedenastej, powieść w dojrzałym dorobku Parnickiego najcieńszą. Bilans jest dodatni: leniwy outsider nie zmęczy się uciąż- liwym wyścigiem, a na dodatek oszczędzi sobie kilkuset stron lektury, na które byłby skazany, wybierając – by wymienić dla przykładu – powieści Muzę dalekich podróży lub Palec zagrożenia (każda ponad sześćset stron drobnym drukiem). Rzeczy mają się jednak inaczej. Każda praca, więc także i ta, ma swą prehistorię i o tej prehistorii parę słów wypada teraz powiedzieć. Nowa baśń nie jest takim cyklem powieściowym, do jakiego jeste- śmy przyzwyczajeni. Od takich tytułów, jak np. Trylogia Sienkiewicza, W poszukiwaniu straconego czasu Prousta czy Człowiek bez właściwości Musila, różni ją wysoki stopień samodzielności poszczególnych to- mów oraz różnorodność problematyki poruszanej w każdym z nich. Tomy te nie mogłyby jednak z pełnym powodzeniem funkcjonować jako osobne powieści, w taki sposób funkcjonować może tylko tom I. Można – w skrócie – stwierdzić, że łączy je to samo, co je dzieli: historia. 15 i z a p r o s z e n e d o t e m a t u Przykładowo, w obrębie I tomu, którego akcja toczy się na prze- łomie XI i XII wieku, postaci – o czym była już mowa – sporządzają kilka fingowanych tekstów. Teksty te wyrastają z historii tego okresu i z jednostkowej historyczności ich twórców. Przechowane w ukry- ciu (dokładne okoliczności nie są w tej chwili istotne, warto jednak wspomnieć, że teksty te wydobyte zostają – dosłownie – ze studni. Ze studni czasu także – chciałoby się powiedzieć) trafiają w ręce postaci tomu II (Czas siania i czas zbierania), którego akcja zaczyna się w wieku XV. Nowi czytelnicy odczytują je z punktu widzenia zastanego przez siebie świata oraz własnej, innej niż jedenastowieczna, historyczno- ści. To są już po prostu inne teksty, choć słowo w słowo identyczne12. Nowa baśń stanowi – na jednym z poziomów – taki właśnie, obrasta- jący komentarzami i dodatkami, zbiór tekstów. Jest historią tekstów uwikłanych w ludzką dziejowość i to owa dziejowość w największym stopniu decyduje o odrębności poszczególnych tomów. Początkowym moim zamierzeniem miało być opanowanie w jej ramach tej różnorodności, czyli opis całego cyklu powieściowego. Prędko jednak – z przyczyn już sygnalizowanych – okazało się to nie- możliwe; ani umysł badacza, ani standardowa wielkość rozprawy dok- torskiej tak rozległej problematyki nie pomieszczą. Ograniczenie te- matyki niniejszej pracy wynika więc w dużej mierze z rozpoznania własnej porażki. Ostatecznie w przekonaniu o konieczności chronologicznego śle- dzenia Nowej baśni trzeba było podjąć decyzję o ograniczeniu ba- dawczych zamierzeń do monograficznego ujęcia tomu I Robotnicy wezwani o jedenastej. Chronologia całego dzieła Parnickiego również przemawia za takim wyborem. Wskazywano już, że parnickologia ma w swym dorobku próby syntez tego pisarstwa, brak jej jednak mo- nografii poszczególnych utworów (ZP, s. 7). Od tej konstatacji minęło 12 Opisywana sytuacja w jakimś sensie jest analogiczna do tej, przedstawionej przez Borgesa w opowiadaniu Pierre Menard autor Don Kichota. Chodzi mi szczególnie o scenę, w której fingowany biograf Menarda analizuje fragment Don Kichota napisany przez Cer- vantesa, a potem ten sam fragment napisany przez Menarda. Okazuje się, że fragmenty te – choć słowo w słowo identyczne – głęboko się od siebie różnią pod względem swego znaczenia, stylu, przesłania. 16 i e n e z d a w o r p w już trochę czasu i tekstów przybyło, ale Nowa baśń pozostaje wciąż zbiorem nietkniętym, a z punktu widzenia chronologii dzieła właśnie na ten cykl powinna przyjść teraz kolej13. Nie oznacza to, że – moim zdaniem – w twórczości autora Słowa i ciała da się wykryć wyraźną ewolucję jakichś zjawisk, która przebie- gałaby z tomu na tom. Może nawet ewolucja w obrębie tego potęż- nego dzieła nie jest do wykrycia i amatorzy idei postępu będą osta- tecznie rozczarowani. Na razie jednak stwierdzić tego nie sposób, a wiele powieści pozostaje, jak dotąd, poza obszarem dokładniejszej, a nawet jakiejkolwiek, interpretacji. Jeżeli chodzi o Nową baśń, to naj- prawdopodobniej wraz z pojawieniem się autora w tekście powieści na równi z literackimi postaciami, co następuje w tomie V (Wylęgar- nie dziwów), coś nowego się w tym dziele pojawia, coś nowego się zaczyna. Jest to strategia, którą z dużą konsekwencją będzie Parnicki stosował już do końca swej pisarskiej drogi. Dopóki jednak – przynaj- mniej tak sądzę – nie powstaną szczegółowe analizy wcześniejszych tomów cyklu, dopóty sens tej zmiany i jej konsekwencje pozostaną dla nas niejasne. Parnicki stworzył cykl tak dalece różnorodny, wielotematowy i wie- lowątkowy, że pojęcie wielowątkowości mogłoby dla jego twórcy sta- nowić obrazę. Mamy do czynienia z sześcioma kompletnie różnymi powieściami, które jednak w przedziwny sposób, na wielu poziomach, na zasadzie trudno uchwytnych osmoz, łączą się ze sobą. Chociażby kwestia takiego, a nie innego, wspólnego tytułu jest zagadką, wprowa- dzającą takie problemy, jakich dziś nawet nie potrafimy przewidzieć. 13 Szymutko – poza cytowaną już książką, będącą monografią Końca „Zgody na- rodów” (1955) – opublikował kilka szkiców o Słowie i ciele (1959), które zapewne złożą się na przyszłą książkę; Ryszard Koziołek opublikował pracę poświęconą trylogii Twarz księżyca (tomy I i II – 1961, tom III – 1967), a wcześniej tekst o powieści I u możnych dziwny (1965); powieści Tylko Beatrycze (1962) kilka tekstów poświęcił – oprócz mnie – Ireneusz Gielata. Nowa baśń, która zaczęła ukazywać się w roku 1962 (tom I), a której kolejne tomy wychodziły właściwie co roku przez następne lata (do 1970), znajduje się w samym cen- trum mniej lub bardziej obficie komentowanych tekstów Parnickiego, sama pozostając poza orbitą krytycznych zainteresowań. Podjęta przeze mnie próba opisu tomu I może stanowić początek usuwania tego braku. 17 i z a p r o s z e n e d o t e m a t u Filozofia Romana Ingardena, a w szczególności jego filozofia litera- tury wraz z tradycją fenomenologiczną wydają się kontekstem istot- nym dla twórczości Parnickiego. Odgrywają tu rolę nie tylko wspom- niana wyżej deklaracja samego autora zaczerpnięta z Muzy dalekich podróży, ale także kontekst biograficzny. W roku 1928 Parnicki wstąpił na Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie14, gdzie od wiosny roku 1927 Ingarden prowadził wykłady na temat swojej koncepcji dzieła literackiego15. Jest więc bardzo prawdopodobne, że młody pisarz ze- tknął się z tą koncepcją jeszcze w trakcie jej powstawania w życiu wykładowym, chociaż w jego listach z tego okresu, adresowanych do Konstantego Symonolewicza, opiekuna z charbińskiego okresu, brak na ten temat wzmianki16. Do takich „zewnętrznych”, deklaratywnych przesłanek, dochodzą jeszcze i inne. Dwaj interpretatorzy Parnickiego zwracają uwagę na Ingardenowskie inspiracje niektórych formalnych rozwiązań w jego prozie. Stefan Szymutko stwierdza: W zakresie estetyki literackiej Parnicki, znający doskonale najnowsze propozycje, idzie śladami Ingardena: dzieło litera- ckie to byt intencjonalny, rekonstruowany i konkretyzowany przez odbiorcę – ostatecznie przedmiot kontemplacji. Wpływ koncepcji Ingardena można było wskazać już wcześniej. Synek- dochiczność tekstu utworu (konieczność rozwinięcia go w tekst historii) jest, najprawdopodobniej, również pochodną filozoficznej tezy o schematyczności dzieła literackiego17. (ZP, s. 121) 14 Por. M. czerMińSka: Teodor Parnicki. Warszawa 1974, s. 13 i 208. 15 r. ingarden: O dziele literackim. Przeł. M. turowicz. Warszawa 1960, s. 397. Dalej cy- taty z tej pracy lokalizuję bezpośrednio w tekście, podając numer strony po skrócie ODL. 16 Informacji tej udzielił mi Tomasz Markiewka, który opracowuje ten zbiór korespon- dencji Parnickiego. Dziękuję mu za to. 17 W przytoczonej wypowiedzi Szymutko posługuje się wcześniej przez siebie wpro- wadzoną opozycją: tekst utworu – tekst historii, którą tak wyjaśnia: „Przeczytać [po- wieść Parnickiego] oznacza poradzić sobie z niewystarczalnością tekstu utworu”; „Tekst utworu i  tekst historii różnią głównie pod względem wielkości. Obszar dzieła jest 18 i e n e z d a w o r p w Łatwość koniunkcji pojęć intencjonalności i konkretyzacji dzieła li- terackiego może budzić niepokój, chociaż zapewne wynikła ona z po- trzeby skrótowego mówienia o sprawach dla wywodu Szymutki mniej istotnych. Tak czy owak, trudno się nie zgodzić z trafnością przywoła- nego rozpoznania Ingardenowskich śladów. Inny badacz, Ryszard Koziołek, znajduje u Parnickiego wpływ In- gardena w odmiennym zakresie. W książce Zdobyć historię przywo- łuje on myśl Ingardena dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy analizuje róż- nicę między przedstawieniem wyglądów przedmiotów a przedsta- wieniem przedmiotów w dziele literackim. Rozróżnienie Ingardena jest dla Koziołka przydatne, kiedy dowodzi on, że w analizowanej przezeń trylogii (Twarz księżyca) „uderza troska autora, aby nie po- zwolić wypowiedzi opisowej uwolnić się od postaci i sytuacji, które powołały obecność przedmiotu. Przedmiot ukazany w powieści jest najczęściej prezentowany w wypowiedzi konkretnej postaci i przed- stawiony ze względu na nią; wskazuje zawsze na ciało, któremu staje na drodze, bądź wobec którego jest na podorędziu”18. Dotychczasowe moje doświadczenia zdobyte podczas lektur po- wieści autora Srebrnych orłów wskazują na większą w tym względzie subtelność pisarza. On bowiem odróżnia (być może właśnie za In- gardenem?) przedstawienie wyglądu przedmiotu od przedstawienia przedmiotu i wie, że przedstawić można i wygląd, i przedmiot, co za każdym razem ma odmienne skutki, szczególnie że wchodzą tu jesz- cze w grę dodatkowe czynniki: kontekst przedstawienia, powód – najczęściej polityczny – przedstawienia, sposób i stopień mediatyza- zamknięty: niczego nie można do niego dopisać. Tekst historii przeciwnie – nie ma granic”; „Owa gra między utworem a historią, aktywizująca wyobraźnię, pozwala sfor- mułować jasno główną zasadę lektury powieści. […] dzieła Parnickiego, podobnie jak metafory, nie czytamy, lecz interpretujemy. Pierwszą fazą interpretacji jest odebranie znaku w powieści jako znaku pewnej rzeczywistości dziejowej, z której możemy jednak zdać sprawę tylko za pomocą języka. Historia może być jedynie horyzontem wypowie- dzi”; „Tekst historii znajduje się między światem zdarzeń i osób a utworem, bliżej jednak tego drugiego” (ZP, s. 36). Zapamiętajmy tę definicję, będzie ona bowiem w tej pracy nie raz jeszcze w użyciu. 18 r. kozioŁek: Zdobyć historię. Problem przedstawienia w  „Twarzy księżyca” Teodora Parnickiego. Katowice 1999, s. 86–87. 19 i z a p r o s z e n e d o t e m a t u cji (pamięć, pośrednictwo fingowanego tekstu, np. listu, naoczność, praca snu itd.). Drugi raz Koziołek wspomina Ingardena, gdy zajmuje się zasadni- czym rozróżnieniem zawieszonej i  „odwieszonej” asercji quasi -sądów i sądów sensu stricto w literackich działach historycznych i w historio- grafii naukowej. „Parnicki – zdaniem Koziołka – nie zachowuje ostrości rozróżnienia Ingardena. Byt historii nie odpowiada ani jednym, ani drugim intencjom”19. Ingarden istotnie wprowadza takie rozróżnie- nie i w zasadzie trzyma się go w całej swej pracy, jest to wszak jeden z filarów jego koncepcji i to nie tylko w orbicie historycznych dzieł literackich20, lecz literatury w ogóle. Komplikacje wprowadza pewien przypis, w którym filozof stwier- dza: „Jeżeli zważymy, że […] każde dzieło naukowe jest szczegól- nego rodzaju «dziełem literackim», to ma to bardzo ważne konse- kwencje dla teorii nauki” (ODL, s. 322). Ten bardzo tajemniczy przypis wygląda jak zapowiedź dekonstrukcjonistycznego raju. Jeśli całkiem serio potraktować cytowany wcześniej fragment z  Muzy dalekich podróży, to może się okazać, że takim dekonstrukcjonistą teorii Ingardena jest autor Nowej baśni21. Byłby to powód, dla którego na temat „tożsamości Majstra” niczego „nie potrafią” powiedzieć przywołani tam mistrzowie intelektualni Parnickiego, a wśród nich Roman Ingarden. Twórcze rozwinięcie myśli mistrza, dokonane na dodatek w  wypowiedziach literackich, a  nie dyskursywnych, czyni Parnickiego „Majstrem” oryginalnym, ale nie anuluje jednocześnie zaciągniętego u Ingardena długu. Taki też jest zamiar tej pracy. Chodzi o ukazanie twórczego rozwi- nięcia rozpoznań fenomenologii w tekście Parnickiego. Chodzi o to, jak pisarz „uruchomił” i zoperacjonizował myślenie fenomenologiczne 19 Ibidem, s. 103. 20 Posługuję się tu i w dalszej części tekstu tą kategorią Ingardena, która znaczy według niego po prostu tekst o tematyce historycznej bez kwalifikacji rodzajowej czy gatunkowej. Nie określa natomiast tekstu dawnego. 21 Oczywiście, pod warunkiem, że potraktuje się dekonstrukcję jako strategię dys- junktywną, a nie destruktywną, co jest już, na szczęście, normalną praktyką; por. np. M.P. MarkowSki: Efekt inskrypcji. Jacques Derrida i literatura. Bydgoszcz 1997, passim. 20 i e n e z d a w o r p w w immanentnej poetyce pisania. Można zatem powiedzieć, że feno- menologia potraktowana jest tutaj jako żywy element literackiego światopoglądu Parnickiego, jaki można próbować wyczytać z jego powieści, a nie jako powieści tych interpretacyjny ekwiwalent. Wy- daje się, że dla Parnickiego zasadnicze problemy fenomenologii po- zostały obecne, żywe, inspirujące i – co być może najważniejsze – nierozstrzygnięte. Fenomenologia w tej pracy nie będzie wyjaśniającym korelatem, epitekstem, metatekstem czy językiem, w którym wypowiedziana zo- stanie problematyka tekstu pisarza. Nie posłuży więc za język prostej translacji literatury na dyskurs akademicki. Czym zatem będzie? Jak pozytywnie określić jej obecność? Odpowiedź wypada chyba zacząć od wyrażenia zasadniczego przekonania o tym, że fenomenologiczne dziedzictwo pierwszej po- łowy naszego stulecia do dziś nie zostało ostatecznie przekroczone. Martin Heidegger, utyskujący na „szachrajstwa i frazesy – zwłaszcza fenomenologiczne”22, do końca pozostał fenomenologiem bycia albo: w swym (przytomnym) byciu doświadczał trudu pytań fenomenolo- gii. Roland Barthes, ten może największy poeta literaturoznawstwa, pisał swą prywatną fenomenologię czytania, najwyraźniej może w Przyjemności tekstu i w S/Z. Jacques Derrida swoje myślenie rozpo- czął od fenomenologii i chyba nigdy nie przestał być fenomenologiem języka, mowy i pisma. Do tego „słabo obecny” w rodzimej myśli (za- równo filozoficznej, jak i literaturoznawczej) Roman Ingarden, przez lata dopisujący swój Spór o istnienie świata do Medytacji kartezjańskich Edmunda Husserla. Prawdopodobnie (jest nadzieja, że w trakcie pracy uda się tego do- wieść) Teodor Parnicki w swych powieściach poszedł tą samą ścieżką, krążył wokół podstawowych pytań fenomenologii, pytań zasadni- czych, fundamentalnych – o byt, o świat naszego życia, o rzeczywi- stość, o doświadczenie świata i (wy)mówienie świata, o stosunek mię- dzy słowem, pojęciem i rzeczą, o możliwość i możność bycia wobec 22 M. heidegger: Nietzsche. Warszawa 1998, t. 1, s. XII. Cytuję wyimek z listu Martina Heideggera do Karla Jaspersa, cytowanego przez c. wodzińSkiego, autora wstępu. 21 i z a p r o s z e n e d o t e m a t u tego świata w przytomności, o sposób, w jaki świat się przejawia. Być może – trzeba będzie to osobno przemyśleć – wybór gatunku, po- wieści historycznej, powstał właśnie z fenomenologicznego, by tak powiedzieć, natchnienia, przynajmniej wiele na to wskazuje. Może się więc okazać, że powieść Parnickiego nie kwalifikuje się jako powieść historyczna, lecz jako powieść dziejowa lub dzie- jowego bycia. Możliwe jest także i to, że głęboka niepopularność Parnickiego, fakt, iż jest on pisarzem jakby nie na nasze czasy, bierze się z tego samego źródła: z podjęcia problemów najbardziej zasad- niczych i najtrudniejszych, które zapewne najpełniej w naszym stu- leciu dyskursywnie sformułowała fenomenologia. Krok „poza”, który Parnicki zapewne wykonuje, polega chyba na tym, że dostrzegł on konieczność rozważania owych pytań w ich dziejowym zjawieniu, co prowadzi do fenomenologicznej, więc również ontologicznej rewizji historyczności w polu literatury. Zacznijmy od tego, co najlepiej widoczne. Ingarden, analizując za- wartość znaczenia nazwy, wyróżnia między innymi moment egzy- stencjalnej charakterystyki oraz moment – należy chyba rozumieć: nie zawsze występujący – egzystencjalnej pozycji. Wcześniej wyróż- nia w nazwie: intencjonalny wskaźnik kierunkowy, treść materialną i treść formalną (ODL, s. 100). Akcentuje dalej, że składniki te nie wy- stępują w nazwie konglomeratywnie, lecz systemowo albo paradyg- matycznie: „Znaczenie nazwy jest […] zwartą całością, w której te wymienione elementy można tylko wyróżnić. Zwartość […] tym się zaznacza, że wyróżnione […] składniki są nie tylko ściśle ze sobą po- wiązane, lecz nadto w wieloraki sposób od siebie wzajemnie zależne” (ODL, s. 101). Dalej tłumaczy trzy pierwsze składniki, posługując się przy tym „prostymi” przykładami, które na ogół w takich sytuacjach się przywołuje (stół, barwy, trójkąt). Gdy natomiast przechodzi do omawiania obu „egzystencjalnych momentów”, wówczas opiera się na przykładach nieoczekiwanych. Pojawiają się oto Atlantyda i Ham- let. Filozof stwierdza: Należy […] odróżnić moment „egzystencjalnej charakte- ryzacji” od momentu „egzystencjalnej pozycji”. W pierwszym 22 i e n e z d a w o r p w chodzi jedynie o to, jak coś istnieje o ile w ogóle istnieje. Nato- miast w drugim chodzi o to, że coś faktycznie (tak lub inaczej) istnieje. […] Jeżeli […] ktoś mówi o Atlantydzie, to – w obec- nym stanie wiedzy – w znaczeniu tej nazwy występuje moment charakteryzacji egzystencjalnej (określający ją jako coś „real- nego”), ale ponieważ nie ma żadnej pewności co do tego, czy Atlantyda kiedykolwiek naprawdę istniała, więc w nazwie jej brak momentu pozycji egzystencjalnej. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że podobnie przedstawia się rzecz w wypadku na- zwy „Hamlet” (jako znanej postaci dramatu Szekspirowskiego). Nazwa ta wyznacza pewien przedmiot, który realiter nigdy nie istniał, który jednakże według intencji tekstu wspomnianego dramatu, gdyby istniał kiedykolwiek, należałby do przedmio- tów, którym przysługuje egzystencjalny modus: „rzeczywi- stość” (realitas). (ODL, s. 114–115) Hamlet i Atlantyda – nazwy wypowiedziane przez Ingardena jed- nym tchem – pojawiają się w I tomie Nowej baśni i w powieści Par- nickiego odgrywają istotną rolę. Atlantyda, zwana też w powieści Przeciwziemią, Toltecją, Winlandią, Białą Irlandią, czyli prekolumbij- ska Ameryka, jest zasadniczym i jednocześnie najdziwniejszym ele- mentem świata powieści. Hamlet wypełnia mniej miejsca w tekście utworu, pojawia się zawsze jako tajemnicza postać z odległej prze- szłości (niecałe 200 lat dzieli go od czasu powieściowych zdarzeń), w przypomnieniu, relacji, czyimś uroszczeniu, nawet w śnie i w sta- nach obłędu, dla nas jest jednak nie mniej interesujący od Atlantydy i jako pierwszy stanie się bohaterem tych rozważań. Za tym, by analizę rozpocząć od problemu Hamleta, pozosta- wiając Atlantydę na czas późniejszy, przemawia dodatkowo to, że Hamlet w powieści jest postacią czasowo odległą, elementem skom- plikowanej przedakcji, Atlantyda natomiast stanowi swoisty punkt odniesienia, punkt docelowy – nieznany i mglisty – wędrówki i że- glugi, staje się obiektem przewidywań i marzeń, niezmiernie trud- nym do opisania konglomeratem mitów i rzeczywistości, podległym 23 i z a p r o s z e n e d o t e m a t u zresztą w ostatecznym rachunku historii, czyli zmienności i śmierci. Pewne doświadczenia wyniesione z  omówienia kwestii Hamleta mogą się później, przy okazji rozważań nad problemem Atlantydy, okazać użyteczne. Tym bardziej że opisując problem Hamleta w po- wieści autora Tylko Beatrycze, wypadnie przywołać cały szereg roz- ległych wątków, innymi słowy: wzbogacić trzeba będzie następny rozdział o obszerne elementy streszczenia powieści, bez których – czego już dowodzono (por. ZP, s. 36 i nast.) – interpretacja którego- kolwiek z  powieściowych motywów, chociażby najdrobniejszego, okazuje się po prostu jałowa. Tak jest właśnie z motywem Hamleta. W tekście zajmuje mało miej- sca, łącznie nie więcej niż kilka stron, parę wzmianek rozsianych po całej powieści. W tekście historii jednak ma znaczenie równie istotne, jak najrozleglejsze zasadnicze wątki, dodatkowo sprzężony jest z nimi całą siecią dość skomplikowanych powiązań, przebiegających na róż- nych poziomach komunikatu. Jeżeli więc nie podejmie się próby uję- cia go w przestrzeni owej komplikacji, pozostanie on niemy, niejasny i równie nieefektowny, co nieefektywny. Mimo że dalszy wywód przez dłuższy czas ukaże coś innego: nie- efektowną komplikację, nudne streszczenie, to jednak – moim zda- niem – obyć się bez tej złożoności nie można. Parnicki jest bowiem pisarzem złożoności dziejów, permanentnej i nieprzekraczalnej kom- plikacji. Spróbuję dalej dowieść, że wątek Hamleta – jak zresztą i inne, znacznie obszerniejsze wątki – paradoksalnie odsłania swą literacką efektowność dopiero w złożoności i poprzez złożoność. Bycie i dzie- jowość są zawsze „ponad siły” skomplikowane, a literatura, chociaż na ogół to czyni, nie powinna, przynajmniej według Parnickiego, złożo- nego czynić prostym ani nawet prostszym. Filip Mazurkiewicz A journey to Atlantis On the first volume of Teodor Parnicki’s A New Fairy Tale Summar y The present work is most of all an analysis of volume I of the series of novels by Teodor Parnicki Nowa baśń (A New Fairy Tale), entitled Robotnicy wezwani o jedenastej (Workers Called at Eleven). The scope of the study defines both the work’s merits and its shortcom- ings. Amongst its advantages can be counted the completeness of the author’s analysis, which results in his work being the very first exhaustive “guidebook” for the novel. On the other hand, the work’s disadvantage is, induced by Parnicki’s text, intricacy of the dissertation, stemming from the novel’s purely historical context. If a reader of the dis- sertation is not acquainted with the novel in question, the analysis will most certainly seem tedious. Such a meticulous analysis, however, is indispensable for the subsequent interpretations having a two-way course. Firstly, the interpretation follows the thread of the inspiration Ingarden’s or, more broadly, phenomenological thought, had for Parnicki’s writing. Here we deal with the influence on generic transformations of the historical novel as a literary text and the ef- fect the above-mentioned thought had on the way of perceiving, so to speak, historicity itself as a textual/nontextual correlate of the novel. Literaryness is treated by Ingarden himself as a kind of border marking the status of objects and characters appearing in the literary work – and the essence of this border is the suspension of assertion of the judgments said in a text. But, a historical novel seems to be a peculiar case in this scope, where it can be said that the suspension of assertion is the slightest. Parnicki followed this trace and transformed the classical genre of historical novel in order to exceed this suspension to the greatest possible extent. Therefore, the novels by Parnicki should by classified as naturally historical novels. Beings thus appear in these novels in their naturally historical, not simply historical, manner. What results from this is a particular conception of history understood as natural histories to be regained; histories which in their singular occurrence are always primarily nontextual and not yet discussed. Primarily they are biological, not textual. The second group of interpretive operations aims to determine the thematic field of Parnicki’s naturally historical novels as the novels on death. The Parnicki’s text arduously penetrates various European myths and tales considering death, testing if they bring any form of explanation or consolation. The answer to this question is negative. Eventually, 196 y r a m m u s death remains inconceivable phenomenon, escaping every attempt to explain or under- stand it. And this is the conviction that Parnicki leaves his reader with. In the last scene of the novel all the text on death silent together with the voice of the narrator – what stays at the stage in the bare life that dies. The principle context of interpretation appears to be the myth of Atlantis that has a triple meaning in the novel. Firstly, its literally meaning is a mythical land that cannot be conquered, even thought the protagonists try to reach its shore. Second, it signifies unconquerable land of “real” history, the land of reliable history, a history-being. Third, the Atlantis becomes a metaphor of death, because only through death we have a brush of experience that cannot be pass on or expressed in words. Филип Мазуркевич Путешествие на Атлантиду О I томе Нового предания Теодора Парницкого Резюме Настоящая работа прежде всего является подробным анализом I тома цикла ро- манов Теодора Парницкого Новое предание, озаглавленного Работники вызваны в одиннадцать. Это предопределяет как ее достоинства, так и недостатки. К достоин- ствам можно отнести то, что здесь имеем дело с первым так исчерпывающим ана- лизом этого романа – в этом смысле исследование может трактоваться как опре- деленного рода всеобъемлющий путеводитель по этому скорее нелегкому тексту Парницкого. Недостатком, в свою очередь, можно назвать обусловленную произ- ведением Парницкого трудность текста разбора, что вызвано чисто историческим контекстом романа. Если читатель этого исследования не познакомиться прежде с романом, анализ, вероятно, покажется ему неинтересным. Такой тщательное изу- чение романа оказывается необходимым для того, чтобы провести следующую за- тем интерпретацию, которая проходит по двум направлениям. Во-первых, интерпретация соотносится с ингарденовскими, а шире – фено- менологическими инспирациями, которые повлияли на творчество Парницкого. Здесь имеем дело с влиянием на жанровые преобразования исторического ро- мана как художественного текста, а также с воздействием на способ восприя- тия, скажем, самого, историзма как текстово-нетекстового коррелята романа. Художественность Ингарденом понимается как некая граница, которая опреде- ляет онтологический статус предметов и лиц, появляющихся в художественном произведении, а сутью этой границы является неопределенность ассертивно- сти суждений, высказываемых в тексте. Однако оказывается, что исторический роман в этой области относится к особому случаю, в котором неопределенность ассертивности – можно так сказать – сведена до минимума. Парницкий последо- вал, как кажется, этим путем и так преобразовал жанр классического историче- ского романа, чтобы эту неопределенность преодолеть в максимальной степени. Именно в связи с этим, по нашему мнению, следует исторические романы Пар- ницкого классифицировать иначе: как романы историко-событийные, поскольку формы бытия появляются в нем событийно, а не исторически. Из этого также вы- текает определенная концепция истории как обретенных вновь событий, кото- рые в своем однократном появлении в пучине времени всегда первично нетек- 198 е м ю з е р стовые, необсужденные. Первоначально они находятся в биологическом изме- рении, а не текстовом. Вторая группа интерпретационных приемов устремляется к определению историко-событийной тематики романа Парницкого как романа о смерти. Текст Парницкого с усердием изучает европейские мифы и легенды, касающиеся смерти, проверяя, несут ли они какое-либо выясняющее или утешительное измерение. От- вет на этот вопрос звучит отрицательно. В конечном счете смерть остается непо- нятым феноменом, ускользающим от всех попыток понимания или выяснения. И с таким убеждением Парницкий оставляет своего читателя. В последней сцене ро- мана все тексты о смерти замирают, а всесте с ними умолкает также повествова- тель – на сцене остается голая жизнь, которая умирает. Основным контекстом интерпретации оказывается миф Атлантиды, который в романе имеет тройное значение. Во-первых, в прямом смысле Атлантида означает мифическую землю, которую нельзя завоевать, хотя герои пытаются туда доплыть. Во-вторых, обозначает незавоевамую землю «настоящей» истории, материк кон- кретной истории, истории-бытия. В-третьих, она становится метафорой смерти – через смерть человек соприкасается с опытом, которого уже не может ни выска- зать, ни передать. Spis treści Wprowadzenie 7 Co zrobić z tradycją interpretacyjną? 7 Zaproszenie do tematu 12 Hamlet i inni. (Od powieści historycznej do powieści dziejowej) 25 Hamlet Duńczyk – otwarcie 27 Aron, Łukasz, Stanisław – fragmenty streszczenia i obietnice 31 Prawda, fałsz, zdarzenie 52 Łukasz i pisanie 67 Historia, powieść, dzieje 75 Narrator i postać 90 Ingarden a Parnicki – konsekwencje Hamlet Duńczyk – ostatnie przygotowanie Hamlet Duńczyk – zamknięcie 108 105 123 Podróż na Atlantydę, czyli śmierć w powieści dziejowej 143 145 146 O czym to jest? – wprowadzenie do tematu „Lecz czuję, że oto już…” Estetyzacja śmierci 158 Atlantyda Eryk 180 Historia przeciw biologii 166 186 Summary Резюме 195 197 Redaktor Olga NOwak Projekt okładki aNNa gawryś Korektor lidia Szumigała Skład i łamanie marek zagNińSki Copyright © 2012 by Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego Wszelkie prawa zastrzeżone ISSN 0208-6336 ISBN 978-83-226-2056-4 (wersja drukowana) ISBN 978-83-8012-500-1 (wersja elektroniczna) Wydawca Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego ul. Bankowa 12B, 40-007 Katowice www.wydawnictwo.us.edu.pl e-mail: wydawus@us.edu.pl Wydanie I. Ark. druk. 12,5. Ark. wyd. 11,5. Papier Alto 80 g vol. 1,5 Cena 14 zł (+ VAT) Druk i oprawa: PPHU TOTEM s.c. M. Rejnowski, J. Zamiara ul. Jacewska 89, 88-100 Inowrocław
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Podróż na Atlantydę. O I tomie Nowej baśni Teodora Parnickiego
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: