Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00868 017692 16017659 na godz. na dobę w sumie
Polowaneczko - ebook/pdf
Polowaneczko - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 137
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-324-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> publicystyka >> felietony
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Od Autora: Dlaczego akurat o tej dziedzinie sadyzmu napisałem? Bo ją znam. Jest wiele innych drastycznych praktyk uprawianych przez ludzkość, mogła by powstać cała seria książek, każda poświęcona innego rodzaju podłości: rzeziom w krajach Trzeciego Świata, seryjnym zabójstwom, torturom zadawanym przesłuchiwanemu przez policje wielu krajów, i tak dalej, lista jest długa, bardzo długa. Była by to chyba najdłuższa seria wydawnicza w historii edytorstwa. Zresztą wiele takich książek istnieje. Ja mogłem napisać tylko o tym, co widziałem na własne oczy. Tak się złożyło, że na własne oczy widziałem polowaneczko.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 POLOWANECZKO 2 3 Tomasz Matkowski POLOWANECZKO 4 © Copyright by Tomasz Matkowski, 2009 © Copyright by Wydawnictwo Nowy (cid:285)wiat, 2009 Projekt okładki: Agnieszka Herman Redakcja: Anna (cid:285)witalska-Jopek ISBN 978-83-7386-324-8 Wydanie I Warszawa 2009 Wydawnictwo Nowy (cid:285)wiat ul. Kopernika 30, 00-336 Warszawa tel. (22) 826 25 43, faks (22) 826 25 47 INTERNET: www.nowy-swiat.pl BLOG: blog.nowy-swiat.pl KLUB CZYTELNIKÓW: klub.nowy-swiat.pl E-MAIL: wydawnictwo@nowy-swiat.pl WST(cid:265)P 5 Dlaczego akurat o tej dziedzinie sadyzmu napi- sałem? Bo j(cid:261) znam. Jest wiele innych drastycznych praktyk uprawianych przez ludzko(cid:286)ć, mogła by po- wstać cała seria ksi(cid:261)(cid:298)ek, ka(cid:298)da po(cid:286)wi(cid:266)cona inne- go rodzaju podło(cid:286)ci: rzeziom w krajach Trzeciego (cid:285)wiata, seryjnym zabójstwom, torturom zadawanym przesłuchiwanemu przez policje wielu krajów, i tak dalej, lista jest długa, bardzo długa. Była by to chyba najdłu(cid:298)sza seria wydawnicza w historii edytorstwa. Zreszt(cid:261) wiele takich ksi(cid:261)(cid:298)ek istnieje. Ja mogłem na- pisać tylko o tym, co widziałem na własne oczy. Tak si(cid:266) zło(cid:298)yło, (cid:298)e na własne oczy widziałem polowanecz- ko. 6 DLA KOGO JEST TA KSI(cid:260)(cid:297)ECZKA? 7 Wiele osób postronnych nie wie, co tak naprawd(cid:266) si(cid:266) dzieje na polowaniach, lub ma całkowicie mylne wyobra(cid:298)enie. Wiele osób sympatyzuje z my(cid:286)liwymi: „O, patrz, z polowania wracaj(cid:261), jak tam, udało si(cid:266) po- lowanko? O, jakie ładne pieski!” I to do nich kierowana jest ta ksi(cid:261)(cid:298)eczka. (cid:297)eby wiedzieli, co si(cid:266) odbywa pod szyldem „darz bór, og- nisko, piórko w kapelusiku, bigosik my(cid:286)liwski, tra- dycja”. A wi(cid:266)c ta ksi(cid:261)(cid:298)eczka jest dla tych, którzy NIE wie- dz(cid:261). Paradoksalnie, w dyskusji na forum „Gazety Wyborczej” odezwali si(cid:266) tłumnie ci, którzy WIEDZ(cid:260). A przecie(cid:298) to nie dla nich. Je(cid:286)li wiedz(cid:261), i to ich nie ru- sza, to czytanie o tym nie zmieni ich postawy, co naj- wy(cid:298)ej wywoła agresj(cid:266), i tak si(cid:266) stało. My(cid:286)listwo uwa(cid:298)ane jest za co(cid:286) marginalnego. I w pewnym sensie słusznie. Rzeczywi(cid:286)cie, my(cid:286)li- wych jest niewielu. Ale efekty ich działalno(cid:286)ci ju(cid:298) ta- kie marginalne nie s(cid:261). Pami(cid:266)tam, jak pewien star- szy my(cid:286)liwy wspomniał mimochodem przy kolacji: „Strzeliłem w (cid:298)yciu co(cid:286) koło pi(cid:266)ćset saren…”. Prze- mnó(cid:298)my to przez sto tysi(cid:266)cy my(cid:286)liwych zrzeszo- 8 nych w Polskim Zwi(cid:261)zku Łowieckim. Ile wyszło? 50 000 000. Słownie: pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t milionów saren. Oczywi(cid:286)cie nie ka(cid:298)dy my(cid:286)liwy w swoim (cid:298)yciu za- bił a(cid:298) pi(cid:266)ćset. Ale przecie(cid:298) ta wypowied(cid:296) dotyczyła tylko saren! Je(cid:298)eli dodamy inne zwierz(cid:266)ta – dziki, zaj(cid:261)ce, kuropatwy, jelenie, daniele, kaczki, g(cid:266)si – to ogólna liczba chyba nie jest zawy(cid:298)ona. Dziesi(cid:261)tki mi- lionów zwierz(cid:261)t zabitych przez jedno tylko pokolenie my(cid:286)liwych w jednym tylko kraju! Sprawd(cid:296)my te cyfry od innej strony. Mo(cid:298)e my(cid:286)li- wy przy kolacji si(cid:266) przechwalał, mo(cid:298)e chciał podnie(cid:286)ć swój presti(cid:298) w oczach biesiadników, a tak naprawd(cid:266) wcale pi(cid:266)ciuset saren nie zabił? Zerknijmy wi(cid:266)c na statystyki PZŁ, które ka(cid:298)dy mo(cid:298)e obejrzeć na stronie internetowej tej organizacji www.pzlow.pl. Jaka jest skala procederu? Oto dane za sezon 2005/2006, tabela „Odstrzał wa(cid:298) niejszych zwierz(cid:261)t łownych”. Wa(cid:298)niejszych, a wi(cid:266)c tylko niektórych. Daniele – Mufl ony – Jelenie – Sarny – Dziki – Lisy – Zaj(cid:261)ce – 2117 82 32 434 132 926 121 015 154 133 29 776 9 Ba(cid:298)anty – Kuropatwy – Kaczki – 67 945 16 399 101 888 A oto druga tabela: „Wa(cid:298)niejsze zwierz(cid:266)ta łow- ne w 2006 roku” (dane szacunkowe z połowy mar- ca 2006). W tej tabeli s(cid:261) wszystkie zwierz(cid:266)ta, ł(cid:261)cznie z tymi, które zostały zabite. Zestawmy j(cid:261) z pierwsz(cid:261), a zobaczymy, jaki jest stosunek liczby zabijanych co roku zwierz(cid:261)t do całej populacji. Zabite Daniele Mufl ony Jelenie Sarny Dziki Lisy Zaj(cid:261)ce Ba(cid:298)anty Kuropatwy Kaczki 2117 82 32 434 132 926 121 015 154 133 29 776 67 945 16 399 101 888 Wszystkie 9656 960 115 747 635 215 156 043 204 164 477 701 339 921 353 055 nie policzono To zestawienie nie wymaga chyba komentarza. Od razu widać, jak ogromy jest procent zwierz(cid:261)t za- bijanych co roku. Pozosta(cid:276)my przy sarnach, od któ- rych zacz(cid:266)li(cid:286)my: 132 tysi(cid:261)ce to mniej wi(cid:266)cej jedna pi(cid:261)ta wszystkich saren (635 tysi(cid:266)cy). Jedna pi(cid:261)ta sa- 10 ren zostaje zastrzelona dla przyjemno(cid:286)ci. Co roku! Po pi(cid:266)ciu latach rzezi nie byłoby w Polsce ani jednej sarny, gdyby nie młode. A co z innymi zwierz(cid:266)tami? Wystarczy spojrzeć na tabel(cid:266). A wi(cid:266)c jedna pi(cid:261)ta saren zostaje zabita przez sto tysi(cid:266)cy my(cid:286)liwych. Poniewa(cid:298) jest nas w Polsce oko- ło czterdziestu milionów, sto tysi(cid:266)cy my(cid:286)liwych to jedna czterechsetna. Jedna czterechsetna populacji ludzkiej zabija co roku jedn(cid:261) pi(cid:261)t(cid:261) populacji zwie- rz(cid:261)t. Niezły rezultat… Ta ksi(cid:261)(cid:298)eczka jest dla normalnych ludzi, którzy nie zdaj(cid:261) sobie sprawy z masowo(cid:286)ci tych mordów, i z tego, (cid:298)e za ka(cid:298)d(cid:261) z tych milionów (cid:286)mierci kryje si(cid:266) strach, cierpienie i agonia stworzenia, którego sy- stem nerwowy niewiele si(cid:266) ró(cid:298)ni od ludzkiego… Za ka(cid:298)d(cid:261) (cid:286)mierci(cid:261) kryje si(cid:266) ból – bo nie ma zabójstw „czystych”, to nie bajeczka dla grzecznych dzieci gdzie my(cid:286)liwy robi „pif, paf!”, a zaj(cid:261)c posłusznie robi „fajt” i ju(cid:298) le(cid:298)y i nic nie czuje. CO JEST W TEJ KSI(cid:260)(cid:297)ECZCE 11 Kilka lat temu napisałem artykuł o my(cid:286)listwie. Opisałem w nim sadystyczne praktyki, z jakimi nie- uchronnie wi(cid:261)(cid:298)(cid:261) si(cid:266) polowania. „Gazeta Wyborcza”, której zaproponowałem druk artykułu, najpierw przez dłu(cid:298)szy czas milczała. My(cid:286)lałem ju(cid:298), (cid:298)e tekst poszedł do kosza. A jednak nie poszedł. Pewnego dnia, nieoczekiwanie, odezwał si(cid:266) do mnie redaktor Mariusz Szczygieł. Powiedział, (cid:298)e bardzo by pragn(cid:261)ł, aby ten temat ujrzał swiatło dzienne. Jednak artykuł jest o wiele za długi jak na wymogi „Gazety”. Zapro- ponował, aby(cid:286)my zamiast niego opublikowali krótk(cid:261) rozmow(cid:266) ze mn(cid:261). I tak si(cid:266) stało. Rozmowa wywołała burz(cid:266). Dyskusja, która si(cid:266) rozp(cid:266)tała na forum internetowym „Gazety”, pobi- ła wszelkie rekordy frekwencji. Wi(cid:266)ksz(cid:261) frekwencj(cid:266) miała wówczas tylko dyskusja o zbrodni w Jedwab- nem po ukazaniu si(cid:266) ksi(cid:261)(cid:298)ki pt. S(cid:261)siedzi. Po tej polemice „Gazeta” dała mi mo(cid:298)liwo(cid:286)ć od- niesienia si(cid:266) do uwag internautów. Niestety, z uwagi na ograniczon(cid:261) ilo(cid:286)ć miejsca, wypowied(cid:296) moja mu- siała zawrzeć si(cid:266) w kilku zdaniach. Oto one: Burza po mojej rozmowie z redaktorem Szczy- głem (cid:286)wiadczy, (cid:298)e – jak mówi(cid:261) Francuzi – ruszyli- 12 (cid:286)my t(cid:266)giego zaj(cid:261)ca. Niestety, z wypowiedzi zwolenni- ków my(cid:286)listwa wynika, (cid:298)e wi(cid:266)kszo(cid:286)ć nie zrozumiała publikacji. Wdawanie si(cid:266) w detale, np. czy nied(cid:296)wie- dzie zabija si(cid:266) w Polsce, czy na Białorusi, czy kaczk(cid:266) morduje si(cid:266) piórkiem, czy patykiem (kaczka budziła najwi(cid:266)ksze emocje, dwaj dyskutanci na forum nawet zało(cid:298)yli si(cid:266), (cid:298)e jeden drugiego t(cid:261) metod(cid:261) zabije), pro- wadzi donik(cid:261)d. To oddala nas od rzeczywistego te- matu: my(cid:286)listwo jest prze(cid:298)ytkiem, takim jak publicz- ne egzekucje czy kara chłosty. I nie ma znaczenia, czy poluj(cid:261) cudzoziemcy, czy Polacy. Wła(cid:286)ciwie cały wy- wiad mógłby zawierać tylko jedno zdanie: Nie wolno zabijać dla rozrywki! Nawet dokarmianie zwierzyny nic tu nie zmienia. Na tej zasadzie lekarz mógłby powiedzieć: „Uratowa- łem wielu chorych, wi(cid:266)c mog(cid:266) sobie jednego krop- n(cid:261)ć...”. Wi(cid:266)kszo(cid:286)ć zwolenników polowa(cid:276) argumen- towała w tym wła(cid:286)nie stylu: dokarmiamy, chronimy, wi(cid:266)c mamy prawo... Nie padł natomiast jedyny argument, którym ide(cid:266) my(cid:286)listwa mo(cid:298)na łatwo oczy(cid:286)cić z wszelkich zarzu- tów! Gdybym ja był my(cid:286)liwym, powiedziałbym opo- nentom: „Tak, czuj(cid:266) rozkosz, kiedy zabijam. Natura wyposa(cid:298)yła mnie w ten mechanizm w czasach, gdy trzeba było wci(cid:261)(cid:298) zabijać, aby (cid:298)yć. Warunki od cza- sów jaskiniowych si(cid:266) zmieniły, ale zachowania wy- pracowane przez tysi(cid:261)ce pokole(cid:276) nie zanikaj(cid:261) z dnia na dzie(cid:276). Moja pasja my(cid:286)liwska jest wi(cid:266)c czym(cid:286) na- 13 turalnym. To raczej społeczno(cid:286)ć, która pozwala na legalne kultywowanie tego atawizmu, jest winna”. Tych kilka zda(cid:276) to o wiele za mało, by skomento- wać tak obszerny temat i tak burzliw(cid:261), wielow(cid:261)tko- w(cid:261) dyskusj(cid:266). Wypowiedzi internautów dały mi wiele do my(cid:286)lenia. Nawet pobie(cid:298)na ich analiza musi zaj(cid:261)ć kilkadziesi(cid:261)t stron. Wszystko to sprawiło, (cid:298)e zaprag- n(cid:261)łem napisać na ten temat wi(cid:266)cej. St(cid:261)d ta ksi(cid:261)(cid:298)ecz- ka. Długo si(cid:266) zastanawiałem, jak(cid:261) powinna mieć for- m(cid:266). W ko(cid:276)cu doszedłem do wniosku, (cid:298)e b(cid:266)dzie si(cid:266) składała z kilku cz(cid:266)(cid:286)ci. Najpierw artykuł, który si(cid:266) NIE ukazał w „Wybor- czej”, a posłu(cid:298)ył za kanw(cid:266) do rozmowy z redaktorem Szczygłem. Artykuł ten nosi tytuł „Z pami(cid:266)tnika my(cid:286)- liwego” (str. 16). Fragmenty tego artykułu pó(cid:296)niej wydrukował tygodnik „Polityka”. Potem rozmowa, która si(cid:266) ukazała w „Wyborczej” (str. 55). Potem szczegółowa analiza reakcji czytelników na opublikowan(cid:261) rozmow(cid:266) (str. 68). A po niej jeszcze ofi cjalna wypowied(cid:296) rzecznika Polskiego Zwi(cid:261)zku Łowieckiego (str. 124). 14 Kolejno(cid:286)ć zreszt(cid:261) jest do(cid:286)ć dowolna i oczywi(cid:286)cie mo(cid:298)na czytać, jak si(cid:266) chce. „Tak ra(cid:298)(cid:261)cy brak wiedzy i znajomo(cid:286)ci tematu nie powinien podlegać (cid:298)adnej ocenie.” To zdanie napisał który(cid:286) z internautów, wyst(cid:266)pu- j(cid:261)cy w obronie my(cid:286)listwa i krytykuj(cid:261)cy mój artykuł. Kto wie, mo(cid:298)e co(cid:286) w tym jest? A wi(cid:266)c, zamiast same- mu si(cid:266) wym(cid:261)drzać, oddajmy głos fachowcom, odwo- łajmy si(cid:266) do najwy(cid:298)szych autorytetów ze (cid:286)rodowiska my(cid:286)liwskiego. A któ(cid:298) mógłby być wi(cid:266)kszym autoryte- tem ni(cid:298) autorzy podr(cid:266)czników wydanych przez Pol- ski Zwi(cid:261)zek Łowiecki, na których to podr(cid:266)cznikach ucz(cid:261) si(cid:266) i wychowuj(cid:261) pokolenia my(cid:286)liwych? Wystar- czy przej(cid:286)ć si(cid:266) do biblioteki i wypo(cid:298)yczyć troch(cid:266) ksi(cid:261)- (cid:298)ek o łowiectwie. Ich autorami s(cid:261) my(cid:286)liwi-naukowcy, którzy po(cid:286)wi(cid:266)cili (cid:298)ycie na zgł(cid:266)bianie tematu. Przy ich pomocy spróbujmy zrozumieć. Spróbujmy nakre(cid:286)lić portret psychologiczny człowieka, który pozornie jest normalnym, miłym i grzecznym obywatelem, a od czasu do czasu przedzierzga si(cid:266) w Mr Hyde’a i rusza na łów „w poszukiwaniu upragnionej rubino- wej kropelki” (cytat z podr(cid:266)cznika łowiectwa). Tak powstał tekst pt. „Z pami(cid:266)tnika my(cid:286)liwego, czyli ło(cid:286) robi karier(cid:266)”. Składa si(cid:266) on głównie z au- tentycznych zda(cid:276), zaczerpni(cid:266)tych z podr(cid:266)czników i z prasy łowieckiej. Nie ma w nim (cid:298)adnej manipu- lacji, nawet dobór cytatów nie jest tendencyjny, bo gdzie nie spojrzeć, na której stronie by nie otworzyć fachow(cid:261) łowieck(cid:261) literatur(cid:266), wsz(cid:266)dzie jest mniej wi(cid:266)- cej to samo. 15 16 Z PAMI(cid:265)TNIKA MY(cid:285)LIWEGO, CZYLI ŁO(cid:285) ROBI KARIER(cid:265) Chrrrup! – No, teraz powinno pu(cid:286)cić! – Pan Janek mocniej przekr(cid:266)ca łeb i rzeczywi(cid:286)cie: tułów opada na traw(cid:266), a głowa zostaje mu w r(cid:266)kach. R(cid:266)ce s(cid:261) czerwone do łokci. Trzymaj(cid:261) łeb sarny za rogi. Pozostali uczestni- cy tej sceny uwa(cid:298)nie si(cid:266) przygl(cid:261)daj(cid:261). Głowa w(cid:266)druje z r(cid:261)k do r(cid:261)k. Nast(cid:266)puje fachowa wymiana zda(cid:276) na temat wła(cid:286)ciwo(cid:286)ci poro(cid:298)a, jego kształtu i domniema- nej wagi po preparacji. Medalowiec czy nie? Oto jest pytanie. Chyba medalowiec. Troch(cid:266) go szkoda. Mło- dy. Było zaczekać ze dwa lata, a(cid:298) pokryje sarn(cid:266). Mie- liby(cid:286)my wi(cid:266)cej medalowców. Wreszcie głowa l(cid:261)duje na progu gajówki, obok kilku podobnych. Zabierze je pani kucharka, ale nie po to, (cid:298)eby przyrz(cid:261)dzić z nich jak(cid:261)(cid:286) potraw(cid:266). Pani kucharka dorabia jako preparator, co zreszt(cid:261) jest lo- giczne, gdy(cid:298) podstaw(cid:261) preparacji jest dobre wygo- towanie. Albowiem głowa, aby ze zwykłej bryły krwi i ko(cid:286)ci przekształcić si(cid:266) w ciesz(cid:261)ce oko trofeum, musi przej(cid:286)ć szereg zabiegów. Trzeba z niej zedrzeć skór(cid:266), wydłubać oczy, usun(cid:261)ć mózg... 17 NAJWIĘCEJ KŁOPOTU SPRAWIA USUNIĘCIE MÓZGU Nie wszyscy dysponuj(cid:261) tak utalentowan(cid:261) prepa- ratork(cid:261), jak(cid:261) jest kucharka pana Janka i jego kole- gów z koła. Ale to nie szkodzi. My, my(cid:286)liwi, mamy do dyspozycji obfi t(cid:261) literatur(cid:266) fachow(cid:261), pozwalaj(cid:261)c(cid:261) nawet amatorowi na samodzieln(cid:261) preparacj(cid:266). Wy- starczy otworzyć jeden z wielu podr(cid:266)czników i prze- czytać: Nast(cid:266)pn(cid:261) czynno(cid:286)ci(cid:261) jest spreparowanie łba, tzn. oczysz- czenie go ze skóry, mi(cid:266)(cid:286)ni, (cid:286)ci(cid:266)gien, błon i tłuszczu, oraz wybielenie czaszki. Wszystkie te czynno(cid:286)ci ułatwia wygoto- wanie (...) Łeb nale(cid:298)y gotować od 45 do 60 minut, w zale(cid:298)- no(cid:286)ci od wieku: starsze dłu(cid:298)ej, młodsze krócej. Do oczysz- czenia łba z mi(cid:266)sa, (cid:286)ci(cid:266)gien itp. dobrze jest mieć prócz no(cid:298)a równie(cid:298) p(cid:266)set(cid:266), haczyk zrobiony z grubszego drutu i nie- zbyt szerokie dłutko (mo(cid:298)e być ze spłaszczonego drutu). Stosunkowo najwi(cid:266)cej kłopotu sprawia usuni(cid:266)cie mózgu z puszki mózgowej oraz wszelkich chrz(cid:261)stek, błon i (cid:286)ci(cid:266)gien z kanałów w ko(cid:286)ciach czaszki – wykonanie tego jest jednak konieczne – pozostawienie jakichkolwiek resztek powodu- je gnicie. Nast(cid:266)pn(cid:261) czynno(cid:286)ci(cid:261) jest wybielenie czaszki. (...) Najlepiej jest owin(cid:261)ć czaszk(cid:266) wat(cid:261) lub lignin(cid:261) i zwil(cid:298)yć je wod(cid:261) utlenion(cid:261). Po wyschni(cid:266)ciu waty powtarzamy zwil(cid:298)anie tak długo, a(cid:298) ko(cid:286)ć stanie si(cid:266) zupełnie biała. Pani kucharka prosi na obiad, głowami zajmie si(cid:266) pó(cid:296)niej. Zanim wejdziemy do gajówki, trzeba jesz- 18 cze usun(cid:261)ć rozrzucone na trawniku (cid:298)oł(cid:261)dki, fl aki, no i oczywi(cid:286)cie tusze. Tusze zawieziemy do skupu. Pan Janek myje r(cid:266)ce. Zafarbowały si(cid:266) nie tyle przy urywaniu łba, co w czasie tzw. obrabiania dupy – na- cinania skóry wokół odbytu i wyci(cid:261)gania fl aków tak, aby ich zawarto(cid:286)ć si(cid:266) nie rozlała (co grozi smrodem). I tak zreszt(cid:261) trudno si(cid:266) zbli(cid:298)yć do wypatroszonych saren – zapach krwi, (cid:298)ółci, (cid:286)luzu i mi(cid:266)sa jest bardzo mocny. Siadamy do stołu. Rosół z makaronem, schabowe, wódeczka. Dziczyzn(cid:266) jadamy rzadko. Przy stole nie- ustaj(cid:261)cym tematem rozmów jest polowanie. Polowa- nie i trofea. My(cid:286)liwy bowiem jest przede wszystkim trofeist(cid:261). Istnieje cała gał(cid:261)(cid:296) nauki – trofeistyka. Dys- ponujemy olbrzymi(cid:261) literatur(cid:261) fachow(cid:261), wymienia- my do(cid:286)wiadczenia na mi(cid:266)dzynarodowych kongre- sach, bierzemy udział w konkursach. Najpopularniejszymi trofeami łowieckimi w(cid:286)ród naszych ro- dzimych my(cid:286)liwych – czytamy w jednym z podr(cid:266)czników trofeistyki – s(cid:261) niew(cid:261)tpliwie parostki (rogi) rogaczy (saren samców). S(cid:261) one najcz(cid:266)(cid:286)ciej pierwszym trofeum my(cid:286)liwe- go, któremu nie wystarcza ju(cid:298) tylko dubeltówka (cid:286)rutowa oraz zaj(cid:261)czek i kuropatwa. Jest to równie(cid:298) miła ozdoba na (cid:286)cianie gabinetu lub choćby k(cid:261)cika my(cid:286)liwskiego, budz(cid:261)ca wspomnienia prze(cid:298)ytej przygody i zwi(cid:261)zane z tym emocje. Je(cid:286)li za(cid:286) parostki wyró(cid:298)nione zostan(cid:261) medalem z wystawy, to stanowi(cid:261) i powód do dumy. 19 Zanim jednak nasze trofeum dostanie si(cid:266) na wy- staw(cid:266) i b(cid:266)dziemy mogli odczuć dum(cid:266), czeka nas nie- łatwe i odpowiedzialne zadanie: musimy opisać tro- feum w formularzu wyceny. Nawet ocena parostków kozła nie jest spraw(cid:261) łatw(cid:261), trzeba wzi(cid:261)ć pod uwa- g(cid:266) ci(cid:266)(cid:298)ar, obj(cid:266)to(cid:286)ć, kształt i kilka innych czynników. Prawdziw(cid:261) sztuk(cid:261) jest jednak precyzyjnie ocenić warto(cid:286)ć poro(cid:298)a jelenia, czyli tzw. wie(cid:276)ca. I tu pomoc- na oka(cid:298)e si(cid:266) literatura fachowa. Np. dzieło Ignacego Stachowiaka – „Wycena trofeów łowieckich” (wyd. Łowiec Polski, Warszawa 1994). Czytamy tam: Wie(cid:276)ce jeleni nale(cid:298)(cid:261) w całym (cid:286)wiecie kulturalnego łowie- ctwa do trofeów najbardziej reprezentatywnych i najwy(cid:298)ej cenionych. Uchwalona w 1952 roku w Madrycie formuła wyceny wie(cid:276)ców jeleni stosowana była na wszystkich po- wojennych wystawach mi(cid:266)dzynarodowych, w tym na obu wystawach (cid:286)wiatowych, a tak(cid:298)e na wystawach lokalnych i narodowych, znalazła powszechn(cid:261) akceptacj(cid:266) i nadal obo- wi(cid:261)zuje. Oto jej tre(cid:286)ć: 1. Długo(cid:286)ć lewej tyki – (cid:286)rednio w cm x 0,5 2. Odległo(cid:286)ć mi(cid:266)dzy opierakiem a koron(cid:261) w cm 3. ci(cid:266)(cid:298)ar suchego wie(cid:276)ca w kg x 2,0 4. Obwód prawej ró(cid:298)y Dalej nast(cid:266)puje kilkana(cid:286)cie kolejnych elemen- tów punktacji, zako(cid:276)czonych potr(cid:261)ceniami za uster- ki, punktami za „uperlenie odnóg” i „dodatkiem za pi(cid:266)kno”. 20 Aby odnale(cid:296)ć pi(cid:266)kno, niekoniecznie trzeba polo- wać na tak du(cid:298)(cid:261) zwierzyn(cid:266) jak sarna, jele(cid:276) czy ło(cid:286). W zasadzie pi(cid:266)kno mo(cid:298)na dostrzec w ka(cid:298)dym zwie- rz(cid:261)tku. Stachowiak, autorytet w dziedzinie trofeisty- ki, znacznie poszerza poj(cid:266)cie „trofeum”: (...) u głuszców i cietrzewi nie znaleziono takich wykwitów ich ciał, organizmów, jakimi na przykład u jeleniowatych s(cid:261) poro(cid:298)a albo u pustoro(cid:298)ców uro(cid:298)enia, które to s(cid:261) odbi- ciem czy odzwierciedleniem witalno(cid:286)ci i kondycji ich nosicie- li. W zorganizowanej trofeistyce, (...) opieraj(cid:261)cej si(cid:266) przede wszystkim na porównywalnych pomiarach, nie ma miejsca dla głuszców i cietrzewi. A tymczasem głuszce i cietrzewie dostarczały zawsze i dostarczaj(cid:261) nam obecnie, a miejmy nadziej(cid:266), (cid:298)e i w przyszło(cid:286)ci dostarczać b(cid:266)d(cid:261) szerokiej pa- lety trofeów, mieszcz(cid:261)cych si(cid:266) w poj(cid:266)ciu kultury łowieckiej. (...) Przedmiot ten, to znaczy trofeum z głuszca czy cietrze- wia, przybiera ró(cid:298)ne postacie. Mo(cid:298)e to być w cało(cid:286)ci spre- parowany i wypchany ptak w dowolnej postawie, mog(cid:261) to tak(cid:298)e być jego fragmenty. Przyznam, (cid:298)e zarówno głuszec, jak i cietrzew wypchany w cało(cid:286)ci nie przystaje do mojego wyobra(cid:298)enia o trofeach; s(cid:261) to raczej eksponaty, nadaj(cid:261)ce si(cid:266) do muzeów czy zbiorów dydaktycznych. A wi(cid:266)c lepiej wy- gl(cid:261)daj(cid:261) niektóre cz(cid:266)(cid:286)ci ptaka, odpowiednio wypreparowane i uło(cid:298)one jako trofea. Mog(cid:261) to być najskromniej p(cid:266)czki piór z liry cietrzewia wyrazi(cid:286)cie uło(cid:298)one, ozdabiaj(cid:261)ce (cid:286)cian(cid:266) czy stolik my(cid:286)liwski albo kapelusz własny czy (cid:298)ony. 21 Rzeczywi(cid:286)cie, wyrwany zabitemu ptakowi p(cid:266)czek piór to bardzo skromna ozdoba, nawet na kapelusz (cid:298)ony. Od czego jednak pomysłowo(cid:286)ć: Bardzo cz(cid:266)sto spotykanym trofeum s(cid:261) wachlarze głuszców i liry cietrzewi płasko rozło(cid:298)one i odpowiednio ukształtowa- ne na tarczach, zawieszonych na (cid:286)cianie. A chyba najpełniej- szym w wyrazie jest trofeum w postaci medalionu. Jest to osa- dzony na tarczy w pełnej krasie wachlarz lub lira i nało(cid:298)ona na to spreparowana przednia cz(cid:266)(cid:286)ć ptaka, obejmuj(cid:261)ca głow(cid:266), szyj(cid:266) i przód piersi. Medaliony z głuszców i cietrzewi s(cid:261) praw- dziw(cid:261) ozdob(cid:261) my(cid:286)liwskich k(cid:261)cików. Tam, gdzie nie ma (cid:298)adnych „wykwitów” w postaci poro(cid:298)a ani nawet pi(cid:266)knych piórek, trofeistyka wcale nie musi si(cid:266) ko(cid:276)czyć. Tam bowiem zaczyna si(cid:266) trofe- istyka ilo(cid:286)ciowa. Licz(cid:261) si(cid:266) liczby. Tyle zaj(cid:266)cy, tyle ku- ropatw, tyle kaczek, tyle ba(cid:298)antów... Zanim jednak b(cid:266)dziemy si(cid:266) mogli czymkolwiek pochwalić, musimy zwierzyn(cid:266), jak to si(cid:266) mówi w na- szym my(cid:286)liwskim j(cid:266)zyku – „pozyskać”, czyli mówi(cid:261)c po prostu: zabić. I tu mamy do dyspozycji cały arsenał naukowo- techniczny: bro(cid:276), akcesoria, a zwłaszcza podr(cid:266)cz- niki, w których starsi koledzy przekazuj(cid:261) nam swo- je do(cid:286)wiadczenia. Ale najwa(cid:298)niejsza jest oczywi(cid:286)cie wprawa, wprawa i jeszcze raz wprawa.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Polowaneczko
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: