Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00026 005589 13091373 na godz. na dobę w sumie
Porozmawiaj z nią - ebook/pdf
Porozmawiaj z nią - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875291 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Pewnego dnia Caleb Walker dowiaduje się, że ma dwóch przyrodnich braci, a ich ojcem był bogaty biznesmen. Teraz każdy z trzech braci ma poprowadzić jedno z odziedziczonych po nim przedsiębiorstw. Caleb zostaje prezesem firmy konsultingowej. Byłoby świetnie, gdyby choć trochę znał się na finansach. Ma nadzieję, że pomoże mu piękna pani dyrektor...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

8 4 9 6 5 3 S K E D N I , T A V 0 M Y T W Ł Z 0 4 7 A N E C 7 0 / 1 0 2 R N 01-GR.indd 2 01-GR.indd 2 11/20/06 11:24:16 AM 11/20/06 11:24:16 AM Kathie DeNosky 8 Porozmawiaj z nią dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Kathie DeNosky Porozmawiaj z nią Tłumaczyła Anna Bielska Droga Czytelniczko! Witam serdecznie w Nowym Roku. Mam nadzieję, że zaczął się bardzo dobrze. Na pewno masz wiele planów i marzeń na nadchodzące miesiące. Życzę Ci, by wszystkie się spełniły. Nowy Rok zaczynamy trzyczęściową miniserią „Zaskakujące dziedzictwo”. Poznasz historię trzech przyrodnich braci. Każdy z nich dostał spadek, który można by uznać za żart losu... A oto pełna lista książek w serii Gorący Romans: Potęga uczucia – kolejna część miniserii „Dynastia Ashtonów”. Gorące uczucie połączy Granta Ashtona i Annę Sheridan... Porozmawiaj z nią – pierwsza część miniserii „Zaskakujące dziedzictwo”. Caleb Walker, właściciel rancza, zostaje szefem ? rmy konsultingowej... Lekcje miłości i Niewinne zaproszenie (Gorący Romans Duo) – dwie historie o tajemnicy sprzed stu lat i... miłości. Życzę przyjemnej lektury Małgorzata Pogoda . Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Kathie DeNosky Porozmawiaj z nią Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Engagement Between Enemies Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2006 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Anna Winkler Korekta: Maria Kaniewska © 2006 by Kathie DeNosky © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie in Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są ? kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak ? rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra? a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-4436-5 Indeks 356948 GORĄCY ROMANS – 768 PROLOG Caleb Walker siedział przy niewielkim okrągłym sto- liku w hotelowym barze w centrum Wichity w Kansas i przyglądał się dwóm siedzącym naprzeciw niego męż- czyznom. Nawet zerkająca na niego z wyraźnym zacieka- wieniem jasnowłosa kelnerka nie była w stanie odsunąć jego myśli od dręczącej go kwestii. Caleb nie miał rodzeństwa i nie wiedział, kim był jego ojciec. Aż do teraz. Przed godziną, w ekskluzyw- nym biurze władz korporacji Emerald Inc. wszystko uległo zmianie. Caleb dowiedział się, że jego ojcem był Owen Larson, obieżyświat, kobieciarz i spadko- bierca giganta Empire Inc. Teraz musiał pogodzić się nie tylko z faktem, że wie, kim był jego ojciec, ale rów- nież z tym, że nie zdążył policzyć się z nim za to, że zostawił jego matkę w ciąży. Było już za późno – Owen zginął w wypadku na łodzi u wybrzeży Francji. Dowie- dział się także, że niezniszczalna Emeralda Larson jest jego babką, a dwaj siedzący naprzeciw mężczyźni to jego przyrodni bracia. – Nie mogę uwierzyć, że przez całe życie byliśmy kon- 6 Kathie DeNosky trolowani przez tę starą wiedźmę. – Hunter O’Banyon zacisnął szczęki. – Wiedziała wszystko od samego po- czątku i aż do teraz nie zrobiła nic, by nas o tym zawia- domić. – Ta stara wiedźma jest naszą babką i śmiem twier- dzić, że zrobiła bardzo dużo. – Nick Daniels pociągnął łyk z butelki i odstawił ją z hukiem na stolik. – Trzeba mieć jaja, żeby wynająć prywatnych detektywów, by śle- dzili każdy nasz ruch od czasu, kiedy lataliśmy w pielu- chach, a nas samych trzymać w niewiedzy. – Trzeba mieć jaja jak melony – dodał Caleb. Nadal ścis- kało go w żołądku z wściekłości, że Emeralda Larson, za- łożycielka i dyrektor generalny jednej z najprężniejszych prowadzonych przez kobiety ? rm w kraju, przez tyle lat odbierała im prawo poznania prawdy. – Nadal nie mogę uwierzyć, że szantażowała nasze matki, strasząc je, że ode- tnie nas od odziedziczenia Emerald Inc., jeśli pisną choć słowo o palancie, który spłodził ich dzieci. – Mężczyzna potrząsnął z niedowierzaniem głową. – Trzeba jej przyznać, że jest mistrzynią manipulacji. Nick przytaknął. – Rozumiem, dlaczego matki zgodziły się na to. Miały nadzieję, że w ten sposób zapewnią nam lepsze życie. Ale zapłaciły za to ogromną cenę. – Mam gdzieś jej cholerną ? rmę. – Hunter potrząsnął głową. – Prędzej mnie piekło pochłonie, niż zatańczę, jak ona mi zagra. Porozmawiaj z nią 7 – Masz zamiar odrzucić jej ofertę? – spytał Caleb. Gdyby przystali na warunki Emeraldy, każdemu z nich przypadłaby w udziale jedna z jej ? rm. Kobie- ta zapewniła, że pozwoli im prowadzić interesy całko- wicie samodzielnie. Ale Caleb nie był aż takim idiotą, aby w to wierzyć. Jego bracia również węszyli w tym jakiś podstęp. – Od pięciu lat nie latałem śmigłowcem. – Hunter ściągnął usta. – Jaki miałbym interes w prowadzeniu ? r- my lotniczej ewakuującej rannych? – To i tak jest rozsądniejsze niż wysyłanie faceta zza biurka na farmę bydła do Wyoming – prychnął Nick. – Od dwunastu lat mieszkam na osiedlu w St. Louis. Jedy- ne zwierzęta, do jakich ostatnio się zbliżałem, to konie ciągnące wóz z piwem na paradzie Clydesdales. Caleb musiał przyznać, że wymagania Emeraldy były niedorzeczne. Sam skończył kurs biznesu w liceum, ale było to dawno temu. Nie bardzo podobała mu się myśl, że zrobi z siebie głupca, kiedy prowadzenie ? rmy prze- rośnie jego umiejętności. – A jak, waszym zdaniem, ja się czuję? – Potrząsnął głową na myśl, co przygotowała dla niego stara wiedźma. – Jestem rolnikiem z Tennessee. Skończyłem tylko lice- um. Emeralda nie mogła wymyślić dla mnie nic głupsze- go niż prowadzenie ? nansowej ? rmy konsultingowej. Hunter poczęstował się precelkiem ze stojącej na sto- le miseczki. 8 Kathie DeNosky – Założę się, że chodzi jej o coś więcej niż tylko o to, by z dobrego serca o? arować nam po ? rmie. – Nie ma co do tego wątpliwości – przytaknął Nick. Caleb nie był do końca pewien, co knuła Emeralda Larson, ale wiedział z niezachwianą pewnością, że cokol- wiek to było, kobieta celowo wybrała ? rmy, które mieli poprowadzić. – Domyślam się, że chce, żebyśmy coś udowodnili. Nick wyglądał na zaskoczonego. – Na przykład co? Że nie wiemy, co robimy? – Nie mam pojęcia, ale założę się, że Emeralda Lar- son nie robi nic bez powodu. – Caleb wzruszył ramiona- mi, przełykając ostatni łyk piwa. – Według mnie mamy dwa wyjścia. Możemy odrzucić jej ofertę i sprawić, że wyrzeczenia naszych matek pójdą na marne. Albo mo- żemy przyjąć propozycję i pokazać jej, że nie ma pojęcia, kim jesteśmy i co potra? my. Na twarzy Huntera pojawił się wyraz zamyślenia. – Podoba mi się pomysł, by pokazać wszechmocnej pani Larson, na co nas stać – rzekł nieco powściągliwie Nick. – Ale jeśli mamy zamiar to zrobić, musimy jak naj- lepiej się postarać. – Caleb wstał i rzucił na stolik parę banknotów. – Nie mam w zwyczaju robienia czegokol- wiek na pół gwizdka. – Ja też nie – odparli równocześnie jego bracia, wstając i płacąc za swoje drinki. Porozmawiaj z nią 9 – Wobec tego powinniśmy chyba dać Emeraldzie od- powiedź. – Caleb poczuł się nagle jak linoskoczek, wy- konujący numer bez zabezpieczenia. Jednak kiedy wyszedł z baru i ruszył ulicą w stronę biura centrali Emerald Inc., poczuł rosnącą nerwowość oczekiwania. Lubił wyzwania. Wydawało się to niewia- rygodne, ale nie mógł się doczekać, kiedy przejmie ? r- mę konsultingową Skerritt Crowe. Żałował jedynie, że nie ma żadnego wykształcenia ani najmniejszego pojęcia, jak właściwie wykonać swoje zadanie. ROZDZIAŁ PIERWSZY Zbliżając się do recepcji w biurze ? rmy Skerritt Crowe, Caleb przywołał na twarz sztuczny uśmiech, któ- ry ćwiczył od tygodnia. – Przyszedłem zobaczyć się z A. J. Merrick. – Czy był pan umówiony? – spytała go starsza, siwa re- cepcjonistka, zerkając w stronę drzwi za biurkiem. – Nazywam się Caleb Walker. – Mrugnął do niej zna- cząco. – Merrick z pewnością mnie oczekuje. – Proszę poczekać, panie Walton – odparła kobieta, wstając i zastawiając mu drogę. – Walker. – Zmarszczył się. Czy Merrick nie powiado- mił personelu, że on teraz będzie prezesem ? rmy? Kobieta wzruszyła ramionami. – Walker czy Walton, nie ma znaczenia, jak się pan na- zywa. Nie wejdzie pan, jeśli nie był pan umówiony. Najwyraźniej nikt nie pokwapił się, by ją poinfor- mować. – Coś ci powiem… – Zerknął na plakietkę z imieniem, stojącą na biurku. – …Genevo. Obiecuję, że po rozmo- wie z twoim szefem wrócę i się przedstawię. Porozmawiaj z nią 11 – Mój szef jest zajęty i nie wolno mu przeszkadzać. – Geneva wskazała rząd stojących pod ścianą krzeseł. – Proszę usiąść, zobaczę, może uda mi się pana wcisnąć. Caleb przewyższał kobietę wzrostem co najmniej o głowę, ale ona najwyraźniej nie czuła się tym speszo- na. Mina Genevy świadczyła, że jej determinacja, by nie wpuścić go do środka, jest równie wielka, jak jego upór, by tam wejść. Caleb mógł tylko robić dobrą minę do złej gry. Ge- neva przypominała mu pstrokatą kurę, którą niegdyś miał jego dziadek, nastroszoną i natarczywą. Jeśli bez- czelny wyraz jej twarzy mógł stanowić jakąś wskazówkę, mężczyzna nie wątpił, że siedziałby w recepcji do końca świata, zanim podniosłaby słuchawkę i zapowiedziała je- go przybycie. – Nie ma powodu robić sobie kłopotu, Genevo. – Ro- ześmiał się i, wyminąwszy ją, sięgnął ku mahoniowej klamce u drzwi, na których wisiała mosiężna tabliczka z napisem A. J. Merrick. – Możemy się założyć, że Mer- rick natychmiast zechce się ze mną zobaczyć. – Zawołam ochronę – zagroziła Geneva, rzucając się do telefonu. – Proszę bardzo – odparł Caleb. – Z nimi też chętnie się spotkam. – Och, z całą pewnością – obiecała, naciskając guzik telefonu. Caleb nie czekał, by przekonać się, czy Geneva po- 12 Kathie DeNosky łączyła się z dyżurką ochrony. Otworzył drzwi i wszedł do przestronnego biura. Jego wzrok natychmiast padł na postać młodej kobiety siedzącą za wielkim, orzechowym biurkiem przy przeszklonej od podłogi do su? tu ścianie. Miedziane włosy miała związane w ciasny kok, z któ- rego jego babka Walker byłaby dumna. Nosiła nieco za duże okulary w plastikowych oprawkach i wyglądała bar- dziej jak nauczycielka z prywatnej szkoły dla dziewcząt w Nashville niż sekretarka nowoczesnej korporacji. Na podstawie pełnego dezaprobaty wyrazu jej twarzy Caleb domyślał się, że musi być równie surowa i nieprzejedna- na w kwestii protokołu i zasad, co te nadęte nauczycielki. Jednak kiedy przysunął się bliżej biurka, dostrzegł w jej postaci coś niepewnego. Jakąś bezbronność, którą ukry- wał wypracowany wizerunek. – Przepraszam, szukam A. J. Merrick. – Czy ma pan tutaj coś do załatwienia? – spytała ko- bieta lodowatym głosem. Wstała i delikatną dłonią podsunęła okulary na zadar- tym nosie, zwracając uwagę mężczyzny na swoje wspa- niałe niebieskie oczy, które spojrzały na niego w taki spo- sób, jakby chciała, by padł trupem. Na Caleba jednak nie podziałało to ani trochę. Wręcz przeciwnie. Nie był pe- wien dlaczego, ale w jakiś sposób intensywne spojrzenie niebieskich oczu zaintrygowało go. – Jestem… – Jeśli szuka pan kogoś z pracowników, to trzeba było Porozmawiaj z nią 13 pójść korytarzem – przerwała mu, nie dając nawet szan- sy, by się przedstawił. Po chwili dodała: – Czy pani Wal- lace była przy swoim biurku? Rzeczowy ton głosu nie tłumił całkowicie melodyjno- ści jej głosu i Caleb zastanowił się, dlaczego jego dźwięk tak go intryguje. Dumając nad tym, co się z nim dzieje, doszedł do wniosku, że przez sporą część roku nie był z żadną kobietą. Już ten fakt sam w sobie sprawiał, że każdy normalny facet czuł się, jakby miał wyskoczyć ze skóry. Caleb stawał się wówczas wyczulony na każdy naj- mniejszy nawet kobiecy gest. Usatysfakcjonowany, że udało mu się znaleźć sensow- ne wytłumaczenie swego zainteresowania oschłą sekre- tarką, wskazał kciukiem przez ramię. – Z tego co wiem, Geneva nadal tam jest – zachichotał. – Chociaż nie jestem pewien, czy nie połamała sobie pal- ca, dzwoniąc po ochronę. – Dobrze. – Dobrze, że mogła złamać palec? Czy dobrze, że wo- łała ochronę? – spytał z uśmiechem. – Nie miałam na myśli… – Zmarszczyła się i zamil- kła, ale przez ułamek sekundy było jasne, że Caleb zbił ją z tropu. – Oczywiście to dobrze, że wzywała ochronę. – Hej, rozchmurz się. Życie jest za krótkie, by być ta- ką spiętą. Kobieta wyszła zza biurka. Na jej twarzy malował się wyraz prawdziwej wrogości. 14 Kathie DeNosky – Nie wiem, za kogo ty się masz ani co tutaj robisz, ale nie można tak sobie wchodzić i… – Urwała w pół zdania na dźwięk otwierających się drzwi. – To on. Caleb zerknął przez ramię i zobaczył wkraczającą do gabinetu recepcjonistkę. W jej oczach malował się wyraz nieustępliwości. Tuż za nią stało dwóch umundurowa- nych mężczyzn w średnim wieku. – Widzę, że przyprowadziłaś ochronę, Genevo. – Ca- leb zerknął na zegarek i skinął głową w geście aprobaty. – Niezły czas reakcji, ale można by go chyba poprawić, nie sądzisz? Pomimo dzielącej ich różnicy wzrostu Genevie udało się spojrzeć na niego z góry, a potem z niezwykłą atencją skierowała wzrok na kobietę o niebieskich oczach. – Przepraszam, pani Merrick. – Spojrzała na Caleba, jakby uznała, że jest niespełna rozumu. – Nie rozumiał, co to znaczy „nie”. Caleb uniósł brwi. A więc to była A. J. Merrick? Ciekawe. Z pewnością nie tego się spodziewał. Z opo- wieści Emeraldy wyniósł przekonanie, że Merrick jest nudnym, starszym dżentelmenem, a nie dwudziestokil- kuletnią kobietą o fantastycznych oczach. Przypatrywali się sobie, niczym zawodnicy w narożni- kach ringu i zaniedbane libido Caleba dostrzegło, że A.J. Merrick nie ubiera się jak większość kobiet w jej wieku. Czarna garsonka, zamiast opinać ciało kobiety i uwypu-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Porozmawiaj z nią
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: