Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00257 005844 14497422 na godz. na dobę w sumie
Pośród złudzeń - ebook/pdf
Pośród złudzeń - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 350
Wydawca: Miasto Książek Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7954-000-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook (-34%), audiobook).

W życiu prawie każdej dziewczyny, pojawia się taki moment, w którym uświadamia sobie, że czas zostawić dumę i rozsądek, kiedy spotyka się kogoś, dla kogo warto porzucić dawne zasady.

Nastoletnia Mia zakochuje się w swoim nauczycielu. Starając się ukryć swoje kontakty z matematykiem, nie zauważa gdy zwykłe relacje zmieniają się w toksyczny związek. Z czasem zdaje sobie sprawę jak bardzo się pomyliła, a naiwność zaprowadziła ją w pułapkę.

 

Z recenzji:

„Niektórzy mogą twierdzić, że to kolejna książka o miłości dla nastolatków. To wcale nie jest banalna historia miłosna jakich pełno. Tutaj wątki miłosne przeplatają się z wieloma problemami nastoletniego życia.”

„Podziwiam jednak autorkę za to, ile różnych wątków zmieściła w tej książce. O ilu tematach wspomniała. Byłam pod wrażeniem, bo to bardzo napędzała akcje i czytelnik w takim momencie chce się dowiedzieć czegoś więcej.”

„Porusza bardzo trudne tematy, o których nie powinno się milczeć. Jest trochę przewidywalna, a główna bohaterka nie należy do najrozsądniejszych. Uważam jednak, że książka jest warta uwagi i przetrwania pierwszych stu stron, w których nie znajdziemy pędzącej akcji.”

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 1 Julia Deja POŚRÓD ZŁUDZEŃ © Copyright by Julia Deja 2013 Tytuł: Pośród złudzeń Autor: Julia Deja Wydane przez Miasto Książek www.miastoksiazek.com Ilustracja na okładce: fotogestoeber - Fotolia.com Projekt okładki: Bookio.pl Wydanie I ISBN: 978-83-7954-000-6 Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości niniejszej publikacji bez zgody wydawcy zabronione. Spis treści Prolog ................................................................................................................................................ 7 Rozdział 1 ........................................................................................................................................ 9 Rozdział 2 ...................................................................................................................................... 18 Rozdział 3 ...................................................................................................................................... 28 Rozdział 4 ...................................................................................................................................... 38 Rozdział 5 ...................................................................................................................................... 47 Rozdział 6 ...................................................................................................................................... 56 Rozdział 7 ...................................................................................................................................... 66 Rozdział 8 ...................................................................................................................................... 75 Rozdział 9 ...................................................................................................................................... 84 Rozdział 10 .................................................................................................................................... 93 Rozdział 11 .................................................................................................................................. 102 Rozdział 12 .................................................................................................................................. 110 Rozdział 13 .................................................................................................................................. 119 Rozdział 14 .................................................................................................................................. 129 Rozdział 15 .................................................................................................................................. 139 Rozdział 16 .................................................................................................................................. 149 Rozdział 17 .................................................................................................................................. 159 Rozdział 18 .................................................................................................................................. 169 Rozdział 19 .................................................................................................................................. 179 Rozdział 20 .................................................................................................................................. 189 Rozdział 21 .................................................................................................................................. 198 Rozdział 22 .................................................................................................................................. 208 Rozdział 23 .................................................................................................................................. 218 Rozdział 24 .................................................................................................................................. 227 Rozdział 25 .................................................................................................................................. 236 Rozdział 26 .................................................................................................................................. 245 Rozdział 27 .................................................................................................................................. 253 Rozdział 28 .................................................................................................................................. 262 Rozdział 29 .................................................................................................................................. 272 Rozdział 30 .................................................................................................................................. 283 Rozdział 31 .................................................................................................................................. 293 Rozdział 32 .................................................................................................................................. 303 Rozdział 33 .................................................................................................................................. 314 Rozdział 34 .................................................................................................................................. 323 Rozdział 35 .................................................................................................................................. 334 Rozdział 36 .................................................................................................................................. 342 Epilog ............................................................................................................................................. 348 Dedykacja dla tych osób, o których myśl sprawia, że na moje wargi wpływa uśmiech. Dla rodziców, braci, najbliższej rodziny, oddanych przyjaciół, rozbawiających mnie do łez znajomych i pierwszych czytelników. Mam wobec was ogromny dług wdzięczności. PROLOG Jak bardzo na życiu człowieka potrafi zaważyć jedno wydarzenie? Czy zaledwie parę minut może obrócić wszystko do góry nogami? Ja wielokrotnie się o tym przekonałam. Znałam powiedzenie, że „życie pełne jest niespodzianek”, ale chyba nie spodziewałam się, że mogę tyle razy zostać zaskoczona. Zdarzało się, że byłam boleśnie kopana przez los, nawet kiedy leżałam na ziemi i błagałam o litość, otrzymywałam kolejne ciosy. Ale może jednak warto było przejść przez to wszystko, by w końcu odnaleźć prawdziwe szczęście? Przecież gdybym na rozstaju dróg nie wybrała akurat tej ścieżki, to być może nigdy by mnie to nie spotkało. Ba! Byłam prawie pewna, że ominęłaby mnie radość życia, coś wyjątkowego i niepowtarzalnego, czego już nigdy bym nie doświadczyła. A jednak miałam go obok siebie, choć nie wiem właściwie, czym sobie na to zasłużyłam. Może i wiele przeszłam, ale jeśli cofnęłabym się w czasie i stanęła przed wyborem, to znów bym to powtórzyła. Każdy człowiek popełnia błędy, ja również je popełniłam, ale nie wiem, czy chciałabym je naprawić. Dzięki tym omyłkom życiowa uliczka zaprowadziła mnie w ramiona osoby, którą teraz kochałam ponad życie. Znalazłam u niej schronienie, pocieszenie, ciepło i przede wszystkim gorące uczucie, które złapało moje serce i jak dotąd nie puszcza. Niegdyś denerwowały mnie słowa dorosłych, którzy twierdzili, że młodzi ludzie są zbyt emocjonalni i nie myślą do końca rozsądnie. Gdy w wieku dwunastu lat straciłam osobę, która była dla mnie wsparciem, zmieniłam się. Ten moment uważałam za koniec swojego dzieciństwa. Żyłam w przekonaniu, że dorosłam i stałam się kimś odpowiedzialnym, kimś godnym w pocieszaniu bliskiego mi człowieka, który przeżył taką samą mękę jak ja. To dlatego tak irytowało mnie psioczenie starych babć, wkładających całą młodzież do jednej szufladki. Sądziłam, że różnię się od swoich rówieśników, bo choć miałam szalone pomysły i lubiłam się zabawić, to jednak mentalnie wyprzedzałam ich, jeżeli chodzi o dorosłość. Tak bardzo się myliłam! Byłam zaślepiona bardziej, niż moi koledzy, którzy sięgali po alkohol bądź inne używki. Pomyliłam się, omal nie doprowadzając tym do tragedii. Gdybym w porę się nie opamiętała, gdybym nie przejrzała na oczy… Moje ciało przeszywa dreszcz, ilekroć zastanawiam się, jak POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 7 teraz wyglądałoby moje życie, jeśli wszystko potoczyłoby się zgoła inaczej. Poczułam, jak silne dłonie obejmują mnie mocno w talii, a ciepłe ciało, które przylgnęło do mojego, sprawiło, że ponure rozmyślania natychmiast wyparowały z mojej głowy. Wiedział, o czym myślę. Że znów wracam do tamtych mrocznych dni, kiedy wydawało mi się, iż jestem naprawdę szczęśliwa. Definicja szczęścia u każdego człowieka jest różna. Jedni w swoich wyobrażeniach widzą siebie u szczytu kariery zawodowej, drudzy marzą o zdobyciu wierzchołka góry, co od początku było ich życiowym celem, jeszcze inni pragną przytulnego domu, kochającej osoby i gromadki dzieci, domagających się słodyczy przy każdej nadarzającej się okazji. Sądzę jednak, że szczęścia posmakować można, nie szukając go, a czekając, aż samo do nas przyjdzie. Nie oznacza to siedzenia w bezczynności. Nawet tak abstrakcyjnej rzeczy jak szczęście trzeba czasami pomóc. - Żałuję, że wcześniej nie mogłem cię przed nim ochronić – wymamrotał, całując mnie w szyję. Uśmiechnęłam się smutno, ciesząc się, że stoję do niego tyłem i nie może tego zobaczyć. - A ja nie żałuję niczego. Mam nadzieję, że kiedyś powiesz to samo – szepnęłam, patrząc, jak zachodzi wiosenne słońce. Zazdrościłam przyrodzie harmonii, jaka w niej panowała. Pory roku przeplatały się ze sobą, czasem nachodząc na siebie nawzajem, ale jednak był w tym wszystkim ustalony ład i porządek. Niejeden śmiertelnik mógłby za tym zatęsknić. Jak żyć, by być w pełni z siebie zadowolonym? Odpowiedzi jest zapewne mnóstwo. Dla mnie istniała tylko jedna: tak nie da się żyć. Na naszym wizerunku zawsze pojawi się mała, choćby niepozorna rysa – to od nas zależy, czy ktoś będzie ją w stanie dostrzec, czy też nie. POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 8 ROZDZIAŁ 1 To była jedna z najpiękniejszych nocy, jakie kiedykolwiek widziałam. Rozległe niebo o aksamitnej, granatowej barwie było upstrzone gwiazdami, które lśniły tak bardzo, że przypominały małe latarenki. Gapiłam się na nie z rozdziawionymi ustami, próbując określić ich liczbę. Po dwukrotnej pomyłce w liczeniu dałam za wygraną. Teraz zainteresowałam się księżycem, którego srebrna twarz urzekała swoim pięknem. Często zwracałam uwagę na to, co dzieje się w przyrodzie, ale coś mi tutaj nie pasowało. Noc nie przypominała ani jednej z tych, podczas których szwendałam się z przyjaciółmi. Dopiero teraz spostrzegłam, gdzie się znajduję. Stałam na dachu jakiegoś olbrzymiego, nieznanego mi budynku. Odległość, z jakiej widziałam światła innych domów przyprawiała mnie o zawroty głowy. Nigdy nie miałam lęku wysokości, ale kto nie poczułby strachu, gdyby się zorientował, że od ziemi dzieli go wiele metrów? Kiedy bicie mojego serca nieco się uspokoiło, dostrzegłam wysoką postać stojącą tuż na skraju dachu. W jasnoblond włosach, które rozwiewał lekki wietrzyk, było coś znajomego, nie miałam jednak czasu, by się nad tym zastanawiać. Rzuciłam się do przodu, chcąc uratować domniemanego samobójcę. Stanęłam jak wryta, gdy kobieta odwróciła się w moją stronę. Nie mogłam się pomylić. Te usta, ułożone w smutnym uśmiechu, lekko zadarty nos, brązowe oczy, tak podobne do moich... - Tęsknię za tobą, kochanie. - Ten piękny głos wywołał we mnie falę bólu. Już myślałam, że kompletnie zapomniałam o jego brzmieniu. - Ja za tobą też, mamo - odparłam zachrypniętym głosem, podchodząc bliżej. Chciałam jej dotknąć, przytulić się, usłyszeć, że wszystko będzie tak jak dawniej. Coś jednak mówiło mi, iż nie będę w stanie poczuć ciepła ciała swojej rodzicielki. Ta wewnętrzna blokada sprawiła, że zatrzymałam się tuż przed nią, nie ośmielając się wyciągnąć dłoni. Spojrzała w dół. Nie miałam pojęcia, jakim cudem może spoglądać na ziemię z takiej wysokości i nie bać się. O dziwo, kiedy stałam obok, również nie doświadczałam już strachu. Czułam się bezpieczna. POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 9 - Możesz skoczyć - odezwała się, przenosząc wzrok na mnie. - A wtedy znów będziemy razem. Świdrowałyśmy się spojrzeniami. Nie mogłam przestać napawać się jej widokiem. Dopiero po pewnej chwili dotarło do mnie to, co powiedziała. Wystarczyła chwila zastanowienia. Potem zrobiłam kilka kroków do przodu i zsunęłam się z dachu, opadając w dół z niesamowitą szybkością. Rozwarłam usta do krzyku... Podniosłam się do pozycji siedzącej tak gwałtownie, że aż zabolały mnie mięśnie brzucha. Cisnący się na usta wrzask stłumiłam, przyciskając dłoń do warg. Wystarczyło, że rozejrzałam się ukradkiem, a do mojego umysłu wpłynęła przynosząca ulgę informacja: nic mi się nie stało. Nie spadałam z jakiegoś wieżowca, nadal byłam w sporych rozmiarów namiocie, a ciszę zakłócały tylko równomierne oddechy moich dwóch towarzyszek. Opadłam na niedużą poduszkę. Kiedy przybliżyłam sobie idiotyczność własnego koszmaru, zirytowałam się. Czy mój umysł musiał płatać mi figle nawet podczas snu? Od śmierci mamy minęło już pięć lat; był to szmat czasu, sądziłam zatem, że powinnam wreszcie żyć normalnie. W dużej mierze tak było, a jednak od czasu do czasu, kiedy najmniej się tego spodziewałam, przychodziły do mnie sny o dziwnej treści. Dziwnej, ponieważ mama nigdy nie namawiałaby mnie do popełnienia samobójstwa. A choć po jej odejściu było mi ciężko znieść uczucie pustki, to jednak nigdy nie przyszły mi do głowy tak straszne myśli. W końcu miałam po co żyć. A przede wszystkim dla kogo. - Która godzina? - rozległ się zaspany głos, który zdawał się dochodzić z dużej kupki śpiworów i koców położonych jeden na drugim. Wymacałam pod swoją poduszką telefon komórkowy. - Dochodzi dziesiąta - odparłam cicho, nie chcąc zbudzić drugiej współmieszkanki. Kopiec zaczął się poruszać, wpierw jednak do moich uszu doszło głośne ziewnięcie. Po chwili na powierzchnię wynurzyła się moja najlepsza przyjaciółka. Jej długie, czarne włosy sterczały we wszystkie strony, a oczy, które zazwyczaj porażały swoją intensywną, niebieską barwą, patrzyły nieco nieprzytomnie. Twarz miała jeszcze bledszą niż zazwyczaj. - Błagam, powiedz mi, że to nie jest ostatni dzień wakacji – jęknęła z żalem Alyssa. Coś przekręciło mi się w żołądku. POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 10 - Ciszej – skarciłam ją. – Jeszcze obudzisz Lindsay. Unikając zaspanego wzroku dziewczyny, sięgnęłam ku zamkowi błyskawicznemu i szarpnęłam mocno. Do wnętrza namiotu wpadły promienie słońca. Chcąc rozprostować kości po nocy – która, choć wesoła, była także niewygodna – wyczołgałam się na zewnątrz i wstałam, dbając o rozciągnięcie wszystkich członków. Pogoda prezentowała się wspaniale. Ozłocony przez słońce ogród państwa Lorne’ów, gdzie urządziliśmy sobie biwak, mienił się kolorami tęczy. Niebo zachwycało swoją czystą, jaskrawoniebieską barwą, zakłócaną gdzieniegdzie przez puszyste obłoczki. Choć temperatura nie mogła przekraczać dwudziestu stopni, zważywszy na klimat występujący w Wielkiej Brytanii, w którym przeważały opady, należało się cieszyć z każdego, cieplejszego dnia. - Unikasz tematu – burknęła Alyssa, która wygramoliła się za mną z namiotu. Wyprostowała się i zachłannie wystawiła twarz do słońca. Spojrzałam na nią spode łba. - Hm, pomyślmy więc, dlaczego. Być może powodem jest fakt, iż zamierzam wykorzystać ostatni dzień wolności i jeszcze przez kilka godzin nie zastanawiać się nad tym, że jutro wracam do szkoły? – rzekłam ironicznie, przeczesując palcami włosy, co sprawiło, że były jeszcze bardziej zmierzwione niż przedtem. – Zobacz, jaka piękna pogoda. O przyszłość pomartwię się jutro. - Nie mogę być optymistycznie nastawiona, skoro wiem, że niedługo muszę ruszyć na zakupy i zakopać się w stercie zeszytów, długopisów, piórników i toreb szkolnych – wymamrotała czarnowłosa. – I jeszcze ta zmiana nauczyciela! Dlaczego oni nam to robią? Nie miałam nic przeciwko temu, by matematyki uczyła nas dalej pani Verner. Może była nieco przygłucha, ale gdy tylko ją prosiłam, żeby wytłumaczyła mi coś po raz drugi, robiła to bez zbędnych ceregieli. Założysz się, że zastąpi ją jakieś wredne babsko, które na każdym kroku będzie nam udowadniać, jacy to jesteśmy głupi? - To miłe, że pomagasz mi w utrzymaniu dobrego humoru – mruknęłam z sarkazmem. Z namiotu chłopców zaczęły się wydobywać odgłosy świadczące o tym, iż nasi koledzy już nie śpią. Płócienna konstrukcja zachwiała się niebezpiecznie, a ziemia, w którą były wbite śledzie, nieco popękała. - Auć! Czy ja ci kazałem machać tymi twoimi gałęziami na prawo i lewo?! – POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 11 Oburzony głos Austina wywołał we mnie napad chichotu. Rozległo się głośne westchnięcie. - Nie moja wina, że siedzisz tak blisko. Poza tym cały czas mam nadzieję, że kilkoma uderzeniami naprawię twoją buźkę, która jak na razie nie nadaje się do pokazywania ludziom – stwierdził beztroskim tonem Dylan. Wybuch śmiechu i odgłos szamotaniny były kolejnymi dźwiękami, które wydobyły się z namiotu. Dopiero po kilku minutach z wnętrza wystrzelił Dylan, najwyraźniej wykopany przez swoich kumpli. Na nasz widok zgrabnie podniósł się na nogi i otrzepał z trawy. Jego czarne włosy przypominały stóg siana, w który uderzył piorun, ale ten najwyraźniej się tym nie przejmował. - Jak się spało? – rzucił nonszalancko, nie oczekując wcale odpowiedzi na swoje pytanie; zamiast tego podszedł prosto do Alyssy i cmoknął ją głośno w usta. Skrzywiłam się na ten widok. - Musicie się ślinić od samego rana? – wymamrotałam, udając bardzo oburzoną i na dodatek zniesmaczoną. Jasne, czasami doprowadzali mnie do szału swoim publicznym okazywaniem miłości, ale dokuczałam im głównie ku ogólnej wesołości, od czasu do czasu kierowana – mimowolnie – także zazdrością. Skład pięciu najbliższych mi przyjaciół był niezmienny od wielu lat. Ponieważ, dziwnym zrządzeniem losu, nasze domy nie znajdowały się zbyt daleko od siebie, znaliśmy się niemal od dziecka. Razem poszliśmy do tej samej szkoły, a po lekcjach chodziliśmy najpierw na plac zabaw i na turnieje gier komputerowych, by z czasem zamienić tę rozrywkę na wspólne wypady do kina, parku bądź na pizzę. Dorastaliśmy razem, pomagaliśmy sobie nawzajem, jednak nigdy nie obyło się bez konfliktów. Drobne sprzeczki zdarzają się nawet w najlepszej grupie znajomych. Gdy tylko każdy skończył czternaście lat, zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak będzie dalej wyglądało nasze życie, kiedy zaczną buzować w nas hormony. Rok później Conner i Lindsay stali się szczęśliwą parą, którą byli do dziś. Ja nie byłam zainteresowana żadnym z moich kolegów. Za dobrze ich znałam, byli dla mnie zupełnie jak bracia. Alyssa deklarowała to samo, aż w końcu kilka tygodni temu zaskoczyła mnie informacją, że ona i Dylan oficjalnie przestali być przyjaciółmi. Tak oto zostałam na lodzie, wspierana jedynie przez Austina, który podobnie jak ja, do tej pory nie znalazł sobie „drugiej połówki”. Podświadomie wyczuwałam, że jest to spowodowane faktem, POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 12 iż chłopak od jakiegoś czasu posyłał mi spojrzenia wyraźnie sygnalizujące, w jaki sposób zmienił się jego stosunek do mnie, ale starałam się to ignorować. Wolałam nikogo nie ranić, zwłaszcza, że miałam na swoim koncie kilka nieudanych związków – powinnam je raczej nazywać przygodami – z osobnikami płci męskiej, a Austin równie dobrze mógłby być ze mną spokrewniony. Spotkania naszej grupy były dosyć krępujące: kiedy obie pary zaczynały znienacka zajmować się sobą, jedynym rozwiązaniem wydawało się udawanie, że ziemia pod stopami jest niezwykle interesująca. Preferowałam to od obserwowania rozmarzonych spojrzeń Austina. Alyssa i Dylan, ciasno ze sobą spleceni, zaczęli namiętnie trajkotać o zbliżającym się roku szkolnym; pod wpływem ich słów miałam ochotę zwymiotować. Powrót do szkoły wiązał się z wieloma problemami. Po raz kolejny musiałam wstawać wcześnie rano, męczyć się przez kilka godzin na nudnych lekcjach, próbować zaliczyć wszystkie sprawdziany na dobrą ocenę… Aż za dobrze wiedziałam, że już za najbliższe dwa tygodnie będę miała ochotę podpalić odpowiedni budynek. Poczułam uderzenie w tył głowy czymś miękkim. Odwróciłam się i zobaczyłam leżącą u moich stóp poduszkę, natomiast opodal stał w pełni już rozbudzony Austin, który uśmiechał się do mnie zaczepnie. Zacisnęłam zęby, wzięłam jaśka i rzuciłam się w jego kierunku, na co chłopak zapiszczał teatralnie z przerażenia i wbiegł z powrotem do namiotu, o mały włos nie przewracając przecierającego oczy Connera. Wpadłam do środka za nim z okrzykiem bojowym na ustach, jednak ledwo zdążyłam dokończyć swoją wypowiedź, bo potknęłam się o wystający śpiwór i runęłam jak długa na… mojego kumpla, który najwyraźniej był bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy. Jego szczupłe, a jednak silne ramiona złapały mnie mocno, chroniąc przed upadkiem. Moja twarz zatrzymała się milimetry od jego twarzy, a piwne oczy nastolatka rozbłysły nagłym entuzjazmem. Podniósł dłoń, by dotknąć mojego policzka; ten czuły gest w żadnym wypadku nie był na miejscu. Tak nie robi przyjaciel. Wyrwałam się z jego uścisku i cisnęłam mu w głowę poduszkę, aby obrócić całą sytuację w żart. Wyleciałam z namiotu jak strzała, czując, że płoną mi policzki. Czemu, do licha, ten chłopak wszystko utrudniał? Nie chciałam z nim być, nie chciałam nawet ryzykować rozpadu całej naszej paczki, co byłoby prawdopodobne, gdybym się zmusiła i udawała, jaka to jestem szczęśliwa u boku Austina. Dopóki tylko POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 13 tęsknie na mnie patrzył, wszystko było w porządku. Po co jednak prowokował takie niezręczne sytuacje? Czy nie dałam mu wystarczająco do zrozumienia, że jedyne, co mam do zaoferowania, to zwykła przyjaźń? - Co wyście tam robili? – zapytała prosto z mostu Alyssa, widząc moją rozognioną twarz. Pokręciłam głową i machnęłam niedbale ręką, bagatelizując to, co się stało, a właściwie nie stało. Jednocześnie, korzystając z nieuwagi Dylana, który naśmiewał się z zaplątanego w linki pomocnicze Connera, rzuciłam przyjaciółce znaczące spojrzenie; pojęła w mig, o co chodzi i postanowiła odłożyć omówienie tego tematu na później. - Co dzisiaj robimy? – odezwał się Austin, pojawiając się z powrotem na dworze. Choć uśmiechał się szeroko, udało mi się dostrzec, że jego humor uległ pewnemu pogorszeniu. – Skoro to ostatni dzień, powinniśmy trochę zaszaleć, prawda? - My idziemy na zakupy – powiedziałyśmy jednocześnie z Ally. Choć nie omawiałyśmy konkretnie tej sprawy, wiedziałyśmy aż za dobrze, że wspólnie będziemy się wspierać podczas podróży wśród regałów pełnych różnorakich pomocy naukowych. - Lindsay idzie z wami? – zainteresował się Conner, stając wreszcie na nogach. - Tak, Lindsay idzie z nimi – wtrąciła dziewczyna, która opuściła właśnie namiot należący do części żeńskiej. Z naszej trójki to właśnie panna Orville miała najdelikatniejsze rysy twarzy. Łagodne, ciemne łuki brwiowe wraz z długimi rzęsami stanowiły świetny dodatek do tęczówek, przypominających barwą zachmurzone niebo. Niezwykle długie i proste jasnobrązowe włosy nosiła skromnie, z przedziałkiem pośrodku. Krucha, szczupła budowa jej ciała i jasna cera powodowały, że Lindsay sprawiała wrażenie osoby bardzo niepozornej i cichej. Tak też zresztą było; z reguły nieśmiała i odsunięta od rówieśników, swoje prawdziwe oblicze, które ukazywało wesołą nastolatkę, odkrywała tylko przy nas. Dopiero od pewnego czasu była ciągle milcząca, jakby nieobecna myślami, a cienie pod jej oczami przerażały niezdrowym, fioletowym kolorem. Pomyślałam, że może to jej sposób na walkę ze stresem. Ona zdecydowanie bardziej przejmowała się nauką, niż ja. - O czternastej? Koło fontanny? – zaproponowała Ally, zerkając na mnie i Lin. POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 14 - Pasuje – mruknęłam. Weszłam z powrotem do namiotu, zwinęłam swój śpiwór, zabrałam torbę i wydostałam się na zewnątrz. Pożegnałam się z wszystkimi i opuściłam teren posiadłości rodziców Dylana. Miasteczko Cliverwood, w którym mieszkałam, było położone na zachód od Londynu, w hrabstwie Berkshire. Liczyło sobie około czterech tysięcy mieszkańców, a choć od stolicy dzieliło je raptem pięćdziesiąt kilometrów, panował tutaj względny spokój. Owszem, ruch bywał spory, ale nie mógł on się równać z naprawdę dużymi miastami. Nie miałam ochoty na zgiełk i wszędobylski hałas. Kochałam Cliverwood za to, jakie było. Za stare, urokliwe kamieniczki, jak i te nowsze budowle, zachwycające precyzją wykonania, za przepływającą Tamizę, za całkiem spory rynek w kształcie prostokąta, przy którym znajdowało się mnóstwo przytulnych knajpek, a w samym środku stała przepiękna fontanna, za nieskomplikowany układ ulic i zadbane domy, cieszące oko. To wszytko sprawiało, że czułam się tutaj dobrze. Bywałam w innych miejscowościach, jednak zawsze, z tym samym uśmiechem na twarzy, wracałam właśnie tutaj. W końcu to moje ukochane miejsce. Nie miałam daleko do domu, toteż droga trwała niewiele ponad dziesięć minut. Otworzyłam drzwi najciszej, jak się dało, sądząc, że tata jeszcze śpi, a nie zamierzałam go budzić. Dopiero kiedy zsunęłam z nóg buty, dotarło do mnie, że po domu rozchodzi się przyjemny, słodkawy zapach. W podskokach udałam się do kuchni. Ojciec krzątał się przy patelni, pogwizdując sobie wesoło. Najwyraźniej był w dobrym humorze. - Cześć – przywitałam się i poklepałam go po ramieniu. Zawartość patelni usatysfakcjonowała mnie w pełni. – Naleśniki! - Pomyślałem, że będziesz miała ochotę na coś dobrego na śniadanie – odparł, strząsając mi na talerz dwie sztuki i polewając je słodkim sosem. – Smacznego. Skoro już przyszłaś, to chciałbym cię zapytać, czy masz w ogóle zamiar zaopatrzyć się w potrzebne rzeczy do szkoły. - Dzisiaj idę na zakupy z dziewczynami – wyjaśniłam z ustami pełnymi słodkiego sera. – Nie martw się, wszystko kupię. - Mia, tak sobie pomyślałem… - Gdy tylko usłyszałam ten dobrze znajomy ton taty, przerwałam jedzenie i wyprostowałam się. Pewnie znów wpadł na jakiś POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 15 idiotyczny pomysł, którego będzie chciał zrealizować za wszelką cenę. Zapowiadało się cudownie. – Martwię się o twoją edukację. Wczoraj wieczorem, kiedy wyszłaś z przyjaciółmi, przyjrzałem się szczegółowo twojemu świadectwu z zeszłego roku. - I co jest z nim nie tak? – zapytałam z niepokojem. Ja sama byłam zadowolona z wyników, a kiedy pokazałam świadectwo tacie, tylko się uśmiechnął i powiedział: „dobrze”. Czemu zaczął się czepiać dopiero teraz? - Nie zrozum mnie źle. Dobrze się uczysz, tylko nie odpowiada mi to C z matematyki. Psuje ci tylko średnią. Wywróciłam oczami. - Tato, dobrze wiesz, że jestem słaba z tego przedmiotu. Poza tym na moim świadectwie roi się od B i A, a tobie przeszkadza ta jedna, nieco niższa ocena? - Chcę dla ciebie jak najlepiej. Zastanawiałem się, czy nie mogłabyś chodzić na korepetycje. – Ojciec złączył dłonie i oparł na nich podbródek, a ja natychmiast się skrzywiłam. - Zamierzasz wysłać mnie znowu do jakiejś starej baby, która będzie mnie męczyć trzy razy w tygodniu? Nie, dziękuję. Ciągle pamiętam te jakże udane lekcje z naszą uroczą sąsiadką. Skończyło się na tym, że sama nauczyłam się chemii, ona nie była w stanie mi pomóc. Czemu mnie do tego zmuszasz? – oburzyłam się. - Nie zmuszam, to jest tylko propozycja, córeczko. Może poprosiłabyś swoją nauczycielkę, tą Verner, czy jak jej tam, żeby mogła czasami zostać z tobą po lekcjach? – zapytał dobrodusznie ojciec. – Wiesz, że chodzi mi o twoje wykształcenie. Już teraz powinnaś się przygotowywać do egzaminów, musisz zdać je jak najlepiej, skoro chcesz dostać się na wymarzone studia. - Jeśli chodzi o sztukę, najbardziej będą się liczyły moje prace, a nie oceny z matematyki – zauważyłam z przekąsem. – Ach… przepraszam, zapomniałam, tobie nie podoba się to, że chcę studiować akurat ten kierunek. - To nie tak, Mia… - A jak? Kiedy ostatnio oglądałeś moje rysunki? Co ty w ogóle wiesz o moich marzeniach? – zdenerwowałam się. Tata czasem nie liczył się z tym, czego ja chciałam, pragnęłam. - Nie podnoś głosu, proszę. Chcę dobrze dla ciebie. – Ojciec nigdy nie POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 16 dawał się łatwo wytrącić z równowagi, także i te słowa wypowiedział ze stoickim spokojem. – Owszem, wolałbym, żebyś obrała inny kierunek studiów, ale dobrze wiem, jak bardzo zależy ci na sztuce. Wiem, że rysowanie sprawia ci mnóstwo przyjemności i wcale ci tego nie zabraniam. Ja po prostu chciałbym, żebyś zapewniła sobie jak najlepszy start do dalszej edukacji. Wobec tego, czy będziesz mogła spełnić moją prośbę? Poproś nauczycielkę o korepetycje, pani Verner wydała mi się miła, sądzę zatem, że się zgodzi. - Jest pewien problem, bo od tego roku mamy mieć innego nauczyciela matematyki – burknęłam niezadowolona, ale przynajmniej już spokojniejsza. – Kto wie, co to będzie za babsztyl? Nie wiadomo więc, czy będę mogła mieć te korepetycje, ale dobrze… poproszę. - Dziękuję. – Twarz ojca rozjaśnił uśmiech, co szybko odwzajemniłam. Westchnął. – Jesteś tak strasznie podobna do mamy. Im masz więcej lat, tym bardziej widzę ją w tobie. Spuściłam wzrok. Zawsze byłam dumna z tego, gdy inni mówili mi, że jestem podobna do mamy, ale takie uwagi jednocześnie wprowadzały mnie w melancholię. Zobaczyłam, że ojciec przybrał smutną minę, wyciągnęłam więc rękę i położyłam ją na jego dłoni. - Mnie też jej brakuje, tato – szepnęłam markotnie. – Ale mamy siebie, to jest najważniejsze. - Tak. Mamy siebie – powtórzył ojciec, ściskając mocniej moją dłoń. Gdy tylko skończyłam śniadanie, pomogłam tacie pozmywać i pobiegłam do swojego pokoju z torbą w ręce, by móc zrobić listę potrzebnych rzeczy do szkoły. Wyciągnęłam już kartkę i zdążyłam wypisać zaledwie jeden punkt, kiedy usłyszałam sygnał smsa. Wyjęłam telefon i w skrzynce odbiorczej zastałam wiadomość od Austina: „Uciekasz przede mną.” Odrzuciłam od siebie telefon nerwowym ruchem i opadłam na łóżko. Sprawa z przyjacielem robiła się skomplikowana, skoro on już zauważył, że go unikam. Czemu to mnie zawsze dopadają takie problemy? POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 17 ROZDZIAŁ 2 Wysunęłam lekko język i przygryzłam go zębami, skupiając się całkowicie na wyrwanej kartce z zeszytu. Ołówek delikatnie przesuwał się po jej powierzchni, a spod niego wychodziły kolejne elementy rysunku przedstawiającego odwróconego tyłem chłopaka, idącego drogą, która nie miała końca. Całość była już prawie gotowa, teraz tylko musiałam zadbać o szczegóły mające sprawić, by obrazek nabrał rzeczywistego wyglądu, mimo że nie miał kolorów. Dorysowywałam właśnie łagodne nierówności na ścieżce, którą szedł chłopak, kiedy mój telefon zabrzęczał po raz kolejny. Tym razem była to wiadomość od Alyssy. „Gdzie jesteś?” Zerknęłam na zegarek i uświadomiłam sobie, że już dziesięć po czternastej. Znowu się spóźniłam! Ostatnio zbyt często mi się to zdarzało, dlatego zerwałam się z łóżka i wcisnęłam do kieszeni dżinsów listę potrzebnych rzeczy, portfel i komórkę, po czym wybiegłam z domu jak strzała, zawoławszy jedynie do taty, dokąd się wybieram. Niemal biegiem pokonywałam drogę do umówionego miejsca, jednocześnie klnąc na siebie w myślach. Już z daleka widziałam zdenerwowaną Alyssę i znudzoną Lindsay, która opierała się o niewysoki murek okalający fontannę. Bawiła się telefonem i widząc jej minę, miałam nieprzyjemne odczucie, że nie chce tutaj być i najchętniej uciekłaby do domu. Potrząsnęłam gwałtownie głową, odpędzając tę myśl. - Jesteś wreszcie! – zawołała Ally, nie zadając sobie trudu, aby należycie mnie powitać. – Możesz mi powiedzieć, gdzie się podziewałaś? Byłyśmy umówione dwadzieścia minut temu. - Przepraszam… rysowałam – wydyszałam, zatrzymując się i przysiadając na murku. Prawą ręką trzymałam się za bok, próbując zwalczyć uporczywą kolkę. Alyssa wywróciła oczami. - Zobaczysz, kiedyś zostaniesz pożarta przez własne ołówki. Pamiętaj o moich słowach – zaznaczyła groźnie. - Jasne, jasne – burknęłam, uspokoiwszy oddech. – Idziemy? POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 18 Od zawsze moją pasją było rysowanie. Tworzyłam głównie czarno-białe szkice, ale od czasu do czasu lubiłam sięgnąć ku innym barwom. Kiedy czekało mnie dłuższe wyjście z domu, nie rozstawałam się z kartką i ołówkiem. Ochota na narysowanie czegoś przychodziła mi czasem tak znienacka, że to uczucie potrafiło niemal zwalić mnie z nóg. Przenosiłam na papier wszystko: przyrodę, budynki, ale przede wszystkim ludzi. To oni wydawali mi się najbardziej interesującymi obiektami. Domy nie były w stanie wyrazić emocji, podobnie jak drzewa i kwiaty. Miałam także w zwyczaju wymyślać sobie różne postacie, inspirując się przy tym filmami z gatunku fantasy. Ponieważ ceniłam sobie dobrą literaturę, marzyłam o zostaniu ilustratorką książek. Gdyby właśnie taką pracę udało mu się znaleźć zaraz po studiach, byłabym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Jedna godzina zajęć dodatkowych z plastyki nie mogła zapewnić mi odpowiedniego wykształcenia, szczególną nadzieję pokładałam więc w dalszej części edukacji. Szkolne zakupy w bardzo szybkim tempie zmieniły się w coś zupełnie innego. Kiedy tylko udobruchałam jakoś Ally, zapewniając, że już zawsze będę przychodzić na czas, ta zaciągnęła mnie i Lindsay do pobliskiego butiku. Tam spędziłyśmy blisko godzinę, grzebiąc w stosach spodni i bluzek. Podczas gdy moje towarzyszki kłóciły się cicho o długi, niebieski sweter, ja nie byłam w stanie czerpać przyjemności z przeglądania nowych ciuchów. Wiedziałam, że wyszłam z domu po coś zupełnie innego i musiałam to załatwić. W przeciwnym wypadku nie znajdowałam spokoju, nie byłam w stanie przestać o tym myśleć. Kiedy niemal siłą wypchnęłam dziewczyny ze sklepu – obie były gotowe walczyć o wyżej wymieniony sweter, gdyż każda dowodziła, że zobaczyła go pierwsza – Lindie zaproponowała, by zajrzeć do obuwniczego po drugiej stronie ulicy. Powachlowała się teatralnie kilkoma banknotami, twierdząc, że oszczędności pozwolą jej w końcu na zakup nowych szpilek. - Wiecie co – odezwałam się, kiedy Alyssa z entuzjazmem przystała na ten pomysł – wy sobie idźcie pooglądać buty, a ja przejdę się do papierniczego, zgoda? Wiecie, ile zawsze mam zabawy z wybieraniem zeszytów z różnymi okładkami, więc trochę mi to zajmie. Będziecie mogły dołączyć do mnie później. Dziewczyny ledwie zwróciły na mnie uwagę. Rzuciwszy krótką odpowiedź przez ramię, szybkim krokiem oddaliły się w kierunku wystawy, która prezentowała świeżą, jesienną kolekcję obuwia. Zanim przeszły przez jednię, POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 19 usłyszałam, jak rozprawiają o tym, jaka powinna być maksymalna wysokość obcasa. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Ja także lubiłam się ładnie ubrać, jednakże często stawiałam raczej na wygodę, a nie elegancję. Poza tym byłam człowiekiem, który nie umie odpowiednio zorganizować sobie czasu, dlatego zazwyczaj ubierałam się w pośpiechu. Nie zawsze wychodziło mi to na dobre. Wchodząc do sklepu papierniczego, z uśmiechem przywitałam koszyki pełne różnorakich zeszytów. To była dla mnie jedyna frajda związana ze szkołą: kupowanie pomocy naukowych, które pachniały nowością. Obeszłam kilka razy pomieszczenie, kompletując stosik zeszytów; pod pachę wepchnęłam też sobie trzy duże bloki techniczne. - No proszę, kogo my tu mamy… Odwróciłam się w kierunku, z którego dochodził ten głos i bardzo szybko tego pożałowałam. Coś nieprzyjemnie przekręciło mi się w żołądku. Przede mną stał Austin, który, łagodnie mówiąc, nie wyglądał na zbyt szczęśliwego. Jego usta, które tak łatwo się uśmiechały, teraz wygięte były w brzydki grymas. Udawałam, że tego nie widzę. Wyszczerzyłam się jak jakaś idiotka. - Cześć – rzuciłam swobodnym tonem, przynajmniej tak mi się wydawało. Jakby nigdy nic ruszyłam do kasy, żeby móc zapłacić za wszystkie zeszyty. Położyłam je na ladzie wraz z innymi rzeczami, czekając, aż sprzedawczyni poda łączną cenę. Miałam nadzieję, że powitanie wystarczy Austinowi, ale po raz kolejny okazało się, że nadzieja jest matką głupich. Chłopak, zupełnie jak gdyby był moim cieniem, ruszył za mną. Znowu się uśmiechnęłam. – Co słychać? - Nie odpisałaś na mojego smsa – burknął brunet, gdy pakowałam sprawunki do reklamówki. Poczułam, że robi mi się gorąco i to uczucie wcale nie należało do tych miłych. - Bo nie wiedziałam, co odpisać – odparłam szczerze, kierując się do wyjścia. Austin, kompletnie ignorując ekspedientkę, która uprzejmym tonem zapytała go, co podać, również wyszedł na ulicę. – Wiesz, to wszystko jest trochę skomplikowane, dlatego… - Ach, tak. – Ironia kompletnie do niego nie pasowała. – Teraz znów wszystko jest skomplikowane. Mia, powiedz w końcu prawdę. Chcę ją wreszcie usłyszeć. Dość mam tego, jak się wykręcasz i sama plątasz w tym, co mówisz. Po prostu bądź ze mną szczera. Spojrzałam prosto w piwne oczy nastolatka i westchnęłam głośno. POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 20 Znajdowałam się na publicznym chodniku, którym, nawiasem mówiąc, przechodziło w tej chwili mnóstwo ludzi. Nie było to właściwe miejsce na takie rozmowy, ale wiedziałam, że nie zbędę Austina byle czym. Wzięłam się w garść, planując rozwiązać całą sprawę jak najszybciej. – Nie zrozum mnie źle, ale ja naprawdę nie mogę dać ci tego, czego oczekujesz. Jeszcze tego nie zrozumiałeś? – przemawiałam łagodnym tonem, nie chcąc wywołać kłótni. - Chwileczkę. O czym ty teraz mówisz? Przedwczoraj zachowałaś się zupełnie inaczej… - Chłopak wyglądał na wstrząśniętego. – Dlaczego kłamiesz? To, co wydarzyło się na ognisku, nic dla ciebie nie znaczyło? Widocznie się pomyliłem. Sądziłem, że skoro się całowaliśmy, to liczysz się ze mną i chcesz… - Co?! Całowaliśmy się? – powtórzyłam, będąc w głębokim szoku. Ta informacja kompletnie wyprowadziła mnie z równowagi. – Według ciebie kiedy to miało miejsce? - Już powiedziałem. Na ognisku – wyjaśnił spokojnie. – Było już grubo po pierwszej, ale ja byłem całkowicie rozbudzony, więc wszystko pamiętam. Przytuliłaś się do mnie, więc cię objąłem. Potem coś mruknęłaś, a następnie przyciągnęłaś mnie do siebie i pocałowałaś… Natychmiast to odwzajemniłem, nie mogłem inaczej… Cholera, Mia, byłem pewny, że to pierwszy krok! Że teraz już nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy byli razem! Nie zrobiłem niczego wbrew twojej woli. Wiem, że tego nienawidzisz. Totalnie mnie zatkało. Próbowałam sobie przypomnieć szczegóły ogniska, ale niewiele z niego pamiętałam, a już zwłaszcza w pamięci nie utkwił mi moment, w którym rzekomo całowałam się z Austinem. Potrzebowałam chwili, żeby móc zebrać myśli. - Ja… słuchaj, sporo wtedy wypiłam. Nie pamiętam niczego, nie kontrolowałam się i nie wiedziałam, co robię. Musisz o tym zapomnieć – powiedziałam stanowczo. Zauważyłam, że po moich słowach na twarzy bruneta występują czerwone plamy. – Zrozum, że… Och, nie będę owijać w bawełnę. Nie będziemy razem. Mogę ci jedynie zaproponować dalszą przyjaźń, z mojej strony nie powinieneś liczyć na nic więcej. Przykro mi, że zakochałeś się właśnie we mnie. Odwróciłam się i już miałam odejść w kierunku sklepu, w którym powinny się znajdować Alyssa i Lindsay, kiedy poczułam silny uścisk na swoim POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 21 nadgarstku. Czerwony na twarzy Austin obrócił mnie ku sobie, a potem niespodziewanie wpił się w moje usta. Z wrażenia wypuściłam z dłoni torbę z nowymi zeszytami; przez parę sekund pozwalałam na to, by chłopak mnie całował, kiedy jednak doszłam do siebie, odepchnęłam go. W moim wnętrzu zapaliło się ognisko wściekłości. Choć byłam pewna, że wyraziłam się jasno, Austin najwyraźniej nie zamierzał odpuścić. Zmarszczyłam brwi, starając się nie pokazać, że moja cierpliwość została wyczerpana. - Nie chcę z tobą być! – zawołałam głośno, zwracając na siebie uwagę kilku przechodniów. Piwnooki skrzywił się; wiedziałam, że zadaję mu ból, ale skoro łagodny ton i przyjazny uśmiech nie pomogły, musiałam zadziałać inaczej. – Na ostatniej imprezie zagalopowałam się, za to cię przepraszam. Ale nie potrafię zmienić moich uczuć do ciebie. Jesteś dla mnie niemal jak brat. Na ognisku może nie zrobiłeś nic, czemu bym się przeciwstawiała, ale to, co zaszło przed chwilą, stanowczo mi się nie podobało. Proszę, abyś więcej mnie nie całował i zostawił mnie w końcu w spokoju. Jest tyle ładnych dziewczyn, a ty uparłeś się akurat na mnie! - Ja także nie umiem zmienić swoich uczuć! – krzyknął z wyrzutem Austin. - Wiem. A wielka szkoda. Sięgnęłam po porzuconą na chodniku reklamówkę i odeszłam szybkim krokiem, nie oglądając się za siebie. Spodziewałam się, że chłopak za mną zawoła, jednakże nic takiego do moich uszu nie doszło, co przyjęłam z niemałą ulgą. Policzki paliły mnie, a na ustach wciąż czułam natarczywe pocałunki swojego przyjaciela. To wszystko nie tak, pomyślałam z dezaprobatą. Nigdy nie chciałam skrzywdzić Austina. Prawdę powiedziawszy, ogólnie nie przepadałam za ranieniem swoich najbliższych. Jednakże nie pierwszy raz przekonałam się, że kiedy na drogę dwojga ludzi wkraczają uczucia, życie nagle staje się skomplikowane. Żałowałam, że akurat mnie to się przytrafiło. Ze sklepu obuwniczego wynurzyły się Lindsay i Ally, dyskutujące o czymś zawzięcie. - Trzeba było wziąć te ze złotą sprzączką, były idealne dla ciebie. - Widziałaś w ogóle cenę? Była koszmarna! Za tyle pieniędzy mogę sobie kupić kilka bluzek, które będą o wiele bardziej praktyczne. Owszem, te buty były piękne, ale jak to mówią, tego i owego trzeba sobie w życiu odmówić. – Alyssa przybrała tak poważny ton, że ciężko było uwierzyć, iż rozmawia o POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 22 ciuchach. Niestety, kiedy przychodziła właściwa pora, moja przyjaciółka zamieniała się w zakupowego potwora. Nawet gdy wracałyśmy do domu po kilku godzinach spędzonych w galerii handlowej, czarnowłosa potrafiła jeszcze przez długi czas rozprawiać o tym, jakie były promocje. Zbliżyłam się do obu dziewczyn i pomachałam im triumfalnie przed nosem torbą z nowymi zeszytami. - Najważniejsza sprawa załatwiona – oznajmiłam z dumą. - Kupiłaś wszystko? – zdziwiła się Alyssa, wyrywając się z marzeń o nowych butach. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek powiedzieć, zauważyłam, że przyjaciółka mruży swoje niebieskie oczy. Jedna z jej brwi powędrowała gwałtownie do góry. Znałam tę minę. Właśnie prześwietlała mnie na wylot. – Wyglądasz, jakby coś cię wkurzyło – oświadczyła. - Bo wkurzyło. – Opowiedziałam przyjaciółkom krótkie, aczkolwiek niezbyt przyjemne spotkanie z Austinem. Wyrzucałam z siebie słowa jak karabin maszynowy, byłam więc pełna podziwu, że dziewczyny w ogóle mnie rozumieją. Początkowo obie uśmiechały się cwaniacko; zapewne kibicowały w duchu Austinowi, chcąc, by mnie do siebie przekonał. Kiedy jednak powtórzyłam słowo w słowo to, co powiedziałam chłopakowi, gwałtownie zmarkotniały. - Nasza paczka nie ma szans przetrwać – jęknęła Lindsay żałośnie. – Rozdzielimy się. Austin będzie chciał wyleczyć złamane serce, więc żeby nie narażać się na widok Mii, zacznie unikać nas wszystkich. Szóstka przestanie istnieć… Nie podobało mi się, że mówiła o mnie tak, jak gdyby nie było mnie tuż obok. - Lin, czy naprawdę tylko to cię w tej chwili interesuje? – mruknęła z naganą Alyssa. – To nie jest koniec świata. Ten mały kryzys nie musi oznaczać, że Austin przestanie się z nami przyjaźnić. Wyolbrzymiasz nie te problemy, na których trzeba się skupić. Mia jest w złym humorze, trzeba poprawić jej samopoczucie. – Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, widząc wymalowaną na mojej twarzy wdzięczność. – Powiedziałaś Austinowi to, na co zasługiwał, czyli prawdę. Postąpiłaś słusznie. Jasne, chciałam, żeby między wami zaiskrzyło, ale niczego nie można chcieć na siłę. Teraz po prostu poczekaj, aż Austin wszystko sobie przemyśli. Złość szybko mu przejdzie, zobaczysz. Czarnowłosa złapała mnie za rękę i pociągnęła. Lindsay dreptała zaraz za nami, mamrocząc coś pod nosem. Cieszyłam się, że miałam wsparcie w POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 23 przyjaciółce. Ale czy wszystko będzie takie łatwe, jakie wydawało się w jej oczach? * * * Nic nie wskazywało na to, że Austin zamierza prędko mi wybaczyć. O dziewiętnastej stawiłam się przy jednej z wielu ławek, które były ustawione na rynku; to miejsce było częstym miejscem spotkań mojej paczki. Tak było i tym razem. Zamierzaliśmy wspólnie spędzić ostatni wakacyjny wieczór. Przyszli wszyscy. Z wyjątkiem mojego zranionego przyjaciela. Dylan, który od swojej dziewczyny dowiedział się o tym, co zaszło, poinformował mnie, że Austin kategorycznie odmówił przyjścia i zaszył się w niewielkim skateparku, gdzie uwielbiał spędzać czas, jeżdżąc na swojej deskorolce. Wahałam się, czy do niego pójść i jeszcze raz z nim porozmawiać, jednak cała czwórka była temu stanowczo przeciwna. - On po prostu musi się z tym pogodzić. A wiesz, jaki jest: cierpi w samotności i lepiej mu wtedy nie przeszkadzać – powiedział mi spokojnie Conner, klepiąc mnie lekko po ramieniu, a drugą ręką obejmując Lindsay. – Daj chłopakowi czas, na pewno niedługo do nas powróci, na nowo tryskając energią i z pewnością przeprosi cię za swoje zachowanie. Musisz tylko być cierpliwa. Ale tak się składało, że jego zapewnienia w ogóle mnie nie uspokoiły. Zaczęły mną targać wyrzuty sumienia. Nie, nie z powodu treści moich słów. Prędzej czy później Austin musiałby usłyszeć prawdę powiedzianą wprost. Po głębszym zastanowieniu uznałam jednak, że mogłam go potraktować znacznie łagodniej i właśnie ta myśl nie dawała mi spokoju. - Jutro szkoła – odezwała się po długim milczeniu Alyssa, przerywając moje wewnętrzne tortury. Nikt nie skomentował jej słów; każdy tylko kiwnął głową z ponurą miną. Ja nie wiedziałam, co myśleć. Miałam przeczucie, że ten rok szkolny będzie zupełnie inny od poprzedniego. Nie miałam pojęcia, czego mogę się spodziewać, jednego byłam pewna: czekają mnie zmiany. * POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 24 Z ociąganiem wciągnęłam na siebie czarną, elegancką spódnicę o prostym kroju. Następnie sięgnęłam po jasną bluzkę zapinaną na guziki. Kiedy wygładzałam poszczególne części mojego stroju, odruchowo przeglądałam się w lustrze. Wyglądałam poważnie, a jednocześnie niezbyt sztywno. Dzisiejszy dzień, choć tak przeze mnie znienawidzony, zasługiwał na porządny ubiór. Wrzesień to taki piękny miesiąc, dlaczego wizja powrotu do szkoły musiała kompletnie niszczyć jego urok? Zeszłam po schodach na dół, postukując obcasami lśniących, czarnych czółenek, na których zakup skusiłam się w zeszłym tygodniu. Postanowiłam przed wyjściem napić się soku pomarańczowego, dodającego mi zwykle energii. Kuchnię zastałam kompletnie pustą; ojciec niedawno pojechał do pracy, życząc mi miłego dnia. Było to raczej niemożliwe, ale doceniałam troskę taty. Sprawdziłam godzinę i uznałam, że powinnam już wychodzić z domu. Chwyciłam torebkę i już po chwili znalazłam się przed domem. Chciałam skierować się prosto na przystanek autobusowy, lecz w tym samym momencie obok zatrzymał się granatowy samochód. Był to sąsiad, proponujący, że podrzuci mnie do szkoły, gdyż jedzie w tę samą stronę. Dzięki niemu po kilku minutach zmierzałam już w kierunku znajomego, otynkowanego na jasnoszary kolor budynku. Mnóstwo okien, tabliczka z napisem „Cliverwood High School” i przestrzeń wypełniona nastolatkami. Wbrew pozorom moja szkoła była bardzo rozbudowana. Wiele klas, ogromna stołówka, całkiem przyzwoite łazienki i świetnie wyposażona sala komputerowa oraz biblioteka. Każdy, kto zapisywał się tutaj jako uczeń, mógł wybrać grupę, do której chce uczęszczać. Ja, razem z Alyssą i Connerem, chodziliśmy do klasy o profilu humanistycznym. Dylan i Austin wybrali grupę, gdzie był szczególny nacisk na wychowanie fizyczne: obaj kochali sport. Lindsay, jako jedyna, postanowiła skupić się na nauce przedmiotów ścisłych; było to ukierunkowane głównie tym, iż marzyła, że kiedyś dostanie weterynarzem. W gruncie rzeczy więc moje liceum nie było takie złe. Przeszłam przez czarną, kutą bramę, która stała otworem, zapraszając do wejścia i postanowiłam wkroczyć w kolejny rok nauki. Na moje nieszczęście tuż przy drzwiach napotkałam Austina rozmawiającego z Jeffem, kolegą ze swojej klasy; na widok przyjaciela spuściłam wzrok, wiedziałam jednak, że na mnie patrzy i było to spojrzenie pełne wyrzutu. Skruszona ominęłam ich bez słowa i weszłam do szkoły. POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 25 - Mia! Cześć! – Zanim zdążyłam się pogrążyć w ponurych rozmyślaniach, które polegałyby głównie na zastanawianiu się, w jaki sposób mogę udobruchać Austina, moją uwagę przyciągnęły koleżanki z klasy. Machały do mnie jak szalone, szczerząc się od ucha do ucha. Była już z nimi Alyssa. Podbiegłam do grupki i należycie wyściskałam każdą dziewczynę, która nawinęła mi się pod rękę. - Boże, mieszkamy w jednym mieście, a w ogóle się nie widujemy – zauważyła Melanie, kiedy ją przytuliłam. – Musimy zorganizować w weekend jakieś spotkanie i nadrobić zaległości! - Hej, Mia, czy to prawda, że chodzisz z Austinem? – wtrąciła się Pauline, kiedy entuzjastycznie zareagowałam na propozycję Mel. Wytrzeszczyłam oczy. - Kto ci coś takiego powiedział? – zdenerwowałam się, jednocześnie czując rękę Alyssy na swoim ramieniu; zawsze musiała mnie uspokajać, bo gdy tylko dowiadywałam się o wyssanych z palca plotkach na mój temat, popadałam w niemałą złość. - No wiesz… cała szkoła o tym huczy. – Koleżanka spojrzała na mnie ze zdziwieniem. – Po prostu słyszałam, jak o tym rozmawiają inni ludzie, to wszystko. Trochę mi się to wydało dziwne, bo jakoś niespecjalnie wyglądacie z Austinem na parę, ale… - I nie jesteśmy parą – przerwałam jej sucho. – Nie mam zielonego pojęcia, kto wymyślił coś tak durnego. Możesz być jednak pewna, że mnie i Austina nie łączy nic więcej, poza przyjaźnią, jak zresztą od dobrych kilku lat. - Okej, nie denerwuj się, w końcu to nie ja rozpuściłam tę plotkę – odparła Pauline, podnosząc ręce w obronnym geście. Z chęcią dowiedziałabym się, komu jeszcze Austin opowiadał o naszym niefortunnym pocałunku, przyczyniając się do tego, że byłam teraz na ustach wielu ludzi, postanowiłam jednak dać temu spokój. Zdążyłyśmy z dziewczynami zamienić zaledwie parę słów o minionych wakacjach, kiedy rozległ się głos dyrektorki, zapraszającej nas do auli, gdzie miała odbyć się akademia rozpoczynająca nowy rok szkolny. Wszyscy zaczęli zajmować swoje miejsca: usiadłam w gronie koleżanek, w rzędzie za nami usadowili się Dylan, Conner i Austin. Ten ostatni zerknął na mnie z pogardą, po czym usiadł na krześle zaraz za mną. Czułam jego spojrzenie na swoich plecach i było mi z tym niezręcznie, dlatego szybko zajęłam się rozmową z Lindsay, POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 26 byleby tylko trochę się rozluźnić. Na początku dwie dziewczyny z ostatniej klasy zaśpiewały piosenkę, później jakiś wysoki chłopak, znany mi jedynie z widzenia, wygłosił mowę, w której wyraził radość z powrotu do szkoły (prawdę mówiąc, nie brzmiał zbyt przekonująco i żaden nie byłby w stanie się na to nabrać). Potem głos zabrała dyrektorka, która uśmiechając się do nas pogodnie, stanęła przed mikrofonem i odchrząknęła. - Drodzy uczniowie! – zawołała, a oczy jej rozbłysły; była naprawdę wspaniałą kobietą, można z nią było dogadać się o niebo lepiej niż z innymi nauczycielami. – Tak mi miło was znowu widzieć. Mam nadzieję, że wypoczęliście w ciągu tych wolnych tygodni, bo przed nami kolejny pracowity rok. Ale wiem, że dacie sobie radę! Zauważyłam, że kilkoro uczniów wymienia ze sobą spojrzenia pełne niedowierzania. Cóż, nie mogłam im się dziwić. - Pierwszą sprawą, która zasługuje na uwagę – kontynuowała dyrektorka – to przedstawienie wszystkim nowego nauczyciela matematyki. Zapraszam na środek Roberta Daryla, który od dzisiaj poszerzy nasze grono pedagogiczne. Z tłumu wyłonił się mężczyzna, na którego widok mimowolnie rozdziawiłam usta. POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 27 ROZDZIAŁ 3 Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Gapiłam się z otwartą buzią, podczas gdy nowy nauczyciel stanął obok dyrektorki i zaprezentował olśniewający uśmiech. Nie tylko ja zareagowałam w ten sposób; z podnieconych szeptów oraz zduszonych okrzyków wywnioskowałam, że większość uczennic jest zachwycona wyglądem matematyka. Nie mogłam się temu dziwić. Wyglądał wyjątkowo młodo jak na belfra. Nie spodziewałam się w tej roli faceta, aczkolwiek gdybym miała wyobrazić sobie osobę płci męskiej na jego stanowisko, przed oczami mimowolnie stanąłby mi jakiś podstarzały gość. W tym wypadku było jednak inaczej. Mężczyzna był bardzo wysoki i szczupły, aczkolwiek podejrzewałam, że pod garniturem kryje się dobrze umięśnione ciało. Sprężystość jego kroku przyciągała uwagę. Włosy gęste i ciemne, niemal czarne; rysy twarzy mogłyby mu zapewnić stabilną karierę w świecie show biznesu. Wcale nie przesadzałam. Robert Daryl był po prostu cholernie przystojny. Nie zwracając uwagi na ludzi siedzących wokół mnie, wbiłam w niego natarczywy wzrok. - Jest mi niezmiernie miło, że od dziś będę was uczył w tej szkole. – Głos również miał ładny. Pociągający, głęboki. – Kiedyś sam byłem uczniem, a choć teraz stoję po drugiej stronie biurka, postaram się, aby nasza współpraca mogła być owocna. Dziękuję za ciepłe przyjęcie. Rozległy się oklaski. Pan Daryl uśmiechnął się po raz kolejny, a następnie wmieszał się między pozostałych nauczycieli. Choć dyrektorka wznowiła swoją przemowę, nie miałam pojęcia, o czym mówi. Przyglądałam się matematykowi, który wymieniał właśnie uścisk dłoni z profesorem, który nauczał nas języka angielskiego. Zamknęłam pospiesznie wciąż otwarte usta, nie chcąc wyjść na idiotkę. - A ja myślałam, że będzie nas uczyć jakaś stara jędza! – szepnęła do mnie Alyssa; również przyglądała się nowemu nauczycielowi. – Ten cały Daryl sprawia wrażenie faceta o dobrym usposobieniu. Mam tylko nadzieję, że potrafi tłumaczyć, bo nie da się ukryć, że jest całkiem niezły, jeśli chodzi o wygląd. - Niezły? – powtórzyłam ze zgrozą i spojrzałam na nią z niedowierzaniem. – Okej, Ally, nie wiem, gdzie podziałaś oczy, ale ja na przykład widzę w tej chwili POŚRÓD ZŁUDZEŃ www.miastoksiazek.com | 28 uosobienie męskiego ideału. Przyjaciółka uniosła brwi. - Nie przesadzaj. Jest przystojny, ale nic poza tym. Zresztą, to przecież nauczyciel. Siłą rzeczy jest wpisany w kategorię „nie do zdobycia”, która graniczy także z grupą o tytule „nie należy nawet próbować”. Matematyk pozostanie matematykiem, a więc nauczycielem znienawidzonego przeze mnie przedmiotu. Już samo to sprawi, że nie będę w stanie polubić go całkowicie. Słowa Alyssy kompletnie do mnie nie docierały. To, co mówiła, wpuszczałam jednym uchem, a wypuszczałam drugim. Byłam tak zapatrzona w Roberta, że mój świat na kilka minut skurczył się tylko i wyłącznie do jeg
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Pośród złudzeń
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: