Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00055 005307 14475213 na godz. na dobę w sumie
Poślubić hrabiego - ebook/pdf
Poślubić hrabiego - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 265
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8185-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Anglia, XIX wiek

Córka znanego uczonego i miłośnika antyku, sir Charlesa Chase`a, otrzymuje, podobnie jak siostry, imię muzy. Jej przypada Talia – muza komedii. Złotowłosa Talia Chase nie jest jednak komediantką, a pewne sprawy traktuje bardzo poważnie. Wychowana w poszanowaniu dawnych kultur, potępia tych, którzy przywłaszczają sobie starożytne dzieła sztuki. Przeżywa wstrząs, gdy w Bath u boku kolekcjonerki podejrzewanej o kradzieże spostrzega hrabiego Marca di Fabrizziego. Ten przystojny Włoch, którego wcześniej spotkała na Sycylii nie tylko zauroczył Talię, ale także wzbudził jej szacunek jako zaprzysięgły obrońca zabytków. Czyżby wtedy ją oszukał?

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

T A V 5 M Y T W Ł Z 9 9 2 1 A N E C , 3 8 0 9 3 3 S K E D N I 1 1 / 6 0 1 1 R N Tłumaczyła Melania Drwęska Tytuł oryginału: To Kiss a Count Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2009 Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska Opracowanie redakcyjne: Barbara Syczewska-Olszewska Korekta: Marianna Chałupczak ã 2009 by Ammanda McCabe ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8185-8 ROMANS HISTORYCZNY – 327 Prolog Sycylia – Panienko Talio! Nie ma mowy, abyśmy mogły jutro wyjechać. Jest jeszcze tyle do zrobienia! Talia oderwała wzrok od pakowanych właśnie książek i papierów i spojrzała na pokojówkę, miotają- cą się po pokoju z naręczem sukien. Wokół stały poot- wierane kufry, na wpół zapełnione rzeczami, a z szaf i szuflad wysypywały się ubrania i buty. – Wiesz co, Mary – odparła ze śmiechem – ostatnio przeprowadzałyśmy się tak często, że dziwię się, iż pakowanie nie weszło ci w krew. – No tak, ale też nigdy dotąd nie wyjeżdżałyśmy w takim pośpiechu. Nie ma dość czasu, żeby zrobić wszystko jak należy! Talia musiała przyznać dziewczynie rację. Sir Wal- ter Chase, jej ojciec, nie miał zwyczaju spieszyć się w podróży. Jechali wolno przez Italię, oglądając co ciekawsze stanowiska archeologiczne i odwiedzając badaczy, z którymi sir Walter korespondował, by na 6 Amanda McCabe koniec zatrzymać się na dłużej na Sycylii. Jednak je- go misja dobiegła końca. Ruiny starożytnej osady zo- stały całkowicie odkopane, zbadane i przekazane miejscowym archeologom. Klio, starsza siostra Talii, zdążyła poślubić ukochanego, księcia Avertona, i wy- jechała w podróż poślubną. Sir Walter po latach wdowieństwa ożenił się ze swoją długoletnią towarzyszką, lady Rushworth, i oboje szykowali się do kolejnych podróży. Lato postanowili spędzić w Genewie, wraz z młodszą sio- strą Talii, Terpsychorą, zwaną Cory. Talia także miała z nimi pojechać, jednak doszła do wniosku, że ma dosyć nowych miejsc. Postanowiła wrócić do domu, do Anglii, i pomóc najstarszej siostrze, Ka- liope, lady Westwood. Spodziewała się ona pierw- szego dziecka, a listy, jakie od niej ostatnio przy- chodziły, były pełne tęsknoty. Zapytywała, kiedy wrócą. Talia podejrzewała, że Kaliope wolałaby towarzy- stwo Klio, gdyż starsze Chase’ówny były ze sobą bar- dzo zżyte. Skoro jednak Klio pojechała w podróż po- ślubną, Kaliope będzie musiała zadowolić się Talią uważaną przez wszystkich za osóbkę egzaltowaną i płochą – wręcz wymarzoną na wyprawy do teatru lub modystki, ale zupełnie nienawykłą do poważnych życiowych problemów. Talia spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Roz- puszczone włosy lśniły jak złoto w promieniach słoń- ca, a twarzyczka w kształcie serca, duże błękitne oczy i różana cera sprawiały, że mogła się uważać za ładną. Poślubić hrabiego 7 To właśnie swojej urodzie zawdzięczała licznych wielbicieli, niemądrych i nieciekawych, którzy w swych kiepskich wierszach przyrównywali ją do wiosny lub porcelanowej pasterki. Własna rodzina zdawała się całkowicie podzielać tę opinię. Wychwalano jej urodę, uśmiechano się do niej i rozpieszczano ją, a jednak wszyscy uważa- li, że błękitne oczy nie kryją w sobie głębi, że nie interesuje jej nic oprócz wstążek i romantycznych powieści. To Kal i Klio uchodziły za intelektualist- ki i spadkobierczynie duchowe ich ojca, Cory zaś była świetnie zapowiadającą się malarką. Natomiast Talia, nazywana przez ich matkę ,,kwiatuszkiem’’, została stworzona do zabawy. Oczywiście, nigdy jej tego nie powiedzieli wprost. Oklaskiwali jej przed- stawienia i chwalili wszystko, co napisała, ale wi- działa to w ich wzroku i słyszała w tonie słów. Była po prostu inna niż reszta Chase’ów. Tak bardzo liczyła na to, że po wydarzeniach ostat- nich tygodni rodzina zmieni o niej zdanie, dostrzeże wreszcie jej możliwości oraz siłę ducha. Kiedy Klio zwróciła się do niej z prośbą o pomoc w ujęciu lady Riverton, która ukradła rzadki komplet starożytnych sreber, była w siódmym niebie. Nareszcie mogła się do czegoś przydać! Początkowo wszystko zdawało się przebiegać zgod- nie z jej planem i wspólnik lady Riverton został zde- maskowany, potem jednak sprawy potoczyły się nie tak. Lady Riverton zdołała zbiec, najprawdopodob- niej ze srebrem, a Klio wraz z mężem wyruszyła, aby 8 Amanda McCabe ją odnaleźć. Talia została jednak wykluczona z dal- szych poszukiwań, gdyż nie zdołała pomóc ani siost- rze, ani ojcu. Ani, mówiąc prawdę, jedynemu człowiekowi, któ- remu pragnęła zaimponować – włoskiemu antykwa- riuszowi i arystokracie, hrabiemu Marcowi di Fabri- zziemu, partnerującemu jej w przedstawieniach te- atralnych. Najprzystojniejszemu mężczyźnie, jakiego w życiu spotkała, a który musiał być, jej zdaniem, beznadziejnie zakochany w Klio. Siostry często do- kuczały jej, że odtrąca wszystkich wielbicieli, ale przecież żaden z nich nie był taki jak Marco. Takie to już jej szczęście, że kiedy wreszcie spotkała namięt- nego, przystojnego mężczyznę, jak na złość musiał pokochać jej siostrę! Znowu zaczęła zgarniać książki i papiery, aby je zapakować do kufrów, gdy nagle jeden z rękopisów wyślizgnął jej się z rąk i kartki rozsypały się po dywa- nie. Gdy uklękła, aby je pozbierać, wzrok jej padł na tytułową stronę: ,,Mroczny zamek księcia Orlanda – włoski romans w trzech aktach’’. Sztuka, którą zaczęła pisać, gdy poznała Marca. Akcja rozgrywała się w renesansowej Italii i pełno w niej było zdobytych i utraconych miłości, czarnych charakterów, duchów oraz klątw. Pracowała nad nią z wielkim zapałem, ale teraz wszystko to utraciło sens. Wygładziła kartki i związawszy je sznurkiem, wepchnęła do kufra. Może któregoś dnia zajrzy znów do nich i będzie się śmiała ze swoich naiwnych wyob- rażeń na temat przygody i prawdziwej miłości. Teraz Poślubić hrabiego 9 jednak musi pomóc Mary w pakowaniu, bo przed ni- mi podróż do Anglii. Wiatr na dworze wzmógł się; zaszeleściły liście cytrynowych drzew. Talia podeszła do okna, żeby je zamknąć, i spojrzała w zadumie na ogród i wybruko- waną kocimi łbami uliczkę. Starożytne miasteczko Santa Lucia było takie piękne i tajemnicze! Czy w chłodnej, zielonej Anglii nie będzie tęskniła za jego sennym upałem, skalistymi wzgórzami i lazurowym niebem? Przy dźwięku kościelnych dzwonów, wybijają- cych godzinę, służba zaczęła wynosić kufry i skrzy- nie, ustawiając je przy fontannie. Talia wychyliła się przez okno, a stos bagaży rósł, w miarę jak kurczył się jej czas. Wiatr rozburzył jej włosy, zarzucając na oczy złociste pasma. Gdy odgarnęła je niecierpliwym ges- tem, zobaczyła Marca stojącego obok ich furtki. Słyszała, że po ślubie Klio wyjechał z Santa Lucia, ale, jak widać, wrócił, i oparty o furtkę, patrzył na panujący wokół domu ruch. Na jego pięknej, smagłej twarzy nie malowały się żadne uczucia, a falujące czarne włosy lśniły w słońcu. Talia odwróciła się od okna, zbiegła na dół i omija- jąc taszczących kufry lokajów, dopadła furtki. Od Marca dzieliły ją już tylko żelazne pręty, tak rzadko rozstawione, że mogli się dotknąć rękami – ale równie dobrze mógłby to być ocean. Jaki on przystojny, pomyślała, wpatrując się z za- chwytem w jego opaloną twarz o wydatnych kościach policzkowych, kształtnym nosie i oczach koloru ciem- 10 Amanda McCabe nej czekolady. Klasyczną urodę tej twarzy naruszały jedynie czarne bokobrody. Wyglądał niczym wykreo- wany przez nią książę Orlando. Talia znała wielu urodziwych mężczyzn. W przy- padku Marca w grę wchodziło jednak coś więcej niż tylko jego wygląd. Była w nim pasja, z lekka tylko skrywana pod płaszczykiem dobrych manier. A także błyskotliwa inteligencja oraz dająca się zauważyć ta- jemniczość. Jakże chętnie poznałaby bodaj cząstkę jego sekretów! Wątpiła jednak w to, iż kiedykolwiek uda jej się dotrzeć do głębi jego duszy, i to pomimo znanej nie- ustępliwości Chase’ów. Za dobrze bowiem umiał się maskować i był zbyt wytrawnym aktorem. Podejrze- wała, że nie byłaby w stanie rozszyfrować jego praw- dziwej natury, nawet gdyby dano jej na to dziesięć lat. Tymczasem wszystko zdawało się wskazywać na to, że nie miała nawet dziesięciu minut. Przypomniała sobie błogie godziny, spędzone wspólnie w starożytnym amfiteatrze. Kłócili się i śmiali, a w trakcie prób do sztuki udawali kochan- ków. Były to naprawdę cudowne chwile, których nie potrafi zapomnieć. Podobnie jak nigdy nie zapomni Marca. – Myślałam, że wyjechałeś z Santa Lucia – powie- działa bez tchu. – A ja myślałem to samo o tobie, signorina Ta- lia – odparł z tym swoim ujmującym uśmiechem, od którego robił mu się dołek w policzku. Talia odwróciła wzrok i przywołała na pomoc zdol- Poślubić hrabiego 11 ności aktorskie, aby ukryć prawdziwe uczucia. Przy- pomniała sobie skupiony, smutny wyraz jego twarzy podczas ślubu Klio i nawet udało jej się roześmiać. Byłoby to naprawdę żenujące, gdyby się zorientował, co do niego czuje. Miałaby znowu znaleźć się w cie- niu siostry? – Jak widać, mieliśmy za dużo pakowania, aby można było tak szybko wyjechać – powiedziała, wskazując na kufry. – Szkicowniki mojej siostry Co- ry, notatki ojca... – I twoje kostiumy do ,,Antygony’’? – Tak, to też. Odważyła się na niego spojrzeć. Przyglądał się jej ciemnymi oczyma. Nie dostrzegła w nich nawet śladu przyjaźni, jaka się między nimi zawiązała na scenie starożytnego amfiteatru. – Bardzo żałuję, że nie udało nam się wystawić sztuki Sofoklesa – powiedział. – Szkoda. Mieliśmy jednak dramatyczne sceny in- nego rodzaju, prawda? Słysząc to, Marco wybuchnął ciepłym, zaraźli- wym śmiechem. Nagle zapragnęła rzucić mu się na szyję i już go nigdy nie puścić, bo gdy on odejdzie, ona wróci do szarej rzeczywistości. Znów będzie ład- niutką trzpiotką, a jej sycylijska przygoda stanie się tylko wspomnieniem. – Rzeczywiście, jesteś najbardziej przerażającym duchem, jakiego kiedykolwiek widziano na Sycy- lii – powiedział. – To dopiero komplement! A mnie się wydawało, 12 Amanda McCabe że dotąd nie widziałam miejsca, w którym byłoby tyle duchów. Być może... – Urwała, odwracając wzrok. – Może co? – Może to zabrzmi dziwnie, ale zastanawiam się, czy i ja zostanę jednym z tych duchów; czy zostawię tu cząstkę prawdziwej siebie – powiedziała cicho. Marco dotknął delikatnie jej ręki. Pieszczota była ulotna, ledwie muśnięcie palców, a jednak poczuła żar, jakby sparzył ją płomień. – Jaka jesteś naprawdę, Talio? – zapytał. Jego pro- mienny humor ustąpił miejsca powadze. – Jesteś zna- komitą aktorką, ale wydaje mi się, że... – Talio! – usłyszała nagle głos ojca. – Z kim roz- mawiasz? Serce jej się ścisnęło, mimo to była mu wdzięczna, że im przerwał to krótkie sam na sam. – Z hrabią di Fabrizzim, ojcze! – zawołała, wpat- rując się w dłoń Marca na swojej dłoni. On jednak cofnął rękę i czar prysł. – Zaproś go do środka. Chcę zasięgnąć jego opinii w sprawie tych monet, które znalazła Klio. – Oczywiście. – Uśmiechnęła się do Marca. – Niczego nie da się przed tobą ukryć – szepnęła. – Jestem jak otwarta księga. – Słyszałem w życiu wiele fałszywych stwier- dzeń, signorina, ale mało tak niezgodnych z prawdą jak to. – Przyglądał się jej uważnie. – Twoja siostra Klio jest niczym otwarta księga. A ty jesteś jak sy- cylijskie niebo – raz burzliwe, a w chwilę później pogodne, ale nigdy przewidywalne. Poślubić hrabiego 13 Czy naprawdę tak o niej myślał? Jeżeli tak, był to największy komplement, jaki w życiu słyszała. Zna- czyło to jednak, że ani nie widział, ani nie rozumiał wszystkiego do końca. – Widziałeś mnie tylko w bardzo niecodziennych sytuacjach. Tam, u siebie, w prawdziwym życiu, jes- tem przewidywalna jak księżyc. Marco roześmiał się. – Kolejny fałsz, jak sądzę. Może któregoś dnia bę- dę miał okazję obejrzeć cię w tym ,,prawdziwym ży- ciu’’ i wyrobić sobie własne zdanie, jaka w istocie jest Talia Chase. Posłała mu smętny uśmiech. Och, gdybyż to było możliwe! Mogłaby wyjawić mu swoje uczucia i wy- znać, jak wiele znaczyła dla niej ich znajomość. Nie- stety, to tylko kolejne marzenie. Gdy ona odpłynie z Sycylii, on wróci do pałacu we Florencji i już się więcej nie spotkają. A ona, przez resztę życia, będzie się karmić wspomnieniami. Rozdział pierwszy Bath ,,Czy to możliwe, że zaledwie miesiąc temu byłam na Sycylii?’’ pisała Talia w swoim dzienniku, pod- czas gdy powóz podskakiwał na wyboistym gościńcu. ,,Musiał to być sen, bo ilekroć wyglądam przez okno, widzę, że się rzeczywiście obudziłam’’. Wijący się łagodnie trakt, obramowany świeżą zie- lenią żywopłotów, bezkresne pola i przycupnięte wśród nich wioski w niczym nie przypominały spalo- nej słońcem sycylijskiej równiny. Talia zamknęła oczy i przez moment gotowa była przysiąc, iż czuje zapach rozgrzanych cytryn i ciepły wietrzyk, muska- jący pieszczotliwie jej ramię. Potem jednak powóz po raz kolejny podskoczył na nierównej angielskiej dro- dze, wyrywając ją ze wspomnień. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się do siedzącej na- przeciw siostry, Kaliope de Vere, lady Westwood. Odpowiedziała uśmiechem, ale widać było, że przy- szło jej to z trudem. Mimo poduszek i kołder, herbaty i galaretki z cielęcych nóżek, wmuszanych jej przez Poślubić hrabiego 15 Talię, Kaliope wciąż była blada, a jej piwne oczy wy- dawały się olbrzymie w białej jak kreda twarzy. Ta właśnie bladość była przyczyną obecnej podró- ży do Bath. Kaliope bowiem nie tylko nie doszła jesz- cze do siebie po trudnym porodzie małej Psyche, ale z dnia na dzień chudła i była coraz bardziej zmęczona. Nie miała apetytu, brakowało jej energii, aby komen- derować wszystkimi jak dawniej. Gdy Talia zorientowała się, jak sprawy stoją, po- ważnie się zaniepokoiła. Teraz miała nadzieję, iż po- mysł szwagra, aby zabrać Kal do wód na kilka tygo- dni, okaże się skuteczny. Cameron udał się tam przed nimi, aby znaleźć odpowiednie lokum, a Talia zajęła się organizacją podróży. Pochłonięta angażowaniem nianiek i pokojówek, pakowaniem rzeczy i zamykaniem londyńskiego do- mu, prawie zapomniała o Sycylii i Marcu. Prawie... – Co tam piszesz? – zapytała Kaliope, zaglądając do koszyka, w którym wśród atłasowych kołderek spa- ła maleńka Psyche. Dziewczynka nareszcie zapad- ła w sen po długich przepłakanych godzinach. – Jakąś nową sztukę? – Tylko parę uwag w dzienniku – odparła Talia, chowając pamiętnik. – Jeszcze nie zaczęłam nowej sztuki. Kaliope westchnęła. – Obawiam się, że to moja wina. Od powrotu z Włoch jesteś przy mnie taka zajęta, że nie masz czasu nawet odetchnąć. – Wcale mi to nie przeszkadza. W końcu, po co są 16 Amanda McCabe siostry, jeśli nie po to, aby sobie pomagały w potrze- bie? – zauważyła z uśmiechem. – Jakie to szczęście, że jest nas tyle! – odparła Kaliope. – A teraz dolicz jeszcze do tego siostrzenicę oraz macochę. – Rzeczywiście, jesteśmy rodziną kobiet – stwie- rdziła Talia, zerkając na Psyche. Ładniutka dziew- czynka, z wijącymi się czarnymi jak u matki włosa- mi, wyglądała jak aniołek wśród różowych koronek i atłasów. – Psyche już jest Chase’ówną w każdym calu. Kaliope uśmiechnęła się tkliwie do śpiącej smacz- nie córeczki. – Obawiam się, że nic jej nie powstrzyma przed wyrażeniem własnego zdania. – Myślisz, że będzie taka jak jej ciocia Klio? – Księżna? To możliwe. – Kaliope rozluźniła koł- derki spowijające Psyche. – Przyznam ci się, że wia- domość o ślubie Klio była dla mnie kompletnym za- skoczeniem. Przecież pamiętam, że ona i Averton się nie znosili! Po tym, co zaszło w Yorkshire... Talia przypomniała sobie ślub siostry w protestanc- kiej kaplicy w Santa Lucia. Klio wręcz promieniała szczęściem, gdy ująwszy dłoń księcia, powtarzała za nim słowa przysięgi małżeńskiej. – Różne cuda zdarzają się w Italii – powiedziała z westchnieniem. – Na to wygląda. – Kaliope spojrzała uważnie na siostrę, a Talia, jak zwykle, poczuła się niepewnie pod jej wzrokiem. Gdy były dziećmi, Kaliope zawsze
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Poślubić hrabiego
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: