Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00059 006909 13462184 na godz. na dobę w sumie
Podwójne oświadczyny - ebook/pdf
Podwójne oświadczyny - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875802 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Perfekcjonizm w pracy i upodobanie do przelotnych romansów z młodymi kobietami – właśnie tak Lou postrzega nowego szefa. Nie ma pojęcia, że z kolei Patrick uważa ją za idealną asystentkę, lecz przy tym wyjątkowo nudną i nieatrakcyjną kobietę. Podczas kolejnej podróży służbowej tych dwoje jest skazanych na swoje towarzystwo, mają okazję lepiej się poznać. Nawiązuje się między nimi nić sympatii i porozumienia, na tyle silna, że Patrick prosi Lou o niezwykłą przysługę...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I T A V 0 M Y T W Ł Z 9 9 5 A N E C 7 0 / 3 0 9 R N , ISSN 1641-5736 Jessica Hart 9 771641 573017 4 Podwójne oświadczyny 03-RO-1.indd 1 03-RO-1.indd 1 1/18/07 1:59:25 PM 1/18/07 1:59:25 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Jessica Hart Podwójne oświadczyny Tłumaczyła Wiktoria Mejer Drogie Czytelniczki! Witam Was serdecznie w pierwszym wiosennym miesiącu. To czas, kiedy z pewnością wiele z Was planuje różne zmiany, życzę Wam zatem dużo zapału i cierpliwości przy realizowaniu wszystkich zamierzeń. A gdy zapragniecie odpocząć, wyciszyć się lub pomarzyć – w kioskach już czekają na Was kolejne opowieści z serii ROMANS. W marcu polecam szczególnie ostatnią część miniserii Królewskie śluby, kolejną powieść Jessiki Hart, a także bardzo zabawną książkę nowej pisarki z Irlandii Trish Wylie. A oto wszystkie propozycje na luty: Podwójne oświadczyny – szef perfekcjonista i jego idealna asystentka wyruszają w podróż służbową, z której wrócą bardzo odmienieni. Królewski sekret – ostatnia część miniserii Królewskie śluby. Następca tronu wpadnie w sercowe tarapaty, z których może go wybawić pewna skromna dziewczyna. Francuski kaprys – opowieść o uczuciu tak silnym, że przetrwało pomimo wielu przeciwności losu. Sercowe rozterki – historia rmowego playboya. Potra oczarować wszystkie kobiety oprócz tej dla niego najważniejszej. Kawaler roku, Miłosne igraszki (DUO) – dwie opowieści o ludziach, którzy dopiero po rozstaniu zrozumieli, że są dla siebie stworzeni. Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Jessica Hart Podwójne oświadczyny Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Contracted: Corporate Wife Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Korekta: Jolanta Tomczak © 2005 by Jessica Hart © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3071-9 Indeks 360325 ROMANS – 894 ROZDZIAŁ PIERWSZY Drzwi windy rozsunęły się i wyszła z niej Louisa Den- nison, jak zwykle idealnie punktualna. Patrick przyglądał się jej z irytacją. Czy ta kobieta cho- ciaż raz nie mogłaby się spóźnić bodaj o pięć sekund? Oczywiście wiedział, że jego reakcja jest irracjonalna, prze- cież trudno byłoby sobie wymarzyć doskonalszą asystentkę niż ta, którą odziedziczył po poprzednim prezesie Schola Systems. Nosiła szare garsonki, kończące się dokładnie na wy- sokości kolan, ani jeden ciemny włos nie śmiał wystawać z jej gładkiej fryzury. Sprawiała wrażenie kompetentnej, dyskretnej, opanowanej i rzeczywiście taka była. Nigdy nie przyłapał jej na wykonywaniu prywatnych telefonów czy plotkowaniu. Nie wykazywała najmniejszego zaintere- sowania jego sprawami osobistymi. Żeby chociaż raz się pomyliła, udowadniając, że też jest człowiekiem! Niechby to była najmniejsza literówka, której mógłby się uczepić. Niechby miała choć minimalne trudności ze znalezieniem jakiegoś dokumentu. Niechby rozlała kawę lub porwała rajstopy. Nic z tych rzeczy! W rezultacie Patrick czasem czuł się przy niej nieco 6 Jessica Hart onieśmielony, co oczywiście wprawiało go w irytację, bo to on powinien onieśmielać ludzi. Miał opinię bezwzględ- nego i wielu ludzi się go bało. Ale nie Lou. Ona tylko patrzyła na niego spokojnie ciemnymi ocza- mi, a na jej twarzy nieodmiennie malowała się rzeczowość, lecz jemu zdawało się, że czasem dostrzegał przebłysk lek- kiej ironii, co go oczywiście złościło. W odwecie uważał ją za niespecjalnie interesującą. Fakt, wyglądała całkiem atrakcyjnie, lecz musiała mieć ze czter- dzieści pięć lat, zdradzały to zmarszczki pod oczami. Zde- cydowanie wolał kobiety młodsze, bardziej seksowne, bar- dziej kobiece i nie tak powściągliwe. – Nie spóźniłam się chyba? – spytała, podchodząc do niego. Miał ochotę ostentacyjnie spojrzeć na zegarek i skłamać, że owszem, o całe piętnaście sekund. – Oczywiście, że nie. Zmusił się do uśmiechu. W końcu to nie z jej winy zamk- nięto tego wieczoru linię kolejową wzdłuż Wschodniego Wybrzeża. To nie jej wina, że najbliższe lotnisko znajdowa- ło się zbyt daleko, by warto było na nie jechać, i że chętnie zjadłby kolację z kimkolwiek innym, byle nie z nią. Cóż, oboje utknęli w Newcastle, więc grzeczność nakazywała mu zaprosić ją na kolację. – Idziemy do restauracji? A może chciałaby pani naj- pierw pójść na drinka? Ponieważ dodał to drugie po namyśle, odgadła, że wca- le nie miał ochoty na przedłużanie wspólnego wieczoru. Ona też nie miała, bo to był naprawdę ciężki dzień. Zaczął się o piątej rano. Lou musiała wcześniej niż zwykle wyprawić z domu dwójkę kłótliwych nasto- Podwójne oświadczyny 7 latków, a potem jechać z szefem pociągiem do innego miasta na spotkanie biznesowe. Nie chciała jechać, ale Patrick Farr nalegał. Spotkanie zakończyło się sukcesem i podpisaniem kontraktu, lecz trwało długo i przebiegało dość burzliwie, Lou marzyła więc już tylko o powrocie do domu. Chciała po raz pierwszy od dłuższego cza- su spędzić spokojny wieczór, popijając dżin w gorącej kąpieli, której nikt nie będzie przerywał waleniem pięś- ciami w drzwi i pytaniami, gdzie są te dżinsy z dziurą na lewym kolanie! Właściwie mogłaby odpocząć i w hotelu, jednak szef po- czuł się zobligowany do zaproszenia jej na kolację, a odmó- wić nie wypadało, tak więc oboje byli skazani na godzinę czy dwie sztywnej konwersacji, na którą żadne nie miało ochoty. W tej sytuacji zdecydowanie potrzebowała kielisz- ka czegoś mocniejszego. – Dziękuję, chętnie. Ściągnął brwi, wyraźnie niezadowolony, lecz nie przeję- ła się tym. W końcu było po godzinach pracy, a nie musia- ła mu dogadzać podczas swojego wolnego czasu. Dawno stało się dla niej jasne, że szef właściwie nie postrzega jej jako kobiety. Widać była nie dość młoda i nie dość ładna. Niezbyt się tym przejmowała. W barze z trudem znaleźli wolny stolik, ponieważ nie oni jedni nie mogli z powodu złej pogody dostać się do Londynu. W dodatku w tym dość prowincjonal- nym mieście wystrój baru hotelowego znacznie odbiegał od standardów, do jakich Patrick przywykł. Nadmierna ilość sztucznych roślin i przesadny półmrok raziły jego poczucie smaku, co też nie poprawiło mu humoru. – Co dla pani? 8 Jessica Hart – Poproszę o kieliszek szampana – odparła, wygładza- jąc spódnicę. Zaskoczyła go, szampan wydał mu się nazbyt frywol- nym alkoholem dla tak poważnej i opanowanej osoby. Spodziewał się raczej, że Lou zamówi albo wodę niegazo- waną, albo wytrawne martini. Uniosła brwi. – Czy to zbytnia ekstrawagancja? – spytała, wiedząc, że mógłby sobie pozwolić na kupienie najlepszego szampa- na w ilościach hurtowych. – Firma zdobyła kontrakt, jest co uczcić. Zacisnął zęby. Sam powinien był to zaproponować. – Słusznie. Kiedy zjawił się kelner, Patrick zamówił całą butelkę zamiast dwóch kieliszków, by asystentka nie wzięła go za sknerę. Gdy czekali, Lou siedziała swobodnie oparta, nie zdradzając śladu zakłopotania panującym między nimi milczeniem. Również pod tym względem nie przypomi- nała kobiet, z którymi się spotykał. Wolał dziewczyny, któ- re umiały się bawić. Na przykład taka Ariel. Gdyby znalazł się w tym ba- rze z nią, zabawiałaby go rozmową i w ogóle wychodzi- łaby z siebie, żeby czuł się z nią jak najlepiej. Tymczasem Lou po prostu siedziała i milczała. Ciekawe, co trzeba by zrobić, żeby wywrzeć na niej wrażenie. Przynajmniej raz komuś się to udało, ponieważ nie była panną, lecz panią Dennison. Chyba rozwiedzioną, gdyż nie nosiła obrączki. Nic dziwnego. Jej mąż zapewne nie dorastał do jej wyso- kich standardów. Czuł się coraz bardziej niezręcznie, sięgnął więc po podstawkę pod kieliszek i machinalnie zaczął stukać nią Podwójne oświadczyny 9 o blat stołu. Ledwo powstrzymywał się od spoglądania na zegarek. To stukanie działało Lou na nerwy. Tom robił tak samo, czym doprowadzał ją do szału. Gdyby to on przed nią sie- dział, wyrwałaby mu podkładkę z ręki i kazała przestać, ale Tom miał jedenaście lat i był jej synem. A jednak palce świerzbiały ją coraz bardziej. Och, gdzie ten szampan? Czy barman dopiero poszedł zbierać wino- grona? Ile czasu potrzeba, żeby włożyć butelkę do kubeł- ka z lodem? Jeśli kelner zaraz się nie zjawi, to ona dłużej naprawdę nie wytrzyma, odbierze szefowi tę nieszczęsną podkładkę i… Przy ich stoliku zmaterializował się kelner, wyłaniając się z ciemności, a Patrick zastygł w pół gestu. Do niego Lou nigdy się tak nie uśmiechnęła. Owszem, uśmiechała się uśmiechem idealnej asystent- ki, który doskonale pasował do jej garsonek i gładkiej fry- zury, lecz do kelnera uśmiechała się zupełnie inaczej – cie- pło, przyjaźnie. Lou na oczach Patricka przemieniła się w atrakcyjną kobietę, z którą przyjemnie będzie wypić bu- telkę szampana. Wyprostował się odruchowo i przyjrzał się jej z zainte- resowaniem, gdy tymczasem kelner dał prawdziwy popis otwie rania i nalewania szampana, zabawiając przy tym Lou żartobliwą rozmową. Przecież on z nią T irtuje, pomy- ślał z dezaprobatą Patrick. Tylko się uśmiechnęła, a on ska- cze koło niej, chociaż mogłaby być jego matką! Wreszcie kelner zamaszyście przewiesił sobie białą ście- reczkę przez ramię, umieścił butelkę z powrotem w wia- derku i z ukłonem życzył Lou miłego wieczoru, za co po- dziękowała mu kolejnym pięknym uśmiechem. Patrickowi 10 Jessica Hart nawet nie skinął głową, co było już przesadą, zważywszy, że przecież to on płacił. – Myślałem, że już nigdy sobie nie pójdzie. – Obrzucił niechętnym spojrzeniem plecy oddalającego się chłopaka. – Nie zdziwiłbym się, gdyby przystawił sobie krzesło i na- pił się z nami. – Moim zdaniem był czarujący. – Proszę mi tylko nie mówić, że lubi pani młodych chłopców. – Nie. Ale nawet gdybym lubiła, byłaby to moja prywat- na sprawa. Zaskoczyła go tą bezpośredniością, gdyż zazwyczaj nie odzywała się do niego w podobny sposób. – A nie sądzi pani, że takie upodobanie byłoby cokol- wiek niestosowne? – odparował. Upiła łyczek szampana. – I kto mi to zarzuca? – Czy może pani wyrażać się jaśniej? – Pańskie przyjaciółki wydają się dość młode. – Skąd pani wie? Lekko wzruszyła ramionami. – Od czasu do czasu pańskie zdjęcie pojawia się w róż- nych gazetach. Zazwyczaj ma pan u boku jakąś młodą blondynkę. Nie sądził, by musiał się tego wstydzić. – To fakt. Lubię piękne kobiety i na tyle młode, że nie mają jeszcze obsesji na punkcie stałego związku. Ach, należał więc do tych, którzy nie lubią się wią- zać. Znała ten typ. Lawrie też go reprezentował, lecz przy wszystkich swoich wadach miał wiele uroku i ciepła, któ- rymi Patrick nie mógł się poszczycić. Podwójne oświadczyny 11 Owszem, jej szef był całkiem atrakcyjny, musiała to przyznać. Był niewiele starszym od niej, wysokim, dobrze zbudowanym szatynem o zdecydowanych rysach i przenikliwych jasnych oczach, które czasem wydawały się zielonkawe, a czasem szare. Jego wygląd nie wywierał jednak na Lou wrażenia, ponieważ arogancja Patricka zupełnie pozbawiała go wdzięku. Może ponętne młode blondynki gustowały w takich mężczyznach, ona nie. Oczywiście wiedziała, że szefowi było wszystko jedno, co ona o nim myśli. Dla niektórych mężczyzn kobiety po czterdziestce stawały się niewidoczne i on ewidentnie do nich należał. – Nie wiedziałem, że interesuje się pani moim życiem osobistym – rzekł dziwnie zirytowany jej obojętnym, rze- czowym tonem. – Nie interesuję się, tylko dziewczyny z działu nansów mają zwyczaj pokazywać artykuły o panu. Gazety chętnie zajmują się pańską reputacją. – A jaką to ja mam reputację? Uśmiechnęła się lekko. – Czyżby pan nie wiedział? – Wolałbym to usłyszeć od pani. – Cóż… – Znowu pociągnęła łyczek szampana. – Posia- da pan opinię bezwzględnego. Jest pan człowiekiem suk- cesu oraz pracoholikiem. Niektórzy mają pana również za playboya. I to już chyba wszystko, co słyszałam. Czy ten wizerunek odpowiada prawdzie? – Oczywiście „człowiek sukcesu” mi się podoba, z tym polemizował nie będę, a co do reszty… Dużo i ciężko pracuję, to fakt. Wiem, czego chcę i zawsze to dostaję. Lubię wygrywać, nigdy nie zadowalam się kompromi- 12 Jessica Hart sem i nie obniżam wymagań. Jeśli z tego powodu ktoś uważa mnie za człowieka bezwzględnego, to jego prob- lem – stwierdził. – A co z tą ostatnią częścią opisu? – Ludzie tak mówią o każdym, kto posiada pieniądze, a nie ma żony i dzieci. Owszem, spotykam wiele pięknych kobiet, ale wolę pracować, niż robić to, co zazwyczaj robią bogaci playboye. – Rozumiem. Powiem dziewczynom z działu nansowe- go, że pańska reputacja jest mocno przesadzona, ponieważ w rzeczywistości jest pan całkiem nudny. Spojrzał na nią ostro, napotkał jej rozbawione spojrze- nie i uświadomił sobie, że ona żartuje. Takiej Lou nie znał. W jej oczach pojawił się trochę zaczepny błysk, zachowa- nie stało się bardziej bezpośrednie. Patrick odniósł wraże- nie, jakby widział ją po raz pierwszy. Jego cicha, dyskret- na, idealna asystentka miała w sobie znacznie więcej życia i energii, niż podejrzewał. Właściwie on nic o niej nie wiedział. Może po trzech miesiącach bliskiej współpracy pora to zmienić? – Czyli nie dorastam do mojej reputacji… A co z panią? Czy pani dorasta do swojej? Zaskoczył ją tym pytaniem, lecz to nagłe zainteresowa- nie było w sumie przyjemniejsze niż dotychczasowa obo- jętność lub ironia. – Ja nie mam żadnej reputacji. – To niezupełnie tak. Słyszałem o pani, zanim przejąłem rmę. Podobno w rzeczywistości to pani prowadziła Scho- la Systems, a nie Bill Sheeran. Ściągnęła brwi. – Co za nonsens! Podwójne oświadczyny 13 – Proszę się nie martwić, ani przez chwilę w to nie wie- rzyłem. Gdyby to pani podejmowała decyzje, rma nie miałaby kłopotów. Jest pani na to zbyt kompetentna, za- radna i zorganizowana. Zauważył, że jej kieliszek jest pusty, i sięgnął do wiader- ka po butelkę z szampanem. – Trudno nie stać się zaradnym i zorganizowanym, gdy człowiek ma dwójkę dzieci, nie mówiąc już o rachunkach i kredycie do spłacenia. Zaskoczony Patrick gwałtownie uniósł głowę. – Każdego poranka czeka mnie poważna operacja logi- styczna polegająca na wyprawieniu dzieci do szkoły. Trze- ba je obudzić, wyciągnąć z łóżek, nakarmić, upewnić się, czy niczego nie zapomniały, i dopilnować, by się nie spóź- niły. – Pani ma dzieci? – spytał z niedowierzaniem. W jego przekonaniu dzieci oznaczały rozgardiasz i ba- łagan, a do tego domagały się poświęcania im prawie całe- go wolnego czasu. To nie pasowało do wizerunku idealnie poukładanej Lou Dennison. – Och, tylko dwoje. Grace ma czternaście lat, a Tom je- denaście. – Nigdy pani nie mówiła, że ma dzieci. – Nigdy pan nie pytał. – To nie powód, by ukrywać ich istnienie. – Niczego nie ukrywam, ich zdjęcie stoi na moim biurku, mogę je panu jutro pokazać. – Nie ma takiej potrzeby, wierzę pani – zapewnił, gdyż nie zamierzał oglądać zdjęć żadnych okropnych bachorów. – Po prostu trochę mnie pani zaskoczyła, ponieważ miałem już sekretarki z dziećmi i z mojego doświadczenia wyni- 14 Jessica Hart ka, że wiecznie chcą wychodzić wcześniej z pracy. W koń- cu przysiągłem sobie zatrudniać wyłącznie bezdzietne ko- biety. – Bardzo prorodzinnie z pańskiej strony. – Proszę pani, nie mam nic przeciwko rodzinie, ale nie rozumiem, czemu to ja muszę ponosić konsekwencje czy- ichś prywatnych wyborów. Pamiętam następujący przypa- dek… Akurat jesteśmy w krytycznym momencie trudnych negocjacji, a tu nagle Carol oznajmia, że wzywają ją do szkoły syna i ona musi iść. I wkłada płaszcz. – Czasem zdarza się sytuacja kryzysowa, zwłaszcza gdy dzieci są małe. – Lou nawet nie zauważyła, kiedy zdąży- ła wychylić drugi kieliszek szampana. – Gdyby któremuś z moich coś się stało, też włożyłabym płaszcz. Patrick spojrzał na nią takim wzrokiem, jakim się pa- trzy na grzecznego pieska, który nagle pokazał, że ma zęby i nie zawaha się ugryźć. – Nie uspokoiła mnie pani tym stwierdzeniem. – Czy fakt posiadania przeze mnie dzieci stanowi dla pa- na jakiś problem? – Nie. Tak długo, jak nie będą wpływać na jakość pani pracy. – Doskonale pan wie, że nie wpływają, ponieważ w prze- ciwnym wypadku już dawno dowiedziałby się pan o ich istnieniu – ucięła. – Nie da się jednak wykluczyć powsta- nia kryzysowych sytuacji, w których będę musiała zareago- wać. I to błyskawicznie. – Coraz lepiej… Lou pochyliła się nad stołem. – W Schola Systems pracownicy zawsze mogli liczyć na zrozumienie w podobnych sprawach, Bill Sheeran na-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Podwójne oświadczyny
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: