Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00278 004214 14817324 na godz. na dobę w sumie
Poezje wybrane - ebook/pdf
Poezje wybrane - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 168
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-070-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poezja
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Kontynuacja serii „Klasyka Mniej Znana” adresowanej do studentów filologii polskiej. Tom zawiera wiersze Władysława Syrokomli, poety polskiego romantyzmu, który zasłynął jako autor ironicznych wierszy stylizowanych na XVIII-wieczną sielankę oraz lirycznych gawęd ludowych zachwycających prostotą języka, autentycznością i bezpretensjonalnym tonem.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

POEZJE WYBRANE K L A S Y K A M N I E J Z N A N A Władysław Syrokomla POEZJE WYBRANE Kraków ISBN 97883-242-1070-1 „Dla ciebie śpiewam, gminu szaraczkowy” I DEDYKACJA GAWĘD GMINNYCH LITWINOM O, bracia moi znad Wilii, znad Niemna! Gdy wam swojacka gawędka przyjemna, Zasiądźcie w kółko, a ja wam pogwarzę; Stukniemy w czarki, rozweselim twarze, A moŜe prawda wynurzy się na dnie Albo się chwilka smutkowi wykradnie. Ja czasem wierszyk skleciwszy naprędce, Lubię się wylać w niewinnej gawędce, A wy niekiedy serdecznie i czule Dajecie ucho sielskiemu gadule; Będziem wzajemnie radzi – tak mi właśnie! NiechŜe kto teraz drzwi na klucz zatrzaśnie, Aby snadź jaki panek czy półpanek Nie przyszedł wyśmiać naszych pogadanek. U nas, wiadomo, domowa czeladka, Wiersz od siekiery, robota niegładka, A słuchacz patrząc w serce gospodarza Wdzięczen z przyjęcia, czym Pan Bóg obdarza. Łatwiej to z wami wywinąć się księdze, Bracia w kapocie i bracia w siermiędze! Gmin nieuczony łatwiej się pozwoli Podkraść, wysłuchać: czy mu serce boli, Czy własna wina, czy BoŜa niełaska, Czy błoga radość po sercu pogłaska. Oblicze gminu blednie, to się płoni, Pierś przezroczysta – widno jak na dłoni; Na sercu grają uczucia otwarte! ŁatwoŜ je schwycić i przenieść na kartę – 5 A potem w kółku tych samych słuchaczy, KtóŜ niedołęŜnej piosnce nie przebaczy? Kto zechce śpiewek nicować dziadowski Z myśli do myśli, ze zgłoski do zgłoski? Z jasnymi pany nie tak idzie składnie; KtóŜ ich oblicza, ich serca odgadnie? Jak dla nich śpiewać? kiedy mają narów, śe za swój pieniądz chcą dobrych towarów? Dla nich się ksiąŜki w pozłocistych szatach Robią w ParyŜu w najpierwszych warsztatach; GdzieŜ nam dościgać? nierówna gonitwa, Co insza ParyŜ, a co insza Litwa. Kogo zamorskie pachnidło przynęci, CóŜ mu aromat naszych sianoŜęci? Po śpiewie oper jak nudną są rzeczą Ranne skowronki, co na Litwie skrzeczą! Nie Ŝal mi serca i nie Ŝal mi głowy, Dla ciebie śpiewam, gminu szaraczkowy! O tobie śpiewam i z tobą zespolę Nadzieje, radość i smutki, i bole; Twoim powietrzem orzeźwię oblicze, Od twoich ptasząt wyrazu poŜyczę. Niech się myśl moja spod serca wygwarzy Nutą Ŝniwiarską, w takt brzęku kosarzy. Gdzie chata słomą lub dranią pokryta, Serdeczny Litwin niech piosnkę przeczyta, A gdy swojaka dopatrzy się we mnie, Zgrzeszyłbym mówiąc, Ŝem śpiewał daremnie. 6 Z WRAśEŃ POLESKIEJ PODRÓśY W bagnie, piasku i borze, Przy jeziorza odnodze, Siedzi wioska w pokorze, Jako Ŝebrak przy drodze. Szumią sosny barczyste, Jakby doli swej płaczą. Biedna wioska zaiste, JakŜe patrzy Ŝebraczo! Ludzie w lnianej siermiędze, Lub odarci jak nadzy, Na ich twarzy znać nędzę I brud dymu i sadzy. Zgniłymi sterczą ściany Jej stodoły i domy, Zamiast dachu łachmany Z oczeretu i słomy. PrzecięŜ bocian, stróŜ chaty, ZłoŜył gniazdo na strzesie; Wierzy wieśniak brodaty, śe to szczęście mu niesie. – Pleciesz, pleciesz, mój stary! Tu bocianów gromada: Jeśli wróŜbie dać wiary, Szczęsna wasza osada! – O, my Ŝyjem szczęśliwie! Nie masz chleba na stole, śółty piasek na niwie, Trawa rośnie w stodole. W myślach skrytych pomroką To błyśnie, to się zaćmi, Człowiek westchnie głęboko Sam nad sobą, nad braćmi! Wtedy serce człowiecze Bije jako młot w kuźni; Lecz gdy boleść dopiecze, 7 To i Bogu człek bluźni. Łza przegryza powieki, Z pracy kości aŜ bolą... WróŜba wróŜbą na wieki, A niedola niedolą! Za górami gdzieś świata Nasze słonko się Ŝarzy; Bocian stamtąd wylata I pozdrawia nędzarzy. Jego niebo przysyła Niszczyć plemię węŜowe: Och, nie ptasia to siła Wszystkim węŜom zgnieść głowę! Wierzym wróŜbom, gdy bieda, By oszukać się sami: Dola szczęścia nam nie da, To je skłamiem wróŜbami. Człowiek głupszy od dzieci – Szczęścia czeka i czeka; A nim słońce zaświeci, Rosa oczy wypieka. 1850 8 LIRNIK WIOSKOWY Sielanka I Liro ty moja śpiewna! z czarodziejskiego drewna Snadź ciebie wyrobiono! Skoro wezmę cię w ręce, gdy twą rączkę zakręcę, Zaraz mi kipi łono. Czuję radość nieznaną, jakby na sercu grano I smutno, i wesoło; Jam szczęśliwy, bogaty, gdy od chaty do chaty Przechodzę całe sioło! Z tobą się nie napieszczę: i dzień, i noc, i jeszcze... Jeszcze grałbym bez końca, AŜ mi się w piersiach warzy, aŜ mi do bladej twarzy Uderza krew gorąca. Niech sobie boli ręka, niech sobie serce pęka, PrzecieŜ tonów nie zniŜę; Nie Ŝałuję mej głowy, wszak ja lirnik wioskowy Skonam grając na lirze! II Liro ty moja śpiewna, z czarodziejskiego drewna! Niebezpieczneś narzędzie! Jakby w piekle, jak w niebie, kto się dotknął do ciebie, Wiecznie pamiętać będzie! Wnet go dumka uniesie, wnet sercu kochać chce się I tęsknota ogarnie. Tyś pokaraniem boŜem, z tobą, jak z ostrym noŜem Nie Ŝartować bezkarnie. Bo noŜe ciało bodą, a piosnka duszę młodą Jakby ostrzem przenika; A gorsza jeszcze bieda, Ŝe świat i wiary nie da: Co tam w duszy lirnika? Co oni wiedzieć mogą, Ŝe mi tak w piersiach błogo, śe mnie tak chętka bodzie: 9 Grać od serca, grać wiele, Panu Bogu w kościele, Dobrym ludziom w gospodzie; Grać przed moją jedyną, niech ją piosnki obwiną, Niech ją dźwiękiem otoczą, Czy pracuje we Ŝniwa, czy po pracy spoczywa, Czy się bawi ochoczo. Patrzcie na dziewę moją! przy niej chłopcy się roją, Śmieszne, śmieszne ludziska! Jeden wąsem się chwali, drugi mieczem ze stali, Trzeci srebrem połyska. Mnie Bóg więcej przeznacza, znaj, co hardość śpiewacza! Ja przed nikim nie zniŜę Ani pieśni, ni głowy, hardy lirnik wioskowy Skonam grając na lirze! III Liro ty moja śpiewna, z czarodziejskiego drewna, Wątłe z tobą nadzieje! Snadź twe piosnki niepiękne: czy przed Bogiem uklęknę, Czy dla ludzi zapieję, Tylko rozgwar twój znudzi Pana Boga i ludzi, Serc braterskich nie zjedna; Bo kaŜdy z towarzyszy słyszy, jakby nie słyszy, O dolo moja biedna! Kiedy czasem się zdarza, Ŝe u stopni ołtarza Ku Bogu głos wytęŜę, Ksiądz na mnie patrzy gniewno, Ŝe muzykę cerkiewną Smutnym tonem mitręŜę. Kiedy pójdę we święta, gdzie się bawią dziewczęta, MłodzieŜ i starcy w domu, Klnę, Ŝe w piersi mi wrosło pieśnio-twórcze rzemiosło, Lub zapłaczę kryjomu. Dziewczę słucha lirnika, ale duszę zamyka, Mnie się serce rozpada – 10 Ja pieśnią proszę, ona rzuci trzy grosze I z innym pląsa rada. Starzec westchnie i powie: – „Za mych czasów grajkowie Toć to grali dla duszy! Dzisiaj idzie w zawody jakiś młodzik bez brody; Trąbić mu w róg pastuszy!” I tak wszyscy zebrani, jeden chwali, ten gani – Kłaniam, kłaniam uprzejmie. OtóŜ wielka mi łaska, Ŝe ktoś w dłonie zaklaska, Ale serce odejmie! Liro! próŜnaś przynęty, strzaskaćby cię na szczęty, Z ciebie ciernie i krzyŜe! Lecz tyś promień mej głowy, wszak ja, lirnik wioskowy, Skonam grając na lirze! IV Liro ty moja śpiewna, z czarodziejskiego drewna! Ludzie łzami mnie poją! Tyś dla mnie ulgą boŜą, a gdy mnie w grób połoŜą, Ty będziesz chlubą moją. Ej, rozgłośnie, rozgłośnie twoje echo urośnie! Zolbrzymieją me słowa; Pójdą z kraju do kraju, do samego Dunaju, Do samego Kijowa. Kiedyś w okno sąsiada cudzych ludzi gromada Ciekawie zakołata: – „Przyszliśmy patrzeć dziwa, gdzie wasz lirnik spoczywa, Lirnik głośny u świata.” Wtedy z całego sioła ciekawość lud wywoła I będą czynić wnioski, Szeptać, ściskając plecy: – „Skąd ci ludzie dalecy Znają pieśni tej wioski?” Wiosce chluba urasta; młodzian, dziewczę, niewiasta Przed ludźmi cudzej ziemi 11 Westchnieniem i gawędą sławić lirnika będą, Co śpiewał i Ŝył z niemi. I powiodą przybyszy do cmentarnej zaciszy, Gdzie przy sośnie trzy krzyŜe; I rzekną wznosząc głowy: – „Tu nasz lirnik wioskowy Skonał grając na lirze”. 1852 12 ŚMIERĆ SŁOWIKA W drucianym więzieniu, gdzie kipi gwar miasta Zamknięto słowika; Chętka w nim śpiewania urasta, urasta, AŜ piersi przenika. Och! nie masz tu cienia w olszniaku, w leszczynie, Co głowę osłoni, Och! nie masz i wtóru, bo strumyk nie płynie, Nie szumi po błoni! Och! nie masz tu lubej, dla której by warto Choć skonać wśród pieśni! Nie moŜna wylecieć na przestrzeń otwartą, Bo klatka lot cieśni. Tu zamiast wietrzyka o bruk koła grzmocą, AŜ trzęsą się ściany. Tu kurzem osypie jadący karocą Pan w złoto przybrany. Tu zamiast strumyka, tłum płynie jak woda I tętni, i wrzeszczy; Gdzie tutaj zacisze? gdzie tutaj swoboda, By wydać głos wieszczy? AŜ chwieje się główka, aŜ pęka mu łono, Kurzawa aŜ dusi; Lecz kogo na świecie słowikiem stworzono, Ten śpiewać juŜ musi. Poczyna piosenkę, w tonach się rozpada, Wygłasza swe Ŝądze, Lecz śpiew mu zagłusza przechodniów gromada, Co liczy pieniądze. 13 Lecz silne, strzeliste śpiewanie słowicze Przemagać poczyna. Wóz tętni po bruku... „O, ja go przekrzyczę!” Tak myśli ptaszyna. I nutą wciąŜ wyŜej a wyŜej wystrzela, Góruje głos młody. Przypomniał swe chwile dawnego wesela, Swej dawnej swobody, Przypomniał swój gaik i lube wieczory Pod gęstą kaliną, Przypomniał serdeczne, długie rozhowory Ze swoją jedyną, Jak budząc się ze snu, przed jutrznią, przed słońcem, W mgle rannej lał trele I głosem królując nad ptastwa tysiącem, Był zawsze na czele. „Przekrzyczę, prześpiewam niesforne te gwary, Pomimo hałasu, Do wyŜszej, do wyŜszej uniosę się sfery” – Tak myślał syn lasu. Lecz bardziej a bardziej łoskotów grzmią krocie, Bruk miejski wciąŜ dudni; A jakby na przekór, w ulicznej ciasnocie I ludniéj, a ludniéj. Ów drugi przechodzień swe kroki zatrzyma I słucha pieśniarza, Ptaszkowi pochwała aŜ piersi rozdyma, AŜ zapał rozŜarza. 14 Niebaczny! twój triumf opłacasz zbyt drogo Nad ciŜbą brukową, Zdobędziesz pochwałę, lecz płakać nie mogą Źrenicą matową. Słuchaczów, co płaczą łezkami rozkoszy, Potrzeba ci właśnie; Tyś nie znał oklasków... bywało aŜ spłoszy, Ktoć w dłonie zaklaśnie. I ból wysilenia rwie piersi ptaszęce, Skrzydełka omdlały. On tego nie czuje, bo w swojej piosence Utopił się cały. I w główce, i we krwi tak kipi, AŜ echem drga klatka, Tym śpiewa donośniej, im cierpi boleśniej, Z sił swoich ostatka. A wozy wciąŜ huczą, a ciŜba wciąŜ krzyczy, Ci sobie... on sobie... AŜ pęknął od pienia gardziołek słowiczy W ostatniej swej probie. Na próŜno ptaszyna w skrzydełka szeleszcze... Chwieje się, posłania; Gorące serduszko zadrgało raz jeszcze, Lecz tętnem skonania. I ten co piosenką górował nad knieją, Tu zerwał swe siły, A koła po bruku szyderczo się śmieją, śe ptaszka zabiły. 15 BOREJKOWSZCZYZNA Nie mój to domek, nie moja gleba, Choć chleb mi rodzi przez lato; Moim jest tylko ten błękit nieba, Co się unosi nad chatą. Pod skrzydłem chmury, pod cieniem strzechy Miałem i ciernie, i róŜe; PrędkoŜ me bole, moje pociechy Ojcu ziemskiemu wynurzę? W pobliskiej wiosce, w cmentarnej głuszy, Zacny się starca proch mieści: BoŜe! daj spokój zmarłego duszy, A Ŝywym – mądrość boleści! Borejkowszczyzna, 1860 16
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Poezje wybrane
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: