Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00405 003504 12432717 na godz. na dobę w sumie
Polityka Becka - ebook/pdf
Polityka Becka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 199
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1016-9 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

...trzeba zawsze pamiętać i rozumieć tę prawdę, że polityka polska to zawsze i jedynie polityka w stosunku do Rosji i do Niemiec. Nasza sytuacja geograficzna, stosunek naszych sił do sił sąsiadów przesądziły o tym. Polityka polska wobec Francji, Anglii, Ameryki czy kogokolwiek bądź na świecie była tylko odblaskiem, tylko konsekwencją, tylko skutkiem naszego stosunku do Rosji i do Niemiec. Prawdę tę o wiele mniej niż Piłsudski czy Dmowski rozumiał Beck.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Polityka Becka Stanisław Cat-Mackiewicz Polityka Becka Universitas © Aleksandra Niemczyk, Ryszard Rzepecki and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS (na podstawie wydania: Stanisław Mackiewcz, Polityka Becka, Instytut Literacki, Paryż 1964) ISBN 97883-242-1016-9 Opracowanie redakcyjne Jan Sadkiewicz Projekt okładki i stron tytułowych Ewa Gray Na okładce Wizyta oficjalna ministra spraw zagranicznych Polski Józefa Becka w Niemczech. Fot. Robert Sennecke (zdjęcie z zasobów Narodowego Archiwum Cyfrowego) Spis treści . 7 Polska a Francja a Liga Narodów.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Pakt Czterech.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19 Hitler występuje z Ligi Narodów.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 29 Polsko-niemiecki Pakt o Nieagresji z 26 stycznia 1934.. . . . . . . . . . . . . . . . 34 Locarno Wschodnie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 40 Rok zgonów i morderstw.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 50 Jeszcze o roku 1934.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 63 Rok 1935 – rok katastrofy.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 67 Poroniona wojna. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 74 Beck, Etiopia i Pałac Bruehlowski.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 81 Gdańsk jest barometrem.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 91 Nadrenia. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 100 Układ austro-niemiecki z 11 lipca 1936 .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 108 Rambouillet .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 112 Dygresje rumuńskie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 120 Zemsta za mur graniczny.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 124 Hiszpania.i.Japonia... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 127 Konferencja Hossbach .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 134 Anschluss. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 141 Sojusze egzotyczne.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 150 Monachium i dokoła Monachium.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 154 Beck a Czesi.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 159 Bogumin .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 168 Bieg ku katastrofie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 172 W czarnych nekrologowych ramach. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 179 Dokument C.-120. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 189 Świadectwo Raczyńskiego.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 192 Krwawa szachownica.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 197 Polska a Francja a Liga Narodów I Okres międzywojenny, pod względem stosunku Francji, a także Li- gi Narodów, do Polski, da się podzielić schematycznie na trzy okresy. Od ukończenia pierwszej wojny światowej do traktatów locarneń- skich. władzy. towej. Od układów zainicjowanych w Locarno do przyjścia Hitlera do Od przyjścia Hitlera do władzy do wybuchu drugiej wojny świa- Książka niniejsza poświęcona jest rozpatrzeniu trzeciego okresu, w pierwszym jednak rozdziale robimy przegląd okresu pierwszego i drugiego. II Po zgłoszeniu się wysłanników niemieckich w Rothondes, w dniu 11 listopada 1918, do wagonu marszałka Focha z prośbą o kapitulację; po wydaniu przez francuskie dowództwo wojenne komunikatu o dzia- łaniach wojennych zakończonego prostymi, a jakże patetycznymi wy- razami: „komunikat ostatni z powodu zwycięstwa”, upojenie Francji zwycięstwem było ogromne. Francja poniosła olbrzymie ofiary, straciła jeden milion trzysta pięćdziesiąt tysięcy swych synów na polu walki, ale zdawało się jej, że odzyskała straconą przez Napoleona III rangę pierwszego mocar- stwa w Europie. Natychmiast po zwycięstwie Francja myśli tylko o zupełnej lik- widacji Niemiec, dopiero w okresie lokarneńskim zaczyna się z Niem- cami układać. Chodzą wtedy po Francji marzenia o całkowitym rozbiciu Niemiec na państwa samodzielne i skłócone między sobą. Wybitny francuski publicysta, Jakub Bainville, stawia za wzór traktat westfalski, w któ- rym górę wzięła polityka Richelieu demembracji Niemiec. Wyjątkowa okazja do wkroczenia na drogę do tej polityki, to jest oferta cesarza Karola austriackiego przesłana przez księcia Sykstusa Burbońskiego podczas wojny, została przez Francuzów zmarnowana, co wywołuje tylko spóźnione żale polityków francuskich. Jeszcze w 1961 r. napisze pan Bonnet, były minister spraw zagranicznych, w swej doskonałej książce Quai d’Orsay za trzech republik: „Był to błąd olbrzymi, który nas drogo kosztował”. Teraz separatyści nadreńscy spotykają się z potępieniem ogólno- niemieckim, a Bawaria wykazuje także mało wigoru i ochoty do od- zyskania niepodległości. Skoro polityka rozbicia Niemiec, cofnięcie koła historii do czasów Richelieu, okazała się niemożliwa, pozostawało Francji rozwiązanie drugie, mianowicie stworzenie na wschód od Niemiec siły, która by była sojusznikiem Francji i gwarantem, że Niemcy znów na nią nie napadną. Takim antyniemieckim sojusznikiem „z tamtej strony Niemiec” była dla Francji cesarska Rosja od 1891 r. do pierwszych lat pierw- szej wojny światowej. Ale po tej wojnie, w czasie obrad wersalskich, w Rosji panowała wojna, a rząd komunistyczny, który w tej wojnie zwyciężał, już w okresie traktatu w Brześciu Litewskim dowiódł, że nie ma zamiaru bronić jednego czy też jednych państw kapitalistycz- no-burżuazyjnych przed innymi państwami kapitalistyczno-burżua- zyjnymi. Jakiś antyniemiecki sojusz z Rosją jest dla Francji wtedy całkowicie nieaktualny. Toteż Francja wkracza na drogę popierania Polski oraz Małej Ententy. Francji zaczyna zależeć, aby Polska była duża i silna. Ale ponieważ wielka i silna antyniemiecka Polska byłaby członem programu wielkości Francji, francuskich aspiracji do hegemonii na 8 kontynencie, z natury rzeczy sprzeciwia się to widokom polityki an- gielskiej. Anglia tradycyjnie zwraca się przeciwko temu z państw Europy, które ma szanse na hegemonię. Dlatego od 1900 roku polityka angiel- ska zaczęła zwalczać Niemcy i popierać Francję. Dlatego też, teraz, po zwycięstwach Focha, Anglia zaczyna osłabiać Francję, a zasłaniać, bronić Niemcy. Już natychmiast po zawieszeniu broni, już w epoce traktatu wersal- skiego, Anglia stosuje tę swoją politykę, stąd Anglia jest i musi być an- typolska. Lloyd George jest naszym wrogiem. Ale trzeba rozumieć, że ta antypolskość jest pośrednia. Zwalczanie programu wielkiej Polski było działaniem polityki angielskiej mającym na celu niedopuszcze- nie do francuskiej hegemonii w Europie. Francja popiera przyłączenie Śląska do Polski. Lloyd George na- rzuca nam plebiscyt, a po plebiscycie chce cały Górny Śląsk pozosta- wić Niemcom; dopiero Francja nas ratuje. Francja chce, aby Gdańsk należał do Polski. Anglia forsuje ustrój Wolnego Miasta. Również w sprawie granic wschodnich: Francja nas popiera – Anglia stara się, aby Polska była jednocześnie najmniejsza na Zachodzie i naj- mniejsza na Wschodzie. Lloyd George w jednej ze swych mów parlamentarnych powiedział, że Polska jest to kraj, który ma pięć swoich Alzacji–Lotaryngii, mia- nowicie: Galicję Wschodnią, Białoruś, Wilno, Śląsk i „korytarz”. Wspominając te czasy, ciśnie mi się do głowy wspaniała anegdota. Oto w czasie konferencji w Spaa Lloyd George był bardzo brutalny wobec generałów niemieckich, Gesslera i von Seeckta, na konferen- cję tę zaproszonych. Wzbudziło to radosne zdumienie u Francuzów. Jeden dowcipny Anglik szepnął im: „Nie dziwcie się, nasz premier, Lloyd George, jest takim antymilitarystą, że nienawidzi nawet gene- rałów niemieckich”. III W tym pierwszym okresie powojennego Francji „snu o potędze” należy rozróżniać politykę Clemenceau, Focha, Poincarégo i Brianda. 9 Clemenceau, tytan energii, mając lat osiemdziesiąt, wygrywa woj- nę. Staje się bohaterem narodowym, na którego widok tłumy płaczą z uniesienia. Ale nie tylko publicysta Bainville, ale i wódz armii sprzy- mierzonych, marszałek Foch, zarzucają mu, że aczkolwiek wygrał wojnę, to przegrał pokój. Clemenceau, tworząc traktat wersalski i nową Europę, opartą na zwycięstwie nad Niemcami, działał w przekonaniu przedłużania w nie- skończoność sojuszu Francji z Anglią i Ameryką. „Motorem historii” – jak sam się wyrażał – miał być alians francusko-angielsko-amery- kański. Tutaj się zawiódł najzupełniej i w ogóle te przewidywania nie były godne tak wspaniałego polityka, jakim był. Wilson, szlachetny idealista, współpracował z Clemenceau, ale se- nat amerykański odrzucił traktat wersalski w dniu 19 listopada 1919 i nie dopuścił do wejścia Ameryki do Ligi Narodów, która powstała przecież z głowy Wilsona. Ameryka powróciła do swej quasi-izolacjo- nistycznej polityki; we francuskich wysiłkach utrzymania Niemiec w posłuszeństwie traktatowi najmniejszej ochoty uczestniczyć nie miała. Anglia rozeszła się z linią francuską jeszcze bardziej. Polityka Clemenceau prowadzenia wspólnej linii wobec Niemiec z Ameryką i Anglią upadła sama przez się. Clemenceau sądzi, że parlament francuski przez wdzięczność wy- bierze go na prezydenta Republiki. Ale parlament zamiast niego wy- biera nicość zupełną, pana Deschanela, który bzikuje zresztą zaraz, ale Clemenceau, obrażony, od chwili tego wyboru nie bierze udziału w polityce. Swą niesłychaną energię starczą wyładowuje w polowa- niach na tygrysy w Indiach. Prezydentem republiki zostaje Millerand i w pewnej chwili po- wołuje na premiera Arystydesa Brianda, który w ten sposób po raz szósty w życiu zostaje Prezesem Rady Ministrów. W Cannes w stycz- niu 1922 r. Briand gra w golfa z Anglikami i dochodzi do porozu- mienia z Lloydem George’em w sprawie niemieckiej. Ale golf mu w tym Cannes więcej się udaje niż układ polityczny. Obala go prezydent Millerand, który na premiera powołuje prezydenta Republiki z cza- sów wojny, Rajmunda Poincarégo. Ten ostatni zaczyna wobec Anglików prowadzić politykę niezależ- ną i kontrowersyjną. Od 10 kwietnia do 19 maja odbywa się konferen- cja w Genewie, której jedynym rezultatem jest przejściowe zbliżenie 10 się Niemiec do Rosji komunistycznej, mające swój wyraz w słynnym traktacie w Rapallo. We wrześniu tegoż 1922 r. ustępuje wreszcie znie- nawidzony przez Francuzów Lloyd George, premierem angielskim zostaje konserwatysta Bonar Law, ale w styczniu 1923 r. ma miejsce koniec ententy. Mianowicie: Dnia 11 stycznia 1923 Poincaré w porozumieniu z Włochami i Bel- gami wysyła dwie dywizje piechoty i jedną kawalerii dla okupowa- nia zagłębia węglowego Ruhry, motywując to niewypełnianiem przez Niemców zobowiązań dostarczania węgla. Posunięcie to wywołuje zerwanie z polityką angielską. Rząd nie- miecki ogłasza w Ruhrze opór bierny, ale Poincaré potrafi go złamać. 26 września 1923 rząd niemiecki notyfikuje Poincarému koniec biernego oporu i stara się o pertraktacje pokojowe z Francją. Według zdania niektórych publicystów francuskich Poincaré źle zrobił, że nie wykorzystał sytuacji do porozumienia z Niemcami bez Anglii. Takie było zdanie także marszałka Focha. W maju 1924 r. odbywają się we Francji wybory do parlamentu. Zwycięża tak zwany kartel lewicy. Poincaré podaje się do dymisji i na tym się kończy francuska samodzielna wobec Niemców polity- ka. Następca Poincarégo, Edward Herriot, popularny burmistrz miasta Lugdunu, jedzie do Anglii i tam dogaduje się z pierwszym z ramienia Labour Party premierem brytyjskim, MacDonaldem. Następuje zbli- żenie polityki francuskiej do angielskiej w sprawie niemieckiej, czyli nawrót do tego, co reprezentował Briand w czasie układów w Cannes. Dalsze losy trójkąta Francja, Anglia, Niemcy łączą się z Ligą Narodów. Na terenie tej instytucji, wymyślonej i zainicjowanej przez amerykańskiego prezydenta Wilsona, odrzuconej przez Amerykę, od- bywa się uzgodnienie interesów i taktyki Francji i Anglii. Od czasów wyborów 1924 r. we Francji i zwycięstwa tak zwanego kartelu lewicy, to znaczy burżuazji radykalnej, a ściślej mówiąc, rady- kalizującej, kończy się prestiżowo-izolacyjna polityka Francji, która odżyje dopiero chyba za czasów de Gaulle’a. O Lidze Narodów kursował wierszyk popularny: Un peu d’éspoir Un peu de rêve Et puis bonsoir.  Lyon (przyp. red.) 11 Czyli: Trochę nadziei, Trochę marzeń, No i do widzenia. IV Jako dziennikarz piszący w okresie działania Ligi Narodów wbi- jałem w głowy swoich czytelników, że Liga Narodów jest tylko pseu- donimem współpracy Anglii i Francji celem prowadzenia wspólnej polityki z Niemcami. Wątpię, aby dziś jakiś historyk kwestionował rzetelność tego określenia, jakkolwiek wtedy, kiedy to pisałem, wielu moich kolegów po piórze w kraju i za granicą uważało moją definicję co najwyżej za dowcipny paradoks. Oczywiście jednak wszystkie państwa europejskie, poczynając od Włoch, były tylko klientami Ligi Narodów, a jej pełnoprawnymi go- spodarzami były Anglia, Francja, później Niemcy. W kwietniu 1925 r. w gabinecie Painlevégo ministrem spraw za- granicznych znów zostaje Arystydes Briand. Przystępuje on do reali- zowania swej linii politycznej, której zawsze był wierny: porozumie- nie z Anglią i wspólna z Anglią polityka wobec Niemiec. W dniu 5 października 1925, podczas obrad Ligi Narodów, spo- tykają się w małym miasteczku szwajcarskim Locarno: Briand, Chamberlain i Stresemann. Obecni są także Włoch Scialoia i Belg Vandervelde, co ma mniejsze znaczenie. Spotkanie to stanowi datę historyczną, od tego czasu polityka wymuszania czegokolwiek na Niemczech siłą, czyli operacje w rodzaju okupacji Ruhry, zostaje za- stąpiona układami z Niemcami. Układy zapoczątkowane w Locarno są ratyfikowane w Londynie tegoż 1925 r. w dniu 12 grudnia. jęcie Niemiec do Ligi Narodów. Po układach lokarneńskich w dniu 8 września 1926 nastąpiło przy- Istotą układów lokarneńskich było gwarantowanie granic na za- chodzie ustalonych przez traktat wersalski. Sukcesem polityki Brianda było to, że Anglia gwarantowała granicę francusko-niemiecką ustaloną w traktacie wersalskim, że zobowiązała się jej bronić siłą. Formalnie 12 ta gwarancja była ubrana w układ, w którym Francja, Anglia, Niemcy, Włochy i Belgia gwarantowały sobie wzajemnie granice i zobowiązy- wały się wystąpić przeciwko ich naruszycielowi. Ale na tym nie kończył się sens polityczny układów lokarneńskich. Obok tego, co w nich było, ważne było także to, czego w nich nie było. A nie było żadnej gwarancji granic wschodnich Niemiec, innymi sło- wy: wprowadzono bardzo poważne rozróżnienie prawne i polityczne pomiędzy zachodnimi granicami Niemiec a ich granicami wschodni- mi. Tylko w sprawie granic zachodnich powiedziano Niemcom: tutaj spotkacie się z solidarnym oporem francusko-angielsko-włosko-bel- gijskim. Prof. Stroński, najwybitniejszy publicysta ówczesnego polskiego Stronnictwa Narodowego, gwałtownie za tę różnicę atakował ów- czesnego naszego ministra spraw zagranicznych, Aleksandra hrabiego Skrzyńskiego, który był człowiekiem ambitnym, zręcznym, inteligen- tnym, ale w tej sytuacji nic nie mógł zrobić. Sam Briand próbował zabiegać u Anglików, aby zechcieli ustosunkować się do granic na wschodzie Niemiec, tak samo jak do granic zachodnich. Spotkało się to jednak ze strony angielskiej z wyraźną odmową. Artykuły Strońskiego tak były pisane, jakby całkowitą odpowie- dzialność za Locarno ponosił sam Skrzyński, co było karykaturalnym wykrzywieniem rzeczywistości. Benesz i Skrzyński uzyskali wątlutkie pakty, zawierające obietnice pomocy, gdyby ich kraje były jawnie przez Niemcy zaatakowane. Skrzyński nadawał tym paktom wyolbrzymione znaczenie. Ale cóż miał robić? Było to niewątpliwie lepsze, niż gdyby wołał: jesteśmy przez Francuzów zdradzeni. Teraz już nikt nie broni naszego Śląska i naszego Pomorza! Takie okrzyki „jesteśmy zagrożeni” są najgłupszą metodą dyplomatyczną, jaką można sobie wyobrazić. Ale sam Briand interpretował układ, który z nami zawarł, w spo- sób, który niewątpliwie pozbawiał go jakiegokolwiek większego po- litycznego znaczenia. Zaraz po podpisaniu układu ze Skrzyńskim Briand oświadczył co następuje: – „Układ z Polską nie zawiera dla nas żadnego nowego obciąże- nia, ponieważ mamy już układ z Polską wraz z konwencją wojskową podpisaną przez Focha w 1921 r. Zresztą pakt o pomocy z Polską, jak 13 również z Czechosłowacją nie jest w żadnym wypadku podobny do dawnych sojuszy. Nie jesteśmy zobowiązani do dawania pomocy ina- czej, jak tylko w ramach Ligi Narodów, innymi słowy nasze wystąpie- nie nie będzie nigdy izolowane, nie wypowie się ono inaczej, jak tylko we wspólnej akcji z innymi członkami Ligi Narodów. Nie wystąpimy, jeśli wszyscy nie wystąpią razem z nami”. Układ z Polską, o którym w słowach powyższych wspomniał Briand, nazywając go w zręcznym wykrętasie stylistycznym „podpisanym przez Focha”, był to układ podpisany przez niego samego, Arystydesa Brianda ze strony francuskiej, a księcia Eustachego Sapiehę ze strony polskiej w lutym 1921 r. w Paryżu podczas wizyty paryskiej ówczes- nego Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego. Foch podpisywał tyl- ko konwencję wojskową z tym układem związaną. Układy lokarneńskie, wraz z powyżej zacytowaną interpretacją Brianda, pomniejszały w sposób bardzo widoczny wartość dla nas na- szych stosunków z Francją. W Locarno Briand zyskał gwarancję angielską, której nie dostał przed nim ani Clemenceau, ani Poincaré, ale zlekceważył sobie wią- zanie Francji z Polską i Małą Ententą. W rozmowach prywatnych Briand wypowiadał się w sposób jesz- cze bardziej antypolski: „Wiem, że Stresemann chce Gdańska – mówił. – Ale to nie ja reda- gowałem traktat wersalski. Niech trochę poczeka”. Na tego rodzaju „briandyzmie” oparta była cała polityka Strese- manna. Stresemann był zresztą człowiekiem zupełnie innego typu niż Briand, aczkolwiek uosabiał on politykę lokarneńską po stronie Niemiec, tak jak Briand uosabiał ją po stronie francuskiej. Briand była to francuskość: talent, błyskotliwość, czar przemówień, inteligencja, bystrość, przedkładanie syntezy nad analizę, lekceważe- nie szczegółów. Stresemann był nawet przez Niemców nazywany „Flaschenbier- doctor”, gdyż rozprawę doktorską pisał na tak emocjonalny i fascy- nujący temat, jak handel pustymi butelkami od piwa. Ileż ciężkości się mieści w samym tytule takiej dysertacji doktorskiej! Czyż można sobie wyobrazić, aby Brianda zainteresował podobny temat? Stresemann nie był ani pacyfistą, ani zwolennikiem marzeń o Sta- nach Zjednoczonych Europy, jak Briand. Stresemann był po prostu 14 pruskim monarchistą, jakkolwiek w odcieniu nie junkiersko-oficer- skim, lecz mieszczańsko-kupiecko-przemysłowym. W czasie swych pogadanek z Briandem o wspólnych rzekomo ideałach pisywał lojalne listy do Kronprinza. Zamiast myśleć o Stanach Zjednoczonych Europy Stresemann my- ślał o Polsce. Chciał się pogodzić z Anglią – tak, z Francją – tak, z Ro- sją także. Ze wszystkimi chciał się pogodzić oprócz Polski. Chciał dowieść światu, że z Polakami pogodzić się nie może, że to naród swarliwy, z którym żadna polityka nie jest możliwa. Zręcznie wykazywał wszystkim, że krnąbrność i kłótliwość Polaków uniemożliwia im w ogóle jakąś rolę w zespole państw euro- pejskich. Trzeba przyznać, że nasze posunięcia często oddawały mu pod tym względem usługi znakomite. Na posiedzeniach Ligi Narodów, ustępliwy i słodki wobec wszyst- kich, nieustępliwy był tylko wobec Polaków. Raz uderzył pięścią w stół, przemawiając do ministra Zaleskiego. Był to słynny incydent w Lugano. Wołałem wtedy w swojej prasie: – „Sojusz francusko-polski jest osobliwym sojuszem: zawarty ze względu na stosunek tych obu państw do Niemiec, spowodował, że teraz im stosunki francusko-niemieckie są lepsze, tym stosunki pol- sko-niemieckie są gorsze. – Naszymi występami antyniemieckimi umożliwiamy Francji poli- tykę proniemiecką, popychamy ją naprzód na tej drodze. Im bardziej jesteśmy antyniemieccy, tym bardziej Francja staje się proniemiecka”. Dziś stwierdzam, że te moje ówczesne sformułowania wytrzymały próbę historii. Wreszcie prasa francuska zaczęła wprost przyznawać Strese- mannowi rację w sprawie „korytarza”. W maju 1931 r. w paryskiej gazecie Republique ukazał się artykuł jawnie opowiadający się za zmianą granicy polsko-niemieckiej na korzyść Niemiec. Nie można było przeczyć, że sojusz francusko-polski uległ defor- macji. 15 V Briand był znienawidzony przez prawicę francuską i uważany za tego, który zmarnotrawił zwycięstwo Francji w 1918 r. swoją polityką ustępstw wobec Anglii i Niemiec. Ja także nie lubiłem Brianda, zresz- tą jako Polak nie miałem za co go lubić. Dziś jednak patrzę na niego innymi oczami. Znane jest powiedzenie Clemenceau, że Poincaré wie wszystko, ale nic nie rozumie, a Briand nie wie nic, ale rozumie wszystko. Pamiętam Brianda: był krępy, otyły, raczej niski, miał zmierzwio- ną czuprynę, jak wszyscy ludzie nerwowi; miał w sobie jednocześnie coś z lwa i coś z wszy. Miał niebieskie oczy – nie takie szklisto-wod- nisto niebieskie, jakie mieli szykowni oficerowie armii niemieckiej, lecz lazurowe, jakimi patrzą czasami dziewczęta francuskie. Briand w ogóle był niechlujny. Nazywał Czechosłowację – Czecho- sławią, a Jugosławię – Jugosłowacją. Jego przeciwnicy polityczni cią- gle mu przypominali, że jako młody adwokat był skazany za obrazę moralności publicznej łącznie z jakąś panią. Znany polemista i pisarz francuski, Léon Daudet projektował, aby sutenerów nie nazywać su- tenerami, ale arystydesami od imienia Prezesa Rady Ministrów. Léon Daudet pisywał stale w tym zbożnym celu: kilka prostytutek, kilku arystydesów. Briand był gorącym patriotą. Kiedy umierał, to w ostatnich przed- zgonnych bredzeniach powtarzał nazwy trzech miejscowości, o które toczyła się walka w najgorętszych dla Francji chwilach wojny z Niem- cami. Koszmar możliwości przegranej francuskiego oręża stał u łóżka tego pacyfisty w chwili jego zgonu. Z anegdot o Briandzie opowiem jedną, którą usłyszałem od Augusta Zaleskiego. W roku 1929 była w Madrycie sesja Rady Ligi Narodów. Quinones de Leon, hiszpański członek tej Rady, zaprosił swych kolegów na śniadanie, na które w ostatniej chwili przybył nie- zapowiedziany Alfons XIII. Ponieważ prezesem Rady Ligi Narodów był wtedy Japończyk Adatci, król przez kurtuazję dla niego włożył ja- poński order Chryzantemy. Efekt był wręcz odwrotny do uprzejmych zamierzeń królewskich. Adatci zbladł i zawiadomił Quinonesa, że jeść śniadania nie może, gdyż według praw swego kraju będzie skazany 16 na śmierć przez poćwiartowanie. Japońskie prawo zabraniało bowiem. zwykłemu śmiertelnikowi siadania do stołu z kimś, kto nosił order Chryzantemy, który to order nosiła tylko rodzina Mikada, względnie królowie z wyjątkowo starodawnych rodzin monarszych. Ponieważ Adatci był bardzo mały, ćwiartowanie go natrafiłoby istotnie na duże trudności. Ledwo przymuszono Adatci, by zajął swoje miejsce na pra- wo od króla, przy tym z lewej strony Alfonsa XIII zasiadł Briand, a zaraz za nim Zaleski. Adatci, gdy król do niego mówił, pochylał się tak, że włosy jego znajdowały się na równym poziomie z brzegiem talerza, a kiedy przy czarnej kawie król poczęstował go papierosem, Adatci zerwał się z miejsca, wziął papieros z ręki królewskiej w pozy- cji stojącej, a przy tym złożył głęboki dyg. Tego było już republikańskiemu i lewicowemu Briandowi za wie- le. Wyciągnął ogromne cygaro z kieszeni. Obciął je nożem stołowym i zwrócił się do króla z zapytaniem: – „Ma pan ognia, Wasza Królewska Mości?”. Briand nie tylko zawarł z Niemcami porozumienie, ale zaczął też głosić hasło Zjednoczonych Stanów Europy. Słusznie uważał, że zjed- noczenie Europy musi się zacząć od porozumienia Francji i Niemiec. Należy się jednak wystrzegać zbyt łatwych porównań i uważania Brianda za prekursora de Gaulle’a w jego polityce porozumienia z Niemcami i stworzenia gospodarczego zjednoczenia Europy. Polityka de Gaulle’a urodziła się z braku zaufania do państw an- glosaskich, a specjalnie do Anglii. De Gaulle chce polityce angielskiej, polegającej od czasów niepamiętnych na wzbudzaniu antagonizmów pomiędzy najsilniejszymi państwami Europy, przeciwstawić porozu- mienie francusko-niemieckie. Chce Anglii powiedzieć: zamiast tego, aby Francja i Niemcy porozumiewały się z sobą tylko za pośredni- ctwem i pod presją Anglii, próbuję na własną rękę doprowadzić do bezpośrednich stosunków franko-niemieckich. W polityce Brianda nie było motywów antyangielskich. Przeciwnie, jego porozumienie z Niemcami zrodziło się z chęci dostosowania się do linii politycznej Anglii. Angielskiej gwarancji Briand chciał, uzy- skał ją i wierzył w nią. Po drugie, wychowanie polityczne Brianda było wręcz inne niż de Gaulle’a. Briand był za młodu socjalistą, zawsze pacyfistą. Bronił kiedyś Hervé’go, kiedy ten wydrukował sztandar republiki wsadzo- 17 ny do kupy gnoju. Dopiero potem i Hervé stał się ultranacjonalistą, i u Brianda uczucie patriotyczne zapanowało nad wszystkimi innymi. De Gaulle, odwrotnie, nigdy nie był pacyfistą, tylko zawsze ofice- rem. Mistrzem jego młodości był neorojalistyczny Karol Maurras. 18
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Polityka Becka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: