Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00365 007150 15370815 na godz. na dobę w sumie
Poezje wybrane - ebook/pdf
Poezje wybrane - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 162
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-078-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poezja
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Kontynuacja serii „Klasyka Mniej Znana” adresowanej do studentów filologii polskiej. Tom zawiera wiersze Teofila Aleksandra Lenartowicza – polskiego etnografa, rzeźbiarza, konspiratora i poety – który zasłynął jako autor stylizowanych na ludowe liryków. Prostym, miarowym rytmem, lapidarnością, ale przede wszystkim bezpretensjonalnym tonem i autentycznością zyskał przychylność ówczesnych i późniejszych literatów. Z uznaniem wypowiadali się o nich Cyprian Norwid, z którym Lenartowicz wiele lat się przyjaźnił, ale także Ignacy Kraszewski, Maria Konopnicka, Jan Kasprowicz, Stefan Żeromski czy Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Teofil Lenartowicz (1822 (cid:150)1893), poeta (wyda‡, m.in. zbiory Nowa lirenka, Echa nadwi(cid:156)laæskie, Album w‡oskie, Ze starych zbroic), dra- matopisarz, rze(cid:159)biarz. Zwi„zany ze (cid:156)rodowiskiem Cyganerii warszaw- skiej i gronem entuzjastek, zaanga¿owany w dzia‡alno(cid:156)(cid:230) spiskow„, w 1848 roku musia‡ opu(cid:156)ci(cid:230) WarszawŒ. Kolejnymi etapami jego tu- ‡aczki by‡y Krak(cid:243)w, Drezno, Pary¿, a w koæcu W‡ochy, gdzie, osiad‡- szy we Florencji, pozosta‡ a¿ do (cid:156)mierci. Na uniwersytecie boloæskim prowadzi‡ wyk‡ady o literaturze s‡owiaæskiej. Trwa‡„ warto(cid:156)(cid:230) przed- stawia liryka Lenartowicza, wyj„tkowa ze wzglŒdu na oryginalne po- traktowanie tzw. ludowo(cid:156)ci. Obok tematyki wiejskiej, pobrzmiewaj„ w niej tony patriotyczne i religijne, nie brak tak¿e utwor(cid:243)w, po(cid:156)wiŒ- conych refleksji o sztuce (zw‡aszcza w liryce okresu w‡oskiego). Ce- chuje poezjŒ Lenartowicza prostota, melodyjno(cid:156)(cid:230), zwiŒz‡o(cid:156)(cid:230), skupie- nie i dyskretny liryzm. flyczliwie odczytywany przez Mickiewicza, Kraszewskiego i Konopnick„, Lenartowicz przez wiele lat nie cieszy‡ siŒ jednak pozytywn„ opini„ krytyki, zarzucaj„cej jego poezji senty- mentalno(cid:156)(cid:230) i postromantyczny epigonizm. 2 Copyright for Klasyka Mniej Znana by Towarzystwo Autor(cid:243)w i Wydawc(cid:243)w Prac Naukowych UNIVERSITAS, Krak(cid:243)w 2002 PodstawŒ niniejszej edycji stanowi„ nastŒpuj„ce zbiory poezji: Teofil Lenartowicz, Wyb(cid:243)r poezyj, opr. Jan Nowakowski. Biblioteka Narodowa Seria I, Nr 5, wydanie 4 uzupe‡nione i poprawione. Wroc‡aw 1972; Teofil Lenartowicz, Album w‡oskie. Lw(cid:243)w 1870. Nak‡adem F. H. Richtera; Teofil Lenartowicz, Poezje wybrane, opr. Pawe‡ Hertz. Warszawa 1957. Uk‡ad utwor(cid:243)w wzorowany jest na przyjŒtym w edycji Biblioteki Narodowej przybli¿onym porz„dku chronologicznym. Wyboru dokona‡a Olga P‡aszczewska ISBN 97883-242-1078-7 TAiWPN UNIVERSITAS Projekt ok‡adki serii Ewa Gray I. UTWORY Z LAT 1841-1851 MOJE STRONY Pola, gdzie ¿niwa w plony obfite Stajami (cid:156)wiec„, jak dojrzy okiem, I ‡„ki wonnym kwieciem pokryte, Wody szumi„ce jasnym potokiem, S‡oæce, co z‡otem gaje powleka, Pe‡ne uroku jak przyja(cid:159)æ cz‡eka; Tam zeszed‡ b‡ogo ¿ycia pocz„tek, Tam jest m(cid:243)j luby rodzinny k„tek. Pod skrzyd‡em dŒbu, topoli pi(cid:243)rem Gromada ptasz„t za(cid:156)piewa ch(cid:243)rem, A w kt(cid:243)r„ stronŒ wiater powiewa, S‡odka melodia w ucho siŒ wlewa. Pod drzewem domek dziada, pradziadka, Tam mnie na rŒku nosi‡a matka; Wszystko siŒ sercu tak mile (cid:156)mia‡o, Wszystko, com kocha‡, tam siŒ zosta‡o. Cieniste wierzby rosn„ nad strugiem, D(cid:159)wiŒczny skowronek buja nad smugiem I nad mogi‡y krzy¿ackie lata (cid:140)piewa(cid:230) mieszkaæcom dawnego (cid:156)wiata; A krzy¿ przy drodze, ten str(cid:243)¿ poleg‡ych, Znak przysz‡ej w ¿yciu zmiany szczŒ(cid:156)liwej, S‡ucha skowronka pie(cid:156)ni rzewliwej O czasach dawnych, szybko ubieg‡ych. 5 PomnŒ, wieczorem, z czeladzi„ razem (cid:140)l„c w niebo mod‡y za szczŒ(cid:156)cie dzieci, Ojciec przed (cid:156)wiŒtym klŒka‡ obrazem. Dzi(cid:156) przy ko(cid:156)ci(cid:243)‡ku le¿y pod g‡azem, Cichy jak miesi„c, co mu tam (cid:156)wieci, Zimny jak wicher, gdy na gr(cid:243)b leci. Co chwila nowy obraz siŒ sunie, Co chwila nowe wspomnienie bie¿y; Wnet deszcz rzŒsisty z oka wylunie, Piorun przez usta s‡owem uderzy. Lecz po co skargi, wspomnienia moje, Przy was my(cid:156)l smutna niech ma pogodŒ. P‡yæcie mi, dawnych pami„tek zdroje, Z wami, weso‡e, taniec zawiodŒ. Jeszcze mazura us‡yszŒ w dali, Kiedy go szczera dziatwa wywija, UjrzŒ, jak para parŒ omija, Jak siŒ w ich licach krew ¿ywo pali. Hej mi, dziewczyno ho¿a, urodna, Z twarz„ rumian„, kwiatkiem we w‡osach, Gdy masz sierp jutro rzuci(cid:230) po k‡osach, Dzisiaj na tany pospiesz, swobodna! Ale dziewczyna z dala ucieka I czego(cid:156) p‡acze (cid:150) na co(cid:156) narzeka. Jutro j„ znajdziesz, jak blask poranny, U st(cid:243)p o‡tarza Naj(cid:156)wiŒtszej Panny, A za kochanka, co gdzie(cid:156) tam ¿yje, Wianek ofiarny Bogu uwije. Dalej, wspomnienia moje rodzinne, Dalej, piosenki ciche, niewinne, Grajcie mi jeszcze przesz‡o(cid:156)(cid:230) kochan„, W kwiatki rozkoszy (cid:156)wietnie przybran„. 6 JASK(cid:211)£KA Kiedy s‡oæce zachodzi na (cid:156)wiata suficie, A gromada komar(cid:243)w ponad ‡„k„ dzwoni, Wtenczas rzucam lepione moich gniazd ukrycie I biegnŒ (cid:156)piewa(cid:230) sobie. UsiŒdŒ na dachu, Ma‡„ g‡(cid:243)wk„ pokrŒcŒ i powitam zorze I z‡ocony ob‡oczek, co po niebie goni. Potem do r(cid:243)¿y lecŒ i w ‡onie zapachu K„piŒ siŒ jako nurek, gdy zwiedza w(cid:243)d ‡o¿e. SpojrzŒ w strumyk i widzŒ m(cid:243)j obraz na spodzie, P(cid:243)(cid:159)niej w trzcinŒ pogoniŒ, gdzie leciuchne puchy P‡yn„ce po powietrzu, gdy skrzyde‡kiem wionŒ, Jakby sp‡oszone nagle zerwa‡y siŒ duchy I kr„¿„, i wij„ siŒ w tŒ i ow„ stronŒ, Niby dusze umar‡ych po rajskim ogrodzie. To zn(cid:243)w wracam do gniazdka przy wie(cid:156)niaczym oknie. Co us‡yszŒ, to powiem (cid:150) najprz(cid:243)d (cid:156)wierszcza w pr(cid:243)chnie I szmer li(cid:156)ci olszyny, co na b‡otach moknie, Szeleszcz„cej, jak tylko lekki wiater dmuchnie, I piszcza‡kŒ pastusz„. Jej echo po rosie Daleko i daleko (cid:150) a¿ do mnie przylata. Ja lubiŒ tŒ piszcza‡kŒ, bo w jej smutnym g‡osie Jest co(cid:156) jakby westchnienie do tamtego (cid:156)wiata. I umilk‡a piszcza‡ka. C(cid:243)¿ wiŒcej us‡yszŒ? Po(cid:156)wist ¿(cid:243)‡wia na stawie lub szelest w sitowiu I wietrzyk, co spokojnie miŒdzy krzewy dysze. I ksiŒ¿yc czysty, jasny sypie (cid:156)wiat‡o w nowiu. Ha, piosneczka pod oknem, piosneczka tak mi‡a, fle gdyby nawet anio‡ t‡umem cudnych ton(cid:243)w, Kt(cid:243)re wyrzuca z lutni przed potŒ¿nym Bogiem, Chcia‡ walczy(cid:230) o pierwszeæstwo, tak„ by nie by‡a: Bo pie(cid:156)æ ta jest wspomnieniem, i (cid:150) wspomnieniem b‡ogiem. 7 (Na nutŒ pie(cid:156)ni gminnej: (cid:132)Oj, wezmŒ ja kontusz(cid:148) itd.) PIOSNKA Hej, tam za g(cid:243)rami, Hej, tam za lasami, Na piasku bia‡ym Stoi pusta chata Kasinego brata Z dachem zgorza‡ym. Na polu, za p‡otem, Strojna kwieciem z‡otem Ro(cid:156)nie dziewanna. Przy karczmie z drugimi P‡acze ‡zy krwawymi Kasieæka panna. fl(cid:243)‡t„ chustkŒ z g‡owy, Sznurek bursztynowy Zrzuci‡a z szyje I twarz zap‡akan„, Srodze zatroskan„, W bia‡„ d‡oæ kryje. ,,Czeg(cid:243)¿ ty p‡aczesz, Czego ¿a‡ujesz, Dziewczyno biedna?(cid:148) (cid:132)Boga(cid:230) nie mam czego! Bez brata mi‡ego Na (cid:156)wieciem jedna. Ogieæ pod‡o¿yli, Cha‡upŒ spalili, Zabili brata. Cz‡ek biedy nie zmo¿e: O, m(cid:243)j wielki Bo¿e, Zabierz mnie z (cid:156)wiata!(cid:148) 8 (cid:132)Oj, nie p‡acz, dzieweæko, Jeno raniusieæko Id(cid:159) do ko(cid:156)cio‡a; Przed wielkimi drzwiami Z jasnymi w‡osami Ujrzysz anio‡a. M(cid:243)dl¿e siŒ Maryi, To ‡zy twe on ci jØj W niebo zaniesie; I bŒdziesz szczŒ(cid:156)liwa Jak ptaszek, co (cid:156)piewa W zielonym lesie(cid:148). (cid:132)Oj, p(cid:243)jdŒ ja biedna, P(cid:243)jdŒ sama jedna Szerokim (cid:156)wiatem, A¿ umrŒ z mi‡o(cid:156)ci, A¿ umrŒ z ¿a‡o(cid:156)ci Za lubym bratem(cid:148). I posz‡a daleko; D‡ugie dni przeciek„ (cid:150) Ona nie wr(cid:243)ci, Chyba duch dziewczyny Ze srebrnej g‡Œbiny PiosnkŒ zanuci. I wyjdzie nad wody Patrze(cid:230), kŒdy m‡ody Pastuch siŒ b‡„ka, I dla niego dr¿„ca Przy blasku miesi„ca PiosnkŒ zabrz„ka. 9 WIERSZ DO POEZJI Kochanko ducha, dziewico s‡oæca, Z mieczem i w zbroi hartownej! Nikt siŒ nie oprze, gdy(cid:156) jest walcz„ca, Nikt siŒ nie oprze, dziewico s‡oæca, Twojej piŒkno(cid:156)ci czarownej! Gdy miecz uka¿esz, gdy he‡m przywdziejesz, Bia‡oramienna dziewico! Gdy na wiatr sztandar (cid:156)nie¿ny rozwiejesz, Zapa‡ szalony w serca rozsiejesz, Rycerze bronie pochwyc„, Uchwyc„ tarcze, miecze ostrzone Wstrz„sn„ w ¿ylastych prawicach, Z krzykiem rozpaczy rzuc„ siŒ w stronŒ, Gdzie im uka¿esz grody zniszczone (cid:150) Na kt(cid:243)rych widok zap‡omienione Piek‡o wyst„pi na licach. A gdy bohater padnie w obronie, Ty znijdziesz w szacie anio‡a I wieniec chwa‡y w‡o¿ysz na skronie (cid:150) ZwyciŒstwo bŒdziesz (cid:156)piewa(cid:230) przy zgonie I (cid:156)mier(cid:230) mu przyjdzie weso‡a. Ty zimne duchy ogniem zapalasz, W wary przemieniasz ch‡(cid:243)d lod(cid:243)w, Ty jedna cudem ludy ocalasz, NiezwyciŒ¿one t‡umy obalasz (cid:150) Poezjo! Matko narod(cid:243)w! Ty mŒczennikom, pod rŒk„ kata RozpiŒtym w b(cid:243)lach (cid:156)miertelnych, Stawiasz obrazy lepszego (cid:156)wiata, 10 Gdzie my(cid:156)l ostatnia z krzy¿a ulata Do boskich krain weselnych. Ty im, czarowna dziewico s‡oæca, Nim (cid:156)mierci do(cid:156)wiadcz„ ch‡od(cid:243)w, Za ¿ycie mŒczaræ (cid:150) (cid:156)wiat‡o(cid:156)(cid:230) bez koæca Uka¿esz z dala w promieniach s‡oæca, Poezjo! Wiaro narod(cid:243)w! Na czarodziejskie twoje skinienie Stanie siŒ niebo na ziemi, Dzikiej niezgody zgasn„ p‡omienie (cid:150) Na twej czarownej palmy skinienie Ludzie siŒ stan„ (cid:156)wiŒtymi. Na kogo twoje wejrzenie padnie, Ten ziemi (cid:156)wieci na wieki, W imieniu twoim serca ow‡adnie, Ludziom ich przysz‡e losy odgadnie, A czas je spe‡ni daleki. Ty bŒdziesz wi„za(cid:230) d‡onie szermierzy W czas (cid:156)lubnych (cid:156)wiata obchod(cid:243)w; W o‡tarzach stawisz duchy rycerzy. Przez ciebie ludzko(cid:156)(cid:230) w siebie uwierzy, Poezjo (cid:150) prawdo narod(cid:243)w! KALINA Ros‡a kalina z li(cid:156)ciem szerokiem, Nad modrym w gaju ros‡a potokiem, Drobny deszcz pi‡a, rosŒ zbiera‡a, W majowym s‡oæcu li(cid:156)cie k„pa‡a. W lipcu korale mia‡a czerwone W cienkie z ga‡„zek w‡osy wplecione. Tak siŒ stroi‡a jak dziewczŒ m‡ode 11 I jak w lusterko patrzy‡a w wodŒ. Wiatr co dnia czesa‡ jej d‡ugie w‡osy, A oczy my‡a kroplami rosy. U tej krynicy, u tej kaliny Jasio fujarki krŒci‡ z wierzbiny I grywa‡ sobie d‡ugo, ¿a‡o(cid:156)nie, Gdzie nad krynic„ kalina ro(cid:156)nie, I (cid:156)piewa‡ sobie: dana! oj dana! A g‡os po rosie lecia‡ co rana. Kalina li(cid:156)cie zielone mia‡a I jak dziewczyna w gaju czeka‡a, A gdy jesieni„ w skrzynkŒ zielon„ Pod czarny krzy¿yk Jasia z‡o¿ono, Biedna kalina zna(cid:230) go kocha‡a, Bo wszystkie swoje li(cid:156)cie rozwia‡a, flywe korale wrzuci‡a w wodŒ. Z ¿alu straci‡a swoj„ urodŒ. JAN KOCHANOWSKI £askawe ¿ycia naszego szafarki, Ci„gn„ ni(cid:230) z‡ot„ pracowite Parki, Na wrzecioneczkach ¿ywo namotaj„, Dni nasze w z‡ote k‡Œbki nawijaj„, A gdy ju¿ przŒdzy nie stanie srebrzystej, To przetn„ pasmo i w drodze wieczystej Wnet siŒ cz‡ek ujrzy; ten szczŒ(cid:156)liwy zasie, Kto ¿y‡ dla ludzi dobrze w swoim czasie I jako na (cid:156)wiat przyszed‡ (cid:150) tak i schodzi, Czysty, jako siŒ sprawiedliwym godzi, A (cid:156)wiat by‡ jemu p‡omieniem ognistym, Z kt(cid:243)rego ¿ywot jak ¿elazo czystym Wyp‡yn„‡ w wieczno(cid:156)(cid:230), tam, gdzie ojce, dziady Przeszli po cichu (cid:150) na wsp(cid:243)lne narady. 12 Zielona lipo moja, w kt(cid:243)rej cieniu Siadam i s‡onecznemu kryjŒ siŒ promieniu; Jak¿e to wiele z tob„ rozmawia‡em, Jak¿e to r(cid:243)¿ne my(cid:156)li wy(cid:156)piewa‡em, Za ka¿d„ (cid:150) z‡ot„ strun„ potr„caj„c; A¿e przegra‡em ¿ycie, wdziŒcznie graj„c. Mog‡em ci wprawdzie w zbroi, przypasany Do miecza rycerz (cid:150) i miŒdzy dworzany Stan„(cid:230) kr(cid:243)lewskie. Lecz ty, lipo moja, I ty mi, gŒ(cid:156)li, milsz„(cid:156) ni(cid:159)li zbroja! (cid:140)piewak te¿ r(cid:243)wnie my(cid:156)l„ sprawy ima: I (cid:156)wiat mu ciŒ¿y jak he‡m nad oczyma, Za poczciwo(cid:156)ci chroni„c siŒ pawŒ¿„ Tnie prawdŒ mieczem (cid:150) a¿ smoki polŒ¿„ Albo zapa(cid:156)nik legnie (cid:150) wszŒdy boje. Walczy, kto ima lutniŒ, jak i zbrojŒ. I (cid:156)wiat jednako nagradza te¿ one, Li(cid:156)cie na g‡owŒ wk‡adaj„c zielone. Tak nad mieczowym greckim bohaterem, Jako nad (cid:156)lepym (cid:156)piewakiem Homerem Jedno, lauru li(cid:156)cie skroæ obwiod‡y; Ziemia c(cid:243)¿ ludziom da? (cid:150) jeno chwast pod‡y. Pod cienie lipy mojej, go(cid:156)ciu po¿„dany, Spiesz siŒ, tu ciŒ pokrzepi m(cid:243)j dzban polewany, Z‡ota przywita lutnia i ubogie progi, I kwiaty mego sadu, a domowe bogi Sen ci spuszcz„ przyjemny (cid:150) a¿ ciŒ zbudz„ z rana Na go‡Œbniku ptaki i klekot bociana Lub wierzbowa fujara... Go(cid:156)ciu m(cid:243)j kochany, Usi„d(cid:159) ze mn„ za sto‡em i wianek r(cid:243)¿any Przyjmij (cid:150) fraszka ziemskie rzeczy, Byle ojc(cid:243)w obyczaj szczerze mie(cid:230) na pieczy I stare (cid:132)kochajmy siŒ(cid:148) rad zawsze wspomina(cid:230), I umie(cid:230) sobie z Bogiem i szabl„ poczyna(cid:230). 13 To(cid:230) wszystko (cid:150) wiŒcej cz‡owiek uczyni(cid:230) nie mo¿e, TŒpy ma wzrok, by odgad‡ dziwne s„dy Bo¿e. WiŒc siŒ cieszmy nadziej„, chwytajmy sny z‡ote, fle nam nasz„ poczciwo(cid:156)(cid:230) i ojcowsk„ cnotŒ Nagrodz„ (cid:150) cho(cid:230)by p‡oche te sny by‡y, Praw-li, komu siŒ one na (cid:156)wiecie przy(cid:156)ni‡y. P(cid:243)jd(cid:159), go(cid:156)ciu, w moje progi, otwarte ci wrota, Wita ciŒ stara prawo(cid:156)(cid:230) i stara prostota, Zrzu(cid:230) zbroje i rumaka pacho‡kowi oddaj, A zwyczajom siŒ naszym staropolskim poddaj! Chcemy sobie by(cid:230) radzi, Rozka¿, panie, czeladzi, Niechaj na st(cid:243)‡ dobrego wina przynaszaj„, A przy tym w z‡ote gŒ(cid:156)le albo w lutniŒ graj„! SOWI(cid:209)SKI Tam zagrzebane tylu set cia‡a, imiona: Dusze gdzie? nie wiem... Adam Mickiewicz W dniu onym s‡oæce dziwn„ pogod„ ja(cid:156)nia‡o. Sowiæski sta‡ w okopach, oparty o dzia‡o, Przy kt(cid:243)rym nieodleg‡e granaty rozbite Le¿a‡y, ju¿ ostyg‡e i w ziemiŒ zaryte, Kilka strzaskanych lawet i ko‡a armatnie; NietkniŒte bowiem by‡y dwie tylko ostatnie, Reszta od kul pocisk(cid:243)w posz‡a miŒdzy trupy... Szeregi nieprzyjaci(cid:243)‡ jako mr(cid:243)wek kupy PoczŒ‡y siŒ porusza(cid:230) na linii odleg‡ej; Te siŒ w szyki zbiera‡y, inne w oddal bieg‡y, Inne sta‡y bez ruchu jako dro¿ne g‡azy, Czekaj„c, rych‡o wodze wydadz„ rozkazy. 14 Tymczasem przed szeregiem d‡ugim, wyci„gnionym Pop ruski w czarnych ryzach, ze srebrnym ikonem ZachŒca‡ do odwagi niezliczone hufy, Oparte o b‡yszcz„ce karabin(cid:243)w lufy. Nareszcie spod namiotu w samym skraju b‡onia Adiutant w pi(cid:243)rach wybieg‡, szybko dopad‡ konia I z wydobyt„ szpad„, kt(cid:243)ra w s‡oæcu (cid:156)wieci, Pu(cid:156)ci‡ siŒ tak pospiesznie, jak chyba (cid:156)mier(cid:230) leci. W okopach braci naszych ledwie garstka ma‡a (cid:140)ci(cid:156)niŒtymi szeregi przed ko(cid:156)cio‡em sta‡a, KŒdy w g‡Œbi, schylony na o‡tarza progi, Z bia‡ymi jak (cid:156)nieg w‡osy klŒcza‡ w(cid:243)dz bez nogi. Na wszystkich twarzach polskich takie mŒstwo l(cid:156)ni‡o, Takie nietrwo¿ne serce pod mundury bi‡o... A groby siŒ garbi‡y pod ¿o‡nierzy stopy I krzy¿e wystawa‡y wy¿ej nad okopy. A wtem nagle pod s‡oæce, co siŒ z chmur odwia‡o, Dym jak pi‡ka wylecia‡, ryk‡o pierwsze dzia‡o, Za nim drugie, dziesi„te (cid:150) i anio‡ ognisty Pocz„‡ szarpa(cid:230) powietrze (cid:156)miertelnymi (cid:156)wisty. Upada pierwszy granat, zarywa siŒ, miele, Rzyga ogniste iskry z (cid:156)ci(cid:156)niŒtej gardziele, PŒka (cid:150) i jako wicher, kiedy wpadnie w drzewa, Pierwsze ga‡Œzie kruszy, li(cid:156)(cid:230) obfity zwiewa, A nim harcowa(cid:230) pocznie na szerokim ‡anie, W dru¿ynie drzew niezwyk‡e czyni zamieszanie: Podobnie granat mŒ¿nym hufcem zako‡ysze; Miejsce zmar‡ych zajmuj„ wierni towarzysze, R(cid:243)wnaj„ siŒ szeregi, porz„dek ten samy, Rzek‡by(cid:156): na Saskim placu... gdyby nie krwi plamy. 15
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Poezje wybrane
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: