Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00368 007169 14661359 na godz. na dobę w sumie
Polszczyzna dziewiętnastowiecznych salonów - ebook/pdf
Polszczyzna dziewiętnastowiecznych salonów - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 262
Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3796-9281-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie
Porównaj ceny (książka, ebook (-5%), audiobook).

Publikacja ukazuje etykietę językową dziewiętnastowiecznych salonów polskich. Materia językowa usytuowana została na szerszym tle kulturowym epoki, co rozszerza krąg odbiorców o czytelników niejęzykoznawców, a tym samym propaguje wiedzę o języku jako integralnym składniku przestrzeni społecznej określonej epoki.

Salon był miejscem, gdzie kształtowano i stosowano wyższe formy zachowania, także językowego. Służyło to poczuciu elitarności, podkreślało dystans dzielący grupę osób bywałych na salonach od reszty społeczeństwa. Wyszukane formy grzeczności były ważnym sposobem tego wyróżnienia. Niemniej istotną rolę pełniło słownictwo. Jak wiadomo, jest to warstwa języka, która najlepiej odzwierciedla strukturę społeczną jego użytkowników. Zatem swoista leksyka charakterystyczna dla komunikacji salonowej, będzie także przedmiotem opisu.

Opis polszczyzny salonowej wydaje się potrzebny z kilku powodów:

1. Brak w dotychczasowych badaniach nad językiem XIX w. prac zajmujących się jego ówczesnym zróżnicowaniem społecznym. W ogóle opisowi stylistycznych i socjalnych odmian języka polskiego w XIX w. poświęcono dotąd niewiele miejsca. W polu zainteresowań językoznawców znalazły się jedynie gwary miejskie (warszawska i krakowska) oraz – w różnym zakresie – styl potoczny. Język elit tamtych czasów nie doczekał się dotąd opracowania.

2. Badany typ kontaktu ukazuje bogactwo stylistyczne naszego języka, który dziś coraz silniej ulega naporowi wszechogarniającej potoczności.

3. Zamierzony opis utrwala odchodzący w przeszłość sposób posługiwania się językiem wyszukanym, eleganckim, dbałym o formy. 
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

2 RECENZENT Kwiryna Handke REDAKTOR WYDAWNICTWA UŁ Teresa Majdzińska REDAKTOR TECHNICZNY Jolanta Kędzierska KOREKTOR Katarzyna Gorzkowska OKŁADKĘ PROJEKTOWAŁA Barbara Grzejszczak © Copyright by Elżbieta Umińska-Tytoń, 2011 Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2011 Wydanie I. Zam. 172/4674/2010. ISBN (wersja drukowana) 978-83-7525-484-6 ISBN (ebook) 978-83-7969-281-1 3 Spis treści I. Wprowadzenie ............................................................................................ 5 1. Salon w kulturze XIX w. ........................................................................... 2. Bywalcy salonów ....................................................................................... 3. Polszczyzna salonowa jako przedmiot badań ........................................... 4. Charakterystyka źródeł ............................................................................ II. Sztuka rozmowy ......................................................................................... 1. Pojęcie konwersacji salonowej .................................................................. 2. Dobre maniery jako podstawa zachowań językowych ............................. 3. Tematyka rozmów salonowych ................................................................. 4. Wybrane cechy strukturalne rozmowy towarzyskiej ............................... 5. Przejawy elegancji językowej .................................................................... 6. Wyrażanie emocji ...................................................................................... III. Wykładniki etykiety językowej .............................................................. 1. Formy adresatywne .................................................................................. 2. Formy nazywające osobę trzecią .............................................................. 3. Językowe formuły grzecznościowe ............................................................ 4. Strategia grzecznościowa .......................................................................... IV. Tworzywo językowe rozmów salonowych ............................................ 1. Leksyka salonowa ..................................................................................... 2. Frazeologia ................................................................................................ 3. Udział języków obcych w konwersacji salonowej ..................................... 5 7 14 19 29 29 33 50 63 70 99 109 110 150 162 179 189 189 220 230 V. Wnioski końcowe ........................................................................................ 245 1. Grzeczność jako dominanta salonowych zachowań językowych ............. 2. Estetyczna wartość języka salonów .......................................................... 3. Prestiżowa funkcja języka ........................................................................ 245 248 251 Wykaz źródeł ze skrótami ................................................................................ 253 Wykaz literatury cytowanej ............................................................................ 259 Wprowadzenie I 1. Salon w kulturze XIX w. Salon stanowił trzon życia towarzyskiego w XIX w. Nazwa wywo- dzi się z języka francuskiego, w którym początkowo, w wieku XVII, oznaczała pomieszczenie w mieszkaniu dużo wyższe niż inne, zazwy- czaj sklepione kopułą, bogato zdobione elementami architektoniczny- mi i malunkami. Dopiero w XIX stuleciu zakres użycia tego wyrazu znacznie się rozszerzył i salonem nazywano nie tylko wielką salę wyodrębnioną architektonicznie, ale też pomieszczenie, które nie jest ani gabinetem, ani sypialnią, gdzie można się gromadzić. W tym też znaczeniu nazwa salon weszła do polszczyzny. Nie zna jej jeszcze Trotz, który jako odpowiednik francuskiego un salon przytacza wyrażenie wielka sala. Nie notuje wyrazu salon Linde. Pojawia się on dopiero w Słowniku wileńskim, a potem w Słowniku warszawskim. Można sądzić, że na początku XIX w. nie był to jeszcze wyraz zalecany w polszczyźnie, skoro w wydanych w 1816 r. rozmówkach polsko- -francuskich czytamy: Naypilniey zaś i naytroskliwiey utrzymywaną jest sala, gabinecik do czytania i pokoy do ubierania się, czemu odpo- wiada francuskie […]1. Jednak szybko się salon w polszczyźnie za- domowił, co poświadcza bogata literatura fabularna i pamiętnikar- stwo dziewiętnastowieczne, a także fakt, że żaden z licznie powstają- cych wówczas poradników językowych tego galicyzmu nie piętnował. Niemal równocześnie z pojawieniem się w polszczyźnie wyrazu salon weszło do użycia jego przenośne znaczenie (obecne też w dziewiętna- stowiecznej francuszczyźnie): elitarne zebranie towarzyskie, odbywa- 1 Rozmowy polsko-francuzko-niemieckie dla nauczenia i wydoskonalenia się w francuzczyźnie i niemiecczyźnie ułożone i wydane, Wrocław 1816, s. 266. 6 jące się u kogoś stale; miejsce takich zebrań; także towarzystwo salonowe. Znaczenie to dostrzega Słownik wileński, podając salony lm. ze znaczeniem dość ogólnikowym ‘zgromadzenie możnych boga- czów’. Dopiero Słownik warszawski notuje ‘goście salonowi, towarzy- stwo salonowe, świat elegancki, sfera arystokratyczna’. Pomieszczenie zwane salonem pojawiło się w Polsce już w okresie baroku, początkowo w wielkich rezydencjach magnackich, zajmując centralne miejsce w pałacu. We dworach szlacheckich w XVIII w. trafiał się jeszcze rzadko. Centrum życia towarzyskiego, gdzie groma- dzili się domownicy i goście, by wspólnie spędzać czas, stanowiła wcześniej świetlica. Bywał także „pokój kompanii”, w którym zbierano się przede wszystkim dla wesołej, nierzadko wyłącznie męskiej hu- lanki. Nie dbano więc o jego strojne przybranie, gdyż niezbyt uważni i nie zawsze trzeźwi goście mogli je łatwo zniszczyć. Z czasem po- mieszczenia takie zyskały inny, bogaty wystrój, podyktowany modą francuską, i stały się w domu centralnym miejscem, w którym toczyło się życie towarzyskie2. Tradycja polskiego życia salonowego wywodzi się z Francji, gdzie w XVII w. powstał pierwszy salon, którego organizatorką była marki- za de Rambouillet. Miał stanowić przeciwwagę dla nieokrzesanych obyczajów panujących na dworze Henryka IV. Ton spotkaniom towa- rzyskim nadawała kobieta, narzucając tematykę artystyczno-lite- racką, choć niekiedy salony uczestniczyły też w życiu politycznym. Wiek XVIII to wielka epoka salonów francuskich. W Polsce historię salonów otwierają obiady czwartkowe Stanisła- wa Augusta. Stały się one inspiracją dla wielu wybitnych osobistości, które podjęły na własną rękę organizację życia salonowego. Początko- wo salony powstawały w środowisku polskiej arystokracji, potem także wśród bogatych mieszczan i w kręgach burżuazyjnych. Skupiały zwykle wysoko urodzone towarzystwo, złożone z książąt, hrabiów, senatorów, wojewodów, marszałków itd., choć pojawiali się także przedstawiciele inteligencji oraz literaci. Przedmiot zainteresowania stanowiły literatura, sztuka, muzyka, teatr, język. Organizowano kon- certy, tzw. „żywe obrazy”, amatorskie przedstawienia sztuk teatral- nych, z czasem też zaproszeni twórcy czytali swoje utwory. W ten sposób wykształcił się tzw. salon artystyczno-literacki. O atmosferę takich salonów dbały świetne panie domu, często parające się piórem i emanujące uczuciami patriotycznymi, jak Karolina Nakwaska, Paulina Wilkońska, Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, Deotyma 2 Por. E. K a w e c k a, W salonie i kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pała- ców i dworów polskich w XIX w., Warszawa 1984. 7 (Jadwiga Łuszczewska), Natalia Kicka itd. Czytywano utwory własne i ciekawsze nowości. Instytucja salonów literackich zanikła po po- wstaniu styczniowym3. Jednakże salon jako forma życia towarzyskie- go, miejsce spotkań doborowego towarzystwa, rozmów i zatrudnień uprzyjemniających spędzenie wolnego czasu, takich jak taniec, roz- mowa, gry towarzyskie, przedstawienia amatorskie, koncerty itd., nadal istniał. W końcu XIX w. coraz częściej otwierają też swe salony przedstawiciele burżuazji. Na prowadzenie „domu otwartego” ze stałym dniem przyjęć w cią- gu tygodnia mogli sobie pozwolić tylko ludzie majętni. W dworkach szlacheckich, skromnych domach mieszczańskich był salon miejscem spotkań głównie domowników i nielicznych gości. Po południu lub wieczorem wszyscy gromadzili się w salonie na rozmowie, muzykowa- niu, drobnych zatrudnieniach czy zabawie. Był to czas rekreacji, zatem nie prowadzono rozmów o interesach, powszednich kłopotach, nie załatwiano spraw spornych – od tego była kancelaria lub gabinet pana domu. W salonie dbano o odpowiedni nastrój i elegancję zarówno w słowie, jak i w wyglądzie. 2. Bywalcy salonów Życie salonowe wzięło swój początek w środowisku arystokratycz- nym. Słowo arystokracja wywodzi się z greckiego aristokráteia i dosłownie oznacza panowanie, rządy najlepszych. Był to termin upowszechniony przez Arystotelesa i stosowany jako nazwa formy rządów w starożytnej Grecji. W tym znaczeniu notują go Słownik staropolski i Słownik polszczyzny XVI w. Równolegle ukształtowało się drugie znaczenie tego terminu: nazwa najwyższej warstwy w spo- łeczeństwach niewolniczych i feudalnych. W Polsce, gdzie szlachta stanowiła wielką grupę społeczną, wewnętrznie zróżnicowaną, pojęcie arystokracji wiązano z tą częścią szlachty, która wyróżniała się pod względem majątkowym i społecznym. Początkowo warstwę tę nazy- wano możnowładcami (w Słowniku Lindego także możnorządcami). Później pojawił się termin magnat ‘panosza’, notowany po raz pierw- szy przez Lindego bez cytatów. Jednocześnie w tym samym źródle znajdujemy hasło arystokrat ‘poplecznik możnorządztwa, pan dumny, pyszny, wynoszący się nad innych’. 3 Por. H. M i c h a ł o w s k a, Salony artystyczno-literackie w Warszawie. 1832– 1860, Warszawa 1974. 8 Do arystokratów należały olbrzymie majątki, liczące wiele fol- warków i tysiące poddanych. Posiadali oni miasta, po kilkadziesiąt wsi oraz często własne wojsko. Wyróżniali się odpowiednim tytułem. Starym polskim tytułem był książę, przysługujący jedynie spokrew- nionym z osobą panującego. Na Litwie i Rusi bogata magnateria przybierała nazwę kniaziów, którzy nic z naszym księciem nie mieli wspólnego. Niemniej jednak panowie litewscy po spolszczeniu chętnie używali tytułu księcia. Był on zresztą zawarowany w akcie unii lubelskiej. W przeszłości obcy władcy (cesarz, król Hiszpanii i in.) dawali tytuły, by pozyskać popleczników, lecz w XVII w. w Polsce zakazano ich używania. Zasadniczo więc tytuły zaczął rozdawać Polakom jako rekompensatę za utracone godności Sejm po pierwszym rozbiorze. Wtedy usankcjonowano trzymane od lat tytuły cesarskie i inne cudzoziemskie. Ale hrabstw żadnych prawomocnych dotąd w Polsce nie było. Dopiero w czasie zaborów rozpowszechniły się tytuły hrabiego i barona. Z ustaleń I. Rychlikowej wynika, że do 1830 r. zweryfikowano i nadano w Królestwie 13 tytułów książęcych, 90 hrabiowskich, 23 baronowskie. Tytuły honorowe nie dawały wprawdzie żadnych rzeczywistych preferencji, niemniej zachowanie ich oznaczało wyodrębnienie arystokracji w ramach stanu szlachec- kiego. Dokładne ustalenie liczby arystokratów jest bardzo trudne, gdyż w dokumentach raz podawano tytuły, innym razem nie, nawet w stosunku do tej samej osoby. Zmieniały się też przepisy, według których potwierdzano szlachectwo lub nadawano je „za zasługi dla kraju”. Często były to działania o charakterze ściśle formalnym, niemające wiele wspólnego z istotną tradycją rodową. W innych zaborach uzyskanie tytułu było łatwiejsze4. Szczególnie licznie tytuły hrabiowskie przyznawano w Galicji, stąd przysłowiowe powiedzenie galicyjski hrabia. Wielkie rody arystokratyczne miały kilkuwiekową historię, wy- wierały decydujący wpływ na losy kraju, skupiając w ręku wszystkie ważniejsze urzędy publiczne. Były siłą napędową rozwoju kultury przez kształcenie swojej młodzieży i opłacanie nauki zdolnej młodzie- ży z niższych stanów, także poprzez fundowanie szkół, uczelni, bibliotek, a w razie potrzeby wystawianie własnego wojska. Była to sfera niesłychanie ekskluzywna, która ostentacyjnie odcinała się od reszty szlachty i całego społeczeństwa. Próg między szlachtą ziemiań- ską a panami – arystokracją rysował się w opinii współczesnych jako 4 I. R y c h l i k o w a, Ziemiaństwo polskie 1789–1864. Zróżnicowanie społeczne, Warszawa 1983, s. 169. 9 „największa ze wszystkich przegród społecznych”5. Pisał o tym nie- rzadko Kraszewski, kreśląc obraz współczesnego społeczeństwa: Jeśli gdzie, to tu [na kontraktach] dobitnie się maluje podział towarzystwa na- szego na dwie klasy – panów i szlachty, klasy nieustannie stykające się z sobą, a nie mogące się pojednać ani połączyć, a co gorzej, cierpieć i szanować. Kr. Lat. 2256. Styl życia arystokracji wraz z jego bogactwem, elegancją, wyszu- kaną grzecznością, ulubionymi rozrywkami był naśladowany przez inne warstwy społeczne aspirujące do form życia właściwych „wyż- szym sferom”. Właścicieli ziemskich szlacheckiego pochodzenia nienależących do magnaterii nazywano ziemiaństwem. Szlachecki herb stanowił istot- ny czynnik decydujący o przynależności do tej warstwy społecznej. Z chwilą utworzenia Księstwa Warszawskiego i wprowadzenia bur- żuazyjnego ustawodawstwa szlachectwo jako jeden z głównych wy- różników ziemiaństwa straciło formalne znaczenie. Po 1807 r. ziemia- nin to także nieszlachcic. W dokumentach i w życiu potocznym używano zamiennie terminów ziemianie, obywatele ziemscy i dziedzi- ce dóbr obywatelskich lub ziemiańskich. W ostatniej ćwierci XIX w. stanowisko ziemianina nabywało się nie przez pochodzenie, ale przez zasiedzenie; do kryterium posiadania ziemi dodano jeszcze jako wyróżnik – dawność bycia ziemianinem7. Niemniej jeszcze w okresie międzypowstaniowym milcząco zakładano, że obywatel ziemski to równocześnie szlachcic. Na ogół przyjmowano, że obywatele ziemscy, inaczej niż arystokracja, osobiście trudnią się gospodarstwem w swoich dobrach8. Była to warstwa wewnętrznie zróżnicowana głównie pod względem majątkowym. W niektórych regionach istniała duża korela- cja pomiędzy posiadanym majątkiem a sprawowanym urzędem. Szczególnie hojnie szafowano godnościami w Galicji. W województwie krakowskim wśród uboższego ziemiaństwa było pół setki utytułowa- nych, przy czym 37 osób posiadało tytuły z nadania, a 14 czuło się do nich uprawnionymi po mężach i ojcach. Były to przede wszystkim tytuły związane z godnościami tytularnymi typu cześnik, podstoli, chorąży, sędzia, starosta, a za nimi pochodne: cześnikiewicz, podstolic, chorążyna itd. Styl życia bogatego ziemiaństwa długo stanowił model 5 J. J e d l i c k i, Klejnot i bariery społeczne. Przeobrażenia szlachectwa polskiego w schyłkowym okresie feudalizmu, Warszawa 1968, s. 48. 6 Nie podaje się numeru tomu pierwszego w przypadku pozycji kilkutomowych. 7 I. R y c h l i k o w a, op. cit., s. 5–21. 8 Ibidem, s. 127. 10 dla innych grup społecznych, a życie toczące się w dworach, pałacy- kach i zameczkach dostarczało wzorców obyczajowych naśladowanych w różnych kręgach społeczeństwa9. W pierwszej połowie wieku zie- mianie rzadko jeszcze odrywali się od rodzinnych wsi. Porzucanie ziemi i gospodarstwa, aby na stałe osiedlić się w mieście dla większej wygody życia i innych poza rolnictwem zajęć i zainteresowań, uważa- no wówczas za naganne. Dopiero w ostatniej ćwierci XIX w. zaznaczy- ło się nasilenie ruchu przesiedleńczego. Niemniej od początku stulecia rodziny ziemiańskie zjeżdżały do pobliskich miast, gdzie uczestniczyły w tamtejszym życiu towarzyskim. Dotyczyło to zwłaszcza domów, w których były panny na wydaniu. Karnawał z licznymi balami, wie- czorkami tanecznymi był znakomitą okazją do nawiązania interesują- cych znajomości. Pisze o tym m.in. M. Estreicherówna: Wielkie rody wydawały bale w rezydencjach, które stale posiadały w Krakowie, ale wiele rodzin ziemiańskich, nawet bardzo bogatych i wysoko skoligaconych, przyjeżdżało tylko na karnawał i mieściło się w apartamentach. Estr. 53. Byli więc ziemianie uczestnikami życia salonowego, gdzie spoty- kali się przedstawiciele różnych warstw tzw. wyższego towarzystwa; z drugiej strony w rodzinnych dworkach salon był miejscem spędzania wolnego czasu w gronie domowników, rezydentów, sąsiadów i gości. Przeobrażenia gospodarcze zapoczątkowane u schyłku Rzeczpo- spolitej i prowadzące w XIX stuleciu do uprzemysłowienia ziem polskich spowodowały istotne zmiany społeczne. Znacznemu prze- kształceniu podlegało wówczas mieszczaństwo. Zyskawszy w końcu XVIII w. prawo nabywania majątków ziemskich, wielu przedstawicie- li stanu mieszczańskiego, zwłaszcza bogatego patrycjatu, uzyskało tą drogą szlachectwo, zbliżając się do warstwy szlachecko-ziemiańskiej. Część natomiast, głównie kupcy, bankierzy, w tym także spekulanci, weszła w skład nowej warstwy, zwanej burżuazją. Jej narodziny przypadają na przełom XVIII i XIX w. Początkowo była nieliczna i słaba, z reguły obcego, głównie niemieckiego czy ży- dowskiego pochodzenia. W stylu życia, polszcząc się stopniowo, przej- mowała wzorce szlachecko-arystokratyczne i zabiegała o nobilitację. Zarzuca się jej często zły smak i brak gustu, choć do budowy pałaców fabrykanckich angażowani byli najlepsi architekci. Jednakże prze- pych i nagromadzenie drogich sprzętów i ozdób brały górę nad dobrym smakiem i poczuciem piękna. W początkach XIX w. wśród burżuazji przeważali ludzie o wykształceniu technicznym, posiadający wiedzę 9 M. B o g u c k a, Dzieje kultury polskiej do 1918 roku, Wrocław 1987, s. 310. 11 praktyczną. W drugiej połowie wieku synowie z rodzin burżuazyjnych coraz częściej zdobywali staranne wykształcenie uniwersyteckie lub politechniczne w kraju bądź za granicą. Rosły majątki, które pozwala- ły na demonstrowanie zewnętrznego przepychu i bogactwa. Stopniowo wzrastało zainteresowanie burżuazji uzyskaniem dyplomu szlachec- kiego. Jednakże – zdaniem I. Ihnatowicza – „procent nadań udzielo- nych bankierom, fabrykantom i bogatym kupcom był znikomy. Samo posiadanie majątku, a nawet majątku i dyplomu nobilitacyjnego nie otwierało już wszystkich drzwi. Jednak najwybitniejsi z burżuazji warszawskiej, zajmujący pierwsze w swojej klasie miejsca, prawie wszyscy uzyskali szlachectwo, a niektórzy nawet tytuły baronów”10. Z biegiem czasu burżuazja różnicowała się pod względem mająt- kowym. Wyróżniano wielkie finanse, zwane niekiedy arystokracją finansową lub arystokracją pieniądza, średnie finanse oraz drobne wraz z kupiectwem i zamożnym mieszczaństwem. Różnice finansowe umacniały granice podziałów towarzyskich. U schyłku wieku satyra wykpiwała postaci dorobkiewiczów, nuworyszów i ich naśladownictwo pańskich obyczajów. Jednak wiele domów burżuazji otworzyło salony, w których bywała także inteligencja, patrycjat miejski, przedstawicie- le świata literackiego, natomiast nie pojawiała się w nich nigdy arystokracja rodowa. Wiek XIX to także czas narodzin i rozkwitu nowej warstwy spo- łecznej, stanowiącej specyfikę polskich struktur społecznych tego czasu, tj. inteligencji. Zalążki inteligencji formowały się już w XVIII w. We wszystkich trzech zaborach wywodziła się ona głównie ze zdeklaso- wanej szlachty, zubożałego ziemiaństwa i wykształconych mieszczan. Ludzi ze środowisk chłopskich mało było w tym gronie. Inteligencja polska – naukowcy, urzędnicy, twórcy kultury i przedstawiciele wol- nych zawodów inteligenckich – coraz liczniejsza i coraz bardziej ruch- liwa, wykazywała znaczną aktywność w życiu społecznym i towarzy- skim. Wielu z jej przedstawicieli było organizatorami salonów arty- styczno-literackich w okresie po upadku powstania listopadowego. Zdaniem H. Michałowskiej, „Salony artystyczno-literackie organizo- wane i prowadzone przez inteligencję miejską pochodzenia przeważ- nie szlacheckiego skupiały ówczesną elitę intelektualną i artystyczną miasta i kraju, podtrzymywały uczucia patriotyczne, rozbudzały i kształtowały życie umysłowe w Warszawie, a wszystko to w celu przeciwstawienia się polityce zaborcy carskiego”11. 10 I. I h n a t o w i c z, Obyczaj wielkiej burżuazji warszawskiej w XIX wieku, Warszawa 1971, s. 45. 11 H. M i c h a ł o w s k a, op. cit., s. 8–9. 12 W życiu salonowym w XIX w. uczestniczyły zatem grupy znajdu- jące się na szczycie hierarchii majątkowej, czyli arystokracja, bogate ziemiaństwo, bogate mieszczaństwo i zbijająca wielkie fortuny burżu- azja. Ponadto bywalcami, a nierzadko gospodarzami salonowych zebrań byli przedstawiciele inteligencji. Przez cały omawiany okres kwitło życie towarzyskie, ale silnie zaznaczały się podziały stanowe. Poradniki salonowe z pierwszej połowy wieku dzieliły gry i zabawy towarzyskie według stanów. Członkowie górnych warstw burżuazji grywali nawet w inne karty niż średnie mieszczaństwo. Przełamywa- nie tej izolacji grupowej, chociaż bardzo powoli, jednak się dokonywa- ło, ambicją licznych reprezentantów grup niższych było bowiem dostanie się na salony „sfer wyższych”. Najtrudniej było przeniknąć do „towarzystwa”, czyli do grona arystokratycznego. Arystokracja bywała u siebie, organizowała bale, koncerty, przedstawienia teatral- ne we własnym gronie. Pisze o tym M. Estreicherówna, charakteryzu- jąc życie towarzyskie Krakowa: Gromadzili się tu [w resursie] przedstawiciele magnaterii i ziemiaństwa, którzy dopuszczali z innych sfer jedynie najbogatszy kwiat patrycjatu miejskiego. Śred- nie warstwy nie miały tam dostępu. Estr. 27. Podobnie we Lwowie: Odbył się bal szlachty w pięknie dekorowanych salach Kasyna Miejskiego. Oprócz kilkunastu oficjalnych osobistości były wyłącznie sfery arystokracji i zie- miaństwa. Rosco 78. Najsilniej zaznaczał się dystans w stosunku do mieszczaństwa, np. Te wielkie bale publiczne były prawie jedynym terenem, na którym spotykały się arystokracja i ziemiaństwo z lwowskimi sferami mieszczańskimi. Rosco 156. Jednak przykład, styl życia tej ekskluzywnej sfery był przejmo- wany, naśladowany przez inne warstwy, np. w Krakowie W roku 1861 urządziła arystokracja koncert amatorski [...]. Burżuazja odpowie- działa na to koncertem na Bratnią Pomoc. Estr. 100; Z czasem mieszczaństwo przełamało dotychczasowy monopol arystokracji w za- kresie urządzania publicznych teatrów amatorskich. Estr. 110. Zdarzały się też przykłady współdziałania: [Sfery mieszczańskie] Dumne nawet często w poczuciu swej wartości [...] nie szukały zbliżenia do tzw. „towarzystwa” kosztem własnej godności. [...] Gdy jed- 13 nak się do nich zwrócono, odpowiadały chętnie i uprzejmie [...]. Panie „z miasta” chętnie brały udział we wszystkich dobroczynnych komitetach, a ich mężowie szczodrze je zasilali. Rosco 156. Przesadne demonstrowanie nowo nabytego prawa przynależności do sfery wyższej od tej, z której ktoś się wywodził, to temat do żartów w pamiętnikach, a także motyw wielu ówczesnych utworów literac- kich. Szczególnie wyraźnie dostrzegał to zjawisko Ferdynand Hoesick, pisarz opisujący w pamiętnikach środowisko inteligencji przełomu XIX i XX w.: Syn bogatego rzeźnika z Poznania, doktor medycyny, jako zbogacony mieszcza- nin [...] był dość zabawnym typem parweniusza, na każdym kroku podkreślają- cym swoją zamożność oraz hrabiowski tytuł swojej młodej i pięknej żony. H. 366 i w innym miejscu: Z czego zaś śmiał się najbardziej, to ze zbogaconych mieszczan bawiących się w „arystokrację”. H. 55. Przełamywanie barier między poszczególnymi sferami społeczny- mi bywało uzasadnione względami ekonomicznymi. Przykładem mogą być małżeństwa młodych arystokratów z córkami bankierskimi, zwłaszcza po powstaniu styczniowym. W wyniku takiego związku nadwątlona fortuna arystokratyczna była wzmocniona solidnym po- sagiem i koneksjami z wielką finansjerą, zaś panna zyskiwała upra- gniony tytuł arystokratyczny. Jakkolwiek tego typu związki w drugiej połowie wieku nie należały do rzadkości, a kontakty towarzyskie między sferami stawały się coraz żywsze, coraz częściej inżynier czy lekarz bywał przyjmowany w dworze ziemiańskim, w salonach ary- stokratycznych zaczynał bywać wzięty adwokat, pisarz czy uczony, przedstawiciele burżuazji przyjmowali u siebie co świetniejszych artystów, to jednak tym, co ponad tymi podziałami miało największe znaczenie, było szlachectwo. Niezależnie od prawnych uregulowań, od statusu majątkowego, szlachectwo stanowiło o wartości człowieka, zaskarbiało mu szacunek, otwierało drzwi wielu domów. Czytamy o tym we wspomnieniach M. Samozwaniec: W owym wieku [początek XX] nawet najlepszy artysta, jeśli nie należał do sfery szlacheckiej, nie mógł być w żadnym wypadku brany pod uwagę, jeśli chodziło o mariaż z jakąś obywatelską córką. Sam. MM 23. 14 Pisze też o tym F. Hoesick: Oboje nie byli pozbawieni pewnego pobłażliwego krytycyzmu w odniesieniu do pana Riedla, który w ich oczach tylko „bawił się w szlachcica”, udawał go, ale w gruncie rzeczy nie przestał być mieszczuchem, plebejuszem, dorobkiewiczem, parweniuszem. Choć on był dziedzicem, a oni w służbie u niego, to jednak jako szlachta mimo woli uważali się za coś lepszego aniżeli on, nieszlachcic. H. 311. i w innym miejscu: Był to bardzo miły, inteligentny, kulturalny, dobrze wychowany panicz z Króle- stwa, bardzo dystyngowany w obejściu, usposobiony bardzo arystokratycznie, ogromną wagę – choć się do tego nie przyznawał otwarcie – przywiązujący do swego szlachectwa, do herbu, do rodziny [...] miał pewien chłód w obcowaniu z ludźmi z nie swojej sfery. H. 363. Szlachectwo było ważne zwłaszcza wtedy, gdy arystokracja otwie- rała swoje salony dla przedstawicieli innych sfer: Pani Potocka nie była wcale osobą zacofaną i na bale „Pod Baranami” przysyłała zaproszenia „wraz z rodziną” wybitnym artystom lub profesorom. Ale dziwnym trafem bywający u niej malarze byli jakoś zawsze pochodzenia szlacheckiego, a profesorowie uniwersyteccy mieli tytuły hrabiowskie. Sam. MM 164. 3. Polszczyzna salonowa jako przedmiot badań Wyższe warstwy społeczne wyróżniały się na tle ogółu społeczeń- stwa nie tylko majątkiem, strojem, stylem życia, formami zachowa- nia, ale także pod względem językowym. Podobnie jak styl życia warstw wyższych był przedmiotem naśladownictwa osób niżej uro- dzonych, tak też język górnych warstw społecznych był wzorem dla innych. Nawet na gruncie językoznawczym ujawniło się przekonanie, że wzorców językowych należy szukać w arystokratycznych salonach. Józef Mroziński w pierwszej połowie XIX w. twierdził, że gramatyk powinien brać za wzór jedynie język osób należących do wyższego towarzystwa. Ten język jako całość, ze wszystkimi zwrotami, formami i słownictwem, stanowi wzorzec, a wszystko, co jest niezgodne z tym wzorcem, nie zasługuje na pełną aprobatę. Wprawdzie pogląd ten został w drugiej połowie wieku przezwyciężony, jednak godzi się go tu odnotować12. 12 A. Z d a n i u k i e w i c z, Spór o istotę kultury języka w I połowie XIX wieku, „Język Polski” 1979, z. 5, s. 361–373. 15 Warto zatem przyjrzeć się dokładniej polszczyźnie, jaką posługi- wano się na dziewiętnastowiecznych salonach, nie ma bowiem dotąd w literaturze językoznawczej próby opisu tego zjawiska. Zwykle po- przestaje się na stwierdzeniu dominującej roli francuszczyzny, a pod koniec wieku także wtrętów z języka angielskiego. Jednak była też w cenie dobra polszczyzna. Sprawność językowa, umiejętność prowa- dzenia rozmowy towarzyskiej wchodziły w skład tzw. dobrego wycho- wania i znamionowały osoby z towarzystwa. Zdaniem S. Żeromskiego, arystokratyzm to czystość, elegancja, wytworność w mowie Ż. Dzien. II 225. Podobnych przykładów dostarcza nam literatura: Sądząc z jej charakteru pisma, z papieru listowego, ze sposobu wysławiania się, ta kobieta jest kimś z towarzystwa. D.-M. Pam. 12; Wytworny sposób wyrażania się pana Graby jak i światowy ubiór i układ jego wyraźnie uczynił na niej korzystne wrażenie. Orz. PG 93; Otaczali go teraz dokoła wytworni, grzeczni, mówiący pomału i dobrze, zaokrą- glonymi frazesami. Zap. Wodz. 40; List nie tylko stylem, wyrażeniami, ale i fizjognomią swoją nawet powinien był świadczyć o pochodzeniu od człowieka ze smakiem, do pewnej elegancji nawykłego. Kr. Ład. 90. W poradnikach dotyczących dobrego wychowania znajdowały się m.in. także wskazówki językowe. K. Nakwaska w trzecim tomie Dworu wiejskiego podaje Spis różnych wyrazów kaleczących mowę, zaś pod hasłem Obyczajność i grzeczność, wskazując oznaki złego wycho- wania, obok takich, jak brać miejsce przed innemi, przy stole najlepsze zabierać kawałki, wymienia także mówić dużo i zbyt głośno, nie słuchać odpowiedzi, gminnych i pospolitych używać wyrazów itd. Na rolę sprawności językowej w wychowaniu młodej panny zwraca również uwagę K. Hoffmanowa w Pamiątce po dobrej matce, pisząc: Organ głosu i mowa, tłumaczami są duszy; one wydają człowieka i wskazują, jakie odebrał wychowanie. [...] Uważaj pilnie na swoją [mowę] Amelio, niech ce- luje wdziękiem, słodyczą, czystością i przystojnością. Hoff. Pam. 324. Owe trudne do przełożenia na konkretne cechy językowe określe- nia opisywały elegancką, wyszukaną polszczyznę, jaką posługiwali się „ludzie z towarzystwa”. Opis tej właśnie odmianki jest przedmiotem niniejszego opracowania. Użyte w tytule określenie polszczyzna salo- nowa kieruje naszą uwagę ku odmianie języka używanej w sytuacjach komunikacyjnych do pewnego stopnia oficjalnych, uroczystych, od- świętnych. Salon był bowiem miejscem, w którym bezwzględnie wy- Sztuka rozmowy II 1. Pojęcie konwersacji salonowej W polszczyźnie ogólnej konwersacja przez długi czas była synoni- mem rozmowy. S. Linde notuje konwersację z gwiazdką i zamieszcza objaśnienie ‘obcowanie, przestawanie z kim, rozmowa’. Słownik wi- leński podaje jedynie rodzimy odpowiednik: rozmowa. W Słowniku warszawskim wyróżniono trzy odrębne znaczenia leksemu konwer- sacja 1. ‘rozmowa’, 2. ‘obcowanie, przestawanie z kim’, 3. ‘biesiada, hulanka’, przy czym ostatnie dwa zakwalifikowano jako rzadkie. Nie notuje ich już Słownik języka polskiego pod redakcją W. Doroszew- skiego, który uwypukla nowy odcień znaczeniowy terminu konwersa- cja: ‘rozmowa towarzyska, wymiana zdań; lekcja obcego języka, po- legająca na ćwiczeniach w rozmowie’. W XIX w. konwersacją nazywa- no nie każdą rozmowę towarzyską, lecz zwykle prowadzoną dla za- bawy, rozrywki, miłego spędzenia czasu w kręgu ludzi dobrze uro- dzonych, wykształconych, posiadających wysoki stopień sprawności językowej i komunikacyjnej. Prowadzenie eleganckiej rozmowy było sztuką, której uczono się w toku edukacji, ale też uczestnicząc w różnego typu spotkaniach towarzyskich, przysłuchując się rozmo- wom osób starszych, bywałych w świecie. Kodeksy obyczajowe pou- czały, że Rozmowa także jest sztuką, do której wprawiać się potrzeba. Wskaz. 66. W tym celu wydawano specjalne poradniki1. 1 M. R o ś c i s z e w s k i [B. Londyński], Rozmowa i sposób jej prowadzenia. Je- dyny skuteczny poradnik dla chcących się podobać. Napisał…, Warszawa 1901. 30 W literaturze językoznawczej używa się terminów: rozmowa, dia- log, konwersacja, które traktowane są jako synonimy albo mają różne definicje. Próbę ich uporządkowania podjęła U. Żydek-Bednarczuk, podając następujący trójkąt ilustrujący zakres ich użycia: działalność językowa dialog rozmowa konwersacja Zdaniem autorki, „różnica między dialogiem a rozmową polega na tym, że rozmowa [...] występuje w odmianie mówionej, kontakcie bezpośrednim w odmianie oficjalnej i nieoficjalnej, dialog zaś może wystąpić zarówno w odmianie pisanej, jak i mówionej. Między kon- wersacją a rozmową zachodzi prawo ścisłej reguły. O ile w rozmowie reguła interakcji, zmienności tematu jest luźna, o tyle w konwersacji obowiązują ścisłe zasady i maksymy”2. Jako nieliteracki gatunek mówiony traktuje rozmowę także A. Wilkoń, lecz zawęża jej pojęcie do typu dialogu, „w którym dominują funkcje: ludyczne, informacyjne, wyrażające potrzebę kontaktu, zaspokojenie ciekawości, wiedzy, wymianę sądów i opinii itp. W rozmowie dominuje luźny, swobodny tok wymiany mówiących i tematów”3. Oprócz rozmowy badacz wyróż- nia jeszcze inne gatunki, jak kłótnia, dyskusja itp. Na tym tle kon- wersacji nadaje on znaczenie zgodne z tym, jakie uzyskała w polsz- czyźnie: „towarzyska wymiana opinii, poglądów na interesujące wszystkich rozmówców tematy”4. Zdaniem A. Wilkonia, „konwersacja jest typem rozmowy kulturalnej, nie pozbawionej elementów este- tycznych, gier językowych, konwenansów, staranności, a nawet pewnej sztuczności przeciwstawiającej ją naturalnej rozmowie”5. O ile rozmowa jest gatunkiem mowy naturalnej (potocznej), o tyle konwer- 2 U. Ż y d e k - B e d n a r c z u k, Struktura tekstu rozmowy potocznej, Katowice 1994, s. 30–31. 3 A. W i l k o ń, Spójność i struktura tekstu, Kraków 2002, s. 230. 4 Praktyczny słownik polszczyzny współczesnej, red. H. Zgółkowa, t. 17, Poznań 1994–2000, s. 262. 5 A. W i l k o ń, op. cit., s. 230. 31 sacja sytuowana jest w obrębie gatunków mowy starannej, kultural- nej, tworzącej kod rozwinięty. Porównując oba gatunki, badacz ze- stawia ich opozycyjne cechy: konwersacja 1) język sztuczny, wysublimowany, 2) gra językowa, 3) podtrzymywany temat konwer- sacji, 4) posługiwanie się elitarnym ko- dem rozwiniętym, 5) tematy dotyczące kultury6. rozmowa 1) język naturalny, 2) spontaniczność, 3) luźny układ tematów, 4) wielość odmian socjalnych, 5) tematy codzienne, H. P. Grice sformułował zasady konwersacji. Za naczelną uznał zasadę kooperacji zalecającą obustronne współdziałanie partnerów rozmowy: „Wnoś swój wkład do konwersacji tak, jak tego w danym jej stadium wymaga przyjęty cel czy kierunek wymiany słów, w której bierzesz udział”. Pozostałe maksymy mają bardziej szczegółowy cha- rakter. Są to: – zasada ilości: „Niech twój udział w konwersacji zawiera tyle in- formacji, ile jej potrzeba (dla aktualnych celów wymiany)”; – zasada jakości: „Nie mów tego, o czym jesteś przekonany, że nie jest prawdą. Nie mów tego, do twierdzenia czego nie masz dostatecz- nych podstaw”; – zasada stosunku: „Niech to, co mówisz, będzie relewantne”; – zasada sposobu: „Wyrażaj się przejrzyście. Unikaj niejasnych sformułowań. Unikaj wieloznaczności. Bądź zwięzły. Mów w sposób uporządkowany”7. Aleksy Awdiejew wśród ogólnych zasad rządzących konwersacją (rozumianą bardzo szeroko – jako wszelka językowa interpersonalna komunikacja) obok zasady kooperacji przyjmuje za Leechem zasadę grzeczności8. Wszystkie te zasady mające zapewnić skuteczne działanie komu- nikacyjne są postulatami, do których użytkownicy języka nie zawsze się stosują. Jednakże treści w nich zawarte można odnaleźć we wskazówkach formułowanych przez autorów kodeksów obyczajowych. 6 Ibidem, s. 231. 7 H. P. G r i c e, Logika a konwersacja, [w:] Język w świetle nauki, wybór i wstęp B. Stanosz, Warszawa 1980, s. 91–114. 8 A. A w d i e j e w, Strategie konwersacyjne (próba typologii), „Socjolingwistyka” 1991, t. 11, s. 7–20. 32 Były więc znane uczestnikom rozmów salonowych i o ile w zwykłych rozmowach potocznych nie znajdowały pełnego zastosowania, o tyle w salonowej konwersacji na ogół były przestrzegane. Zarówno rozmowa, jak i konwersacja należą do mówionej odmiany języka. Jednak w postępowaniu badawczym w odniesieniu do prze- szłości mamy do dyspozycji jedynie teksty pisane. Wprawdzie prowa- dzone przez bohaterów dramatów realistycznych oraz powieści reali- stycznej rozmowy wydają się wiernym odbiciem rzeczywistych zwy- czajów rozmowy, to jednak należy pamiętać, że są to dialogi arty- stycznie przetworzone, podporządkowane celom nadrzędnym utworu literackiego, którego są elementem składowym. Nie kwestionując wartości i wiarygodności materiału literackiego w badaniach dotyczą- cych rozmowy w dawnej polszczyźnie, trzeba zauważyć, że materiał taki narzuca pewne ograniczenia badawcze9. Dialogi literackie sku- piają się na tych fragmentach rozmowy, które mają znaczenie z punktu widzenia struktury dzieła literackiego, są ważne dla wyzna- czenia relacji między bohaterami, charakteryzują ich pod względem postaw życiowych, wykształcenia, obycia towarzyskiego, także pod względem językowym, wreszcie zawierają informacje ważne dla rozwoju akcji utworu. Toteż niemożliwa jest całościowa, systematycz- na analiza rozmowy z uwzględnieniem rozwoju i zmiany tematu, tempa wymian, sposobów łączenia replik itd. Mamy do dyspozycji pewne tylko fragmenty rozmów salonowych, które posłużą nam do wydobycia cech, jak się zdaje, dominujących, charakterystycznych dla badanego typu komunikacji. Przedmiotem opisu będą struktury językowe służące różnym celom komunikacyjnym, charakterystycz- nym dla salonowej konwersacji. Wprawdzie odwołuję się do wypraco- wanych na gruncie badań języka mówionego metod analizy konwersa- cyjnej10, a także zaproponowanych przez A. Awdiejewa strategii komunikacyjnych11, lecz zatrzymuję swą analizę na poziomie po- wierzchniowej struktury językowej replik konwersacyjnych. W niniejszych rozważaniach uznaję za A. Wilkoniem odrębność konwersacji jako gatunku. Jednak ze względów stylistycznych stosuję wymiennie także określenia rozmowa, rozmowa towarzyska, salono- wa, dialog salonowy w odniesieniu do głównego przedmiotu badań, czyli konwersacji salonowej. 9 Na przydatność źródeł literackich zwraca uwagę M. K i t a, O możliwościach badań nad przemianami rozmowy (źródła do badań), [w:] Gatunki mowy i ich ewo- lucja, t. 1, Mowy piękno wielorakie, red. D. Ostaszewska, Katowice 2000, s. 345–354. 10 U. Ż y d e k - B e d n a r c z u k, op. cit. 11 A. A w d i e j e w, Gramatyka interakcji werbalnej, Kraków 2004. 33 Ważnym aspektem w badaniach zarówno rozmowy potocznej, jak i jej odmiany salonowej jest jej wielokanałowość. W komunikacji bezpośredniej typu twarzą w twarz przekaz werbalny jest tylko jednym z wielu kodów przekazywania informacji. Na charakter i prze- bieg każdej rozmowy mają wpływ rozmaite jednostki niewerbalne towarzyszące przekazowi słownemu. Uwzględnienie ich w opisie języ- kowego kształtu rozmowy jest zadaniem na obecnym etapie badań trudnym. Jednakże mając świadomość, że dane językowe stanowią tylko część całości komunikacyjnej, zwrócimy uwagę na te wskazania dobrych manier, które kierowały zachowaniami towarzyszącymi ko- munikacji werbalnej. 2. Dobre maniery jako podstawa zachowań językowych Lektura kodeksów obyczajowych oraz wspomnień ludzi żyjących w XIX w. przekonuje, że cechą charakterystyczną tamtego czasu było niezwykle skrupulatne przestrzeganie form zachowania we wszyst- kich niemal dziedzinach życia. Wzór takiego zachowania pochodził od arystokracji i upowszechniał się wśród innych ludzi wyróżniających się urodzeniem, wychowaniem, wykształceniem, stanowiskiem czy majątkiem. Znajomość form towarzyskich bywała miarą wartości człowieka. Zewnętrzne przejawy elegancji, światowego obycia zjedny- wały sympatię, niekiedy podziw; otwierały drzwi znacznych domów, dawały miejsce wśród najlepszego towarzystwa. Dopiero w dalszej ko- lejności liczyły się tak istotne cechy osobowości, jak uczciwość, pra- wość, inteligencja, wiedza, talent itp. Na tę dysproporcję w postrzega- niu ludzi zwraca uwagę S. Żeromski w Dziennikach, gdzie krytycznie opisuje tzw. wyższe sfery, ich sposób życia, dostrzegając dominację pozorów nad istotnymi wartościami, np. Według pana Z. dostać w papę od pana Kuby – jest rzeczą znośną, lecz nieszczę- ściem jest złe wrażenie wywrzeć w salonie „trywialnym” trzymaniem rąk. [...] Ubranie i znalezienie się są dla niego miarą człowieka. Ż. Dzien. III 269. Także H. Sienkiewicz pokazywał, że widoczne na zewnątrz dobre ma- niery nie musiały iść w parze z istotnymi wartościami intelektu i cha- rakteru: Przecież można być panną i „dobrze wychowaną” i „dobrze ułożoną” nie wiedząc, co jest dobro ogółu. Sien. Teka 161. 34 Jak wiele miejsca w świadomości dziewiętnastowiecznych Pola- ków zajmowały kwestie dobrego wychowania, świadczyć może bogate słownictwo z tego zakresu. Przytoczymy dalej określenia związane z nazywaniem reguł zachowania w życiu towarzyskim12. Są wśród nich zapożyczenia francuskie: bon ton, comme il faut, etykieta, galan- teria, maniera, savoir-vivre; latynizmy: konwencja, politura, polor; germanizm: kindersztuba i liczne określenia rodzime, jak obejście, układ, ułożenie, wychowanie, wzięcie się, znalezienie się itd. O randze konwenansu w XIX stuleciu świadczy również sposób mówienia o za- sadach dobrego wychowania. W licznie wydawanych wówczas porad- nikach z tego zakresu mowa jest o prawach (obyczajowych), prawi- dłach (dobrego zachowania się) lub o ustawach (obyczajności), czyli o normach zawartych w przepisach, zakazach lub nakazach. Zbiór takich praw nazywany bywał kodeksem światowym. Odwołanie do języka prawniczego wskazuje na obowiązujący charakter owego ko- deksu, z przewidywanymi konsekwencjami za nieprzestrzeganie za- wartych w nim przepisów. Sankcją bywało lekceważenie lub wyśmia- nie w środowisku – aż do całkowitego ostracyzmu towarzyskiego, np. Popełniał ciągle błędy przeciw etykiecie i przyjętym formułom elegancji pomimo niewolniczej chęci zastosowania się do czczych form światowych. W krótkim czasie stał się pomimo swej fortuny cichym pośmiewiskiem panienek. Zap. Janka 91. Mówiąc o regułach dobrego zachowania, sięgano także do języka religijnego. Mówi się więc o przykazaniach (Przykazania grzeczności i przyzwoitości), zaś podręcznik form towarzyskich nosi nazwę bre- wiarzyka salonowego, co nadaje mu charakter książeczki stale czyta- nej, rozważanej, zawierającej treści istotne, wciąż obecne w życiu czytelnika. Znajomość form towarzyskich wartościowano wysoko. Była zna- kiem przynależności do warstwy ludzi uprzywilejowanych, stojących wysoko pod względem społecznym, majątkowym, towarzyskim. Cenio- no przestrzeganie reguł życia salonowego, widząc w nich dowód wy- kształcenia, ale także uprzejmości, szacunku dla drugiego człowieka, umiejętności odpowiedniego zachowania w każdej sytuacji. Z biegiem czasu jednak, mniej więcej od połowy wieku, pojawia się coraz więcej krytycznych opinii, upatrujących w przepisach savoir-vivre’u braku istotnych treści leżących u ich podstaw przy nadmiernym uwypukla- niu czysto zewnętrznej formy. Coraz częściej pojawiają się określenia typu czcza formuła, podkreślające nieszczerość grzecznościowych za- 12 Zob. rozdział IV.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Polszczyzna dziewiętnastowiecznych salonów
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: