Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00278 005246 13072383 na godz. na dobę w sumie
Polski Przegląd Dyplomatyczny 1/2016 - ebook/pdf
Polski Przegląd Dyplomatyczny 1/2016 - ebook/pdf
Autor: , , , , , , , , , , , , , , , Liczba stron: 160
Wydawca: Polski Instytut Spraw Międzynarodowych Język publikacji: polski
ISBN: 1642-4069 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> politologia
Porównaj ceny (książka, ebook (-20%), audiobook).

Od redaktora naczelnego. „Polski Przegląd Dyplomatyczny” powraca… (s. 7)

Rozmowa z Prezydentem RP Andrzejem Dudą. Musimy być głodni sukcesu (s. 13)

OPINIE
JAKIEJ EUROPY POTRZEBUJE POLSKA?

Konrad Szymański (s. 22)
Jacek Saryusz-Wolski (s. 29)
Leszek Jesień (s. 34)
Ewa Ośniecka-Tamecka (s. 42)
Marek A. Cichocki (s. 48)

ESEJE

Madeleine K. Albright
NATO nie jest wymierzone przeciwko komukolwiek. Putina nie trzeba prowokować – bo sam jest prowokatorem (s. 56)


Grzegorz Kozłowski
Czy Stany Zjednoczone płacą za dużo? Wydatki obronne państw NATO (s. 67)


Łukasz Adamski
Mieroszewski commemorandus (s. 88)


Marek Kornat
Będziesz pierwszym niewłoskim papieżem. Prymas Polski, kardynał August Hlond a opinia mi ędzynarodowa (1932–1939) (s. 103)

ARCHIWUM

Krzysztof Kania, Krzysztof Kloc, Przemysław M. Żukowski
„On May 12th in the afternoon…”, czyli zamach stanu Józefa Piłsudskiego oczami Augusta Zaleskiego. Fragment wspomnień pierwszego ministra spraw zagranicznych po zamachu majowym w 1926 r. (s. 128)

RECENZJE

Ryszard Stemplowski
Jason Dittmer, Fiona McConnell (red.): Diplomatic Cultures and International Politics: Translations, Spaces and Alternatives (s. 141)

Katarzyna Korzeniewska
Taip, laimingas. Kardinolą Audr Juozą Bak kalbina Antanas Gailius. [Mam szczęście. Kardynał Audrys Juozas Bakis w rozmowie z Antanasem Gailiusem\ () (s. 147)

Łukasz Jasina
Robert I. Frost: The Oxford History of Poland-Lithuania, t. I: The Making of the Polish-Lithuanian Union 1385–1569 (s. 153)

*

O autorach (s. 159)

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

„Polski Przegląd Dyplomatyczny” powraca… 12 1 (67 ) 2016 ROZMOWA Z PREZYDENTEM RP ANDRZEJEM DUDĄ MUSIMY BYĆ GŁODNI SUKCESU Panie Prezydencie, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych wzna- wia „Polski Przegląd Dyploma- tyczny”. Nasze pismo nawiązuje do tradycji „Przeglądu Dyploma- tycznego” wydawanego od 1919 r. w niepodległej II Rzeczypospoli- tej. Chcemy, aby tak jak w latach 2001–2012, było to forum rzetel- nej i mądrej debaty nad miejscem Polski w świecie i polską polityką zagraniczną oraz stojącymi przed nią wyzwaniami. Dziękuję, że Pan Prezydent zgodził się udzielić nam wywiadu. Cieszę się, że „Polski Przegląd Dyplo- matyczny” powraca. To było w koń- cu ważne forum refleksji na temat polskiej polityki zagranicznej. Być może są w Polsce środowiska, a nie wątpię, że nie brakuje ich poza Pol- ską, które rozważań na ten temat nie potrzebowały i nie potrzebują. Być może uważają, że ktoś inny powinien myśleć za nas. Ja się z tym podej- ściem fundamentalnie nie zgadzam. Dlatego życzę „Polskiemu Przeglądo- wi Dyplomatycznemu” sukcesów. Bardzo dziękujemy. Zacznijmy od sprawy najważniejszej: od polskiej racji stanu. Jak dziś powinniśmy ją rozumieć? Pamiętajmy, że w tym pojęciu ukryte jest de facto pytanie o sens istnienia państwa. Po co istnieje niepodległa i suwerenna Polska? Odpowiedź jest prosta i oczywista – własne, niepod- ległe i suwerenne państwo stwarza Polakom najlepsze warunki do ży- cia. W przeszłości odmawiano nam takiego państwa. Odmawiano nam bezpieczeństwa, prawa do własnej kultury, do edukacji, do języka – by- wało, że staliśmy przed groźbą zagła- dy całej naszej narodowej wspólnoty. Niejednokrotnie w przeszłości od- mawiano nam prawa do samodziel- nego decydowania o własnym losie. Nasze doświadczenie sprawia, że polska racja stanu to nieprzerwana troska o zapewnienie Polakom moż- liwie najlepszych warunków do roz- 1 (67) 2016 13 Musimy być głodni sukcesu woju. Dodam też, że w demokracji to wyniki wyborów decydują, któremu z obozów politycznych powierza się wykonywanie polskiej racji stanu. Dziś jest to Prawo i Sprawiedliwość. W takim razie, co obecnie jest naj- większym wyzwaniem dla realizo- wania polskiej racji stanu? Dziś, gdy podważane są fundamen- ty pokojowego współistnienia naro- dów, a rozwarstwienie i wykluczenie społeczne podsycają polityczny ra- dykalizm, Polacy nade wszystko po- trzebują obrony pokoju na świecie. Nie da się tego osiągnąć bez dbania o powszechne poszanowanie prawa międzynarodowego. Dlatego musi- my wzmacniać bezpieczeństwo nasze i naszych sojuszników. Potępiać woj- ny jako instrument realizacji aspira- cji terytorialnych i politycznych. Aby zaś móc to skutecznie czynić, musimy budować Polskę silną i sprawiedliwą, to znaczy rozwijającą się w sposób zrównoważony, a nie wyspowy lub elitarny. Koniunktura międzynarodowa ostatnio znacznie się pogorszyła... To prawda. Żyjemy w bardzo niepew- nym świecie. Naszą sytuację można porównać do żeglowania po wzbu- rzonym morzu. To może jeszcze nie sztorm ani szkwał, ale wiatr łamie wo- kół nas maszty. Grozi nam dryf. Mo- żemy weń wpaść ze względu zarówno na zbyt wysoką falę, czyli warunki zewnętrzne, jak i na własne zaniecha- nia, lenistwo lub też bezrefleksyjne przyjmowanie rozwiązań suflowanych nam z zewnątrz. Musimy działać. To oznacza także tworzenie skutecznych instrumentów. Działanie nasze może się tu i ówdzie nie podobać, ale cóż. W polityce nie chodzi o to, aby się wszystkim podobać. Politycy „dosto- sowywacze”, którzy głoszą jedynie hasła „adaptacji”, w istocie rzeczy są konformistami. Tłustymi kotami zadowolonymi z własnego statusu. Polska zaś potrzebuje polityków głod- nych sukcesu naszej Ojczyzny. Proszę zapytać Polaków, czy są zadowoleni z własnego stanu posiadania i per- spektyw. Dowie się Pan czegoś o pol- skim potencjale. Polacy potrzebują polityków ambitnych, niebojących się reform i zmian. Musimy o nich zadbać i działać na rzecz własnych, polskich interesów. Przy czym musi- my szukać takich środków, które po- mogą stworzyć synergię z wysiłkami innych uczestników międzynarodo- wej polityki. Zwłaszcza w regionie. Rozumianym szeroko, także jako cały kontynent. Mottem polskiej polityki zagranicznej zawsze powinna być za- sada: „Nic o nas bez nas!” To hasło zna nawet kilku amery- kańskich prezydentów… Jak Pan Prezydent widzi jego praktyczne zastosowanie? 14 1 (67 ) 2016 Musimy być głodni sukcesu Tej zasady nie wolno redukować do postulatu wobec innych, aby łaska- wie raczyli uwzględnić nasze istnie- nie, poglądy i interesy. Na to nigdy nie będzie mojej zgody. Uważam, że powinniśmy to hasło rozumieć jako obowiązek polityki czynnej, ak- tywnego wpływania na to, co eksper- ci nazywają środowiskiem międzyna- rodowym. Dla prowadzenia naszej samodzielnej polityki zagranicznej i gospodarczej. A jeśli ktoś uzna naszą samodziel- ność za konkurencję? No właśnie… Albo że nasz udział w obronie pokoju w Europie nie jest mu akurat na rękę? Wtedy nie możemy przecież zrezygnować, lecz musimy bronić bezpieczeństwa wła- snego i naszych sojuszników innymi środkami! Bo nikt, żaden „format”, nie zwalnia nas z realizacji naszej wi- zji bezpiecznej Polski. Podobnie rzecz się ma z polityką gospodarczą. Jeste- śmy członkiem Unii Europejskiej, ale ona jest instrumentem naszej polityki, która musi być suweren- na. Instytucje europejskie nie mogą abstrahować od polskich interesów gospodarczych, które są pochodną interesów ekonomicznych milionów polskich rodzin. Jeżeli będziemy mie- li z taką sytuacją w UE do czynienia, to na pewno nie będziemy milczeć i będziemy działać. Czyli? Albo zmienimy ludzi, którzy tymi instytucjami kierują, albo będzie- my budować koalicje na rzecz takiej zmiany kształtu instytucjonalnego Unii, aby funkcja służebna instytucji europejskich wobec państw człon- kowskich ich demokratycznych władz nie mogła być ignorowana. i To są środki polityczne, którymi możemy wzmacniać pozycję Polski doraźnie. Ale jak to robić długofa- lowo? Podstawowym instrumentem musi być nasza gospodarka i rodzimy prze- mysł. Polska to jedno z najbardziej dynamicznych społeczeństw Europy, głodnych sukcesu i coraz bardziej wie- rzących w swój ogromny potencjał. Z podziwem patrzę na dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków, któ- rzy nie mają żadnych kompleksów, gdy patrzą na siebie i swoich rówie- śników z innych krajów. Cechuje ich determinacja i ambicja. Nasza polityka musi umieć wykorzystać ten potencjał. W żadnym wypadku nie wolno go zmarnować! Dlatego Polska potrzebuje przede wszystkim własnych, zdolnych do konkurowa- nia na rynkach światowych, wiel- kich przedsiębiorstw, które pozwolą rozwinąć skrzydła wchodzącym na rynek pokoleniom Polek i Polaków. Żadne demokratyczne państwo nie zbudowało swojej silnej międzynaro- 1 (67) 2016 15 Musimy być głodni sukcesu dowej pozycji bez własnych silnych koncernów. Siła międzynarodowego oddziaływania, a więc także siła dy- plomacji, w znacznym stopniu od- zwierciedla siłę gospodarki. firm, polskich marek, polskiej myśli technologicznej. Rosnący potencjał gospodarczy powinien stanowić pol- ską soft power, ułatwiać nam oddzia- ływanie na świat zewnętrzny. Sądzę, że z tym poglądem zgodzi się większość naszych czytelni- ków. Co jednak należy robić, aby nie skończyło się na powszechnym konsensusie… bez praktycznych konsekwencji? Z pisaniem stra- tegii nigdy nie było w Polsce pro- blemów, co innego z terminowym opracowaniem konkretnych ustaw lub regulaminów… Wizje są pochodną aspiracji. Mo- bilizują. Teraz chodzi o zmianę pa- radygmatu. Do tej pory myśleliśmy o naszych relacjach gospodarczych z każdym wysoko rozwiniętym kra- jem w ten sposób: „Ile ten kraj może zainwestować w Polsce? Jakie fir- my możemy zachęcić do utworzenia u nas swoich filii? Jakie produkty nam sprzedadzą?”. A tymczasem to nasze przedsiębiorstwa powinny rozszerzać swoją działalność, to one powinny inwestować za granicą i otwierać swoje filie. Musimy sami zacząć my- śleć o Polsce już nie jako o miejscu „atrakcyjnym dla inwestorów”, tylko jako o kraju, który sam jest atrakcyj- nym inwestorem. Jeżeli chcemy pro- wadzić aktywną politykę zagranicz- ną, musimy nastawić się w większym stopniu na promowanie polskich W państwie demokratycznym po- lityka zagraniczna państwa wyku- wa się w ogniu debaty publicznej. W jaki sposób należy ją prowadzić? Istotne są tu trzy zasady. Po pierw- sze, elity polityczne, uczestnicy spo- ru o politykę, muszą w swoich dzia- łaniach uwzględniać rację stanu. To oznacza, że niektóre sprawy wyłącza się z pola politycznej konkurencji, jeśli nawet ich upolitycznienie mo- głoby przynieść doraźne korzyści we- wnątrzpolityczne. Jakiś przykład? Proszę bardzo! Nie powinniśmy przy- zwalać na atakowanie wysiłków na rzecz obrony pokoju i wzmocnienia bezpieczeństwa Polski. Tymczasem przy okazji szczytu NATO w War- szawie pojawiały się głosy, że dla obozu politycznego konkurujące- go z obecnym rządem byłoby lepiej, gdyby szczyt ten w Warszawie się nie odbył lub aby zakończył się spekta- kularnym fiaskiem. A przecież szczyt był instrumentem wzmacniania pol- skiego bezpieczeństwa! Autorzy tego sposobu myślenia byliby więc gotowi zaakceptować nieszczęście dla Pol- ski, jeśli tylko przybliżyłoby to ich do 16 1 (67 ) 2016 Musimy być głodni sukcesu przejęcia władzy. Takie zachowanie to niegodziwy atak na żywotny in- teres Polaków, a więc brutalny poli- tyczny faul. Być może to wynik emocji, a nie jakiejś politycznej kalkulacji? Gdy mówimy o polityce zagranicznej państwa i jego żywotnych interesach, polityczne zacietrzewienie zazwyczaj jest szkodliwe. Dlatego druga zasada, którą powinniśmy się kierować w de- bacie publicznej nad naszą polityką zagraniczną, to unikanie angażowa- nia emocji. Musimy zawsze trzeźwo oceniać, co najlepiej będzie służyć interesom Polski dziś i w przyszłości. Polityka zagraniczna nie może być więc niewolnikiem naszych ocen hi- storycznych. Wyciągajmy z historii lekcje. Najważniejszą z nich jest to, że Polska powinna unikać politycz- nej izolacji. Jesteśmy najsilniejszym państwem w regionie, dlatego pono- simy największą odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo. To oznacza, że musimy być stale zdolni do budowa- nia regionalnej wspólnoty interesów. Tu emocje nie mogą brać góry nad pragmatyzmem. Blizny z przeszłości odgrywają w naszym dyskursie dużo istotniejszą rolę niż w innych kra- jach, to poniekąd naturalne. Ale ważne jest połączenie pamięci i zdol- ności do tworzenia współczesności bez bagażu emocji, które wykluczały- by racjonalną kalkulację polityczną. A trzecia zasada? Polityka zagraniczna nie może być dyktowana przez kompleksy, a już zwłaszcza kompleks niższości. Nigdy nie należy przeceniać swojej pozy- cji i siły, ale też nie wolno dać sobie wmówić, że w zasadzie na nic nie mamy wpływu i nic od nas nie zależy. Musimy mieć inicjatywę. Ale zdolność do inicjatywy wyma- ga odpowiedniego politycznego po- tencjału. Jak go generować? Jednym z filarów naszej suwerenno- ści i silnej pozycji Polski w Europie powinna być ścisła współpraca ze wszystkimi krajami Europy Środko- wej i Wschodniej. Nigdy nie ukry- wałem, że podążam śladami Lecha Kaczyńskiego, który uważał, że do- bre przyjazne stosunki z innymi pań- stwami regionu pomagają Polsce realizować jej interesy. Ja osobiście chciałbym, abyśmy w ramach współ- pracy regionalnej skupili się nie tyl- ko na polu stricte politycznym, ale i na sprawach gospodarczych. Służy temu właśnie idea współpracy grupy państw Trójmorza (Adriatyk – Bał- tyk – Morze Czarne). Stąd nacisk na rozwój infrastruktury na osi Północ– Południe. Wzmocniona współpra- ca regionu potrzebuje też wielkich projektów, przynoszących korzyści wszystkim. Dlatego chciałbym, aby jej wynikiem było między innymi po- wstanie superszybkiej kolei łączącej 1 (67) 2016 17 Musimy być głodni sukcesu Tallin z Dubrownikiem, z odgałę- zieniami do Wiednia, Kijowa, Buka- resztu, Sofii i Belgradu. Tego rodzaju kolei w tej części Europy brakuje. Idea wzmocnienia potencjału go- spodarczego Trójmorza przyświecała także mojemu udziałowi w szczycie 16 + 1 w chińskim Suzhou. Zdarza się, że o współczesnych aspiracjach mówimy, używając ter- minów z przeszłości. Czy tradycja polskiej myśli politycznej powinna mieć aż tak bezpośrednie zastoso- wanie? Musimy pamiętać, że polityka zagra- niczna to jest dynamiczny proces, a Polska nie narodziła się wczoraj. Nigdy nie jest tak, że zaczyna się pracę od zera. Zawsze jest element kontynuacji. Tym bardziej gdy mówi- my o myśli politycznej. Oczywiście, nie chodzi tu o proste kopiowanie dawnych koncepcji, lecz o czerpanie z najlepszych tradycji. Warto więc stale inspirować się podejściem do spraw międzynarodowych księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, Ro- mana Dmowskiego czy Juliusza Mie- roszewskiego, wybitnych nauczycieli realizmu w myśleniu o polskiej poli- tyce zagranicznej. Żyli w różnych cza- sach. Wywodzili się z różnych trady- cji ideowych, lecz łączyła ich miłość do Ojczyzny i pragnienie, aby nie trwoniła ona swego potencjału na sprawy z góry przegrane lub nieistot- ne. Wszyscy trzej przekonywali, że Polacy muszą zjednywać sobie sojusz- ników, myśleć strategicznie i trzeźwo dowodzić własnych racji. Cechowała ich także umiejętność spojrzenia na codzienną polityczną szamotaninę z lotu ptaka. Także dziś to niezwykle cenna umiejętność. Uczmy się jej, odwołując się do najlepszych tradycji polskiej myśli politycznej. W tym numerze PPD zadajemy wybitnym praktykom polskiej po- lityki europejskiej pytanie, jakiej dziś Europy potrzebujemy? A jaka odpowiedź jest Panu najbliższa? Potrzebujemy Europy silnej i bez- piecznej, dobrze współdziałającej ze Stanami Zjednoczonymi. Większość liderów, z którymi się spotykam, jest zaniepokojonych faktem, że wśród Europejczyków został zasiany lęk. Niemcy, Francuzi, Hiszpanie, Grecy boją się o swoją zawodową przyszłość i o przyszłość swoich dzieci. Boją się terroru na ulicach miast. Boją się imigrantów. To najlepsza pożywka dla populistów – i z lewa, i z pra- wa. Musimy ten lęk przezwyciężyć. To wymaga przywództwa mającego mandat demokratyczny i społeczne poparcie. Uważam, że reforma Unii Europejskiej i zmiana traktatów będą nie do uniknięcia, a odpowiedzial- ność za przebudowę Unii spadnie na przywódców państw członkowskich. Ci, którzy kwestionują konieczność 18 1 (67 ) 2016 Musimy być głodni sukcesu reformy traktatów, opierają swoje myślenie na typowej dotąd posta- wie: „Jakoś to będzie”. We Francji ostatecznie zwycięży więc europejski rozsądek, a w Niemczech pokonani zostaną antyeuropejscy radykało- wie. Antyestablishmentowe nastroje w Europie, jak same powstały, tak same wygasną. Mam wrażenie, że tym razem choroby integracji euro- pejskiej same nie miną. Być może potrzebny będzie instytucjonalny wstrząs, aby wszyscy sobie to uświa- domili. Mogą go przynieść na przy- kład kolejne wybory do Parlamentu Europejskiego. Gdyby większość uzy- skali radykalni przeciwnicy integracji – a ordynacja daje im na to szanse – to proces decyzyjny UE mógłby zo- stać sparaliżowany. Przyjęcie nowego traktatu może się wówczas stać jedy- nym sposobem na sprowadzenie Unii Europejskiej z mielizny. Uważam, że lepiej to zrobić wcześniej i zapobiec temu scenariuszowi. Odpowiedź na pytanie o przyszłość Europy prowadzi nas do kwestii niemieckiej. W nieodległej prze- szłości polski minister spraw zagra- nicznych wygłosił w Berlinie tezę, że nie boi się silnych Niemiec, lecz ich bezsilności… Ależ ja się również w ogóle nie boję Niemiec. Jestem zresztą mężem ger- manistki [śmiech]. Wyznaję prostą zasadę: politykę zagraniczną tego czy innego kraju powinniśmy oceniać przez pryzmat polskich interesów. Powiem Panu, jakie Niemcy leżą w naszym interesie. To będą Niemcy silne gospodarczo, bo od stanu nie- mieckiej gospodarki w dużej mierze zależy także nasza gospodarka. To będą także Niemcy silne militarnie, bo potrzebujemy silnych sojuszników w NATO. Wreszcie – to będą Niem- cy zdecydowanie bardziej solidarne z innymi członkami UE, szczególnie jeśli chodzi o politykę energetycz- ną. Ale dyskusja o tym, czy Niem- cy powinny być liderem w Unii, czy też nie, jest moim zdaniem jałowa. Niemcy są najbogatszym, najpotęż- niejszym i najbardziej wpływowym państwem Europy. Prawdopodobnie przez najbliższych kilka dekad to się nie zmieni. Kropka. Czyli w naszym interesie są silne Niemcy w silnej Unii Europejskiej? Integracja europejska jest mechani- zmem służącym samoograniczaniu się państw, zwłaszcza tych dysponu- jących dużym potencjałem. Mogą się nam nie podobać prorosyjskie wypowiedzi niektórych niemieckich polityków, możemy ubolewać, że nie- które niemieckie korporacje ochoczo poświęciłyby całą Ukrainę w zamian za kilka dobrych kontraktów w Ro- sji. Możemy się zamartwiać sonda- żami, z których czasami wynika, że większość społeczeństwa niemieckie- 1 (67) 2016 19 Musimy być głodni sukcesu go nie ma zamiaru bronić Polski czy krajów bałtyckich przed ewentualną agresją z zewnątrz. Nie zmienia to jednak faktu, że jedynym europej- skim politykiem, który ma dziś choć minimalny wpływ na działania Wła- dimira Putina, jest Angela Merkel. Jest ona także jednym z nielicznych polityków w Europie, którzy zdają so- bie sprawę z zagrożenia, jakie współ- czesna Rosja stanowi dla Europy. No właśnie, skoro mowa o rosyj- skim zagrożeniu dla Europy... Czy to oznacza, że Rosja nie jest jej czę- ścią? To jest pytanie, które należałoby skierować do Rosjan. Ostatecznie to oni zadecydują o kształcie swoich re- lacji z Europą. Czy chcą być Europej- czykami, czy nie? To od nich zależy, które wartości uznają za nadrzędne w swej polityce. Na autorytaryzm i agresję wobec sąsiadów w Europie nie ma i nie będzie miejsca. Tak na- prawdę Putin stoi przed wyborem, a wraz z nim cała Rosja. Czy wrócić do normalnych relacji z Unią Euro- pejską i Stanami Zjednoczonymi, być partnerem Zachodu i wspólnie rozwiązywać najpoważniejsze pro- blemy współczesnego świata? Czy 20 1 (67 ) 2016 Musimy być głodni sukcesu Przede wszystkim nie starając się jej ukrywać. Bieżące interesy polityczne nie powinny przesłaniać potrzeby od- dania hołdu ofiarom rzezi wołyńskiej i potępienia mordu jako metody po- litycznej. Nie sposób mówić o pojed- naniu polsko-ukraińskim bez głośne- go wypowiedzenia prawdy o owych wydarzeniach. Nazwaliśmy zło po imieniu. A teraz trzeba przejść do kolejnego etapu i nazwać po imieniu dobro. Stąd moja inicjatywa, wspar- ta przez prezydenta Poroszenkę, by uhonorować ludzi, którzy w tamtych czasach bronili swoich sąsiadów – Polacy Ukraińców, Ukraińcy Pola- ków – nie zważając na konsekwen- cje, narażając często własne życie. To ci bohaterowie powinni stać się patronami naszego pojednania. To o nich powinni wspominać na lek- cjach historii nauczyciele w War- szawie, Kjowie, Przemyślu i Lwowie. I nie oczekujmy pojednania natych- miastowego i bezwarunkowego. To będzie bardzo długi proces. Bardzo dziękuję za rozmowę. też narażać się na nienawiść Ukraiń- ców i ostracyzm z powodu agresji i łamania prawa międzynarodowe- go? Powtarzam od początku mojej prezydentury: przestrzeganie prawa międzynarodowego, a więc wyrzecze- nie się gwałcenia integralności te- rytorialnej Ukrainy przez Rosję, jest pierwszym i podstawowym warun- kiem normalizacji stosunków z tym krajem. Czy prezydenta Putina stać na to, by odejść od zimnowojennej retoryki? Czy stać go na rezygnację z neoimperialnych ambicji? W tej chwili nic na to nie wskazuje. Jednak w dyplomacji wszystko jest możliwe. Rosja jest i pozostanie naszym sąsia- dem. To szczególnie nam powinno zależeć na tym, by była dla Zachodu obliczalnym, godnym zaufania part- nerem, nie zaś geopolitycznym rywa- lem. Wspomniał Pan Prezydent o ko- nieczności zakończenia konfliktu rosyjsko-ukraińskiego zainicjowa- nego napaścią Rosji na Ukrainę. Polska wspiera Ukrainę bronią- cą fundamentalnych dla bezpie- czeństwa w Europie zasad, ale nie brakuje w naszych relacjach pro- blemów dwustronnych. W jaki sposób powinniśmy upominać się o prawdę i walczyć z fałszowaniem naszej wspólnej historii, tak aby nie szkodzić stosunkom polsko- -ukraińskim? 1 (67) 2016 21
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: