Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00065 016579 17796460 na godz. na dobę w sumie
Pojedynek - ebook/pdf
Pojedynek - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 61
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Główny bohater 'Pojedynku' Czechowa, urzędnika na Zakaukaziu Łajewski, jest człowiekiem, który przez swój słaby charakter marnotrawi swe życie. Związany z niekochaną kobietą, ulega powolnej społecznej degradacji. Życie jednak stawia go przed trudnym zadaniem wzięcia odpowiedzialności za siebie i za bliskich. Czy mu sprosta? Tego dowiesz się z tej książki.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. ANTONI CZECHOW POJEDYNEK Tłumaczyła Natalia żałczy(cid:276)ska Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, żda(cid:276)sk 2000 2 Była godzina ósma rano – pora, gdy oficerowie, urz(cid:266)dnicy i przyjezdni po gor(cid:261)cej, dusznej nocy zazwyczaj k(cid:261)pali si(cid:266) w morzu, a potem szli do pawilonu na kaw(cid:266) czy herbat(cid:266). Iwan An- drieicz Łajewski, młody szczupły blondyn lat dwudziestu o(cid:286)miu, w mundurowej czapce i w rannych pantoflach, przyszedł si(cid:266) k(cid:261)pać i na brzegu zobaczył sporo znajomych, a w(cid:286)ród nich swojego przyjaciela, lekarza wojskowego Samojlenk(cid:266). Ten Samojlenko, człowiek t(cid:266)gi, otyły, czerwony, niemal bez szyi, z du(cid:298)(cid:261) ostrzy(cid:298)on(cid:261) głow(cid:261) i wielkim nochalem, z g(cid:261)szczem czarnych brwi i siwymi bokobrodami, a na dobitk(cid:266) z chry- pi(cid:261)cym (cid:298)ołnierskim basem, sprawiał na ka(cid:298)dym nowo przybyłym nieprzyjemne wra(cid:298)enie prostaka i zrz(cid:266)dy, ale ju(cid:298) po paru dniach znajomo(cid:286)ci jego twarz wydawała si(cid:266) niezwykle do- bra, miła i nawet ładna. Mimo nied(cid:296)wiedziowatej postaci i szorstkiego tonu był to człowiek spokojny, niezmiernie dobry, pogodny i uczynny. Ze wszystkimi w mie(cid:286)cie był na „ty , wszystkim po(cid:298)yczał pieni(cid:261)dze, wszystkich leczył, swatał, godziłś urz(cid:261)dzał wycieczki, na któ- rych sma(cid:298)ył szaszłyki i gotował bardzo smaczn(cid:261) zup(cid:266) z głowaczyś ci(cid:261)gle komu(cid:286) pomagał i co(cid:286) załatwiał, ci(cid:261)gle si(cid:266) z czego(cid:286) cieszył. B(cid:266)d(cid:261)c według powszechnej opinii człowiekiem bez skazy, miał tylko dwie słabostkiŚ po pierwsze, wstydził si(cid:266) własnej dobroci i starał si(cid:266) j(cid:261) ma- skować surowym spojrzeniem i udan(cid:261) szorstko(cid:286)ci(cid:261), po drugie, lubił, (cid:298)eby felczerzy i (cid:298)ołnie- rze tytułowali go ekscelencj(cid:261), jakkolwiek był tylko radc(cid:261) stanu. – Odpowiedz mi na jedno pytanie, Aleksandrze Dawidyczu – zacz(cid:261)ł Łajewski, kiedy ra- zem z Samojlenk(cid:261) zanurzył si(cid:266) w wodzie a(cid:298) po ramiona. – Dajmy na to, zakochałe(cid:286) si(cid:266) w jakiej(cid:286) kobiecie i (cid:298)yjesz z ni(cid:261)ś prze(cid:298)yłe(cid:286) z ni(cid:261), powiedzmy, dwa lata z gór(cid:261), a potem, jak to si(cid:266) nieraz zdarza, zoboj(cid:266)tniałe(cid:286) i czujesz, (cid:298)e to obcy człowiek. Co by(cid:286) zrobił w takim wypadku? – Wiadomo co! Id(cid:296) sobie, dobrodziejko, gdzie ci(cid:266) oczy ponios(cid:261), i sprawa załatwiona. – Łatwo powiedzieć! A je(cid:298)eli ona nie ma dok(cid:261)d i(cid:286)ć? To kobieta samotna, bez rodziny, bez grosza przy duszy, pracować nie umie... – No to co? Pi(cid:266)ćset jednorazowo albo dwadzie(cid:286)cia pi(cid:266)ć miesi(cid:266)cznie – i po krzyku. Prosta I 3 sprawa. – Dajmy na to, (cid:298)e ci(cid:266) stać i na pi(cid:266)ćset, i na dwadzie(cid:286)cia pi(cid:266)ć miesi(cid:266)cznie, ale kobieta, o której mówi(cid:266) jest inteligentna i dumna. Czy(cid:298)by(cid:286) si(cid:266) o(cid:286)mielił zaproponować jej pieni(cid:261)dze? W jakiej formie? Samojlenko chciał co(cid:286) odpowiedzieć, ale w tym momencie wielka fala przewaliła si(cid:266) im nad głow(cid:261), potem uderzyła o brzeg i rozlała si(cid:266) z łoskotem po drobnych kamykach. Obaj przyjaciele wyszli z wody i zacz(cid:266)li si(cid:266) ubierać. – Oczywi(cid:286)cie, (cid:298)e niełatwo (cid:298)yć z kobiet(cid:261), skoro si(cid:266) nie kocha – powiedział Samojlenko wytrz(cid:261)saj(cid:261)c piasek z buta. – Ale nale(cid:298)y post(cid:266)pować po ludzku, Wania. żdyby to mnie doty- czyło, anibym si(cid:266) nie zdradził, (cid:298)e ju(cid:298) nie kocham, tylko (cid:298)yłbym z ni(cid:261) a(cid:298) do (cid:286)mierci. Nagle jednak zawstydził si(cid:266) tego, co powiedział, zaraz wycofał si(cid:266)Ś – Zreszt(cid:261) dla mnie baby mog(cid:261) w ogóle nie istnieć. Do diabła z nimi! Obaj przyjaciele ubrali si(cid:266) i poszli do pawilonu. Tu Samojlenko czuł si(cid:266) jak u siebie w domu, nawet miał oddzielne naczynia na własny u(cid:298)ytek. Ka(cid:298)dego rana podawano mu na tacy fili(cid:298)ank(cid:266) kawy, wod(cid:266) z lodem w wysmukłej r(cid:298)ni(cid:266)tej szklance i kieliszek koniakuś naprzód wypijał koniak, potem gor(cid:261)c(cid:261) kaw(cid:266), potem wod(cid:266) z lodem, i to musiało mu bardzo smakować, bo po wypiciu jego oczy nabierały oleistego blasku, przygładzał obu r(cid:266)kami swoje bokobrody i mówił patrz(cid:261)c na morzeŚ – Niezwykle pi(cid:266)kny widok! Po długiej nocy, sp(cid:266)dzonej na niewesołych i bezpłodnych i rozmy(cid:286)laniach, które odp(cid:266)- dzały sen i jakby jeszcze zg(cid:266)szczały duszn(cid:261) ciemno(cid:286)ć nocy, Łajewski czuł si(cid:266) zm(cid:266)czony i senny. K(cid:261)piel i czarna kawa niewiele mu pomogły. – Wróćmy do naszej rozmowy, Aleksandrze Dawidyczu – powiedział. – Nie b(cid:266)d(cid:266) nic przed tob(cid:261) ukrywał, powiem szczerze jako przyjacielowiŚ stosunki z Nadie(cid:298)d(cid:261) Żiodorown(cid:261) układaj(cid:261) si(cid:266) (cid:296)le, bardzo (cid:296)le! Wybacz, (cid:298)e ci(cid:266) wtajemniczam w moje sprawy, ale musz(cid:266) si(cid:266) wy- powiedzieć. Samojlenko przeczuwaj(cid:261)c, o czym b(cid:266)dzie mowa, opu(cid:286)cił oczy i zab(cid:266)bnił palcami po stole. – Prze(cid:298)yli(cid:286)my z sob(cid:261) dwa lata i przestałem j(cid:261) kochać... – ci(cid:261)gn(cid:261)ł Łajewski – a wła(cid:286)ciwie zrozumiałem, (cid:298)e miło(cid:286)ci w ogóle nie było. Te dwa lata to było oszukiwanie samego siebie. Łajewski, prowadz(cid:261)c rozmow(cid:266), miał zwyczaj ogl(cid:261)dania swoich ró(cid:298)owych dłoni, gryzienia paznokci i mi(cid:266)toszenia mankietów. Teraz te(cid:298) robił to samo. – Ja przecie(cid:298) wiem, (cid:298)e nie jeste(cid:286) w stanie mi pomóc – powiedział – ale musz(cid:266) o tym mó- wić, bo dla takiego jak ja pechowca i niepotrzebnego człowieka jedyny ratunek to rozmowa. Musz(cid:266) uogólniać ka(cid:298)dy mój czyn, musz(cid:266) szukać wytłumaczenia i usprawiedliwienia dla mo- jego nieudanego (cid:298)ycia w cudzych teoriach, w postaciach z literatury, w tym, na przykład, (cid:298)e my, szlachta, ulegamy degeneracji i tak dalej... Ubiegłej nocy, na przykład, pocieszałem si(cid:266) w ten sposób, (cid:298)e wci(cid:261)(cid:298) my(cid:286)lałemŚ ach, jak(cid:261) Tołstoj ma racj(cid:266), okrutn(cid:261) racj(cid:266)! I przez to było mi l(cid:298)ej. No bo rzeczywi(cid:286)cie, bracie, to wielki pisarz! Co tu mówić. Samojlenko, który zupełnie nie znał Tołstoja i ka(cid:298)dego dnia zamierzał go przeczytać, po- wiedział zmieszanyŚ – Tak, wszyscy pisarze czerpi(cid:261) z wyobra(cid:296)ni, a on wprost z natury. – Bo(cid:298)e – westchn(cid:261)ł Łajewski – do jakiego stopnia jeste(cid:286)my wypaczeni przez cywilizacj(cid:266). Pokochałem kobiet(cid:266) zam(cid:266)(cid:298)n(cid:261), ona mnie równie(cid:298)... Z pocz(cid:261)tku były pocałunki i ciche wieczo- ry, i przysi(cid:266)gi, i Spencer, i ideały, i wspólne zainteresowania... Có(cid:298) za kłamstwo! Wła(cid:286)ciwie uciekli(cid:286)my od m(cid:266)(cid:298)a, ale okłamywali(cid:286)my si(cid:266), (cid:298)e uciekamy przed pustk(cid:261) naszego inteligenc- kiego (cid:298)ycia. Przyszło(cid:286)ć wyobra(cid:298)ali(cid:286)my sobie takŚ na Kaukazie z samego pocz(cid:261)tku, zanim zapoznamy si(cid:266) z miejscowo(cid:286)ci(cid:261) i lud(cid:296)mi, wło(cid:298)(cid:266) mundur i b(cid:266)d(cid:261) pracował w urz(cid:266)dzie, a z cza- sem kupimy sobie kawałek ziemi gdzie(cid:286) za miastem, zaczniemy pracować w pocie czoła, za- ło(cid:298)ymy winnic(cid:266), b(cid:266)dziemy uprawiać pole i tak dalej. żdyby(cid:286) to ty był na moim miejscu albo ten twój zoolog von Koren, prze(cid:298)yliby(cid:286)cie chyba z Nadie(cid:298)d(cid:261) Żiodorown(cid:261) co najmniej trzy- dzie(cid:286)ci lat, a potomstwu pozostawiliby(cid:286)cie w spadku pi(cid:266)kn(cid:261) winnic(cid:266) i tysi(cid:261)c dziesi(cid:266)cin kuku- rydzy, ja natomiast od pierwszego dnia czułem si(cid:266) jak bankrut. W mie(cid:286)cie niezno(cid:286)ny upał, nuda, pustka, wyjdziesz na pole – tu zdaje si(cid:266), (cid:298)e pod ka(cid:298)dym krzakiem i kamieniem czyhaj(cid:261) jadowite falangi, skorpiony, (cid:298)mije, a za polem ju(cid:298) tylko góry i pustynie. Obcy ludzie, obca przyroda, n(cid:266)dzna kultura – to nie tak łatwo, bracie, jak spacerować w futrze po Newskim z Nadie(cid:298)d(cid:261) Żiodorown(cid:261) pod r(cid:261)czk(cid:266) i marzyć o ciepłych krajach. Tu potrzebna walka na (cid:286)mierć i (cid:298)ycie, a czy(cid:298) ja jestem bojownik? N(cid:266)dzny neurastenik, paniczyk... Od pierwszego dnia zro- zumiałem, (cid:298)e moje marzenia o pracowitym (cid:298)yciu, o winnicy psu na bud(cid:266) si(cid:266) nie zdadz(cid:261). Co do miło(cid:286)ci, to mog(cid:266) ci(cid:266) zapewnić, (cid:298)e po(cid:298)ycie z kobiet(cid:261), która czytała Spencera i poszła za tob(cid:261) na kraj (cid:286)wiata, jest równie nieciekawe, jak z pierwsz(cid:261) lepsz(cid:261) Akulin(cid:261) czy Anfis(cid:261). Ten sam zapach (cid:298)elazka, pudru i lekarstw, te same papiloty z rana, to samo oszukiwanie samego siebie... – W gospodarstwie nie da rady bez (cid:298)elazka – powiedział Samojlenko czerwieniej(cid:261)c ze wstydu, (cid:298)e Łajewski mówi tak otwarcie o znanej doktorowi osobie. – jeste(cid:286) dzi(cid:286) nie w humo- rze, Wania, widz(cid:266) to... Nadie(cid:298)d(cid:298)a Żiodorowna to kobieta szlachetna, wykształcona, ty jeste(cid:286) człowiekiem o niepospolitym umy(cid:286)le... (cid:297)e (cid:298)yjecie bez (cid:286)lubu – ci(cid:261)gn(cid:261)ł Samojlenko ogl(cid:261)daj(cid:261)c si(cid:266) na s(cid:261)siednie stoliki – to przecie(cid:298) nie wasza wina, a ponadto... trzeba wyzbyć si(cid:266) przes(cid:261)dów 4 jewski nagle zapytałŚ si(cid:266) rozrzedzał. wn(cid:261)trz. – Powiedz mi, co to znaczy rozmi(cid:266)kczenie mózgu? – Jak by ci to wytłumaczyć... to taka choroba, przy której mózg staje si(cid:266) mi(cid:266)kszy... jakby – Czy to uleczalne? – Owszem, o ile choroba nie jest zaniedbana. Zimne natryski, plaster... No i co(cid:286) do we- i stan(cid:261)ć na poziomie współczesnych idei. Ja sam jestem za (cid:286)lubem cywilnym, tak... Ale uwa- (cid:298)am, (cid:298)e skoro(cid:286)cie si(cid:266) poł(cid:261)czyli, to nale(cid:298)y (cid:298)yć razem a(cid:298) do (cid:286)mierci. – Bez miło(cid:286)ci? – Zaraz ci wszystko wytłumacz(cid:266) – powiedział Samojlenko. – Z osiem lat temu mieszkał tu u nas jeden po(cid:286)rednik, ju(cid:298) staruszek, człowiek o niepospolitym umy(cid:286)le. Wi(cid:266)c on nieraz mó- wiłŚ w (cid:298)yciu mał(cid:298)e(cid:276)skim najwa(cid:298)niejsza rzecz to cierpliwo(cid:286)ć. Słyszysz, Wania? Nie miło(cid:286)ć, lecz cierpliwo(cid:286)ć. Miło(cid:286)ć nie mo(cid:298)e trwać długo. Dwa lata (cid:298)yłe(cid:286) w miło(cid:286)ci, a teraz widocznie twoje mał(cid:298)e(cid:276)skie (cid:298)ycie weszło w ten okres, kiedy dla zachowania, (cid:298)e tak powiem, równowagi powiniene(cid:286) wykazać jak najwi(cid:266)ksz(cid:261) cierpliwo(cid:286)ć. – Ty wierzysz w dobr(cid:261) rad(cid:266) staruszka po(cid:286)rednika, a dla mnie to jaka(cid:286) brednia. Twój staru- szek mógł zachowywać si(cid:266) obłudnie, mógł ćwiczyć swoj(cid:261) cierpliwo(cid:286)ć, a nie kochan(cid:261) osob(cid:266) traktować jak przedmiot niezb(cid:266)dny do ćwicze(cid:276), ale ja jeszcze tak nisko nie upadłemś je(cid:298)eli b(cid:266)d(cid:266) miał ochot(cid:266) na ćwiczenie cierpliwo(cid:286)ci, to kupi(cid:266) sobie albo ci(cid:266)(cid:298)ary gimnastyczne, albo narowistego konia, ale człowieka zostawi(cid:266) w spokoju. Samojlenko za(cid:298)(cid:261)dał białego wina z lodem. Kiedy obaj przyjaciele wypili po szklance, Ła- – Aha... Wi(cid:266)c rozumiesz moj(cid:261) sytuacj(cid:266)? Nie mog(cid:266) (cid:298)yć z t(cid:261) kobiet(cid:261), to ponad moje siły. Kiedy jestem z tob(cid:261), to i filozofuj(cid:266), i u(cid:286)miecham si(cid:266), ale w domu zupełnie si(cid:266) rozklejam. Przera(cid:298)enie mnie ogarnia, bo gdyby, dajmy na to, zapowiedziano mi, (cid:298)e musz(cid:266) z ni(cid:261) jeszcze prze(cid:298)yć choćby tylko miesi(cid:261)c, to ja chyba kul(cid:266) w łeb bym sobie wpakował. A równocze(cid:286)nie nie mog(cid:266) z ni(cid:261) zerwać. Jest samotna, nie umie pracować, (cid:298)adne z nas nie ma pieni(cid:266)dzy... do- k(cid:261)d pójdzie? Do kogo si(cid:266) zwróci? Nic tu nie wymy(cid:286)lisz... dorad(cid:296) wi(cid:266)cŚ co robić? – Taak... – mrukn(cid:261)ł Samojlenko nie znajduj(cid:261)c odpowiedzi. – Ona ci(cid:266) kocha? – Owszem, kocha o tyle, o ile jej w tym wieku i przy tym temperamencie potrzebny jest m(cid:266)(cid:298)czyzna. Byłoby jej równie trudno sko(cid:276)czyć ze mn(cid:261), jak z pudrem czy papilotami. Jestem dla niej jednym z niezb(cid:266)dnych składników jej buduaru. Samojlenko zawstydził si(cid:266). – Ty(cid:286) nie w humorze, Wania – powiedział. – Pewnie jeste(cid:286) niewyspany. – Tak, (cid:296)le spałem... W ogóle czuj(cid:266) si(cid:266) kiepsko, bracie. W głowie pustka, serce zamiera, ja- ka(cid:286) dziwna słabo(cid:286)ć... Trzeba uciekać! – Dok(cid:261)d? – Tam, na północ. Mi(cid:266)dzy sosny i grzyby, do ludzi, do idei... Oddałbym pół (cid:298)ycia, (cid:298)eby móc teraz w moskiewskiej czy w tulskiej guberni wyk(cid:261)pać si(cid:266) w rzeczce, rozumiesz, zzi(cid:266)bn(cid:261)ć troch(cid:266), a potem łazić par(cid:266) godzin choćby z byle jakim studencin(cid:261) i gadać, gadać... Jak tam pachnie sianem! Pami(cid:266)tasz? A wieczorami, kiedy chodzisz po ogrodzie, z domu dolatuj(cid:261) d(cid:296)wi(cid:266)ki fortepianu, słychać, jak jedzie poci(cid:261)g... Łajewski roze(cid:286)miał si(cid:266) z rado(cid:286)ci(cid:261), w oczach zakr(cid:266)ciły mu si(cid:266) łzy, wi(cid:266)c (cid:298)eby je ukryć, si(cid:266)- gn(cid:261)ł do s(cid:261)siedniego stolika po zapałki. – A ja ju(cid:298) od osiemnastu lat nie byłem w Rosji – powiedział Samojlenko. – Zapomniałem, jak tam jest. Moim zdaniem nie ma kraju tak wspaniałego jak Kaukaz. – Przypomniał mi si(cid:266) obraz WereszczaginaŚ na dnie potwornie gł(cid:266)bokiej studni m(cid:266)cz(cid:261) si(cid:266) skazani na (cid:286)mierć. Otó(cid:298) wła(cid:286)nie tak(cid:261) studni(cid:266) przypomina mi twój wspaniały Kaukaz. żdyby kazano mi wybierać jedno z dwojgaŚ być kominiarzem w Petersburgu czy ksi(cid:266)ciem tutaj, wy- brałbym kominiarza. 5 Łajewski zamy(cid:286)lił si(cid:266). Patrz(cid:261)c na jego pochylone ciało, na oczy utkwione w jeden punkt, na blad(cid:261) spocon(cid:261) twarz i zapadłe skronie, na ogryzione paznokcie i na pantofel, który zsun(cid:261)ł si(cid:266) z pi(cid:266)ty i odsłonił nieudolnie zacerowan(cid:261) skarpetk(cid:266), Samojlenko poczuł lito(cid:286)ć i mo(cid:298)e dla- tego, (cid:298)e Łajewski przypomniał mu bezradne dziecko, zapytałŚ – Czy twoja matka (cid:298)yje? – Tak, ale stosunki s(cid:261) zerwane. Nie mogła mi darować tego romansu. Samojlenko lubił swojego przyjaciela. Uwa(cid:298)ał go za poczciwego chłopa, studenta, brata- łat(cid:266), z którym mo(cid:298)na i popić, i po(cid:286)miać si(cid:266), i pogadać od serca. To, co w nim rozumiał, wła- (cid:286)ciwie mu si(cid:266) bardzo nie podobało. Łajewski pił du(cid:298)o i nie w por(cid:266), grał w karty, gardził swoj(cid:261) prac(cid:261), (cid:298)ył ponad stan, cz(cid:266)sto u(cid:298)ywał nieprzyzwoitych wyrazów, wychodził na ulic(cid:266) w ran- nych pantoflach, kłócił si(cid:266) z Nadie(cid:298)d(cid:261) Żiodorown(cid:261) przy obcych – i to si(cid:266) Samojlence nie po- dobało. A (cid:298)e Łajewski był kiedy(cid:286) na fakultecie filologicznym, (cid:298)e prenumerował teraz dwa grube periodyki, mówił cz(cid:266)sto tak m(cid:261)drze, (cid:298)e tylko nieliczni go rozumieli, i (cid:298)ył z kobiet(cid:261) in- teligentn(cid:261) – tego wszystkiego Samojlenko nie rozumiał, ale to mu si(cid:266) podobało, stawiał wi(cid:266)c Łajewskiego wy(cid:298)ej od siebie i szanował go. – Jeszcze jeden szczegół – powiedział Łajewski potrz(cid:261)saj(cid:261)c głow(cid:261). – Ale niech to zostanie mi(cid:266)dzy nami. Na razie ukrywam to przed Nadie(cid:298)d(cid:261) Żiodorown(cid:261), wi(cid:266)c nie wygadaj si(cid:266)... Przedwczoraj otrzymałem wiadomo(cid:286)ć, (cid:298)e jej m(cid:261)(cid:298) umarł na rozmi(cid:266)kczenie mózgu. – Wieczne odpoczywanie... – westchn(cid:261)ł Samojlenko. – Ale dlaczego to przed ni(cid:261) ukry- wasz? – żdybym pokazał jej list, to by oznaczałoŚ teraz do cerkwi i (cid:286)lub! A przecie(cid:298) najpierw trzeba wyja(cid:286)nić nasze stosunki. Kiedy ona sama si(cid:266) przekona, (cid:298)e nie mo(cid:298)emy dalej (cid:298)yć ze sob(cid:261), wtenczas poka(cid:298)(cid:266) jej list. Wtenczas to niczym nie b(cid:266)dzie groziło. – Wiesz, Wania - powiedział nagle Samojlenko z (cid:298)ałosnym, błagalnym wyrazem twarzy, jak gdyby chciał poprosić o co(cid:286) wyj(cid:261)tkowo smacznego i bał si(cid:266), (cid:298)eby mu nie odmówiono. – O(cid:298)e(cid:276) si(cid:266), kochanie! – Po co? – Spełnij swój obowi(cid:261)zek wobec tej szlachetnej kobiety. Jej m(cid:261)(cid:298) umarł, a wi(cid:266)c sama opatrzno(cid:286)ć wskazuje ci, co masz uczynić. – Ale(cid:298) zrozum, dziwaku jeden, (cid:298)e to niemo(cid:298)liwe. O(cid:298)enić si(cid:266) bez miło(cid:286)ci jest rzecz(cid:261) tak samo podł(cid:261) i niegodn(cid:261) człowieka, jak odprawiać msz(cid:266) bez wiary w Boga. – Ale ty musisz! – Dlaczego musz(cid:266)? – zapytał Łajewski z irytacj(cid:261). – Bo(cid:286) j(cid:261) zabrał m(cid:266)(cid:298)owi i jeste(cid:286) za ni(cid:261) odpowiedzialny. – Mówi(cid:266) ci przecie(cid:298) wyra(cid:296)nieŚ ja jej nie kocham! – No to nie kochaj, ale szanuj, czcij... – Szanuj, czcij... – przedrze(cid:296)niał go Łajewski. – jakby to była przeorysza... Kiepski z cie- bie psycholog i fizjolog, je(cid:298)eli s(cid:261)dzisz, (cid:298)e (cid:298)yj(cid:261)c z kobiet(cid:261) mo(cid:298)na jechać na samym szacunku i czci. Kobiecie jest przede wszystkim potrzebne łó(cid:298)ko. – Wania, Wania... – zawstydził si(cid:266) Samojlenko. – Jeste(cid:286) stare dziecko i teoretyk, a ja młody starzec i praktyk, wi(cid:266)c nigdy si(cid:266) nie zrozu- miemy. Lepiej dajmy temu spokój. Mustafo! – zawołał Łajewski do kelnera. Ile si(cid:266) od nas nale(cid:298)y? – Nie, nie... - przeraził si(cid:266) doktor chwytaj(cid:261)c Łajewskiego za r(cid:266)k(cid:266). – To ja płac(cid:266). Ja zama- wiałem. Zapisz na mnie! – zawołał do Mustafy. Obaj przyjaciele wstali i w milczeniu poszli nadbrze(cid:298)em. U wej(cid:286)cia na bulwar zatrzymali si(cid:266) i u(cid:286)cisn(cid:266)li sobie r(cid:266)ce na po(cid:298)egnanie. – Wy wszyscy jeste(cid:286)cie strasznie rozpieszczeni – westchn(cid:261)ł Samojlenko. – Los ci zesłał kobiet(cid:266) młod(cid:261), ładn(cid:261), wykształcon(cid:261), a ty jej nie chcesz, ja natomiast, gdyby mi Bóg dał choć 6 pokraczn(cid:261) staruszk(cid:266), aby tylko dobr(cid:261), i czuł(cid:261), ju(cid:298) byłbym szcz(cid:266)(cid:286)liwy. Mieszkałbym z ni(cid:261) w swojej winnicy i... Samojlenko natychmiast zawstydził si(cid:266) własnej szczero(cid:286)ci i dodałŚ – I niech mi tam stara wied(cid:296)ma samowar nastawia. Po(cid:298)egnawszy Łajewskiego ruszył przed siebie bulwarem. żdy tak kroczył, wypinaj(cid:261)c pier(cid:286) przyozdobion(cid:261) Włodzimierzem z kokard(cid:261), masywny, dostojny, z surowym wyrazem twarzy, w (cid:286)nie(cid:298)nobiałym kitlu i znakomicie wypucowanych butach, niew(cid:261)tpliwie w tym momencie bardzo si(cid:266) sam sobie podobał, a nawet zdawało mu si(cid:266), (cid:298)e cały (cid:286)wiat patrzy na niego z upodobaniem. Nie odwracaj(cid:261)c głowy rozgl(cid:261)dał si(cid:266) na wszystkie strony i uwa(cid:298)ał, (cid:298)e bulwar prezentuje si(cid:266) całkiem dobrze, (cid:298)e młode cyprysy, eukaliptusy i brzydkie cherlawe palmy s(cid:261) bardzo pi(cid:266)kne i z czasem dadz(cid:261) du(cid:298)o cienia, (cid:298)e Czerkiesi to naród prawy i go(cid:286)cinny. „Dziw- ne, (cid:298)e Łajewski nie lubi Kaukazu – my(cid:286)lał – bardzo dziwne”. W drodze spotkał pi(cid:266)ciu (cid:298)ołnie- rzy z karabinami, wszyscy zasalutowali. Z prawej strony bulwaru przeszła chodnikiem (cid:298)ona znajomego urz(cid:266)dnika z synem gimnazist(cid:261). – Dzie(cid:276) dobry, Mario Konstantinowno - zawołał do niej Samojlenko, mile u(cid:286)miechaj(cid:261)c si(cid:266). – Pani wraca z k(cid:261)pieli? Cha-cha-cha... Ukłony dla Nikodima Aleksandrycza! I poszedł dalej zachowuj(cid:261)c ten sam miły u(cid:286)miech, ale zauwa(cid:298)ywszy id(cid:261)cego naprzeciw felczera wojskowego, zmarszczył brwi, zatrzymał go i zapytałŚ – Czy jest kto(cid:286) w szpitalu? – Nie ma nikogo, ekscelencjo. – Co? – Nie ma nikogo, ekscelencjo. – Dobrze, id(cid:296)... Kołysz(cid:261)c si(cid:266) majestatycznie podszedł do budki z lemoniad(cid:261), gdzie siedziała stara piersiasta (cid:297)ydówka, podaj(cid:261)ca si(cid:266) za żruzink(cid:266), i powiedział do niej tak gło(cid:286)no, jakby wydawał komend(cid:266) przed pułkiemŚ – Poprosz(cid:266) pani(cid:261) uprzejmie o wod(cid:266) sodow(cid:261)! II U Łajewskiego brak miło(cid:286)ci do Nadie(cid:298)dy Żiodorowny wyra(cid:298)ał si(cid:266) przewa(cid:298)nie w tym, (cid:298)e wszystko, cokolwiek mówiła i czyniła, sprawiało na nim wra(cid:298)enie fałszu lub czego(cid:286) zbli(cid:298)o- nego do fałszu, a wszystko, co zostało napisane przeciwko kobiecie i miło(cid:286)ci, wydawało mu si(cid:266) jak najbardziej dopasowane do sytuacji ich trojgaś jego, Nadie(cid:298)dy Żiodorowny i jej m(cid:266)(cid:298)a. Kiedy wszedł do domu, ona – ju(cid:298) ubrana i uczesana – siedziała przy oknie i z zatroskan(cid:261) min(cid:261) piła kaw(cid:266) przegl(cid:261)daj(cid:261)c gruby zeszyt jakiego(cid:286) czasopisma, a jemu zaraz przyszło do głowy, (cid:298)e picie kawy nie jest wydarzeniem a(cid:298) tak niezwykłym, by robić zatroskan(cid:261) min(cid:266), i (cid:298)e modna fryzura jest niepotrzebn(cid:261) strat(cid:261) czasu, bo tu i tak podobać si(cid:266) nie ma komu, i nie ma po co. W czytaniu czasopisma równie(cid:298) dostrzegł jaki(cid:286) fałsz. Pomy(cid:286)lał, (cid:298)e ona po to stroi si(cid:266) i czesze, (cid:298)eby uchodzić za ładn(cid:261), a czyta – by uchodzić za m(cid:261)dr(cid:261). – S(cid:261)dzisz, (cid:298)e mog(cid:266) pój(cid:286)ć dzisiaj do k(cid:261)pieli? – zapytała Nadie(cid:298)da Żiodorowna. – Có(cid:298)! Pójdziesz czy nie pójdziesz, od tego chyba trz(cid:266)sienia ziemi nie b(cid:266)dzie. – Nie, ja dlatego pytam, (cid:298)e mo(cid:298)e doktor b(cid:266)dzie miał pretensj(cid:266). – Zapytaj wi(cid:266)c doktora. Nie jestem doktorem. Tym razem Łajewskiemu najbardziej nie podobała si(cid:266) w Nadie(cid:298)dzie Żiodorownie jej biała odsłoni(cid:266)ta szyja i loczki na karkuś przypomniał sobie, (cid:298)e Ann(cid:266) Karenin(cid:266), gdy przestała ko- chać m(cid:266)(cid:298)a, najbardziej raziły jego uszy, i zaraz pomy(cid:286)lałŚ „Jakie to prawdziwe! Jakie(cid:298) praw- dziwe!” – Czuj(cid:261)c słabo(cid:286)ć i pustk(cid:266) w głowie, wszedł do gabinetu, poło(cid:298)ył si(cid:266) na kanapie i przykrył twarz chustk(cid:261), (cid:298)eby muchy nie dokuczały. żnu(cid:286)ne, powolne my(cid:286)li wci(cid:261)(cid:298) o tym sa- 7 mym snuły mu si(cid:266) po głowie niby długi szereg wozów w słotny jesienny wieczór, a(cid:298) poczuł si(cid:266) senny i do reszty zgn(cid:266)biony. Wydawało mu si(cid:266), (cid:298)e zawinił wobec Nadie(cid:298)dy Żiodorowny i jej m(cid:266)(cid:298)a, (cid:298)e ponosi odpowiedzialno(cid:286)ć za jego (cid:286)mierć. Wydawało mu si(cid:266), (cid:298)e zawinił wobec własnego (cid:298)ycia, które popsuł, wobec (cid:286)wiata wzniosłych idei, trudów i wiedzy, bo ten cudow- ny (cid:286)wiat nie mógł, jego zdaniem, istnieć tu, na wybrze(cid:298)u, gdzie szwendaj(cid:261) si(cid:266) głodni Turcy i leniwi Abchazczycy, lecz tylko tam, na północy, gdzie jest opera, teatry, gazety i wszelkie rodzaje pracy umysłowej. Prawnym, rozumnym, szlachetnym i czystym człowiekiem mo(cid:298)na być tylko tam, ale nie tutaj. Oskar(cid:298)ał si(cid:266) o brak ideałów i przewodniej idei w (cid:298)yciu, chocia(cid:298) niezbyt dobrze pojmował teraz, co to znaczy. Kiedy przed dwoma laty zakochał si(cid:266) w Na- die(cid:298)dzie Żiodorownie, zdawało mu si(cid:266), (cid:298)e wystarczy si(cid:266) z ni(cid:261) poł(cid:261)czyć i wyjechać na Kaukaz, a zostanie wybawiony od pospolito(cid:286)ci i pustki (cid:298)yciaś teraz tak samo był przekonany, (cid:298)e wy- starczy tylko porzucić Nadie(cid:298)d(cid:266) Żiodorown(cid:266) i wyjechać do Petersburga, a otrzyma wszystko, co mu jest potrzebne. – Uciekać! – wymamrotał, siadaj(cid:261)c i gryz(cid:261)c paznokcie. – Uciekać! Widział ju(cid:298) w wyobra(cid:296)ni, jak wsiada na statek, potem je (cid:286)niadanie, pije zimne piwo, ga- w(cid:266)dzi z paniami na pokładzie, pó(cid:296)niej w Sewastopolu przesiada si(cid:266) do poci(cid:261)gu i jedzie. Wi- taj, wolno(cid:286)ci! Stacje migaj(cid:261) jedna po drugiej, powietrze staje si(cid:266) coraz chłodniejsze i bardziej rze(cid:296)we, oto brzozy i (cid:286)wierki, oto Kursk, Moskwa... W bufetach dworcowych kapu(cid:286)niak, ba- ranina z kasz(cid:261), jesiotry, piwo, słowem nie ma ju(cid:298) azjatczyzny, jest Rosja, prawdziwa Rosja. Pasa(cid:298)erowie w poci(cid:261)gu mówi(cid:261) o handlu, o nowych (cid:286)piewakach, o franko-rosyjskich sympa- tiach, wsz(cid:266)dzie czuje si(cid:266) prawdziwe, kulturalne, inteligentne, wartkie (cid:298)ycie... Pr(cid:266)dzej, pr(cid:266)- dzej! Oto nareszcie Newski, Wielka Morska, a oto zaułek Kowie(cid:276)ski, gdzie on kiedy(cid:286) miesz- kał ze studentami, oto najmilsze szare niebo, m(cid:298)(cid:261)cy deszczyk, zmoczeni doro(cid:298)karze... – Iwanie Andrieiczu! – zawołał czyj(cid:286) głos z s(cid:261)siedniego pokoju. – Pan w domu? – Jestem tutaj! – odezwał si(cid:266) Łajewski. – O co chodzi? – Papiery! Łajewski wstał z kanapy leniwie, z zawrotem głowy, z poziewaniem i szuraj(cid:261)c pantoflami poszedł do s(cid:261)siedniego pokoju. Tu przy otwartym oknie, wychodz(cid:261)cym na ulic(cid:266), stał jeden z jego młodych kolegów biurowych i rozkładał na parapecie papiery urz(cid:266)dowe. – Zaraz, mój drogi – powiedział Łajewski mi(cid:266)kko i poszedł szukać kałamarzaś stan(cid:261)wszy przy oknie podpisał papiery nie czytaj(cid:261)c ich i powiedziałŚ – żor(cid:261)co! – Taak. Przyjdzie pan dzisiaj? – Chyba nie... Jako(cid:286) niedobrze si(cid:266) czuje. Niech pan powie Szeszkowskiemu, (cid:298)e wpadn(cid:266) do niego po obiedzie. Urz(cid:266)dnik wyszedł. Łajewski znowu poło(cid:298)ył si(cid:266) na kanapie i zacz(cid:261)ł rozmy(cid:286)laćŚ „Wi(cid:266)c nale(cid:298)ałoby rozpatrzyć wszystkie okoliczno(cid:286)ci i zdecydować si(cid:266). Zanim wyjad(cid:266), mu- sz(cid:266) pospłacać długi. Jestem winien blisko dwa tysi(cid:261)ce rubli. Pieni(cid:266)dzy nie mam... To oczywi- (cid:286)cie nie jest takie wa(cid:298)neś cz(cid:266)(cid:286)ć jako(cid:286) oddam, a reszt(cid:266) ode(cid:286)l(cid:266) z Petersburga. Najwa(cid:298)niejsza sprawa to Nadie(cid:298)da Żiodorowna... Przede wszystkim trzeba wyja(cid:286)nić nasze stosunki... Tak”. W chwil(cid:266) potem zacz(cid:261)ł si(cid:266) zastanawiaćŚ czy nie pój(cid:286)ć do Samojlenki i nie zasi(cid:266)gn(cid:261)ć u nie- „Mog(cid:266) pój(cid:286)ć – my(cid:286)lał – ale jaki z tego po(cid:298)ytek? Znowu powiem co(cid:286) od rzeczy – o budu- arze, o kobietach, o tym, co jest albo nie jest uczciwe. Jakie tu, do diabła, mog(cid:261) być rozmowy o uczciwo(cid:286)ci czy nieuczciwo(cid:286)ci, kiedy trzeba czym pr(cid:266)dzej ratować swoje (cid:298)ycie, kiedy dusz(cid:266) si(cid:266), gin(cid:266) w tej przekl(cid:266)tej niewoli. Przecie(cid:298) czas zrozumieć, (cid:298)e kontynuowanie takiego (cid:298)ycia jak moje to podło(cid:286)ć i okrucie(cid:276)stwo, wobec których wszystko jest niewa(cid:298)ne”. – Uciekać! – mruczał siadaj(cid:261)c. – Uciekać! Pusty brzeg morza, niezno(cid:286)ny upał i monotonia zamglonych, fioletowych gór, zawsze jed- nakowych i milcz(cid:261)cych, zawsze samotnych, przyprawiały Łajewskiego o melancholi(cid:266) i, jak mu si(cid:266) zdawało, usypiały go, okradały. Mo(cid:298)liwe, (cid:298)e on jest bardzo m(cid:261)dry, utalentowany, nie- go rady? 8 zwykle prawyś mo(cid:298)liwe, (cid:298)e gdyby go nie otaczały ze wszystkich stron góry i morze, zostałby wybitnym działaczem ziemskim, m(cid:266)(cid:298)em stanu, mówc(cid:261), publicyst(cid:261), bohaterem. Kto wie! Je- (cid:298)eli tak, to nie ma sensu rozwa(cid:298)ać, czy to uczciwe, czy nieuczciwe, gdy człowiek uzdolniony i potrzebny, na przykład muzyk albo malarz, uciekaj(cid:261)c z wi(cid:266)zienia, rozwala mur i oszukuje swoich dozorców. W takiej sytuacji wszystko jest uczciwe. O godzinie drugiej Łajewski i Nadie(cid:298)da Żiodorowna siedli do obiadu. Kiedy kucharka po- dała zup(cid:266) pomidorow(cid:261), Łajewski powiedziałŚ – Co dzie(cid:276) to samo. Czy nie mo(cid:298)na ugotować kapu(cid:286)niaku? – Kapusty nie ma. – To dziwne. I u Samojlenki gotuj(cid:261) kapu(cid:286)niak, i u Marii Konstantinowny kapu(cid:286)niak, tylko ja jeden musz(cid:266) z niewiadomych powodów je(cid:286)ć t(cid:266) słodkaw(cid:261) lur(cid:266). Przecie(cid:298) tak nie mo(cid:298)na, ko- chanie. Dawniej, jak to nieraz bywa w mał(cid:298)e(cid:276)stwie, u Łajewskiego i Nadie(cid:298)dy (cid:298)aden obiad nie mijał bez kłótni i grymasów, ale od chwili gdy Łajewski stwierdził, (cid:298)e ju(cid:298) nie kocha, zacz(cid:261)ł dokładać stara(cid:276), by ust(cid:266)pować Nadie(cid:298)dzie we wszystkim, odzywał si(cid:266) do niej łagodnie i grzecznie, u(cid:286)miechał si(cid:266), nazywał j(cid:261) kochaniem. – Ta zupa ma smak lukrecji – powiedział z u(cid:286)miechemŚ usiłował zachowywać si(cid:266) uprzej- mie, ale w ko(cid:276)cu nie wytrzymał i o(cid:286)wiadczyłŚ – U nas nikt nie zajmuje si(cid:266) gospodarstwem... Je(cid:298)eli jeste(cid:286) a(cid:298) tak chora czy pochłoni(cid:266)ta lektur(cid:261), to prosz(cid:266) ci(cid:266) bardzo, ja sam mog(cid:266) zaj(cid:261)ć si(cid:266) sprawami kuchni. Dawniej byłaby powiedziałaŚ „Zajmij si(cid:266)” alboŚ „Widz(cid:266), (cid:298)e chcesz zrobić ze mnie kuchar- k(cid:266)”, ale teraz rzuciła mu tylko zal(cid:266)knione spojrzenie i zarumieniła si(cid:266). – Jak si(cid:266) czujesz dzisiaj? – zapytał tkliwie. – Dzisiaj nie(cid:296)le. Jestem troch(cid:266) osłabiona. – Musisz si(cid:266) oszcz(cid:266)dzać, kochanie. Bardzo si(cid:266) o ciebie boj(cid:266). Nadie(cid:298)da była na co(cid:286) chora. Samojlenko twierdził, (cid:298)e to malaria, i zalecał chinin(cid:266)ś inny le- karz, Ustimowicz, wysoki szczupły odludek, który w dzie(cid:276) siedział w domu, a wieczorem pokasłuj(cid:261)c powolutku spacerował po bulwarze, zakładaj(cid:261)c do tyłu r(cid:266)ce i trzymaj(cid:261)c lask(cid:266) wzdłu(cid:298) pleców, uwa(cid:298)ał, (cid:298)e to choroba kobieca, i doradzał rozgrzewaj(cid:261)ce kompresy. Dawniej, kiedy Łajewski był zakochany, choroba Nadie(cid:298)dy Żiodorowny budziła w nim współczucie i obaw(cid:266), teraz nawet chorob(cid:266) uwa(cid:298)ał za jaki(cid:286) fałsz. (cid:297)ółta, senna twarz, apatyczny wzrok i po- ziewanie, które m(cid:266)czyło Nadie(cid:298)d(cid:266) po atakach malarycznych, i to, (cid:298)e podczas ataku le(cid:298)ała pod kocem bardziej podobna do chłopca ni(cid:298) do kobiety, i to, (cid:298)e w jej pokoju panował zaduch i niemiła wo(cid:276) – to wszystko, jego zdaniem, burzyło iluzj(cid:266) i było protestem przeciw miło(cid:286)ci i mał(cid:298)e(cid:276)stwu. Na drugie danie Łajewski dostał szpinak z jajkami na twardo, a Nadie(cid:298)da, jako chora, ki- siel z mlekiem. żdy ona z zatroskan(cid:261) min(cid:261) najpierw dotkn(cid:266)ła kisielu ły(cid:298)k(cid:261), a potem zacz(cid:266)ła powoli je(cid:286)ć popijaj(cid:261)c mlekiem i Łajewski usłyszał gło(cid:286)ne łykanie, ogarn(cid:266)ła go tak ci(cid:266)(cid:298)ka nie- nawi(cid:286)ć, (cid:298)e a(cid:298) w głowie mu za(cid:286)wierzbiało. Wiedział, (cid:298)e takie uczucie nawet w stosunku do psa byłoby zniewag(cid:261), lecz pretensj(cid:266) o to uczucie miał nie do siebie, tylko do Nadie(cid:298)dy, bo to ona je wywołałaś teraz nawet rozumiał, (cid:298)e kochanek mo(cid:298)e zabić swoj(cid:261) kochank(cid:266). Sam oczywi(cid:286)cie by nie zabił, ale gdyby w tej chwili miał wyst(cid:261)pić w roli s(cid:266)dziego przysi(cid:266)głego, uniewinniłby zabójc(cid:266). – Merci, kochanie – powiedział po sko(cid:276)czonym obiedzie i pocałował Nadie(cid:298)d(cid:266) w czoło. Wróciwszy do swojego gabinetu, kilka minut chodził z k(cid:261)ta w k(cid:261)t, spogl(cid:261)daj(cid:261)c z ukosa na swoje buty z cholewami, potem usiadł na kanapie i mrukn(cid:261)łŚ – Uciekać, uciekać! Wyja(cid:286)nić wszystko i uciekać! Poło(cid:298)ył si(cid:266) na kanapie i znów przyszło mu na my(cid:286)l, (cid:298)e mo(cid:298)e m(cid:261)(cid:298) Nadie(cid:298)dy umarł z jego winy. 9 – Winić człowieka o to, (cid:298)e zakochał si(cid:266) czy przestał kochać, jest bez sensu – przekonywał sam siebie le(cid:298)(cid:261)c i zadzieraj(cid:261)c nogi do góry, (cid:298)eby wci(cid:261)gn(cid:261)ć buty. – Miło(cid:286)ć i nienawi(cid:286)ć nie zale(cid:298)(cid:261) od nas. A je(cid:298)eli chodzi o m(cid:266)(cid:298)a, to mo(cid:298)liwe, (cid:298)e ja po(cid:286)rednio te(cid:298) przyczyniłem si(cid:266) do jego (cid:286)mierci, ale czy jestem winien, (cid:298)e zakochałem si(cid:266) w jego (cid:298)onie, a ona we mnie? W ko(cid:276)cu wstał i odszukawszy czapk(cid:266) udał si(cid:266) do Szeszkowskiego, do którego co dzie(cid:276) przychodzili koledzy biurowi na winta i zimne piwo. „Tym brakiem zdecydowania przypominam Hamleta – medytował Łajewski ju(cid:298) na ulicy. – Jak trafnie Szekspir to uchwycił! Ach, jak trafnie!” III Dla własnej rozrywki, a tak(cid:298)e by przyj(cid:286)ć z pomoc(cid:261) nowo przybyłym i samotnym, którzy z braku restauracji w mie(cid:286)cie nie mieli gdzie zje(cid:286)ć obiadu, Samojlenko zorganizował u siebie co(cid:286) w rodzaju table d`hôte. W chwili obecnej zostało mu tylko dwóch stołownikówŚ młody zoolog von Koren, zje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)cy ka(cid:298)dego lata nad Morze Czarne dla bada(cid:276) nad embriologi(cid:261) meduz, i diakon Pobiedow, który niedawno sko(cid:276)czył seminarium duchowne i został skiero- wany słu(cid:298)bowo do miasteczka jako zast(cid:266)pca starego diakona, przebywaj(cid:261)cego na kuracji. Za obiad i kolacj(cid:266) płacili oni po dwana(cid:286)cie rubli miesi(cid:266)cznie i Samojlenko zobowi(cid:261)zał ich sło- wem honoru, (cid:298)e b(cid:266)d(cid:261) przychodzić na obiad punktualnie na drug(cid:261). Von Koren zwykle zjawiał si(cid:266) pierwszy. Milcz(cid:261)c siadał w salonie, brał ze stołu album i za- czynał uwa(cid:298)nie ogl(cid:261)dać wyblakłe fotografie jakich(cid:286) nie znanych sobie m(cid:266)(cid:298)czyzn w szerokich pantalonach i cylindrach oraz dam w krynolinach i czepkachś Samojlenko niewielu z nich pami(cid:266)tał z nazwiska, a o tych, których nie mógł ju(cid:298) sobie przypomnieć, mówił z westchnie- niemŚ „człowiek szlachetny, o niepospolitym umy(cid:286)le!” Po obejrzeniu albumu von Koren brał z eta(cid:298)erki pistolet i mru(cid:298)(cid:261)c lewe oko dłu(cid:298)sz(cid:261) chwil(cid:266) mierzył do portretu ksi(cid:266)cia Woroncowa albo stawał przed lustrem i ogl(cid:261)dał swoj(cid:261) (cid:286)niad(cid:261) twarz, du(cid:298)e czoło i czarne, k(cid:266)dzierzawe jak u Murzyna włosy, i swoj(cid:261) koszul(cid:266) z matowego perkalu w wielkie kwiaty, przypominaj(cid:261)c(cid:261) per- ski dywan, i szeroki skórzany pas, zast(cid:266)puj(cid:261)cy kamizelk(cid:266). Kontemplacja własnej osoby spra- wiała mu chyba jeszcze wi(cid:266)ksz(cid:261) przyjemno(cid:286)ć ni(cid:298) ogl(cid:261)danie fotografii czy pistoletu w kosz- townej oprawie. Był bardzo zadowolony zarówno ze swojej twarzy, jak z pi(cid:266)knie utrzymanej bródki i barczystych ramion, które niezbicie (cid:286)wiadczyły o dobrym zdrowiu i mocnej budowie. Zadowolony był równie(cid:298) ze swojej zalotnej elegancji, zaczynaj(cid:261)c od krawata, dobranego do koloru koszuli, a ko(cid:276)cz(cid:261)c na (cid:298)ółtych butach. Kiedy von Koren ogl(cid:261)dał album i stał przed lustrem, w kuchni i w przyległej sieni Samoj- lenko bez surduta i kamizelki, z goł(cid:261) piersi(cid:261), zdenerwowany i ociekaj(cid:261)cy potem, krz(cid:261)tał si(cid:266) koło stołów, przyrz(cid:261)dzaj(cid:261)c sałat(cid:266) czy jaki(cid:286) sos, czy mi(cid:266)so, ogórki i szczypiorek do chłodnika, przy czym w(cid:286)ciekle wytrzeszczał oczy na pomagaj(cid:261)cego mu ordynansa i zamierzał si(cid:266) na(cid:276) to no(cid:298)em, to ły(cid:298)k(cid:261). – Podaj ocet! – rozkazywał. – Nie, nie ocet, tylko oliw(cid:266)! – wrzeszczał tupi(cid:261)c nogami. – Dok(cid:261)d idziesz, bydlaku? – Po oliw(cid:266), ekscelencjo – mówił dr(cid:298)(cid:261)cym tenorem ogłupiały ordynans. – Pr(cid:266)dzej! Stoi w szafie! I powiedz Dari, (cid:298)eby doło(cid:298)yła kopru do słoja z ogórkami. Kopru! Przykryj (cid:286)mietan(cid:266), gapo, bo muchy wlec(cid:261)! Zdawało si(cid:266), (cid:298)e od tego krzyku huczy cały dom. Kiedy do godziny drugiej brakowało za- ledwie dziesi(cid:266)ciu czy pi(cid:266)tnastu minut, zjawiał si(cid:266) diakon, młodzieniec lat dwudziestu dwóch, szczupły, długowłosy, bez brody, z ledwo dostrzegalnym w(cid:261)sem. Po wej(cid:286)ciu do salonu (cid:298)egnał si(cid:266) przed obrazem, u(cid:286)miechał si(cid:266) i wyci(cid:261)gał r(cid:266)ce do von Korena. – Dzie(cid:276) dobry! – mówił chłodno zoolog. – żdzie(cid:286) pan był? – Na przystani, byczki łowiłem. 10 – No, oczywi(cid:286)cie... Ten diakon chyba nigdy nie zajmie si(cid:266) (cid:298)adn(cid:261) prac(cid:261). – Dlaczego? Praca nie zaj(cid:261)c, do lasu nie ucieknie – mówił diakon z u(cid:286)miechem, wsuwaj(cid:261)c r(cid:266)ce w bezdenne kieszenie swojej szaty duchownej. – Przydałoby si(cid:266) panu dobre lanie! – wzdychał zoolog. Mijało pi(cid:266)tna(cid:286)cie czy dwadzie(cid:286)cia minut, a obiadu wci(cid:261)(cid:298) nie podawano i tylko było sły- chać, jak ordynans walił butami, biegaj(cid:261)c z sieni do kuchni i z powrotem, jak Samojlenko wrzeszczałŚ – Postaw na stole! żdzie to pchasz? Wpierw umyj! Wygłodzeni diakon i von Koren zaczynali tupać obcasami o podłog(cid:266), wyra(cid:298)aj(cid:261)c przez to swoje zniecierpliwienie, zupełnie jak widzowie na galerii teatralnej. Wreszcie drzwi otwierały si(cid:266) i zmordowany ordynans oznajmiałŚ „Obiad na stole!” W jadalni witał ich purpurowy, zgrzany od kuchennego zaduchu, roze(cid:296)lony Samojlenkoś patrzał na nich gniewnie, z wyrazem przera(cid:298)enia na twarzy podnosił pokrywk(cid:266) z wazy, nalewał zup(cid:266) do talerzy i dopiero gdy wi- dział, (cid:298)e obaj jedz(cid:261) z apetytem i (cid:298)e zupa im smakuje, oddychał z ulg(cid:261) i siadał na swoim gł(cid:266)- bokim fotelu. Jego twarz przybierała wyraz rozanielenia. Powoli nalewał sobie kieliszek wódki i mówiłŚ – Zdrowie młodego pokolenia Po rozmowie z Łajewskim Samojlenko przez cały czas od rana do obiadu, mimo wy(cid:286)mie- nitego humoru, czuł w sercu jaki(cid:286) ci(cid:266)(cid:298)arś (cid:298)al mu było Łajewskiego, chciałby mu pomóc. Po wypiciu kieliszka wódki przed zup(cid:261) westchn(cid:261)ł i powiedziałŚ – Widziałem si(cid:266) dzi(cid:286) z Wani(cid:261) Łajewskim. Ten to ma ci(cid:266)(cid:298)kie (cid:298)ycie. Strona materialna wy- gl(cid:261)da kiepsko, a co najwa(cid:298)niejsze. – psychologia go zadr(cid:266)cza. Szkoda chłopa. – Jego to ju(cid:298) wcale nie (cid:298)ałuj(cid:266) – odparł von Koren. – żdyby ten sympatyczny m(cid:266)(cid:298)czyzna topił si(cid:266), popchn(cid:261)łbym go jeszcze kijemŚ top si(cid:266), bracie, top... – Nieprawda. Nie zrobiłby(cid:286) tego. – My(cid:286)lisz? – wzruszył ramionami zoolog. – Mnie tak samo stać na dobry uczynek, jak i – Czy utopienie człowieka to dobry uczynek? – zapytał diakon i za(cid:286)miał si(cid:266). – Łajewskiego? Oczywi(cid:286)cie. – W tym chłodniku, zdaje si(cid:266), czego(cid:286) brak... – powiedział Samojlenko, chc(cid:261)c zmienić te- ciebie. mat rozmowy. – Łajewski jest bez w(cid:261)tpienia szkodliwy, a dla społecze(cid:276)stwa tak samo niebezpieczny jak bakteria cholery – ci(cid:261)gn(cid:261)ł von Koren. – Utopić go to po prostu zasługa. – Nie przysparza ci zaszczytu, (cid:298)e si(cid:266) w ten sposób wyra(cid:298)asz o swoim bli(cid:296)nim. PowiedzŚ za co ty go nienawidzisz? – Nie gadałby(cid:286) głupstw, doktorze. Nienawidzić bakterii i gardzić ni(cid:261) to nonsens, a uwa(cid:298)ać byle kogo, bez wyboru, za swojego bli(cid:296)niego – dzi(cid:266)kuj(cid:266) (cid:286)licznie – to znaczyŚ nie my(cid:286)leć, za- pomnieć o sprawiedliwym stosunku do ludzi, słowem, umyć r(cid:266)ce. Uwa(cid:298)am twojego Łajew- skiego za szubrawca, bynajmniej tego nie ukrywam i traktuj(cid:266) go jak szubrawca z cał(cid:261) rzetel- no(cid:286)ci(cid:261), na jak(cid:261) mnie stać. Ty go uwa(cid:298)asz za swojego bli(cid:296)niego, to si(cid:266) z nim całujś uwa(cid:298)asz za bli(cid:296)niego, a to znaczy, (cid:298)e masz do niego taki sam stosunek jak do mnie i do diakona, czyli nijaki. Jeste(cid:286) po prostu jednakowo oboj(cid:266)tny dla wszystkich. – Nazwać człowieka szubrawcem! – Mrukn(cid:261)ł Samojlenko krzywi(cid:261)c si(cid:266) z odraz(cid:261). – To ta- kie brzydkie, (cid:298)e a(cid:298) nie umiem ci tego wyrazić. – O ludziach s(cid:261)dzi si(cid:266) po ich uczynkach – ci(cid:261)gn(cid:261)ł von Koren. – Niech wi(cid:266)c diakon os(cid:261)- dzi... Chc(cid:266) o tym pomówić z diakonem. Działalno(cid:286)ć pana Łajewskiego rozwija si(cid:266) przed nami jak tasiemcowy dokument chi(cid:276)ski, mo(cid:298)emy j(cid:261) odczytać od pocz(cid:261)tku do ko(cid:276)ca. Co on zrobił poprzez te dwa lata, odk(cid:261)d tu zamieszkał? Policzmy na palcach. Po pierwsze, nauczył oby- wateli miasteczka grać w wintaś przed dwoma laty ta gra nie była tu znana, natomiast dzisiaj wszyscy, nawet kobiety i podlotki, graj(cid:261) w winta od rana do pó(cid:296)nej nocyś po drugie, nauczył 11 mieszczuchów pić piwo, które równie(cid:298) nie było tu znaneś jemu tak(cid:298)e mieszczuchy zawdzi(cid:266)- czaj(cid:261) swoj(cid:261) wiedz(cid:266) w dziedzinie rozmaitych gatunków wódekŚ nawet z zamkni(cid:266)tymi oczami mog(cid:261) teraz odró(cid:298)nić wódk(cid:266) Koszelowa od Smirnowa numer dwadzie(cid:286)cia jeden. Po trzecie, dawniej m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni (cid:298)yli tutaj z cudzymi (cid:298)onami po kryjomu, z tych samych pobudek, z jakich złodzieje kradn(cid:261) potajemnie, a nie jawnieś cudzołóstwo było uwa(cid:298)ane za co(cid:286) takiego, czego si(cid:266) nie wystawia na widok publicznyś Łajewski natomiast okazał si(cid:266) w tym wzgl(cid:266)dzie pionie- remŚ otwarcie (cid:298)yje z cudz(cid:261) (cid:298)on(cid:261). Po czwarte... Von Koren szybko zjadł chłodnik i oddał ordynansowi swój talerz. – Rozgryzłem Łajewskiego ju(cid:298) w pierwszym miesi(cid:261)cu naszej znajomo(cid:286)ci – ci(cid:261)gn(cid:261)ł zwra- caj(cid:261)c si(cid:266) do diakona. – Przyjechali(cid:286)my tu w tym samym czasie. Tacy ludzie jak on ogromnie ceni(cid:261) przyja(cid:296)(cid:276), blisko(cid:286)ć, solidarno(cid:286)ć, poniewa(cid:298) im stale jest potrzebne towarzystwo do picia, jedzenia i kartś na dobitk(cid:266) s(cid:261) oni gadatliwi i potrzebuj(cid:261) słuchaczy. Zaprzyja(cid:296)nili(cid:286)my si(cid:266), co oznacza, (cid:298)e on ka(cid:298)dego dnia przyłaził do mnie, przeszkadzał mi w pracy i wynurzał si(cid:266) na temat swojej utrzymanki. Od pierwszej chwili uderzyło mnie w nim jakie(cid:286) niezwykłe zakła- manie, od którego a(cid:298) mdliło. Jako przyjaciel łajałem go, (cid:298)e za du(cid:298)o pije, (cid:298)e (cid:298)yje nad stan i zaci(cid:261)ga długi, (cid:298)e nic nie robi i nie czyta, (cid:298)e jest mało kulturalny i mało umie, a on w odpo- wiedzi na wszystkie moje zarzuty u(cid:286)miechał si(cid:266) cierpko, wzdychał i mówiłŚ „Jestem pechow- cem, niepotrzebnym człowiekiem” alboŚ „Czego mo(cid:298)na si(cid:266) spodziewać po nas, skarłowacia- łych potomkach feudałów?”, alboŚ „Jeste(cid:286)my zdegenerowani do cna...” Albo zaczynał ple(cid:286)ć jakie(cid:286) androny na temat Oniegina, Pieczorina, Byronowskiego Kaina, Bazarowa, o których mówiłŚ „To nasi ojcowie z krwi i ko(cid:286)ci”. Nale(cid:298)ało to tak zrozumiećŚ on nie jest winien, (cid:298)e listy urz(cid:266)dowe tygodniami le(cid:298)(cid:261) nawet nie rozci(cid:266)te, (cid:298)e on sam pije i rozpija innych, bo win(cid:266) za to ponosz(cid:261) Oniegin, Pieczorin i Turgieniew, który wynalazł pechowca i niepotrzebnego czło- wieka. Przyczyna tego plugastwa i popuszczania sobie cugli, uwa(cid:298)a pan, tkwi – nie w nim samym, lecz gdzie(cid:286) na zewn(cid:261)trz, w powietrzu. A poza tym – jaki zr(cid:266)czny kawał – to nie on osobi(cid:286)cie jest rozpustny, zakłamany i plugawy, tylko my... „my, ludzie lat osiemdziesi(cid:261)tych”, „my, apatyczne, nerwowe pokolenie popa(cid:276)szczy(cid:296)niane”, „my, spaczeni przez cywilizacj(cid:266)...” Słowem, nale(cid:298)y s(cid:261)dzić, (cid:298)e tak wielki człowiek, jak Łajewski, jest wielki nawet w upadkuś (cid:298)e jego rozpusta, niechlujstwo i brak wykształcenia stanowi(cid:261) zjawisko biohistoryczne, u(cid:286)wi(cid:266)co- ne konieczno(cid:286)ci(cid:261), wynikaj(cid:261)ce z przyczyn (cid:298)ywiołowych, kosmicznych, i (cid:298)e Łajewskiego trze- ba na ołtarzu ustawić, poniewa(cid:298) to niewinna ofiara epoki, pr(cid:261)dów, dziedziczno(cid:286)ci i temu po- dobne. Urz(cid:266)dnicy i damy, słuchaj(cid:261)c go, zamierali z podziwu, ja natomiast długo nie mogłem zrozumieć, z kim mam do czynieniaŚ z cynikiem czy te(cid:298) z cwanym filutem? Takie typy jak on, na oko inteligentne, jako tako wychowane i wci(cid:261)(cid:298) rozprawiaj(cid:261)ce o własnej szlachetno(cid:286)ci, potrafi(cid:261) stworzyć pozory niezwykle skomplikowanej organizacji duchowej. – Zamilcz! - uniósł si(cid:266) Samojlenko. – Nie pozwol(cid:266), (cid:298)eby w mojej obecno(cid:286)ci mówiono (cid:296)le o najzacniejszym człowieku. – Nie przerywaj mi, Aleksandrze Dawidyczu – odparł von Koren zimno. – Zaraz sko(cid:276)cz(cid:266). Łajewski to osobowo(cid:286)ć niezbyt skomplikowana. Oto jego zarys moralnyŚ rano pantofle, k(cid:261)- piel i kawa, przed obiadem pantofle, spacer i rozmówki, o godzinie drugiej pantofle, obiad i wino, o pi(cid:261)tej k(cid:261)piel, herbata i wino, potem wint i łgarstwo, o dziesi(cid:261)tej kolacja i wino, a po północy sen i la femme. W tym ciasnym programie jest zawarta cała jego egzystencja jak jaj- ko w skorupie. Czy idzie, czy siedzi, czy pisze, czy gniewa si(cid:266), czy cieszy – wszystko spro- wadza si(cid:266) do wina, kart, pantofli i kobiety. Kobieta w jego (cid:298)yciu gra rol(cid:266) fataln(cid:261). Sam nieraz opowiada, jak maj(cid:261)c trzyna(cid:286)cie lat ju(cid:298) był zakochany, a na pierwszym roku uniwersytetu (cid:298)ył z pewn(cid:261) dam(cid:261), która wywierała na niego dobroczynny wpływ i której zawdzi(cid:266)cza swoje wy- kształcenie muzyczne. Na drugim roku wykupił prostytutk(cid:266) z domu publicznego i podniósł j(cid:261) ku sobie, czyli po prostu zrobił z niej swoj(cid:261) utrzymank(cid:266), ale prze(cid:298)yła z nim zaledwie pół roku i uciekła z powrotem do wła(cid:286)cicielki zakładu, a ta ucieczka sprawiła mu wiele cierpie(cid:276). Nie- stety, tak cierpiał, (cid:298)e musiał opu(cid:286)cić uniwersytet i sp(cid:266)dzić w domu dwa lata bez (cid:298)adnego zaj(cid:266)- 12 cia. To zreszt(cid:261) obróciło si(cid:266) na lepsze. W domu zacz(cid:261)ł romansować z pewn(cid:261) wdow(cid:261), która doradziła mu rzucić fakultet prawniczy i przej(cid:286)ć na filologiczny. Tak te(cid:298) uczynił. Po sko(cid:276)cze- niu studiów zakochał si(cid:266) bez pami(cid:266)ci w swojej obecnej... jak jej tam?... m(cid:266)(cid:298)atce i musiał z ni(cid:261) uciekać na Kaukaz, rzekomo po ideały. Nie dzi(cid:286) to jutro miło(cid:286)ć si(cid:266) sko(cid:276)czy i on znów uciek- nie z powrotem do Petersburga, równie(cid:298) w poszukiwaniu ideałów. – Sk(cid:261)d ty to wiesz! – warkn(cid:261)ł Samojlenko patrz(cid:261)c na zoologa ze zło(cid:286)ci(cid:261). – Jedz, nie gadaj. Podano głowacze z wody po polsku. Samojlenko nało(cid:298)ył swoim stołownikom na talerze po całym głowaczu i własnor(cid:266)cznie polał sosem. Par(cid:266) minut upłyn(cid:266)ło w milczeniu. – Kobieta gra wa(cid:298)n(cid:261) rol(cid:266) w (cid:298)yciu ka(cid:298)dego człowieka – powiedział diakon. – Nic na to nie poradzimy. – Owszem, ale w jakim stopniu? Dla ka(cid:298)dego z nas kobieta to matka, siostra, (cid:298)ona, przyja- ciel, dla Łajewskiego za(cid:286) kobieta jest wszystkim, a przy tym tylko kochank(cid:261). Ona, czyli po- (cid:298)ycie z ni(cid:261), to szcz(cid:266)(cid:286)cie i cel (cid:298)yciaś Łajewski jest wesoły czy smutny, znudzony czy rozcza- rowany – dzi(cid:266)ki kobiecieś (cid:298)ycie obrzydło – kobieta zawiodłaś zaja(cid:286)niał (cid:286)wit nowego (cid:298)ycia, odnalazły si(cid:266) ideały – tu te(cid:298) szukaj kobiety... Podobaj(cid:261) mu si(cid:266) bez zastrze(cid:298)e(cid:276) tylko te utwory czy obrazy, gdzie wyst(cid:266)puje kobieta. Nasza epoka, jego zdaniem, jest zła, jest gorsza ni(cid:298) lata czterdzieste i sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)te tylko dlatego, (cid:298)e miłosna ekstaza i nami(cid:266)tno(cid:286)ć nie porywaj(cid:261) ju(cid:298) nas a(cid:298) do samozapami(cid:266)tania. Ci lubie(cid:298)nicy chyba maj(cid:261) w mózgu jak(cid:261)(cid:286) podobn(cid:261) do sarkomy naro(cid:286)l, która uciska mózg i kieruje cał(cid:261) psychik(cid:261). Warto zaobserwować, jak zachowuje si(cid:266), Łajewski, gdy jest w towarzystwie. Zauwa(cid:298)cie tylko, panowieŚ kiedy si(cid:266) przy nim porusza jakie(cid:286) ogólne zagadnienie, powiedzmy, o komórce czy instynkcie, on wtedy siedzi na uboczu, milczy i nie słuchaś min(cid:266) ma roztargnion(cid:261), rozczarowan(cid:261), nic go nie interesuje, wszystko jest dla niego banalne i niewa(cid:298)neŚ ale niech kto(cid:286) zacznie mówić o samcach i samicach, na przy- kład o tym, (cid:298)e u paj(cid:261)ków samica po zapłodnieniu zjada samca. – jemu zaraz oczy zapłon(cid:261) ciekawo(cid:286)ci(cid:261), twarz rozja(cid:286)ni si(cid:266), słowem, cały o(cid:298)yje. Wszystkie jego my(cid:286)li, b(cid:261)d(cid:296) szlachetne i wzniosłe, b(cid:261)d(cid:296) oboj(cid:266)tne, zawsze krzy(cid:298)uj(cid:261) si(cid:266) w jednym punkcie. Idziecie z nim na przykład ulic(cid:261) i spotykacie, dajmy na to, osła... „Ciekaw jestem, powiada, co by było, gdyby o(cid:286)lic(cid:266) sparzyć z wielbł(cid:261)dem?” A sny! Czy opowiadał wam kiedykolwiek swoje sny? Co(cid:286) niebywa- łego! to mu si(cid:266) (cid:286)ni, (cid:298)e jego (cid:298)eni(cid:261) z komet(cid:261), to – (cid:298)e go wzywaj(cid:261) na policj(cid:266) i ka(cid:298)(cid:261), (cid:298)eby (cid:298)ył z gitar(cid:261)... Diakon wybuchn(cid:261)ł grzmi(cid:261)cym (cid:286)miechem. Samojlenko zas(cid:266)pił si(cid:266) i gniewnie zmarszczył twarz, (cid:298)eby zachować powag(cid:266), ale w ko(cid:276)cu nie wytrzymał i za(cid:286)miał si(cid:266). – I wci(cid:261)(cid:298) zmy(cid:286)la! – powiedział ocieraj(cid:261)c łzy. – Jak Boga kocham, zmy(cid:286)la! IV Diakon był bardzo skory do (cid:286)miechu i od byle głupstwa (cid:286)miał si(cid:266) do kolek w brzuchu, do łez. zdawało si(cid:266), (cid:298)e w(cid:286)ród ludzi lubił przebywać tylko dlatego, (cid:298)e maj(cid:261) swoje (cid:286)mieszne strony i (cid:298)e wszystkim mo(cid:298)na nadawać (cid:286)mieszne przezwiska. Samojlenk(cid:266) przezwał tarantul(cid:261), jego ordynansa – kaczorem i nie posiadał si(cid:266) z zachwytu, gdy von Koren wyraził si(cid:266) kiedy(cid:286) o Ła- jewskim i Nadie(cid:298)dzie Żiodorownie, (cid:298)e to makaki. Diakon bacznie wpatrywał si(cid:266) w twarze rozmawiaj(cid:261)cych, słuchał nie mrugn(cid:261)wszy powiek(cid:261) i widać było, jak oczy rozszerza mu u(cid:286)miech, a twarz t(cid:266)(cid:298)eje w oczekiwaniu – kiedy mo(cid:298)na b(cid:266)dzie nareszcie wy(cid:286)miać si(cid:266) do woli. – To rozwi(cid:261)zły, zdeprawowany typ – ci(cid:261)gn(cid:261)ł zoolog, a diakon, oczekuj(cid:261)c (cid:286)miesznych wy- ra(cid:298)e(cid:276), wpił si(cid:266) oczami w jego twarz. – Rzadko si(cid:266) spotyka takie zera. Ciało ma anemiczne, cherlawe, starcze, a pod wzgl(cid:266)dem intelektu niczym si(cid:266) nie ró(cid:298)ni od grubej kupcowej, która tylko (cid:298)re, pije, (cid:286)pi na pierzynie i utrzymuje stosunek miłosny ze swoim stangretem. Diakon znów wybuchn(cid:261)ł (cid:286)miechem. 13 – Prosz(cid:266) si(cid:266) nie (cid:286)miać, diakonie. – powiedział von Koren – to naprawd(cid:266) niem(cid:261)dre. (cid:297)adnej uwagi nie zwróciłbym na t(cid:266) marn(cid:261) osobisto(cid:286)ć – ci(cid:261)gn(cid:261)ł, wyczekawszy, a(cid:298) diakon przestał si(cid:266) (cid:286)miać – przeszedłbym koło niej oboj(cid:266)tnie, gdyby nie była tak szkodliwa i niebezpieczna. Szkodliwo(cid:286)ć Łajewskiego polega przede wszystkim na powodzeniu u kobiet, co grozi potom- stwem, czyli sprezentowaniem (cid:286)wiatu tuzina Łajewskich, równie cherlawych i zdeprawowa- nych jak on sam. Po drugie, zara(cid:298)a on wszystkich dookoła siebie. Ju(cid:298) wspominałem o wincie i piwie. Jeszcze rok, jeszcze dwa, a Łajewski podbije całe wybrze(cid:298)e kaukaskie. Wiecie chyba, jak dalece ogół ludzi, zwłaszcza warstwy (cid:286)rednie, zwa(cid:298)a na wykształcenie uniwersyteckie, inteligencj(cid:266), szlachetne pozory i literack(cid:261) gładko(cid:286)ć j(cid:266)zyka. Jakiekolwiek paskudztwo zrobiłby Łajewski, wszyscy i tak b(cid:266)d(cid:261) uwa(cid:298)ali, (cid:298)e to słuszne, (cid:298)e tak być powinno, bo to człowiek inte- ligentny, liberalny, z wy(cid:298)szym wykształceniem. A w dodatku pechowiec, niepotrzebny czło- wiek, neurastenik, ofiara epoki, co oznacza, (cid:298)e mu wszystko wolno. To swój chłop, szczera duszaś on tak wyrozumiale traktuje ułomno(cid:286)ci ludzkie, jest tak ust(cid:266)pliwy, zgodny, łatwy, nie- zarozumiały, z nim mo(cid:298)na i popić, i poplotkować, i po(cid:286)wintuszyć... Ogół ludzi, zawsze skłonny do antropomorfizmu w religii i moralno(cid:286)ci, najbardziej wielbi te bóstwa, które maj(cid:261) podobne wady, co on. Zwa(cid:298)cie wi(cid:266)c, jak szerokie pole do zarazy le(cid:298)y przed Łajewskim. W dodatku to niezły aktor i zr(cid:266)czny hipokryta, dobrze wie, co w trawie piszczy. Przypomnijcie sobie jego wybiegi i sztuczki, na przykład choćby jego stosunek do cywilizacji. Ani jej nawet lizn(cid:261)ł, a mimo toŚ „Ach, jak jeste(cid:286)my zepsuci przez cywilizacj(cid:266)! Ach, jak(cid:298)e zazdroszcz(cid:266) dzi- kusom, tym dzieciom natury, co nie znaj(cid:261) cywilizacji”. To ma oznaczać, prosz(cid:266) panów, (cid:298)e on kiedy(cid:286) w dalekiej przeszło(cid:286)ci był oddany cywilizacji całym sercem, słu(cid:298)ył jej, zgł(cid:266)bił j(cid:261) do dna, ale znu(cid:298)yła go, zawiodła, rozczarowałaś on, uwa(cid:298)acie, to Żaust, to drugi Tołstoj... A Schopenhauera i Spencera traktuje jak młokosów, protekcyjnie klepie ich po ramieniuŚ no jak tam, Spencerze, co słychać, bracie? Spencera naturalnie nie czytał, ale z jakim wdzi(cid:266)kiem, z jak lekk(cid:261), niedbał(cid:261) ironi(cid:261) mówi o swojej damulceŚ „Ona czytała Spencera!” A wszyscy go słuchaj(cid:261) i nikt nie chce zrozumieć, (cid:298)e ten szarlatan nie tylko nie ma prawa mówić o Spencerze takim tonem, ale nawet ucałować buta Spencera. Podkopywać si(cid:266) pod cywilizacj(cid:266), pod auto- rytety, pod cudze ołtarze, opryskiwać je błotem, błaze(cid:276)sko mrugać do nich jedynie po to, (cid:298)e- by usprawiedliwić i ukryć swoje cherlactwo i ubóstwo moralne, mo(cid:298)e tylko zwierz(cid:266) bardzo samolubne, n(cid:266)dzne i nikczemne. – Nie rozumiem, Kola, czego ty od niego chcesz? – powiedział Samojlenko patrz(cid:261)c na zoologa ju(cid:298) nie ze zło(cid:286)ci(cid:261), tylko z l(cid:266)kiem. – To taki sam człowiek jak wszyscy. Naturalnie, (cid:298)e ma swoje słabostki, ale przecie(cid:298) jest na poziomie dzisiejszych idei, pracuje, ojczyzna ma z niego po(cid:298)ytek. Dziesi(cid:266)ć lat temu mieszkał tu staruszek po(cid:286)rednik, człowiek o niepospolitym umy(cid:286)le... Wi(cid:266)c on mówił... – Do(cid:286)ć, do(cid:286)ć! – przerwał mu zoolog. – PowiadaszŚ Łajewski pracuje. Ale jak? Czy przez to, (cid:298)e si(cid:266) tu zjawił, mamy lepszy porz(cid:261)dek, a urz(cid:266)dnicy stali si(cid:266) bardziej sprawni, uczciwi i grzeczni? Na odwrót, on przez swój autorytet człowieka inteligentnego, z wy(cid:298)szym wykształ- ceniem, tylko sankcjonuje ich odwieczne niedbalstwo. Spełnia swoje obowi(cid:261)zki jedynie dwu- dziestego ka(cid:298)dego miesi(cid:261)ca, gdy bierze pensj(cid:266), bo w pozostałe dni tylko szura pantoflami po domu i usiłuje przybrać taki wyraz twarzy, jakby robił łask(cid:266) rosyjskiemu rz(cid:261)dowi, (cid:298)e mieszka na Kaukazie. Nie, Aleksandrze Dawidyczu, nie bro(cid:276) Łajewskiego. Jeste(cid:286) nieszczery od po- cz(cid:261)tku do ko(cid:276)ca. żdyby(cid:286) go naprawd(cid:266) kochał i uwa(cid:298)ał za swojego bli(cid:296)niego, nie patrzałby(cid:286) oboj(cid:266)tnie na jego wady, nie tolerowałby(cid:286) ich, ale dla jego dobra starałby(cid:286) si(cid:266) go unieszkodli- wić. – To znaczy? – Unieszkodliwić. Poniewa(cid:298) Łajewski nigdy si(cid:266) nie poprawi, mo(cid:298)na go unieszkodliwić tylko w ten sposób... Von Koren zrobił wymowny gest r(cid:266)k(cid:261) koło szyi. 14 – A mo(cid:298)e lepiej utopić... – dodał. – To le(cid:298)y w interesie społecze(cid:276)stwa, a tak(cid:298)e w naszym własnym interesie, (cid:298)eby tacy ludzie byli niszczeni. Bezwarunkowo. – Co ty wygadujesz?! – j(cid:266)kn(cid:261)ł Samojlenko podnosz(cid:261)c si(cid:266) i patrz(cid:261)c w zdumieniu na spo- kojn(cid:261), zimn(cid:261) twarz zoologa. – Diakonie, co on wygaduje? Zwariowałe(cid:286)? – Nie upieram si(cid:266) przy karze (cid:286)mierci – powiedział von Koren. – Skoro udowodniono, (cid:298)e jest szkodliwa, wymy(cid:286)lcie co(cid:286) innego. Nie mo(cid:298)na zabić Łajewskiego, niech wi(cid:266)c zostanie izolowany, pozbawiony praw, zesłany na ci(cid:266)(cid:298)kie roboty... – Co ty wygadujesz? – przeraził si(cid:266) Samojlenko. – Z pieprzem, z pieprzem! – krzykn(cid:261)ł rozpaczliwym głosem, widz(cid:261)c, (cid:298)e diakon je nadziewane kabaczki bez pieprzu. – Ty, człowiek o niepospolitym umy(cid:286)le, co ty wygadujesz?! Nasz przyjaciel, dumny, inteligentny człowiek, ma być zesłany na roboty publiczne! – A je(cid:298)eli jest dumny i b(cid:266)dzie stawiał opór – kajdany! Samojlenko nie mógł ju(cid:298) wykrztusić ani słowa i tylko poruszał palcamiś diakon spojrzał na jego oszołomion(cid:261), naprawd(cid:266) komiczn(cid:261) twarz i wybuchn(cid:261)ł (cid:286)miechem. – Przesta(cid:276)my o tym mówić – powiedział zoolog. – Pami(cid:266)taj tylko jedno, Aleksandrze Da- widyczuŚ społecze(cid:276)stwa pierwotne broniły si(cid:266) przed takimi typami jak Łajewski walk(cid:261) o byt i selekcj(cid:261)ś dzisiaj nasza kultura w znacznej mierze st(cid:266)piła walk(cid:266) i selekcj(cid:266), musimy wi(cid:266)c sami zatroszczyć si(cid:266) o zagład(cid:266) niezdatnych i cherlawych osobników, bo w przeciwnym wypadku, gdy Łajewscy si(cid:266) rozmno(cid:298)(cid:261), cywilizacja zginie, a ludzko(cid:286)ć całkowicie si(cid:266) zdegeneruje. To b(cid:266)dzie nasza wina. – Je(cid:298)eli trzeba wieszać i topić ludzi – zawołał Samojlenko – to niech diabli wezm(cid:261) cywili- zacj(cid:266) i ludzko(cid:286)ć. Do diabła! Wiesz, co ci powiemŚ ty(cid:286) człowiek niezwykle wykształcony, o niepospolitym umy(cid:286)le, chluba ojczyzny, ale ciebie Niemcy zbałamucili. Tak, Niemcy! Niem- cy! Samojlenko, z chwil(cid:261) gdy wyjechał z Dorpatu, gdzie studiował medycyn(cid:266), rzadko widywał Niemców i nie przeczytał (cid:298)adnej niemieckiej ksi(cid:261)(cid:298)ki, ale był (cid:286)wi(cid:266)cie przekonany, (cid:298)e całe zło w polityce i nauce spowodowali Niemcy. Sk(cid:261)d mu przyszło do głowy podobne przekonanie, tego sam nie umiałby wytłumaczyć, ale trzymał si(cid:266) go mocno. – Tak, Niemcy! – powtórzył jeszcze raz. – Chod(cid:296)my na herbat(cid:266). Wszyscy trzej wstali i wło(cid:298)ywszy kapelusze przeszli do ogródka, gdzie usiedli w cieniu bladych klonów, grusz i kasztanów. Zoolog i diakon zaj(cid:266)li ławk(cid:266) przy stoliku, a Samojlenko uplasował si(cid:266) na trzcinowym fotelu z szerokim, pochyłym oparciem. Ordynans podał herbat(cid:266), konfitury i butelk(cid:266) syropu. Było bardzo gor(cid:261)co, mo(cid:298)e trzydzie(cid:286)ci stopni w cieniu. Upalne powietrze zamarło nieru- chomo, jakby st(cid:266)(cid:298)ało, a długa paj(cid:266)czyna, zwieszaj(cid:261)ca si(cid:266) z gał(cid:266)zi kasztanu a(cid:298) do ziemi, zawi- sła bezwładnie i nie poruszała si(cid:266). Diakon wzi(cid:261)ł gitar(cid:266), która stale le(cid:298)ała na ziemi koło stołu, nastroił j(cid:261) i zanucił po cichu, cienkim głosikiemŚ „Młodziankowie seminaryjni prym w gospodzie wiod(cid:261)...”, ale z gor(cid:261)ca natychmiast umilkł, wytarł pot z czoła i spojrzał w gór(cid:266) na szafirowe, upalne niebo. Samoj- lenko zdrzemn(cid:261)ł si(cid:266)ś od skwaru, ciszy i słodkiej poobiedniej senno(cid:286)ci, która ogarn(cid:266)ła wszyst- kie jego członki, poczuł si(cid:266) słaby i podchmielony, r(cid:266)ce mu zwisły, oczy zmalały, głowa op
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pojedynek
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: