Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00212 007175 15351666 na godz. na dobę w sumie
Poeta romantyczny i nieromantyczne czasy - ebook/pdf
Poeta romantyczny i nieromantyczne czasy - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 321
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-478-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> słowniki
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Tom „Poeta romantyczny i nieromantyczne czasy” dotyczy głównie twórczości Juliusza Słowackiego, którą German Ritz, szwajcarski slawista, bada z perspektywy europejskiej. Zestawione w pierwszej części rozprawy rozpatrują twórczość Słowackiego w trojakim aspekcie poetologicznym: konstrukcji poetyckiego ja, ironii i frenezji, która ostatecznie wydaje się ośrodkiem wyobraźni polskiego poety. Te przekrojowe spojrzenia przeplatają się z licznymi analizami poszczególnych utworów poety.
Druga część publikacji zawiera inny projekt epoki romantycznej i Polski. Jest nim rozprawa, która systematycznie bada rozmaite „miejsca pamięci” polskich pamiętnikarzy. Autor w ten sposób buduje obraz Polski odmienny od tego, jaki podsuwają wielcy romantycy.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

German Ritz POETA ROMANTYCZNY I NIEROMANTYCZNE CZASY JULIUSZ SŁOWACKI W DRODZE DO EUROPY – PAMIĘTNIKI POLSKIE NA TROPACH NARODOWEJ TOŻSAMOŚCI universitas POETA ROMANTYCZNY I NIEROMANTYCZNE CZASY 13 polonica leguntur Komitet redakcyjny: Andreas Lawaty, German Ritz, Alois Woldan, Marek Zybura (przewodniczący) Seria TAiWPN Universitas Polonica leguntur: literatura polska w krajach języka niemieckiego poświęcona jest prezentacji recepcji piśmiennictwa polskiego (od literatury pięknej po dokumentarną) w niemieckim kręgu językowym. Monografie oraz zbiory prac polskich i tłumaczo- nych, składających się na kolejne tomy tej serii, przedstawiają proces translacyjnego przyswajania piśmiennictwa polskiego w niemieckim kręgu językowym na przestrzeni wieków, adaptacyjnego wchłaniania go przez tamtejszy krwioobieg kulturowy oraz towarzyszącą temu refleksję krytyczną. Seria ukazuje się pod patronatem Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. W. Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego. W przygotowaniu: Tom 14: Hans-Jürgen Bömelburg, Polska myśl historyczna a humanistyczna historia narodowa (1500-1700) German Ritz POETA ROMANTYCZNY I NIEROMANTYCZNE CZASY JULIUSZ SŁOWACKI W DRODZE DO EUROPY – PAMIĘTNIKI POLSKIE NA TROPACH NARODOWEJ TOŻSAMOŚCI przekład Małgorzata Łukasiewicz Kraków Przekład powstał dzięki życzliwemu wsparciu Szwajcarskiej Fundacji dla Kultury Pro Helvetia, która umożliwiła tłumaczce pobyt rezydencyjny w Villi Sträuli w Winterthurze © Copyright for the Polish edition by German Ritz and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2011 © Copyright for the Polish translation by Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2011 ISBN 97883-242-1478-5 Projekt logo serii Damian Pietrek Projekt okładki i stron tytułowych Ewa Gray www.universitas.com.pl 1 SŁOWO WSTĘPNE SŁOWACKI W DRODZE DO EUROPY Ostatni przełom wieków, tak jak poprzedni, był korzystny dla recepcji Słowackiego i, mimo wielokrotnie obwieszczane- go końca polskiego romantyzmu po roku 1989, pośmiertna sła- wa poety może doskonale obyć się bez zewnętrznie ordyno- wanych środków wspomagania pamięci w formie jubileuszu dwustulecia. Słowacki „wielkim poetą” pozostał, aczkolwiek tylko dla polskich czytelników. Ten stan rzeczy, nieskorygo- wany nawet w recepcji słowiańskiej, jak w wypadku Mickie- wicza, nie wynika wyłącznie z problemów przekładu – wszak Kleist jest porównywalnie trudny do tłumaczenia, a jednak zdobył sobie międzynarodowe uznanie; przyczyn trzeba szu- kać raczej w postaci i przede wszystkim w samym dziele. Sło- wacki z pewnością zradykalizował niektóre aspekty późne- go romantyzmu, ale nigdy nie stał się naprawdę prekursorem europejskiej nowoczesności. Nie stał się wschodnioeuropej- skim Edgarem A. Poe, odkrytym i uznanym za swego przez Paryż połowy XIX w. Jest fascynującą postacią okresu przej- ścia, który temu, co w jego dziele jest przełomowe, nie umie nadać wartości uniwersalnej w sposób równie bezwarunkowy jak np. Kleist czy Hölderlin, aby pozostać w obrębie kultury 5 1. SŁOWO WSTĘPNE niemieckiej. Najlepiej być może nadawałaby się do tego twór- czość mistyczna, która, jak wiadomo, zapewniła poecie po- śmiertny sukces w Polsce, tyle że w Europie Zachodniej se- kularyzacja skutecznie przytłumiła już wrażliwość na takie zjawiska. Przyczyny braku międzynarodowego oddźwięku niełatwo jest wskazać, nie one są też przedmiotem tego wpro- wadzenia, a jeśli o tym wspominamy, to dlatego, by uświado- mić polskiemu czytelnikowi sytuację zagranicznego poloni- sty, który pomiędzy rozbieżnymi sposobami percepcji musi szukać sobie dojścia do poety-jubilata. Główny powód sła- bej recepcji międzynarodowej wiąże się zapewne ze szczegól- nym miejscem Polski w dziewiętnastowiecznej Europie. Ze względu na przesłanki i charakter owej szczególnej polskiej pozycji Mickiewiczowi było i jest łatwiej zdobyć narodowe i międzynarodowe uznanie niż Słowackiemu, który na emi- gracji, a zwłaszcza w polskich kręgach, od początku kroczył i musiał kroczyć samotnymi drogami, ale też nigdy nie szu- kał związków ze współczesną literaturą światową. Być może lektura „dawnych” Europejczyków – Shakespeare’a, Ariosta czy Calderóna – odgradzała go od „nowych”. Pozostał zasad- niczo przy modelu literatury narodowej, co dla romantyzmu nie jest niczym dziwnym, ale dla późnego romantyzmu – ow- szem. Recepcja narodowa opiera się na całkiem innych za- łożeniach. Polska recepcja już w XIX w. zapomni o klęskach Słowackiego w bojach o uznanie na scenie opanowanej przez Mickiewicza i zreinterpretuje go „narodowo”. Słowacki za- wsze był alternatywą wobec Mickiewicza, ale nigdy jego pro- gramowym przeciwnikiem. Najważniejsze pomosty przerzu- cił sam, w „mistycznej” twórczości po 1841 r., i na Królu-Duchu zasadza się entuzjastyczna recepcja poprzedniego i ostatnie- go przełomu wieków – tylko Czesław Miłosz z bezpieczne- go obserwatorium amerykańskiego odważył się w Ziemi Ulro wygnać Słowackiego z panteonu wielkich mistyków, a nawet wielkich poetów. Ten „drugi” werdykt litewski – niezależnie od wielkiego polonistycznego autorytetu, jakim Miłosz cieszy 6 SŁOWACKI W DRODZE DO EUROPY się najpóźniej od 1980 r. – pozostanie jednak, inaczej niż swego czasu werdykt Mickiewicza, bez skutków. Słowacki, przynajmniej w niektórych partiach, korci czytel- nika z zewnątrz, by go wystylizować na inny, tj. bardziej euro- pejski romantyzm, zrobić z niego oś dekonstrukcji. Takie ocze- kiwania przez jakiś czas przynajmniej towarzyszyły również tej pracy, ale ataki z młotem Wyspiańskiego w ręku nie mogły wiele wskórać przeciwko szczelnym patriotycznym schema- tom, uformowanym nie przez teksty, lecz przez ich narodo- wo uwarunkowaną recepcję. Konstrukcja tekstu i kontrtekstu nigdy w polskim romantyzmie nie funkcjonowała jak należy. Naszą ambicją jest tylko wyłuskać Słowackiego z ram „naro- dowej”, niekiedy tylko z kanonicznej lektury. Zestawione tu rozprawy, wybór spośród tekstów po części już publikowa- nych, rozpatrują twórczość Słowackiego w trojakim aspekcie poetologicznym: konstrukcji poetyckiego Ja, ironii i frenezji, która ostatecznie wydaje się ośrodkiem wyobraźni Słowackie- go. Te przekrojowe spojrzenia przeplatają się z licznymi anali- zami szczegółowymi, przy czym poemat W Szwajcarii z poło- wy lat 30. XIX w. i powstały po spotkaniu z Towiańskim Ksiądz Marek wyznaczają najbardziej radykalne stanowiska w twór- czości poety i niejako składają się na janusowe oblicze, zwró- cone ku Europie i ku Polsce; w środku znajduje się Mazepa, z kultową postacią romantyzmu, a także, przede wszystkim na Zachodzie, z „kolonialistyczną” projekcją, rzutowaną po- nad granicami kultur na kresowe stepy, u Słowackiego wielo- rako przesuniętą i odbitą w polskiej perspektywie. Wybór spełnia formalne kryteria sensowności, nie może jednak zastąpić systematycznej monografi i, na jaką w Polsce, co zrozumiałe w obliczu nieprzejrzanego mnóstwa badań, od dawna nikt się nie waży, jakiej jednak chętnie oczekiwa- no by od badaczy zagranicznych, ponieważ dzisiejszy czy- telnik, zwłaszcza spoza Polski, lecz nie tylko, zainteresowany jest wyłącznie nowym ujęciem ogólnym, a nie poszczególny- mi analizami, którymi po theoretic turn przywykliśmy karmić 7 1. SŁOWO WSTĘPNE naszą wciąż topniejącą publiczność. Monografi a nie powstała, ponieważ nie udało się uwolnić Słowackiego od uwarunko- wań jego własnej poetyckiej osobowości i uwarunkowań pra- cy badawczej, ażeby niczym Feniks ukazał się na nowo i ab- solutnie. To niepowodzenie obarcza wyłącznie autora, który wprawdzie wciąż jest zafascynowany Słowackim, ale nie za- wsze w całości umie go pochwycić. Amputacja stron niezro- zumiałych, np. mistyki, narodowego patosu etc., aby wykro- ić sobie łatwego w użyciu poetę, na europejską i nowoczesną miarę, musi zakończyć się porażką. Jakoż Słowacki zawsze wracał z Europy do Polski. Tytułem namiastki, która wprawdzie nie może ani nie chce wynagrodzić zawiedzionych oczekiwań, w drugiej czę- ści zamieszczono inny projekt epoki romantycznej i Polski, rysujący się we wspomnieniach – dłuższą rozprawę, która systematycznie bada rozmaite „miejsca pamięci” polskich me- muarystów. Jest rzeczą oczywistą, że dostajemy w ten sposób obraz Polski odmienny od tego, jaki podsuwają wielcy ro- mantycy. Wyobraźnia romantyczna i praca pamięci nie mogą i nie chcą wzajemnie się uzupełniać. Nie pełnią też względem siebie ulubionej w dobie poststrukturalizmu funkcji dekon- strukcji, choć teksty autobiografi czne bardzo często podważa- ją wyobraźnię romantyczną. W gruncie rzeczy oba podejścia stanowią kontinuum. Jak się okazuje, fi kcja i autentyzm przy- należą ostatecznie do tego samego projektu czekającej odro- dzenia Polski i dobitnie świadczą o gigantycznej sile nośnej polskiego dziewiętnastowiecznego projektu kulturowego, który dlatego też tak bardzo zaważył na następnych epokach. Polscy poeci romantyczni na emigracji zazwyczaj stale spo- zierają na Polskę i przy tym niekiedy tracą z oczu Europę. Tu w ich imieniu postępujemy podobnie, podjąwszy próbę wy- rwania Słowackiego z jego polskiego albo polonistycznego zamknięcia. Przedstawione dwoiste spojrzenie na polski ro- mantyzm – które zresztą zrazu było tylko pragmatycznym re- zultatem szerszego projektu – może wywołać nieporozumie- 8 SŁOWACKI W DRODZE DO EUROPY nia, toteż aby temu zapobiec, jeszcze następująca, naczelna dla mnie zasada. Tytuł jednej z ostatnich książek Janion brzmi: Do Europy – tak, ale razem z naszymi umarłymi. Patos nam tu nie przystoi, jednak intencja jest podobna. To, co wspólne albo europejskie w kulturze narodowej, pozostaje fascynujące tyl- ko dopóty, dopóki nosi znamię tego, co stanowi o narodowej różnicy. Różnica nie jest abstrakcyjnym konceptem, lecz re- zultatem historii, którą trzeba możliwie dokładnie odtwarzać. 2 KONSTRUKCJA ROMANTYCZNEGO JA ROMANTYCZNE JA I JEGO TEKSTY Jednym z najważniejszych przejawów romantycznej świa- domości jest koncepcja Ja. Współokreśla miejsce poety na ro- mantycznym Parnasie. Jak wiadomo, Juliusza Słowackiego nie jest łatwo umiejscowić w polskim, a tym bardziej w eu- ropejskim romantyzmie. Jeśli w polskiej perspektywie Sło- wacki stanowi z Mickiewiczem coś w rodzaju postaci dwo- istej i tym samym – choćby wtórnie – sytuuje się w centrum polskiego romantyzmu, to perspektywa zewnętrzna lokuje go raczej na obrzeżach romantyzmu. Jego twórczość przy- pada dopiero na okres po 1830 r. i zbiega się czasowo z eu- ropejskim późnym romantyzmem, który po wieloma wzglę- dami – jeśli abstrahować od Anglii i Niemiec, gdzie odnośne procesy zachodziły znacznie wcześniej – odwracał się od ro- mantycznych lat 20. Ponadto w tym okresie w większości li- teratur europejskich romantyzm sprzymierza się z bieder- meierem i niemal w całej Europie – na pewno we Francji, Polsce i Rosji, a teraz także w Anglii i Niemczech – mamy do czy- nienia z podobnym krajobrazem romantycznym i bardziej jednolitą sytuacją literacką niż u początków XIX w., kiedy to literatury tych krajów rozwij ały się jeszcze w odmiennym 10 ROMANTYCZNE JA I JEGO TEKSTY rytmie.1 Przy próbie historycznoliterackiego umiejscowie- nia poety tym bardziej warto uwzględniać obie perspekty- wy, wewnętrzną i zewnętrzną, jako że sam Słowacki w latach 30. stara się odnaleźć swoje miejsce właśnie poprzez lektu- rę literatury zachodnioeuropejskiej, a nie w odniesieniu do klęski powstania i silniejszego w rezultacie narodowego za- kotwiczenia polskiego romantyzmu. „Bardziej europejska” pozycja Słowackiego kształtuje się w opozycji do romanty- zmu Mickiewiczowskiego, który po powstaniu, na emigracji, bardzo szybko staje się modelem głównym i obowiązującym. Słowackiego i Mickiewicza łączy jeszcze miarodajna dla obu lektura Byrona, ale na pewno już nie lektury niemiec- kie, które – jeśli pominąć niemiecką fi lozofi ę sztuki (Schlegel, Schelling i in.) – dla Słowackiego nie mają właściwie znacze- nia,2 dla Mickiewicza natomiast ogromne. Z literatury współ- czesnej – poza polską – lektury Słowackiego koncentrują się na autorach francuskich (Hugo, Vigny, Musset i in.) oraz, w co- raz większym stopniu, na europejskiej klasyce, poczynając od Dantego i Ariosta przez Shakespeare’a po Calderóna i Ce- rvantesa. Swój model ironii romantycznej między Balladyną a Beniowskim Słowacki uformuje przede wszystkim na grun- cie romantycznej lektury Ariosta i Shakespeare’a, a nie wspo- mnianych wzorców niemieckich. Jak wiadomo, do spotkania z Heinrichem Heinem, który po rewolucji lipcowej również znajduje się w Paryżu, nie dojdzie. Rozmij anie się albo obcość tych dwóch centralnych postaci późnego romantyzmu euro- pejskiego to zaskakujący paradoks, toteż w okresie między- wojennym Stefan Kawyn3 próbował bliskość obu autorów wy- kazać typologicznie. Przedsięwzięcie to słusznie krytykował 1 Virgil Neomoianu, The Taming of Romanticism. European Literature and the Age of Biedermeier, Cambridge 1984. 2 Badania mówią o śladach recepcji Goethego i Schillera. 3 Stefan Kawyn, Słowacki – Heine (Beniowski – Niemcy. Baśń zimowa). Paralela, Lwów 1930. 11 2. KONSTRUKCJA ROMANTYCZNEGO JA potem Krzywon,4 ponieważ jeśli do spotkania poetów nie do- szło, należy to uznać raczej za ważny wskaźnik odmiennego modelu ironii romantycznej. Nie tu miejsce, by rekonstruować właściwe Słowackiemu pojęcie romantyzmu na podstawie historii recepcji. Lektury należą jednak do domeny romantycznego Ja.5 Romantyczne Ja to per defi nitionem Ja przeżywające, które doświadcza siebie za pośrednictwem zmysłów w naturze i w miłosnym spotka- niu z innym. A owo Ja, właśnie po 1820 r. i szczególnie w Pol- sce, jest czytelnikiem. Polski romantyzm wywodzi się z kółka czytelniczego młodych wileńskich fi lomatów, a „książki zbó- jeckie” będą decydującym doświadczeniem Gustawa w IV części Dziadów, romantycznym arcydramacie Mickiewicza. Zwłaszcza w Polsce lektura stanie się pokoleniowym prze- życiem romantycznego Ja. Chodzi niemal zawsze o literaturę obcą, wyjętą ze swego naturalnego otoczenia, nie zawsze na- tomiast o te same książki. Nowe Ja romantyczne to przede wszystkim Ja poetyckie. W stosunku do innych, do świata i do społeczeństwa jest za- wsze twórcze. Stąd jego programowy charakter. Owo Ja towa- rzyszy zarazem gatunkowej ewolucji tekstu romantycznego i wpływa na nią, ponieważ daje się poznać głównie w poeto- logicznej refl eksji lirycznej i w liryce miłosnej, a dopiero potem sięga po fi kcyjną, choć silnie autobiografi czną formę w epic- kich maskach poematu lirycznego na wzór Byrona. Mickie- wicz w Dziadach – lirycznym dramacie Ja – rozbuduje ten nurt epicki i przekształci romantyczne Ja w zasadniczą fi gurę bytu w ogóle, w tym bytu narodowego. Dramat Ja znajdzie konty- nuację w wielu późniejszych projektach, u Słowackiego, Kra- sińskiego i in., ale nie zdoła zachować tego ogólnego znacze- nia. Postaci Ja, zwłaszcza Kordian, Szczęsny z Horsztyńskiego, 4 Ernst J. Krzywon, Heinrich Heine und Polen, Köln 1972, s. 234 i n. 5 Por. Marta Piwińska, Czytanie, w: Złe wychowanie, Warszawa 1981, s. 68 i n. 12 ROMANTYCZNE JA I JEGO TEKSTY Mazepa i wiele innych, mają wprawdzie cechy romantyczne- go Ja, ale w miarę przebiegu sztuki odrywają się od niego, sta- ją się postaciami psychologicznymi, już nie poetologicznymi, a ich wymiar znaczeniowy kurczy się.6 Słowacki konstytuuje się jako poeta romantyczny drogą całkiem inną niż Mickiewicz.7 Brak na tej drodze programo- wego początku i patosu innowacji, jakie dane były jego po- przednikowi. Młody Słowacki zaczyna od poezji elegij nej, jak poprzednie pokolenie, a nie od lektury pierwszej dekady polskiego romantyzmu, tj. śladami Mickiewicza, i z tej pozy- cji epigona nie może tworzyć programowej liryki. W konfron- tacji z powstańczą Warszawą, niejako bez poetyckiego przy- gotowania, powstają wprawdzie teksty aktualne i kultowe, jak Hymn i Oda do wolności – jednak o wątpliwej konsystencji lirycznej. Zgorzelski, najważniejszy chyba interpretator liry- ki Słowackiego, mówi o „ekskursie w bok”.8 Jako poeta ro- mantyczny Słowacki rodzi się dopiero w latach 1832-1833, i to w formule poematu oraz najmocniejszego zapewne dra- matu Ja – Kordiana. Nawet w następnych latach liryka nie będzie naczelnym sposobem wyrazu, podąży za programo- wymi osiągnięciami poematu i dramatu, a ważną formą au- toekspresji stanie się dopiero w ostatniej fazie twórczości, po tzw. przełomie mistycznym w 1842 r. Z lat 40. pochodzi bar- dzo wiele ważnych tekstów lirycznych. Mistyczne Ja Słowac- kiego wspiera się wprawdzie na Ja romantycznym, ale nie jest z nim tożsame. 6 O problemie romantycznego Ja i dramatu por. Agnieszka Zioło- wicz, Dramat i romantyczne „Ja”. Studium podmiotowości w dramaturgii polskiej doby romantyzmu, Kraków 2002. Ta praca traktuje raczej o pojęciu podmiotowości w ogóle, jak to podkreśla podtytuł, niż o romantycznym Ja we właściwym sensie, toteż nie podsuwa dostatecznie operacyjnego pojęcia romantycznego Ja. 7 Por. Stefan Treugutt , Pisarska młodość Słowackiego, Wrocław 1958. 8 Por. Czesław Zgorzelski, Liryka w pełni romantyczna. Studia i szkice o wierszach Słowackiego, Warszawa 1981, s. 23. 13 2. KONSTRUKCJA ROMANTYCZNEGO JA Uboczne miejsce liryki u poety tak bardzo związanego z mową wiersza to jeden z istotnych paradoksów twórczości Słowackiego, co ma tu dla nas szczególną wagę: Lecz z prozą aliansów Nie chcę – do wiersza mam, jak sądzę prawo. Sam się rym do mnie miłośnie nagina, Oktawa pieści, kocha mię sestyna. (Beniowski, II, 93-96) Brak liryki jako głównej odmiany tekstu w konstytucji ro- mantycznego Ja sam staje się ważnym przejawem Ja. Przewodnią rolę w historii Ja przejmuje nie dramat – głów- ny gatunek uprawiany przez Słowackiego – ale poemat, zresz- tą o charakterze mocno fragmentarycznym, jak Arab, Godzi- na myśli, Podróż na Wschód i wreszcie Beniowski, który nigdy nie wkracza na trakt prawdziwie epicki. Dramat, zarówno w formie otwartej, jak w formie zamkniętej, góruje zawsze nad lirycznym wyznaniem. Nawet Kordian, najbliższy for- mule romantycznego Ja, przeniesiony ze szczytu Mont Blanc w historyczne kulisy Warszawy przed powstaniem, staje się bohaterem przedstawianym, odzwierciedlanym w perspekty- wie innych, a ściślej – coraz bardziej zniekształcanym i dekon- struowanym. Poniżej spróbujemy odtworzyć ślady roman- tycznego Ja w liryce i w poematach z lat 30. Nie będziemy się natomiast zajmowali przemianą Ja romantycznego w Ja mi- styczne, ponieważ mimo całej ich bliskości wymagałoby to nowego sposobu podejścia. ŚLADY WE WCZESNEJ TWÓRCZOŚCI Według Treugutt a można w twórczości Słowackiego wy- różnić wczesny okres, sięgający aż po lirykę powstańczą. Śla- dy konstrukcji romantycznego Ja są tu nader rzadkie. Za- krzewski w swoich poszukiwaniach romantycznego poety 14 ŚLADY WE WCZESNEJ TWÓRCZOŚCI zwraca uwagę na Strofę Spensera z 25.12.1829 r. i odczytuje ten wiersz w zestawieniu z Żeglarzem Mickiewicza, aby tym do- bitniej, jak już jego poprzednicy, Treugutt czy Ujejski,9 stwier- dzić brak romantycznego programu i mocnego Ja.10 Niezależ- nie od poetologicznych i artystycznych niedostatków11 wiersz ten w części środkowej zawiera jednak doniosłe wyznanie Ja, wyłamujące się z konwencji elegii. W dążeniu do sławy poetyckiej Ja dostaje się we władzę de- strukcyjnej siły, która je niszczy: „Chciałem się wedrzeć na tę skałę stromą, / Gdzie laur pozyskać można liry strojem; / (…) Dajesz truciznę – ja żądałem wieńca” (I, 30). Ja może opisać tę autodestrukcję, ale nie może jej jako puer-senex retrospektyw- nie objaśnić. Destrukcja ogarnia Ja (bierność), przychodzi jak gdyby z zewnątrz, choć nie ma jednoznacznego podmiotu. Destrukcja jest totalna, Ja nie może jej zahamować: „już tru- cizna zjadła, / Zniszczyła pożar w piersiach zapaleńca / Wy- gnała mary, do serca się wkradła… / I sława zgasła… i dusza upadła…”. W naszym kontekście najważniejsze jest, że wize- runek poety, w ramach elegij nej konwencji nostalgii raczej ste- reotypowy niż oryginalny, nie ukazuje się jako wartość ideal- na. Poeta nie jest wywyższony, przeciwnie, pragnąc uznania, jest cząstką życia literackiego, cząstką upadłego świata, któ- remu tutaj nie przypisuje się jeszcze samoistnej wartości, jak w późniejszym Arabie, gdzie zresztą alter ego będzie wyraźnie podmiotem destrukcji. Takiej identyfi kacji w Strofi e Spensera jeszcze brak. Wspomniany niepokojący nowy element nie zo- stał też w tym wczesnym wierszu wprowadzony na końcu, w charakterze programowej puenty, na to bowiem jest jeszcze nie dość skonceptualizowany, lecz osadzono go w konwencji elegij nego rysunku Ja. 9 Rozczarowani tym wierszem byli także wcześniejsi interpretato- rzy, por. Treugutt , dz. cyt., s. 142. 10 Zgorzelski, dz. cyt., s. 15-17. 11 Por. zwł. Treugutt , dz. cyt., s. 142-143. 15 2. KONSTRUKCJA ROMANTYCZNEGO JA Wiersze zapraszające do lektury poetologicznej, Do Ludwi- ka Szpitznagla i Matka do syna, ujmują poezję pozytywnie, jako bezgraniczną wewnętrzną siłę: „Myśl, która nie zna tamy i za sercem płynie” (I, 23). W obu tych wierszach poezja okupio- na jest rozstaniem, choć nie warunkuje rozstania. „Niestety, jak dwie gwiazdy podobne do siebie, / Wiecznie nas przezna- czenie oddali od siebie” (I, 23). Romantyczna samotność nie przedstawia się tu jednak przede wszystkim jako zerwanie ze światem, który nie rozumie poety – taki stereotyp pojawia się w posłaniu matki – ale wiąże się głównie z utratą ojczyzny i przyjaźni. Jest elementem prywatnej biografi i. WTÓRNA EPICKA KONSTYTUCJA ROMANTYCZNEGO JA W Arabie I Godzinie myśli W procesie dojrzewania Słowackiego powstanie listopado- we stanowi ważną cezurę, przede wszystkim biografi czną, ale jako wydarzenie polityczne i narodowe nie określa kierunku i – zwłaszcza – treści dzieła w takim stopniu jak u Mickiewicza. Natomiast dla współczesnej i późniejszej recepcji będzie głów- nym kryterium oceny i kluczem do rozumienia jego twórczości. Powstanie w zawiły sposób prowadzi do wykluczenia Słowac- kiego z centrum literatury polskiej, przy czym kwestią otwar- tą jest, w jakiej mierze poeta sam tę ekskluzję sprowokował, a w jakiej został na nią skazany. Bajroniczne poematy – od Szanfarego po Lambra – pisane przed powstaniem i potem, a istotne dla koncepcji romantycznego Ja, potwierdzają cią- głość w twórczości młodego poety, niezakłóconą przez hi- storyczną cezurę. Należy też wziąć pod uwagę, że młody Słowacki stoi pomiędzy szkołą litewską a ukraińską, obie zna, ale żadnej nie stara się kontynuować.12 Późniejszy i bar- 12 Por. podsumowanie historycznoliterackiej oceny wczesnej twór- czości Słowackiego w: Treugutt , dz. cyt., s. 275-276. 16 WTÓRNA EPICKA KONSTYTUCJA ROMANTYCZNEGO JA... dzo szczególny akces do szkoły ukraińskiej wykorzysta ra- czej jako możliwość zdystansowania się wobec szkoły litew- skiej, niezwykle umocnionej po 1830 r., raczej jako korektę w stosunku do tej drugiej niż jako kontynuację tej pierwszej. Arab napisany został w 1830 r. w Warszawie, w przededniu powstania, i sytuuje się w środku linii orientalnych poematów Słowackiego. Interesuje nas tu bardziej niż kończący tę linię Lam- bro z 1833 r. – do którego sam Słowacki przywiązywał wielką wagę – ponieważ w czterech kolejnych opowieściach nie tyle przedstawia epicko rozwój bohatera – tak jest jeszcze w Szanfa- rym, pod wieloma względami pre-tekście Araba – ile raczej szu- ka równorzędnych przybliżeń do postaci. Wbrew założeniom gatunku epickość ustępuje tu liryczności, co nadaje poematowi charakter programowy. Zamiast ciągłej linii rozwojowej mamy strukturę cykliczną, sygnalizowaną przede wszystkim przez postać jeźdźca, poruszającego się w otwartej przestrzeni: „ste- py bez końca, / Dzikie i puste, bezbrzeżne dla oka, / I wiecznie wrące promieniami słońca” (Arab, w. 236-238). Ruch staje się co- raz bardziej czystym ruchem. Ja jest jednocześnie fi kcyjną rolą, maską, którą Ja sobie projektuje i wobec której zarazem się dy- stansuje. Pozostaje jednak, mimo całej programowości, postacią psychologiczną. Psychologiczny rysunek niezmiennie destruk- tywnego bohatera, na co zwracał uwagę zwłaszcza Kleiner,13 a co Treugutt z kolei tuszował i korygował,14 nie jest tu celem, lecz środkiem konstrukcji romantycznego Ja. Poetologiczny cha- rakter postaci Ja ujawnia się przede wszystkim na obrzeżach epizodów, kiedy szczególność wydarzeń roztapia się znowu w ogólności postaci i refl eksji. Dominuje tu ruch i metafora – me- tafory, które we wcześniejszej i późniejszej twórczości zawsze są też zaszyfrowanym wizerunkiem własnym (perła, muszla, koń). Jak konstruuje się romantyczne Ja? Głównie przez destruk- cję. Destrukcja dotyczy etyki i moralności, a także literatury, 13 Juliusz Kleiner, Juliusz Słowacki, Lwów i in. 1923, t. 1, s. 111 i n. 14 Treugutt , dz. cyt., s. 270 i n. 17 2. KONSTRUKCJA ROMANTYCZNEGO JA ściślej: literatury romantycznej, która coraz wyraźniej prze- świeca przez obrazy jako podłoże bardzo ekspresywnych wy- obrażeń. W najdłuższej i wieloczłonowej drugiej opowieści, mówiącej o zniszczeniu szczęścia ukochanej, widoczna jest źród- łowa opowieść polskiego romantyzmu, temat Romantyczności, a w ostatnim epizodzie nie ma już podmiotu, lecz niejako tylko obraz, odbicie palmy w źródle u jej stóp, kanoniczny symbol, który ze swoją pionową osią i rozbudowaną siatką korespon- dencji wyraźnie jest obrazem romantycznym. Destrukcja w tym odniesieniu do literatury, tj. do literatury romantycznej, ma cha- rakter wewnątrzliteracki i funkcjonalnie bliska jest parodii, ale nie może wykorzystać jej przeważnie ironicznego potencjału, a tym samym ambiwalencji. Mimo totalnej destrukcji Arab po- zostaje jeszcze poza sferą ironii romantycznej. Przeciwko ironii i czysto wewnątrzliterackiej lekturze opo- nuje sama postać Ja, semantycznie wzmocniona albo zagęsz- czona przez nieodmiennie negatywny rysunek. W czterech historiach Ja za każdym razem niszczy egzystencję albo sens życia kogoś innego, napotkanego w drodze przez stepy. Czte- rokrotnie powtórzona destrukcja zyskuje niemal absolutny charakter i zasadza się już tylko na samej sobie. Widać to szczególnie wyraźnie w rozbudowanej części trzeciej, w histo- rii miłosnej, gdzie motyw zazdrości porzuconego kochanka, obecny jeszcze w Szanfarym, już się nie pojawia. Śmierć zada- na Solimowi i rozbicie wypracowanej romantycznej sublimacji kochanki Solima, orientalnej Karusi, nie są niczym umotywo- wane – są czystą destrukcją. W tej nieumotywowanej destruk- cji Ja dosięga na koniec absolutu: „Niech tylko żaden, żaden człowiek żywy / Tej samotności przerwać się nie waży”. Odżegnując się od wszelkich więzi z ludźmi, Ja nie staje się nowym nieposkromionym nadczłowiekiem. Na końcu czeka je konfrontacja ze śmiercią. U granic egzystencji nie chce – jak w fantazmacie, zaprojektowanym w XVIII w. przez markiza de Sade’a dla postmetafi zycznego Ja – otworzyć się na Inne, na transcendencję: 18 WTÓRNA EPICKA KONSTYTUCJA ROMANTYCZNEGO JA... Widzę z daleka śmierć posępną, ciemną, Już się czarnemi skrzydłami nasuwa; Zasnę... Już widzę, jak wkrótce nade mną Ten wielbłąd, który śmierci nie przeczuwa; Gdy wicher w stepach posępnie zawyje, I zwłoki moje toczy przez tumany, W piaskach się czai, myśli, że pan żyje, Że się pod śpiące skrada karawany; Wielbłądzie! pan twój w innym błądzi kraju, Zasnął na stepach i marzy o raju. Nie! nie chcę raju – lecz proszę proroka, Niech mojej duszy da stepy bez końca, (225-237) Ja spogląda wstecz, jak narrator, który cały czas prezentu- je obrazy wspomnień, a nie egzystencję. W ostatnim obrazie, który jest zarazem retrospekcją i marzeniem, destrukcja oka- zuje się ugruntowana w utracie, a nie w pragnieniu czegoś nowego i nieznanego: Niech mi się wrócą znów młodości siły, Lecz nie wracają młodości cierpienia. O takiem szczęściu serce moje marzy. Ach! wtenczas będę spokojny! szczęśliwy! (245-248) Na końcu Ja – co charakterystyczne dla epoki – nakłada so- bie maskę nostalgii. Utrata przy tym nie odnosi się, jak zazwy- czaj w romantyzmie, do utraty sensu na skutek nieszczęśliwej miłości – taki był jeszcze temat pre-tekstowego Szanfarego – ale ogólnie do utraty młodości. Nowość albo raczej przesunięcie romantycznego Ja realizuje się w Arabie przez wtórne wykorzystanie własnych wcześniej- szych tekstów i w ogóle tekstów romantycznych.15 „Drugi” 15 Zwłaszcza Farysa Mickiewicza. Na tę paralelę wskazują różni inter- pretatorzy, por. m.in. Janusz Maciejewski, Powieści poetyckie Słowackiego, Poznań 1991, s. 65 i n. 19 2. KONSTRUKCJA ROMANTYCZNEGO JA tekst jest już tylko destylatem. W Arabie Ja zawdzięcza swo- ją niepowtarzalność skrótowi, fragmentaryczności, które ponadto rozbij ają immanencję psychologicznej struktury, mocniej zaznaczonej w pokrewnym, późniejszym poemacie Lambro. Romantyczne Ja w Arabie mimo związków z posta- cią poety samo nigdy nie staje się poetą, metafor poety, poja- wiających się na obrzeżach epizodów, w ostatnim epizodzie już nie ma. Brak albo unikanie metafor poety wzmacnia de- strukcję i, jak już wspomniano, nie pozwala uznać jej za wiel- ką parodię romantyzmu. Ja ukazuje się jako obraz egzysten- cji, jako czyste Ja romantyczne. Nostalgia sprawia, że postać Araba wydaje się raczej obrazem swojej epoki niż projekcją Ja. Współczesna recepcja, obejmująca francuskie tłumaczenie L. Lemaitre’a i przekład niemiecki, potwierdza to uniwersa- listyczne nachylenie. Poemat Godzina myśli zmierza w kierunku wręcz przeciw- nym. Inaczej niż Arab, nie stroni od materiału biografi cznego (odniesienie do Szpitznagla) i znanych ówczesnych tematów (metempsychoza, poetyka snu). Poemat przetwarza wczesny wiersz Do Ludwika Szpitznagla i elementy autobiografi i. Istotne jest, że konstrukcja autobiografi czna nie wychodzi od historii rodzinnej albo miłosnej, ale od relacji dwóch chłopców. Przy- jaźń „dwojga dzieci”, jak nazywa to poemat, zajmuje miejsce miłości i przejmuje jej inicjacyjną funkcję. Młodzieńców łączy ten sam „sen życia” (w. 46), „smutna poezja dusz”, obydwaj chcą „przeczuciem” szukać „zakrytego świata”. Inaczej niż w platońskim micie miłości, ustanawiają jedność nie w sobie, ale widzą ją i rozpoznają poza sobą. Obaj na równi wyróżniają się spośród innych, obaj mają słabą konstytucję fi zyczną: „Oba wątłej postaci, marmuro- wo biali” (w. 50), ale na zewnątrz robią odmienne wrażenie. Młodszy, liryczno-epickie Ja poematu, wydaje się niezdolny do życia, zagrożony śmiercią, tylko matka dostrzega w nim „płomień gorączkowy, / Przedwcześnie zapalony” (w. 63-64); jego alter ego, przeciwnie, jest spragniony wiedzy i otwarty ku 20 WTÓRNA EPICKA KONSTYTUCJA ROMANTYCZNEGO JA... przyszłości, nikt nie dopatruje się w nim ułomności: „lecz ska- zy / Żadnej dostrzec nie mogli” (w. 76-77). Właściwa różnica między nimi polega na odmiennym podejściu do „poezji du- szy”. Starszy usiłuje zjednoczyć przeciwstawne światy – ten wewnętrzny i ten zewnętrzny – i ponosi klęskę, bo nie znaj- duje formy, w jakiej mógłby przedstawić to, co nosi w sobie: „Posągom jego myśli brakowało ciało” (w. 122). Jest niezdol- ny do poetyckiej ekspresji, co w końcu zabij a myśl: „Stanę się myśli grobem” (w. 194). Młodszy natomiast jest poetą. Kształ- tuje swój wewnętrzny świat, z całą swobodą, ponieważ może patrzeć z dystansu na wytworzone kształty: „I widział przed sobą obrazy, / Od których się odłamał zimniejszym rozumem” (w. 111-112). Poemat nie trzyma się do końca prostej binarnej konstruk- cji paraleli i wciąż zaznaczanej różnicy między „dwojgiem dzieci”, jakkolwiek dwoistość wszelkich zjawisk ma za sobą sankcje mistyki Swedenborga: „Przez tworów państwa snuli myślą łańcuchy, / W światło zbite u góry, w ciemność spodem zlane (…) Wiodą w światło idące, albo w ciemność duchy, / I świat tworów w dwa takie rozłamane ruchy / Wiecznie krą- ży” (w. 139-144). W Godzinie myśli nie chodzi o autokonstruk- cję Ja w romantycznej konstelacji sobowtórów. Na końcu nie następuje też gradus ad parnassum, instalacja poetyckiego albo romantycznego Ja – zamiast tego pojawia się epicki narrator: „Oto jest romans życia, nie skłamany w niczem… / Zabite gło- dem wrażeń jedno z dzieci kona, / A drugie z odwróconem na przeszłość obliczem / Rzuciło się w świat ciemny… po- wieść nie skończona…” (w. 342-345). Romantycznej indywi- dualizacji przeciwstawia się materiał biografi czny albo auto- biografi czny: autentyczne samobójstwo przyjaciela młodości, na końcu zreferowane, ale niezinterpretowane (w. 323 i n.), a przedtem rozbudowany opis miłosnego przeżycia młodsze- go z dwojga dzieci, oznaczonego autobiografi cznie. W przebiegu krótkiego poematu kochanka jawnie zajmu- je miejsce, zastrzeżone na początku dla alter ego, tj. przyjaciela 21 2. KONSTRUKCJA ROMANTYCZNEGO JA młodości. Dochodzi poniekąd do wtórnej inicjacji. Kochanka rozpoznaje poetę, podobnie jak jego matka: „(…) bo z wielkie- go czoła, / Przyszłość mu nieszczęśliwą jak wróżka odgadła”. Jest jego muzą, staje się muzą, wstrząśnięta jego mrocznym przeznaczeniem: „Więc kładła w niego marzeń i myśli tysią- ce” (w. 224). I więcej – staje się muzą, już w teraźniejszości przechodząc we wspomnienie, punkt wyjścia nostalgicznego rozpamiętywania: On sam od siebie śmierci odsunął widziadło, Dziwnem wynalezieniem cierpiącego życia. On przed sobą przyszłości postawił zwierciadło, I rzucał w nie obecne chwile – i z odbicia Wnosił, jaki blask przeszłe wspomnienia nadadzą Obecnym chwilom życia. (230-235) Projekt miłosny tchnie tym samym dystansem, co powy- żej cytowana poetologiczna autorefl eksja w spotkaniu z przy- jacielem dzieciństwa. Zresztą tę sztuczną, skonstruowaną no- stalgię dziecko-poeta zaraz niszczy. Projekt miłosny rozpada się, a wraz z nim także projekt Ja albo romantyczny projekt poety. Następuje rozstanie z ukochaną, zaczyna się „auten- tyczna”, już nieprojektowana nostalgia. Utrata prowadzi do okaleczenia Ja, a wiersz nie może tego przesłonić, przeciwnie, sam zostaje okaleczony: A z tymi obrazy Obecna chwila czarnym łamała się cieniem, Odrzuconą miłością, dumą, oburzeniem, Serce jak kryształ w setne poryło się skazy I tak wiecznie zostało. Wszystkie czucia skarby Ognistej wyobraźni rzucił na pożarcie, Wyobraźnia złotymi rozkwitała farby I kładła się jak tęcza na ksiąg białej karcie; Lecz nie było w niej wiary w szczęście ani w Boga. (296-304) 22 WTÓRNA EPICKA KONSTYTUCJA ROMANTYCZNEGO JA... (...) Mścił się i gmach budował niedowiarstwem ciemny. Ta budowa, ciężkimi myślami sklepiona, Stała otworem ludziom, lecz by się w nią dostać, Musieli wprzód jak wielcy szatani Miltona Zmniejszać się i myślami przybrać karłów postać. (307-311) Metempsychoza, punkt wyjścia romantycznej indywidu- alizacji, zmienia się w swoje przeciwieństwo. Wtajemniczo- ny stał się wykluczonym, stał się upadłym aniołem, który ma już przeznaczone sobie miejsce w kosmosie Sweden- borga: I co dnia z łona Boga dusz zagasłych tłumy Lecą na ziemię jak gwiazd zepchnięta lawina. Każda się w kształty ziemskie krysztali i ścina, I rosnącym, ciężarem w bieg strącona skory, Przechodzi w ludzkie, czuciem zardzawiałe twory; I będzie jadem w gadzie, a trucizną w kwiecie. Patrząc na tłumy ludzi na tym ciemnym świecie, Oni widzieli, którzy z łona Boga spadli, I po schodzących szczeblach szli w otchłań – i bladli. (157-165) Ten ustęp nie dezawuuje sławnego werdyktu Mickiewicza o poezji Słowackiego – „piękny kościół bez Boga” – ale przy- świadcza mu. W zakończeniu poematu losy dwojga dzieci zno- wu się zbiegają, choć wydawało się, że różnica zdolności po- etyckich rozdziela je absolutnie. „Ginę marzeń zdradą” (271). Romantyczny sen nie daje się wprowadzić w życie, wartością samoistną jest tylko jako nieskończone poszukiwanie albo jako nostalgia. Doświadczenie życia w obu wypadkach niszczy i wy- pacza wzniosłość romantycznego Ja. Przez podwojenie życio- rysów kruchość romantycznego Ja przedstawia się jako mal de siècle, chociaż autobiografi zm i skłonność do autentyczności na- dają poematowi charakter indywidualnej konfesji. Podwojenie 23 2. KONSTRUKCJA ROMANTYCZNEGO JA postaci szczególnie uwydatnia, że okaleczone Ja nie znajduje ocalenia w poezji – ułomny wiersz staje się ekspresją kalekiej egzystencji. W DRODZE DO IRONII ROMANTYCZNEJ Po wyjeździe z Polski w 1831 r. Słowacki w Paryżu i Gene- wie zrazu kończył romantyczne projekty twórcze, obmyślone jeszcze przed powstaniem. Godzina myśli przypieczętowuje tę, pozostającą jeszcze pod silnym wpływem wczesnego Byrona, pierwszą przymiarkę do romantyzmu. Wprowadzenie epickie- go narratora w zakończeniu poematu świadczy o odnalezio- nym dystansie. Romantyczne Ja nie ma już wymiaru ogólności, jest także formułą autentycznego losu. W Genewie, pracując nad Kordianem i Balladyną (1833-1834), Słowacki odkryje dla siebie dwie bardzo różne formuły nowego pisarstwa na emi- gracji, przy czym Balladyna, wielka próba ironii romantycznej, okaże się w następnych latach bardziej owocna niż Kordian. Odpowiedzią na nową sytuację, jaką stwarza emigracja, będą dopiero późniejsze poematy, Anhelli, Poema Piasta Dantyszka i Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu. Wszystkie za punkt wyjścia mają podróż. Podróż jest doświadczeniem egzystencjalnym, doświadczeniem wygnańca, pielgrzyma, a wreszcie nowocze- snego turysty, i zawsze jest również intertekstualną grą z kla- sycznymi i aktualnymi pre-tekstami. Tekstem źródłowym dla wszystkich poematów podróżnych jest Boska Komedia Dantego, w jej horyzoncie podróże nabierają też charakteru metafory. Poniżej ograniczymy się do podróży orientalnych, ponie- waż tu najdobitniej ujawnia się interesujący nas aspekt roman- tycznego Ja. Jesienią 1836 r. Słowacki wyrusza z Włoch przez Grecję na Wschód. Podróżuje aż do wczesnej wiosny następ- nego roku. Pracę nad poematem zaczyna w trakcie podróży, powraca do niej znów w 1839 r. Ostatecznie poemat pozosta- nie fragmentem, nieopublikowanym za życia autora, a – jak 24 W DRODZE DO IRONII ROMANTYCZNEJ sugeruje Kleiner – jego miejsce zajmie późniejszy Beniowski, zwieńczenie ironii romantycznej. Jak trafnie zauważa Przybylski, podróż na Wschód ma dwa cele: pusty grób Chrystusa i pusty grób faraonów.16 Sam poe- mat dotrze tylko do Grecji, do grobu Agamemnona i to zakoń- czenie nadaje podróży charakter raczej klasycystyczny niż ro- mantyczny. Poemat kończy się też w pieśni IX reminiscencją greckiej idylli.17 Ważniejszy od tych poetologicznych celów, ku którym zdąża poemat, jest ruch jako taki. W poemacie, który nie dociera do właściwego celu, ruch staje się główną fi gurą sensu. I ruszyć w podróż, bo się pieśń przewlecze Niejedną jeszcze przerwaną ideą. (I, 295-96) (...) A tu bym bardzo mądrze i głęboko Dowiódł... że kiedy nasz Zbawiciel kazał Wyłamać rękę lub wyłupić oko, Więc... trzeba, abym tę strofę przemazał, Bo jej dokończyć, jak chcecie, nie mogę, Bo osiodłany koń... i ruszam w drogę... (V, 271-276) Jest to ruch lirycznej dygresji, stałe krążenie między płasz- czyznami, między fi kcją a metafi kcją („Więc do czarta – / Mego pegaza wyskoki i liczne / Opowiadania semihistoryczne!”, I, w. 34-36), między lekkością („że będę nieco zabawny, lecz skromny”, I, w. 96) a powagą, między ironią, autoironią i sa- tyrą z jednej strony („Stolico! Gdzie nikt nie myśli głęboko”, I, w. 213) a patosem wyznania z drugiej strony: Jeśli Bóg wiedział, jak mi było trudno Do tego życia, co mi dał, przywyknąć I nie przeklinać... i drogą bezludną 16 Ryszard Przybylski, Podróż Juliusza Słowackiego na Wschód, Kraków 1982, s. 14. 17 Por. tamże, s. 34 i n., Kleiner, dz. cyt., t. 2, s. 261-265. 25 2. KONSTRUKCJA ROMANTYCZNEGO JA Iść po tym świecie szalonym, i niknąć, Co dnia myśl jedną rozpaczy zaczynać, Myślą tą modlić się... i nie przeklinać, (I, 277-282) Ruch oznacza nieustanne zmiany.18 Określa tempo: „Nie zatrzymany strofą ni morałem, / Na moim koniu biednym pę- dzę czwałem” (V, w. 191-192). Wreszcie, co istotne dla charak- terystyki Ja, jest to zawsze ruch, który stwarza dystans. Ironiczny dystans w stosunku do romantyzmu zaznacza się wyraźnie na początku poematu: Muzo mdlejąca z romantycznych cierpień, Przybądź i pomóż! Wzywam ciebie krótko, Sentymentalna, bo kończy się sierpień, (I, 1-3) (...) Są chwile w życiu, w których człowiek zda się Samemu sobie bardzo poetycznym: Na skały igle, na ruin terasie – W usposobieniu umysłu vehmicznym – (VI, 133-136) Romantyzm to tutaj emocjonalna klisza, która stała się banałem. Tego rodzaju ironiczny stosunek do romantyzmu w 1836 r., po Panu Tadeuszu z postacią romantyzującego Hra- biego albo po Fredrze, od dawna nie był już niczym nowym. Dystans w stosunku do zbanalizowanego obrazu przyrody otwiera drogę nowatorstwu: Poecie nie zależy na zmysłowym oku odbiorcy. Słowacki chce panować nad jego okiem wewnętrznym, czyli nad jego wyobraź- nią, a wiec nad fantazją formo-twórzą. Albowiem kompozycja klasztoru ma przecież powstać poza tekstem, przed „oczyma du- szy” czytelnika. Tekst opisu poetyckiego pełni funkcję planu ar- 18 Pierwsza pieśń poematu, jak świadczą przytoczone cytaty, zesta- wia i ukazuje wszystkie te zmiany. 26 W DRODZE DO IRONII ROMANTYCZNEJ chitektonicznego, na podstawie którego w wyobraźni czytelnika powstanie makieta opisywanego przedmiotu.19 W związku z koncepcją nowych obrazów u Słowackie- go Przybylski mówi o niezbędnym aktywnym czytelniku, który podąży za usamodzielniającym się ciągiem porów- nań: „Niech porównania dalej lecą kłusem” (VI, 188). Au- tor i czytelnik zbliżają się do siebie, czytelnik musi na równi z autorem angażować się w proces semiozy, nie otrzymuje sensownego wytworu, nie ma w ręku gotowego tekstu. Ko- munikacja między autorem a czytelnikiem w autopoiesis staje się aktem utożsamienia. Samotne nowoczesne Ja potrzebuje czytelnika, nie jest już autonomiczne. Funkcje autora i czy- telnika zbiegają się ze sobą. Dopiero razem gwarantują ist- nienie tekstu, który jako taki też nie jest już autonomiczny. Ten radykalny zamach autora na czytelnika musi zarazem chybiać czytelnika współczesnego, tak pilnie właśnie po- trzebnego. W tym miejscu romantyczne Ja po raz drugi musi wyru- szyć w drogę. Późnoromantyczny tekst, w przeciwieństwie do wczesnoromantycznego, adresowany jest nie do wąskiego grona wtajemniczonych, lecz do publiczności. Grupki niegdy- siejszych fi lomatów i fi laretów dawno się rozpadły, i podobnie „prywatna” romantyczna relacja, o jakiej opowiada Godzina myśli, dawno musiała pogodzić się z porażką. Ja bardzo lubię sławę popularną, Lękam się bardzo wymuskanej sławy; Dlatego każę na bibułę czarną Bić nowe dzieło... gołe, bez oprawy; I wyjdzie na świat książeczka pokorna, Jak gdyby spod pras Bogumiła Korna. (V, 61-66) 19 Przybylski, dz. cyt., s. 19. 27 2. KONSTRUKCJA ROMANTYCZNEGO JA Nie tylko czytelnik przestał być elitarny, również sam poe- ta nie jest już chroniony przez arcanum: I mnie dziś łatwiej wleźć na szczyt Parnasu, Niż ludziom przebyć przed świętym aliansem Rów wykopany. Trzeba na to czasu. Na Parnas będą jeździć dyliżansem Wieszcze Europy – a republikanie Za lat dwadzieścia... Kto wie co się stanie!.. (IV, 157-162) Autoironia obu cytowanych sekstyn wskazuje, że rozbicie roli poety jako wtajemniczonego i poezji wtajemniczonych nie przedstawia się jako przyjęty program, ale raczej jako nieprze- zwyciężalny paradoks. Już w Podróży do Ziemi Świętej Słowacki zaczyna atakować życie literackie polskiej emigracji w Paryżu, w tym kultową postać Mickiewicza, co w Beniowskim stanie się podstawą po- szukiwań własnej orientacji. Także politycznie Słowacki nie odnajduje w emigracyjnej wspólnocie nic, co byłoby dlań po- zytywnym punktem wyjścia. W IV pieśni (sekstyna 27 i n.) Słowacki deklaruje się wpraw- dzie jako demokrata, ale rozciągając to pojęcie na współczesną polską rzeczywistość, musi wiarę w demokrację zaprawić satyrą: Credo w Mochnackiego, Rzeczpospolitej jedynaka-syna, Co wielkich marzeń nie przestając snować, Przez Dyktatora dał się ukrzyżować, (IV, 165-168) Ironicznie zaprawione wyznanie wiary ostatecznie zapa- da w próżnię: „Zacząłem pisać, teraz z wielka biedą / Bij ę się w głowę, jak zakończyć Credo” (V, w. 185-186). Odwołanie do ludu, ale rozumianego już nie w duchu romantycznym, moż- na pozytywnie sformułować tylko jako wizję: 28 W DRODZE DO IRONII ROMANTYCZNEJ Wierzę, że idą ludy jako chmura Pełna błyskawic na trony zachwiane; Wierzę, że nawet królewska purpura Próchnieje w trumnach; wierzę w zatrzymane Lawy żołnierza, tam gdzie stanął Kokles; Wierzę, że Milcjad żył i Temistokles; Wierzę, że jeszcze żyje dziś Kanarys, (IV, 187-193) Polityczne spojrzenie ujawnia się przede wszystkim jako spojrzenie wstecz na klęskę powstania. Podsuwa zdekonstru- owany obraz narodowej tożsamości. Negatywny obraz Po- laków pogłębia się w porównaniu z kontrastowym obrazem greckich powstańców. Słowacki przeciwstawia sobie wzajem- nie dwie tradycje powstania: Na Termopilach ja się nie odważę Osadzić konia w wąwozowym szlaku; Bo tam być muszą tak patrzące twarze, Że serce skruszy wstyd – w każdym Polaku. (VIII, 73-76) Cheronea była dla Słowackiego i greckimi Maciejowicami. A więc był to grób ojczyzny, początek niewoli. Jest wszakże pew- na różnica między Cheroneą i Maciejowicami. Grecy na polu swej nieszczęsnej bitwy wznieśli pomnik, wspaniałą lwicę, w której jak w listowiu zamieszkały dusze poległych bohaterów. To wię- zienie heroicznych duchów było dla Grecji wyrzutem sumienia. Wszakże skarlałe w niewoli dusze rosły, rozsadziły swoją mar- murową trumnę i przyłączyły się do oddziałów Dymitra Ipsilan- tiego walczących o wyzwolenie Grecji. Hańba Cheronei została zmyta. Natomiast hańba Maciejowic trwa i zatruwa serca Pola- ków (Przybylski, dz. cyt., s. 31). Z powyższą interpretacją Przybylskiego można się w znacznej mierze zgodzić, przy tym jednak zastrzeżeniu, że Słowacki, porównując Polaków i Greków, odcina się nie tyle 29 2. KONSTRUKCJA ROMANTYCZNEGO JA od samych powstańców, ile od przywódców powstania na emigracji. To na nich przede wszystkim ciąży wina, bo oni kre- ślą nieautentyczny obraz polskiego powstania, uwodzą lud i – tu Słowacki antycypuje Brzozowskiego – odbierają mu rozum: „Sęp ci wyjada nie serce – lecz mózgi” (VIII, w. 118): Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą; Pawiem narodów byłaś i papugą, A teraz jesteś służebnicą cudzą. Choć wiem, że słowa te nie zadrżą długo W sercu – gdzie nie trwa myśl nawet godziny, Mówię – bom smutny – i sam pełen winy. (VIII, 109-114) Zamierzony dystans wobec traumy przegranego powsta- nia nie odznacza się tą samą suwerennością, co dystans w sto- sunku do romantyzmu albo sytuacji literatury na emigracji. Miejsce ironii zajmuje patetyczne wyznanie: „To ja nie klęknę, nawet przed klęczącą” (VIII, 129). Ja, mimo całej rezerwy, za- wsze jest zaangażowane: „Choć muzę moją w twojej krwi za- szargam” (VIII, w. 119). Samo porównanie Polaków i Greków nie jest absolutne, bo nie jest nowe. Pozytywny obraz Grecji pochodzi z młodzieńcze- go wspomnienia, nie z bezpośredniego oglądu, jest częścią no- stalgicznej pamięci o utraconej młodości i o utraconej ojczyźnie, i – jak wielokrotnie podkreślono – jest obrazem z lektury. I chciałbym cały włosem się osłonić Nad dawną księgą – i dawne łzy ronić, I być zbudzonym – jak dawniej – nad rzeką, Gdy na aleje złote słońce spadło, Kiedy słyszany jakiś głos daleko Wołał jak echo; gdy w rzeki zwierciadło Patrząc... patrzałem na twój wzrok uroczy, Nie śmiejąc prosto patrzeć... w twoje oczy... (IV, 359-366) 30 W DRODZE DO IRONII ROMANTYCZNEJ Z pracą pamięci, zainicjowaną przez porównanie z Grecją, wiąże się całkiem inny ruch semantyczny niż ten dotychcza- sowy, sterowany ironią wobec literatury i historii. Nie tworzy dystansu, ale kieruje się wstecz, chociaż wie, że nie dojdzie już tam, skąd kiedyś wyszedł. Utraconą ojczyzną nie jest tu Pol- ska, lecz rodzina. Przede wszystkim matka, a w nawiązaniu do Kochanowskiego przelotnie także ojciec. W spojrzeniu na rodzinę, zwłaszcza na matkę, Ja musi rozpoznać swoją bez- domność, samotność i wykluczenie. Jeśli Bóg wiedział, jak mi było trudno Do tego życia, co mi dał, przywyknąć I nie przeklinać... i drogą bezludną Iść po tym świecie szalonym, i niknąć, Co dnia myśl jedną rozpaczy zaczynać, Tą myślą modlić się... i nie przeklinać. (I, 277-282) Jeśli podsumować te drogi Ja – które tutaj prowadzą do skonstruowania innego Ja niż wcześniejsze teksty poetologicz- ne – okaże się, że na przestrzeni całego poematu w obrazie Ja rysuje się pewna sprzeczność. Poetyckie Ja posługuje się ironią, wznoszącą się aż do ironii romantycznej, aby zaznaczyć swoje zawsze odrębne miejsce w literaturze, natomiast Ja cywilne – przynależne do rodziny i do wspólnoty narodowej – ucieka się do patosu. To pierwsze mówi o wyzwalającej mocy dystansu, to drugie mówi w trybie wspomnienia o utracie. Nie można ich połączyć w jedność. Po 1831 r. Ja prezentuje się głównie jako wykluczone i samotne i nie może drogą rewizji historycznych przyczyn ekskluzji, tj. klęski powstania, dążyć do nowej tożsa- mości. Inaczej mówiąc: dawne samotne romantyczne Ja w ma- sce Byrona zdobywa się w latach 30. na dystans wobec czasu, ale tym samym wikła się bez ratunku w czas historyczny. Zara- zem nie może odzyskać absolutności dawnego Ja „dwojga dzie- ci”, ponieważ ekskluzja pozostaje zawsze autentycznym losem prywatnym, któremu nie jest dana transcendencja w tekście 31
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Poeta romantyczny i nieromantyczne czasy
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: